Mimo tego, że na co dzień zajmuję się finansami, to nie pieniądze są dla mnie najważniejsze. Dla każdego z nas przyjdzie w końcu taki moment, gdy nie będą one miały kompletnie żadnego znaczenia. Pod koniec życia nie będę zwracał uwagi na saldo mojego konta w banku. Istotniejsza będzie suma zebranych doświadczeń i pięknych wspomnień. Uśmiech na twarzy, który pojawi się, gdy tylko pomyślę o długiej liście zrealizowanych marzeń. To właśnie dlatego inwestycja w doświadczenia jest moim ulubionym sposobem lokowania pieniędzy.

Nazwałem ten blog Finanse Bardzo Osobiste , bo chcę Ci pokazać, że w mądrym dbaniu o finanse chodzi o coś znacznie więcej, niż liczby. Na przykład o zapewnienie bezpieczeństwa Twojej rodzinie – bo stać Cię na świetną opiekę medyczną czy o zapewnienie lepszego startu życiowego Twoim dzieciom – bo stać Cię na lepszą ich edukację. Ale to nie wszystko. Przede wszystkim chodzi o Twoje marzenia i pasje, które możesz realizować, bo stać Cię na poświęcenie im czasu oraz pieniędzy.

Przypominam Ci o tym z prostego powodu. Gdy tracisz zapał do dbania o własne finanse, gdy męczy Cię praca oraz kontrolowanie własnych wydatków, gdy nie widzisz postępów i masz ochotę po prostu odpuścić – przypomnij sobie, po co to robisz. Sam wielokrotnie miałem dość zaciskania pasa i realizowania planu 10 kroków. Gdy na etapie spłacania długów czy budowania funduszu bezpieczeństwa musiałem odmawiać sobie mnóstwa rzeczy, miałem wrażenie, że nigdy nie dojdę do kroku nr 10. Spoglądając jednak na to, jak dziś wygląda moje życie, błogosławię każdą godzinę poświęconą na dbanie o własne finanse.

Dave Ramsey, który zainspirował mnie do zerwania z bezmyślnym podejściem do pieniędzy, ma świetnie ilustrujące to powiedzenie:

Live like no one else, so that later you can live like no one else.

I rzeczywiście. Potrzeba kilku lat wyrzeczeń, ostrej pracy, oszczędzania i konsekwentnego działania. Ale tego, co dzieje się potem, nie zamieniłbym za nic na świecie.

Dziś mam dla Ciebie krótką relację z zakończonej właśnie podróży do RPA – mojego kolejnego zrealizowanego marzenia. Z grupą znajomych przejechaliśmy tam ponad 4 300 km, zapominając na 18 dni o zimie i zachwycając się pięknem afrykańskiej przyrody. Krótką relację z pierwszych dni pobytu w Kapsztadzie znajdziesz w poprzednim wpisie. Bardzo słaba jakość internetu w kolejnych miejscach, które odwiedziłem, nie pozwoliła mi tworzyć relacji „na żywo”. Może to i lepiej?

Ale właśnie wróciłem, więc mogę się wreszcie podzielić z Tobą wrażeniami. A jest ich sporo!

Góra Stołowa i wzburzony Atlantyk

Aby rozruszać się nieco po pierwszych dniach zwiedzania, postanowiliśmy wspiąć się na Górę Stołową, będącą symbolem Kapsztadu (Cape Town).

 

Ma ona wysokość 1085 m. n.p.m i można tam w kilka minut wjechać kolejką linową. Znacznie ciekawszą opcją jest jednak około dwugodzinna wspinaczka. Trafiliśmy na bardzo ciekawą pogodę. Wspinaliśmy się w chmurach, więc towarzyszył nam przyjemny chłód…

 

…ale po wejściu na szczyt chmury się rozwiały i mogliśmy podziwiać Półwysep Przylądkowy w całej okazałości.

 

Po trudach wspinaczki przyszła nam ochota na kąpiel w oceanie. Woda była jednak zimna i wzburzona, więc co sprytniejsi uczestnicy naszej wycieczki szybko brali nogi za pas…

 

… a ci mniej sprytni uparcie walczyli z zimnymi falami 🙂

 

Na południowym skrawku Afryki

Po kilku dniach spędzonych w okolicach Cape Town, ruszyliśmy wybrzeżem, by dotrzeć do Przylądka Igielnego – najbardziej wysuniętego na południe skrawka Afryki.

 

W tym miejscu przebiega umowna granica pomiędzy oceanami: Indyjskim i Atlantyckim. Dzięki temu połowa rodziny spędziła popołudnie nad Atlantykiem, a druga połowa nad Oceanem Indyjskim.

 

I wreszcie spotkanie ze zwierzętami w Addo

Południowe wybrzeże RPA jest przepiękne, jednak głównym powodem, dla którego wyruszyliśmy na tę wyprawę, było spotkanie ze zwierzętami. Dlatego właśnie kolejnym punktem podróży był Addo Elaphant National Park.

Bezmiar ludzkiej głupoty sprawił, że ogromna niegdyś populacja żyjących tu słoni została wybita niemal do nogi. Otrzeźwienie przyszło w ostatniej chwili. Gdy w 1931 roku zostało 11 osobników, utworzono rezerwat i rozpoczęto działania w celu odbudowy ich populacji. Dziś w Addo żyje około 600 słoni, które wreszcie znalazły tutaj oazę spokoju.

 

 

Świetnie czują się tu również wszechobecne guźce, skubiące sobie trawę „na kolankach”…

 

 

 

…stada majestatycznych bawołów afrykańskich…

 

 

….czy wreszcie piękne, poubierane w pasiaste pidżamki zebry.

 

W Addo spędziliśmy w sumie 3 dni, dzięki czemu – poza najbardziej popularnymi gatunkami – spotkaliśmy również hieny, a nawet byliśmy świadkami nieudanego polowania lwów na wielkiego bawoła, który przegonił je, gdzie pieprz rośnie.

 

 

Na koniec pobytu w Addo postanowiłem połączyć dwie moje pasje: podróżowanie i jazdę konną. Wspólnie z kolegami wybraliśmy się na przejażdżkę z przewodnikiem w towarzystwie kudu, elandów, zebr, strusiów i lwów, które na szczęście o tej porze dnia smacznie sobie spały.

 

Prawdziwe cuda w Parku Krugera

Po parku Addo udaliśmy się jeszcze do Mount Zebra National Park. Odwiedziliśmy również rezerwat dzikich kotów. Prawdziwe cuda czekały na nas jednak w Parku Krugera! Taką obfitość przyrody widziałem tylko raz w żuciu – zwiedzając park Masai Mara w Kenii. Najbardziej charakterystyczne są niezliczone grupki zwinnych i zgrabnych impali.

 

Jednak w parku łatwo wypatrzeć też lwy, nosorożce, hipopotamy, krokodyle czy stada sępów czekające na dokończenie uczty przez drapieżniki.

 

 

 

 

 

Oglądając tutaj niektóre zdjęcia możesz się zastanawiać, czy w czasie takiej podróży potrzebny jest aparat z ogromnym obiektywem. Na pewno się przyda, ale zdecydowaną większość zdjęć, które tutaj oglądasz, zrobiliśmy zwykłymi telefonami. Jak to możliwe? Otóż zwierzęta czują się w parku swobodnie i można oglądać je z bardzo bliska.

Na pierwszy rzut oka znaki przy drodze i na kempingach wydają się całkiem zabawne.

 

 

Jednak zwierzęta faktycznie podchodzą bezpośrednio pod kemping…

 

 

…a w czasie jazdy samochodem co chwilę trzeba się grzecznie zatrzymać, aby ustąpić im należnego pierwszeństwa.

 

 

 

 

Góry Smocze

Ostatni etap naszej podróży to dwa dni w Górach Smoczych, gdzie podziwialiśmy m.in.  Kanion Rzeki Blyde, fragmenty lasu deszczowego oraz piękne wodospady.

 

 

 

Natomiast dzieci kontynuowały swoje bliskie spotkania z przyrodą również poza parkami narodowymi.

 

A jakie są Twoje marzenia?

Nie ochłonąłem jeszcze po tej wspaniałej podróży, a w głowie już rodzą się plany kolejnych. Na razie najbardziej kusząco wzywa mnie Patagonia. A może Ty mi poradzisz wspaniałe miejsce, które zdecydowanie warto odwiedzić?

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Moje marzenia to oczywiście nie tylko podróże, lecz również budowa firmy pomagającej w dbaniu o finanse. W swoim dzienniku mam całą listę rzeczy, które chciałbym jeszcze w życiu zrobić, ludzi których chcę poznać oraz miejsc, które pragnę odwiedzić.

Kiedy przeglądam notatki sprzed lat i widzę, jak wiele z tych rzeczy już zrealizowałem, nie mogę się temu nadziwić. A przecież za każdym razem, gdy zapisuję nowe marzenie w swoim dzienniku, wydaje się one odległe, bardzo trudne, a czasem wręcz nierealne…

Dlatego zachęcam Cię gorąco do założenia własnego dziennika i spisywania w nim swoich marzeń. Marzeń związanych z Twoją rodziną, zdrowiem, pracą, biznesem, podróżami, przygodami… W codziennym pośpiechu łatwo jest o nich zapomnieć, a przecież to właśnie spełnione marzenia są najsensowniejszą miarą życiowego sukcesu.

I na koniec jeszcze sprawa najważniejsza. Bądź ze mną na blogu i dbaj o własne finanse, bo pełna kieszeń niezwykle ułatwia realizację marzeń 😉 Miłego dnia!