Od pierwszego artykułu na tym blogu staram się Was przekonać, że dbanie o finanse opiera się na kilku prostych, opartych na zdrowym rozsądku regułach. Dziś napiszę o tym, jak dbać o finanse poświęcając na to minimalną ilość czasu. By jednak móc w jasny sposób przekazać, o co chodzi, zacznę od wakacyjnego wstępu.  

Kilka miesięcy temu opowiedziałem Wam o książce Esencjalista. Mniej, ale lepiej, która wywarła ogromny wpływ na mój sposób myślenia i działania. To właśnie ta książka – a raczej konsekwentne wdrażanie opisanych w niej reguł – jest winna ciszy na blogu w ostatnich tygodniach. Lipiec był dla mnie miesiącem totalnego relaksu, wypoczynku i nabierania dystansu do codziennych obowiązków. Jak zwykle po takiej przerwie mam kilka przemyśleń i jestem bardzo ciekawy, co o nich sądzicie i jak to wygląda u Was.

Jasna hierarchia to jeszcze nie wszystko

Rozpoczynając wakacje zapisałem w swoim dzienniku dwa punkty z Esencjalisty, które były motywem przewodnim moich wakacyjnych rozmyślań (aby nie nudzić się wypoczywając, wrzucam sobie różne tematy do rozważania w wolnym czasie – pewnie to nie do końca normalne, ale całkiem dobrze z tym się czuję 😉 ).  Te dwa punkty to:

1. Find essential (czyli znajdź to, co dla Ciebie najważniejsze)
2. Make execution effortless (spraw, aby wykonywanie tego wymagało jak najmniej wysiłku)

Niby oczywiste, ale w praktyce chyba wszyscy mamy problemy z praktyczną realizacją takiego podejścia do życia. W moim przypadku sprawa była o tyle prosta, że od dawna mam pełną jasność życiowych priorytetów. Ich lista wygląda u mnie tak:

1. Miłość i rodzina
2. Zdrowie i sprawność fizyczna
3. Sukces zawodowy
4. Finansowa wolność
5. Podróże i przygody

Staram się żyć w taki sposób, aby w każdej z tych dziedzin odnieść sukces, a kiedy mam do czynienia z konfliktem – np. praca odciąga mnie od rodziny – spoglądam na swoją listę i jak najszybciej wracam na właściwe tory. Między innymi dlatego – pomimo ogromnej ochoty – w lipcu praktycznie nic nie publikowałem, bo to był czas na punkty 1. i 2. z mojej listy 😉 Taka jasna hierarchia dość dobrze wpisuje się w punkt Find essential. Ale co z punktem Make execution effortless?

Od ogólnej idei do codziennych nawyków

Wiem, wiem – to jest blog finansowy – i do finansów za chwilę dojdziemy. Jednak nie sposób przekazać podejście do pieniędzy bez właściwego kontekstu, dlatego jeszcze kilka akapitów o sprawach niefinansowych. Weźmy na warsztat punkt nr 2 z mojej listy: Zdrowie i sprawność fizyczna. Myślę, że wielu z Was zgodzi się ze mną, że sukces zawodowy, opłacony utratą zdrowia, nie ma większego sensu. A jednak bardzo wiele osób kładzie swoje zdrowie na szali zawodowego sukcesu, wpisując się w smutny scenariusz: najpierw tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze, aby odzyskać zdrowie.

Dbanie o zdrowie od dawna było wysoko w mojej hierarchii: nie palę papierosów, starałem się w miarę zdrowo odżywiać, dość sporo się ruszałem. Gdy jednak głębiej się nad tym zastanowiłem, doszedłem do wniosku, że tak naprawdę w tym obszarze nigdy nie wyszedłem poza dość prymitywny sposób działania oparty o powszechne przekonania. Niby coś tam robiłem, ale w praktyce nic konkretnego. Nie potrafiłem ocenić, czy robię w ogóle jakieś postępy. Dlatego w tym roku postanowiłem ten temat “rozkminić” i doprowadzić do sytuacji, w której w pełni świadomie będę mógł powiedzieć, że działam właściwie. Oto kilka rzeczy, którymi zająłem się w ostatnich miesiącach:

1) Badania lekarskie

Zrobiłem bardzo dokładne badania lekarskie pod hasłem “przegląd z okazji 40-tki”. Badania krwi, USG jamy brzusznej, rezonans magnetyczny głowy, itp. – wszystko po to, by dobrze określić punkt startu i  zorientować się, w jakim naprawdę jestem stanie. Okazało się, że jestem okazem zdrowia, a skoncentrować muszę się co najwyżej na diecie, bo minimalnie przekraczam normy cholesterolu we krwi.

2) Skoro jest problem

Skoro – pomimo w miarę świadomego jedzenia i systematycznego ruchu – jest jednak problem z cholesterolem, stało się jasne, że czas zająć się dietą. Szukając odpowiedzi na pytanie o dietę idealną, natknąłem się na Netflixie na film “What the Health“. Po jego obejrzeniu zacząłem czytać różne badania i… postanowiłem przejść na dietę wegańską. Dla mnie – miłośnika argentyńskich steków i kotletów mielonych – była to prawdziwa rewolucja.  Jednak po zapoznaniu się z kilkoma faktami na temat produkcji mięsa i produktów mlekopochodnych – nie miałem żadnych złudzeń, co powinienem zrobić. Trzymam się tej diety od 7 tygodni i czuję się rewelacyjnie.

3) Sprawność fizyczna

– to dość ogólne stwierdzenie. Skąd niby mam wiedzieć, że jestem sprawny fizycznie? Znów trochę poczytałem, odwiedziłem fizjoterapeutę, porozmawiałem z osobami znającymi się na temacie i ostatecznie stwierdziłem, że będę mógł mówić, że jestem sprawny fizycznie, jeżeli:
– będę przebiegał 10 km w czasie poniżej 50 min.
– będę przebiegał 5 km w czasie poniżej 23 min.
– pomimo biegania i diety wegańskiej zachowam swoją wagę i sylwetkę (dzięki treningom siłowym).

4) Przekułem cele w plan

tłumaczę je stopniowo na zestaw wymagających minimum wysiłku nawyków:

a) zdrowie: ustawiłem w Nozbe przypomnienie, aby wykonywać co 6 miesięcy badanie poziomu cholesterolu,

b) dieta – tu jeszcze “walczę” – ale stopniowo powstaje lista zakupów spożywczych online, by w pełni zautomatyzować proces zakupów dostosowany do menu (na szczęście moja żona robi doskonałe potrawy wegańskie, więc sprawa jest znacznie łatwiejsza),

c) trening – na siłce skorzystałem z porad trenera i mam rozpisany trening 3x w tygodniu, a jeśli chodzi o bieganie – realizuję trening z książki “Mój pierwszy maraton” (to jedna z moich 100 rzeczy do zrobienia przed śmiercią 😉 – dlatego zapisałem się na październikowy maraton w Poznaniu, który mam wielką nadzieję przebiec, o ile pasmo biodrowo-piszczelowe pozwoli),

d) w niedzielę rano wyznaczyłem 30 minut na to, aby usprawniać coś jeszcze w temacie dbania o zdrowie i sprawność i zdobywać dodatkową wiedzę (jeżeli macie jakieś fajne linki/książki na te tematy – dajcie znać w komentarzu, bo tu jestem wciąż zółtodziobem ;)).

Nawet nie przypuszczałem, jak wielką moc może mieć jasno rozpisany trening. Po prostu krok po kroku robi się swoje – bez względu na pogodę i inne okoliczności. By nie być gołosłownym – wrzucam fotę z moim ukochanym Markiem Aureliuszem, którego mijałem w czasie porannego biegu wokół Forum Romanum 😉

Teraz mam jasne cele, konkretny plan i krok po kroku wprowadzam w życie kolejne zdrowe nawyki. Na początku musiałem poświęcić na to sporo czasu (lektura, rozmowy, stopniowa zmiana nawyków – szczególnie diety), jednak z każdym tygodniem wymaga to ode mnie coraz mniej wysiłku, za to sprawia mi coraz więcej przyjemności. No dobra – ale co te moje zdrowotno-sportowe zwierzenia mają wspólnego z finansami? A no mają, bo:

Z finansami jest dokładnie tak samo!

Z resztą nie tylko z finansami, ale chyba z każdym obszarem życia, na którym naprawdę nam zależy. Jeśli pragniemy prawdziwych postępów przy minimalnym nakładzie czasu, najpierw musimy paradoksalnie poświęcić czas, aby przejść ze stanu ignorancji, braku wiedzy i nieświadomości do etapu konkretnych, niemal automatycznych nawyków. Dobra wiadomość jest taka, że akurat w przypadku finansów jest to naprawdę proste!

Wielu z Was zapewne zna metodę 10 kroków, którą opisałem w wielu miejscach na blogu, jak również w mojej książce Jak zadbać o własne finanse?  Ta metoda opiera się właśnie na jasnych celach i koncentracji na jednej rzeczy w danym momencie, która przybliża nas do finansowego sukcesu. Jest prosta, skuteczna i świetnie się sprawdza. Ale nawet gdy mamy już dobrze sprawdzony sposób działania, warto upraszczać go dalej, w myśl hasła Esencjalisty: Make execution effortless! 

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

Jednym z obszarów, który świetnie nadaje się do zilustrowania tego podejścia jest prowadzenie domowego budżetu. Oto jak tutaj może wyglądać droga od nieświadomości i braku wiedzy, przez etap skoncentrowanego wysiłku, aż do etapu prostych nawyków, wymagających minimum czasu.

1. Etap nieświadomości i braku wiedzy

Nie wiemy nic o prowadzeniu domowego budżetu, a pieniądze przeciekają nam przez palce, bo wydajemy je na różne pierdoły. Czas mija, zarabiamy coraz więcej, ale oszczędności w żaden sposób nie przybywa. Działa stare dobre Prawo Parkinsona: wydatki rosną w takim tempie, by skonsumować cały nasz dochód. Obrastamy w kolejne zbędne rzeczy i dziwi nas to, że inni się bogacą. Aż pewnego dnia mówimy sobie: Dość! Postanawiamy wziąć byka za rogi, czytamy blogi finansowe i dowiadujemy się, że budżet to nic innego, jak prosty plan dla naszych pieniędzy. Oświeca nas nieśmiertelne powiedzenie Johna C. Maxwella: Zrobić budżet, to powiedzieć naszym pieniądzom, dokąd mają iść, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły!  (o budżecie dla początkujących przeczytasz tutaj: Budżet domowy krok po kroku – Wprowadzenie)

2. Etap skoncentrowanego wysiłku

Łyknęliśmy budżetowego bakcyla. Jesteśmy w szoku, jak dużo pieniędzy udaje nam się zaoszczędzić identyfikując po prostu zbędne wydatki. Czujemy się, jakbyśmy sami dali sobie podwyżkę. Miesiąc po miesiącu rosną nasze oszczędności, tworzymy sobie coraz wygodniejsze arkusze w Excelu lub korzystamy z aplikacji takich jak YNAB. Przejmujemy pełną kontrolę nad swoimi pieniędzmi i wiemy dokładnie, jaką część naszego dochodu możemy zaoszczędzić, jaką przeznaczyć na wydatki, a jaką na potrzeby. Budżet domowy nie ma przed nami tajemnic. Ale… to spisywanie wydatków,  zbieranie paraganów… trudno zachować tu konsekwencję. I teraz uwaga! Nie ma potrzeby, aby to kontynuować! 

Budżet domowy jest niezbędny wtedy, gdy masz długi, nie masz oszczędności, nie masz zdrowych nawyków finansowych. Wtedy faktycznie powinieneś oglądać każdą złotówkę, aż Twoje finanse osobiste przestaną być dla Ciebie tajemnicą. Gdy jednak pozbyłeś się długów, masz fundusz bezpieczeństwa, generujesz bez problemu finansowe nadwyżki – prowadzenie budżetu nie jest już takie istotne.

Przez wiele lat robiłem bardzo skrupulatnie budżet domowy, spisując i kontrolując niemal każdą złotówkę. Z YNAB-em jest to banalnie proste, ale… Począwszy od marca 2017 postanowiłem zrobić mały eksperyment. Mając we krwi zdrowe nawyki i wiedząc dokładnie, ile pieniędzy i na co potrzebuję, postanowiłem bardzo mój budżet domowy uprościć. Choć bardzo lubię zabawę budżetem (i budżet mojej firmy nadal prowadzę bardzo skrupulatnie), to w głowie ciągle mam zdanie: Make execution effortless! Dlatego z budżetem domowym zrobiłem tak:

3. Etap wymagających minimum czasu nawyków

W ostatni dzień każdego miesiąca odpalam YNAB. Następnie podliczam środki na rachunkach bankowych i gotówkę (swoją i żony). Wiem dokładnie (lata praktyki), ile pieniędzy potrzeba nam na życie, dlatego zostawiam na głównym rachunku (z którego idą wszystkie płatności, głównie w formie stałych zleceń lub polecenia zapłaty) kwotę potrzebną “na życie”, po czym od razu dokonuję przelewów na dedykowane konta oszczędnościowe w innych bankach (rezerwy na podatki, na kolejne podróże, na nowy samochód,itp.). To, co zostaje – przelewam na ostatnie już konto oszczędnościowe zatytułowane “przyszłe inwestycje” – i tam zbieram gotówkę na przyszłe okazje inwestycyjne. Ta górka z miesiąca na miesiąc pięknie rośnie – a o to m.in. chodzi w robieniu budżetu 😉
Jaki jest efekt? Do tej pory sprawy domowego budżetu zajmowały mi ok. 10 – 15 minut dziennie. Niby nie dużo, ale w skali miesiąca kumuluje się to jednak do 4 – 5 godzin. Nową metodę testowałem od marca do lipca włącznie i zajmuje mi to jedną godzinę miesięcznie – zwykle właśnie w ostatni dzień (czasem ostatni weekend) poprzedniego miesiąca. Zaoszczędzony czas i tak poświęcam na finanse – ale tym razem na inwestycje.

No, to tyle moich pourlopowych przemyśleń ? Jestem bardzo ciekawy, co o tym sądzicie. Czy takie podejście do zarządzania finansami do Was przemawia? A jakie są Wasze sposoby na dalsze ułatwienie sobie dbania o finanse? I wreszcie – jeśli macie jakieś ciekawe linki do źródeł na temat nowej dla mnie diety wegańsiej lub treningu siłowego przy takiej diecie – będę Wam za nie bardzo wdzięczny. Dziękuję serdecznie za czas poświęcony na przeczytanie tego wpisu i życzę Wam bardzo miłego dnia!