Już dawno nie czułem takiego spokoju, odprężenia i całkowitej pewności, że to będzie wspaniały rok. Tak, wiem, że media aż huczą od złych wiadomości, że działania polityków mogą przyprawić o zawrót głowy, a lista różnego rodzaju zagrożeń jak zwykle jest bardzo długa. Mimo wszystko odczuwam głęboki spokój i całkowitą pewność, że w tym roku dam radę zrealizować swoje cele i wartościowe projekty.

To przekonanie zawdzięczam kilku dniom ciszy, całkowitego oderwania od Internetu i telefonu, oraz krótkiemu zdaniu, na które natknąłem się tuż po świętach:

Z życiem można robić dużo więcej,
niż przyspieszać jego tempo.
Gandhi

No właśnie. Zdałem sobie sprawę, że przez sporą część ubiegłego roku zajmowałem się głównie podkręcaniem tempa swojego życia. Postanowiłem, że ten rok będzie inny.
Zapewne po świąteczno-noworocznej przerwie, podobnie jak ja, wracasz właśnie do normalnego trybu działania i wkrótce będziesz pracować na pełnych obrotach. Przedstawiam Ci zatem moją prywatną listę sześciu sposobów na wspaniały rok. Być może niektóre przydadzą się również Tobie.

 

1. Mniej pracy, więcej mądrego działania.

Rodzina czy praca? Praca czy zdrowie? Zdrowie czy finanse? Co jest ważniejsze? Oczywiście każdy z tych obszarów życia jest ważny. Gdy jednak dochodzi między nimi do konfliktu i trzeba dokonać jednoznacznego wyboru, o kolejności decyduje nasza wewnętrzna hierarchia wartości. Ta kolejność zawsze była dla mnie jasna: rodzina, zdrowie, praca, finanse. Przynajmniej na papierze. Bo kiedy przyszło do podsumowania roku, nie dało się ukryć, że praca była na pierwszym miejscu, a reszta poszła jednak „w odstawkę”.

Postanowiłem sobie, że w 2016 roku moje decyzje i działania będą w pełni odzwierciedlały hierarchię wartości. A to musi oznaczać jedno: mniej czasu będę poświęcać na pracę. To całkiem fajne postanowienie, prawda?

Oczywiście samo w sobie nie jest ono żadnym rozwiązaniem. Szczególnie, że pomimo poświęcania mniejszej ilości czasu na pracę, zamierzam znacznie więcej w tym roku osiągnąć. Aby to było możliwe, muszę pracować mądrzej. Hasło work smart, not hard znam już od dawna, ale w tym roku postanowiłem z pełną konsekwencją wprowadzić je w życie. Pomogą mi w tym kolejne punkty.

 

2. Poranny rytuał

Jak wyglądają Twoje poranki w tygodniu pracy? Wyłączasz budzik, zrywasz się z łóżka, myjesz, ubierasz, pochłaniasz w pośpiechu śniadanie (albo i nie), być może zawozisz dzieci do szkoły i gnasz pędem do pracy? Wszystko w dużym pospiechu i w pełni automatycznie? A gdyby tak zacząć dzień nieco inaczej? Spokojniej, bez pośpiechu, a przede wszystkim – bardziej świadomie?

Jakiś czas temu przeczytałem książkę  The Miracle Morning: The Not-So-Obvious Secret Guaranteed to Transform Your Life (Before 8AM)
 a w czasie przerwy świątecznej „wdrożyłem ją w życie”. W książce jest mnóstwo pomysłów na to, jak sprawić, aby poranek zamienił się w jeden z najprzyjemniejszych i najbardziej wartościowych momentów w ciągu dnia. Przez ostatnie dwa tygodnie testowałem na sobie tę koncepcję i muszę przyznać, że działa rewelacyjnie. Na czym polega?

Wszystko sprowadza się do prostej obserwacji, że dobry, produktywny, pozytywny poranek zamienia się zwykle w dobry, produktywny i pozytywny dzień. Natomiast zły, negatywny, pełen pośpiechu poranek sprawia, że reszta dnia również jest słaba. Trzeba więc zrobić wszystko, by zacząć dzień w sposób, który zapewni nam dużo energii, dużo pewności siebie i dużo pozytywnego nastawienia do życia i pracy.

W książce jest wiele podpowiedzi i sposobów, jak ułożyć swój „poranny rytuał”. Ja postanowiłem poświęcać na to 15 minut każdego poranka, co wygląda mniej więcej tak:

  • Przez 5 minut wyciszam się, uspokajam oddech, odprężam i uświadamiam sobie, jak wiele jest spraw w moim życiu, za które jestem ogromnie wdzięczny (rodzina, zdrowie, swoboda działania, itp.). Pozwala mi to docenić życie i natychmiast uwolnić się od porannego napięcia i zbędnego pośpiechu.
  • Przez 5 minut przeglądam swój zeszyt z długoterminowymi celami i wyobrażam sobie, jak będzie wspaniale, gdy je zrealizuję. Nie chodzi tylko o cele biznesowe, ale także o podróże, które chcę odbyć, o ludzi, których chcę poznać, itp. Przeglądam też swoje dawniejsze notatki i cele, które już osiągnąłem. Dzięki temu pamiętam, że potrafię realizować swoje marzenia.
  • Przez 5 minut wykonuję kilka ćwiczeń gimnastycznych, by się porządnie dotlenić, pobudzić krążenie i poczuć związany z tym zastrzyk energii.

To raptem kwadrans, a sprawia, że od samego poranka jestem spokojny, zrelaksowany, zadowolony, pozytywnie nastawiony do życia, pełen wiary we własne siły i energii do działania. Robię tak codziennie od dwóch tygodni i wszystko wskazuje na to, że będzie to jeden z moich najbardziej wartościowych nawyków. Bardzo zachęcam Cię do wypróbowania czegoś podobnego. Jeżeli rano nie masz na to czasu – wystarczy, że wieczorem położysz się trochę wcześniej. Różnicę zrozumiesz już po kilku dniach stosowania. Zdecydowanie polecam.

 

3. Jedna rzecz

O tej idei pisałem na blogu dokładnie pół roku temu we wpisie: Jedna rzecz. Najważniejsza. Polega ona na tym, aby każdego dnia poświęcić spory kawałek czasu na takie działania, które zwykle nie są pilne, ale w długim okresie mają zdecydowanie największy wpływ na nasz życiowy i zawodowy sukces. Zachwyciłem się tym i zacząłem stosować. Niestety, jak powiedział Morfeusz w pierwszej części Matrixa: Znać właściwą drogę, a iść właściwą drogą, to dwie różne rzeczy (w oryginale: There is a difference between knowing the path and walking the path).

Przez kilka tygodni działało świetnie, a potem… wziąłem na siebie zbyt dużo zleceń i temat mi się niestety rozjechał. Stało się dokładnie tak, jak napisał Gary Keller i Jay Papasan w książce pt. Jedna rzecz. Zaskakujący mechanizm niezwykłych osiągnięć. Zrealizowałem mnóstwo pomniejszych projektów, a te najważniejsze, ale mniej pilne, poszły na boczny tor. Klasyczny błąd.

Cóż. Znacie zapewne cytat z Seneki Starszego: Errare humanum estBłądzić jest rzeczą ludzką. W rzeczywistości ten cytat jest dłuższy: Errare humanum est, sed in errare perseverare diabolicum. Czyli: Błądzić jest rzeczą ludzką, ale trwać w błędzie rzeczą diabelską. Postanowiłem, że w 2016 roku takiej „diabelskiej” wpadki już nie zaliczę i bardzo zadbam o to, aby moja „Jedna rzecz” – czyli najważniejsze zadanie, nad którym w danym okresie pracuję, znalazło stałe miejsce w planie dnia.

Każdego dnia, do południa, będę pracować nad moją „Jedną rzeczą”. To będzie pierwsze zadanie, do którego zasiądę natychmiast na początku pracy. W tym czasie nie będzie też żadnego odbierania maili ani telefonów. Powiadomienia wyłączone, telefon wyciszony. Po prostu: nie ma mnie i już. Na początek zacznę od nieco mniejszego projektu, aby wyrobić w sobie właściwy nawyk: zabiorę się za zmianę archaicznego wyglądu mojego bloga i uzupełnię jego zawartość o kilka ważnych zakładek. Chodzi to za mną od wielu miesięcy i mam już dość odwlekania tej sprawy. Za kilka tygodni przekonamy się, jak „Jedna rzecz” działa w praktyce.

Jeżeli też nosisz w głowie projekty, które są ważne, a które ciągle odkładasz na potem, być może warto spróbować podobnego podejścia? Może na początek wystarczy chociaż jedna godzina dziennie?

 

4. Czas dla rodziny

Rzucam dziś cytatami jak z rękawa. To pewnie dlatego, że przez ostatnie 2 tygodnie całkowicie oderwałem się od codzienności (mam nadzieję, że nie od rzeczywistości 🙂 ). Tym razem chodzi mi po głowie zdanie Briana Tracy’ego na temat czasu, które usłyszałem w jakimś audiobooku. Nie przytoczę go dokładnie, ale brzmiało mniej więcej tak:

Ważna jest JAKOŚĆ czasu spędzonego w pracy
oraz ILOŚĆ czasu spędzonego w domu.
Brian Tracy

Swoją pracę trzeba oczywiście wykonywać jak najbardziej efektywnie, by w możliwie krótkim czasie osiągać dobre rezultaty. Jednak w przypadku relacji rodzinnych ten sposób działania już się nie sprawdzi. Owszem – czas spędzony z rodziną musi mieć również wysoką JAKOŚĆ. Ale nie możemy tą JAKOŚCIĄ starać się zastępować ILOŚCI. Nie miejmy złudzeń: nasi najbliżsi nie zadowolą się 10 minutami, które „efektywnie” z nimi spędzimy. Wzmacnianie więzi w rodzinie wymaga znacznie większej ilości czasu i świadomej uwagi.

Złapałem się niestety na tym, że aby zyskać więcej czasu na pracę, starałem się „podkręcać efektywność” relacji rodzinnych. To nic, że spędziłem z dziećmi 15 minut zamiast godziny. Ważne, że w tym czasie była super zabawa, prawda? Nie, nie prawda. Moje rozmowy z córkami w czasie przerwy świątecznej nie zostawiły mi żadnych złudzeń. Starsza Julka wygarnęła mi wprost: Tato, Ty jesteś ostatnio ciągle zajęty i nawet nie słyszysz, jak coś do Ciebie mówimy, gdy siedzisz przed komputerem. W zasadzie mamy Cię tylko wieczorem, jak przyjdziesz nam trochę poczytać. Trudno o lepszy sygnał ostrzegawczy, co? A myślałem, że tak dobrze sobie z tym radzę…

Wniosek? Więcej czasu dla rodziny. I nie chodzi tutaj o czas na urlopie – z tym nie mam problemów, potrafię się całkiem wyłączyć, czego najlepszym dowodem były ostatnie dwa tygodnie. Chodzi raczej o świadome poświęcanie czasu rodzinie w ciągu zwykłego tygodnia pracy. Wiem z rozmów ze znajomymi i przyjaciółmi, że to jest dość częsta „przypadłość”. Jak to wygląda u Ciebie?

Rozpisałem na kartce cały tydzień i zapisałem w których dniach i które konkretnie godziny są moim „żelaznym czasem dla rodziny”.  Wyczytałem kiedyś, że przeciętny ojciec poświęca dzieciom 7 minut dziennie. Na moich kartkach wychodzi ponad godzina (nie licząc weekendów – wtedy jest więcej), więc oczekuję lepszych efektów w tym roku. Zamierzam tego bezwzględnie dotrzymać i chronić tego czasu jak lew. Do tego potrzebny będzie jednak kolejny punkt.

 

5. Rezygnacja z nadmiaru zadań

I tu jest pies pogrzebany. Bardzo lubię pracować, mam mnóstwo pomysłów, a do tego co chwilę spływają ciekawe zlecenia i propozycje współpracy. Z jednej strony bardzo to cieszy, ale jednak jest tego za dużo.  Do tego odpowiedzi na liczne maile, komentarze, kolejne publikacje, media, szkolenia, wystąpienia… A czas nie jest z gumy.

Do tej pory mówiłem sobie tak: Jest okazja, więc trzeba korzystać! Koncentrowałem się na maksymalnym podniesieniu swojej efektywności, aby wykonać możliwie dużo zadań każdego dnia. Wyznaczałem priorytety, planowałem, pracowałem w świetnym tempie. I choć wieczorem byłem zupełnie wyczerpany, miałem wrażenie, że idzie świetnie. Kiedy wpływała kolejna ciekawa propozycja współpracy, chętnie planowałem ją na kolejne miesiące. I tak to hulało. Więcej, szybciej, byle do przodu! Niestety, z perspektywy czasu widzę, że osiągnąłbym lepsze rezultaty rezygnując z części tych zadań i poświęcając czas na własne projekty.

I tak właśnie będzie w tym roku. Bezwzględny priorytet mają teraz zadania, które sam świadomie i na spokojnie sobie wyznaczyłem. Na wiele propozycji będę więc musiał grzecznie odpowiedzieć: Nie. To jedno ze słów, którego chyba najbardziej w ostatnich miesiącach zabrakło w moim słowniku. Przejrzałem też długą listę swoich zadań i… w pełni świadomie część z nich po prostu skreśliłem. Nie zrobię ich i już. Na ich realizację i tak nie ma czasu, więc przestaję się nimi przejmować.

Czym byłby ten punkt bez cytatu? Myślę, że dobrze pasuje tu taki:

Poza szlachetną sztuką kończenia zadań
istnieje szlachetna sztuka pozostawiania rzeczy odłogiem.
Mądrość życia tkwi w wykluczeniu tego, co zbędne.

Lin Yutang

Spójrz krytycznym okiem na listę swoich zadań, a potem zdecyduj, co możesz z niej skreślić. Wszystkiego i tak nie zrobisz, a części z tych rzeczy po prostu robić nie warto, bo zamiast nich lepiej jest zrobić rzeczy ważniejsze. Świadome podjęcie takiej decyzji jest niczym haust świeżego powietrza. Sprawdź sam!

 

6. Dbanie o relacje

Networking, nawiązywanie kontaktów, budowanie relacji – jakby tego nie nazywać, jest to jeden z najważniejszych czynników każdego sukcesu. Tymczasem, aż wstyd się przyznać, że jest to moja pięta Achillesowa. Choć łatwo przychodzi mi nawiązywanie kontaktów i zawieranie nowych znajomości, to już dbanie o te relacje zupełnie ostatnio leżało. Dlaczego? Bo najzwyczajniej w świecie nie poświęcałem temu świadomej uwagi. Skoro do tej pory z trudem wyszarpywałem kawałki czasu dla rodziny, jak niby miałbym znaleźć go na relacje z innymi ludźmi? Błąd! Głupi błąd!

Nie mam tu żadnych sprawdzonych sposobów, którymi mógłbym się z Tobą podzielić. Wolę nie wypowiadać się w sprawach, na których się nie znam 🙂 W tym roku trafiło to jednak na listę moich priorytetów, a to oznacza, że bezwarunkowo wgryzam się w temat. Na początek wyznaczyłem 7 godzin w tygodniu, w których będę spotykał się z różnymi ludźmi, obdzwaniał znajomych, lub przynajmniej rozmawiał z nimi na Skypie. Zobaczymy jak pójdzie. Jeżeli masz dla mnie jakieś sprawdzone rady, to będę Ci bardzo za nie wdzięczny.

Na pewno ten rok będzie pełen spotkań z ludźmi. A ja bardzo lubię takie spotkania.

Tak właśnie wygląda moja osobista lista, którą w swoim notesie przetłumaczyłem na bardzo konkretne cele. To są nie tyle noworoczne postanowienia, co jednoznaczna decyzja, na co w tym roku będę przeznaczać swój czas. Głęboko wierzę, że w ostatecznym rozrachunki to właśnie sposób wykorzystania czasu zadecyduje o tym, gdzie będę za rok. Czy uda mi się osiągnąć więcej, pracując mniej? Zobaczymy…

A jak to wygląda u Ciebie? Planujesz jakieś zmiany? Podobno warto jest je zapisać, bo wtedy działają jak silne zobowiązanie. Ten wpis na blogu z całą pewnością będzie dla mnie punktem odniesienia przez kolejnych 12 miesięcy i zamierzam się z tego solidnie rozliczyć za rok. Jeśli możesz mi jakoś w tym pomóc (np. dobrą radą albo lekturą), lub podzielić się swoimi planami (żebym wiedział, że nie walczę sam), to Twój komentarz bardzo się przyda. 🙂

To tyle na dziś. Życzę Ci wspaniałego roku 2016! Niech będzie pełen sukcesów, radości i satysfakcji.