FBO 022: Jak chronić kapitał gdy zacznie się krach? Rozmowa ze Zbyszkiem Papińskim z App Funds.

30

Czy to prawda, że każdy dzień przybliża nas do finansowego krachu? Zdecydowanie TAK. Jestem tego pewny w 100% i piszę o tym z pełną odpowiedzialnością. Dlaczego? A no z tej prostej przyczyny, że rynki (i gospodarki) są cykliczne, a historia uczy, że każdy z nas nieuchronnie zaliczy kilka okresów spowolnienia gospodarczego w swoim życiu i ze dwa solidne załamania (oby nie nerwowe). Zatem stwierdzenie: każdy dzień przybliża nas do krachu z natury rzeczy musi być prawdziwe.

Dlaczego jednak poruszam taki temat teraz, gdy wokół tak pięknie rozkwita maj? Po pierwsze: w piątek 13-go agencja Moody’s opublikuje decyzję odnośnie ratingu Polski i zawarte tam informacje nie będą raczej pozytywne. Po drugie – ostatnio otrzymałem od Was kilka maili z pytaniami, czy grozi nam krach, jak zabezpieczyć się przed słabością złotówki i czy grozi nam kataklizm związany  z  ciężarem światowych długów.  Po trzecie – głosy o nadchodzącym krachu coraz częściej przebijają się do mediów, a problemy gospodarcze i polityczne na świecie nie napawają optymizmem. Trudno zatem nie odnieść wrażenia, że coś jednak wisi w powietrzu (choć oczywiście może tak sobie wisieć przez wiele lat).

Moim zdaniem faktycznie warto zastanowić się przez chwilę, czy jesteśmy przygotowani pod względem finansowym na ewentualny czarny scenariusz. Tutaj wyróżnić możemy dwa skrajne podejścia:

  1. Wiarę w to, że przewidzimy rozwój wypadków – przejawiającą się obstawieniem konkretnego scenariusza, jak uczynili to na przykład twórcy funduszu Eurogeddon. Jeśli trafimy – będziemy bardzo bogaci. Problem jednak polega na tym, że robiąc ten zakład z rynkiem zbyt wcześnie, możemy niestety nie doczekać momentu, w którym ten nasz scenariusz w końcu „zaskoczy”.
  2.  Pogodzenie się z faktem, że przewidywanie jest dla nas zbyt trudne – i zadbanie po prostu o to, by w naszym portfelu znajdowały się również aktywa, które w razie scenariusza negatywnego pomogą przetrwać te trudne chwile. Takie podejście pozwala się zrelaksować i z większym dystansem patrzeć na rozwój wypadków.

Osobiście jestem oczywiście zwolennikiem drugiego podejścia, w czym dodatkowo utwierdziła mnie lektura publikacji Raya Dalio. Kilka miesięcy temu zdałem sobie sprawę, że ogromna większość moich inwestycji świetnie poradzi sobie w tzw. dobrych czasach. Jednak na czasy ciężkie nie miałem specjalnie remedium. Dlatego, po solidnym zastanowieniu, podjąłem kilka sporych decyzji: zmniejszyłem udział akcji, dokupiłem złota inwestycyjnego oraz walut, a nawet… zdecydowałem o przewalutowaniu reszty kredytu w CHF na wynajmowane mieszkanie (oczywiście tam, gdzie piszę postanowiłem mam na myśli postanowiliśmy – bo decyzje o naszych rodzinnych finansach zawsze podejmujemy z żoną wspólnie).

Znacznie więcej na ten temat dowiecie się z dzisiejszego odcinka podcastu. Rozmawiam w nim ze Zbyszkiem Papińskim, inwestorem i autorem bloga App Funds. Zapraszam Was bardzo serdecznie do wysłuchania naszej rozmowy i oczywiście do dyskusji w komentarzach. Zarówno ja, jak i Zbyszek, z ogromną przyjemnością na nie odpowiemy 🙂

Dajcie również znać, czy temat inwestowania w trudnych czasach jest dla Was ciekawy i czy „pociągnąć” go dalej na blogu? Siłą rzeczy w podcaście nie wszystko mogliśmy omówić.
I wreszcie na samym dole tego wpisu znajdziecie jeszcze bardzo ciekawy film Raya Dalio, który w 30 minut tłumaczy, jak działa „ekonomiczna machina” i co to dla nas oznacza? Zdecydowanie warto go obejrzeć i solidnie przemyśleć.

W dzisiejszym odcinku usłyszysz:

  • Jak wyglądały pierwsze inwestycje Zbyszka w latach 90-tych?
  • Jak znajduje on czas na prowadzenie bloga, na którym jest już ponad 2200 artykułów?
  • Jakie wpadki inwestycyjne zaliczył Zbyszek i czego się z nich nauczył?
  • Co robił w czasie bessy z lat 2007-2008?
  • Jak teraz może wyglądać czarny scenariusz?
  • Co może dziać się wtedy z akcjami i obligacjami korporacyjnymi?
  • Co będzie gdy w Bankowym Funduszu Gwarancyjnym skończą się pieniądze?
  • Co ze złotówką i obligacjami skarbowymi?
  • Czy inwestować w waluty, złoto i nieruchomości?
  • Jak ewentualny krach wpłynie na sytuację osób z długami?

Strony, osoby i tematy wymienione w podcaście:

 Skąd pobrać podcast?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na dole tego wpisu, zaś w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes

za pośrednictwem aplikacji Stitcher

poprzez RSS

A jeśli wolisz poczytać, to tutaj znajdziesz spisaną treść dzisiejszego odcinka podcastu:

Pobierz spisaną rozmowę ze Zbyszkiem Papińskim

Mam nadzieję, że lubisz od czasu do czasu posłuchać sobie tych moich podcastów. Jeśli tak jest, to będę Ci bardzo wdzięczny za poświęcenie 30 sekund aby ocenić mój podcast w aplikacji iTunes. Dla Ciebie to krótka chwila, a dla mnie ogromna pomoc w dotarciu do szerszego grona odbiorców. Bardzo serdecznie Ci za to dziękuję. 🙂

Oceń podcast w iTunes

A jak działa ekonomiczna machina?

I jeszcze obiecany film:

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze30 komentarzy

  1. Jak dotąd niepokój widziałem w pewnych wypowiedziach Michała z JOP, ale widzę ostatnio, że pojawia się i u Ciebie. Moda, trend blogów finansowych, czy… czy czas zacząć się martwić ?
    Ocena Moody’s, Brexit, osłabienie EU…
    Mówisz nie martwice się, ale jednak mówisz…
    Czyżby cykliczny kryzys stawał się coraz bardziej widoczny na wykresach?…

    Oby nie, nie mam pomysłu na jego przetrwanie, ledwo bez kryzysu jakoś mi idzie finansowo… 😀

    • Cześć Sebastian,

      Nie, no aż tak to się nie martwię 😉 Z natury jestem optymistą, a potencjalna obniżka ratingu to po prostu dobry pretekst do rozmowy 😉

      Nie da się jednak wykluczyć, że negatywny scenariusz jest możliwy i warto się do niego po prostu przygotować. Stąd w moim portfelu waluty, złoto, pozbycie się zobowiązania w CHF, znacznie mniej akcji. Te zmiany dały mi większy komfort i pozwalają po prostu konsekwentnie robić swoje.

      Nie obstawiam czarnego scenariusza, najbardziej będzie mnie cieszył pozytywny, bo wtedy mój portfel najlepiej sobie poradzi. Gdyby jednak było mniej różowo, wolę mieć trochę rezerw.

      Kryzysy były, są i będą. Ich jasną stroną jest to, że kiedy się kończą, na rynku jest mnóstwo znakomitych okazji inwestycyjnych. W obecnej sytuacji o takie okazje trudno.

      Nie masz pomysłu na przetrwanie trudnych chwil? Bez względu na to, jak się potoczą sprawy, pewne działania warto jest podjąć zawsze:
      (1) pozbyć się wszystkich długów konsumenckich – bo to największe źródło ryzyka
      (2) Zbudować fundusz bezpieczeństwa – bo przyda się zawsze
      (3) Rozwijać się i nieustannie zwiększać swoją wartość i zarobki

      • Marcinie, ja tez mam kredyt w CHF. Zdecydowałeś sie na przewalutowanie mimo wysokiego kursu? Rozumiem że kredyt ktory Ci został stanowił mały % tego co na początku?

  2. Marcin,
    A mi się przypomina pewna myśl, którą już nie raz słyszałem.
    „Ludzie są chciwi i zachłanni, a wszekie kryzysy ekonomiczne nic ich nie uczą. ”

    Mamy za sobą kilka kryzysów np: bańka internetowa czy bańka nieruchomościowa. Ciekawe jaki będzie następny?

    • Hej Dominik,

      A to z kolei przypomniało mi inne zdanie:
      „Historia uczy, że historia niczego nas nie uczy”.
      W inwestycjach mamy krótka pamięć i lubimy zakładać, że skoro jest dobrze, to będzie dobrze, a jeśli jest źle, to będzie nadal źle.

      Właśnie dlatego warto obejrzeć ten film Raya Dalio 🙂

  3. Cześć Marcinie i Zbyszku, dwie sprawy.
    Mówicie o wycofywaniu się z rynku, niepewnym stanie giełdy. Czy to nie jest czas kiedy właśnie teraz powinno się kupować? Skoro giełda już się „przystosowała” do pesymistycznego scenariusza, to czy teraz nie czas właśnie już trochę zainwestować? Z tego co widzę to zabezpieczanie się teraz złotem czy walutami jest totalnie bez sensu bo teraz są strasznie drogie i w zasadzie to wypadało by je sprzedawać właśnie na rzecz akcji.

    Natomiast druga sprawa, rozmawialiście o inwestycji w nieruchomości. Natomiast krach na rynku nieruchomości w terminie ok 10 lat jest niemal pewny(w miastach studenckich) Wystarczy spojrzeć na przyrost liczby mieszkań w tych miastach w stosunku do liczby uczniów w szkołach(potencjalnych nabywców mieszkań właśnie w terminie 10 letnim). Dla mnie rachunek jest prosty i oczywisty. Bańka na rynku nie ruchomości, która cały czas istnieje(mieszkania w dużych miastach są 3-5 razy droższe niż rzeczywiste wartość) zostanie zniszczona właśnie przez problem demograficzny kiedy spadnie popyt kiedy podaż jest cały czas bardzo wysoka przez ilość nowych mieszkań na rynku.

    Nie jestem specjalistą i nie chcę żeby ktokolwiek się wzorował na podstawie moich przemyśleń ale jestem ciekaw waszego odniesienia się do tych spraw.
    Pozdrawiam.

    • Cześć Tomasz,

      Wydaje mi się, że nie do końca zrozumieliśmy się.

      W podcaście rozmawiamy o tym, jak zabezpieczyć się przed krachem, a nie, gdzie teraz szukać wysokich zysków.

      W tym kontekście akcje nie są najlepszym zabezpieczeniem, ponieważ jako płynne aktywa podlegają gwałtownym zmianom., w tym krachom. Inną sprawą jest ich obecna wycena – na przykład rynki rozwinięte generalnie są drogie, a rozwijające się, w tym Polska, znacznie tańsze, co nie oznacza z automatu hossy czy bessy.

      Podobnie sprawa ma się ze złotem i walutami – nie mówię, że akurat dziś trzeba kupować waluty czy złoto – tylko, że warto je posiadać w portfelu na wypadek krachu złotego czy systemu finansowego. I to wymaga długofalowego planu.

      To samo dotyczy nieruchomości – wspominaliśmy o ryzyku, także związanym z demografią. Jedynie zaznaczyliśmy, że mieszkania w dobrej lokalizacji zawsze zachowają jakąś solidną wartość. A czy przyniosą zadowalające zyski? To zależy od fazy cyklu koniunkturalnego, w której będziemy chcieli je ewentualnie upłynnić.

      Pozdrawiam

      • Nie słuchałem jeszcze podcastu (czekam na transkrypcję) dlatego chciałem zapytać czy pisząc o inwestycji w waluty i zabezpieczeniu się na przyszłość masz na myśli żywą gotówkę czy np. pieniądze na rachunkach walutowych? Czy to i to 🙂

        • W moim przypadku to rachunki walutowe. To moje zabezpieczenie przed dalszym osłabianiem się PLN niż przed upadkiem banku, który wydaje mi się zdecydowanie mniej prawdopodobny.

          Swoją drogą to ciekawe, jak rozmowa o takim „czarnym scenariuszu” otwiera oczy na to, jak wyglądają nasze różne zabezpieczenia.

          Czasami warto o tym pomyśleć choćby dla umysłowej gimnastyki 🙂

    • Cześć Tomasz,

      Dziękuję za komentarz i pytania.
      Przyłączam się do opinii Zbyszka. Daleki jestem od prób rynkowego timingu. Rozmawialiśmy po prostu o tym, jak poszczególne klasy aktywów mogą zachować się w trudnej sytuacji. Wiele osób kupuje np. w ciemno obligacje korporacyjne zapominając o ich ryzyku.

      Na przykład waluty i złoto – to dla mnie stała część portfela. Jednak przez ostatnie miesiące po prostu systematycznie co miesiąc zwiększam ich udział, bo miałem tego raptem 5%, a chcę mieć w sumie ok. 15%.
      Akcje – zmniejszyłem udział – ale w portfelu IKE mam ich ciagle ok. 40% i regularnie dokupuję aby ten poziom trzymać.

      A czy krach na rynku nieruchomości w miastach studenckich jest pewny? Hmm… Wystarczy dodrukowanie złotówki, wyższa inflacja i nieruchomości okażą się bezpieczna przystanią.
      Oczywiście nie wszystkie. Każdą nieruchomość trzeba analizować indywidualnie. Apartament w centrum Warszawy otoczony biurowcami pełnymi ex-patów ma większe szanse na utrzymanie wartości niż mieszkanie na peryferiach miasta, gdzie w każdej chwili deweloperzy mogą zamienić kolejne hektary ziemi na działki budowlane.

      • Cześć Marcin,
        przyznam się, że jeszcze nie przesłuchałem podcastu,
        ale chciałbym podpytać i skomentować powyższe wpis.
        Czy aby na pewno waluty i złoto są zabezpieczeniem na czas krachu?
        Trudno powiedzieć, ale raczej w trakcie krachu zarówno euro jak i dolar mogą być poważnie zagrożone.
        A znowu dzisiaj frank szwajcarski jest najdroższy na przestrzeni 30 i więcej lat. Równie dobrze może spaść, bo przecież chyba nie może rosnąć w nieskończoność.
        Złoto też stało się towarem spekulacyjnym i zmiennym jak akcje. Warto pamiętać o długim okresie stagnacji jego cen ( w połowie XX wieku) jak również o okresie lat 1980- 2000, kiedy jego wartość spadła o 80%…. A może od 2007 roku mieliśmy szczyt i zaczęły się 20 lat spadku?
        Zastanawiam się czy te aktywa są rzeczywiście dobre na krach (szczególnie jak są trzymane w banku).
        Może jest to w podcaście, ale kluczowe jest też co dla Was znaczy słowo krach.
        Każdy to słowo może zrozumieć inaczej.
        Jeśli chcesz mieć 15% w aktywach, które uważasz za superbezpieczne, to jednak chyba nie szykujesz się na krach, a raczej bardziej dywersyfikujesz portfel. Gdybyś przewidywał krach, to pewnie miałbyś w bezpiecznych aktywach z 50%, albo i więcej
        Ale słowo „krach” jest mocno emocjonalne i przyciąga czytelników (tak jak mnie). 🙂
        pozdrawiam

        • Cześć Jarek,

          Co prawda nie jestem Marcinem, ale spróbuję odnieść się do komentarza.

          Na początku zachęcam do przesłuchania podcastu lub przeczytania jego transkrypcji – dzięki temu temat lepiej widać w szerszym kontekście.

          Przede wszystkim patrzymy na scenariusz krachu z perspektywy Polski, czyli państwa zaliczanego do niestabilnych rynków wschodzących. Dlatego w razie poważnego zamieszania wątpię, żeby złoty był lepszy niż dolary, funty, franki czy euro.

          Dlatego warto posiadać rezerwę walutową na wypadek zawirowań. Oczywiście, że sporo osób próbuje przewidywać ruchy walut i do tego celu nadają się platformy brokerów FX, którzy witają spekulantów z otwartymi ramionami.

          Moim zdaniem, dla zwykłego człowieka zdecydowanie lepszym pomysłem jest po prostu regularne kupowanie walut i ewentualnie czekanie na lokalne dołki, kiedy można kupić troszkę więcej.

          Też uważam obecne kursy walut do złotego za przesadzone, ale posiadając już tę rezerwę nie muszę nic dokupować 🙂 Poza tym w przypadku franka mamy w Polsce stały naturalny popyt ze strony spłacających kredyty hipoteczne denominowane w CHF.

          W przypadku złota temat jest o tyle bardziej skomplikowany, że przez lata, a nawet dekady obowiązywała sztywna cena 35 dolarów za uncję (po układzie w Bretton Woods). Zerwanie z parytetem złota doprowadziło do spekulacji i pęknięcia balona w 1980 roku.

          Praktycznie od początku XXI wieku trwa nowa hossa napędzana między innymi lękiem przed upadkiem systemu „fiat money.” Nie wiem, czy jest on uzasadniony, czy nie, ale 5-10% portfela w fizycznym złocie nie powinno zaszkodzić. W podcaście mówimy wyraźnie o złocie fizycznym, aby ubezpieczało nas przed ewentualnym krachem systemu finansowego (scenariusz mało prawdopodobny, ale jednak istnieje jakaś tam szansa na realizację) czy przyszłą hiperinflacją.

          Banki centralne również trzymają rezerwy złota.

          Problemem jest słaby złoty. Cena aurum w PLN-ach wynosi blisko 5000 zł za uncję. Sporo. Osobiście pewnie czekałbym na jakąś niższą cenę do zakupów.

          A co do krachu, wspominam o nim w kontekście polskiej giełdy, na której po cichu indeks największych spółek WIG20 od maja zeszłego roku do dna w styczniu tego roku potaniał o ponad jedną trzecią. Nie stało się to jednego dnia, więc w mediach o tym było cicho, ale jednak spadek jest potężny

          Pozdrawiam

    • Cześć
      W mojej ocenie dopóki dominującym modelem kupna mieszkania będzie kredyt hipoteczny, to ceny znacząco nie spadną. Ludzie w większości biorą pod ocenę, to czy są w stanie udźwignąć miesięczną ratę, a nie koszt całkowity – bo dla statystycznego Kowalskiego 250 tys zł jest równie abstrakcyjne jak 350 tys zł, gdy sam zarabia 3 tys miesięcznie.
      Więc dopóki te kredyty będą powszechne i odsetki będą na tyle niskie, że miesięczną ratę będzie się dało „wcisnąć” w miesięczny budżet, to ja nie widzę powodu, żeby sprzedający zeszli z ceny.

      Pęknięcie bańki na nieruchomościach nie stanie się więc, wg mnie, samo z siebie (tylko z powodu słabszego popytu) Demografia? OK, choć ja akurat nie jestem przekonany do tego argumentu: duże miasta raczej się nie będą kurczyć z powodu migracji za pracą, jeśli już to jakieś miasteczka bez większych perspektyw, gdzie ceny już teraz są bardziej realne, np 2000/m2.

      Pęknięcie bańki na nieruchomościach jedynie może stać się jako jedna z konsekwencji kryzysu finansowego (np: duża inflacja -> konieczność podniesienia stóp procentowych -> wysokie raty -> znaczący udział niespłacanych kredytów i mniejsze zainteresowanie nowymi kredytami w takich kwotach). No, ale wtedy być może kółeczko się zamknie, bo w razie kryzysu finansowego inwestorzy będą uciekać od gotówki i być może, częściowo, …. pomyślą o zainwestowaniu w nieruchomości;) nie pozwalając na głębokie i masowe spadki cen…

      Wniosek: skłaniałbym się do konkluzji- w zgodzie ze Zbyszkiem, że sensowna nieruchomość, która nie jest ewidentnie przepłacona (nawet wg zwykłej dzisiejszej perspektywy) to niezła forma ZABEZPIECZENIA większości kapitału. Niekoniecznie zysku, ale zabezpieczenia kapitału, powiedzmy z marginesem 15-20% dopuszczalnej straty,

      Szanuję jednak inne opinie i argumenty, pozdrawiam

  4. Bardzo podoba mi się film „Ekonomiczna maszyna” – a w szczególności wykorzystanie wizualizacji do obrazowania treści. Dzięki kodowaniu dwukanałowemu (słowo i obraz) można łatwiej zrozumieć treść i na dłużej ją zapamiętać. Warto je stosować we wszystkich obszarach życia – na blogu również 😉

    • Hej Adam. Na razie staram się oddziaływać przez dwa kanały: słowo pisane i mówione 😉 Na pewno warto stosować też inne, ale na to przyjdzie jeszcze czas 🙂

  5. A co myślicie Panowie o „złocie dla biednych”, czyli srebrze?
    W podcaście mówicie o złocie.
    Warto waszym zdaniem kupować srebro, czy składać na kupno srebra? Z płynnością srebra nie ma większych problemów, choć wiadomo że złoto psychologicznie bardziej działa jako lokata/zabezpieczenie kapitału.

    • W przypadku srebra warto zauważyć, że w Polsce jego sprzedaż objęta jest podatkiem VAT w wysokości 23 procent.

      Poza tym złoto jest ponad 70 razy droższe od srebra, co oznacza, że to ostatnie zajmuje naprawdę sporo miejsca.

      No i wreszcie srebro wykorzystuje się w przemyśle, czyli jego cena może bardziej zależeć od koniunktury gospodarczej niż cena złota (raz to pomaga, raz przeszkadza).

      Nie przypadkiem banki centralne lokują część rezerw w złocie, a nie srebrze.

      Z tych powodów osobiście wybrałbym złoto, ale przy mniejszym kapitale i dostępie do srebra bez podatku VAT można rozważyć zakupy.

      • Co z tego, że srebro jest ok. 23% droższe od ceny spot.
        Przecież sprzedając je na wolnym rynku będziemy je wyceniać z aktualną ceną rynkową. Tylko dilerzy metali skupują srebro po cenie spot.

  6. Witaj Marcinie,
    Wyczytałem, że bank BZWBK od sierpnia ma podniesc oraz wprowadzić nowe opłaty. Może przedstawił byś swoją opinię na ten temat, dal jakieś porady, moze zmienić bank czy szukać pozytywnej strony w tej sytuacji?
    Jestem użytkownikiem kont tej placówki i do końca nie wiem co zrobić z tym fantem, gdyż od niedawna zacząłem przykładać większą uwagę do bankowości jak i oszczednosci.
    Nie licze na artykuł ( chociaż może się przydać innym konsumentom tego banku), ale proszę o odpowiedź w komentarzach czy na maila 🙂
    Z góry dziękuję za pomoc
    Pozdrawiam

  7. Marcinie, Zbyszku,

    dziękuję jak zwykle za swietny materiał. Mówicie, żeby trzymać x% wartosci portfela, w złocie, y% w akcjach, z% w gotówce itd. itp. Pytanie jak ten portfel i te procenty ogarniacie? Przy użyciu jakiego narzędzia? Excel? Jakies dedykowane aplikacje?

    Pozdrawiam

Odpowiedz