Na różnych blogach, na youtubowych kanałach i forach internetowych aż huczy od tego, że GUS zaniża inflację. Jak donoszą „dobrze poinformowani”, jej prawdziwe poziomy w Polsce to dziś jakieś 7-8% w skali roku. To co najmniej dwukrotnie więcej niż wynoszą podawane przez GUS wskaźniki. Czy rzeczywiście tak jest? Postaram się odnieść do tych rewelacji, podzielić z Wami moją opinią na ten temat i przede wszystkim podpowiedzieć, co robić z pieniędzmi w obliczu tych wszystkich doniesień.

Wielu uważa, że inflacja wynosi ok. 7%-8%. A zatem ci, którzy ze swoich oszczędności wyciągają mniej, są dającymi się wodzić za nos frajerami, pozwalającymi, aby system ich okradał. Czy mamy do czynienia z wielkim spiskiem, który podważa sens oszczędzania pieniędzy i powinien nas skłonić do zamiany wszystkich oszczędności na złoto?

Zapraszam Cię serdecznie do obejrzenia filmu:

Jak GUS oblicza wskaźnik CPI?

Musimy zacząć od tego, w jaki sposób GUS oblicza wskaźnik cen konsumpcyjnych CPI (ang. Consumer Price Index) – czyli ten, który potocznie nazywamy inflacją. Aby policzyć taki wskaźnik, musimy wiedzieć dwie podstawowe rzeczy: po pierwsze – co kupują gospodarstwa domowe, a po drugie – ile za to płacą.

Tylko jak to zrobić, gdy mamy ponad 14 mln gospodarstw domowych, wydających pieniądze na setki tysięcy różnego rodzaju towarów i usług – począwszy od chleba, a skończywszy na zabiegach redukcji tkanki tłuszczowej przy pomocy szamańskiej muzyki transowej?

Jak badany jest poziom cen do inflacji?

Pierwszy krok, to ustalenie, na co Polacy wydają kasę. Aby to określić, GUS losuje 30 tys. gospodarstw domowych, które otrzymują specjalne książeczki lub programy komputerowe służące do zapisywania codziennych zakupów, a także swoich dochodów. Gospodarstwa te biorą udział w corocznym, cyklicznym badaniu budżetów gospodarstw domowych. Na podstawie danych zebranych w czasie tego badania GUS może określić, które produkty są najczęściej kupowane w przeciętnym gospodarstwie i które w związku z tym w kolejnym roku powinny znaleźć się w tzw. koszyku inflacyjnym.

Co to jest koszyk inflacyjny?

No właśnie – czym jest ów słynny koszyk inflacyjny? Propagatorzy tezy o zaniżaniu inflacji przez GUS przytaczają anegdotę z czasów komuny, gdy po podwyżkach ogłoszonych przez Władysława Gomułkę w 1970 roku żartowano z rozgoryczeniem, że „ceny żywności wprawdzie wzrosły, ale lokomotywy potaniały”. 

Żart na temat inflacji
Źródło: zdjęcie Stanisław Dąbrowiecki / PAP

Ten argument działa na wyobraźnię, ale zastanówcie się przez chwilę – ile spośród wylosowanych przez GUS 30 tys. gospodarstw domowych kupiło sobie w ubiegłym roku lokomotywę? Oczywiście żadne i tego typu towarów w koszyku inflacyjnym oczywiście nie ma! A co się w nim znajduje? Są tam dobra i usługi podzielone na 12 działów zgodnie z tzw. międzynarodową Klasyfikacją Spożycia Indywidualnego według Celu. Zobaczcie je poniżej:

Koszyk inflacyjny

I teraz ktoś może powiedzieć: Restauracje i hotele? Albo Rekreacja i kultura? Co mnie to obchodzi? W ubiegłym roku nie wydałem na to ani złotówki! 

Każdy ma „własną” inflację

Aaaa – no właśnie – i teraz dochodzimy do bardzo ważnego momentu! Nie ma czegoś takiego, jak jedna miara, która w sposób jednoznaczny, obiektywny i uniwersalny pokazuje PRAWDZIWĄ inflację. Dlaczego? Bo każdy z nas wydaje pieniądze na coś innego. Każdy z nas robi zakupy w innych sklepach i płaci różne ceny za podobne towary! To, co stara się policzyć GUS – to jest wskaźnik cen dla przeciętnego gospodarstwa domowego. A wiecie jak to jest ze średnimi. Jeśli mój kolega je kotleta mielonego, a ja gotowaną kapustę – to średnio jemy gołąbka – ale z naszą rzeczywistością ma to niewiele wspólnego.

Ile wynosi prawdziwa inflacja?

Wskaźnik GUS nie pokazuje tego, o ile inflacja wzrosła dla Ciebie i Twojej rodziny. Pokazuje, jak to wygląda w ujęciu uśrednionym. Oczywistym jest, że inaczej zachowa się indywidualny wskaźnik inflacji emeryta, a inaczej rodziny z trójką małych dzieci. Inaczej wygląda koszyk zakupowy osób mieszkających na wsi, a inaczej tych w centrum Poznania. Inaczej wreszcie koszyk zakupowy nałogowego palacza, który co wieczór popija piwem golonkę i dojeżdża codziennie samochodem do pracy, a inaczej weganina, który nie pije alkoholu, nie pali, a do pracy dojeżdża rowerem.

Ale jabłka faktycznie są ostatnio droższe! 

Dlaczego warto o tym pamiętać? Kilka tygodni temu miałem przyjemność wystąpić gościnnie na jednym z popularnych kanałów na YT i mówiłem tam m.in. o tym, że w kolejnych miesiącach spodziewam się niższych odczytów wskaźnika inflacji, a lutowe 4,7% to raczej ostatni taki wysoki w najbliższym czasie. Pod filmem pojawiło się mnóstwo komentarzy. Zwróćcie uwagę na poniższe, które są bardzo charakterystyczne dla tematu, który dziś omawiamy, a które – znając już sam skład koszyka inflacyjnego GUS – można właściwie zinterpretować:

Marek: – Panie Marcinie był Pan ostatnio w sklepie spożywczym?Tam dobrze widać inflację, taką realną

Sergiusz: – Dokładnie, robię zakupy raz w tygodniu. Bardzo często są to te same produkty. Przykładowo w zeszłym tygodniu kilogram jabłek kosztował 3,99, w tym już 4,99. Tych przykładów jest niestety dużo dużo więcej.

Marek: – No właśnie. Czyli teraz mamy na jabłkach realna inflację na poziomie 25 proc tygodniowo!!!Ok może statku oceaniczne staniały, ale udział jedzenia w koszyku zakupowym jest dominujący.Dlatego z pobłażaniem patrzę na wywody ekspertów i telewizji które twierdzą ze inflacja jest 4 proc.

Oczywiście byłem ostatnio w sklepie, ale jednocześnie wiem, że świat nie kończy się na moim osiedlowym warzywniaku, a GUS nie liczy inflacji w oparciu o to, co ja włożyłem do mojego koszyka, tylko w oparciu o to, co w ubiegłym roku trafiało do koszyka przeciętnego gospodarstwa domowego. Warto więc zastanowić się nad tym bardziej i zauważyć, że choć w ostatnim czasie jakaś kategoria dóbr (np. żywność) podrożała, w tym samym czasie inne kategorie mogły potanieć (np. benzyna, abonamenty telefoniczne, opłaty za Internet, bilety lotnicze, bilety do kina, telefony, itp.). A w koszyku inflacyjnym znajdują się przecież dobra i usługi z różnych kategorii. 

Nawyk krytycznego myślenia

Bardzo zależy mi na tym, aby zaszczepić w Was – poza zdrowymi nawykami finansowymi – także bardzo ważny nawyk krytycznego myślenia. Zależy mi na tym, abyście swoje decyzje – finansowe i życiowe – podejmowali w oparciu o fakty, a nie w oparciu o opinie „głośnej większości”. 

Nawyk krytycznego myślenia

I żebyśmy mieli też pełną jasność  – nie bronię tu tezy, że inflacja publikowana przez GUS jest idealna, a w metodologii nie ma miejsca na przekłamania. Jasne, że takie miejsca są! Fałszerstwa danych statystycznych są równie stare, jak światowa gospodarka i do wszelkich danych publicznych podchodzę z odpowiednim sceptycyzmem. 

Ale z jeszcze większym sceptycyzmem podchodzę do opinii kogoś, kto nie ma pojęcia, co mierzy wskaźnik, który komentuje, a swoją metodologię pomiaru opiera się na cotygodniowym sprawdzeniu ceny jabłek w swoim sklepie.

Polecam Wam prosty test, który sam przeprowadziłem przygotowując ten artykuł. Poproście autora komentarza czy filmu na YT, który opowiada o kilkukrotnie wyższej inflacji niż ta oficjalna – o link do źródła w oparciu o które wygłasza swoją kategoryczną opinię oraz o opis metodologii, którą się posługuje.

Inflacja - wykonaj prosty test.

Szybko przekonacie się, że jest to zwykle łańcuszek na zasadzie A powiedział, że B powiedział, że C powiedział, że D powiedział, że E podobno policzył… Albo, że jest to  merytorycznie błędny wniosek, w rodzaju: Podaż pieniądza wzrosła o 7%, zatem prawdziwe ceny też wzrosły o 7%. Tymczasem ważne jest, co się stało z tym dodatkowym pieniądzem. Czy popłynął on na rynek dóbr i usług konsumpcyjnych (wpływając tym samym na wskaźnik CPI), czy może np. na rynek nieruchomości, który nie jest ujęty we wskaźniku inflacji. Wyjaśniałem to już w 56 #wtrokuzfinansami.

Polecane lektury na temat inflacji.

Osobom zainteresowanym pogłębieniem tematu polecam także lekturę dwóch dokumentów. Pierwszy – to bardzo fajny 5-stronicowy materiał przygotowany przez zespół ekonomistów mBanku pod wodzą Ernesta Pytalrczyka pt. Gus zaniża inflację? Ujawniamy. A drugi to 61-stronicowe opracowanie GUS, które w miarę ludzkim językiem odpowiada na pytanie, co warto wiedzieć o inflacji – w tym o praktycznych problemach z jej mierzeniem.

Kiedy GUS publikuje dane o inflacji? 

Cyklicznie – od 5 do 22 dnia każdego miesiąca kalendarzowego, ankieterzy GUS uzbrojeni w tablety zbierają informacje o ponad 230 tys. cen różnych artykułów wchodzących w skład koszyka inflacyjnego. Robią to w 207 rejonach w całej Polsce. I tak na przykład w samej Warszawie jest aż 6 takich rejonów – aby móc ceny odpowiednio uśrednić. Dzięki tym danym już ostatniego dnia danego miesiąca podawany jest tzw. szybki szacunek cen konsumpcyjnych. Natomiast dane ostateczne publikowane są zawsze 15 dnia następnego miesiąca.

Kiedy publikowane są dane o inflacji?

Z powodu koronawirusa i problemów związanych z dostępem do sklepów GUS zawiesił na jeden miesiąc podanie szybkiego odczytu w marcu. 15 kwietnia podał już normalnie inflację za marzec, a 30 kwietnia podał już normalnie odczyt szacunkowy za kwiecień – który wskazuje na spadek inflacji do ok. 3,4% rdr. 

Ten 1 miesiąc braku danych szacunkowych wystarczył, by w komentarzach pod moimi filmami o inflacji wielokrotnie pojawiła się informacja, że GUS zaprzestał publikowania danych – więc jest „grubo”.

R: – GUS zawiesił podawanie inflacji, więc musi być grubo, obecnie wciska się ludziom kit, osacza, zniewala niwelując gotówkę (nie mam na myśli Pana Marcina).

Podejdź do życia i pieniędzy pragmatycznie

Kiedy tak opowiadam o metodologii GUS, możecie dojść do wniosku, że za bardzo wierzę w system, że ufam oficjalnym danym, a one na pewno są inne. To zupełnie nie tak. Ja mam po prostu pragmatyczne podejście do życia i pieniędzy. I gdy podejmuję na przykład decyzje inwestycyjne – to staram się robić to w oparciu o możliwie wiarygodne informacje. I nie znalazłem po prostu żadnego sensownego źródła podającego rzekomo „PRAWDZIWĄ” inflację w Polsce, które broniłoby się merytorycznie i wskazywałoby na to, że średni wzrost cen jest znacząco wyższy od tego, co pokazuje GUS.

Źródło: https://www.case-research.eu/pl/online-case-cpi

Co więcej, warto zauważyć, że alternatywne metodologie wskazują odczyty niższe od wskaźnika GUS. Przykładem jest tutaj choćby ONLINE CASE CPI – która podaje indeks mierzący poziom cen konsumenta na rynku polskim, oparty całkowicie o dane pochodzące z Internetu.

Metodologia GUS jest publicznie dostępna, opisana na kilkuset stronach, spójna z wytycznymi Eurostatu i nadzorowana przez międzynarodowe instytucje. Czy GUS może trochę zaniżyć oficjalną inflację – tak. Ale czy wynosi ona 8% zamiast 4%? A skąd takie dane? Kto to policzył i jaką merytorycznie sensowną metodą?

Z największą przyjemnością zapoznam się ze źródłem takich obliczeń – i mówię to w pełni otwarcie, bo nie interesuje mnie, czy mam rację, tylko to, jakie są fakty. Jeśli więc znacie takie wiarygodne, sprawdzone i merytoryczne źródło danych statystycznych – będę bardzo wdzięczny za informację i link do niego.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Skoncentruj się na tym, na co masz wpływ

Zamiast akademickich dociekań, ile wynosi PRAWDZIWA inflacja (na które nie ma sensownej odpowiedzi, bo w praktyce każde gospodarstwo domowe ma jej inny poziom) proponuję Wam bardziej pragmatyczne podejście, polegające na koncentrowaniu się na tym, na co mamy realny wpływ. Nie ma co ukrywać – system pieniądza papierowego, opartego na wierze, zaprojektowany jest w taki sposób, że pieniądz z każdym rokiem traci na wartości. Na to wpływu nie mamy. 

A na co mamy wpływ?

(1) Kontrola nad wydatkami. Twoja indywidualna, faktyczna inflacja zależy nie tyle od tego co podaje GUS, ale od tego, jakie Ty podejmujesz decyzje zakupowe. Kupując z głową, tańsze dobra, w tańszych lokalizacjach, a przede wszystkim nie kupując tego, co zbędne – sprawisz, że w Twojej kieszeni zostanie więcej pieniędzy. Myślę, że obecna epidemia i związane z nią obawy o poziom dochodów skłoniły wiele osób do ograniczenia wydatków. Teraz macie okazję naprawdę przekonać się, które z Waszych zakupów to potrzeby, a które to zwykłe zachcianki.
(2) Zwiększanie dochodów. Dziś o to jest trudno – ale systematycznie rozwijając się i zwiększając swoją wartość rynkową i swoje dochody – w najskuteczniejszy sposób uodpornisz się na inflację. To jest najlepszy „hedge antyinflacyjny”, jaki w ogóle istnieje.
(3) Mądre inwestowanie nadwyżek. Bez względu na to, czy GUS zaniża tę inflację, czy nie – musisz decydować, w jaki sposób chronić przed nią swoje oszczędności. 

Aby pomóc Ci w tym ostatnim zadaniu, napisałem książkę o inwestowaniu, której przedsprzedaż rusza już 1 lipca. Jeżeli chciałbyś dowiedzieć się więcej – bardzo gorąco zachęcam Cię do dołączenia do specjalnego newslettera książki, dzięki któremu uzyskasz najbardziej preferencyjne warunki zakupu:

(jeśli powyżej nie widzisz formularza, kliknij tutaj).

To już wszystko na dziś. Koniecznie daj znać w komentarzu, czy wierzysz w poziom inflacji podawany przez GUS i jak wpływa to na Twoje decyzje finansowe.

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na górze tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem Apple Podcasts
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z Apple Podcasts i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w Apple Podcasts

Może Cię zainteresować

Jeżeli ten wpis był dla Ciebie ciekawy, być może zainteresują Cię też: