finanse osobiste koszt dzieciSpokojnie, to nie będzie wpis o handlu ludźmi ani o problemie płatnych adopcji. Choć są to bardzo ważne i przytłaczająco trudne tematy, na pewno nie jestem właściwą osobą by o nich pisać. Jednak przygotowując się do dzisiejszego artykułu i rozmawiając o nim z kilkoma osobami przekonałem się, że może on wzbudzić spore emocje. No bo jak przejść obojętnie nad takimi stwierdzeniami:

Mają pięcioro dzieci. Nic dziwnego, że są biedni.
Po co im jeszcze jedna gęba do wykarmienia, skoro teraz nie są w stanie się utrzymać?
Pracować nie mają siły a robić dzieci tak. Dlaczego mamy im płacić zasiłki z naszych podatków?

Na drugim biegunie tej samej dyskusji znajdują się takie opinie:

Dzieci to błogosławieństwo od Boga. Ekonomia nie ma tu nic do rzeczy.
Jak można przeliczać dzieci na pieniądze? To nieludzkie!
Ile kosztują dzieci? Są bezcenne! Powinno mieć się ich tyle, ile możliwe. Planowanie rodziny jest przejawem cywilizacji śmierci.

To tylko przykładowe wypowiedzi z różnych forów i artykułów dotyczących planowania rodziny, kosztów wychowania dzieci, albo wsparcia i ulg dla rodzin wielodzietnych. Bez względu na intencje autorów czy konkluzje płynące z tekstów, w dyskusjach zawsze pojawiały się głosy będące zażartą obroną takiego czy innego światopoglądu. A ponieważ nic tak nie wkurza jak treści stojące w sprzeczności z naszymi najgłębszymi przekonaniami, łatwo o wypowiedzi mieszające oponentów z błotem.

Dlaczego podejmuję taki temat? Po co na blogu finansowym artykuł z pogranicza ekonomi, filozofii, etyki, religii, socjologii a nawet polityki?  Cóż – przypomnijcie sobie tytuł bloga. Choć dzieci to sprawa bardzo osobista, nie da się zakrzyczeć prostego faktu: ich wychowanie kosztuje. Nasz światopogląd, nasze wartości czy nawet religia niczego tutaj nie zmienią. Warto znać te koszty, przygotować się do nich oraz mieć świadomość pułapek czekających na portfele rodziców.

Dziś chciałbym pokazać Wam ile kosztuje wychowanie dziecka oraz podyskutować z Wami w komentarzach co z tych kwot dla nas wynika.

 

Duże pieniądze biorą się małych.

Tu 20 zł, tam 30 zł, tu stówka, a tam dwie… Jestem bardzo ciekawy, ile Waszym zdaniem kosztuje w Polsce wychowanie dziecka do 20-go roku życia? Tak z czystej ciekawości obstawcie „na czuja”, bez szacowania,  jedną z poniższych opcji:

Wydaje mi się, że wychowanie dziecka w Polsce do 20 roku życia kosztuje:

a) do 50 tys. zł
b) od 50 000 zł do 100 000 zł
c) od 100 000 zł do 150 000 zł
d) od 150 000 zł do 200 000zł
e) o
d 200 001 zł do 250 000 zł
f) powyżej 250 tys. zł

Którą odpowiedź obstawiliście?

Dodatkowe wydatki związane z naszymi maluszkami zaczynają się już kilka dni po poczęciu. Pierwszym, który oficjalnie określić możemy mianem wydatku na dziecko jest zwykle test ciążowy za kilkanaście złotych. Gdy tylko pojawią się na nim dwie kreski, od razu wiemy, że w naszym życiu zaczyna się wielka rewolucja, która ogarnie każdy jego obszar. Finansowy również.

Najpierw ciąża:  wizyty u lekarza, badania, preparaty witaminowe, kremy na rozstępy, specjalne ubrania ciążowe, odpowiednia bielizna i oczywiście książki o przyjęciu dziecka na świat. Bliżej porodu kupujemy wanienkę, wózek, fotelik samochodowy, przewijak, komplet ubranek, czapeczek, pieluszek, oliwek, specjalnych mydełek, szamponów i innych kosmetyków. Przy pierwszej ciąży popularne są szkoły rodzenia, a do tego opłacenie położnej, dodatkowej opieki lekarskiej, znieczulenia zewnątrzoponowego. W drugim trymestrze ciąży zwykle włącza się nam jeszcze klasyczny „syndrom wicia gniazdka”, więc wydajemy pieniądze na remont pokoju, nowe mebelki, a czasami nawet bezpieczniejszy samochód, bo przecież nie chcemy narażać maluszka na niebezpieczeństwo.

Po porodzie zaczyna się etap drugi: kosmicznie dużo pampersów, oliwek i chusteczek do pupy, podgrzewacz do mleka, butelki, smoczki, kołderki, kocyki, rożki, leżaczki, krzesełka do karmienia, słoiczki, zupki, kaszki, mleko w proszku, grzebyki, ubranka…

W miarę upływu czasu jedne koszty odpadają, a na ich miejsce pojawiają się inne: opłaty za żłobek lub opiekunkę, potem przedszkole i dodatkowe zajęcia, no i oczywiście pierwsze choroby zakaźne podłapane od rówieśników, a z nimi wydatki na leki.

Na szczęście po przedszkolu zaczyna się podstawówka, a tam przynajmniej podręczniki na początku są bezpłatne. Ale… cały czas towarzyszą nam zakupy ubrań i butów, z których dzieci błyskawicznie wyrastają. Poza książkami w zasadzie wszystko jest płatne: świetlica, wyjście do teatru, dodatkowy angielski, wyjazd na zielona szkołę, wycieczka, ferie, wakacje, itd.

Każdy kto ma dzieci doskonale wie o czym piszę. 🙂 No dobra, to jakie kwoty się uzbierają przez cały okres wychowania?

 

O jakich pieniądzach konkretnie mówimy?

Oczywiście w każdej rodzinie będzie to wyglądało nieco inaczej, ale można pokusić się o pewne szacunki.

Zacznijmy od raportu opublikowanego przez Centrum im. Adama Smitha, pt. Koszty wychowania dzieci w Polsce 2012.  Według jego autorów „koszt wychowania jednego dziecka do okresu osiągnięcia przezeń 20. roku życia wynosi w Polsce około 176 tys. złotych, a koszt wychowania dwójki dzieci wynosi około 317 tys. złotych (przyjmujemy, że koszt drugiego dziecka wynosi 80 procent kosztów pierwszego ze względu na możliwe oszczędności). W przypadku rodzin z trójką dzieci koszty te (przyjmujemy, że koszt trzeciego dziecka wynosi 60 procent kosztów pierwszego) wynoszą około 422 tys. złotych. Jeśli pamiętamy, że kalkulacja ta nie bierze pod uwagę kosztów pośrednich i alternatywnych oraz, że jest kalkulacją kosztów podstawowych, to oczywiste jest, że dla wielu rodzin łączne koszty rzeczywiste są prawdopodobnie jeszcze wyższe.”

Przeliczając dane z raportu na łatwiejsze w interpretacji kwoty miesięczne otrzymujemy odpowiednio:

733 zł miesięcznie w przypadku jednego dziecka
1321 zł miesięcznie w przypadku dwójki dzieci
1758 zł miesięcznie w przypadku trójki dzieci

Inne bardzo ciekawe oszacowanie różnych „wersji” budżetu niezbędnego do wychowania dziecka opracowała Sylwia Szwed w serii artykułów w serwisie gazeta.pl . W zależności od tego, czy mówimy o pokrywaniu niezbędnych potrzeb dziecka czy o hojnym finansowaniu zachcianek młodego członka bogatej rodziny,  potrzebne kwoty kształtują się następująco:

tabela koszt dziecka

Edukację w liceum kończy się obecnie w wieku 19 lat (o ile wszystko poszło zgodnie z planem), zatem miesięczne kwoty potrzebne na wychowanie dziecka w trzech różnych wariantach wynoszą odpowiednio:

– Budżet w wersji ekonomicznej: 386 zł miesięcznie
– Budżet w wersji standard: 1 426 zł miesięcznie
– Budżet w wersji ekskluzywnej: 3 809zł miesięcznie

Oczywiście miesięczne kwoty będą się różnić na poszczególnych etapach dojrzewania naszych pociech. Bez względu na to, które szacunki odpowiadają konkretnej sytuacji danej rodziny, dwa zjawiska są absolutnie niepodważalne:

1. Wychowanie dziecka wiąże się z koniecznością poniesienia wysokich kosztów.
2. Niektóre rodziny wydają kilkakrotnie więcej na wychowanie dzieci od innych.

No dobra, znamy już kwoty i wiemy, że jest tego dużo. Nie chodzi mi jednak o ciekawostkę tłumaczącą rozpoczynanie szkolnych apeli od słów: Drogie dzieci. Znacznie ważniejsze jest wyciągnięcie wniosków z tych danych.

 

I co z tego wynika?

Jestem finansistą i lubię liczby, bo w sposób treściwy potrafią one pokazać fakty, które łatwo jest zgubić w okrągłych zdaniach. Zamiast długiej, kwiecistej wypowiedzi, często wystarczy jedna liczba, aby pokazać jak jest naprawdę.

Zacznijmy od sprawy najtrudniejszej, bo powiązanej z naszymi wewnętrznymi przekonaniami. Czy podejmując decyzję o posiadaniu dzieci powinniśmy brać pod uwagę naszą sytuację materialną?

Moim zdaniem absolutnie tak. Nie jest to dla mnie żadne „bezduszne” podejście, tylko przejaw prawdziwej odpowiedzialności za los własnej rodziny. Jeżeli nie stać mnie na zapewnienie dziecku bezpieczeństwa, to jest dla mnie sprawą naturalną, że najpierw robię wszystko, aby zdobyć pracę i oszczędności pozwalające utrzymać rodzinę. Podejście do tej sprawy na zasadzie „nie mamy pracy ani pieniędzy, ale kochamy się, jest cudownie, chcemy mieć dziecko i jakoś to będzie” kończy się zwykle biedą, długami, ogromnym stresem, awanturami o pieniądze oraz błaganiem „Rząd musi nam pomóc!”. Jednak liczenie na pomoc państwa to droga donikąd. Według przytaczanego już raportu Centrum im. Adama Smitha: „Rozwój programów socjalnych nie jest dobrą odpowiedzią na problem ubóstwa, gdyż skuteczność tych programów jest niska. Ze 100 złotych zabranych przez państwo podatnikom na pomoc potrzebującym trafia nie więcej niż 30-40 proc. Resztę pochłaniają koszty transakcyjne i administracyjne.” Choć uważam, że mądra polityka prorodzinna w naszym Państwie jest bardzo ważna, to liczenie, że utrzymamy się dzięki pomocy państwa, jest ogromną naiwnością. Pragniesz mieć dziecko? Bądź odpowiedzialny i przygotuj się do tego również pod względem finansowym.

I teraz bardzo ważna sprawa. W niektórych sytuacjach przeginamy w druga stronę. Mamy wszystko by przyjąć na świat upragnione potomstwo (pierwsze lub kolejne), ale cały czas odwlekamy decyzję tłumacząc to sytuacją materialną i koniecznością rozwoju kariery. „Jeszcze tylko dodatkowy rok do CV, trochę większe mieszkanie, jedna podwyżka, jeden awans…”. Jeżeli masz podobne dylematy, wiedz jedno: nigdy nie będziesz gotowy na 100%. Powyżej masz przytoczone konkretne miesięczne kwoty potrzebne na utrzymanie dziecka. Jeżeli stać Cię na to, ale w dalszym ciągu nie możesz się zdecydować, to przestań tłumaczyć się sytuacją materialną. Tak naprawdę powody są inne. Po prostu bądź ze sobą szczery i odpowiedz sobie jakie.

 

Tutaj pieniądze nie grają roli.

Finanse osobiste są dla mnie bardzo pasjonujące właśnie dlatego, że dotykają spraw najważniejszych, których nie chcemy przeliczać na pieniądze. W pewnych życiowych sytuacjach podejmujemy decyzje w głębokim przekonaniu, że w tym konkretnym przypadku finanse nie grają roli. Gdy myślimy o dzieciach, przejawia się to stwierdzeniami typu:

Na czym, jak na czym, ale na dziecku nie będę oszczędzał.
Mój skarb musi mieć najlepszą edukację bez względu na koszty.
Wiem, że to drogie, ale najważniejsze, by dziecko czuło się dobrze.

Niestety, to tylko zaklinanie rzeczywistości. Podejmowane przez nas decyzje będą wiązały się z finansowymi konsekwencjami bez względu na to, czy nam się to podoba, czy nie. Zależy mi bardzo, żebyście dobrze mnie zrozumieli. Nie jestem gościem, który na chłodno i bez emocji wszystko przelicza na pieniądze. Nie o to chodzi.

Uważam po prostu, że dla własnego dobra oraz bezpieczeństwa naszych rodzin, musimy mieć pełną świadomość konsekwencji naszych decyzji. Jeżeli będziemy decydować o najważniejszych życiowych sprawach w oparciu o wyświechtane hasła w rodzaju „na dzieciach się nie oszczędza”, albo „w przypadku dzieci pieniądze nie grają roli”, to wpakujemy się w kłopoty. Z moich obserwacji wynika, że na te ogólnikowe hasła natykamy się w następujących sytuacjach:

1. Gdy ktoś chce nam coś sprzedać.
2. Gdy ktoś wydaje fortunę na dzieci by poczuć się lepiej bo nie poświęca im    czasu.
3. Gdy ktoś usprawiedliwia trudną sytuację materialną poświeceniem dla    dzieci.
4. Gdy ktoś nie ma pojęcia, co to znaczy być biednym i zadłużonym.

Ogromne niebezpieczeństwo takich haseł polega na tym, że przełączają nas one w tryb bezrefleksyjny. Zamiast policzyć spokojnie czy stać nas na lekcje tenisa dla dziecka, zapisujemy je, bo przecież na dzieciach się nie oszczędza. Kupujemy nowy samochód na kredyt, bo liczy się tylko bezpieczeństwo naszego maluszka. Dziecko musi mieć własny pokój, więc większe mieszkanie jest absolutnie niezbędne, nawet jeśli oznacza ogromny kredyt na 35 lat. Wiele takich wydatków tłumaczymy miłością do dzieci. Tymczasem dokładniejsze przemyślenie prawdziwych motywów często ujawnia, że tenis to niespełnione marzenie taty z dzieciństwa, o większym samochodzie marzyliśmy od dawna, a dodatkowy pokój to tylko pretekst by wreszcie się przenieść na nowe osiedle.

Namawiam Was bardzo, żebyście nie podejmowali decyzji w oparciu o takie ogólnikowe stwierdzenia. Weźcie głęboki oddech, kartkę papieru i kalkulator do ręki, i na spokojnie przemyślcie temat. W finansach osobistych wiedza to raptem 20% sukcesu. Cała reszta to zdrowy rozsądek.

 

Podatność na manipulację.

Kochamy nasze dzieci tak bardzo, że jesteśmy gotowi poświęcić dla nich wszystko. Staniemy na głowie, aby mieć pewność, że są bezpieczne i że dzięki nam mają szansę na dobre i szczęśliwe życie. I właśnie dlatego wszystkich rodziców łączy wspólna cecha: ogromna podatność na manipulację.

W dużym uproszczeniu przekazy reklamowe dzielą nas na dwie kategorie:

1. Rodziców dobrych – którzy wydają dużo na swoje dzieci, finansują ich każdą zachciankę i pomagają spełniać wszystkie dziecięce marzenia. Dzięki temu ich pociechy będą skazane na sukces.

2. Rodziców złych
– którzy na dzieci wydają mniej i zamiast finansować dziecięce pragnienia choćby na kredyt, myślą o konsekwencjach swoich decyzji. Te dzieci mają trudniejsze dzieciństwo i to z winy rodziców!

Moje dzieci na pewno będą miały trudniejsze dzieciństwo. A wiecie dlaczego? Bo tylko w ten sposób będą potrafiły w przyszłości poradzić sobie z wyzwaniami, jakie postawi przed nimi życie. Wtedy dopiero będzie im łatwiej.

Nie dajcie się zaszufladkować. Jak widzieliście w pierwszej części wpisu niektóre rodziny wydają na wychowanie dzieci kilkakrotnie większe sumy od innych. I co? Przekłada się to bezpośrednio na poziom szczęścia i życiowego sukcesu ich dzieci? Producentom i sprzedawcom artykułów dziecięcych bardzo zależy, żebyśmy tak właśnie myśleli, ale tak nie jest.

Jeżeli uwierzymy w to, że miarą jakości naszego rodzicielstwa jest kwota wydana na dzieci, to wyrządzimy dzieciom krzywdę. Zmroziło mnie, gdy we wspomnianym już artykule na gazeta.pl przeczytałem wypowiedź rodzica ucznia III klasy:

 „Sama konsola ze sprzętem kosztowała 1500 zł, dostał na komunię – mówi jego ojciec. – Ma też w pokoju swój telewizor (2000 zł). Na Lego idzie rocznie jakieś 600 zł. Od nas dostał pod choinkę grę komputerową za 150 zł, ale od całej rodziny dostaje na święta prezentów za 1000 zł, a na urodziny drugie tyle. Najbardziej lubi akcesoria do “Gwiezdnych wojen”. Miecz, taki kolekcjonerski, to 900 zł; strach potem się tym bawić. I gry komputerowe. Gra online, niby darmowa, ale co rusz trzeba dokupić jakieś doładowanie – to 300 złotych rocznie. Najdroższe są gry na konsole – zaczynają się od 100 zł, z sześć w ciągu roku mu kupujemy. Na same zabawki wychodzi jakieś 3000 rocznie! Masakra! Ale przynajmniej jest dobrze wyposażony na tle kolegów. Nie ma kompleksów.”

Nie chodzi o kwoty z tej wypowiedzi, ale o konkluzję. Dobrze wyposażony? Nie ma kompleksów? Przerażające…

 

Podsumowanie

Muszę się Wam przyznać, że temat bardzo mnie wciągnął i mógłbym jeszcze sporo o tym napisać. Znacznie ciekawsze będzie dla mnie jednak poznanie Waszych opinii.

Dla przypomnienia krótkie podsumowanie kluczowych tez:

  • Wychowanie dziecka wiąże się z koniecznością poniesienia wysokich kosztów.
  • Podejmując decyzję o posiadaniu dzieci powinniśmy brać pod uwagę naszą sytuację materialną. Nie jest to żadne „bezduszne” podejście, tylko przejaw prawdziwej odpowiedzialności za bezpieczeństwo własnej rodziny.
  • Jednak nie ma co przeginać w drugą stronę i odwlekać decyzji o dzieciach w nieskończoność, bo i tak nigdy nie będziemy gotowi na 100%.
  • Niektóre rodziny wydają kilkakrotnie więcej na wychowanie dzieci od innych, ale…
  • To nie jest i nie może być miarą jakości naszego rodzicielstwa, nawet jeśli reklamy i media mówią nam coś innego.
  • Warto aby dzieci miały przez nas trochę trudniejsze dzieciństwo. Dzięki temu w przyszłości będą miały łatwiejsze życie.

Na zakończenie mam jeszcze do Was ogromną prośbę. Jako kontynuację tego wpisu chciałbym za kilka tygodni przygotować artykuł o roboczym tytule: „Czy musimy wydawać fortunę na dzieci?”. Pomysł polega na tym, aby zebrać tam przykłady wydatków na dzieci, które w praktyce nie mają sensu oraz porady, jak rozsądniej kupować rzeczy i usługi związane z wychowaniem dzieci.
Jeśli przychodzą Wam do głowy takie wydatki lub rady – napiszcie proszę o nich w komentarzu.

Na autora najciekawszego komentarza czeka nagroda: karta prezentowa do Empiku o wartości 100zł. (wpis nie jest sponsorowany – chcę po prostu w ten sposób podziękować Wam za pomoc przy tworzeniu wartościowych treści na tym blogu).

Konkurs rozstrzygnięty! 🙂

Bardzo dziękuję Wam za rewelacyjne komentarze. Bardzo fajny materiał do przemyśleń i przygotowanie artykułu. Miło mi poinformować, że kartę podarunkową do Empiku wygrała Asia (imię jest linkiem do komentarza). Bardzo ciekawe i ważne kwestie poruszyły również Agata oraz Iwona. Dlatego postanowiłem podarować dwie dodatkowe karty do Empiku o wartości 50 zł. Jeszcze raz bardzo dziękuję i serdecznie gratuluję!

Proszę o kontakt w celu ustalenia sposobu dostawy nagrody 😉

Jeżeli chcielibyście poznać nieco więcej moich opinii na temat dzieci i pieniędzy, zachęcam Was serdecznie do lektury innych wpisów na ten temat:

Czego nauczyć dzieci o pieniądzach?

Edukacja finansowa dzieci – podsumowanie pierwszego kwartału

Kieszonkowe dla dzieci – wady, zalety i… złoty środek.