Jak pracować by zarobić więcej?

65

finanse osobiste jak pracowac

Zmiana pracy czy znalezienie dla siebie dodatkowego płatnego zajęcia to nie jedyne sposoby na zwiększenie własnych zarobków. Równie ważną sprawą jest ciągłe dbanie o to, aby nasza obecna praca zapewniała nam satysfakcjonujące wynagrodzenie. Już widzę, jak u części z Was po przeczytaniu takiego wstępu na twarzy pojawia się pobłażliwy uśmiech, a w głowie myśl: „Nie masz pojęcia o mojej firmie i moim szefie, u nas nie ma szans”. Mimo wszystko zachęcam Was bardzo do lektury i do trzeźwego zastanowienia się nad tym, czy faktycznie zrobiliście wszystko, by zwiększyć swoje szanse? Z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób spokojnie mogłoby zarabiać więcej, jednak tkwią w obecnej sytuacji trochę na własne życzenie.

Ale po kolei. Po ostatnim wpisie pt. „Jak zwiększyć swoje zarobki?” otrzymałem od Was sporo maili z pytaniami dotyczącymi Waszej pracy. Wskazywaliście, że tamten artykuł dotyczył głównie różnego rodzaju dodatkowych zajęć i tylko musnął tematu zwiększenia zarobków w obecnej pracy. Dlatego postanowiłem podzielić się z Wami moimi osobistymi przemyśleniami na ten temat.

Od razu zaznaczam, że w swoich poglądach jestem dość radykalny. Nie przyjmuję w ogóle do wiadomości, że czegoś nie da się zrobić. Uważam, że żyjemy w takich czasach, że sukces zależy od nas i to my mamy największy wpływ na naszą rzeczywistość. Za mało zarabiasz? Zrób wszystko, by zarabiać więcej (o tym dziś). Nie działa? Zmień pracę. W Twojej miejscowości nie ma pracy? Przeprowadź się tam, gdzie praca jest. W Twojej sytuacji to niemożliwe? To załóż własny biznes. Za trudne? To się naucz…itp. Tak już po prostu mam. Dlatego jeśli uważasz, że w Twojej sytuacji niczego nie da się poprawić, to raczej się z Tobą nie zgodzę. Czasami faktycznie rozwiązanie może być bardzo trudne (ciężka choroba, niepełnosprawność, itp.). Ale to są naprawdę wyjątkowe sytuacje.

Niektóre osoby twierdzą, że aby osiągnąć sukces trzeba mieć szczęście (rozumiane jako fuks, fart, czy szczęśliwy zbieg okoliczności). I pewnie dużo w tym racji, jednak szczęście można rozumieć na różne sposoby. Moja ulubiona definicja, w którą z całego serca wierzę, jest następująca:

Szczęście jest wtedy, gdy szansa spotyka dobrze przygotowanego człowieka.

Na to kiedy pojawi się szansa faktycznie nie mamy wpływu. Ale naszym obowiązkiem jest dobrze się do niej przygotować, bo w przeciwnym razie nie będziemy potrafili z niej skorzystać. A zatem, jak przygotować się do dobrego wykorzystania naszej szansy? Oto kilka przydatnych wskazówek.

  1. Miej właściwy punkt widzenia.

Mam ogromny szacunek dla ludzkiej pracy i zgadzam się z twierdzeniem, że każdy ma prawo do godnej pracy i płacy. Jednak to prawo nie oznacza, że jakikolwiek pracodawca ma obowiązek nas zatrudniać. To jedynie szansa, możliwość, że jeśli będziemy w czymś dobrzy i będzie popyt na nasze usługi, to istnieją ramy prawne, które pozwolą nam otrzymać wynagrodzenie.

Wyobraź sobie, że masz małe dzieci i zatrudniasz nianię do opieki nad nimi. Pewnego dnia dzieci idą do szkoły i nie potrzebujesz już dodatkowej pomocy. Co zrobisz? Podziękujesz opiekunce, dasz jej dobre referencje, ale nieuchronnie rozstaniesz się z nią. To jest naturalna kolej rzeczy i nie będziesz płacił przez kilka kolejnych lat za pomoc, która nie jest Ci potrzebna. Jeżeli jesteś zły na pracodawców, że dokonują zwolnień, postaw się w ich sytuacji i płać opiekunce, której nie potrzebujesz. Zgodzisz się chyba, że to bez sensu?

Choćbyśmy starali się bardzo ideologizować i ubierać dyskusję w okrągłe, wygładzone zdania, brutalna prawda jest taka, że z punktu widzenia firmy jesteś nie tylko wartościowym zasobem, ale również…kosztem. Jeżeli zarabiasz średnią krajową (obecnie 3977 zł brutto) to pracując na etacie kosztujesz swojego pracodawcę 57 622 zł rocznie. Jeżeli chcesz podwyżki, ten koszt zasadniczo wzrośnie. Czy ponoszenie kosztów jest racjonalne? Oczywiście! Ale tylko pod warunkiem, że przyniesie to wyższe zyski poprzez dodatkowe przychody lub inne oszczędności. Dlatego, jeśli myślisz o wysokich zarobkach, musisz robić wszystko, aby pracodawca mógł dzięki Twojej pracy generować jeszcze wyższe przychody lub ograniczać inne koszty. W przeciwnym razie racjonalnym zachowaniem z jego strony będzie minimalizowanie kosztu Twojego zatrudnienia. Na jego miejscu zrobiłbyś to samo.

Jeśli podejdziesz do relacji pracownik – pracodawca w taki sposób, to oszczędzisz sobie wielu rozczarowań. Od razu pozwala to zdusić w zarodku wszelkie przejawy roszczeniowej postawy typu „należy mi się”. Nic się nie należy – na wszystko musisz zapracować sam.

  1. W ostatecznym rozrachunku liczy się efekt.

Masz wiele lat doświadczenia, dwa fakultety, skończyłeś prestiżową uczelnię i mówisz biegle w trzech językach? Super! To na pewno będzie bardzo przydatne na etapie rekrutacji. Jednak po rozpoczęciu pracy liczy się tylko jedno: skuteczność w realizacji postawionych przed Tobą celów. Jeżeli jesteś wyznawcą powiedzenia, że „wiedza to potęga” to pozwól, że dodam do tego jeszcze jedno słowo: „stosowana wiedza to potęga”. W praktyce nikt nie płaci za wiedzę, doświadczenie, ukończone uczelnie i znajomość obcych języków. Dopiero gdy potrafisz to wszystko zastosować w taki sposób, że pomagasz Twojemu pracodawcy w realizacji jego celów, masz szansę na dobre pieniądze. Dlatego bardzo ważne są tutaj dwie sprawy:

  1. Zdobywanie takiej wiedzy, która ma zastosowanie biznesowe
  2. Zdobywanie umiejętności zwiększających Twoją skuteczność

Jeżeli zrobisz doktorat z historii tańca tureckiego albo pradawnych obrzędów afrykańskich plemion, nie będzie to atutem na rynku pracy. Super, że masz taką pasję, ale nie oczekuj za to góry pieniędzy. (Tu mały apel do wszystkich rodziców – popatrzcie pod tym kątem na studia, które wybierają Wasze dzieci.)

Poza wiedzą musisz też zdobyć podstawowe umiejętności, takie jak: zarządzanie czasem,  wyznaczanie priorytetów i efektywna komunikacja. To niesamowite jak wiele osób, które mają bardzo wartościową wiedzę i ogromny potencjał, zwyczajnie przepada w tłumie, bo nie potrafią się zorganizować i w jasny sposób komunikować z innymi.

  1. Rób więcej, niż od Ciebie oczekują.

Czymkolwiek zajmujesz się w pracy – rób to najlepiej jak tylko potrafisz. Nawet jeśli pracujesz na najniższym z możliwych stanowisk, staraj się to robić rewelacyjnie, gdyż jest to najpewniejsza droga do większych zarobków.

Pomyśl tylko: spędzisz w pracy przynajmniej 1/3 życia. Czy nie warto wykorzystać tego czasu w dobry i produktywny sposób? Przykro jest patrzeć na ludzi, którzy „olewają” swoją pracę, bo nie jest dla nich zbyt ambitna, albo stała się zbyt rutynowa. Paradoksalnie zachowując się w ten sposób skazują się na ciągłe wykonywanie właśnie takich zadań. Myślenie szefa jest bardzo proste: skoro nie jesteś w stanie świetnie wykonywać obecnych obowiązków, to nie dam Ci innych – szczególnie tych związanych z większą odpowiedzialnością (i większym wynagrodzeniem).

Gdybyś był własnym szefem, to komu dałbyś podwyżkę? Osobie, która pracuje „normalnie” czy takiej, która daje z siebie wszystko? Od 2005 roku kieruję różnymi zespołami i zapewniam Cię, że osoby przekraczające oczekiwania zawsze zarabiały lepiej i szybciej od innych zwiększały swoje dochody. Co więcej, jako szef robiłem wszystko, aby zapewnić im lepsze wynagrodzenie, bo mając takich ludzi w zespole miałem też pewność, że osiągnę cele stawiane przede mną. Chcesz zwiększyć szanse na podwyżkę? Rób więcej niż od Ciebie wymagają, pójdź o krok dalej, wylej nadprogramową kroplę potu – będziesz zadziwiony efektami.

  1. Najpierw priorytety.

Praktycznie w każdej pracy jest tak, że zadań i obowiązków jest więcej niż czasu na ich wykonanie. Możesz nawet odnieść wrażenie, że pracując 24 godziny na dobę i tak nie będziesz w stanie wyrobić się ze wszystkim. I masz zupełną rację. Nigdy nie będzie wystarczająco dużo czasu, aby zrobić wszystko, ale zawsze wystarczy czasu, aby zrobić rzecz najważniejszą. Większość różnego rodzaju pilnych spraw to z punktu widzenia firmy zwykły „szum”, bez znaczenia w dłuższym okresie. Jeśli naprawdę zależy Ci na dobrych efektach Twojej pracy, musisz wiedzieć co tak naprawdę jest ważne i co przyniesie najlepsze rezultaty. Zatrzymaj się na chwilę, zrób listę wszystkich swoich zadań i obowiązków oraz wybierz te, które naprawdę są ważne.  Musisz tylko pamiętać, że to nie mają być zadania ważne dla Ciebie, ale dla Twojej firmy i Twojego szefa. Ustal z nim priorytety i zrób wszystko, aby zrealizować najważniejsze cele, pracując nad nimi z pełną koncentracją. Pozostałymi się nie przejmuj – nawet jeśli ich nie zrobisz, to przecież i tak były mniej ważne.

Zaplanuj sobie w każdym tygodniu czas, aby dokładnie przemyśleć czy pracujesz nad właściwymi rzeczami. Praca bez zastanowienia jest jak bieganie z pustą taczką albo wspinanie się na drabinę opartą o niewłaściwą ścianę. Jeżeli będziesz działać „bezmyślnie” – na bieżąco zajmując się tym, co akurat do Ciebie „wpadnie”, będziesz pracować więcej, ciężej, dłużej, a efekty i tak będą marne. Dlatego: najpierw priorytety. Pracuj mądrzej, zamiast dłużej i ciężej Tak właśnie rozumiem amerykańskie powiedzenie: „working smart, not hard”.

  1. Nie obgaduj i nie plotkuj.

Obgadywanie innych pracowników, wścibianie nosa w ich sprawy, krytykowanie i psucie komuś opinii to chyba najbardziej ohydny sposób działania. Nie wiem, skąd biorą się tacy ludzie i skąd w nich tyle zawiści, ale niestety dość często można się na nich natknąć. Takie zachowanie jest całkowicie idiotyczne. Sprawia, że traci się czas i energię, oraz psuje atmosferę w całym zespole. Nawet jeżeli pod wieloma względami taka osoba może być niezłym pracownikiem, to siejąc ferment zagraża skuteczności innych osób. Jest niczym zgniłe jabłko w koszu owoców od którego mogą popsuć się inne – dlatego wcześniej czy później wyleci z pracy. Dodatkowo działa tu jeszcze jeden mechanizm, o którym czytałem w pewnym psychologicznym artykule: wszystkie cechy i epitety, które taki plotkarz przypisuje swoim „ofiarom”,  nasze mózgi podświadomie przypisują jemu. Dlatego trzymaj się prostej zasady: mów o kimś dobrze, albo nie mów wcale. Czym innym jest rzetelna ocena czy informacja zwrotna udzielona w cztery oczy, a czym innym ohydne obgadywanie za czyimiś plecami. Nigdy nie pozwalaj sobie na takie rzeczy. Tak robią tylko frustraci i frajerzy.

A co zrobić, gdy ktoś Tobie „obrabia tyłek”? Cóż, powiedz mu w cztery oczy co o tym myślisz, a jeśli to nie pomoże, zignoruj to. Pracuj dobrze i rób swoje, kreuj wartość i nie przejmuj się –  „psy szczekają, karawana idzie dalej”.

  1. Nie marudź.

W każdej, nawet najbardziej pasjonującej pracy, jest jakaś część obowiązków, które są nudne i za którymi nie przepadamy. Od czasu do czasu trafi się dodatkowo trudniejszy okres, który wymaga wzmożonego wysiłku, albo przyjdzie Ci się zmierzyć z górą bezsensownej biurokracji. Nie raz spotka Cię również niesprawiedliwość – ktoś zgarnie laury za Twoje zasługi, ktoś inny wymiga się od pracy, która wpadnie do Ciebie,  szef Cię ochrzani bez powodu, itp. Tak już jest. Jednak bez względu na to, jak kiepsko będziesz się w danym dniu czuć, nie wolno Ci robić jednego: nie wolno marudzić.

Nikt nie chce słyszeć, że życie jest niesprawiedliwe, że ciężko pracujesz, ile to bierzesz nadgodzin, jak bardzo jesteś zmęczony, zapracowany i sfrustrowany. Takie gadanie w niczym Ci nie pomoże. Narzekanie jest całkowicie bezproduktywne i niczego nie poprawi – jest po prostu bez sensu. Marnujesz tylko czas, przyciągasz inne „marudne” osoby i sam siebie zniechęcasz do działania. W dodatku będziesz postrzegany jako bezczynna, małostkowa osoba, więc możesz zapomnieć o lepszych warunkach finansowych. Nie tędy droga.

Bez względu na to, jak trudne czy nudne jest zadanie, które masz zrobić, zagryź zęby i po prostu je zrób. Bez gadania, bez marudzenia, bez wymyślania wymówek. Będziesz miał więcej energii, lepszy nastrój i zdecydowanie lepszą opinię w firmie.

  1. Bądź bardzo dobry w tym, co robisz.

Odpowiedz sobie szczerze: kiedy ostatni raz przeczytałeś dobrą książkę powiększającą wiedzę na temat, którym zajmujesz się zawodowo? Ile razy w ubiegłym roku byłeś na dobrym szkoleniu? Czy jesteś w grupie ludzi najlepszych w Twojej branży? Jak myślisz, dlaczego jeden księgowy zarabia 2000 zł, a inny 20 000 zł? Dlaczego jeden informatyk zarabia średnią krajową, a inny siedem średnich krajowych? Jeżeli chcesz zarabiać więcej, to musisz naprawdę być dobry w tym, co robisz. Gdy będziesz przeciętny, nie masz co liczyć na ponadprzeciętne zarobki. Musisz nieustannie się rozwijać. Gdy stoisz w miejscu, to cofasz się. Wszystko, czego nauczyłeś się w szkole, to prehistoria. Świat się zmienia, a wraz z nim wymagania stawiane przed nami.

Truizm? Wcale nie. Wiem, że wszyscy słyszeli o tym, że trzeba ciągle się uczyć i nieustannie rozwijać, ale w praktyce bardzo niewiele osób to robi. I właśnie ta nieliczna garstka zarabia największe pieniądze. Przypadek?

Bardzo lubię cytat z pierwszej części filmu Matrix: „Znać właściwą drogę, a iść właściwą drogą, to dwie różne rzeczy” (There is a difference between knowing the path and walking the path). Wiem, że słyszałeś o potrzebie ciągłej nauki, ale co tak naprawdę zrobiłeś w tym kierunku? 

Podsumowanie

Miało być kilka wskazówek, a wyszedł całkiem obszerny wpis. Mam ogromną nadzieję, że pomoże Ci on zastanowić się nad sposobem, w jaki na co dzień pracujesz. To nie jest oczywiście żadna magiczna formuła. Jak wszystko, o czym piszę na tym blogu, są to zasady oparte na zdrowym rozsądku i wymagają wysiłku. Czy dadzą Ci one gwarancję wyższych zarobków? Nie. Czy po ich wdrożeniu natychmiast dostaniesz podwyżkę? Też nie. Ale dzięki nim z każdym dniem będziesz pracować coraz lepiej i wcześniej niż myślisz zaczniesz zarabiać większe pieniądze.

Wyobraź sobie następującą sytuację: jesteś szefem i przychodzi do Ciebie pracownik prosząc o rozmowę na temat wynagrodzenia. Znasz go dobrze i wiesz, że:

– doskonale rozumie, że musi generować dla firmy większą wartość niż wynoszą koszty jego zatrudnienia,
– jest skuteczny, osiąga dobre wyniki i pracuje z zaangażowaniem,
– świetnie wykonuje swoje obowiązki, a nawet robi więcej niż od niego oczekujesz,
– koncentruje się na priorytetach,
– nigdy nie marudzi i nie traci czasu na głupie ploty,
– do tego wszystkiego ciągle się rozwija i jest naprawdę dobry w tym, co robi.

Dałbyś mu podwyżkę? Zrobiłbyś bardzo dużo aby zatrzymać go u siebie i żeby był zadowolony z własnych zarobków. Jeżeli zatem szukasz sposobu na podniesienie własnego wynagrodzenia, wprowadź powyższe zasady w życie. Efekty będą następujące:

– zyskasz bardzo mocne argumenty w rozmowie na temat podwyżki,
– będziesz miał większą satysfakcję z wykonywanej pracy,
– będziesz znacznie lepszy w tym co robisz i będzie Ci to przychodziło z dużą łatwością,
– będziesz miał bardzo dobrą opinię, więc znalezienie innej pracy będzie czystą formalnością.

Tak ja to widzę i takich cech szukam w osobach, które pracują ze mną. A jakie jest Twoje zdanie na ten temat? Może znasz inne zasady, które skutecznie pomagają w zwiększeniu wynagrodzenia? Twój komentarz bardzo przyda się osobom szukającym sposobów na poprawę sytuacji materialnej, więc nie wahaj się i napisz coś koniecznie! 😉

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze65 komentarzy

  1. Jak dla mnie to prosta odpowiedź. Żeby więcej zarabiać trzeba się więcej nauczyć. Obecnie najlepszym rozwiązaniem jest blogowanie i nie jest to wcale takie trudne, ale samo blogowanie nie wystarcza, bo najważniejsze jest budowanie listy mailingowej. To właśnie lista jest największym aktywem i można dzięki wysłaniu jednego emaila zarobić mnóstwo pieniędzy od kilkuset złotych po kilka milionów złotych.

    Pozdrawiam

  2. Witaj Marcinie!

    Bardzo dobry i myślę, że przydatny dla wielu osób wpis. Zdecydowanie popieram Twoje argumenty, a do punktu nr 5 dodałbym jeszcze „nie oglądaj się na innych”.

    Z mojego doświadczenia wynika, że wielu pracowników ma tendencję do narzekania, że np. „bo Kowalski dostał nagrodę/premię miesięczną, a ja nie dostałem, a on nic nie robi”. Co więcej niektórzy są na tyle bezczelni, żeby iść z tą pretensją do szefa i domagać się argumentacji takiej decyzji z jego strony!!!

    Moja rada dla takich delikwentów to zastanowić się czy faktycznie „Kowalski” jest taki zły i biję go na głowę swoimi osiągnięciami w poprzednim miesiącu, a szef najzwyczajniej w świecie faworyzuje swojego pupilka (podejrzewam, że takie sytuacje również się zdarzają), czy jednak problem tkwi we mnie samym.

    Proponuję pozbyć się roszczeniowej postawy i szczerze przemyśleć czy pracowałem maksymalnie wydajnie i zrobiłem wszystko czego ode mnie oczekiwano, czy dałem z siebie jeszcze więcej.

    Według mnie zdrowym podejściem jest zrozumienie faktu, iż za swoją pracę otrzymujemy co miesiąc pensję, a nagrody/premie to kwestia wykonywania zadań ponadnormatywnych, wykraczających poza ustalony zakres obowiązków.

    Pozdrawiam!

  3. W samo sedno 🙂 Takiego podejścia uczę na gościnnych wykładach na uczelniach – i czasem oczywiste oczywistości potrafią być dla słuchaczy zaskakujące.

    Ale – nawiązując do tematu – jest jeszcze jedna częsta wymówka:

    „Aby osiągnąć sukces trzeba mieć kontakty” 🙂

    Kilka tygodni temu usłyszałem taki właśnie zarzut…

    Odpowiedź jest bardzo prosta. Kontakty trzeba sobie wypracować. Nic samo się nie stanie. Gdy zaczynałem pierwszy biznes (na studiach, w 1998 roku) nie miałem żadnych kontaktów. Od wielu lat buduję i zarządzam własną siecią kontaktów biznesowych. I – zgodzę się, że „kontakty wiele ułatwiają” – to prawda. Nie zliczę ile razy otworzyły mi ‚drzwi’, ile razy pomogły szybciej coś zorganizować czy też pomogły przy promocji biznesu. Ale – to efekt wielu lat pracy także nad tą częścią życia. Kosztów (a jakże). Ale – i to potwierdzi większość przedsiębiorców – na kontakty także trzeba zapracować.

    Gratuluję poruszonego tematu – narzekanie to taki narodowy sport. A po latach, jeżeli nie zmieniając nic w swoim zachowaniu nic się nie zmieni (co w sumie jest oczywiste) zawsze można ponarzekać: na Rząd, na politykę, na cokolwiek. Ale to nie wróci zmarnowanego czasu. Trzeba tylko chcieć, próbować i nie zrażać się niepowodzeniami. Na błędach można się dużo nauczyć!

    • Hej Remigiusz,

      Bardzo celne spostrzeżenie. Zamiast narzekać, że kontakty i znajomości pomagają zdobyć pracę czy osiągnąć sukces, trzeba po prostu to zaakceptować i systematycznie budować własną sieć znajomych. Faktycznie, wymaga to wysiłku, jak każda wartościowa rzecz w naszym życiu. Serdecznie pozdrawiam.

  4. roszczeniowy stosunek do życia zazwyczaj zarzucało się osobom z czasów zastanego PRLu, że nie potrafią się odnaleźć w nowej rzeczywistości, że nauczeni zasady „czy się stoi, czy się leży…” itd. logicznie myśląc – młode pokolenie powinno być zupełnie tego pozbawione, nauczone kapitalizmu, dbania o własne interesy, a nie jest.
    Z czego to wynika? nie wiem! ale młodzi ludzie, świeżo po studiach, nie mając żadnego doświadczenia, żadnej nawet pracy dodatkowej w czasie szkoły średniej, czy studiów podają oczekiwane kwoty tak wysokie, że niejeden wieloletni pracownik łapie się za głowę, na pytanie – czego pracodawca może oczekiwać, skoro tak wysoko się ceni, odpowiedź brzmi „5 lat studiowałem, mam mgr to przecież nie mogę zarabiać mniej”
    i tutaj odnoszę się do pktu 2 – tak, racja, pracownik musi być trybikiem w machinie, która się kręci, również dzięki jego ciężkiej pracy, a nie roszczeniowym laikiem, który macha dyplomem, a jak dostaje konkretne zadanie, odpowiada „ale mnie tego nie uczyli na studiach”;
    ręce opadają

    • Cześć Aś,
      To prawda, że oczekiwania młodych ludzi są często bardzo wygórowane. A przecież sensowniejszym rozwiązaniem jest rozpoczęcie pracy nawet za bardzo małe pieniądze i pokazanie na ile tak naprawdę nas stać. To dużo skuteczniejsze od wygórowanych żądań na wstępie.

      • Poznanianka

        Witam. Oczekiwania młodych ludzi są wygórowane?!
        Mam 35 lat. Od ok. 10 pracuję zawodowo (wcześniej dorabiałam). Ok. 5-8 lat temu moje zarobki kształtowały się w przedziale 2200-2800 netto. W międzyczasie zdobyłam nowy zawód, poszłam do kolejnej szkoły, nauczyłam się nowych programów. Obecnie kiedy na rozmowie kwalifikacyjnej mówię, że chciałabym zarabiać 1800zł na rękę, na umowie o pracę lub zlecenie – jestem wyśmiewana i wyzywana przez pracodawców, którzy oczekują, że kandydat bez względu na doświadczenie zawodowe będzie chciał zarabiać 1200zł netto.
        Każdy z nas marzy o godnym życiu. Młodsze pokolenie ma, jak myślę, mniej cierpliwości. To, że są młodzi, po studiach, to nie znaczy, że każdy z nich nie ma doświadczenia zawodowego czy nie zna języków. Wielu ma konkretne umiejętności i doświadczenie, większe niż ja miałam w ich wieku – i powinno to zostać docenione.
        Dodam, że ja w żadnej pracy nie miałam szans awansu ani podwyżki. Nigdy nie zostało docenione to, że dokształcam się na własną rękę, że wszelkie kursy i szkolenia związane z wykonywanym zawodem opłacam sama, kosztem lepszego życia, hobby itd.
        Nie piszę tego, by narzekać. Nie poddam się nigdy. Obecnie zmieniam sposób szukania pracy i już nigdy nie zgodzę się na nic poniżej moich oczekiwań. Szukam pracodawcy, który nie będzie sobie oczekiwał, abym zapragnęła zarabiać 1200 w jednym z największych miast Polski, a takiego, co powie: „dobrze, dam Ci tyle, ale naucz się tego i tego”. I wtedy ja się nauczę.
        Wszystkim młodszym zaś chciałabym powiedzieć: NIGDY nie rezygnujcie ze swoich marzeń!!!

  5. Marcin, bardzo przydatny artykul, dziekuje!
    Mysle, ze jest duza roznica w rodzaju pracodawcy: prywatny czy publiczny. Jako pracownik instytucji publicznej w Belgii osmielam sie powiedziec, ze szanse na awans tutaj sa nikle. Przewaznie zostaje opcja ‚jak ci sie nie podoba, to zmien prace’. Na szczescie jest wiele mozliwosci szkolenia sie, godziny sa doskonale i jest duza swoboda dzialania :). Pozdrawiam wszystkich czytelnikow.

    • Hej Down Is Up,
      Zgadzam się – sektor publiczny ma swoja specyfikę. Ale nawet tam trzymając się powyższych zasad zwiększamy swoje szanse na korzystny obrót spraw. Serdecznie pozdrawiam.

    • Potwierdzam również z punktu widzenia pracownika jednostki samożądowej w Polsce. Oczywiście i tu są szanse, ale zdecydowanie mniejsze i trudniejsze do osiągnięcia niż w sektorze prywatnym, głównie z tego względu, że w kwestiach zarobkowych praktycznie nic nie zależy od naszego bezpośredniego przełożonego. Ale i tak warto się starać, często o podwyżce nie ma co marzyć, ale można pokusić się o ciekawsze/lepiej płatne stanowisko.

  6. Nic dodac nic ujac!
    Problem jednak polega na tym ze w polsce potrzeba dwoch pokolen zeby to do ludzi dotarlo.

  7. Hej. Dziekuje za post. Bardzo interesujacy.
    Nawiazujac do tematu i wynagrodzenia.
    Mam pewien dylemat.
    Zarzadzam praca dwoch osob. Ostatnio przez przypadek otrzymalem place wszystkich osob w firmie. Zdziwilem sie ze jedna z tych osob (10 lat w firmie) ma tylko 10% nizsze wynagrodzenie, gdzie w innych dzialach ta dysproporcja miedzy pracownikiem a podwladnym jest w granicach 30-40%.
    Doradzccie proszebjak moge ze swoim przlozonym porozmawiac o tym nie informujac go ze znam zarobki innych osob..
    Moj zakres obowiazkow i odpowiedzialnosci jest duzo duzo wiekszy od tej osoby i zle sie z tym czuje wiedzac ze dysproporcje sa tak male…

    • Dodam jeszcze ze podczas rozmowy rocznej (ocena bardzo dobra) dowiedzialem sie wbtym roku podwyzek nie ma, moze od stycznia. Chcialbym jakos przygotowac sie do rozmowy. Podczas oceny dostalem feedback ze jestem kluczowym pracownikiem i beze mnie bylo by trudniejnspiac rozne tematy…

    • Witaj PPP,

      Ciekawe, czy bez tego porównania z innymi byłbyś również niezadowolony z wynagrodzenia 😉

      Proponowałbym, żebyś porozmawiał ze swoim szefem i zapytał po prostu, co możesz zrobić, aby zarabiać więcej. Jak powie, że teraz nie ma szans, poproś o określenie czasu od kiedy byłoby to możliwe i co Ty musisz zrobić aby to się ziściło.
      Potem po prostu dowieź do mety wynik, na który się umówiliście i w umówionym terminie wróć do rozmowy.

      Jeśli zrobisz wszystko, na co się umówicie, a podwyżki i tak nie będzie, trzeba się rozejrzeć za nowym zajęciem.

      Pod żadnym pozorem nie odnoś się jednak do dysproporcji w zarobkach. Dla pracodawcy to żaden argument, a wkurzy się tylko, że takie informacje krążą po firmie. Zastanów się jak Ty zareagowałbyś na taki argument.

      • Dzieki. Bede dzialac.
        Co do wynagrodzenia bez porownania z innymi to zadowolony jestem przeciez sie na to zgodzilem ale mam maly żal ze moje doswiadczenie, zakres obowiazkow, dyspozycyjnosc i zaangazowanie nie sa w pelni wycenione..

        • Co rozumiesz przez stwierdzenie ze mię są w pełni wycenione ?
          Jak się zatrudniales to negocjowales warunki i się na nie zgodziles ?
          Może na poczatku za słabo się ‚targowales’ a inni robili to lepiej ?
          W mojej firmie na moim stanowisku zarobki maja bardzo duże widełki – na pytanie do mojej szefowej czemu różnice w zarobkach są tak duże padła jej strony odpowiedz – każdy dostał tyle ile chciał jeśli mieścił się w widelkach 🙂 – sytuacja z podwyzkami wygląda juz inaczej tzn korporacja, plany, punktacja, akceptacja dyrektora itd

  8. Cześć Marcin…
    Artykuł oczywiście rewelacyjny, jasny i konkretny przekaz, super pigułka. Trzeba jednak być ostrożnym w naszym zaangażowaniu się w obowiązki zawodowe. Wielu znajomych, ale też osoby z mojego miejsca pracy spełnia wszystkie wymienione warunki i faktycznie zarabiają więcej niż inni na tych samych stanowiskach ale…
    Płacą za to wysoką cenę: brak czasu dla bliskich, dla partnerów i dzieci; zaniedbane ważne sprawy prywatne; a nawet i to zaskakująco często te osoby potrzebują pomocy lekarza psychiatry, bo ludzie nie radzą sobie z pogodzeniem ilości obowiązków zawodowych i prywatnych zawsze coś jest zaniedbane (w tych przypadkach sfera prywatna)zwłaszcza gdy przynoszą pracę do domu. O skutkach wyczerpania psychicznego i fizycznego pewnie wszyscy wszystko wiedza, o braku odpoczynku i relaksu pewnie też więc nie będę się rozpisywała. Trzeba tylko przekalkulować czy skórka warta wyprawki…
    Ale coś za coś tylko musimy być tego świadomi.

    • Kasia mam takie same spostrzeżenia (chyba nie mamy tych samych znajomych 🙂 ,Ja osobiście wole mniej pracować i mniej zarobić niż stracić kontakt z rzeczywistoscią i przestać cieszyć się życiem ono tak szybko mknie trza korzystać,znam wielu zapracowanych ludzi i wcale im nie zazdroszcze ze zarabiają bardzo dobrze -należy im się jednak nie widze u nich radości z życia i to jest spowodowane chyba brakiem wystarczającej ilosci wolnego czasu na inne sprawy czasami ważniejsze niz praca.Trzeba rownomiernie podzielić swój czas.

      • Cześć Egon :))
        Jeśli mieszkasz w Lubinie, to być może mamy wspólnych znajomych 🙂
        Ale właściwie chodzi o zwrócenie uwagi na problem. Często osoby o których pisałam „trzeźwieją” około czterdziestki. Jest to też czas, kiedy ludzie rozliczają się sami przed sobą ze swojego życia. Jeśli bilans jest ujemny, czyli gdy odnotowaliśmy więcej strat niż zysków nasze zdrowie psychiczne często potrzebuje pomocy specjalisty. Stracony czas jest jedną z tych rzeczy, których nie możemy kupić za ciężko zarobione pieniądze a na pocieszenie zostaje nam zapełnione konto w banku i ewentualnie pies. Poczucie straty jest bardzo trudne w terapii psychologicznej ale niestety mam coraz więcej osób, które tego potrzebują.
        Pozdrawiam i gratuluję zdrowego i zrównoważonego podejścia do życia i pracy…

    • Hej Kasiu,

      Bardzo ważna uwaga – zgadzam się z Tobą. Właśnie dlatego piszę, że nie chodzi o to aby się „zajeżdżać”. Im bardziej będziemy potrafili skoncentrować się na tym, co naprawdę w pracy ważne, tym łatwiej będzie nam zachować równowagę.

      I jeszcze jedna sprawa. Jeżeli jesteśmy nadmiernie zadłużeni i grozi nam popadnięcie w spiralę długów – wtedy nie mamy luksusu, aby utrzymywać „równowagę” albo aby cieszyć „się życiem”. Zrezygnowaliśmy na własne życzenie z tego przywileju konsumując na kredyt i teraz priorytetem jest zadbanie o finansowe bezpieczeństwo rodziny. W takiej sytuacji oznacza to pracę choćby 16 godzin na dobę, dopóki znów nie staniemy na nogach.

      • I właśnie dlatego tak lubię to co robisz…
        Fachowo pomagasz i motywujesz do wyjścia z długów, żeby móc cieszyć się tym co najważniejsze…
        Tylko w tym jednym przypadku, gdy jesteśmy mocno zadłużeni powinniśmy dopuszczać nadmierną ilość pracy i starać się zrobić wszystko, żeby nie trwało to dłużej niż jest taka konieczność.

  9. Naprawdę, popisowy wpis 😉 Bardzo dobitny… Już kiedyś pisałam, że masz duży talent do motywowania ludzi. Może tylko dodam, że trzeba mieć mocny charakter, żeby robić więcej niż otoczenie – to niestety nie jest dobrze widziane ze strony współpracowników (albo towarzyszy boju, studentów, itd)!
    Poza tym ta uwaga o powstrzymaniu się od obgadywania i marudzenia jest BARDZO TRAFNA. Kiedyś na praktykach doceniono o dziwo właśnie to, że nie plotłam głupot ;p Nic, że wypruwałam sobie żyły – fakt trzymania języka za zębami był bardziej niesamowity dla pracodawcy i współpracowników ;p To się naprawdę odbija na atmosferze i postrzeganiu pracownika!

    • Cześć Marta, bardzo dziękuję. Jeżeli „otoczenie” wkurza się na nas, że robimy więcej od nich, to dobry znak, że idziemy w dobrym kierunku. 🙂

  10. Hej Kasia
    Jestem z okolic Wrocławia wiec do Lubina rzut beretem :-)nawet ktoś mnie łaczy z kghm wysoko, ale nie oto chodzi jedyną rzeczą która kupiłem na kredyt był telewizor 2o lat temu…mam 39 lat wiec chyba pasuje do twojego opisu mam szczecie że nie musze sie zaharowywac po x godzin dziennie ,rodzina na 1 miejscu ,miałem w miare szcześliwe dzieciństwo rodzice poświecali nam sporo czasu za co jestem im wdzieczny na maxa (za komuny było więcej czasu)więc chce się na tym wzorować, ale mam kolege z branzy górniczej który na 100% potrzebuje wizyty u psychologa pasuje do Twoich opisów pacjentów niestety, więc mógłbym go do Ciebie skierować na terapie…

  11. Lubie czytać tego bloga, uważam, że jest sens w tym co Pan pisze. Jeśli chodzi o dzisiejszy wpis, to uważam, że mocno on się odnosi do osób pracujących w firmach nastawionych na zysk finansowy. Ja pracuję w jednej z największych instytucji kultury w Polsce, która ciągle odnosi sukcesy (nieskromnie mówiąc, również za moją przyczyną). Ciągle jesteśmy wychwalani przez media, a politycy chwalą się naszą instytucją przed zagranicznymi delegacjami. Jednak podwyżka u nas to jakaś fikcja. Zarabiam poniżej średniej krajowej i wiem, że pracując w publicznej instytucji marne mam szanse na zwiększenie swoich zarobków. Uwielbiam swoją pracę, wkładam serce w to, co robię i cieszę się jak dziecko z efektów, ale co z tego? Więcej kasy nie dostane. Oczywiście rozmawiałem z przełożonym o podwyżce. Są progi, które są nieprzekraczalne i tyle. Co Pan radzi takim jak ja? Zmiana branży, kolejne dodatkowe prace, zbieranie surowców wtórnych?

    Pozdrawiam,
    KAn

    • Hej KAn, dziękuję za komentarz. Serdecznie gratuluję Ci osiągnięć i tego, że dzięki Twojej pracy odnosicie sukcesy.

      Lubisz to, co robisz i jesteś w tym dobry. Wasza instytucja jest wychwalana przez media – a zatem znana. Przygotuj ofertę swoich usług dla komercyjnych agencji eventowych, korporacji, itp. (w zależności od tego, czym się zajmujesz) i na zasadzie zleceń na własny rachunek postaraj się o dodatkowy dochód.

      Gdybyś napisał czym się dokładniej zajmujesz, moglibyśmy temat trochę wspólnie rozwinąć. Na pewno gdzieś na rynku są ludzie, którzy chętnie zapłacą za Twoje umiejętności. Przygotuj materiały na swój temat i zacznij rozsyłać oferty.

      Myślałeś o czymś takim?

  12. Podobnie jak KAn pracuję w sferze budżetowej. Może podwyżki nie są fikcją, ale wysokość zarobków nie powala… Myślę, że u nas podstawową zasadą jest rób więcej niż od Ciebie oczekują – w ten sposób nie tylko wyróżnisz się na tle wszystkich, którzy robią tylko tyle ile trzeba, ale też nawiążesz kontakty, które w przyszłości mogą zaprocentować 🙂

  13. A ja bym dodała jeszcze „niezaraportowany sukces nie istnieje” – Twoje słowa Marcin. Bądźmy dumni z tego co robimy i wierzmy w to 🙂 Mi od zawsze słowa chwalić kojarzą się źle, jak to się mówiło? Nie bądź takim chwalipiętą! A to odbija się tym, że wiara w możliwości, wiedzę wydaje się mniejsza niż jest rzeczywiście. A potem (mówię o sobie) sukcesy, które osiągam wydają mi się marne i ich nie ogłaszam. Pozdrawiam!

  14. Witam,
    Trafiłem wczoraj na twój blog, jestem pod wrażeniem.
    Dodam może zdanie z perspektywy osoby niepełnosprawnej.
    Całe życie starałem się aby moje życie wyglądało w miarę normalnie.
    Ja staram się traktować ludzi normalnie i tego oczekiwałbym od innych, także od pracodawców.
    I moje doświadczenie jest takie że duża część pracodawców traktuję zatrudnianie niepełnosprawnych nie jako pracowników, tylko jako narzędzie do zdobycia pieniędzy z PFRONU.

    Dlatego wolę pracować w firmach mniejszych, kameralnych.
    W tedy jest szansa że zobaczą w tobie wartościowego pracownika.

    • Witaj Sebastian,
      Dziękuję za komentarz. Właściwe traktowanie osób niepełnosprawnych wymaga ogromnej dojrzałości. Mam nadzieję, że będzie tylko lepiej 🙂

  15. Ciekawy wpis!
    Warto też dodać, że pieniądze nie powinny być jedyną motywacją do pracy, bo na dłuższą metę nie będziemy pracowali, ani dobrze i efektywnie, ani nie będziemy finalnie zadowoleni z efektów.
    Jeśli chcemy pracować świetnie, by zarabiać więcej, musimy najpierw ustalić sobie cel tej pracy, i zrobić wszystko, aby praca sprawiała nam radość (chociażby widząc jak codziennie zbliżamy się do realizacji naszego celu).

    M.

  16. Dodałbym jeszcze jeden punkt. Informuj swoich przełożonych o osobistych celach związanych z pracą. W ten sposób budujesz sobie potencjalne „okazje”. W sytuacji kiedy w firmie będzie do wykonanie zadanie wpasowujące się w Twoje cele jest szansa, że ktoś przypomni sobie o Tobie zanim jeszcze wieści rozejdą się wśród współpracowników i powierzy je właśnie tobie lub chociaż pozwoli przyjrzeć się jak wykonują je inni. To rodzi szansę na awans i/lub podwyżkę.

  17. Cześć,
    Wiele z Twoich porad przydadzą się w pracy, ale nie ma tu nic czego bym nie stosowała. Zastanawiam się nawet, z jakimi pracodawcami miałeś do czynienia. To nie jest tak, że jak dasz z siebie wszystko, będziesz gorliwie wykonywał swoje obowiązki, spełniał wszystkie wymagania szefa, to będziesz dobrze zarabiać. Pracodawcy bardzo często traktują taką harówkę jak coś normalnego, wynagrodzenia są słabe, albo przeciętne. Owszem, osoby na wysokich stanowiskach często zarabiają bardzo dobrze, ale nieraz kosztem życia prywatnego albo zdrowia psychicznego. Nie wszyscy tez mogą być szefami. Uważam, że wszystko zależy od branży lub od firmy, w której się pracuje. Widać w finansach jest inaczej.

  18. Drogi Marcinie,

    gratuluję kolejnego udanego wpisu! Zgadzam się ze wszystkimi punktami, które w nim przedstawiłeś i przyznaję że z powodzeniem stosowałem je jeszcze zanim powstał Twój blog. Założę się że mają one źródło w książkach i blogach o motywacji, którymi się posiłkowałem.

    Jest jednak pewne Ale. W kilku komentarzach padło stwierdzenie, że wszystko zależy od branży i rodzaju firmy w której się pracuje. Moim zdaniem przytoczone punkty najbardziej pasują do działów sprzedaży, albo takich w których generowany jest przychód firmy. Mają one znacznie mniejsze zastosowanie w przypadku działów które zajmują się wyłącznie generowaniem kosztów. W takim przypadku jedyna wartość jaką generuje pracownik to faktycznie skuteczne załatwianie niekończącej się fali spadających na niego spraw, a nie generowanie przychodu.

    Tak czy inaczej pracując w firmie pracujesz jako trybik w machinie albo komórka w Excelu. Możesz liczyć na premie i podwyżki za Twoją pracę, ale moje odczucie jest takie, że są one przyznawane bardziej za to jaki masz stosunek do innych (czy ktoś cię lubi i jak się czuje w Twoim towarzystwie) a mniej za efekty jakie przynosisz firmie oraz wiedzę jaką posiadasz.

  19. Witaj Marcinie,

    Czytałam Twój tekst i buzia mi się sama uśmiechała, przy każdym punkcie mówiłam sama do siebie „no właśnie!”. Zgadzam się w zupełności z tym co piszesz – trzeba być bardzo dobrym, żeby bardzo dobrze zarabiać, a nie przeciętnym, trzeba dawać z siebie dużo i umieć pracować i wykorzystywać swoje atuty w pracy. Ale idąc po podwyżkę trzeba też umieć rozmawiać o pieniądzach, a to jest ciągle dla nas problemem. Zarobki są tematem tabu, nie rozmawiamy o nich z bliskimi i przyjaciółmi, więc potem nie umiemy rozmawiać też z pracodawcą i idąc po podwyżkę czujemy się winni (ja przynajmniej tak miałam zawsze), jakbyśmy o coś żebrali. A tymczasem to powinny być negocjacje z pracodawcą, a nie pójście po prośbie. Pozdrawiam!

  20. „Nie przyjmuję w ogóle do wiadomości, że czegoś nie da się zrobić. Uważam, że żyjemy w takich czasach, że sukces zależy od nas i to my mamy największy wpływ na naszą rzeczywistość. Za mało zarabiasz? Zrób wszystko, by zarabiać więcej (o tym dziś). Nie działa? Zmień pracę. W Twojej miejscowości nie ma pracy? Przeprowadź się tam, gdzie praca jest. W Twojej sytuacji to niemożliwe? To załóż własny biznes…” Mam w związku z powyższym pytanie do autora:czy zarabia dużo-100 tys. euro miesięcznie? Czy pracuje we własnej firmie, która zatrudnia 20 tyś ludzi? Czy podróżuje 6 razy w trakcie roku po świecie? itd. Pytania można mnożyć bez końca, ale po co? Nie wierzę, że autor nie chce zarabiać więcej, mieć własnej firmy czy podróżować po świecie. Przecież to bardzo proste, recepta jest w cytacie wyżej „zmień pracę, przeprowadź się, załóż własny bisnes”. Prawda, że łatwo powiedzieć ?!? Pytanie dlaczego autor i pozostałe 90% społeczeństwa jeszcze tego nie zrobili? Ktoś powie „ok, po kolei gościu nie wszystko od razu!!! Przecież już to robię, dążę do tego”. Robisz ale nie zrobisz, bo życie to nie wyliczanka: zmień prace, idź na angielski,przeprowadź się, za mało się starasz-można więcej, lepiej. No właśnie, że nie można bo nie których rzeczy nie przeskoczysz choć byś połączył w synergii wszystkich ludzi w Europie.
    pokój.
    P.S. dlaczego tak mało artykułów tutaj na blogu? nie da się? za mało czasu? przecież to proste…

    • Myślę, że źle zrozumiałeś Autora… Nie chodzi o to żeby wciąż gonić do przodu i nie o to żeby się „zajechać” w ciągłym postępie.

      Po prostu jeśli nie jesteś zadowolony ze swojej aktualnej sytuacji – zawsze możesz ją poprawić. Możesz wyrabiać nadgodziny lub dodatkowe pół etatu, zmienić pracę, otworzyć własny biznes, przeprowadzić się za większymi możliwościami, itd. A w momencie gdy osiągniesz to co Cię satysfakcjonuje będziesz mógł wyluzować i cieszyć się życiem.

      Natomiast jeśli w tym momencie masz już to czego od pracy i od życia oczekujesz – niczego nie zmieniaj. Poczytaj inne wpisy, takie bardziej adekwatne do Twojej aktualnej sytuacji życiowej.

  21. niestety w większości firm zachodnich jest zasada, że dobrych pracowników się wynagradza dopiero gdy chcą odejść. W każdej innej sytuacji nikt nie dostaje podwyżki, tłumaczeniem jest magiczne słowo „kryzys” i jakkolwiek byśsię nie starał, wykonywał dobrze swoje obowiązki, robił więcej niżtrzeba (np wskazywał sytuacje, które mogą stać się problematyczne za jakiś czas jeśli się nie podejmie odpowiednich kroków) a i tak się usłyszy co najwyżej „good job” i „sorry, no payrise”. Staram się od trzech lat. Efekt? Jak były podwyzki w całej firmie to dostałem najniższą kwotę z oferowanych podwyżek, nie przekraczającą nawet jednorocznej inflacji. Po kolejnym roku usłyszałem „o podwyżce pogadamy za rok”. po roku padło magiczne „podwyżek nie będzie”. Efekt: zniechęcenie do pracy i do starania się o cokolwiek. I to u całego zespołu, z którego część najlepszych ludzi już odeszła…

  22. Cześć Marcinie,
    muszę przyznać, że artykuł zrobił na mnie wrażenie. Pierwsze co przychodzi na myśl na przedstawione przez Ciebie argumenty to wyparcie- „nie na pewno się nie da”, ale tak jak też napisałeś nie może się nie dać. Wszystko się da, tylko jest to w sumie kwestią wyjścia ze strefy komfortu. Twoje porady są naprawdę budujące. Wiem, że muszę popracować nad częścią z tych rzeczy i zamierzam to zrobić już od teraz.
    Dziękuję Ci i pozdrawiam,
    Bartek

  23. witaj Marcinie
    czytając Twój wpis miałam wrażenie że ktoś spisał moje zasady, rzeczywiście w pracy daję z siebie wszystko na 100% z uśmiechem, nigdy nie interesowało mnie kto ile zarabia, i o ile więcej ode mnie, nowe obowiązki traktuję jako wyzwanie nie jako kara i nie narzekam na nie, a do pracy idę z radością
    muszę dodać że takie podejście sprawdza się, w 2007 roku z powodów osobistych i zawodowych przeniosłam się do innego miasta i zmieniłam pracę, po dwóch latach awansowałam i dostałam podwyżkę, od 1 września dostałam kolejny awans i kolejną podwyżkę (były również podwyżki nie związane z awansami)
    zwróciłeś jednak moją uwagę na spojrzenie na problem/sprawę z perspektywy przełożonego, to bardzo ciekawe, rzeczywiście zmienia optykę problemu i pozwala określić mocne argumenty w rozmowie z przełożonymi, będę stosować, dzięki

    ps. blog niesamowity, będę zaglądać :))

  24. To smutne, że niektóre wskazówki nijak się mają do polskiej rzeczywistości i że wprowadzanie ich w życie to prawdziwa sztuka (a raczej szkoła przetrwania). Pierwszy przykład z brzegu: robisz więcej niż inni? Jesteś wrednym typem który zawyża innym normę. Nie plotkujesz i nie gadasz o głupotach żeby czas szybciej zleciał do 16.00? Jesteś socjopatą. Nie narzekasz na wszystko odkąd tylko przekroczysz próg firmy? Jesteś jakiś dziwny… Zawsze ciekawiło mnie, czy gdybym pracował w Niemczech czy Szwecji to byłoby tak samo? Niestety pracuję w kraju nad Wisłą, w związku z tym pozostaje tylko dalej „robić swoje”. Pozdrawiam

  25. Jak dla mnie to kolejny super artykuł, który utwierdza mnie w przekonaniu, iż moje przemyślenia jednak idą w dobrym kierunku i nie jestem „z Marsa” 🙂

    Co do zarobków w różnych zawodach i branżach, to mam troszkę doświadczenia ze zmianą branży i tego co się robi, a także z mojej obserwacji mogę powiedzieć, ze w każdej branży da się zarobić. Znam np. pielęgniarki, które zarabiają 1200zł i ledwo łączą koniec z końcem, a znam takie, które zarabiają ponad 5000zł i narzekają, w wielu branżach znam osoby, które właśnie zarabiają ledwo na przeżycie i takie które zarabiają bardzo wysokie pensje. To zależy od własnej determinacji i trzeba też powiedzieć, że troszkę szczęścia. Ale szczęściu czasem trzeba pomóc i go poszukać…

    Co do pracy za granicą, to często słyszę os ludzi jak to u nas jest fatalnie, a za granicą jest tak super…. i znowu znam mnóstwo osób, którzy za granicą ledwo łączą koniec z końcem, no może stać ich by wyjechać na wakacje i kupienie np. jakiegoś sprzętu, ale już na normalne mieszkanie niekoniecznie i normalne życie na poziomie też nie koniecznie. No i oczywiście znam takie osoby, którym tam się „udało” i zarabiają bardzo dużo i żyją dużo lepiej niż u nas… To wszystko jest bardzo indywidualne. Znam też takie przypadki sytuacji za granicą, na które „oczy się otwierają” ze zdziwienia iż wogóle takie rzeczy są możliwe… Tam też bywa różnie i czasem nawet gorzej niż tu… My ciągle jesteśmy przekonani, że tam jest raj bez problemów, ale prawda jest taka, że wszędzie bywają pozytywne i negatywne strony życia… Kwestia podejścia, chęci, nastawienia.

    • Cześć Judyta,
      Dziękuję za komentarz i trafne spostrzeżenia. Nam sie zawsze wudaje, że „u sąsiada trawa jest bardziej zielona”. Tymczasem zamiast marząc o jego trawniku rozsądniej jest zadbac o własny 😉

  26. „Jak pracować by zarobić więcej?” – hmmm ja dodam jedną rzecz. Aby zarobić więcej masz tak naprawdę tylko dwie opcje do wyboru, myślę że jedna drugą wyklucza:

    – pracować więcej – zamiast standardowych leniwych 8 h możesz pracować 10h, 12h, pracować w soboty i niedziele

    – pracować lepiej, czyli dla kogo innego, gdzie indziej, albo dla samego siebie we własnej firmie.

    Opcja pracowania więcej (nr 1) rzadko sprawdza się w praktyce. Jeżeli bowiem zarabiasz np. 15 zł za godzinę, to przy 20 dniach pracy w miesiącu po 8 h zarobisz miesięcznie 2.400 zł. Jeżeli natomiast zwiększysz liczbę godzin swojej pracy do 10h dziennie i będziesz pracować też w soboty, to otrzymasz 3.600 zł miesięcznie. Pytanie, czy za dodatkowe 1.200 zł miesięcznie chcesz poświęcać całe swoje życie i cały swój wolny czas na pracę? Myślę, że większość z nas odpowie, że raczej nie, nie jest to warte, poza tym prędzej czy później przy takim obciążeniu godzinowym wypalisz się albo zachorujesz z przepracowania.

    Dlatego uważam, że najlepszym sposobem na zwiększenie zarobków jest opcja nr 2, a więc pracować LEPIEJ – a więc bez zwiększania liczby godzin, trzeba zarabiać więcej na godzinę pracy czy za efekt pracy.

    Dochodzimy tu też do wniosku, że jednak największe pieniądze zarobi się na pracy innych ludzi, a nie na własnej. Ile bowiem będziesz w stanie zarobić własnymi rękami? Zawsze będziesz miał limit przed sobą – albo godzin pracy dziennie, albo liczby spraw które jesteś w stanie samemu załatwić. Niezbędne jest więc jednak posiadanie własnego biznesu i zatrudnianie ludzi, którzy będą zarabiali dla Ciebie pieniądze.

    Odpowiedź na tytułowe pytanie jest więc tylko jedna:

    „Jak pracować by zarobić więcej?”

    Pracować lepiej, za większe pieniądze, ale pieniądze zarabiać pracą innych ludzi.

    • Cześć Robert,

      Dziękuję za komentarz – bardzo bliski mojemu sposobowi myślenia.
      Nie zapominajmy jednak, że nie każdy będzie pracował prowadząc własny biznes i zatrudniając innych ludzi. To z definicji jest niemożliwe, bo skądś Ci inni ludzie muszą się brać.
      Praca na etacie jest również bardzo cenna i ważna. I jeśli ktoś decyduje się na taki sposób zarabiania na życie, warto, aby potrafił z tego wycisnąć ile się da.
      Przy czym przez słowo „wycisnąć” mam na myśli m.in. prace zgodną z opisanymi tu zasadami.

  27. Super wpis! Zgadzam sie ze wszysykim oprocz jednego zdania nawolujacego rodzicow to wtracania sie w wybory dzieci.

    Jestem goraca przeciwniczka – uwazam, ze owszem wybor praktycznych w zyciu studiow jest wazny, ALE:

    1. zadne studia nie daja pracy. Prace daje pasja, zaangazowanie i dodatkowe zajecia oraz to wszystko o czym piszesz. Warto wiec studiowac to, co nas interesuje niz zostawac lekarzem tylko dlatego, ze rodzice nimi sa.

    2. Nalezy dziecko od maluszka wychowywac tak, aby w przyszlosci samo podejmowalo dobre decyzje biznesowo i zyciowo. Jezelu przypomnimy sobie o tym na etapie wyboru studiow to juz po ptakach.

    3. Mlody czlowiek, ktory nie podejmuje decyzji samodzielnie, a jego rodzice wtracaja sie w jego decyzje, nie bedzie szczesliwy ani samodzielny. Oczywoscie rodzic moze poradzic, ale nie wymuszac ani naciskac.

    4. Na koniec, mysle, ze w kazdej zdrowej rodzinie tak po prostu jest, ze sie z soba rozmawia. A w rezultacie rozmowa prowadzi do zdrowej i samodzielnej decyzji 🙂

  28. Skoro przywołałeś ten wpis raz jeszcze, to znowu go skomentuję 😉
    Polityka firmy gdzie pracuję jest taka, że podwyżkę dostaje cały zespół. Nieważne czy osoby w nim pracujące robią na 100% czy na 120% czy na 80%… Albo wszyscy, albo nikt. W dodatku osoba o wieloletnim doświadczeniu ma takie samo wynagrodzenie jak nowoprzyjęty pracownik bez żadnego doświadczenia. Bo wszyscy mają mieć równo (pewien ustrój to przypomina, mimo że firma zachodnia).
    Awanse? Brak możliwości, bo jest bardzo płaska organizacja: szeregowi pracownicy, kierownicy trzech zespołów (żaden się nie zmienił przez ostatnie 5 lat) oraz manager oddziału polskiego (tu były zmiany, ale dwukrotnie był to narzut z zagranicy).
    Jednocześnie praca jest na tyle dorbze płatna dzięki dodatkom (25% za pracę w nocy, 225% za nadgodziny, dodatek do paliwa etc) , że bardzo trudno zmienić tą pracę na lepiej płatną w polskich realiach. I koło się zamyka, robię świetne wrażenie na rozmowach o pracę, ale nikt nie chce mi dać nawet zbliżonych warunków finansowych. I to mimo ciągłego rozwoju (zdobyte wykształcenie wyższe kierunkowe + certyfikat wąskiej specjalizacji w branży).

    Jakieś sugestie?

    • Tak. Zastanów się czy, czy przyjmując teraz pracę w firmie, która dziś zapłaci mniej, za rok czy dwa nie będziesz w niej zarabiać znacznie więcej?
      Moim zdaniem nie ma sensu pracować w firmie, w której nie ma możliwości podwyżek i awansów. To klasyczna „złota klatka”.

      • Wierzysz w podwyżki rzędu 10% rok do roku? A w podwyżkę 35%? Bo ja nie… Kilkukrotnie się spotkałem z obietnicami podwyżek i jakoś nigdy nie były spełnione, w różnych firmach. Dopóki nie zostanie to zapisane w promesie że po okresie próbnym/12/24 miesięcy czy po osiagnięciu jakiś konkretnych wyników nie będzie podwyżki to ciężko o takowe.
        I tak, jest to złota klatka, czy wręcz współczesne niewolnictwo… Natomiast z drugiej strony szukam intensywnie pracy, gdzie mi zapłacą jednak porównywalnie czy więcej niż mam teraz. Mam ten komfort, że nie mam noża na gardle, a budżet nie bardzo może mi się zmniejszyć ze względów „planowych” 🙂 I to bynajmniej nie mówię o życiu ponad stan, bo w stosunku rocznym wydatki oszczędnościowo-inwestycyjne są na podium mojego budżetu.

  29. Pingback: 29 sposobów na zarobienie dodatkowych pieniędzy – Geek Work

  30. A ja bym przestrzegał przed naiwnym podchodzeniem do tego typu porad, owszem trzeba się rozwijać, inwestować w siebie itd. Trzeba tez mieć dużo szczęścia aby trafić do miejsca w którym faktycznie pracodawca będzie doceniał wzmożony wysiłek pracownika a nie traktował dodatkowe działania jako oczywista oczywistość. Przedewszyskim określił bym ramy czasowe wzmożonego wysiłku i bacznie obserwował czy faktycznie jestem w stanie coś dla siebie ugrać. Gdy jednak okazało by się ze nie, zaczął bym szukać innego sposobu na rozwiniecie swoich skrzydeł. Często lepiej nie wychylać się jak Ci za to nie płaca. A naiwne podchodzenie do tego typu porad zrodzi tylko frustracje i zniechęcenie. Działaj z rozwaga. Nie każdy pracodawca potrafi docenić dobrych pracowników a właściwie niewielu.

  31. Po przeczytaniu tekstu zrobiło mi się gorąco … czy jestem zaangażowana i daje z siebie wszystko? Czy nie plotkuje i nie zastanawiam się czemu inni dostają więcej kasy za mniej pracy? I mam problem – pracuje w mojej firmie już prawie 10 lat i zawsze byłam bardzo wysoko oceniana. Dostawałam najwyższe podwyżki z możliwych, szkolenia o które prosiłam i dofinansowanie do studiów podyplomowych. To wszystko się zmieniło odkąd mam nowego szefa. Od kilku miesięcy ze sobą pracujemy i dowiedziałam się że jestem niezaangażowana, krytyczna wobec jego pomysłów i mam złe podejście do pracy. Przyznam że całkowicie mnie to rozbiło. Oczywiście że jest tak że mogłabym dawać z siebie więcej – kto nie mógłby? Przecież można pracować nie 8 h dziennie a 10, można tez pracować po nocach i w weekendy. Ja tego nigdy nie robiłam i bez tego dostawałam zawsze pozytywny feedback. Zle podejście do pracy – widzę projekt zawsze szeroko i komunikuję koszty, itd., itd. Nie mniej jednak, mimo że zawsze byłam postrzegana jako ważny członek zespołu teraz myslę o sobie zle i czuję się bezwartościowa. Myślę o zmiane firmy bo wiem że nie zmienie poglądów mojego nowego szefa i po tym co o mnie myśli nie wyobrażam sobie z nim współpracy. Problem w tym że nie mogę siebie przekonać że jestem wartościowa i że znajdę pracę 🙁 Jakieś porady? Może ktoś ma podobne doświadczenia i może coś podpowiedzieć?

  32. Wiem, że większość osób będzie miała inne zdanie, ale osobiście bardzo cenię sobie pracę, w której wynagrodzeniem jest prowizja. I tutaj wszystkie porady wpiszą się doskonale.

    Może taka praca jest zarobkowo nieprzewidywalna (choć w moim zawodzie tylko w pewnym stopniu), może i brak w takim systemie płatnych urlopów co sprowadza się do prostego „nie pracujesz – nie zarabiasz”… ale z drugiej strony w takiej pracy zarobki zależą tylko od Ciebie. Od tego ile godzin będziesz mieć otwarte biuro, jak efektywnie będziesz pracować, jaką wiedzę reprezentujesz i czy pozwala ona pozyskać coraz bardziej wartościowych klientów z większymi potrzebami. Teoretycznie można w danym miesiącu zarobić 0zł… ale za to nie ma też górnej granicy – wypłaty nie ogranicza pracodawca tylko własny wysiłek i umiejętności.

    Osobiście mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała pracować za stałą i z góry ustaloną pensję. Bo choć dziś częściej zarabiam raczej minimalną krajową niż zbliżam się do średniej – to widzę dobre perspektywy i to, że tylko ja jestem dla siebie ograniczeniem (na razie sporym… 😉 ).

    Na wszelki wypadek dodam, że nie sprzedaję kredytów konsumenckich 😉

Odpowiedz