W co inwestować 200 zł? Sprawdź konkretny przepis
Myślisz, że z inwestowaniem najlepiej poczekać, aż będziesz mieć większe oszczędności, więcej wiedzy i wystarczająco dużo czasu, by śledzić rynki jak zawodowy analityk? A tymczasem Ty możesz odkładać 200 zł miesięcznie i zastanawiasz się, czy z taką kwotą w ogóle jest sens zaczynać. Dobra wiadomość jest taka: nie musisz czekać, aż uzbierasz „poważne pieniądze”. Wręcz przeciwnie – małe kwoty mogą być świetnym sposobem, żeby oswoić emocje i nauczyć się podstaw inwestowania w praktyce. W tym artykule pokażę Ci konkretnie i na przykładach, jak zacząć inwestować 200 zł miesięcznie krok po kroku i jakich błędów uniknąć na starcie.
Pytanie: „W co inwestować?” pojawia się na mojej skrzynce chyba najczęściej. Jeszcze kilka lat temu na tak zadane pytanie odpowiedziałbym: Zacznij od zdobycia wiedzy, tu masz Finansową Fortecę, jak ją przeczytasz wszystko stanie się jasne! Dziś odpowiedziałbym inaczej.
Nie nauczysz się stojąc na brzegu
Mam w domu dwie dorosłe córki – jedna ma 18 lat, druga 21 – i wiem, że po takim tekście najpewniej popukałyby się w głowę. A te dwie stówki, zamiast trafić na inwestycje, powędrowałyby na inne zakupy. Nie mam żadnych wątpliwości, że tak, jak nie da się nauczyć pływania stojąc na brzegu, tak samo nie da się nauczyć inwestowania z samej tylko książki. Teorię najlepiej połączyć z praktyką i w mojej ocenie prosty portfel, który omówię w tym artykule jest świetnym „inwestycyjnym brodzikiem”, w którym można nauczyć się działać bez rzucania się od razu na głęboką wodę.
Zanim opowiem Ci dokładnie, co ja bym zrobił, gdybym zaczynał inwestować teraz, mam dla Ciebie ważne przypomnienie: wszystkie prezentowane tutaj na blogu materiały mają wyłącznie charakter edukacyjny. To moje opinie i wybory, w żadnym wypadku nie traktuj ich jako porady inwestycyjnej. Zapoznaj się, proszę, z dokładną treścią naszego disclaimera:

Jeśli wolisz przyswoić ten materiał w wersji video, zachęcam Cię do obejrzenia filmu:
Prosty portfel inwestycyjny na start
Gdybym miał dziś odpowiedzieć w telegraficznym skrócie, jak inwestować małe kwoty– np 200 zł miesięcznie, postawiłbym na bardzo prosty portfel składający się z dwóch aktywów:
- ETF-a na szeroki indeks globalnych akcji, np. MSCI ACWI albo FTSE All-World, oraz
- obligacje skarbowe indeksowane inflacją EDO.
Zacząłbym od razu, za 100 zł kupując ETF, a za drugą stówkę obligację EDO. ETF kupowałbym w domu maklerskim XTB (link partnerski TUTAJ) najlepiej w ramach IKE, a obligacje w PKO BP, najlepiej w ramach IKZE. I już. Bez fajerwerków i bez egzotycznych produktów.
Dlaczego właśnie tak? Już tłumaczę. Po pierwsze: w takim duecie unikamy produktów najczęściej wciskanych nam przez sprzedawców – czyli drogich aktywnych funduszy inwestycyjnych czy UFK, w których opłaty pożerają ogromną część zysków. Po drugie: mamy w portfelu dwa bardzo sensowne aktywa o różnej charakterystyce:
- ETF jest w nim bardziej dynamiczną częścią – taką lokomotywą, która w długim terminie ma szansę ciągnąć wynik do przodu, ale po drodze będzie czasem mocno szarpać.
- Obligacje EDO pełnią rolę stabilizatora – spokojniejszego elementu, który pomaga oswoić fakt, że dobre inwestowanie nie polega na obstawieniu jednego konia, tylko na sensownym połączeniu różnych aktywów.
Po trzecie: tak jak w basenie po skoku do wody czujemy uderzenie nieprzyjemnego zimna, a potem się przyzwyczajamy, tak samo w naszym „inwestycyjnym brodziku” możemy poczuć na własnej skórze, czym są giełdowe spadki i jak się do nich przystosować.
Przepis na prosty portfel już masz, ale serdecznie zachęcam Cię do dalszej lektury, bo chcę Ci wyjaśnić, na co uważać, jakie ryzyka trzeba rozumieć i jak podejść do inwestowania tak, żeby nie działać pod wpływem emocji i przypadkowych opinii z internetu. Przyjrzyjmy sie zatem składnikom portfela bliżej.
Inwestowanie małych kwot – akcje
Poniżej możesz zobaczyć wykres indeksu MSCI ACWI, który od początku swojej historii grudniu 1998 roku do końca kwietnia 2026 roku zarobił w USD imponujące 495%:
Gdy piszę ten artykuł, w skład tego indeksu wchodzą akcje ponad 2500 dużych i średnich spółek 24 rynków rozwiniętych i 23 rynków wschodzących. Aby znaleźć się w takim indeksie firmy muszą się rozwijać i powiększać swoją wartość, a historia jasno wskazuje, że w długim terminie to właśnie akcje są jedną z najbardziej rentownych klas aktywów. Ale z historii płynie też znacznie ważniejsza lekcja, którą łatwo przeoczyć patrząc na pięknie rosnący wykres. Co to za lekcja?

Otóż taka, że w krótkim terminie akcje potrafią boleśnie tracić. Co kilka, kilkanaście lat przychodzą okresy bessy, w których ludzie panicznie wyprzedają swoje akcje, obniżając ich ceny. Po pęknięciu bańki internetowej w 2000 roku MSCI ACWI stracił ok. 50% wartości w dolarach. W czasie wielkiego kryzysu finansowego w roku 2008 stracił blisko 60%, a w czasie COVID-19 ponad 34%. Takie spadki fachowo nazywa się maksymalnym obsunięciem kapitału, czyli maximum drawdown, a niefachowo: „kochanie, straciłem połowę pieniędzy”. I uwierz mi, emocje są wtedy ogromne i łatwo popełnić jeden z największych błędów, czyli sprzedać akcje w dołku.
Co zrobić, by takich emocji uniknąć? Dodać do naszej inwestycyjnej lokomotywy solidny stabilizator, który pomoże ograniczyć te spadki. I tutaj na scenę wkraczają obligacje indeksowane inflacją EDO. Zobaczmy to na konkretnym przykładzie z końca 1 kwartału 2026 r. tylko tym razem przeliczmy wyniki na polskie złote.
Obligacje indeksowane inflacją – jak stabilizują portfel?
Na potrzeby naszych rozważań wybrałem okres ostatnich 20 lat, bo z jednej strony nie pokazuje on abstrakcyjnie wysokich wyników jak wykresy 30 czy 40-letnie, a jednocześnie z drugiej – obejmuje „gorsze czasy”, takie jak wielki kryzys finansowy z 2008 roku. To pozwala lepiej zrozumieć ryzyko zaszyte w akcjach. Co więcej, punkt startu naszej analizy – kwiecień 2006 roku – nie był żadnym wymarzonym momentem na rozpoczęcie inwestowania. Wręcz przeciwnie: był to okres zaawansowanej hossy, gdy indeksy miały już za sobą wiele lat wzrostów, zresztą podobnie jak dziś.
Jeśli 20 lat temu ktoś miał 1000 zł, to aby dzisiaj móc kupić tyle samo dóbr i usług, co wtedy, potrzebowałby aż 2008 zł. Innymi słowy – skumulowana inflacja wyniosła w tym czasie ponad 100%, zjadając połowę wartości gotówki.

Gdybyśmy jednak zainwestowali ten 1000 zł w fundusz naśladujący indeks MSCI ACWII, wartość naszych pieniędzy urosłaby do 5024 zł, przynosząc ponad 402% zysku i zostawiając inflację daleko w tyle. Aby cieszyć się jednak takimi zyskami, trzeba było ponieść duży emocjonalny koszt. W czasie wielkiego kryzysu finansowego ta inwestycja traciła ok. 42% – bo tyle wyniosło maksymalne obsunięcie kapitału liczone na danych miesięcznych w PLN.

Nie jesteśmy jednak skazani na takie emocje, bo możemy dodać do portfela stabilizator. Lokując 20 lat temu 1000 zł w obligacje EDO, dziś mielibyśmy 2782 zł, co daje 178% zysku. Nasz zysk również przekroczyłby inflację, ale po drodze spalibyśmy jak dzieci, bo te obligacje nie są notowane na żadnym rynku, więc ich wartość nie spada nawet przez minutę.
Co zatem wybrać? Wysoki zysk z akcji, ale w zamian za wytrzymanie spadków sięgających 50%, czy znacznie niższy zysk z obligacji, ale przy zerowym ryzyku spadków? Dobra wiadomość jest taka, że nie musisz wybierać skrajności. Nie musisz wsiadać ani do bolidu Formuły 1, ani do powolnego tramwaju jadącego stałą trasą. Możesz dobrać proporcje tak, żeby portfel pasował do Ciebie i tego, w jakim tempie lubisz podróżować. Pokażę Ci to teraz na konkretnych przykładach.
Dobierz proporcje do swoich preferencji
Gdyby na początku każdego roku portfel składał się po połowie z akcji globalnych i obligacji EDO, jego stopa zwrotu wyniosłaby 295%, a maksymalne obsunięcie kapitału spadłoby do około 20%. Nadal czuć byłoby giełdowe turbulencje, ale nie byłby to już lot bez pasów bezpieczeństwa.
A jeśli nawet taki poziom ryzyka wydaje Ci się zbyt wysoki, możesz przesunąć suwak jeszcze bardziej w stronę obligacji. Portfel złożony w 25% z akcji i w 75% z obligacji EDO zarobiłby 236%, czyli o około 58% więcej niż same obligacje, przy znacznie spokojniejszym przebiegu inwestycji niż w portfelu bardziej akcyjnym.

Obligacje EDO mają niską korelację z akcjami globalnymi i dlatego tak dobrze nadają się na stabilizator portfela, pomagający świetnie dostosować ryzyko do siebie. To są oczywiście wyniki historyczne, a przyszłe wyniki z pewnością będę inne. Jednak historia i specyfika pokazanych tu klas aktywów uczą nas, że w długim okresie – 10, 20, 30 i więcej lat – tego typu relacja między akcjami i obligacjami jest normą, a nie wyjątkiem.
Jak inwestować małe kwoty w praktyce – zakup ETF-ów
Mamy więc dwa proste instrumenty, pozwalające na stworzenie solidnej strategii inwestycyjnej na start, bo dobierając ich proporcje możemy dostosować portfel do swojego poziomu ryzyka. I teraz kluczowa sprawa – jak to w praktyce wykonać?
Zacznijmy od zakupu ETF-u, bo dla wielu początkujących inwestorów to właśnie tutaj pojawia się pierwsza poważna bariera: trzeba otworzyć rachunek maklerski. Gdzie taki rachunek otworzyć?
Ważna informacja: LINKI PARTNERSKIE
W FBO polecamy tylko takie produkty finansowe, z których sami korzystamy lub z czystym sumieniem polecamy je naszym najbliższym: rodzinie i przyjaciołom. I aby ułatwić Ci znalezienie takich produktów, uruchomiliśmy na blogu specjalną sekcję zatytułowaną „Polecamy”. Tam znajdziesz więcej szczegółów.
Z częścią firm, które są dostawcami takich produktów, staramy się potem nawiązać współpracę komercyjną, co pozwala nam zwiększyć dochody i działać na jeszcze większą skalę. I XTB (TU link partnerski) jest właśnie jedną z takich firm. Ale dla pełnej jasności – nie ma ona żadnego wpływu na treść tego materiału, a powody dla których inwestując małe kwoty wybrałbym rachunek maklerski właśnie w tej firmie przedstawiam poniżej. Jeśli chcesz założyć rachunek maklerski w XTB i przy okazji wesprzeć nasz kanał, tutaj znajdziesz link partnerski:
Z kont opisywanych w tym artykule mamy również linki partnerskie do IKE i IKZE w XTB i mBanku. Jeśli rozważasz otwarcie IKE/IKZE w tych instytucjach, możesz wesprzeć naszą działalność korzystając z poniższych linków partnerskich:
Ja, przy małych kwotach transakcji (rzędu 100-200 zł), z dwóch powodów wybrałbym rachunek maklerski w XTB (TU link partnerski):
- Można tam nabyć tzw. praw ułamkowych przy inwestowaniu w zagraniczne ETF-y.
- Nie ma prowizji za nabycie zagranicznych ETF-ów do obrotu 100 000 EUR miesięcznie.
Głównym kosztem jest przewalutowanie w wysokości ok. 0,5% wartości transakcji – bo te ETF-y są notowane w obcych walutach.
Jeśli śledzisz mój cykl „Finansowa Forteca w praktyce”, byc może kojarzysz, że ja wykorzystuję rachunek w XTB głównie do prowadzenia tzw. małego portfela, który pokazuję co kwartał na blogu, ale również to właśnie w XTB otworzyłem IKE starszej córce, która inwestuje niewielkie kwoty w ETF-y.
Nie jest to idealny broker, ze względu chociażby na wspomniany koszt przewalutowania i nastawienie na produkty z dźwignią, takie jak CFD, ale warto pamiętać, że nie ma ideału, a w mojej ocenie, obecnie (gdy piszę ten artykuł) ten rachunek jest najsensowniejszy dla inwestowania małych kwot (TU link partnerski).
Który ETF globalny wybrać?
Wspomniałem, że do części akcyjnej portfela na początek wybrałbym ETF naśladujący możliwie szeroki indeks globalny – np. MSCI ACWII lub FTSE All World. Dlaczego? Bo kupujemy w ten sposób za jednym zamachem cały zdywersyfikowany koszyk ponad 2000 firm z całego świata i nie musimy decydować, jakie spółki, jakie sektory czy jakie kraje mieć w portfelu. Gdy ktoś jest na początku swojej inwestycyjnej przygody, takie wybory najlepiej zostawić rynkowi.
Ja wybieram ETF akumulujący dywidendy, czyli zawierający w nazwie skrót Acc – od Accumulating. To bardzo wygodne z kilku powodów:
- nie musimy sami pamiętać o reinwestowaniu dywidend,
- nie musimy ponosić dodatkowych kosztów prowizji maklerskich przy ich reinwestowaniu,
- i nawet jeśli inwestujemy poza IKE czy IKZE, nie musimy rozliczać podatkówo d otrzymanych dywidend, co byłoby konieczne, gdybyśmy wybrali ETF wypłacający dywidendy
Żeby nie zostawać przy samej teorii, spójrzmy na 4 przykładowe ETF-y od różnych dostawców. Każdy z nich odwzorowuje szeroki indeks akcji, akumuluje dywidendy i był dostępny w XTB w momencie, gdy powstawał ten artykuł.
Pierwsza kolumna tabeli to nazwa ETF-u, druga to liczba pozycji w portfelu, trzecia to koszty zarządzania, czwarta to tak zwany ticker, a piąta to nr. ISIN:

Jeśli pierwszy raz spotykacie się z nazwą ETF-ów, to chyba się ze mną zgodzisz, że wygląda to trudno i skomplikowanie. Zobaczmy zatem, co się pod nimi kryje.

Rozszyfrowujemy ETF-y
Pierwszy człon nazwy, to określenie dostawcy ETF-u, czyli zarządzającej nim firmy.
Wymienione tutaj: Invesco, SPDR (StateTreet), Vanguard i należący do BlackRocka iShares, to światowe potęgi, zarządzające ponad 60% aktywów zgromadzonych w ETF-ach na całym świecie.

Następny człon to nazwa indeksu, który jest naśladowany przez dany ETF. Kolejny człon: UCITS, oznacza, że fundusz spełnia rygorystyczne unijne wymogi ochrony inwestora detalicznego, między innymi limity koncentracji, obowiązek dywersyfikacji i przechowywanie aktywów u niezależnego depozytariusza. Wreszcie skrót Acc, od accumulating, oznacza, że fundusz nie wypłaca nam dywidend, tylko reinwestuje je w wewnątrz portfela.
Druga kolumna naszej tabeli pokazuje liczbę składników portfela – zbliżoną w naszych przykładach do liczby akcji różnych spółek w portfelu. Bardzo ważna jest trzecia kolumna. Pokazuje roczne koszty zarządzania takim ETF-em. To jest kolejny powód, dla którego już na samym początku warto skoncentrować się właśnie na ETF-ach, a nie np. funduszach zarządzanych przez TFI. Roczne koszty są tutaj 5-, a nawet 10-krotnie niższe, niż w przypadku aktywnie zarządzanych funduszy.

Czwarta kolumna to ticker, czyli krótki skrót giełdowy, pod którym dany ETF jest notowany. Pełna nazwa funduszu jest długa i nieczytelna, więc każda giełda nadaje mu krótszy kod, najczęściej czteroliterowy – czyli taką giełdową „ksywkę”. Sęk w tym, że na każdej giełdzie ten ticker może być inny. Dlatego, aby mieć absolutną pewność, że wybieramy właściwy ETF, kluczowa jest kolumna piąta.
Zwróć uwagę na ISIN
Zawiera ona ISIN, czyli International Securities Identification Number. To 12-znakowy międzynarodowy kod, który jednoznacznie identyfikuje konkretny papier wartościowy na całym świecie. Możesz go potraktować jak numer PESEL danego ETF-u. Dlaczego to dla nas ważne? Bo ten sam ETF jest często notowany na kilku europejskich giełdach, pod różnymi tickerami, w różnych walutach (euro, dolarach, funtach). Ale ISIN ma zawsze ten sam. Jeśli znasz ISIN to masz pewność, że trafisz dokładnie na ten ETF, który masz na myśli. Zobaczmy to na przykładzie XTB.
Załóżmy, że chcę zainwestować 100 zł w jeden z ETF-ów z naszej tabeli. Wybierzmy dla przykładu SPDR, bo na przykład przykuło moją uwagę to, że ma on najwięcej spółek w portfelu. Kopiuję sobie jego ISIN, i wklejam w wyszukiwarkę w aplikacji webowej XTB. I co widzę?

Widzę nazwę, ticker, skrót DE (który oznacza, że ETF jest notowany na giełdzie niemieckiej), widzę takżę UCITS i Accumulating, a walutą notowania jest euro. O wyborze waluty powiem za chwilę, bo najpierw chciałbym Cię przestrzec przed pułapką, którą zastawił na nas broker.
Zobacz, na liście mamy dwie łudząco podobnie wyglądające pozycje. Pierwsza to ETF, a druga, w prawym górnym rogu po nazwie ma oznaczenie CFD.
⚠️ Uwaga: pod żadnym pozorem nie kupuj instrumentu oznaczonego jako CFD!
Dlaczego? Bo to nie jest żaden ETF, tylko tzw. Contract For Difference – instrument pochodny, tu z 5-krotną dźwignią finansową, który absolutnie nie nadaje się dla osób początkujących.

Nas interesuje zwykły ETF, dlatego klikamy plusik przy jego nazwie, żeby otworzyć okno zlecenia. Pojawi nam się następujące okno:

Na ekranie widzę nazwę instrumentu, który chcę kupić. W polu „Wartość rynkowa PLN Konto” wpisuję 100 zł, a w polu „Wolumen” automatycznie pojawia się 2,1554 jednostki ETF-u. Skąd dokładnie bierze się ta liczba? Na przycisku „Buy” możesz zobaczyć, że jedna jednostka ETF-u kosztuje w tym momencie 10,862 EUR. Do tego dochodzi kurs przewalutowania (4,2713 zł za euro), w którym uwzględniona jest już marża XTB w wysokości 0,5%. Po przeliczeniu ceny ETF-u z euro na złote wychodzi, że za moje 100 zł mogę kupić 2,1554 jednostki.
Jak działają prawa ułamkowe w XTB?
I tu warto zwrócić uwagę na mały, ale ważny szczegół pod polem „Wolumen”: „ETF: 2, Prawa Ułamkowe: 0,1554”.
Co to oznacza w praktyce? Po takiej transakcji będę mieć 2 pełne jednostki ETF-u, do których przysługuje mi pełne prawo własności, oraz dodatkowo prawo ułamkowe do 0,1554 jednostki. To drugie nie jest już samym ETF-em, tylko prawem powierniczym, którego formalnym właścicielem pozostaje XTB. I właśnie ten mechanizm sprawia, że nie muszę kupować wyłącznie pełnych jednostek ETF-u. Mogę zainwestować dokładnie taką kwotę, jaką chcę – nawet jeśli nie jest ona idealną wielokrotnością ceny jednej jednostki.
A co jeśli mamy do wyboru 2 wersje tego samego ETF-u?
Zobaczmy teraz inny przykład. Wpiszmy w wyszukiwarce ISIN ETF-u Vanguarda. Tym razem nie ma pułapki z CFD, ale pojawiają się dwie wersje tego samego ETF-u:
- Pierwsza notowana w dolarach na giełdzie w Londynie.
- Druga notowana w euro na giełdzie we Frankfurcie.
Który wybrać?


Z perspektywy wyniku inwestycyjnego, to bez znaczenia. To dokładnie ten sam fundusz, ten sam koszyk akcji, ten sam ISIN. Czy zainwestujemy w wersję w euro, czy w wersję w dolarach, po przeliczeniu na złotówki wynik za rok, dwa albo dziesięć będzie niemal identyczny. Koszty transakcyjne też będą praktycznie identyczne (bo tu i tu zapłacimy 0,5% za przewalutowanie), zakładając oczywiście, że inwestujemy złotówki.
Co jeszcze warto wziąć pod uwagę? Otóż swoją inwestycję w ETF-y możecie opakować w IKE lub IKZE, aby dodatkowo skorzystać z ulg podatkowych. Więcej na ten temat piszemy tutaj: Ranking IKE i IKZE 2025. IKE i IKZE z rachunkiem maklerskim, XTB vs Bossa vs mBank oraz Santander i BDM. POZNAJ ZWYCIĘZCĘ RANKINGU, a teraz przejdźmy już do obligacji.
Jak inwestować małe kwoty w praktyce – obligacje skarbowe indeksowane inflacją
Te instrumenty są znacznie prostsze od ETF-ów. Na stronie obligacjeskarbowe.pl znajdziesz dostępną obecnie edycję obligacji. Pisze ten artykuł w maju 2026 roku i na tę chwilę w sprzedaży są obligacje 10-letnie EDO0536.

Skrót EDO oznacza Emerytalne Dziesięcioletnie Obligacje, ale nie sugeruj się tą nazwą zbyt mocno. Wcale nie musisz w nich zamrażać środków na 10 lat, a tym bardziej nie muszą to być środki odkładane z myślą o emeryturze. Cyfry 0536 oznaczają natomiast, że ta obligacja zapada w maju 2036 roku – czyli dokładnie za 10 lat. Cena emisyjna jednej obligacji wynosi 100 zł, zatem za każdą stówkę możemy kupić dokładnie jedną obligację.
Ile taka obligacja da nam zarobić? Wszystkie informacje na ten temat znajdziesz w liście emisyjnym, który przed zakupem obligacji obowiązkowo przeczytaj.
Ta konkretna obligacja EDO0536 w pierwszym roku ma stałe oprocentowanie w wysokości 5,35% – czyli znacznie więcej niż przygniatająca większość lokat bankowych. Co stanie się w drugim roku? Po pierwsze: wszystkie wypracowane odsetki po roku zostaną dopisane do kapitału, czyli jeśli ktoś kupi jedną obligację za 100 zł, to za rok na jego rachunku wartość obligacji będzie wynosić dokładnie 105,35 zł i zaczniemy zarabiać odsetki od odsetek. Co będzie dalej? W drugim roku oprocentowanie zostanie ustalone w oparciu o wzór:
inflacja + 2 p.p.
Jeśli na przykład przyszła inflacja (której dziś oczywiście jeszcze nie znamy) wyniesie 3%, to obligacja w 2. roku będzie zarabiać 5%. Ale jeśli inflacja podskoczy do 5%, to oprocentowanie naszej obligacji podskoczy do 7%. Kapitał i zyski są gwarantowane przez Skarb Państwa, nie ma tutaj ryzyka rynkowego czyli wahań, a mamy zyski w wysokości 2 p.p. ponad inflację. Dlatego w mojej ocenie to świetny instrument do ustabilizowania portfela.
Obligacje są znacznie prostsze od ETF-ów, ale to nie znaczy, że można w nie inwestować w ciemno. Wymagają zrozumienia np. tego, jakim konkretnie wskaźnikiem inflacji będą indeksowane, jak na nasz wynik wpłynie opłata za ewentualny wcześniejszy wykup, jak wpłynie na to podatek Belki, itp. Tego wszystkiego dowiesz się z naszego przewodnika po obligacjach indeksowanych inflacją: Obligacje indeksowane inflacją – kalkulator W artykule znajdziesz też kalkulator porównujący między sobą różne typy obligacji w zależności od Waszych założeń i długości inwestycji.
Kiedy najlepiej zacząć inwestować?
Mamy więc omówione dwie klasy aktywów, które w mojej ocenie świetnie nadają się do praktycznej nauki inwestowania. Ale odpowiedzmy sobie na jeszcze jedno ważne pytanie. Skoro wspomniałem, że akcje są drogie, skoro być może mamy za sobą lata wzrostów, to może lepiej wstrzymać się z inwestycją? Cóż – wcześniej czy później spadki będą na pewno i tego nie unikniemy. Wiele osób czeka na nie od 2016 roku, bo już wtedy pojawiały się opinie, że na giełdzie jest drogo. Prawda jest niestety taka, że nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Nie wiemy kiedy spadki nastąpią, ile potrwają, co je wywoła ani kiedy się skończą.
Jaka jest alternatywa dla takiego wróżenia z fusów? To, o czym uczymy w Finansach Bardzo Osobistych od lat – spokojna strategia inwestycyjna realizowana w prosty sposób:
- Ustalenie, ile chcemy mieć w portfelu akcji, a ile obligacji.
- A potem konsekwentne, regularne, comiesięczne dokupowanie, bez względu na cenę.
Dodam od siebie jeszcze jedną obserwację: osoby, które są na etapie akumulacji kapitału powinny cieszyć się z każdego spadku na giełdzie, bo inwestując stałą kwotę nabędą większą liczbę jednostek ETF-u, co przełoży się w przyszłości na większe zyski.
Dlatego ja zacząłbym inwestować od razu, chociażby po to, aby znaleźć się wreszcie w tym „inwestycyjnym brodziku” i lepiej zrozumieć, jak to w praktyce wygląda. Oczywiście założyłem, że pytająca osoba nie ma długów konsumenckich i ma finansową poduchę bezpieczeństwa – bo bez tego inwestowanie w ogóle nie miałoby sensu.
O co jeszcze warto zadbać?
To oczywiście część praktyczna, ale nie zapominaj, że warto zadbać też o teorię, czyli regularne poszerzanie naszej wiedzy. Ja zrobiłbym to w ten sposób – po wpłaceniu pierwszych 200 zł poświęcałbym 5 minut dziennie na czytanie lub słuchanie 2 stron Finansowej Fortecy.
Dlaczego? Bo to pozwoli każdej początkującej osobie zrozumieć, jak dostosować wyjściowy portfel do własnych celów i sytuacji, jak przeprowadzić rebalancing, jak w różnych warunkach rynkowych zachowują się poszczególne klasy aktywów (czyli akcje, obligacje, złoto, nieruchomości, surowce). Przede wszystkim jednak ta lektura pomoże podejmować Ci świadome decyzje w oparciu o własny fundament wiedzy, a nie czyjąś opinię.
Tyle ode mnie – spędziłem sporo czasu, żeby jak najbardziej skonkretyzować tę wiedzę, dlatego mam nadzieję, że mi się to udało i ten artykuł będzie dla Ciebie pomocny. Że dzięki niemu w końcu przestaniesz czekać i odkładać inwestowanie na potem, a zamiast tego – zaczniesz działać, od pierwszych 200 zł. Daj mi koniecznie znać w komentarzu, co o tym sądzisz. A jeśli jesteś już „starym inwestycyjnym wyjadaczem”, podziel się swoją radą dla początkujących i podaj ten artykuł do kogoś, komu się przyda. Czekam na Twój komentarz 🙂
Marcin Iwuć
Założyciel FBO i finansista z międzynarodowym tytułem CFA (Chartered Financial Analyst). Po 11 latach w branży inwestycyjnej i bankowej rzucił etat, by zbudować firmę uczącą mądrego dbania o finanse. Autor bestsellera Finansowa Forteca (ponad 130 000 sprzedanych egzemplarzy). Pragnie dotrzeć z wiedzą finansową do 15 milionów osób.
Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię książka Marcina o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu – prosto i merytorycznie – tłumaczy w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.
PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?
Dołącz do ponad 63 050 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.
PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?
To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca. Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który:
✅ w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
✅ nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
✅ będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
✅ szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.
Proszę zapoznaj się z poniższą informacją.



