Co kupować, aby się bogacić?

72

Jakiś czas temu usłyszałem ciekawe stwierdzenie na temat Roberta Kiyosakiego, autora serii książek, z których najbardziej znana to „Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Podobno w jednym z wywiadów stwierdził on, że wcale nie chce być autorem najlepszych książek o finansach. Woli być autorem najlepiej sprzedających się książek o finansach! 🙂

To zapewne anegdota, choć podejście bardzo pragmatyczne. Moim zdaniem książki Kiyosakiego zawierają wiele bardzo ciekawych koncepcji. O jednej z nich chciałbym dziś z Wami podyskutować.

To w końcu aktywa czy pasywa?

W potocznym języku aktywa to składniki naszego majątku, a pasywa – to nasze zobowiązania.
W rachunkowości – aktywa to składniki majątku, które w przyszłości mają nam przynieść korzyść ekonomiczną, zaś pasywa, to źródła finansowania tego majątku (kapitały własne i zobowiązania).

Natomiast u Kiyosakiego:

Aktywa – to, co wkłada Ci pieniądze do kieszeni.
Pasywa – to, co wyjmuje Ci pieniądze z kieszeni.

Trzymając się takiej definicji Kiyosaki dochodzi do wniosku:

Bogaci ludzie nabywają aktywa. Biedni i klasa średnia nabywają pasywa, ale myślą, że to są aktywa.

Kiyosaki uważa, że własne mieszkanie i samochód to pasywa, bo nie generują dodatnich przepływów pieniężnych. Choć nie podoba mi się mieszanie definicji aktywów i pasywów, to już idea podziału „zakupów” na pewne grupy – zdecydowanie tak.

Aktywa dochodowe i niedochodowe

Najważniejszą miarą, której używam do śledzenia stanu własnej zamożności, jest wyliczanie wartości netto. Polega to na szybkim zsumowaniu swoich aktywów i odjęciu zobowiązań. Poświęciłem temu osobny artykuł i zdecydowanie zachęcam Was do policzenia własnej wartości netto. Pozwala ona dobrze określić finansowy punkt startu, a jej monitorowanie pokazuje, czy zmierzamy w dobrym kierunku:

Twoja wartość netto – bogacisz się, czy może biedniejesz?

Przy wyliczaniu wartości netto uwzględniam jednak (konserwatywną) wartość własnego mieszkania i samochodu – choć zdaniem Kiyosakiego – są to „pasywa”. Dlaczego tak robię?
Moim zdaniem mieszkanie i samochód to nie są żadne pasywa, tylko aktywa, chociaż aktywa niedochodowe.

Niedochodowe – bo nie generują żadnej bieżącej gotówki. Ba – wyciągają co miesiąc gotówkę z portfela, bo ich utrzymanie kosztuje. Jednak odnoszę konkretną korzyść z używania ich, a w razie potrzeby mogę tę gotówkę wyciągnąć. Jak szybko? To będzie głównie pochodną ceny. Gdybym teraz zaoferował swoje mieszkanie za 50% ceny rynkowej, to za 3 godziny siedziałbym u notariusza w towarzystwie zdecydowanego kupca 🙂 Dlatego nie ma co przesadzać z tymi „pasywami”.

Zostawmy jednak definicje i zastanówmy się nad inną sprawą:

Co kupować, aby się bogacić?

Podoba mi się wyraźny podział na aktywa dochodowe i niedochodowe. Pozwala on również dość sensownie odróżnić faktyczną konsumpcję od inwestowania. Okazuje się, że nie zawsze przesądza o tym to, „co” kupujemy, a raczej – „po co” to kupujemy:

  • Mieszkanie kupione na własne potrzeby = konsumpcja (aktywo niedochodowe)
  • Mieszkanie kupione w celu wynajmowania = inwestycja (aktywo dochodowe)
  • Samochód kupiony na własne potrzeby = konsumpcja (aktywo niedochodowe)
  • Samochód kupiony w celu prowadzenia działalności (np. przez taksówkarza) = inwestycja, itp.

Często mylimy konsumpcję z inwestycją. Mówimy: „zakup mieszkania to dobra inwestycja”. Sam dość swobodnie używam takiego określenia. Kiedy inwestycja, to inwestycja. Zwykle to jednak forma konsumpcji. Jedna z lekcji w kursie na temat kredytu hipotecznego, nad którym pracuję, będzie poświęcona właśnie temu tematowi: Czy własne mieszkanie to dobra inwestycja?

W podcaście pt: Myślisz jak biedny czy bogaty? Jak osiągnąć finansową wolność przed 40-tką? poznaliście rentiera i finansistę – Jarosława Tuczko. W swojej książce „Zrozumieć finanse” również nawiązuje on do różnych decyzji zakupowych ludzi biednych i bogatych.

Ludzie biedni pracują, zarobione pieniądze przeznaczają na konsumpcję (często na kredyt), kupują aktywa niedochodowe (domy, samochody, itp.), te aktywa drenują ich kieszenie, dlatego muszą oni pracować jeszcze więcej, stając się  w konsekwencji finansowymi niewolnikami. Zatem schemat działania ludzi biednych:

Praca ->konsumpcja->aktywa niedochodowe (pochłaniają gotówkę)->
->więcej pracy->finansowe niewolnictwo

Ludzie bogaci postępują inaczej. Pracują, zarobione pieniądze w pierwszej kolejności oszczędzają, oszczędności pomnażają mądrze je inwestując – czyli nabywając aktywa dochodowe, one generują dla nich gotówkę pozwalającą na mniejszą ilość pracy, dlatego upływem czasu stają się finansowo wolni. Zatem schemat działania ludzi bogatych:

Praca->oszczędzanie->inwestycje->aktywa dochodowe (generują gotówkę)->
-> mniej pracy->wolność finansowa

Co zatem kupować, aby się bogacić? Na podstawie powyższych teorii odpowiedź jest prosta: aktywa dochodowe – które będą generowały dla nas gotówkę. Teoria fajna, ale problem pojawia się wtedy, gdy mamy to przetłumaczyć na nasze konkretne, inwestycyjne decyzje.

Zwykle staram się Wam podsunąć konkretne podpowiedzi, ale dzisiaj chciałbym zaprosić Was do otwartej dyskusji i wymiany pomysłów z innymi czytelnikami:

  • Co myślicie o koncepcji takiego podziału aktywów?
  • W co lubicie inwestować i dlaczego?
  • Od jakich inwestycji trzymacie się z daleka? Dlaczego?
  • O jakich inwestycjach chcielibyście więcej przeczytać na blogu?

A zatem? 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze72 komentarze

  1. Zdroworozsadkowe podejscie do aktywow i pasywow z porownaniu z def finansowa. Mysle ze ma sens choc np. tak jak juz posales wczesniej dom na kredyt moze okazac sie pozniejszym aktywem dla dziecka (po splacie kredytu).

    Chetnie przeczytam o zlocie, srebrze i aluminium.

    • Mieszkanie zakupione na kredyt hipoteczny(ale także bez kredytu) może też być połączeniem aktywa dochodowego i niedochodowego. Dlaczego? Dlatego, że można kupić zamiast jednopokojowego mieszkania takie, które ma np. trzy pokoje. Samemu zająć jeden, a dwa pozostałe wynająć. Rozumiem, że wielu ludzi nie chciałoby dzielić się „swoim” z innymi, ale mój pomysł wcale nie jest dla wszystkich. Jest dla tych, którzy są w stanie zaakceptować pewien dyskomfort związany z życiem z obcymi ludźmi we własnym mieszkaniu na rzecz generowania dodatkowego dochodu, wcześniejszej spłaty kredytu, a także posiadania większego mieszkania zamiast małej kawalerki, bo w perspektywie kilku lat można „uwolnić się” od dodatkowego lokatora/lokatorów. O czym chciałbym przeczytać artykuł? Właśnie na wyżej poruszony temat.
      1. Jak wybrać/kupić/inwestować(kwestie ograniczonego wydatkowania na meble etc., bo uważam, że nie warto za wiele wydawać na mieszkanie, które współdzieli się z kimś dla pieniędzy) w mieszkanie do takiego celu,
      2. Jak rozliczyć taki najem żeby uzyskać dodatkowe korzyści finansowe – np. podatkowe, jeśli zaciągamy kredyt na to mieszkanie,
      3. Która forma opodatkowania(ryczałt czy skala) jest bardziej opłacalna w w/w sytuacji i kiedy?

      Pozdawiam

      • Hej Dariusz,

        Fajnie pokazujesz, że ważne są nie tyle same definicje i wrzucanie aktywów do poszczególnych kategorii, co sposób ich wykorzystania.
        Dziękuję za propozycję tematów.

      • Mam taka sytuację: mieszkanie na kredyt we Wrocławiu i współlokatorkę. Wynajmuję już tak od kilku lat.
        ad.1. Nie mówię, że trzeba super wyposażać mieszkanie, ale pójście ‚po taniości’ wyposażenia kończy się częstymi zakupami. Dwa najemca lubi mieć też jakiś komfort mieszkania i to często decyduje o podpisaniu umowy.
        ad.2. i ad.3 W moim przypadku się łączą.
        Rozliczam się wg normalnej skali podatkowej. Powala to na wykazywanie kosztów (u mnie proporcjonalnie od wynajmowanej części mieszkania): odsetki od kredytu, ubezpieczenie, amortyzacja mieszkania, wyposażenie i remonty.

      • Ahhh jasne ze tez moze byc! Nawet mieszkanie zakupione na kredyt ale takie ktore generuje nadwyzke finansowa co miesiac juz mozna zaliczyc to tzw. Zdroworozsadkowej definicji aktywow. Czyli miesieczny przygod z wynajmu pokrywa miesieczna rate kredytu i generauje np. Dodatkwe 200,00zl

      • Wlasnie myslalem sam o takim rozwiazaniu, a ze mam 24 lata to stydenci by mi nie przeszkadzali 🙂

      • Ja również poczytałbym o złocie , ale w ujęciu na dzisiejsze czasy. Czy warto kupować po wysokich cenach dla osób pracujących w kraju i zarabiających w polskich złotych, czy może cena jest już zbyt wysoka i obecnie nie jest już to inwestycja pozwalająca zachować wartość pieniądza w czasie.

        Chętnie poczytałbym też o rynku platyny fizycznej, ze względu na niską cenę ( choć i tak z bardzo dużą marżą), ale również o możliwości sprzedaży bo z tym jest problem bez dużej straty jak pytałem kiedyś w skupach złota.

  2. Nie ogarniam tego wpisu. Bo do jakiego poziomu w ogóle się odnosimy? Co z czym porównujemy?
    Bogaty to ten co ma 100 mln czy 100 000 ? Czy ten co bez długów ale z pensją 2 000 czy ten co ma ma kilka baniek długów ale firmę co mu daje kilkaset tysięcy na czysto miesięcznie?

    Takim tokiem rozumowania można uznać, że Xbox albo Playstation to aktywa dochodowe. Bo po pracy pozwalają się zrelaksować a bez tego nie mogę być wydajny w pracy i bym nie zarabiał tylko ze stresu wylądował w szpitalu.

    Inwestycje tylko takie co dają zysk a unikam takich co dają straty 🙂 Nie wiem co kryje się pod twoimi pytaniami ale takie zadałeś 😛

    Jak dla mnie inwestycją może być wszytko. Możesz kolejny raz zrobić materiał o funduszach, o nieruchomościach, inwestycji w kursy itd. Jak chcesz wyzwania to ja powiem tak. Przejdź się po mieście popatrz co się dzieje dookoła i znajdź okazję inwestycyjną. Stwórz plan, przeprowadź i pokaż wyniki wraz z sukcesami i porażkami. To będzie 100 razy bardziej ciekawe.

    Jeśli nie wiesz o co mi chodzi to proszę bardzo. Wszędzie widać babcie z kwiatkami co dorabiają do emerytury. Zrób eksperyment. Chcesz dorobić i masz 300 zł. Zdobądź kwiaty i sprzedaj je z jak największym zyskiem. Zgarnij jakiegoś licealistę z Warszawy który w ramach wolontariatu podejmie się być osobą operacyjną a ty przygotujesz mu (lub wspólnie) plan działania.

    Najbliższa gigantyczna okazja inwestycyjna będzie już w święto zmarłych:) Ktoś już kupuje znicze?

    • „Bogaty to ten co ma 100 mln czy 100 000 ? Czy ten co bez długów ale z pensją 2 000 czy ten co ma ma kilka baniek długów ale firmę co mu daje kilkaset tysięcy na czysto miesięcznie?”

      Ja stosuję taką definicję bogactwa: Gdybyś teraz stracił pracę bądź stał się z jakiegoś powodu niezdolny do pracowania – ile czasu byłbyś w stanie przeżyć ze swoich aktywów? Najlepiej bez obniżania standardu życia?

      Jeśli żyjesz z miesiąca na miesiąc – jesteś biedny. Jesli odpowiesz – kilka miesięcy – jesteś ok. Jeśli odpowiedź zaczynasz liczyć w latach to jesteś bogaty. A gdy odpowiesz „do końca życia” to jesteś bardzo bogaty.

        • W tej sytuacji co robisz czytając blogi finansowe? Wyjdź z domu i wykorzystaj tydzień życia najlepiej jak umiesz. 😉

      • a ja moze jeszcze dodam że nie chodzi o uzbieranie kupki pieniedzy ktora sukcesywnie bedzie sie wydawac przez x miesiecy i lat – tylko odnawialnego zródła dochodów bez koniecznosci chodzenia do pracy – przykladowo 5 mieszkan na wynajem, co spokojnie powinno rownowazyc wplywy z pensji… pytanie tylko jakim kosztem i poswieceniem dojsc do tych 5 mieszkań… na pewno trzeba zyc racjonalnie poniżej swoich mozliwości…
        podam przyklad – szef mojej zony pracuje od kilkunastu lat w firmie i ma bardzo dobra place – ale nie byl w stanie odlozyc na zakup domu nawet wymaganych 15% kapitału – i oprocz hipoteki wział w banku gotówę… za to ma mnostwo zabawek helikopterki, kwadropterki, ajfoniki, zegarki, 50 calowy 2 letni telewizor jest passe i trzeba juz myslec o 60 calach…. i to jak tutaj bylo poruszane sa to „inwestycje” ktore pozbawiaja nas mozliwosci uwolnienia sie z kieratu dom-praca-dom-praca-dom-cmentarz…
        inny przyklad – lekarka zarabiajaca duzo ponad 2 srednie krajowe -> bierze w banku 185 k pln gotowki poto zeby refinansowac inne male kredyciki… gratuluje – nigdy tego nie splaci … bo wolne srodki utopi w kolejnych malych kredycikach na bardzo potrzebne do zycia rzeczy…
        obserwuje swojego 6 letnieg syna – ponieważ chcielismy mu przychylić nieba to dostawał fajne zastawy klocków lego, ciuchcie, samolociki itp… najbardziej lubi teraz wycinac i kleic „jakes konstrukcje z kolorowego papieru i gazet – drogimi zbawkami wcale sie nie bawi a to ze je posiada wcale nie sprawia ze jest super szczesliwy… czy rzeczywiscei zeby zyci potrzebujemy konsumowac? a moze sie zatrzymac na chwile, zrobic rachunek sumienia zastanowic 2 razy czy ta rzecz jest mi naprawde niezbedna… i jaka rzeczysiwcie ona ma dla mnie wartosc… konczymy otaczeni niepotrzbnymi nikomu do niczego gratami, ktore kiedy kupowane kosztowaly fortune… a okazały sie psu na bude…

        • Oj… ile jest takich ludzi co wydają wszystko co zarobią i wciąż są pod kreską. Chyba nawet na tym blogu był wpis o takich.

          Dla mnie podstawą jest kontrola budżetu czyli arkusz kalkulacyjny z wydatkami i planem zarządzania pieniędzmi na najbliższe kilka miesięcy. Dzięki temu wiem kiedy mogę sobie pozwolić na nowego ajfona bo mam to zaplanowane.

          A co do odnawialnych źródeł dochodu (czyli dochodu pasywnego) fajna sprawa i oczywiście lepsza niż zwykłe oszczędności. Można to łączyć, np. budując oszczędności za które potem kupuje się mieszkanie na wynajem, które buduje kolejne oszczędności itp.

      • Jedną z moich strategii zwiększania tego czasu jest minimalizm. To znaczy mój oczekiwany standard życia jest na tyle skromny, że wiele nie potrzebuję 🙂

      • Oo to ja mogłabym napisać że jestem bardzo bogata, pod warunkiem że do tego czasu będzie istniał internet różnego rodzaje sposoby zarabiania w sieci. Patrząc jednak z perspektywy czasu i pamiętając czasy sprzed kilkunastu lat gdy internet w naszym kraju raczkował i konkretne pieniądze zarabiały za jego pomocą tylko nieliczni, jestem raczej spokojna.. Choć nie ukrywam, fajnie byłoby mieć jakiś alternatywny poza internetowy biznesik przynoszący może nie jakieś duże pieniądze, ale takie dzięki którym można byłoby się utrzymać.

    • Callipso,

      Dziękuję za komentarz.

      Nie ma zapewne uniwersalnej definicji bogactwa.
      Ja lubię podejście takie, jakie zaprezentował Adam – bogactwo mierzone czasem, który możemy spędzić bez pracy nie obniżając swojego standardu życia.

      Jeśli pytania o inwestycje nie są dla Ciebie zbyt jasne – nie wysilaj się…
      Kwiaty zostawiam specjalistom od kwiatów. Mój biznes działa w innej branży 😉

      • Pewnie, że nie ma uniwersalnej definicji bo punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Według podejścia Adama to jestem gdzieś między bogaty a bardzo bogaty. Według moich standardów to nawet nie jestem zamożny 🙂

        Wydaje mi się, Marcin, że czytając mój komentarz sam się nie wysiliłeś. Inwestycja to nic innego jak próba pomnażania przy udziale ryzyka (niewiadomej), w tym wypadku pieniędzy. Dla każdej branży zasady są takie same, zabawa polega na tym by umieć wykorzystać zasady biznesowe niezależnie od tego z czym przyszło nam pracować. W twoim wypadku blog ale mogą być kwiaty, znicze, mieszkania, akcje itd.

        Nie wydaje mi się, by dobrzy inwestorzy odmawiali dobrej okazji inwestycyjnej bo to nie ich branża…
        Większość ludzi sukcesu ma spory rozstrzał w posiadanych biznesach.

        Może mam zboczenie zawodowe ale często widzę okazje inwestycyjne. Zrobienie 300% na 200 zł mnie nie urządza ale jak pojawi się 20% na 100 000 to pochylam się nawet jak to nie moja branża.

        To moje zdanie ale wygrywają ci którzy umieją dostrzec i wykorzystać szansę tam gdzie reszta jej nie widzi.

        • Musisz tylko pamiętać, że inwestycje w branży, na której się nie znasz to spore ryzyko. Na papierze i w planach wszystko może wyglądać cacy ale jeśli nie jesteś specjalistą to możesz nie zauważyć tysiąca drobnych „ale”, które mogą skutecznie wywrócić inwestycję.

          Dodatkowo zapał do inwestycji potrafi zaślepić racjonalne myślenie.

          Ja mam taką metodę, że omawiam potencjalną inwestycję z pewną bliską mi osobą, która ma tendencje do znajdowania dziury w całym. Taki adwokat diabła bardzo się przydaje. Nawet jak nie znajdzie niuansów to ostudzi mój zapał na tyle abym się dokształcił i upewnił co do ryzyka. Dzięki temu uniknąłem kilku bardzo nietrafnych inwestycji.

          Bo inwestowanie to walka emocji z racjonalnym myśleniem.

          • To co piszesz to są podstawy. Za każdym człowiekiem sukcesu stoi seria porażek z których wyciągnął lekcje. Na tym polega zabawa i nauka. Jeżeli ty przez pryzmat okazji inwestycyjnej patrzysz na emocje i brak wiedzy o danej branży to chyba nie jesteśmy na tym samym poziomie.

            Jeśli zrobiłeś w życiu wystarczająco dużo inwestycji/ biznesów to widząc jakiś temat jesteś wstanie intuicyjnie stwierdzić czy ma potencjał czy nie. Szybka kalkulacja zysku do ryzyka, wstępne rozeznanie w temacie w zupełności wystarcza by podjąć decyzję by kontynuować lub odpuścić.

  3. Marcinie zgodzę się z Tobą co do możliwości zarabiania na kupowaniu mieszkań pod wynajem, bądź samochodów do prowadzenia działalności transportowej. Według mnie również inwestycje w swoją wiedzę, naukę /kursy/szkolenia pozwalają na generowanie zysków w przyszłości. Masz jeszcze jakieś pomysły na inwestycje?
    Osobiście interesują mnie inwestycje w złoto oraz waluty(w szczególności kurs funta na przestrzeni zbliżających się miesięcy, którego zakupiłem znaczną ilość).

    Pozdrawiam.

    • Hej Paweł,
      Poruszyłeś ciekawy temat – inwestycję w swój „human capital”. Dziękuję za inspirację – napiszę o tym, bo tu tez popełnić można sporo błędów, wydać mnóstwo pieniędzy, i… stracić mnóstwo czasu.
      Jeśli chodzi o waluty – sam kupuje je tylko jako zabezpieczenie przed ewentualną deprecjacją złotówki, ale nie spekuluję krótkoterminowo.

      • Super, będę czekać na ten wpis. Ogólnie przydałby się taki o samodzielnym dokształcaniu, skąd czerpać wiedzę, jakie kursy warto skończyć, przykładowe strony(cursea, creativelife) itp:)

      • Ciekawe co się szybciej zdeprecjonuje… funt czy złotówka w swojej relacji… Chętnie poczytam o Twoim podejściu do walut.

        Mam dziwne wrażenie że ludzie w Polsce masowo kupują ostatnio waluty bo obawiają się o złotówkę. Wg mnie to strzał w stopę, ale chętnie poczytam o waszych obawach i poznam wasze argumenty.

  4. Wg mojej definicji aktywa dochodowe istnieją tylko wtedy, gdy nie są wstanie wygenerować straty i generują gotówkę. Nawet aktywa dochodowe mogą wygenerować nam stratę, więc wolę je nazywać je aktywami spekulacyjnymi…. 😉

          • Akcje dywidendowe i ETFy.

            Nie koniecznie nabędziesz je za 0 zł. Jeśli kupiłeś mieszkanie 20 lat temu i dochody z najmu spłaciły je, masz aktywo dochodowe, ale już nie spekulacyjne bo niezależnie od tego jaka jest jego wartość nie jest wstanie wygenerować straty…

            Z tego powodu ludzie którzy mają w portfolio spłacone aktywa nie obawiają się krachu. Nie ma dla nich znaczenia na ile wyceniane jest ich portfolio, znaczenie ma tylko to czy generują dochody.

            • Może się mylę, ale ETF też kosztuje 0,45% przy WIG?
              Mieszkanie spłacone jak najbardziej może wygenerować stratę. Wystarczy, że przez jeden miesiąc nie masz najemcy i masz do spłaty czynsz spółdzielczy/wspólnoty. Nierzetelny najemca potrafi wygenerować bardzo ładną stratę.

              • …ale ETF też kosztuje… o ile nie płaci dywidendy.

                Mieszkanie spłacone nie może wygenerować straty. Zostało spłacone, koniec i kropka… 🙂 nawet jak Ci je spalą i sprzedasz je za 20% wartości rynkowej to w istocie nie wygenerowało straty…

                Musiałbyś komuś dopłacić żeby je od Ciebie wziął hehe 🙂 wtedy może wygenerować stratę.. 🙂

                Wiem co masz na myśli w potocznym rozumowaniu, ale matematyka jest bezwzględna 🙂

                • Teraz rozumiem. Ty podchodzisz do tego z perspektywy historycznej. Po prostu uznałeś, że spłata mieszkania przez kogoś zamyka inwestycję, ale ona jest ciągle w grze.

                  Do końca nie mogę się zgodzić, że nie można stracić. Patrząc na przez pryzmat przepływów pieniężnych związanych z mieszkaniem masz mieszkanie spłacone przez kogoś. Uznajmy, że najemcy pokryli kredyt, wszelkie opłaty okołokredytowe, remonty, a nawet Twój czas. Bilans =0. Jeśli będziesz musiał z jakiegoś powodu dokładać do tego mieszkania np 5000 rocznie znajdziesz się na minusie dopóki nie wrócisz nad kreskę. To wizja pesymistyczna. Bardziej realne wydaje się Twoje założenie, że będziesz in plus.

                  Ja patrzę na to z perspektywy zestawiania finansowego i budowania kapitału na przyszłość. Tu mieszkanie może jak najbardziej przynieść straty, albo chwilowe przez kłopoty z najemcą, albo uszkodzić wartość netto przy sprzedaży poniżej wartości godziwej – to określenie najbardziej mi tu pasowało.

                  • …jeśli będziesz musiał z jakiegoś powodu dokładać do tego mieszkania np 5000 rocznie znajdziesz się na minusie dopóki nie wrócisz nad kreskę…

                    Tak, w takim przypadku masz rację. Jeśli dojdzie do tak negatywnego scenariusza to nawet spłacona inwestycja może przynieść stratę…

  5. Czytałem książki Kiyosakiego, więc jego definicja aktywów i pasywów jest mi dobrze znana. Co do trafności tej definicji to mam pewne obiekcje. Istnieje wiele argumentów za jej prawdziwością, ale z drugiej strony klasyczna definicja też ma w sobie wiele prawdy. Moim zdaniem abydwie definicje są dobre. Wszytsko bowiem zalezy od czasu o którym myślimy tzn. jeśli myślimy o terażniejszości to lepiej jest mieść wiele pasywów z klasycznej definicji, natomiast jeśli myslimy o przyszłości to lepiej jest mieć wiele pasywów według definicji Kiyosakiego. Nie wiem, czy wiece co mam na mysli 🙂
    Sam kiedyś byłe bardzo zakochany w teoriach Kiyosakiego, co skłoniło mnie do pobłebienia wiedzy o inwestowaniu na giełdzie. Kupowałem trochę akcji. Niestety szybko się wyleczyłem. Bolesna seria strat zmniejszyła mój kapitał o połowę. Okazało się, że pomimo przeczytania tylu książek dalej nić nie umiałem 🙂 Obecnie akcjami nie interesuję się już prawie w ogóle. Zmieniłem strategie na bardziej bezpieczną. W moim portfelu przeważają lokaty i jednostki bezpiecznych funduszy. Chociąż nie powiem, ale przeszła mi przez mi przez głowę myśl, żeby kupić kilka kacji jakiś spółek dywidendowych. To by była inwestycja w aktywa, które przyniosłyby dochód pasywny i Pan Robert byłby ze mnie dumny 🙂

    A co do propozycji wpisów, to mogłoby pojawić się właśnie coś o inwestycjach w takie produkty, rzeczy i usługi, które przynoszą dochód pasywny.

  6. Słowo „inwestycja” jest nadużywane na wszystkich polach. Np. tytuł w kolorowej prasie: „W co warto zainwestować tej jesieni?” Oczywiście nie chodzi tu o żadne instrumenty finansowe… tylko o ubrania… Szczerze się przyznam, że nie mam pojęcia, jak można zainwestować w ubrania… może ktoś mi to wytłumaczy 😛

    Jeśli chodzi o Twoje pytania:
    Zgadzam się z przytoczonym podziałem, bo faktycznie, o ile mieszkanie czy samochód, z którego korzystamy, nie przynoszą nam żadnego dochodu teraz- to tak jak napisałeś – niemal „w każdej chwili” mogą 🙂
    A z daleka trzymam się od FOREXU 🙂

  7. A ja to widzę tak:

    Coś co kosztuje i traci na wartości = pasywa.

    Coś, co kosztuje ale trzyma wartość (np. mieszkanie) = oszczędności

    Coś, co kupujesz aby wkładało pieniądze do kieszeni (mieszkanie na wynajem, akcje dywidendowe) = aktywa.

    • Świetny podział, również skłaniam się ku takiemu.
      Samochód jest pasywem bo nawet jeśli jest możliwość jego spieniężenia prawie nimożliwe jest wyciągnięcie większej kwoty niż się włożyło (chyba że to zabytek).

      A co do ciekawego artykułu to proponuje wynajem mieszkań na pokoje lub inwestycje w kruszce.

      • No właśnie – kruszce nie płacą dywidendy więc są oszczędnością (z jakimś prawdopodobieństwem zysku). Nie daj się nabrać na namowy sprzedawców kruszców, którzy mówią o tym jako o inwestycji. Podstawowe zadanie kruszców to przechowanie siły nabywczej a nie jej pomnażanie.

        Tak, samochód to pasywo, bo owszem, można go spieniężyć ale przeważnie ze stratą. Pasywo, to coś co nie było kupowane w celach finansowych.

        Dobry temat na kolejny wpis to poszukiwanie aktywów dostępnych dla przeciętnych ludzi.

  8. Warto inwestować w siebie, w swoją firmę (jeśli czuje się na siłach by taką prowadzić). Jeśli robi się to dobrze to dochody wzrastają, rośnie też finansowa górka. I co dalej?

    Załóżmy: masz stabilne źródło solidnego dochodu i nie potrzebuje ono dalszych kapitałów by się rozwijać, masz gdzie mieszkać, pozbyłeś się kredytów, odłożyłeś na mniejsze i większe awaryjne sytuacje, rozsądnie wydajesz by cieszyć się życiem tu i teraz, a finansowa górka rośnie. (Może dla kogoś brzmi to abstrakcyjne, ale niektórzy czytelnicy już tu są, a inni konsekwentnie tam dążą i za 5, 10 czy 20 lat dotrą.) I co dalej?

    Kilkaset tysięcy złotych ma już na tyle wielki potencjał do generowania dalszych pieniędzy, ze grzech go usypiać na lokacie. Z drugiej strony jeśli lubisz to co robisz i daje ci to dobre zyski, to bez sensu to porzucać by poświęcić się pełnoetatowemu zarządzaniu finansową górką. Jak to pogodzić? Jak w możliwe pasywnie wykorzystać środki by ich nie stracić ale i nie marnować ich potencjału?

    Rozwiązań jest wiele, ale jestem ciekaw w co konkretnie „wierzą” inni.
    Marcin – Ty jesteś za funduszami?
    A czytelnicy – jakie inwestycje Was przekonują?

    • To jest bardzo ciekawe zagadnienie.

      Właśnie zbliżam się do momentu (mam nadzieję że 3 lata max) gdy hipoteka będzie spłacona, fundusze i IKE ładnie się zaokrąglają, nastoletnie dzieci też już mają jakieś zabezpieczone, poduszka kasowa jest. Może to nie jest kilkaset tysięcy, ale rok-dwa lata bez pracy można przeżyć w miarę gładko.

      Zdolności do prowadzenia swojego biznesu nie mam, co więcej nie mam tez pomysłu. Aktualna praca na tzw. etacie jest ciekawa i dobrze płatna. Zawsze jest pytanie jak długo, ale na razie nie widać schyłku.
      Na finansach znam się umiarkowanie słabo – bawię się w giełdę, ale większych (dla mnie 10k+) pieniędzy bym nie zaryzykował bo mam za słabe nerwy 🙂 Fundusze to dla mnie zawsze podejrzany interes. Spekulantem też z natury nie jestem. Kupno mieszkania na wynajem też raczej odpada – ze względu na hipotekę której nie chcę , problemy z wynajmującymi oraz z logistyką (musiałbym to zrobić w mieście a mieszkam w wygwizdowie)

      Pytanie jest co dalej.
      Odkładać po prostu dalej i się nie przejmować? Może kolejne oszczędności budować w walucie (ale jakiej)? Fundusze (na prawdę nie mam przekonania)? Kupować regularnie złoto i nie przejmować się wahaniami?
      Doprowadzić dom do takiego stopnia usprawnienia że będzie właściwie bezkosztowy jeżeli chodzi o eksploatację (np. studnia, fotowoltaika) – nawet nie bacząc na koszty teraźniejszej inwestycji?

      Myślę, że sporo osób w wieku 40+ ma podobne pytania i to byłby ciekawy temat na artykuł – książkę.

      • Podłączam się – też takie dylematy i od czasu do czasu patrzę na mojego najlepszego doradcę finansowego w lustrze, którzy patrzy na mnie, unosi brwi i… milczy…
        Póki co dokładam kolejne warstwy i rodzaje poduszek finansowych, obkładam nimi nawet zaokrąglone kanty 😉
        Jestem już najedzony i nie chce mi się już konsumować…

      • O to, to!
        Podpisuje się rękami i nogami!

        Co może zrobić osoba która nie ma żyłki, pomysłu ani czasu na biznes i nie ma przekonania do spekulacji (a fundusze ostatnio niezbyt rosną, jeśli w ogóle)? Jakie – oprócz nieruchomości na wynajem można znaleźć aktywa „dla zwykłych ludzi”, jak to określił wyżej Adam.

        Lokaty są przyjemne (bo bezpieczne) – szkoda tylko że trzeba co chwilę skakać do innego banku żeby mniej jakikolwiek zysk…
        Nie lubię Forexu, ani w zasadzie jakiejkolwiek krótkoterminowej spekulacji – bardziej przypomina to ruletkę niż inwestycję…

      • Polecam dalej oszczędzać, bo z tego co piszesz to nie masz zbyt wiele kapitału skoro kupno mieszkania wiąże się z hipoteką. Jak będziesz miał odpowiednio wysokie oszczędności – co najmniej 400 tys. możesz kupić apartament w Zakopanem, tam trochę tego jest, są też firmy które kompleksowo będą go obsługiwać. Zysk średnio 5-6 % na czysto i masz bezpieczną inwestycję w nieruchomość z dochodem całkowicie pasywnym daleko od miejsca zamieszkania. Pozostaje „tylko” mieć te 400 tys, żeby to kupić. Pozdrawiam

        • @Luki339
          Kupiłeś taki apartament?
          Podzielisz się wyliczeniami ile w niego trzeba było włożyć na start, ile kosztuje zarzadzanie i utrzymanie, ile okresowe odświeżanie?
          Jakie wychodzi Ci roczne obłożenie?
          Co planujesz zrobić by za 10 lat nie stracił znacząco na wartości przez to że przestał być „nowowybudowanym apartamentem”?

          Internet pełen jest teoretyków i/lub sprzedawców, tymczasem chętnie poczytam o doświadczeniach praktyka.

          • Nie mam takiego apartamentu, ale badałem rynek i rozmawiałem z ludźmi co mają. W Polsce najlepiej wynajmują się apartamenty w Zakopanem – 10mcy sezonu. Wybór firm jest b duży, wysłałem zapytanie do 10 takich firm co obsługują nawet kompleksowo wynajem i cena usługi była w granicy 20-30% wynajmu, wszystko też zależy od zakresu świadczonych usług (czy wliczamy okresowe odświeżenie, wszelki serwis itp.). Jeżeli chodzi o obłożenie to średnio rocznie można w Zakopcu śmiało przyjąć 60%. Ceny apartamentów każdy może sprawdzić, niemniej z tego co się zorientowałem należy wyłożyć przynajmniej 400tys. Za wynajem w sezonie wysokim można nawet wyciągnąć 300/dobę poza sezonem może być poniżej 200/dobę.
            Jeśli chodzi o utrzymanie wartości w przyszłości to moim zdaniem kluczowa jest lokalizacja, w centrum blisko krupówek lub innych liczących się atrakcji taki apartament zawsze będzie miał wzięcie.

      • Damian z tego co piszesz to raczej inwestorem nie zostaniesz. Nie każdy musi i chce pomnażać posiadany kapitał w najbardziej efektywny sposób. Skoro nie lubisz stresu, nie masz zapału do prowadzenia biznesu to się tego nie podejmuj. Najwyraźniej masz profil bardzo niskiego ryzyka i tyle.

        Na twoim miejscu poczekałbym aż pozbędziesz się wszystkich długów w tym hipoteki. Potem dobijesz z gotówką do limitu BFG ( 100 000 EU). Dopiero wtedy będziesz miał powód by się zastanawiać co dalej.

        Do tego czasu konta oszczędnościowe i lokaty, ewentualnie za max 25% tego co masz w obligacje skarbowe.

        Po tym czasie raczej dalej bym się trzymał obligacji skarbowych. Raczej powinieneś się przekonać do akcji spółek dywidendowych. Tak do emerytury spokojnie dociągniesz i to bez stresu i większego ryzyka.

        • @Callipso
          Czemu akurat przekroczenie limitu BFG miałoby być momentem przełomowym?

          Skarbówki to obecnie max 2%. Od tych 400k to 6500zl rocznie netto. Gdyby znaleźć coś bezpiecznego na 6% (taki % nie wygląda bardzo wygórowanie), to dostajemy już 20.000zl rocznie. Chętnie poczytałbym rozważania ludzi którzy faktycznie stają przed takimi wyborami. Czy machają ręką na 13000zł rocznie i zostają przy bezpiecznych skarbówkach, czy wyciągają 6% z dywidend nie przejmując się idącymi w dziesiątki tysięcy złotych zmianami kursów akcji, a może mają jeszcze inne pomysły?
          Chętnie poczytałbym takie rozważania a blogu.

          • Ciekawe wszystkie komentarze

            Żeby odłożyć 400k potrzeba około 3.5k miesięcznie przez 10 lat. Nie wiem jak Was ale mnie na pewno na to nie stać. Albo inaczej – moze i stać ale jest trochę więcej niż totalna całość – w tym rzeczy „nieruszalne” jak zabezpieczenie dzieci, IKE i tym podobne rzeczy.
            I jakoś nie widze opcji by po tych 10 latach wszystko wrzucić w mieszkanie w górach pod wynajem. Zresztą z tego co jest do znalezienia w sieci – bez dozoru mało kto na tym zarobił.

            Co do spółek dywidendowych. W PL płacą głównie państwowe molochy a na tym przyszłości się nie zbuduje – co zmiana rządu to jest jazda bez trzymanki. Raz jest dywidenda maksymalna, raz nie ma – głupie ruchy regulatora: kurs 15% w dół – zapowiedzi rządzących (bez realizacji) – 20% w dół – zmiana rządu = wymiana na swoich – 10% w dół. Z wszystkich spółek które kupowałem od kilku lat (uśredniając cenę w czasie) właśnie PZU i PKO nie dają zarobić (wliczają dywidendę)

            Poproszę o przykład czegoś bezpiecznego na 6%.

            Pozdrawiam wszystkich,

            • Ale z Ciebie Damian maruda, z takim podejściem to zostają tylko lokaty. Co do zakumulowania 400k to powiem Ci, że ja mam ustawiony swój cel finansowy znacznie wyżej i mimo że dziś nie mam tych 400k to to ten cel znacznie wyższy jest bardzo realny. Być może przez to że nie zaczynam od 0, być może przez to że mam jeszcze małe dzieci (niskie koszty), być może przez to że obracam posiadanym już kapitałem na giełdzie. Nie odkładam m-cznie 3,5k tylko średnio 1 – 2 k, ale już zauważyłem, że po kilku latach zaczyna działać efekt śnieżnej kuli. Czasem wystarczy trochę inicjatywy, żeby złapać okazję i mieć dodatkową kasę na zasilenie portfela inwestycyjnego.

              • Limit BFG dlatego, że to maks ile możesz trzymać w jednym banku nie bojąc się, że kasa przepadnie. Oczywiście możesz trzymać i 100 mln ale limit masz do BFG . Z taką kasą możesz negocjować warunki lokat i tu masz 100% bezpieczeństwa kapitału.

                Powyżej musisz wyjść poza bank lub szukać innego. Z dużą dozą prawdopodobieństwa inny bank będzie miał słabszą ofertę lub co najwyżej taką samą. Niemniej jednak mając 400k można mniejszą częścią portfela pokusić się o lekki stopień ryzyka.

                Damian właśnie te molochy państwowe są najlepsze. Rząd zawsze będzie zasysał dywidendę. Wahania kursu tak. Ale ponieważ to jest mniejsza część portfela to śmiało możesz czekać z dokupowaniem właśnie jak któryś z rządów rabi coś głupiego i kurs spada. Ci co żyją z dywidendy właśnie na takich spadkach dokupują akcji. Kurs w końcu się podniesie, taka firma nie upadnie bo właścicielem jest Państwo. Tańsze akcje to dywidenda w kolejnym roku jak kurs podskoczy będzie większa procentowo.

                Jak Damian chce iść bezpiecznie to dla niego 3-4% rocznie jest ok, ważne by było bezpiecznie. Im ktoś jest bogatszy tym inflacja jest mu na rękę. Prędzej czy później stopy pójdą w górę i za nimi odsetki od depozytu.

                • „Rząd zawsze będzie zasysał dywidendę.” Nie byłbym taki pewien.

                  Dywidendą muszą się dzielić z nami – akcjonariuszami, więc szykują dobrą zmianę by wszystko zgarnąć dla siebie. Spółki energetyczne wspomogą kopalnie – więc nie będą miały z czego wypłacać. PGE za pomocą kreatywnych zabiegów księgowych kasę wypłaci w podatkach by nie trzeba było płacić dywidend. Minister już zapowiedział że jeśli myk z PGE się powiedzie, to możemy się spodziewać stosowania go w dużo większej skali w kolejnych spółkach kontrolowanych przez państwo.

    • cześć,
      świetne pytania, podłączam się do nich.
      moim zdaniem wpierw najlepiej inwestować w swój „human capital” jak sam Marcin napisał, fajnie jakbyś Marcinie rozwinął ten temat na blogu. Z chęcią bym poczytał jakie macie inne propozycje ,,bezpiecznych” inwestycji gdy zgromadzi się poduchę finansową i fundusz awaryjny.

      pozdrawiam
      Grzegorz

  9. rafałłłłł

    a decyzja o dziecku – dziecko będzie pasywem, czy aktywem? Bo kapitału na nie trzeba sporo 🙂

  10. Podejście Kiyosakiego wydaje się ciekawe, można by nawet rzec, że praktyczne z punktu widzenia zarządzania finansami osobistymi, aczkolwiek używanie słów:a aktywa, pasywa w nowym znaczeniu wprowadza zamęt.
    Nabiera to wszystko więcej sensu, gdy spojrzymy na tę koncepcję bardziej całościowo. Kiyosaki stawia obok siebie dwa zestawienia tj. finansowe (przychody i koszty) i bilansowego (aktywa i pasywa). Według autora aktywa zwiększają dochody, a aktywa zwiększają koszty. Można narysować diagramy, które to doskonale obrazują. Jest to podejście ciekawe i czysto utylitarne, ale wymaga prowadzenia podwójnej księgowości. Skłania do zastanowienia się nad sensem pewnych wydatków i to niewątpliwie jego olbrzymia zaleta.

    Osobiście poszedł bym dalej dzieląc aktywa/pasywa na części. Przykładowo chciałbym kupić telefon:
    a. stary jest jeszcze w dobrym stanie, może posłużyć kilka lat, po prostu mi się znudził = 100% konsumpcja
    b. telefon nie spełnia moich oczekiwań, działa zbyt wolno, ekran jest za mały, aby spranie odpisywać na firmowe maile
    – kupuję telefon posiadający wszystkie cechy realnie niezbędne do sprawnej komunikacji koszt 600 PLN = 100% aktywo dochodowe
    – kupuję super nowoczesny model za 3000 = 20% potrzeba / 80% konsumpcja lub „aktywo pasywne”, innymi słowy przepalone 2400

    Idealnie sprawdza się w takiej sytuacji podejście kupowania produktów z puli najtańszych, które spełniają nasze oczekiwania. Np używany Iphone 5 wart 600 PLN, zamiast Iphone 6S za 3000. Jeśli sprzęt musiałby koniecznie być nowy i z fakturą (działalność) do wyboru są 5S za 1400 lub SE za 2000 (1400 potrzeba + 600 konsumpcja).

    Oczywiście nie wszystko co warto opłaca się i nie wszystko co opłaca się warto. Dobrym przykładem może być zakup auta. Rozrzut cenowy jest szczególnie duży od 1500 za dwudziestoletnie Punto po … tu w zasadzie nie ma limitu, jeden pomyśli o BMW E46 za 20000, a inny o Lexusie za 600000. Załóżmy, że Punto i BMW są sprawne i nigdy nie były rozbite. Gdzie jest granica potrzeba/konsumpcja? Ile warte jest bezpieczeństwo jakie daje 1,5 tonowe BMW z 8 air bagami vs o połowę lżejsze punto? Ile jest warta przyjemność z jazdy wygodnym autem z potężnym silnikiem? Ile jest wart czas dla kogoś, kto może zaoszczędzić 10 minut dziennie podjeżdżając do pracy BMW? Na te pytania każdy musi sobie odpowiedzieć sam. Z punktu widzenia finansów osobistych wybór jest oczywisty. Punto jest o wiele mniej kosztowne w utrzymaniu i straci na wartości 500, podczas gdy cena BMW za kilka lat spadnie o 10000. Idąc dalej. Może warto kupić nowe auto np Fiata Tipo i cieszyć się autem na gwarancji? Reasumując. Nie zawsze decyzja optymalna finansowo jest optymalna w kategoriach ogólnych. Każdy musi znaleźć swoje optimum.

    PS. Nie jestem właścicielem pojazdów marki Fiat, BMW, Lexus.
    PS2. Mnie bardzo interesuje rzeczywista konstrukcja kredytów hipotecznych w walutach obcych. Narosło wokół nich bardzo dużo kontrowersji łącznie ze twierdzeniami, że te produkty są niezgodne z prawem. Nigdzie nie znalazłem rzetelnego artykułu napisanego przez finansistę, który ma o tym pojęcie i mógłby obiektywnie i w sposób zrozumiały dla laika rozebrać temat na części.

  11. Dla mnie określenie, czy mieszkanie i samochód to aktywa czy pasywa zależy od kosztu danej rzeczy, np. samochód – mam 14-letnią skodę, czasem się psuje – ale w normie, części nie kosztują dużo. Samochód jest mi potrzebny do pracy (własna działalność, przejazdy tygodniowo ok. 250 km pomiędzy miastami – w mieście jeżdżę na rowerze). W zasadzie nie kosztowała dużo, kupiłam ją za gotówkę i wartość samochodu nie spada szybko (tak jak w przypadku nowego samochodu) – uważam, że to może nie inwestycja, ale narzędzie pracy, które pomaga zdobywać aktywa. Inna osoba – pracuje na etat w dużym mieście – mogłaby dojeżdżać tramwajem do pracy. Ale nie – za pierwsze pieniądze kupione używane Alfa Romeo – samochód, którego części są strasznie drogie i który ma duże wymagania (aż się zdziwiłam, jakie) Jego wartość spada szybko, poza tym trudniej go sprzedać, bo to samochód 3-drzwiowy, ale miał głównie wyglądać. Aby go używać, właściciel codziennie jeździ do pracy samochodem wydając dużo więcej niż transport miejski czy jazdę rowerem. Dla mnie ten samochód to na pewno pasywa.
    Tak samo jest z mieszkaniem – kupno mieszkania o klasycznym układzie, w dobrej lokalizacji, wyremontowane i wyposażone z konkretnym budżetem (tzn. przedmioty i materiały budowlane w miarę dobrej jakości, ale bez drogiego designu) to inwestycja, ale kupowanie mieszkania na jakimś osiedlu typu „Leśna Polana”, gdzie dojeżdża się do centrum w 2 godziny i brak jest komunikacji miejskiej, z otwartą kuchnią i pokojami przechodnimi (lub pokojami nieustawnymi, np. o kształcie trapezu- kto to wymyślił) to na pewno nie jest inwestycja.
    Inwestycją może być też zakup dobrej jakości ubrań np. do pracy, ale z założeniem, że np. jedwabna bluzka będzie wyglądała jak nowa przez 3 lata i nie muszę co 6 miesięcy kupować nowego ubrania. A w praktyce często słyszę od kobiet, które kupują na potęgę, byle więcej, byle taniej, że ubrania to inwestycja (tak na marginesie to chciałabym kiedyś sprawdzić, jaki jest koszt ubrania na raz, tzn. ile kosztuje jednodniowe ubranie do pracy, np. spodnie kosztowały 300 zł, ale miałam je na sobie 150 razy , a koszulka 19,90 zł, ale po drugim praniu wyglądała jak ścierka, więc jednorazowy koszt spodni to 2 zł, a koszulki 10 zł).
    Tak myślę, że możemy zacząć myśleć o czymś jako o aktywie, jeśli wydatek jest uzasadniony i do czegoś prowadzi, a nie jest tylko konsumpcją z dodatkiem garści głupich wykrętów.

    • Bluzka nigdy nie jest inwestycją. To jest konsumpcja tylko może być mniej lub bardziej kosztowna i mniej lub bardziej rozsądna. Inwestycją byłoby, gdyby bluzka nabierała wartości i mogłabyś ją sprzedać drożej, niż kupiłaś. Albo gdybyś była w stanie wykazać, że dzięki tej bluzce zarabiasz o X więcej, a bez niej nie byłoby to możliwe.
      Tak samo z mieszkaniem – mieszkanie kupione na wynajem to zawsze inwestycja. Natomiast może to być inwestycja dobra lub zła, udana lub nieudana.

  12. Ja może z innej beczki…

    Chciałbym zaproponować, aby Marcin sam wskazywał na blogu ciekawe okazje inwestycyjne i przedstawił wtedy produkt wraz z określeniem stopnia ryzyka. Dobrym tutaj przykładem jest promocja UniLokaty, o której nie wiedziałem, przeczytałem na blogu, skorzystałem i zyskałem to co Marcin określił jako wariant optymistyczny.

    Chciałbym więcej takich konkretów na blogu…

    Temat poruszę na naszym spotkaniu w Poznaniu 🙂

    Pozdrawiam

  13. Mnie najbardziej bawi pisanie „zainwestuj w dobry płaszcz i torebkę” 🙂 Dla mnie taki podział na konsumowanie i inwestowanie jest sensowny. Natomiast jeśli chodzi o mieszkanie to i biedny i bogaty gdzieś mieszkać musi. W sytuacji, gdy wynajmuję mieszkanie, jest to czysta konsumpcja – już tych pieniędzy nie odzyskam. Jeśli kupię mieszkanie to wydane pieniądze mogę odzyskać wynajmując je lub sprzedając. Więc to nie do końca konsumpcja.

    O ile rozumiem kolejność oszczędzać – pomnażać oszczędności – to trudno to robić żyjąc na ulicy, więc realna kolejność to raczej: zapewnienie sobie dachu nad głową – oszczędzanie – pomnażanie oszczędności.

    Dodatkowo za inwestycję uważam też to, co pozwala mi zarabiać więcej lub dywersyfikować dochody. W ubiegłym roku zwróciło mi się zainwestowanie w dodatkową specjalizację na studiach, więc od teraz już będzie generowanie dochodów, choć bynajmniej nie będzie to dochód pasywny.

    Ciekawi mnie, jak oceniacie taką kwestię: mam mieszkanie kupione na kredyt, wynajmuję je. Co miesiąc po opłaceniu kredytu i innych kosztów zostaje „na plusie” około 300 zł. Uznalibyście to za dochód czy liczylibyście dochód dopiero po spłaceniu całego kredytu?

  14. Mieszkanie to nie aktywa na własne potrzeby – ale z drugiej strony podnoszenie standardu życia jest fajne – oczywiście w granicach rozsądku.. jeśli w tej chwili mieszkam w dwupokojowym mieszkaniu z mężem i dzieckiem, dostałam działkę w mieście jako darowizna i mam pieniądze na rozpoczęcie budowy domu, to nie wydaje mi się, żebym tylko konsumowała.. jest w jakiś sposób inwestycja, bo potrzebuję więcej miejsca i zainwestuje w coś trwałego.. pieniądze na lokatach są marnie oprocentowane, a kto wie, za 10-15 lat może nie będzie już mnie stać na wynajęcie ekipy i wybudowanie domu i pozostanie mieszkanie w bloku – 4 pokoje z 600 zł czynszem.. więc nie wiem jak można nazwać to tylko i wyłącznie konsumpcją…

  15. Mi ten podział bardzo się podoba . I nie mam tu na myśli samych definicji ale raczej przekaz który bardzo do mnie trafia. Swoje finanse widzę w ciągłym (dosłownie) ruchu).. Jak takie naczynie elastyczne gdzie z jednej strony dolewam z drugiej ubywa. Czasem powoli, czasem bardziej (z obu stron). I obserwuję to naczynie i chciałbym widzieć, że ciągle się powiększa (więcej dolewam niż wycieka). I dla mnie kluczowa w tym jest świadomość słowa „ciągle”. Nawet wtedy gdy moje naczynie będzie ogromnie wielkie (pracuję nad tym :)) to to „ciągle” wciąż będzie działać. Będę się starał wciąż o tym pamiętać i nie przegapić / nie dopuści do sytuacji gdy moje naczynie zacznie się zmniejszać 🙂

    Póki co moje naczynie rośnie (w dużej mierze dzięki lekturze tego bloga). Inwestuję przede wszystkim długoterminowo, w różny sposób (np. Fundusze w ramach IKE dzięki lekturze tego bloga – dzięki Marcin :))

    Z daleka trzymam się od inwestycji których nie rozumiem / nie znam się na mechanizmach które nimi żądzą / nie mam czasu ich monitorować nawet jak wydają się bardzo korzystne.

    A chciałbym jeszcze poczytać o inwestycjach np. w Startupy, Innowacje. Coś więcej o mechanizmach działania jako tzw. Anioł Biznesu. Gdzie tego szukać / jak się za to zabrać / jak szacować ryzyko takich inwestycji etc.

  16. Można spojrzeć na bogacenie się jak na stawanie się coraz bardziej niezależnym. Przykładowo: wybudować taki dom, który może nie świeci przepychem, ale jest tak energo-oszczędny, że (w razie czego) bez problemu go ogrzejesz (nawet własnym paliwem typu gałęziami z drzew z własnej działki)

    Niezależność w kwestii zarabiania, to posiadanie takich kompetencji (szeroki wachlarz i wysoki poziom), że w każdej sytuacji znajdzie się ktoś, kto Cię zatrudni. czyli nie musisz się bać, że zlikwidują Ci w korpo Twój dział i zostajesz na lodzie, bo umiesz posługiwać się tylko jednym specjalistycznym systemem używane w tym jednym korpo i nigdzie indziej.

    Do tego dbanie o zdrowie.

    I jeszcze ważniejsze: dbanie o relacje z ludźmi. (inwestowanie w to czasu)

    To budowanie niezależności nie daje wprost pieniędzy, bo niekoniecznie to kiedykolwiek spieniężysz dodatkowy kurs, czy niekoniecznie zwróci Ci się pompa ciepła w domu albo nie będziesz miał wymiernych korzyści z posiadania ziemi. Ale jak to było w starej piosence „wicher silne drzewa głaszcze, hej!” 😉 Moim zdaniem to wszystko daje lepsze oparcie niż pół miliona na koncie. Pozdrawiam

    • To co napisałeś jest bardzo bliskie mojej filozofii życiowej. Mam taki zestaw umiejętności i doświadczeń a do tego tak dużą elastyczność, że ani przez jeden dzień nie miałam problemu z pracą. Inna sprawa, że często nie szukałam „pracy” tylko „zarobku”, wbrew pozorom poważna różnica i zupełnie inne podejście. Właściwie jakby mnie wywalili z korpo to chyba bym podziękowała z kop, który zmusi mnie do zrobienia rzeczy, na które trudno mi się odważyć 🙂

      Dbanie o zdrowie – jak najbardziej. I mam w … powiedzmy, że nosie, uwagi, że chodzę spać jak emerytka, bo przecież zarywanie nocy jest taaaakie fajne, a seriale same się nie obejrzą. Alkohol odstawiłam zupełnie (widać po stanie konta, oj widać), jeszcze o dietę przydałoby się zadbać.

      Do tego minimalizuję – konsumpcję, zachcianki, które staram się odróżniać od potrzeb, doceniam co mam i niekoniecznie chcę spędzić życie na zarabianiu na to, żeby mieć więcej. Spokój i równowaga – taki jest cel.

      I ludzie, jak najbardziej. Najlepszy niematerialny kapitał.

  17. Może się komuś przyda, kto się zastanawia nad inwestycją w większe nieruchomości albo i nie 🙂
    Równo Rok temu zakupiłem działkę budowlaną dla rodziny pod budowę wymarzonego domu.
    Budowę rozpocznę za około 3 lata więc jest to inwestycja w Dom.
    Na działce stoi stary klasyczny zwyczajny dom w dość dobrym stanie z dużym garażem, który w przyszłości wyburzę.
    Nie planuję żadnego remontu tego domu. Jest w dobrym stanie i zakładam że nie będzie potrzebny żaden remont.
    Dom był pusty więc musiałem skołować kilka używanych tapczanów/materacy udało mi się zdobyć więc nie był to dla mnie koszt.
    Do tego skołowałem kilka starych szaf.

    Lokalizacja Warszawa. Koszt zakupu działki z domem 750 tyś. (gotówka bez kredytu)
    Dom wynająłem firmie budowlanej praktycznie od razu w cenie 5,5 tyś. miesięcznie. Mieszka około 15 osób (budowlańcy).
    Po roku wynajmowania odejmując koszty (podatek od najmu, podatek od nieruchomości, śmieci, woda, gaz, prąd)
    na czysto uśredniając ostatni rok (w zimę mniej się zarabia) wyszło mi 3,6 tyś miesięcznie. (zaokrąglając bardzo niewiele).
    Zainteresowani wyliczą sobie stopę zwrotu w stosunku do Lokaty lub inwestycji w mieszkania.
    Przy tej kwocie można było by zainwestować np. w 3 kawalerki

  18. Super przykłady z kwiatami i ze zniczami. Brawo Callipso!

    Dla bardziej leniwych i mających możliwość wziąć lub mają kogoś kto może wziąć nisko oprocentowaną pożyczkę z pracy (0% lub poniżej oprocentowania lokaty z uwzględnieniem PB) otwierają się spore możliwości pomnożenia kapitału.
    Z mojej wiedzy pożyczki takie udzielane są od kilkuset do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Oczywiście najlepsze efekty osiągamy przy dużych kwotach.

    Ryzyko 0:
    Pożyczkę wkładamy na lokatę z miesięczną kapiatalizacją. Co miesiąc wypłacamy kwotę równą racie i spłacamy pożyczkę.
    Minus jest taki, że przy końcu spłaty pożyczki odsetki są małe. Rozwiązaniem może być wcześniejsza spłata pożyczki pozostałym kapitałem i zaciągnięcie następnej pożyczki. I tak w koło. 😉
    Możemy też uczyć się żyć poniżej swoich możliwości i spłacać raty z naszej pensji.

    Ryzyko umiarkowane:
    Pożyczkę dzielimy na dwie częsci. Część inwestujemy w spółki celowe (np. CFI4) część (w kwocie równej ilości miesięcy działania spółki celowej, plus kilka miesięcy zapasu ) leży na lokacie. I tak jak wcześniej, co miesiąc wypłacamy z lokaty kwotę równą racie pożyczki.
    Po zakończeniu działania spółki celowej możemy realizować wariant pierwszy.

    Ryzyko umiarkowane/duże:
    Inwestujemy w zabezpieczone obligacje korporacyjne z kwartalną kapitalizacją. Możemy stosować strategię z wcześniejszego przykładu.

    Ryzyko duże:
    Pożyczkę lokujemy w jednym z portali zajmujących się udzielaniem pożyczek społecznościowych. Co miesiąc nasi pożyczkobiorcy spłacają nam raty. My spłacamy swoją ratę. Pozostalą kwotę ponownie lokujemy w pożyczki. I tak w kółko, zasada kuli śniegowej.

    Ryzyko duże:
    Taka mała wariacja, której nie sprawdzałem.
    W kilku znajomych bierzemy taką pożyczkę. Kupujemy kawalerkę. I teraz, albo:
    robimy flipping dzielimy się kasą i możemy realizować kolejny flipping lub któryś z wcześniejszych wariantów;
    albo:
    wynajmujemy kawalerkę. Następnie bierzemy kredyt w banku pod zastaw tej nieruchomości i kupujemy następną kawalerkę pod flipping lub spłacamy pożyczkę albo współwłaścicieli.

    Ryzyko bardzo, bardzo duże:
    Pożyczkę przeznaczamy na spekulację na rynku FOREX lub GPW. Nie polecam!!!!

    Możliwości inwestycji teoretycznie jest nieskończenie wiele. Ogranicza nas nasza wiedza i/lub skromne kontakty.
    Powyższe przykłady są moją wariacją lub oparte są na moich skromnych doświadczeniach w dążeniu do fridomi.

    Kupno samochodu na własny użytek może być aktywem po warunkiem, że przyczynia się do osiągania przez nas dochodu, oszczędza nasz cenny czas. Można też umieścić na aucie reklamę.

    Własne mieszkanie też jest aktywem. Zaspokaja nasze podstawowe potrzeby bezpieczeństwa oraz dachu nad głową. Jednocześnie nie musimy płacić nikomu za najem bo jest naszą własnością. Można przyjąć, że hipoteczny koszt najmu zostaje w naszej kieszeni, nie uszczupla nam dochodu.

    Pozdrawiam.

  19. Michał proszę abyś wytłumaczył fachowo jak działa BFG. Wiele osób wypowiada się nie mając o tym pojęcia, wprowadzając innych w błąd. Dopiero jak padnie duży bank to będzie lament i tak jak skomlą dziś frankowicze, płakać będą właściciel depozytów.

    1. BFG gwarantuje zwrot pieniędzy do 100 tys Euro bez odsetek
    2 BFG gwarantuje zwrot środków do wysokości zgormadzonego przez niego kapitału. Jeśli miałby upaść duży lub średni bank kasyn niestety zabraknie!!!!!
    3. Między bajki należy włożyć opowieści że banki są zbyt duże aby upaść., lekcja historii sprzed kilku lat może się powtórzyć.

    • Przeżyłem upadek Skoku Wołomin oraz SK Banku…. kto Ci powiedział, że BFG gwarantuje zwrot do 100 tys Euro bez odsetek? Dostajesz kasę plus odsetki, chyba że łącznie miałeś w banku więcej niż owa kwota

  20. Dochód pasywny jest czymś pięknym i dlatego nie tak łatwo go zrealizować. Patrząc na obecną sytuację mieszkań bardziej skoncentrowałbym się na parkingach niż na mieszkaniach – Każdy wie jaki jest z tym problem, a już zwłaszcza w blokach. Kupujemy miejsce parkingowe i co miesiąc kasujemy 200zł. Nie jest to zabójcza kwota, ale znacznie szybciej inwestycja się zwraca niż w przypadku mieszkania + nie ma się na głowie myśli, że wynajmujący zostawią mieszkanie w płomieniach.

  21. Witam
    Przeczytałem niedawno książkę „Magia sprzątania” M.Kondo. I do powyższej dyskusji o aktywach i pasywach chciałbym dorzucić uwagi.
    1. Aktywem dla mnie są również wydatki w turystykę z rodziną(tak!) bo nie znamy dnia ani chwili, kiedy świat wywróci się do góry nogami (zdrowie, finanse, uwarunkowania polityczne czy społeczne). Czy wyjazd z dziećmi obecnie jest możliwy bezpiecznie do Egiptu, aby pokazać piramidy? Chyba nie.
    2. Pasywem pozostaną wszystkie rzeczy, którymi zagracimy mieszkanie. I jeśli kiedyś odejdziemy z tego świata, to zostanie naszym dzieciom po nas wiele niepotrzebnych rzeczy, do których tylko my mieliśmy sentyment lub przecenialiśmy ich wartość. Wyłączam z tego pamiątki rodzinne.
    Dwa inne przykłady do przemyślenia z autopsji:
    -półka pełna klaserów filatelistycznych, do których tylko ja mam sentyment. Obecna wartość niewielka. Przez kilka -, kilkanaście lat tysiące ludzi w Polsce miało abonament filatelistyczny. A dzisiaj kto z dzieciaków zbiera znaczki?
    – kiedyś ktoś dał mi przykład (dość smutny niestety) > Jeśli żyłeś przed wojną w Polsce w 1930 roku i byłeś zamożnym człowiekiem to za 20 lat kamienicę Ci odebrali, ziemię rozparcelowali, mienie ruchome zniszczyła wojna, złoto skonfiskowali, obligacje państwowe ! do tej pory nie spłacone. Wychodzi na to że należało cieszyć się życiem lub uciec stąd na drugi koniec świata.

    Dlatego uważam że po zapewnieniu „poduszki finansowej Pana Marcina” za resztę należy tę życie przeżyć. A nie jak chomik w kołowrotku gonić za fortuną.
    Pozdrawiam Longman

  22. Mieszkanie kupione za gotówkę może być w Twojej klasyfikacji „aktywem dochodowym”. Jeżeli wynajem 40m2 w dużym mieście to cena powiedzmy 1000 zł miesięcznie + czynsz + media, to jego zakup pozwala na zmniejszenie kosztów o koszt wynajmu (bo czynsz i media zostaną), czyli o 12.000 w skali roku. Do tego podnosi w pewien sposób komfort życia – samemu urządzamy je jak chcemy i mamy jakąś tam pewność miejsca zamieszkania.. W jakiś tam sposób przechowuje wartość, chodź i prawdą jest też że w potrafi tracić na wartości. No i ostatecznie możemy je wynająć.

    Inaczej jest w przypadku kredytu, ale to chyba oczywiste.

    Co do samochodu – tutaj „aktywem dochodowym” może być oszczędność czasu, oczywiście jeżeli nie stoi się w korkach do pracy codziennie, ale już w przypadku wyjazdu za miasto może mieć to duże znaczenie. No i lepszy komfort podróży.

    Pozdrawiam

Odpowiedz