FBO 051: Dwie drogi do bogactwa. Którą wybierasz?

51

Bardzo lubię metaforę drogi. Obrazuje pewien proces, który trwa w czasie. W zasadzie nigdy nie wiadomo, co kryje się za zakrętem, jeżeli daną ścieżkę przemierza się po raz pierwszy. Wejście na szczyt cieszy tym bardziej, im więcej wysiłku włożyło się w to, żeby go zdobyć. Sam chodzę po górach i zdarzało mi się przemierzać różne szlaki – łatwe i przyjemne oraz te, które pozwalały mi docierać do celu szybciej, ale przy okazji potrafiły okrutnie zmęczyć. Jeżeli miałbym odpowiedzieć na pytanie o to, które z nich były lepsze, odpowiedziałbym krótko: to zależy.

To właśnie podczas jednej z takich wycieczek wpadło mi do głowy, że górską wędrówkę można by porównać do drogi do bogactwa. Ta również bywa długa i kręta, ale równocześnie bardzo często zdarza się, że można pójść na skróty, znacznie skracając trasę. Niezależnie od tego, który szlak wybierzesz – czy to w górach, czy w Twojej finansowej wspinaczce na szczyt – jedno jest pewne. Im lepiej się do tego przygotujesz, tym pewniej będziesz kroczył przed siebie. Im więcej będziesz wiedział na temat tego, co Cię czeka, tym łatwiej zaplanujesz najbardziej dogodną trasę. Im częściej będziesz spoglądał na mapę i kompas, tym większą masz szansę, że się nie zgubisz. Dzisiaj to ja będę Twoim przewodnikiem i opowiem Ci nieco o tym, którędy możesz pójść.

Zapraszam Cię bardzo serdecznie do wysłuchania dzisiejszego odcinka!

W 51. odcinku podcastu FBO usłyszysz m.in.:

– Dlaczego nie warto wierzyć w “sekrety bogacenia się” i “tajemnice milionerów”?
– Jak się przygotować do wspinaczki na finansowy szczyt?
– Co znajduje się w finansowym elementarzu każdego wspinacza?
– Który szlak do bogactwa wybrać: dłuższy, zielony czy krótszy, czarny?
– Czym charakteryzuje się każdy ze szlaków oraz od czego zależy tu finansowy sukces?
– Jakie zalety i wady ma praca na etacie?
– Jakie zalety i wady ma prowadzenie własnego biznesu?
– Które rozwiązanie jest lepsze?
– Jakie pytania warto sobie zadać, by znaleźć właściwą drogę do bogactwa?

Linki do materiałów wymienionych w audycji:

Jak pozbyć się długów?
FBO 049: Jak przygotować świetny budżet domowy?
FBO 050: Budżet domowy w pytaniach i odpowiedziach
Fundusz bezpieczeństwa – Twój obowiązkowy cel finansowy
10 kroków – skuteczny plan dla Twoich pieniędzy

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes

za pośrednictwem aplikacji Stitcher

poprzez RSS

Jestem bardzo ciekawy Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

Wolisz przeczytać? Proszę bardzo 🙂

Pełny tekst odcinka  znajdziesz poniżej. Pobierz pdf lub czytaj od razu, przewijając dalej:

Pobierz spisaną treść:
FBO 051: Dwie drogi do bogactwa.pdf

Przejdź do komentarzy

Pełna treść podcastu

Cześć, witam Cię bardzo serdecznie w 51. odcinku podcastu Finanse Bardzo Osobiste. Dziś mam dla Ciebie bardzo ważny odcinek, w którym pomogę Ci spojrzeć z dużej perspektywy na proces bogacenia się. Na co dzień pomagam moim Czytelnikom i Słuchaczom w bardzo konkretnych problemach: jak pozbyć się długów, jak skutecznie oszczędzać, jak mądrze zaciągnąć kredyt hipoteczny, by nie przepłacać za niego, w co i jak inwestować, itd.

To wszystko są jednak elementy pewnej większej całości. I pomyślałem sobie, że zabiorę Cię dzisiaj ze sobą na wspólną wspinaczkę na pewną górę. Wejdziemy razem na chwilę na szczyt, spojrzymy na piękny widok, który przed nami się rozpościera i stamtąd pokażę Ci różne drogi prowadzące do góry – w tym dwie najważniejsze i najbardziej znane. To jest wizja dzisiejszego odcinka dla osób lubiących metafory i lubiących myśleć obrazami. Czasami używam porównań, aby przybliżać finanse moim Czytelnikom i Słuchaczom w sposób ciekawy i prosty. Jeżeli jednak jesteś miłośnikiem liczb i samych konkretnych przekazów, to nie martw się. Za chwilę przekonasz się, że znajdziesz dziś mnóstwo konkretów, a nawet matematyczne wzory, pokazujące, jak się bogacić.

Jesteś gotowy? To ruszamy!

Jak się przygotować do wspinaczki na finansowy szczyt?

Wielu osobom finanse osobiste i bogacenie się, kojarzą się z jakąś tajemnicą. I nic w tym dziwnego, bo bardzo często mówi się przecież o “sekretach bogacenia się” czy o “tajemnicach milionerów”. Takie tytuły bez wątpienia przyciągają uwagę i z całą pewnością świetnie się sprzedają. Ale moim zdaniem nie ma tu żadnych wielkich sekretów. Są raczej proste i jasne reguły postępowania. Jeśli będziemy tych reguł przestrzegać, a przede wszystkim postępować konsekwentnie zgodnie z nimi, to nieuchronnie będziemy się bogacić.

Jak tego dokonać? Odpowiadając na to pytanie posłużę się metaforą górskiej wspinaczki, a zrobię to z dwóch powodów. Po pierwsze: uwielbiam góry. Na moim blogu znajdziesz m.in. relację ze wspaniałego trekkingu w Himalajach do Annapurna Base Camp na wysokości 4195 m.n.p.m., a w tym tygodniu rozpoczynam wstępne przygotowania do dwóch kolejnych górskich wypadów. Tym razem na celowniku jest Kilimandżaro w Tanzani, czyli 5895 m.n.p.m. a także ponowny wypad w Himalaje – tym razem na nieco większe wysokości, niż ostatnio. Ale po drugie – i to jest znacznie ważniejsze – metafora górskiej wspinaczki wspaniale moim zdaniem nadaje się do opisania różnych dróg prowadzących do zamożności.

No dobrze. Na moim blogu, a także w poprzednich odcinkach podcastu, znajdziesz mnóstwo informacji na temat początkowych kroków, które każdy powinien wykonać na swojej drodze do zamożności. Te kroki to m.in.:

mądre planowanie z budżetem domowym,
pozbycie się długów konsumenckich,
zbudowanie funduszu bezpieczeństwa na 6 miesięcy,

czyli taki finansowy elementarz, który z pewnością już znasz. Jeśli nie, to zapraszam Cię na blog, na stronę zatytułowaną 10 kroków – skuteczny plan dla Twoich pieniędzy.

Który szlak wybrać: zielony czy czarny?

Porównując to do naszej górskiej wspinaczki, ten pierwszy etap to taka ścieżka do bazy wypadowej znajdującej się u podnóża góry. Ktokolwiek chce ruszyć na szczyt, w pierwszej kolejności powinien dotrzeć do tej właśnie bazy, bo to z niej biorą początek dwa główne szlaki prowadzące na naszą górę: szlak zielony i czarny.

I teraz krótki przerywnik dla pasjonatów gór. Wiem, wiem, że kolor oznaczenia często ma niewiele wspólnego z trudnością szlaku. Niebieskim i czerwonym oznacza się szlaki główne, żółtym i czarnym – szlaki łącznikowe, zielony prowadzi do najbardziej charakterystycznych miejsc, itd. Ale na potrzeby naszej historii załóżmy, że jest inaczej, OK?

No dobra. To siedzisz sobie w tej bazie wypadowej i teraz masz zagwozdkę. Który szlak wybrać: zielony czy czarny? Podchodzisz do drogowskazu i – jak to w górach – nie widzisz na nim odległości, tylko szacunkowy czas wymagany do tego, by dotrzeć na szczyt. Szlak zielony – 50 lat. Szlak czarny – 10 lat.

Podchodzisz teraz do tablicy, na której jest mapa i widzisz, że szlak zielony to taka spokojna, łagodnie nachylona serpentynka, taka zakręcona spiralka wokół góry, wyglądająca na prosty spacer. Natomiast szlak czarny to ostry zygzak, prowadzący niemal pionowo do góry, z licznymi trudnymi podejściami, trawersami, łańcuchami, a nawet odcinkami wymagającymi specjalistycznego sprzętu wspinaczkowego. I teraz pytanie: który szlak wybrać?

Czym są te szlaki w mojej opowieści?

Szlak zielony to praca na etacie. Szlak czarny – prowadzenie własnego biznesu.

Te szlaki są bardzo różne, ale jeden i drugi prowadzi na szczyt. Zielony jest łagodniejszy, spokojniejszy, lecz pokonanie go zajmuje duuużo czasu – nasza górska tabliczka wskazuje 50 lat. Szlak czarny jest krótszy – tak z 10 lat – ale jest stromy jak diabli i bardziej ryzykowny. I teraz pytanie: który z tych szlaków jest lepszy? Zielony, czyli praca na etacie czy czarny, czyli własny biznes?

A który szlak jest lepszy w górach? Otóż odpowiedź może być tylko jedna: zależy dla kogo! Dla jednych turystów doskonałym wyborem jest szlak zielony. Lubią spokojne spacery, nie chcą nadmiernie ryzykować, nie przepadają za wysokimi poziomami adrenaliny i przede wszystkim – nigdzie im się nie spieszy. Dla nich przyjemnością jest to, że mogą sobie spokojnie iść do góry, cieszyć się drogą, oglądać coraz fajniejsze widoki, regularnie piknikować i generalnie iść bez napinki. Nie przeszkadza im to, że na tym szlaku jest dosyć tłoczno, bo nawet lubią sobie pogadać po drodze z innymi. A jeśli idą zbyt wolno i braknie im życia, by dojść na sam szczyt? Trudno – i tak fajnie było pochodzić po górach, a widok z ⅔ wysokości jest również wspaniały. Z ich punktu widzenia pchanie się na czarny szlak nie ma sensu.

Za to dla innych osób to szlak zielony byłby męczarnią. Oni potrzebują ciągłego dreszczu emocji, rywalizacji, niezależności, walki z samym sobą. Nie przeszkadza im to, że nie wiedzą, co czeka za rogiem. Ba, wielu z nich schodzi z tego czarnego szlaku i wytyczają jeszcze trudniejsze i jeszcze krótsze drogi na szczyt. Wspinaczka dostarcza im wielu emocji, ale ich celem jest sama góra – tu nie ma mowy o tym, że się nie dojdzie. Chcę postawić swoją nogę na szczycie i powiedzieć tej górze: zdobyłem Cię!

To zobaczmy teraz, jak to się przekłada na nasze życie i proces bogacenia się. Opowiem Ci teraz, czym charakteryzuje się każdy ze szlaków oraz od czego moim zdaniem zależy tu finansowy sukces.

Szlak zielony – praca na etacie

Szlak zielony – związany z pracą na etacie – to taki klasyczny w dzisiejszych czasach scenariusz:

  • Szkoła, dobre oceny, dobry dyplom
  • Dobra praca
  • Wkład własny na mieszkanie, a potem nadpłata kredytu hipotecznego
  • Regularne odkładanie pieniędzy na emeryturę (IKE/IKZE) i inne cele (np. edukacja dzieci, podróże)
  • Dalsza edukacja/stopnie naukowe/kursy i szkolenia
  • Awans/podwyżka/lepsza praca
  • Większe mieszkanie, przeprowadzka do domu za miastem
  • Zimowe wyjazdy na narty, na długie weekendy, wakacyjne podróże, itd.

Słowem – jeśli robimy to z głową, to mamy szansę na naprawdę fajne i ciekawe życie.

Ale zastanówmy się teraz, jak mądrze budować swoją zamożność będąc na takim zielonym szlaku. Albo inaczej mówiąc – jak działać, aby iść sobie zielonym szlakiem, ale robić to sprawnie.

Jeśli miałes okazję posłuchac podcastu FBO 049: Jak przygotować świetny budżet domowy, mówiłem w nim o trzech filarach bogacenia się.

Pierwszy to kontrolowanie wydatków.
Drugi to zwiększanie dochodów.
Trzeci – mądre pomnażanie oszczędności.

Trzy filary tu także działają

To teraz obiecany fragment dla miłośników liczb, zainspirowany książką Milionaire Fastlane M.J. de Marco. Otóż, w przypadku pracy na etacie, przepis na bogacenie się możemy przybliżyć matematyczną formułą, którą roboczo nazwałem sobie ZPT:

Z = P x t

gdzie

Z to suma zarobionych pieniędzy,
P to wysokość naszych pensji,
t to czas, czyli liczba lat, w których tę pensję otrzymujemy.

Widzimy zatem od razu, że suma pieniędzy zarobionych na etacie w ciągu naszego zawodowego życia zależy od tego, na ile będziemy w stanie wyśrubować w górę nasze wynagrodzenie – czyli od wartości “P”, jak również od tego, jak długo będziemy w stanie pracować – czyli od wartości czasu “t”. Na blogu znajdziesz artykuł pt. “Ile pieniędzy zarobisz w swoim życiu?” a w nim prosty kalkulator, który pomoże Ci oszacować swoje zarobki. Warto sobie dokonać takich obliczeń, bo to otwiera oczy na to, jak duże pieniądze przepływają przez nasze ręce. Bardzo często będa to milionowe kwoty. Ale jedźmy dalej.

Same zarobki nie wystarczą

Oczywiście same zarobki nie wystarczą, bo każde pieniądze można przehulać. Dlatego – dzięki kontrolowaniu wydatków – musimy część tych pieniędzy zostawiać sobie i pozwolić im rosnąć, zgodnie z kolejnym wzorem, o roboczej nazwie BIrt:

B = I * (1+r)do potęgi t

gdzie

B to nasze “bogactwo” – czyli suma zgromadzonych pieniędzy,
I  to kwota naszych inwestycji – czyli dobrze ulokowanych oszczędności,
r to roczna stopa zwrotu, którą jesteśmy w stanie z tych inwestycji wyciągnąć,
t to po raz kolejny czas – czyli liczba lat, przez którą przy tej stopie zwrotu inwestujemy.

Z tego drugiego wzoru od razu widać zatem, że im więcej pieniędzy odłożymy, by je zainwestować, im wyższą roczną stopę zwrotu wyciągniemy z tych inwestycji i im dłużej pozwolimy tym pieniądzom na nas pracować, tym większe będzie nasze bogactwo.

Co najbardziej rzuca się w oczy w tych wzorach? A no to, że zarówno w pierwszym, jak i w drugim, niezwykle ważnym czynnikiem jest “t” – czyli czas. To właśnie na przykładzie tej zależności widać, dlaczego bogacenie się na etacie wymaga czasu i trwa bardzo długo.

Ale pamiętacie, że porównałem zielony szlak do takiej serpentyny owijające się wokół szczytu. Skoro ten zielony szlak wije się dookoła góry, to znaczy, że możemy od czasu do czasu zrobić sobie skrót i pójść kawałek bardziej stromym odcinkiem, nadrabiając szmat drogi. Takie skróty to oczywiście wszelkie awanse, wynegocjowane podwyżki, zmiana pracy na lepszą, super rentowne inwestycje, itd. Ale to również takie elementy jak odziedziczenie majątku po naszych rodzicach. W Polsce o bogaceniu się społeczeństwa możemy w zasadzie mówić dopiero od 1989 roku. Oczywiście, że Niemcy, Brytyjczycy czy Szwajcarzy są bogatsi od Polaków, ale wielu z nich otrzymało po prostu majątki zgromadzone przez ich przodków w poprzednich pokoleniach, a u nas dopiero zaczynamy ten proces. W praktyce dopiero pierwsze pokolenie ma jakiś majątek, który może przekazać następnemu. Dlatego nie powinniśmy mieć tutaj żadnych kompleksów, tylko robić swoje i pozwolić czasowi działać na naszą korzyść.

Jakie zalety ma zielony szlak?

  • Relatywnie niski poziom stresu (to nie oznacza braku stresu, tylko stres mniejszy w porównaniu z własnym biznesem)
  • 31% roku to czas wolny (251 dni robocze w roku, a 114 wolnych!)
  • Świetnie sprawdza się, gdy zakładasz rodzinę
  • Benefity: prywatna służba zdrowia, karnet na siłownię, itp.
  • Stać Cię na: fajne urlopy, własne mieszkanie, całkiem wygodne życie w wieku średnim, spokojną emeryturę

A jakie wady ma zielony szlak?

  • Bardzo długi okres dochodzenia do finansowej wolności (ile czasu potrzebujesz, by zarobić milion?)
  • Fajnie cieszyć się z bogactwa, kiedy jesteś w pełni sił! Tu może się ono pojawić dopiero pod koniec życia
  • Ciągła konieczność sporego oszczędzania (bez ekstrawagancji)
  • Konieczność rezygnacji z niektórych marzeń (własny samolot, emerytura w wieku 50 lat, itp.)
  • Najwyższe z możliwych daniny publiczne (najwyższy ZUS i PIT, VAT)
  • Korporacyjne gierki
  • Po 50. roku życia drastycznie wzrasta ryzyko utraty dochodu (wygryzą Cię młode wilczki)
  • Nareszcie piątek! Robisz to, co każe ci szef i masz stosunkowo niedużo swobody

Szlak czarny – własny biznes

No dobra. To skoro wiemy już wszystko o szlaku zielonym, zobaczmy co szczególnego kryje przed nami ten stromy, zygzakowaty, najeżony ostrymi skałami szlak czarny. Znów rzućmy okiem na wzory. Od czego zależy Z, czyli suma zarobionych pieniędzy? Można ją przybliżyć wzorem ZQC, czyli:

Z = Q * C

gdzie

Z to ponownie suma zarobionych pieniędzy,
Q to ilość sprzedanych towarów lub usług,
C to cena, po której dokonaliśmy takiej sprzedaży.

A zatem w przypadku prowadzenia biznesu, suma zarobionych pieniędzy nie zależy od czasu, tylko od popytu na nasze towary czy usługi oraz od ceny, którą jesteśmy tu w stanie wyciągnąć.
A od czego zależy nasze bogactwo, czy też wartość naszego majątku? Zależy od tego, na ile rynek wycenia nasz biznes. To można w bardzo uproszczony sposób przybliżyć wzorem:

B = RZ x P/E

gdzie

B to nasze “bogactwo” – czyli głównie wartość rynkowa naszego biznesu,
RZ to roczne zyski generowane przez ten biznes,
P/E to rynkowy wskaźnik “cena/zysk” dla podobnych biznesów.

Nie będę tu wnikał w interpretację, szczególnie, że wzorek jest tylko niezbyt zgrabnym przybliżeniem tematu. Najważniejsze jest to, że w tym drugim wzorze też nie występuje literka “t” – czyli czas. To właśnie dlatego można bardzo szybko wzbogacić się na własnym biznesie.

Aby wygenerować 10 mln złotych przychodów z etatu, musimy bardzo solidnie zarabiać, dużo odkładać i uzbroić się w cierpliwość.

Jeżeli chcemy wygenerować 10 mln złotych przychodów z biznesu, wystarczy, że:

  1. sprzedamy coś za 10 zł milionowi klientów,
  2. sprzedamy coś za 1000 zł dziesięciu tysiącom klientów,
  3. sprzedamy coś za 100 000 zł stu klientom, itp.  

Opcji jest dużo.

Patrząc na to w ten sposób istnieje tu znacznie więcej możliwości, mniej ograniczeń i zwykle można tego dokonać szybciej. To właśnie dlatego – gdy weźmiesz do ręki dowolną listę najbogatszych ludzi na świecie czy w Polsce – o etatowca będzie tam szalenie trudno.

Ale, żeby nie wydawało się nikomu, że to taka prosta sprawa. Czarny szlak – czyli prowadzenie własnego biznesu – ma mnóstwo wad.

Jakie wady ma czarny szlak?

  • Wysoki poziom stresu
  • Brak przewidywalności dochodów (zarówno przychodów, jak i kosztów)
  • Znacznie mniej wolnego czasu w pierwszych latach rozkręcania biznesu
  • Bardzo upierdliwy szef (Ty sam jesteś dla siebie najgorszym szefem)
  • Ciężko się “oderwać”, na czym często cierpią najbliżsi
  • Wiele uciążliwych obowiązków
  • Minimalne składki emerytalne i w konsekwencji minimalna emerytura z ZUS, itp.

A jakie zalety ma czarny szlak?

  • Znacznie krótszy okres dochodzenia do finansowej wolności – o ile się uda 😉
  • Szanse, aby cieszyć się z bogactwa, kiedy jesteś dość młody i w pełni sił!
  • Mniejsza konieczność oszczędzania (chcesz Porsche, to kupujesz)
  • Droższe marzenia w zasięgu (łącznie z prywatnym samolotem :))
  • Znacznie niższe daniny (niższy ZUS, PIT, brak VAT-u)
  • Większy wpływ na swoją przyszłość
  • Gdy dochodzisz do 50-tki, nie musisz się bać o “zwolnienie”
  • Emerytura możliwa w każdym wieku

Który szlak jest lepszy, a który gorszy?

No dobra. To mam nadzieję, że teraz już wiesz, jak patrzę na proces bogacenia się. I tak w tym podcaście nie zagłębiałem się w różne niuanse, np. w to, że istnieje ogromna różnica pomiędzy człowiekiem prowadzącym samodzielnie jednoosobową działalność, a faktycznie kimś, kto posiada biznes. O różnych wariantach, skrótach i szlakach pośrednich na pewno jeszcze sobie porozmawiamy. Ale teraz przejdę już do podsumowania i kilku pytań do Ciebie.

Moim zdaniem, nie ma znaczenia, czy pracujesz na etacie, czy rozwijasz własny biznes. Tak, jak nie ma “lepszego” i “gorszego” szlaku w górach, tak nie ma sensu myśleć w kategoriach “biznes jest lepszy od etatu” czy na odwrót. Każdy z nas ma inny pomysł na życie i docenia inne jego aspekty. “Czarny szlak” zwykle jest szybszy, ale można też z niego spaść i nieźle się potłuc. “Zielony szlak” jest wolniejszy – idąc tą drogą nie znajdziesz się pewnie na liście 100 najbogatszych Polaków. Nie zmienia to jednak faktu, że na spokojnie będziesz w stanie zgromadzić z czasem wystarczający majątek, by żyć na satysfakcjonującym poziomie i zapewnić swoim najbliższym finansowe bezpieczeństwo.

Co ciekawe, często obserwuję u różnych osób zjawisko pt. “trawa wydaje się bardziej zielona u sąsiada”. Etatowcy marzą o własnym biznesie i zazdroszczą przedsiębiorcom, a wielu wymęczonych przedsiębiorców myśli sobie o tym, jak fajnie byłoby być na etacie, wyjść sobie z pracy i mieć wszystko gdzieś. Takie myślenie nie ma sensu i szkoda na nie czasu. Trzeba po prostu robić swoje – najlepiej, jak potrafimy.

Zadaj sobie kilka pytań

To, do czego chciałbym Cię jednak skłonić po wysłuchaniu tego odcinka podcastu, to takie świadome zastanowienie się nad swoją drogą i do zadania sobie kilku pytań, np.:

  • Czy biorąc pod uwagę swoje predyspozycje, mocne strony i talenty, idziesz właściwym szlakiem?
  • Czy wybrałeś ten szlak świadomie, czy może jesteś na nim trochę “z rozpędu”, bo podążyłeś za innymi?
  • Czy znasz mechanizmy, które przesądzają o sukcesie na Twoim szlaku?
  • Co robisz, by z tych mechanizmów korzystać?

Jestem niezwykle ciekaw, co myślisz o takim podejściu do bogacenia się, dlatego czekam niecierpliwie na Twoja opinię w komentarzu pod tym podcastem. Daj znać, którym szlakiem obecnie kroczysz i jak sobie na nim radzisz. Czekam na Ciebie na blogu! 🙂

Pragnę Wam bardzo serdecznie podziękować za oceny mojego podcastu w serwisie iTunes. Jeśli lubisz mnie słuchać, jeśli mój podcast jest dla Ciebie przydatny, jeśli pomaga Ci w bardziej świadomym podejściu do własnych finansów i jesteś użytkownikiem iTunes, proszę Cię – zostaw tam swoją ocenę. Kliknij w link na blogu, zostaw parę słów i pomóż mi dotrzeć do kolejnych słuchaczy.

A dzisiaj w szczególny sposób chcę podziękować Bocciano, który pod swoją pięciogwiazdkową recenzją napisał tak:

Mam kilka swoich ulubionych podcastów. Ten jest jednym z nich. Naprawdę świetną pracę tutaj robisz i życie wielu ludzi staje się dzięki Tobie lepsze 🙂

Bocciano – dziękuję Ci bardzo za te słowa. Nawet nie wiesz, jak wiele dla mnie znaczą i jak bardzo pomagają w jeszcze lepszej pracy i realizowaniu misji mojego bloga i mojej firmy.

A co się będzie działo dalej?

Już w najbliższy poniedziałek, 26 marca, opublikuję wpis o warsztatach “Mistrz Budżetu Domowego”. Na pierwszy ogień idzie Kraków – będę tam już 14 i 15 kwietnia. Szczegóły na blogu, a ja życzę Ci teraz wspaniałego dnia, wieczoru, lub nocy – w zależności od tego, kiedy mnie słuchasz. Dziękuję Ci za wspólnie spędzony czas i do usłyszenia w kolejnym odcinku. Cześć!

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze51 komentarzy

  1. Marcin, bardzo fajna alegoria.

    Ja przez ostatnie 11 lat szedłem czarnym szlakiem w Anglii.

    Jak więc określić własny biznes ale za granicą? Taki czarny szlak do kwadratu … Na tym szlaku ciągle pada, są wertepy, lód, łańcuchy, przepaście. Nie ma kogo spytać o wskazówkę bo każdy mówi w obcym języku 😉

    Teraz wróciłem do Polski i rozpocząłem działalność tutaj. Czuję się jakbym z czarnego szlaku wszedł w czarną dziurę. Zamiast biznesem zajmuję się księgowością: VATy, PITy, JPK, ZUSy, comiesięszne formalności, listy z pogróżkami jak się coś zapomni lub pomyli, panie w urzędzie, które mają Cię gdzieś bo kończą pracę o 15.

    Ale nie poddaję się. Dałem radę w UK, dam i w PL.

    • Hej Łukasz,

      witaj w naszej rzeczywistości 😉

      Na szczęście da się to ogarnąć – kwestia wprawy i skorzystania z pomocy innych ludzi.
      Nie poddawaj się i walcz! 🙂

      • W takich przypadkach dobrze jest też (w miarę możliwości finansowych) wziąć sobie księgową, która to wszystko ogarnie, bo w tych papierach naprawdę można się zakopać…

    • Łukaszu,
      smutno mi się zrobiło po przeczytaniu Twojego komentarza. Jako księgowa na etacie zawsze z dumą opowiadam, że dzięki mnie przedsiębiorcy mogą zająć się robieniem biznesu, bo ściągam z ich barków największy ciężar. Cała idea i satysfakcja z mojego zawodu została pochłonięta przez “czarną dziurę” Twoich trudnych doświadczeń. Tak jak napisał Marcin: nie bój się delegować i korzystać z pomocy innych. Rób, to w czym jesteś najlepszy – rób biznes a do formalności po prostu zatrudnij księgową, która tez lubi to co robi. Powodzenia!

    • Paulina Stopa

      A ja właśnie odwrotnie. Przez kilka ostatnich lat – czarny szlak w Polsce. Niestety dał mi trochę w kość. Bagażu nazbirało się za dużo, tempo spadło a i o wywrotkę z takim całym majdanem zbyt łatwo. Postanowiłam odpocząć przeskakując na ostatnim skrzyżowaniu na zielony – w UK. Całego życia tu nie spędzę. Jest miło, można złapać oddech i “odpocząć” mimo ciągłego nabierania wysokości… ale mimo wszystko to nie dla mnie. Jak chwilę odpocznę, to “przepakuję plecak”, wytyczę nową trasę i wracam czarny 😉

      PS. Dzięki Marcin za tą świetną mapę, którą jest Twój blog! Niby “w terenie” orientuję się całkiem dobrze, ale czasami dobrze zerknąć na papier i upewnić się, że w dobrym kierunku idziemy.

  2. Wydaje sie ze w Polsce jest jeszcze jedna grupa liczących na łut szczęścia, szukająca szybkiego bogactwa w rozmaitych grach losowych. Ale ze to ścieżka niekoniecznie najlepsza czasem się słyszy ze nieliczne osoby na które spadło nagle dużo pieniędzy a nie były na to przygotowane dość kiepsko sobie radzą z ich gospodarowaniem. Podobnie zreszta jak w przypadku sporej liczby sportowców bankrutujących krótko po skończeniu kariery.

  3. Z tym „Z = Q * C” to chyba nie do końca tak. Bo pomijasz tu koszty, a to „dość” istotna kwestia we własnej działalności. Co z tego, że zarobisz milion, jak będziesz miał 990 tys. kosztów. A ciężko mówić, że sam przychód to zarobione pieniądze, to są raczej pieniądze, z których większość dostajesz tylko na przechowanie.

    • Hej Kansuke,

      bardzo słuszna uwaga 😉 Zdecydowanie sensowniej byłoby użyć od razu formuły np na “zysk roczny”:

      ZR = (Q*C) – K , gdzie K to koszty

      i mielibyśmy jeden zamiast dwóch na biznesowe “bogactwo”:

      B = [(Q*C) – K] * P/E

      – oczywiście z zastrzeżeniem, że to i tak jest ogromne upraszczanie znacznie bardziej skomplikowanej sprawy 😉

        • Przy etacie też oczywiście siedzą.
          W sumie faktycznie można te wzorki dalej rozbudowywać, ale myślę, że do zrozumienia idei w zupełności wystarczą.

  4. Hej Marcin w drugim wzorze – BIRT, czas “t” powinien być wykładnikiem potęgi a nie czynnikiem mnożenia, żeby oddawać wartość procentu składanego, czyli de facto jeszcze większego wpływu czasu. Dobrze oddaje to też sytuację gdy t=0. Wtedy nasze B nie jest równe 0 jak przy zwykłym mnożeniu a B=I*1. Ale to pewnie zabieg celowy w celu uproszczenia dywagacji?

    • Nie, nie – musi być oczywiście (1+R) do potęgi “t” – tak mówię w poddascie – pewnie się “indeks górny” wysypał w transkrypcji – już poprawiam
      Dzięki Kuba 😉

  5. Dziękuję za motywacyjny wpis 🙂 Najbardziej rozwaliła mnie wiadomość, że będziesz w Krakowie i świadomość, że nie mam szansy wziąć udziału w spotkaniu z Tobą, bo będę ciężko pracować na etacie uruchamiając kolejny biznes mojego pracodawcy… Zdaję sobie teraz sprawę, że to tylko etap. Bardzo bym chciała przeczytać u Ciebie “z czym się je” własny biznes, jakie to dokładnie koszty na start, obowiązki wobec ZUS-ów, Urzędów, jak to było u Ciebie, jakich błędów można uniknąć. Może to banał, ale nie mam znajomych “przedsiębiorców” z którymi mogłabym o tym na spokojnie i szczerze pogadać, by dodali mi odwagi. Bardzo proszę o więcej informacji o warsztatach w Krakowie, może wyślę jakąś delegację 🙂

    Serdecznie,
    Katarzyna

    • Paulina Stopa

      Z moich obserwacji i doświadczeń wynika, że na start warto mieć minimum 100 tyś PLN (które można stracić) oraz rok czasu na start własnego biznesu.

      No chyba, że mówimy o jakimś typowo startupowym, domowym biznesie działającym głównie w internecie, a do tego wiesz co robisz i zdecydowana większość roboty odwalisz sama – to można zejść do około 50 tyś kosztem własnego czasu.

      Poświęcenie oszczędności życia bez pozostawienia poduszki bezpieczeństwa to nie jest najlepszy pomysł.

      O ile nie mamy odziedziczonego lub zgromadzonego majątku to praca na etacie oraz inwestowanie nadmiaru gotówki we własny biznes to chyba najlepsze od czego można zacząć. Przynajmniej do czasu udowodnienia ‘proof of concept’ I stabilnych dochodów z własnego biznesu. Ale nie zawsze jest to możliwe.

      No i warto pamiętać, że praca na własnym to praca 24/7 – przynajmniej w pierwszej fazie.

      “Testować biznes” można na Działalności gospodarczej, się jak tylko pojawią się jakieś przepływy gotówki lub więcej warty sprzęt to koniecznie spółka z o.o. Rozgraniczenie majątku firmy i osobistego to bardzo ważna rzecz.

  6. Pytałeś Marcinie o kolor szlaku kto którym podąża.

    Melduje ze z pełna świadomością podążam ZIELONYM.
    Zdecydowanie, daleko mi do pierwszej setki Forbsa, ale wystarczająco dobrze by realizować swoje małe plany i marzenia zmierzone swoją miarka.
    Pomimo tego ze widzę innych na szlaku czarnym,, czasem zazdroszczę choć częściej podziwiam to wiem ze na moim szlaku Zielonym – wielu spacerowiczów przemieszcza się duzo dużo wolniej…. i jestem ostatnia osoba która będzie jnarzekać. Zreszta kiedyś słyszałem mądre powiedzenie, ze „tym co narzekają … powinni jesZcze zabrać”

    Tyle z zielonego szlaku…. podążam dalej
    Czuwaj

  7. Marcinie, nie sprecyzowałeś najważniejszego w całym tym wywodzie: co to znaczy być bogatym? Ile trzeba mieć żeby być bogatym? Bo wtedy możemy podyskutować……
    Czy jeżeli – w moim przypadku- pracując na etacie, w 10 lat od 0 doszedłem do domu za 1mln pln, auta klasy premium za 200k, łodzi motorowej bo takie mam hobby, w miedzyczasie były jakies inne samochody, motocykle harley-davidson to jestem bogaty? Przecież wiekszośc ludzi na których patrze dookoła nie osiagnie tego przez całe zycie, czy to pracując na etacie czy szarpiąc sie prowadząc własny biznes…..
    Więc wydaje mi sie że te Twoje rady sa troche na siłę,że o matematycznych formułach nie wspomne, bo zycie to nie jest matematyka, to sa kolejne rady człowieka któremu sie udało i ma więcej niz szarzy Kowalscy w naszym kraju, ale te rady można o przysłowiowy kant…… Ja też moge dac rade: skończ studia po których bedziesz zarabiał dużo….bo w moim przypadku tak było….Byla to konkretna decyzja podyktowana faktem, iz wywodze sie z biedy i nie chciałem tej biedy klepać….Więc poszedłem na kierunek po którym wiedziałem że zarobie wiecej niz przysłowiowa ” srednia krajowa”…..Ale to by było zbyt duże uproszczenie….. Nie ma recepty na to , jak zarabiac wiecej czy stac sie bogatym….Bo ci, którzy sa naprawde bogaci czy zarabiaja duzo na etacie, nie potrzebowali żadnych rad…… A jeżeli jakies recepty sa podawane, to maja na celu wywołanie w świadomości mas przekonania iż ”kiedyś bedę”….. Niestety rozczaruje Cie czytelniku: jesli dzis masz 30 – 35 – 40 lat, i dalej zarabiasz średnia krajowa, to niestety ale nie bedziesz…..Bogatszy stanie się Marcin, bo kupicie od niego produkt, którym on wzbudza w Was przekonanie, iz….kiedys bedziecie….Sprzedaje marzenia ludziom udupionym przez system w kredytach…..Bo system , który nie pozwala żeby zarabiali więcej niz srednia krajowa, wmówił im iz moga wziąć na kredyt ”apartament” 40m2 za który zapłacili 3 razy więcej niz jest wart, do tego auto tez na kredyt i teraz sa ”bogaci”, cos mają….Maja to banki posłuszne masy które po 30 latach spłacania kredytu beda miały ”apartament” za który przepłaciły ogólem z 6 razy, po czym podsunie im sie odwrócona hipoteke i przejmie te ”apartamenty” za mały procent realnej wartości bo emerytura, jesli wogole bedzie, ledwo starczy na michę…….Marcin jest biznesmenem i to bardzo dobrym,i tego własnie trzeba sie od niego uczyć, a powyższe to jest czysta psychologia biznesu….
    Wracając do pytania: ile trzeba miec żeby byc bogatym? Ja osobiście nie czuje sie bogatym. Ot taka klasa średnia która nie musi liczyc wkładając produkty do koszyka, zalewam zawsze pod korek i jak mi sie spodbaja nowe buty to je kupuje, nie kalkulując czy mi starczy do przysłowiowego 1-go…..
    W 2017 roku, 87% światowego wypracowanego bogactwa trafiło do 1% ludzi…..To daje do myslenia co to znaczy byc bogatym i gdzie my jesteśmy w tej piramidzie bogactwa….No na samym dnie i bez znaczenia jest , czy zarabiasz 3 czy 33 tysiace miesiecznie….A juz najwiekszym oszustwem było puszczenie w obieg informacji, iz wzbogacisz sie jesli będziesz wiecej pracował…..I na koniec konkretny przykład: bogaty to był Jan Kulczyk…jak doszedł do bogactwa- czy przysłowiowa cieżka praca- to juz sobie odpowiedzcie na to pytanie sami….Jego dzieci sa bogate – czy doszły do tego cięzka praca – odpowiedzcie sobie na to pytanie sami….System działa tak, iż bogaty = bogaty, biedny = biedny…..Dzis Jan nie zyje, nie zabrał ze soba na tamten świat ani grosza…..więc jakie to ma znaczenie ile mamy…….

    • Cześć Antysystem, dziękuję za ciekawy komentarz. Wrzuciłeś w nim sporo swoich opinii, podzieliłeś się przekonaniami i zdaniem na mój temat. Chętnie odpiszę dłużej po weekendzie, ale…

      Pomimo dwukrotnej lektury komentarza, ciągle nie rozumiem, z czym konkretnie się nie zgadzasz? Które rady są Twoim zdaniem niepraktyczne? Co konkretnie, o czym opowiedziałem, działa inaczej?

      Będę wdzięczny za doprecyzowanie, bo na razie to widzę antysystemowy manifest, ale nie wiem do końca, o co właściwie chodzi…

    • dom za bańkę i auto za 200k mogą świadczyć o wysokiej stopie życiowej i dużej zdolności kredytowej, a nie o bogactwie
      z drugiej strony mogą świadczyć o bogactwie … wszystko kwestia dodatkowych danych
      dla mnie bogata osoba to np ktoś kto jest bogaty to np. ktoś kto ma 1 mln oszczędności, a jego m-czne koszty, życia to 5-7k
      Antysystem nie każdy chce być w top 100 najbogatszych ludzi w Polsce czy na świecie – dla mnie ‘Twój scenariusz ‘/zakładając brak dochodów, spore oszczędności i dobry dochód m-czny/ jest optymalny 🙂 – mówimy tu o życiu na dobrym poziomie z dużą dozą bezpieczeństwa bez dodatkowego stresu i odpowiedzialności

      • doprecyzując :
        ciężko niestety mieć taki standard życia za 5-7k na m-c = bardziej bym widział 4-5k ale $/Euro i 1 mln oszczędności w ‘walucie’

    • Marcin Kluczek

      Oczywiście, że wszystko jest relatywne. To że światowej czołówki nie dogonimy w jednym pokoleniu jest równie oczywiste jak to, że amator nie wejdzie w trampkach na K2.

      Co innego w naszej lokalnej skali. Sam wolałeś mieć więcej niż mniej. Nie wybierasz sie na K2, ale się tym nie przejmujesz. Siedzisz wygodnie nad Morskim Okiem i podziwiasz widoki. Ładniej tu niż na dole. Przecież o to chodzi, żeby się ruszyć, a nie leżeć plackiem na kanapie.

      Mamy do dyspozycji pewne zasoby i możemy je pomnożyć, albo zmarnować. Dla Kowalskiego jest różnica między 3 a 33 tysiące miesięcznie. Wolałeś 33. Dlaczego nie 3? Czy mając pensję 33 przejmujesz się tym, że ktoś ma 33 miliony? Raczej nie, bo interesujesz się własną sytuacją.

      Co do działania “systemu”. Ma swoje wady, ale szarak zawsze miał pod górkę a w przeszłości była bardziej stroma. Poza tym nie mamy na niego wpływu i nie ma realnej alternatywy, więc możemy go potraktować jako przytoczona korpogierkę w skali makro. Może nam się nie podobać, ale takie są zasady. Lepiej je poznać i zaakceptować (poszedłeś na odpowiednie studia) niż narzekac, albo lekceważyć. Są też plusy, o których zapominamy, bo są nazbyt oczywiste, aby o nich myśleć – prawo własności, wolność osobistą, powszechna służba zdrowia, system emerytalny, bezpłatne studia itd. Nie jest idealnie, ale jest podstawa, po resztę trzeba wejść na górę.

  8. Marcinie, Ty swietnie radzisz w kwestiach doboru kredytów, wychodzeniu z długów itp. ale nie ma czegos takiego jak ”porada jak dojsc do bogactwa” , bo zycie to nie matematyka. To nie jest tak że : aha, jesli będe robił a i b, to bede miał c, jak w formułce matematycznej…..W zyciu to tak nie działa, niezaleznie od sposobu zarabiania pieniedzy….Kiedys było cos takiego jak goldenline, i forum pt. Jak zarobic 1 milion….. Było tam wielu na pewno ambitnych ludzi, jednak nikomu sie to nie udało…..Bo na to nie ma porady…..Albo masz to cos w sobie i ”robienie ” pieniedzy przychodzi ci z łatwoscia, albo nie masz i choćby nie wiem jak sie starać, to tej banki nie zarobi….To tak jak z predyspozycja do np. muzyki….Albo masz talent, podchodzisz do fortepianu i grasz, bo to czujesz, albo chodzisz na lekcje i po paru latach zagrasz poprawnie przysłowiowy ”wlazł kotek na płotek”. Te rady które dajesz sa ok ale na poziomie : jak w miare ciagnąc….ale nie jak zostać bogatym…… :):):)

    • Antysystem,

      Obiecuję Ci, że przygotuję cały wpis, aby godnie odpowiedzieć na Twoje komentarze. To da mi świetną okazję do usystematyzowanego podzielenia się moimi poglądami.

      Tylko jeszcze raz: które KONKRETNIE udzielone przeze mnie w tym podcaście rady Twoim zdaniem nie działają?

      • To może ja pomogę, bo chyba rozumiem, o co chodzi.
        Rozumowanie przez analogię często prowadzi do błędnych wniosków. Na górę, teoretycznie rzecz biorąc, mogliby wejść prawie wszyscy ludzie, za wyjątkiem niepełnosprawnych. Tymczasem do bogactwa, czy nawet tylko względnej zamożności, Z DEFINICJI dojść może tylko niewielka część. Gdyby większość postępowała według Twoich rad i została zamożna, to… przestałaby być zamożna, bo zamożność, jak i bogactwo, to rzeczy względne – istnieją na tle biedy i przeciętnego stanu majątkowego, a wyróżniają się właśnie przez to, że cechuje je RELATYWNIE wysoki w danym społeczeństwie poziom majątku. W tym sensie wszystkie Twoje rady są błędne i żadna z nich nie może dać zbyt dużej szansy na prawdziwą zamożność, czy tym bardziej bogactwo, a jedynie w istotny sposób zwiększyć mogą one prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu przez indywidualne osoby. To trochę tak, jakbyś Marcin wskazał drogę do tego, aby zostać gwiazdą muzyki czy sportu. Próbować oczywiście warto, ale zawsze zdecydowana większość osób MUSI pozostać po stronie fanów czy kibiców i nigdy nie będzie po tej drugiej. Większość nie może zostać gwiazdami, to po prostu niemożliwe, gdyż status gwiazdy na tym właśnie polega, jest to status wyjątkowy. Dlatego też nie da się sformułować skutecznej recepty na bogactwo czy nawet zamożność, zawsze pozostanie tu istotny czynnik szczęścia. W tym sensie łudzisz swoich Czytelników, że jeśli konsekwentnie będą zwiększać zarobki, oszczędności, mądrze inwestować, to “kiedyś będą”. Otóż, jak słusznie wywodzi Antysystem, właśnie że “nie będą”. Jednostki, które znajdą się we właściwym czasie w właściwym miejscu, będą osobami pracowitymi i przedsiębiorczymi, uzdolnionymi w jakiejś dziedzinie i ciężko oraz mądrze pracującymi na swój sukces, osiągną status osób zamożnych czy nawet – niektóre z nich – bogatych. Większości nigdy się to nie uda, bo udać się nie może (tzn. teoretycznie mogłoby się udać wszystkim Czytelnikom Twojego bloga, o ile byłyby takimi właśnie osobami 😀 ).
        Zatem rady na to, jak zostać zamożnym czy bogatym człowiekiem, to trochę jak rady dla zarządzających funduszami inwestycyjnymi, jak regularnie pobijać benchmarki. To po prostu nie może się udać na szerszą skalę.

        • Piotrek,
          naprawdę uważasz, że jeśli podniesie się poziom zamożności w całym społeczeństwie, to ludzie nie będą bogatsi? Piszesz, że wynika to z DEFINICJI. Z jakiej definicji???

          piszesz też:
          “W tym sensie łudzisz swoich Czytelników, że jeśli konsekwentnie będą zwiększać zarobki, oszczędności, mądrze inwestować, to “kiedyś będą”. ”

          A dlaczego Twoim zdaniem “nie będą?”. Czy dobrze rozumiem, że Twoim zdaniem konsekwentne zwiększanie zarobków (czy w przypadku biznesu – zysków), zwiększanie oszczędności i mądre inwestowanie – nie jest sposobem na bogacenie się?

          Czy to są te moje rady, o które konkretnie dopytuję, które – Twoim zdaniem – nie działają?

          • Jeśli wszyscy będą coraz bardziej zamozniejsi w podobnym stopniu, to nikt nie stanie się bardziej zamozny, bo zamoznosc to pojęcie względne. Co najwyżej spoleczenstwo stanie się jako całość bardziej zamozne od innych.
            Jak to, z jakiej definicji? Z definicji bogactwa. Bogaty to ktoś, kto ma dużo większy majątek od przeciętnego. Więc takich ludzi siła rzeczy musi być mało. Czy jest możliwe aby każdy uczeń w klasie był przymusem?
            Nie zrozum mnie źle, Twoje zalecenia są być może najlepszymi z możliwych, ale nie jest możliwe, aby większość ludzi stała się dzięki nim zamozna.

          • Piotrek,
            przejrzalem slownik języka polskiego. Nie widzę tam takiej definicji.

            Skąd pochodzi definicja bogactwa, o której piszesz?

            Pytam zupełnie poważnie, bez cienia sarkazmu. Bardzo mnie to zagadnienie zawodowo interesuje. Wrzucisz jakieś źródło, które pomoże mi to zgłębić?

            Zawsze odnosiłem bogactwo czy zamożność do możliwości zaspokajania własnych potrzeb, realizacji swoich marzeń i pasji, a nie do porównywania się z innymi.

            Dlatego nie piszę “jak zostać prymusem”. Dla mnie to bardziej kategoria “jak zrzucić zbędne kilogramy” – w tym sensie sukces jednej osoby, nie ogranicza sukcesu innych.

            Chcialbym lepiej zrozumieć Twój punkt widzenia, stąd ta prośba.

          • Ależ te zasady działają, działają. Lecz zbyt wolno, aby w większości przypadków doprowadzić do bogactwa. Aby dojść do bogactwa, trzeba kroczyć np. taką drogą jak TY Marcinie wraz ze swoją małżonką. Znakomite wykształcenie i unikalne kwalifikacje, świetne posady, następnie dobrze zaplanowany własny biznes (Ty). Wtedy to rzeczywiście zadziała. Ale z prostej statystyki wynika, że zdecydowana większość ludzi nie jest w stanie osiągnąć takiego poziomu kwalifikacji i pozycji społecznej. Tym samym, generowane oszczędności będą zbyt małe, by zdążyły się pomnożyć do odpowiednio dużych rozmiarów. W tym sensie, mówienie, że regularne odkładanie 10 czy 15 % dochodu nawet przez “ponadprzeciętnego Kowalskiego” doprowadzi go do bogactwa, jest własnie mamieniem wizją czegoś nierealnego. Musiałby zyć 120 lat, albo uzyskiwać bardzo wysoką średnioroczną stopę zwrotu. Kiedyś głośno było w reklamach funduszy o amerykańskim listonoszu, który został milionerem dzięki funduszom inwestycyjnym. Nazywał się Scott Bauer i oszczędzał przez 47 lat tylko dolara dziennie. na emeryturę odszedł podobno z kwotą 2 mln USD. Nie wiem, czy to prawda, nigdy tego nie liczyłem, ale w jednym z artykułów czytałem, że w funduszach uzyskał średnioroczną stopę zwrotu… 13,7 %. No to powodzenia. Przecież, o ile to prawda, był to zwykły przypadek (musiał akurat wybrać świetne fundusze).

          • OK. Czyli zasady działają – cieszę się, że tu się jednak zgadzamy.

            Co do tempa – właśnie o tym jest przecież ten podcast (zielony szlak vs czarny szlak).

            Co do możliwości dotarcia do bogactwa czy zamożności – tu rzeczywiście temat rozbija się o kwestię definicji – i o tym przygotuję wkrótce kolejny wpis, bo wymaga to szerszego opisania w odpowiednim kontekście.

          • Nie do końca się zgodzę, że o tym jest podcast. Z podcastu wynika, że podążając zielonym szlakiem też dotrze się na szczyt (bogactwo), czy w kazdym razie wysoko (zamożność), tylko dużo później. A moim zdaniem większość w ogóle tam nie dotrze, lecz będzie się cały czas kręcić po szlaku u podnóża góry (spłacą kredyty konsumenckie, zbudują sześciomiesięczny fundusz bezpieczeństwa, na skromne tygodniowe wakacje raz w roku będą wyjeżdżać za odłożone pieniądze, zaoszczędzą co nieco na emeryturę i tyle…). Nie twierdzę, że to źle czy że nie ma sensu. Ale nie róbmy ludziom bezpodstawnych nadziei na coś więcej.

        • Zgadzam się tutaj z Piotrkiem.
          Pisałem coś podobnego pod wpisem Marcina dot. wizji – przeszło 1/3 Polaków bogatych.
          Skoro 1/3 Polaków miałaby być bogata, to logicznym jest, że wpłynie to na gospodarkę i wzrosną cen itp. Tym samym ta 1/3 (bogata) będzie de facto średnio zamożna, a bogaci będą ci, którzy są najbogatsi.
          Też rozumiem bogactwo w ten sposób, że odnosimy się porównaniem do innych, bo wśród innych żyjemy.

          • https://sjp.pwn.pl/sjp/bogactwo;2445475.html
            1. «ogół dóbr mających dużą wartość materialną; też: zasobność w te dobra»

            Skoro bogactwo to ogół dóbr mających DUŻĄ wartość materialną, to znaczy, że ta wartość materialna jest znacząco wyższa od przeciętnej, a więc ze swej istoty bogactwo ma charakter elitarny. Jesli każdy miałby swoje własne mieszkanie dla siebie + kilka na wynajem, to kto by od niego wynajmował te mieszkania?
            Poziom życia przeciętnego człowieka w Europie, USA, Japonii, Kanadzie czy Australii jest dziś o niebo wyższy, niż w XIX wieku. Czy to oznacza, że dziś wszyscy (tzn. mieszkańcy tych krajów i regionów) jesteśmy bogaci?
            Piszesz Marcinie o mozliwości zaspokajania własnych potrzeb, marzeń i pasji. Ale przecież jednym z podstawowych założeń neoklasycznej ekonomii jest, że potrzeby są nieograniczone, zaś ograniczone są zasoby.
            Ponadto, na poziom potrzeb i marzeń wpływa ogólna sytuacja społeczna w danym czasie. Człowiek ma niejako wbudowany w swoją psychikę mechanizm rywalizacji i dążenia do społecznego awansu oraz podkreślania swojego społecznego statusu. Sprawnie działającego smartfona do przeciętnych zastosować mozna kupić już za ok. 500 – 600 zł (nie w promocji u operatora tylko w sklepie), a jednak sporo osób wybiera iPhony czy Samsungi w wersjach premium, wcale niekoniecznie dlatego, że potrzebują większej wydajności i dodatkowych funkcji.

            Spójrz jeszcze Marcinie na ten artykuł Samcika opisujący raport renomowanej firmy KPMG nt. zamozności Polaków.

            https://subiektywnieofinansach.pl/sprawdz-czy-jestes-w-1-najbogatszych-i-zeby-wszyscy-mysleli-ze-juz-jestes-poradnik-kpmg/

            Przecież to oczywiste, że porównuje się tu stan majątkowy osób zamoznych, do stanu przeciętnego, czyli osób niezamoznych. I tych drugich jest oczywiscie zdecydowanie więcej.

          • OK Piotrze – myślę, że teraz rozumiem Twój tok rozumowania. Przygotuję osobny wpis na temat sposobu, w jaki ja patrzę na bogactwo i jak je rozumiem. Dziękuję za dyskusję, bo ona otwiera mi oczy na to, że pewne swoje poglądy muszę dodatkowo wyjaśnić.

            Ciągle jednak nie rozumiem z Twoich odpowiedzi, dlaczego zasady, o których piszę, miałyby nie działać (większe zarobki/ zyski + oszczędzanie + inwestowanie nadwyżek)?
            Dlaczego nazywasz je “mamieniem” Czytelników?

          • Spójrzmy na ostatnie 100 lat: kiedys tylko czowiek bogaty, tzw. milioner mógł sobie pozwolić na samochód….Dziś samochód ma praktycznie każdy…..Samochód jako samochód ( nie chodzi mi o marki , modele itp.) przestał byc synonimem bogactwa…..Dlatego wywód Piotra jest jak najbardziej poprawny.

          • Świetny artykuł o tym, gdzie jesteśmy jako Polacy jeśli chodzi o bogactwa, i dlaczego jest jak jest, czyli praktycznie jest u nas sama bieda a tzw.”klasa średnia” to 0,26% całej populacji!!!!!Artykuł co prawda z 2014 ale niewiele sie zmieniło…..
            https://grzebieniempomozgusite.wordpress.com/2014/10/27/klasa-srednia-czyli-klopotliwy-polski-luksus/
            ” „Klasa średnia” gdziekolwiek ona występuje czy też wystąpi, powinna w swoich majątkowych parametrach odpowiadać parametrom klasy średniej „kraju pochodzenia”. Idąc tym tropem – winna być podobna w ww parametrach do parametrów klasy średniej Włoch, Francji, UK, USA, Niemiec czyli Starej Europy – Pramatki Wszystkich Marek, które można opisać w przybliżeniu jako:
            – wynagrodzenia – na poziomie min. 28 tys Euro netto rocznie/osoba , -majątek – min. 150 tys USD/osoba lokowany w nieruchomości, giełdę, oszczędności etc w zależności od kraju, – jej udział w społeczeństwie wynosi ca 50%.
            Jak więc na tym tle wygląda Polska Klasa Średnia?
            Polska Klasa Średnia wg finansowych kryteriów Starej Europy (majątek, dochody), obcująca z markowymi produktami, to grupa licząca nie więcej niż 100 000 osób, co stanowi 0,26% całej populacji. Włączając w tą grupę elitę – owe 50 000 osób w Polsce mogących sobie pozwolić na beztroski, luksusowy żywot – otrzymujemy ca 150 tys osób żyjących w Polsce w sposób właściwy klasie średniej i wyższej wg standardów europejskich. Na dodatek rozproszonych geograficznie. Razem – to 0,39% populacji Polski. Dalej – 700 000 wiąże koniec z końcem i kredytem demonstrując ze wszystkich sił swą odmienność i wyższość klasową w stosunku do pozostałych 98% nie mających zdolności kredytowej społeczeństwa. Dla znaczącej części Polskiej Klasy Średniej oraz Elity historia ich majętności i dochodów nie przekracza jednego pokolenia, a więc ich zachowania często przypominają tandetne imitacje kopiowane z „lepszego świata”. Całość jest grubiańsko demonstracyjna będąc podszyta strachem o utratę świeżo pozyskanego statusu”.

          • Marcin napisał:
            Ciągle jednak nie rozumiem z Twoich odpowiedzi, dlaczego zasady, o których piszę, miałyby nie działać (większe zarobki/ zyski + oszczędzanie + inwestowanie nadwyżek)?
            Dlaczego nazywasz je “mamieniem” Czytelników?

            A dlatego Marcinie, iż oszczedzać czy inwestowac nadwyzki to może klasa średnia, która realnie cos posiada….A to forum nie jest dla klasy sredniej bo ona sobie swietnie radzi…. W Polsce, w której praktycznie nie mamy klasy sredniej, to oszczedzać mozna, oczywiscie, ale tylko po to żeby dzieciom kupic nowe buty bo ludzi nie stac na takie ”luksusy” ot tak, więc musza oszczedzać…. O inwestowaniu przez polska biede nawet nie ma co wspominac , bo raz ze nie ma żadnych nadwyżek, dwa produkty finansowe ogolno – dostepne, nie wymagajce wiedzy, słuzą tylko po to , żeby wydrenowac kase z kieszeni tych wlasnie biedaków….Pamietasz reklamy funduszy z konca lat 90-poczatku 2000? Wesołe jest zycie staruszka itp? hehehe, kasa wydrenowana, tych firm juz nawet nie ma…zarobiły grubasy na górze….Z 3 filaru system ukradł ludziom miliardy złotych….Smutna prawda….Zeby inwestowac i cos tam zarobic trzeba posiadać wiedze…A tej polska biedota ( uzywam tego stwierdzenia ze smutkiem ) niestety nie posiada i nie posiadzie, zabiegana i zatroskana splacaniem kredytów i tym co do gara wlozyc….Klania sie piramida Maslowa…..Zwiekszenie zarobków…fajnie ale nie przy tym aparacie ucisku fiskalnego…..Ktos tu wkleił fajny link w którym jest napisane, iz w dzisiejszych realiach aparatu fiskalnego rewolucja przemysłowa nie doprowadziłaby ludzi do bogactwa, a tym samym do powstania klasy średniej…..Nic dodac nic ująć….Pozostaje sie tylko kształcic i uciekac na zachód. Jeden z polskich informatyków pracuje u Elona Muska, pisze mu jakies programy do jego rakiet…wszystko w temacie….

            BTw. czemu nie ma klawisza: Odpowiedz pod kazdym postem?

    • jak zarobić 1 mln czy jak oszczędzić 1 mln ?
      jeśli jak zarobić/oszczędzić to w jakim czasie ?
      jak podawał Marcin w swoich wyliczeniach – większość z nas w swoim życiu zarobi kilka mln zł – to oszczędzić 1 mln to tylko kwestia % naszych oszczędności i umiejętności inwestycji

  9. Hej 🙂
    Właśnie zeszłam z “czarnego ” szlaku, ale dzięki temu pozbyłam się WSZYSTKICH DŁUGÓW, a było ich ponad 100tyś. Niestety miało to też swoje złe strony; wspomniany w podcascie stres i zaniedbana strefa życia rodzinnego – o zadbaniu o siebie nie wspomnę. Postanowiłam zwolnić by odzyskać spokój i rodzinę -tym bardziej, że już nie jestem niewolnikiem długów. Właśnie przygotowuję się do poszukiwań pracy- od 3 tygodni nie jestem przedsiębiorcą. To może nie być zmiana permanentna, ale tymczasowo czas zwolnić, odpocząć od stresu przy jednoczesnym wykorzystaniu wielu umiejętności i doświadczenia jakie posiadam. Napewno znajdzie się mądry człowiek, który użyje tej wiedzy i doświadczenia (za znaczenie niższe pieniądze niż gdybym została u siebie) w zamian za ponad STO dni wolnego w roku. Łatwiej się ocenia szlaki jak się na obu było 😀

  10. Sympatyczny tekst, ale zapomniałeś o jednym fakcie – większość “biznesmenów”, to nie sa żadne rekiny, tylko ludzie codziennie pracujący na sumy zbliżone do tego, co inni zarabiają na etacie. Zatem z finansowego punktu widzenia różnica jest niewielka lub w ogóle nie istnieje. Za to pracownik etatowy traci o wiele mniej czasu i energii na użeranie się np. z urzędami – może się na boku zainteresować inwestowaniem dla przyjemności i dodatkowych korzyści.
    W sytuacji wyboru “etat” vs “drobny przedsiębiorca” ważniejsze jest to, co się robi z zarobionymi pieniędzmi, a nie sam wybór.
    Jestem zatem na szlaku zielonym, ale raz na jakiś czas przeskakuję skrótem – ma to miejsce w dni, kiedy dopisuję odsetki od oszczędności.
    Pozdrawiam.

  11. Myślę, że gdy chodzi o ten szlak czarny, Marcinowi chodzi raczej o kogoś, kto buduje prawdziwy biznes, nie zaś o osoby samozatrudnione, chyba, że na początku. Fajnie pisze o tym Kiyosaki w “Kwadrancie przepływu pieniądza”. Zarówno etatowiec, jak i samozatrudniony są po prawej stronie kwadrantu – oni sami są dla siebie systemem i niejako “noszą wodę wiadrami”. Jak przestaną, strumień dochodu wyschnie. Po lewej stronie kwadrantu (mogłem pomylić te strony 😀 ) są osoby prowadzące własny biznes oraz inwestorzy. Oni nie są sami dla siebie systemem, lecz mają swój zewnętrzny system, który pracuje na nich – niejako dostarczają wodę będąc właścicielami wodociągu i stąd ich dochód. Taki biznesmen nie musi nawet codziennie kierować firmą, może zatrudnić menedżera, a jeśli zarządza, to jedynie kieruje całością, delegując codzienne zadania zatrudnionym pracownikom. Lecz zanim do tego poziomu dojdzie, musi przejść na szczyt przez czarny szlak – i to gorsza strona medalu 😉
    Osobiście przez wejście na K2 rozumiem stworzenie firmy z uznaną światową marką, którą uda się wprowadzić na NYSE sprzedając akcje za setki milionów/miliardy dolarów 😀
    I jeszcze ważne zastrzeżenie co do inwestora. Kiyosaki zauważa, że prawdziwym inwestorem jest ten, kto ma dochód pasywny. Trader to w istocie samozatrudniony.

  12. Przez wiele lat byłem na zielonym szlaku. Potem podjąłem próbę przejścia na szlak czarny, ale nie byłem odpowiednio przygotowany. Trzymając się nadal tych wyprawowych analogii, to z czarnego szlaku spadłem w przepaść. Przeżyłem, ale znacznie poturbowany. Dziś znów jestem na szlaku zielonym. Wciąż leczę skutki upadku w przepaść.

    To, co jest w moim odczuciu kluczowe dla chodzenia po różnych szlakach, to odpowiednia osobowość. Pewnych spraw nie sposób przeskoczyć, albo energia, jaka miałaby pójść na zmianę będzie nieadekwatna do efektów. Jeśli nie mamy predyspozycji do np. przekonywania do nas klientów (bardzo szeroko czasami pojmowanych), to nie wyjdziemy poza zakres, jaki możemy osiągać pracą na etacie. Tutaj będzie też umiejętność radzenia sobie z porażkami, wyciąganie z nich wniosków, skłonność do podejmowania ryzyka, zewnątrz, czy wewnątrz sterowność, potrzeba samodzielności w decydowaniu o sobie, albo raczej zależności od innych w tym zakresie. Takich czynników jest bardzo wiele. Często wielu z nich nie jesteśmy świadomi będąc na zielonym szlaku. Czarny szlak ujawni nasze ograniczenia. I dalej: czy one są ograniczeniami, czy tylko brakiem dopasowania? Ja przez pewien czas miałem poczucie przegranej, byłem dla siebie bardzo surowy z powodu tej porażki na drodze, którą tak wiele osób stawia jako wzór osiągnięcia wolności w różnych wymiarach (np. finansowym, osobistym). Później uświadomiłem sobie ten brak dopasowania. I zrobiło mi się lżej.

  13. Wspominałeś o drogach pośrednich pomiędzy oboma szlakami – bardzo mnie ten wątek zainteresował. Czy będzie jakieś rozwinięcie tematu w następnych postach?

    Szlaki pośrednie, które przychodzą mi do głowy, to np.:
    1. Dojście do poziomu członka zarządu w Top100-200 polskich firm (z reguły bardzo solidna pensja, plus bonusy, opcje na kacje; ryzyko dość wysokie) lub do stanowiska partnera w firmie doradztwa profesjonalnego (konsulting strategiczny, operacyjny, doradztwo podatkowe audyt etc.; wtedy de facto jesteś właścicielem małej części solidnego brandu)
    2. Nie tyle założenie własnej firmy, co kupienie “gotowej” i jej rozwinięcie w modelu tzw. search fundu.
    3. Budowa własnego funduszu venture capital, czyli generalnie dawanie “cudzej kasy na cudze biznesy”; ryzyko ograniczone i dywersyfikowane, 1-2% opłaty zarządzanie może generować dość dobry cashflow

    Co sądzisz o takich ścieżkach pośrednich? A może coś innego miałeś na myśli? Osobiście jedną z tych ścieżek podążam – nad inna sie zastanawiam.

  14. Są różne szlaki zielone 🙂 społeczność FIRE to jednak głównie etatowcy. Po prostu mając dobrą pensję w IT i rezygnując z nowych samochodów można spokojnie oszczędzać 50-60% pensji, czyli niezależność finansowa w 10-15 lat.

    Polecam gorąco następujących autorów:
    Jacob Lund Fisher
    Mr money mustache
    Jlcollinsh
    Go Curry cracker
    I wielu innych.

  15. Marcin na jakiej zasadzie piszesz i powtarzasz w podcaście, że jak się ma własny biznes to nie ma VAT? Rozumiem, że na potrzeby firmowe zakupy owszem odliczam VAT, ale przecież wszelkie inne wydatki takie jak chociażby jedzenie, mieszkanie, samochód na przejazdy nie związane z firmą – branie faktur i odliczanie VAT to oszustwo przecież?

    • Chodzi oczywiście o brak VAT-u na zakupy firmowe.
      Myślałem, że to jest jasne dla każdego, kto nie szuka na siłę “drugiego dna”.

  16. Cześć, ja jestem samozatrudnionym na szlaku zielonym. Zainteresował mnie Twój komentarz właśnie odnośnie samozatrudnienia – możesz wyjaśnić dlaczego uważasz że przejście z etatu na samozatrudnienie jest w Twojej opinii przejściem z byciem turysta na tragarza? Jakoś mi to nie pasuje 🙂

Odpowiedz