Naprawił finanse w 6 miesięcy. A ile czasu Ty potrzebujesz?

16

Bartek – Czytelnik mojego bloga – potrzebował tylko pół roku, aby naprawić swoje finanse. Zamiast ciągle się czaić i szukać wymówek, po prostu wprowadził w życie proste zasady, o których piszę na blogu. Zobacz, jak niewiele potrzeba, by przestać być Przekaźnikiem Pieniędzy.

Co najbardziej cieszy mnie w mojej pracy? Efekty moich Czytelników i Słuchaczy podcastu, którzy odnoszą kolejne zwycięstwa w bitwach o naprawę swoich finansów. Dlaczego to dla mnie takie ważne? Ponieważ zapanowanie nad własnymi finansami wiąże się z całą serią kolejnych pozytywnych zmian w naszym życiu. Otwiera przed nami nowe możliwości, zwiększa poczucie kontroli i sprawstwa, pozwala nam znacznie odważniej działać. Cel tego wysiłku jest prosty: mieć na tyle ogarnięte finanse, by nie musieć się nimi przejmować, tylko móc skoncentrować się na realizacji własnych marzeń i pasji.

Każda taka historia to mój malutki wkład w to, że czyjeś życie stało się odrobinę lepsze. Trudno wyrazić słowami, jak wiele sprawia mi to radości. Oczywiście moja rola sprowadza się jedynie do wskazania konkretnych kroków. Wiem, że one działają, bo świetnie sprawdziły się u mnie. Sprawdzają się też u szybko rosnącej rzeszy osób, które wdrożyły je w życie. Ostateczne efekty zależą jednak od tego, czy ktoś te kroki wykona. Jak powiedział Morfeusz w pierwszej części Matrixa:

Znać właściwą drogę, a iść właściwą drogą to dwie różne rzeczy. Click To Tweet

Zobaczcie, jak prosto załatwił to Bartek.

Prosta historia

W mojej skrzynce mailowej mam zakładkę „Testimonials” i praktycznie w każdym tygodniu trafia tam jakaś historia. Niektóre są dramatyczne, inne spektakularne, a jeszcze inne bardzo osobiste. Ich autorzy najczęściej wolą pozostać anonimowi i nie chcą dzielić się nimi publicznie, w obawie przed „rozpoznaniem” przez najbliższe otoczenie. Oczywiście zawsze szanuję taką decyzję i chowam te maile do mojej prywatnej zakładki. Stanowi ona moją „rezerwę mocy”, po którą sięgam, kiedy brakuje mi sił do pracy.

Jednak najwięcej historii jest bardzo prostych, podobnych do mojej własnej. Nie ma w nich tragedii, spektakularnych bankructw czy chowania się przed komornikiem. W skrócie historie te wyglądają tak:

  1. Chwila refleksji i moment uświadomienia sobie, że trzeba coś zmienić.
  2. Stanowcza decyzja, że od tej pory zmieniamy postępowanie.
  3. Prosty plan działania.
  4. Zakasanie rękawów i wzięcie się do roboty.
  5. Celebracja pozytywnych efektów, które często pojawiają się znacznie szybciej, niż nam się to wydawało możliwe na starcie.

Bardzo lubię takie historie, ponieważ dotyczą one większości z nas. Dodatkowo cieszą mnie również dlatego, że „zwrot” następuje na długo przed tym, nim dojdzie do poważniejszej tragedii. A właśnie to uznaję za najlepszy miernik skuteczności danej metody.

Dzisiaj przedstawiam Wam prostą historię Bartka. Sami zobaczcie, jakie to proste. Wierzę, że znajdziecie tam przynajmniej kilka prostych podpowiedzi, a także inspirację dla Waszych działań.

A jeśli macie też swoje pozytywne efekty i bylibyście gotowi podzielić się nimi z Czytelnikami tego bloga – czekam na Waszą wiadomość.

Robię rzeczy, których wcześniej nigdy nie robiłem

Cześć Marcin,

nic nie sprzedaję i nic nie chcę w zamian 😊 To tak na wszelki wypadek, żebyś nie odrzucił od razu wiadomości.

W tym roku przyszła do mnie pewna refleksja odnośnie finansów, gdy zobaczyłem swój roczny PIT: gdzie do cholery są te wszystkie pieniądze? 10 lat pracy zawodowej i oszczędności tak drobne, że można by je wydać w ciągu jednej nocy w Sopocie (jestem z Trójmiasta).

Finansami zajmowała się żona i w sumie było mi z tym dobrze, bo jeden problem z głowy mniej. Moim zadaniem było przynieść do domu upolowanego mamuta, a oprawiał go i wekował kto inny.

Ale mój wewnętrzny chciwiec cały czas kuł. Termin rozpoczęcia oszczędzania cały czas się odwlekał i w praktyce nigdy nie nadszedł. Zawsze było coś: córka skończy przedszkole, młodszy syn skończy przedszkole, spłacę leasing…

Ale któregoś dnia coś zakuło tak bardzo, że powiedziałem: STOP! Obejrzałem Twoją prelekcję i panel dyskusyjny z Tobą na Youtubie:

O, ten gość jest spoko, mówi zwięźle, ma prosty plan i pokazuje jak go zrealizować”. Co było dalej?

Blog przeczytany w tydzień. Plan oszczędzania wdrożony krok po kroku i oto od stycznia do dziś zebrałem 4 krotność swojej pensji (netto) na czarną godzinę i zacząłem odkładać bokiem na wakacje.

Muszę od razu powiedzieć, że mam łatwiej, bo nie spłacam już hipoteki (tanie mieszkania z początku 2000 roku), nigdy nie brałem kredytów konsumpcyjnych (raz namówiono mnie na leasing), żonie robiłem wyrzuty z powodu karty kredytowej. Start był łatwiejszy, bo przeczucie, by trzymać się z dala od długów, gdzieś ostrzegało. Nie miałem też ciśnienia na bycie „fajnym” – samochód był dla żony, ja jeżdżę 15-letnim Yarisem. Ale i tak gdzieś pieniądze wypływały.

Zatkanie dziury budżetem domowym, odkładanie wszystkich nadwyżek, płacenie najpierw sobie i są efekty. Ale potrzebowałem impulsu i dzięki Twojej prelekcji wiedziałem, kim jestem i jak to zmienić.

Jako, że w moim życiu nie tylko nastąpiła zmiana związana z finansami, ale i odnajdywanie kim się jest w ogóle, to robię rzeczy, których wcześniej nigdy nie robiłem. I dziś piszę ten e-mail, aby chociaż dobrym słowem się odwdzięczyć za Twój wkład w moje życie.

Dzięki blogowi zmieniło się wiele na plus. Z najmłodszymi na początku był problem, ale dzieci zaakceptowały już, że najpierw na wakacje się odkłada, a dopiero potem jedzie. Zresztą dzięki wprowadzonym zmianom w życiu – gaś światło po sobie, prysznic to nie plac zabaw i nie lej wody bez potrzeby, nie odkręcaj grzejników jak masz otwarte okno – w tym miesiącu nie płacimy czynszu za mieszkanie, bo mamy nadpłatę 400 zł 😊.

Podsumowując: dzięki za blog, dzięki za dzielenie się wiedzą. Życzę Ci, Marcinie, wszystkiego dobrego i powodzenia w życiu.

Trzymaj się ciepło.
Bartek

Gdy odpowiedziałem Bartkowi po kilku tygodniach (skrzynka pełna) i zapytałem, czy zgodziłby się na publikację swojej historii, odpisał mi jeszcze to:

Jasne, jeżeli e-mail pomoże w promocji bloga i idei oszczędzania, nie mam nic przeciwko. Pochwalę się, że w wyniku Twoich rad – jeśli nie masz już na czym oszczędzać, zacznij więcej zarabiać – udało się wziąć mieszkanie na wynajem, które wsadza dodatkowe 800 zł do portfela więcej. Publikuj!  😊

Dziękuję Ci, Bartek. To bardzo dużo dla mnie znaczy. To ja Ci dziękuję za pomoc w mojej pracy!

A co mogłoby pomóc Tobie?

Wierzę, że historia Bartka, choć trochę zainspiruje Cię do poprawy własnych finansów. Bartkowi wystarczył impuls i materiały znalezione na blogu. Ale może masz dla mnie dodatkowe sugestie? Jeżeli chodzą Ci po głowie tematy, których poruszenie na blogu byłoby dla Ciebie pomocne – daj znać w komentarzu.

Może Cię zainteresować

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze16 komentarzy

  1. Sposób opanowania finansów jest prosty i nie są do tego potrzebne żadne “guru” finansowe. Po prostu planować wydatki i kontrolować realizację tych planów.
    Co do Bartka, podstawowy błąd jaki popełnia to posiadanie dwóch samochodów w dużym mieście. One są zbędne a generują duże koszty, za duże.
    Ja poradziłem sobie z opanowaniem finansów zanim pojawiły się “guru” finansowe, w 2007 roku, samodzielnie, aplikacje do planowania finansów też sam sobie napisałem. To była długa droga od kilkudziesięciu tysięcy zł długu do setek tysięcy oszczędności. A potem zobaczyłem, że “guru” finansowe w późniejszych latach doszły do tego samego, tylko nie mają użytecznych zaawansowanych aplikacji do zarządzania.
    Napiszę jak “guru”: rejestruj i planuj wydatki, kontroluj realizację planu, wyrzuć karty płatnicze, pozbądź się kredytów, wycofaj pieniądze z banku, płać gotówką, inwestuj w złoto (fizyczne – monety) i w waluty (w portfelu – kupuj w kantorach stacjonarnych), zrezygnuj wysokokosztowych zachcianek (np. samochód).

    • Samochód żony to narzędzie jej pracy, jest architektem, dojeżdża na budowy, do klientów, po materiały itd. Mój samochód to wygoda w odwozeniu dzieci do i z przedszkola oraz szkoły. Wariant komunikacja miejska, choć tańszy to zabiera 2 h dziennie więcej. Te 2 godziny wolę poświęcić na rodzinę lub pracę.

      Jedni są fajni i wszystko wiedza, inni potrzebują drugiej osoby żeby spojrzeć na siebie z innej perspektywy. Grunt, że pomaga i to się liczy. Jeśli jest więcej takich osób jak ja, to warto. Zwłaszcza, że w książce i na blogu nie ma pustych fraz typu: musisz być oszczędny, musisz odkładać, musisz kontrolować. Są opisane dokładnie narzędzia, jak to zrobić. W połączeniu z innymi blogami np. o pasywnych dochodach, można być finansowo tam gdzie się chce być.

    • Hej anty_guru, dziękuję za komentarz. Cieszę się bardzo, że Twoje finanse są w dobrym stanie i gratuluję Ci tego.

      Jak na swój nick, wyjątkowo ochoczo wskazujesz czyjeś błędy i udzielasz wskazówek. Trochę to przewrotne 🙂
      Na wypadek gdyby Twój Twój komentarz odnosił się do mnie – zapewniam Cię, że nie jestem żadnym guru, tylko zwykłym propagatorem zdrowego rozsądku w podejściu do pieniędzy. Tylko tyle.

      Co do złota i walut – jest dla nich oczywiście miejsce w portfelu inwestycyjnym. Jednak opieranie całej strategii wyłącznie na takich aktywach to strategia trochę dla “preppersów”.
      A tak z ciekawości – które waluty Twoim zdaniem i dlaczego właśnie te?

    • Drogi anty_guru,

      to jak w takim razie znalazłeś się na tym blogu? Oraz, nie wierzę, że są jeszcze ludzie, mtórzy takich podstaw nie rozumieją, to co dla Ciebie jest proste nie musi być proste dla innych. Tak się tworzy społeczeństwo, jedni robią zajebiste żarcie, jedni śpiewają ekstra piosenki, geniusze posuwają świat do przodu a Marcin dorzuca cegiełkę pomagając nieudacznikom finansowym takim jak np. ja 🙂

      Dziękuję Marcin za wszystkie treści na blogu i Twój wkład w edukację finansową Polaków 🙂

      • Hej Kasiu,
        trafne spostrzeżenie z tym społeczeństwem.

        Teoretycznie każdy może zrobić wszystko sam. Ale koncentrując się na tym, co stanowi naszą naturalną mocna stronę, nie tylko osiągamy więcej, ale pomagamy też innym.

        Nie ma za co 🙂 To dla mnie ogromna przyjemność.

    • Jak to ładnie określił Marcin – masz podejście mocno “preppersowe” i nic w tym złego… tyle, że nie dla każdego.

      Można zrezygnować z samochodu, można zrezygnować z zachcianek, można zrezygnować z jedzenia na mieście czy picia kawy w kafejkach. Można żyć o chlebie i wodzie, a po nocach delektować się zimnym światłem kupionych dzięki tym wyrzeczeniom monet czy sztabek.

      Tylko gdzie w tym wszystkim radość życia?

      Marcin zdecydowanie zbyt rzadko mówi o tym, jak krótkie jest nasze życie. Warto się cieszyć takimi codziennymi drobiazgami jak samochód, dobra kawa czy pyszny obiad na mieście, szczególnie jeśli można na niego zabrać ludzi, z którymi dobrze się czujesz.

      Oczywiście to nie oznacza szastania pieniędzmi na prawo i lewo ani życia nieodpowiedzialnego, bez oszczędności i planów na czarną godzinę. Byle w tym wszystkim nie zatracić radości, bo inaczej – po co to wszystko…

      • Hej Radek,

        dziękuję za komentarz (dawno Cię nie widziałem) 🙂
        Przytoczę motto mojego bloga:

        “Gromadź oszczędności, ciesz się życiem, inwestuj i pomagaj innym”.

        Element “ciesz się życiem” jest dla mnie bardzo istotny.

  2. Brawo, że sam do tego doszedłeś. Niestety nie każdy ma tyle zaparcia co Ty, nie każdy jest w stanie sam do tego dojść, bez niczyjej pomocy.
    Tobie się udało. Super. Jednak nie odbieraj innym szansy na osiągnięcie podobnych efektów. Czy ma jakieś znacznie czy do sukcesu doprowadzi własna inicjatywa czy pomoc wyśmiewanych przez Ciebie “guru”
    Ja bez Tego guru bym nie dał rady a na pewno neo tak szybko. I tez od długów doszedłem do wolności finansowej i bardzo solidnej poduszki finansowej
    Dzięki Marcin 😉
    Andrzej

    • Hej Endru,

      miło Cię słyszeć 🙂

      Mineło już sporo czasu od naszego podcastu, a Ty idziesz do przodu jak strzała 🙂
      Nieustannie Ci kibicuję!

  3. Cześć Marcin,

    Uwielbiam takie historie i czerpię z nich siłę do walki z moimi długami. Rok temu przeczytałam Twoją książę i od tamtego czasu prowadzę budżet i nadpłacam długi . To duże zmianyw moich finansach. Jedyne czego jeszcze mi brakuje to gromadzenia oszczędności no ale wszystko po kolei. Walka z długami potrwa jeszcze rok i nie ukrywam, że są momenty zwątpienia ale nie poddaję się i mam nadzieję, że za jakiś czas tak jak Bartek będę mogła cieszyć się oszczędnosciami.

    Dzięki Marcin !

    • Hej Aniu,
      Brawo! Walcz!
      Jedna rzecz na raz! Najpierw długi, potem przyjdzie czas na oszczędności.
      Czekam z niecierpliwością na sygnał od Ciebie, że długi masz już z głowy. Może nagramy wtedy podcast i opowiesz, jak wykopałaś je ze swojego życia. Co Ty na to? 🙂

      • Z miłą chęcią 🙂 Jak tylko uda mi się zrealizować plan na pewno Ci o nim opowiem bo sukces w dużej mierze zawdzięczać bedę Tobie :). Być może moja historia zmotywuje do zmiany chociaż jedną osobę 🙂

  4. Gdy pierwszy raz byłam na blogu Marcina, nadpłacałam już kreydt hipoteczny, co było w moim odczuciu wielkim sukcesem. Ale dowiedziałam się, że nie mam na przykład poduszki finansowej na wypadek wszelaki. Blog Marcina zmotywował mnie do jej zbudowania. Zbudowałam. I przeszłam do najważniejszego chyba kroku na mojej drodze, a mianowicie do zwiększania oszczędności poprzez zwiększenie zarobków. Nie poszłam do szefa prosić o podwyżkę, nic nie musialam robić poza pokazaniem, że jestem dobra w tym, co robię. Zmieniłam nieco stosunek do mojej pracy. Kiedyś nie wychodziłam za bardzo z inicjatywą, bo myślałam, że i tak nikt tego nie zauważy, ale na swoim poletku od kilu lat robiłam dużo więcej, niż ode mnie wymagał zakres obowiązków. I nie mówią tu o żyłowaniu się ponad siły, a jedynie o tym, że potrafiłam sprawić, aby klient, z którym pracowałam, chciał wrócić i to koniecznie do mnie 😉 To dało niesamowite efekty, łacznie z tym, że donoszono mi, że jestem “ulubienicą” wielu osób. Dowiedziałam się, że niektóre osoby tylko dlatego coś zrobiły, że to ja je o to poprosiłam. Moja praca była co kwartał oceniana w ankietach. Ich wyniki są obłędne. A efekty? Przede wszystkiem zmiana zaszła we mnie – ja się stałam dużo bardziej pewna siebie, zaczęłam coraz więcej wychodzić z inicjatywą, co zostało również dostrzeżone. Pięć podwyżek w ciągu trzech lat, dwa awanse, dodatkowa umowa, kierownicze stanowisko.

    Co nowego zrobiłam od tego czasu? Pojechałam na wakacje. Po 9 latach małżeństwa po raz pierwszy pojechaliśmy na wakacje. Wydaliśmy koszmarnie dużo pieniędzy :)))), a nasz budżet w ogóle tego nie odczuł.

    Oczywiście opisuję tylko swoją część historii, bo mąż nie czyta bloga. Ale robi swoje 😉 Robi to coraz lepiej i coraz częściej nowi ludzie płacą mu za to, żeby zrobić coś również dla nich.

Odpowiedz