Ile kosztuje szczęście? Sprawdź, czy Cię stać!

37

Pieniądze szczęścia nie dają… Mówią Ci, co pieniędzy nie mają! Z pewnością każdy ma na ten temat własną opinię i długo możemy się spierać, jak jest naprawdę. Tylko po co? Zobaczmy, co na ten temat mówią badania. Jaki jest związek między pieniędzmi i szczęściem? Czy da się za pieniądze trochę szczęścia kupić? Twoje podejście do pieniędzy ma ogromny wpływ na to, jak z nimi postępujesz. Dlatego wczytaj się w ten artykuł, bo może pora się zmierzyć z własnymi przekonaniami 🙂

Spora część naszego światopoglądu opiera się na przekonaniach, które wynieśliśmy z domu. Jeśli dziadek, babcia, mama czy tato w kółko nam powtarzali, że „pieniądze szczęścia nie dają”, to dążąc do szczęścia będziemy unikać pieniędzy. Albo pieniądze będą unikać nas 🙂

Ponieważ życie jest za krótkie, by weryfikować każdą opinię, zrobiłem to za Ciebie. A poruszenie tego tematu na moim blogu wynika z bardzo prostej zależności:

  • Uważam, że dobre życie to przede wszystkim szczęśliwe życie.
  • Pomagam Ci w dbaniu o finanse.
  • Skoro tak, to chcę mieć pewność, że pomagając Ci w dbaniu o finanse, pośrednio zwiększam też Twoje szanse na dobre życie.

Gdybym nie wierzył w pozytywny związek między szczęściem i pieniędzmi, moja praca nie miałaby sensu. Jednak finansiście sama wiara nie wystarczy. Dlatego od kilku lat śledzę różne badania na temat pieniędzy i szczęścia i dzisiaj przygotowałem dla Ciebie esencję z wnioskami z tych badań. Przeczytaj je i zobacz, jak to się ma do Twoich poglądów na temat pieniędzy.

Pieniądze i szczęście – w teorii jest prosto

Pieniądze dają dostęp do świetnej opieki medycznej i zdrowszej żywności. Zwiększają zasób wolnego czasu, który możemy spędzać z dziećmi i z przyjaciółmi. Pozwalają swobodnie decydować, jak ma wyglądać nasza praca. Umożliwiają spełnianie różnych zachcianek, itp.

Lepsze zdrowie, wolny czas, wartościowa praca, lepsze „zabawki” – to bez wątpienia niektóre składniki dobrego życia, więc sprawa powinna być prosta. Im więcej pieniędzy, tym więcej powinno być szczęścia. A jednak bez trudu znajdziemy przykłady bogatych ludzi, którzy pomimo dużych pieniędzy, szczęśliwi z pewnością nie są. Jak to zatem jest z tym szczęściem i pieniędzmi?

Dochody rosną, ale szczęścia nie zwiększają?

W latach 70-tych ubiegłego wieku sformułowano tzw. Paradoks Easterlina (Źródło: Relative Income, Happiness and Utility). Badając zależność pomiędzy szczęściem i bogactwem na poziomie kraju – czyli w skali makro – naukowcy zauważyli, że pomimo wzrostu dochodu na głowę w kilku rozwiniętych krajach, poziom szczęścia ich mieszkańców pozostawał na niezmienionym poziomie. Potwierdzały to również dane w kolejnych latach i w wielu krajach:

Czy szczęście można kupić? - wykres pokazujący zależność pomiędzy szczęściem i wzrostem dochodów

Jak widać – dochód w górę, a szczęście praktycznie bez zmian. Czyli punkt dla zwolenników tezy, że szczęście nie ma nic wspólnego z pieniędzmi?

Nie tak szybko. Z innych badań, prowadzonych w skali mikro (o nich dalej), wynikało coś przeciwnego: że na poziomie jednostki poziom szczęścia jednak rośnie ze wzrostem dochodu. Skąd zatem taki paradoks?

Według jednego z wyjaśnień ludzie z wysokim dochodem osiągają dwie korzyści:

(a) mogą więcej konsumować,
(b) mają wyższy status społeczny.

Jednak z czasem – w miarę wzrostu dochodu na głowę w danym kraju – coraz więcej ludzi się bogaci. Zatem satysfakcja z wyższego statusu (na poziomie społeczeństwa) nie rośnie. Bo jeśli Ty masz wyższy status, to oznacza, że ktoś inny ma niższy status… Natomiast satysfakcja ze zwiększonej konsumpcji maleje, bo ile w końcu można „przejeść”?

Inne wyjaśnienie Paradoksu Easterlina dotyczy faktu, że bardzo szybko się przyzwyczajamy. Po osiągnięciu wyższego poziomu życia, przez chwilę jesteśmy szczęśliwsi, ale z upływem czasu poczucie szczęścia maleje. Na przykład po otrzymaniu podwyżki jesteśmy z niej  bardzo zadowoleni, lecz z każdym kolejnym miesiącem przestaje być ona powodem do radości:

Wykres pokazuje ile szczęścia można kupić - wpływ podwyżki na poczucie szczęścia

Przy okazji stwierdzono też inną ciekawą zależność. Sam możesz ją sprawdzić u siebie, odpowiadając na takie pytanie:

Którą wolałbyś sytuację?

  • Zarabiasz 5 000 zł, gdy inni zarabiają 2 500 zł?
  • Zarabiasz 10 000 zł, gdy inni zarabiają 20 000 zł?

„Inni” to po prostu „średnia” w naszym społeczeństwie. Ceny dóbr i usług są takie, jak dziś. Dodatkowo ceny dóbr i usług są takie same w opcji A, jak w opcji B. Kwoty to wynagrodzenie miesięczne „na rękę”.

Częstszy wybór opcji A. wskazuje – zdaniem naukowców – na duże znaczenie porównywania się z innymi. Wolimy zrezygnować z części dochodów, o ile będzie to oznaczało „wyższy status”. Ech, ta nasz zazdrosna i próżna natura! 🙂

Pieniądze i szczęście – efekt wartości netto

W wielu badaniach sprawdzano, jak na poczucie szczęścia wpływa po prostu wysokość naszego dochodu. A przecież dochód to nie wszystko. Oprócz tego, ile zarabiamy, liczy się również to, ile już posiadamy (nasza wartość netto) oraz na co możemy sobie pozwolić (nasza siła nabywcza).

Gdy zaczęto badać dodatkowe elementy związane z pieniędzmi, zauważono kolejną ciekawą zależność. Okazało się, że wysoka wartość netto znacznie mocniej wpływa na nasze poczucie szczęścia, niż wysokość dochodu (Money Doesn’t Buy Happiness… Or does it?).

Jak piszą sami badacze, uzasadnienie takiego wyniku badań nie wymaga raczej większych wyjaśnień. Zamożność (czyli wysoka wartość netto) oznacza ekonomiczne bezpieczeństwo. Pozwala przejść suchą stopą przez gospodarcze i życiowe zawirowania, umożliwia łatwe pożyczanie pieniędzy w celach inwestycyjnych i płynnościowych. Przede wszystkim jednak zarówno aktywa finansowe, jak i niefinansowe, generują strumień konkretnych benefitów. Od przyjemnego poczucia, że pieniądze pracują, gdy my odpoczywamy, aż po przyjemność przebywania w pięknym otoczeniu własnego mieszkania czy podziwiania dzieła sztuki na własnej ścianie.

Bogactwo zwiększa radość ze zdrowia

Pamiętam, jak babcia mojej koleżanki często powtarzała: „Reszta nieważna, byle tylko zdrowie było…”.  I na pierwszy rzut oka trudno się z tym nie zgodzić. Okazuje się jednak, że ze zdrowiem coraz lepiej (żyjemy dłużej i w dobrej formie), lecz bez pieniędzy na starość ciężko tym zdrowiem się cieszyć.

Tę ciekawostkę zdaje się potwierdzać badanie Gallupa, przeprowadzone w 132 krajach (Health and Wellbeing Around the World). Wykazało ono m.in., że w większości krajów –  z wyjątkiem tych najbogatszych – ludzie starsi są mniej zadowoleni ze swojego życia. Wysoki dochód narodowy łagodzi jednak te „efekty starzenia się”. To ludzie z krajów najbiedniejszych – w tym z Europy Wschodniej i byłego ZSRR – najszybciej tracą z wiekiem zadowolenie ze swojego stanu zdrowia oraz radość życia.

Może nie będziesz czuć się szczęśliwszy, lecz będziesz mieć lepsze życie

Cały ambaras ze szczęściem polega też na tym, że jest to pojęcie niezwykle szerokie i każdy może rozumieć je nieco inaczej. Dlatego w niektórych badaniach na temat pieniędzy i szczęścia oddzielano dwie sprawy (Does Money Buy Happiness? A Brief Summary…):

  1. Emocjonalne samopoczucie – to jest codzienne doświadczenia radości, fascynacji, smutku, złości, itp. W skrócie jest to odpowiedź na pytania: Jak czujesz się teraz? Czy jesteś teraz szczęśliwy czy smutny i zestresowany?
  2. Ocenę własnego życia – zawierającą się w odpowiedzi na pytanie: Na ile jesteś zadowolony ze swojego życia?

Okazuje się, że ten drugi element – czyli ocena zadowolenia z życia – zdecydowanie rośnie wraz ze wzrostem dochodów. Dotyczy to zarówno krajów bogatych, jak i biednych, choć oczywiście różne były „nominalne kwoty” powodujące przyrost zadowolenia.

Natomiast procentowy wzrost dochodu wywoływał podobne przyrosty zadowolenia z życia. Na przykład: 10% podwyżki powodowało analogiczny przyrost zadowolenia z życia. Zatem ktoś zarabiający 20 000 USD rocznie, gdy otrzymał 2 000 USD podwyżki odczuwał taki sam przyrost satysfakcji z życia, jak ktoś zarabiający 100 000 USD rocznie po podwyżce o 10 000 USD. To obserwacja spójna z tzw. prawem Webera mówiącym, że wartość pieniędzy jest względna, więc zmianę dochodów powinno się mierzyć w procentach, a nie kwotowo.

Wzrost dochodów wywołuje również polepszenie naszego „Emocjonalnego samopoczucia” (doświadczenie szczęścia), jednak tylko do pewnego poziomu. W przypadku USA kwotą graniczną w 2008-2009 roku było 75 000 USD rocznie. Poniżej tej wartości poczucie szczęścia rosło wraz ze wzrostem dochodów (równocześnie malało poczucie strachu i niepewności). Powyżej tej kwoty poczucie szczęścia (pkt.1) już dalej nie rosło, ale ocena własnego życia (pkt. 2) zdecydowanie tak. Wynika więc z tego ciekawy wniosek: wysokie dochody (powyżej 75 000 USD) nie dadzą Ci większego szczęścia, ale pozwolą wieść życie, które w Twojej ocenie będzie lepsze.

Ciekawe, ile taka kwota wynosiłaby dzisiaj w Polsce?

Masz pieniądze i wciąż jesteś nieszczęśliwy? Może źle robisz zakupy!

Na zakończenie mam dla Ciebie jeszcze garść bardzo praktycznych wskazówek z metaanalizy: If Money Doesn’t Make You Happy Then You probably Aren’t Spending it Right.

Zdaniem jej autorów posiadanie pieniędzy tworzy znakomitą okazję do tego, by być szczęśliwym, jednak ludzie rutynowo zaprzepaszczają tę okazję. Dlaczego? Bo wydają pieniądze na rzeczy, które nie czynią ich szczęśliwymi!

Co zatem robić z pieniędzmi, by zwiększyć swe szanse na szczęście? Oto wybrane porady:

  • Kupuj więcej doświadczeń, a mniej rzeczy materialnych.

O „inwestowaniu w doświadczenia” już parokrotnie pisałem na blogu i było to właśnie oparte na kilku przeczytanych przeze mnie badaniach. Dlaczego tak jest? Rzeczy materialne cieszą krótko, starzeją się, psują, pokrywają kurzem i z czasem zaczynają nas przytłaczać. Doświadczenia nas ubogacają, są unikalne tylko dla nas, a wspomnienia o nich ulegają z czasem pozytywnym reinterpretacjom. Po powrocie z fajnych wakacji z przyjaciółmi, zapominamy, że była kiepska pogoda, a pamiętamy fajną grę w karty („I nieprawda, że przeciekał dach, zwłaszcza, że prawie nie padało!”). W dodatku wspomnienia są „tylko nasze”, a taki sam motocykl czy drogą torebkę może sobie kupić każdy 😉

  • Wydawaj na innych, a nie na siebie.

Jesteśmy jednymi z najbardziej społecznych organizmów na tej planecie, dlatego niemal wszystko, co poprawia nasze relacje z ludźmi, zwiększa nasze poczucie szczęścia. Ludzie, którzy wydają pieniądze na innych – w tym na różne cele społeczne – są szczęśliwsi, bez względu na wysokość swoich dochodów. Jaka jeszcze może być tego przyczyna? Być może zabrzmi to egoistycznie, lecz podwyższamy w ten sposób własną samoocenę. We własnych oczach jesteśmy po prostu lepszymi ludźmi.

  • Funduj sobie dużo małych przyjemności, zamiast mało dużych.

Tutaj sprawa rozbija się właśnie o to, że tak szybko przyzwyczajamy się do wszystkiego i z czasem rzeczy przestają nas cieszyć. Receptą może być częstsze sprawianie sobie drobnych przyjemności. Innym powodem jest również tzw. malejąca użyteczność marginalna. Nie wchodząc w szczegóły: zjedzenie 10 tabliczek czekolady nie jest 10-krotnie przyjemniejsze od zjedzenia jednej tabliczki czekolady. Już po tej pierwszej będziemy czuć się nieswojo…

  • Płać teraz, konsumuj w przyszłości!

Cała ogromna machina pożyczkowa namawia nas do tego, abyśmy konsumowali dziś, a płacili w przyszłości. Okazuje się, że konsumpcja na kredyt nie tylko jest głupia z finansowego punktu widzenia (robimy z siebie finansowych niewolników) – czyni nas też mniej szczęśliwymi.
Niezwykle ważnym elementem poczucia szczęścia jest sam fakt „wyczekiwania” utęsknionej nagrody. Wyobrażenie wyczekiwanej podróży czy zbliżanie się do dnia wymarzonego zakupu powoduje wydzielanie się dopaminy i czyni nas szczęśliwszymi. Dlatego zamiast destrukcyjnej zasady KO, czyli Kupuję a potem Odkładam na spłatę (KO = Knock Out, po którym boli szczęka), stosuj zasadę OK – najpierw Odkładam, potem Kupuję.

  • Pomyśl o rzeczach, o których na co dzień nie myślisz.

Mamy tendencję do idealizowania naszych wymarzonych zakupów. Według jednego z badań większość dorosłych Kanadyjczyków marzy o własnym wakacyjnym domu nad jeziorem. Dlaczego? Bo kojarzy im się on z ciszą, przestrzenią, spokojem i pięknymi zachodami słońca. Nie biorą oni jednak pod uwagę „benefitów” dobrze znanych już posiadaczom takich domków: natrętnych komarów, zapchanych rynien, nocnych telefonów z informacją o pękniętej rurze i wielogodzinnego powrotu z weekendu z dziećmi drapiącymi pogryzione nogi. Dlatego przed większym zakupem dobrze przemyśl, czy to na pewno źródełko szczęścia, czy może fundujesz rodzinie małą apokalipsę.

Czy można więc kupić szczęście?

Jak pokazują różne badania, trochę szczęścia jednak da się kupić 🙂 Nie liczyłbym jednak na to, że pieniądze załatwią sprawę i uczynią Cię szczęśliwym. To bardzo złudne, bo na szczęście składa się znacznie więcej elementów i sam musisz mądrze je zdefiniować w swoim życiu.

Jedno jest pewne – pieniądze bardzo ułatwią Ci zdobycie wielu rzeczy, które zwiększają zadowolenie z życia. Z pieniędzmi po prostu będzie Ci dużo łatwiej. Kiedy je masz, nie musisz się nimi martwić. Możesz po prostu realizować swoje marzenia i pasje.

Dlatego popracuj nad pozytywnym podejściem do pieniędzy. Bez tego trudno będzie Ci je zdobyć. A jeśli nie lubisz słuchać naukowców ani blogerów, posłuchaj kulturysty:

Nieprawda, że więcej pieniędzy czyni człowieka bardziej szczęśliwym. Dziś mam 50 mln dolarów, a jestem tak samo szczęśliwy, jak wtedy, gdy miałem 48 mln dolarów 🙂 – Arnold Schwarzeneger Click To Tweet

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 10 679  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze37 komentarzy

  1. Pierwszy raz komentuję tutaj artykuł, chociaż bardzo dużo pozytywnych rzeczy wynoszę z tego bloga. Tym razem wyjątkowo ten tekst wstrzelił się w to, o czym właśnie myślałam. W porównaniu z tym, co było 3 lata temu mój dochód zwiększył się kilkukrotnie. Moje szczęście również. Pieniądze na poziomie znacznie przewyższającym bieżące wydatki dają poczucie bezpieczeństwa. Dzięki nim łatwiej zbudować finansową poduszkę bezpieczeństwa, łatwiej spełniać marzenia, łatwiej walczyć z przeciwnościami. Niania mojego dziecka od kilku dni rozpacza, że naprawa jej samochodu będzie kosztować 3 tys. Natomiast ja od kilku dni testuję 2 samochody warte przeszło 120 tys. i nie mogę zdecydować się czy wybrać wariant ekonomiczny czy prestiżowy. Pomyślałam o tym parkując jeden za drugim. Wynajmuję mieszkanie, bo to dla mnie zdecydowanie lepsza opcja, ale czuję się bezpiecznie, bo wiem, że w razie potrzeby z dnia na dzień mogę sobie kupić mieszkanie. Jestem pewna, że wzrost dochodów spowodował wzrost zadowolenia z życia. Im więcej mam pieniędzy, tym mniej skupiam się na tym, żeby mieć a bardziej, żeby być. Obydwoje z mężem przesiadamy się w samochody o klasę niższe, ale praktyczniejsze. Nie czuję się dziwnie kupując dziecku ubrania w Lidlu, chociaż chodzi do prestiżowej prywatnej szkoły, częściej chodzę bez makijażu i nie robi na mnie wrażenia czy mam na sobie sukienkę z Pepco czy Simple. A co ciekawsze – im większe mam dochody, tym większe mam dochody 😉

    • Ja mam koleżanka doszedłem do poziomu zakupu nowego auta za 120tysia i jeżdżę 20letnia skoda za 4tysia i uważam się za szczęśliwego kolesia. CHCIEC NIE ZNACZY ŻE MOGE. MOGE NIE ZNACZY CHCĘ
      wolę de drugi opcje “mogę nie znaczy chce”

      • Bardziej miałam na myśli to, że mogę sobie pozwolić na wiele “od ręki”, co bardzo poprawia poczucie bezpieczeństwa. A poczucie bezpieczeństwa jest u mnie jednym ze składników szczęścia. W przeciwieństwie do sytuacji, gdzie na przykład awaria samochodu rozwala budżet na kilka miesięcy

        • Chyba chodzi nam o to samo, a mianowicie , ze szczescie to kwestia wybory. Naprzyklad ayta za kwotę Xtys. Majac odlozone pieniadze i duze dochodyzawsze mozesz decydowac, czm jeździsz.

      • Zaczęłam od tego, że się rozwiodłam 😀 byłam wtedy w bardzo trudnej sytuacji finansowej i wtedy też trafiłam na tego bloga i przydatne narzędzia. Myślę, że miałam trochę szczęścia, bo znalazłam się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Zaczęłam biznes, w którym postawiłam na współpracę i budowanie zespołu. Kolejne zatrudnienia traktuję jako inwestycję w firmę. Pierwsze 2 etaty dofinansowałam kredytem. Ale bez ludzi nie dałabym rady tak urosnąć. No i porywałam się z motyką na słońce. Przyjmowałam zadania na wyrost. Prawdopodobnie też pracuję dużo więcej

        • Wow, serdecznie gratuluje sukcesu!
          Widze, ze nie tylko Marcin i jego goscie sa zrodlem inspiracji, ale rowniez komentujacy i czytelnicy.
          Twoja historia udowadnia, ze najwazniejsze jest nastawienie i ze do odważnych swiat nalezy!

      • Również dziękuję. To przede wszystkim dzięki Twojemu blogowi. Byłam przygotowana na duże pieniądze, żeby się nimi nie zachłysnąć, tylko zrobić z nich pożytek

  2. Zacytuję: Niccolò Machiavelli

    “Krzywdy powinno się wyrządzać wszystkie naraz, aby krócej doznawane, mniej tym samym krzywdziły, natomiast dobrodziejstwa świadczyć trzeba po trosze, aby lepiej smakowały.”

    • To odnośnie: “Funduj sobie dużo małych przyjemności, zamiast mało dużych.” – jak sądzę?

      Oj tak, przenikliwy był ten Machiavelli 🙂

      “Książę” to jedna z książek, którą przeczytałem kilka razy, choć – z moim otwartym podejściem do ludzi – chodziłem po tym za każdym razem jak struty. Z jednej strony nie sposób nie przyznać mu racji, z drugiej – jego obserwacje na temat ludzi są bardzo bolesne.

      Ostatecznie dzięki tej lekturze zrozumiałem, dlaczego nie interesuje mnie “władza”.
      Wytłumaczyłem to sobie “po finansowemu” – cena, którą trzeba zapłacić, jest niewspółmierna do zysków.

      • Tak, dokładnie to odnośnie tego cytatu.
        Skojarzył mi się ten fragment z Machiavelim dlatego też pozwoliłem go sobie zacytować.

        Widzimy tutaj hak wiedza z różnych dziedzin przenika się i od człowieka który ją posiądzie do jakich celów zostanie użyta. Dobrych czy też złych.

  3. Pieniądze są „warunkiem koniecznym, niewystarczającym”. Trudno być szczęśliwym, codziennie zastanawiając się, czy dzisiaj zjeść czy kupić leki czy opłacić czynsz. Jednak bezproblemowe pokrycie wszystkich kosztów nie gwarantuje szczęścia, jeśli nasze życie jest nudne, wykonujemy nielubianą pracę czy żyjemy w toksycznym związku.
    Paradoks Easterlina – wynika z tego, że nie patrzy się na inflację zjadającą wzrost dochodu. W stosunku do rosnących cen, wartość rosnącego dochodu pozostaje ta sama, chociaż nominalnie rośnie. A jeśli nawet da się wyliczyć, że rośnie o 1% rocznie, to i tak nikt tego nie zauważy. Zatem dochód musi rosnąć WYRAŹNIE SZYBCIEJ od cen, by przynosił wzrost zadowolenia.
    Pozdrawiam.

    • Hej Ppp,

      warunek konieczny – niewystarczający – podoba mi się to określenie 🙂

      Wzrost dochodu na wykresie jest w ujęciu realnym (po uwzględnieniu inflacji). To jest wykres dla USA i sam się zastanawiałem, czy np. fakt, iż większa część wzrostu dochodu była tam skupiona w stosunkowo niewielkiej grupie ludzi (rosnące rozwarstwienie) nie miało wpływu na wyniki. Nie znalazłem informacji, aby to weryfikowali.

        • Kansuke, to oczywiście wiem, ale podoba mi się bardzo użycie “condicio sine qua non” w odniesieniu do pieniędzy 🙂
          Takie postawienie sprawy powoduje, że nie sposób spychać ich na margines życia.

      • Plastic Tofu

        USA różni się od Polski tym, że jest bardzo podzielone pod względem dochodu. Powstają całe osiedla podobnych domów o podobnej cenie i nasz dochód pozwala nam na otrzymanie pożyczki w takiej okolicy. Więc startując w życie kupujemy tani domek, tzw starter z marzeniami o czymś większym i ładniejszym:

        Parę lat szybko mija, trochę domek podremontowaliśmy i jest on warty więcej trochę kredytu udało się nam spłacić i parę groszy odłożyć na nową wpłatę. W pracy wiedzie nam się lepiej zarobki coraz większe co daje nam szansę na większy kredyt. Życie też się poprawia, lepszy samochód stoi w garażu, stać nas na coraz więcej i zaczynamy być postrzegani jako zamożna starszyzna osiedla, ale w sercu dalej są marzenia o czymś większym i ładniejszym więc kupujemy w droższym miejscu droższy dom i nagle widzimy, że wszyscy dookoła mają takie same domki podobne samochody, meble, ubrania więc chcemy być lepsi odciąć się od tego i tak rodzą się marzenia o czymś większym i ładniejszym:

        Parę lat szybko mija, trochę domek podremontowaliśmy i jest on warty więcej trochę kredytu udało się nam spłacić i parę groszy odłożyć na nową wpłatę. W pracy wiedzie nam się lepiej zarobki coraz większe co daje nam szansę na większy kredyt. Życie też się poprawia, lepszy samochód stoi w garażu, stać nas na coraz więcej i zaczynamy być postrzegani jako zamożna starszyzna osiedla, ale w sercu dalej są marzenia o czymś większym i ładniejszym więc kupujemy w droższym miejscu droższy dom i nagle widzimy, że wszyscy dookoła mają takie same domki podobne samochody, meble, ubrania więc chcemy być lepsi odciąć się od tego i tak rodzą się marzenia o czymś większym i ładniejszym:

        Parę lat szybko mija, trochę domek podremontowaliśmy i jest on warty więcej trochę kredytu udało się nam spłacić i parę groszy odłożyć na nową wpłatę. W pracy wiedzie nam się lepiej zarobki coraz większe co daje nam szansę na większy kredyt. Życie też się poprawia, lepszy samochód stoi w garażu, stać nas na coraz więcej i zaczynamy być postrzegani jako zamożna starszyzna osiedla, ale w sercu dalej są marzenia o czymś większym i ładniejszym więc kupujemy w droższym miejscu droższy dom i nagle widzimy, że wszyscy dookoła mają takie same domki podobne samochody, meble, ubrania więc chcemy być lepsi odciąć się od tego i tak rodzą się marzenia o czymś większym i ładniejszym:

        Sorry za wklejenie tego samego 3 razy ale to często obrazuje styl życia wielu i pogoń za tym złudnym “czymś lepszym” zamiast szukać tego czegoś w sobie. To też tłumaczy dlaczego ze wzrostem zamożności poziom szczęścia nie rośnie tak samo jak nasz dochód.

        Ponieważ nie sposób mierzyć się z Machiavellim więc przytoczę słowa piosenki Time Bomb punkowego zespołu Rancid:
        “Livin’ and dyin’ and the stories that are true
        Secrets to a good life’s knowing when you’re through”

  4. Zawsze jest korelacja między pieniądzem a szczęściem. Samo jego posiadanie daje dużo możliwości, które mogą nas w różny sposób uszczęśliwiać jak choćby prosta sprawa ale zapewnienie podstawowego bytu daje poczucie bezpieczeństwa, a mnie to uszczęśliwia. Każdy będzie oczywiście miał swoje zdanie na ten temat. Od razu też nasuwa mi się cytat z pewnej polskiej komedii: “Pieniądze to nie wszystko, ale wszystko bez pieniędzy to…()”. Pozdrawiam !! 🙂

  5. “Same pieniądze szczęścia nie dają” – tak to powinno brzmieć. Ważne jeszcze co z nimi robimy i z kim to robimy. I żeby wydawać pieniądze na takie rzeczy, które rzeczywiście uczynią nas szczęśliwszymi, a nie “lepszymi” od innych. Chyba, ze stąd to szczęście ma pochodzić 😉

    Pozdrawiam
    Adam Pełka

    • Cześć Adam,

      fajne spostrzeżenia. Piszę o tym również dlatego, że ciągle “w dobrym tonie” w Polsce jest gloryfikacja biedy i negatywny stosunek do pieniędzy.

      Zawsze przypominają mi się wtedy słowa Konfucjusza:

      “W mądrze zarządzanym kraju powodem do wstydu jest bieda.
      W źle zarządzanym kraju powodem do wstydu jest bogactwo.”

  6. Krzysztof A.

    “Częstszy wybór opcji A. wskazuje – zdaniem naukowców – na duże znaczenie porównywania się z innymi. Wolimy zrezygnować z części dochodów, o ile będzie to oznaczało „wyższy status”. Ech, ta nasz zazdrosna i próżna natura! 🙂”
    Oj nie do końca mogę się zgodzić z tym wnioskiem naukowców 🙂 Kompletnie nie bierze to pod uwagę siły nabywczej pieniądza, co z tego że nominalnie zarabiamy więcej (10000zł), skoro jest to połowa średniej (20000zł) w związku z czym możemy za te 10000zł kupić mniej niż za 5000zł kiedy średnia to 2500zł? Tak jak zauważył ppp – pomijany jest prawdopodobnie wpływ inflacji. Chyba że po prostu za bardzo kombinujemy i badania wykonywane w są założeniu “przecież i tak nikt nie zwróci uwagę na skutki makroekonomiczne” (choć powinien) 😉

    • Hej Krzysztof – aby rozwiać wątpliwości – pod pytaniami dodane są dodatkowe informacje. W samym badaniu było jasno zakomunikowane, że ceny i siła nabywcza są identyczne, aby wykluczyć takie spekulacje.

    • Krzysztof, pisze, że w komentarzu, że: “Dodatkowo ceny dóbr i usług są takie same w opcji A, jak w opcji B.” – a to mówi o sile nabywczej , nieprawdaż ? 🙂

        • Krzysztof A.

          Biję się w pierś – chyba chwilowo mi nawaliła umiejętność czytania ze zrozumieniem, bo zupełnie to przeoczyłem 🙂

    • Chyba nie doczytałeś opisu na dole:

      „Inni” to po prostu „średnia” w naszym społeczeństwie. Ceny dóbr i usług są takie, jak dziś. Dodatkowo ceny dóbr i usług są takie same w opcji A, jak w opcji B. Kwoty to wynagrodzenie miesięczne „na rękę”.

      w przykładzie chodziło o porównanie przy tych samych cenach dóbr.

      pozdrawiam

  7. Dla mnie pieniądze dają głównie SPOKÓJ. To spokój jest tym, co później pozwala osiągnąć szczęście.

    Dlatego między innymi staramy się regularnie nadpłacać kredyt hipoteczny, pomimo że jest to “najtańszy pieniądz na rynku” i że wiele osób mówi i pisze że to bez sensu.

    Jak dla mnie spokój jest po prostu bezcenny i pozwala skupić się na innych rzeczach, które są dla nas ważne

  8. Marcin, jak zwykle bardzo ciekawie piszesz.
    Uwaga do pierwszego wykresu – tak naprawdę niewiele on pokazuje. Poziom szczęścia jest stały przez ostatnie 45 lat, ale ponieważ zarobki są prawdopodobnie nominalne, to uwzględniając inflację to raczej nie wzrosły. Różnica po tych 45 latach jest taka, że wcześniej często w rodzinie pracował tylko mężczyzna, a teraz aby utrzymać poziom dochodów często pracują 2 osoby.

    Świadomość wartości netto majątku też nie daje szczęścia, a czasem jest związana z kłopotami, jak np. utrzymanie tego majątku, osiągnięcie z niego zysku itp. Często najszczęśliwsi są Ci którzy mają niewiele,
    i nie są owładnięci myślą bycia bogatym, czy bycia milionerem. Zamożność daje często więcej powodów do zmartwień niż do szczęścia – moim zdaniem Twoja opinia “Przede wszystkim jednak zarówno aktywa finansowe, jak i niefinansowe, generują strumień konkretnych benefitów. Od przyjemnego poczucia, że pieniądze pracują, gdy my odpoczywamy” – są trochę naiwne.

    W ogóle pieniądze mają niewiele wspólnego ze szczęściem (nie mylić z chwilową przyjemnością).
    Staranie się o to aby być bogatym najczęściej unieszczęśliwia, bo w tej grze nigdy nie ma końca.
    Zawsze możesz przecież czuć się bardziej bezpieczny jak będziesz miał więcej, prawda?
    Pieniądze w przyzwoitej, ale ograniczonej ilości mogą zapewnić co najwyżej względne poczucie bezpieczeństwa (tylko względne, bo na choroby nie ma wpływu).
    Wszyscy marzący o majątku i biedni uważają, że jak już będą mieli X (więcej) to będą szczęśliwi.
    A to złudzenie.
    Ty jednak tym wpisem z końcową myślą Schwarzenegera próbujesz przekonać, że jak będę bogaty to będę mądrzejszy od tych co są już bogaci, a nie potrafią być szczęśliwi.
    Tak niestety myślą Ci, którzy zajmują się pieniędzmi, ale też trochę myślą i mają nadzieję, że im się uda być bogatym i szczęśliwym.
    A najczęściej bogatymi stają się Ci, którzy nie staną się szczęśliwi – inne priorytety.

  9. A mi się nasunęła pewna reflelsja – nie tyle daje nam szczęście co posiadamy, ale wkurza to czego jeszcze nie mamy. To taka niekończąca się droga, gdzie po zdobyciu pewnych celów uświadamiamy sobie, że jeszcze możemy mieć więcej. Były też różne badania, gdzie poziom szczęścia był wyższy w uboższych krajach. Prawdopodobnie wynikało to raz z tego co Marcinoe pisałeś – porównywania się z innymi (w biednym kraju wszyscy jesteśmy biedni i “Somsiad” nie ma lepiej) a dwa że zupełnie inne rzeczy cieszą obywateli tych krajów (te “małe” rzeczy typu zdrowie, rodzina).

  10. Oczywiście, że pieniądze same w sobie szczęścia nie dają, ale pozwalają na kupienie sobie poczucia bezpieczeństwa – a tylko mając takie poczucie możemy budować szczęście!
    Jestem pod wielkim wrażeniem Twojego wpisu Marcinie! Potężna, rozbudowana dawka wiedzy, której solidna analiza może dać sporo do myślenia.
    Dodam od siebie, jako praktykującego minimalisty, że fakt posiadania pieniędzy i pozbycie się pragnień kupowania wciąż nowych rzeczy sprawia, że człowiek czuje się po prostu wolny! I mimo iż do wolności finansowej jest mi jeszcze dość daleko, to zrozumienie, że pieniądze jednak są potrzebne sprawia, że pozostają ze mną znacznie dłużej, niż kilka lat temu, gdzie uciekały przy byle okazji 😉

  11. Dawno, dawno temu była sobie piosenka w wykonaniu Danuty Rinn i Bogdana Czyżewskiego ze słowami:

    “Pieniądze szczęścia nie dają – być może,
    Lecz kufereczek stóweczek – daj Boże”

    W istocie tak jest!

  12. Marcin Kluczek

    Gdyby spojrzeć na zagadnienie z drugiej strony, może pieniądze nie są czynnikiem dającym szczęście, a zmniejszającym dyskomfort wynikający z nieszczęścia?

    Szczęśliwy jest ten, kto ma niewiele zmartwień, a pieniądze, dobre zdrowie, relacje z innymi sprawiają, że łatwiej radzić sobie z przeciwnościami losu.

    Zepsuła się pralka. Naprawiam, albo zamawiam nową. Mam doła, dzwonię po kumpli i idziemy na piwo. Zepsuł się samochód. Nic to. Zamiast wieczornych biegow przez tydzień będę chodził 10 kilometrów do pracy.

    • Plastic Tofu

      Marcin, a jak w Twoją teorię wpisują się monkowie buddyjscy, czy lamowie albo misjonarze. którzy poświęcają swoje życie aby innym dać wiarę, albo im pomóc?

      Nie chcę wkładać kija w mrowisko raczej zwrócić uwagę, że trudno świat jest mierzyć jedną miarką.

      Mam nadzieję, że już poradziłeś sobie z pralką i samochodem, pewnie były w zmowie :). Ale łącząc Twoje problemy z tematem bloga słyszałem że: “Każdy problem, króry da się rozwiązać książeczką czekową to nie jest problem”

      • Marcin Kluczek

        Cześć Plastic Tofu

        Teoria to za dużo powiedziane. Rzuciłem po prostu luźne spojrzenie z innej perspektywy.

        Wkładaj kij, mocno zakręć i się nie przejmuj 🙂 Nieskrępowana wymiana poglądów doprowadza nas do nowych wniosków.

        Nieco rozwiną moją myśl. Popularne “pieniądze szczęścia nie dają” i postawione przez Marcina tytułowe pytanie “ile kosztuje szczęście” odnoszą się moim zdaniem do korelacji pieniędzy z poczuciem szczęścia. Korelacja niewątpliwie zachodzi, ale daleko jej do związku przyczynowo skutkowego. Pieniądze to zaledwie element, dlatego zadałem sobie pytanie, kiedy człowiek jest szczęśliwy. Pierwsza odpowiedź, to – kiedy nie ma zmartwień. Ok, ale kiedy nie ma zmartwień? Kiedy omijają go przykrości, a te z którymi się spotyka może szybko pokonać osobiście, w grupie, ideowo, albo książeczką czekową 🙂

        Jako czynniki chroniące nas przed przykrościami wymieniłem pieniądze, zdrowie i relacje, ale można dodać inne np. poczucie obowiązku (potężny motywator), duchowość, sukcesu zawodowe, tu możesz wstawić inne sfery życia mające na nie duży wpływ.

        Nie muszą być spełnione wszystkie warunki – czynniki, aby człowiek był szczęśliwy. Wymienieni przez Ciebie mnisi to świetny przykład. Z kasą u nich słabo, ale mają niezwykle rozwinięte duchowość i relacje z innymi ludźmi. Ludzie biedni mogą być szczęśliwi, a jest to tym łatwiejsze, im mniejszy nacisk otoczenia na dążenie do posiadania (może być w formie deprecjonowania bogactwa – to typowa reakcja obronna).

        Problemy były wymyślone na poczekaniu, niemniej dziękuję za dobre słowo.

        • Plastic Tofu

          Wiele wymienionych tutaj punktów przez Ciebie, Marcina czy komentujących jest niezwykle ważnych i co ciekawe bardzo pozytywnych. Jestem ogromnym zwolennikiem moralności i niejednokrotnie już chciałem wyrazić swoje zdanie np przy temacie PPK, ale może to nie jest miejsce na to. Aczkolwiek moralność wydaje się być kluczem do szczęścia dając nam podstawę do osiągnięcia wymienionych przez Ciebie atrybutów w spokoju ducha i zgodzie z sumieniem. Po drugiej stronie “barykady” są pieniądze zdobyte oszustwem czy kariera zrobiona poprzez podkopywanie dołków pod współpracownikami. To samo jest z pozytywnością. Więc…
          Czy Madoff był szczęśliwy mając te pieniądze. I jeszcze raz on jest na świeczniku, ale wielu ludzi zdobywa pieniądze nieuczciwie czy dają one im ten sam bodziec do szczęścia jak ludzie którzy dochodzą do pieniędzy w uczciwy sposób? Nie? Bo tak nam mówi moralność? Czy tak bo mają wszelkie benefity płynące z posiadania tychże, które to już były tutaj wymieniane wiele razy. A pieniądze nie ukradzione konkretnej osobie która ma twarz i osobowość, ale “wyszarpane” z systemu nie posiadającego imienia i nazwiska, a raczej z szarej masy społeczeństwa gdzie te drobiazgi są tak odległe, że aż niewidoczne. Koniec końców są to pieniądze niczyje.
          A kariera np polityka? Mamy poczucie obowiązku wobec ojczyzny, niewątpliwy sukces zawodowy, przynależność do grupy, poważanie, władzę, ludzi oddanych często gotowych poświęcić wszystko, względne bezpieczeństwo finansowe i fantastyczną opiekę zdrowotną gdy zacznie szwankować to co najważniejsze. Czy daje to szczęście w świetle nieczystej gry politycznej? Jeśli wprowadzasz program (jak np PPK) wątpliwy moralnie, albo polegający na okradaniu jednych aby wspomóc innych w zamian za głosy, lub popierasz jakieś tam prawo niezgodne z Twoimi przekonaniami, aby utrzymać się na stołku lub bardziej elegancko aby wynieść swoją karierę na wyższy poziom?
          Te pytania to wycieczka do umysłu ludzkiego w celu rozwinięcia pytania czy KAŻDE pieniądze dają szczęście? Spełniając oczywiście warunki zabezpieczenia na starość, możliwość sprawienia sobie radości itp.
          Teraz z innej beczki: czy ludzie anonimowo trolując na internecie (podobne zachowania są na drodze w samochodach ale to innym razem) i sprawiając sobie drobne przyjemności kosztem innych mogą być szczęśliwi. Wbrew pozorom nie jest to bardzo oderwane od pieniędzy gdyż można zapytać, czy mogę tak wydać pieniądze aby zrobić komuś krzywdę lub przykrość aby czuć się lepiej i osiągnąć radość? A jeśli kupuję samochód tylko dlatego, że jest lepszy (szybszy, nowszy) od sąsiada? Czy to może być droga do szczęścia. W końcu nasze szczęście zależy też od naszej pozycji w społeczeństwie.

Odpowiedz