Poza wyjątkowymi sytuacjami – jak otrzymanie spadku albo wygrana w lotto – pozytywne efekty dbania o nasze finanse są odroczone w czasie. Czasem czekamy kilka miesięcy, znacznie częściej kilka lat, a pełna droga – od życia w długach do finansowej wolności – nierzadko zajmuje ponad dekadę. Czy ktoś w ogóle jest w stanie czekać tak długo na efekt?

Nie wiem, czy doświadczyliście w swoim życiu tego samego uczucia: czas ciągle przyspiesza! W podstawówce czekanie przez 10 miesięcy na kolejne wakacje wydawało się wiecznością. Teraz, gdy myślę o projekcie, którego efekty zobaczę za 2-3 lata, wcale nie wydaje się to odległą perspektywą. Dlaczego? Myślę, że z wiekiem spoglądamy za siebie i z wielkim zdumieniem stwierdzamy, jak szybko czas pędzi.

Pamiętam jak dziś pierwszy dzień pracy, a to już było 14 lat temu! Dopiero co brałem na ręce moją pierworodną córeczkę, a to już 12-latka sama jeżdżąca na wakacyjne obozy (i ciągle zapominająca zadzwonić do taty). Dopiero pisałem pierwszy post na tym blogu, a wkrótce miną już cztery lata… Czas pędzi i – kiedy patrzymy za siebie – zdaje się z każdym rokiem przyspieszać. Niektóre osoby ten fakt trochę martwi, bo czują, że coś im ucieka. A mnie ten bieg czasu cieszy 😉

Powszechna olewka teraźniejszości

Kilka lat temu złapałem się na tym, że interesuje mnie tylko to, co będzie w przyszłości – czy zrealizuję swoje cele, jak będę żyć, co osiągnę, itp. Cały czas byłem skupiony na tym, co przede mną. Tłumaczyłem sobie, że muszę poświęcić teraźniejszość w imię lepszej przyszłości. To oczywiście w pełni normalne w młodym wieku. Cały problem polegał jednak na tym, że lata mijały, a ja nadal żyłem z niezmiennym poczuciem, że muszę gnać do przodu. Jeszcze rok, dwa, trzy, jeszcze tylko kolejny awans lub podwyżka. Jeszcze tylko jeden zrealizowany projekt. Jeszcze tylko…. Zawsze było jakieś “jeszcze tylko”, a ja – pomimo pozytywnych efektów tych wysiłków – wcale nie czułem się bardziej spełniony.

Co ciekawe – nie byłem w tym osamotniony. Rozglądając się dookoła widziałem mnóstwo osób działających w taki sam sposób – czyli z głową w przyszłości – oraz niewielką grupę osób patrzących w przeciwnym kierunku – z głową w przeszłości. Za to prawie każdy – ze mną na czele – olewał teraźniejszość. Na szczęście natknąłem się wtedy na fajną myśl. Nie pamiętam zupełnie, gdzie to przeczytałem, ale dało mi to mocnego kopa do przemyśleń:

Ludzie popełniają wielki błąd. Najpierw pędzą do przodu, mówiąc: “kiedyś to będzie fajnie”, aż nagle orientują się, że są starzy i mówią już tylko: “kiedyś to było fajnie”. W ten sposób nigdy nie są zadowoleni z tego, co TU i TERAZ.

Życie przeszłością faktycznie nie ma sensu – było, minęło i już (wiem oczywiście, że spłycam temat – dla wielu osób pogodzenie się z przeszłością jest wielkim wyzwaniem). Co jednak z dylematem teraźniejszość kontra przyszłość? Koncentracja na przyszłości jest przecież niezbędna, bo bez tego nie będzie nam się w ogóle chciało wstać z łóżka. Czy da się to jednak pogodzić z docenianiem teraźniejszości? Moim zdaniem tak. Nie tylko da się pogodzić, ale też świetnie wykorzystać w niemal każdej dziedzinie życia. Również w finansach.

Jeden dzień na raz

Mój sposób pogodzenia nastawienia na przyszłość z jednoczesnym docenianiem teraźniejszości jest prosty:

1) Zdefiniowane jasne cele na przyszłość – o czym możecie przeczytać tutaj: Wyznaczanie celów? Oto bardzo skuteczna metoda.
2) Działanie w myśl zasady: jeden dzień na raz.

Gdy wstaję rano mam tylko jeden cel: przeżyć ten dzień jak najlepiej. Nie myślę bez przerwy o tym, jak wiele muszę zrobić, by zakończyć dany projekt. Nie tracę czasu na rozmyślania, ileż to ciężkich lat i wysiłku przede mną, jeżeli chcę spełnić swoje marzenia. Interesuje mnie tylko jedno: solidnie wykonać po prostu to, co zaplanowałem na dziś (Jak przygotować dobry plan dnia?)
Do tego dołączam jeszcze dwie sprawy:

1)  Pełną koncentrację na tym, co właśnie robię.
2) Czerpanie z tego przyjemności.

Gdy pracuję – staram się wykonać moją pracę jak najlepiej oraz czerpać z niej przyjemność. Gdy spotykam się z kimś – nie rozmyślam wtedy o pracy. Koncentruję się na spotkaniu, na moim rozmówcy i… czerpię z tego spotkania przyjemność. Gdy spędzam czas z dziećmi – nie myślę o zbliżających się deadline’ach – tylko o tym, co mówią do mnie dzieci i czerpię przyjemność z tego wspólnego czasu. Gdy jadę na wakacje – podziwiam nowe miejsca, nie zastanawiając się nad tym, ile pracy będę miał po powrocie, itp.

Jaki jest efekt? Każdy przeżyty w ten sposób dzień przybliża mnie do moich celów, a jednocześnie sprawia, że mam z tego wszystkiego mnóstwo przyjemności. Dla mnie to właśnie praktyczna realizacja hasła, że droga jest równie ważna jak cel.
Oczywiście – nie jestem cyborgiem – nie zawsze jestem w stanie się tego trzymać. Czasami trafia się kiepski dzień albo zewnętrzne okoliczności zmuszają do zmiany planów. Ale tu wkracza do gry kolejna zaleta podejścia: jeden dzień na raz. Nie udało się wczoraj? Nie ma znaczenia! Dziś jest kolejny dzień i kolejna szansa! 😉

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowesprawdź
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 10 banków

Sprawdź

A teraz przejdźmy do finansów…

Jak zwykle po powrocie z wakacji mam trochę skłonności do filozofowania. Ale ma to swój cel.

Wiele osób, które zaczynają dbanie o własne finanse, szybko się zniechęca. Zaczynają z entuzjazmem, starają się wprowadzić pozytywne zmiany, ale konieczność czekania na efekty potrafi ich szybko zniechęcić i skłonić do powrotu do starych nawyków:

– Pozbyć się długów? Boże, to zajmie kilka lat!
– Wkład własny na mieszkanie? To będą miesiące harówki!
– Odkładanie na przyszłość? Zebranie sensownych pieniędzy przy moich zarobkach zajmie dekady!
– Nadpłata kredytu hipotecznego? Te małe kwoty niczego nie zmienią!

Takie podejście to błąd. Wielki błąd!
Po pierwsze: nawet jeżeli wymaga to czasu, to ten czas minie szybciej, niż myślisz. Gdy spojrzysz wtedy za siebie, będziesz strasznie żałować, że nie zacząłeś jednak odkładać pieniędzy i dbać o własne finanse.
Po drugie: dbanie o finanse to wcale nie są tylko wyrzeczenia i dyscyplina. To przede wszystkim rosnące poczucie kontroli nad własnym życiem, rosnąca pewność siebie, coraz większe możliwości i pojawiające się okazje – słowem: mnóstwo rzeczy, z których naprawdę można czerpać przyjemność i satysfakcję.

Próbujesz już któryś raz, a jednak nie dajesz rady? Nie ważne! Dziś jest kolejny dzień. Skoncentruj się tylko na tym, by przeżyć go najlepiej i DZISIAJ podejmować dobre finansowe decyzje. Skup się na tym jednym dniu. Zobaczysz, co zacznie się dziać…

A jakie Wy macie rady dla osób, które – pomimo prób – wciąż nie są w stanie rozpocząć dbania o własne finanse? Jak Wam udało się wprowadzić w życie zdrowe nawyki finansowe? Które są Waszym zdaniem najważniejsze? Z góry dziękuję za każdą podpowiedź i życzę Wam bardzo miłego dnia! 😉