Nie bądź naiwnym idealistą

56

Jeśli zależy Ci na finansowym bezpieczeństwie, przestań myśleć tylko o tym, jak „powinno być”. Odpowiedz sobie szczerze „jak jest” i staraj się działać w zgodzie z rzeczywistością.

Podobno ludzie dzielą się na dwie grupy: tych którzy dzielą ludzi na dwie grupy i całą resztę. Z pełną świadomością, że takie podziały są trochę od czapy, podzielę dziś na dwie grupy idealistów 😊

Idealiści naiwni

To osoby, które chętnie powtarzają „jak powinno być”, ale bardziej lub mniej świadomie ignorują rzeczywistość. Oto przykłady, które przychodzą mi do głowy::

  • Państwo powinno zapewnić każdemu godną emeryturę. Płacę ZUS i więcej odkładać nie będę.
  • Sprzęt medyczny powinien być finansowany z moich podatków. Wspieranie akcji takich jak WOŚP nie ma sensu.
  • Każdy powinien zarabiać tyle, by spokojnie utrzymać rodzinę. Przy obecnych zarobkach nie warto się wysilać!

W pierwszych zdaniach jest sporo prawdy. Co z tego, skoro takie podejście do sprawy niczego nie zmieni?

Idealiści pragmatyczni

Ta grupa również dostrzega wiele niedoskonałości w otaczającym nas świecie, lecz wykazuje zupełnie inne podejście. Takie osoby doskonale zdają sobie sprawę z tego, jak „powinno być”. Ale przede wszystkim przyjmują do wiadomości „jak jest”. Biorąc pod uwagę rzeczywistość, a nie swoje wyidealizowane spojrzenie na świat, robią tyle, ile da się w obecnych warunkach.

Wracając do przykładów:

  • Państwo powinno zapewnić każdemu godną emeryturę – ale wiem, że nie zapewni. Dlatego sam również odkładam środki na własną emeryturę.
  • Sprzęt medyczny powinien być finansowany z moich podatków – ale jednak nie jest. Widząc ile sprzętu ma naklejki z serduszkiem WOŚP – wspieram to.
  • Każdy powinien zarabiać tyle, by spokojnie utrzymać rodzinę. Dlatego robię wszystko, by rozwijać się i zarabiać jak najwięcej, bez względu na wysokość „średniej krajowej”.

Być może powyższe przykłady są nieco zbyt przypadkowe, ale wierzę, że wiecie, o co mi chodzi. Inspiracją do tego wpisu było moje spotkanie z pewnymi „młodymi idealistami”. Przez dobrą godzinę opowiadali mi, jak powinno być w Polsce, by było u nas lepiej. A potem… Stwierdzili, że skoro jest inaczej, to nie opłaca się wysilać…

Fajnie jest mieć ideały i wyrobioną opinię, jak powinno być. Ale jeszcze fajniej jest zrozumieć, jak jest naprawdę i jeśli nas to męczy – starać się to zmienić.

Znacie takich „naiwnych idealistów”, czy tylko ja miałem szczęście na takich trafić? 🙂

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Podziel się:

Komentarze56 komentarzy

  1. Witaj Marcinie! Ja bym dodał jeszcze trzecią grupę: idealiści zrzędzący. Ulokowałbym ich w połowie drogi między naiwnymi i pragmatycznymi. Cechuje ich z jednej strony pozytywny stosunek do pracy, a z drugiej naiwna wiara że ktoś ich w końcu doceni w obecnym miejscu pracy. Ich marzenia w postaci pochwały, awansu czy podwyżki rozbijają się od X lat o te same rafy, w wyniku czego gorzknieją coraz bardziej i coraz bardziej narzekają na to jak bardzo są niedoceniani. Ale na każdą propozycję, żeby trzasnęli w końcu drzwiami i spróbowali gdzie indziej szczęścia reagują paniczną ucieczką lub agresją. Nie są w stanie lub nie chcą skorzystać z okazji, która im się sama w ręce pcha i nie wymaga od nich żadnego wysiłku poza decyzją…

  2. Jeszcze jest odmiana „W tym kraju się po prostu nie da!”. Mam takich dwóch w pracy (młode chłopaki), ale wydaje mi sie, że to częste wśród Polaków. Tak jakby do dobrego tonu należało wspólnie ponarzekać. Że gdzie przy tych zarobkach coś odłożyć, że bez kredytu nic nie kupisz, że obecna władza to i tamto, że podatki nas zarzynają, że 500+ zatopi budżet, że kredyt, że raty, że opłaty takie drogie, że banki to lichwa, że 5 dni po wypłacie już nie ma pieniędzy, że Niemcy to tyle płaca za paliwo, a my tyle. No po prostu żyjemy w strasznym kraju. Jak by ktoś z boku posłuchał, to prawie jak Korea Północna!
    Obaj panowie od lat pracują za tę sama niska pensję, nie pójdą po podwyżkę, nie zmienią pracy. Ja już nie biorę udziału w tych rozmowach, bo oni nie chcą nic zmienić i posłuchać moich propozycji. Chyba ta możliwość narzekania i biadolenia daje im taką strefę komfortu. Są absolutnie przekonani o słuszności swoich przekonań. Nawet jak mało zarabiałam i odkładałam 100 zł m-c na wakacje, to wyśmiali mnie, że ile lat będę na te wakacje składać. Ale jak przyszły wakacje, to zawsze te parę stówek już miałam. Oni wychodzili z założenia, że nie warto się schylać po jakieś drobniaki. Oczywiście wszystko na kredyt kupują, bo życie jest krótkie i trzeba żyć tu i teraz. Jeden z kolegów ma 2 samochody będąc samym. Ledwo wiąże koniec z końcem, ale samochodu choć jednego nie sprzeda, bo chyba lepiej się czuje będąc tak „bogatym”. Nie jadą na wakacje, bo nie stać ich np. na Grecję, a pod namiot w Polskę „to tylko biedaki jeżdżą”. Ma być wszystko albo nic. Więc siedzą w czasie urlopu naburmuszeni w domu. Nic nie chcą mnie posłuchać. Że można sobie rajd rowerowy zrobić za grosze. Uważają mnie za jakaś naiwniaczkę, bo się cieszę z tego, co mam i staram się żyć tu i teraz na miarę tych środków, które mam. Nie rozumieją, dlaczego jeżdżę takim starym samochodem i nie kupię sobie lepszego. Nie chcieli posłuchać, ze życie przecieka im przez palce. Już odpuściłam te dyskusje i podsuwanie pomysłów, bo po prostu wiedzą swoje i nie chcą nic zmienić. Wiec tak tkwią w zawieszeniu w oczekiwaniu na mityczną Amerykę… Straszne to!

    • Masz bardzo dobre podejście, nie zmieniaj go. A ludzi, jeśli nie chcą tego, nie zmienisz. Pamiętaj tylko, że jest więcej ludzi myślących tak jak Ty – zdroworozsądkowo – cieszyć się z tego co jest i nic na pokaz. Pozdrawiam

    • Hej Anja,
      myślę, że tacy panowie w każdym kraju dojdą wcześniej czy później do wniosku, że się nie da. Nawet w mitycznej Ameryce.

      Żebyśmy mieli jasność: bardzo wiele rzeczy, które dzieją się obecnie w Polsce, nie podoba mi się. Nie akceptuję tego. Ale zamiast pisać, że “w tym kraju się nie da”, staram się dodać choć jedną małą cegiełkę do tego, aby się dało.

      Posługując się Twoim przykładem – jeśli “500+ zatopi budżet” to nauczę choć garstkę ludzi działać tak, by świetnie sobie radzili bez 500+, nie musieli polegać na populistycznych obietnicach jakichkolwiek polityków i rozumieli, że aby dać 500+ trzeba z podatków zabrać ludziom 600+ (koszy administracji), bo rząd nie ma żadnych “swoich” pieniędzy.
      Może to tylko garstka ludzi. Ale zawsze coś…

  3. Niestety Marcinie masz rację. Polacy są takim narodem że oczekują że ktoś coś im da. A ja uważam, że nie ma co się oglądać na innych wyznaczyć cel i dążyć mimo przeciwności. Nawet jak nam się nie uda dotrzeć do samego końca to i tak osiągniemy więcej niż większość a i to też zostanie skrytykowane. Także ja bym dołączył jeszcze grupę “Idealiści Walczący”

    • @Dawid popatrz na dzisiejsze młode pokolenie – wszystko czego chcą dostają! od rodziców samochód (bardzo dużo młodzieży szkolnej dojeżdża dziś do szkoły samochodami, które rodzice kupili nawet i na kredyt), mieszkanie (rodzice biorą kredyt hipoteczny, żeby student miał swoje własne mieszkanie) , wcześniej komputer, laptop, quad, wypasionego I’phona, więc nie ma się co dziwić, że Polacy, a w szczegółności Ci młodzi, czekają aż im ktoś DA!!!
      Tak zostali wychowani. Patrzę na młode pokolenie w firmie i co widzę – efekt hasła reklamowego pewnej marki: ‘JESTEM TEGO WART(A)”. Nieważne, że młody człowiek mało wie o wykonywanej pracy – pokazali mu co ma robić i gut – robi to! nowe zadania wzbudzają protest! bo jak to, dlaczego ja??? Młode pokolenie nie angażuje się w pracę, przychodzi odbębnić swoje osiem godzin i do widzenia. Uważa, że skoro skończyło studia i zna język obcy i wie, jak w excelu wstawić funkcję: suma, to jest KIMŚ! Smutne? Ale prawdziwe i zatrważające!

  4. Cześć, Marcin!

    Warto zwrócić uwagę na to, że najważniejszą różnicą pomiędzy tymi grupami jest chęć do podjęcia działania. Druga wymieniona przez Ciebie grupa po prostu ją ma. A pierwsza… tę również podzieliłbym na dwie grupy. Grupa A nie robi niczego, bo nie chce; taki stan rzeczy jest dla nich doskonałą wymówką, w końcu w grę wchodzi tutaj siła wyższa. Grupa B coś by zrobiła, ale zaczyna od celu (np. zmiana bądź zniesienie systemu emerytalnego), który jest tak absurdalnie wielkim wyzwaniem, że paraliżuje ich sama myśl o podjęciu działania (nie mówiąc już o wymyśleniu od czego powinni zacząć).

    Grupa A potrzebuje naprawdę zimnego prysznica, żeby się otrząsnąć. Zimnego jak pocałunek dementora.

    Grupie B wystarczy, że zrobią mały krok, żeby w jakimś zakresie poprawić swoją własną sytuację. Nie wiadomo, jak daleki będzie ten krok i jakie będą następne. Ważne, żeby był zrobiony w odpowiednim kierunku. I z odpowiednim zwrotem. 🙂

    Sam jeszcze niedawno zmagałem się z jednym takim widmem i pomogły mi słowa Roberta Baden-Powella, założyciela scoutingu.

    “Starajcie się zostawić ten świat choć trochę lepszym, niż go zastaliście”

    Nie mówił, żeby naprawić świat. Ale żeby STARAĆ się zostawić go CHOĆ TROCHĘ lepszym. Podjąć wysiłek w zmianę jutra, zamiast czekać aż inni ludzie podejmą decyzje za nas. W moim wypadku koszmar narastającej nieporadności dzieci i lekkiego podejścia do obowiązków młodzieży zaowocował założeniem bloga dla harcerzy. Świadomość tego, że jeśli choć jeden drużynowy, przyboczny czy szeregowy harcerz znajdzie tam coś, co pomoże mu na jego harcerskiej ścieżce i zaowocuje w życiu zawodowym czy prywatnym; że jedna taka osoba może zabrać tę jedną pożyteczną myśl i zanieść ją innym… ta świadomość jest warta każdego wysiłku.

    Marcinie, dzięki za ten poruszający wpis!

    • Hej Adam,
      całkowicie utożsamiam się ze słowami Baden-Powella. Dziękuję Ci za przytoczenie tego cytatu i trzymam kciuki za rozwój Twojego bloga 🙂

  5. Bardzo prawdziwy przykład z życia młodych Polaków i komentarze. Więc i ja wtrącę swoje 3 groosze 😉 Ci młodzi ludzie nie wzięli się z powietrza. My (mam na myśli roczniki 70-te 80-te czy starsze) ich wychowaliśmy. My im dzień w dzień pokazywaliśmy że się nie da, że nie można, że lepiej dać sobie na spokój, że nie ma sensu się o coś tam starać. Coś tam zmieniać. I tak tkwią w tych przekonaniach – często utwierdzani przez najbliższych. Który z młodziaków usłyszy – nie podoba Ci się – to zmień to. Zrób coś by było lepiej. Część sama się nauczy, a część zestarzeje się w przekonaniu że się nie da i to samo przekażą swoim dzieciom. Istnieje pojęcie dziedziczonego ubóstwa i niestety nie jest wyssane z powietrza. To samo z postawami życiowymi. Więc przewrotnie napiszę: jak sobie pościelimy – tak się wyśpimy

    • Trafne spostrzeżenie – jako rodzice mamy ogromny wpływ na sposób, w jaki myślą i działają nasze dzieci. Ci młodzi byli tylko inspiracją do wpisu – starszym też przydałby się czasami solidny kopniak 🙂

  6. Masz dużo racji, Marcinie, ale nie byłbym sobą, gdybym Ci troszkę nie namieszał.

    Popierasz, jak rozumiem, idealistów pragmatycznych. I słusznie, ale może nie do końca. Ich postawa jest bowiem wynikiem akceptacji tego, co jest, choć jest do d… Pozwól, że trochę przerobię te zdania charakteryzujące postawę pragmatyków:

    Państwo powinno zapewnić każdemu godną emeryturę – ale wiem, że nie zapewni. Potulnie się z tym zgadzam, więc odejmuję sobie od ust, żyję skromniej, niż powinienem i niż byłoby mnie na to stać, bo odkładam na własną emeryturę. Wyręczam państwo, odpuszczam mu obowiązek zorganizowania sprawnego systemu emerytalnego – sam sobie poradzę.

    Sprzęt medyczny powinien być finansowany z moich podatków – ale jednak nie jest. No trudno, niech robią z moimi podatkami, co chcą. Ja wyskakuję z dodatkowych pieniędzy (które mógłbym np. odłożyć na swoją emeryturę) i wspieram WOŚP. Tym samym mówię rządzącym: możecie się nie przejmować służbą zdrowia, my mamy Owsiaka!

    Każdy powinien zarabiać tyle, by spokojnie utrzymać rodzinę. Dlatego robię wszystko, by rozwijać się i zarabiać jak najwięcej, bez względu na wysokość „średniej krajowej”. Haruję 7 dni w tygodniu po 12 godzin, bo ci, którzy uważają, że pracodawca/klient powinien mi godnie płacić za 8 godzin pracy, to naiwni idealiści. A tych, co strajkują, bo chcą zarabiać więcej, to ja bym pałami do roboty zagonił!

    Czy nie tak? 🙂

    • Ciekawy punkt widzenia

      Nie chodzi o samo płacenie podatków /ZUSu tylko o to, że mimo płacenia to nic nie zapewnia.
      Później się politycy dziwią, że tyle ludzi wyjechało i myślą, że ich ściągnał do Pl kilkoma obietnicami.

      Mimo wszystko jestem w obozie pragmatyków

    • Hej Marek – fajne argumenty. Ale nie – nie to miałem na myśli.

      Istnieje ogromna różnica pomiędzy pragmatycznym podejściem i działaniem, pomimo tego “jak jest” a akceptacją tego “jak jest”. Postaram się to doprecyzować.

      Weźmy system emerytalny. Deficyt ZUS sięgnie w tym roku pewnie coś koło 60 mld PLN (i według prognoz samego ZUS z każdym kolejnym rokiem będzie wyższy). Z pustego i Salomon nie naleje, a politycy doskonale o tym wiedzą. Jest kwestią czasu, gdy któremuś kolejnemu rządowi temat wybuchnie w ręku. Pewnie – jak w Grecji – pojawi się rząd, który zostanie zmuszony do drastycznych społecznie kroków (np. drodzy rodacy – system pękł – od dziś każdy emeryt otrzyma tylko 1000 zł miesięcznie obywatelskiej emerytury, o ile będziecie pracować do 75 roku życia). Potem przegra oczywiście wybory, a kolejny rząd powie: to oni zrobili, a my już nie możemy tego odwrócić, bo kasa jest faktycznie pusta. [To taki mój osobisty bazowy scenariusz rozwoju wypadków].

      Co może zrobić polityk? Podnieść odpowiedzialnie wiek emerytalny …i przegrać następne wybory. Albo? Obniżyć dziś wiek emerytalny, wygrać kolejne wybory, odłożyć dla siebie kasję i… nie przejmować się konsekwencjami w bliżej nieokreślonej przyszłości – “bo nas już wtedy nie będzie”.

      Mając pełną świadomość takiego stanu rzeczy dbam o emeryturę sam. Jeśli coś kapnie mi z ZUS w przyszłości – będzie to miły dodatek. Nie łudzę się jednak, że politycy to zmienią, a swoje zdanie wyrażam przy urnie wyborczej, odrzucając programy, które są szkodliwe.

      Dodatkowo – im więcej osób będzie dbało o swoją emeryturę samodzielnie (do czego nieustannie namawiam) tym mniej bolesny będzie “Szok”, gdy system emerytalny padnie. Tak rozumiem swój wkład w zmianę sytuacji, co moim zdaniem jest skuteczniejsze, niż liczenie na polityków. Nie akceptuję stanu obecnego. Zmieniam go na lepsze tak, jak mogę w obecnych warunkach. Na lepsze dla siebie, dla moich bliskich i – mam wielka nadzieję – na lepsze dla moich Czytelników.

    • Opis pragmatyków przedstawiony przez Marka bardziej pasuje do mojej postawy, choć wielu czytelników tego bloga uzna mnie za marudę bądź rozwydrzoną panienkę. W przeciwieństwie do rozentuzjazmowanych “zapieprzaczy” i przodowników pracy, zanim ‘na hurra’ rzucę się do ciężkiej pracy, zastanawiam się czy rzeczywiście gra jest warta świeczki, zarówno dla mnie jak i, w dalszej perspektywie, dla otoczenia. Czy podnoszenie sobie (a w rezultacie innym) non stop poprzeczki nie doprowadzi do spowszednienia pewnych umiejętności i ich erozji? Tak się przecież stało ze studiami w naszym kraju wraz z ich umasowieniem. Mój biegły angielski nie jest niczym szczególnym – ile języków obcych będzie musiało znać moje dziecko, by nie odstawać od reszty na rynku pracy? Ile lat pracy i wyrzeczeń kosztowało moich rodziców, a ile kosztuje mnie np. kupienie dwupokojowego mieszkania w miastach o podobnych perspektywach rozwoju (czyt. nie na pipidówie z której wszyscy uciekają)? A to wszystko nie na wille z basenami i inne ekstrawaganckie zbytki – a na tzw. przeciętne życie na względnym luzie. Wielu moich rówieśników, znużonych stażami, ma spore wątpliwości, co do zasadności ciężkiej pracy jako gwaranta sukcesu (w tym finansowego). Ciężka praca – tak, ale z wymiernymi korzyściami i w niezbyt odległej perspektywie.
      PS. Żaliłam się tu kiedyś na to, że sfrustrowana jestem swoim oszczędnym trybem życia i ciężką pracą, bo mimo ‘imponujących – buahahah’ (wg niektórych) oszczędności w wieku 26 lat wciąż nie mogę zapewnić sobie poczucia bezpieczeństwa w postaci stałego adresu. 😛 Zasugerowałeś mi, że powinnam zrobić sobie przerwę i zastanowić się nad tym, czego chcę i podzielić cel na etapy. Jestem ciekawa, co mi poradzisz (bądź twoi czytelnicy) na utrzymanie motywacji w perspektywie nie roku, dwóch, ale prawdopodobnie 20-30 lat.

      • ciuchcia,

        nie możesz liczyć na to, że ktoś będzie ciągle Cię motywować.

        To Twoje życie i Ty będziesz żyć z konsekwencjami swoich działań lub ich braku.

      • Marcin Kluczek

        Cześć ciuchcia

        Spojrzałbym na temat inaczej. Czy studia i język obcy to dużo? Z perspektywy lat 90tych, tak (ze względu na zacofanie w spuściźnie po PRL). Z perspektywy 2018 roku, nie.

        Dygresja ze świata sportu. Niedawno zakończył karierę król sprintu i rekordzista świata Usain Bolt. W latach 30tych królem był Jesse Owens, który biegał 100 metrów w czasie 10,2s. To śmieszny wynik przy Bolcie 9,58s. Jesse z takim wynikiem miałby problem, żeby zakwalifikować się do finału olimpiady (a wygrał jedną w 1936 roku). W tym miejscu duże ALE – Jesse biegał na innej nawierzchni, w gorszych butach, bez specjalnych starterów, bez sztabu trenerów, specjalistów od żywienia, psychologów itd. Specjaliści od technologii w sporcie uznali, że w bezpośredniej rywalizacji Bolt byłby szybszy, ale Jesse miałby srebro. Chodzi mi o to, że porównywanie wyników z przeszłości do dziś powoduje, że możemy łatwo deprecjonować osiągnięcia poprzedników. Co musiałby dziś odkryć astronom lub astrofizyk, aby okryć się sławą Kopernika? Postęp jaki się dokonał w czasie podniósł poprzeczkę bardzo wysoko. Niegdyś obserwacje wykonane “prymitywnym sprzętem” wstrzymały Słońce i wywróciły świat do góry nogami. Dziś dywagujemy nad teorią wszystkiego i podróżami w przyszłość.

        Jak stwierdził Newton – jestem tylko karłem stojącym na ramionach olbrzymów. Jest nam o wiele łatwiej osiągać wyniki naszych przodków. To jednocześnie dobrze i źle. Oznacza to tyle, że naturalnym procesem jest to, że kolejne pokolenia mają dostęp do szerszej wiedzy, mają większe możliwości, ale żyją w coraz bardziej wymagającym świecie. Jednym słowem postęp. Jako społeczeństwo jesteśmy coraz lepiej wykształceni, coraz zdrowsi, coraz “inteligentniejsi”.

        Świat wymaga od nas coraz więcej. Na początku XX wieku jedynie 3% społeczeństwa pracowało w zawodach wymagających zdolności intelektualnych. Obecnie jest to już 35% – zasłyszane na jednej z konferencji TED. Przyszłość znacznie podniesie ten wskaźnik. Podczas tej samej przemowy padło stwierdzenie, że gdybyśmy przenieśli człowieka z przeszłości sprzed 100 lat i dali mu do rozwiązania test IQ, uzyskałby wynik 70, czyli na granicy otępienia umysłowego. Nie dlatego, że był debilem (stary termin medyczny), po prostu żył w innych czasach dających mniejsze możliwości rozwoju. Świat, w którym żyjemy daje nam więcej, ale w zamian więcej wymaga, jest bardziej złożony. Tempo zmian robi się iście szalone, ale niezależnie od tego czy mi się to podoba czy nie, ten pociąg nie zamierza zwolnić.

        No i teraz mam trzy możliwości.
        a. Zapieprzanie w pracy
        b. Nie warto, odpuszczam
        c. Szukanie trzeciej opcji np własna działalność,
        d. Jadę na Karaiby, będę łowił ryby = wysiadam z tego pociągu

        Dla mnie świadomość tych zmian i konsekwencji mojej decyzji jest największym motywatorem. Akceptuję zmiany, ponieważ nie mam na nie wpływu, ale mam wpływ na moje działania. Ucieczka do przodu wydaje mi się najsensowniejszym rozwiązaniem.

      • Plastic Tofu

        “Love and work… work and love, that’s all there is.” – Freud
        Motywacja na całe życie wymaga wielkiego celu. Celu większego niż my sami, więc potrzebujesz coś co będzie cię nakręcać przez resztę życia. Tak jak firmy mają “Mission statement” Ty musisz znaleźć swój powód dla którego znalazłaś się na Ziemi. Przykro mi powiedzieć, ale mieszkanie nigdy takim celem nie będzie. Mieszkanie ma praktycznie każdy, więc nie jest to unikatowy pomysł na spędzenie następnych kilku dekad na tym padole. Mieszkanie, czy dach nad głową jest na samym dnie hierarhii potrzeb Masłowa, stąd jeszcze daleko do samorealizacji, stąd postuluję abyś znalazła coś co będzie częśćią tejże samorealizacji. Reszta drobiazgów jak mieszkanie, samochód czy inne dobra materialne są niejako wynikiem tych dążeń, rzadko są celem samym w sobie. Może dla niektórych, mieszkanie czy samochód są symbolem statusu, ale wierz mi mając troszkę większą głębię duszy nigdy nie uda ci się wypełnić jej kilkoma paletami poukładanych pustaków czy dwoma tonami metalu nawet gdy na masce jarzy się trzyramienna gwiazda.
        Mieszkanie jest tu oczywiście wytrychem myślowym zawierającym w sobie wszelkie dobra materialne gromadzone dla samego gromadzenia bez wyższego celu. Jeśli nie przekonuje Cię Masłow to czas na wycieczkę na cmentarz. Zobacz jak niewiele nagrobków ma napis “Posiadał dwupokojowe mieszkanie z widną kuchnią. Ilu ludzi wspominamy poprzez ich stan posiadania? Czy wiesz jakim samochodem jeżdził Einstein, albo ile pokoi miała Szymborska? Celebrujemy ich życie poprzez ich pasje, poprzez ich pracę, poprzez ich osiągnięcia, a dobra materialne? Często przyszły razem z osiągnięciami, czasami nigdy, ale to ich życie było monumentem który ludzkość ceni, monumentem dla którego warto poświęcić tych kilkadziesiąt lat dane nam na tej planecie.
        Jak znaleźć to coś? Posłuchać głosu swojej duszy. Każdy z nas ma jakieś powołanie, często jest ono przywalone tysiącem drobiazgów, codziennych zajęć, małych potrzeb jak np popularny telefon, czy modna torebka, bez której nie sposób żyć. Wystarczy wsłuchać się w wewnętrzny głos i on wskaże nam drogę do spełnienia.
        Zacząłem przygodę z finansami od sprzedaży ubezpieczeń ponad ćwierć wieku temu. Było to niedługo po tym jak Illinois wprowadziło przymusowe ubezpieczenia na samochody. Nie dość, ze reputacja agentów ubezpieczeniowych nigdy nie była na wysokim poziomie, ludzie kupując ubezpieczenia zawsze uważali, że płacą za dużo to jeszcze musiałem wysłuchiwać jak to rząd odbiera im ostatnie resztki wolności zmuszając ich do zakupu niepotrzebnych ubezpieczeń. I to miało być moje życie?
        Któregoś dnia zrozumiałem, że jestem tu po to aby pomóc im w momentach które są dla nich najtrudniejsze. Kiedy stracą dom, kiedy są na krawędzi utraty biznesu, albo są po wypadku i wracają do zdrowia. Teraz ten taniec wykonywany przy sprzedaży uważam za inwestycję. Zwrot na inwestycji jest wtedy gdy dzwonię do klientki (zdarzyło się to jakieś 3 tygodnie temu) i mówię, że mam dla niej czek za spalone mieszkanie i nie musi się martwić gdzie będzie mieszkać, jak jej dzieci nadal będą mogły uczęszczać do dobrej szkoły i będzie mogła kupić wszystko co straciła w pożarze. Jej uśmiech był bezcenny.
        Gwarantuję, że gdy znajdziesz swoje powołanie reszta przyjdzie sama.

        @Marcin Kluczek
        Swietny wpis.

        • Marcin Kluczek i Plastic Tofu – Wow, wymiatacie!… Również poprzednie komentarze pod USA. Niesamowita przyjemność czytać Wasze wypowiedzi.

        • Plastic tofu – Sporo tu ezoteryki, pitu pitu o spełnieniu, z którego nic dla mnie nie wynika.
          Własne mieszkanie stanowi tu dla mnie namacalny przykład poczucia stabilności, bezpieczeństwa, które to potrzeby znajdują się na dole piramidy potrzeb Masłowa, o której wspomniałeś. To podstawa, bez której nie powstaną kolejne elementy hierarchii, w tym i spełnienie, o którym tak rozwlekle się rozpisałeś. Fajnie się mówi o idei, szukaniu swojego ‘why’, gdy warunki bytowe masz ogarnięte i nie musisz się martwić o to, że kończy ci się umowa najmu i musisz szukać od nowa. Ideą nie zapłacisz rachunków, nie najesz się, nie zapłacisz u dentysty.

          Marcin Kluczek,
          co do opcji wyboru:
          1) Niewiele mi z tego zapieprzania zostaje. Ostatnio wywalczyłam podwyżkę – 300 pln brutto. Wow, wydam na bilet miesięczny.
          2) Niestety, maszynista zdążył wyhamować pociąg.
          3) Nie mam siły przebicia, zresztą pewnie jestem mało wartościowa, skoro jestem w stanie wywalczyć 300 pln.
          4) Nie stać mnie na bilet.

          Nie radzę sobie z frustracją. Bo to tak łatwo napisać: trzeba się bardziej starać, trzeba poznawać nowych ludzi, którzy mogą ci pomóc – ale ile można? Mam wrażenie, że zbyt mocno opieramy się na swoim sprawstwie bagatelizując rolę łutu szczęścia w naszym życiu. Wiele rzeczy muszę sobie w życiu wyszarpywać sama – chodzić, pukać, zapieprzać, a i tak nie mam z tego powodu satysfakcji, bo efekt jest nieadekwatny do wysiłku jaki musiałam w to włożyć. A potem widzę, jak zbieg okoliczności zmienia sytuację ludzi z mojego otoczenia. To frustruje.

          • Plastic Tofu

            Holy Toledo…
            Nigdy nie spotkałem się z redukcją filozofii i celów życia do… pitu pitu, ale na wszystko jest pierwszy raz.
            Więc żeby nie było rozwlekle: Sorry nie zrozumiałem co jest ci potrzebne – Numery lotto w najbliższym losowaniu to 2,9, 12 ,20, 43, 47…

        • Marcin Kluczek

          Ciuchcia,

          Świat nie jest sprawiedliwy, ludzie nie są równi (w znaczeniu cech, pozycji startowej itd), dopadają nas losowe przeciwności i losowe okazje, a czasem i ślepa kura znajdzie ziarno. Wiem, bywa to wkurzające i czasem krew mnie zalewa, gdy widzę co się dzieje, ale tylko przez chwilę. Nie mamy na to wpływu, więc to nie problem, a życie. Życie nie będzie dla mnie powodem do frustracji, a jeśli już musi, to ta frustracja będzie źródłem siły. Trzy razy dostałem od życia takiego kopa, że wiele się posypało, ale trzy razy wstałem. Miałem też wiele szczęścia. Wiem jedno, nie położę się w oczekiwaniu na kolejnego kopa.

          Widziałem osoby, które wysiadły z pociągu i żyją jakby świat się zatrzymał kilkadziesiąt lat temu – to jest już niemal zacofanie generacyjne z rodziców na dzieci. Zero chęci do walki o lepsze jutro, ciągnięcie wszystkich w dół, często postawa daj, a niemal zawsze od pierwszego do pierwszego. Dramat ludzi, którzy są niedostosowani do dzisiejszej rzeczywistości. Biedzie materialnej towarzyszy bieda umysłowa, obie przenikają się w makabrycznym tańcu. To jest ludzka tragedia. Nie podoba mi się ten scenariusz.

          W wersji łagodniejszej mogę przestać się starać, ale świat z czasem będzie mi coraz bardziej uciekał. Co gorsza będzie uciekał moim dzieciom, które będą żyły w świecie, którego nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić. Mam im przekazać, że nie warto się starać? Nie. One (pokolenie alpha) jak żadne inne wcześniejsze pokolenie będą potrzebowały elastyczności, umiejętności krytycznego myślenia i woli walki.

          Nie jest łatwo, ale mimo to spróbuję. Nawet jeśli się nie uda i tak będzie lepiej, niż gdybym nie spróbował. To nie oznacza, że będę się zarzynał 100 godzin tygodniowo, ale nie poprzestanę na minimum.

          Moim zdaniem Plastic Tofu zwrócił uwagę na coś bardzo ważnego. Znalezienie swojego celu. Rozejrzyj się wokół. Zastanów czego chcesz i rób swoje.

          • Chcę poczucia bezpieczeństwa, napisałam na samym początku drugiego komentarza. A mimo pracy i wyrzeczeń nie udaje mi się tego uzyskać.

          • Marcin Kluczek

            Rozumiem, a zatem
            si vis pacem, para bellum – pragniesz pokoju (bezpieczeństwa), szykuj się do wojny.

            Jeżeli się położysz, bo nie warto, Twój cel oddali się.

            Masz 26 lat i pragniesz własnego mieszkania. Wspominałaś o oszczędnościach, oszczędnym życiu, podwyżce. Gdzie leży problem? Kup swój kawałek świata i ciesz się mieszkaniem bez landlorda. Minie dłuższa chwila zanim je spłacisz do zera, ale nie możemy oczekiwać, że jeszcze przed trzydziestką kupimy za gotówkę. Cierpliwości.

            Głowa do góry i rób swoje.

          • To, ze mnie nie mimo wszystko nie stac? Brak zdolności kredytowej?
            To, że jest to zobowiązanie trwające dłużej niż chodzę po tym świecie? Ile lat mam “robić swoje”? Co z tego, że oszczędzam, jak w rok ceny mieszkań w okolicy wzrosły o 40% ? Nie jestem w stanie nadążyć za wzrostem cen.

  7. Marcin zgadzam się z Tobą, że pragmatycznym mają świadomość, że powinni sobie sami zapewnić byt i nie oczekiwać od nikogo. Jednak mała garstka z tej pierwszej grupy wysili się, żeby przeczytać ten artykuł lub jemu podobne. Ci nadal bedą żyli w przekonaniu sobie słusznym, że im się należy i już.
    Podejrzewam, że zalezy Ci na tej małej grupie, która dzięki temu wpisowi coś zmieni w swoim życiu

  8. Antyurzedas

    Marcinie, nie każdy jest zaradny, wykształcony, błyskotliwy, zna kogoś tu i tam itp. Więc co z rzeszą ”zwykłych” ludzi? Co z gościem który mi leje benzyne do auta, a podchodząc do dystrybutora kuleje, bo jest niepelnosprawny? Co z pania która zamiata ulice, sprzata stoliki w Mcdonaldzie, filetuje ryby w fabryce itp itd? czy tym ludziom nic sie nie należy? Albo inaczej: czy nalezy im się za ich pracę 1700 na łapę? Oni też maja odłozyc na emeryturę samemu? ja jestem w takiej sytuacji że zus mnie nie dotyczy, wiec obliczyłem, ze musze mieć 1mln PLN zeby jako – tako na tej emeryturze funkcjonować….Da mi to powiedzmy 3tysie co miesiac przez 20 lat….No to jak ci ludzie maja odlozyc takie pieniadze? To po co jest panstwo wogole? Tylko do zbierania haraczu w postaci podatkow i tzw. danin? Mój dziadek był rybakiem na kutrze. bedac na emeryturze, dostawał odpowiednik dzisiejszych 5 tysi pln….wiec jakos sie dalo, a dzis, 50 lat pozniej, sie nie da…..Zona moja ma 30 lat, pare lat ”kariery”zawodowej, od 2 lat w domu, urodzil nam sie syn.Do pracy nie wrocila, bo zostala zwolniona…Ha, ha, ha, taka mamy ochrone kobiet ktore rodza nasze dzieci w tym kraju.Nie dostalismy nic kiedy sie dziecko urodzilo, Czemu? Bo dobrze sobie radzimy. Bo jakbysmy byli patologia albo nie byli malzenstwem to miesiecznie bysmy wyciagneli z systemu 2-3 tysie. Zona obecnie jako tzw. bezrobotna co miesiac chodzi podpisywac kwit.I ta babka ma obowiazek informowac ja o okazjach na rynku pracy. Wiec dostala taka ”Okazje”: staz 6 miesiecy 8h dziennie za……1000 zeta miesiecznie!!!!!!!!Rozumiesz? 30 letnia babka z jakims tam juz bagazem doswiadczen zawodowych dostaje taka propozycje!!!!Wiec ja sie pytam co tu jest dobrze? kto ma sie cieszyc? Kogo oni szukaja w tym kraju? Niewolnikow do tyrki za michę? Oczywiscie lejemy na temat bo ja wyciagam rocznie cos kolo 250K pln, wiec moglbym powiedziec: nie moj problem. Ale problem jest……….Wiec jak czytalem jakis tam artykul że middle class w USA słabo ciagnie, to myslałem że pekne ze śmiechu…..Bo u nas w kraju nie ma nawet middle class….jest bieda i bogactwo, nie ma środka…..
    teraz tak: przy swoich zarobkach, mam szanse odlozyc taki 1mln PLN na moja emeryture w ciagu powiedzmy 10 lat.A co maja powiedizec ci, ktorych wymienilem na poczatku? Jakie jest rozwiazanie dla takich ludzi? Moze ostateczne, zaciagniete z antycznej Sparty: skała i przepasc, żebys sie człowieku nie meczył?……

    • Postaram się odpowiedzieć choc na część Twojego komentarza:

      (1) nie każdy jest zaradny, wykształcony, błyskotliwy, zna kogoś tu i tam itp.

      To prawda. Ale, choć nie sposób nauczyć się “błyskotliwosći”, to już poziom swojej zaradności można podnieść. Jeśli chodzi o wykształcenie – przy dzisiejszym niezwykle tanim dostępie do wiedzy (internet) można bardzo wiele nauczyć się niemal za darmo i na tym zarabiać (Justyna, nauczycielka z mojego podcastu, nauczyła się grafiki komputerowej i dorabiała na tym, spłaciła w rok 36 000 zł długu), a jeśli kogoś się nie zna, to można go poznać.

      Ktoś powie, że się nie da. Ktoś inny udowodni, że jednak się da. I jeden i drugi będą mieli rację.

      Nie każdy zarobi miliony. Ale niemal KAŻDY przy odpowiednim wysiłku jest w stanie choć trochę poprawić swoją sytuację i zawsze wyjdzie na tym lepiej, niż ten, kto uzna “nie da się”.

      Pan, który leje Ci paliwo na stacji do baku i kuleje, mógłby się położyć w łóżku i powiedzieć, że się nie da. A on jednak idzie do pracy. To jest godne podziwu i budzi mój wielki szacunek.
      Co do innych zawodów – w Polsce masz wybór. Jeżeli nie chcesz wykonywać jakiejś pracy – naprawdę nie musisz. Nie lubisz filetować ryb, ale to robisz? Cóż – przy obecnym rynku pracy – prawo wyboru odbierasz sobie sam. Oczywiście – czasem sytuacja życiowa zmusza nas do takiej a nie innej pracy (wspomniana przez Ciebie niepełnosprawność, choroba dziecka, itp – przykładów jest wiele). To są uzasadnione sytuacje, rozumiem je i tu rola państwa oraz organizacji pozarządowych jest bardzo ważna.

      Masz oczywiście rację. Przy bardzo niskich zarobkach trudno odkładać na emeryturę samemu. Nie zmienia to jednak rzeczywistości: pieniędzy od Państwa będzie bardzo mało. Można się na tę sytuację wściekać, obrażać się, wkurzać, modlić się o cud. Albo można poszukać sposobu, by zmienić to, na co mamy wpływ. Na przykład na wysokość naszych zarobków i pracę, którą wykonujemy.

      Do obalenia hipotezy, że się “nie da” – wystarczy już jeden przykład człowieka, który pokazał, że się da. A przykładów historii “od zera do zamożności” jest wiele. Część z nich to szczęście. Bardzo wiele -to efekt pełnego determinacji, świadomego działania.

      Ktoś przeczyta ten artykuł, niczego nie zmieni i udowodni sobie w ten sposób, że się nie da. Ktoś inny zastanowi się, co jednak może zrobić, zacznie działać i po jakimś czasie udowodni, że się da.

      (2) Dziadek był rybakiem i ma 5000 zł emerytury.
      Odpowiedzią jest demografia. Na emeryturę dziadka pracowało 5 osób, na nasze będą pracować 2 osoby. Dlatego wtedy się dało, a teraz się nie da.

      (2) Żona z szansą na staż 6 miesięcy za 1000 zł miesięcznie…

      Można się z tego śmiac, lub spojrzeć inaczej.
      Jeśli zostanie w domu – być może pozostanie bezrobotną i będzie musiała liczyć tylko na Ciebie (obyś żył długo i w świetnym zdrowiu)
      Idąc jednak na staż za “śmieszny tysiąc” – wraca do działania, poznaje nowych ludzi, a jeśli swoją pracą wykreuje realną wartość dla innych, z 1000 zł zrobią się 2000 zł, potem 4000 zł i tak dalej.

      Tak to hula. Wiele osób (w tym lekarzy) zaczyna od stażów za darmo…

      I mógłbym tak ciągnąc dalej…
      Podejście “nie da się” albo “jest ciężko” – w niczym nie pomoże. Takie narzekanie jest całkowicie jałowe.

      A odpowiadając na pytanie, które zadałeś:
      – Co mają powiedzieć Ci, których wymieniłeś na początku?
      Moim zdaniem:
      – Nie podoba mi się miejsce, w którym jestem. Dlatego zmienię to!

      To jedyna sensowna droga.

    • Podsumowując: w Polsce jest fatalnie, beznadziejnie po prostu, jak żyć panie premierze?!!! Zarobić można rocznie 250K PLN… A nie, zaraz… 😂

      • Antyurzedas

        Piotrze, dobrze zadane pytanie : jak żyć, panie premierze…..ponieważ ja swoje 250K zarabiam….. za granicą niestety….Bo gdybym chciał pracować w naszym kraju, to byłbym kolejnym kredytowym desperatem błądzącym myslami w krainie: kiedyś będę….Po 10 latach pracy dla zachodniej firmy, zaczynajac od zera, dzis mam dom za 1mlnPLN, 2 auta z salonu, w weekendy latam sobie awionetką, a jak mam ochote to ide do mariny , leje 100ltr benzyny do łodzi i wypływam na rybki…..Czyli życie zwykłej middle class w tak ostatnio wysmianych USA…..Wiec jesli masz taki sam poziom zycia, to ciesze sie, jesli nie- pomysl co moglbys zrobic zeby zyc podobnie.Moze jakis dodatkowy kursik? Albo po prostu nie starasz sie zbytnio? Oczywiscie pytanie retoryczne zabarwione odrobina cynizmu….
        Więc teraz tak: tam gdzies sie da, a u nas sie nie da….W ciągu roku pracuje wszystkiego ok. 6 miesięcy, kolejne 6 miesiecy mam wolne….ot tak sobie wymyslila firma, żeby pracownicy byli wydajni i zadowoleni. Wiec za 30 dni pracy mam 10k euro…..A u nas nie miałbym 10 tysiecy złotych!Wiec co, zeby dorobić mialbym sie znow doksztalcac?Skoro jestem wyspecjalizowanym inzynierem z walizka kursów i certyfikatów ? To moze kurs szydelkowania? Ciagła pogoń i wyscig szczurów? Nauczyciele w szkolach z 5cioma dodatkowymi dyplomami uczelni uzupelniajacych? Po to zeby wyciagac max 3kę PLN, a na start mieć 1700zeta? Kpina…..
        Nie ma zadnych przeslanek ekonomicznych ku temu, abysmy w naszym kraju zarabiali 4x mniej niz nasi koledzy na zachodzie.Wiec pomysl czemu tak sie sprawa ma.

        • 12 lat temu skończyłem studia, zaczynałem od zera (oczywiście w Polsce) od 5zł brutto za godzinę pracy. Dziś moja wartość netto to 1,5mln (5 mieszkań, 2 nowe samochody z salonu), roczne dochody to ponad 300 tys. zł. Nie miałem żadnych znajomości, nikt mi nic nie dał, do wszystkiego doszedłem sam. Nie da się? Da się. Jakbym przez te 12 lat słuchał tych wszystkich ciągle narzekających ludzi dookoła jak to jest źle i ciężko to do niczego bym nie doszedł. Jak ktoś chce wam wmówić że w Polsce się nie da tylko trzeba wyjechać za granicę żeby coś osiągnąć to omijajcie takie osoby szerokim łukiem. Nie twierdzę że jest łatwo, ale jak ktoś ma trochę oleju w głowie i wie gdzie chce dojść to w końcu tam dotrze – jeden szybciej drugi wolniej ale dotrze. Trzeba tylko wiedzieć w którym kierunku chce się podążać – jeden wybierze wąskie drogi lokalne, inny od razu wskoczy na autostradę i szybciej dojedzie do celu, ale ten co jedzie drogami lokalnymi też w końcu dojedzie tylko musi wiedzieć gdzie chce jechać 😉

        • Sorry za mój sarkazm w takim razie, ale z Twojego pierwszego wpisu nie wynikało, że pracujesz zagranicą. Piszesz, że jesteś inżynierem z walizką dyplomów i certyfikatów, a w Polsce nie zarobilbys nawet 10K PLN. Cóż, nie wiem, co dokładnie robisz, ale najprawdopodobniej masz bardzo wysokie kwalifikacje, na które jednak nie ma wystarczającego popytu na krajowym rynku pracy. Czy to powód do prezentowania takiej roszczeniowej postawy (Polacy powinni w kraju zarabiać tyle, co na Zachodzie, należy się i koniec) ?
          Równie dobrze mógłbyś otworzyć w jakiejś biednej pipiduwie salon z super autami i mieć pretensję do lokalnego rynku, że mało chętnych na zakup.
          Sytuacja, gdy w Polsce zarabia się ok. cztery razy mniej niż na Zachodzie, jest jak najbardziej prawidłowa. Nasze PKB per capita to ciągle ok. dwa razy mniej, niż średnia na Zachodzie, a im biedniejszy kraj, tym płace są generalnie niższe bardziej niż proporcjonalnie w relacji do różnicy w PKB. I tak powinno być: relatywnie niskie płace oznaczają niższe koszty i większą stopę zwrotu dla przedsiębiorców oraz bardziej konkurencyjne cenowo towary w stosunku do krajów zamożnych, co z kolei daje swego rodzaju rentę z tytułu zapoźnienia gospodarczego, w konsekwencji czego tempo wzrotu PKB jest wyższe i możliwe jest doganianie krajów najwyżej rozwiniętych (oczywiście nie oznacza to, że nastąpi pełne dogonienie najbogatszych państw – gdy PKB dochodzi do ok. 70 – 80 proc. poziomu w najbogatszych krajach, często pojawia się pułapka średniego dochodu). Porównaj np. płace w Polsce i najbiedniejszym z krajów piętnastki, tj. Portugalii. W Portugalii są zaledwie o ok. 10 proc. wyższe, jeśli uwzględnić różnicę w wydajności pracy (tj. nie chodzi mi o bezwzgledna wysokość wynagrodzenia na danym stanowisku, ale o wysokość wynagrodzenia odpowiadającego temu samemu produktowi pracy).
          Nie chcę się też wtrącać w wasze domowe sprawy, ale gdybyście np. nie decydowali się na dwa nowe auta, zadowalajac się używanymi, i zrezygnowali z łodzi, to żona mogłaby, wykorzystując tak pozyskany kapitał, otworzyć jakąś własną niewielką działalność gospodarczą. Wtedy ta wada (wg Ciebie) naszej gospodarki (niskie płace) mogłaby się dla Was stać zaletą, co pokazuje, że w istocie wszystko jest względne.
          Twierdzisz, że w USA trawa jest bardziej zielona, tylko co z tego? Przecież większe są wtedy oczekiwania co do poziomu życia. Jak dla mnie Wasz poziom (dom za milion, dwa auta z salonu, łódź) jest mega wysoki, dla mnie nie do osiągnięcia w najbliższej przyszłości. Tylko czy to ważne? Nie czuję się z tego powodu nieszczęśliwy, wszystkie podstawowe potrzeby mam zaspokojone. W mojej skromnej ocenie dotknęła Was po prostu inflacja stylu życia.

          • Antyurzedas

            Aby uściślić: ja nie narzekam na swój los, ja obserwuję ludzi dookoła i czasami się zastanawiam: jak oni zyją, albo : jak sa pośrednio zmuszani żeby zyć. Wiecie , opowieści typu da sie a ja jestem tego przykładem – no cóż, dawno się z nich wyleczyłem, bo nie tędy droga.To że jestem zdrowy nie oznacza , że wszyscy dookoła są. To że ja przez 10 lat zarobiłem prawie 2mln zł nie oznacza, że wszyscy tak muszą, ale nie oznacza też, ze kazdemu można wciskac kit ze ”sie da” bo kazdy z nas jest inny, ale wszyscy jestesmy ludzmi….Dlatego wymieniłem w pierwszym poście tych ludzi z samego dołu, powiedzmy, drabiny zawodowej , którzy za swoja prace dostaja 2000 pln…..Masz czelnosc powiedziec takiej osobie ze sie da? Ze 2tysie na łapę jest ok?Że za słabo się stara?Ze ma zrobic kurs grafiki komputerowej, albo napisać ksiązke?Albo przeprowadzic sie do Warszawy?No to gratuluje poczucia humoru……Ludziom za ich pracę nalezy sie godziwa zaplata.2000 – 3000 w realiach dzisiejszej Polski, należacej podobno do UE, nie wystarczy na podstawowe potrzeby, nie mowiac o jakiejś słodyczy w zyciu…. Za parę dni lecę do UK na 5 dni szkoleniowych – Element ludzki w zarzadzaniu, kreatywnosc i przywództwo- jak powiedziałem koledze strazakowi ze za te 5 dni szkolenia oprócz zwrotu wszelkich kosztów firma zapłaci mi dodatkowo 1500E , po 300E za dzień – to nie mógł uwierzyć, bo on zarabia jako strażak 2800 pln za miesiac…..Wiec co mam mu powiedziec: da się? czy kozaczyc że wybrał zły zawód? i że to jego wina ze teraz mało zarabia? I widzisz, ja sie na strażaka nie nadaję…..a ktoś te prace musi wykonywać , i ten ktos powinien za to mieć godziwa zapłatę….Tylko tyle i aż tyle…..

          • Antyurzedas

            I jeszcze jedno : moja mama po 40 latach pracy w biurze jako księgowa, dostaje….1800 zeta emerytury….I wiesz co? Ilekroć nas odwiedza, mówi że codziennie dziękuje Bogu za swoje dzieci, czyli mnie i brata, bo to my dzis ja utrzymujemy….Bo 1800 na opłaty i lekarstwa starczy, ale na jedzenie juz nie…..Ze o prywatnej opiece medycznej nie wspomnę….Co mam jej powiedzieć: babciu, da się?Czy otworzyc jej stragan z pietruszka na rynku? Albo przekonac ze jest stara i juz nic nie potrzebuje w zyciu?Albo uzmysłowic ze to jej wina, bo samotnie wychowując dzieci nie odłozyła sobie kaski na starośc, albo nie kupiła dodatkowych 2 mieszkań na wynajem…Ludzie, zejdzcie w końcu na ziemię……

        • Plastic Tofu

          Przede wszystkim gratulacje z osigniętego poziomu życia, a jeszcze większe z empatii, którą zachowałeś żyjąc w niewątpliwych luksusach. I mam na myśli finansowe benefity, które zbierasz dzięki dobremu wychowaniu przez mamę oraz swojej edukacji i pracy nad sobą oraz luksusu emocjonalnego jaki daje spora pensja, własny domek, i samochody z salonu, a przede wszystkim rodzina. Cieszę się, że stać cię zapewnić rodzinie niezłe warunki życia, pomóc mamie i jeszcze masz czas i fundusze na swoje przyjemności. Bardzo podobało mi się, ze latasz, sam jestem wielkim fanem lotnictwa i latałem trochę na szybowcach i samolotach głownie Beechcraftem Sindownerem więc rozumiem jak ekscytująca może być ta pasja.
          Wydaje mi się jednak, że przesłanie tego wpisu troszkę ci umknęło. Sensem tego artykułu jak ja to rozumiem, jest popchnęcie ludzi do działania. Nie, nie wszyscy mają możliwości i to prawda co piszesz, że niektórzy są w sytuacji kiedy nie mogą sobie pomóc. Z drugiej strony są ludzie tacy jak Ty. Ludzie którzy są w stanie pomóc innym. Dzięki temu że stoisz wyżej na drabinie społecznej masz też szerszy horyzont, widzisz nie tylko ludzi, którzy niejako zostali zostawieni sami sobie przez państwo, ale widzisz też niedobory samego państwa. Pracujesz za granicą więc te porównania są o tyle łatwiejsze. Skoro masz empatię, skoro widzisz problemy w kraju, skoro masz środki i trochę czasu może to na tobie spoczywa odpowiedzialność za poprawę tego kraju. Może to co napisał Marcin o idealistach pragmatycznych nie jest dla ciebie żadnym wyzwaniem? Super. Jak napisałeś każdy jest inny, zostałeś obdarzony wieloma pozytywnymi cechami oraz intelektem i dla ciebie ta poprzeczka jest za nisko, może powinieneś ją podnieść. W życiu trzeba mieć cele i motywacje. Niech Twoja empatia będzie motywacją, a celem podniesienie poziomu życia w Polsce. Nie musi być to na początek posłowanie czy prezydentura, której ci życzę, ale może zmiany w gminie, miasteczku, czy województwie. Albo pomoc szkole aby więcej dzieci w przyszłości miały szansę na życie jakie ty masz. Nie wiem gdzie zaprowadzi cię powołanie, ale wydaje mi się, że szkoda zmarnować taki potęcjał.
          Życzę dalszych sukcesów w życiu.

          • Gratulacje? Potencjał? Czy ja śnie? Toż przecież już towarzysz Gomułka mawiał, że “z pustego i Salamon nie naleje”. Pisze sobie kompletne bzdury facet, który jest w zasadzie jawnym komunista, marksista-leninista, no i zbiera gratulacje i pochwały!
            Co się z tym narodem dzieje, po co było wygrywać Bitwę Warszawską…
            A teraz krotko do rzekomego antyurzedasa – kryptokomunisty: a co by się stało mamie, jakby stanęła na bazarku i sprzedawała pietruszkę dorabiajac do emerytury?
            A kolega strażak nie może zmienić pracy, skoro rzekomo tak mało zarabia? Widocznie zarobki mu odpowiadają skoro tam pracuje, no chyba, że Sejm uchwalił ostatniej nocy ustawę, że bycie strazakiem jest obowiązkowe. A skoro nie odpowiada Ci, jak kolega – strażak jest wynagradzany, to nie musisz czekać na państwo, ze swoich wysokich zarobków masz prawo sponsorować kolegę i wszystkich innych proletariuszy wszystkich krajów. Tyle…

          • I jeszcze jedno. Nie zauważyłem jakiegokolwiek odniesienia się do moich argumentów, poza jedynie leninowskim “należy się i koniec”.

          • Antyurzedas

            Dzięki za wpis PlasticTofu. Madry z Ciebie człowiek.Pozdrawiam.
            Ps. wpisu ”kapitalisty” , teskniącego za okresem przedwojennej tyrki za michę w fabrykach włókienniczych w Łodzi czy wiernego słuchacza rad byłego prezydenta p.Komorowskiego ”weź kredyt i zmień prace ” nie komentuję, bo nie ma czego…..
            Chociaż nie , napiszę cos odnośnie ”ze swoich wysokich zarobków masz prawo sponsorować kolegę i wszystkich innych proletariuszy wszystkich krajów. Tyle…”
            Dużo pomagam innym, przeważnie chorym dzieciom.Wpłacam na rózne akcje.Przez ostatni rok regularnie co miesiac wpłacałem 1000 zeta na leczenie chłopca z wada serca.W domu bida straszna,matka ledwo wiązała koniec z końcem, 3ka rodzeństwa.Dodatkowo ruszylismy ze zbiórką, kasa zaczeła płynąć, wszystko dobrze rokowało.Parę tygodni temu chłopczyk zmarł, a kanaście dni temu skończyłby 3 latka…..Na grobie białe kwiaty cos na kształt tortu i świeczka – cyfra 3.Przez okres swojego życia chłopiec spędził w szpitalu prawie 24 miesiace….Zyczę Ci Piotrze żebys był bogaty i mógł pomagać innym, bo to jest wspaniałe i daje kopa, chociaz nie zawsze wychodzi tak, jakbyśmy tego chcieli.Pozdrawiam.Komunista jesli tak chcesz.

          • Plastic Tofu

            @ Piotrek
            Podoba mi sie twoj zapał i chęć poprawy życia swojego i innych. Rozumiem argumenty, które przedstawiasz i jasną wizję świata który roztaczasz, jak i drogę do tej wizji. Nie sądzę, że Twój i antyurzendasa cel się rożni. Obaj chcecie lepiej dla kraju jedynie drogi troszkę się różnią. Twój zapał i temperament, jakże potrzebny aby odnosić sukcesy, w tym wypadku okazał się troszeczkę “Over the top”. Odpaliłeś całą baterię w jego stronę i jedyna logiczną reakcja z jego strony powinien być atak na twoje poglądy.
            Dlatego w życiu ważniejsze jest WYGRYWAĆ LUDZI NIŻ WYGRYWAĆ ARGUMENTY. Wtedy możesz mieć pozytywny wpływ na procesy zachodzące wokół ciebie i niejako wywoływać zmiany które przełożą się na ogólny wyższy poziom życia wszystkich zamieszkujących kraj nad Wisłą.
            Masz jasne i klarowne poglądy, ale nie zawsze jednorodność poglądów w społeczeństwie jest rzeczą pożądaną. Paleta poglądów jest nam potrzebna, aby oddzielić to co jest rzeczywiście prawdziwe od wierzeń, a w historii wielokrotnie już jako ludzkość mieliśmy “pewne i sprawdzone wzorce” tak naukowe jak i społeczne, które okazywały się ślepą uliczką i zmienialiśmy całkowicie nasz światopogląd od wiary poczynając a na przedmiotach ścisłych kończąc. Więc potrzebujemy ludzi o innych ideach, spojrzeniu na świat abyśmy mogli odkrywać nowe tajemnice naszego świata i naszego człowieczeństwa, a nawet jeśli cudze idee okażą się złe bedziemy mieli pewność, że kroczymy dobrą drogą.

            Ponieważ twoje wypowiedzi proszą się o bardziej precyzyjne ekonomicznie wyjaśnienie i nie chciałbym aby pierwsza część mojego wpisu została skwitowana jako pitu-pitu to przedstawię jak wyglądają zarobki w Polsce vs Zachód z punktu widzenia ekonomicznego.
            Na szybko: Jeśli porównasz dwie firmy produkujące te same rzeczy o podobnej kapitalizacji i jedna jest zdecydowanie lepiej zarządzana od drugiej, jasno możemy wysnuć wnioski, że w tej pierwszej firmie ludzie będą lepiej zarabiać niż w drugiej na wszystkich stanowiskach. Może tu leży problem naszego kraju? Może poprawa zarządzania spowoduje wyższy wzrost PKB, a resztę załatwi już magia procentu składanego i za parę lat pukamy do drzwi zachodu z zarobkami?
            Ekonomicznie: Wartość tej samej usługi na Zachodzie jest dużo wyższa niż w Polsce. Np sprzątaczka zarabia dużo więcej tam niz tu mimo iż nic nie wytwarza co da się dotknąć czy sprzedać. Wartość jej pracy bierze się z teorii marginalnej wartości (Prosze nie poszukiwać mnie z kijem basebalowym za złe tłumaczenie nazw. ale edukację ekonomiczną odebrałem po angielsku i nigdy nie praktykowałem jej w Polsce). Skąd bierze się ta wartość? Zaczynamy od zawodów wytwórczych. Dla przykładu skorzystajmy z podstaw jakie daje nam Adam Smith Wealth of the Nations. Pokazuje on tam producentów gwoździ gdzie jeden człowiek obsługujący cały proces produkcyjny wytwarza jednego gwoździa na dzień. Jeśli uda nam się połączyć tych ludzi w ciąg produkcyjny, czyli każdy z nich wykonuje tylko jedną prostą operację ich produktywność wzrasta 20 krotnie czyli produkują 20 gwoździ na osobę na dzień. Którz będzie więc lepiej zarabiał? Pracownicy w drugim przypadku przy niższych cenach końcowego produktu (niższych marżach) są w stanie zarabiać kilkukrotnie więcej (przy dużo mniejszych wymaganiach edukacyjnych) niż ludzie pracujący osobno.
            To gdzie w tym wszystkim jest nasza sprzątaczka? Otóż w pierwszym systemie produkcji musi ona chodzić od jednoosobowego zakładu do zakładu by zarobić grosze gdyż sami wytwórcy nie zarabiają wiele. Potrzeba jej więcej czasu i efekty finansowe są niewielkie. Ale, ale może się nauczyć i zacząć wytwarzać gwoździe. To prawda, tylko musi nauczyć się całego procesu i zdobyć kapitał na otwarcie produkcji. To dość duży skok.
            Natomiast w drugim przypadku lepiej zarabiający producenci są w stanie zapłacić jej więcej i cała jej praca odbywa się w jednym miejscu. Czyli pracuje mniej godzin za wyższą stawkę. Dlaczego za wyższą? Gdyż teraz próg edukacyjny jak i kapitałowy aby konkurować z producentami jest niewielki, wystrczy nauczyć się tylko jednej czynności i można komuś podebrać pracę.
            Stąd wynika, że nie zawsze wystarczą proste dla oka rozwiązania i czasem bunt wobec zastanemu porządkowi chociażby wypływał z innych niż nasze pobudek może prowadzić do fascynujących rozwiązań. Dla dobra nas wszystkich.

          • Plastic Tofu, znakomity wpis, bardzo dziękuję za jakże cenne uwagi. Przepraszam też, że trochę się uniosłem, lecz po prostu zdenerwowało mnie, iż Antyurzędas w ogóle nie podjął próby merytorycznej polemiki, jedynie powtarzając, że nasze zarobki są za małe i tyle, ale emerytom i strażakom się po prostu należy “godna” emerytura i płaca. Lecz co to właściwie znaczy “godna”? Natan Rothschild, jeden z najbogatszych ludzi swej epoki, zmarł wskutek jakiejś zapewne banalnej bakteryjnej infekcji, której wyleczenie nie byłoby dziś zapewne problemem u zwykłego Kowalskiego korzystającego wyłącznie z publicznej służby zdrowia. czy więc naprawdę przeciętny Kowalski nie żyje dziś godnie? Pamiętam, jak kilka lat temu podczas protestów na Majdanie Witalij Kliczko tłumaczył, że Ukraińcy chcą w końcu żyć normalnie, czyli… tak, jak żyje się w Polsce! Nadal stanowczo nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy, że 2000 – 3000 zł to nie są godne pieniądze, to jest własnie ta, tak krytykowana przeze mnie, postawa roszczeniowa. Ja zarabiałem takie pieniądze mając trzydzieści – trzydzieści kilka lat i nie narzekałem, co więcej, spłacałem z tego ok. 250 zl kredytu studenckiego i 1000 zł co miesiąc regularnie odkładałem (mieszkałem wtedy z rodzicami).
            Piszesz, że w ekonomii dopuszczalne są różne stanowiska. Tak, ale w penych ramach. Zauważ, że jak ustala się płacę minimalną na kolejny rok, to najmniej proponują organizacje pracodawców, trochę więcej rząd, jeszcze trochę więcej związki zawodowe. Ale nigdy nie są to żadne wielkie różnice, wszystkie strony dialogu społecznego poruszają się w pewnych rozsądnych ramach. Dlaczego? Bo eksperci ekonomiczni każdej ze stron wiedzą, że gwałtowne podnoszenie płacy minimalnej jest zawsze szkodliwe dla gospodarki. Dlatego dyskutują o szczegółach, i tu zgadzam się, że zdania mogą być różne. Jednak Antyurzędas nie liczy się z realiami ekonomicznymi, nie pisze, skąd wziąć środki na wyższe emerytury czy pensje w Strazy Pożarnej: czy prowadzić ekspansywną politykę fiskalną i zwiekszać dług publiczny (a cały czas jesteśmu w poblizy progu 3 % przy dobrej koniunkturze), czy może podnieść w tym celu podatki. Z tego, co napisałeś (przykład o sprzątaczce i producentach gwoździ) jasno wynika, że wzrost dochodów społeczeństwa przebiegać musi stopniowo: sprzątaczka będzie dużo lepiej zarabiać dopiero, jeżeli usprawni się proces produkcji gwoździ, nie wczesniej.
            Serdecznie dziekuję za celne merytoryczne uwagi i przepraszam za ewentualne niedociągnięcia w mojej argumentacji, ale nigdy nie uczyłem się ekonomii w szkole czy na studiach.

          • Plastic Tofu

            Piotrek, masz bardzo dużo racji w tym co piszesz. niewątpliwie postawa roszczeniowa istnieje w społeczeństwie, ale tego nie da się wyplenić. W USA cały czas nauczyciele zarabiają słabo, jak wieść niesie i nawet gdy John Stossel pokazał, że ich stawki godzinowe są wyższe od inżynierów z NASA został okrzykniety mordercą edukacji. Każdy z nas w szkole chodził z kimś do klasy, komu nie chciało się uczyć. To nasz rówieśnik on będzie szedł przez życie równo z nami, od narodzin do śmierci. Później nie chciało mu sie pracować, odkładać inwestować itd. Jaki mamy moralny nakaz mu pomagać obniżając poziom życia naszej rodziny? To są trudne pytania o sens istnienia państwa w takim wymiarze jaki dzisiaj mamy.
            Kiedyś gdy mieszkaliśmy we wsi każdy z nas wyrabiał sobie kredyt zaufania u sąsiadów. Jeśli ty byłeś porządnym człowiekiem, pomagałeś społeczności, dbałeś o biednych, dzieliłeś się z bliźnimi to tek kredyt rósł. Jeśli ja piłem wszczynałem awantury biłem żonę i dzieci nie zawsze swoje i byłem ogólną zakałą społeczną tego kredytu nie miałem. Kiedy podczas burzy piorun niefortunnie spalił moją i twoją stodołę ty dostałeś pomoc od mieszkańców w ramach tego kredytu, ja nie. Państwo niejako zabrało te problemy na siebie i nie do końca jest w stanie nad nimi panować gdyż zabralo też bodźce do porządnego zachowania. Wszak dzisiaj do otrzymania zapomogi ważny jest tylko poziom dochodów, a nie moralny poziom twego człowieczeństwa. Myślę, że podobna historia przydarzyła się kościołowi, który pomagał biednym, tworzył szpitale dla tych których nie stać na leczenie, przytułki czy hospicja. Dzisiaj przejęło to państwo i na zachodzie kościół już jest tylko częścią swojej świetlanej przeszłości. Ale to na zupełnie inny raz.
            Sądzę, że wszędzie potrzebujemy różnych punktów widzenia i nie zawsze nasz punkt pokrywa się z innym. Brak merytoryki w wypowiedzi Anyurzędasa, może wynikać z innych wyborów edukacyjnych albo większej wrażliwości na otoczenie. Nie wiem. Wiem natomiast, że ma entuzjazm i to się liczy.
            Aby zakopać wasze topory wojenne opowiem o chłopaku, który umówił się z dziewczyną i bylo już troche późno, a bał sie że nie zdąży, więc postanowił skrócić drogę i ruszył przez pole. Wiedział, że na tym polu jest byk. Potężny buchaj, który jednym ruchem głowy mógł mu dorobić kilka dodatkowych otworów w tylnej części ciała. Więc rozejrzal się ostrożnie, byka nie zobaczył, więc zaczął posuwac przez pole. Nie minęło kilka chwil i usłyszał za sobą coś na kształt grzmotu. obejrzał się i zobaczył jak umięśniona bestia z rozwartymi chrapami zmierza w jego kierunku szybko zmniejszając dystans. Całe życie przeleciało mu przed oczami i juz czuł, że jego żywot zakończy się na jednym z potężnych rogów gdy jak za dotknięciem magicznej różdżki wyrosło przed nim drzewo jedyne na całym polu z poziomym konarem gdzieś na oko na wysokości 3 metrów. Resztką sił wykonał kilka ostatnich kroków i gdy już czuł ciepły oddech byka na sobie odbił się wyciągnął ręce w kierunku jedynej gałęzi, która mogła mu uratować życie i … niestety nie trafił. Ale miał w sobie tyle entuzjazmu, że chwycił tę gałąź spadając na dół.
            Morał z tej historii płynie taki, że czasami gdy wszystko zawodzi, wystarczy entuzjazm. Antyurzędas go ma i ma wrażliwą duszę, ty masz analityczne podejście do sprawy. Może warto by ten blog, który na pewno nie jest miejscem dla bajarzy więc będę sie wystrzegał historii :), stał się miejscem gdzie zacznie sie coś dobrego. Czego wam obu życzę.

  9. Witajcie wszyscy, czytam Wasze komentaze i tak sie zastanawiam jak odniesc do tego moje wlasne doswiadczenie. Wyjechalam z Polski 20 lat temu. Mieszkalam i pracowalam w tym czasie w czterech krajach o zupelnie innym systemie. Teraz powoli zaczynam inwestowac w Polsce i niestety zderzylam sie z polska rzeczywistoscia. Pisze niestety bo nie moge zrozumiec dlaczego w Polsce sie nie da. Da sie , jak najbardziej. Ale dla mnie najtrudniejsze jest to , zeby dotrzec do ludzi i uswiadomic im ze to juz nie sredniowiecze. Zrzucanie odpowiedzialnosci za swoje bledy na innych, lekcewazenie i olewackie podejscie do pracy. Czasem rece opadaja. A co smieszniejsze to ci sami ludzie po przekroczeniu granicy staja sie sumiennymi pracownikami. Kiedys tlumaczylam to tym ze za granica lepiej zarabiaja ale teraz to sie zmienilo. Przychodzi do mnie ekipa remontowa, wykonuje prace robiac przy okazji spore szkody ( my mielismy wykonac swoja prace a ze szkody powstaly to nie nasza sprawa ) i wystawiaja mi fakture na sume troche wieksza niz zaplacilabym w kraju gdzie teraz mieszkam. maz spedzil ze mna tydzien na budowie i stwierdzi ze dla niego to wszysto jest chore i nie zamierza wracac. Ja jednak chcialabym inwestowac w Polsce i dokladac swoja cegielke do rozwoju. Nie zrazam sie chociaz juz kilka razy przyszla mi do glowy mysl zeby przeniesc firme do innego kraju. Jednak w gaszczu zmieniajacych sie z dnia na dzien przepisow, ludzi ktorym nie chce sie pracowac za godziwa zaplate zastanawiam sie co jest nie tak. i kim wlasciwie jestem? Naiwniaczka , ktora mysli ze jest w stanie cos zmienic, czy obca osoba we wlasnym kraju, ktora nie moze juz zrozumiec swoich rodakow? Pracowalam zawsze ciezko, ZUS okradl mnie z moich pieniedzy nie zaliczajac mi kilku lat pracy z mojej firmy gdzie pracowalam po 16 godz bo firma zbankrutowala, zabral moje pieniadze z drugiego filaru. Czasem zazdroszcze tym ludziom ktorzy maja wszystko gdzies i nic nie robia a panstwo ich karmi. Ja wszystko zdobylam wlasna fizyczna praca. Powinnam byc dumna z tego i jestem ale za granica gdzie ludzie to doceniaja. W Polsce czuje sie jak frajerka i do tego kazdy mysli ze jak mam wlasna firme to spie na pieniadzach i ciagle jakies urzedy domagaja sie oplat. Po dwoch latach dzialalnosci w Polsce mam porownanie. Moj maz ma firme za granica i dla iego wszystko jest latwiejsze, jasne przepisy i bardzo stabilne, przyjazne urzedy i zwroty pieniedzy bez dlugiego oczekiwani. Latwo jest sie wytlumaczyc z kazdego bledu bez strasznych konsekwencji. Jednak nadal tu inwestuje bo wierze ze jednak sie da. Czy jestem optymistka naiwna?

    • Plastic Tofu

      Gratuluję osiągnięć. Emigracja, prowadzenie firmy i inwestycje w naszej ojczyźnie to nie jest łatwy kawałek chleba, a wygląda na to, że osiągnęłaś sukces i czas poklepać się po plecach i powiedzieć sobie, że dobrze wykorzystałaś szanse jakie się przed tobą otworzyły. Wygląda, że włożyłaś w to wiele pracy i możesz w końcu zbierać owoce tej inwestycji. Szacunek.
      Błędem, który popełniasz to szukanie poklasku u innych, jakże często złych ludzi. Pamiętaj, że ludzie tworzą opinie które są refleksją ich życia, a nie twojego. Oni przykładają swoją miarkę do fragmentu twojego życia, który widzą w pracy, na ulicy, podczas spotkań towarzyskich i tworzą twój obraz w swojej głowie, który ma tyle wspólnego z rzeczywistością, co twoje odbicie w krzywym zwierciadle.
      Idziesz ulicą. Nic więcej. Mijają cię ludzie zupełnie nieznajomi i w sekundzie tworzą sobie jakąś opinię o tobie. Np bogata ta baba, bo ktoś zwrócił uwagę na twoją markową torebke, za chuda, za niska, o elgancka pani idzie, jaka stara, pomyśli 16 latka. o jaka młoda pomyśli dziadzio siedzący na ławeczce i karmiący gołębie. W każdej chwili na twój temat powstaje mnóstwo opinii, nie tylko nie masz obowiązku się nimi przejmować a wręcz powinnaś dla zdrowia psychicznego nie przejmować się nimi w ogóle. Należy opanować sztukę wzruszania ramionami – co mnie to obchodzi co inni myślą? Nic bo nie mam na to wpływu.
      Jedyną osobą na którą masz wpływ i na tej opinii powinno ci zależeć najbardziej to TY SAMA. Tylko twoja opinia się liczy i tylko przed sobą powinnaś się rozliczać ze swoich sukcesów i porażek i samej sobie klaskać z radości, że dobrze ci idzie. Każdego ranka przy goleniu (domyślam się, że golimy inne części ciała więc może dla ciebie będzie to przy makijażu) spotykam w lustrze gościa który jest jedynym przed którym jestem dumny lub wstydzę się tego co zrobiłem, tylko z nim porównuję się jak mi idzie, bo nie ma na świecie drugiej takiej osoby o identycznych zaletach i przywarach w życiu więc porównywanie się z innymi zawsze będzie skrzywione.
      Jeśli mówimy zaś o naprawianiu innych to nie jest twoje miejsce, dopóki nie masz na imię Jezus to nie twoim zadaniem jest zbawianie świata, a kiedy chcesz komuś pomóc upewnij się, że ten ktoś chce tego bardziej niż ty, a twoje słowa padają na podatny grunt. Inaczej jak nasiona na pustyni zmarnieją, a ci którym będziesz chciała pomóc nie tylko odwrócą się od ciebie a wręcz uważać cię będą za osobę impertynencką grzebiącą w cudzym życiu.
      Jeśli chcesz komuś pomóc, to musisz ich znaleźć, tak samo jak musisz znaleźć prawdziwych przyjaciół, którzy będą z ciebie dumni, czy dobrą ekipę remontowa, a nawet świetnych pracowników. Ten blog pokazuje, że są ludzie w Polsce, ciężko pracujący, ambitni, trzeźwo myślący, wrażliwi więc to tylko kwestia wyłuskania ich z z tej szarej masy zwykłych ludzi bez celu, ambicji, empatii. Jak to zrobić? Oh to proste. Tak jak wydobywa się złoto. Kiedy szukasz złotych zamorodków to przerzucasz tony ziemi, szarej zwykłej ziemi z kamieniami i kawałkami skał i od czasu do czasu w promieniach słońca wypatrzysz złoty błysk i jest ten upragniony kawałek złota. To samo z ludźmi. Większość wartościowych ludzi ma ten sam błysk w duszy. Musisz wielu ich odsiać aż trafisz na tych kilku wybrańców, z którymi możesz dzielić swoje sukcesy i porażki bez strachu przed negatywnymi ocenami, a wręcz oczekując od czasu do czasu aplauzu.
      ZUS-em się nie przejmuj to tylko pieniądze jak uda ci się odzyskać stracone składki to super jak nie to wierzę, że mając pasję i zaangażowanie odrobisz to stukrotnie. A że państwu zdarza się okraść swoich obywateli to temat na inny wpis.

      … Nasz naród jak lawa,
      Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
      Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
      Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.

      Pamiętasz? Mickiewcz, Dziady. To jest jak drogowskaz w twojej sytuacji. Nie dbaj o skorupę tylko zejdź troszkę niżej aby poczuć ten ogień, który pozwolił polakom przetrwać ciężkie czasy jako narodowi. Na pewno pomoże i Tobie.

      • Dziekuje za dobre slowo :). W zasadzie to nie przejmuje sie ludzmi i tym co o mnie mysla bo wtedy nie osiagnelabym niczego, tym bardziej ze wszyscy dookola mnie mysla ze jestem zwariowana ryzykantka. Poklasku tez nie szukam, wiem czego chce i do tego dążę. Mialam troche gorszy dzien to sie wyzalilam tutaj ale faktem jest ze jak sie nie ma wokol siebie ludzi ktorzy mysla tak samo to jest tak jakby caly czas czlowiek szedl pod wiatr podczas wichury. Nie zdawalam sobie z tego sprawy dopoki nie pojechalam na jedno ze spotkan z innymi inwestorami. Nagle okazalo sie ze wszyscy mowia i mysla tak jak ja i rozumieja o czym mowie. To bylo jak odpoczynek dla moich nerwow. 🙂 Dlatego jeszcze raz dzieki za mily wpis i slowa otuchy. oczywiscie, nie poddam sie i bede rozwijac moja firme bo kto mi zabroni? 🙂 Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytajacych i piszacych.

  10. Michal

    Ja jestem pesymistycznym realistą:

    1. Państwo powinno zapewnić każdemu godną emeryturę. Płacę ZUS i więcej odkładać nie będę.

    ZUS okrada mnie by dawać jałmużnę moim rodzicom i/lub dziadkom. Jak ja będę w wieku emerytalnym to w najlepszym wypadku będzie okradał moje dzieci i wnuki by dawać mi ochłapy. W realistycznym scenariuszu ZUSu już nie będzie albo będzie dawał 1% ostatniej pensji. ZUS to kolejny podatek. Trzeba liczyć na siebie i tak się zabezpieczyć jakby on nie istniał.

    2. Sprzęt medyczny powinien być finansowany z moich podatków. Wspieranie akcji takich jak WOŚP nie ma sensu.

    Sprzęt jest tylko czeka się na wizytę/badania latami. Więc albo się do tego czasu umrze albo wyzdrowieje. Służba zdrowia zamienia się w biurokratycznego molocha. Więc czas samemu zabrać się za własne zdrowie. Dobra dieta, ruch, sen, brak stresu, likwidacja nałogów. Trzeba samemu zminimalizować potrzebę wizyt u lekarzy.

    3. Każdy powinien zarabiać tyle, by spokojnie utrzymać rodzinę. Przy obecnych zarobkach nie warto się wysilać!

    Jest o tyle fajnie że każdy może zarabiać tyle ile chce. Trzeba niestety się jednak wysilić.

    I tak jak pisano w komentarzach powyżej w Polsce prowadzenie firmy jest dużo trudniejsze niż np w Anglii.

  11. SilverFrank

    Osobiście denerwuje mnie kolejne narzekanie wśród prowadzących działalność gospodarczą. Wiecznie co można usłyszeć w wypowiedziach, to to jakie oni nie płaca podatki, ZUS itd…

    Szczerze? szkoda mi nerwów na pokazywanie że będąc na etacie obecnie ponoszę 2-3x większe koszty miesięczne w porównaniu do tych “strasznie” obciążonych kosztami/podatkami właścicieli firm.

    Oczywiście, nie mogę się doczekać przejścia na kontrakt i założenia własnej działalności, żeby zmniejszyć koszty jakie ponoszę na codzień (obecnie niestety nie jest to możliwe).

Odpowiedz