Zobacz, jak nas łowią marketingowcy. Poznaj ich triki i zostaw więcej pieniędzy dla siebie!

42

Myślisz, że sam decydujesz, na co wydajesz pieniądze? To tylko iluzja. Niezliczone sztaby marketingowców i naukowców pracują każdego dnia nad tym, by „wyssać” z naszego portfela więcej pieniędzy. Bardzo skutecznie zakradają się do naszych głów i manipulują naszymi wyborami. Czy można się przed tym obronić?

Wolny rynek, rządzony prawem popytu i podaży, wyniósł nasz standard życia na poziom, który kiedyś nie marzył się nawet największym władcom. Operacje na otwartym sercu, przelot nad oceanem w kilka godzin, ciepła woda w kranie, klimatyzacja, komunikacja „face to face” z ukochaną osobą, nawet gdy przebywa na drugim krańcu świata… Moglibyśmy wymieniać tak bardzo długo.  

Okazuje się jednak, że ten sam wolny rynek, który zachęca producentów do wytwarzania tego, czego ludzie potrzebują, ma też swoją mroczną stronę. Pogoń za zyskami sprzyja powstawaniu przedsiębiorstw manipulujących gustami konsumentów i zakłócających naszą zdolność oceny i prawidłowego wyboru tego, co kupujemy. Jak piszą George Akerlof i Robert Shiller w książce „Phishing for Phools– „takie firmy prowadzą działalność pasożytniczą i niszczycielską, na podobieństwo komórek rakowych zadomowionych w organizmie skądinąd zdrowego człowieka”.

Im więcej zarabiamy, tym więcej wydajemy. Firmy farmaceutyczne wciskają nam za miliardy złotych pseudoleki, które nie działają. Producenci żywności płacą naukowcom za badania, z których ma wynikać, że ich produkty są zdrowe. Nawet za karnet na siłownię ostro przepłacamy, bo nie jesteśmy w stanie właściwie ocenić częstotliwości treningów. W większości przypadków nie jesteśmy świadomi tego, że nieustannie jesteśmy namierzani i wykorzystywani. Łowieni jak bezradne rybki. Mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi, częściej dasz radę zerwać się z marketingowego haczyka.

Decyduje małpka na ramieniu

Marketingowcy znają nas znacznie lepiej, niż my sami. Doskonale zdają sobie sprawę np. z tego, że w naszym mózgu funkcjonują dwa systemy:

  • System 1: odruchowy
  • System 2: analityczny

Pierwszy z nich, zwany również Systemem X (od ang. refleXive), wykształcił się w procesie ewolucji już kilkaset milionów lat temu, dlatego niektórzy mówią o nim nasz „gadzi mózg”. Jest zlokalizowany w starszych strukturach mózgu, fizjologicznie tworzących tzw. układ limbiczny. Ten system odpowiada za szybkie, automatyczne, odruchowe i często nieświadome decyzje.  To dzięki niemu nasi przodkowie uciekali na drzewo na widok poruszającej się trawy, nie czekając na potwierdzenie, czy to zbłąkana antylopa czy głodny lew.

Drugi system, zwany Systemem C (od ang. refleCtive), to już zupełnie inna historia. Ewolucyjnie jest znacznie młodszy (wykształcił się około 0,2 miliona lat temu) i jest zlokalizowany w korze przedczołowej mózgu, dzięki której tak dumnie mówimy o sobie Homo Sapiens. Ten system odpowiada za procesy powolne, świadome i racjonalne. To dzięki niemu nasi przodkowie stopniowo zaczęli ze skrawków informacji budować teorie powstania wszechświata, planować przyszłość, wytwarzać broń i magazynować żywność. To jemu zawdzięczamy też rozwój mowy i umiejętność liczenia. System analityczny odpowiedzialny jest za logiczne i strategiczne myślenie.

Serce i mózg – odwieczny konflikt

Zwykle system odruchowo-emocjonalny i system analityczny znakomicie ze sobą współpracują i świetnie się uzupełniają. W pewnych okolicznościach dochodzi jednak między nimi do swoistego konfliktu. To właśnie wtedy mamy wrażenie, że „mózg” podpowiada nam jedno, a „serce” pragnie czegoś zupełnie innego. Szczególnie w sytuacjach, w których jesteśmy zmęczeni, zestresowani, głodni, albo działamy pod wpływem silnych emocji. System 2 zostaje wtedy niemal wyłączony, a rolę głównodowodzącego przejmuje System 1.

Autorzy „Phishing for Phools” nazywają System 1 naszą „małpką na ramieniu”. Wydaje nam się, że podejmujemy świadome i racjonalne decyzje, a w rzeczywistości robimy to, czego zapragnie nasza małpka.

Ten uproszczony podział to ledwie wstęp do tego, co wiedzą o nas marketingowcy. Neuromarketing to prężnie rozwijająca się gałąź nauki. Każdego dnia armia naukowców ciężko pracuje nad tym, jak wykorzystać technologię medyczną (w tym badania aktywności mózgu) do określenia, jak zareagujesz na marki, hasła i reklamy, którymi bombardowana jest Twoja głowa. Sprawę w dzisiejszych czasach znacznie ułatwiają też media społecznościowe, w których – na własne życzenie – zostawiamy ogromne ilości danych, tzw. ślady cyfrowe. Na ich podstawie tworzone są profile naszych osobowości, dzięki czemu reklamy, które wyświetlają Ci się np. na Facebooku są doskonale dopasowane do Twojego gustu konsumenckiego.

Po co o tym piszę? Aby uświadomić Ci, że wokół trwa polowanie na nasze pieniądze! Oto niektóre haczyki, na które próbują nas złowić.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Haczyk nr 1: Szczególny dzień

Nawet jeśli zachowujemy stale dużą ostrożność w wydatkach, od czasu do czasu z pewnością będziemy mieć „słabszy dzień”. Marketingowcy bardzo dbają, aby okazji do „słabszych dni” nigdy nam nie zabrakło. Rzuć tylko okiem na kalendarz: Sylwester, Dzień Dziadka, Dzień Babci, Walentynki, karnawał, Święta Wielkanocne, komunie, Dzień Matki, Dzień Dziecka, wyjątkowe wakacje, szkolna wyprawka, dzień Wszystkich Świętych, Mikołajki, Święta Bożego Narodzenia. Do tego dodajmy: urodziny i imieniny, narodziny dziecka, wesela, chrzciny, pogrzeby, rocznice ślubu…

Nie dasz żonie prezentu? Nie kupisz dziecku wyprawki do szkoły? Nie pójdziesz na imprezę sylwestrową? W takich dniach wystarczy moment nieuwagi. Jeśli zadziałamy tak, jakby pieniądze nie miały dla nas znaczenia, nasza dotychczasowa wstrzemięźliwość i roztropność może zostać zniweczona. A firmy oferujące rozmaite dobra i usługi tylko czyhają na taki właśnie moment.

W przypadku pogrzebu troskliwy przedstawiciel domu pogrzebowego pokaże Ci kilkanaście rodzajów trumien, przekonując, że im bardziej dostojną wybierzesz, tym większy szacunek okażesz zmarłemu. Aż chciałoby się postawić banner: „W naszej trumnie wyglądasz jak żywy!”.

Jak się przed tym bronić? Po pierwsze: z wyprzedzeniem zaplanuj kwotę, którą chcesz i możesz na takie cele przeznaczyć. Po drugie: pamiętaj, że najcenniejsze prezenty nie muszą być drogie. Po trzecie: gdy słyszysz, że „to wyjątkowy dzień”, przypomnij sobie, że to już 20 „wyjątkowy dzień” w tym roku 🙂

Haczyk nr 2: Zasada wzajemności

Kilka kolejnych haczyków możesz znać z książki Roberta Cialdiniego Wywieranie wpływu na ludzi”. Reguła wzajemności działa w prosty sposób – gdy otrzymamy jakiś prezent, czujemy się zobowiązani, by się odwdzięczyć. Co jednak bardzo ciekawe, poziom poczucia „zobowiązania” nie ma związku z wartością otrzymanego prezentu.

Balonik od sieci restauracji, kalendarz z logo firmy, kubeczek. Takie drobiazgi potrafią sprawić, że dokonamy zakupów w tej właśnie firmie. Pewien właściciel apteki w USA rozdając klientom breloczki do kluczy o wartości 50 centów, zwiększył w ten sposób swoje przychody o 17%!

Jak się przed tym bronić? Po pierwsze: przyjmując prezent powiedz sobie: „O, reguła wzajemności! Jak ja to znam!”. Po drugie: jeśli ciągle czujesz się zobowiązany, nie przyjmuj takich prezentów. Po trzecie: jeśli dostaniesz kubeczek, to wydaj nie więcej niż wartość kubeczka.

Haczyk nr 3: Społeczny dowód słuszności

Widząc, że spora liczba ludzi coś robi, zakładamy, że postępują oni słusznie. To dlatego działają na nas reklamy w rodzaju: 95% kobiet zauważa wyraźną różnicę – nawet jeśli połowie się pogorszyło, nie poprawiło 🙂

Jak się przed tym bronić? Moją prywatną obroną przed takim przekazem marketingowym jest powiedzenie mojego kolegi: „Ludzie, ludzie, jedzmy g…o!  Miliardy much nie mogą się mylić!”.

Haczyk nr 4: Siła autorytetu

Od narodzin jesteśmy trenowani w posłuszeństwie wobec autorytetów: rodziców, nauczycieli, szefów, naukowców. Marketingowcy wykorzystują siłę autorytetu na wiele sposobów.

Na przykład w utrzymywaniu higieny jamy ustnej takim autorytetem są stomatolodzy. Colgate przez lata reklamował swoją pastę do zębów jako polecaną przez 4 na 5 stomatologów. Co się okazało?

Badania były przeprowadzone telefonicznie na niewielkiej grupie, a na pytania często odpowiadały higienistki. Co więcej, badani mogli podać wiele „polecanych past”.  Oznacza to, że Colgate równie dobrze mógł być dopiero 10 w kolejności polecaną pastą, ale w statystykach się znalazł. Dane naciągane jak guma w gaciach, ale Colgate informował: 80% dentystów poleca Colgate.

Innym ciekawym przykładem jest historia badań sfinansowanych przez Coca-Colę. Ta największa na świecie firma produkująca słodzone napoje sfinansowała fundację nazywającą się Global Energy Balance Network. Współpracujący z nią naukowcy wykazali, że aby zachować wagę należy więcej się ruszać, a mniej martwić o ograniczenie kalorii. Opinia „niezależnych naukowców” kosztowała kilka milionów dolarów (źródło).

Jak się przed tym bronić? Zadaj sobie dwa pytania. Kto tak naprawdę do mnie mówi? Jaki ma interes w tym, że mówi to, co mówi? Gdy widzisz, że badania nad „zdrową dietą” są finansowane przez koncern spożywczy, potraktuj je w kategoriach „science fiction”.

Haczyk nr 5: Lubienie i sympatia

To oczywista sytuacja, w której Twój ulubiony aktor czy sportowiec poleca szampon do włosów czy “tanią” pożyczkę. Skoro lubimy aktora lub sportowca, polubimy też produkt, który reklamuje. Stąd zatrzęsienie znanych osób w reklamach firm. Przypomnij sobie tylko, ile produktów prezentował już Robert Lewandowski.

Jak się przed tym bronić? Musisz oddzielić swoją sympatię do osoby od sympatii do produktu. Powiedz sobie po prostu: Robert, fajny z Ciebie facet, ale telefon już mam! 🙂

A jakie Ty znasz haczyki?

Wymieniłem tylko niektóre haczyki, na które łatwo nas złapać. Ale w praktyce istnieje ich znacznie więcej. Jeśli do głowy przychodzą Ci jakieś kolejne – koniecznie podziel się tym w komentarzu. Im więcej ich namierzymy, tym trudniej będzie nas złapać! 🙂

Może Cię zainteresować

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 14 479 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze42 komentarze

  1. Kolejny przykład – presja czasu: jedyna, niepowtarzalna okazja, tylko do końca dnia. Zamów już teraz…

    I jeszcze jeden, który strasznie mnie irytuje. Non stop wydzwaniają do mnie telemarketerzy informujący mnie o tym że coś wygrałem, albo coś rozdają za darmo. Wystarczy przyjść na jakiś pokaz i odebrać nagrodę. Chociaż to trochę podchodzi pod punkt numer 2 – zasada wzajemności… Otrzymasz jakąś rzecz, i będzie Ci głupio wyjść nie rewanżując się w żaden sposób.

    Swoją drogą historia z telemarketerami jest dość ciekawa, bo dzwonią do mnie informując że nagrody dostępne są w Białej Podlaskiej, lub pytają czy dodzwonili się do mieszkańca Białej Podlaskiej. Nie dość, że mieszkam kilkaset kilometrów od Białej Podlaskiej, to nawet nigdy w życiu tam nie byłem. Wielokrotnie dopytywałem skąd mają mój numer i ciągle ta sama śpiewka, że numer został wylosowany. Ot – cała sensowność RODO i całego zamieszania z nim związanego…

    • Hej Anatol,

      o tak, presja czasu również często jest stosowana.

      O ile jednak nie mam nic przeciwko temu, gdy ktoś faktycznie oferuje cos na preferencyjnych warunkach w danym “oknie sprzedażowym”, o tyle widok podobnych warunków po zakończeniu “promocji” sprawia, że można się poczuć oszukanym.

      A telefony z informacją “wygrał Pan…” albo “czeka na Pana do odebrania nowoczesny mikser…” coraz bardziej mnie nakręcają, aby kiedyś udać się na takie spotkanie i przygotować z niego relację 🙂

      • Marcin, ja jestem bardzo ciekawa jak wygląda takie spotkanie, bo oczywiście że mam takie telefony 🙂 Oczywiście szkoda mi czasu ale jeśli kiedyś wybierzesz się na taką prezentację, napisz o tym! 🙂

    • Czesc,

      to losowanie nr nie do konca jest tlumaczeniem. RODO zaklada, ze wyraziles zgode. a przeciez nie wyraziles wiec jest to niezamowiony tel reklamowy.

      ja w takiej sytuacji zadaje pytanie “czy macie moja zgode?”.

  2. Krzysztof A.

    To jak już lecimy po Cialdinim – niedostępność/ekskluzywność/presja czasu 🙂 Jesteśmy bardziej skłonni dokonać zakupu kiedy mamy wrażenie, że ucieka nam jakaś okazja, np. “Promocja tylko dzisiaj” – to o tyle wredny haczyk, że potrafi pokonać zdroworozsądkową zasadę “przespania się z decyzją o zakupie”. Niedostępność i ekskluzywność to w zasadzie ta sama bajka w innym świetle – bardziej (statystycznie) chcemy mieć coś, co znajduje się odrobinę poza naszym zasięgiem albo nawet jeśli znajduje się w naszym zasięgu to jesteśmy skłonni zapłacić więcej za świadomość że mało kto może sobie na to pozwolić. Najbardziej jaskrawym przykładem są chyba diamenty, które tyle kosztują ze względu na de facto monopol na rynku.

    • Hej Krzysztof A.,

      dobre przykłady.

      Dla mnie pojęcie “ekskluzywności” jest niepojęte. Nie czuję zupełnie, jaka korzyść wynika dla mnie z faktu, że jestem posiadaczem czegoś, co posiada niewielka liczba osób. Ale faktycznie na wiele osób to działa.

      I pewnie na mnie też, tylko w innych sytuacjach (np. zapraszamy do współpracy tylko najlepsze blogi – chwyt agencji marketingowych 🙂 )

      • Warto sięgnąć w takich rozważaniach na temat ekskluzywności do Veblena i Teorii klasy próżniaczej. Książka z 1899 roku a wciąż w przewrotny sposób aktualna.

  3. Zarejestruj się. 10% na pierwsze zakupy. To kolejny haczyk. I jeszcze: ” do darmowej wysyłki brakuje ci jeszcze … zł.

    • Hej Anna,

      o tak, tutaj mistrzami są niektóre sklepy internetowe 🙂

      Ja jestem pod wrażeniem Amazona, który podrzuca mi pomysły na dokupienie kolejnych książek. Muszę przyznać, że faktycznie zwykle są dobrze dobrane i ratuje mnie tylko zasada, że nie kupuję nowej książki, dopóki nie przeczytam i nie zrobię notatek z poprzedniej (mówię oczywiście o non-fiction)

  4. Telemarketerom trzeba powiedzieć żeby nagrodę wysłali. Będą oburzeni naszą bezczelnością i raczej już nie zadzwonią ?

    • Można by długo wymieniać…
      1. Muzyka w hipermarketach – skoczna, relaksująca, odprężająca
      2. Ułożenie płytek podłogowych w sklepach – małe płytki powodują denerwujące stukanie wózka zakupowego, co skłania nas do wolniejszego chodzenia, a w efekcie do brania większej ilości rzeczy
      3. Zapachy – w sklepie spożywczym zapach świeżego pieczywa, w sklepie z odzieżą zapach drogich perfum itd
      4. Światło – nad owocami o barwie cieplej aby owoce wygladaly apetyczniej, przy kosmetykach i chemii domowej o barwie zimnej, dającej wrażenie sterylności.

      Niestety, a moze stety, to moja branża. 🙂

      • Był taki żart odnośnie zapachów, choć to udowodnione że “you can sell it if you can smell it. A żart się kończył “tylko nigdy nie kupię tam papieru toaletowego”. Wózek… kiedy ja ostatnio brałem wózek w sklepie

  5. Ad 1 – Dodałbym jeszcze „wyjątkowe promocje tylko dzisiaj”, w rzeczywistości powtarzające się co tydzień, czy co kwartał w wersji pesymistycznej. Euro-AGD i Media-Ekspert, to mają je w trybie ciągłym.
    Ad 5 – Czasami są ogłaszane akcje bojkotu gwiazd, które zbyt nachalnie coś reklamują. Powiedzmy zatem szczerze: fajni faceci/babki nie grają w reklamach! Upowszechnienie tej prawdy rozwiązuje problem.
    Przypomnieć należy też o sposobach ustawiania towarów w sklepach – rzeczy kupowane codziennie (pieczywo, mięso, nabiał) są najczęściej z tyłu.
    Dodać tez należy muzykę puszczaną w hipermarketach, chociaż tu mam mieszane uczucia – zbyt głośna muzyka męczy i skłania do szybszego wyjścia, dochodzi też ryzyko, że się nie spodoba.
    Dygresja: świetny był ostatni „Wtorek z finansami” o pułapce potwierdzenia.
    Pozdrawiam.

  6. Wiele lat temu od razu po szkole kiedy nic sensownego jeszcze nie mogłam robic, sama pracowalam w telemarketingu i tam nauczylam sie zasady 3 tak, tzn. jesli ktos 2 razy odpowie Ci na jakies pytanie tak nawet oczywiste, wtedy jest większe prawdopodobieństwo, ze na 3 pytanie również odpowie tak. Dlatego najpierw zadajemy 2 pytania, które sugerują odpowiedź tak, np. Czy zgodzi sie Pan ze mna ze obecnie za duzo placi Pan za telefon? Tak Czy wolalby Pan placic mniej? Tak i nasze trzecie pytanie moze brzmiec wtedy: Rozumiem ze jest Pan zainteresowany zmiana operatora? Bardzo duze prawdopodobieństwo ze osoba osmielona poprzednimi oczywistymi pytaniami rowniez powie tak na nasze właściwe pytanie

    • Hej Kasia,

      faktycznie – przypomniałem sobie, że o zasadzie 3x tak uczyli nas na szkoleniu w banku (gdy w 2005 roku prowadziłem jeden z oddziałów). Muszę przyznać, że działało to naprawdę nieźle 🙂

      Zapomniałem o tej zasadzie. Wykorzystam to dzisiaj w domu, zanim zapytam córek, czy wyprowadzą za mnie psa wieczorem 😉

  7. Kiedyś dałam “się złapać” na wizję siebie w kuchni. I nie chodzi o to, że kupiłam jakiś super sprzęt kuchenny po prezentacji, tylko chciałam kupić blender, a kupiłam cały zestaw: blender + pojemnik i różne tarki… Efekt jest taki, że blendera używam często, a cały ten zestaw użyłam 3 razy w ciągu 10 lat. Zresztą dużo moich koleżanek miało takie zaćmienia: wyciskarka do soków, kitchenaid i różne takie, których nikt nie używa, bo są schowane głęboko w szafce, a myje się to długo.
    Jeśli chodzi o inne promocje, to jestem chyba dość odporna, nie bawią mnie wyprzedaże w sklepach, promocje… Muszę najpierw mieć potrzebę zakupu czegoś, a potem to kupuję – czasem czekam nawet kilka, kilkanaście miesięcy zanim coś kupię… a często nie kupuję, bo jeśli mogę bez czegoś wytrzymać tyle czasu, to po co mi to?
    Co do “specjalnych okazji” – masz rację – co chwile jest powód, aby wycisnąć z nas pieniądze. Może dlatego tak lubię środę popielcową – co roku czekam, aby ktoś to wreszcie spróbował sprzedać w ładnym opakowaniu: tylko u nas najlepszy suchy chleb i popiół – polecają Ojcowie Pustyni.

    • Haha te przydatne rzeczy w kuchni są najlepsze 😀 , ja na szczęście nigdy nie kupiłam nic dziwnego, za to dostaliśmy kiedyś urządzenie do gotowania na parze, którego odechciewa mi się używac na samą myśl o tym myciu, składaniu itp.
      Moja koleżanka zachwycona kupiła kiedyś pudełko na banana i na cebulę….

      Planowałam za to kiedyś na studiach kupić sokowirówkę, ale szkoda mi było wydać tyle pieniędzy na raz. Postanowiłam więc co miesiąc odkładac chyba po 30 zł, żeby na nią uzbierać i to była bardzo mądra taktyka, bo po paru miesiącach mi przeszło, a wiem że pewnie użyłabym jej parę razy, bo z takimi urządzeniami też jest zamieszanie. Poza tym lepiej korzystać z blendera(to akurat posiadam :)), koktajle są bardziej sycące i są bardziej wartościowe niż soki.

      • Tak sobie myślę, dużo osób jest coraz bardziej świadoma tych wszystkich zabiegów sprzedażowych. Sama obserwuje wśród swoich bliskich i w rodzinie, że jak to nazywam agresywny marketing czasem śmierdzi na kilometr : telefoniczne wyciskanie ofert, prezentacje wspaniałych sprzętów, pościeli itd. Ludzie są coraz bardziej na to wyczuleni i od razu zastanawiają się gdzie jest haczyk 🙂 Coś mi się wydaje, że wchodzimy powoli w erę zaufania. Im mniej ktoś wciska a ma dobry produkt i jest przy tym autentyczny, tym bardziej-przynajmniej ja- jestem skłonna do zakupu.

        • W pełni się z Tobą zgadzam, Aniu – jedno, że jako konsumenci jesteśmy bardziej świadomi, gdzie czyhają na nas destrukcyjne mechanizmy perswazji, a drugie, że wraz z rosnącym dobrobytem społeczeństwa coraz chętniej kierujemy pieniądze tam, gdzie widzimy transparentność, uczciwość i wybijającą się jakość, świadomie mówiąc ‘nie’ nachalnym, nieangażującym nas po ludzku produktom/usługom, w zamian niemal wykrzykując ‘tak’ z banknotami w garści tam, gdzie chcemy okazać wdzięczność za świetnie wykonaną pracę i poprawę jakości naszego życia. I osoby jak Marcin, Michał z JOPa czy Marek z MWF są tu świetnym przykładem i zasłużonymi beneficjentami tego konsumenckiego przebiegunowania 🙂

        • Zgoda ale nie dotyczy to mojej teściowej. Ta nigdy niczego się nie nauczy i do końca życia będzie wielokrotnie podejmować te same błędne decyzje zakupowe 🙂

      • Aniu,
        niezły pomysł z tym odkładaniem na raty. Łatwo wtedy po paru miesiącach odróżnić chciejstwo od potrzeby posiadania 😉 u nas w domu jest tak, ze jak pojawia się pomysł ze coś by się przydało to mąż dosłownie miesiącami śledzi ceny, aż uzna, że jest ok. Odpadają zatem promocje w stylu blender złote rolki i obieraczka do ziemniaków gratis
        Marcin- bardzo ciekawy blog, gratuluję
        Pozdrawiam serdecznie

  8. Dodałbabym znalezienie się w prestiżowym gronie. Oferty przygotowane “specjalnie dla nas” bo “jesteśmy wyjatkowym wyjątkowym klientem”. No i niestety granie na emocjach. Dobre mamy kupują dzieciom misio-witaminy i mega super hiper wodę z niekapkiem i batoniki poprawiające humor po otwarciu plecaka. No co, dziecku nie kupisz? Nie chcesz być dobrą mamą? 🙂

    • Hahah, dokładnie ‘oferta VIP’. Strasznie śmiałam się z gościa, który chwalił mi się, że znalazł się w elitarnym gronie klientów wspaniałej firmy marketingowej, która poprowadzi kampanię marketingową jego sklepu internetowego. Złapał się na hasło, że przyjmą już tylko kilkoro klientów, bo są tak elitarni, że więcej nie przyjmą i ma ostatnia szansę na decyzję… To mu wystarczyło, już nie musiał porównywać ofert innych firm.

  9. Książka “wywieranie wpływu na ludzi” powinna być obowiązkowa do matury… Haczyków jest masa i stoi za tym taka psychologia, że jak się tych mechanizmów nie zna to jest praktycnzie 100% szans, że się im ulegnie. Zasada ograniczonego dostępu, elitarności, zamkniętych kręgów, “tylko u nas to kupisz”, masa tego jest. Manipulowanie zasadami promocji i liczenie na to że przy kasie zaangażowany juz w zakup klient nie zwroci bo “nie wypada”; cały marketing wmawiajacy, ze bede lepszy/atrakcyjniejszy jak kupie to czy tamto. Jak wiem czego chcę to wiem czego nie chcę 🙂 Polecam przeogromnie lekturę 🙂

  10. Najlepszym sprzedawcą na świecie jest Google i ich reklamy adwords. Wystarczy, że kupię jedną książkę i aby znaleźć najlepszą ofertę użyję wyszukiwarki to cały miesiąc jestem informowany że muszę kupić kolejną 🙂 Ale nauczyłem się używać trybu Incognito i problem z głowy 🙂 Polecam

  11. Hej Marcin,

    a może jakiś krótki wpis odnośnie wczorajszej zapowiedzi ostatecznej likwidacji OFE?

    W związku z tym jeśli ktoś dotychczas nie założył IKE to zakładać już teraz czy poczekać przynajmniej do maja br. jak pokażą projekt ustawy?

    Bo ogólnie tej zapowiedzi nie rozumiem (a specjalnie obejrzałem całą konferencję), z jednej strony mówią o domyślnym transferze do IKE (aby uniknąć masowej wyprzedaży akcji GPW) a z drugiej mówią o przekształceniu OFE w OFI i w rozbiciu opłaty przekształceniowej na 2 raty w 2020 i 2021 r. Co z osobami, które mają założone IKE Obligacje? Tak czy siak będzie musiała odbyć się natychmiastowa sprzedaż akcji i zamiana na obligacje?

    • Cześć Hubert,

      napiszę, jak klepną Ustawę. Wtedy będą szczegóły.
      Nie lubię rozpisywać się specjalnie na temat wypowiedzi i mglistych planów. Szkoda prądu 🙂

  12. Obecnie w mojej pracy wśród kobiet jest coś co nazywa się birch box. Polega to na tym, że miesięcznie płaci się 14 euro i co miesiąc dostaje się ładnie zapakowany prezent z kosmetykami- mini kremy, cienie do powiek itp., ale nie wie się dokładnie co przyjdzie w danym miesiącu. moje koleżanki są zachwycone, bo podobno wychodzi takiej niż jakby się kupowało to osobno z no i ten niesamowity trik, że co miesiąc dostają prezent niespodziankę 🙂 próbują mnie namówić, ale ja ciągle powtarzam, że to zupełnie nie ma sensu, bo jeśli ja potrzebuję np krem to go po prostu kupuje, a nie potrzebuję tysiąca różnych wersji.
    Jedna powoli się wykrusza z tego programu, bo mówi że już jej twarzy nie starcza na te kosmetyki, no i oczywiście nie wszystkie się sprawdzają. Efekt tego programu jest taki, że moje koleżanki mają teraz pełno mini kosmetyków, które niekoniecznie zostaną użyte i pewnie same by ich nie kupiły i nie wyszłyby tyle pieniędzy. Jednak efekt z prezentem niespodzianka co miesiąc przesłania im cały ekonomiczny sens tego pomysłu:D

    • @Moniko zgadzam się z Tobą absolutnie – nigdy nie rozumiałam po co te “boxy” z przypadkowymi kosmetykami i te boxy dowodzą, jak kobiety są nieracjonalne … Ale jeśli już mowa o kosmetykach, to ja walczę z kosmetykami, które w składzie na pierwszych miejscach mają Paraffinum Liquidum zwany też Mineral Oil – produkty ropopochodne, które jednak tworzą barierę dla reszty składników mających na celu pielęgnację skóry. Kobiety płacą ciężkie pieniądze za kosmetyki, z których nie ma żadnego pożytku, a panienka z drogerii informuje słodko, że to nie jest taki olej mineralny jak dawniej (?) , tylko zupełnie inny nowoczesny – tu winię system edukacji, że zaniedbał naukę chemii.
      Pułapka, w którą ja wpadłam to czytnik książek. Z uwagi na niewielkie mieszkanie z radością pozbyłam się książek papierowych – sprzedałam, rozdałam, oddałam do biblioteki i nabyłam czytnik książek, bo przecież to maleństwo dużo miejsca nie zajmuje i do torebki się zmieści…, ale zasób zakupionych książek na czytnik starczy mi na najbliższe 120 lat! Tak, bez opamiętania zakupowałam książki na każdej PROMOCJI- zabrakło mi rozumu…
      A przy okazji oddawania książek dowiedziałam się od miłych Pań bibliotekarek, że wiele z nich, a zwłaszcza książki popularno-naukowe, edukacyjne, ale nie tylko, to raczej wartości nie mają, no chyba, ze sentymentalną 🙂 bo są już nowsze poprawione wydania.

      • Składami kosmetyków też się trochę interesuję, więc wiem o czym mówisz;) niestety, ale chyba większośc drogich znanych marek ma marne składy. Wiele kosmetyków zawiera składniki, które faktycznie moga powodować, że skóra lepiej wygląda podczas ich używania, bo tworzą taką gładką warstwę (ale to wcale nie jest zdrowe), niestety tak jak piszesz, blokuja one wchłanianie innych cennych składników, a po odstawieniu tego ‘super kremu’ wydaje nam się, że to kondycja skóry nam się pogorszyła. Mamy więc kolejny haczyk, którym firmy uzalezniają od siebie.
        Odnośnie książek – nie wiem czy wiesz, ale sa też takie boxy z książkami, że co miesiąc dostaje się nowe;) ale też nie widzę ekonomicznego sensu. Sama mam Kindle’a i domyślam się, że warto wpaść w pułapkę kupowania, bo ebooki są tańsze. Na szczęście udaje mi się opamiętać, bo zauważyłam, że promocję na ebooki się częstwo powtarzają, więc nie kupuje na zapas a i tak udaje mi się wyrwać przeważnie fajną cenę;)

          • polecam artykuły, które nie są sponsorowane,
            znany jest proceder w najpoczytniejszych polskich pismach, że przy ustalaniu rankingów kosmetyków wygrywają zazwyczaj te, których firma dostarczy najwięcej, podobnie sprawa ma się z ubraniami i dodatkami, tak to niestety wygląda

          • wiem, że jest wiele sprzeczych opinii na ten temat, nie jestem ekspertem, więc sie nie wypowiem;)
            Nie zmienia to faktu, że często za kosmiczną ceną nie idzie dobra jakość (nie tylko w przypadku kosmtyków niestety). Kupujemy drogi krem i wydaje nam się, że skóra wygląda lepiej, a to może byc np. zasługa silikonów, które ją wygładzają po użyciu kremu, ale nie przyczyniają się do jej poprawy na dłuższą metę.

  13. przypomniała mi się moja koleżanka, która udaje się na zakupy ciuchowe dwa razy do roku wyposażona w:

    – listę potrzebnych ubrań;
    – zasadą przewagi jakości nad ilością;
    – własną szmacianą siatką wielorazowego użytku

    nie życzy sobie toreb firmowych z logo marki ubraniowej, bo jak twierdzi, nikt jej za taką reklamę nie płaci … wniosek jest taki, że świecąc logiem, metką, naszywką stajemy się darmową reklamą sprzedawcy i to też jest forma wykorzystywania

  14. “Halo kliencie, bo zaraz nie będzie” 😉

    Często można na tego typu chwyt marketingowy trafić w różnego rodzaju sklepach internetowych. Sporych rozmiarów baner, z dodatkowym licznikiem czasu i wskaźnikiem pokazującym ile sztuk towaru zostało na magazynie.

    Do tego w momencie wejścia na daną stronę, zawsze ktoś musi kupić ten przedmiot i jest wyświetlana w związku z tym odpowiednia informacja. Przypadek ? 😉

  15. Odnośnie neuromarketingu, trzeba też wspomnieć o pewnej bardzo znanej sieci fastfoodów, która sama siebie raczy nazywać „restauracją”… Podobno od lat stosują domieszki zapachowe mające na celu kojarzyć się nam z ich świeżymi, chrupiącymi frytkami. Co ciekawe, ale też smutne, zapach ten jest rozprowadzany również poza lokalem i ma to na celu przyciągnąć głodomorów, którzy chcą szybko i bez wysiłku coś zjeść. Był kiedyś program na ten temat, pewne środowiska buntowały się, że neuromarketing w ogóle powinien być zabroniony. Także lepiej włączyć system 2. a trzymać na wodzy system 1. również gdy przechodzi się koło lokali z literką „M”.

  16. Można przeczytać wspomnianego tutaj Caldiniego. Można sięgnąć po Pułapki myślenia Daniela Kahenmana, czy książkę Dana Ariely’ego Potęga irracjonalności. Można pójść dalej, czyli zagłębić się w lekturę Nira Eyala i Skuszonych. Podtytuł wiele mówi, bo brzmi Jak tworzyć produkty kształtujące nawyki konsumencie. Tylko trzeba pamiętać, że ten system emocjonalny, który wcale nie rozumie przyszłości i planowania, zawsze może wziąć nad nami górę.

    Możemy doskonale wiedzieć, że sprzedawcy stosują na nas takie a nie inne sztuczki, ale kiedy pójdziemy do sklepu (internetowego także) i nagle zostaniemy przeładowani bodźcami, to jakakolwiek samokontrola polegnie i ulegniemy pokusom. To chyba najprostszy i tak naprawdę bardzo skuteczny trick.

    Sto złotych dziś, to dużo więcej, niż sto złotych za jakiś czas. Dlaczego? Bo nasza percepcja i ocena realnej wartości tych stu złotych jest inna. Przyszłość obchodzi nas mniej, niż teraźniejszość. A system emocjonalny zakotwiczony jest w teraźniejszości. On chce minimalizować straty (nie wydać dziś 100 zł), maksymalizować korzyści (100 zł wydam za jakiś czas). Dlatego tak wiele rzeczy można kupić na raty.

    Subtelną grą jest torowanie, czyli takie kierowanie naszym podejmowaniem decyzji, że robimy to, co nam się podsuwa. I może to nastąpić za jakiś czas. Np. usłyszymy o kimś kto pomógł, będziemy za chwilę bardziej skłonni do współpracy przy całkiem innym zadaniu. Kiedy usłyszymy o kimś, kto nie udzielił pomocy, za chwilę będziemy bardziej rywalizacyjni…

    Kotwiczenie, czyli używanie np. ceny przed obniżką do tego, żeby szacować wartość okazji. Nasze umysły nie potrafią poprawnie szacować wartości różnych rzeczy, więc potrzebujemy kotwic. Ostatnio widziałem coś takiego w sklepie i pokazałem synowi ten mechanizm. Było to na przykładzie herbatników, które czasami kupuję, więc wiem, że w tym sklepie kosztują zazwyczaj 1,54. Na kartce z promocją była “oryginalna” cena 2,99 (!!!) i obniżona do 1,49. Absolutna okazja!

    I uważajmy na gratisy, bo mamy w sobie dwa mechanizmy awersji: do straty (preferujemy unikanie strat nad zdobywanie zysków) i do ryzyka (wolimy dostać mniej, ale na pewno, niż potencjalnie więcej, ale to potencjalnie jest związane z ryzykiem). Dlatego dla naszego emocjonalnego umysłu większe znaczenie ma fakt, ile gratisów dostaliśmy, niż ile pieniędzy wydaliśmy.

    I pamiętajmy, że tych książek na górze komentarza wcale nie potrzebujemy mieć w swojej biblioteczce, żeby mieć poczucie, że jesteśmy odporni na sztuczki. Wystarczy je wypożyczyć w bibliotece, pożyczyć od znajomych.

  17. UncleGoogle

    – wspomniana zasada niedostępności: badacze wykazali, że mocniejsze działanie niż pozytywny aspekt “masz jeszcze 2h, żeby coś zyskać” ma negatywny wydźwięk – czyli “masz jeszcze 2h żeby NIE stracić”. Jeśli teraz zamkniesz stronę, stracisz niepowtarzalną okazję. Oryginalna figurka z limitowanej edycji tylko w przedsprzedarzy!

    – mała i większa prośba: jesteśmy bardziej skłonni na ustępstwo jeśli wcześniej odmówiliśmy innej – większej prośbie. Przykład:
    – Dzień dobry, jesteśmy z fundacji XYZ, czy chcą państwo wesprzeć inicjatywę przekazując 1% podatku? To tylko 2minuty i podpis
    – Nie dziękuję, mam już fundację którą wspieram w ten sposób
    – To może chociaż zechce Pan kupić breloczek? To tylko 5zł!
    – nie za bardzo mam w tym momencie gotówkę…
    – A ma pan facebooka? Tak? To wspaniale, bo zupełnie za darmo może nam Pan pomóc pulubiając nasz profil!

    – zasada podobieństwa
    – naprawdę? Ja też urodziłem w maju!
    a może chce pan wspomóc nas finansowo?

    – wykorzystanie koncekwencji światopoglądowych
    – w zeszłym roku populacja rysiów zmniejszyła się do 60 sztuk. Czy jest Pan za ochroną ginących gatunków rysiów w Polsce?
    – no, tak..
    – to na pewno zechce pan wesprzeć naszą inicjatywę!

    – zasada zaangażowania: skoro już tyle negocjujemy byłby szkoda nie dojść do konsensusu. Żeby Pana ostatecznie przekonać do naszej pożyczki jestem skłonny zaproponować specjalną zniżkę dla pierwszej raty

    – zasada wyjątkowości:
    c.d. Mamy taką specjalną ofertę dla stałych klientów którzy są z nami ponad 2 lata, ale… myślę, że nikt się nie obrazi jak dla Pana zrobimy wyjątek! (wchodzi najczęściej gdy już nic innego nie zadziała – i sprawia że klient ma też poczucie że coś ugrał)

    PS kiedyś odwiedziła mnie dziewczyna ze znanej zagranicznej fundacji ratującej zwierzęta. Zastosowała przynajmniej 6 różnych metod przekonywania / przekazów podprogowych. A może i więcej, ale tylko te 6 znałem 😀

  18. Dzień dobry

    Mamy pytanie odnośnie wykazu kosztów i opłat wymaganego przez MiFID II.
    Czy to dotyczy też polisy UFK? Czy mogę zażądać od ubezpieczyciela wykazu z rozbiciem na koszty administracyjne oraz pobrane kwoty w poszczególnych funduszach (koszty zarządzania)?
    Czy też zbędą mnie ogólną informacją mówiąc, że fundusz A pobiera xx% rocznie i mam sam sobie to wyliczyć?

    Czy ktoś ma jakieś doświadczenie w tym temacie? Wyliczenie tego samemu to sporo zachodu przy kilkunastu funduszach 🙁

  19. Mam alergie na telemarketerów i wyciąganie pieniędzy na ulicy.
    Trzeba jednak przyznać, że czasem telemarketerzy oraz sprzedawcy na tzw. pokazach sprzedają ciekawe produkty, ale w strasznie zawyżonej cenie. Kiedyś zadzwonił do mnie taki jeden i zaproponował mi taką słuchawkę do ucha, która emituje wysokotonowy dźwięk w przypadku pochylenia głowy do przodu. Ma to ratować w przypadku zaśnięcia za kierownicą. Do tego oferował również elektronicznego tłumacza ze słuchawką dla porozumiewania się z klientami. Z tłumacza zrezygnowałem, ale słuchawka “budzik” mnie zainteresowała. Pan był uprzejmy i nie działał, jak większość telemarketerów czy nie był agresywny. Przesłał mi ulotkę reklamową produktu i po nitce do kłębka trafiłem na zagraniczny portal aukcyjny i znalazłem tak dokładnie ten sam produkt. Kosztował 4,65zł, a sprzedawca chciał w promocji chyba 149zł. Kupiłem w serwisie aukcyjnym i przyznam, że czasem używam dla poprawy bezpieczeństwa na tzw. “wszelki wypadek”. Kiedy zadzwonił za kilka dni czy widziałem email to powiedziałem, ze znalazłem o wiele taniej i pan się roześmiał mówiąc, że on tu tylko pracuje. Czasem są też jakieś plusy 😉
    Poza tym te wszystkie Rainbow`y itp. super sprawa, ale nie za te pieniądze.

Odpowiedz

MENU