Nie popełnij tych błędów

Jak zacząć inwestować i nie popełnić kosztownych błędów? Lekcje z moich 19 lat praktyki

6

Moja pierwsza inwestycja zakończyła się 70% stratą 😱. Kiedy to policzyłem, przyszedł bardzo nieprzyjemny moment otrzeźwienia: coś tu epicko spartoliłem. I choć dziś wspominam tę sytuację z większym spokojem, wtedy był to dla mnie prawdziwy zimny prysznic. Od tamtej pory minęło 19 lat. Dziś, gdy obserwuję w mediach społecznościowych wysyp historii o spektakularnych stopach zwrotu i inwestycyjnych „pewniakach”, często przypominają mi się moje własne początki. Dlatego w tym artykule opowiem Ci, co sam chciałbym wiedzieć zanim zainwestowałem pierwsze pieniądze. Pokażę Ci, jak myśleć o inwestowaniu, jak zbudować pierwszy portfel i jak uniknąć kosztownych błędów na start. 

Większość osób zaczyna inwestować z podobnych powodów. Mają już pewne oszczędności i zaczynają zadawać sobie pytanie: co zrobić z pieniędzmi, żeby pracowały lepiej niż na mizernie oprocentowanym koncie oszczędnościowym lub lokacie? Wtedy pojawiają się pierwsze dylematy. Co wybrać – akcje, obligacje, a może złoto lub nieruchomości? Do tego dochodzą emocje: strach przed stratą, presja, żeby nie przegapić okazji, i nadzieja, że może właśnie trafiła się inwestycja, która pozwoli szybko pomnożyć kapitał. Tak właśnie zaczyna się historia wielu inwestorów. Za chwilę podzielę się z Tobą moją, ale najpierw, zapraszam Cię do obejrzenia filmu:

3/5 - (2 głosy)

Chcę Ci kogoś przedstawić. To Maciek Pielok 19 lat temu:

Maciek 19 lat temu

Zanim spędził 14 lat w branży inwestycyjnej, przed zrobieniem licencji CFA i doradcy inwestycyjnego. Wtedy student drugiego roku na SGH, zbyt oczarowany rynkami finansowymi by przejmować się takimi szczegółami jak zbyt duża marynarka.


Sprawdź:


Jak to było u mnie?

Największym strachem, jaki wtedy miałem, było to, że ominie mnie szansa na zarobienie dużych pieniędzy. Trwała wielka giełdowa hossa i miałem wrażenie, że zarabiają wszyscy – tylko nie ja. Nie wiedziałem nawet, od czego zacząć… aż ktoś powiedział mi o najlepszym funduszu inwestycyjnym ostatniego roku:

Patrz Maciek, mają świetną strategię, profesjonalny zespół i potrafią zarabiać w każdych warunkach.

Na ulotce największymi literami widniała oczywiście stopa zwrotu: „ponad 140%”. Moja wyobraźnia natychmiast ruszyła galopem. Pomyślałem: jeśli w rok podwoję pieniądze, będzie mnie stać na tyle rzeczy… Wchodzę w to w ciemno! 

I dokładnie tak było. Nie zastanawiałem się długo. Zainwestowałem wszystkie uciułane oszczędności. Był maj 2007 roku.

Fundusz Maćka kontra WIG
Źródło: Opracowanie własne

Kiedy przychodzi odpływ…

Miesiąc później wybuchł Wielki Kryzys Finansowy. Jeśli chcesz poczuć atmosferę paniki, jaka wtedy ogarnęła rynki finansowe, polecam Ci serdecznie filmy: „Big Short” oraz „Chciwość”. Ale historia tej inwestycji nie skończyła się w tym momencie.

Świat finansów zdawał się chwiać w posadach, a mimo to wartość mojego funduszu nie spadała. Zarządzający nim eksperci zaczęli w moich oczach urastać do rangi prawdziwych gwiazd rocka. Najpierw wykręcili świetne wyniki podczas hossy, a teraz, jak się wydawało,  potrafili je skutecznie obronić w czasie kryzysu. Byłem przekonany, że mają sposób na zarabianie w każdych warunkach. Dlatego dorzuciłem kolejne pieniądze.

…okazuje się kto pływał bez kąpielówek 

Rzeczywistość inwestowania potrafi jednak bardzo brutalnie weryfikować takie przekonania. Najpierw rynki finansowe zaczęły się odbijać, a mój fundusz nadal stał w miejscu. W 2011 roku zarządzający zmienili strategię, próbując nadrobić straty. Tym razem jednak pomysł zupełnie nie zadziałał. Wartość inwestycji spadła o 70%.

Wtedy pękłem. Sprzedałem wszystko i odzyskałem zaledwie około jedną trzecią pierwotnie zainwestowanych pieniędzy. I dobrze, że to zrobiłem, bo jak widzisz na wykresie powyżej, ta inwestycja już nigdy nie wróciła do dawnych poziomów.

I teraz napiszę coś, co może Cię zaskoczyć. Do tej pory to była moja najważniejsza inwestycja i myślę, że miałem ogromne szczęście. Kosztem niedużych studenckich oszczędności, w krótkim czasie dostałem lekcje, które stanowią fundament mojego spokoju dzisiaj. A teraz chcę się podzielić tym doświadczeniem z Tobą. Mam nadzieję, że dzięki temu unikniesz przynajmniej części błędów, które ja musiałem po drodze popełnić.

Nie dorobisz się szybko na inwestycjach

Jeśli liczysz na to, że szybko dorobisz się na inwestowaniu, prawdopodobnie czeka Cię spore rozczarowanie. Oczywiście zdarzają się spektakularne historie: ktoś kupił właściwą spółkę w odpowiednim momencie i zarobił fortunę. Ale takie przypadki są raczej wyjątkiem niż regułą. Działają trochę jak wygrana w Lotto. Ktoś wygrywa, ale tak naprawdę duża wygrana jest poza zasięgiem większości osób. Im większe oczekiwania wobec inwestycji, tym łatwiej popełnić trzy kosztowne błędy. Żeby Cię pocieszyć – ja sam mam na koncie wszystkie trzy 😉

❌ Błąd 1: Traktowanie dotychczasowych wyników jako zapowiedzi przyszłości. 

Widzisz rosnącą linię na wykresie i w głowie automatycznie przedłużasz ją dalej, jakbyś rysował ją linijką. Problem w tym, że rynki finansowe nie działają na tej zasadzie. W ten sposób łatwo narazić się na rozczarowanie, a czasem również zaryzykować więcej, niż jesteś w stanie udźwignąć. Dlatego zamiast dzielić skórę na niedźwiedziu, zacznij od czegoś znacznie ważniejszego: kontroli ryzyka.\

❌ Błąd 2: Duże oczekiwania podsycają FOMO (Fear of missing out – strach, że przegapisz okazję)

Gdy oczekiwania są wysokie, łatwo uwierzyć, że właśnie teraz pojawiła się wyjątkowa szansa. W głowie pojawia się myśl, że trzeba działać szybko, zanim okazja zniknie. W takiej atmosferze łatwo pójść na skróty: zaufać przypadkowej rekomendacji z internetu, sugestii inwestycyjnego „guru” albo pierwszej z brzegu propozycji, która obiecuje wysokie zyski. 

Tymczasem warto się zatrzymać i zadać sobie kilka podstawowych pytań: 

  • W co dokładnie inwestuję? 
  • Jak ta inwestycja zachowywała się w ostatnich 10–20 latach?
  • Co się z nią stanie, jeśli rynek spadnie o kilkadziesiąt procent? 

Pośpiech rzadko jest dobrym doradcą. Dlatego nie bój się – okazji inwestycyjnych nie zabraknie. Fajnie ujął to kiedyś Richard Branson, w swoim słynnym cytacie:

#finhack Okazje są jak autobusy, zawsze przyjedzie następny – Richard Branson

❌ Błąd 3 [🔥KARDYNALNY]: Brak solidnych fundamentów

Inwestujesz bez zabezpieczenia finansowych podstaw? Tylko się prosisz o kłopoty. W moim przypadku oznaczało to pozbycie się całej poduszki bezpieczeństwa w pogoni za potencjalnym zyskiem. Gdyby wtedy coś w moim życiu poszło nie tak (straciłbym źródło dochodu, ciężko zachorował itd.), musiałbym sprzedawać inwestycje tylko po to, żeby mieć za co żyć. Jeszcze gorszym pomysłem jest inwestowanie, gdy masz niespłacone chwilówki lub pożyczki konsumenckie. A chyba najgorszym – inwestowanie pożyczonych pieniędzy.

Dlatego zanim zaczniesz inwestować, najpierw zadbaj o fundamenty: uporządkuj budżet domowy, regularne odkładaj części dochodów oraz zbuduj solidną poduszkę bezpieczeństwa. A potem w pierwszej kolejności zainwestuj w siebie – w wiedzę i umiejętności, które pozwolą Ci zwiększać dochody. Żadna inwestycja na giełdzie tego nie przebije.

Inwestuj, jeśli chcesz się bogacić 

Nie dorobisz się na inwestycjach w sensie szybkiego wzbogacenia się. Jest jednak zupełnie inny powód, dla którego inwestowanie jest konieczne, jeśli chcesz się bogacić: inflacja. Już tłumaczę o co chodzi. Maciek sprzed 20 lat płacił około 10 zł za obiad, robił pełne zakupy spożywcze w przeliczeniu na osobę za mniej więcej 100 zł i uważał, że 5 tys. zł za metr kwadratowy mieszkania to bardzo wysoka cena. Dziś wszystkie te kwoty trzeba pomnożyć przez 3, a czasem nawet przez 4. Zresztą wystarczy spojrzeć na oficjalne dane. Według inflacji raportowanej przez GUS dzisiejsze 100 zł 19 lat temu byłoby warte zaledwie około 52 zł.

Inflacja, czyli utrata siły nabywczej pieniądza, to cichy i bardzo niebezpieczny sabotażysta naszych finansów. Łatwo o niej zapomnieć, zwłaszcza gdy chwilowo spada i politycy ogłaszają sukces w walce z drożyzną. Problem w tym, że:

  • wyższe ceny już z nami zostają,
  • ceny nadal rosną,
  • a świat jest dziś rekordowo zadłużony i coraz trudniej mówić o stabilnym porządku gospodarczym.

Dlatego właśnie bardzo przemawia do mnie sposób, w jaki Marcin definiuje inwestowanie:

✅ Inwestowanie to konsekwentne zamienianie tracącego na wartości pieniądza na aktywa, które pracują dla Ciebie albo przynajmniej utrzymują swoją wartość, bo nie da się ich dodrukować.

Świadomie zbudowana kolekcja takich aktywów z czasem nie tylko ochroni, ale też z dużym prawdopodobieństwem pomnoży Twój kapitał. Jest jednak jeden warunek: trzeba zaakceptować, że jest to proces znacznie wolniejszy, niż byśmy tego chcieli. Paradoks polega na tym, że im szybciej pogodzisz się z tym tempem, tym większa szansa, że z czasem pozytywnie zaskoczą Cię efekty.

Dlatego tak ważne jest ustalenie, po co właściwie inwestujesz. To wcale nie jest oczywiste, a jednocześnie ma ogromny wpływ na Twoje szanse powodzenia. Równie ważne jest dopasowanie inwestycji do samego siebie, do swojej sytuacji finansowej, apetytu na ryzyko i horyzontu czasowego.

Właśnie od tych elementów zaczynamy, gdy prowadzimy kursantów przez proces budowania własnego planu inwestowania w naszym kursie „Zacznij Skutecznie Inwestować”. Pokazujemy, jak krok po kroku stworzyć własną strategię inwestycyjną, wdrożyć ją w życie i konsekwentnie realizować przez lata. Zebraliśmy w tym kursie całe doświadczenie inwestycyjne Marcina, Kasi i moje, żeby wyłuskać to, co naprawdę działa, i jednocześnie ostrzec przed ślepymi zaułkami, w które sami kiedyś weszliśmy. Jeśli to brzmi dla Ciebie interesująco, zapraszamy na: fincrafters.pl.

Kurs ZSI

W co zainwestować na początku?

Własna strategia inwestycyjna powinna również jasno określać, w co dokładnie inwestujesz: w jakie klasy aktywów, za pomocą jakich instrumentów i w jakich proporcjach. Jak podejść do takiej decyzji? Przede wszystkim nie powtarzaj mojego studenckiego błędu. Nie szukaj jednej inwestycyjnej gwiazdy i nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę. Zamiast tego dobierz kilka różnych inwestycji, które będą ze sobą współgrać i wzajemnie się uzupełniać.

Pamiętaj, że żadna klasa aktywów ani żadna strategia nie jest najlepsza w każdym roku. Jeśli spojrzysz na wyniki z różnych lat, zobaczysz, że układ zwycięzców i przegranych zmienia się jak w kalejdoskopie. Niektóre inwestycje przez długi czas utrzymują się w środku stawki, inne, te bardziej zmienne, potrafią w jednym roku błyszczeć najmocniej, by chwilę później spaść na sam dół zestawienia. Próba przewidzenia, która z nich będzie najlepsza w kolejnym roku, przypomina w dużej mierze loterię. Na szczęście nie musisz brać w niej udziału.

Matryca wyników różnych aktywów w poszczególnych latach
Źródło: X

Zamiast zgadywać, możesz po prostu połączyć kilka różnych elementów w jednym portfelu i w ten sposób uśrednić swój wynik. Oczywiście nie będzie to najlepszy możliwy rezultat w danym roku. W zamian jednak znacząco zwiększasz szanse na solidną, stabilną stopę zwrotu, a jednocześnie ograniczasz ryzyko poważnej wpadki. Na tym właśnie polega dywersyfikacja.

Dywersyfikacja w praktyce 

Wiem, że na początku wachlarz dostępnych możliwości może przytłaczać. Dobra wiadomość jest taka, że wcale nie musisz zaczynać od skomplikowanego portfela. W praktyce wystarczą trzy elementy:

  1. Obligacje detaliczne indeksowane inflacją – w roli stabilizatora portfela.
  2. Tani ETF na szeroki globalny indeks akcji – jako element wzrostowy.
  3. I do tego niewielki dodatek złota (fizycznego lub kupionego przez ETC), w roli „bramkarza”, czyli polisy ubezpieczeniowej.

Tylko trzy składniki, a około 90% efektu, którego szuka większość „zwykłych” inwestorów. Liczby mówią tu zresztą same za siebie. W ciągu tych 19 lat, odkąd inwestuję, proste obligacje detaliczne indeksowane inflacją przyniosły stopę zwrotu rzędu 150%. Globalne akcje podrożały w tym czasie ponad pięciokrotnie, a złoto ponad ośmiokrotnie. Dla porównania: inflacja wyniosła w tym okresie około 92%, a lokaty i konta oszczędnościowe przyniosły przeciętnie około 76%. Pozwól, że przy okazji od razu podsunę Ci kolejną lekcję. 

❌ Błąd 4: Przesadne komplikowanie inwestycji 

Gdy zaczynałem inwestować jako student, byłem przekonany, że im więcej wyrafinowania, reagowania na bieżące wydarzenia i inwestycyjnych „fajerwerków”, tym lepiej. Tymczasem to właśnie nadmierna złożoność zgubiła fundusz, w który wtedy zainwestowałem.

Prosta inwestycja wcale nie jest gorsza. Wręcz przeciwnie, zazwyczaj jest bardziej odporna na błędy i znacznie więcej wybacza. Dla przykładu: koszyk kilku tysięcy globalnych akcji w jednym ETF-ie waha się znacznie mniej niż pojedyncze spółki czy giełdy poszczególnych krajów. Co więcej, w przeciwieństwie do wielu pojedynczych firm, globalny rynek akcji po każdym kryzysie ostatecznie wracał na ścieżkę wzrostu.

Zrozumienie tej prostej prawdy zajęło mi sporo czasu: w inwestowaniu prostsze rozwiązania bardzo często okazują się lepsze. A zanim to zrozumiałem, rynek musiał nauczyć mnie pokory i przekonać do dwóch ponadczasowych mądrości inwestycyjnych.

✅ Nie ma darmowych obiadów (poza jednym) 

Pierwsza z nich brzmi: nie ma darmowych obiadów. Jeśli jakaś inwestycja obiecuje wyższy zysk, zawsze wiąże się z tym określona cena do zapłacenia. Może to być większa zmienność, mniejsza płynność albo ryzyko, którego na pierwszy rzut oka po prostu nie widać.

Weźmy na przykład spółki dywidendowe. Wielu inwestorów na początku bardzo się nimi zachwyca. Pojawia się przekonanie, że są stabilniejsze i zapewniają „dodatkowy dochód”. Coś o tym wiem, sam przeżywałem taki entuzjazm w latach 2010–2015. Dopiero z czasem zderzyłem się z rzeczywistością. Spółki dywidendowe wypłacają gotówkę kosztem niższego wzrostu ceny akcji. Do tego dochodzą podatki od dywidend, koszty transakcyjne oraz koncentracja portfela w sektorach gospodarki, które często mają okres najszybszego rozwoju już za sobą. 

Krótko mówiąc: coś za coś. W świecie inwestowania istnieje jednak jeden wyjątek od tej zasady. Często nazywa się go jedynym „darmowym obiadem”. Jest nim dywersyfikacja, czyli rozproszenie portfela i połączenie różnych klas aktywów w jedną drużynę. Dzięki temu możesz obniżyć ryzyko inwestycji, nie obniżając przy tym znacząco oczekiwanej stopy zwrotu.

✅ Nikt nie jest mądrzejszy od rynku

Jeszcze trudniej było mi zaakceptować inną lekcję: nikt nie jest mądrzejszy od rynku. Ruchy cen, które widzisz na wykresach akcji, obligacji czy surowców, są wypadkową wiedzy i oczekiwań milionów inwestorów z całego świata. Największy wpływ mają przy tym ogromne instytucje finansowe dysponujące potężnymi zasobami kapitału, zaawansowaną technologią i zespołami najlepszych analityków. A mimo to nawet one w większości przypadków nie potrafią powtarzalnie osiągać wyników lepszych niż rynek.

Owszem, istnieje niewielka grupa inwestorów, którzy przez długi czas potrafili pokonywać rynek. Co ciekawe, to właśnie oni najczęściej podkreślają dwie rzeczy: ogromną pokorę wobec rynków oraz fakt, że w ich sukcesie zawsze był również element szczęścia.

Tymczasem maszynka marketingowa próbuje nas przekonać, że istnieje jakiś sekretny przepis na ponadprzeciętne wyniki. Sprzedawcy w instytucjach finansowych, dostawcy produktów inwestycyjnych czy internetowi guru mają w tym oczywisty interes. Chcą, abyś zapłacił za dostęp do ich „systemu”, najlepiej w formie opłat i abonamentu, a jeśli już „za darmo”, to zapłacisz swoją uwagą i czasem.

A na nasze nieszczęście tworzenie przekonujących historii inwestycyjnych jest stosunkowo łatwe. Mogę bez trudu przywołać przykłady z ostatnich lat.: 

Inwestuj w druk 3D, bo to kolejna rewolucja przemysłowa. 
Inwestuj w metaverse, bo przenosimy się do wirtualnego świata. 
Inwestuj w spółki odpowiedzialne środowiskowo, bo będą bardziej odporne i cenione przez inwestorów. 
Inwestuj w niedowartościowane rosyjskie spółki, bo świat zawsze będzie potrzebował gazu. 
Można by wymieniać.

Problem polega na tym, że to, że coś brzmi sensownie, wcale nie oznacza, że okaże się lepszą inwestycją niż rynek. Na wyniki inwestycji wpływa ogromna liczba czynników. Znacznie większa, niż jesteśmy w stanie ogarnąć pojedynczą historią czy narracją. Dlatego w praktyce większość atrakcyjnie brzmiących pomysłów inwestycyjnych z czasem okazuje się po prostu niewypałem.

Jak się uchronić przed inwestycyjnymi pokusami

Jeśli coś w inwestowaniu potrafi naprawdę zaszkodzić portfelowi, to nie brak pomysłów, a ich nadmiar. Co chwilę na scenie pojawiają się nowe „pewniaki”, przełomowe strategie i historie spektakularnych zysków. W takiej atmosferze łatwo ulec pokusie i uwierzyć, że właśnie trafiliśmy na wyjątkową okazję. Dlatego warto z góry przygotować sobie kilka prostych zasad, które pomogą zachować rozsądek, gdy emocje zaczynają brać górę.

1. Zachowaj zdrowy sceptycyzm

Po pierwsze bądź bardzo sceptyczny, gdy ktoś reklamuje się, że ma super strategię, która bije rynek. Automatycznie powinna Ci się zapalić wtedy czerwona lampka. Z mojego doświadczenia wynika, że Polacy nauczyli się już pewnej nieufności wobec prognoz analityków czy skomplikowanych produktów inwestycyjnych sprzedawanych w bankach. Wciąż jednak zbyt łatwo ulegamy przekonującym historiom w internecie. A przecież zasada powinna być dokładnie taka sama: im bardziej ktoś obiecuje ponadprzeciętne wyniki, tym większą ostrożność warto zachować.

2. Zrób sobie piaskownicę do bezpiecznych eksperymentów

Jeśli bardzo kusi Cię sprawdzenie jakiegoś pomysłu inwestycyjnego, nie musisz od razu angażować w niego dużej części oszczędności. Możesz wydzielić niewielką część kapitału w osobnym portfelu i potraktować ją jako przestrzeń do eksperymentów. Dzięki temu ograniczysz ewentualne straty, a jednocześnie stworzysz sobie bezpieczne warunki do nauki na własnych błędach. Z większością oszczędności zacznij jednak od prostych, nudnych inwestycji.

Mamy ogarnięte błędy i podstawy, zmierzmy się teraz z pytaniem, które również chodzi po głowie wielu osobom początkującym – kiedy tak naprawdę jest najlepszy czas, żeby zacząć? To pytanie wraca niemal w każdej rozmowie o inwestowaniu, bo naturalnie chcemy trafić w „dobry moment”. Problem w tym, że w praktyce taki idealny moment prawie nigdy nie jest widoczny w chwili, gdy faktycznie nadchodzi. Zdajemy sobie z niego sprawę dopiero po fakcie. 

Kiedy zacząć inwestować?

Dlatego najlepiej zacznij, jak najszybciej, bo w inwestowaniu Twoim największym sprzymierzeńcem jest czas. Pokażę Ci przykład, który pomógł mi zupełnie zmienić perspektywę. Wyobraź sobie, że odkładasz 500 zł miesięcznie, a Twoje pieniądze przynoszą średnio 6,5% rocznie już po podatku. Jeśli zaczniesz w wieku 25 lat i będziesz odkładać przez 10 lat, a potem całkowicie przestaniesz wpłacać nowe pieniądze, to i tak wyprzedzisz siebie jako 35-latka, który zaczyna później i odkłada te same 500 zł miesięcznie przez kolejne 30 lat.

Wyniki przy inwestowaniu 500 zł miesięcznie jako 25-latek i 35-latek
Źródło: Obliczenia własne

Ważna informacja: LINKI PARTNERSKIE 

Kto nas zna i śledzi od jakiegoś czasu, to wie, że promujemy wyłącznie takie narzędzia i usługi, z których sami z zadowoleniem korzystamy lub z czystym sumieniem polecamy swojej rodzinie i znajomym. Dlatego wstawiamy tutaj wpisem i filmem linki partnerskie do IKE, IKZE w mBanku oraz IKE, IKZE w XTB w ramach płatnej współpracy. 👉 Jeśli z tych linków skorzystasz, to wesprze nasz blog i kanał.

Oczywiście w prawdziwym świecie nie jest tak różowo, a inwestycje nie rosną, jak po sznureczku. To tylko kwestia czasu, kiedy na Twojej drodze pojawią się spadki. Wystarczy spojrzeć na historię amerykańskiej giełdy od lat 80. Możesz – niemal w każdym roku występowały okresowe spadki. Średnio sięgały one około 14%, ale rozrzut był bardzo duży: od ledwo zauważalnych korekt rzędu 3% po bolesne krachy, w których wartość rynku spadała nawet o połowę.

S&P 500 spadki kontra wzrosty
Źródło: J.P. Morgan Asset Management, „Guide to the Markets”

A teraz dobra wiadomość. Spośród 46 analizowanych lat aż 35 zakończyło się na plusie. Historia rynków podpowiada więc coś bardzo ważnego: lat wzrostowych jest więcej niż spadkowych, okresy wzrostów zwykle trwają dłużej niż spadki a im więcej czasu dasz swoim inwestycjom, tym większe są Twoje szanse na dodatni wynik. Trzeba tylko pogodzić się z tym, że po drodze będzie trochę bujać.

Oczywiście każdy chciałby wiedzieć, kiedy dokładnie pojawią się spadki. Problem w tym, że nikt nie ma szklanej kuli, a prognozy rynkowe okazują się w tej kwestii mało użyteczne. Podobnie jak czekanie ze startem inwestowania na lepszy moment.

Ile kosztuje próba wstrzelenia się w najlepszy moment?

Jest takie coroczne badanie, które dobrze pokazuje, ile kosztują inwestorów próby wyczuwania idealnych momentów rynkowych. Firma badawcza Morningstar porównuje w nim dwie rzeczy: ile inwestorzy powinni byli zarobić na funduszach i ETF-ach, gdyby po prostu trzymali swoje inwestycje, oraz ile faktycznie zarobili, biorąc pod uwagę momenty wpłat i wypłat.

Wyniki są zaskakująco powtarzalne. Rok po roku okazuje się, że próby „łapania” lepszych momentów wejścia i wyjścia z rynku kosztują inwestorów przeciętnie około 15% ich potencjalnego wyniku. W praktyce oznacza to, że zamiast średniorocznie zarabiać 8,2%, uzyskiwali około 7%, czyli średnio 1,2 punktu procentowego mniej rocznie.

Wyniki inwestycji

Dlatego porzuć więc myślenie o „idealnym momencie na inwestowanie”. Z doświadczenia wiem, że to ślepy zaułek. Zamiast tego przygotuj prosty harmonogram zakupów i konsekwentnie się go trzymaj.

Jeśli obawiasz się spadków, nie musisz inwestować całej kwoty jednorazowo. Możesz podzielić ją na kilka transz i rozłożyć inwestycję w czasie. Taki sposób działania jest zwykle znacznie łatwiejszy do udźwignięcia emocjonalnie.

No tak, ale teraz są wyjątkowo trudne czasy

To wszystko brzmi rozsądnie w teorii. W praktyce jednak wiele osób wciąż czeka na „lepszy moment”, bo ma wrażenie, że właśnie teraz sytuacja na świecie jest wyjątkowo niepewna. Tylko czy naprawdę jest aż tak wyjątkowa? Spójrz ze mną na ostatnie 20 lat, czyli dokładnie na okres, w którym sam inwestuję. Jeśli ktoś chciał znaleźć powód, żeby nie zaczynać inwestowania, to w każdym z tych lat miał pod ręką bardzo przekonujący argument.

  • 2007–2008 – załamuje się globalny system finansowy. Banki padają, świat stoi na krawędzi.
  • 2009 – fala bankructw firm, prognozy wieloletniej stagnacji gospodarczej.
  • 2010 – groźba bankructwa Grecji i początek kryzysu zadłużenia w Europie.
  • 2011–2012 – pojawiają się scenariusze rozpadu strefy euro. Polski fundusz Eurogeddon wieszczy koniec wspólnej waluty.
  • 2012–2013 – obawy, że światowa gospodarka nie przetrwa zakończenia programów stymulacyjnych i dodruku pieniądza.
  • 2014 – Rosja zajmuje Krym.
  • 2015 – krach na chińskiej giełdzie i dewaluacja juana. Pytanie: czy rynki wschodzące jeszcze się podniosą?
  • 2016 – szok Brexitu i wygranej Donalda Trumpa.
  • 2017 – Korea Północna testuje broń atomową.
  • 2018 – wojna handlowa USA–Chiny, groźba załamania globalnego handlu.
  • 2019 – odwrócona krzywa rentowności obligacji zapowiada nadchodzącą recesję.
  • 2020 – pandemia COVID. Nikt nie wie, jak bardzo ucierpi światowa gospodarka.
  • 2021 – globalne łańcuchy dostaw przestają działać.
  • 2022 – inflacja galopuje, Rosja atakuje Ukrainę, Europa wpada w kryzys energetyczny.
  • 2023 – kolejne bankructwa banków.
  • 2024 – pytanie, czy gospodarka wytrzyma walkę z inflacją.
  • 2025 – strach przed bańką AI i kolejnym politycznym wstrząsem w światowym porządku.

Patrząc na tę listę można odnieść wrażenie, że przez ostatnie dwie dekady świat przeżywał niemal ciąg niekończących się kryzysów. Przy tym zestawie plagi egipskie wydają się tylko lekką niedogodnością. 

A teraz spójrzmy na najważniejsze pytanie inwestora: gdzie jest dziś globalny rynek akcji? Znacznie wyżej niż 20 lat temu. 

To jest najtrudniejsze w inwestowaniu

Z mojego doświadczenia wynika, że w inwestowaniu nie są najtrudniejsze same wahania wartości portfela. Znacznie trudniejsza jest opowieść, która im zwykle towarzyszy. Narracja o tym, jak źle jest teraz i jak jeszcze gorzej będzie za chwilę. Paradoks polega na tym, że im bardziej mroczna i przerażająca staje się taka opowieść, tym więcej tego strachu jest już zwykle uwzględnione w cenach aktywów. A to często oznacza… mniejsze ryzyko dla cierpliwego inwestora.

Patrząc z boku, rozwiązanie wydaje się więc proste: zacisnąć zęby i konsekwentnie trzymać się planu. Problem w tym, że nikt z nas nie jest Panem Spockiem ze Star Treka. Naszymi decyzjami bardzo często kierują emocje. Gdy lawina strachu ruszy, to niezmiernie ciężko jest się jej przeciwstawić. Dlatego warto przygotować się na takie momenty z wyprzedzeniem. Innymi słowy, zawczasu założyć kaganiec na własny „jaszczurzy mózg”, który w sytuacji zagrożenia podpowiada najprostszą reakcję: ucieczkę razem ze stadem.

Zestaw uspokajający dla inwestora

Gdy pojawia się taki impuls, sięgam po przygotowany wcześniej „zestaw uspokajający”. 

  • Czasem są to statystyki zachowania różnych klas aktywów, które pozwalają porównać bieżący epizod strachu z historycznymi spadkami i ocenić, czy to nadal mieści się w granicach normy. 
  • Innym razem są to zapiski z dziennika inwestora, czyli przypomnienie ode mnie z przeszłości, co czułem poprzednio, gdy rynek spadał, i jak te sytuacje ostatecznie się kończyły. 
  • Pomaga też powrót do podstawowych założeń strategii: dlaczego inwestuję, jakie spadki jestem w stanie zaakceptować i jaki mam horyzont inwestycyjny. 
  • A czasem wystarczy bardzo prosta instrukcja dla samego siebie: odciąć się na chwilę od mediów, wyłączyć wykresy i wyjść na spacer.

Takie emocjonalne bezpieczniki wbudowane w strategię inwestycyjną potrafią znacząco zwiększyć komfort inwestowania i zwiększyć szanse na to, że w kluczowych momentach nie podejmiesz decyzji, których później będziesz żałować.

I w takich chwilach jak bumerang wraca do mnie myśl: co by było, gdybym te 19 lat temu zaczął od przygotowania własnej strategii inwestycyjnej, zamiast działać na oślep. Ale nie ma sensu gdybać. Najważniejsze jest to, żeby w końcu zacząć działać. I do tego bardzo gorąco zachęcam Cię teraz – na świeżo po lekturze artykułu. Nie odkładaj tej decyzji na potem. Będzie mi bardzo miło, jeśli dasz mi znać w komentarzu, co myślisz o moich inwestycyjnych błędach. A może chcesz się podzielić swoim własnym? W kupie zawsze raźniej 🙂

Maciek Pielok

Maciek Pielok

Doradca Inwestycyjny (licencja nr 761) z tytułem CFA (Chartered Financial Analyst). 14 lat doświadczenia w branży inwestycyjnej, a od 2007 r. zapalony inwestor indywidualny, który chętnie dzieli się swoją wiedzą. W zespole FBO Maciek to człowiek, który rozłoży na czynniki pierwsze nawet najbardziej skomplikowany temat i przedstawi go w zrozumiały sposób.

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię książka Marcina o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu – prosto i merytorycznie – tłumaczy w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 63 050 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca. Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który:

✅ w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
✅ nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
✅ będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
✅ szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Proszę zapoznaj się z poniższą informacją.

Wszystkie prezentowane informacje mają charakter wyłącznie edukacyjny i informacyjny oraz stanowią prywatne opinie ich autorów.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze