FBO 073: Pozbyli się długów i wspólnie dbają o finanse. Poznaj historię Ani i Łukasza

22

„Aby oszczędzać, trzeba zarabiać kokosy” – to częsta wymówka osób, które… Nigdy nawet nie spróbowały tak naprawdę niczego zmienić w swoim postępowaniu, tylko bezmyślnie powtarzają głupie slogany. Historia Ani i Łukasza udowadnia, że mądre podejście do finansów działa cuda. Sprawdź, jak wyglądała ich droga od długów do bezpieczeństwa finansowego. Mam nadzieję, że ta opowieść będzie dla Ciebie ogromną inspiracją! 🙂

Gdy na początku tego roku zadałem czytelnikom bloga na Facebooku pytanie: „Które osoby chciałbyś usłyszeć u mnie w podcaście?”, spodziewałem się listy pełnej nazwisk celebrytów, biznesmenów i osób – najogólniej mówiąc – znanych. Tymczasem najczęściej pojawiającą się odpowiedzią było zdanie: „Chcemy więcej historii osób takich, jak my, którym udało się naprawić swoje finanse!”.  I bardzo, ale to bardzo mnie to ucieszyło, bo również dla mnie właśnie takie historie stanowią wielką inspirację, a dodatkowo są najlepszym potwierdzeniem tego, jak świetnie działają w praktyce te proste i oparte na zdrowym rozsądku zasady postępowania z pieniędzmi, o których piszę na blogu i opowiadam w podcastach. I dzisiaj mam dla Ciebie kolejną zwycięską historię, tym razem opowiedzianą przez całą rodzinkę:  Anię, Łukasza, a nawet ich małego synka Aleksandra.

Nie zarabiam kokosów, nie da się…

Chciałbym Ci jeszcze tylko powiedzieć, że jest coś, co bardzo mnie wkurza w postawie wielu osób, gdy poruszam temat dbania o finanse. Tym czymś jest mówienie, że aby oszczędzać, trzeba zarabiać kokosy. Że jeśli ktoś zarabia średnią krajową i ma dzieci to, w zasadzie jest skazany na biedowanie od pierwszego do pierwszego i korzystanie z pożyczek. A poza tym rezygnacja z życia na kredyt i oszczędzanie w takiej sytuacji oznacza marną egzystencję, niekończące się pasmo wyrzeczeń i w ogóle nie warto tak żyć. Wkurza mnie to z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wypowiadające to osoby nigdy nawet nie spróbowały tak naprawdę niczego zmienić w swoim postępowaniu, tylko bezmyślnie powtarzają głupie slogany. A po drugie – to jest po prostu nieprawda. To życie z pożyczkami, z długami i bez oszczędności jest bardzo mizerne. To życie człowieka zadłużonego przypomina wegetację więźnia, który chciałby się ruszyć z miejsca i pójść do przodu, ale długi, niczym kula przymocowana łańcuchem do nogi, nie pozwalają zrobić mu więcej niż kilka kroków. Do tego dochodzi niepokój i stres: co będzie gdy stracę pracę? Co będzie gdy zachoruję? Co będzie gdy zepsuje mi się samochód albo lodówka? Długi to wielkie kłamstwo i współczesne niewolnictwo. Natomiast brak długów i oszczędności – to wolność, to spokojniejsze i szczęśliwsze życie oraz większe możliwości.

Odsetki od pożyczek to nie grzyby

Bohater dzisiejszego odcinka, Łukasz żył z pożyczkami przez wiele lat. Spłacał je i spłacał, a one cały czas mu towarzyszyły. Bo przecież odsetki od pożyczek to nie grzyby – rosną nawet bez deszczu. Ale pewnego dnia wkurzyło go życie na kredyt. Postanowił zadbać o swoją rodzinę i wypowiedział długom wojnę. A gdy wykopał je ze swojego życia, napisał do mnie w październiku 2018 r. takiego maila:

Cześć Marcin. Jestem Łukasz z woj. lubelskiego (…) Razem z żoną w listopadzie 2017 zaczęliśmy prowadzić budżet domowy. Po dwóch miesiącach okazało się, że generujemy coraz większe nadwyżki.  Już wcześniej wiedziałem, że długi i hipoteka, kredyt remontowy, długi u rodziny i pracodawcy (w sumie ok 110 tys. zł) ciążą mi i rodzinie,  Nie bardzo wiedziałem jak się za to zabrać. Miotałem się. Trochę oszczędzałem, trochę spłacałem. Kasa wypływała m.in na samochód, który ciągle wymagał napraw (stary passat).
Po lekturze  bloga pomału wszystko zaczęło się klarować. Sprzedałem tego “gruza”. Zacząłem odkładać.  Powstał plan. Budżet generował nadwyżki…

A co działo się dalej? Jak sam mówi Łukasz – magia budżetu zaczęła działać. Ale to nie żadna magia – to oparte na zdrowym rozsądku zasady oraz konsekwentne trzymanie się ich. To dzięki temu Łukasz zakończył maila tymi słowami:

W maju na świat ma przyjść kolejne dziecko. Będziemy finansowo bezpieczni.  Dzięki za  Twoje treści. Podcasty z udziałem osób wychodzących z długów bardzo mnie motywowały. (…)

Wierzę głęboko, że dziś to historia Łukasza i Ani zmotywuje Ciebie do lepszego i bardziej świadomego dbania o finanse. Serdecznie zapraszam do wysłuchania lub przeczytania naszej rozmowy.

Możesz także posłuchać podcastu na YouTube ?

Tu możesz pobrać treść tego odcinka lub kontynuować czytanie poniżej:
FBO 073: Pozbyli się długów i wspólnie dbają o finanse. Poznaj historię Ani i Łukasza.pdf

Cześć, witam was bardzo serdecznie!

Ania i Łukasz: Cześć.

Bardzo dziękuję, że przyjęliście zaproszenie do mojego podcastu i że zdecydowaliście się przyjechać razem. Powiedzcie, proszę, kilka słów o sobie. Skąd jesteście i czym się zajmujecie?

Łukasz: Nazywam się Łukasz, mam 37 lat. Moja żona to Ania. Mieszkamy w małej miejscowości na Lubelszczyźnie. Wychowujemy 2,5-letniego Olka. Ja jestem dziennikarzem, pracuję w lokalnej redakcji. Ania jest pracownikiem administracji samorządowej.

Ania: I spodziewamy się kolejnego dziecka.

Łukasz: Czyli można powiedzieć, że jest nas czwórka.

Super! Wasz potomek będzie przychodził na świat w trochę lepszej sytuacji, bo mam przed sobą mail, który Łukasz przysłał mi w październiku ubiegłego roku. Kończy się on m.in. tak: W maju na świat ma przyjść kolejne dziecko, będziemy finansowo bezpieczni. Bardzo się cieszę i gratuluję! Temat maila to Zwycięska walka z długami. Opowiadajcie, jak do tych długów w ogóle doszło.

Łukasz: Długi ciągnęły się za mną jeszcze z czasów, kiedy byłem kawalerem. Wyszedłem z długami z poprzedniego związku. Ta sytuacja ugruntowała się 8 lat temu, kiedy spontanicznie, bez większego liczenia i zastanowienia się, kupiłem nieduży dom na wsi. Stumetrowy i za kredyt. Nie miałem gdzie mieszkać i nie chciałem wynajmować mieszkania, a że wychowałem się w bloku na trzydziestu paru metrach, kupno domu i niedużej działeczki było spełnieniem marzeń. Dom wymagał ciągłych nakładów, stąd te długi. Potem wszedłem w nowy związek z Anią, urodził nam się Olek. Zbliżałem się do czterdziestki, nie czułem już tego samego zapału co dwudziestoparolatek, a miałem potrzebę bezpieczeństwa. Jako osoby, które pracują na etatach, mieliśmy dość przyzwoite dochody, mimo to ciągle brakowało nam pieniędzy. Drenowały nas długi. Kiedy przyjechała do nas mama Ani, zaczęliśmy rozmawiać o pieniądzach. Mnie już ciążyła ta cała sytuacja, bo mieliśmy pieniądze na bieżąco, ale nie było oszczędności.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Pamiętna rozmowa od której wszystko się zaczęło

Czyli, Aniu, sporo zawdzięczacie też mamie. To była pamiętna rozmowa, prawda?

Ania: Tak. Od tamtej rozmowy zaczęła się nasza przygoda z budżetem domowym i decyzja o wprowadzeniu go w życie. Rozmawiając z mamą, uświadomiliśmy sobie, że nasze dochody w porównaniu chociażby z dochodami moich rodziców są na przyzwoitym poziomie, a nie jesteśmy w stanie tych pieniędzy z żaden sposób zaoszczędzić. Kiedy mama dowiedziała się o naszych pełnych dochodach, powiedziała: „I wy nie jesteście w stanie nic zaoszczędzić?”. Dla niej to było zdumiewające, że przy tak dobrych dochodach nie mamy oszczędności, zaskórniaków, nie jesteśmy w stanie tych pieniędzy w jakikolwiek sposób zainwestować. To chyba w jakiś sposób zmotywowało mojego męża do tego, żeby wprowadzić w życie tlący się pomysł budżetu domowego.

Mówicie, że dochody były na przyzwoitym poziomie. Ile mniej więcej wtedy zarabialiście?

Łukasz: To były mniej więcej dwie średnie krajowe. Tyle wspólnie zarabialiśmy.

Czyli zarabiając dwie średnie krajowe, mieszkając w województwie lubelskim, w domu, nie byliście w stanie wygenerować nadwyżek finansowych, bo pieniądze rozchodziły się na długi.

Łukasz: Ania w listopadzie 2017 r. miała 80% uposażenia, bo była na urlopie rodzicielskim. Było 1000 zł mniej.

Przebudzenie

I to już się dało odczuć.

Ania: Boleśnie odczuliśmy zarówno okres ciąży, potem urlopu rodzicielskiego, ponieważ wielkość wynagrodzenia była uzależniona od liczby dni, więc dochód nie był stały, on się zmieniał. Nagle uświadomiliśmy sobie, że gdyby coś się wydarzyło z naszym synkiem czy z nami, nie mamy żadnego zabezpieczenia. Nie mamy żadnej poduszki finansowej, która dałaby komfort myślenia o przyszłości.

Łukasz: Wtedy zapadła decyzja, że robimy coś z budżetem. Ja zacząłem przeglądać internet. Trafiłem na blog Michała Szafrańskiego, stamtąd pobrałem budżet domowy w Excelu, wprowadziliśmy go. W międzyczasie starałem się szukać wiedzy o finansach. Znalazłem twoje webinary, Marcinie, wszystkie przesłuchałem od deski do deski. Czasami słucham jeszcze dziś, żeby wracać do korzeni. Najciekawsze było to, że jak zrobiliśmy pierwszy budżet, to on się spiął.

Czyli na papierze wszystko wyglądało dobrze.

Ania: Na papierze wszystko wyglądało dobrze, ale nagle uświadomiliśmy sobie, gdzie pieniądze wyciekają z naszego budżetu.

Łukasz: W realu też się spiął. Nie mieliśmy wielkich potknięć, niedoszacowań. Po 2–3 miesiącach byliśmy w stanie przewidzieć wydatki.

Magia budżetu domowego

Budżet otworzył Wam oczy i pokazał, że są pieniądze. To nie jest tak, że jest ich za mało, tylko nie idą tam, gdzie byście chcieli.

Łukasz: Zaczęła dziać się magia.

Ania: Zauważyliśmy dwa główne obszary wyciekania pieniędzy. Pierwszy to właśnie zadłużenie, które wraz z odsetkami pochłaniało sporą część naszego budżetu. A drugi to samochód, czyli nietrafiony zakup, który powodował, że miesięcznie musieliśmy przeznaczać duże środki na naprawy i kwestie amortyzacyjne.

Doszliście do wniosku, że dłużej tak być nie może. Łukasz napisał: „Nie bardzo wiedziałem, jak się za to zabrać, miotałem się, trochę oszczędzałem, trochę spłacałem” –ale w końcu zacząłeś krok po kroku to zmieniać.

Łukasz: To, co zacytowałeś z mojego maila, to sytuacja, która miała miejsce sprzed wprowadzenia budżetu. Powstanie budżetu pozwoliło mi poukładać w głowie wiele rzeczy. Bo wcześniej działałem chaotycznie: trochę oszczędzałem, trochę spłacałem, nie było w tym ciągłości. Kiedy zobaczyliśmy, w jakich obszarach tracimy kasę – to był przełom 2017 i 2018 r. – okazało się, że pierwszą kwestią był samochód. Tu pierwszy raz w sprawach finansowych, w kwestii wychodzenia z długów i porządkowania sytuacji finansowej zataiłem przed żoną pewną decyzję finansową. Otóż kupiłem trzeci samochód – starego forda, którego chciał zezłomować mój szef, a że znałem ten samochód, to wiedziałem, że pod względem silnikowym i blacharskim to zdrowe auto. Wiedziałem też, że w krótkiej perspektywie chcę sprzedać starego volkswagena, który psuł się na potęgę. Przeciw temu była początkowo Ania, bo wychodziła z założenia, że dużo w ten samochód zainwestowaliśmy, że sprzedamy go ze stratą itd. Kupiłem samochód za 1100 zł lub 1200 zł, z czego część zapłaciłem szefowi, część była długiem. Zainwestowałem w ten samochód 350 zł plus 100 zł za przegląd. Za 1000 zł miałem gotowy do jazdy samochód, o którym wiedziałem, że się nie popsuje. Jak powiedziałem o tym Ani, dostałem od niej straszną burę i ochrzan.

Nie obyło się bez nieporozumień

Jak się czułaś w tej sytuacji?

Ania: To nie była dla mnie komfortowa sytuacja, zwłaszcza że to nie jest zakup drobnego przedmiotu, tylko auta. W dodatku to sprzedane auto było naszym prezentem ślubnym, który sami sobie wybraliśmy. Mąż kupował samochód o północy, ja jeszcze próbowałam targować się ze sprzedawcą chociażby o jakąś porządną torebkę, mąż twierdził, że jest to przyzwoita cena za takie auto.

Łukasz: To taka szpila, która mi się należy. Taki byłem głupi, że kupowałem samochód. Zero myślenia. Czyste emocje. Wiedziałem, że nawarzyłem piwa, i musiałem je wypić. Chciałem pozbyć się samochodu, bo drenował nam budżet. Z perspektywy czasu okazało się, że mam rację, bo ford za 1100 czy 1200 zł nie psuje się i jeździmy nim do dzisiaj. Jest drugim autem, z którego korzysta Ania, dojeżdża nim do pracy, do miasta na zakupy.

Wojna z długami – gromadzenie amunicji

Z twojego maila wynika, że mniej więcej w grudniu postanowiłeś, żeby w ciągu kolejnego roku pozbyć się wszystkich długów, z wyjątkiem kredytu hipotecznego.

Łukasz: Ta myśl już wtedy we mnie kiełkowała. Widząc w budżecie ten obszar transportu, chciałem to naprawić, co nastąpiło w kwietniu bądź maju zeszłego roku. Nagle zaczęło nam przybywać pieniędzy. Natomiast drugim obszarem były kredyty, zwłaszcza kredyt remontowy na dom. Gdy zapadła decyzja, że się za niego zabierzemy, zadłużenie oscylowało wokół 20 tys. zł plus długi po rodzinie i paręset złotych za samochód u szefa. Dług wynosił ok. 24 tys., nie licząc hipoteki. Tu z pomocą pospieszyła moja ciocia. W lipcu 2018 r. pożyczyłem od niej pieniądze. To oczywiście była decyzja ustalona z Anią. Najpierw przedstawiłem Ani propozycję i rozpisałem harmonogram tego, jak będziemy spłacać pieniądze cioci.

Ania: Porozmawialiśmy z ciocią. Wszystko zostało zaplanowane w czasie. I realizowaliśmy ten plan.

Czyli pożyczyliście pieniądze od cioci, aby spłacić wysokooprocentowany dług wobec instytucji finansowych.

Łukasz: Może aż tak wysoko nie był oprocentowany, bo to była pożyczka hipoteczna w banku spółdzielczym.

Ale było to ok. 5-6% w skali roku.

Łukasz: Tak. To nie są superdrogie kredyty, natomiast policzyliśmy sobie, że zaoszczędziliśmy ok. 1000 zł na odsetkach. Jesteśmy na etapie, w którym spłaciliśmy kredyt remontowy, natomiast dług u cioci został. Nasza sytuacja finansowa to było dobrych kilka miesięcy prowadzenia budżetu. Pozwoliła nam ona na generowanie nadwyżek. Część pieniędzy cioci już oddaliśmy. Ja chciałem szybciej, ale jak zobaczyłem, że długi topnieją, że jest coraz fajniej i pieniądze zostają, rozpisałem sobie na pół roku spłatę cioci. Nie chciałem czekać, miałem pieniądze na polisolokacie, którą założyłem w 2008 r., jeszcze jako kawaler, nie mając pojęcia, co to za produkt finansowy. Oszczędzałem tam po ok. 200 zł. Czasami coś sobie wypłaciłem, gdy było mi potrzebne. Miałem 13 czy 14 tys. zł na polisolokacie. Chodziło mi mocno po głowie, aby ją zamknąć i spłacić dług. Ania była temu przeciwna, bo uważała, że to się nie opłaca, że lepiej to trzymać, że opłata likwidacyjna wyniesie 1000 zł.

Ciążyło mi to, czułem podskórnie, że lepiej pozbyć się jej i spłacić długi, więc w tajemnicy przed żoną zlikwidowałem polisolokatę. Mieliśmy troszkę oszczędności, bo w Ani pracy pojawił się dodatkowy projekt, mieliśmy też pieniądze ze sprzedaży samochodu – te drobne oszczędności zaczynały się kumulować. We wrześniu podjąłem decyzję o zamknięciu polisolokaty. Pieniądze trafiły do mnie w październiku, spłaciłem ciocię. Wyzerowałem dług u mamy, który miałem, to było ok. 2-2,5 tys. zł. Spłaciłem szefa.

W sumie spłaciłem ponad 20 tys., o których tu rozmawialiśmy – i wtedy napisałem do ciebie maila. Został nam już tylko kredyt hipoteczny, ale pomału zaczynałem nadpłacać kredyt. Powiedziałem Ani, że spłaciłem długi, że zlikwidowałem polisolokatę. Było trochę milczenia, przemyślała to, przetrawiła. Obeszła się ze mną bardzo łagodnie. Czułem się bardzo nie fair, że ukryłem to przed żoną.

Czyli żyjecie sobie spokojnie, macie dwie średnie krajowe, mimo wszystko pieniędzy brakuje, bo długi drenują wasze kieszenie. Wpłacałeś po 200 zł na polisolokatę, po drodze zrobiliście budżet, który pomógł wam uszczelnić wydatki. Okazało się, że pieniądze jednak są. Tak jak powiedziałeś: jeżeli jest budżet, zaczynają dziać się cuda. To my mówimy pieniądzom, gdzie mają iść, zamiast zastanawiać się, gdzie się porozchodziły. Później sprzedałeś samochód. Ile udało ci się z niego uzyskać?

Łukasz: To były śmieszne pieniądze. Samochód, który kupiliśmy za ok. 11 tys. zł, sprzedałem za 3,5 tys. zł.

A kupiłeś inny za 1,5 tys. zł. Czy te pieniądze też przeznaczyliście na spłatę długu?

Łukasz: Te pieniądze trzymaliśmy najpierw jako oszczędności, a kiedy wpłynęły pieniądze z polisolokaty i pospłacaliśmy długi, to nawet trochę zostało. To był początek naszej poduszki bezpieczeństwa.

Po drodze dochody najpierw wam spadły, bo Ania była na urlopie macierzyńskim, później wzrosły, bo udało jej się dostać dodatkową pracę. Cały czas konsekwentnie przeznaczaliście pieniądze na spłatę długów. Pomogła wam ciocia, ale postanowiłeś spłacić dług względem cioci jak najszybciej i zlikwidowałeś polisolokatę. Co jeszcze robiliście, aby mieć długi z głowy?

Łukasz: To, co podsumowałeś, to było zamknięcie wojny z długami. Największą siłą był budżet. Zaczęliśmy generować nadwyżki, kwestią czasu było to, żeby wskoczyły na spłatę długów. Twoją książkę przeczytałem już po spłacie długów. Dostałem ją od żony na Gwiazdkę. Gdy prześledziłem Jak zadbać o własne finanse, stwierdziłem, że 10 kroków, które opisujesz, wykonałem – tylko że dwa pierwsze były takie, jak je opisujesz, czyli utworzenie budżetu domowego i odłożenie 2000 zł awaryjnego funduszu – ja odłożyłem trochę więcej. Chciałem mieć pieniądze, które zamrożę, więc kupiłem dwuletnie obligacje. Chciałem mieć pieniądze ulokowane, tak aby nie kusiły. Wyprzedałem trochę rzeczy, które były niepotrzebne, np. obiektyw, którego nie używałem, stary laptop, jakieś meble – paręset złotych się uzbierało. Doradzasz, aby zrobić sobie nagrodę po spłacie długów, więc pojechaliśmy na wakacje, tylko że jeszcze przed spłatą długów. To, że zdecydowaliśmy się na wycieczkę, było pokłosiem tego, że mieliśmy budżet domowy. Widzieliśmy, że panujemy nad naszymi pieniędzmi i że idą tam, gdzie chcemy.

Krajobraz po zakończonej wojnie

Jak obecnie wygląda wasza sytuacja?

Ania: Nasza sytuacja jest stabilna. Wiemy, na co wydajemy pieniądze. Jesteśmy w stanie zaplanować wydatki, może jeszcze nie na rok, ale na najbliższe pół roku. Z tego, co dla mnie jest istotne, widzę, że jesteśmy w stanie jednocześnie oszczędzać, inwestować w dom i żyć na normalnym poziomie bez wielkich wyrzeczeń.

Wszystkie długi, poza kredytem hipotecznym, macie już spłacone.

Łukasz: Tak. I mamy czteromiesięczną poduszkę bezpieczeństwa. Od stycznia oboje wpłacamy drobne środki na indywidulane konta emerytalne. Zbieramy poduszkę, odkładamy na emeryturę. W ostatnich trzech miesiącach zainwestowaliśmy trochę pieniędzy w dom pod kątem narodzin Adasia. Kolejnym etapem będzie uzbieranie pieniędzy na jakiś większy rodzinny samochód.

Źródło motywacji do walki z długami

Czy mieliście momenty zwątpienia lub trudne chwile? Czy nachodziły was myśli: Miliony Polaków mają długi, po co my mamy się starać?

Łukasz: Takich pytań sobie nie zadawałem i nie miałem momentów zwątpienia, natomiast motywowałem się, słuchając twoich podcastów – np. rozmowy z Justyną, z Krzyśkiem, którzy pozbyli się długów – ale tylko po to, żeby poczuć, jak to będzie fajnie, gdy nie będziemy mieć długów. Podcasty pomagały mi trzymać kierunek, być konsekwentnym, pozamykać to – i się udało!

Jak reagowała wasza rodzina, znajomi? Czy dostrzegli zmiany w waszym życiu?

Łukasz: Najbardziej ja się zafiksowałem na punkcie finansów osobistych. Czasem Ania wypominała mi, że za dużo o tym mówię. Na spotkaniach z rodziną czy ze znajomymi wałkowałem ten jeden temat jak zdarta płyta. Ale przepiękna sytuacja dla mnie, gdy serce mi urosło, miała miejsce w grudniu. Byliśmy u znajomych, którzy mają dwójkę dzieci, planują budowę. Rozmawiamy o finansach, opowiadam im, że jest taki blog Marcina, że można stworzyć budżet, że to pomaga, że generujemy nadwyżki. W pewnym momencie żona zaczęła opowiadać, jak to zafunkcjonowało, że jest miło. Przez chwilę się wyłączyłem, stanąłem z boku, sączymy z kolegą herbatę i słucham żony, która z pasją, zaangażowaniem, ogniem w oczach o tym opowiada. Pomyślałem, że o to właśnie chodziło. To była dla mnie największa nagroda, że Ania się w to włączyła, zaangażowała. Oczywiście słuchałem podcastu o finansach w małżeństwie, w rodzinie, próbowałem zaszczepić to żonie. To, że mi się udało, to była największa nagroda. Teraz robimy budżet z automatu. Oczywiście nie staramy się dopinać go, doprowadzać do perfekcji. On sobie sam hula. Półtora tygodnia nie zapisywaliśmy wydatków w budżecie, ale to, co miało być sfinansowane: poduszka, emerytura, kredyt hipoteczny – wszystko zeszło.

I od razu na początku idą przelewy.

Łukasz: Tak, płacimy najpierw sobie. To działa. Mamy budżet na jedzenie, na transport, i na opiekę zdrowotną z racji tego, że Ania jest w ciąży, finansowanie jest zapewnione. Jeżeli na coś starcza, to wybieramy się na krótki wyjazd.

Co mógłbyś doradzić osobom, które mają długi,

a nie chcą tego zmieniać i żyją jak ty kiedyś? Jak byś ich zmotywował?

Łukasz: Jeżeli komuś nie przeszkadza sytuacja, w jakiej jest, to pewnie żadne słowa nie przekonają takiej osoby. Natomiast o sobie mogę powiedzieć – i zachęcam do tego każdego – że warto mieć poczucie bezpieczeństwa i kontroli w swoim życiu. Ja po prostu chcę być odpowiedzialny za swoją rodzinę. Ta odpowiedzialność sprowadza się też do tego, żeby zapewnić im spokojny byt finansowy. Nie chodzi o jedzenie złotych bułek, ale o zwykłą spokojną codzienność, o nieprzejmowanie się, czy dziś stać mnie na chleb, czy jutro będę miał co do garnka włożyć, za co zatankować samochód. Po prostu spokój, bezpieczeństwo.

Ja mam dość stresującą pracę, Ania też, niepotrzebne nam dodatkowe stresy związane z sytuacją finansową. Człowiek czuje ulgę, zadowolenie. Nagle pojawia się świadomość, że mogę to ogarnąć. Gdybyśmy nie przeszli tej drogi, którą przeszliśmy, to w życiu nie uświadomiłbym sobie, że mogę spłacić wcześniej kredyt hipoteczny. A teraz wypowiedziałem wojnę kredytowi hipotecznemu, już sobie to zaprogramowałem w podświadomości, na lodówce wisi kartka: Dług hipoteczny do spłaty do moich 40. urodzin, do których zostało 34 miesiące. Od kwietnia atakujemy kredyt hipoteczny. Nie ma prawa go być.

Super! Czyli macie bardzo konkretny cel. Aniu, a co ty mogłabyś powiedzieć osobom, które są w sytuacji, w której wy byliście kiedyś?

Ania: Przede wszystkim warto pokonać swoje lęki i obawy, że to się nie uda, że nie ma się na to czasu, że przy dzieciach nie da się prowadzić budżetu domowego. Wydaje mi się, że nad wszystkim trzeba pracować, ale w związku zawsze jest potrzebny ktoś, kto będzie napędzał i ktoś, kto będzie hamował pewne decyzje. Ja nauczyłam się tego, że w kwestiach finansowych może nie tyle trzeba ryzykować, ile warto czasami zaufać drugiej połówce. Wydaje mi się, że każda przeciętna rodzina jest w stanie prowadzić budżet domowy, zarządzać swoimi finansami w sposób świadomy. Za bardzo czasem ulegamy temu, co dzieje się w mediach, czyli łatwym pożyczkom, dysponowaniu de facto nie swoimi środkami. Myślę, że jeśli skupimy się na tym, co mamy i co dzięki swojej ciężkiej pracy możemy mieć, to możemy wiele osiągnąć. Nie ukrywam, że nagradzaliśmy się już za swoje plany finansowe – był to wyjazd zagraniczny, a nie był on dla nas wyzwaniem finansowym właśnie dlatego, że byliśmy w stanie zaplanować nasze wydatki. Wszystko to dzięki temu, że był budżet, że nie mieliśmy długów, że mieliśmy świadomość tego, ile mamy środków.

Można czerpać z tego przyjemność, choć są też minusy, bo czasami trzeba gryźć się z myślami, czy w tym miesiącu budżet przewidzi kolejny zakup albo kaprys. Wychodzę z założenia, że kobieta powinna mieć swoje środki pieniężne na to, aby czerpać przyjemność z tego, że może kupić sobie coś, co niekoniecznie jest zaplanowane, zaprogramowane, coś, o czym mąż wie albo nie wie. Myślę, że to jest moment, kiedy można sobie na coś pozwolić, jednocześnie nie rezygnując z potrzeb innych członków rodziny czy ze swojego planu finansowego.

Łukasz: Ania świetnie rozegrała to w praktyce. Dostała trzynastkę w pracy – trzy czwarte tej kwoty przeznaczyliśmy na oszczędności, a jedną czwartą na swoje potrzeby, m.in. szaleństwo po galeriach. To była kasa pozabudżetowa.

To jest metoda klina: jeśli mamy dodatkowe pieniądze, to połowę przeznaczamy na oszczędności, a połowę na zwiększenie standardu życia, bo pieniądze też są po to, aby się nimi cieszyć. W naszym budżecie ja i moja żona mamy zakładkę drobne przyjemności. Nikt z nas nie miesza się wtedy w to, na co te pieniądze idą, można je po prostu wydać na to, na co się chce. Ale że świadomie przydzielamy tam kwoty, to zakupy są bardziej przemyślane.

Chciałem wam bardzo podziękować, że przyjechaliście do mnie do Warszawy z tak daleka i że w komplecie stawiliście się na nagraniu podcastu.

Łukasz: My również dziękujemy. Dla nas to nobilitacja i docenienie.

Ania: To nobilitacja zwłaszcza dla mojego męża, który był kołem zamachowym tego, żeby w nasze finanse wprowadzić uporządkowanie. Z mojej perspektywy to jemu należą się brawa. Momentami byłam sceptyczna, natomiast teraz widzę, że to ma sens. I przyjazd tu, pomimo że jestem w zaawansowanej ciąży, też jest dla niego.

Dziękuję wam jeszcze raz bardzo serdecznie. Moimi gośćmi byli Łukasz, Ania i Aleksander.

 

Szkoda, że nie widzieliście małego Olka, który niczym wolny elektron latał sobie po moim małym studiu, a Ania starała się za nim nadążyć 🙂 Spotkanie z tą rodzinką było dla mnie bardzo przyjemnym przeżyciem. Dziś rozmawiałem z Łukaszem przez telefon i mówił, że wielki dzień – czyli narodziny ich drugiego dziecka zbliża się wielkimi krokami. I ten mały człowieczek pojawi się w rodzinie, która potrafi dbać o własne finanse i w której nie będzie stresu związanego z brakiem pieniędzy. Bardzo się cieszę, gdy moi słuchacze i Czytelnicy odnoszą sukcesy, a jeszcze bardziej, gdy dzielą się nimi. Mam bowiem pełną świadomość, że taka jedna historia potrafi skuteczniej zachęcić do zmian, niż nawet tysiąc napisanych przeze mnie książek.

Dziękuję i proszę o więcej

Gdy 5 lat temu zacząłem  pisać bloga Finanse Bardzo Osobiste, to marzyłem o takich chwilach, jak ta dzisiejsza. Wiedziałem, że proste, oparte na zdrowym rozsądku zasady są bardzo skuteczne, bo znakomicie sprawdziły się również w moim życiu. I nie mogłem doczekać się chwili, w której to Wy zaczniecie odnosić finansowe sukcesy. Dzisiaj co kilka dni otrzymuję maila z jakąś historią i z podziękowaniem za korzystne zmiany, jakie w Waszych finansach następują po wprowadzeniu opisywanych przeze mnie zasad. Jestem Wam za to bardzo wdzięczny, bo to jest dla mnie nie tylko ogromna radość, ale przede wszystkim jeszcze większa motywacja do rozwijania Finansów Bardzo Osobistych.

To tyle na dziś, pozdrawiam Was bardzo serdecznie, a ponieważ jesteśmy u progu Świąt Wielkanocnych, to Życzę Wam również wspaniałych, pogodnych i spędzonych w gronie ukochanych osób Świąt Wielkiej Nocy. Trzymajcie się, cześć!

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na górze tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

Może Cię zainteresować

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 13 415 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze22 komentarze

  1. Nawet nie wiesz Marcin jak mnie to też wkurza. Tłumaczysz i tłumaczysz, a ludzie nic sobie z tego nie robią.
    Dlaczego moment otrzeźwienia tak często przychodzi w sytuacji kryzysowej, a nie na podstawie chłodnej kalkulacji?
    Nie mniej jednak obserwowanie zmiany frontu rozmówcy zawsze sprawia miłe uczucie w środku.

    Łukaszowi i Ani gratuluję i życzę dalszych sukcesów!

    • Hej Rafał,

      rozumiem, że chodzi Ci o osoby, które mówią, że bez długów nie da się żyć…

      Cóż, te przekonania zaszczepiano im przez długie lata, więc ich wyrugowanie czasami musi trochę potrwać.
      Ale jest coraz więcej osób takich jak moi dzisiejsi goście, którzy biorą sprawy w swoje ręce i zaczynają świetnie sobie radzić. Każda taka osoba to dla mnie ogromna radość 🙂

      • Jak to mówią, lepiej późno niż wcale… W każdym razie ta historia, to kolejne potwierdzenie, że jednak warto tą wiedzę szerzyć i popularyzować. Może w którymś momencie zadziała efekt kuli śnieżnej i pójdzie łatwiej 🙂
        Natomiast z doświadczenia wiem, że nie jest łatwo przekonać ludzi do prowadzenia budżetu. Kilkukrotnie próbowałem wśród znajomych i w większości przypadków słyszałem “a po co” 😉

        • Hej Anatol,
          cóż, bez budżetu jest oczywiście trudniej i wszystko trwa dłużej.

          Praktycznie każda osoba,z którą rozmawiałem po zakończeniu jej zwycięskiej wojny z długami, wskazywała budżet jako ogromną pomoc w tej wojnie.

      • Nie chodziło mi nawet o same długi, bo często ludzie wychodzą po prostu na zero nie na minus. Ale sam sprzeciw wobec ogarnięcia swoich finansów jak diabeł na wodę święconą.

        A gdy już dochodzą do tych długów albo widzą, że zaraz mogą się zacząć to jednak coś mi tam pod nosem markoczą, że no można było to zrobić wcześniej. Nie mówię, “a nie mówiłem” ale chyba powinienem.

        I tak, cieszy to, że takich osób jest coraz więcej. Już pomijając ich sytuację materialną, dzięki temu rośnie świadomość społeczna. Czekam na czasy, aż oszczędzanie przestanie być passe.

    • Ludzie boją się robić budżetu, ponieważ do tego potrzeba szczerości z samym sobą, oraz w związku. Znam wiele osób, jak pewnie kazdy z nas, które naprawdę przyzwoicie zarabiają, ale wciąż jadą na kredytach. Najtrudniejszy jest ten pierwszy krok, gdy trzeba stanac przed lustrem i powiedziec sobie: cos tu k.. jest nie tak. A potem powiedziec o tym partnerowi/partnerce. W budżecie, już wszystko widać czarno na białym. Nic nie da się zataić. A tak można udawać że wszystko gra, że sobie że wszystkim radzę 😉

  2. “Natomiast brak długów i oszczędności – to wolność, to spokojniejsze i szczęśliwsze życie oraz większe możliwości.”

    Z tym zdaniem jest chyba cos nie tak 😉

  3. Bardzo fajna historia 🙂
    Pokazuje, że żeby żyć ‘normalnie’ nie trzeba wywracać wszystkiego do góry nogami ale wystarczy zachować zdrowy rozsądek i trochę liczyć i planować. Jak się najpierw ‘płaci sobie’ to nawet wydatków codziennych nie trzeba koniecznie spisywać. Podstawa to zrobić budżet, policzyć wydatki /zwłaszcza te nieregularne/, rozpisać to sobie, a potem to ‘nudna’ realizacja i czekanie, aż miesiąc po miesiącu nasza sytuacja będzie coraz lepsza

  4. Początkowo sporządzanie budżetu domowego strasznie mnie męczyło. Obecnie jest to dla mnie super zabawa i duża przyjemność.

  5. Czytam tego bloga już ładnych parę lat, ale nie spodziewałem się że gościem Marcina będzie koleżanka z pracy 🙂
    Gratuluję wyjścia z finansowego dołka na prostą. Wasza historia może być inspiracją dla tkwiących w długach i twierdzących, że się nie da przy zarobkach xyz.
    Namawiam Was, abyście po spłaceniu kredytu poszli w kierunku inwestowania. Osobiście jestem na etapie budowania wolności finansowej i powiem wam, że sam jestem zadziwiony jak magiczną sprawą jest procent składany. Tutaj nie potrzebne są duże kwoty, tylko konsekwencja w inwestowaniu nadwyżek, cierpliwość i trochę wiedzy.
    Samorządowiec – Łukasz 🙂

  6. gratulacje Aniu i Łukaszu. super historia.

    Marcinie – wszyscy odnoszą się do Andrzeja, który zapoczątkował piękną tradycję success stories na twoim blogu. Minęło kilka lat, może Andrzej miałby ochotę na powrót do podcastu i update jakie były następne etapy jego panowania nad finansami osobistymi.

    pozdrawiam serdecznie

  7. Ani i Łukaszowi bardzo gratuluje!!!
    Na Twoj blog Marcinie natrafilam niestety dopiero 3miesiace temu. W kredytach, dlugach i kryzysie finansowym, ale z pensja w wysokosci pewnie sporej wielokrotnosci sredniej krajowej. Im wiecej masz tym wydaje sz jeszcze wiecej, pozyczasz na wiecej i tak dalej….
    Cel mam jeden – do konca pazdziernika nie bede miala nawet złotówki długu. Determinacja olbrzymia.
    Czy mi się uda? Musi!

  8. A jak sobie poradzić będąc samotną matką, z wynagrodzeniem 2000zł netto + 500 zł alimenty i bez 500+? Za mieszkanie płacę 480 zł czynszu plus rachunki, prąd, woda, internet, komórka. Dojazdy do pracy. Nie mam ciotki, która pożyczy ani “sporej wielokrotności średniej krajowej”. Jak zrobić tę poduszkę i odkładać na emeryturę i nie wegetować na sucharkach z wodą?

    • Cześć Moniko,

      jest mi bardzo przykro z powodu Twojej trudnej sytuacji finansowej.
      Doprecyzuję tylko, że w sumie moi gościa zarabiają dwukrotność średniej (czyli tak, jakby każde z nich zarabiało po prostu jedną średnią krajową).

      Zanim cokolwiek odpowiem, pozwól że dopytam:

      – Czym się zajmujesz i dlaczego Twoim zdaniem zarabiasz tak mało?

    • Polecam zajrzeć na blog oszczednicka.pl – przedstawia tam właśnie budżet takiej rodziny jak Twoja. Pozdrawiam

  9. Kłopot z budżetem zaczyna się kiedy po jego wykonaniu rzeczywiście okazuje się że zostaje wyłącznie na “życie”.
    Mój przykład: rodzina 2+2
    Miasto Kraków
    Zarobki wspólne 6500 pln
    Wydatki sztywne z podstawową obsługą zadłużenia 5000- 5500 pln (hipoteka, raty,czynsz, rachunki, przedszkole, jedzenie, samochód , ubezpieczenia….itd
    Z pozostałej kwoty trzeba ubrać siebie i dzieci, odłożyć na wakcje, zapłacić 1000 nieplanowanych i nieoczekiwanych rzeczy itd. I naprawdę na nadpłatę, oszczędności, emeryturę itp nie zostaje wiele. Najczęsciej po odłożeniu pewnej sumy na fundusz awaryjny, zostaje On wykorzystany zgodnie z celem 🙂 i znowu trzeba go budować.
    A życie trwa, lata lecą i nie chodzi tutaj o hedonizm czy rozrzutność.( kino, teatr, imprezy na.mieście, kolacje, kawa u mnie nie wystepują) Czasem człowiek mając w perspektywie 3 lata maksymalnego zaciśnięcia pasa i spłaty zadłużenie woli zrobić to w 5-6 lat, ale żyć normalnie ( w miarę). Jak powiedzieć dzieciom że nie pojadą na wakacje ( i nie mówię tutaj o 2 tygodniach na Krecie) tylko spędzą kolejny tydzień pod blokiem bo rodzice chcą nadpłacić 3kpln kredyt wzięty na meble do Ich pokoju… Temat szeroki i głeboki, ekonomiczno społeczny a wręcz psychologiczny.
    Rozwiazanie jest jedno. Trzeba ZARABIAĆ wiecej nie powodując ” inflacji życia”.Ale to kolejny temat rzeka…
    Pozdrawiam wszystkich czytających i słuchających

  10. Bardzo pokrzepiająca i z pewnością motywująca historia, która pokazuje, że długi są do pokonania. Spotykam się z wieloma opiniami, że problem zadłużenia, gdy już się pojawi, jest przysłowiowym gwoździem do trumny, ponieważ problem braku pieniędzy przewraca życie ludzi do góry nogami, że strasznie ciężko jest się pobierać z powrotem do kupy. Fajnie, że przeprowadzasz takie wywiady. Długi są do pokonania! Zawsze!

Odpowiedz

Top
MENU