11 etapów przeprowadzki – oto ogromne koszty, których na pewno się nie spodziewasz

22

Zmiany wymagają czasu. Ile? Nad tym raczej się nie zastanawiamy. A już na pewno nie wtedy, gdy w grę wchodzi zmiana mieszkania. Ile właściwie kosztuje przeprowadzka? Postanowiłem wszystko policzyć i podzielić się z Wami wynikami. Dziś pokazuję ogromne koszty, których większość osób zupełnie się nie spodziewa!

Większe mieszkanie czy dom? Moja krótka historia 

Kiedy trzy lata temu w naszych głowach pojawił się pomysł, żeby zmienić dwupokojowe mieszkanie na większe, nawet przez myśl mi nie przeszło, że zamiast mieszkania mógłbym kupić dom. Byłem wtedy przekonany, że wymaga on dłuższego sprzątania, dodatkowych prac i wyższych kosztów utrzymania. 

Los jednak bywa przewrotny.

Idealne rozwiązanie, jakim było dla nas kupno czteropokojowego mieszkania, okazało się niemożliwe do zrealizowania. Przez rok nie znaleźliśmy nieruchomości, która spełniałaby nasze oczekiwania, a późniejszy entuzjazm wobec kilku mieszkań skutecznie ostudziła wizja wchodzenia na czwarte piętro z wózkiem dziecięcym i zakupami. Inne przeszkody? Fatalnie zaprojektowany rozkład pomieszczeń albo absurdalnie wysoka cena. 

Pozostała jeszcze opcja trzypokojowego mieszkania, którą uznaliśmy za daleko idący kompromis. Dlaczego? Bo dzieci miały dostać osobne pokoje, więc nasza przestrzeń życiowa musiałaby się ograniczyć do salonu, który byłby jednocześnie sypialnią i gabinetem. Doskonale wiedzieliśmy, że w praktyce to właśnie tutaj codziennie szalałoby małe tornado, a córka urządzałaby popisy wokalno-taneczne. Jasne, to nie koniec świata, jednak planowaliśmy kupno nieruchomości na najbliższe kilkanaście lat, a być może i kilkadziesiąt, dlatego w tym przypadku słowo „kompromis” nabrało negatywnego znaczenia. 

Wpadliśmy więc na nieco szalony pomysł, żeby… poszukać domu. Nie za dużego, nie za małego, najlepiej takiego, w którym będzie wystarczająco dużo miejsca dla czteroosobowej rodziny, a dzieci, oprócz własnych pokoi, będą miały też kawałek trawnika i piaskownicę do zabawy. 

Jak pomyśleliśmy, tak zrobiliśmy i 1 maja 2019 roku wprowadziliśmy się do naszej (i banku) połowy bliźniaka. Uzbrojony w tabelki w Excelu, zacząłem zbierać dla Was konkretne dane, które mogą się bardzo Wam przydać przy realizacji własnej przeprowadzki 🙂

Autorem artykułu jest… rozkminiacz Marcin Kluczek… – znany Wam zapewne jako eMCI – dał się nam poznać jako wnikliwy uczestnik naszych dyskusji o finansach, które toczymy w komentarzach na blogu. Marcin jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego pasją i pracą są technologie komputerowe – zajmuje się zarządzaniem produktami. Od kilku lat zgłębia tajniki finansów osobistych. Entuzjasta arkuszy kalkulacyjnych, które pomagają mu w pracy i podczas analiz produktów finansowych. W wolnych chwilach pracuje nad „projektem Buddy” – narzędziem do zarządzania finansami osobistymi.

Cykl „Zmiana nieruchomości” – zapowiedź 

Tak w dużym skrócie wyglądała moja historia, a piszę o tym nie bez powodu. Postanowiłem, że pokażę Wam na własnym przykładzie, jakie są koszty związane ze zmianą i użytkowaniem nieruchomości. Swoimi przemyśleniami i wnioskami podzielę się z Wami w cyklu wpisów:

  1. Ile czasu zajęły mi sprawy związane ze zmianą nieruchomości? – właśnie czytasz ten wpis.
  2. Ile kosztował każdy etap przeprowadzki? – pokażę szczegółowe zestawienie kosztów i opiszę, jak przebiegła próba zmieszczenia się w założonym budżecie.
  3. Porównanie kosztów użytkowania dwupokojowego mieszkania i domu – wpis opublikuję, gdy będę miał do dyspozycji dane po roku mieszkania w domu.
  4. Opcjonalnie, jako kontynuację dyskusji, mogę przedstawić też blaski i cienie mieszkania w obu typach nieruchomości – jeżeli wyrazicie zainteresowanie tematem.

Wyobrażenia kontra rzeczywistość

Zmiana nieruchomości może być naprawdę fajnym doświadczeniem. Wyobraźcie sobie, że przeglądacie tysiące ofert bez bycia posądzanym o bezproduktywne marnowanie czasu. Brzmi nieźle, prawda? Dodajmy do tego godziny na wybieranie wyposażenia i snucie planów, co gdzie będzie stało, bo sprawy urzędowe, takie jak umowy, kredyt hipoteczny i odebranie kluczy, zajmą przecież chwilę. Potem jeszcze tylko mały remoncik, przeprowadzka, ewentualnie złożenie kilku mebli i jesteśmy na swoim! 

Ile czasu może to wszystko zająć? 100, 200 godzin, więcej?

Przyznam od razu, że w ogóle się nad tym nie zastanawiałem, bo – jak wiadomo – szczęśliwi czasu nie liczą. Chcieliśmy zmienić mieszkanie, żeby było nam wygodniej i żeby dzieci miały lepsze warunki do nauki i zabawy. 

Gdyby ktoś mnie wcześniej zapytał, ile czasu zajmie mi zmiana nieruchomości i przeprowadzka od A do Z, pewnie odpowiedziałbym, że wspólnie z żoną załatwimy wszystko w 200 godzin. No, maksymalnie 300. Na szczęście nikt o to nie spytał, bo okazałoby się, że spudłowałem. I to jeszcze jak! 

Zanim przystąpicie do dalszej lektury zachęcam do obejrzenia krótkiego materiału, który porusza między innymi problem niedoszacowania czasu:

Błędy, które kosztują więcej, niż myślisz

W naszą przeprowadzkę zaangażowało się kilka osób, nie tylko ja i moja żona. Pomagała nam babcia, która opiekowała się wnukami, wsparli nas też bracia i znajomi, którzy poświęcili swój czas, żebyśmy mogli jak najszybciej zamieszkać w nowym domu.

Zanim pokażę Wam swoje wyliczenia, chcę jeszcze napisać o kilku rzeczach, które wpłynęły na liczbę godzin poświęconych przeprowadzce.

  • Gdybyśmy już na początku zdecydowali się na szukanie domu, a nie z uporem godnym wyższej sprawy obstawali przy dużym mieszkaniu, od końcowego bilansu moglibyśmy odjąć wiele godzin, które przeznaczyliśmy na przeszukiwanie setek ofert i długie rozważania.
  • Mnóstwo czasu poświęciliśmy transakcji, która ostatecznie nie doszła do skutku. Przygotowanie umowy przedwstępnej, finansowania, przeglądanie dokumentów, negocjacje i zwykłe rozmowy – to wszystko zajęło łącznie kilkadziesiąt godzin.
  • Poza ostatnimi kilkoma tygodniami, czyli od odbioru kluczy w połowie marca do przeprowadzki podczas majówki, w ogóle nie czułem, że marnujemy czas w ilościach hurtowych. Kiedy w końcu tego czasu zaczęło nam brakować, pracowaliśmy na „dwa etaty”.
  • Dom o powierzchni mieszkalnej ok. 110 m² (pokoje, łazienki, kuchnia, korytarz) kupiliśmy w stanie do odświeżenia i niewielkiego remontu (bez kucia ścian). Remontem zajęła się wynajęta ekipa. Szacuję, że gdybym miał wykonać wszystkie prace sam, po godzinach i w weekendy, musielibyśmy przełożyć przeprowadzkę o 3 miesiące, a oprócz tego co najmniej kilka razy wzywać specjalistów do czynności wymagających doświadczenia.

Długo analizowałem, ile czasu przeznaczyliśmy na poszczególne rzeczy. Oczywiście nie miałem w ręku stopera i nie prowadziłem dokumentacji na bieżąco, jak w przypadku kosztów finansowych, ale myślę że w miarę obiektywnie oszacowałem wszystkie pozycje.

Poniżej przedstawiam Wam zestawienie. Koniecznie dajcie znać w komentarzach, ile godzin obstawialiście.

Tabela 1a - Ile kosztuje przeprowadzka - czas

Tabela 1b - Ile kosztuje przeprowadzka - czas

Jeżeli chcielibyście spróbować oszacować czas potrzebny na przeprowadzkę od A do Z,
>> załączam plik Excel <<

Człowiek mądry po szkodzie

Gdyby któryś ze znajomych powiedział, że mój plan sprzedaży mniejszego mieszkania i kupna większego zajmie 749 godzin, zaproponowałbym mu zmianę lekarza. Dane są jednak nieubłagane. W zestawieniu znajduje się odpowiednik 4 miesięcy pracy jednej osoby, i to z nadgodzinami. Zakładam, że moglibyśmy uniknąć straty około 200 godzin, gdybyśmy od początku szukali domu. Jestem umiarkowanym optymistą, więc sądzę też, że możliwe było zakończenie wszystkiego w mniej niż 500 godzin. 

Daruję sobie jednak dywagacje, co by było, gdyby, i skupię się na tym, co naprawdę miało miejsce, czyli na rzeczach, które zajęły nam najwięcej czasu.

1. Przeglądanie ofert 

Mogłoby się wydawać, że znalezienie interesującej nieruchomości w dobie internetu to kaszka z mleczkiem. Wystarczy ustawić odpowiednie filtry, żeby zobaczyć oferty sprzedaży mieszkań i domów, które spełniają nasze wymagania. Cóż, okazało się, że duży wybór wcale nie ułatwia decyzji. 

Mimo że przygotowałem listy linków z konkretnymi opcjami wyszukiwania do kilku popularnych serwisów i wybranych agencji nieruchomości, sprawdzenie nowych ogłoszeń i zdjęć zajmowało mi za każdym razem około 15 minut. Niby to tylko kwadrans, ale ten czas miesiącami przeciekał mi przez palce. Codziennie, a bywało, że nawet dwa razy dziennie. Żona oczywiście robiła to samo na własną rękę. W niektóre wieczory robiliśmy też wspólne przeglądy ofert, które wielokrotnie kończyły się oglądaniem aranżacji lub wyszukiwaniem różnych „patentów” do zastosowania. Wciągające i czasochłonne, niestety bezproduktywne. 

Absolutnie nie czuję, że przesadziłem, szacując czas przeglądania ofert online na 160 godzin. Wynika to między innymi z faktu, że chcieliśmy uniknąć roli „turystów”, którzy odwiedzają dziesiątki nieruchomości, więc ostra selekcja miała miejsce już na etapie czytanych i oglądanych ogłoszeń. 

2. Niekończące się rozmowy

„Kochanie, widziałeś ten dom, który Ci podesłałam”? Odpowiadałem wtedy, że przecież mieliśmy szukać mieszkania. Efekt? Ponowne analizowanie za i przeciw, trzeci raz. Wiem, że wracanie do zamkniętego tematu jest stratą czasu. W pełni się z tym zgadzam, jednak gdy sześćdziesiąt dziewięć razy sprawdza się portale z nieruchomościami, a wymarzonego mieszkania wciąż tam nie ma, analizy wracają jak bumerang. Poza tym trzeba było omówić wiele dodatkowych spraw:

  • Co sądzisz o takim ustawieniu mebli? Może jednak zmieścimy się w tej malutkiej sypialni?
  • Czy ktoś tam w ogóle myślał? Jak można było wybudować mieszkanie z aneksem kuchennym 5 metrów od najbliższego okna?
  • Patrz, jeśli zburzymy te trzy ściany, a w ich miejsce postawimy dwie w ten sposób, to powinno być ok. 
  • Ta kanapa chyba jednak się tu nie zmieści. 

Przykłady mógłbym wymieniać jeszcze długo, bo powodów do rozmów naprawdę było mnóstwo.

Oczywiście mogliśmy rozmawiać o czymś innym lub zajmować się innymi rzeczami, na przykład lekturą lub zabawą z dziećmi. Nasz czas spożytkowaliśmy jednak właśnie w ten sposób. Jeżeli więc planujecie przeprowadzkę, koniecznie zarezerwujcie kilkadziesiąt godzin na pogaduchy związane z tym tematem. 

3. Oględziny nieruchomości

Sprawa wydaje się prosta: trzeba się skontaktować z właścicielem lub agencją i umówić na wizytę, która potrwa 30-60 minut. I teoretycznie tak to wygląda, ale kiedy doliczymy do tego czas na dojazd, opóźnienia, dodatkowe luźne rozmowy z właścicielami lub agentami, okazuje się, że planowane pół godzinki na obejrzenie mieszkania wydłuży się o godzinę.

Obejrzeliśmy cztery mieszkania i trzy domy, z czego dwa dwukrotnie, żeby fachowiec mógł ocenić ich stan. Bardzo się streszczaliśmy, a i tak szacuję, że czas poświęcony na oględziny wyniósł minimum 13 godzin pomnożone przez trzy: moje, żony i babci, która opiekowała się wnuczętami.  

4. Spotkania ze specjalistami

W trakcie poszukiwań nieruchomości poznamy wielu specjalistów, którzy mogą nam pomóc wybrać odpowiednią dla nas ofertę. Przy ich wyborze obowiązuje niezmienna zasada: decydujmy się na zatrudnienie naprawdę dobrych w swoim fachu. Szkoda czasu na osoby, które udają, że pracują lub dla których liczy się tylko zysk.

Dobra agencja nieruchomości, mimo że pobiera prowizję, może bardzo ułatwić życie. Nas przeprowadziła za rękę przez cały proces, począwszy od pośrednictwa w negocjacjach, przez zebranie dokumentów urzędowych, przygotowanie umowy przedwstępnej i zorganizowanie notariusza, aż po transport do miejsc, w których mieliśmy podpisać jakiekolwiek umowy związane z nieruchomością. Dodatkowym plusem było to, że jako powracający klient zapłaciliśmy preferencyjną prowizję. 

Oczywiście tańsze jest działanie na własną rękę, bez wsparcia agencji, jednak trzeba pamiętać, że wielu nieruchomości nie można kupić bezpośrednio lub ich kupno jest utrudnione. 

Dla kontrastu: współpraca z kiepskim agentem to strata czasu. Przykład? Proszę bardzo: jedna agentka nawet nie zapytała, jakiego mieszkania potrzebujemy. Po prostu pokazała mi nieruchomość, o której w dodatku nic nie wiedziała. To był nasz pierwszy i ostatni kontakt. 

Niezależnie od tego, jaka jest agencja, przed podjęciem współpracy zawsze trzeba podpisać umowę (a wcześniej ją przeczytać). Ja podpisałem cztery takie umowy, przy okazji sondując, czy współpraca z daną agencją będzie jednorazowa, czy będziemy szukali nieruchomości do skutku.

Kwestie związane z kredytem hipotecznym również wymagają kontaktu ze specjalistami. Kilka telefonów i spotkanie z agentem banku zajęły jedynie godzinę, bo wszystkie formularze dostałem wcześniej mailem. Agent przyjechał do mnie tylko po to, żeby zweryfikować wniosek i doprecyzować detale. Podpisanie umowy i uruchomienie kredytu zajęły łącznie około 4 godzin, wliczając w to dojazd, kolejki w banku i problemy techniczne z drukarką. Do tego trzeba jeszcze dodać czas na lekturę umowy oraz skompletowanie odpowiednich dokumentów, a także późniejszą wizytę u notariusza, która w naszym przypadku zajęła godzinę. 

Po drodze rozmawiałem też z  Sebastianem Bilskim (współtwórcą Rankingu Kredytów Hipotecznych), który służył radą i polecił mi sprawdzonych pośredników kredytowych. Jeżeli poszukujecie kredytu hipotecznego, śmiało kontaktujcie się z Sebastianem.

5. Analiza finansowa

Przyznaję, że tu nieco popłynąłem, zatracając się w tabelkach i rozmyślaniach. Kilkanaście godzin na zastanawianie się, czy zakładany budżet będzie wystarczający, a potem analiza różnych scenariuszy, to sporo czasu. Koncepcje jednak zmieniały się dynamicznie, a koszty rosły lawinowo, więc wolałem poświęcić kalkulacjom kilka godzin dłużej niż piętnaście minut za krótko. Sądzę, że przed podjęciem decyzji na wiele lat, która ma duży ciężar finansowy i emocjonalny, w pełni mnie to usprawiedliwia.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

6. Sprzedaż nieruchomości

Ten punkt poszedł wyjątkowo sprawnie, ponieważ zdecydowany kupiec pojawił się, zanim przygotowałem ogłoszenie. Patrząc na obecne zestawienie, aż boję się pomyśleć, ile czasu mógłby zająć klasyczny model sprzedaży, na czele z przygotowaniem opisu, publikacją ogłoszeń, rozmowami przez telefon i przyjmowaniem potencjalnych klientów, oczywiście za każdym razem poprzedzonym sprzątaniem po rozbrykanej gromadce. Obstawiam, że wtedy w tabeli znalazłoby się kilkanaście dodatkowych godzin.  

7. Zakupy

Sama radość, prawda? Otóż nieprawda. Na początku kwietnia miałem już serdecznie dość zakupów. Mój kontakt z kartą płatniczą był tak częsty, że czułem się jak bankomat. Codziennie wybierałem lub zamawiałem coś nowego. Prawdziwym pożeraczem czasu okazało się tournée po sklepach meblowych i przeboje z anulowaniem zamówienia, którego teoretycznie nie można było anulować. 

Czasochłonnych niespodzianek oczywiście nie brakowało. W pewnym momencie remontu okazało się, że trzeba dokupić jeszcze jedną rolkę tapety, najlepiej z tej samej partii. Następnego dnia o 6 rano jechałem 40 kilometrów do sklepu, żeby szukać tej jednej konkretnej rolki. Udało się. Zgarnąłem ostatnią z danej partii, ale byłem dwie godziny do tyłu.

O wiele trudniej było zdobyć bramkę ograniczającą synowi dostęp do kuchni. Z dużą pewnością siebie założyłem, że mogę użyć starej i zostawiłem montaż na ostatnią chwilę. To był błąd. Bramka okazała się za krótka i musieliśmy zdobyć nową w niefortunnym terminie – 2 maja. Niezaplanowany objazd po sklepach z dziećmi trwał prawie 4 godziny, ale daliśmy radę. 

8. Składanie mebli

Lubię składać meble. Zawsze uważałem tę czynność za zabawę dużymi klockami. Poza tym wystarczy, że płacę za wykonanie remontu, meble potrafię złożyć sam. No i złożyłem je w większości sam, łącznie blisko 30 sztuk. Szło doskonale, dopóki nie trafiłem na zestaw, o którym później majster powiedział, że gdyby nie zobaczył instrukcji, to pewnie by nie uwierzył. Nagle tempo montażu spadło o połowę, ja dorobiłem się pierwszego siwego włosa, a czas składania mebli zamknął się w 65 godzinach. 

 9. Sprzątanie i inne prace porządkowe

Ja przeżyłem gehennę z meblami, za to moja żona dokonała niemożliwego, sprzątając wszystko na błysk. Zajęło jej to 2 dni, od rana do późnej nocy. Posprzątała tak, że niezapowiedziana wizyta cioci zakończyła się zaskoczeniem, że jest czysto. 🙂

Moje prace porządkowe polegały głównie na pozbywaniu się opakowań po meblach i innych śmieci. Do tego doszły takie „drobiazgi”, jak między innymi mycie i wypełnienie kostki brukowej czy lakierowanie piaskownicy. 

10. Przeprowadzka

Poszło szybko i sprawnie, ponieważ zdecydowaliśmy, że zostawiamy wszystkie meble z wyjątkiem łóżeczka dziecięcego. Wystarczyło kilka kursów, żeby wszystko przewieźć. Najwięcej czasu zajęło nam pakowanie z jednoczesnym pozbywaniem się przydasiów, a później rozkładanie tych rzeczy w nowych miejscach. 

11. Niespodziewane komplikacje

Przeprowadzka to jeszcze nie koniec. Przekazaliśmy klucze do naszego starego mieszkania nowemu właścicielowi i przemeldowaliśmy się. Gdy już myśleliśmy, że formalności urzędowe są za nami, dowiedziałem się, że posiadacze bezterminowych praw jazdy mają obowiązek w ciągu 30 dni od zmiany adresu zameldowania złożyć wniosek o wymianę dokumentu. Dodatkowo podczas przeprowadzki żona zgubiła swój dokument, więc zaczęliśmy bezowocne poszukiwania. W tej sytuacji nie było innego wyjścia, jak udać się do urzędu osobiście. Nieoczekiwany drobiazg, który ukradł nam kolejne godziny.

Ile warty jest czas? – podsumowanie

Przyznaję, że nadal jestem nieco oszołomiony wynikiem zestawienia. Co jeszcze mogę dodać? Jeśli planujecie zmianę nieruchomości, spróbujcie oszacować budżet czasu. Do tej pory w debatach pod tytułem kredyt czy wynajem, przeprowadzać się czy jeszcze poczekać, nigdy nie brałem pod uwagę tego czynnika, a przekonałem się, że ma on swoją wagę. 

Ile wart jest dla Ciebie Twój czas, oszacuj według własnego uznania. Dla zilustrowania przykładu przygotowałem prostą tabelę.

Tabela 2 - Koszty przeprowadzki - czas

Dajcie znać w komentarzach, co najbardziej Was zaskoczyło w moim zestawieniu. A może macie swoje historie o przeprowadzkach, którymi chcielibyście się podzielić? Jestem bardzo ciekawy Waszych przeżyć i wniosków.

Może Cię zainteresować

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 14 479 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze22 komentarze

  1. Super pomysł z cyklem artykułów na ten temat. Oczywiście napisz Marcin artykuł porównujący mieszkanie w obu typach nieruchomości. Szkoda w sumie że będzie jako ostatni bo fajnie się zapowiada 🙂

    Co do czasu potrzebnego na zmianę mieszkania to masz rację trzeba go naprawdę sporo. Ja poszedłem ostatnio po rozum do głowy i skorzystałem z usług projektanta wnętrz. Mieszkanie w stanie deweloperskim i aż boję się pomyśleć ile czasu musiałbym stracić żeby to wszystko zaprojektować 🙂 W dodatku samemu można popełnić masę błędów i nie do końca wykorzystać danej nieruchomości. Po kilku wykończonych mieszkaniach na wynajem wydawało mi się że mniej więcej ogarniam temat i że projektant nic innego nie wymyśli niż ja sam. Okazało się że zupełnie inaczej można to mieszkanie zaprojektować i jego funkcjonalność potężnie wzrasta. Także warto otaczać się specjalistami w danej dziedzinie. Owszem wszystko kosztuje ale mieszkanie to nie jest paczka zapałek tyko potężna inwestycja na lata więc uważam że warto czasami dołożyć trochę i tym samym uniknąć błędów.

    • Marcin Kluczek

      Cześć Marek,
      Dziękuję. Przy nowym mieszkaniu projektant wnętrz to ciekawy pomysł. Dodatkowy koszt początkowy, gdy rozłożymy go na wiele lat eksploatacji może okazać się świetną inwestycją 🙂

  2. Ha, my po roku bezowocnych poszukiwań mieszkania dla 5 osobowej rodziny spasowaliśmy… w zamian pozbyliśmy się wielu niepotrzebnych rzeczy, nadpłaciliśmy obecny kredyt hipoteczny tym, co mieliśmy odłożone na wkład własny i codziennie przekonujemy się nawzajem, że jeszcze damy radę mieszkać na tych 52m2 przez kilka lat. Ale tak, straciliśmy rok na szukaniu, oglądaniu, porównywaniu i niekończących się rozmowach! Póki ci nie żałuję, że nie mamy większego mieszkania…

    • Marcin Kluczek

      Cześć Magda,
      Skoro dobrze Wam z wyborem, to cieszę się z Wami  Bywały takie momenty, że zostawialiśmy cały projekt na kilka miesięcy w oczekiwaniu na nowe nieruchomości. Czasem w rozmowach również rozważaliśmy przeczekanie jeszcze kilku la na starych śmieciach.

  3. Autor to osoba żyjąca w modelu bardzo wysokokosztowym i na dodatek go promuje. W artykule tylko zakupy, zakupy, zakupy, bo jak można wprowadzić się do nowego domu ze starymi meblami? Pewnie mają 2 samochody… Czemu nie poszli dalej i nie wynajęli kogoś do sprzątania ani nie zamówili mebli z montażem?
    Nigdy nie miałam mieszkania na własność, bo go nie potrzebuję. Moja przeprowadzka? Spakowałam się w 2 walizki i pojechałam autobusem do nowej lokalizacji, co łącznie z rozpakowaniem się trwało 2 godziny. Dodać muszę kolejne 2 godziny przeznaczone na szukanie pokoju.
    Duży stan posiadania niesie duże ograniczenia. Szkoda, że a takich blogach jest promowany niesamowicie konsumpcyjny model życia.

    • Marcin Kluczek

      Cześć VelMagda,
      Szybko oceniasz. Trudno porównywać życie singla, pary i rodziny 2+2. Jeszcze nie tak dawno przeprowadzka zajęła mi godzinę. Dwie torby, plecak i gotowe 🙂 Gdybym teraz przeprowadzał się z rodziną do wynajmowanego mieszkania, zajęłoby to góra trzy dni. Szybki wybór, krótkie negocjacje, bez kredytu, bez remontu, graty do auta i gotowe.

      Nikogo do niczego nie namawiam. Co rozumiesz przez niesamowicie konsumpcyjny model życia?
      – mieszkanie w domu? Ponad połowa Polaków tak żyje. Absolutnie nic nadzwyczajnego.
      – zakup nowych mebli? Żeby ktoś użytkował stare, ktoś musi kupić nowe. „Stare” sprezentowaliśmy komuś, kto nie miał własnych, a w wprowadzał się na swoje.
      – posiadanie dwóch samochodów? Jeśli komuś są potrzebne, to w dlaczego miałby ich nie używać?
      – zlecanie komuś prac domowych? Dla wielu to abstrakcja. Sam tego nie robię, ale znam osoby które robią to od lat i przy ich zarobkach jest to w pełni uzasadnione ekonomicznie.

      W czym problem? W kosztach? Te nie rosną liniowo wraz z metrażem, a wręcz błyskawicznie maleją. Koszty utrzymania domu w okresie wiosenno-letnim były znacznie niższe (ok 30%) niż mieszkania w tym samym okresie. Zobaczymy po roku, gdy dojdą koszty ogrzewania.

      Droższa nieruchomość jest droższa w zakupie, ale i z czasem droższa w czasie sprzedaży.

      Są jeszcze aspekty trudno policzalne. W razie chęci dorosłe dzieci będą mogły mieszkać w tym domu razem z partnerami. Ewentualnie będzie potrzebna jakaś przeróbka. Trzy rodziny pod jednym dachem to chyba jednak mniejsza konsumpcja niż trzy mieszkania? 🙂

    • Porównujesz życie samotnej osoby która mieszka w wynajmowanym pokoju z życiem rodziny z dziećmi i twierdzisz że powinni żyć tak jak Ty. Czyli powinni mieć tyle rzeczy żeby się spakować w 2 walizki, wynajmować mieszkanie zamiast kupować na własność, nie mieć samochodu itd. To jest Twój wybór albo konieczność ale nie narzucaj innym jak mają żyć i ich nie oceniaj. Zobaczymy jak będziesz miała rodzinę i dzieci, czy nadal będziesz mieszkała w wynajmowanym pokoju i mieściła się w 2 walizkach 😉 Powodzenia 🙂

    • Małgorzata

      VelMagda, ty tak serio, czy trolujesz? Rozbawil mnie Twoj komentarz i nieco przerazil brak wyobrazni, empatii itp.
      Jesli autor jest rozsadny, to raczej maja dwa samochody, bo jak np. jedna osoba jest z dala od domu, a z dzieckiem trzeba jechac do lekarza, to co ma robic ta druga osoba? Dzwonic po taksowke, czy szukac autobusu? Wiesz ile czasu idzie sie z dzieckiem 500 metrow? A z chorym, osłabionym dzieckiem? My mamy jeden samochod, ktorego uzywamy bardzo rzadko (bo akurat mieszkamy w miescie kolo przystanku autobusowego), ale wyobrazam sobie, ze inni potrzebuja uzywac samochodu czesciej z roznych powodow.
      Meble czasem lepiej zostawic na starym mieszkaniu, bo moga zostac uszkodzone podczas transportu. Czesto koszt transportu jest tak wysoki, ze ich przewoz sie nie oplaca. Trzeba je tez zniesc, wniesc i ktos to musi zrobic, albo firma transportowa, albo wlasciciel. Takie dzwiganie moze spowodowac kontuzje kregoslupa, stawow, z czym mozna sie borykac do konca zycia. Meble moga tez zwyczajnie nie pasowac do nowego wystroju, a niektorzy chca mieszkac w ladnym otoczeniu i miec spójny wystroj mieszkania.
      Chyba juz wole byc ograniczona z powodu dużego stanu posiadania niż być ograniczona z innych powodow.

  4. Temat dla mnie super na czasie. Jestem w trakcie wyprowadzki. Na razie do wynajetego mieszkania a w perspektywie do naszego wymarzonego domu. Muszę przyznać że nie spodziewałam się liczby zadań o których trzeba pamiętać. Zapominamy jeszcze o ogromnych emocjach., które temu towarzyszą. Wyprowadzka z miejsca gdzie się mieszkało 12 lat. Wydeptywanie nowych ścieżek. Gdzie iść z psem na spacer, gdzie jest sklepik dla wieczornych zachcianek, którędy droga do pracy szkoły? To są drobne ale jednak wielkie zmiany.
    Ale warto dla spełnienia marzeń.

    • Marcin Kluczek

      Cześć Kinga

      Sporo tego jest, ale gdy już usiądziesz na kanapie i nic nie musisz. Bezcenne.

      • Jestem w trakcie – i już się nie mogę doczekać tego momentu 😀 Jeszcze jakiś miesiąc-dwa kupowania, odbierania i składania mebli, i będzie święty spokój 😀

  5. O, po awatarze z komentarzy rozpoznaję – fajnie, że zdecydowałeś się na ten wpis. Czekam też z niecierpliwością na kolejne z cyklu. I chociaż mnie przeprowadzka czeka za rok, to dzięki Tobie już mam większą motywację na wyrzucanie przydasiów. A, zdziwił mnie krótki czas wypakowywania, tak samo jak projektowania – u mnie poszukiwania lokalu trwały chyba krócej (inne wymagania, szerszy wybór, plan mieszkania w nowym lokalu tylko przez parę lat), za to planowanie położenia mebli pochłania wiele wieczorów. Ale to chyba przez specyfikę pracy (ux designer, nakierowanie na użyteczność aplikacji).

    • Marcin Kluczek

      Cześć Kasia

      Przydasie usuwaliśmy regularnie co mniej więcej rok. Dzięki temu nie nawarstwiają się, ale tym razem selekcja była wyjątkowo brutalna i łącznie z piwnicą zniknęło nam dziesięć 60l worków . Część rozdaliśmy, coś sprzedaliśmy, reszta na śmietnik do recyclingu. Wypakowywania było zatem dosyć mało 🙂 Poza tym często brałem w bagażnik kilka kartonów i przy okazji wizyty po prostu je wnosiłem do odpowiednich pomieszczeń. To zaoszczędziło nam trochę czasu. Im mniej pustych kursów, tym lepiej.

      Projektowanie było o tyle proste, że interesowało nas głównie, czy meble się zmieszczą. Zmierzyłem pokoje, zrobiłem w excelu szachownicę z kwadratami odpowiadającymi wymiarom 10×10 cm i przesuwałem klocki 🙂

      Nadal staramy się nie zagracać przestrzeni, szkoda czasu na sprzątanie i zasobów na drobiazgi.

  6. Świetne zestawienie i muszę przyznać, że bardzo przydatne, ponieważ aktualnie z żoną jesteśmy w trakcie zbierania środków na kredyt hipoteczny. Gdy już będziemy mieć te 10-20%, to pomyślimy poważnie o Twoim kursie, aby później wyszukać jak najlepszą opcję. Ale tutaj dodatkowo mamy dylemat, czy mieszkanie to dobry wybór. Twoja historia na pewno nam pomaga. Dziękujemy 🙂

    • Marcin Kluczek

      Cześć Szymon

      Mieszkanie czy dom to temat rzeka. Zależy jaki dom i jakie mieszkanie, gdzie i jakie są udogadniania. Na końcu powstaje dylemat związany z kosztami nabycia.

      Jak na złość developerzy w mojej okolicy właśnie zaczęli budować duże mieszkania od 80 aż po 140 m2. Ceny tych mniejszych mieszkań z miejscem postojowym garażem są już bardzo zbliżone do ceny jaką zapłaciłem za dom.

      Szukaj, pytaj, oglądaj. Na pewno znajdziecie coś odpowiedniego.

      PS. Zarezerwuj dużo czasu 🙂

  7. Bardzo fajna analiza. Sam od pewnego czasu przeliczam na pieniądze czas jaki chcę poświęcić na dane czynności które mógłbym przecież oddać fachowcom. Jest jedno “ALE”. Są również elementy całej tej układanki niewycenialne bo w czasie może dziać się wiele różnych rzeczy, które są lub będą więcej warte niż główna czynność. Mam tu na myśli np. prace wspólne z żoną/rodziną/znajomymi mogą owocować świetną zabawą, poprawą relacji, czasem dla kogoś może to być nawet relaks psychiczny itp. Doszedłem do wniosku, że jeśli coś robię własnoręcznie to albo muszę się na tym znać albo muszę to spożytkować w jakiś dodatkowy sposób jak wspomniane powyżej. Kolejną perspektywą na tą sytuację jest to że nie koniecznie ludzie są w stanie przeznaczyć każdą kolejną godzinę na pracę zarobkową. Często ma się już dość danego tematu który uprawia się 8h dziennie i poszukuje jakiejś odmiany. Zwłaszcza kiedy nasze zarobki nie są sztywno związane z czasem jaki poświęcamy na pracę. Jenak zgadzam się, że warto znać taki czysto teoretyczny koszt.

    • Marcin Kluczek

      Hej Mateusz,

      Bardzo słuszna uwaga. Składanie mebli było dla mnie formą relaksu. Przynajmniej przez pierwsze kilkanaście godzin, potem było już z tym nieco gorzej.

      Piwo z kumplami można wypić nie tylko w pubie, ale też podczas malowania ścian lub składania mebli. Byle nie za dużo 🙂

      Dzięki za opinie w kwestii wyceny czasu. Zawsze miałem z tym problem, dlatego jestem szczególnie ciekaw co myślą czytelnicy.

  8. Artykuł mistrzostwo.
    Siedzę w branży i zajmuję się projektowaniem wnętrz. Często spotykam się ze stwierdzeniem “dlaczego to tyle kosztuję”….
    Biorąc pod uwagę poświęcony czas i przeliczenie na godziny można wywnioskować na ile opłacalne staję się powierzenie wykańczania mieszkania “pod klucz”

  9. Bardzo fajne podsumowanie – o tych kosztach się w ogóle nie myśli, kiedy się podchodzi do tematu zakupu mieszkania, a przecież czas to pieniądz! Sama jestem w tej chwili gdzieś pod koniec ścieżki – już się przeniosłam, dokupuję powoli niezbędne meble. Najmniej czasochłonny był w sumie wybór – bardzo dobrze znałam okolicę, wcześniej mieszkanie kupowała siostra, i rodzice (oni akurat na wynajem i to w tym samym budynku). Akurat trafiło się takie, którego rozkład i metraż mi pasował, i jedyną jego wadą jest jak na razie to, że większość okien ma na północ. No, może kuchnia mogłaby być większa 🙂 Najbardziej “upierdliwym” elementem było jego wykańczanie, bo ekipa kilkukrotnie przekładała termin wejścia do mieszkania i z maja zrobił się w sumie wrzesień, co skutecznie popsuło wszelkie plany urlopowe – nie tylko mi. Także jak możecie, to planujcie takie rzeczy na jakiś październik – listopad… ekipa i tak przyjdzie na wiosnę 😀 Na szczęście przynajmniej zrobili dobrze swoją robotę i ostatecznie uważam, że było warto poczekać. Długo czeka się też na meble, szczególnie te robione na wymiar, jak kuchnia czy szafy w zabudowie. Cała reszta w sumie byłaby całkiem przyjemna… ale pech chciał, że akurat dostałam w pracy projekt wymagający bycia często poza Polską… szkoda było odpuścić taką okazję, szczególnie że to akurat w kraju, który zawsze darzyłam dużą sympatią 🙂 I dopiero takie załatwianie spraw pomiędzy jednym wyjazdem a drugim uświadamia, jak bardzo czasochłonne są tak naprawdę takie przeprowadzki, ile to jest elementów do zamknięcia, zamówień, odbiorów, dostaw… przeprowadzka w biegu, i parę tygodni funkcjonowania na walizkach pomiędzy Polską a zagranicą, z jeszcze większą stertą walizek i pudeł w nowym mieszkaniu, których nawet nie było czasu i sensu rozpakowywać – trochę dało mi w kość, ale poczucie bycia prawie na swoim i tego, ile się udało – bezcenne!

  10. Tytuł fajny, ale przyznam że czegoś innego się spodziewałem. Zgodzę się z twierdzeniem, że prawda “czas to pieniądz” jest to zbyt często pomijana w obliczeniach całkowitego kosztu. Idąc logiką autora, najtaniej (bo najszybciej) byłoby kupić pierwszy dom, którego ogłoszenie znalazło się w internecie. To oczywiście bzdura. Sensem takich wyliczeń powinno być raczej zwrócenie uwagi, jak dużo kosztuje pomijany czas pracy i czy może nie jest on mniej wart niż aktualne źródło dochodu. Ja wychodzę z założenia, że mój czas kosztuje tyle ile pracodawca (jestem etatowcem) płaci mi za godzinę (dla ułatwienia sobie życie stosuję stawkę brutto). I teraz tak, na własnym przykładzie z początku roku: mieszkam pod Berlinem a moje warszawskie mieszkanie wynajmuję. Na początku roku lokatorzy się zawinęli zostawiając mieszkanie do odmalowania z koniecznym remontem łazienki. I teraz mam dwie opcje:
    1. sam to robię, ale muszę wziąć tydzień urlopu albo
    2. zlecam robotę majstrowi.
    Opcja 2 kosztuje 4000 pln.
    Opcja 1 kosztuje: tydzień urlopu, który musiałbym później nadrobić nadgodzinami, żeby jednak wyjechać na wcześniej zaplanowane wakacje + czas którego nie spędzę z rodziną (sumarycznie 2 tygodnie). Ten czas, który nie będę w pracy (albo nadgodziny) to “strata” rzędu 4550 pln. Do tego dochodzi dodatkowe jedzenie, przejazdy, brak gwarancji sukcesu (w życiu nie wymieniałem kabiny prysznicowej), itp itd…
    Reasumując: zlecając robotę majstrowi, zaoszczędziłem co najmniej 550 pln. To jest właśnie ten czynnik, który jest często pomijany, że mimo że faktycznie wydamy więcej (te 4000) to tracimy również, w pewnym sensie, dochód (4550).
    Przyznam też, że czasem część czasu można odzyskać, traktując go jako wspólny czas z rodziną. Ale IMO jest to tylko pomijalnie mały wycinek całego czasu. Nie jestem w stanie zmusić dzieciaków do skręcania mebli dłużej niż 2 godziny. Mój znajomy uparł się, że będzie sam robił łóżko piętrowe z drewna, bo z kosztorysu wyszło mu taniej. Za materiały zapłacił faktycznie mniej, ale stracił 10 weekendów oraz zaliczył 2 tygodnie cichych dni, bo żona została sama jak on robił łóżko. Ja w tym czasie zamówiłem łóżko, przywieźli je pod dom, skręciłem w 3 godziny no ale zapłaciłem więcej. Pytanie czy warto… Do przemyślenia.

  11. Marcin Kluczek

    Właśnie dla takich komentarzy pozostawiam temat niedomknięty 🙂

    Jasne, że zrobienie wszystkiego byle szybciej, byłoby totalną bzdurą. Podobnie robienie wszystkiego samemu.
    Czas i pieniądze są zasobami, które wyceniamy bardzo subiektywnie – kurs wymiany mocno zależy od pytanej osoby. Super, że masz jasno określony przelicznik 🙂

  12. Świetny artykuł, dziękuję! Ja po wcześniejszej przeprowadzce stwierdziłem, że następnym razem pakuję wszystko do kartonów, biorę firmę, przewożą wszystko naraz i mam z głowy.

    Nie wyszło… Miałem pół roku na zakładkę między kupnem nowego mieszkania a zwolnieniem starego. I co parę dni sam przewoziłem po kilka rzeczy w plecaku. 😀

    Ale najważniejsze było podejście – dopóki wszystko robiłem bez stresu, traktując te wycieczki jako czas na odpoczynek, to nie miałem poczucia zmarnowanego czasu. Ten czas przestał być dla mnie stratą, a zaczął być wartością.

    Podobnie rozmowy o mieszkaniu czy składanie mebli mogą być przyjemnością i stanowić okazję do budowania relacji z partnerem. Niekoniecznie zatem należy sugerować się ceną naszego czasu i wszystko oddelegować. Można tak zmienić swoje podejście, żebyśmy mieli poczucie, że to my powinniśmy za tak miły czas zapłacić. 😉

Odpowiedz

MENU