finanse osobiste psycholog

Zwykle dzielę się z Wami wiedzą, przemyśleniami i własnymi poglądami na temat świata finansów. Piszę o kredytach, pożyczkach, ubezpieczeniach, inwestowaniu – czyli o wszystkim tym, z czym na co dzień kojarzą się finanse. Dziś chciałbym zachęcić Was jednak do czegoś innego – do odejścia od „twardych danych” i do spojrzenia na finanse osobiste okiem psychologa.

Spokojnie, nie grozi Wam żadne „pranie mózgu”. 🙂

Okazuje się, że problemy finansowe bardzo często są jedynie skutkiem zupełnie innych problemów. Nieudany związek, rozwód, błędne decyzje podejmowane pod wpływem emocji, nadmierny stres, paniczna reakcja na rynkowe wahania, brak asertywności w rozmowie ze sprzedawcą usług finansowych, zafiksowanie się na zbyt drogim mieszkaniu, ignorancja, nadmierna pewność siebie – to tylko niektóre przykłady sytuacji i postaw, wskutek których popadamy w długi, tracimy pieniądze i nie bogacimy się.

Wszystko to sprawia, że nawet najlepsze rady z mojej strony – rady finansisty – w niektórych sytuacjach nie będą skuteczne. Co może nam wtedy pomóc?

Do odpowiedzi na sześć związanych z tym pytań zaprosiłem dziś psychologa – Kasię Dobryniewską prowadzącą blog poświęcony promocji dobrej książki psychologicznej. Rozmowa z Kasią skłoniła mnie do wielu bardzo ciekawych refleksji i potwierdziła kilka życiowych obserwacji.  Przekonajcie się sami, co profesjonalny psycholog myśli o finansach.

Kasiu, na początek powiedz nam kilka słów o sobie i Twoim blogu.

Na blogu „Książka psychologiczna” łączę moje dwie życiowe pasje: książki, które czytam od dzieciństwa, oraz zawód psychologa, który wykonuję od ponad 10 lat. Zależy mi, aby osoby zainteresowane rozwojem własnej osobowości znalazły u mnie realną pomoc w doborze dobrej lektury. A nie jest to wcale proste.

W zalewie pseudo-psychologii, jaką znajdujemy w księgarniach, trudno rozpoznać naprawdę dobrą książkę, która prezentuje rzetelną wiedzę psychologiczną, nie obiecuje czarodziejskich rozwiązań ani banalnych rad, jak żyć. Piszę o książkach służących rozwojowi, nie zawsze typowo psychologicznych, ale zawsze, według mnie, wartościowych.

(1)    „Pieniądze szczęścia nie dają”, „Pierwszy milion trzeba ukraść”, „Lepiej być szczęśliwym niż bogatym” – wiele osób właśnie takie przekonania na temat pieniędzy wynosi z domu. Czy z psychologicznego punktu widzenia mogą one stanowić przeszkodę w procesie dbania o własne finanse? Na czym to polega?

Jasne, że mogą. I to właśnie robią! Sama odkryłam to swego czasu u siebie. W trakcie szkolenia z analizy transakcyjnej niejako przypadkiem odkryłam moje przekonania finansowe. Był to mój mały osobisty grom z jasnego nieba.

Warto może wyjaśnić, że analiza transakcyjna, choć z nazwy kojarzy się bardziej ze światem finansów niż psychologii, jest w rzeczywistości jednym z nurtów psychoterapii. Moje odkrycie pojawiło się, gdy omawialiśmy pojęcie scenariusza życiowego, tzw. skryptu. O czymś podobnym, choć na trochę mniej głębokim poziomie, mówi Eker w Bogatym albo biednym, gdy zaprasza czytelnika do przyjrzenia się swojemu schematowi pieniędzy.

A odpowiadając na Twoje pytanie, działamy często tak, by potwierdzić swoje przekonania. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy nie są one do końca uświadomione. W psychologii znane jest pojęcie dysonansu poznawczego. Nie lubimy, gdy coś nam się nie zgadza. Często jesteśmy gotowi nagiąć swoje widzenie rzeczywistości, byle się zgadzało. Trudno jest myśleć, że jest możliwe zadbanie o swoje finanse i ci, którzy mają pieniądze, prawdopodobnie potrafią to robić, jeśli jednocześnie mój portfel jest pusty. Będzie łatwiej, jeśli uznam, że pieniądze mają złodzieje, a ja nie mam, bo jestem uczciwa. Albo w drugą stronę, jeśli zostałam zarażona myśleniem, że posiadanie pieniędzy świadczy o moim egoizmie, to jeśli pojawią się w moim życiu pieniądze, zrobię wszystko, by się ich jak najszybciej pozbyć, nie zdając sobie nawet sprawy, dlaczego to robię.

(2)    Z czego Twoim zdaniem wynika dość powszechne negatywne nastawienie do pieniędzy i czy możemy skutecznie takie przekonania zmienić?

To jest pewien paradoks. Z jednej strony dewaluujemy znaczenie pieniędzy, z drugiej strony jesteśmy, jakże często, ich niewolnikami. W naszym społeczeństwie owo negatywne nastawienie ma prawdopodobnie swoje korzenie w minionym ustroju. Jednak to na pewno nie wyjaśnia wszystkiego.

A czy możemy swoje nastawienie do pieniędzy zmienić? Hmmm… Możemy, ale pytanie czy chcemy! Jeśli ktoś jest pewny, że jego przekonania są obiektywną prawdą o rzeczywistości, to głową muru nie przebije. Jeżeli jednak odkrywamy, że to bardziej rodzaj scenariusza, a my odgrywamy przypisaną w nim rolę zmierzającą do określonego zakończenia, którym niestety nie jest happy end, to czas zabrać się do roboty i napisać nowy scenariusz.

Jak to zrobić? Przede wszystkim świadomie nastawić się na zweryfikowanie swoich przekonań: rozmawiać z różnymi ludźmi, nie tylko podobnymi do nas, poczytać na ten temat czy wreszcie skonsultować się z profesjonalnym „pomagaczem.” Wbrew pozorom nie jest łatwo samodzielnie wpaść na genialny pomysł, że dom, w którym dorastaliśmy i normy, jakie tam obowiązywały, to nie jest cały świat. To jedynie maleńka jego cząstka, niekoniecznie odzwierciedlająca rządzące tym światem zasady.

(3)    Bardzo często w mojej współpracy z różnymi osobami okazuje się, że ich trudna sytuacja finansowa nie wynika ze zbyt niskich dochodów, ale z dużych, niekontrolowanych wydatków. Z czego Twoim zdaniem, jako psychologa, bierze się ten nasz ”pęd do konsumpcji”?

Tu najbardziej przekonuje mnie to, co pisał Viktor Frankl. Według niego, gdy mamy problem z odkryciem sensu swojego życia, często dążymy do przyjemności lub do władzy, lub do obu tych rzeczy jednocześnie. Frankl nazywa to frustracją woli sensu. Według niego każdy z nas ma głęboko zakorzenioną, egzystencjalną potrzebę sensu życia. Jeśli sobie z tego nie zdajemy sprawy, żyjemy z dnia na dzień i kompensujemy wewnętrzną pustkę dążąc do zaspokajania pragnień, otaczamy się gadżetami imitującymi szczęście, nadającymi status.

Nie potrafimy znosić trudnych stanów emocjonalnych, bo one przypominają o tej wewnętrznej pustce, więc na pierwszym planie jest choćby chwilowa przyjemność, odroczenie myślenia i czucia. Wydając pieniądze często budujemy też tożsamość, której nam brakuje, próbujemy podnieść małe poczucie własnej wartości. To nie jest w pełni uświadomione, ale gdzieś z tyłu głowy jest myśl: skoro mam na sobie markowe ubrania, skoro piję drogą kawę, mam najnowszy model telewizora, to jestem kimś wartościowym, godnym szacunku. Fajnie nazywa to Eichelberger w książce „Życie w micie”. Mówi on tam o „raju na niby”, mocno przy tym podkreśla, że drogowskazami do Krainy Autonomii są umiar, realizm i stanie na własnych nogach.

(4)    Istnieje nawet termin „zakupoholizm”. Czy faktycznie coś takiego istnieje a jeśli tak, to jakie są objawy?

Tu już wchodzimy w obszar uzależnień. Zakupoholizm należy do grupy uzależnień behawioralnych, czy inaczej czynnościowych, związanych z podejmowaniem określonych zachowań. Do tej grupy należy też na przykład uzależnienie od hazardu czy Internetu. No właśnie, to podszyte wątpliwością pytanie, czy zakupoholizm istnieje, jest niestety normą w społeczeństwie. Myślę , że umniejszamy znaczenie uzależnień behawioralnych, sądząc mylnie, że tylko uzależnienia chemiczne są „prawdziwymi” uzależnieniami. Tymczasem uzależnienie to przeciwieństwo wolności.

Jeśli czujemy wewnętrzny przymus robienia czegoś, czym szkodzimy sobie lub innym, jeśli nie udaje nam się zaprzestać tego zachowania, jeśli czujemy się źle (psychicznie, fizycznie), gdy takiego zachowania nie podejmujemy – to prawdopodobnie jesteśmy uzależnieni. Te wszystkie objawy mogą dotyczyć robienia zakupów albo po prostu wydawania pieniędzy na szeroko pojętą konsumpcję.

Zakupoholizm, jak każde uzależnienie może rozwijać się w czasie, od niewinnego poprawiania sobie nastroju po utratę kontroli nad swoimi decyzjami, gdzie efektem są szafy pełne ubrań z nieodciętymi metkami i skrzynka pełna listów z wezwaniem do spłaty zadłużenia. Może warto tu przywołać słynne zdanie Marilyn Monroe: „Pieniądze szczęścia nie dają. Dopiero zakupy”. Patrząc na jej biografię aż nadto widać ułudę w takim poszukiwaniu szczęścia.

(5)    Kontaktuje się ze mną wiele osób, które uginają się pod ciężarem długów. Bardzo często towarzyszy im poczucie przygnębienia, nierównej walki ponad siły, a nawet kliniczne objawy depresji. Co, jako psycholog, poradziłabyś takim osobom?

W przypadku depresji zachęcałabym do skorzystania z pomocy profesjonalnej. W sytuacjach bardzo nasilonych objawów może być potrzebna pomoc psychiatry, choć przestrzegałabym przed drogą na skróty polegającą na próbie załatwienia problemu braniem leków przeciwdepresyjnych.

Równie ważne jest podjęcie świadomej pracy nad lepszym rozumieniem siebie oraz zmianą swoich zachowań. Oczywiście leki są czasem konieczne, ale w moim odczuciu dużo rzadziej niż sądzimy. Mit pigułki na wszystko to kolejna cecha konsumpcyjnego społeczeństwa. Jestem zagorzałą fanką psychoterapii jako metody zmiany, i to zmiany rozumianej jako rozwój, dojrzewanie, które daje poczucie spełnienia i sensu.

Osobną sprawą jest wyjście z długów. Tutaj też przydałaby się pomoc kogoś z większą wiedzą i spokojem, którego osobie zadłużonej brakuje (czemu zresztą trudno się dziwić). W pierwszej części Shreka jest taka scena, gdy Shrek na pytanie czy ma jakieś wsparcie odpowiada: „Mam smoka i nie zawaham się go użyć”. To jest istota sprawy: mieć wsparcie, w trudnej sytuacji nie być samemu. Może warto rozejrzeć się za swoim smokiem. Może to ktoś nam bliski, może potrzeba profesjonalisty czy to z dziedziny zdrowia psychicznego czy finansów. Grunt, żeby mieć smoka, no i nie zawahać się go użyć. Można też mieć kilka smoków…

(6)    Przejdźmy do Twojej pasji związanej z książkami psychologicznymi. Rynek pęka w szwach od różnego rodzaju „pop psychologii” i poradników o różnej jakości. Jak wybrać te naprawdę dobre i wartościowe? Gdzie szukać informacji?

Puszczając oko do Twoich Czytelników, z których część może stać się również czytelnikami mojego bloga, odpowiem, że informacji można szukać na stronie ksiazkapsychologiczna.blogspot.com. Można też czytać czasopisma psychologiczne, gdzie często jest strona z krótkimi notami o nowościach wydawniczych.

Tak jak nie ma jednego dobrego terapeuty dla wszystkich, tak nie ma jednej dobrej książki. Wybierając lekturę warto uruchomić rozum i zweryfikować czy książka oferuje rzetelną wiedzę, kim jest autor itp. Warto też jednak uruchomić emocje, wsłuchać się niejako w siebie, aby zdecydować się na książkę, która jest nam potrzebna, która coś może wnieść do naszego życia.

W czytaniu tego typu literatury ważny też jest umiar. Są osoby, które unikają książek psychologicznych jak ognia, tłumacząc, że nie mają zamiaru czytać zestawu dobrych rad. Zgadzam się, książek, które oferują tylko to lepiej unikać. Myślę jednak, że za takim skrajnie negatywnym nastawieniem leży często lęk przed uświadomieniem sobie jakiejś prawdy o sobie i przed zmianą, która mogłaby być tego konsekwencją. Na drugim krańcu kontinuum są osoby, które wprost zaczytują się w poradnikach, poszukując rozpaczliwie recepty na to, jak żyć. Tymczasem rozwój to proces, pewnych etapów nie da się przeskoczyć. Poza zdobyciem wiedzy, musi być czas na jej przyswojenie, przetrawienie, zweryfikowanie i przede wszystkim usłyszenie samego siebie. Niektórych odpowiedzi nie znajdziemy w książkach…

Brutalna prawda jest taka, że w świecie finansów, podobnie jak w każdej innej dziedzinie, jesteśmy o wiele mniej racjonalni i logiczni, niż chcemy o sobie myśleć. Dobre książki psychologiczne, choć wcale nie muszą dotyczyć bezpośrednio zarządzania finansami, mogą nam pomóc w zwiększeniu samoświadomości również w kwestii tego, jak wydajemy pieniądze.

Podsumowanie i zakończenie.

Na zakończenie tego wpisu wyciągnę dla Was kilka ciekawych „smaczków” z rozmowy z Kasią:

• Błędne przekonania na temat pieniędzy mogą nam skutecznie przeszkadzać w ich gromadzeniu, dysonans poznawczy sprawia bowiem, że działamy tak, by potwierdzić własne przekonania.

• Jeśli odgrywany przez nas scenariusz nie sprawdza się – trzeba wziąć się do roboty i napisać nowy. Bardzo przydatne będzie otwarcie się na ludzi z innymi poglądami czy skorzystanie z profesjonalnego „pomagacza”.

• Budowanie poczucia własnej wartości w oparciu o drogie zakupy, imitujące szczęście gadżety czy nadające status rzeczy materialne – to „Życie w micie”.

• W pewnych szczególnie trudnych przypadkach, takich jak depresja związana z ciężką sytuacją finansową, niezbędna jest pomoc profesjonalisty. Nie wystarczą porady finansowe – trzeba odważnie sięgnąć po pomoc psychiatry i psychologa. Trzeba „znaleźć swojego smoka i nie wahać się go użyć”.

• Dobre książki psychologiczne mogą być bardzo przydatne, pod warunkiem, że zachowamy rozsądny umiar i damy sobie czas na odpowiednie przyswojenie tej wiedzy, jej przetrawienie, zweryfikowanie i usłyszenie samego siebie.

• W świecie finansów, podobnie jak w każdej innej dziedzinie, jesteśmy o wiele mniej racjonalni i logiczni, niż chcemy o sobie myśleć.

I co Wy na to? Powiem szczerze, że do mnie taka rozsądna psychologia przemawia. W dodatku potwierdza to, co wielokrotnie widziałem na własne oczy: finanse są blisko życia i są bardzo osobiste.

Zapraszam Was serdecznie do odwiedzenia bloga „Książka psychologiczna” i oczywiście bardzo gorąco zachęcam Was do lektury mojej książki „Jak zadbać o własne finanse”. Znajdziecie w niej nie tylko zestaw 10 bardzo konkretnych kroków, które skutecznie pomogą poukładać Wasze finanse, ale również sporo spostrzeżeń dotyczących zdrowego podejścia do pieniędzy. Zawarłem w niej wszystko to, co sam chciałbym wiedzieć kilka lat temu na temat finansów osobistych.

Dziękuję za czas poświęcony na lekturę tego artykułu. Z ogromnym zainteresowaniem czekam na Wasze komentarze oraz pytania do Kasi, która chętnie na nie odpowie. Życzę Wam bardzo miłego dnia!  🙂