Ile kosztują Twoje marzenia i cele? Zobacz, jak to policzyć

20

Zastanawiałeś się kiedyś, jaka jest cena Twoich marzeń? Ile właściwie potrzebujesz pieniędzy, by móc je spokojnie zrealizować? Krystaliczna jasność własnych celów bardzo pomaga w ich osiągnięciu. Jeżeli nie masz pojęcia, ile kosztują Twoje marzenia, pomogę Ci to policzyć 🙂

Przyglądając się zagmatwanym życiorysom niektórych bogaczy, można dojść do wniosku, że pieniądze szczęścia nie dają. Takie wnioskowanie jest jednak bez sensu. Życiorysy ludzi biednych są przecież równie zakręcone.  

Gdy mamy bardzo mało pieniędzy, ich dodatkowy zastrzyk zwiększa poczucie szczęścia. Jednak po zabezpieczeniu najważniejszych potrzeb, szczęście nie wynika bezpośrednio ze stanu naszego konta. Jest ono raczej pochodną udanych relacji z innymi ludźmi, satysfakcji z własnego życia i pracy, a także wspaniałych doświadczeń i wspomnień, które udaje nam się zgromadzić. Pieniądze mogą w tym bardzo pomóc.

Dwa proste powody

Możesz zaklinać rzeczywistość i twierdzić, że pieniądze nie są potrzebne. Fakty są jednak takie, że – o ile mamy dobrze poukładane w głowie – pieniądze pomagają w prowadzeniu szczęśliwego życia. Wynika to przynajmniej z dwóch powodów:

  1. Pieniądze skutecznie chronią przed konsekwencjami przykrych zdarzeń. Dzięki nim awaria samochodu nie zmienia się w kryzys finansowy, a zwolnienie z pracy to szansa na szybszy rozwój, a nie finansowa tragedia. Podobnych zdarzeń jest mnóstwo. Posiadając pieniądze nie musimy przejmować się bzdurami, które osobom bez oszczędności spędzają sen z powiek.
  2. Wiele naszych pomysłów i marzeń ma bardzo konkretną cenę. Posiadanie pieniędzy pomaga nam te marzenia skutecznie zrealizować – nie tylko je finansując, lecz również zapewniając nam odpowiednią ilość wolnego czasu. Z pieniędzmi po prostu jest dużo łatwiej.

Jaka cena marzeń siedzi w Twojej głowie?

Zanim poszukamy odpowiedzi na pytanie, jaka jest cena marzeń, zacznijmy od małego eksperymentu. Zastanów się przez kilka sekund nad takim pytaniem:

– Ile potrzebujesz pieniędzy, by zrealizować swoje marzenia?

Wiem, wiem… Pytanie jest krótkie, lecz wcale nie proste. Przychodzą Ci pewnie do głowy hasła w rodzaju: Najważniejsze rzeczy w życiu nie kosztują nic, albo: Najważniejsze rzeczy w życiu są bezcenne, itp.

Wyjdź jednak na chwilę z kręgu obiegowych haseł. Nie sil się na skomplikowane estymacje. Zaznacz po prostu odpowiedź, która jako pierwsza przychodzi Ci do głowy:

Ile potrzebujesz pieniędzy, by zrealizować swoje marzenia?

Loading ... Loading ...

Jestem bardzo ciekawy, jakie odpowiedzi będą przeważały. Już teraz – pisząc dopiero artykuł – zaryzykuję jednak tezę – która sprawdza się w wielu przypadkach:
Bez względu na to, jaką zaznaczyłeś kwotę, wydaje się ona ogromna w stosunku do tego, co uzbierałeś do dziś. Powiem więcej. Wcale nie zdziwi mnie fakt, jeśli zaznaczona przez Ciebie kwota jest tak wielka, że wydaje Ci się całkowicie nierealna!

Dwa skrajne podejścia

Co można zrobić, gdy takie kwoty nas przytłaczają? Dwa skrajne podejścia wyglądają zwykle tak:

  1. Bądź realistą. Porzuć te mrzonki. Taką postawę reprezentuje wiele osób. Staranie się nie ma sensu. I tak się nie uda. W tym kraju to niemożliwe… Lista stosowanych wymówek jest bardzo długa. Czasami myślę, że gdyby Ci ludzie z równie wielkim zapałem wymyślali sposoby na poprawę własnej sytuacji, byliby milionerami.
    Co ciekawe – na początku swojej drogi byli pełni entuzjazmu i wiary we własne siły. A potem – z każdym kolejnym rokiem – lista ich marzeń stawała się coraz krótsza. Ba! Część osób w zasadzie nie ma już własnych marzeń i żyje w jakimś dziwnym, apatycznym półśnie. Liczą na to, że pewnego dnia stanie się cud, a ich marzenie samo się spełni. Ale marzenia nie spełniają się same. To my musimy je sobie spełnić – naszym własnym działaniem.
  2. Nie ma rzeczy niemożliwych! Na pewno dam radę! Sky is the Limit!  Takie hasła też słyszę dość często. Są one z pewnością bardziej pogodne i optymistyczne, ale w praktyce równie bezproduktywne. Guru motywacji potrafią zebrać ogromne żniwa siejąc ziarna tej “pozytywnej przeżywki”. Ludzie są podekscytowani, pełni entuzjazmu, przepełnia ich energia, wierzą, że mogą pokonać cały świat!
    Stan ekscytacji kończy się jednak po kilku dniach, a pierwsze napotkane trudności sprawiają, że zapał wyparowuje jak “boost” po wypiciu energetyka.

Zamiast ekstremum – poszukaj optimum

Podejście, które sam preferuję, leży pomiędzy tymi ekstremami. Choć pewnie – z racji mojego życiowego optymizmu – bliżej tego drugiego ekstremum 🙂 Budowałem je w oparciu o trzy podstawowe założenia:

1. Życie to bardziej maraton, niż sprint. Sił musi wystarczyć na pełny dystans.
2. Zwykle przeceniamy to, ile jesteśmy w stanie osiągnąć w ciągu roku. Nie doceniamy jednak tego, jak wiele możemy osiągnąć w ciągu 10 lat.
3. Pieniądze nie są celem samym w sobie, lecz środkiem do celu. Zatem cele finansowe muszą wynikać z moich celów życiowych.

Wychodząc z tych trzech założeń, zacząłem optymalizować moją “finansową funkcję celu”. Zauważyłem, że strzelanie na chybił-trafił kwotami z kosmosu – co testowaliśmy wyżej – miało u mnie zawsze te same skutki. Kwoty wydawały się bardzo wysokie i były całkowicie oderwane od mojej rzeczywistości.   

Nie tylko wydawały się przytłaczające. One w najmniejszy sposób nie motywowały mnie do działania. Bo co to niby za cel: “zarobić 100 mln zł” albo “trafić na listę najbogatszych Polaków”. Po jakiego grzyba?

W tak zdefiniowanym celu nie ma dla mnie choćby grama “nagrody”, dla której warto byłoby się wysilać. Właśnie dlatego – zamiast rzucać zmyśloną kwotę – postanowiłem spokojnie ją oszacować.

Trzy poziomy finansowych celów

W tym miejscu zaznaczę, że – po osiągnięciu celów finansowych, które zdefiniowałem dla siebie kilka lat temu – jestem właśnie w trakcie ponownego ich definiowania. To taka “sesja strategiczna” na kolejny etap mojego życia. Pomyślałem zatem, że fajnie będzie zaprosić Was do wspólnej wymiany doświadczeń.  

Moje podejście jest teraz następujące. W pierwszej kolejności postanowiłem wypisać wszystkie cele, do których realizacji potrzebne będą pieniądze, przypisując je od razu do jednej z trzech grup:  

  • Finansowe bezpieczeństwo
  • Finansowa swoboda
  • Finansowa wolność

Jeżeli macie propozycję innego podziału – śmiało walcie w komentarzach, a ja tymczasem opiszę, o co mi chodzi:

ad 1) Finansowe bezpieczeństwo

Dla mnie to poziom finansowy, który pozwala żyć w miarę spokojnie i bezstresowo. Sprowadza się to do zaspokojenia potrzeb mojej rodziny (niezbędne kwoty znam na wylot, dzięki prowadzonemu od lat budżetowi domowemu) oraz zapewnieniu finansowania trzech dodatkowych celów:
– edukacji moich dzieci;
– prywatnej emerytury;
– pomocy innym.

W tym miejscu znalazłaby się również wcześniejsza spłata kredytu hipotecznego na nasze mieszkanie, ale ten mamy już z głowy. Szczegółowy plan dojścia do finansowego bezpieczeństwa opisałem tutaj: 10 kroków – skuteczny plan dla Twoich pieniędzy

ad 2) Finansowa swoboda

Tutaj wylistowałem sobie cele związane z różnymi “zachciankami” i marzeniami, których realizacja jest dla mnie ważna i – przede wszystkim – przyjemna 🙂 Spisuję to sobie w formie listy “100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią” i rok po roku kolejne punkty staram się realizować.

Mogę się oczywiście bez tego obyć, lecz moje życie byłoby wówczas o wiele nudniejsze. Oto niektóre przykłady z mojej listy życzeń oznaczonych jako “finansowa swoboda”:
– jedna egzotyczna wyprawa w każdym roku (np. jak opisana na blogu wyprawa do RPA)
– jeden wyjazd wypoczynkowy na wakacje całą rodziną
– 2 wyjazdowe weekendy z żoną
– jazda konna (4 razy w miesiącu)
– skuter Vespa/ rower elektryczny
– licencja pilota PPL (A) w 2023 roku, itp.
– jedna z rzeczy na liście 100 (w 2018 – lot balonem).

Tu chodzi po prostu o zapewnienie pieniędzy na różne przyjemne i ważne dla mnie rzeczy.

ad 3) Finansowa wolność

I wreszcie trzeci – najwyższy poziom – to zbudowanie kapitału, który będzie pracował za mnie. To również miejsce na różne “ekstrawaganckie” pomysły, które mi przyjdą do głowy.

Na razie wrzuciłem tu takie pozycje:
– kapitał generujący dochody (odsetki/dywidendy/czynsze) finansujące wszystko w kategorii “Finansowe bezpieczeństwo”;
– kapitał generujący dochody (odsetki/dywidendy/czynsze) finansujące wszystko w kategorii “Finansowa swoboda”;
– kapitał pozwalający na inwestycje w fajne pomysły innych ludzi (start-upy);

Co będzie dalej?

Jak napisałem powyżej, sam właśnie pracuję nad jasnym zdefiniowanem moich celów finansowych na kolejny etap życia. Bardzo lubię działać w przemyślany sposób i mieć pełną jasność, do czego dążę. Jednocześnie wyznaję zasadę, że droga jest równie ważna, jak cel. Dlatego staram się tak wszystko układać, aby po drodze mieć sporo frajdy i nie zapominać o przyjemnościach.

To dla mnie bardzo ciekawe zadanie, dlatego chciałbym Was bardzo serdecznie zaprosić do współpracy, dzięki której pomożemy sobie w zdefiniowaniu naszych finansowych celów. W ciągu czterech lat prowadzenia bloga zgromadziłem wokół niego osoby, od których sam nieustannie się uczę. Dlatego chciałbym skorzystać tu z Waszych doświadczeń.

W kolejnym artykule (artykułach?) na ten temat planuję opisać m.in:
– sposób na oszacowanie konkretnych kwot przy każdym celu (załączę arkusz Excel)
– sposób na ustawienie tych celów w odpowiedniej hierarchii,
– sposób na wybór celu, na którym w danym momencie należy się skoncentrować,
– sposób na podzielenie “finansowej” drogi na etapy,
– zależność między inwestowaniem, a realizacją tych celów, itp.

Zanim to jednak zrobię, już na tym etapie bardzo się przyda Twój wkład. Daj proszę znać w komentarzu,  jak Ty podchodzisz do wyznaczania celów finansowych?
Z góry dziękuję za Twój wkład i pracuję nad Excelem 🙂 Miłego dnia!

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 9 528  osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Tak, chcę dołączyć!

Komentarze20 komentarzy

  1. Cześć Marcin,
    Dzięki za kolejny ciekawy artykuł i bodziec do namysłu.
    Cele finansowe oczywiście mamy, ale polecam dużą uwagę przywiązać do zdrowia i jeszcze raz zdrowia, bo to jest niesamowita inwestycja i kapitał.
    Moim problemem czasami jest to, że za bardzo fiksuję się na tym całym “budżetowaniu” (codzienne sprawdzanie kwot), co staje się męczące psychicznie.
    Oczywiście ustawianiu konkretnych, mierzalnych celów jest rewelacyjne. Nie mam w tym dużego doświadczenia (2 lata) ale w dużej mierze sprawdziły mi się one w tamtym i już w tym roku.
    Dziękuję tylko za to, że tak szybko (25 lat) trafiłem na blogi takie jak Twój i mogę czerpać pełnymi garściami z Twoich doświadczeń. Oczywiście widzę po członkach rodziny, że brak celów finansowych, brak budżetowania itd. ma bardzo często negatywne skutki dla naszego finansowego bezpieczeństwa.

    • Cześć Kamil,

      masz oczywiście rację z tym zdrowiem.

      W paru miejscach na blogu opisywałem już to, jak wygląda hierarchia ważnych dla mnie obszarów życia:
      1. Miłość i rodzina
      2. Zdrowie i Sprawność
      3. Sukces w biznesie
      4. Podróże i przygody
      5. Finansowa wolność

      Tutaj jest nawet moje wystąpienie z GPW, w czasie którego dokładnie to wyjaśniam:
      https://www.youtube.com/watch?v=04FN-_0SleQ&t=269s

      Co do budżetowania – wkrótce opiszę kilka sposobów na dbanie o finanse bez ciągłego spisywania wydatków 🙂

  2. Na początek drobne czepialstwo o ortografię – mrzonki, nie mżonki 😉 I drugie drobne czepialstwo, w zdaniu “Pieniądze skutecznie chronią przed konsekwencjami przykrych zdarzeń” brakuje mi słowa “finansowymi” przed “konsekwencjami” – idąc dalej na przykładzie awarii samochodu, pieniądze nam nie pomogą uchronić się przed konsekwencjami wjechania w jadący z naprzeciwka samochód ciężarowy jeżeli nie będziemy mieli szczęścia żeby w wypadku nam i ewentualnym pasażerom nic się nie stało. Podobnie w przypadku chorób i innych zdarzeń, które mają konsekwencje nie tylko finansowe. Wiem, że brzmi to jak czepianie się dla czepiania, ale mam wrażenie, że sporo osób faktycznie traktuje pieniądze jak magiczną tarczę, dzięki której nic się nie stanie, raczej niż narzędzie które może pomóc wyjść z niepożądanego stanu.
    Zostawiając czepialstwo z tyłu i odpowiadając na zadane przez Ciebie pytania:

    – staram się nie wyznaczać przesadnie precyzyjnych celów finansowych, opieram się raczej o szacowane wartości, nie wyznaczam też sztywnych ram czasowych tylko orientacyjny okres. Oczywiście, w momencie definiowania celu, wyznaczam konkretną kwotę i czas, ale służy to bardziej ocenie rzędu wielkości, niż wyznaczeniu sztywnego planu działania. To może być dość specyficzne podejście, które wynika z tego, że raczej nie mam krótkoterminowych celów – fundusz awaryjny i poduszkę finansową już mam zbudowane, a co miesiąc oszczędzam około połowy dość dużej pensji, więc krótkoterminowe drobne ryzyka nie są mi straszne – co najwyżej odsuną nieco w czasie te odleglejsze plany, więc nie widzę sensu w nadmiernym rozdrabnianiu się. Mam w sobie wystarczająco dyscypliny wspieranej budżetem, żeby nie poświęcać dalszych planów w imię zachcianek.
    – w pewnym stopniu tak, jednak dopuszczam ich zmianę w zależności od sytuacji życiowej i/lub warunków rynkowych. Jak wspomniałem, staram się nie fiksować na tym że plan muszę zrealizować dokładnie w danej wysokości i danym czasie…
    – … ale nie zawsze mi to wychodzi 😉 Z jednej strony to dobrze, bo jednak dzięki temu trzymam się na właściwej drodze w miarę automatycznie, z drugiej strony muszę czasem sam ze sobą powalczyć żeby trochę odpuścić kiedy faktycznie jest powód. Na szczęście nie rezygnuję z tego powodu z cennych doświadczeń, jednak czasami pojawia się bezsensowny wewnętrzny ból w momencie poniesienia nieplanowanego wydatku, mimo że nie zdarzyło mi się jeszcze żałować takich wydatków przez ostatnie kilka lat 🙂
    – finansowe bezpieczeństwo to dla mnie poziom zarobków i wydatków, w których jestem w stanie odłożyć co najmniej 20% dochodów na długi termin (wliczam w to pieniądze, które planuję przeznaczyć na zakup mieszkania) bez naruszenia realizacji podstawowych potrzeb. Ze względu na to, że przy swoim obecnym poziomie oszczędności i tak realizuję sporo zachcianek (a część świadomie odsuwam w czasie – oczekiwanie też sprawia mi radość i sprawia że bardziej doceniam moment kiedy przychodzi czas realizacji), to daje mi to dość duży bufor na sytuację kiedy dochody obniżyłyby mi się na dłużej bez konieczności naruszania poduszki finansowej.
    – finansowa swoboda – oszczędności na poziomie 40% na długi termin bez naruszenia realizacji najważniejszych marzeń (w moim przypadku – dalszych, długich wyjazdów, niekoniecznie co roku) i najprzyjemniejszych większych zachcianek (krótszych corocznych wyjazdów, np. na narty za granicą)
    – finansowa wolność – oszczędności pozwalające na realizację wszystkiego co zawiera się pod finansową swobodą bez konieczności wykonywania pracy zarobkowej (z wyjątkiem okazjonalnej, typu zarządzanie wynajmowanymi mieszkaniami – nie ma dochodu w pełni pasywnego 😉 ). W przypadku realizacji dodatkowych zachcianek albo np. częstszych wyjazdów dopuszczam konieczność pracy zarobkowej, bo w takiej sytuacji nawet praca za minimalną krajową pozwala na szybkie nazbieranie środków np. na dodatkowy wyjazd, a będąc na tym etapie raczej jesteśmy w stanie znaleźć lepsze źródło dodatkowego dochodu. Ponadto, zakładam, że nawet będąc finansowo wolnym coś będę robił i raczej z tego tytułu jakieś dodatkowe środki się pojawią, mimo że nie będą niezbędne
    – poważnie przemyśleć “czego chcę od życia, co muszę zrobić żeby to osiągnąć i z rezygnacją z czego będzie się to wiązać”. Przykładowo – wiem, że gdybym oprócz pracy na etacie poszukał dodatkowego zajęcia mógłbym znacznie zwiększyć poziom oszczędności, gdyż cały dodatkowy dochód mógłbym wrzucić właśnie w nie. Nie decyduję się jednak na to, gdyż już teraz czuję się swobodny finansowo, a musiałbym na to zajęcie poświęcić czas, który wolę spędzić w inny sposób, czy to relaksując się, czy zajmując obowiązkami domowymi. Nie wyobrażam sobie np. regularnego zamawiania gotowego jedzenia żeby znaleźć dodatkową godzinę-półtorej na zajęcie na boku – dodatkowy przychód zostałby w znacznym stopniu zjedzony przez koszt uzyskania tego czasu, nie wiedziałbym co dokładnie jem i stopniowo zatracałbym umiejętność, którą moim zdaniem powinna posiadać chociaż w podstawowym stopniu każda osoba dorosła 😉

    • Hej Krzysztof,

      ups – faktycznie ortograficzna wtopa 🙂 Dziękuję za zwrócenie uwagi – już poprawione.

      Jeśli chodzi o konsekwencje – to jednak mam tu na myśli znacznie więcej, niż tylko te finansowe. Owszem, pieniądze nie ochronią nas przed chorobą. Ale przed zadłużaniem się na drogie leki i procedury medyczne i związanym z tym stresem – owszem. Pomogą również uzyskać dostęp do najlepszych specjalistów, do najnowszych metod leczenia, itp. A zatem nie ograniczałbym tego do samych finansów.

      Dzięki za bardzo ciekawe spostrzeżenia na temat planowania finansów. Sam wyznaczam sobie je w głównej mierze po to, by złapać właśnie właściwy “rząd wielkości”, o którym piszesz. Pracuję sobie teraz nad tym i już w kolejnym artykule dokładnie to opiszę. jestem bardzo ciekawy, co mi dokładnie wyjdzie z tych wyliczanek. Do tej pory moje cele też były bardziej ogólne.

      Kilka deadline’ów jednak wprowadzam. Jak mówią: “cel bez deadline’u to tylko pobożne życzenie” 🙂
      Będę bardzo ciekawy Twojej opinii po publikacji kolejnego wpisu.

      • Fakt, za bardzo uprościłem swoją wypowiedź o konsekwencjach w drugą stronę, ale myślimy podobnie 😉 Ja jak wspomniałem też wyznaczam sobie termin i, o ile nie pojawią się jakieś wyjątkowe sytuacje (a póki co nie było ich na szczęście dużo) to działam zgodnie z planem, jakby ten termin był faktycznym deadlinem żeby łatwiej zautomatyzować działanie w sytuacji zwyczajnej. Zdaję sobie sprawę, że to nie podejście dla każdego, po prostu zauważyłem że kiedy zbyt sztywno podchodziłem do realizacji założeń, to postępowałem nie do końca zgodnie z podejściem “droga ważniejsza niż cel” – tak już mam, że liczby przemawiają do mnie czasem aż za mocno, więc muszę się pilnować raczej żeby nie popaść w skąpstwo, niż w nadmierną rozrzutność 😉 Planowanie pieniędzy “do przepalenia” do mnie nie przemawia – niezależnie jak na to spojrzę, to sprowadza się to dla mnie do przepalenia jakiejś części mojego czasu, więc wolę je wydać w sposób przemyślany, choć niekoniecznie przybliżający do osiągnięcia zdefiniowanych celów.
        Co do luźności planów i terminów – bliskie jest mi podejście, że szczęście siedzi w głowie, staram się nie uzależniać go od tego czy uda mi się zrealizować te marzenia, które z natury są hedonistyczne (choć oczywiście nie tylko takie mam). Nie znaczy to, że z założenia z nich rezygnuję, bo to nie tak, że uważam je za coś co należy zwalczyć, jednak staram się z tyłu głowy trzymać świadomość, że nawet ćwierć tego co mam zaplanowane to naprawdę dużo i w razie gdyby z przyczyn faktycznie niemożliwych do opanowania nie udało się reszty zrealizować, to nie powinienem narzekać, bo do szczęścia trzeba dużo mniej. Stąd też właśnie moje próby osiągnięcia luźnego podejścia do planów – dążę do nich zgodnie z tym jak je wyznaczyłem, jednak staram się być w dowolnym momencie gotowym na zmianę priorytetów nawet do tego stopnia, że środki zebrane na plan X, poświęcę na realizację planu Y, o ile Y z jakiegoś powodu wskoczy wyżej. Daleko mi do minimalizmu dla idei, jednak ze świadomością, że w razie czego potrafię się znacznie ograniczyć czuję się po prostu dużo bezpieczniej 😉

  3. Rozumiem, że gdy pytasz o marzenia, to myślich o rzeczach typu “podróż dookoła świata”, “własny jacht” czy ewentualnie najdroższy model Porshe? Bo zastanawiam się o czym marzą wszyscy ci, którzy zaznaczyli ponad milion złotych 😉 No, chyba, że mówimy o celach, które opisałeś w artykule – finansowe bezpieczeństwo i wolność. Ale dla mnie to nie marzenia, a po prostu plany. Jedynym marzeniem, które teraz przychodzi mi do głowy jest podróż do USA. Myślę, że z dużym zapasem zmieściłąbym się w 20tys, dlatego zaznaczyłam pierwszą opcję. Dla mnie nawet wyśniony dom to nie do końca marzenie, ale raczej coś użytkowego, co po prostu chciałabym, żeby było fajne 😉

    • Hej Natalia,

      myślę, że nasze marzenia zmieniają się z upływem lat. Im lepiej radzimy sobie finansowo, tym śmielej marzymy. Dla mnie marzenia to głównie podróże – uwielbiam je 🙂

      Wbrew pozorom taki milion złotych to znów nie tak dużo, gdy wszystko się podliczy 😉 Zliczam sobie własnie wszystko – fajna zabawa. Opiszę w kolejnym artykule.

  4. Kolejny ciekawy wpis. Tez lubię sobie wszystko zexcelowac (neologizm zasłyszany wczoraj w Onet rano, gdzie M. Szafranski gościł u J. Kuzniara ;)) także czekam na następny wpis w tym temacie. Pozdr

  5. Czekam z niecierpliwości na excela – będzie bardzo pomocny przy wyznaczaniu celów ! To taj jakby ktoś z boku spojrzał na moje założenia i podpowiedział czy idę w dobrą stronę ! I oczywiście jak zwykle nie nogę doczekać się kolejnych wpisów.

  6. O! a to ciekawy wpis. Nie zastanawiałem się nad czymś takim. Ciekaw jestem kolejnych wpisów z tej serii.

  7. Jeżeli chodzi o cele finansowe podchodzę do tego dość elastycznie. Nie posiadam dużych nadwyżek finansowych i jeszcze kredyt hipoteczny. Dzięki budżetówki znam wydatki oraz nadwyżki na tej podstawie planuję ramy w których mieści się cel. I znów Excel bardzo pomaga 😉 wg mnie najważniejsza jest systematyczność i cierpliwość każdy cel

  8. Ciekawy i motywujący wpis. Z mojej strony posiadając już spory fundusz bezpieczeństwa podchodzę do zachcianek hedonistycznych bardzo ostrożnie. Pomimo zwiększania portfela i mogąc swobodnie je realizować odkładam je zawsze w czasie zadając sobie pytanie “czy aby na pewno wiem czego chcę ?” Bardziej odważnie za to inwestuje w wycieczki na razie po Polsce.
    Co do pytania “Ile kosztują twoje marzenia” tak naprawdę wolałbym 2- krotność swojej obecnej pensji do której dążę niż te miliony.
    Finansowa wolność to chyba emerytura + pasywne dochody.

  9. Jeśli chodzi o marzenia w sensie „przyjemności niekonieczne do życia” – wystarczy jakieś 300.000-500.000zł (to zaznaczyłem). Nie liczę jednak tego jako sum do wydania, lecz jako bazę dostarczającą odsetki, z których pokrywałbym koszty tych przyjemności. Wychodzi w tym momencie około 8000zł rocznie – wystarczy na wyjazd co roku, lub na super wyjazd co dwa-trzy lata plus wymiana sprzętu RTV raz na jakiś czas.
    Oczywiście, jeśli marzeniem jest bycie pełnym rentierem i zaprzestanie pracy, poniżej miliona nie ma co schodzić, a sensowny poziom zacznie się od dwóch milionów zł.
    Chyba, że ktoś nadal pracuje (lub ma rentę/emeryturę) i odsetki nie są jego jedynym dochodem – wtedy można podzielić wypłatę na utrzymanie, a odsetki na „rzeczy niekonieczne”.
    Pozdrawiam.

  10. dążenie do celu często okazuje się ciekawszym wyzwaniem niż sam cel…tak było u nas. Drogą jaką przeszliśmy i wyzwania, których się podjeliśmy aby uzyskać nasz cel finansowy były dużo ciekawsze niż już realizacja samego marzenia 🙂 ale i tak było warto 🙂

  11. Zarabiam o dużo za mało więc trudno wyznaczać sobie jakieś bardzo ambitne cele, ale każdego miesiąca zostawiam trochę kasy na koncie oszczędnościowym. Majątki na tym nie zbije ale na czarną godzinę coś jest. W domu nigdy bym tego nie odłożył.

Odpowiedz