WIBOR: co to jest, jak działa i dlaczego budzi kontrowersje
Podcast: Odtwarzaj w nowym oknie | Pobierz (Czas trwania: 48:49 — 113.9MB) | Umieść link
Subskrybuj: Apple Podcasts | Spotify | Android | RSS
Wokół wyroku TSUE z 12 lutego 2026 r. narosło mnóstwo emocji. Czy czeka nas powtórka z afery frankowej, tylko na dużo większą skalę? Przecież o WIBOR oparte są teraz niemal wszystkie kredyty hipoteczne, konsumpcyjne i firmowe. Czy banki będą musiały oddać swoim klientom miliardy złotych? Instytucje finansowe przekonują, że WIBOR jest odporny na manipulacje i odpowiednio regulowany. Z drugiej strony w raportach NIK i NBP wskazano luki w nadzorze już dekadę temu. Temat budzi sporo kontrowersji, dlatego w tym artykule wyjaśnię prosto i obiektywnie, czym jest WIBOR i jak jest skonstruowany. Dowiesz się, jak działa, jakie są z nim problemy i dlaczego może być podatny na manipulacje. Na koniec przedstawię Ci ocenę wyroku TSUE (luty 2026) z punktu widzenia 2 stron: prawnika reprezentującego w sądach klientów oraz przedstawiciela banków. Jak się można domyślać, Ich opinie są różne.
Zapadł wyrok TSUE w sprawie WIBOR-u. O tym co on oznacza i jakie będą tego konsekwencje więcej znajdziesz w filmie na końcu tego artykułu. Najpierw omówię jednak działanie WIBOR-u i przedstawię Ci, jakie są potencjalne problemy z tym wskaźnikiem, żeby dać Ci odpowiedni kontekst.

Dlaczego WIBOR budzi tyle emocji?
Na wstępie wyjaśnię, dlaczego wszelkie sugestie o manipulacje stawką referencyjną budzą tak duże emocje w bankach i mobilizują wszystkie organy Państwa. Z wyliczeń Komisji Nadzoru Finansowego za 2018 r. przekazanych Unii Europejskiej wynika, że całkowita wartość instrumentów finansowych i umów finansowych opartych o WIBOR jest większa niż nasz produkt narodowy brutto (PNB). Na tamten moment o WIBOR opierało się:
- 99% złotówkowych kredytów hipotecznych,
- ok. 60% kredytów konsumenckich,
- instrumenty pochodne o wartości ponad 2 bln zł,
- prawie 80% obligacji,
- a WIBOR był wówczas stopą referencyjną w funduszach inwestycyjnych o wartości aktywów 2,6 mld EUR.
(Źródło danych: Rozporządzenie Wykonawcze Komisji (UE) 2019/482 z dnia 22 marca 2019 r. zmieniające rozporządzenie wykonawcze Komisji (UE) 2016/1368 ustanawiające wykaz kluczowych wskaźników referencyjnych stosowanych na rynkach finansowych na podstawie rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011)
W związku z tym jak pisał KNF “podważanie wiarygodności tego wskaźnika może mieć bardzo negatywny wpływ na funkcjonowanie rynków finansowych w Polsce.” A przecież od 2018 roku wartość umów opartych o WIBOR znacznie wzrosła.

Co to jest WIBOR?
Zgodnie z oficjalnymi dokumentami, WIBOR to stopa procentowa, po której wybrane banki deklarują gotowość pożyczenia sobie pieniędzy na określony termin.

Tych terminów jest kilka, ale w kredytach hipotecznych najczęściej spotykamy: WIBOR 3M i WIBOR 6M, czyli stawki ustalane odpowiednio dla okresu 3 i 6 miesięcy.
Skąd wiadomo, po jakiej stopie banki byłyby w stanie w danym momencie pożyczyć sobie pieniądze? Każdego dnia wybrane banki przekazują swoje kwotowania administratorowi wskaźnika, czyli spółce GPW Benchmark. Na podstawie tych danych GPW Benchmark wylicza średnią. Wniosek jest prosty: poziom WIBOR wynika bezpośrednio z kwotowań przekazywanych przez banki. Administrator nie ustala stawki i nie ma żadnego wpływu na jej wysokość, tylko wylicza średnią z danych otrzymanych od banków. Dokładniej opisze to nieco dalej.
Banki, które składają takie deklaracje, to tzw. uczestnicy fixingu. Ich skład nie jest stały i z czasem może się zmieniać, a aktualną listę znajdziesz na stronie GPW Benchmark. Na dzisiaj wygląda ona tak:
Pierwszy problem z WIBOREM: wysoki wskaźnik opłaca się bankom
Wysoki WIBOR najzwyczajniej w świecie opłaca się bankom, a to dlatego, że im wyższy WIBOR, tym więcej płacą kredytobiorcy, a dzięki temu – banki mają wyższe przychody z odsetek. Jednocześnie wyższy WIBOR w mniejszym stopniu przekłada się na koszty banku, bo za pożyczone pieniądze banki rzadko płacą oprocentowanie uzależnione od WIBORU. Świetnie obrazuje to grafika poniżej. Pierwszy słupek, oznaczony na niebiesko, oznacza zobowiązania gospodarstw domowych wobec banków. Jak widzisz, większość tych zobowiązań opiera się o WIBOR. To na przykład:
- kredyty mieszkaniowe w złotówkach o równowartości 475 mld zł,
- kredyty konsumpcyjne, czyli, kolejne 207 mld zł,
- kredyty operacyjne czy inwestycyjne (razem to ok. 60 mld zł)
Niemal cały biznes banków ze “zwykłymi” Kowalskimi powiązany jest z WIBOR-em.
Tymczasem zobowiązania banków wobec gospodarstw domowych są w przeważającej części niepowiązane bezpośrednio z WIBOR-em:
- Większość środków gospodarstw domowych trzymana jest na nieoprocentowanych kontach (to kwota rzędu 889 mld zł).
- Na kontach oszczędnościowych i lokatach ulokowane jest kolejne 408 mld zł., i choć to są środki oprocentowane to zazwyczaj jakimś niskim oprocentowaniem stałym także niepowiązanym z WIBOR-em.
Swoją drogą, to jest ogromne marnotrawstwo trzymanie tak ogromnych sum na nieoprocentowanych kontach, więc zachęcam Cię do skorzystania z Rankingu najwyżej oprocentowanych lokat i kont oszczędnościowych by jednak trochę zarobić.

Oznacza to, że banki w biznesie ze „zwykłymi” osobami mają ogromną nadwyżkę aktywów powiązanych z WIBOR-em, nad długiem związanym z tym wskaźnikiem. Im wyższy WIBOR, tym większe przychody z odsetek, a jednocześnie brak wpływu na wysokość opłat za złożone depozyty przez Klientów. CZyli, gdy stopy są wysokie, to banki doskonale zarabiają, co możesz zaobserwować na wykresie poniżej. Wysoki WIBOR (czerwona linia), przekłada się na wyższe zyski banków – czyli wyższe niebieskie słupki.

Oczywiście gospodarstwa domowe nie są jedynym źródłem zysków banków. Banki zarabiają też na obsłudze firm, samorządów i innych instytucji, ale to niewiele zmienia. W tych segmentach sytuacja wygląda podobnie: kredyty dla firm czy samorządów są często oprocentowane WIBOR-em, natomiast ich depozyty – podobnie jak w przypadku depozytów gospodarstw domowych – zwykle już nie.
👉 Pierwszy problem z WIBOR-em polega więc na tym, że jego poziom wyznaczają podmioty, którym naturalnie zależy, by był jak najwyższy. Warto jednak doprecyzować, że banki nie mają tutaj pełnej swobody, bo działają w przedziale wyznaczanym przez stopy NBP. Banki mogą lokować środki w Narodowym Banku Polskim po stopie depozytowej oraz pożyczać pieniądze z NBP po stopie lombardowej. W efekcie WIBOR zwykle plasuje się gdzieś pomiędzy tymi dwiema stopami.
Logika jest prosta: jeśli bank może ulokować pieniądze w NBP po stopie depozytowej (obecnie 3,5%), nie ma powodu pożyczać ich innemu bankowi taniej. Z kolei bank, który chce pożyczyć pieniądze, nie zapłaci więcej niż stopa lombardowa (obecnie 4,5%), bo po takiej cenie może pozyskać finansowanie bezpośrednio z NBP.

Takie ustawienie stóp procentowych sprawia, że wskaźnik WIBOR porusza się w naturalnym przedziale (obecnie 3,5% do 4,5%) – jego górną granicę wyznacza stopa lombardowa, a dolną – stopa depozytowa.
Istnieją też mechanizmy, które mają ograniczać ryzyko manipulacji. Zacznijmy od najważniejszego argumentu, na który najczęściej powołują się obrońcy WIBOR-u: transakcyjności.
Transakcyjność WIBORu
Od początku istnienia WIBOR-u banki kwotujące, czyli biorące udział w fixingu, są zobowiązane do zawierania transakcji po cenie nie gorszej niż ta, którą same podały w kwotowaniu. Jak argumentuje środowisko bankowe, przypadku innych wskaźników, takich jak LIBOR czy EURIBOR, podobnego obowiązku nie było – i właśnie dlatego manipulacje były w ich przypadku łatwiejsze.
Wprowadzenie takiego obowiązku w Polsce w przypadku WIBORU jest dobrym rozwiązaniem, ale nie idealnym. W oczy rzucają się dwie kwestie. Po pierwsze: skala kwot. W 2004 roku banki miały obowiązek zawarcia dwóch transakcji (np. dla WIBOR-u 6M), każda na kwotę 10 mln zł – i dziś ta kwota nadal wynosi 10 mln zł. Trudno uznać to za logiczne, skoro przez ponad dwie dekady inflacja przekroczyła łącznie 100%, a limity zobowiązań banków stoją w miejscu.


Drugi problem z WIBOR-em: bezpiecznik, który nie działa prawidłowo
I to prowadzi do drugiego problemu z WIBOR-em: wymagane kwoty transakcji w żaden sposób nie przystają do skali biznesu bankowego opartego o ten wskaźnik. Dla przykładu, sam PKO BP udzielił kredytów mieszkaniowych opartych o WIBOR na ok. 124 mld zł (dane na 30 września 2025 r.). W tym kontekście wymóg zawarcia w danym dniu dwóch transakcji po 10 mln zł i to jeszcze tylko wtedy, gdy znajdzie się drugi bank zainteresowany taką transakcją (co jest rzadkie, ale o tym napiszę za chwilę) trudno uznać za realny „bezpiecznik”. Mówiąc wprost, wydaje się przy tak niskich kwotach limitow transakcji ich zawarcie nie stanowi dla banków ani istotnego obciążenia, ani realnego ryzyka.
Trzeci problem WIBOR-u: Niska transakcyjność
Trzecim problem z WIBOR-em jest jego niska transakcyjność. W założeniu wskaźnik ten powinien odzwierciedlać realne warunki pożyczek międzybankowych, tymczasem takich transakcji jest niewiele, a ich wartości opiewają na małe kwoty. Z danych GPW Benchmark wynika, że w przypadku WIBOR-u 3M tylko około 18% obserwacji opiera się na rzeczywistych transakcjach, a dla WIBOR-u 6M jest to około 6%. Na poniższym wykresie widać, jak ten udział zmienia się miesiąc po miesiącu.
Przy okazji warto pamiętać o tle historycznym. WIBOR powstał w latach 90., kiedy rynek pożyczek międzybankowych był znacznie bardziej aktywny. Z czasem, zwłaszcza po kryzysie finansowym z 2008 roku, banki coraz rzadziej pożyczały sobie pieniądze. Obecnie mogą znacznie częściej korzystają z innych, tańszych źródeł finansowania – przede wszystkim z depozytów klientów. W efekcie realnych pożyczek międzybankowych jest dziś mniej, co zawęża transakcyjną bazę wskaźnika.

To dość ciekawa sytuacja: WIBOR powstał jako wskaźnik mający odzwierciedlać warunki na rynku pożyczek międzybankowych, ale z czasem liczba i wolumen tych transakcji malała. Równolegle rosła natomiast wartość instrumentów opartych o ten wskaźnik – na przykład kredytów hipotecznych.
Ta nierównowaga zapewne z automatu nie oznacza, że wskaźnik jest nielegalny, ale każdy może mieć własną opinię, czy ma to sens. Wyobraź sobie taką analogię: w pewnym mieście działa kiedyś prężna giełda samochodów używanych. Z biegiem czasu giełda podupada– jest coraz mniej sprzedających i kupujących, a niewiele realnych transakcji. Mimo to ceny wszystkich używanych samochodów w Polsce ustala się na podstawie cen z tej jednej, rachitycznej giełdy.
Dodatkowo jest dokument, z którego wynika, że ten obowiązek dokonywania transakcji, czyli ten bezpiecznik systemu, nie zawsze działał idealnie. Chodzi tu o raport Narodowego Banku Polskiego za 2011 rok. NBP wskazywał, że ACI Polska – czyli stowarzyszenie, które wówczas administrowało wskaźnikiem – informowało NBP, iż część banków odmawia zawierania transakcji po ustalonej stawce.

Dziś, po głośnej aferze związanej z manipulacjami LIBOR-em oraz po wdrożeniu unijnych regulacji (wdrożenie do 2020 roku) WIBOR podlega znacznie ostrzejszemu nadzorowi. Trudno sobie wyobrazić, by obecnie którykolwiek bank pozwolił sobie na odmowę zawarcia transakcji po wcześniej kwotowanej stawce. Ten dokument pokazuje jednak coś ważnego: wysokie standardy, o których mówi się obecnie, nie zawsze były normą. Nadzór i procedury kontrolne były wzmacniane stopniowo, wraz z upływem czasu.
Czwarty problem: Zapis „WIBOR + marża” nie oddaje zysku banku
Skoro transakcji międzybankowych jest niewiele a kredytów udzielonych w oprarciu o ten wskaźnik wielokrotnie więcej to WIBOR nie odzwierciedla faktycznego kosztu finansowania banków. I tu pojawia się czwarta kwestia: sposób, w jaki opisuje się oprocentowanie kredytów hipotecznych. W umowach kredytowych zmienne oprocentowanie przedstawia się zwykle jako „WIBOR + marża” (na przykład 2%). Wiele osób, czytając taki zapis myśli, że bank „zarabia” wyłącznie marżę, a WIBOR jest jedynie neutralnym kosztem, który banki muszą ponieść. Tymczasem banki w dużej mierze finansują akcję kredytową znacznie tańszymi źródłami (przede wszystkim depozytami, o czym pisałam powyżej), więc ich rzeczywista marża na kredycie jest wyższa niż wynikałoby to z samej marży umownej.
Wskazują na to dane sektora bankowego: średnia marża odsetkowa na całym portfelu aktywów odsetkowych wynosi 3,58%. Banki zarabiają zarówno „marżę z umowy”, jak i część WIBOR-u – bo WIBOR nie jest dla nich wprost równoważnym kosztem finansowania.

Pomimo że od lat główne źródła finansowania kredytów hipotecznych są inne niż pożyczki międzybankowe, to nadal WIBOR wyznacza wysokość rat płaconych przez kredytobiorców. Na ile jest to nikorzystne dla klientów, przekonaliśmy się o tym w ostatnich latach. Gdy WIBOR gwałtownie rósł, oprocentowanie kredytów automatycznie szło w górę, co znacząco poprawiało wyniki banków. Jednocześnie depozyty gospodarstw domowych nie były powiązane z WIBOR-em: banki owszem, podnosiły oprocentowanie lokat i kont, ale zwykle nie w takim tempie i nie do takiego poziomu, jak rosła stawka WIBOR.

Piąty problem: Niedopasowanie terminów i przerzucenie ryzyka na klienta
Wiemy już, że finansowanie kredytów hipotecznych w praktyce nie odbywa się (albo odbywa się w znikomej części) przez pożyczki międzybankowe po WIBOR-ze. Ale nawet gdyby tak było, gdyby banki rzeczywiście finansowały akcję kredytową z pożyczek pozyskanych po WIBOR-ze, to pojawia się kolejny, naprawdę poważny problem: brak zgodności terminów.
Kredyty hipoteczne w Polsce udzielane są najczęściej na około 25 lat, a WIBOR 3M lub 6M odzwierciedla oprocentowanie pożyczek na kilka miesięcy. To oznacza, że długoterminowy dług jest oprocentowany stawką, która zmienia się w krótkich cyklach. I ten ciężar w całości przerzucany jest na klienta. Gdy stopy procentowe spadają, rata idzie w dół. Gdy rosną – koszty kredytu szybują w górę. Klint banków ma co kilka miesięcy niespodziankę, czasem przyjemną, czasem przykrą. Bank natomiast przez cały okres trwania umowy pobiera oprocentowanie oparte na bieżącej stawce rynkowej, powiększonej o marżę.
Dlaczego więc banki nie oferują kredytów hipotecznych na stałą stopę na dłuższe okresy niż wymagane przez KNF: 5 lat? Argument banków jest taki, że: „nie są dostępne zabezpieczenia stopy procentowej na tak długie okresy i w konsekwencji , bank nie jest w stanie zabezpieczyć ryzyka zmian stopy procentowej w tak długim czasie” (Źródło).
I tu dochodzimy do absurdu. Bank zatrudnia specjalistów do zarządzania ryzykiem, ma dostęp do wielu rynków i instrumentów finansowych – a mimo to ryzyko stopy procentowej w praktyce przerzuca na klienta, który nie ma ani narzędzi, ani kompetencji, żeby nim sensownie zarządzać.
PODSUMOWANIE
Podsumowując to, co do tej pory przytoczyłam o WIBOR-ze. Raty kredytów ustalane są na podstawie stawki, która:
- W niewielkim stopniu wynika z realnych transakcji, a w dużej mierze z deklaracji. Liczba transakcji międzybankowych jest mała, a ich wartość niewielka. W praktyce więc mały, „wysychający” ryneczek pożyczek międzybankowych determinuje ceny na ogromnych rynkach np. kredytów hipotecznych.
- Nie jest powiązana z tym, po ile bank pozyskuje finansowanie, a słowo „marża” w umowie kredytowej nie oddaje rzeczywistej marży banków.
- Jest terminowo niedopasowana: WIBOR dotyczy krótkiego horyzontu (kilku miesięcy), podczas gdy kredyty hipoteczne udzielane są na kilkadziesiąt lat.
- Jest ustalana przez podmioty, którym co do zasady sprzyja wyższa wartość wskaźnika.
Żaden z powyższych punktów nie świadczy o tym, że WIBOR jest manipulowany. Rodzą one jednak uzasadnione pytanie, czy WIBOR ma dziś sens jako podstawa oprocentowania kredytów hipotecznych.
Nowy wskaźnik POLSTR
Obecnie trwają prace nad wskaźnikiem POLSTR, który ma zastąpić WIBOR. Nie są one ostateczne, ale już dziś można powiedzieć jedno: z czterech opisanych wyżej wad WIBOR-u POLSTR prawdopodobnie nie powieli tylko jednej. Ma być oparty wyłącznie na rzeczywistych transakcjach na rynku międzybankowym. To dobry kierunek, ale oznacza też, że pozostałe trzy problemy pozostaną bez większych zmian.
Skandal z LIBOR-em I EURIBOR-em
Jakakolwiek sugestia manipulacji WIBOR-em zwykle wywołuje zdecydowaną reakcję instytucji finansowych: Narodowego Banku Polskiego, Komisji Nadzoru Finansowego, Komitetu Stabilności Finansowej czy polskiego rządu – niezależnie od opcji politycznej.
Czytając te opinie takich podmotów, trzeeba pamiętać, że ich prespektywa jest systemowa: te podmioty dbają o stabilność systemu finansowego i jest to podstawowy cel wypowiedzi.
Tymczasem każdy, kto spłaca kredyt oparty o oficjalny wskaźnik, ma prawo wiedzieć, jak on powstaje i czy proces jego wyznaczania jest uczciwy. To jest racjonalne działanie we własnym interesie. Tym bardziej, że w historii zmowy bankowe i manipulacje wskaźnikami już się wydarzyły – i to na rynkach o znaczeniu nieporównywalnie większym niż polski WIBOR. Mowa tu o gigantycznym skandalu dotyczącym stawek LIBOR i EURIBOR.
Skandal zaczął się w 2008 roku od obserwacji dziennikarza „Wall Street Journal”, który zauważył niepokojące rozbieżności w notowaniach LIBOR-u dla dolara. Potem temat podjął „Financial Times”, a śledztwa prowadziły także instytucje i służby w Wielkiej Brytanii oraz USA. W efekcie udowodniono manipulacje wskaźnikami stóp procentowych z udziałem największych graczy: takich jak Barclays, Deutsche Bank, JP Morgan, Société Générale, Citigroup czy UBS.
Mechanizmy były różne: banki potrafiły zawyżać stawki w dniach istotnych dla wyliczania rat kredytów, zaniżać je, by poprawić obraz swojej kondycji finansowej, albo „ustawiać” wskaźnik tak, by korzystniej rozliczyć własne transakcje. Te manipulacje zostały potwierdzone w postępowaniach i wyrokach sądowych, instytucje przyznały się do winy i zapłaciły wielomiliardowe kary.
Historyczne problemy z WIBOREM
Podobnego skandalu z WIBOR-em na polskim rynku nie było, ale jest kilka dokumentów, które sugerują, że wysokie standardy liczenia wskaźnika nie były „od zawsze”, tylko zostały wdrażane stopniowo. W 2012 roku Narodowy Bank Polski opublikował raport o rozwoju systemu finansowego, który (po wnioskach z analizy roku 2011) sprowokował Najwyższą Izbę Kontroli do przyjrzenia się tematowi. NBP zwrócił uwagę m.in. na trzy kwestie:
- Wzrost WIBOR-u w drugiej połowie 2011 r. nie wynikał z decyzji Rady Polityki Pieniężnej, tylko, jak ujął to NBP, z „wzrostu premii za ryzyko”
“Wzrost stawek rynku pieniężnego w Polsce w drugiej połowie 2011 r. nie wynikał ze zmian stóp procentowych NBP, lecz był efektem wzrostu premii za ryzyko.”
Źródło: NBP, „Rozwój systemu finansowego w Polsce w 2011 r.”, [data dostępu 28.01.2026, https://nbp.pl/wp-content/uploads/2022/09/rozwoj2011.pdf ] - WIBOR wyraźnie oddalił się od stawek uznawanych przez rynek za bliższe „bezpiecznej” stopie, co NBP opisywał jako wzrost spreadu między WIBOR-em a stawkami OIS.
“W IV kwartale 2011 r. nastąpił wyraźny wzrost spreadu pomiędzy stawkami depozytów niezabezpieczonych [WIBOR] a stawkami swapów OIS.”
Źródło: NBP, „Rozwój systemu finansowego w Polsce w 2011 r.”, [data dostępu 28.01.2026, https://nbp.pl/wp-content/uploads/2022/09/rozwoj2011.pdf] - Banki kwotowały stawki dla terminów 3M i 6M, mimo że jednocześnie unikały zawierania transakcji na dłużej niż ON (overnight). Innymi słowy: deklaracje obejmowały dłuższy horyzont niż realna aktywność rynku. W warunkach ograniczonego zaufania banki preferowały utrzymywanie wysokiej płynności, co ograniczało ich skłonność do zawierania transakcji na rynku międzybankowym na terminy dłuższe niż ON [overnight]. […] Obroty na rynku depozytów niezabezpieczonych (…) uległy obniżeniu.”
Źródło: NBP, „Rozwój systemu finansowego w Polsce w 2011 r.”, [data dostępu 28.01.2026, https://nbp.pl/wp-content/uploads/2022/09/rozwoj2011.pdf]

Po analizie tych wniosków NIK stwierdził, że cztery banki zawyżały WIBOR ponad poziom wynikający ze zmienności na rynku bazowym. Do dziś nie ujawniono, o które banki chodziło.

Brak narzędzia weryfikacji
Z raportu NIK-u wynika też, że do 2012 roku brakowało skutecznego narzędzia weryfikacji, czy banki rzeczywiście zawierają transakcje po stawkach, które same kwotują. Dopiero po interwencji NIK-u NBP zaczął wymagać od banków przekazywania danych o rzeczywistych transakcjach. A to prowadzi do wniosku, że do 2012 NBP takich danych nie miał. A przecież to właśnie obowiązek transakcji po kwotowanej stawce miał być kluczowym mechanizmem gwarantującym realność WIBOR-u. Czyli WIBOR działał od 1991 roku a kontrolę nad transakcyjnością wprowadzono w 2012, co wprost wynika z wypowiedzi Prezesa NBP.
„(…) NBP w 2011 r. podjął działania (…) dzięki którym od kwietnia 2012 r. banki (uczestnicy tego systemu, obecnie SORBNET2) przesyłają do NBP informacje o kwocie, terminie i oprocentowaniu niezabezpieczonych lokat międzybankowych. (…)
Jednym z zamierzonych efektów wprowadzenia takiego rozwiązania było uświadomienie bankom uczestniczącym w fixingu stawek WIBOR/WIBID, że bank centralny we współpracy z UKNF ma możliwość zweryfikowania ich kwotowań na potrzeby fixingu poprzez zestawienie z rzeczywistym oprocentowaniem transakcji zawieranych przez nie na krajowym rynku niezabezpieczonych lokat międzybankowych. Szczegółowa analiza informacji o pojedynczych transakcjach na krajowym rynku niezabezpieczonych lokat międzybankowych pozwala stwierdzić, że stawki WIBOR/WIBID nie odbiegają istotnie od oprocentowania rzeczywistych transakcji zawieranych przez banki na tym rynku.”
Źródło: Odpowiedź wiceprezesa NBP Witolda Kozińskiego na zapytania poselskie , 2014 rok; [https://www.senat.gov.pl/gfx/senat/userfiles/_public/k8/dokumenty/stenogram/odpow51swn.pdf, data dostępu 20 marca 2014]
W tym piśmie NBP podkreśla też, że zbadał sprawę i kwotowania banków nie odbiegały od stawek, po których zawierały między sobą transakcje. Pismo podpisał ówczesny Wiceprezes NBP, który jeszcze kilka lat wcześniej, w 2009 roku publicznie mówił o tym, że jest grupa banków zainteresowanych podnoszeniem WIBORU, bo to poprawia wycenę kredytów.

Już w 2009 roku w prasie i telewizji toczyła się dyskusja, czy WIBOR może być podatny na manipulacje. Cytowane wyżej wypowiedzi ówczesnego wiceprezesa NBP (jak sam podkreślał) były przypuszczeniami, a nie stwierdzeniem faktów. Pokazują jednak, że NBP dostrzegał potencjalny konflikt interesów: banki, którym wyższy WIBOR poprawia wyniki, jednocześnie dostarczają dane wykorzystywane do jego wyznaczania.
Przenieśmy się do 2015 roku. Wtedy NIK ponownie zajął się WIBOR-em i stwierdził, że „w Polsce nie wypracowano form nadzoru nad ustalaniem stawek WIBOR, co stwarza ryzyko manipulacji”. To szczególnie istotne, bo w 2015 roku praktycznie 100% nowych kredytów hipotecznych było opartych o WIBOR. NIK zalecił ustanowienie formalnego nadzoru, ale, przynajmniej na 2016 rok, zalecenie to pozostawało niezrealizowane. W 2016 roku administratorem wskaźnika pozostawało ACI, które jako stowarzyszenie, choćby z uwagi na formę prawną, nie podlegało nadzorowi KNF.


W 2023 roku NIK ponownie chciał skontrolować bezpośrednio spółkę GPW Benchmark, czyli obecnego administratora wskaźnika, lecz spotkał się z odmową. Sprawa odbiła się nawet o prokuraturę. GPW Benchmark argumentował, że NIK nie ma podstaw do kontroli, ponieważ spółka podlega nadzorowi KNF. W tle była też napięta relacja NIK z rządem, co mogło dodatkowo podgrzewać atmosferę.
Ostatecznie NIK nie skontrolował wyliczeń wskaźnika, ale udało mu się sprawdzić, czy Komisja Nadzoru Finansowego właściwie nadzoruje GPW Benchmark administrujące WIBORem.
Wnioski NIK-u były krytyczne. Izba uznała, że nadzór KNF był “zza biurka”, w zbyt dużym stopniu opierał się na pracy innych podmiotów, w tym audytorów zewnętrznych, którzy również nie wychwycili wszystkich błędów. A jeśli nadzór ma wyglądać w ten sposób, nie daje to realnej gwarancji wykrywania nieprawidłowości:
„Działania KNF i obsługującego ją Urzędu związane z wykonywaniem nadzoru nad GPW Benchmark S.A. oraz podmiotami przekazującymi dane wejściowe w zakresie dotyczącym realizacji wymogów BMR, w okresie objętym kontrolą, miały charakter analityczny, oparty w szczególności na weryfikacji „zza biurka” dokumentacji przekazywanej przez Administratora oraz podmioty uczestniczące w fixingu stawki WIBOR. Organ nadzoru w stosunku do ww. nadzorowanych podmiotów korzystał co prawda z uprawnień przewidzianych prawem, jednak nie w pełnym zakresie. […]. Urząd częściowo polegał na opiniach wydanych przez zewnętrznych audytorów po przeprowadzonych badaniach u Administratora oraz w bankach Uczestnikach Fixingu WIBOR, co, zdaniem NIK, nie było wystarczające, gdyż nie wszystkie błędy i nieprawidłowości w działalności podmiotów nadzorowanych są identyfikowane przez audytorów zewnętrznych. W ocenie NIK, bez kontroli UKNF przeprowadzonej na miejscu w siedzibie GPWB i banków Uczestników Fixingu WIBOR nie można w pełni zweryfikować, czy banki prawidłowo stosują wprowadzone procedury, a Administrator prawidłowo przetwarza i kontroluje przekazane dane wejściowe. Świadczą o tym ujawnione błędy w kwotowaniach podawanych przez Uczestników Fixingu.”
Źródło: Najwyższa Izba Kontroli; Wystąpienie pokontrolne z dnia 21 czerwca 2024 r. „I/22/002/KBF – Wdrożenie przepisów rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/1011 z dnia 8 czerwca 2016 r. w zakresie ustalania wskaźnika referencyjnego stopy procentowej”
Jako dowód, że takie błędy faktycznie występują, NIK powołał się na raporty samego GPW Benchmark, w których administrator informował o nieprawidłowościach. Szczególnie wymowny był raport za III kwartał 2023 roku: wskazywał on, że błędów było stosunkowo dużo, choć ich wpływ na poziom WIBOR-u,według GPW Benchmark nie był znaczący.
WIBOR w czasie: jak doszczelniano system
Dokumenty i wnioski z kontroli jasno pokazują, że proces wyznaczania WIBOR-u nie był od początku (czyli od 1991 roku) systemem „doskonałym”. Z czasem był zmieniany i porządkowany, a wpływ miały na to zarówno głośne afery na rynkach zagranicznych (jak skandal z LIBOR-em i EURIBOR-em) i wdrożone w ich rezultacie unijne przepisy tzw: BMR, jak i kolejne kontrole NIK-u. To one wymuszały podnoszenie standardów.
Na grafice poniżej możesz zobaczyć kluczowe daty związane z WIBOR-em. Widać na niej m.in., że aż do połowy 2017 roku administratorem wskaźnika było stowarzyszenie dealerów bankowych i osób z rynku finansowego – ACI Polska. W świetle dzisiejszych przepisów jest to nie do pomyślenia, bo jako stowarzyszenie nie podlegało przez te wszystkie lata pod nadzór Komisji Nadzoru Finansowego.

Dopiero wdrożenie unijnych przepisów, czyli rozporządzenia BMR z 2016 roku, wymusiło zmianę administratora: rolę ACI przejęła spółka GPW Benchmark i wdrożenie formalnego nadzoru KNF-u. Te zmiany wprowdzane były w latach 2016-2020.
Jednocześnie nie zmieniły się fundamenty samej metodologii. WIBOR był i nadal jest wyznaczany na podstawie kwotowań banków, a banki były i są zobowiązane do zawierania transakcji po zgłoszonych stawkach przez 15 minut od ogłoszenia fixingu. Z czasem dodano przede wszystkim „kaskadę danych” ale rdzeń mechanizmu pozostał ten sam.
Kaskada danych, czyli „drabina” do wyznaczania WIBOR-u
Choć termin: “Kaskada danych” brzmi, jak skomplikowane pojęcie, jego założenia są bardzo proste. Najłatwiej wyobrazić ją sobie jako drabinę, po której „schodzi się” w dół, gdy brakuje idealnych danych.
- Na samym szczycie, na poziomie pierwszym, znajdują się dane najlepszej jakości: rzeczywiste transakcje międzybankowe dokładnie dla danego terminu. Bank podaje więc stawkę, po jakiej faktycznie pożyczył pieniądze innemu bankowi. Problem polega na tym, że banki rzadko pożyczają sobie środki na 3 lub 6 miesięcy, a to właśnie te terminy (WIBOR 3M i 6M) są kluczowe dla kredytów hipotecznych. W efekcie na tym „najwyższym” poziomie często po prostu nie ma danych.
- Wtedy przechodzimy do poziomu drugiego i trzeciego: bank korzysta z danych „nieidealnych”. To nadal realne transakcje, ale np. na inne terminy albo z innym kontrahentem, wymagają więc przeliczeń i modelowania. Te trzy pierwsze poziomy tworzą tzw. kwotowania modelowe – czyli kwotowania oparte na transakcjach.
- Jeśli jednak transakcji w ogóle nie było, stosuje się tzw. kwotowanie wiążące, które działa jak oferta. Bank deklaruje stawkę i, jeśli inny bank tego zażąda, musi zawrzeć transakcję na zadeklarowanych warunkach.

str. 19-20
Po zebraniu kwotowań skrajne wartości (najwyższe i najniższe) są odrzucane, a z pozostałych wylicza się średnią, która staje się wartością fixingu.
Dlaczego „zewnętrzna” kontrola jest naprawdę trudna
Wracając do pojawiających się sugestii, że WIBOR mógł w przeszłości być manipulowany jest co najmniej kilka trudności weryfikacji kalkulacji WIBOR-u:
- Największą z nich jest gigantyczna asymetria informacji. Istnieje przepaść między wiedzą, którą dysponują banki, administrato wskaźnika,KNF i NBP, a danymi, do których ma dostęp kredytobiorca, prawnik, czy nawet zatrudniony przez nich ekspert. Nawet Najwyższa Izba Kontroli (co pokazałam wyżej) została w pewnym momencie odesłana z kwitkiem, a jej kontrole dotyczyły głównie procedur i nadzoru, nie zaś pełnego wglądu w dane źródłowe.
- Po unijnej reformie wskaźników nadzór został wzmocniony, a odpowiedzialność banków za przekazywane dane – formalnie zaostrzona. Równocześnie jednak powstał system, w którym kluczową rolę pełni UKNF, a w interesie tego konkretnego nadzorcy leży przede wszystkim stabilność systemu finansowego. Zresztą w celach KNF-u na 2026 rok znalazł się także punkt dotyczący wspierania banków w postępowaniach przed TSUE:
- Druga bariera to dostęp do kompetencji. Najlepsi specjaliści – matematycy finansowi i analitycy ryzyka – pracują często wyłącznie wewnątrz sektora finansowego albo w instytucjach nadzorczych. Mój znajomy, który próbował na rynku znaleźć eksperta gotowego realnie zweryfikować WIBOR, usłyszał, że nikt się nie wychyli ponieważ pracuje obecnie lub zamierza pracować na rzecz sektora.
A bez powołania niezależnego zespołu o porównywalnych kompetencjach, z pełnym dostępem do danych odrzucenie podejrzeń o manipulację lub ich potwierdzenie jest skrajnie trudne, o ile w ogóle możliwe.
Ryzyko prawne: dlaczego sektor broni WIBOR-u tak zaciekle
Mimo to banki i cały sektor finansowy oceniają ryzyko prawne związane z kwestionowaniem WIBOR-u jako bardzo istotne.
W obronie WIBORU stanęło całe środowisko finansowe w tym Związek Banków Polskich, ale i Prezes Polskiego Funduszu Rozwoju, Prezes UOKIKU, politycy, Ministrowie Finansów, Zarząd Narodowego Banku Polskiego, a nawet rzecznik Finansowy, który stwierdził, że „WIBOR to nie jest ten sam temat, co kredyty frankowe”. I to jest trafne rozróżnienie, bo potencjalne skutki zakwestionowania WIBOR-u mogłyby być wielokrotnie większe niż skutki sporów frankowych.
Ogólna narracja banków i całego środowiska jest taka, że skoro ktoś wziął kredyt, to przecież wiedział, co brał i że trzeba ten kredyt po prostu spłacać. A także, że WIBOR jest kalkulowany rzetelnie i nie ma podstaw do jego kwestionowania.
Wyrok TSUE w sprawie WIBOR-u luty 2026
Na ten moment w sądach toczy się kilka tysięcy postępowań dotyczących WIBOR-u, zapadły już setki wyroków i (według ZBP) wszystkie są korzystne dla banków. 12 lutego 2026 r. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał pierwszy wyrok w polskiej sprawie dotyczącej kredytów opartych na WIBOR. Co orzekł? Jakie konsekwencje będzia miała te decyzja dla kredytobiorców?
👉 Jutro, tj. 13.02.2026 w tym miejscu pojawi się tutaj druga część artykułu, w której znajdziesz najważniejsze wnioski oraz komentarz dwóch stron dyskusji o WIBOR – dr Tadeusza Białka – Prezesa Związku Banków Polskich, oraz Arkadiusza Skrobicha z kancelarii SQUARE we Wrocławiu, który reprezentuje stronę klientów banków. Jeśli jesteś ciekaw ich zdania już teraz, zachęcam Cię do obejrzenia ich komentarza w filmie:
Na koniec chcę zostawić Cię z jedną myślą: myślę, że kontrowersje wokół WIBOR-u to nie jest spór o „kombinowanie na kredycie”. To problem zaufania do mechanizmu, który wpływa na życie setek tysięcy ludzi i na stabilność całego systemu. Można bronić WIBOR-u i można go krytykować, ale merytoryczna dyskusja zaczyna się od faktów: jak wskaźnik powstaje, na czym naprawdę się opiera, kto go kontroluje i kto ponosi ryzyko jego wahań. Jeśli mamy traktować rynek finansowy serio, to transparentność zdecydowanie powinna być fundamentem w komunikacji pomiędzy stronami. Z tą myślą Cię zostawiam i czekam na Twój komentarz na ten temat. Daj znać, co sądzisz o WIBOR-ze oraz pierwszym wyroku TSUE w tej sprawie.
Katarzyna Iwuć
Biegła rewidentka, doktor nauk ekonomicznych. Przed dołączeniem do zespołu FBO była między innymi prezeską spółki giełdowej Netia S.A., członkinią zarządu i dyrektorem finansowym Mennica Polska S.A., członkinią rady nadzorczej i przewodniczącą komitetu audytu kilku firm. W zespole FBO konikiem Kasi są między innymi research i analiza danych, tworzenie kalkulatorów i innych narzędzi do zarządzania finansami osobistymi.
Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię książka Marcina o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu – prosto i merytorycznie – tłumaczy w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.
PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?
Dołącz do ponad 63 050 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.
PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?
To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca. Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który:
✅ w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
✅ nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
✅ będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
✅ szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.



