Bogaty z wyboru – tak zatytułował swój blog o finansach osobistych mój dzisiejszy gość, Rafał Walaszek. W samym 2020 roku przyciągnął na swój blog aż 427 000 Czytelników. To fenomenalny wynik, jeśli weźmiemy pod uwagę, że pierwszy wpis na jego blogu pojawił się zaledwie 2 lata temu! Dziś przygotowałem dla Was rozmowę z Rafałem o sprawdzonych sposobach na oszczędzanie i sztuczkach marketingowych, na które trzeba uważać. 

Jak wiecie, moim wielkim marzeniem jest 15 milionów Polaków, którzy w świadomy sposób dbają o swoje finanse. A ponieważ blog Rafała: bogatyzwyboru.pl jest jednym z miejsc, w których możecie znaleźć dużo ciekawych i dopracowanych treści na temat oszczędzania i dbania o finanse, pomyślałem, że fajnie będzie przedstawić tego młodego twórcę osobom, które go jeszcze nie znają. Rafał ma 29 lat, a ja już 44 – zatem na pewne sprawy patrzymy z różnych perspektyw. Na szczęście zdrowe zasady dbania o finanse wcale się nie starzeją 🙂 

Pod koniec 2020 roku przeprowadziłem wśród Czytelników bloga ankietę, żeby dowiedzieć się, jakiego typu treści są dla Was najciekawsze. Przeanalizowałem wyniki bardzo dokładnie. I co się okazało? Chociaż duża część z Was jest już na dalszym etapie swojej finansowej drogi, nadal wiele osób zgłasza chęć czytania treści o ważnym filarze finansów osobistych, czyli kontrolowaniu wydatków. 

Bardzo mnie to cieszy, bo nieważne jak daleko zaszliśmy, jeśli na którymkolwiek etapie naszej drogi odpuścimy i zaczniemy beztrosko szastać pieniędzmi, szybko możemy znaleźć się w punkcie wyjścia. 

Na końcu artykułu czeka na Was jeszcze konkurs, w którym możecie wygrać bon do Empiku o wartości 200 zł. A teraz zapraszam Was bardzo serdecznie do obejrzenia wywiadu z Rafałem. : 

Poniżej znajdziesz też zapis naszej rozmowy: 

Cześć Rafał!

Cześć Marcin. 

Dziękuję Ci bardzo serdecznie, że przyjąłeś zaproszenie do mojego programu i na początek ogromna prośba – przedstaw się krótko naszym widzom i słuchaczom. 

Jestem Rafał Walaszek, prowadzę blog: bogatyzwyboru.pl, na którym poruszam tematy takie jak: finanse osobiste, oszczędzanie, zarabianie, praca i biznes, inwestowanie i walka z długami.

Bycie bogatym można wybrać 

Jak to się stało, że Twój blog nosi właśnie taki tytuł: „Bogaty z wyboru”?

Nazwa jest trochę ostra, wbijająca szpilę. W naszym kraju raczej nie lubimy za bardzo osób, które się wyróżniają. Które mówią o tym otwarcie, że zarabiamy pieniądze i jesteśmy dumni z tego, że to robimy. Bo mamy takie przekonanie, że jak ktoś dobrze zarabia, to jest to pewnie złodziej. Dlatego taka prowokacyjna nazwa. Mam trochę taki styl osobowości. I czy ktoś mnie polubi, czy nie, to ta nazwa będzie taka, że wbija szpilę i ktoś powie: wejdę z ciekawości. No i też nie jest ograniczająca – bo bogaty mogę być nie tylko w pieniądze, ale też w przeżycia, w doznania, w styl życia. I tą nazwą nie ograniczam się tylko do pieniędzy. 

A o co chodzi z tym wyborem? Bogaty z wyboru?

No bo jednak sam decyduję o swoim życiu, nie zdaję się na los, nie mówię: co będzie, to będzie. Biorę sprawy w swoje ręce, bo są metody pomnażania majątku. Wiemy o tym obaj. 

Prowadzisz bardzo popularny blog na temat finansów osobistych. Ale jak to się w ogóle stało, że zacząłeś się zajmować taką tematyką? 

Prywatnie zaczęło się od moich rodziców. Prowadzili firmę jeszcze zanim się urodziłem, więc od pierwszych chwil kiedy pamiętam, zawsze w salonie pół stołu było zajęte fakturami. Zeszyty, segregatory, faktury – wszystko tam leżało. Byłem też zachęcany do prowadzenia mojego pierwszego budżetu, czyli takiej książeczki dla dziecka w takim zwykłym notesiku, gdzie wpisywałem: mam 100 zł w portfelu, dostaję dychę od babci, czy dychę na urodziny – to tam zapisuję, że mam dychę. Jak na coś wydam, to zapisuję, ile wydałem, i to ma mi się zgadzać. Zapisywanie budżetu – to było dla mnie ciekawe. 

Pamiętam też taką sytuację – byłem na zakupach z rodzicami gdzieś w jakimś hipermarkecie. Było tam stoisko z zabawkami i chciałem z niego dwie zabawki. Jakiegoś tam resoraka i helikopterek. Wtedy mama powiedziała mi: dwóch nie weźmiesz. To była dla mnie taka lekcja – uświadomiłem sobie to dopiero teraz – takie wartościowanie, czy powinienem wydać na coś pieniądze. I potem tak mi to weszło głęboko, że jak cokolwiek moi znajomi kupowali, to ja stwierdzałem: nie wydam na to stówy! To mi się nie opłaca. Bo wiem, że dostaję piątkę kieszonkowego i za dużo musiałabym zbierać, żeby usprawiedliwić taki wydatek. 

A jeśli chodzi o blog, to zawsze szukałem informacji finansowych w internecie, ale tym amerykańskim. No bo – zawsze te wzorce z Ameryki były dużo wcześniej. Ale w końcu natrafiłem na taki temat, który musiałem sprawdzić na polskim rynku – bo polskie prawo, uwarunkowania, jakieś różnice społeczne i nie chciałem na pewno szukać tego w serwisach – prowadzonych przez bankierów, którzy są sztywni i nieciekawi. Ja nie lubię tego typu portali. One są dla mnie strasznie nudne. Dużo czasu spędzam na YouTube i tam widzę taką bardziej osobowość. Tam można to lepiej przekazać niż w tekście. Zabrakło mi kogoś takiego ostrego, z pazurem i może trochę z jajem? Gdzie robimy sobie żarty. 

Uświadom sobie, jakie masz potrzeby długoterminowe 

Od czego zacząć walkę z niepotrzebnymi wydatkami i przygodę z oszczędzaniem?

Myślę, że trzeba zacząć od strefy takiej naszej głowy. Czyli zastanówmy się, jakie są nasze prawdziwe potrzeby. I nie mówię tutaj o potrzebach podstawowych: jedzenie, mieszkanie, ubranie – tylko o takich naszych potrzebach długoterminowych. Naszych celach, marzeniach, tym czego w głębi siebie pragniemy. Trzeba też odrzucić strefę zachcianek, czyli tego, co nam wpycha konsumpcjonizm. Czyli, jeśli chcemy się wyprowadzić za granicę, mieszkać gdzieś na bezludnej wyspie, w domku na plaży, no to trzeba do tego dążyć, a nie kupować sobie nowy model telefonu czy samochodu, bo to jest cool. 

W tym bardzo pomaga prowadzenie budżetu domowego, czego zwykle nie lubimy robić. Ale to jest świetna metoda i mimo że zabrzmi to oklepanie, będę to powtarzał. Bo jednak jeśli nie wiemy jakie źródło mają nasze wydatki, no to dzięki budżetowi dowiadujemy się tego. Bo budżet domowy to nie jest tylko spisywanie wydatków, tylko też analiza i kontrola tego, co się ma dopiero wydarzyć. Więc analizujemy takie małe wydatki: tu 5 zł, tam 2 zł itd. Zwykle to ignorujemy, ale w skali roku to się zbiera w tysiące. 

Jak oszczędzać na jedzeniu?

Na swoim blogu opublikowałeś dużo takich bardzo szczegółowych artykułów na temat oszczędzania. To są prawdziwe rozkminy – serdecznie je polecam. Naprawdę Twoja umiejętność wejścia i rozpracowania tematu jest imponująca.  Między innymi pisałeś o oszczędzaniu na jedzeniu. No więc mam pytanie: czy naprawdę można oszczędzać na jedzeniu bez szkody dla zdrowia? No bo przecież zdrowe jedzenie dużo kosztuje. 

Można. To na pewno. Można oszczędzać i nie musi to wcale tak dużo kosztować. Dużo kosztuje jeśli nie oszczędzamy. Przede wszystkim, warto oszczędzać na rachunkach, a nie na produktach. Czyli na przykład możemy sobie stworzyć plan jedzenia na 7 dni. Plan posiłków – dieta pudełkowa, ja tak często robię. Mamy szklane pojemniki, ładujemy to do lodówki i w razie potrzeby odgrzewamy. I dlaczego to jest ważne? Bo mamy bardzo konkretną listę zakupów. Czyli nie mówimy: „a czegoś nam brakuje, muszę znowu iść na zakupy”, czy: „kupiłem za dużo i mi się zepsuje”. Więc mam po prostu jasną listę czego i ile potrzebuję, i nigdy dzięki temu nie wyrzucam jedzenia. Jasne – coś się może zdarzyć, ale zdecydowanie rzadziej. Czytałem badania o tym, ile jedzenia wyrzucają Polacy. To są tony, setki tysięcy ton, więc dzięki takiemu podejściu dodatkowo zyskujemy na kwestiach środowiskowych. 

Czyli masz rozpisany taki swój jadłospis?

Tak, mam takie gotowe listy, np. na pierwszy tydzień miesiąca, drugi i trzeci. Mogę sobie to dowolnie przestawiać, ale dzięki takim listom idę na zakupy i wiem co mam kupić. 

Czyli kluczem jest niemarnowanie jedzenia i niekupowanie zbyt dużych ilości. 

Tak, bo wyrzucone jedzenie to pieniądze wyrzucone do śmietnika. 

No dobra, ale potem jesteś w sklepie. Mnóstwo rzeczy mruga tam do Ciebie z półek. Jakie masz patenty na to, żeby oszczędzać, gdy już jesteś na zakupach. 

Pierwsza kwestia – nie musisz na nich być. I nie chodzi mi o to, że wyślesz na nie kogoś innego. Możesz po prostu zamówić zakupy przez internet. Nie mówię, że masz sobie zamówić kebaba czy pizzę, tylko chodzi mi o to, że wiele marketów oferuje dowóz. 

No ale dowóz kosztuje. 

Dowóz kosztuje, ale zauważ, że do 50 zł w wielu sklepach za dostawę płacisz 15 zł, a powyżej – już nie płacisz – ona jest darmowa. A wiemy, że na jedzeniu łatwo jest przekroczyć te pięć dych. Oczywiście trzeba zajrzeć do regulaminu każdego sklepu. Jeśli kupujesz w ten sposób, robisz listę, bierzesz dane produkty, to nie łapiesz się na sztuczki marketingowe. O nich może pogadamy później, no ale one Cię nie dotyczą. Bo po prostu robisz listę, zamawiasz i to do Ciebie przyjeżdża. Ale to jest przede wszystkim oszczędność czasu. Bo czas kosztuje, a czasu nigdy nie odkupisz za żadne pieniądze. Nie marnujesz czasu na dojechanie do sklepu, szukanie w alejkach tych produktów, stanie w kolejce do kasy i powrót do domu. A jeśli jedziesz samochodem – dochodzi też paliwo. Więc na tym też jest oszczędność.

Kolejny sposób to kupowanie marek własnych marketów. To jest ten sam produkt, pochodzi od dużego producenta, schodzi z tej samej linii produkcyjnej, ma najczęściej nawet ten sam skład, ale produkt jest tańszy. Marki własne popularnych produktów bardzo łatwo dostać. Niekoniecznie są to zawsze najzdrowsze produkty – trzeba poszukać. 

Wspomnieliśmy o planie jedzeniowym. Kolejny sposób na oszczędzanie na jedzeniu to na pewno własne jedzenie do pracy. Powiedzmy, ze ktoś skończył home office. Jedziemy do pracy, bierzemy wtedy swoje jedzenie i nie kupujemy niczego od pana kanapki. U niego jest bułka: szynka, ser, a jej skład na naklejce to: bułka, szynka, ser. Ale nie wiesz, co jest w tym serze, nie wiesz, co jest w tej szynce i w tej bułce. A tak masz pełną kontrolę nad tym, co jesz. 

Jeśli ktoś jednak siedzi na home office może wypiekać swój chleb. My wypiekamy sobie na przykład kajzerki w piekarniku, bo nie trzeba mieć do tego jakiejś specjalnej maszyny. I to jest spora oszczędność. 

Jak oszczędzać na zakupach

Jakie są jeszcze patenty na oszczędzanie na zakupach? 

Na pewno warto porównać cenę za kilogram i za opakowanie. Może nie na żywności, ale to się bardzo często zdarza na chemii gospodarczej. Warto zobaczyć różne proszki do prania czy płyny do płukania, bo choć opakowanie jest w danej cenie, ono ma w sobie litr, a obok stoi drugie, które ma 850 ml. Chociaż ma atrakcyjniejszą cenę, to zawartości jest mniej i docelowo płacisz tak naprawdę więcej w tej cenie zbiorczej za kilogram, czy za litr. 

Czyli to jest taka ukryta podwyżka ceny.

Ukryta podwyżka – możemy tym żonglować – albo ceną, albo opakowaniem. 

Można też kupować poza sezonem. Na przykład ja teraz będę potrzebował kurtki zimowej, więc kupię ją już teraz na przyszły rok. Za rok też będę jej potrzebował, a teraz sklepy wypychają zimowe kolekcje, żeby wstawić wiosenne. Cena jest niższa, no bo muszą się tego pozbyć w jakiś sposób, nie ma pewności, że trafisz to, co chcesz kupić, ale możesz poszukać. Jeśli chodzi o likwidację kolekcji, to warto wypatrywać likwidacji sklepu. Na przykład moi znajomi kupili sobie komodę, której akurat szukali. Bo jeśli jest okazja i kupujemy coś tylko dlatego, że jest okazja – to jest duży błąd. Ale tę komodę trafili za 300-400 zł, już nie pamiętam dokładnie. Ona kosztowała wcześniej około 2000 zł, więc to była duża oszczędność. 

Kolejna rada, choć może się to wydać nieprzyjemne, no ale jednak: nie brać dzieci na zakupy. Bo jednak te najmłodsze dzieci, sześcio-, ośmioletnie, w tym wieku są bardzo narażone na sztuczki marketingowe, o których za chwilę powiemy. Kupujemy sok jabłkowy, na naszej wysokości wzroku jest ten najtańszy, a na wysokości wzroku dziecka jest ten malutki, który kosztuje tyle samo co 2-litrowy, ale jest z jego ulubioną postacią z bajki, więc – mamy wybór: albo zapłacić, albo słuchać krzyku. Bo wątpię, że wiele osób edukuje finansowo swoje dzieci już na tym etapie. Myślimy: niech ma dzieciństwo, niech się jeszcze takich rzeczy nie uczy. 

Jak oszczędzać w domu?

Myślę, ze tutaj żadna edukacja nie pomoże. Ukochana postać z bajki zawsze wygra na zakupach i nie ma na to rady, zresztą te smutne miny dzieci zawsze kończą się tym, że w naszych wózkach ląduje znacznie więcej zakupów. Na Twoim blogu znajdziemy też obszerny artykuł na temat oszczędzania we własnym domu. Jak tutaj możemy oszczędzić?

Tak naprawdę możesz oszczędzać na wszystkim. Tylko pytanie: czy warto. Jest też coś takiego jak efekt Diderota. Nazwa wzięła się od historii człowieka, który kupił sobie piękny szlafrok. Dostał trochę pieniędzy, kupił ten piękny szlafrok, ale okazało się, że nie pasował do reszty jego rzeczy. Więc kupił sobie do niego piękne kapcie. Patrzył na kapcie, ale widział tylko swój stary dywan, więc kupił nowy dywan. Na dywanie stał fotel, więc kupił nowy fotel. Do fotela biurko, i tak się okazało, że wymienił całe mieszkanie. I przy okazji – nie wiem, czy zbankrutował, czy pozbył się wszystkich pieniędzy, które zarobił. Natomiast chodzi o zjawisko, w którym kupujemy coś nowego i bierzemy tę rzecz jako nasz punkt odniesienia, że do tego powinno wszystko pasować. Czyli nie wariujmy od tego, że kupiliśmy nowy, piękny długopis i teraz musimy mieć do niego garnitur i wszystko inne. To efekt, na który warto uważać. 

Można też oszczędzać na takich zwykłych, domowych sprawach. Mamy teraz zimę ogrzewamy mieszkania. Ja od kilku lat mam ekran zagrzejnikowy, czyli taki kawałek styropianu ze sreberkiem przyklejony na taśmę dwustronną do ściany. I to sprawia, że grzejnik nie grzeje tej zewnętrznej ściany, która jest smagana mrozem i wiatrem, natomiast ciepło odbija się z powrotem do pokoju. I dzięki temu grzeje nam tyle samo, ale mamy zdecydowanie cieplej. 

Co jeszcze poza ogrzewaniem?

Prąd – to się często pojawia w programach telewizyjnych typu: nie wyłączył budzika na noc i zbankrutował. Bo zostawił go włączony w trybie stand by. Chodzi o to, by wyliczyć, czy ten problem nas dotyczy. My nie żyjemy na wystawie telewizorów, gdzie mamy 50 modeli włączonych przez 24h na dobę, tylko to są często bardzo małe koszty. 

Ja wyliczyłem to w swoim przypadku, podliczyłem wszystkie sprzęty, ich moc i czas użytkowania – obliczyłem, ile to będzie kosztować. Moje wszystkie sprzęty dają 15 złotych rocznie z groszami. Więc – ja nie mam powodu tego nawet wyłączać, bo moim zdaniem nie warto, ale robię to bardziej z przesłanek ekologicznych. Można się bać, bo jak ktoś ma stary sprzęt to oczywiście, on może „ciągnąć” prąd bardzo – jakieś stare kino domowe itd. to naprawdę ciągnie mnóstwo prądu – ale trzeba myśleć za siebie, liczyć samodzielnie, a nie dawać wiarę ekspertom, którzy są może nawet niesprawdzeni. 

Przykład bardziej abstrakcyjny: jeśli mieszkamy w domu, to przy remoncie czasem wymienia się okna. Z takich starych okien można zrobić szklarnię. I jeśli chcemy warzywa – bo ktoś np. lubi się zajmować ogrodem – warto uprawiać swoje warzywa. Oszczędność na tych warzywach, które musielibyśmy kupić w sklepie: nagle ta różnica pojawia się u nas w kieszeni, bo na szklarnię wydajemy raz, a warzywa mamy co roku. I można zebrać około 600-700 zł. Załóżmy, że ma 16 m2, po roku, po dwóch szklarnia się zwraca. 

Pod warunkiem, że mamy ziemię, na której możemy taką szklarnię postawić

Tak, pod warunkiem, ze mamy ziemię, ale też ona niekoniecznie wymaga pozwolenia, często tylko zgłoszenia. Jeszcze w kwestii sprzętów i wspomnianego Diderota. Jeśli już wymieniamy rzeczy na nowe, to sprzedajmy te stare. Bo, możesz mieć na przykład jakąś rzeźbę z Afryki, która jest pamiątką z podróży – to świetny element wystroju. A jakaś figurka latarni morskiej z mewą i termometrem, którą kupiłeś 20 lat temu, bo podobała Ci się jakaś Baśka, i ta rzecz się jej podobała, a Ty chciałeś jej zaimponować, ale teraz nie jesteś już z Baśką i Twoja żona patrzy na to z podejrzeniem, czemu od 20 lat nie chcesz się tego pozbyć. Poza tym – na czym byś się skupił bardziej – tak emocjonalnie: oglądając jeden duży obraz na ścianie, czy jakbyś miał 20 małych obrazków, ramki ze zdjęciami, jakąś antyramę ze wklejonymi rzeczami? To wszystko skupia naszą uwagę, męczy psychicznie i radzę się tego pozbyć. 

Wróćmy jeszcze do sprzętów. Są różne klasy energetyczne: A, B, C itd., producenci reklamują, że warto jest zapłacić dużo więcej za sprzęt, który jest bardziej energooszczędny. Co Ty na to?

Nie zawsze. Przede wszystkim policzmy, jaka jest różnica. To, że sprzęt jest lepszej klasy, nie oznacza, że opłaca się go kupić. Takim sprzętem najczęściej reklamowanym jest lodówka, no bo lodówka zużywa podobno 30% prądu w gospodarstwie domowym. No i teraz kwestia własnych wyliczeń. Powiedzmy, że mamy dwa podobne modele, które możemy porównać: podobny rozmiar, pojemność w litrach, inna klasa energetyczna. Weźmy prawdziwe zużycie. Oczywiście to podawane przez producenta, bo nie mamy możliwości weryfikacji tego i bierzemy poprawkę, że te dane są podawane ze specjalnych pomieszczeń testowych, które nie są naszym domem – to są zupełnie inne warunki. Ale załóżmy dla obliczeń – moc tej lodówki razy czas pracy, powiedzmy roczny. Ile prądu zużyje przez rok. Wychodzi nam wynik. Oba porównujemy i różnicę ceny – dzielimy i patrzymy, czy np. lodówka nam się zwróci po dwóch latach, czy po dwudziestu dwóch. To jest bardzo duża różnica. Czasem nie warto dopłacać. 

Jak oszczędzać na rozrywce 

Przejdźmy do jeszcze jednej kategorii budżetowej – ja ją bardzo lubię – rozrywka. Czyli jakie masz patenty, żeby zaoszczędzić na rozrywce, ale jednocześnie nie umrzeć z nudy. 

No i odpowiem Ci pytaniem na pytanie: co dla kogo oznacza umrzeć z nudy. Bo powiedzmy ja, będę potrzebował tylko książki i spokoju, a Ty możesz potrzebować skoku na spadochronie. Każdy rozrywa się w inny sposób i nie można też powiedzieć, że czyiś sposób jest zły. No bo to jest jego życie, jemu to sprawia przyjemność i należy to uszanować. Cokolwiek by nie robił. Jeśli oczywiście nie szkodzi innym. I teraz takie przykłady, może niekoniecznie w naszej obecnej, pandemicznej sytuacji – ale np. są kina w plenerze organizowane przez miasto. Często w Warszawie, w różnych dzielnicach jest pompowany ekran i z rzutnika są puszczane filmy. Są rozstawione jakieś leżaczki i można się tam, albo na kocyku, jak na pikniku wręcz rozłożyć. 

Są też koncerty miejskie, na które możemy pójść, bo to są jakieś dni miasta, albo imprezy w mniejszych miejscowościach – to często wielogodzinne imprezy. 

Kolejny sposób to karta biblioteczna i darmowe książki. Nie musimy za nie płacić. Jeśli już lubimy kupić książkę, to warto robić to na zmianę ze znajomymi. Powiedzmy: dogadajmy się w trójkę, bo lubimy np. fantasy. Każdy kupuje co trzecią książkę, wymieniamy się, i czytamy za darmo dwie z trzech książek. 

Jeśli np. nie interesują nas książki, a powiedzmy – jesteśmy zapalonym graczem. Grając na konsolach – używane gry w pudełkach kupujemy za ułamek ceny, no i oczywiście mamy możliwość odsprzedaży. Jeśli natomiast wolimy komputer, nie lubimy konsoli, no to oczywiście teraz platformy się prześcigają, żeby ściągnąć do siebie użytkowników. Rozdają darmowe gry, czyli np. Epic Store rozdaje co jakieś 2 tygodnie darmowe gry, często nawet nowe, pierwsze 24h od premiery można pograć za darmo. Super opcja. Są też game passy, gdzie płacisz abonament jak na Netflixie i masz możliwość wyboru biblioteki gier. 

Czyli jak ktoś chce, to znajdzie sposób, żeby na rozrywce też porządnie zaoszczędzić i niekoniecznie umierać z nudów. Fajnie – można czytać książki, chodzić na darmowe koncerty, których teraz nie ma, ale oczywiście liczymy na to, ze to wróci, no ale wiesz, fajnie byłoby coś pooglądać. Kablóweczka kosztuje, Netflix kosztuje, wszystko kosztuje. 

Abonament RTV też kosztuje. Ja polecam oszczędzać na czymś, co nie wprawia nas w żenadę i w poczucie wstydu. Ja np. już wiele lat temu zdecydowałem, że telewizji nie będę oglądał, bo nawet jeżeli coś mnie interesuje, to muszę czekać na konkretną godzinę. Ja się przerzuciłem w 100% na YouTube i to tam oglądam, jeśli cokolwiek potrzebuję obejrzeć. Nie mówię tutaj o filmach, ale o rozrywce poza filmem, np. lubię programy o architekturze. Nie muszę się tego uczyć, nie będę stawiał wieżowców, ale chcę to wiedzieć, interesuje mnie to i dość odpręża. Więc jest tyle programów, które poziomem przerosły już dawno temu telewizję, że jest z czego wybierać. 

Żeby tak oszczędzać na każdej rzeczy, to musielibyśmy mieć bardzo silną wolę i wszystkiego pilnować. No i okazuje się, ze tutaj pomocne mogą być nawyki. Jak wyrobienie w sobie odpowiednich nawyków pomaga nam w oszczędzaniu?

Nie szukałbym tutaj nie wiadomo jakich nawyków. Bo mamy tendencję do przekręcania ważności. Czyli jak np. masz 100.000 zł, wchodzisz na jakąś grupkę Facebookową o inwestowaniu i ktoś pisze: „mam 100.000 zł, co z tym zrobić?” Czyli trudne pytanie, a szukamy prostego rozwiązania, gotowca. Najlepiej szybkiego – ktoś odwali za nas robotę, my mamy tylko spijać z tego śmietankę. Natomiast do prostego problemu, którym jest oszczędzanie, szukamy nie wiadomo jakich rozwiązań, a to jest proste: ograniczaj to, czego nie potrzebujesz, kieruj pieniądze tam, gdzie warto. I to wszystko. Budżet pozwala Ci właśnie to zauważyć. Gdzie czegoś nie zauważasz, a powinieneś? Wyeliminuj to, po kolei wycinaj te wydatki, na których Ci nie zależy. To są zwykłe przyzwyczajenia, które niesiemy ze sobą latami, ale często nie mają żadnego sensu. 

Część tych patentów, o których mówimy, pozwala nam zaoszczędzać spore kwoty, inne – mniejsze, ale Ty też radzisz na swoim blogu: oszczędzaj złotówki, a nie grosze. Co to dokładnie znaczy?

Cały pomysł na tekst wziął się od angielskiego przysłowia: Penny wise pound stupid. Chodzi o to, żeby nie skupiać się na tych rzeczach, które są nieważne, poświęcając jednocześnie te istotne. Świetnym przykładem tego są pomidory na drugim końcu miasta tańsze o 3 gr za kilogram – to taki klasyczny przykład, wszędzie powtarzany. Takim przykładem jest też stacja benzynowa. Czyli na naszej paliwo jest za 5,05 zł, a na innej za 4,99 zł. To jest ten trick – zmienia się pierwsza cyfra, i myślimy – 4 zł, a nie 5!

Taniej o złotówkę… 

Tak – złotówkę, a tak naprawdę to jest 6 gr i jeśli tankujesz powiedzmy 50 litrów, to wychodzi tylko 3 zł. I teraz czy opłaca Ci się jechać specjalnie na inną stację? Skoro jest tańsza, pewnie inni kierowcy pomyśleli tak samo, będziesz więc stać w kolejce do dystrybutora, potem do kasy, i musisz jeszcze wrócić. Jeśli jest po drodze – jasne, opłaca się, ale specjalnie? Pomyśl sobie teraz, że kończysz pracę, Twój szef przychodzi do Ciebie o 17:00, gdy masz już wyjść i mówi do Ciebie: „Wiesz co, zostaniesz jeszcze pół godziny”, bo tyle Ci zajął dojazd na stację, I: „dostaniesz za to 3 zł”. I myślisz sobie: Ej, on nie ma do mnie żadnego szacunku, mam ochotę dać mu w pysk po prostu! I teraz pomyśl, że Ty robisz sobie dokładnie to samo – i czy masz do siebie szacunek?

Zwracasz uwagę na ważną rzecz, jaką jest też wartość naszego czasu,

Tak, czasu nigdy nie odzyskamy, to jest taka waluta… no najcenniejsza u nas w życiu. 

Kiedy w takim razie warto wydawać więcej?

Na pewno na jakość. Kupując jakiś sprzęt. Na przykład suszarkę do włosów. Jak się urządzałem, potrzebowałem suszarki do włosów. Wiadomo – dopiero się urządzam, nie mamy suszarki, stwierdziłem: co robi suszarka. No wieje gorącym powietrzem, jaka to może być filozofia? Więc biorę najtańszą. Włączyłem ją i po 5 sekundach się spaliła. Stwierdziłem – wracam, kupuję normalną. Nie będę dziadował na najtańszą suszarkę. Jakaś filozofia jednak jest w suszarkach. 

Na pewno też warto zapłacić za ponadczasowość. Na pewno w kwestii mebli. Czyli np. nie wybrałbym jaskrawozielonej kanapy, bo może jest teraz trendem, ale za 2 lata już by mi oczy wypalała, nie miałbym ochoty na nią patrzeć. A skoro ja nie mam ochoty patrzeć, może mi być ciężko ją sprzedać. Więc kupię sobie jakąś szarą, czarną lub może brązową. Ona jest bezpieczna, jest też elegancka i mogę ją mieć kolejne 20 lat. 

Warto też  czasem dopłacić do wiedzy. Bo ok – ja zawsze promuję podejście: uczmy się za darmo w internecie. Chociażby my prowadzimy blogi i są artykuły za darmo. Ale czasem lepiej dopłacić za to, że ekspert, którego znasz, ufasz mu, i wierzysz w jego jakość, organizuje wiedzę w określony sposób. Wróćmy do pozornych oszczędności. Ktoś bierze kredyt hipoteczny, i mówi: „Oszczędzę na kursie Marcina, te 300-400 zł” i w efekcie zapłaci więcej o 120.000 zł w samym kredycie. I to jest taka bardzo pozorna oszczędność. Chodzi mi to, żeby właśnie duże decyzje były dla nas ważne, a nie te małe. Czyli biorę kurs, bo różnica pomiędzy tym kredytem na 300.000 zł najtańszym a najdroższym jest ogromna – zgadza się?

No tak, to są różnice sięgające od kilkudziesięciu do nawet grubo ponad 100.000 zł. 

Nawet 150.000 zł! I jedna taka decyzja, zafunduje nam te pomidory droższe o 3 gr do końca życia. 

Rafał, to jeszcze raz pytanie odnoszące się do konkretnego artykułu z Twojego bloga. Czy odkładając co miesiąc 10 zł, można realnie zbudować oszczędności? 

To sposób: „Dycha miesięcznie” – czyli co miesiąc odkładasz 10 zł, i po roku oszczędzasz 780 zł. I myślisz – no ale jak to, przecież rok ma 12 miesięcy, skąd te 700 zł rocznie? Cały trick polega na tym, że co miesiąc odkładasz 10 zł więcej. To nie jest sposób dla zaawansowanych osób, ale dla takich początkujących, czy dla dzieciaków – jest jeszcze kilka nominałów, złotówka tygodniowo, czy grosz dziennie. I tam się odkładają różne sumy. Chodzi o to: nie dasz rady, oszczędzić dychę? Oczywiście, że dasz radę. I odkładasz w kolejny miesiąc tę dychę więcej. No nie dasz rady odłożyć dychy więcej niż miesiąc temu? Pewnie, że dasz. No oczywiście w pewnym momencie dochodzisz do ściany, czyli powiedzmy dla jednego to będzie 100 zł, dla innego 5000 – wiadomo, są różnice w zarobkach i wydatkach. Natomiast poznajesz tę różnicę, która jest między zarobkami i wydatkami. I nie ma już tej sytuacji, że ja muszę prowadzić budżet, mi się nie chce tego robić, ja nie chcę czegoś tam zrobić itd. Na początku miesiąca przelewam tę kwotę, w końcu dochodzę do ściany – do tej kwoty, która jest moim maksimum i mogę dalej oszczędzać tyle już co miesiąc. 

No i przede wszystkim kończy się wymówka, że ja nie mam z czego odłożyć. Jak odłożę 10 złotych, to za chwilę okaże się, że mogę odłożyć też więcej. 

Jest jeszcze inna metoda, sprawdzi się gdy ktoś nie lubi konkretnych kwot. To metoda nominału. Chodzi o to, że robimy takie losy – wpisujemy na nich nominały: 1 gr, 2 gr, 5 gr, 10 gr i tak do 500 zł. Jak nam wygodnie, które kwoty uważamy za dobre. Co ważne – ten sposób wymaga gotówki. Gdy wracamy z zakupów i mamy resztę w portfelu, wtedy losujemy sobie z czapki czy stolika, czy gdzie tam te losy trzymamy, jakiś nominał. Np. 2 zł. Wtedy wyjmuję z portfela wszystkie dwuzłotówki i wrzucam je do skarbonki. 

Dlaczego losy? Bo gdybyśmy ustalili np. dany nominał do danego dnia, to wtedy możemy się sami oszukiwać. Np. dzisiaj dwójki, to pozbędę się tych dwójek, jakoś je wydam. Wcale nie eliminuje to ryzyka, że sami walczymy ze sobą i swoimi oszczędnościami. Ale tak jak mówię, to są metody dla początkujących. Nie są to metody dla ludzi, którzy naprawdę poważnie do tego podchodzą. 

Jakie sztuczki marketingowe czyhają na nas w sklepie

Rozmailiśmy o tym jak wycinać wydatki, jak budować z boku oszczędności, no ale wiesz, świat nie znosi próżni, mamy swoje postanowienia, mamy oszczędności, wchodzimy do sklepu albo oglądamy telewizję i nagle napadają nas ze wszystkich stron marketingowcy z różnymi sztuczkami. To jakie są te najbardziej podchwytliwe sztuczki, na które najczęściej dajemy się nabrać. 

Zróbmy taką wycieczkę po sklepie. Jesteśmy jeszcze przed wejściem. Nagle czujesz zapach pieczywa – piękny, pachnący, zachęcający. Mówisz: „No kurcze, wejdę”. Tylko że okazuje się, że to pieczywo wcale nie jest świeże w tym hipermarkecie, to jest zamrożony glut z fabryki, a oni go tam po prostu wypiekają. Jeśli ktoś to widział, wygląda to okropnie. Ale wchodzisz i czujesz – to jest zapach, który jest rozpylany  w wentylacji. Mówisz: „no nie chcę tego chleba, ale już jestem w sklepie, to zrobię zakupy”. 

Bierzesz wózek, bo nie ma koszyków. A dlaczego nie ma koszyków? Bo koszyki są malutkie i jeśli wsadzisz do nich odpowiednią ilość swoich produktów, wydają się pełne. Wszystko mam – nie wezmę więcej, bo będę musiał nosić w rękach. Dlatego bierzesz wózek i wsadzasz te same produkty do wózka. Ale on jest taki wielki i pusty i masz takie: kurcze, jakoś to tak wygląda biednie, muszę coś dobrać, bo tak mizernie jest, na pewno czegoś zapomniałem. 

Pchasz ten wózek po podłodze, po tych kafelkach, kółka wpadają pomiędzy kafelki i wydają ten dźwięk: puk… puk… puk… – taki bardzo regularny dźwięk. To Cię wprawia w pewien rytm. I teraz uwaga co się dzieje – wchodzisz na przykład po twaróg, czyli na dział z lodówkami. Tam produkty psują się szybciej, trzeba je szybciej wypchnąć, bo one nie mogą się zmarnować – trzeba je sprzedać. To teraz co się dzieje w sklepie, w którym ja robię zakupy. Tam są malutkie kafelki – na miejscu jednego dużego, jest pięć mniejszych. Gdy wjeżdżam kółkami wózka, nagle słychać: pukpukpukpuk – szybki odgłos, instynktownie wydaje Ci się, że idziesz za szybko i zwalniasz – nawet o tym nie myślisz. 

A to ciekawe – muszę się przyjrzeć jak te kafelki wyglądają. 

Przyjrzyj się w swoim sklepie. Ciekawe czy u Ciebie też tak jest. Nie jest tak wszędzie, ale w moim sklepie, tym, w którym robię zakupy, jest to zastosowane. Widziałem to już wielokrotnie. Ale może nie nabierzesz się, bo nie ma takiej podłogi. Słuchasz muzyki, która leci w tle. To jest zawsze takie tło muzyczne – spokojna muzyka, nigdy tam nie ma słów, to ma być spokojny rytm. 

To się nazywa muzak – i to jest specjalnie tworzone dla sieci handlowych. Zaczęło się od tego, że był taki amerykański generał, miał swoje patenty i chciał wypromować je swoją muzyką zamiast radia. Okazało się, że ta muzyka świetnie działał w windach, bo wtedy jeszcze windy nie były powszechnie znane i ludzie się ich bali, bo za szybko dla nich jechały. Ta muzyka miała być uspokajająca. Natomiast teraz jest to muzyka użytkowa. Czyli może być wesoła, smutna, szybka, energiczna, wolna itd. Ta muzyka ma Cię spowolnić – to jest kolejny krok. Tu się wszystkie sztuczki nakładają na siebie, bo jedna nigdy nie zadziała, ale któraś z 50, które sklep stosuje, na pewno będzie działać. I w hipermarketach są wolne rytmy. 

I dla kontry – jaka muzyka jest w młodzieżowym sklepie odzieżowym? Zawsze szybka i energiczna. Dlaczego? Bo masz wziąć ten ciuch, nie zastanawiać się nad nim długo – czy on Ci pasuje, czy nie. Wrócisz do domu, nie pasuje. Jesteś młody, no raczej nie chce Ci się go oddać, robić zwrotu. 

Teraz powiedzmy, że masz swoje słuchawki na uszach, nie słuchasz tej muzyki i po prostu idziesz po swojego ulubionego batona do działu ze słodyczami. I Twój baton ostatnio podrożał, co Cię mocno wkurzyło. Ale patrzysz– nie, jest w tej samej cenie. I co się dzieje? On jest mniejszy o 10 g. Mieliśmy batonik 200 g, nagle mamy 190 g – nie czujesz w ręku tej różnicy, musiałbyś zajrzeć z tyłu, a przeważnie tego nie robisz. 

Nagle odchodzisz od stoiska, ze swoimi batonikami, chcesz przejść alejkę, ale Twoje przejście blokuje paleta z proszkami do prania. Super ekstra okazja, promocja – łap! I co się dzieje? Dlaczego te promocje są zawsze w innych działach? Żebyś nie mógł teraz porównać tego proszku do innych. No bo z batonem nie porównasz – to jest co innego. I prawdopodobnie to jest na drugim końcu sklepu, jeśli wiesz, wziąłeś ten proszek – bo przyda się, proszek się nie zepsuje – myślisz: „przecież wezmę”. Ale już nie wrócisz na dział chemii, no bo nie masz powodu. Nie zachodzisz przecież za każdym razem na dział chemii. Prawdopodobnie nie porównasz ceny, a okaże się, że konkretny proszek był najdroższy. 

Oczywiście jest też ten przykład, o którym już wspominałem, czyli układ towaru na półkach. Czyli to, o czym wspominaliśmy w wątku z dziećmi na początku. Dziecko widzi na poziomie wzroku swoją ulubioną postać, a Ty widzisz ekonomiczny soczek. 

Gdy już wychodzisz ze sklepu i idziesz do innego – musisz coś załatwić. Niech to będzie np. operator komórkowy. Nie wiem, czy zauważyłeś, że coraz częstsze są punkty stojące, bez siedzeń – bo niby są zdrowsze. Tak samo jak w urzędzie – ani nie siądziesz, ani nie staniesz, ale zawsze jest tak jakoś niewygodnie. I dlaczego tak jest? To jest robione celowo, po to, by się Ciebie szybciej pozbyć. Bo nie przeczytasz umowy dokładnie, bo nawet jak masz jakąś sprawę, skargę, reklamację, to nie będzie Ci się chciało stać. Mówisz: dobra, następnym razem. 

To jest też super sprawa – jesteś w galerii, jesteś już po zakupach i chcesz iść do kina. Już możesz, jest po pandemii. I nagle – popcorn. Taka typowa pułapka cenowa: mały, średni, duży. 5-10-12 zł. Małego nie weźmiesz, bo jest za mały – widzisz ten mały kartonik – no szkoda w ogóle to brać. Ale różnica między dużym a średnim jest tak niska, że dopłacisz – no bo czemu nie! I w efekcie bierzemy najdroższy wariant. 

Nie każda oszczędność ma sens

Dlaczego według Ciebie oszczędzanie nie jest popularne i nigdy nie będzie?

Przede wszystkim mylimy też oszczędzanie z wyrzeczeniami. I tutaj wracamy do pytania o rozrywkę. O ile myślimy, że zawsze powinniśmy oszczędzać na tym, co jest zbędne, no to myślimy tak: jeść trzeba, mieszkać trzeba i tak dalej. Co jest zbędne: rozrywka, bo przecież można się czasem nie rozerwać. Tylko widzisz, w naszym budżecie rozrywka jest dość niewielką pozycją. Widziałem takie badania statystyczne, w których napisano, że wydajemy niecałe 50 zł miesięcznie na rozrywkę. Teraz pytanie: czy odebranie sobie tego, co lubimy i oszczędzenie tych 50 zł jest naprawdę tego warte? Bo moim zdaniem absolutnie nie.

Czyli lepiej szukać oszczędności w innym miejscu. 

Tak, bo odebranie sobie przyjemności zaraz będzie rodziło w nas frustrację. Wytrzymamy miesiąc, dwa, trzy, ale potem się złamiemy i wydamy jeszcze więcej, żeby sobie odbić ten czas, który był bez rozrywki. Oczywiście brakuje nam też wyraźnych autorytetów. Takiego kogoś, na poziomie może Ewy Drzyzgi, bo przecież wszyscy wiedzieli, czym są „Rozmowy w Toku” tak? I brakuje nam kogoś takiego, kto pociągnie to wszystko tak, że Polacy będą wiedzieli, że owszem – jest ktoś od finansów, kto może im pomóc. Bo on rozwiązuje te problemy zawsze. 

Trzeba mieć jakiś cel 

Fajnie by było, gdyby to było czymś całkowicie naturalnym, że oszczędzamy pieniądze, po to, żeby je mieć. Bo przecież lepiej jest mieć pieniądze niż ich nie mieć. I przy tym nie musieć czuć się źle, czy skrępowanym, bo oszczędzamy pieniądze. Bo zaraz ktoś nam przyklei łatkę, że jesteśmy sknerami. Jak to widzisz: po co w ogóle oszczędzać? Przecież nie wiadomo, ile pożyjemy, może lepiej cieszyć się życiem? 

No tak, bo przecież najpopularniejszym powodem oszczędzania jest bezpieczeństwo. I bardzo słusznie. Ale też poza bezpieczeństwem rodziny i naszych dzieci ja mówię, że warto być po prostu egoistą i pomyśleć o sobie. Może „egoista” to nie jest dobre słowo, bo dbanie o siebie to nie jest egoizm. Powinniśmy mieć jakiś cel długoterminowy – nasze duże marzenie, do którego dążymy. 

Może to jest emerytura na godnym poziomie, a nie tym związanym z ZUS-em, gdzie jemy tynk ze ściany, bo nie mamy na nic innego, ale też taki cel po drodze, który jest naszym takim, powiedzmy hobby, które nam sprawia przyjemność, ale kosztuje. I zwykle odmawiamy sobie – nie, nie będę robił tego hobby, no bo tyle nas kosztuje. Ale to jest Twoja radość życia. Czy urodziłeś się tylko po to, żeby pracować i spłacać rachunki? Bo moim zdaniem masz do zaoferowania światu coś o wiele ciekawszego. I mówię to do każdego – nie do Marcina – ja mówię to do Was. Bądź po prostu w pewien sposób egoistą i zadbaj o siebie. Bo zapisujemy dzieci na zajęcia dodatkowe, żeby one miały coś fajnego, ale my też powinniśmy coś mieć. 

Tak jak mówisz:  jest jedno życie, warto je przeżyć w fajny sposób i te oszczędności i pieniądze bardzo pomagają w tym, żeby się zastanawiać, jak w miły sposób spędzić czas, a nie: skąd wziąć 50 zł na spłatę kolejnej raty kredytowej. 

No tak, nie oszczędzamy pieniędzy dla samego faktu powiększania stanu konta, tylko one są środkiem do celu. Bo pieniądze są żadne. Pieniądze nie są złe ani dobre, tylko my nadajemy im znaczenie. Bo ktoś może robić z pieniędzmi złe rzeczy, a ktoś inny może robić dobre. Można wybić ostatnie zwierzątko z gatunku,  a można wpłacić wsparcie na schronisko. Pieniądze są żadne. 

Praktyczne recenzje 

To porozmawiajmy jeszcze na chwilę o książkach. Bo recenzujesz na swoim blogu książki biznesowe. Jestem Ci bardzo wdzięczny między innymi za rzetelną recenzję Finansowej Fortecy. Mam pytanie – jaką ostatnio przeczytałeś fajną i ciekawą książkę, którą mógłbyś polecić naszym widzom i słuchaczom. 

Przede wszystkim, ja nie robię recenzji takich jak w mediach, czyli kilka zdań o książce – o czym ona jest. Bo dla mnie taka informacja jest nijaka, ja nadal nie wiem, o czym jest książka. Albo to jest spoiler, albo to mi nic nie mówi. Więc ja robię wręcz taką analizę książki, porównuję ją z moimi przekonaniami i faktami,  czy to naprawdę jest tak, jak przedstawiono w książce. Może nie przeczytałem jej ostatnio, ale tę polecę – Dale Carnegie „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi”. 

Klasyka.

Klasyk. I dlaczego ją polecę? Ona została napisana w 1936 roku. Czyli ponad 80 lat temu i nadal w 90% jest aktualna. Więc ja lubię książki ponadczasowe, które się nie dezaktualizują za rok, dwa, trzy. A tutaj mamy taki dowód. Więc myślę, że za 10-20 lat to też się sprawdzi. O czym jest ta książka? Myślę, że tytuł już to mówi: polepsz swoje stosunki z partnerem/partnerką, z dziećmi, ze znajomymi, może w pracy. Taka bardzo praktyczna książka. Ja lubię praktyczne książki, które dają mi realną wiedzę, którą można wykorzystać. Nie przepadam za powieściami. 

Zbliżając się do końca naszej rozmowy, gdybyś miał zostawić naszych widzów z jakąś jedną myślą, jedną radą, lub jakimś cytatem – to co by to było?

Myślę, że to, co powtarzaliśmy już wielokrotnie. Myśl za siebie i kwestionuj autorytety. Czyli my możemy tutaj dawać świetną wiedzę finansową, ale ona nijak może się mieć do Twojej rzeczywistości. Bo możemy gadać, że najlepiej jest inwestować, jak masz kapitał, może gdzieś tam oszczędzać, można zmieniać pracę, ale np. ja jestem z dość wiejskich terenów, moja rodzina stamtąd pochodzi. Więc szanuję też takich ludzi i nie mogę powiedzieć komuś, kto jest rolnikiem od pokoleń, kto ma ojcowiznę i nie chce jej oddać, bo to jest jego sprawa honoru. Nie mogę mu powiedzieć: Wiesz co, zostań programistą, bo to jest teraz modne i dużo się zarabia. Trzeba uszanować decyzje drugiego człowieka i dać mu wybór taki, jaki on może mieć w swojej sytuacji. 

Już na koniec pytanie: gdzie można Cię znaleźć i dowiedzieć się więcej na Twój temat. 

Przede wszystkim blog: bogatyzwyboru.pl, to jest takie moje miejsce, gdzie wrzucam czasem nawet za długie te teksty – to nie jest dla każdego. 

To są rozkminy – mnie się bardzo podoba to w tych tekstach.

Tak, to są rozkminy, jedne są dłuższe, inne są krótsze, więc każdy może sobie wybrać, co chce. Natomiast ja bardzo rozbieram te tematy na czynniki pierwsze i staram się je też jakoś zabarwic humorem. Codziennie jestem na Facebooku i na Instagramie, rzadziej na Twitterze LinkedInie

Bardzo Ci dziękuję za dzisiejszą rozmowę. Słuchajcie, dzisiaj prześliznęliśmy się po tematach związanych z oszczędzaniem. Oczywiście były same konkrety, ale jak wejdziecie na blog Rafała, to znajdziecie tam każdy temat naprawdę dogłębnie rozpracowany. Bardzo mi się to w jego artykułach podoba. I polecam Wam kolejne bardzo fajne miejsce w Internecie, gdzie można pogłębiać swoją finansową wiedzę. Dziękuję serdecznie, moim gościem był Bogaty z wyboru.

Pozdrawiam wszystkich czytelników Marcina i myślę, że przyda Wam się ta wiedza i miło spędziliście czas. 

Podziel się swoim sposobem i wygraj bon do Empiku o wartości 200 zł

To jeszcze nie koniec. Rafał wymienił w rozmowie kilka ciekawych sposobów na ograniczanie wydatków. Ale wiem, że w każdy z nas ma swoje patenty. Dlatego przygotowałem konkurs:

Opisz w komentarzu pod tym postem swój sposób na zmniejszenie wydatków, lub na oszczędzanie. 

Autor/autorka najciekawszego komentarza otrzyma bon do Empiku o wartości 200 zł. Weźmiemy pod uwagę zgłoszenia zamieszczone do 8 marca 2021 do 23:59:59, a zwycięzcę wyłonimy do 12 marca 2021 do 23:59:59. 

Serdecznie zapraszam Was do zabawy i przede wszystkim do wzajemnego dzielenia się wiedzą. Dzięki temu pomożecie mi bardzo w realizacji misji tego bloga:

Uzbroić 15 milionów Polaków w wiedzę i narzędzia, które skutecznie pomogą im zadbać o własne finanse, by mogli się bogacić i realizować swoje pasje.

Wyniki konkursu

Jesteście niesamowici! Wasze patenty na oszczędzanie są naprawdę świetne – z ogromną uwagą przeczytałem wszystkie konkursowe komentarze. A było ich ponad 100! Nic mnie tak nie uskrzydla jak Wasze zaangażowanie, dlatego z jeszcze większym entuzjazmem podchodzę do mojej pracy i misji. 

Było mi bardzo trudno wybrać zwycięzcę. Tak naprawdę każdy Wasz komentarz był cenną radą i wiem, że jeśli na ten post trafi ktoś początkujący, wyniesie z Waszych propozycji naprawdę dużo wartości. Dziękuję Wam za to! 

Po długim namyśle i konsultacji z Rafałem Walaszkiem zdecydowałem się wybrać komentarz, który mnie zaskoczył i sprawił, że na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. To komentarz Karoliny:

Ale to nie wszystko! Specjalne wyróżnienie i nagroda wylądują też u Łukasza:

Gratuluję wszystkim zwycięzcom 🙂 Na adres e-mail, który podaliście zostawiając komentarz, otrzymacie informacje o sposobie odbioru nagrody.