Po bardzo, bardzo, baaaardzo długiej przerwie. Rany, jak ja czekałem na ten dzień. Nawet nie wiecie, jak bardzo się cieszę, że dziś wracamy do #wtorkówzfinansami. Po 9 miesiącach, długich niczym wieczność, nasze 77 już spotkanie na żywo doszło wreszcie do skutku i nowy sezon #wtorkuzfinansami właśnie wystartował.

Od teraz ponownie, systematycznie, tydzień w tydzień, w każdy wtorek o 19:30 będę spotykał się z Wami, bo – co tu dużo kryć – brakowało mi tego kontaktu na żywo z Wami niczym powietrza i czułem się jak przyduszona ryba wyrzucona na brzeg. 

Uwaga: ponieważ to pierwszy odcinek #wtorekzfinansami od 9 miesięcy – pierwsza część wpisu dotyczy moich przemyśleń i nie jest związana z tematem. Jeśli chcesz od razu przejść do meritum, to KLIKNIJ TUTAJ. Dziękuję za zrozumienie 😊

Kilka słów wyjaśnienia

Temat dzisiejszego odcinka brzmi: „Jak chronić poduszkę finansową przed inflacją?” Zanim przejdziemy jednak do części merytorycznej, potrzebuję chwili, by trochę się Wam wytłumaczyć. Wcale się nie zdziwię, jeśli – słuchając jęków na temat tego, jak bardzo brakowało mi #wtorkówzfinansami, powiecie: „Chłopie, ale o czym Ty gadasz. Sam sobie zgotowałeś ten los!” To nie my przestaliśmy oglądać #wtorkizfinansami tylko Ty zdezerterowałeś!”. Macie rację. Bardzo trafnie ujął to w swoim komentarzu Roberto, pisząc tak:

Roberto – całkowicie się z Tobą zgadzam. To był błąd i z pełną pokorą publicznie przyznaję się do tego. Gdy w styczniu tego roku po 76 odcinkach #wtorkówzfinansami postanowiłem z nich zrezygnować, wyobrażałem sobie, że oto odzyskam mnóstwo czasu, który schodzi mi na przygotowania do tych cotygodniowych spotkań. Wyobrażałem sobie, że na spokojnie, bez pośpiechu, trochę odcięty od świata, będę sobie w ciszy i we własnym tempie tworzył dla Was różne wartościowe materiały i publikował je na blogu i na YouTubie.

I faktycznie – przez jakiś czas to nawet działało i zrobiłem kilka materiałów, z których jestem bardzo zadowolony. Ale z upływem kolejnych miesięcy zaczęła ze mnie uchodzić energia niczym powietrze z pękniętego balonu. Kolejne materiały pojawiały się coraz rzadziej, a ja nie mogłem zupełnie wykrzesać energii, by dać z siebie więcej. Wszystko wydawało mi się za trudne, za ciężkie, zbyt skomplikowane, zbyt czasochłonne. Dlatego postanowiłem, że muszę na jakiś czas całkowicie się wyłączyć i zresetować. Po raz pierwszy od czasów moich studiów postanowiłem odciąć się od pracy i przez 8 tygodni – czyli niemal cały lipiec i sierpień – nie robiłem niczego związanego z codzienną pracą.

Blog Finanse Bardzo Osobiste umiera? 

Z wyjątkiem rankingów kredytów hipotecznych, które przygotowuje Sebastian Bilski, a na które co miesiąc czekają osoby szukające finansowania dla swoich nieruchomości, na blogu od 12 lipca nie ukazało się nic. Cisza była na tyle długa, że zaczęły się nawet pojawiać komentarze i maile z pytaniem: „Czy blog Finanse Bardzo Osobiste umiera?”. Otóż chciałbym rozwiać wszelkie wątpliwości. Blog nie umiera, tylko jego autor potrzebował solidnie przewietrzyć głowę i – muszę Wam przyznać – że to przewietrzenie było bardzo solidne.

Trzy fenomenalne tygodnie spędziłem z moją żoną w Kostaryce. Ze względu na Covid było tam bardzo mało turystów, za to mnóstwo oszałamiająco pięknych i niemal pustych miejsc. 25% powierzchni Kostaryki zajmują parki narodowe – a moją ulubioną formą spędzania wolnego czasu są właśnie kilkugodzinne wędrówki wśród dzikiej przyrody, bo wtedy najlepiej odpoczywa moja głowa. Uwielbiam spędzać czas w taki sposób. Przyroda mnie zachwyca, wzrusza, onieśmiela i daje mi ogromne poczucie szczęścia. 

I kiedy tak sobie chodziłem po tych niesamowitych, oszałamiająco pięknych miejscach – w myślach cały czas brzmiało mi zdanie, którego autorem jest amerykański poeta i pisarz Henry David Thoreau:

„Bogactwo daje możliwość pełnego doświadczania życia”

Właśnie tak wtedy się czułem. Podróżowałem z ukochaną osobą po jednym z egzotycznych i bardzo odległych krajów, o którego odwiedzeniu marzyłem przez lata i mogłem sfinansować to marzenie bez najmniejszego problemu m.in. dlatego, że 12 lat wcześniej zacisnęliśmy zęby, wypięliśmy się na dominującą wokół narrację namawiającą do konsumpcji na kredyt, pozbyliśmy się wielkich długów i skupiliśmy na zarabianiu i  mądrym inwestowaniu. To oczywiście na początku kosztuje lata wysiłku, ale dzięki temu można – dokładnie tak jak napisał Thoreau: „W pełni doświadczać życia”. 

I wędrując po tych zachwycających Kostarykańskich dżunglach, górach i plażach, myślałem sobie, że dokładnie o to chodzi w mojej misji! Że chcę pomóc Wam w mądrym i świadomym dbaniu o własne finanse właśnie po to, aby pieniądze nie były dla Was ograniczeniem, tylko ułatwieniem. Abyście nie musieli sobie tłumaczyć: „muszę zrezygnować z mojego marzenia, bo jest zbyt drogie”. Chcę abyście dzięki zgromadzonym oszczędnościom nie tylko czuli się bezpiecznie, ale abyście dzięki nim mogli realizować swoje marzenia i pasje. 

Oczywiście pieniądze nie są najważniejsze i to nie one decydują o „pełnym doświadczaniu życia”. Ale – co tu dużo kryć – niesamowicie to życie ułatwiają. Nie zbudują za nas szczęśliwych relacji i związków, ale pozwolą kupić wspaniały prezent dla ukochanej osoby i zabrać ją w wymarzoną podróż. Nie zagwarantują nam zdrowia – ale pomogą zapewnić świetną opiekę medyczną dla nas i naszych najbliższych. Nie zapewnią świetnej sylwetki – ale sfinansują karnet na siłownię, zdrową żywność a może nawet trenera personalnego. I tak dalej i tak dalej.

Nie pomogę Wam w sprawach ważniejszych od pieniędzy

Nie pomogę Wam w sprawach ważniejszych od pieniędzy – takich jak miłość, zdrowie, relacje z innymi – bo, choć bardzo dbam o te obszary we własnym życiu, nie jestem tutaj ekspertem. Ale z całego serca pragnę pomóc Wam w tym, co bardzo ułatwia realizację marzeń i pasji – czyli w mądrym gromadzeniu i pomnażaniu oszczędności. Na tym się znam, tym tematem oddycham, żyję i jestem przekonany – że wspólnie z Wami, zarazimy zdrowym rozsądkiem w podejściu do pieniędzy miliony Polaków. 

Wyobrażacie sobie, jak świetnie będzie żyć w kraju, w którym większość osób nie potrzebuje jałmużny od polityków, żeby związać koniec z końcem? Jak fajnie będzie żyć w kraju, w którym ludzie będą rozumieć finanse na tyle, że na każdą populistyczną obietnicę wyborczą i próby politycznego przekupstwa będą patrzeć na polityków z politowaniem i mówić: „Taki kit możesz wciskać dzieciom w przedszkolu, ale nie nam! My wiemy, drogi polityku, że rozdajesz nie swoje, tylko nasze pieniądze, pobierając przy okazji solidną prowizję dla siebie i swoich koleżków”. Bardzo bym chciał, aby moje córki, a potem moje wnuki żyły w otoczeniu ludzi, którzy dobrze to rozumieją. 

I im bardziej to wszystko do mnie docierało, tym jaśniejsze stawało się dla mnie, jak bardzo potrzebuje tego regularnego kontaktu z naszą społecznością. To właśnie Wy – Wasze pytania, komentarze, maile, i nasze bezpośrednie rozmowy – że to jest to, co mnie po prostu uskrzydla, co dodaje mi sił i co podtrzymuje wiarę w sens tego wszystkiego, co robię. 

Rezygnując ze spotkań z Wami, odciąłem sobie źródło energii, dzięki której mogę to wszystko z taką pasją i z pełnym zaangażowaniem robić. Dlatego wracam do #wtrokówzfinansami niczym syn marnotrawny i już na pewno nie będę robił 9-miesięcznych eksperymentów. Może w przyszłym roku zrobimy  sobie przerwę w czasie wakacji – ale do końca czerwca jedziemy z koksem.

Wtorek z finansami wraca na stałe

Zatem uroczyście ogłaszam, że dzisiejszym – 77 już wtorkiem z finansami otwieramy sezon 2021/2022 i co najmniej do końca czerwca będę się z Wami regularnie spotykał. Jestem Wam bardzo, bardzo wdzięczny, że stawiliście się tak licznie (blisko 1 000 osób było obecnych podczas LIVE-a). Ale to jeszcze nie wszystko. 

Wybaczcie, że wciąż nie przechodzę jeszcze do dzisiejszego tematu, ale muszę, naprawdę muszę podzielić się z Wami czymś jeszcze. Otóż zdałem sobie sprawę, że jedną z przyczyn, dla której gdzieś po drodze przyszła mi na myśl potrzeba odstawienia #wtorkówzfinansami była tkwiąca gdzieś we mnie obawa, że stawiając się na #wtorkach ofiarujecie mi coś bardzo ważnego – Waszą uwagę i czas. I czuje się za to bardzo odpowiedzialny, do tego stopnia, że – czasami, gdy odcinek, który dla Was przygotowywałem nie był wystarczająco jak na mój gust „mięsisty merytorycznie” – bałem się, czy w jakiś sposób nie zabieram Wam tego bezcennego czasu.

Mały eksperyment i nowa książka autora „Esencjalisty”

Wydarzyły się 2 sprawy, które otworzyły mi oczy na fakt, ze takie myślenie z mojej strony jest bezsensowne. Po pierwsze – zrobiłem mały eksperyment myślowy i postarałem się odpowiedzieć sobie na pytanie – czego ja oczekiwałbym od takich spotkań, gdybym był na bardziej początkowych etapach drogi do finansowej wolności. I zdałem sobie sprawę, że to nie ograniczałoby się tylko do spraw merytorycznych. Przecież co najmniej tak samo ważne jest spotkanie ze społecznością, z osobami podobnymi do mnie, które – podobnie jak ja – pracują nad swoimi finansami, wspierają się nawzajem i pomagają sobie. 

Po drugie – w czasie mojego drugiego wyjazdu i 10-dniowego pobytu na greckiej wyspie Santorini – przeczytałem i przesłuchałem 2-krotnie w formie audiobooka kolejną książkę Grega McKeowna – pt. „Effortless”.

Jak być może pamiętacie – jedną z moich ulubionych lektur jest pierwsza książka tego autora – czyli „Esencjalista”. I uważam siebie za takiego zadeklarowanego i praktykującego esencjalistę, który stara się bardzo świadomie wybierać rzeczy, którymi się w życiu zajmuje, odrzucając czasami bardzo dobre propozycje po to, by móc w pełni się skupić na tych, które są dla mnie jeszcze ważniejsze. Druga książka Grega otworzyła mi oczy na to, że wiele rzeczy, którymi się zajmuję, można robić łatwiej. Różnymi pomysłami, które zrodziły się u mnie na bazie tej lektury, podzielę się z Wami na kolejnych #wtorkachzfinansami, ale dziś podzielę się tylko pierwszym. 

Wielka trasa po Polsce

Do tej pory chodziła mi po głowie „wielka trasa” objazdowa po wszystkich wojewódzkich miastach, z wielkim finałem w Warszawie, itd. Efekt był taki, że świadomość, iż organizacja takiej trasy byłaby bardzo pracochłonna sprawiała, że wciąż przekładałem to na później. Ale pod wpływem lektury „Effortless” zrozumiałem, że przecież spotkania z Wami to nie musi być żaden „roadshow” – tylko luźne, nieformalne spotkanie przyjaciół i dobrych znajomych. A skoro tak – to sprawa jest prosta. Jeśli gdzieś się wybieram – organizuję takie spotkanie z Wami, by wreszcie móc bezpośrednio Wam podziękować za wszystko, co dla mnie robicie. 

Spotkajmy się w Poznaniu

I tak się składa, że już za 3 tygodnie – w czwartek 30 września lub w piątek 1 października – wybieram się do Poznania. I chodzi mi po głowie pomysł, aby zorganizować po prostu małą salkę – na ok. 30 może 50 osób, tak, by było kameralnie, osobiście i bezpośrednio – i tam moglibyśmy się spotkać, porozmawiać o interesujących Was sprawach, przybić piątkę, podzielić się pomysłami i doświadczeniami. I gdyby ten Poznań wypalił, to w kolejnym miesiącu robimy takie spotkanie w Krakowie, Warszawie czy innej miejscowości. Czyli bez spiny, na luzie, bez organizowania wielkiego wydarzenia ze sponsorami i wielkich prezentacji – tylko kameralnie, dokładnie tak, jak w czasie spotkania dobrych znajomych przy kuflu piwa czy lampce wina.

Swoją drogą – po takim spotkaniu na jakieś piwo czy wino również moglibyśmy się wybrać. Dajcie koniecznie znać w komentarzu, co o tym pomyśle myślicie. Jeśli uznacie go za sensowny i wart realizacji – to – proszę o krótkie „jestem na tak” w komentarzu – a ja za tydzień, na kolejnym #wtorkuzfinansami podam Wam wszystkie szczegóły. Mnie w każdym razie marzą się takie spotkania i już nie mogę się ich doczekać. Uff… Ależ się rozpisałem. Kurcze – naprawdę brakowało mi tej pozytywnej energii od Was. No dobra, przejdźmy do dzisiejszego tematu. 

Jak zabezpieczyć poduszkę finansową przed inflacją?

Inspiratorem dzisiejszego tematu jest Tomek, który pod postem na FB, gdzie zwróciłem się do Was z prośbą o zadanie pytania na wtorek, zahaczył właśnie o poduchę i inflację, a jego pytanie zebrało jak dotąd aż 250 polubień, co nie pozostawia żadnych wątpliwości, że temat jest dla Was bardzo ważny. Dziękuję Ci Tomku serdecznie za podsunięcie tego pytania i postaram się odpowiedzieć na nie krok, po kroku w sposób, który pomoże Wam zrozumieć mój sposób myślenia o inflacji i poduszce bezpieczeństwa oraz złapać szerszą perspektywę tym osobom, dla których dzisiejszy odcinek jest pierwszym spotkaniem ze mną.

Finansowa poduszka bezpieczeństwa – krótkie przypomnienie

Zacznijmy od przypomnienia, że finansowa poduszka bezpieczeństwa jest odłożoną z boku kwotą oszczędności, z których będziemy mogli skorzystać w razie nieprzewidzianej sytuacji, ostro bijącej nas po kieszeni. Słowo klucz: to „nieprzewidziana”. O komunii dziecka wiemy z kilkuletnim wyprzedzeniem, dlatego nie finansujemy jej z poduszki bezpieczeństwa. Organizacja wesela dla naszych dzieci – to też nie jest coś, co finansujemy z poduszki bezpieczeństwa.  Wyjazd na wakacje, nawet jeśli nam się należy – to też nie jest cel, z myślą o którym budujemy swoją poduszkę. 

Chodzi nam raczej o sytuacje takie jak: choroba wymagająca skorzystania z prywatnej służby zdrowia, czy np. konieczność wymiany skrzyni biegów w samochodzie, bez którego nie dojedziemy do pracy, czy – jeden z najbardziej trudnych momentów – czyli utrata dochodów w wyniku zwolnienia z pracy czy upadku firmy, w której jesteśmy zatrudnieni. Ten ostatni przypadek znakomicie zadziałał w czasie pierwszego lockdownu wywołanego koronawirusem w ubiegłym roku, gdy osoby bez oszczędności drżały ze strachu o to, jak przeżyją kolejny miesiąc, a ja otrzymywałem od Was maile z podziękowaniem za to, że dzięki wdrożeniu w życie moich porad możecie spać spokojnie, bo macie odłożoną poduchę na 6 kolejnych miesięcy. 

Dlaczego o tym przypominam?

Z takiego podejścia do finansowej poduszki bezpieczeństwa wynikają decyzje dotyczące lokowania takich pieniędzy. Oszczędności stanowiące finansową poduszkę bezpieczeństwa, to dla mnie forma „ubezpieczenia”, które ma mi zapewnić spokojny sen, bez względu na sytuację rynkową. Za moment wrócę do tego, jak ulokować takie pieniądze, tylko przedtem przypomnę Wam jeszcze jedną rzecz.

Finansowej Fortecy – czyli mojej książce, w której krok po kroku wyjaśniam moje podejście do inwestowania i staram się pomóc Wam w zbudowaniu własnej, dopasowanej do własnych potrzeb strategii inwestycyjnej – zaprezentowałem strategię trzech portfeli. Pierwszy z nich – to właśnie Finansowa poduszka bezpieczeństwa, drugi – to dość ostrożny portfel długoterminowy, w którym celuję w 3% powyżej inflacji przy maksymalnym obsunięciu kapitału ok. 25% i wreszcie portfel ofensywny, w którym celuję w możliwie wysokie zyski w krótkim terminie. 

Taki układ powoduje, że mogę spokojnie spać, bo mam poduszkę bezpieczeństwa, jestem spokojny o moja przyszłą emeryturę – bo ją zapewni portfel długoterminowy – i wreszcie mogę się także „wyżyć” inwestycyjnie – wykorzystując do tego mój portfel ofensywny. A zatem poduszka finansowa jest jedynie jednym z elementów tej układanki

Gdzie ulokować poduszkę bezpieczeństwa?

Powyżej widzicie tabelę z 93 strony Finansowej Fortecy, w której prezentuję moje przemyślenia na temat składu Finansowej Poduszki bezpieczeństwa. Czytelnicy Finansowej Fortecy oczywiście już dobrze znają tę odpowiedź i domyślam się, że pytanie o poduszkę finansową zadajecie głównie dlatego, że oto notujemy mocne wyskoki inflacji, zatem rodzi to pytanie – czy trzymanie finansowej poduszki bezpieczeństwa w obligacjach indeksowanych inflacją ma jeszcze sens. Moim zdaniem zdecydowanie tak – i już Wam wyjaśniam dlaczego.

Zacznę od tego, że nie ma idealnych instrumentów finansowych i obligacje indeksowane inflacją też idealnym instrumentem nie są. W sytuacji, gdyby przez cały okres lokowania w nich kapitału inflacja utrzymywała się na podwyższonym poziomie, po potrąceniu podatku Belki suma, jaką otrzymamy na zakończenie naszej inwestycji, może być niższa od skumulowanej inflacji. Mechanizm ten opisuję dokładnie w Finansowej Fortecy, na stronach 368 do 374. Musimy jednak pamiętać o tym, że decyzja, co robić z naszymi oszczędnościami, jest zawsze wyborem pomiędzy różnymi klasami aktywów. I jeśli ktoś szuka możliwości takiego ulokowania pieniędzy, które w pierwszej kolejności ma zapewnić bezpieczeństwo i na potęgę pobijać najlepsze lokaty bankowe – to te obligacje są bezkonkurencyjne.

Jak wygląda sytuacja osób, które wybrały obligacje skarbowe indeksowane inflacją? 

Wiele osób, które rok temu przeczytały na różnych blogach, że obligacje indeksowane inflacją są nieopłacalne, wciąż trzyma środki na lokatach bankowych i kontach oszczędnościowych i ponownie musi się zmierzyć z pytaniem – co zrobić z pieniędzmi? A jak wygląda sytuacja tych, którzy te obligacje kupili we wrześniu 2020 r. po lekturze moich materiałów? Jeśli wybrali np. 10-letnie obligacje EDO, to wartość ich kapitału za chwilę powiększy się o 1,7%, od których nie został pobrany podatek Belki, bo jest on pobierany dopiero na końcu inwestycji – czyli po 10 latach. Do tego czasu każda złotówka pracuje dla nas. 1,7% to oczywiście mniej, niż inflacja przewyższająca 5%, ale więcej niż dały w tym czasie zarobić inne lokaty. Co jednak znacznie ważniejsze – tu się historia nie kończy! 

15 września poznamy oficjalny odczyt inflacji podany przez GUS. Jeśli potwierdzi się, że wskaźnik CPI wzrósł przez ostatnich 12 miesięcy o 5,4%, to oprocentowanie obligacji EDO zostanie za chwilę podniesione do 6,4% na kolejnych 12 miesięcy. Jestem przekonany, że gdyby któryś z banków zaproponował dzisiaj lokatę na 6,4% w skali roku, dziesiątki tysięcy klientów tak szturmowałoby stronę internetową tego banku w celu założenia lokaty, że zawiesiliby system transakcyjny tego banku. Ktoś może jednak teraz powiedzieć tak: 

„Zaraz, zaraz. Inflacja jest na poziomie 5,4%. Oprocentowanie obligacji wyniesie 6,4%.  Jeśli zastosujemy teraz wzór z Twojej książki na graniczną stopę inflacji, to wyjdzie nam, że aby pobić inflację po uwzględnieniu podatku Belki, wymagane oprocentowanie powinno być wyższe. Przecież 5,4%/1-19% daje nam 6,66%. A więc po kolejnym roku znowu będziemy delikatnie w plecy, prawda?”

Nieprawda. Nie możemy pokusić się dzisiaj o takie stwierdzenie z bardzo prostego powodu. Odczyt inflacji na poziomie 5,4% dotyczył poprzednich 12 miesięcy, zaś oprocentowanie obligacji dotyczy kolejnych 12 miesięcy. Tego, ile wyniesie inflacja w kolejnym roku, dowiemy się dopiero za rok. Co więcej – będzie ona liczona od tzw. wysokiej bazy – czyli od wysokiego odczytu, z którym mamy do czynienia dzisiaj. Czy będzie zatem równie wysoka, jak dziś? 

W 2022 r. inflacja równie wysoka jak dziś?

Cóż, w gospodarce wszystko jest oczywiście możliwe, ale z różnym prawdopodobieństwem. Coś mi mówi, że Rada Polityki Pieniężnej nie będzie mogła już dłużej tolerować tak wysokiego odchylenia od celu i w razie tak wysokich odczytów w roku 2022 podniesie wreszcie stopy procentowe, tłumiąc stopniowo inflację. Prezes Glapiński – kierujący teoretycznie „niezależnym” Bankiem Centralnym dzisiaj zamyka oczy i udaje, że problemu nie ma, ale gniew suwerena z powodu drożyzny zmusi go wreszcie do działania. M.in. dlatego przypisywałbym większe prawdopodobieństwo scenariuszom, w których inflacja liczona od sierpnia 2021 do sierpnia 2022, będzie jednak nieco niższa niż dziś. 

A zatem – w mojej ocenie – obligacje indeksowane inflacją cały czas świetnie nadają się jako element składowy finansowej poduszki bezpieczeństwa. Za kilka tygodni opublikuję na blogu kolejny artykuł z rozbudowanym kalkulatorem, który pomoże Wam dokładnie policzyć różne scenariusze z tymi obligacjami – nie tylko przy różnych stopach inflacji, ale także przy wcześniejszym zakończeniu inwestycji. A co robić, jeśli jednak wartość naszej poduszki bezpieczeństwa w ujęciu realnym zmaleje?

Co robić?

Cóż – ja rozwiązuję tę sprawę w bardzo prosty sposób: dopłacam różnicę i dokupuję obligacji. Jeśli ktoś miał np. rok temu poduszkę w kwocie 30 000 zł, a inflacja wyniosła 5,4%, to aby poziom zabezpieczenia był taki sam, jak przed rokiem, poduszka powinna mieć wartość 

30 000 zł *1,054 = 31 620 zł

Jeśli wartość mojej poduszki wyniosłaby dzisiaj np. 31 000 zł, to dopłaciłbym do niej 620 zł, kupując 6 sztuk obligacji indeksowanych, a resztę wrzucając na konto oszczędnościowe, na którym trzymam moich 25%.

Jak podejść do budowy własnej poduszki bezpieczeństwa?

Chciałbym Wam zwrócić uwagę na bardzo ważną sprawę. To jest Wasza poduszka bezpieczeństwa i Wasze pieniądze. To Wy musicie czuć się z nią bezpiecznie. Jeśli dodanie do tego portfela walut obcych czy np. złota pozytywnie wpłynie na Wasze poczucie bezpieczeństwa i jeśli będziecie komfortowo się czuć z wahaniami wartości poduszki – śmiało to róbcie.  Ja inwestuję w sposób bardziej agresywny w innych portfelach – ale Wy musicie znaleźć metodę dopasowaną do Waszych potrzeb. Nie poprzestawajcie zatem na mojej opinii – zasięgajcie też innych, bo nie ma jednego, sprawdzonego i najlepszego sposobu inwestowania. Każdy musi być dopasowany do Waszej osobowości, do Waszych potrzeb i Waszej skłonności do ryzyka. U mnie rezonuje po prostu to, co o finansowej poduszce bezpieczeństwa bardzo trafnie moim zdaniem napisali Michał i Kamil:

 

Sesję pytań i odpowiedzi możecie obejrzeć w filmie (moment 29m 15s). Bardzo Wam dziękuję i do zobaczenia za tydzień na kolejnym #wtorekzfinansami.

Więcej o różnych aktywach i inflacji w filmie z Maćkiem Pielokiem.