Jedną z rzeczy, które sprawiają mi dużą przyjemność, jest upraszczanie na własne potrzeby skomplikowanych z pozoru spraw. Szczególnie w zakresie finansów i ekonomii lubię wczytywać się w różne teorie, analizować przeciwstawne punkty widzenia, a na końcu zadawać sobie proste pytanie: No dobra, o co naprawdę w tym chodzi i jak mogę to wykorzystać?  Efektem takiego podejścia jest mój prywatny zestaw „uniwersalnych zasad działania”, który dla wielu może się wydać spłycaniem tematu, zaś dla mnie jest przejawem pragmatycznego podejścia do życia.

W ostatnim tygodniu brałem udział w dwóch bardzo fajnych imprezach. Pierwsza to 20-lecie Stowarzyszenia Studenckiego Wiggor, którego przed laty miałem zaszczyt być prezesem, a drugie to spotkanie na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu organizowane przez studenckie forum Business Centre Club. Tak się złożyło, że choć charakter tych imprez był całkowicie odmienny, to na każdej z nich w kuluarach trafili mi się rozmówcy twierdzący, że bogacenie się nie ma sensu. Ich zdaniem lepiej poświęcić energię na cieszenie się życiem i inne wartościowe sprawy, bo na „zajmowanie się kasą” szkoda po prostu czasu.

Cóż, w dzisiejszym świecie, budowanym na kulcie konsumpcji, brzmi to na pewno bardzo szlachetnie. Obawiam się jednak, że skutkiem takiego podejścia może być pewien bolesny paradoks.

Skąd się właściwie biorą pieniądze?

Nie będę pisał o funkcji emisyjnej banku centralnego, bazie monetarnej, podaży pieniądza, ani kreacji pieniędzy przez banki. Spójrzmy na temat wyłącznie przez pryzmat naszych prywatnych kieszeni: skąd właściwie biorą się pieniądze, które do tych kieszeni trafiają?

W zasadzie pochodzą one z dwóch głównych źródeł: po pierwsze z pracy – i to jest rzecz oczywista, a po drugie z kapitału – i to jest niestety sprawa, której wiele osób zdaje się nie dostrzegać. Dlaczego bogaci są coraz bogatsi? Bo coraz ciężej pracują? Nie. Bo mają coraz więcej kapitału, który pracuje dla nich, a często za nich.

Zacznijmy jednak od pracy. Im lepiej i mądrzej pracujemy, tym większy jest strumień dochodów, który ta praca dla nas generuje. Wybór dobrego zawodu, różnego rodzaju specjalizacje, kursy doskonalące nasze umiejętności, rosnące doświadczenie zawodowe oraz inne działania zwiększające wartość na rynku pracy – to wszystko daje nam szansę na lepsze zarobki. Sposób, w jaki dbamy o ten obszar naszego życia, przesądza o ogromnych różnicach w zarobkach: ktoś otrzymuje najniższą krajową, a ktoś inny setki tysięcy złotych miesięcznie. Właśnie dlatego uważam, że mądre pokierowanie swoją karierą, to jedno z naszych największych zadań.

Jednak praca – przy całej swej szlachetności i mnóstwie zalet – posiada niestety pewną przypadłość. Otóż jej wykonywanie wymaga naszego ciągłego działania, obecności, uwagi, energii, dobrego stanu zdrowia i …ogromnych ilości czasu.  Dopóki jesteśmy „na chodzie”, to zarabiamy. Gdy jednak musimy zwolnić tempo pracy, nasze główne źródło dochodu szybko wysycha.

Właśnie dlatego tak ważne jest budowanie drugiego źródła generującego dochód – czyli kapitału. Im jest on większy, tym bardziej może zastąpić nas w trudnej sztuce zarabiania na życie. Co więcej: kapitał nie męczy się, pracuje bez względu na stan naszego zdrowia, stanowi zabezpieczenie na trudne czasy, otwiera przed nami nowe możliwości oraz uwalnia stopniowo od konieczności poświęcania ogromnych ilości czasu na pracę zarobkową (od razu zaznaczam, że moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak „dochód pasywny” – dochód z kapitału również wymaga naszego zaangażowania, tyle że zwykle znacznie mniejszego niż w przypadku dochodu z pracy).

Uwielbiam pracować i zamierzam to robić do późnej starości. Jest jednak ogromna różnica pomiędzy sytuacją, w której pracuję, bo muszę zarobić, a sytuacją w której pracuję, bo sprawia mi to przyjemność. Jeśli nie budujesz kapitału, tylko wydajesz wszystkie zarobione pieniądze, to sam siebie skazujesz na konieczność pracy zarobkowej w nieskończoność.
W ten sposób zachodzi właśnie paradoks, o którym wspomniałem we wstępie. Szkoda Ci czasu by teraz „zająć się kasą”, a w rezultacie stracisz go wielokrotnie więcej na bardzo długą „pracę dla kasy”. 

Stwórz sobie pomocnika.

Gdy odkładasz pieniądze i budujesz kapitał – stopniowo tworzysz dla siebie pomocnika. Na początku jest on mały i nie doceniasz jego roli. Kilkadziesiąt złotych z bankowej lokaty nie robi na Tobie żadnego wrażenia. Ale z czasem Twój przyjaciel rośnie. W dodatku rośnie coraz szybciej. Gdy zaczyna przybierać większe rozmiary korzyści z jego posiadania też rosną: większe bezpieczeństwo, dostęp do lepszych usług medycznych, możliwość realizacji kolejnych marzeń… Długo mógłbym to wszystko wymieniać, ale sam możesz puścić wodze fantazji i wyliczyć sposoby na kreatywne wykorzystanie kapitału.

Osobiście uważam, że największą wartością, jaką dają nam duże oszczędności, jest możliwość swobodnego decydowania o tym, na co poświęcamy nasz czas. Czasu nie da się zaoszczędzić, nie da się pomnożyć, nie da się nim tak naprawdę zarządzać. Mija on tak, czy inaczej. To nasz najcenniejszy, a jednocześnie najbardziej ulotny zasób.

W życiu większości z nas pojawia się okres, w którym duże ilości czasu zmuszeni jesteśmy przeznaczyć na pracę w celach zarobkowych. O ile nie odziedziczyliśmy fortuny, nie ma od tego ucieczki. Mamy jednak ogromny wpływ na kolejność i długość trwania tego „przymusowego” okresu. Możemy zacząć na luzie i rzeczywiście „nie martwić się kasą”, aż do momentu, w którym życie nas zweryfikuje. Potem niestety przez długie lata musimy pracować z konieczności i żyć wspomnieniami o dawnych, przyjemnych czasach. Niestety – okres beztroski zwykle jest krótki, za to następujący po nim czas „przymusowej” pracy – zdecydowanie dłuższy.

Możemy jednak najpierw przyłożyć się ostro do pracy, wygenerować wyższe dochody, pilnować wydatków, możliwie szybko budować kapitał i z miesiąca na miesiąc poprawiać swoją sytuację. Czy to oznacza pozostawienie „cieszenia się życiem” do czasu emerytury, jak sądzą zwolennicy odwrotnej kolejności? Absolutnie nie! Oznacza to jedynie podejmowanie świadomych decyzji finansowych, które sprawiają, że czas działa po prostu na naszą korzyść. Stopniowo rosnący kapitał nie tylko przynosi bieżący dochód (np. w formie odsetek). Daje on również możliwość różnych sposobów generowania dochodu (biznes, nieruchomości na wynajem, itp.), co jeszcze bardziej przyspiesza proces bogacenia się.

Po co się zatem bogacić?

Zastanawiałem się, jak mógłbym następnym razem wyjaśnić komuś w krótkiej rozmowie, o co właściwie chodzi w tym całym bogaceniu się? Mógłbym oczywiście wymieniać niezliczone korzyści, które płyną z posiadania oszczędności: bezpieczeństwo, odważniejsze decyzje, realizacja kolejnych marzeń. Tak zwykle robię.

Gdybym miał to jednak maksymalnie uprościć i skrócić, to moim zdaniem chodzi w zasadzie o coś takiego:

Krok po kroku zastępować dochód z pracy zarobkowej, która ma duże ograniczenia i wymaga ogromnych ilości czasu, dochodem z kapitału, który daje zdecydowanie większą swobodę działania.

Tak chyba wyglądałaby moja zamknięta w jednym zdaniu odpowiedź.  Co myślicie o tak uproszczonym podejściu?

Pytanie za stówę 🙂

Na zakończenie mam jeszcze do Was jedno pytanie oraz nagrodę za najciekawszą odpowiedź. To moim zdaniem ważne pytanie, a wiele osób nigdy go sobie nie stawia, a przez to nie zna na nie odpowiedzi. Pozwoli mi ono przygotować jeden z kolejnych artykułów, a brzmi następująco:

Ile potrzebujesz pieniędzy, aby prowadzić życie na wymarzonym przez siebie poziomie?

Autor najciekawszego komentarza otrzyma ode mnie kartę podarunkową do Empiku o wartości 100 zł. Czekam na Wasze odpowiedzi, komentarze do artykułu i pytania oraz życzę Wam bardzo miłego dnia. 🙂

Dziękuję Wam bardzo za świetną dyskusję i rewelacyjne komentarze. Długo nie mogłem się zdecydować, ale ostatecznie postanowiłem, że kartę podarunkową do Empiku otrzyma Darek za bardzo metodyczne podejście do sprawy! Darku, serdecznie gratuluję i zapraszam do kontaktu w celu odebrania nagrody 😉 (imię jest linkiem do zwycięskiego komentarza).