Jak szacujesz wartość w swoim życiu? – wpływ perspektywy na finanse osobiste

29

Dziś chciałbym zacząć nietypowo. Zapraszam Was do wzięcia udziału w krótkim teście z zakresu ogólnej wiedzy o świecie, który przygotował Gapminder. Spokojnie, to nie sprawdzian na ocenę, a bardziej forma eksperymentu. Test w języku angielskim składa się z trzynastu pytań zamkniętych typu ABC i zajmie Wam kilka minut. Gotowi? Do dzieła. Za bezbłędne wypełnienie testu można otrzymać dyplom od organizatorów 🙂

Jak Wam poszło? Jeśli dobrze, pochwalcie się wynikiem w komentarzu. Możecie porównać swój rezultat do wyników podobnego testu złożonego z dwunastu pytań, które zostały przedstawione w 35:45 wykładu Ola Roslinga z fundacji Gapminder. Jednocześnie gorąco zachęcam do zapoznania się z całością, w której poznacie prawidłowe odpowiedzi na większość z testowych pytań.

Wyniki są jednoznaczne. Brakuje nam jako społeczeństwu podstawowej wiedzy o otaczającym nas świecie. Szczerze mówiąc – wyniki tak mnie zaskoczyły, że pozwoliłem sobie na małą weryfikację i poprosiłem kilkanaście znajomych osób o wypełnienie ankiety. Z pośród tych, którzy zdecydowali się podać mi swój wynik, najwyższa wartość to sześć poprawnych odpowiedzi.

Nasza ocena rzeczywistości w niedostateczny sposób oddaje realia świata, w którym żyjemy. Ma na to wpływ szereg czynników, między innymi:

  • brak znajomości danych,
  • bazowanie na przeterminowanej wiedzy o szybko zmieniającym się świecie,
  • postrzeganie świata jako całości z własnej – siłą rzeczy ograniczonej – perspektywy,
  • wybiórcze (skrajne) informacje docierające z mediów,
  • nasze lęki i obawy,
  • nieuzasadnione przekonanie, że świat staje się coraz gorszym miejscem do życia,
  • …i tak dalej.

Jeszcze raz zachęcam do zapoznania się z wykładem ☺ OK, ale co z tego wynika? Co to ma wspólnego z finansami osobistymi? Moim zdaniem bardzo wiele.

Cena a wartość – czym się od siebie różnią?

Jak byście zdefiniowali słowo „cena”? Za Słownikiem Języka Polskiego jest to „wyrażona w pewnym mierniku wartość towaru”. Bardziej kolokwialnie jest to ilość pieniędzy za jaką właściciel jest skłonny oddać swoją własność, np. cena na metce. Poprzez grę popytu i podaży rynek ustala taką cenę, aby sprzedający zbyli swoje produkty, a kupujący nie rezygnowali z transakcji z powodu zbyt wygórowanej ceny (tyle teoria). W dużym uproszczeniu możemy więc założyć, że cena jest determinowana czynnikami obiektywnymi.

Z kolei wartość to zupełnie inna para kaloszy. Trudno jest zdefiniować wartość, ponieważ dla każdego z nas słowo „wartość” może oznaczać coś innego. Dwaj koledzy z podwórka otrzymali oferty pracy w firmie X. Kowalski powiedział, że nie warto pracować za mniej niż 5000 zł na rękę, a Nowak dla takiej pensji będzie dojeżdżał dwie godziny w jedną stronę. Siostry – Kasia i Basia – kupowały telefony w sklepie marki Y. Kasia za 600 zł, Basia za 3600 zł. Przedstawione pary stanęły przed takimi samymi wyborami, a podejmowały inne decyzje. Ich wybory były subiektywne, oparte o nie zawsze pełną wiedzę lub jej brak, przekonania i błędy poznawcze.

Postawię tu śmiałą hipotezę na podstawie własnych obserwacji – gdy przychodzi do określania wartości, często nie myślimy racjonalnie. Skracamy proces decyzyjny, spłycamy rzeczywistość i ulegamy emocjom. Dokładnie tak, jak podczas wypełniania testu z początku wpisu. Mamy ograniczony czas na odpowiedź, tematyka jest jakby znana, ale brakuje twardych danych i w efekcie postrzegamy świat przez zamglone okulary.

  • Ile warta jest butelka wody? Zaokrąglijmy – złotówkę. OK, a na środku pustyni?
  • Ile warte są stare fotografie? Obiektywnie raczej niewiele. Ile warte są pamiątki rodzinne sięgające trzech pokoleń wstecz? Teraz są już „bezcenne”?
  • Ile warte jest Twoje mieszkanie? 200 000 zł. Kupiłbyś je dziś za tę kwotę? No nie, targowałbym się do 190 000 zł. Dlaczego? Ponieważ w tej cenie sprzedają się podobne mieszkania w tej okolicy. Rzeczy, które już posiadamy zwykliśmy wyżej cenić, niż takie same należące do kogoś innego.

Wartość niematerialna

Czy zrobiłoby Wam różnicę, czy otrzymalibyście wodę na pustyni w złotym lub stalowym kubku? Mi by nie zrobiło. Ważne, żeby woda się nie wylała – wartość użytkowa.

Jakie wybieramy auto? Młodzi, gniewni śmiało sięgają po szybkie, stare (tanie) auta z mocnymi silnikami, aby zbierać „punkty respektu”. Szanowany prezes dużej firmy sięgnie np. po Porsche, aby podkreślić swój status lub jeśli jest pragmatykiem, zrobić wrażenie na kontrahentach. Wizerunek jest w cenie. Współczesny świat nie pozwala nam o tym zapomnieć. No i co powie sąsiad?

Przypadkiem znalazłem (nie znalazłem, ale chciałbym ☺) na strychu starą monetę, którą dawno temu otrzymałem od dziadka. Okazało się, że ta moneta jest niezwykle rzadka, a z uwagi na idealny stan mógłbym ją sprzedać za 5000 zł. Nigdy nie zapłaciłbym tyle za monetę, ale postanowiłem ją zatrzymać – wartość sentymentalna, a do tego jest to „odnaleziony skarb”.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

Mógłbym sam skosić trawę, ale mi się nie chce. Niech zarobi syn sąsiada – wygoda, czas wolny.

Mam w nosie, że nowe auta tracą na wartości. Zmieniam co trzy lata, bo chcę mieć nowe, bezwypadkowe i bezpieczne, koniecznie ciężki SUV – zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa.

Zakup nieruchomości to duże obciążenie, ale potrzebuję miejsca, do którego będę mógł zawsze wrócić, bezpiecznej przystani, z której nie wyrzuci mnie właściciel – potrzeba własnego miejsca.

Wiem, że nadpłata kredytu wymaga wyrzeczeń i mógłbym zrobić z tymi pieniędzmi masę innych, być może bardziej opłacalnych rzeczy, ale chcę spać spokojnie – święty spokój.

Spędziłem tydzień urlopu pomagając wyremontować świetlicę w domu starców – altruizm.

Przykłady tego, co może być dla nas ważne, można mnożyć. Liczę na Wasze komentarze rozwijające ten wątek ☺

Kiedy warto X za cenę Y?

Każdy musi sam sobie odpowiedzieć na to pytanie. Patrząc z czysto finansowego punktu widzenia – nie warto nic ponad niezbędne minimum zapewniające życie w dobrym zdrowiu. Czyli co? Jedzenie (koniecznie przygotowane samodzielnie), mieszkanie (małe bo tanie, a już na pewno nie dom), małe auto (powinno być tańsze w utrzymaniu), może jedna wycieczka raz do roku (najlepiej do rodziny na wsi, darmowy nocleg). Da się żyć tanio? Da się. Czy warto? Gdzie jest granica oszczędności, poniżej której nie warto? Każdy ma własną, którą się kieruje na co dzień. Sztuką jest odnalezienie balansu, aby nie dać się zafiksować na oszczędzaniu w imię oszczędzania.

Z drugiej strony, z pewnością spotkaliście przedstawicieli grup, które zainteresowane jakimś tematem hołdują pewnym przekonaniom. Nie chcą schodzić poniżej wyznaczonego – wysokiego dla postronnego obserwatora – standardu. W tym roku spotkałem się między innymi z następującymi opiniami:

  • nie da się pić kawy rozpuszczalnej,
  • lager jest cienki (najpopularniejszy typ piwa w marketach),
  • do grania w gry komputerowe niezbędny jest bardzo drogi sprzęt (rząd wielkości 5000-6000 zł),
  • tylko nowe samochody są bezpieczne,
  • wszystko co naturalne, jest dla nas najlepsze,
  • telefon za 2000 zł to średnia półka.

Dla głoszących je osób – trzymanie się przyjętych standardów ma swoją wartość. Przekonania przekładają się na decyzje zakupowe, a te na finanse osobiste. Opinie mogą być oparte na mocnych przesłankach lub być totalnie bez sensu.

Czasem zachowania są po prostu nielogiczne, np. brnięcie w nałogi. Nałóg zaczyna mieć tak duże znaczenie dla uzależnionego, że wszystko inne traci swoją wartość.

Inflacja – co to?

Mówiąc o cenie i wartości nie sposób nie odnieść się do inflacji. Intuicyjna definicja, zgodna z typowym w społeczeństwie postrzeganiem tego zjawiska, mogłaby brzmieć tak: „wszystko z czasem robi się droższe”. Dodatkowo często można się spotkać z opiniami, że poziom inflacji podawany przez GUS jest delikatnie mówiąc „od czapy”.

Media bombardowały nas nagłówkami w stylu: drogie masło, kilogram cukru już po 5 zł, ceny jaj w górę, ceny łososia wzrosną dwukrotnie, rolnikom nie opłaca się sprzedaż malin, itd.

Poza medialnym szumem, który – jak to zwykle bywa – prezentuje skrajne informacje, ceny pewnych towarów rosły lub spadały. W gruncie rzeczy drogie masło i jajka, a nawet cukier okazały się chwilowymi wyskokami, które zapadły w pamięć, sprawiając wrażanie drożyzny. Były raczej niegroźne dla domowego budżetu. Masło można zastąpić serkiem, łososia inną rybą, a z cukru zrezygnować. W ostateczności – jeżeli ktoś nie chce rezygnować z danych produktów – nie stanowią one największych pozycji w domowym budżecie.

Łyżka deflacji w słoju inflacji

Niewątpliwie jednak trendowi nie można zaprzeczyć. Żywność staje się coraz droższa. Rachunki za najem, energię elektryczną, gaz, wodę, ścieki są coraz wyższe. Inflacja daje o sobie znać w tych kategoriach. Odczuwamy to na co dzień i wydaje nam się, że wszystko drożeje. To tylko jedna strona medalu. Wpadamy po prostu w pułapkę, zapominając o rzeczach, które tanieją.

Przykład z własnego doświadczenia.

  • Telewizor kupiony w 2008 roku – LG 32”, zapotrzebowanie na energię elektryczną 180W, cena 1800 złotych, równowartość około $900.
  • Telewizor kupiony w 2015 roku – Panasonic 47”, zapotrzebowanie na energię elektryczną 48W, model „inteligentny”, cena 2300 złotych, równowartość około $600.
  • Telewizor kupiony w 2016 roku – Sharp 32”, zapotrzebowanie na energię elektryczną 30W, cena 1100 złotych, równowartość około $250.

Postęp technologiczny i spadek ceny jest wyraźny. Dodatkowo nowszy sprzęt jest bardziej ekonomiczny w użytkowaniu. Trwałość? Okaże się. Jak dotąd bez problemów. Zauważyliście przelicznik na dolary? Nie bez powodu się tu znalazł. Ponieważ dolar jest pierwszoplanową walutą w handlu, kurs USDPLN jest kluczowy dla tego, jak odczuwamy zmiany cen. Silna wobec dolara złotówka to niższe ceny zakupu dla importerów, a przez to niższe ceny w sklepach (konkurencja nie śpi). Wyobraźmy sobie ceny w sklepach, gdyby płacono 2 złote za dolara. Tak było w 2008 roku.

Poziom życia z czasem rośnie. Wydaje nam się to oczywiste. Tak oczywiste, że możemy nie zauważyć zmian, które zwiększają nasz komfort w otaczającym nas świecie. Telewizory – jeśli ktoś jeszcze używa – są coraz większe i bardziej funkcjonalne.

Samochody są coraz lepiej wyposażone i relatywnie bardziej dostępne dla Kowalskiego. Dacie wiarę, że w 2004 roku Daewoo Matiz kosztował od 27900 do 35350 zł, zależnie od wersji wyposażenia + ewentualne dodatki? Było drogo! Dziś najtańszym autem jest Dacia Sandero, której cennik z najmniejszym silnikiem benzynowym to koszt od 29900 do 37000 + dodatki. Różnica w cenie jest symboliczna na przestrzeni czternastu lat. Za – w zasadzie tę samą – nominalną cenę otrzymujemy auto większe, zdecydowanie bezpieczniejsze (4 poduszki powietrzne, ABS, ESP, masa, testy ADAC) i wygodniejsze. Jednym słowem – postęp.

Telefony komórkowe? Podobna sytuacja. Dzisiejszy telefon klasy budżetowej (przyjmijmy poziom 600 zł) jest porównywalny – z punktu widzenia funkcjonalności – do najlepszych, a zarazem najdroższych modeli sprzed kilku lat. Jeśli telefon ma służyć do podstawowych aktywności: dzwonienia, sprawdzenia poczty, lektury artykułów, obsługi mediów społecznościowych, w zupełności taki model wystarczy.

Ceny usług telefonii komórkowej? Spadły do bardzo niskich poziomów. Mając do dyspozycji 20 złotych miesięcznie już można przebierać w ofertach. Moja babcia wydaje na doładowania telefonu komórkowego 50 złotych raz na pół roku. Wcześniej wydawała niemal tyle samo miesięcznie na łącze stacjonarne.

Kino? Za około 50 złotych miesięcznie (roczna umowa) można obejrzeć dowolną ilość filmów w Cinema City. Preferującym domowe seanse Netflix oferuje dostęp do swoich zasobów w jeszcze niższych cenach.

Wiele rzeczy i usług z czasem staje się coraz bardziej przystępnych cenowo. Dzięki temu w pewnym stopniu równoważy to wzrost cen w innych kategoriach.

Coś naprawdę „za darmo”?

Pisząc ten artykuł uświadomiłem sobie, że można dostać coś „za darmo”. Przed laty, gdy często jeździłem pociągami i komunikacją miejską, wydawałem niemal codziennie kilka złotych na prasę. Zaokrąglijmy kwotę do 50 złotych miesięcznie (suma raczej zaniżona). Dziś, gdy zdarza mi się podróżować pociągiem, nie kupuję prasy. Wyciągam smartfona, w którym zapoznam się nie tylko z wczorajszymi, ale również dzisiejszymi wiadomościami. To jak mieć multi-abonament na prasę w cenie pakietu danych do telefonu.

Podobnie z grami komputerowymi. Moja kolekcja gier, które otrzymałem całkowicie za darmo, liczy kilkadziesiąt tytułów. Brzmi to niedorzecznie, ale platformy takie jak Steam, GOG, Humble Bundle stosują takie zabiegi w ramach działań marketingowych. Czasem są to gry przeciętne, a czasem tytuły, które zyskały dobre i bardzo dobre noty wśród graczy i recenzentów. Większości gier nigdy nie uruchomiłem, ale jeśli będę miał kiedyś więcej wolnego czasu, są dostępne na zawołanie – bez dodatkowych kosztów.

Gdyby dodać do tego liczne miejsca w sieci, gdzie można zasięgnąć opinii zarówno osób postronnych, jak i specjalistów w danej dziedzinie, okazuje się, że nie musimy płacić za wiedzę. Drobne koszty z kilkudziesięciu złotych mogą spaść w okolice zera.

Wszystkie te „darmowe opcje” może nie sumują się do wielkich kwot, ale jeśli przełożą się na nie wydane 100-200-300 złotych rocznie, mają swój udział w obniżaniu kosztów w domowym budżecie – a zatem mają charakter deflacyjny.

Własny koszyk inflacyjny

Jeżeli zastanawialiście się czemu nie wspomniałem o koszyku inflacyjnym, z którego korzysta GUS podczas badania inflacji, spieszę z odpowiedzią. Ponieważ GUS przeprowadza badania statystyczne dla ogółu społeczeństwa. Takie badanie jest jak cena – obiektywne (w teorii), mające na celu uśrednienie zwyczajów zakupowych i sytuacji majątkowej konsumentów. Każdy z nas ma własny koszyk dóbr, który kształtuje wrzucając do niego to, co jego zdaniem warto i na co jego zdaniem go stać. Inaczej przedstawia się koszyk dóbr osoby niezamożnej, a inaczej dobrze sytuowanej. Przykładowo, jedynie dla zobrazowania potencjalnych różnic:

Koszyk inflacyjny

Jak sądzicie? Jeżeli założymy, że z czasem ceny w pierwszych dwóch kategoriach wzrosną o 5%, a w pozostałych spadną o 3%, kto bardziej odczuje zmiany cen?

Dodatkowo wyraźne różnice w prywatnym koszyku inflacyjnym uwidocznią się w zależności od etapu naszego życia. Inne wydatki mają: kawaler mieszkający nadal z rodzicami, student w obcym mieście, osoba w związku, rodzina 2+2. Każda z tych osób – a być może nawet ta sama osoba co kilka lat – będzie zupełnie inaczej odczuwać zmiany cen skupiając się na tym, co w aktualnym momencie jest dla niej ważne. Nowe realia, nowe dylematy. Nowe pytania:

  • Czy warto przenieść się do większego mieszkania? Nie mieścimy się już, ale ceny są takie wysokie?
  • Odkupić od kolegi to rwące asfalt BMW, czy jednak kupić coś bardziej rodzinnego?
  • Duże przyjęcie weselne, czy kameralna impreza?

I tak dalej, i tak dalej…

Tytułem zakończenia

Coraz więcej pytań o to, co warto. Czy koszt jest adekwatny do tego, co otrzymamy w zamian? Czy mam wystarczającą ilość danych, aby kupić piekarnik, telefon albo toster? Pora zrobić „doktorat” w Internecie? Czy w ogóle warto, aż tak bardzo się w to zagłębiać, zamiast zająć się czymś bardziej pożytecznym?

Nie można być ekspertem od wszystkiego. Kusi, aby podjąć decyzję na podstawie ograniczonych danych i własnych przekonań i być może ustrzelić niski wynik w teście, tym razem z innej dziedziny. Może warto właśnie tak postąpić, tym razem świadomie narazić się na oblanie testu w imię ogólnej efektywności?

Można też zdać się na specjalistę w danej dziedzinie, ale czy warto mu zaufać?

Jak sądzicie? Dajcie znać w komentarzach w jaki sposób szacujecie wartość w życiu codziennym. Kiedy mówicie pas, a kiedy jesteście skłonni przystać na coś, co się finansowo nie opłaca, ale ma inne plusy?

Autorem artykułu jest… rozkminiacz Marcin Kluczek… – znany Wam zapewne jako eMCI – dał się nam poznać jako wnikliwy uczestnik naszych dyskusji o finansach, które toczymy w komentarzach na blogu. Marcin jest absolwentem Wydziału Historii Uniwersytetu Warszawskiego. Na co dzień prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Prywatnie mąż i ojciec dwójki dzieci. Jego pasją i pracą są technologie komputerowe – zajmuje się zarządzaniem produktami. Od kilku lat zgłębia tajniki finansów osobistych. Entuzjasta arkuszy kalkulacyjnych, które pomagają mu w pracy i podczas analiz produktów finansowych. W wolnych chwilach pracuje nad „projektem Buddy” – narzędziem do zarządzania finansami osobistymi.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 14 479 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze29 komentarzy

  1. Często nie ma wyboru i musimy podjąć decyzję na podstawie ograniczonych informacji. Gdybyśmy chcieli “doktoryzować się” z każdego piekarnika albo telewizora, to ciężko by nam było cokolwiek kupić, bo ciągle tylko bilibyśmy się z myślami i szukali argumentów za i przeciw.
    Dlatego często polegamy na opiniach z internetu… co handlowcy skrzętnie wykorzystują wrzucając fałszywe opinie.
    A z drugiej strony, czasami spontaniczne zakupy nie są takie złe 🙂

    Co do testu… Wyników nie podam, bo wstyd 😉

  2. Krzysztof A.

    4 pytania poprawnie… Nie ma się czym chwalić, okazałem się nadmiernym pesymistą i przeszacowałem wpływ szeroko pojętego ubóstwa i nierówności społecznych na globalne trendy mimo że zdawało mi się iż jestem odporny na “czarne wieści ze świata” 😉 Choć z drugiej strony – doskonale zdaję sobie sprawę z bardzo poprawiającej się sytuacji ubogich w krajach rozwiniętych, czyli chyba jednak nie wiem jak to było kiedyś, a jest teraz “gdzie indziej”.
    Mimo wszystko, pozwolę sobie wtrącić bardzo nieobiektywne powiedzonko “jest prawda, g… prawda i statystyka” – może i okazyjna deflacja, łapiąca się w tę trzecią kategorię, jest miarą statystyczną (i przyznaję – lepszej miary póki co nie znaleźliśmy), to jednak to, że ceny nowinek technicznych maleją najszybciej przekłada się głównie na tych którzy dzięki malejącym kosztom realizują bardziej wyrafinowane zachcianki, a nie mogą sobie pozwolić na realizację potrzeby (tym drugim trzeba zewnętrznego katalizatora, który uświadomi im korzyści i przeprowadzi przez wcale niełatwy proces adaptacji). Dodam też, że potrzeba ta również jest poniekąd “wykreowana” – 20 lat temu nikt nie powiedziałby że bycie ciągle pod telefonem to coś “bez czego praktycznie nikt nie będzie postrzegał Cię jako poważnego człowieka, który NAPRAWDĘ chce pracować”. Ponadto – GUS chyba nie uwzględnia shrinkflacji bo ta raczej pozostaje niezauważona przez konsumentów – dalej kupią to samo pudełko cukierków i starczy im ono na tak samo długo, albo przeboleją że skończyło się szybcie, mimo iż masa zmalała o 30%.
    Co do wyceny wartości – staram się wyważać poświęcony czas pomiędzy potencjalnymi korzyściami – niekoniecznie materialnymi. Od zawsze dość wysoko wyceniam swój czas, szczególnie jeśli miałbym poświęcić go bezproduktywnie (wolę zapłacić za buty 400zł raz na 3 lata, niż 120zł co pół roku i reklamacji na drugie pół roku ze względu na czasowy koszt dojazdu do sklepu, wyboru, odstania w kolejce, nerwów że “znowu się to badziewie rozpadło tak szybko”). Z drugiej strony, jeśli mam poświęcić czas na nabycie jakiejś umiejętności, która może się przydać mi i innym później – zrobię to znacznie chętniej. Szukam balansu między wydaną kwotą a czasem życia produktu, również ze względu na ideologiczny sprzeciw względem ich planowego postarzania, a “marki premium” do mnie nie trafiają, o ile nie udowodnią, że naprawdę, obiektywnie na to zasługują. Zdecydowanie wolę zaoszczędzone pieniądze odłożyć, a ich część wydać na wyjazd 🙂

    • Marcin Kluczek

      Cześć

      Nie bez pewnej racji powstało przysłowie “skąpy dwa razy traci” 🙂

  3. Podoba mi się, że w swoich przemyśleniach zawartych w artykule nie narzucasz jednego, uniwersalnego podejścia do określania wartości. 🙂 Jednocześnie nie pozwalasz na pochopne samousprawiedliwienie w stylu: “O, właśnie, dla mnie to jest ważne i ja mogę na to wydawać”. Każdy powinien pamiętać o tym, że nie ma jednego złotego środka, który każdy może przyswoić w swoich finansach, ale z pewnością racjonalne podejście do zarządzania pieniędzmi, które promujesz, w dłuższej perspektywie ów balans pozwala odnaleźć. A i definiowanie wartości staje się wówczas łatwiejsze. 😉

  4. 10 pytań poprawnie ale muszę się przyznać, że oglądałem filmy tego pana na Tedex już kilka lat temu. Większość ma w głowie podział: zachód, kraje rozwijające się, kraje trzeciego świata,który może był aktualny 70 lat temu.

    W historii cywilizacji obiektywnie nigdy nie żyliśmy w lepszych czasach.

    • W podobnym duchu wypowiada się Steven Pinker w “Enlightenment Now” – warto posłuchać też rozmowy z nim, np. w Joe Rogan Experience , #1073.

  5. Chciałam dodać jedną rzecz, którą można mieć prawie za darmo, chociaż wiele osób płaci za to dużo i bez rezultatu – znajomość języków obcych. Liczba darmowych kursów, filmików na youtubie (nie tylko filmików dla uczących się, ale również informacje o tym, jak się uczyć oraz dla zaawansowanych: filmiki w obcym języku) jest przeogromna. Do tego dochodzi możliwość rozmów (czaty czy spotkania na skype) etc. Sama jestem przykładem, że można nauczyć się bardzo dużo prawie za darmo: ok. 1,5 roku temu postanowiłam nauczyć się włoskiego. Kupiłam samouczek (z płytą CD) – 19,90 zł. Potem większość materiałów pozyskiwałam za darmo z netu, gdy osiągnęłam poziom B1 kupiłam sobie repetytorium gramatyczne (24,99 zł) i słownik (100 zł -nie do końca potrzebny wydatek). Korzystam ze strony internetowej, gdzie ludzie nawzajem się uczą, regularnie rozmawiam z Włochami na skype (oni uczą się polskiego). W maju zdecydowałam się na zakup 18 godzin zajęć z profesjonalnym lektorem. To był faktycznie duży wydatek, ale chciałam się rozgadać i żeby ktoś skorygował moje ew. błędy.
    Zasadniczo uważam, że samodzielnie i prawie za darmo można spokojnie osiągnąć poziom b1/b2, a przy dużym zacięciu to i wyżej. Jednak z doświadczenia innych osób widzę, że można zamiast tego płacić za kursy i nie osiągnąć żadnego rezultatu.

  6. Z jednej strony jestem rozczarowany swoją (nie)wiedzą, z drugiej – jestem tak bardzo pozytywnie zaskoczony, bo wszystkie moje błędne odpowiedzi okazały się być bardziej pesymistyczne niż rzeczywistość. W te 10 minut wiara w świat trochę jakby urosła 😀
    Faktycznie jest to chyba spowodowane szczątkowymi informacjami z mediów (biedne afrykańskie dzieci głodują i jest ich milion pięćset, w Chinach jest tak wielu obywateli, że tylko najlepsi i najwytrwalsi są w stanie wyjść ponad stan: wędka i chatka nad rzeką) i przedawnieniem informacji. Przyznaję bez bicia, że nie śledzę światowych statystyk, a wyobrażenie czerpię z wiadomości, które są dostarczane bardzo wybiórczo i jak to w mediach – ważne są te wstrząsające newsy.

    Wartość jest zdecydowanie subiektywna. Na każdym kroku ścieramy się z decyzją – czy lepiej kupić coś tańszego i zostawić kilka złotych na następne zakupy, czy lepiej zainwestować trochę więcej, ale kupić produkt trwalszy, który w założeniach posłuży nam dłużej? Czy dana rzecz jest potrzebna już teraz czy może lepiej poczekać miesiąc szukając promocji?
    Ja zwykle staram się wyśrodkować taką decyzje. Staram się znaleźć produkt, który cieszy się dobrą opinią co do funkcjonalności/osiągów/trwałości i jednocześnie nie należy do najwyższej półki cenowej. Jest to oczywiście spowodowane tym ile gotówki mogę przeznaczyć na takie zakupy. To też tyczy się opinii odnośnie rozpuszczalnej kawy czy drogiego komputera do gier. Jeśli ktoś może sobie pozwolić na pewien poziom, to się go trzyma i wszystko poniżej jest dla niego niewygodą.

  7. Mój wynik to 6. Naprawdę się zdziwiłem tymi niepoprawnymi, i tu by sie zgadzało:

    1.bazowanie na przeterminowanej wiedzy o szybko zmieniającym się świecie,
    2.wybiórcze (skrajne) informacje docierające z mediów,

    Czyli nie jest tak źle jak to malują. Optymizm tryb on!

  8. Pozwolę się przyczepić do jednej kwestii.

    „Dziś, gdy zdarza mi się podróżować pociągiem, nie kupuję prasy. Wyciągam smartfona, w którym zapoznam się nie tylko z wczorajszymi, ale również dzisiejszymi wiadomościami.”

    Problem w tym, że to nie jest za darmo. To nawet nie jest „za darmo”. Płacisz za to oglądając reklamy albo swoimi danymi (w tym osobowymi). Może to nawet jest większa cena niż te 50 zł miesięcznie?

    • Marcin Kluczek

      Cześć Kansuke

      Reklamy są też w papierowych wydaniach. Pamiętam, że do niektórych dzienników była masa dodatków, w których było niewiele interesujących mnie treści, za to pokaźna ilość reklam. Korzystając z telefonu mógłbym je z łatwością zablokować, ale zdaję sobie sprawę, że ludzie piszący wiadomości muszą się z czegoś utrzymywać, więc “zaliczam” odsłony. Tak samo działa to na portalach w wersji “komputerowej”.

      Możesz rozwinąć wątek danych? Nigdzie się nie loguję, nie zakładam żadnych kont. Poza tym przeglądarki mają tryby incognito, więc jest się dosyć mocno anonimowym.

      • No to masz dużą lekcję do odrobienia!

        Reklamy w gazecie to coś zupełnie innego. Reklamodawcy kompletnie nie wiedzą kim jesteś, ani czy je obejrzałeś. Nie wiedzą też przy jakich innych reklamach się zatrzymałeś. Nie wiedzą też, że wczoraj oglądałeś inne reklamy w innych gazetach.

        Jeżeli masz niezablokowane reklamy, nie zauważyłeś nigdy jak jednego dnia oglądałeś rowery na allegro, a w kolejnych dniach widziałeś mnóstwo reklam rowerów na różnych stronach? A przecież wcale nie musiałeś zakładać tam konta ani podawać żadnych Twoich danych. Problem w tym, że te dane podałeś na innych stronach i w którymś momencie i tak ta układanka złożyła się w całość…

        Lektury na ten temat jest mnóstwo (w tym tej z teoriami spiskowymi), ale na dobry początek dwa linki:
        https://www.quora.com/Does-Google-spy-on-us
        https://www.knowyourmobile.com/devices/google-chrome/24697/course-google-spies-you-should-you-care-though

        A tryb prywatny/incognito wiele nie daje (przynajmniej nie dla takich firm o dużych zasobach, jak Google). Tak naprawdę pozbywasz się tylko ciasteczek. Ale wciąż masz to samo IP, a Twoja przeglądarka wciąż wysyła ten sam footprint (polecam https://amiunique.org/). Powiązanie Cię więc z Twoją poprzednią historią przeglądania nie jest takie trudne.

        • Marcin Kluczek

          Hej.

          Rzucę okiem w wolnej chwili. Nie chciałbym, żebyś pomyślała, że podchodzę do sprawy lekceważąco, ale smartfon sam w sobie jest tak dobrym szpiegiem, że kilka reklam pod profil nie zrobi różnicy. Musiałbym zrezygnować z telefonu, kart płatniczych i kilku innych wygodnych nowości, żeby uzyskać iluzje prywatności. Moim zdaniem nie warto.

        • Plastic Tofu

          Mam zupenie odmienne zdanie na temat personalizacji reklam.
          Po pierwsze b lubię reklamy gdyż jest to forma komunikacji pomiędzy ofertodawcą, a mną ofertobiorcą. Zamiast tracić czas i szukać nowych produktów czy usług, ktoś po drugiej stronie pracuje ciężko aby w przyjemny i zajmujący sposób przedstawić mi swoje dobra, które chce wymienić na moją pracę. Ale, ale jak będę potrzebował to znajdę mówi obiegowa prawda. Otóż nie często nawet nie wiemy, że dany produkt istnieje np:
          https://www.gizbot.com/mobile/nokia-fit-phone-concept-highlights-future-wearable-devices/articlecontent-pf12812-016285.html
          Wczoraj dowiedziałem się o tym z reklamy, jeszcze nie ma jej w sprzedaży, ale kiedy będzie myślę, że jest to fantastyczne urządzenie, gdy idzie się tam gdzie normalny telefon trudno jest nosić, albo można go zgubić czy stracić , ze wszystkimi danymi. Na przykład koncert, a mówiąc o koncercie dotykamy kolejnego zagadnienia czyli personalizacji tychże reklam. Również wczoraj przyszła do mnie reklama, że Bowling for Soup przyjeżdża do Chicago. Typowy cali punk lat dziewięćdziesiątych, mój typ muzyki. Nie interesuje mnie czy ktoś lubi tę muzykę czy jest fanem muzyki barokowej lub bluegrass, ja jestem i ja dostałem reklamę która mnie interesuje. Dzięki peronalizacji nie dostaję reklam kwartetów smyczkowych czy disco polo bo reklamodawcy rozumieją, że mój czas i moje zasoby (ich również) są ograniczone i choćby przysyłali mi milion reklam Krzysztofa Krawczyka to raczej nie zaszczycę swoją osobą jego koncertu co wyjdzie na dobre nam obu bo KK będzie mógł sprzedać to miejsce jednemu ze swoich fanów za dużo więcej niż ja byłbym skłonny zapłacić nawet po milionie reklam i nikt nie chciałby słuchać mnie chrapiącego podczas jakiejś miłosnej ballady naszego barda.
          Wydaje mi się, że w życiu liczy się podejście. A moje podejście do Google, Amazon, FB, Microsoft i innych serwisów internetowych jest takie jak podchodzi się do sprzedawcy w sklepie. Jak mamy trochę szczęścia w życiu to mamy kogoś ciut więcej niż sprzedawcę w miejscu gdze zaopatrujemy się w jakieś dobra. Nie powiem przyjaciela, ale dobrego znajomego, który nie poda nam rzeczy które nie lubimy, a wręcz doradzi co kupić zgodnie z naszym gustem, religią, filozofią życia, czymkolwiek kierujemy się przy danej transakcji. Dzisiaj większość rzeczy możemy ot tak kupić, lub dostać wiele usług przez internet, ale czasu by zabrakło aby każdą z nich sprawdzić, zbadać i przetestować. I tu przychodzi z pomocą Google, który już wstępnie sortuje informacje, które do nas docierają pod naszym kontem. Czy jeszcze jest miejsce na poprawę? Pewnie, że tak. Informacje istnieją od tysięcy lat tak jak i handel. Google raptem 2 dekady wraz z rozwojem tech będzie to filtrowanie coraz lepsze i coraz bardziej personalne. A jeśli ktoś boi się, że reklamy wpłyną na jego wydatek to musi pamiętać, że ostatnia część transakcji czyli zapłata za usługę czy towar zawsze leży po naszej stronie, więc czas zmienić swoje podejście.

  9. To jest właśnie paradoks naszych czasów.

    Jednocześnie mamy dostęp do olbrzymiej ilości wiedzy, z której można swobodnie korzystać praktycznie w każdym momencie i o każdej porze. Z drugiej zaś nigdy w pełni nie będziemy mieli pewności, że podejmujemy dobrą decyzję bo istnieje tak wiele ograniczeń, których nie jesteśmy w stanie przeskoczyć.

    Pozostaje nam tylko znaleźć swój złoty środek i trzymać się go 🙂

  10. Cieszę się, że w kilku miejscach się pomyliłam :-). Oznacza to, że jest lepiej niż myślałam, szczególnie w kwestii dostępu do edukacji dla dziewcząt i kobiet :-). Dziękuję za możliwosć udziału w tym teście.

  11. Wynik z testu to 5 dobrych odpowiedzi – mało to czy dużo ? To zależy od wielu czynników i okoliczności 🙂 w związku z czym nie mając powyższych danych każdy oceni to w oparciu o własna wiedzę i doświadczenie.

    I tak jest ze wszystkim moim zdaniem 🙂 .

    Kiedy słyszę o szacunkach i przelicznikach to się zastanawiam, czy nie łatwiej (nie znaczy prościej) jest podchodzić do zakupów : Jak mnie stać i jest to niezbędne to kupuję.

    W dobie gdzie wszystko musi być “Już” i “Naj” a sztaby specjalistów pracują na tym aby Nas(konsumentów) wkręcić w wir zakupów i wydusić jak najwięcej nie jest prosto stosować powyższą zasadę. Nie mniej jednak wraz z żoną stosujemy ją. Zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał “Lepsze”, “Fajniejsze ” kupione gdzieś taniej itd.

    Polecam każdemu małymi krokami wprowadzić powyższą zasadę a zakupy, szacunki itp, rzeczy staną się normalną czynnością, którą będziemy traktowali jak poranne parzenie kawy 🙂 .

    • Marcin Kluczek

      Hej

      W mojej prywatnej skali masz wynik znacznie powyżej przeciętnej 🙂

      Bardzo fajne podejście.

  12. Bardzo Ciekawy artykuł w kontekście finansów. Trochę wygląda na to że ludzie więcej zarabiający martwią się o większą ilość tematów nie skupiają się na tych podstawowych. Ciekawe 🙂

  13. Zastanowiła mnie dość chaotyczna forma artykułu w jednym miejscu, tak nie podobna do stylu M.I. – a to post gościnny :).

    Fajnie, że pokazałeś, jak wiele czynników wpływa na nasze postrzeganie wartości. Od siebie dorzucę, że o ile marka samochodu, rok jego produkcji czy model smartfona nie ma dla mnie dużego znaczenia, to z jednym przejawem snobizmu się zgodzę – jak człowiek się rozsmakuje w porządnej kawie, to powrót do rozpuszczalnej nie wydaje się możliwy.

    Oczywiście wszystko w granicach rozsądku: jeśli rozpijanie się pyszną kawą nadszarpnęło by budżet do poziomu “nie zjem, ale kawa deluxe” to czas przearanzowac wartości w głowie.

  14. W sytuacji awaryjnej np. w zeszłym miesiącu padł mi akumulator w aucie, decyzja zakupu jest szybka i oczywista, bo wartość sprawnego auta jest dla mnie priorytetem (tu ukazuje się cudowna moc sprawcza funduszu awaryjnego).

    W sytuacjach nazwijmy je nieoczywistych np. przepiękna nowa torebka pasująca do nowego płaszcza, stosuję zasadę mojej babci. A babcia często spoglądając na nowe rzeczy mówi: “A po cóżeś ty to kupiła?”.
    Uwaga- ważne aby zadać sobie to pytanie PRZED wyciągnięciem portfela.

    Mój wynik to 3 -z jednej strony wstyd, z drugiej powiało optymizmem.

  15. Plastic Tofu

    Marcin wpis naprwdę klasa.
    Quiz jest testamentem naszej niewiedzy, a raczej stanu naszych mediów i oczywiście edukacji. Wiara w staczanie się cywilizacji, którą tworzymy jest powszechna mimo wszelkich znaków, że żyje nam się coraz lepiej, zdrowiej i na pewno bezpieczniej. Problemy toczące ludzkość 100 lat temu są dzisiaj wręcz nieznane, świat sprzed kilku dekad odszedł i dzisiaj żyje nam się wygodniej. Trzeba tylko mieć odwagę i wiedzę aby z tego świata korzystać.

  16. dwoch.mezczyzn

    Wciąż tylko o tych samochodach. W kółko. Droższy, tańszy, lepszy gorszy, rwący asfalt. Tylko… po co Ci samochód? Zastawiałeś się kiedyś nad tym, czy jest Ci NAPRAWDĘ potrzebny…?

    • Wiesz, niektórzy zakładają rodziny i mają dzieci tym samym zmieniając sposób patrzenia na świat z perspektywy “ja” na “my”i auto (wyobraź sobie) bardzo się przydaje

  17. Czasami ludzie źle postrzegają wartość urządzeń, które kupują.
    Szukają “fałszywych usprawiedliwień” zakupu.
    “Kupię telefon, bo będę robił lepsze nagrania wideo w biznesie” – po czym ich nie robią
    “Kupię lepsze auto, bo będę ludzi woził do ślubu i zarobię na leasing” – po czym nawet nie starają się umieszczać ogłoszenia o planowanych usługach
    “Wydam full kasy na ubrania bo dzięki nim będę czuł się pewniejszy siebie” – ale co się stanie jak je zdejmiesz?
    Ważne, aby spełniać założenia i wiedzieć po co się kupuje dane dobro, czy ono ma rzeczywiście być inwestycją w poprawienie jakości życia, czy “pustą” zabawką

Odpowiedz

MENU