„Chciałbym dbać o finanse, ale nie lubię robić budżetu” – wielu ludzi stosuje taką wymówkę, by usprawiedliwić odkładanie w nieskończoność zajmowania się swoimi finansami osobistymi. Zamiast działać, tracą czas na wymyślanie kolejnych powodów, dlaczego tego nie robić. Mój dzisiejszy gość udowadnia, że chcieć to móc, a każdą wymówkę da się pokonać w kreatywny sposób.

Moim gościem jest Bartek Stachowiak – czytelnik FBO, który przebył drogę od beztroskiego przekaźnika pieniędzy, do świadomego przedsiębiorcy, który dzięki solidnej poduszce finansowej śpi spokojnie, cieszy się życiem i pomaga innym. 

W tej historii nie znajdziesz dramatycznych zwrotów akcji, ogromnych długów i beznadziei. Zobaczysz pozytywną historię normalnego faceta, który postanowił coś zmienić w swoim życiu, zrobił pierwszy krok i zbudował na tym bardzo fajne życie.

Mam nadzieję, że ta historia zainspiruje Cię do tego, by już dziś zrobić coś dobrego ze swoim życiem i przekona o tym, że każdy człowiek może być bohaterem swojej codzienności. 

Nasza znajomość z Bartkiem zaczęła się od takiego maila:

jak pomagać innym

Słaba jakość dźwięku nie pozwoliła nam na publikację podcastu, ale mamy kompletny zapis naszej rozmowy.

Cześć Bartku! Dziękuję Ci bardzo serdecznie za przyjęcie zaproszenia, no i od razu na początek ogromna prośba: opowiedz, proszę o sobie. Kim jesteś i czym się zajmujesz?

Cześć wszystkim, jestem Bartek. Pracuję jako handlowiec w jednej z hurtowni – to tak zawodowo. Dodatkowo dorabiamy sobie z żoną, prowadząc firmę – wypożyczalnię pieluch wielorazowych. Dodatkowo robię też inne rzeczy: prowadzę sprzedaż na różnych portalach.

Typowy przekaźnik pieniędzy

Bartek, nieco ponad rok temu otrzymałem od Ciebie maila, w którym opisałeś pozytywne zmiany, jakie pod wpływem takiego świadomego dbania o własne finanse zaczęły się dziać w Twoim życiu. Opowiedz jednak trochę, jak to życie wyglądało przed rozpoczęciem wprowadzania zmian.

Tak naprawdę to nigdy nie byłem jakoś mocno zadłużony i nie miałem długów, więc to nie będzie historia z cyklu: ktoś był zadłużony, na nie wiadomo ile i nagle z dużego zadłużenia sobie poradził. Po prostu byłem takim typowym przekaźnikiem pieniędzy – łatwo je wydawałem. Np. 3 razy w roku potrafiłem jechać na wakacje, a wszystkie pieniądze szły tak naprawdę w dużej mierze na bzdury.

No wakacje to przyjemności, ale rozumiem, że te pieniądze gdzieś się rozchodziły i nie udało Ci się budować oszczędności.

Czasami po prostu wydawałem drobne kwoty, żeby coś kupić na raty.

Widzisz, to jest taka sytuacja bardzo typowa dla wielu osób. Ja staram się pokazywać różnych czytelników, startują z różnych sytuacji. Nie tylko smutne historie, kiedy ktoś jest bardzo zadłużony, ale właśnie też te normalne, kiedy ktoś żyje sobie, nie zastanawiając się specjalnie nad swoimi finansami i tych pieniędzy mu brakuje. Żeby pokazać po prostu to, że jednak da się tę sytuację poprawić. Więc Ty byłeś – jak to sam określiłeś – przekaźnikiem pieniędzy. Czyli wszystko, co zarabiałeś, gdzieś tam się rozchodziło. Gdzie Twoim zdaniem leżały przyczyny, że Twoja sytuacja finansowa tak wyglądała?

Wydaje mi się, że w braku świadomości i odpowiedniej edukacji. Wprawdzie moi dziadkowie zawsze powtarzali, że nie można żyć na kredyt i się zadłużać, i dlatego za bardzo nie brałem kredytów i się nie zadłużałem, ale też gdy byłem młody, nie zdawałem sobie sprawy, że mam ograniczony czas życia. Zawsze uważałem, że będę zdrowy, mogę pracować, zawsze znajdę jakąś pracę i mogę pracować po 10 godzin, a zdrowie będzie cały czas takie samo. Po prostu chyba był to brak świadomości i edukacji.

Trzeźwiące pozdrowienia z ZUS-u

A czy pamiętasz jakiś konkretny dzień lub moment, kiedy powiedziałeś sobie: mam dość! Dalej w ten sposób nie chcę postępować. Jak ten moment wyglądał?

Składało się na to wiele rzeczy. Po pierwsze postanowiłem założyć rodzinę. Postanowiłem sobie, że gdy będę miał rodzinę, jako jej głowa nie mogę dopuścić do tego, że moje dzieci nie będą miały co jeść, albo że nie będę potrafił utrzymać tej rodziny. To był mój główny motywator.

Po drugie motywacją było to, że zdałem sobie sprawę, że mam tylko określony czas, żeby zakumulować kapitał, z którego będę żył później, gdy będę starszy. I dodatkowo przyszło do mnie pismo z ZUS-u, w którym napisano, że moja emerytura będzie wynosić około 450 złotych.

Trzeźwiące pozdrowienia…

Tak, to przesądziło o tym, że trzeba się za siebie wziąć i coś z tym zrobić.

Jasne – czyli włączyła Ci się odpowiedzialność. Drugi raz wspominasz o tym, że zacząłeś szacować, że nie masz za dużo czasu, żeby odłożyć potrzebny kapitał.

To prawda. Tak naprawdę nasze życie na świecie jest ograniczone. Nie będziemy żyć wiecznie. Czas jest wartością, której wiele osób nie docenia i go marnuje.

No dobra. Ktoś może nas słuchać i pomyśleć: „Nie no, to właśnie dlatego, że krótko żyjemy, najlepiej wszystkie pieniądze wydawać i cieszyć się życiem”. Co o tym myślisz?

Myślę, że takie myślenie sprawdza się do momentu, gdy jest wszystko dobrze. Gdy zakładamy optymistyczny scenariusz. A życie pokazuje, że nie zawsze tak jest. Przecież zdarzają się choroby. Teraz mamy na to dobry przykład. Dla wielu osób jest to pewnego rodzaju sprawdzian, bo przez epidemię wielu ludzi właśnie teraz traci pracę. W takiej sytuacji poduszka bezpieczeństwa daje nam swobodę i pewność, że nie ma o co się martwić.

Więcej o poduszce przeczytasz tutaj:
Fundusz bezpieczeństwa – Twój OBOWIĄZKOWY cel finansowy

Inne spojrzenie na wydatki

Zdecydowanie po wybuchu epidemii COVID-19 zarówno w marcu jak i teraz przy okazji drugiej fali otrzymałem od moich słuchaczy i widzów bardzo wiele maili z krótką wiadomością: „Dzięki za finansową poduszkę”. Cieszyli się, że wystarczająco wcześnie trafili na treści, którymi się dzielę, żeby tę poduszkę finansową zbudować. I ona się bardzo w tym trudnym okresie przydała. Powiedz Bartek, od czego Wy zaczęliście wprowadzenie pozytywnych zmian. I mówię tutaj: Wy, bo wiem, że działałeś w zespole ze swoją żoną.

Często za sukcesem mężczyzny stoi kobieta i tutaj naprawdę tak jest: od żony zawsze mam duże wsparcie. Gdy gra się razem, do tej samej bramki, to jest o wiele łatwiej.

Zaczęliśmy od spisania, ile mamy. Za dużo tego nie było, więc nie było co tam spisywać, ale wypisaliśmy, na co się rozchodzą pieniądze. Spisaliśmy to, żeby mieć świadomość.

Dodatkowo każdy wydatek – na przykład abonament, czy posiadanie samochodu – podliczyłem jako wartość  roczną i przemnożyłem przez  10 lat. Żeby zdać sobie sprawę, jaka to jest skala i ile można w ciągu tych 10 lat zaoszczędzić kapitału, jeśli nie wyda się go na bzdury. . I różne takie abonamenty – nawet najprostsze: za telefon, czy za internet – znacząco obniżyliśmy. Udało nam się znaleźć lepszą, tańszą ofertę.

Więcej o wycinaniu wydatków przeczytasz w artykule:

9 wydatków, które możesz wyciąć od razu

Dużym takim wydatkiem okazało się posiadanie dwóch samochodów. I np. samochód, który miałem kosztował mnie rocznie 8400 złotych. Eksploatacja, mechanik, paliwo, ubezpieczenie. Jeśli pomnożymy to przez 10 lat, wyjdzie nam 84000 zł. To jest już konkretna kwota. No i postanowiłem na przykład sprzedać ten samochód. Gdy sprzedałem samochód, zacząłem więcej jeździć rowerem do pracy. Dzięki temu miałem czas na treningi.

Mnożenie przez 10 lat – to bardzo ciekawy sposób. Myślę, że wielu słuchaczy i widzów będzie mogło z tego skorzystać, bo to rzeczywiście może otworzyć oczy.

Tak naprawdę rocznie, czy miesięcznie, gdy wydajemy pieniądze na samochód, może się to wydawać mało. No bo co to jest: damy na paliwo 200-400 złotych, plus inne rzeczy, jak ubezpieczenie, które jest płatne raz w roku, i o którym się zapomina. Ale gdy to zsumujemy roczne wydatki i pomnożymy przez 10, wychodzą potężne pieniądze.

Idea trzech słoików

Bartek, a jakie jeszcze inne sposoby lub narzędzia dbania o finanse wprowadziliście w swoim życiu, żeby wasza sytuacja finansowa zaczęła się poprawiać?

Postanowiliśmy, że nie będziemy się skupiać tylko na cięciu wydatków, bo trzeba też zwiększać dochody. Mnie nie satysfakcjonuje życie mnicha, ograniczanie wszystkiego i niekorzystanie z życia. Tutaj podoba mi się Twoje podejście – rozdzielenie finansów na „3 słoiki”. Mamy pieniądze po to, żeby realizować swoje pasje i marzenia. Bardzo podobało mi się Twoje porównanie z trzema słoikami.

Tę ideę trzech słoików wdrażałem wtedy, gdy uczyłem swoje dzieci dbania o finanse. Uważam, że są trzy ważne cele, na które warto przeznaczyć swoje pieniądze:

  • po pierwsze: na cieszenie się życiem,
  • po drugie: na mądre inwestowanie z myślą o przyszłości,
  • po trzecie: na pomaganie innym, o czym też dzisiaj porozmawiamy.

A powiedz jeszcze: z tych róznych narzędzi i sposobów, o których pisałem przez lata na blogi – co działało, a co się nie sprawdziło w Waszym przypadku?

U mnie w ogóle nie działał budżet i planowanie wydatków. To była jakaś tragedia, żeby to wszystko spisywać, pamiętać gdzie co wydaliśmy, potem siedzieć nad tym. Dlatego postanowiłem zastosować bardziej drastyczną metodę.

Co miesiąc, czy co kwartał zwiększaliśmy kwotę procentową, jaką musimy odłożyć z tego, co zarobimy. Czyli na przykład w pierwszym miesiącu zrobiliśmy mały krok – 5%, i tak przez 3 miesiące odkładaliśmy te 5%. Później zwiększyliśmy to do 10%. I stwierdziłem, że jeśli uda nam się ograniczyć zbędne koszty i zwiększyć dochody tak, żeby połowę pieniędzy przeznaczyć na inwestycje, a za drugą połowę żyć, to całkowicie nie będziemy się zajmować budżetami i spisywaniem wydatków.

Udało się do tego dojść, i teraz praktycznie 50% z tego, co zarabiamy – odkładamy i inwestujemy.

Jeśli jednak chcesz dać budżetowi szansę, poradnik jak go stworzyć znajdziesz tutaj:
Budżet domowy krok po kroku

Zamiast wymówek – działaj z tym, co masz

No dobrze, to teraz takie pytanie – ktoś może nas słuchać i myśleć sobie: „Chłopie, jak Ty zarabiasz 10 000 zł miesięcznie, to nie sztuka odkładać pieniądze”. Co możesz powiedzieć takim osobom, które uważają, że trzeba mieć bardzo duże zarobki?

Jeśli ma się zarobki 1500 czy 1000 złotych i jeśli chcemy z tego odłożyć 50%, to wiadomo, że tak się nie da. Dla mnie ważne jest to, żeby nie mieć tylko jednego źródła dochodu. Czyli załóżmy: ja pracuję na etacie, mam pracę, ale oprócz tego sprzedaję rzeczy na różnych portalach. Trzeba cały czas czegoś próbować. To nie jest tak, że od razu otworzy się firmę i to wyjdzie. Żona próbowała wielokrotnie różnych rzeczy, ale nie wychodziło. A teraz akurat trafiliśmy na niszę, w której jest popyt i idzie nam dobrze.

Ja zawsze powtarzam, że o finanse w związku trzeba dbać razem. I też w Twoich mailach to się przewijało. Bo jak jedna strona – np. Ty – będziesz oszczędzać, a żona nie (albo na odwrót), to raczej niewiele z tego wyjdzie.

To jest kluczowe. Dwie osoby muszą współpracować. Nie wyobrażam sobie sytuacji, że ja oszczędzam, a żona wszystko wydaje. To nie ma sensu. Ale akurat tutaj tak się dobraliśmy, że nie mamy problemu.

Jak to wyglądało w Twoim przypadku. Mówisz, że wcześniej, gdy byłeś sam, to się tym nie przejmowałeś. Nagle zakładasz rodzinę, stajesz się odpowiedzialny?

Zanim poznałem żonę, to postanowiłem wstępnie zmienić różne rzeczy w swoim życiu. To nie było tak od razu, że się poznaliśmy i jest wielka rewolucja.

Czyli to nie było zaskoczenie. Miałeś jakiś swój pomysł i sposób działania. A w jaki sposób zdobywałeś wiedzę na temat tego, jak dbać o własne finanse?

Uważam, że w dzisiejszych czasach to jest bardzo proste. Wymaga tylko chęci. W internecie jest tyle informacji za darmo. Ja na Twój blog trafiłem na samym początku – w 2013 roku.

Rzeczywiście! To same początki bloga.

Moim zdaniem teraz są i książki,  i w internecie jest dużo wiedzy za darmo: np. blogi finansowe. Naprawdę nie ma problemu. Jest tylko kwestia tego, czy są chęci. Dużo osób nie dokonuje zmian ze względu na wygodę i przyzwyczajenia. Tak im jest wygodnie. Każda zmiana wiąże się z jakimś wyrzeczeniem i czymś nowym, i po prostu niekoniecznie nam się chce.

Nietypowy sposób na zatamowanie wydatków

A jak długo już trwa to Twoje dbanie o własne finanse? Ile czasu minęło od momentu, kiedy powiedziałeś: dobra, mam dość, koniec, od teraz zaczynam budować swoje oszczędności?

Chyba 7-8 lat. Na początku miałem problemy, nie było to łatwe. U mnie na przykład w ogóle nie działało posiadanie konta oszczędnościowego. Nie mogłem oszczędzać w złotówkach, bo wszystko, co oszczędziłem – wydawałem. Okazało się, że były to pieniądze „potrzebne” i jakoś się rozchodziły. Więc postanowiłem, że skoro ludzie mogą brać kredyty we frankach, to ja mogę we frankach oszczędzać.  I w tej walucie budowałem też swoją poduszkę finansową.

Czyli zamieniałeś złotówki na waluty?

Dokładnie. Na początku chodziłem do kantoru, później miałem już konto walutowe i po prostu było mi trudniej wydać te pieniądze. W Polsce przecież w żadnym sklepie nie przyjmą obcych walut. A gdy nie miałem pieniędzy fizycznie, to później robił się z tego skomplikowany zabieg. Musiałem jechać do kantoru, wymienić na złotówki, jechać po zakupy – nie chciało mi się.

Czyli taka bariera, która powstrzymała Cię psychicznie przed wydawaniem. To też ciekawy sposób.

Najlepsze cele są oparte na działaniu

Czy gdzieś na tej drodze mieliście jakieś momenty zwątpienia? Czy nie zadawałeś sobie pytań: Po co ja to właściwie robię? Przecież miliony Polaków przepuszczają kasę na bzdury i nic im nie jest.

Ja mam tak, że gdy jasno sobie postawię jakiś cel, to do niego dążę. Ważne, żeby przy formułowaniu celów postawić je sobie tak, żeby były oparte na działaniu. Czyli nie cel ogólny: będę bogaty, albo: będę miał 100 000 zł, czy inną kwotę, tylko cel oparty na działaniu. Konkretnie. Jeżeli chodzi o finanse, to może być: odkładamy taką czy taką kwotę, albo procent każdego miesiąca.

W przypadku nauki języków obcych nie mówię: za rok będę mówił po hiszpańsku, bo to zbyt ogólny cel. U mnie działa to tak, że codziennie uczę się po 15-30 minut języka obcego. I wtedy takie cele oparte na działaniu wiele ułatwiają. Mózg się przyzwyczaja i wie, co trzeba zrobić danego dnia, jaki był plan. Wchodzi to w nawyk i nie ma zwątpienia. To się zautomatyzuje.

Dokładnie. A gdy się tego typu drobne cele realizuje codziennie, to efekty pojawiają się same.

I kto tutaj jest normalny?

Skoro masz takie podejście do finansów i od kilku lat starasz się oszczędzać i racjonalnie z nimi postępować, no to, mówiąc wprost, jesteś w mniejszości. Póki co nie jest to w Polsce popularne podejście, chociaż bardzo pracuję nad tym, żeby to zmienić. Jak na te zmiany, które zaczęły pojawiać się w Waszym życiu, reagowała rodzina i znajomi. Czy spotkaliście się z pomocą, czy przeciwnie – niezrozumieniem?

To może opowiem historię znajomego. Z perspektywy czasu wydaje się zabawna. Przyszedł do nas w odwiedziny gdy akurat sprzedaliśmy jeden z naszych samochodów. Nie mamy też telewizora. Zamiast tego czytamy książki i spędzamy czas razem. Ten znajomy przyszedł i zaczęliśmy rozmawiać. Powiedział, że kupił niedawno nowy model telewizora, który nie ma tej ramki wokół ekranu. Widać cały ekran. No po prostu musiał mieć nowy model.

I ten kolega nagle mówi do mnie: „a Tobie to chyba jakoś słabo idzie, Ty nie masz przypadkiem problemów finansowych?” A ja na to: „A skąd Ci się to wzięło?!” On odpowiedział: „No bo sprzedałeś samochód, sprzedajesz też inne rzeczy, nie macie telewizora, wakacje spędziłeś ostatnio w Polsce, to Ci chyba słabo idzie”. Nie skomentowałem, ale pomyślałem, że on chciałby mieć taką poduszkę finansową  i spokojną głowę jak ja.

No właśnie! Dave Ramsey w czołówce swojego podcastu ma takie powiedzenie, że woli symbol statusu w postaci spłaconego kredytu hipotecznego, niż w postaci BMW kupionego na raty. Wie, że to jest zupełnie inna sytuacja i jest kolosalna różnica pomiędzy byciem osobą zamożną a wyglądaniem jak osoba zamożna, żyjąca na kredyt.

Ciesz się życiem i… pomagaj innym!

Zaczęliśmy od sytuacji finansowej, ale to jest tylko część Twojej historii. Bo wziąłeś się także bardzo ostro za rozwój swojej pasji – kolarstwa. I co więcej, postanowiłeś to dodatkowo połączyć z pomocą innym osobom. Opowiedz nam o tym.

Oprócz dbania o rodzinę moją pasją jest także kolarstwo. Ale kolarstwo w wydaniu długodystansowym, czyli zawody, które trwają albo: 24 godziny lub więcej, albo: na dystansie 500 km wzwyż. I połączyłem to ze zbiórką pieniędzy na chorego chłopca. Tutaj akurat przyjechałem ze Świnoujścia do Ustrzyk, czyli praktycznie więcej w Polsce w linii prostej się nie da przejechać. Tam wyszło 1035 km. Zawody trwały non stop.

Postanowiłem, że jakbym to zrobił i nie połączył tego z akcją charytatywną, to byłoby tylko tyle, że zrobiłem coś dla siebie, udowodniłem coś sobie. A tutaj jednak ten wysiłek nie poszedł na marne, bo udało się zebrać pieniądze na chorego chłopca. Jakub Grzeszczak – opiekuje się nim fundacja Dzieciom. Chłopak urodził się z rzadką wadą rozwojową – wrodzoną przepukliną przepony oraz z przykurczami w palcach obu rąk. Choruje również na padaczkę i jest pod opieką wielu specjalistów. Wada, z którą się urodził, spowodowała, że nie wykształciły się u niego mięśnie brzuszka, przez co w wielu 4 lat nadal miał problemy z siedzeniem. Cały czas wymaga rehabilitacji i dlatego ja moim kolarstwem postanowiłem pomóc w uzbieraniu pieniędzy na specjalną kamizelkę, która stabilizuje mu tułów, dzięki czemu może siedzieć samodzielnie.

Niesamowite jest też to, że starasz się pomagać. Rozumiem, że zbiórka na tego Kubę cały czas trwa.

Ta fundacja wspiera rodziców i rodzinę Kubusia. Akcja trwa cały czas na stronie: https://dzieciom.pl/podopieczni/32630. Jego schorzenia wymagają systematycznej i kosztownej rehabilitacji. Aby zobaczyć efekty terapii, konieczne jest udział w turnusach rehabilitacyjnych przynajmniej raz na kwartał. Oprócz tego ten mały człowiek każdego dnia otrzymuje zastrzyki i leki, po kilka razy dziennie ćwiczy z rodzicami i jest przez nich masowany. Cała ta terapia jest niezwykle kosztowna, dlatego tak ważne jest wsparcie zbiórki, którą tutaj wskazałem. 

Postaramy się choć trochę pomóc w marketingu tej zbiórki. Ja i moja żona mamy specjalne konto, na które co miesiąc wpływa określona kwota. Kiedy pojawia się możliwość takiej faktycznie realnej pomocy, przekazujemy te środki na takie wsparcie. Więc z przyjemnością zrobimy to także dla tej zbiórki.

Można pomagać nawet przy niewielkim budżecie

A jeżeli ktoś się zastanawia co zrobić z pieniędzmi – dla mnie właśnie też bardzo ważny jest ten trzeci element: pomoc innym. Ale po co w ogóle pomagać innym? Nie lepiej przekazać te pieniądze na przyjemności lub inwestycje?

Właśnie nie. Trzeba pomagać nie tylko finansowo. My też przeznaczamy około 5-10% na pomoc różnym fundacjom, ale można pomagać, nie mając pieniędzy, chociażby organizując zbiórkę. Gdy byłem młodszy, razem z kolegami odmalowaliśmy mieszkanie jednemu panu, który był kombatantem. Nie trzeba pomagać tylko finansowo!

Dla mnie ogromną motywacją do dbania o finanse jest to, że pieniądze pozwalają działać na większą skalę i robić na większą skalę także te dobre rzeczy. A jak dzisiaj wygląda Twoje życie pod względem finansowym? Jakie masz plany na przyszłość, jak sobie radzisz?

Pod względem finansowym jest na razie bardzo dobrze, nie mogę narzekać. Plany na przyszłość? Zainspirowali mnie żołnierze GROMu, którzy zrobili ekstremalny triathlon – przepłynęli z Helu do Gdyni, przejechali rowerem do Zakopanego i wbiegli na Rysy. Zajęło im to 5 dni. Ja stwierdziłem, że za jakiś czas spróbuje zrobić to w 3 dni. Chciałbym to połączyć ze zbiórką. W mieście, w którym mieszkam, miał powstać z budżetu obywatelskiego ogród sensoryczny dla dzieci autystycznych i dla osób niewidomych – ale niestety nie powstał. Pomyślałem, że dobrze by było zebrać kwotę 100.000 zł i po prostu połączyć to z wyzwaniem.

Super, bardzo fajny cel i trzymam z całej siły kciuki, żebyś potrafił go osiągnąć i znalazł w sobie siłę na zrealizowanie tego marzenia. Gdybyś po tej naszej rozmowie chciał zostawić widzów i słuchaczy z jakąś jedną myślą lub radą, którą warto zapamiętać, to co ty było?

Żeby doceniali czas, jaki mają. Czas jest ogromną wartością i wiele osób tego nie docenia i marnuje go.

Bartek – bardzo serdecznie dziękuję Ci za spotkanie, za dzisiejszą rozmowę, za to, że podzieliłeś się swoją pozytywną energią i taka właśnie fajną, pozytywną historią. Zawsze podkreślam, że największymi bohaterami nie są osoby z pierwszych stron gazet, gwiazdy filmowe, czy te zarabiające miliony.  Ale właśnie takie osoby jak Ty, które potrafią po prostu grać kartami, które dało im życie w sposób fenomenalny,  będący inspiracją dla innych. Jestem Ci za to bardzo, bardzo wdzięczny.

Dziękuję Ci za tego maila, którego do mnie wysłałeś, dziękuję Ci za to, że zgodziłeś się wystąpić. Tak jak też powiedziałeś – to wymaga odwagi. Ale chcę, żebyś wiedział, że to po prostu jest inspiracja i pomoc dla innych osób oraz najlepszy dowód na to, że warto po prostu żyć świadomie i mądrze podchodzić nie tylko do finansów, ale też do innych obszarów swojego życia.

To wszystko na dziś. Mam wielką nadzieję, że historia Bartka była dla Ciebie inspirująca i że udało Ci się z tego wywiadu wynieść coś fajnego dla siebie. Będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli w komentarzu zostawisz kilka ciepłych słów dla Bartka. Bardzo stresował się tym wystąpieniem i na pewno będzie mu miło, jeśli dodasz mu otuchy.

A jeśli chcesz wesprzeć małego Kubusia, dla którego Bartek przejechał całą Polskę, możesz to zrobić na stronie fundacji:

Fundacja Dzieciom – Jakub Grzeszczak

W imieniu Bartka i Kubusia dziękujemy 🙂