Finanse osobiste w co inwestowaćWiększość artykułów na taki temat kończy się konkluzją „to zależy” i zostawia czytelnika z jeszcze większą liczbą znaków zapytania, niż przed lekturą. Dlatego napiszę po prostu o tym, jak ja buduję portfel inwestycyjny mojej rodziny. W naszym przypadku naprawdę fajnie to działa, więc może Tobie również się przyda?

Gdy tylko uporaliśmy się z nadmiernym zadłużeniem i zaczęliśmy generować w domowym budżecie konkretne nadwyżki, pojawiło się pytanie: co z nimi robić? Jako facet od lat działający w branży finansowej, z głową pełną inwestycyjnych pomysłów i chęcią szybkiego podwajania kapitału, od razu pomyślałem o agresywnym inwestowaniu. Wiedząc, że nie ma zysku bez ryzyka i chętnie powtarzając frazę „no risk – no fun!” tłumaczyłem żonie, że trzeba zaryzykować. To nie wzbudziło jej entuzjazmu. Było jasne, że od wysokich zysków dużo ważniejsza jest dla niej stabilność, przewidywalność i brak głupich strat. A że trzymamy się złotej zasady, że o naszych finansach decydujemy razem, trzeba było poszukać innego rozwiązania. Nie chcę przedłużać i pisać o tym, jak z ogromnym zapałem rozczytywałem się w teoriach na temat zarządzania finansami rodziny. Ważne jest to, że ostatecznie zdecydowaliśmy się na tzw. „Goals Based Investing” – czyli inwestowanie w oparciu o nasze życiowe cele.

Ogólna zasada przyświecająca takiemu podejściu jest następująca: inwestujemy nie po to, by wygenerować maksymalną stopę zwrotu, ale po to, by zrealizować nasze życiowe cele. Dlatego nasz portfel inwestycyjny podzieliliśmy na kilka elementów:

  1. Fundusz bezpieczeństwa
  2. Prywatna emerytura
  3. Edukacja dzieci
  4. Nadpłata kredytu hipotecznego
  5. Portfel odważnych inwestycji

Warto przeczytać:
Ranking lokat bankowych i kont oszczędnościowych wystartował. Zobacz, które banki mają obecnie najlepsze oferty!

Pieniądze na każdy z tych celów inwestujemy w odmienny sposób, a świadomość, że jest to dobrze przemyślane, pozwala nam ze spokojem patrzeć na rynkowe zawirowania i nie podejmować pochopnych, emocjonalnych decyzji. Nie musimy też co chwilę zastanawiać się w co inwestować, bo to wynika przecież bezpośrednio ze zdefiniowanego celu. Co więcej, taki podział inwestycji pozwolił nam niemal w pełni zautomatyzować inwestowanie i poświęcać na nie zdecydowanie mniej czasu niż kiedyś. I wreszcie najważniejsze – osiągane przez nas wyniki inwestycyjne są lepsze niż wtedy, gdy staraliśmy się traktować wszystkie środki jak „jeden worek”.
Jak zatem inwestujemy rodzinne pieniądze?

  • 1. Fundusz bezpieczeństwa

To środki  w wysokości naszych sześciomiesięcznych wydatków, które służą na finansowanie nagłych i nieprzewidzianych potrzeb. Utrata pracy, spadek przychodów z innych źródeł, większe naprawy itp. Taki fundusz bezpieczeństwa musi mieć kilka cech. Po pierwsze: środki muszą być płynne – w razie nagłej sytuacji musimy mieć do nich dostęp w ciągu maksymalnie 2 do 5 dni. Po drugie: nie chcemy ich pod żadnym pozorem stracić – dlatego ulokowane są bardzo bezpiecznie. Ich zadaniem ma być przecież danie nam poczucia stabilności i bezpieczeństwa, dlatego nie ma mowy o żadnym bardziej agresywnym inwestowaniu. Kwota jest spora i czasem kusi, by „wycisnąć” z niej więcej, ale nic z tego, bo nie taka jest przecież rola tych pieniędzy. Dlatego podzieliłem je w następujący sposób:

40% – konto oszczędnościowe w Banku
60% – dziesięcioletnie detaliczne obligacje skarbowe

Domyślam się Twojej reakcji. Konto oszczędnościowe – OK. Ale obligacje skarbowe? Do tego dziesięcioletnie??? Jak to się ma do płynności i dostępności?

Już tłumaczę. Powody, dla których zdecydowałem się na dziesięciolatki są bardzo proste. Przede wszystkim, pomimo nazwy, można w każdej chwili złożyć dyspozycję przedterminowego wykupu i otrzymać zwrot zainwestowanych środków wraz z odsetkami, zatem dostępność do środków jest zapewniona. Wprawdzie wiąże się z tym koszt, bo odsetki od każdej obecnie kupowanej obligacji będą przy wcześniejszym wykupie pomniejszone o 2 zł, ale jest to z nawiązką rekompensowane przez inne zalety. A należą do nich:

– atrakcyjne oprocentowanie: obecnie 4,00% w pierwszym roku, a później wyliczane według wzoru: inflacja+1,5% . Jeśli inflacja wyniesie 1%, odsetki wyniosą 2,5%, ale jeśli inflacja w ciągu kolejnych lat wzrośnie, np. do 4%, wtedy obligacje dadzą zarobić już 5,5%, itd.

– nie trzeba biegać co 3 miesiące i szukać atrakcyjnie oprocentowanej lokaty czy rachunku gdy bank obniży oprocentowanie – oszczędzam czas i energię mając jednocześnie zagwarantowany zysk o 1,5% większy od inflacji;

– żadnej zmienności – odsetki doliczane są każdego dnia, a te obligacje nie są notowane na rynku, więc ich ceny nie zmieniają się z rytm podaży i popytu;

-podatek Belki jest odroczony o 10 lat, zatem cały kapitał i wszystkie zarobione po drodze odsetki pracują w tym czasie dla mnie;

– to jest najbezpieczniejszy instrument finansowy dla mnie jako inwestora z Polski lokującego polskie złote; bezpieczeństwo jest wyższe niż w przypadku lokat bankowych;

Moim zdaniem detaliczne obligacje skarbowe to bardzo niedoceniona i trochę zapomniana forma inwestowania. Szkoda, bo jeśli weźmiemy pod uwagę największe bezpieczeństwo przy 100% gwarancji Skarbu Państwa, żadnych wahań wyceny, pełnej dostępności i gwarancji zysków ponad inflację – to czego chcieć więcej dla tej części portfela?

Fundusz bezpieczeństwa zainwestowany w tak bezpieczny i konserwatywny sposób odgrywa jeszcze jedną bardzo ważną rolę: pozwala nam na spokojnie podchodzić do bardziej agresywnych inwestycji, które prowadzimy z myślą o innych celach.

  • 2. Prywatna emerytura

Jeżeli masz jakiekolwiek wątpliwości, czy będziesz potrzebować dodatkowych środków na emeryturę, zapoznaj się proszę z tym artykułem. Razem z Kasią nie mamy żadnych złudzeń, że dodatkowe środki będą nam potrzebne. Ja odkładam na emeryturę dzięki istniejącemu w mojej firmie PPE (Pracowniczy Program Emerytalny), a dla Kasi co miesiąc z naszych rachunków wędrują wpłaty na IKE w formie funduszy inwestycyjnych. Dlaczego zdecydowaliśmy się na IKE możesz przeczytać tutaj.
A jakie fundusze wybieramy? Do emerytury mamy ponad 30 lat, a zatem szmat czasu. Tych pieniędzy nie będziemy potrzebować na nagłe potrzeby, bo mamy fundusz bezpieczeństwa, zatem spadki na giełdzie w żaden sposób nie robią na nas wrażenia. Giełda spadła o 30%? Świetnie – bo to oznacza, że kupujemy do naszych portfeli tańsze jednostki uczestnictwa funduszy. Jakich funduszy?

Ze względu na moją pracę, to ja biorę pełną odpowiedzialność za alokację tej części portfela. Cały czas znajduje się tam dużo funduszy inwestujących w akcje w Polsce i zagranicą. W sumie w tej części portfela, którą budujemy z myślą o przyszłej emeryturze, jest obecnie ponad 80% w akcjach. Czy czułbym się komfortowo inwestując tak agresywnie wszystkie pieniądze? Nie. Ale akurat te są przeznaczone na przyszłą emeryturę za 30 lat, zatem mogę sobie poszaleć 😉

  • 3. Edukacja dzieci

Mamy dwie córeczki: Julka skończy w tym roku 9 lat, a Gabrysia 6. Jeśli zdecydują się pójść na studia, to przyda się nam trochę dodatkowych środków odłożonych z myślą o tym celu. Chciałbym mieć równowartość dzisiejszych 60 000 zł dla każdej z nich. Dlatego co miesiąc odkładamy 300 zł dla starszej Julki i 250 zł dla młodszej Gabrysi. Co roku te kwoty będę powiększał o wielkość inflacji. A w co inwestujemy? Część środków w fundusze akcji, a część w tzw. fundusze cyklu życia. W przypadku Julki jest to ING Perspektywa 2025, a w przypadku Gabrysi ING Perspektywa 2030. Te fundusze automatycznie dostosowują alokację aktywów w taki sposób, aby wraz ze zbliżaniem się do końca inwestycji rósł w nich udział bezpiecznych funduszy, a jednocześnie mają bardzo niskie, jak na polskie warunki, koszty zarządzania. Te koszty dodatkowo obniżyłem inwestując w ramach IKE Plus. Jak to? IKE dla dzieci? W moim przypadku tak. Ponieważ na własną emeryturę oszczędzam w PPE, to IKE Plus traktuję jako sposób na dodatkowe obniżenie o 25%  opłaty za zarządzanie. Pieniądze wprawdzie wypłacę przed moją emeryturą i zapłacę podatek Belki, ale niższa opłata za zarządzanie i odroczenie podatku Belki pozwolą mi uzyskać lepszy wynik inwestycyjny.

  • 4. Nadpłata kredytu hipotecznego

Nadpłata kredytu hipotecznego? To głupota” – wiele razy słyszałem to z ust różnego rodzaju doradców. Cóż, częściowo o tym czy warto nadpłacać kredyt hipoteczny pisałem już tutaj. Poza tym – pamiętaj, że to są finanse osobiste. Dlatego coś, co dla jednej osoby może być „głupotą”, dla kogoś innego może być dobrym pomysłem inwestycyjnym. Ja mam ambicję, aby jak najszybciej pozbyć się kredytu, który obciąża hipotekę naszego mieszkania. Mamy spore mieszkanie na warszawskiej Ochocie, więc i kredyt był baaardzo pokaźny. Dzisiaj zostało nam już do spłaty tylko 41% pierwotnie pożyczonej  kwoty i jesteśmy na dobrej drodze, aby już wkrótce zupełnie go „wyzerować”.  Ale nie chodzi tylko o poczucie pełnej wolności od długów i elastyczności działania. Przemawiają za tym oczywiście również względy finansowe. Każda nadpłata obniża naszą ratę kredytu i pozwala więcej inwestować. Dodatkowo, choć stopy procentowe są dziś na rekordowo niskich poziomach, to w przyszłości WIBOR może piąć się w górę, a wraz z nim oprocentowanie kredytu i wysokość rat.  Dodatkowo: wcale nie jest łatwo znaleźć sensowną inwestycję, która po odjęciu wszystkich kosztów i podatku Belki, pozwoli przez szereg lat konsekwentnie zarabiać znacznie powyżej oprocentowania kredytu hipotecznego.

Jeżeli posiadasz kredyt hipoteczny na własne mieszkanie i stać Cię by go nadpłacać, jednak wolisz być zadłużony, a środki trzymać w jakiejś ostrożnej inwestycji, to mam dla Ciebie małe zadanie. Wyobraź sobie, że Twoje mieszkanie kupione jest w 100% za gotówkę, nie musisz płacić żadnych rat i nie masz żadnych zobowiązań. Słowem: mieszkanie jest w 100% Twoje.
Czy poszedłbyś dzisiaj do banku, aby zaciągnąć kredyt hipoteczny pod zastaw tego mieszkania, a pieniądze z kredytu wpłacić na fundusz lub lokatę?

Ja wolę nie traktować mieszkania, w którym moja rodzina doskonale się czuje, jako zabezpieczenia dla bardziej lub mniej udanych pomysłów inwestycyjnych. Przyznam, że kiedyś było inaczej, dziś jednak jestem bardziej ostrożny. Wolę powiększać konsekwentnie przychody i szukać nowych źródeł kapitału, zamiast polegać jedynie na długu.

  • 5. Portfel odważnych inwestycji

Fundusz bezpieczeństwa mamy już w 100% sfinansowany. To co zostanie po wpłacie na konto emerytalne, na edukację dzieci i na planowaną nadpłatę kredytu, inwestujemy w dowolny i dość agresywny sposób. W naszym przypadku dotyczy to głównie nieruchomości na wynajem. Ale zdarzały się opcje, kontrakty terminowe, złoto i inne „oportunistyczne” inwestycje. Ponieważ podstawowe cele mamy już zabezpieczone, tutaj możemy eksperymentować, podejmować duże ryzyko i nie przejmować się specjalnie przejściowymi stratami, traktując je jako cenne lekcje.

I to by było na tyle – tak to wygląda w ogólnym zarysie. Żadnych czarów, skomplikowanych tricków, egzotycznych inwestycji. Po prostu pełna jasność celów i 100% zdrowego rozsądku. Działamy zgodnie z tymi zasadami od ponad 5 lat i jestem bardzo zadowolony z efektów.

Mam wielką nadzieję, że ten artykuł był dla Ciebie przydatny. Jeżeli tak, poleć go proszę swoim znajomym i polub moją stronę na Facebooku. Pomoże mi to dotrzeć do szerszego grona osób, dla których finanse osobiste są ważne. Zachęcam Cię również gorąco do zapisania się na powiadomienia o nowych artykułach. Piszę je przeciętnie raz w tygodniu, więc na pewno nie zasypię spamem Twojej skrzynki mailowej.

A co Ty myślisz o takim podejściu do inwestowania? Podziel się proszę ze mną i innymi czytelnikami swoim komentarzem, to wszyscy dowiemy się czegoś nowego 😉