Dzieci, pogaście światła w Waszych pokojach! Synku, wyłącz telewizor, przecież nie oglądasz! Po co gotujesz 2 litry wody na jedną herbatę? Zamknij wreszcie lodówkę, bo się rozmrozi! Czy takie teksty nie brzmią dla Was znajomo?

Wszyscy wiemy, że energia elektryczna jest droga a jej marnowanie jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Dlatego staramy się ograniczać zużycie prądu. Kupujemy żarówki LED-owe, wyłączamy sprzęt RTV ze stanu „stand-by”, wybieramy lodówki wysokiej klasy energetycznej, itp. Sposobów jest mnóstwo. Niektóre są skuteczne, inne mniej, a część z nich może być wręcz niebezpieczna dla zdrowia.

W czasach studenckich wynajmowałem mały pokój we wrocławskiej suterenie, który ogrzewany był panelami elektrycznymi. Październik i listopad minęły spokojnie, ale gdy nastał grudzień zaczęła się jazda. Właściciel tak bardzo oszczędzał prąd, że gdy tylko w nocy zasypiałem, natychmiast wyłączał elektryczne ogrzewanie. Nie pomagały rozmowy i negocjacje. Cokolwiek ustaliliśmy wieczorem, następnego ranka i tak budziłem się ze szronem na nosie. Czytałem wtedy książkę Marka Kamińskiego o jego wyprawie na biegun, więc polarny klimat pokoju miał nawet swój urok. Niestety w połowie grudnia skończyło się zapaleniem płuc i Pan Oszczędny stracił najemcę. (Serdecznie pozdrawiam Dulika, który marzł w pokoju obok, jednak był twardszy i przetrwał zimę 🙂 ).

Nic dziwnego, że po takich przejściach nie mam entuzjastycznego nastawienia do oszczędzania energii. Nie robię oczywiście głupot i nie zostawiam włączonego światła gdy wychodzę z domu. Ale nie jestem też fanatykiem, który gromadzi rodzinę przy jednej małej lampce w rogu salonu. Po prosu staramy się korzystać z energii rozsądnie. Ostatnio jednak moją uwagę przykuły coraz liczniejsze artykuły o korzyściach płynących ze zmiany sprzedawcy energii elektrycznej. Przeczytałem gdzieś, że rachunki za prąd mogą się zmniejszyć nawet o 10%, a to już jest coś. Postanowiłem to sprawdzić, policzyć czy gra jest warta świeczki i podzielić się z Wami wnioskami.

Miło mi poinformować, że do współpracy przy tym artykule pozyskałem partnera. Jest nim marka Plus, która swój pakiet usług (telefonia, Internet, telewizja, bankowość) powiększyła dodatkowo o sprzedaż energii elektrycznej.

 

Ktoś wymieni dla nas kable?

Czytając o zmianie sprzedawcy energii zastanawiałem się jak ma to niby wyglądać od strony praktycznej?. Jestem klientem RWE Stoen, do nich należą przewody doprowadzające energię do mojego mieszkania, więc na czym tak naprawdę może polegać zmiana?

Do tej pory wyobrażałem sobie sprzedaż prądu mniej więcej tak:

finanse osobiste prad schemat

W tym modelu dystrybutorzy kupują energię od wytwórców (elektrownie), a następnie za pośrednictwem swojej infrastruktury (kable, stacje przesyłowe), dostarczają prąd do naszych domów wystawiając za to rachunki. Mamy tu zatem do czynienia z naturalnym monopolem, w którym Polska została podzielona pomiędzy kilka doskonale znanych Wam firm:

Żródło: Sprawozdanie z działalności Prezesa URE
Żródło: Sprawozdanie z działalności Prezesa URE

Okazuje się, że sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Zmiany w prawie energetycznym pozwoliły wydzielić dwa odrębne biznesy:

1. Usługę przesyłania – czyli dostarczanie energii do finalnych odbiorców.
2. Handel towarem – którym w naszym przypadku jest energia elektryczna

Punkt 1, czyli przesyłanie energii, może być nadal wykonywane jedynie przez firmy dysponujące odpowiednią infrastrukturą (ja nazywam je „Dystrybutorami”, a fachowo określa się to mianem OSD czyli Operator Sieci Dystrybucyjnej).
Natomiast punkt 2, czyli handel energią, może być prowadzony również przez inne podmioty. Dzięki temu pojawiły się na rynku firmy, które zajmują się właśnie tym: sprzedażą energii elektrycznej. Można powiedzieć, że w uproszczeniu sytuacja wygląda obecnie tak:

finanse osobiste prad schemat 2

Nie możemy wprawdzie zmienić firmy realizującej dostarczenie energii do naszego domu, bo nikt nie będzie wymieniał kabli, ale możemy wybrać firmę, od której kupujemy prąd. To trochę tak, jakbyśmy robili zakupy na Allegro, które dostarcza nam tylko jedna firma kurierska. Choć nie możemy wybrać kuriera, to już decyzja od kogo kupimy towar leży wyłącznie po naszej stronie. W przypadku energii tak się składa, że „kurier” może również sprzedawać towar (robi to za pośrednictwem osobnych spółek). Dlatego możemy niczego nie zmieniać i nadal kupować energię od dystrybutora (niebieskie strzałki), albo dokonać zmiany i sprawić, aby „kurier” jedynie dostarczył towar kupiony u kogoś innego (zielone strzałki).

Przed wprowadzeniem tych zmian konkurencja na rynku energii była bardzo ograniczona. Na danym obszarze działała praktycznie jedna firma, która mogłaby podnosić ceny w dowolny sposób, a my i tak musielibyśmy je płacić. Między innymi dlatego funkcjonuje coś takiego jak URE, czyli Urząd Regulacji Energetyki. Określa on maksymalny poziom cen energii elektrycznej dla gospodarstw domowych (tzw. taryfa G), powyżej którego żadna firma nie mogła jej sprzedawać. Przy braku konkurencji ceny tkwiły oczywiście blisko poziomów maksymalnych.

Wejście na rynek sprzedawców energii elektrycznej wprowadziło tu nieco zdrowego zamieszania. Wszystkie firmy kupują energię na tej samej giełdzie, by później sprzedać ją odbiorcom konkurując między sobą muszą sprzedawać taniej od innych, obniżając własną marżę. A mniejsza marża to oczywiście więcej pieniędzy w naszych kieszeniach. Za chwilę policzymy ile.

Co się znajduje na naszej fakturze?

Zanim będziemy mogli policzyć oszczędności, musimy najpierw rozszyfrować opłaty, które ponosimy w związku z korzystaniem z energii elektrycznej. Na fakturze jest to zwykle mało czytelne, dlatego pokazałem je na takim schemacie:

finanse osobiste schemat oplat

Nie będę opisywał za co się dana opłata należy, bo trochę szkoda na to prądu. 🙂
Z tego schematu wynikają jednak dwa ważne wnioski:

Po pierwsze: część opłat będziemy ponosić bez względu na to, czy zużywamy w danym okresie energię elektryczną, czy nie. Są to tzw. opłaty stałe, na schemacie pokazane w szarych prostokątach. Choć nie są bardzo wysokie, to warto im się przyjrzeć. Może się okazać, że np. zmiana okresu rozliczeniowego pozwoli je skutecznie obniżyć. W moim przypadku suma tych opłat (handlowa, abonamentowa, przejściowa, sieciowa stała) wynosi ok. 21 zł miesięcznie.
Pozostała część opłat to już tzw. opłaty zmienne, uzależnione od faktycznego zużycia prądu (są one wylistowane w zielonych prostokątach). Im więcej przepalimy kilowatogodzin energii (kWh), tym wyższe będą nasze rachunki.

Po drugie: zmieniając sprzedawcę energii elektrycznej obniżamy jedynie część opłat na naszym rachunku. Zwróćcie uwagę, że na rzecz sprzedawców ponosimy zarówno opłatę stałą (tzw. opłata handlowa) jak również opłaty zmienne, związane z faktycznym zużyciem prądu. Dlatego bardzo ważne jest, aby analizując opłacalność zmiany sprzedawcy wziąć pod uwagę zarówno oferowane przez niego ceny energii, jak również wysokość opłaty handlowej. Zdarzają się bowiem przypadki, że niskie poziomy stawek za energię są częściowo rekompensowane wysoką opłatą handlową.

 

O jakich oszczędnościach mówimy?

W ubiegłym roku otrzymałem od RWE Stoen ofertę skorzystania z obniżki w wysokości 2% w zamian za podpisanie umowy na czas określony, to jest do końca 2014 roku. Oczywiście skorzystałem, bo nie miałem czasu na weryfikację innych ofert, a 2% to zawsze coś. Dzisiaj sprawdziłem, że te 2% dotyczyło tylko ceny sprzedawanej energii, a nie całego rachunku, więc całkowita wygenerowana przeze mnie oszczędność wyniosła w skali roku około … 32 złote. 🙂 Czy tym razem gra będzie warta świeczki?.

Aby dokładnie się dowiedzieć, ile możecie zaoszczędzić, musicie wziąć do ręki Waszą ostatnią fakturę rozliczeniową za prąd. Faktura rozliczeniowa to ta, na której znajdują się informacje o faktycznym zużyciu energii za poprzedni okres oraz jej rozliczenie w stosunku do prognoz.

Najpierw sprawdzacie tam tzw. grupę taryfową. Dla gospodarstw domowych mamy tutaj dwie opcje:
G11 – płacicie taką samą stawkę za prąd przez całą dobę
G12 – płacicie inną stawkę za prąd zużyty w ciągu dnia (taryfa dzienna) a inną za prąd zużyty w nocy (taryfa nocna).

Następnie wystarczy uruchomić specjalny kalkulator przygotowany przez Partnera dzisiejszego artykułu, przepisać stosowne dane z Waszej ostatniej faktury i już po chwili znajdziecie odpowiedź na pytanie o jakiej skali oszczędności mówimy w przypadku wyboru oferty Plusa.

Aby uruchomić kalkulator kliknij ten link lub poniższą grafikę:

Żródło: http://www.plus.pl/energetyka/mapa-dostepu.html
Żródło: http://www.plus.pl/energetyka/mapa-dostepu.html

Według tego kalkulatora oszczędności w przypadku mojej rodziny wyniosłyby w ciągu dwóch lat trwania umowy 283 zł brutto czyli ok. 12 zł miesięcznie.

Ponieważ z kalkulatorami oferowanymi przez jedną tylko firmę różnie bywa, przygotowałem swój własny arkusz w Excelu, który wprawdzie nie liczy z dokładnością do jednego dnia, ale pozwoli zweryfikować czy wyniki przedstawiane na stronach internetowych sprzedawców energii są w przybliżeniu podobne. Oczywiście kalkulator udostępniam również Wam. W środku jak zwykle znajdziecie komentarze, które pomogą Wam z niego skorzystać:

Ile zaoszczedzisz na zmianie sprzedawcy energii.xls

Według mojego kalkulatora w ciągu każdego miesiąca po przejściu do Plusa powinienem zaoszczędzić około 12,91 zł miesięcznie. Różnica wynika z faktu, że mój plik bazuje na pełnych miesiącach, a ten od Plusa dokonuje obliczeń z dokładnością do jednego dnia. W każdym razie wyniki są bardzo zbliżone. Znacznie więcej można urwać z rachunku będąc klientem Plusa, PlusBanku lub Cyfrowego Polsatu. W moim przypadku oznaczałoby to 466 zł brutto w ciągu 2 lat lub 19 zł miesięcznie. Plus pracuje też nad tym, aby już wkrótce wszystkie usługi (Internet, telefon, telewizja, prąd) były rozliczane na jednej fakturze z tym samym terminem płatności, w ramach tzw. oferty SmartDom.

Czy 12 zł w skali miesiąca to duża oszczędność? Cóż, większa niż 32 zł rocznie otrzymane od mojego obecnego dostawcy. Oczywiście im więcej zużywamy prądu, tym bardziej opłacać będzie się zmiana. Jednak ostatecznie wszystko zależy od wysiłku, który trzeba włożyć w zmianę sprzedawcy. Dlatego zobaczmy z czym to się wiąże.

Czy nie za dużo z tym zamieszania?

Zmiana sprzedawcy oznacza, że trzeba wypowiedzieć obecną umowę, później podpisać nową o dystrybucję i osobną o sprzedaż prądu, następnie męczyć się z dodatkowymi fakturami, itp. To trochę zniechęcające biorąc pod uwagę skalę oszczędności. Okazuje się jednak, że temat można rozwiązać znacznie łatwiej.

Wystarczy upoważnić nowego sprzedawcę do reprezentowania nas przed operatorem systemu dystrybucyjnego oraz przed dotychczasowym sprzedawcą. W tym przypadku nowy sprzedawca – w imieniu odbiorcy – dokonuje niezbędnych formalności tj. wypowiada umowę dotychczasowemu sprzedawcy, zawiera (o ile to konieczne) umowę o świadczenie usług dystrybucji z operatorem systemu dystrybucyjnego.

Wystarczy zatem zabrać ze sobą ostatnią fakturę rozliczeniową, udać się do punktu obsługi sprzedawcy i pozwolić mu załatwić formalności za nas. Zarówno długą jak i „krótką” ścieżkę postępowania opisał na swoich stronach Urząd Regulacji Energetyki. Opis ten znajdziesz pod tym linkiem: Procedura zmiany sprzedawcy (URE). W serwisie przygotowanym przez URE możecie również sprawdzić inne firmy, które na Waszym terenie mają prawo do sprzedaży energii elektrycznej: Kogo mogę wybrać? (URE). Przyznam szczerze, że byłem bardzo zaskoczony jak wiele jest takich podmiotów. Ta lista, w połączeniu z załączonym przeze mnie kalkulatorem, pozwoli Wam oszacować opłacalność różnych opcji.

Jak zwykle uczulam Was jednak na pewne sytuacje, które trzeba brać pod uwagę. Na tym rynku działają różne firmy. Jeden ze sprzedawców zaoferował jakiś czas temu super ofertę na Grouponie, która po doliczeniu dodatkowych kosztów okazała się znacznie droższa od oferty największych firm.
Inni kuszą trzema miesiącami za darmo, a później okazuje się, że umowa jest na 3 lata z mniej korzystnymi stawkami. Dlatego koniecznie przed podpisaniem przeczytajcie umowy oraz regulaminy. Najważniejsze punkty wymagające uwagi wylistowałem dla Was poniżej.

Na co uważać przy zmianie sprzedawcy?

Wiele osób decydując się na zmianę kieruje się wyłącznie jednym kryterium: niższą stawką za energię elektryczną. Pamiętajcie jednak, że naszym celem nie jest niższa stawka w umowie, tylko realne oszczędzanie pieniędzy. Dlatego dodatkowo należy zwrócić uwagę na:

1. Wysokość opłaty handlowej.
U różnych dostawców potrafią się wahać od 1,99 zł do 19,90 zł miesięcznie (sprawdziłem oczywiście Plusa – w ramach promocji przez 2 lata jest 0zł). Najczęściej wysokość tej opłaty zależy od cyklu rozliczeniowego – czyli częstotliwości wystawiania faktur.

2. Koszty wypowiedzenia obecnej umowy.
Musicie sprawdzić w obecnej umowie na jaki okres została zawarta oraz jakie koszty wiążą się z ewentualnym wcześniejszym jej rozwiązaniem. W większości przypadków są to umowy na czas nieokreślony i wtedy kosztów nie ma. Trzeba się jednak upewnić. Na przykład w moim przypadku skorzystanie z obniżki w RWE Stoen wymagało podpisania aneksu obowiązującego do końca 2014 roku. Rozwiązując umowę teraz zapłaciłbym 25 zł kary umownej za każdy miesiąc pozostały do końca trwania umowy.

3. Okres, na jaki zawieramy obecną umowę.
Większość prognoz opartych na analizach rynku mówi o tym, że ceny energii będą szły w górę. W takim scenariuszu posiadanie umowy z „zamrożoną” ceną prądu na obecnym poziomie jest korzystne. Jednak wiadomo: prognozy to tylko prognozy i może się zdarzyć, że inne oferty za rok czy dwa będą bardziej korzystne. Dlatego raczej nie podpisywałbym umowy na okres dłuższy niż 2 lata.

4. Warunki wypowiedzenia nowej umowy.
A jeśli będziemy z jakichś przyczyn niezadowoleni z nowego sprzedawcy, co wtedy? Przeczytajcie dokładnie warunki, na jakich można rozwiązać umowę wcześniej.

5. Dodatkowe produkty
Spotkałem się również ze wspaniałymi promocjami typu: kilka miesięcy prądu za darmo. Super? Jasne… W zamian trzeba było tylko wykupić ubezpieczenie za kilkadziesiąt złotych miesięcznie.

6.  Naszą wygodę
Jedna faktura, czy dwie osobne? Sieć placówek, czy oddział oddalony o kilkanaście kilometrów od miejsca naszego zamieszkania? To również są sprawy, na które warto zwrócić uwagę.

Najważniejsze jednak, aby starannie przeczytać regulaminy oraz umowę – najlepiej jeszcze przed udaniem się do punktu sprzedaży. Jeżeli coś Was tam zaniepokoi, a otrzymane wyjaśnienia okażą się nieprzekonujące, po prostu nie podpisujcie. Weźcie umowę do domu i przeczytajcie ją na spokojnie. Jeśli umowę podpisujecie w towarzystwie popędzającego Was akwizytora, pamiętajcie, że w takim przypadku (umowa zawarta jest poza lokalem sprzedawcy) możecie odstąpić od tej umowy w terminie 10 dni od jej podpisania.

Wnioski końcowe

Zatem warto zmieniać tego dostawcę (a tak naprawdę – sprzedawcę) energii elektrycznej, czy nie? Moje wnioski są takie:

• W zasięgu ręki są oszczędności od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych w skali roku. W moim przypadku ok. 140 zł – to już jest coś.

• Oczywiście w tych domach, w których zużywa się więcej energii, kwoty oszczędności spowodowane zmianą sprzedawcy będą odpowiednio wyższe.

• Dzięki możliwości upoważnienia nowego sprzedawcy do dokonania wszelkich formalności procedura zmiany jest stosunkowo prosta.

• Czasochłonne będzie oczywiście przeczytanie umowy i regulaminów. Ale ustalmy raz na zawsze: czytelnicy mojego bloga nigdy nie podpisują dokumentów przed ich starannym przeczytaniem.

I co Wy na to? Gra warta świeczki? Jeżeli macie pytania związane ze zmianą sprzedawcy energii, zapraszam Was do zadawania ich w komentarzach. Na pewno polecam Wam wzięcie do ręki ostatniej faktury rozliczeniowej, skorzystanie z kalkulatora i sprawdzenie jakie kwoty oszczędności wchodzą w grę w Waszym przypadku.
To ile Wam wyszło? Wystarczająco dużo, aby pomyśleć o zmianie?