finanse osobiste karty kredytowe

Mało który produkt finansowy cieszy się tak wielką sympatią swoich użytkowników, jak karta kredytowa. Jest prosta w obsłudze, wygodna, zapewnia dodatkową płynność finansową, pozwala zapłacić za hotel czy bilet lotniczy, a jeśli zadłużenie spłacimy w terminie, nie poniesiemy kosztów odsetek. Słowem: same zalety. I tutaj zapala mi się czerwona lampka: jeżeli coś jest zbyt piękne, by było prawdziwe, to zwykle prawdziwe nie jest.

W dyskusjach na temat długów oraz ich zgubnego wpływu na nasze finanse najczęściej udaje mi się znaleźć z rozmówcami wspólny mianownik. Kilka obliczeń, pokazanie prawdziwych kosztów pożyczek, wyjaśnienie zasad – i zaczynamy się dobrze rozumieć. Jednak z kartami kredytowymi jest dużo trudniej. Nie wiem co się w nich kryje, ale większość osób jest tak przywiązanych do swoich kart, że nie wyobrażają sobie bez nich życia. Nawet mając ich kilka w portfelu reagują alergicznie na myśl o pozbyciu się choćby jednej. Zrezygnować z karty kredytowej? Nigdy!

Właśnie dlatego postanowiłem spisać kilka spostrzeżeń na temat kart kredytowych i poprosić Was o pomoc w lepszym zrozumieniu tego fenomenu. Dlaczego tak bardzo nas uzależniają? Czy faktycznie nie sposób bez nich żyć?

Od razu zaznaczę, że nie jestem przeciwnikiem kart kredytowych jako produktu. Sam posiadam „Visę Classic” z niewielkim limitem i od czasu do czasu korzystam z niej jako środka płatniczego. Jestem jednak przeciwnikiem kart kredytowych w rękach osób, które mają problemy z długami. Piszę o tym więcej w artykule „Jak skutecznie pozbyć się długów?”.
Dlatego wyraźnie rozdzielam te dwie sprawy:

(1)    Sporadyczne korzystanie z karty kredytowej jako środka płatniczego: OK

(2)    Korzystanie z karty kredytowej jako źródła „darmowego” pieniądza: nie OK

I na tym etapie większość osób jeszcze się ze mną zgadza… To znaczy pozornie tylko się ze mną zgadza. Bo później robimy sobie „TEST miłości do karty” i okazuje się coś innego…

Test Twojej „miłości” do karty kredytowej.

Chciałbym zachęcić Was teraz do małego eksperymentu: przeanalizujcie Wasz związek z kartą kredytową. Jestem bardzo ciekawy, czy jest to „przychylna neutralność” czy może już „ślepa miłość”. 🙂

1)    Nie płacę odsetek więc nie mam długu.

To bardzo częsty argument , ale prawdziwa jest tylko połowa powyższego stwierdzenia. „Nie płacę odsetek” – to prawda, jeśli przelewasz pieniądze na rachunek karty w terminie, odsetek nie zapłacisz. „Nie mam długu” – to już niestety fałsz.

Pieniądze na karcie kredytowej nie należą do Ciebie. Masz zatem dług, tyle tylko, że nie płacisz od niego odsetek. To znaczy – jeszcze nie płacisz. Jeśli powinie Ci się noga, nie otrzymasz na czas wynagrodzenia, albo pieniądze będą potrzebne na coś ważniejszego niż spłata karty, zapłacisz odsetki i to bardzo wysokie.

Sprawdź jeszcze jedną rzecz: co dzieje się z Twoim wynagrodzeniem po jego wpływie na konto?. Czy przypadkiem nie musisz jego znaczącej części przeznaczyć na spłatę karty kredytowej? Jeżeli tak – to jeszcze raz się zastanów: jesteś zadłużony, czy nie? Piszę o tym dlatego, że sporo osób, z którymi analizowałem sytuację finansową, z ogromnym zaskoczeniem stwierdzało, że są zadłużone. Kwota wykorzystanego limitu na karcie z miesiąca na miesiąc spokojnie sobie rosła i w końcu okazywało się, że prawie cała wypłata jest przeznaczana na spłatę karty. A za co żyć przez resztę miesiąca? To przecież proste: zapłacisz kartą, korzystając z nowego limitu…

A teraz czas na pierwszy krok naszego testu:
Spłać kartę, odłóż ją na 3 miesiące do szuflady i sprawdź czy Twój domowy budżet domyka się bez niej.
Nie? – Masz problem i czas podjąć radykalne działania, bo właśnie pakujesz się w finansowe kłopoty.
Tak? – W porządku – to najważniejsze. Jednak idźmy dalej.

2)    W bardzo wielu sytuacjach akceptowane są tylko karty kredytowe.

Też tak kiedyś myślałem. Okazuje się jednak, że dotyczy to bardzo rzadkich sytuacji. Wystarczy czasem zwyczajnie zapytać, by bez problemu zapłacić kartą debetową lub po prostu gotówką. Własną kredytówką płacę sporadycznie w następujących przypadkach:
– rezerwacja biletu lotniczego przez internet
– wynajęcie samochodu zagranicą
– opłata za ubezpieczenie mieszkania (to ze względu na dodatkową zniżkę)
– opłata za niektóre usługi przez internet (na przykład reklama postu na Facebooku)

Gdy tylko taka transakcja się rozliczy, od razu loguję się na konto i spłacam do zera limit na karcie. Traktując ją tylko jak środek płatniczy, a nie źródło dodatkowych pieniędzy.

W pozostałych przypadkach płacę przelewem, zwykłą kartą debetową i bardzo często – gotówką. Ten ostatni sposób płacenia za zakupy naprawdę jest godny polecenia. Przeczytałem kiedyś badanie mówiące o tym, że płacąc kartą wydajemy w czasie wizyty w sklepie więcej, niż płacąc gotówką. Związane jest to z „fizycznym bólem” oraz poczuciem straty, jakie odczuwamy w momencie przeliczania kolejnych banknotów i oddawania ich w ręce sprzedawcy. A przy płatności kartą? Nawet nie zauważamy transakcji. Wszystko jedno czy zapłaciliśmy 5 zł czy 5 000 zł – wstukujemy PIN lub składamy podpis – i po wszystkim. Oczywiście dotyczy to również kart debetowych.

Jednak najważniejsza zaleta płacenia kartą debetową lub gotówką polega oczywiście na tym, że płacąc w ten sposób nie wydam więcej niż mam, a zatem nie wpadnę w długi. Właśnie dlatego korzystanie z karty kredytowej ograniczam do minimum.

A teraz test. Korzystasz z karty kredytowej tylko dlatego, że jest ona niezbędna w pewnych sytuacjach? To rzuć teraz okiem na wyciąg z karty. Faktycznie płacisz nią tylko w tych sytuacjach?…

3)    Korzystanie z karty kredytowej nic mnie nie kosztuje.

Okey, to jest możliwe. Na wszelki wypadek sprawdź jednak dwie sprawy:

Po pierwsze: czy z Twoją kartą związane są jakieś ubezpieczenia?
Często do kart kredytowych dodawane są różne polisy grupowe. Czasami jest to ubezpieczenie transakcji dokonywanych kartą, w innym wypadku ubezpieczenie NNW, itp. To pierwsze wydaje się mieć sens, jednak jeszcze nigdy nie spotkałem osoby, która by z tego ubezpieczenia skutecznie skorzystała – to znaczy – otrzymała odszkodowanie. Jeżeli mieliście taką sytuację we własnym życiu, dajcie mi proszę znać, być może zmniejszy to mój sceptycyzm do takich ubezpieczeń.

Jeżeli zaś chodzi o polisy NNW – to czy faktycznie ich potrzebujesz? Możesz to zweryfikować odpowiadając sobie na proste pytanie: Czy kupiłbyś to ubezpieczenie, gdyby było ono dostępne bez tej karty?

Po drugie: ile wynosi opłata za użytkowanie karty?
Z kartami kredytowymi związana jest zwykle tzw. opłata roczna, która czasami nie będzie pobrana o ile dokonujemy kartą transakcji na pewną minimalną kwotę, na przykład 2000 zł miesięcznie. Zastanów się: czy zdarzyło Ci się kupować coś, co nie było specjalnie potrzebne, ale chciałeś po prostu przekroczyć wymagany limit wydatków, aby nie płacić opłaty za kartę?  To też jest koszt. Może nie nazywa się „opłatą za kartę”, ale przecież kasa ucieka z Twojego portfela.

Jak zatem wyszedł Twój „Test miłości do karty”?
Faktycznie nie masz długu, korzystasz z niej tylko gdy jest to niezbędne i nie ponosisz żadnych kosztów? A może Twój faktyczny związek z kartą jest jednak silniejszy?

Jak to w końcu jest z tymi kartami?

Istnieje sporo innych argumentów wykorzystywanych w marketingu kart kredytowych: zbieranie punktów promocyjnych, dostęp do rabatów w wybranych sklepach, a w przypadku kart złotych, platynowych czy czarnych – dodatkowy prestiż (czyli: ludzie – patrzcie na ile mogę się zadłużyć!)

Skoro jednak są one tak bardzo korzystne, to dlaczego te same banki, które polecają „darmowy pieniądz” oferują również kredyty ratalne na spłatę kart kredytowych reklamując się tak: „Ciąży Ci kredyt na karcie? Rozłóż zadłużenie na raty i ciesz się większą swobodą!” Coś tutaj zgrzyta…

Według danych NBP na koniec 2013 roku w Polsce jest 6,1 mln kart kredytowych, łączne zadłużenie na tych kartach wynosi 12 mld zł, a 14% z tych długów to tzw. kredyty zagrożone.

Ten problem jest dużo bardziej poważny w Stanach Zjednoczonych. Tam przeciętny konsument posiada w portfelu 4,4 karty kredytowej, a łatwość, z jaką wydaje się tak pożyczone pieniądze sprawia, że jest tam prawdziwa armia zadłużonych po uszy ludzi. Każdy z nich decydując się na kartę kredytową planował spłacać wszystko w terminie i nie ponosić kosztów odsetek. Okazuje się, że w praktyce robi tak tylko 54% posiadaczy kart – cała reszta musi płacić wysokie odsetki.

Właśnie dlatego mam w stosunku do kart kredytowych tak mieszane uczucia. Z jednej strony są OK, z drugiej strony niosą ze sobą poważne ryzyka.

A jakie jest Wasze zdanie? Karty kredytowe to HIT czy KIT? Jak  z nich mądrze korzystać? Może zupełnie się ich pozbyć? …
Dziękuję Wam za czas poświęcony na lekturę tego artykułu. Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii i komentarzy, bo marzy mi się napisanie krótkiego przewodnika o mądrym korzystaniu z kart kredytowych. Bardzo liczę na Wasze podpowiedzi, historie i dobre rady. 😉 Miłego dnia!

P.S. Gdybyście chcieli posłuchać mojej szczerej rozmowy z Michałem Szafrańskim o moich finansowych problemach sprzed kilku lat oraz o wychodzeniu z długów – zachęcam Was bardzo serdecznie do wysłuchania podcastu: “Jak wyjść z długów i unikać problemów finansowych – rozmowa z Marcinem Iwuciem”. Bardzo polecam Wam blog Michała – to prawdziwa kopalnia praktycznej finansowej wiedzy.