Bartek – Czytelnik mojego bloga – potrzebował tylko pół roku, aby naprawić swoje finanse. Zamiast ciągle się czaić i szukać wymówek, po prostu wprowadził w życie proste zasady, o których piszę na blogu. Zobacz, jak niewiele potrzeba, by przestać być Przekaźnikiem Pieniędzy.

Co najbardziej cieszy mnie w mojej pracy? Efekty moich Czytelników i Słuchaczy podcastu, którzy odnoszą kolejne zwycięstwa w bitwach o naprawę swoich finansów. Dlaczego to dla mnie takie ważne? Ponieważ zapanowanie nad własnymi finansami wiąże się z całą serią kolejnych pozytywnych zmian w naszym życiu. Otwiera przed nami nowe możliwości, zwiększa poczucie kontroli i sprawstwa, pozwala nam znacznie odważniej działać. Cel tego wysiłku jest prosty: mieć na tyle ogarnięte finanse, by nie musieć się nimi przejmować, tylko móc skoncentrować się na realizacji własnych marzeń i pasji.

Każda taka historia to mój malutki wkład w to, że czyjeś życie stało się odrobinę lepsze. Trudno wyrazić słowami, jak wiele sprawia mi to radości. Oczywiście moja rola sprowadza się jedynie do wskazania konkretnych kroków. Wiem, że one działają, bo świetnie sprawdziły się u mnie. Sprawdzają się też u szybko rosnącej rzeszy osób, które wdrożyły je w życie. Ostateczne efekty zależą jednak od tego, czy ktoś te kroki wykona. Jak powiedział Morfeusz w pierwszej części Matrixa:

“Znać właściwą drogę, a iść właściwą drogą to dwie różne rzeczy.”

Zobaczcie, jak prosto załatwił to Bartek.

Prosta historia

W mojej skrzynce mailowej mam zakładkę „Testimonials” i praktycznie w każdym tygodniu trafia tam jakaś historia. Niektóre są dramatyczne, inne spektakularne, a jeszcze inne bardzo osobiste. Ich autorzy najczęściej wolą pozostać anonimowi i nie chcą dzielić się nimi publicznie, w obawie przed „rozpoznaniem” przez najbliższe otoczenie. Oczywiście zawsze szanuję taką decyzję i chowam te maile do mojej prywatnej zakładki. Stanowi ona moją „rezerwę mocy”, po którą sięgam, kiedy brakuje mi sił do pracy.

Jednak najwięcej historii jest bardzo prostych, podobnych do mojej własnej. Nie ma w nich tragedii, spektakularnych bankructw czy chowania się przed komornikiem. W skrócie historie te wyglądają tak:

  1. Chwila refleksji i moment uświadomienia sobie, że trzeba coś zmienić.
  2. Stanowcza decyzja, że od tej pory zmieniamy postępowanie.
  3. Prosty plan działania.
  4. Zakasanie rękawów i wzięcie się do roboty.
  5. Celebracja pozytywnych efektów, które często pojawiają się znacznie szybciej, niż nam się to wydawało możliwe na starcie.

Bardzo lubię takie historie, ponieważ dotyczą one większości z nas. Dodatkowo cieszą mnie również dlatego, że „zwrot” następuje na długo przed tym, nim dojdzie do poważniejszej tragedii. A właśnie to uznaję za najlepszy miernik skuteczności danej metody.

Dzisiaj przedstawiam Wam prostą historię Bartka. Sami zobaczcie, jakie to proste. Wierzę, że znajdziecie tam przynajmniej kilka prostych podpowiedzi, a także inspirację dla Waszych działań.

A jeśli macie też swoje pozytywne efekty i bylibyście gotowi podzielić się nimi z Czytelnikami tego bloga – czekam na Waszą wiadomość.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Robię rzeczy, których wcześniej nigdy nie robiłem

Cześć Marcin,

nic nie sprzedaję i nic nie chcę w zamian ? To tak na wszelki wypadek, żebyś nie odrzucił od razu wiadomości.

W tym roku przyszła do mnie pewna refleksja odnośnie finansów, gdy zobaczyłem swój roczny PIT: gdzie do cholery są te wszystkie pieniądze? 10 lat pracy zawodowej i oszczędności tak drobne, że można by je wydać w ciągu jednej nocy w Sopocie (jestem z Trójmiasta).

Finansami zajmowała się żona i w sumie było mi z tym dobrze, bo jeden problem z głowy mniej. Moim zadaniem było przynieść do domu upolowanego mamuta, a oprawiał go i wekował kto inny.

Ale mój wewnętrzny chciwiec cały czas kuł. Termin rozpoczęcia oszczędzania cały czas się odwlekał i w praktyce nigdy nie nadszedł. Zawsze było coś: córka skończy przedszkole, młodszy syn skończy przedszkole, spłacę leasing…

Ale któregoś dnia coś zakuło tak bardzo, że powiedziałem: STOP! Obejrzałem Twoją prelekcję i panel dyskusyjny z Tobą na Youtubie:

O, ten gość jest spoko, mówi zwięźle, ma prosty plan i pokazuje jak go zrealizować”. Co było dalej?

Blog przeczytany w tydzień. Plan oszczędzania wdrożony krok po kroku i oto od stycznia do dziś zebrałem 4 krotność swojej pensji (netto) na czarną godzinę i zacząłem odkładać bokiem na wakacje.

Muszę od razu powiedzieć, że mam łatwiej, bo nie spłacam już hipoteki (tanie mieszkania z początku 2000 roku), nigdy nie brałem kredytów konsumpcyjnych (raz namówiono mnie na leasing), żonie robiłem wyrzuty z powodu karty kredytowej. Start był łatwiejszy, bo przeczucie, by trzymać się z dala od długów, gdzieś ostrzegało. Nie miałem też ciśnienia na bycie „fajnym” – samochód był dla żony, ja jeżdżę 15-letnim Yarisem. Ale i tak gdzieś pieniądze wypływały.

Zatkanie dziury budżetem domowym, odkładanie wszystkich nadwyżek, płacenie najpierw sobie i są efekty. Ale potrzebowałem impulsu i dzięki Twojej prelekcji wiedziałem, kim jestem i jak to zmienić.

Jako, że w moim życiu nie tylko nastąpiła zmiana związana z finansami, ale i odnajdywanie kim się jest w ogóle, to robię rzeczy, których wcześniej nigdy nie robiłem. I dziś piszę ten e-mail, aby chociaż dobrym słowem się odwdzięczyć za Twój wkład w moje życie.

Dzięki blogowi zmieniło się wiele na plus. Z najmłodszymi na początku był problem, ale dzieci zaakceptowały już, że najpierw na wakacje się odkłada, a dopiero potem jedzie. Zresztą dzięki wprowadzonym zmianom w życiu – gaś światło po sobie, prysznic to nie plac zabaw i nie lej wody bez potrzeby, nie odkręcaj grzejników jak masz otwarte okno – w tym miesiącu nie płacimy czynszu za mieszkanie, bo mamy nadpłatę 400 zł ?.

Podsumowując: dzięki za blog, dzięki za dzielenie się wiedzą. Życzę Ci, Marcinie, wszystkiego dobrego i powodzenia w życiu.

Trzymaj się ciepło.
Bartek

Gdy odpowiedziałem Bartkowi po kilku tygodniach (skrzynka pełna) i zapytałem, czy zgodziłby się na publikację swojej historii, odpisał mi jeszcze to:

Jasne, jeżeli e-mail pomoże w promocji bloga i idei oszczędzania, nie mam nic przeciwko. Pochwalę się, że w wyniku Twoich rad – jeśli nie masz już na czym oszczędzać, zacznij więcej zarabiać – udało się wziąć mieszkanie na wynajem, które wsadza dodatkowe 800 zł do portfela więcej. Publikuj!  ?

Dziękuję Ci, Bartek. To bardzo dużo dla mnie znaczy. To ja Ci dziękuję za pomoc w mojej pracy!

A co mogłoby pomóc Tobie?

Wierzę, że historia Bartka, choć trochę zainspiruje Cię do poprawy własnych finansów. Bartkowi wystarczył impuls i materiały znalezione na blogu. Ale może masz dla mnie dodatkowe sugestie? Jeżeli chodzą Ci po głowie tematy, których poruszenie na blogu byłoby dla Ciebie pomocne – daj znać w komentarzu.

Może Cię zainteresować