Rozpala wyobraźnię, budzi zachwyt, rodzi emocje, wskrzesza sny o potędze, popycha do zbrodni, motywuje do nadludzkich wysiłków… To tylko niektóre cechy najbardziej pasjonującego ze wszystkich metali: złota.

UWAGA! Aktualny wpis na temat złota znajdziesz tutaj:
Jak inwestować w złoto? – kompletny przewodnik

Trzeba przyznać, że ten pierwiastek naprawdę posiada wiele niezwykłych właściwości. Poza piękną barwą i połyskiem, jest ciężkim, miękkim i łatwym w obróbce metalem. Bardzo plastyczne i kowalne – świetnie nadaje się do wyrobu biżuterii oraz ozdób. Praktycznie się nie utlenia, nie podlega korozji, jest odporne na działanie kwasów. Dopiero woda królewska, czyli mieszanka stężonych kwasów solnego i azotowego, jest w stanie je roztworzyć.

Pasjonująca jest również geneza złota. Pochodzi ono z rozbłysków gamma towarzyszących kolizjom super gęstych gwiazd neutronowych. Kiedy 4,5 mld lat temu Ziemia składała się z płynnej magmy, złoto wraz z innymi ciężkimi pierwiastkami tonęło wciągane przez gęste jądro. Dzisiaj jest ono niedostępne. Złoto, które faktycznie wydobywamy, przyleciało na Ziemię później, w okresie tzw. wielkiego bombardowania meteorytami ok. 3,9 mld lat temu.

Gdy prześledzimy historię ludzkości i rolę złota w jej kształtowaniu, dojdziemy do wniosku, że… Otóż to. Właśnie takie jest złoto. Można gawędzić o nim całymi dniami i z wypiekami na twarzy poznawać kolejne historie. Ważne jednak aby pamiętać, że te wspaniałe opowieści nie mają żadnego znaczenia dla naszej decyzji o ewentualnym zainwestowaniu w złoto.

Teraz (lipiec 2014) w mediach o złocie jest raczej cicho. Nikt się nim nie podnieca, nie rozpisuje o perspektywach, złoto chwilowo nie jest „sexy”. Od czasu do czasu jakiś analityk napisze, że złoto pobije rekordy wszechczasów, a inny, że spadnie o kolejnych kilkanaście procent, ale nikt się specjalnie tym nie przejmuje. Temat chwilowo jest „zgrany”.

Taka medialna cisza to dobry czas, by na spokojnie pomyśleć o złocie…

Ile złota jest na Ziemi?

Całkowitą ilość złota wydobytego w całej historii ludzkości do roku 2012 szacuje się na około 177 tysięcy ton. Gdybyśmy zatem zebrali całe dostępne na powierzchni złoto i przetopili je w jedną wielką sztabę, otrzymalibyśmy sześcian o boku ok. 21 metrów. Ta złota kostka wyglądałaby mniej więcej tak:

cale zloto swiataźródło: http://demonocracy.info/infographics/world/gold/gold.html

To właśnie stosunkowo niewielka ilość dostępnego złota sprawia, że bardzo rozpala ono ludzką wyobraźnię. Choć kopalnie na całym świecie pracują pełną parą to produkcja sięga 2,2 do 2,7 tysiąca ton rocznie. Oznacza to, że w każdym roku łączna podaż dostępnego „w obiegu” złota rośnie o jakieś 1,2 do 1,5%. To strona podażowa. A jak wygląda popyt?

Co się dzieje z produkowanym złotem?

Upraszczając nieco sytuację, wydobywane obecnie złoto wykorzystywane jest na trzy sposoby:

1. Do produkcji biżuterii (ok. 50%)
2. Jako złoto inwestycyjne – w tym rezerwy banków centralnych (ok. 40%)
3. W zastosowaniach przemysłowych (ok.10%)

O zastosowaniu złota w przemyśle można napisać osobną książkę. Od złotych zębów wyszczerzonych w szerokich uśmiechach, aż po odbijające promienie podczerwone pokrycia satelitów – zastosowań jest wiele. Nie wydaje się, by brakowało złota do zastosowań przemysłowych i nie będę się na ten temat rozpisywał.

Najwięcej biżuterii pochłaniają Chiny oraz Indie, historycznie zakochane w złocie jako symbolu statusu i piękna, który dodatkowo można przekazać kolejnym pokoleniom. Od kilku lat, w miarę bogacenia się tamtejszych społeczeństw, konsumpcja złota w tej części świata rośnie. Traktowanie biżuterii jako inwestycji, to jednak kiepski pomysł. Gdy przyjdzie nam bowiem sprzedać te świecidełka (będące najczęściej stopem złota z innymi metalami), nikt raczej nie zechce nam zapłacić więcej niż cena zawartego w nich kruszcu. A zatem dodatkowe pieniądze, które zapłacisz za unikalność, misterne wykonanie, artyzm i wyrafinowanie, ulotnią się bezpowrotnie. Chyba, że jesteś jubilerem i potrafisz obracać biżuterią w sposób profesjonalny.

Co się tyczy banków centralnych, to na całym świecie trzymają one pewne ilości rezerw w formie złota. Najwięcej w USA: 8133 ton, w Niemczech: 3384 i we Włoszech: 2451 ton. (na koniec czerwca 2014 r.). Dla porównania złoto rezerwowe NBP to raptem 103 tony. Z jednej strony to pozostałość po czasach tzw. systemu waluty złotej, w których pieniądze znajdowały pokrycie w złocie. Z drugiej – sposób na dywersyfikację zgromadzonych rezerw.

Poza bankami centralnymi złoto kupują i posiadają rzesze inwestorów, zarówno instytucjonalnych (fundusze inwestycyjne), jak również indywidualnych (do których zaliczamy się my).

Inwestycyjne złoto fizyczne ma formę sztabek, monet bulionowych oraz różnego rodzaju numizmatów. Inwestować w złoto możemy również pośrednio: kupując certyfikaty inwestycyjne, akcje spółek powiązanych z wydobyciem i rafinacją złota, jednostki funduszy inwestycyjnych a także instrumenty pochodne.

Dlaczego ludzie inwestują w złoto?

Powodów jest wiele, jednak moim zdaniem możemy je podzielić na dwie główne grupy:

  1. Spekulacja (szukanie zysków).
  2. Ochrona (szukanie bezpieczeństwa).

Spekulanci

Jeżeli chodzi o spekulację, to od razu zaznaczam, że słowo to nie ma dla mnie żadnych negatywnych konotacji. Po prostu: ktoś wierzy, że cena złota zmieni się w określonym kierunku i chce na tym ruchu cen zarobić. Jeżeli wierzy, że cena będzie rosła, to kupuje złoto (zajmuje długą pozycję) aby za jakiś czas sprzedać je z zyskiem. Jeżeli wierzy, że cena złota będzie spadać, to zajmuje tzw. krótką pozycję i zarabia na spadkach.

Większość drobnych inwestorów stara się zarobić na wzrostach cen złota kupując jego większe lub mniejsze ilości. Najczęściej robią to po okresie dłuższych wzrostów cen, gdy media donoszą ile na złocie dało się zarobić. To częste na rynkach finansowych zjawisko określa się czasem terminem „Johnny comes late” – czyli Johnny przychodzi na rynek późno i odkupuje od bardziej świadomych inwestorów drogie aktywa (np. akcje lub właśnie złoto).

Złoto jest wdzięcznym obiektem do spekulacji. Poniżej możecie obejrzeć sobie jak zmieniały się jego ceny w dolarze amerykańskim w ciągu ostatnich 30 lat. Jak widzicie zmienność była spora, więc jeśli ktoś dobrze obstawił, to mógł sporo zarobić. A jeśli źle obstawił… Wiadomo.

Wykres za 30 lat, do 2014-07-25
Wykres za 30 lat, do 2014-07-25

Dla nas ważniejsza jest cena złota w PLN a nie w USD, gdyż wahania kursu USD/PLN wprowadzają dodatkowy element niepewności. W ciągu ostatnich 10 lat (Polska w UE) relacja ceny złota w USD w porównaniu do ceny złota w PLN wyglądała tak:

Wykres za 10 lat, do 2014-07-25
Wykres za 10 lat, do 2014-07-25

Choć w ostatniej dekadzie bywały okresy, w których tempo zmian ceny złota w PLN w porównaniu z ceną w USD znacznie się różniło, to zwykle kierunek był w obydwu walutach zgodny. Jak góra to góra, a jak dół to dół – bez względu na walutę. Oczywiście, gdyby coś kiepskiego działo się w tym czasie w naszej gospodarce i złoty gwałtownie osłabiałby się do dolara, cena złota w PLN szybowałaby w górę. Warto pamiętać o tym, że cena w USD a cena w PLN to jednak coś innego.

Zmianom cen złota na rynku towarzyszą ożywione dyskusje i komentarze analityków. Jedni piszą, że banki centralne będą kupować na potęgę, Chińczycy i Hindusi stroją się bez opamiętania, a kopalnie osiągnęły maksimum mocy przerobowych i bez odkrycia nowych złóż cena musi rosnąć. Inni piszą o nasyconych złotem bankach centralnych, o nieuchronnym spowolnieniu na rynkach wschodzących i nowych ogromnych kopalniach w Chinach. Jedno jest pewne: część z nich będzie miała rację i powie z dumą: „A nie mówiłem?”.

Łowcy bezpieczeństwa

To druga grupa inwestorów, którzy z zupełnie innych powodów kierują swoje zainteresowania w stronę złota. Dla nich jest ono jedynym sensownym gwarantem finansowego bezpieczeństwa i nic nie poprawia jakości ich snu skuteczniej niż kilka sztabek czy monet bulionowych w domowym sejfie. Oto kluczowe przekonania tej grupy:

  • Złoto skutecznie chroni przed inflacją – kilkadziesiąt lat temu za uncję złota można było kupić garnitur na miarę i dzisiaj również kosztuje to mniej więcej tyle samo. W tym czasie wartość pieniądza papierowego gwałtownie spadła ze względu na inflację.
  • Wysoka inflacja jest nieunikniona. Drukowanie przez banki centralne ogromnych ilości papierowego pieniądza musi wpłynąć na spadek jego wartości. Złota nie da się dodrukować.
  • Złoto świetnie nadaje się do tego, aby w łatwy sposób przekazać majątek kolejnym pokoleniom.
  • W okresie niepokoju i zawirowań na świecie złoto jest ostoją i bezpiecznym portem – jedną z bardzo niewielu inwestycji, które nie tracą wówczas na wartości.
  • Złota jest ograniczona ilość. Liczba ludności rośnie. W długim terminie cena musi iść w górę.
  • W razie konfliktu zbrojnego złoto można zabrać ze sobą, wywieźć do innego kraju i dzięki niemu rozpocząć tam nowe życie. Lokalne pieniądze (np. PLN) będą tam nic niewarte.
  • Złoto to tak naprawdę jedyna waluta powszechnie akceptowana na całym świecie, bez względu na kraj.
  • I tak dalej, i tak dalej…

Jednym słowem: nic nie zastąpi złota, bo tylko ono ma sens…

Co myślę o inwestowaniu w złoto?

Przed przejściem do konkluzji chciałbym przypomnieć Wam, że cykl wpisów o inwestowaniu oznaczyłem jako „STI – czyli Subiektywna Teoria inwestycji”. Podkreślam tu słowo subiektywna 🙂 . Zachęcam Was bardzo serdecznie do przeczytania artykułu „STI – wstęp. Wyjaśniam w nim podstawowe sprawy związane z inwestowaniem oraz piszę o tym, co trzeba zrobić zanim w cokolwiek zainwestujemy pierwszą złotówkę.

Jeśli chodzi konkretnie o złoto, nie interesuje mnie krótkoterminowa spekulacja na cenie tego metalu. Wychodzę z założenia, że nie mam szans z profesjonalnymi traderami, którzy śledzą rynki surowców i metali szlachetnych, analizują komunikaty ze spółek wydobywczych i banków centralnych oraz nie odrywają wzroku od monitorów z danymi rynkowymi. To nie dla mnie. Jestem zdania, że mam większe szanse na zarobienie porządnych pieniędzy koncentrując mój czas i energię na rozwoju własnych pomysłów, niż spekulując na rynku złota (czy innych rynkach).

Z drugiej strony, w miarę jak podstawowa działalność generuje nadwyżki finansowe, wszyscy zadajemy sobie pytanie, jak ulokować te środki. O tym jak inwestuję pieniądze naszej rodziny napisałem już w artykule „W co zainwestować?”. Złoto traktuję jako składnik „portfela odważnych inwestycji” – tworzonego ze środków, które zostają po zbudowaniu funduszu bezpieczeństwa, przelaniu pieniędzy na prywatną emeryturę, na edukację dzieci oraz po nadpłaceniu kredytu hipotecznego. Mówiąc krótko: złoto jest dość daleko w kolejce po moje pieniądze, ale trochę go jednak kupuję. Dlaczego?

Głównie przemawia do mnie fakt, iż w obliczu zawirowań czy konfliktów wartość papierowych pieniędzy drastycznie spada, natomiast złoto coś tam powinno być jednak warte. Załóżmy, że w Polsce robi się nieciekawie: wybucha jakiś konflikt, ceny akcji pikują, narażone na zniszczenie nieruchomości tanieją, a w ogóle to trzeba po prostu zabrać rodzinę i stąd wyjechać. Myśl o wyjeździe i zabraniu ze sobą kilku sztabek złota czy monet bulionowych daje mi dziwne poczucie spokoju. Taki scenariusz jest w mojej ocenie mało prawdopodobny, dlatego złota kupuję niewiele. Jego wartość to obecnie ok. 3% portfela, więc po zakupie nie śledzę z zapartym tchem jego cen.

To, że banki centralne drukują na potęgę pieniądze jest faktem, a spadkowi realnej wartości pieniędzy papierowych oraz istnieniu zjawiska inflacji z pewnością nikt nie zaprzeczy. Złoto nie jest jednak aktywem, którego wartość zawsze rośnie w tempie wyższym od inflacji. Wiele zależy od okresu, który weźmiemy pod uwagę. Jeśli ktoś kupił złoto w roku 1980 to stracił 80% wartości inwestycji, a na „odkucie się” musiał poczekać ponad ćwierć wieku.

W ciągu naszego życia będziemy obserwować jeszcze wiele kryzysów, zawirowań i ogromnej niepewności na rynkach. W każdej z tych sytuacji ceny złota zapewne poszybują w górę, dlatego warto mieć go trochę w swoim portfelu. Wierzę jednak głęboko, że znacznie więcej przed nami okresów „normalnych”, w których inne działania przyniosą lepsze efekty od inwestycji w złoto. Pozbycie się długów, systematyczne oszczędzanie, zdywersyfikowany portfel, a przede wszystkim inwestycja we własne umiejętności połączona z podnoszeniem kwalifikacji i zarobków – to moim zdaniem najpewniejszy przepis na finansową satysfakcję.

Czy warto zatem inwestować w złoto, ten wspaniały, rzadki, rozbudzający naszą wyobraźnię szlachetny metal? Moim zdaniem warto, byle nie… za dużo. 🙂

Tyle moich subiektywnych przemyśleń na temat złota. A jakie są Wasze? Warto Waszym zdaniem inwestować w złoto? A jeśli tak, to ile? Cena wzrośnie? A może już inwestujecie i macie konkretne przekonania na ten temat? Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii i rad dla czytelników bloga. Może moje podejście do złota również wymaga rewizji? Dajcie znać w komentarzach, co o tym myślicie?

Wcześniejsze artykuły z cyklu STI:
1. Subiektywna Teoria Inwestycji – wstęp (STI)
2. Jak bezpiecznie oszczędzać i nie tracić czasu? – lokaty kontra obligacje (STI 01)