Zmiany wymagają czasu. Ile? Nad tym raczej się nie zastanawiamy. A już na pewno nie wtedy, gdy w grę wchodzi zmiana mieszkania. Ile właściwie kosztuje przeprowadzka? Postanowiłem wszystko policzyć i podzielić się z Wami wynikami. Dziś pokazuję ogromne koszty, których większość osób zupełnie się nie spodziewa!

Większe mieszkanie czy dom? Moja krótka historia 

Kiedy trzy lata temu w naszych głowach pojawił się pomysł, żeby zmienić dwupokojowe mieszkanie na większe, nawet przez myśl mi nie przeszło, że zamiast mieszkania mógłbym kupić dom. Byłem wtedy przekonany, że wymaga on dłuższego sprzątania, dodatkowych prac i wyższych kosztów utrzymania. 

Los jednak bywa przewrotny.

Idealne rozwiązanie, jakim było dla nas kupno czteropokojowego mieszkania, okazało się niemożliwe do zrealizowania. Przez rok nie znaleźliśmy nieruchomości, która spełniałaby nasze oczekiwania, a późniejszy entuzjazm wobec kilku mieszkań skutecznie ostudziła wizja wchodzenia na czwarte piętro z wózkiem dziecięcym i zakupami. Inne przeszkody? Fatalnie zaprojektowany rozkład pomieszczeń albo absurdalnie wysoka cena. 

Pozostała jeszcze opcja trzypokojowego mieszkania, którą uznaliśmy za daleko idący kompromis. Dlaczego? Bo dzieci miały dostać osobne pokoje, więc nasza przestrzeń życiowa musiałaby się ograniczyć do salonu, który byłby jednocześnie sypialnią i gabinetem. Doskonale wiedzieliśmy, że w praktyce to właśnie tutaj codziennie szalałoby małe tornado, a córka urządzałaby popisy wokalno-taneczne. Jasne, to nie koniec świata, jednak planowaliśmy kupno nieruchomości na najbliższe kilkanaście lat, a być może i kilkadziesiąt, dlatego w tym przypadku słowo „kompromis” nabrało negatywnego znaczenia. 

Wpadliśmy więc na nieco szalony pomysł, żeby… poszukać domu. Nie za dużego, nie za małego, najlepiej takiego, w którym będzie wystarczająco dużo miejsca dla czteroosobowej rodziny, a dzieci, oprócz własnych pokoi, będą miały też kawałek trawnika i piaskownicę do zabawy. 

Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy i 1 maja 2019 roku wprowadziliśmy się do naszej (i banku) połowy bliźniaka. Uzbrojony w tabelki w Excelu, zacząłem zbierać dla Was konkretne dane, które mogą się bardzo Wam przydać przy realizacji własnej przeprowadzki 🙂

Autorem artykułu jest… rozkminiacz Marcin Kluczek… – znany Wam zapewne jako eMCI – dał się nam poznać jako wnikliwy uczestnik naszych dyskusji o finansach, które toczymy w komentarzach na blogu. Marcin jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego pasją i pracą są technologie komputerowe – zajmuje się zarządzaniem produktami. Od kilku lat zgłębia tajniki finansów osobistych. Entuzjasta arkuszy kalkulacyjnych, które pomagają mu w pracy i podczas analiz produktów finansowych. W wolnych chwilach pracuje nad „projektem Buddy” – narzędziem do zarządzania finansami osobistymi.

Cykl „Zmiana nieruchomości” – zapowiedź 

Tak w dużym skrócie wyglądała moja historia, a piszę o tym nie bez powodu. Postanowiłem, że pokażę Wam na własnym przykładzie, jakie są koszty związane ze zmianą i użytkowaniem nieruchomości. Swoimi przemyśleniami i wnioskami podzielę się z Wami w cyklu wpisów:

  1. Ile czasu zajęły mi sprawy związane ze zmianą nieruchomości? – właśnie czytasz ten wpis.
  2. Ile kosztował każdy etap przeprowadzki? – pokażę szczegółowe zestawienie kosztów i opiszę, jak przebiegła próba zmieszczenia się w założonym budżecie.
  3. Porównanie kosztów użytkowania dwupokojowego mieszkania i domu – wpis opublikuję, gdy będę miał do dyspozycji dane po roku mieszkania w domu.
  4. Opcjonalnie, jako kontynuację dyskusji, mogę przedstawić też blaski i cienie mieszkania w obu typach nieruchomości – jeżeli wyrazicie zainteresowanie tematem.

Wyobrażenia kontra rzeczywistość

Zmiana nieruchomości może być naprawdę fajnym doświadczeniem. Wyobraźcie sobie, że przeglądacie tysiące ofert bez bycia posądzanym o bezproduktywne marnowanie czasu. Brzmi nieźle, prawda? Dodajmy do tego godziny na wybieranie wyposażenia i snucie planów, co gdzie będzie stało, bo sprawy urzędowe, takie jak umowy, kredyt hipoteczny i odebranie kluczy, zajmą przecież chwilę. Potem jeszcze tylko mały remoncik, przeprowadzka, ewentualnie złożenie kilku mebli i jesteśmy na swoim! 

Ile czasu może to wszystko zająć? 100, 200 godzin, więcej?

Przyznam od razu, że w ogóle się nad tym nie zastanawiałem, bo – jak wiadomo – szczęśliwi czasu nie liczą. Chcieliśmy zmienić mieszkanie, żeby było nam wygodniej i żeby dzieci miały lepsze warunki do nauki i zabawy. 

Gdyby ktoś mnie wcześniej zapytał, ile czasu zajmie mi zmiana nieruchomości i przeprowadzka od A do Z, pewnie odpowiedziałbym, że wspólnie z żoną załatwimy wszystko w 200 godzin. No, maksymalnie 300. Na szczęście nikt o to nie spytał, bo okazałoby się, że spudłowałem. I to jeszcze jak! 

Zanim przystąpicie do dalszej lektury zachęcam do obejrzenia krótkiego materiału, który porusza między innymi problem niedoszacowania czasu:


Błędy, które kosztują więcej, niż myślisz

W naszą przeprowadzkę zaangażowało się kilka osób, nie tylko ja i moja żona. Pomagała nam babcia, która opiekowała się wnukami, wsparli nas też bracia i znajomi, którzy poświęcili swój czas, żebyśmy mogli jak najszybciej zamieszkać w nowym domu.

Zanim pokażę Wam swoje wyliczenia, chcę jeszcze napisać o kilku rzeczach, które wpłynęły na liczbę godzin poświęconych przeprowadzce.

  • Gdybyśmy już na początku zdecydowali się na szukanie domu, a nie z uporem godnym wyższej sprawy obstawali przy dużym mieszkaniu, od końcowego bilansu moglibyśmy odjąć wiele godzin, które przeznaczyliśmy na przeszukiwanie setek ofert i długie rozważania.
  • Mnóstwo czasu poświęciliśmy transakcji, która ostatecznie nie doszła do skutku. Przygotowanie umowy przedwstępnej, finansowania, przeglądanie dokumentów, negocjacje i zwykłe rozmowy – to wszystko zajęło łącznie kilkadziesiąt godzin.
  • Poza ostatnimi kilkoma tygodniami, czyli od odbioru kluczy w połowie marca do przeprowadzki podczas majówki, w ogóle nie czułem, że marnujemy czas w ilościach hurtowych. Kiedy w końcu tego czasu zaczęło nam brakować, pracowaliśmy na „dwa etaty”.
  • Dom o powierzchni mieszkalnej ok. 110 m² (pokoje, łazienki, kuchnia, korytarz) kupiliśmy w stanie do odświeżenia i niewielkiego remontu (bez kucia ścian). Remontem zajęła się wynajęta ekipa. Szacuję, że gdybym miał wykonać wszystkie prace sam, po godzinach i w weekendy, musielibyśmy przełożyć przeprowadzkę o 3 miesiące, a oprócz tego co najmniej kilka razy wzywać specjalistów do czynności wymagających doświadczenia.

Długo analizowałem, ile czasu przeznaczyliśmy na poszczególne rzeczy. Oczywiście nie miałem w ręku stopera i nie prowadziłem dokumentacji na bieżąco, jak w przypadku kosztów finansowych, ale myślę że w miarę obiektywnie oszacowałem wszystkie pozycje.

Poniżej przedstawiam Wam zestawienie. Koniecznie dajcie znać w komentarzach, ile godzin obstawialiście.

Tabela 1a - Ile kosztuje przeprowadzka - czas

Tabela 1b - Ile kosztuje przeprowadzka - czas

Jeżeli chcielibyście spróbować oszacować czas potrzebny na przeprowadzkę od A do Z,
>> załączam plik Excel <<

Człowiek mądry po szkodzie

Gdyby któryś ze znajomych powiedział, że mój plan sprzedaży mniejszego mieszkania i kupna większego zajmie 749 godzin, zaproponowałbym mu zmianę lekarza. Dane są jednak nieubłagane. W zestawieniu znajduje się odpowiednik 4 miesięcy pracy jednej osoby, i to z nadgodzinami. Zakładam, że moglibyśmy uniknąć straty około 200 godzin, gdybyśmy od początku szukali domu. Jestem umiarkowanym optymistą, więc sądzę też, że możliwe było zakończenie wszystkiego w mniej niż 500 godzin. 

Daruję sobie jednak dywagacje, co by było, gdyby, i skupię się na tym, co naprawdę miało miejsce, czyli na rzeczach, które zajęły nam najwięcej czasu.

1. Przeglądanie ofert 

Mogłoby się wydawać, że znalezienie interesującej nieruchomości w dobie internetu to kaszka z mleczkiem. Wystarczy ustawić odpowiednie filtry, żeby zobaczyć oferty sprzedaży mieszkań i domów, które spełniają nasze wymagania. Cóż, okazało się, że duży wybór wcale nie ułatwia decyzji. 

Mimo że przygotowałem listy linków z konkretnymi opcjami wyszukiwania do kilku popularnych serwisów i wybranych agencji nieruchomości, sprawdzenie nowych ogłoszeń i zdjęć zajmowało mi za każdym razem około 15 minut. Niby to tylko kwadrans, ale ten czas miesiącami przeciekał mi przez palce. Codziennie, a bywało, że nawet dwa razy dziennie. Żona oczywiście robiła to samo na własną rękę. W niektóre wieczory robiliśmy też wspólne przeglądy ofert, które wielokrotnie kończyły się oglądaniem aranżacji lub wyszukiwaniem różnych „patentów” do zastosowania. Wciągające i czasochłonne, niestety bezproduktywne. 

Absolutnie nie czuję, że przesadziłem, szacując czas przeglądania ofert online na 160 godzin. Wynika to między innymi z faktu, że chcieliśmy uniknąć roli „turystów”, którzy odwiedzają dziesiątki nieruchomości, więc ostra selekcja miała miejsce już na etapie czytanych i oglądanych ogłoszeń. 

2. Niekończące się rozmowy

„Kochanie, widziałeś ten dom, który Ci podesłałam”? Odpowiadałem wtedy, że przecież mieliśmy szukać mieszkania. Efekt? Ponowne analizowanie za i przeciw, trzeci raz. Wiem, że wracanie do zamkniętego tematu jest stratą czasu. W pełni się z tym zgadzam, jednak gdy sześćdziesiąt dziewięć razy sprawdza się portale z nieruchomościami, a wymarzonego mieszkania wciąż tam nie ma, analizy wracają jak bumerang. Poza tym trzeba było omówić wiele dodatkowych spraw:

  • Co sądzisz o takim ustawieniu mebli? Może jednak zmieścimy się w tej malutkiej sypialni?
  • Czy ktoś tam w ogóle myślał? Jak można było wybudować mieszkanie z aneksem kuchennym 5 metrów od najbliższego okna?
  • Patrz, jeśli zburzymy te trzy ściany, a w ich miejsce postawimy dwie w ten sposób, to powinno być ok. 
  • Ta kanapa chyba jednak się tu nie zmieści. 

Przykłady mógłbym wymieniać jeszcze długo, bo powodów do rozmów naprawdę było mnóstwo.

Oczywiście mogliśmy rozmawiać o czymś innym lub zajmować się innymi rzeczami, na przykład lekturą lub zabawą z dziećmi. Nasz czas spożytkowaliśmy jednak właśnie w ten sposób. Jeżeli więc planujecie przeprowadzkę, koniecznie zarezerwujcie kilkadziesiąt godzin na pogaduchy związane z tym tematem. 

3. Oględziny nieruchomości

Sprawa wydaje się prosta: trzeba się skontaktować z właścicielem lub agencją i umówić na wizytę, która potrwa 30-60 minut. I teoretycznie tak to wygląda, ale kiedy doliczymy do tego czas na dojazd, opóźnienia, dodatkowe luźne rozmowy z właścicielami lub agentami, okazuje się, że planowane pół godzinki na obejrzenie mieszkania wydłuży się o godzinę.

Obejrzeliśmy cztery mieszkania i trzy domy, z czego dwa dwukrotnie, żeby fachowiec mógł ocenić ich stan. Bardzo się streszczaliśmy, a i tak szacuję, że czas poświęcony na oględziny wyniósł minimum 13 godzin pomnożone przez trzy: moje, żony i babci, która opiekowała się wnuczętami.  

4. Spotkania ze specjalistami

W trakcie poszukiwań nieruchomości poznamy wielu specjalistów, którzy mogą nam pomóc wybrać odpowiednią dla nas ofertę. Przy ich wyborze obowiązuje niezmienna zasada: decydujmy się na zatrudnienie naprawdę dobrych w swoim fachu. Szkoda czasu na osoby, które udają, że pracują lub dla których liczy się tylko zysk.

Dobra agencja nieruchomości, mimo że pobiera prowizję, może bardzo ułatwić życie. Nas przeprowadziła za rękę przez cały proces, począwszy od pośrednictwa w negocjacjach, przez zebranie dokumentów urzędowych, przygotowanie umowy przedwstępnej i zorganizowanie notariusza, aż po transport do miejsc, w których mieliśmy podpisać jakiekolwiek umowy związane z nieruchomością. Dodatkowym plusem było to, że jako powracający klient zapłaciliśmy preferencyjną prowizję. 

Oczywiście tańsze jest działanie na własną rękę, bez wsparcia agencji, jednak trzeba pamiętać, że wielu nieruchomości nie można kupić bezpośrednio lub ich kupno jest utrudnione. 

Dla kontrastu: współpraca z kiepskim agentem to strata czasu. Przykład? Proszę bardzo: jedna agentka nawet nie zapytała, jakiego mieszkania potrzebujemy. Po prostu pokazała mi nieruchomość, o której w dodatku nic nie wiedziała. To był nasz pierwszy i ostatni kontakt. 

Niezależnie od tego, jaka jest agencja, przed podjęciem współpracy zawsze trzeba podpisać umowę (a wcześniej ją przeczytać). Ja podpisałem cztery takie umowy, przy okazji sondując, czy współpraca z daną agencją będzie jednorazowa, czy będziemy szukali nieruchomości do skutku.

Kwestie związane z kredytem hipotecznym również wymagają kontaktu ze specjalistami. Kilka telefonów i spotkanie z agentem banku zajęły jedynie godzinę, bo wszystkie formularze dostałem wcześniej mailem. Agent przyjechał do mnie tylko po to, żeby zweryfikować wniosek i doprecyzować detale. Podpisanie umowy i uruchomienie kredytu zajęły łącznie około 4 godzin, wliczając w to dojazd, kolejki w banku i problemy techniczne z drukarką. Do tego trzeba jeszcze dodać czas na lekturę umowy oraz skompletowanie odpowiednich dokumentów, a także późniejszą wizytę u notariusza, która w naszym przypadku zajęła godzinę. 

Po drodze rozmawiałem też z  Sebastianem Bilskim (współtwórcą Rankingu Kredytów Hipotecznych), który służył radą i polecił mi sprawdzonych pośredników kredytowych. Jeżeli poszukujecie kredytu hipotecznego, śmiało kontaktujcie się z Sebastianem.

5. Analiza finansowa

Przyznaję, że tu nieco popłynąłem, zatracając się w tabelkach i rozmyślaniach. Kilkanaście godzin na zastanawianie się, czy zakładany budżet będzie wystarczający, a potem analiza różnych scenariuszy, to sporo czasu. Koncepcje jednak zmieniały się dynamicznie, a koszty rosły lawinowo, więc wolałem poświęcić kalkulacjom kilka godzin dłużej niż piętnaście minut za krótko. Sądzę, że przed podjęciem decyzji na wiele lat, która ma duży ciężar finansowy i emocjonalny, w pełni mnie to usprawiedliwia.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

6. Sprzedaż nieruchomości

Ten punkt poszedł wyjątkowo sprawnie, ponieważ zdecydowany kupiec pojawił się, zanim przygotowałem ogłoszenie. Patrząc na obecne zestawienie, aż boję się pomyśleć, ile czasu mógłby zająć klasyczny model sprzedaży, na czele z przygotowaniem opisu, publikacją ogłoszeń, rozmowami przez telefon i przyjmowaniem potencjalnych klientów, oczywiście za każdym razem poprzedzonym sprzątaniem po rozbrykanej gromadce. Obstawiam, że wtedy w tabeli znalazłoby się kilkanaście dodatkowych godzin.  

7. Zakupy

Sama radość, prawda? Otóż nieprawda. Na początku kwietnia miałem już serdecznie dość zakupów. Mój kontakt z kartą płatniczą był tak częsty, że czułem się jak bankomat. Codziennie wybierałem lub zamawiałem coś nowego. Prawdziwym pożeraczem czasu okazało się tournée po sklepach meblowych i przeboje z anulowaniem zamówienia, którego teoretycznie nie można było anulować. 

Czasochłonnych niespodzianek oczywiście nie brakowało. W pewnym momencie remontu okazało się, że trzeba dokupić jeszcze jedną rolkę tapety, najlepiej z tej samej partii. Następnego dnia o 6 rano jechałem 40 kilometrów do sklepu, żeby szukać tej jednej konkretnej rolki. Udało się. Zgarnąłem ostatnią z danej partii, ale byłem dwie godziny do tyłu.

O wiele trudniej było zdobyć bramkę ograniczającą synowi dostęp do kuchni. Z dużą pewnością siebie założyłem, że mogę użyć starej i zostawiłem montaż na ostatnią chwilę. To był błąd. Bramka okazała się za krótka i musieliśmy zdobyć nową w niefortunnym terminie – 2 maja. Niezaplanowany objazd po sklepach z dziećmi trwał prawie 4 godziny, ale daliśmy radę. 

8. Składanie mebli

Lubię składać meble. Zawsze uważałem tę czynność za zabawę dużymi klockami. Poza tym wystarczy, że płacę za wykonanie remontu, meble potrafię złożyć sam. No i złożyłem je w większości sam, łącznie blisko 30 sztuk. Szło doskonale, dopóki nie trafiłem na zestaw, o którym później majster powiedział, że gdyby nie zobaczył instrukcji, to pewnie by nie uwierzył. Nagle tempo montażu spadło o połowę, ja dorobiłem się pierwszego siwego włosa, a czas składania mebli zamknął się w 65 godzinach. 

 9. Sprzątanie i inne prace porządkowe

Ja przeżyłem gehennę z meblami, za to moja żona dokonała niemożliwego, sprzątając wszystko na błysk. Zajęło jej to 2 dni, od rana do późnej nocy. Posprzątała tak, że niezapowiedziana wizyta cioci zakończyła się zaskoczeniem, że jest czysto. 🙂

Moje prace porządkowe polegały głównie na pozbywaniu się opakowań po meblach i innych śmieci. Do tego doszły takie „drobiazgi”, jak między innymi mycie i wypełnienie kostki brukowej czy lakierowanie piaskownicy. 

10. Przeprowadzka

Poszło szybko i sprawnie, ponieważ zdecydowaliśmy, że zostawiamy wszystkie meble z wyjątkiem łóżeczka dziecięcego. Wystarczyło kilka kursów, żeby wszystko przewieźć. Najwięcej czasu zajęło nam pakowanie z jednoczesnym pozbywaniem się przydasiów, a później rozkładanie tych rzeczy w nowych miejscach. 

11. Niespodziewane komplikacje

Przeprowadzka to jeszcze nie koniec. Przekazaliśmy klucze do naszego starego mieszkania nowemu właścicielowi i przemeldowaliśmy się. Gdy już myśleliśmy, że formalności urzędowe są za nami, dowiedziałem się, że posiadacze bezterminowych praw jazdy mają obowiązek w ciągu 30 dni od zmiany adresu zameldowania złożyć wniosek o wymianę dokumentu. Dodatkowo podczas przeprowadzki żona zgubiła swój dokument, więc zaczęliśmy bezowocne poszukiwania. W tej sytuacji nie było innego wyjścia, jak udać się do urzędu osobiście. Nieoczekiwany drobiazg, który ukradł nam kolejne godziny.

Ile warty jest czas? – podsumowanie

Przyznaję, że nadal jestem nieco oszołomiony wynikiem zestawienia. Co jeszcze mogę dodać? Jeśli planujecie zmianę nieruchomości, spróbujcie oszacować budżet czasu. Do tej pory w debatach pod tytułem kredyt czy wynajem, przeprowadzać się czy jeszcze poczekać, nigdy nie brałem pod uwagę tego czynnika, a przekonałem się, że ma on swoją wagę. 

Ile wart jest dla Ciebie Twój czas, oszacuj według własnego uznania. Dla zilustrowania przykładu przygotowałem prostą tabelę.

Tabela 2 - Koszty przeprowadzki - czas

Dajcie znać w komentarzach, co najbardziej Was zaskoczyło w moim zestawieniu. A może macie swoje historie o przeprowadzkach, którymi chcielibyście się podzielić? Jestem bardzo ciekawy Waszych przeżyć i wniosków.

Może Cię zainteresować