FreshMail.pl

Inwestycja w doświadczenia – mój ulubiony sposób lokowania pieniędzy

18

Mimo tego, że na co dzień zajmuję się finansami, to nie pieniądze są dla mnie najważniejsze. Dla każdego z nas przyjdzie w końcu taki moment, gdy nie będą one miały kompletnie żadnego znaczenia. Pod koniec życia nie będę zwracał uwagi na saldo mojego konta w banku. Istotniejsza będzie suma zebranych doświadczeń i pięknych wspomnień. Uśmiech na twarzy, który pojawi się, gdy tylko pomyślę o długiej liście zrealizowanych marzeń. To właśnie dlatego inwestycja w doświadczenia jest moim ulubionym sposobem lokowania pieniędzy.

Nazwałem ten blog Finanse Bardzo Osobiste , bo chcę Ci pokazać, że w mądrym dbaniu o finanse chodzi o coś znacznie więcej, niż liczby. Na przykład o zapewnienie bezpieczeństwa Twojej rodzinie – bo stać Cię na świetną opiekę medyczną czy o zapewnienie lepszego startu życiowego Twoim dzieciom – bo stać Cię na lepszą ich edukację. Ale to nie wszystko. Przede wszystkim chodzi o Twoje marzenia i pasje, które możesz realizować, bo stać Cię na poświęcenie im czasu oraz pieniędzy.

Przypominam Ci o tym z prostego powodu. Gdy tracisz zapał do dbania o własne finanse, gdy męczy Cię praca oraz kontrolowanie własnych wydatków, gdy nie widzisz postępów i masz ochotę po prostu odpuścić – przypomnij sobie, po co to robisz. Sam wielokrotnie miałem dość zaciskania pasa i realizowania planu 10 kroków. Gdy na etapie spłacania długów czy budowania funduszu bezpieczeństwa musiałem odmawiać sobie mnóstwa rzeczy, miałem wrażenie, że nigdy nie dojdę do kroku nr 10. Spoglądając jednak na to, jak dziś wygląda moje życie, błogosławię każdą godzinę poświęconą na dbanie o własne finanse.

Dave Ramsey, który zainspirował mnie do zerwania z bezmyślnym podejściem do pieniędzy, ma świetnie ilustrujące to powiedzenie:

Live like no one else, so that later you can live like no one else.

I rzeczywiście. Potrzeba kilku lat wyrzeczeń, ostrej pracy, oszczędzania i konsekwentnego działania. Ale tego, co dzieje się potem, nie zamieniłbym za nic na świecie.

Dziś mam dla Ciebie krótką relację z zakończonej właśnie podróży do RPA – mojego kolejnego zrealizowanego marzenia. Z grupą znajomych przejechaliśmy tam ponad 4 300 km, zapominając na 18 dni o zimie i zachwycając się pięknem afrykańskiej przyrody. Krótką relację z pierwszych dni pobytu w Kapsztadzie znajdziesz w poprzednim wpisie. Bardzo słaba jakość internetu w kolejnych miejscach, które odwiedziłem, nie pozwoliła mi tworzyć relacji „na żywo”. Może to i lepiej?

Ale właśnie wróciłem, więc mogę się wreszcie podzielić z Tobą wrażeniami. A jest ich sporo!

Góra Stołowa i wzburzony Atlantyk

Aby rozruszać się nieco po pierwszych dniach zwiedzania, postanowiliśmy wspiąć się na Górę Stołową, będącą symbolem Kapsztadu (Cape Town).

 

Ma ona wysokość 1085 m. n.p.m i można tam w kilka minut wjechać kolejką linową. Znacznie ciekawszą opcją jest jednak około dwugodzinna wspinaczka. Trafiliśmy na bardzo ciekawą pogodę. Wspinaliśmy się w chmurach, więc towarzyszył nam przyjemny chłód…

 

…ale po wejściu na szczyt chmury się rozwiały i mogliśmy podziwiać Półwysep Przylądkowy w całej okazałości.

 

Po trudach wspinaczki przyszła nam ochota na kąpiel w oceanie. Woda była jednak zimna i wzburzona, więc co sprytniejsi uczestnicy naszej wycieczki szybko brali nogi za pas…

 

… a ci mniej sprytni uparcie walczyli z zimnymi falami 🙂

 

Na południowym skrawku Afryki

Po kilku dniach spędzonych w okolicach Cape Town, ruszyliśmy wybrzeżem, by dotrzeć do Przylądka Igielnego – najbardziej wysuniętego na południe skrawka Afryki.

 

W tym miejscu przebiega umowna granica pomiędzy oceanami: Indyjskim i Atlantyckim. Dzięki temu połowa rodziny spędziła popołudnie nad Atlantykiem, a druga połowa nad Oceanem Indyjskim.

 

I wreszcie spotkanie ze zwierzętami w Addo

Południowe wybrzeże RPA jest przepiękne, jednak głównym powodem, dla którego wyruszyliśmy na tę wyprawę, było spotkanie ze zwierzętami. Dlatego właśnie kolejnym punktem podróży był Addo Elaphant National Park.

Bezmiar ludzkiej głupoty sprawił, że ogromna niegdyś populacja żyjących tu słoni została wybita niemal do nogi. Otrzeźwienie przyszło w ostatniej chwili. Gdy w 1931 roku zostało 11 osobników, utworzono rezerwat i rozpoczęto działania w celu odbudowy ich populacji. Dziś w Addo żyje około 600 słoni, które wreszcie znalazły tutaj oazę spokoju.

 

 

Świetnie czują się tu również wszechobecne guźce, skubiące sobie trawę „na kolankach”…

 

 

 

…stada majestatycznych bawołów afrykańskich…

 

 

….czy wreszcie piękne, poubierane w pasiaste pidżamki zebry.

 

W Addo spędziliśmy w sumie 3 dni, dzięki czemu – poza najbardziej popularnymi gatunkami – spotkaliśmy również hieny, a nawet byliśmy świadkami nieudanego polowania lwów na wielkiego bawoła, który przegonił je, gdzie pieprz rośnie.

 

 

Na koniec pobytu w Addo postanowiłem połączyć dwie moje pasje: podróżowanie i jazdę konną. Wspólnie z kolegami wybraliśmy się na przejażdżkę z przewodnikiem w towarzystwie kudu, elandów, zebr, strusiów i lwów, które na szczęście o tej porze dnia smacznie sobie spały.

 

Prawdziwe cuda w Parku Krugera

Po parku Addo udaliśmy się jeszcze do Mount Zebra National Park. Odwiedziliśmy również rezerwat dzikich kotów. Prawdziwe cuda czekały na nas jednak w Parku Krugera! Taką obfitość przyrody widziałem tylko raz w żuciu – zwiedzając park Masai Mara w Kenii. Najbardziej charakterystyczne są niezliczone grupki zwinnych i zgrabnych impali.

 

Jednak w parku łatwo wypatrzeć też lwy, nosorożce, hipopotamy, krokodyle czy stada sępów czekające na dokończenie uczty przez drapieżniki.

 

 

 

 

 

Oglądając tutaj niektóre zdjęcia możesz się zastanawiać, czy w czasie takiej podróży potrzebny jest aparat z ogromnym obiektywem. Na pewno się przyda, ale zdecydowaną większość zdjęć, które tutaj oglądasz, zrobiliśmy zwykłymi telefonami. Jak to możliwe? Otóż zwierzęta czują się w parku swobodnie i można oglądać je z bardzo bliska.

Na pierwszy rzut oka znaki przy drodze i na kempingach wydają się całkiem zabawne.

 

 

Jednak zwierzęta faktycznie podchodzą bezpośrednio pod kemping…

 

 

…a w czasie jazdy samochodem co chwilę trzeba się grzecznie zatrzymać, aby ustąpić im należnego pierwszeństwa.

 

 

 

 

Góry Smocze

Ostatni etap naszej podróży to dwa dni w Górach Smoczych, gdzie podziwialiśmy m.in.  Kanion Rzeki Blyde, fragmenty lasu deszczowego oraz piękne wodospady.

 

 

 

Natomiast dzieci kontynuowały swoje bliskie spotkania z przyrodą również poza parkami narodowymi.

 

A jakie są Twoje marzenia?

Nie ochłonąłem jeszcze po tej wspaniałej podróży, a w głowie już rodzą się plany kolejnych. Na razie najbardziej kusząco wzywa mnie Patagonia. A może Ty mi poradzisz wspaniałe miejsce, które zdecydowanie warto odwiedzić?

Moje marzenia to oczywiście nie tylko podróże, lecz również budowa firmy pomagającej w dbaniu o finanse. W swoim dzienniku mam całą listę rzeczy, które chciałbym jeszcze w życiu zrobić, ludzi których chcę poznać oraz miejsc, które pragnę odwiedzić.

Kiedy przeglądam notatki sprzed lat i widzę, jak wiele z tych rzeczy już zrealizowałem, nie mogę się temu nadziwić. A przecież za każdym razem, gdy zapisuję nowe marzenie w swoim dzienniku, wydaje się one odległe, bardzo trudne, a czasem wręcz nierealne…

Dlatego zachęcam Cię gorąco do założenia własnego dziennika i spisywania w nim swoich marzeń. Marzeń związanych z Twoją rodziną, zdrowiem, pracą, biznesem, podróżami, przygodami… W codziennym pośpiechu łatwo jest o nich zapomnieć, a przecież to właśnie spełnione marzenia są najsensowniejszą miarą życiowego sukcesu.

I na koniec jeszcze sprawa najważniejsza. Bądź ze mną na blogu i dbaj o własne finanse, bo pełna kieszeń niezwykle ułatwia realizację marzeń 😉 Miłego dnia!

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 9 190 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze18 komentarzy

  1. Wow zazdroszczę wyjazdu!! Pieniądze powinny służyć właśnie do realizowania swoich marzeń i celów, a nie po to, żeby zostać ich kolekcjonerem.

    • Trzymam się planu 10 kroków. A ponieważ aktualnie jestem już na kroku nr 10, przeznaczam pieniądze na 3 ważne cele:

      (1) Cieszenie się życiem – ta podróż jest właśnie tego przejawem
      (2) Mądre inwestowanie – by jednak cały czas poziom zamożności mojej rodziny rósł i pomagał nam spełniać marzenia na większą skalę
      (3) Pomoc innym – bo ta inwestycja daje najbardziej pozytywną emocjonalną stopę zwrotu.

  2. Hej Marcin. Czytam Twoje wpisy , czasami się nie zgadzam z ich treścią, ale jednego jestem pewien: mądry z Ciebie człowiek i pełen pasji, a o takich ludzi dzisiaj bardzo tródno…..
    Pamietam przelot nad Górami Stołowymi Cape Town duzym Sikorskim, który zabrał nas z pokładu pewnego pływajacego projektu. Pamietam to uczucie błogosci po 3 miesiącach spędzonych na kapryśnym Atlantyku, a patrząc na Przyladek Dobrej Nadzieji próbowałem wyobrazic sobie te wszystkie katastrofy które sie tam wydarzyły i ludzi którzy w odmetach oceanu próbowali walczyc o zycie…..
    Nie poradzę Ci zadnego miejsca, które warto odwiedzić, a to z prostej przyczyny: każdy z nas jest inny, i kazdy podąza za czyms innym. Kiedy miałem 20 lat: marzyłem o podróżach, kiedy miałem 30 lat: płacili mi za to że podróżowałem, teraz kiedy mam 40 lat: marzę o tym żeby juz nie podrózować…Generalnie moge sie uważać za szczęściarza, bo udało mi sie zwiadzić praktycznie cały świat i jeszczemi za to płacili….Ale na dzis cenie sobie moje miejsce w kraju gdzie mam dom, cisze i spokuj….paradoksalnie podróże pozwoliły mi docenić kraj w którym zyjemy i jego piekno: mamy tu wszystko: 4 pory roku, góry, lasy, jeziora, pola, morze…..Tej zimy po raz kolejny planujemy z moja żoną zimowe wejście na Rysy…uwielbiamy góry – tam zreszta sie poznalismy…..800km od miejsca gdzie mieszkam nad morzem…..Uwielbiamy oboje to uczucie kiedy stoisz u podnóża góry i wiesz, że czeka cie kolejne kilka czy kilkanaście godzin maxymalnego wysiłku….Tu potrzeba czegoś więcej niz tylko pieniedzy, chociaż te tez sa wazne na niezawodny sprzęt….Wbijasz więc czekan i raki w lód , i centyment po centymetrze pniesz sie w górę…. Uczucia kiedy w koncu stajesz na szczycie nie da sie opisac zadnymi słowami.
    I masz rację: kiedy bedziemy starzy, nie bedzie mialo znaczenia ile na koncie, tylko co przezylismy….byc może dlatego wlasnie wciąz prawie nic nie odłozylem?Ale było mi dane przezyc przez moje 40 lat więcej niz 90% ludzi przezyje przez całe swoje zycie…..A mam przeciez DOPIERO 40 lat…… 🙂 Co przede mna: na pewno trekking z zona w Himalajach, z podejściem pod 1wszy camp na K2, licencja PPL(A) oraz najwazniejsze: zaszczepienie w moich dzieciach pierwiastka niespokojnego ducha, który umozliwia czerpanie z zycia ile sie tylko da, bo tak naprawdę to wszystko zaczyna sie w naszej głowie……………

    • Cześć Michał, bardzo dziękuję za miłe słowa 😉

      Wspaniale czyta się o Twoich wspomnieniach z podróży.
      Nie zwiedziłem jeszcze całego świata, jak Ty. Za mną dopiero 31 państw, więc jeszcze mam sporo do nadrobienia. Uwielbiam podróżować i nic nie wskazuje na razie, by kiedykolwiek miałoby mi się znudzić.

      Ale podobnie, jak Ty, po każdej podroży wracam wracam do Polski i jeszcze bardziej doceniam jej piękno.

      Co do Twoich planów – Trekking w Himalajach wspaniała sprawa. W 2016 roku zrobiłem trasę do Annapurna Base Camp – było rewelacyjnie.

      Mamy też wspólne plany w zakresie PPL(A). Na prośbę żony odłożyłem to marzenie do czasu, gdy moja najstarsza córka skończy 18 lat. Ale to będzie już w roku 2023 – zostało 5 lat i 4 miesiące (odliczam niecierpliwie). Może spotkamy się za tych kilka lat w jakimś aeroklubie? 😉

      Masz całkowitą rację z tym zaszczepieniem w dzieciach niespokojnego ducha, ciekawości świata i umiejętności cieszenia się życiem. Mocno nad tym pracuję.
      Wszystkiego dobrego i powodzenia w realizacji Twoich planów!

  3. Jak tam jest pięknie 🙂 Na pewno była to nie zapomniana przygoda.

    Daj kilka wskazówek jak odpowiednio przygotować na taką podróż, np. pod względem odbytych szczepień, ekwipunku, numerów alarmowych, własnych spostrzeżeń np. dotyczących ładowania wszelakiej elektryki w lokalnych gniazdkach (chodzi mi bardziej czy są potrzebne jakieś przejściówki) itd.

    Pozdrawiam

    • Cześć Piotrze,

      bardzo chętnie 😉

      Co do szczepień – nie ma żadnych wymogów. W rejonie Parku Krugera występuje malaria, dlatego dla dzieci wzięliśmy z Polski lek Malarone. Można kupić go też bez recepty na miejscu (pod inna nazwą i taniej).
      My stosowaliśmy przede wszystkim repelenty (Muga 50%).

      Elektryka – na miejscu w każdym supermarkecie za grosze kupisz przejściówkę (mają bardzo specyficzne gniazdka i w Polsce takich przejściówek nie było).

      Co do reszty – to jest rozwinięty kraj ze świetną infrastrukturą – wystarczy więc karta + środki na koncie. Wszędzie zapłacisz kartą, a gotówkę wypłacaliśmy a razie potrzeby po prostu z bankomatu.

      Jedynie WiFi to jakiś żart. Nic nie działało… Ale ma to też swoje dobre strony 😉

      • Witaj, Marcinie,

        zazdroszczę pięknej podróży i tylu wrażeń;-) A ponieważ też trochę się poruszamy po świecie, to zainteresowała mnie rada jednego z kolegów z facebooka w kwestii WiFi. Podobno warto kupić starter angielskiej sieci komórkowej THREE (przez znajomych w Anglii lub na allegro), i doładowywać go w zależności od potrzeb. Zapewnia dostęp do internetu w ponad 70 krajach świata. Szczegóły pięknie wyjaśnia Rob Toscanner na swojej stronce na facebooku. Mam zamiar wypróbować tę opcję przy najbliższej okazji.

        Pozdrawiam serdecznie:-)

  4. Marcin Świdziński

    Gratuluję i podziwiam! Ta relacja i miejsce w którym teraz jesteś zdecydowanie pokazuje że warto mądrze gospodarować swoimi środkami jakie by one nie były 🙂

    Pozdrawiam

  5. Cześć Marcinie,
    strasznie lubię Twojego bloga – bo mądrego to i miło poczytać 🙂
    Podróż i zdjęcia przepiękne, gratuluję i zazdroszczę bardzo mocno … ale tak pozytywnie, motywujaco

    Przeczytałam też plan 10 kroków i … wyszło mi, że jestem na 10 🙂
    Tylko mam problem z zerwaniem ze starymi nawykami i wszystkie nadwyżki odkładam oraz inwestuję.

    Trochę zapomniałam jak to jest cieszyć się życiem, chociaż zarobki w firmie mamy z mężem wysokie, poduszkę finansową na ładnych kilka lat i przychody pasywne znacznie przewyższające koszty życia.

    Tym bardziej dziękuję za ten wpis … cel na ten rok to inwestowanie w doświadczenia, chociaż nie wiem czy się uda bo tyle fajnych nieruchomości czeka do kupienia 😉

  6. Marcin, Twoja podróż jest niesamowita. A jeszcze bardziej niesamowite jest to , że zanim pojechałeś do RPA to wszystko byłeś w stanie zaplanować z wyprzedzeniem , żeby się ziściło. Fajnie, że dzielisz się swoimi doświadczeniami z podróży. Jest to odskocznia od typowego świata finansów. Czasami warto od tego odpocząć i zebrać siły do osiągania jeszcze większych celów 🙂

  7. Oj zazdroszczę trochę …. Fajna wycieczka. Ja też lubię podróże z obserwacją lokalnej przyrody, kultury i zwyczajów. Zamiast tylko siedzieć w hotelu i basenie 😉

    Ten cykl to dobry motywator: dbaj o finanse a wyjedziesz na wycieczkę życia. Choć w sumie myślę że sukces zawodowy i blogowy są tu główną przyczyną. Ty tylko nie roztrwoniłeś tej kasy na buble.

  8. Szkoda, że nie natknąłem się na Twoje przemyślenia 20 lat temu 🙁
    Wydaje mi się że robisz bardzo dobrą robotę dla wielu młodych ludzi – gratuluję serdecznie!

  9. Tylko nie można przesadzić z tym lokowaniem pieniędzy w podróże ;P Ale niekoniecznie można się zabierać za takie rzeczy dopiero po spełnieniu wszystkich wcześniejszych punktów z Twojej listy. Oczywiście nie namawiam, żeby sobie podróżować po świecie mając jednocześnie masę kredytów i niepewną sytuację finansową, ale…
    ze swojego doświadczenia powiem, że polecam pozwiedzać trochę świata zanim „dopadną nas codzienne obowiązki”.

    Sposobów, żeby dorobić podczas studiów są naprawdę tysiące, a i taka podróż zupełnie inaczej wygląda. My z mężem wydaliśmy ok. 60 tys złotych na naszą podróż dookoła świata, ale gdybyśmy chcieli teraz pojechać (z 2 dzieci) to te wydatki na pewno byłyby znacznie wyższe – no i komfort podróży zupełnie inny ;P.

    A jeśli chodzi o miejsca, które polecam to moje ukochane Peru, Nowa Zelandia i Indonezja (szczególnie mniej turystyczne wyspy np. Lombok).

  10. Bardzo przyjemnie patrzy się na osobę, która jest szczęśliwa i się realizuje 🙂 Oby tak dalej! Ja skrzętnie notuję sobie wszystkie Twoje wskazówki i biorę je do serca 🙂

  11. Wspaniały wpis, cudowna podróż pełna wrażeń, pięknie jest spełniać marzenia. Nie mogę się napatrzeć na te zdjęcia, ta bliskość zwierząt, lazurowej wody , gór jest urzekająca zwłaszcza w środku naszej zimy 🙂
    Dla mnie podróże tez są priorytetem a miejsc nie odkrytych jeszcze czeka wiele.
    Ciekawa jestem wielu szczegółów technicznych tego wyjazdu. Może osobny wpis? Chyba że tutaj odpowiesz w komentarzach …Chodzi o loty, skąd , za ile, ile wcześniej rezerwowane ? czy tylko samochodem na miejscu się poruszaliście pożyczonym na lotnisku ?na jakim portalu zamawiałeś noclegi? Czy po angielsku można się tam dogadać ?

  12. Polecam Kuba !!! Warta obejrzenia ale jako wyjazd niezorganizowany. Wrażenia pozytywne tym bardziej jak lubisz konie i stare samochody.

Odpowiedz

Podobają Ci się artykuły na blogu?

Zdjęcie autora Dołącz do ponad 9190 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.

 

FreshMail.pl