Jak robić mniej, ale osiągać więcej?

31

Jeśli znasz mój blog, to wiesz, że mam bardzo proste podejście do finansów: skomplikowane teorie sprowadzam do prostych i działających w praktyce reguł. W podobny sposób podchodzę również do innych obszarów mojego życia. Dziś chciałbym podzielić się z Tobą jedną z najlepszych książek, które przeczytałem w tym roku. Przedstawia ona i świetnie tłumaczy ideę esencjalizmu – czyli działania w oparciu o zasadę: mniej, ale lepiej. Ta książka bardzo pomaga osiągnąć spokój, uporządkować swoje sprawy i jeszcze skuteczniej realizować marzenia.

Wyobraź sobie pewną sytuację… Wczoraj późno poszedłeś do łóżka i budzisz się niewyspany. Obiecałeś sobie, że zaczniesz biegać, ale pogoda dzisiaj do kitu, a poza tym trochę zaspałeś. Pobiegasz najwyżej po pracy, bo teraz już czas na poranny kierat: ubieranie, szybka kawa zamiast śniadania, dzieci do szkoły i pędem do pracy. Uruchamiasz komputer i jeden rzut oka na przepełnioną skrzynkę sprawia, że przygniata Cię ogrom zaległych zadań. W dodatku co chwilę ktoś prosi Cię o spotkanie lub pomoc. Cały dzień zasuwasz, ale masz wrażenie, że stoisz w miejscu. Na szczęście nie jesteś sam: koledzy i koleżanki na lunchu uspokajają, że u nich wszystko wygląda podobnie: deadline’y, opóźnienia, ponaglenia, stres. Kończysz dzień pracy z poczuciem, że tylko przybyło Ci zadań. O rany, byle do weekendu…

W drodze do domu, uświadamiasz sobie, jak bardzo jesteś padnięty. Gdy dzieci proszą Cię o pomoc przy lekcjach, fukasz coś krótko i odganiasz je niczym natrętne muchy. Nie masz cierpliwości, a już na pewno nie masz siły na odrobinę sportu. Głodny jak wilk opróżniasz lodówkę, siadasz przed telewizorem lub komputerem i zanurzasz się w błogim odmóżdżeniu. To jedyny sposób, by choć na chwilę się wyluzować i odpocząć od szalonego tempa. Potem jeszcze rzut oka na maile i do łóżka znów kładziesz się późno. Przed zaśnięciem obiecujesz sobie, że od jutra będzie inaczej. Zaczniesz się wysypiać, zdrowo odżywiać, zrzucisz wreszcie brzuch, pobawisz się z dziećmi, uporządkujesz finanse, posprzątasz w piwnicy, nadrobisz zaległości w pracy i… ta sama śpiewka od wielu lat.

Brzmi trochę znajomo? Mam nadzieję, że u Ciebie wygląda to lepiej 😉 Jeżeli jednak czujesz, że masz za dużo na głowie i pomimo ciężkiej pracy nie czerpiesz satysfakcji z tego, co osiągasz, najwyższy czas, by poznać zasady esencjalizmu. Znajdziesz je w książce Grega McKeown’a pt. “Essentialism. The Disciplined Pursuit of Less”. – jednej z najlepszych książek, które przeczytałem w tym roku (polska wersja nosi tytuł: “Esencjalista. Mniej, ale lepiej.” – nie czytałem jej jednak, więc nie znam jakości przekładu).

essentialism

Milimetr postępu w każdym kierunku?

Dzisiejszy świat zasypuje nas informacjami, danymi, rosnącymi wymaganiami i nowymi zadaniami. Musimy być świetnymi pracownikami, rewelacyjnymi szefami, super specjalistami, empatycznymi słuchaczami, czułymi i cierpliwymi rodzicami. Do tego powinniśmy dobrze wyglądać, być w świetnej formie, zdrowo się odżywiać i mieć bardzo ciekawe hobby. I oczywiście mieszkać w świetnie urządzonym mieszkaniu lub domu. Taki mniej więcej jest obraz człowieka sukcesu w naszej kulturze. Nic zatem dziwnego, że bardzo łatwo pogubić się i zatracić w tym wszystkim.

Chcąc sprostać wysoko postawionym wymaganiom wiele osób rzuca się spontanicznie na mnóstwo spraw jednocześnie. Starają się pracować więcej, ciężej i bardziej wydajnie. Do napchanego po brzegi kalendarza dodają kolejne zadania, kolejne cele, kolejne wymagania. Jaki jest efekt? Milimetr postępu w każdym kierunku, zamiast realnych sukcesów w najważniejszych sprawach. W dodatku szalone tempo i ciągły pospiech sprawiają, że są zmęczeni, a życie przecieka im między palcami. Nie potrafią skoncentrować się na teraźniejszości: w pracy myślą o weekendzie lub urlopie, a na urlopie o pracy. Bawiąc się z dziećmi rozmyślają o obowiązkach, a wykonując obowiązki mają poczucie winy, że nie są z dziećmi. W głowie nieustająca galopada myśli, poczucie ciągłego napięcia i “niedoczasu”. Tylko po co?

Przecież można zupełnie inaczej. Spokojniej, wolniej, z większą radością i świadomością. A przede wszystkim: bardziej skutecznie!

Idea esencjalizmu – mniej, ale lepiej

Idea esencjalizmu, którą bardzo ciekawie tłumaczy w swojej książce Greg McKeown, opiera się na zasadzie: mniej, ale lepiej. W skrócie polega to na skutecznym eliminowaniu z naszego życia wszystkiego, co trywialne i zbędne, a co pochłania naszą energię i cenny czas. Tak zaoszczędzone zasoby możemy przeznaczyć na robienie tego, co naprawdę ważne i wartościowe. Zamiast milimetra postępu w każdym kierunku, robimy ogromny postęp w najważniejszych obszarach naszego życia.

Analogicznej zasady trzymam się w podejściu do pieniędzy, co promuję na blogu. Chodzi o takie zarządzanie pieniędzmi, by zamiast trwonić je na “pierdoły”, świadomie przeznaczać je na realizację celów i marzeń.

Chociaż zasada mniej, ale więcej wydaje się oczywista, jej skuteczne wprowadzenie w życie wymaga sporego wysiłku. Pierwszy krok to uświadomienie sobie, że mamy wybór. Chociaż w codziennej gonitwie łatwo jest o tym zapomnieć, naprawdę mamy wybór co i kiedy robimy. Ostatecznie to my decydujemy, na co poświęcamy nasz czas, energię i pieniądze. Ogromny problem polega na tym, że większość osób nie zatrzymuje się, by znaleźć jednoznaczną odpowiedź na pytania: Co dla mnie jest ważne? I co chcę osiągnąć? A jeśli nawet zaczynają się nad tym zastanawiać, tworzą nierealnie długie listy. To samo dzieje się w firmach. Mówi się tam o priorytecie nr 1, 2, 3,…,7,..9..itp. Czy coś, co jest “priorytetem nr 9”, może być ważne? Bez żartów!

Gdybyś teraz mógł zrobić tylko jedną rzecz w swoim życiu, co by to było?

Znalezienie odpowiedzi na tego typu pytania jest bardzo trudne, ale musisz to zrobić. Brak własnych priorytetów nieuchronnie prowadzi do sytuacji, w której priorytety narzuca nam ktoś inny. Zamiast realizować własne marzenia, realizujemy scenariusz narzucony nam z zewnątrz. Esencjalista zdaje sobie sprawę z możliwości wyboru, a priortetyzując mówi: Wybieram. Nieesencjalista rezygnuje z prawa wyboru i powtarza: Muszę.

Co wybierasz?

Choć nasze listy zadań potrafią być bardzo długie, jeśli przyjrzymy im się bliżej okazuje się, że większość zawartych tam spraw jest trywialna. Owszem, fajnie byłoby je załatwić, ale jeśli tego nie zrobimy, to tak naprawdę nic się nie stanie. Konsekwencje będą minimalne, a może nawet żadne. Poczucie obowiązku popycha nas do robienia wszystkiego, co do nas wpadnie. Tymczasem powinniśmy robić przede wszystkim te rzeczy, które świadomie wybierzemy i zaplanujemy. Dlaczego to takie ważne?

Bo życie jest sztuką wyboru. Do dyspozycji mamy jedynie ograniczoną liczbę godzin i ograniczony poziom energii. Jeśli będziemy je trwonić na sprawy trywialne, nie starczy nam czasu na to, co ważne. Co odpowiesz jeśli dziecko zapyta Cię kiedyś: Co osiągnąłeś w swoim życiu? Czy trzymając się prawdy nie będziesz musiał odpowiedzieć: Przez kilkadziesiąt lat pracy to głównie odpisywałem na maile…

Nieesencjalista uważa, że wszystko jest ważne, robiąc milimetr postępu w każdym kierunku.

Esencjalista wie, że tylko nieliczne rzeczy są ważne, a większość spraw jest trywialna. Odrzuca szum i koncentruje się na tym, co przynosi najlepsze efekty.

Czy inwestujesz swój czas we właściwe zadania?

Bezbolesna egzekucja

Nie, nie chodzi mi o nowy sposób pozbawiania życia 🙂 W esencjalizmie – po tym jak już wyznaczysz najważniejsze dla Ciebie zadania I cele – kolejnym krokiem jest zapewnienie ich bezbolesnej egzekucji. Polega to na mądrym rozplanowaniu zadań, zapewnieniu odpowiednich buforów czasowych, usunięcie wąskich gardeł i wyrobieniu w sobie nawyków, dzięki którym realizacja zadań stanie się efektywna i niemal bezwysiłkowa . W tej części znajdziesz m.in. ciekawe przykłady z życia znanych ludzi, którzy działają wprowadzając się w stan zwany “flow”.

Jak wprowadzić esencjalizm w życie?

Gdyby książka sprowadzała się tylko do opisanych powyżej zasad, byłaby kolejną pozycja na temat priorytetyzowania czy zarządzania czasem. Znajdziesz w niej jednak znacznie więcej: konkretne wskazówki i liczne przykłady pozwalające wprowadzić zasady esencjalizmu w życie. Dowiesz się m.in:

– Jak identyfikować to, co naprawdę ważne?
– Jak pozbyć się niepotrzebnych zadań?
– Jak sprawnie i skutecznie realizować sprawy najważniejsze?

Dlaczego warto to zrobić? Bo życie esencjalisty jest prostsze, bardziej świadome i bardziej szczęśliwe.

Jak pisze McKeown, będąc esencjalistą:

– Gdy inni będą mówić “tak”, Ty będziesz mówić: “nie”.
– Gdy inni będą robić, Ty będziesz myślał.
– Gdy inni będą mówić, Ty będziesz słuchał.
– Gdy inni będą pisać CV i aktualizować profile na LinkedIn, Ty będziesz realizować wartościową karierę.
– Gdy inni będą narzekać, jak bardzo są zajęci, Ty będziesz się tylko uśmiechał.
– Gdy inni będą prowadzić życie pełne stresu, Ty będziesz prowadził życie pełne pozytywnego wpływu .

I jak to dla Ciebie brzmi?

Choć wyszedł mi dość długi wpis, zdołałem przekazać jedynie kilka kluczowych myśli z tej książki. Nie tylko jest to jedna z najlepszych pozycji, jakie przeczytałem w tym roku, ale jest to również książka, którą “rozkładam na czynniki pierwsze”, a zawarte w niej zasady krok po kroku wprowadzam od paru miesięcy w swoje własne życie.

A jak Tobie podobają się reguły esencjalizmu? Daj znać w komentarzu 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze31 komentarzy

  1. Cześć Marcin,
    Wczoraj przeczytałem Zen to done i również staram się wprowadzać poszczególne nawyki w swoje życie. To takie uproszczone GTD. Na liście do przeczytania i juz zakupione są książki, które Ty polecasz w zakładce na blogu i cos czuję, że szykuje się kolejna propozycja do kolekcji. Trochę przypomina mi ona 7 nawyków Coveya:)

    • Hej Marcin,
      Jest znacznie krótsza, bardziej konkretna i moim zdaniem bardziej praktyczna od „7 nawyków”. Przeczytałem ją 2 razy, przesłuchałem 3 razy Audiobooka na siłowni, a teraz robię „mapę myśli” i wprowadzam krok po kroku w życie.
      Naprawdę fajna lektura.

      • Namówiłeś, kupuję. Możesz polecić jeszcze jakieś wartościowe poradniki, będę wdzięczny?

        PS. Polecane na blogu już mam, właśnie przyszły;)

  2. Niestety gdzieś tam również jestem…. zaraz po przeczytaniu wpisu włączyłem dla sprawdzenia apke Remember the Milk…. 226 zadań :):):) … na szczęście tylko 34 sprawy zawodowe.

    Tytuł trafia na moją listę książek – do zabudżetowanie na grudzień :),

  3. Bardzo mi się spodobał Twój artykuł na temat esencjalizmu. Niestety jakbyś pisał w nim o mnie. Też cały czas coś robię, a czuję że drepczę w miejscu. Mam spory problem z wyznaczeniem sobie celów jakie chciałbym osiągnąć w życiu (tak w zasadzie sam nie wiem czego chcę).
    O tej książce słyszałem już wczesniej, a Twój artykuł utwierdził mnie w przekonaniu, że warto się nią zainteresować.
    Dzięki za inspirację.
    Cieszę się że trafiłem jakiś czas temu na Twój blog. Twoje teksty w nim zawarte bardzo pomogły mi uporządkować swoje finanse. Mimo że nie miałem żadnych długów, to też nie odkładałem, a znaczną część dochodów przeznaczalem na konsumpcję. Teraz po roku pracy nad swoimi finansami mamy już z żoną fundusz bezpieczeństwa na wypadek konieczności życia bez dochodów przez co najmniej 7 miesięcy.
    „Odwalasz” Marcin kawał dobrej i pożytecznej roboty. Tak trzymaj.
    A tak na marginesie to jesteś dla mnie takim finansowym mentorem.

    • Hej Rafał,

      Chyba każdy z nas miał w swoim życiu taki etap. To nie przypadek, że sięgnąłem po te właśnie książkę – choć cele i priorytety mam bardzo jasne, to nadmiar zadań „nie odpuszcza” i często muszę walczyć o to, by priorytety były priorytetami.

      Dziękuję za miłe słowa i gratuluję postępów w dbaniu o finanse. Świetny wynik już po roku – Brawo! 🙂

  4. Witaj Marcin
    Te pozytywne efekty o których piszesz osiągnąłem dzięki wdrożeniu do swojego życia GTD (z pewnymi modyfikacjami) w połączeniu z Nozbe. Na marginesie dodam, że gdyby nie Ty, zapewne nie usłyszałbym ani o jednym ani drugim. Efekt: „wieczny kocioł” zamienił się w konsekwentną, uporządkowaną i systematyczną pracę. Nie od razu, bynajmniej, ale po kilku reorganizacjach chyba udało się stworzyć system optymalny do warunków w jakich funkcjonuję. Już nie jestem wiecznie zabiegany, wiecznie spóźniony i wiecznie nieprzygotowany lub przygotowujący się w ostatniej chwili. Wydajność pracy o wiele lepsza, a samopoczucie i jakość życia – kolosalna różnica. Szczerze polecam. Nie mniej jednak „swoją wersję” GTD uzupełniłem o priorytetyzację właśnie. Życie okazało się o wiele łatwiejsze kiedy uświadomiłem sobie, że o ile bardzo mi zależy żeby pewne sprawy domknąć w określonym czasie, to jednak jestem w stanie przeżyć bez znaczących strat jeśli częsci z nich zdążę domknąć. Tak powstały kolory projektów w Nozbe oddzielające sprawy które MUSZĄ być wykonane (bo ich niewykonanie wygeneruje poważne szkody) od spraw pozostałych. Myślę że ma to coś wspólnego z opisanym wyżej esencjalizmem.

    • Hej Michał,

      Świetna robota.
      Esencjalizm to dla mnie takie „brakujące ogniwo” pomiędzy GTD i One Thing, o których wcześniej pisałem na blogu.

      • Super to ująłeś 🙂
        Dokładnie tak jest. GTD to fajna metoda na załatwianie spraw ale ja nie do końca chcę mieć tyle spraw 🙂
        Więc wtedy The One Thing. No ale aż takiego komfortu nie mam aby się na jednym skupić 😉 No i dochodzimy do Esencjalizmu.

        Również uważam, że to jedna z lepszych jeżeli nie najlepsza książka przeczytana w tym roku. Ja do niej dołożyłem sobie jeszcze jedną zasadę, o której opowiadał Michał Sz. na znanym blogu finansowym 🙂 Zanim się na coś zgodzę i dopiszę to do listy TO-DO to zadaję sobie pytanie „czy to jest coś co w 100% chcę zrobić? Czy to jest coś co przybliży mnie do realizacji MOICH celów?” Jeżeli odpowiedź brzmi TAK to dopisuję i już planuję pierwszy krok (KaiZen 🙂 ) ale jeżeli odpowiedź brzmi, NIE lub MOŻE to wtedy nie dopisuję 🙂

        pozdrawiam
        Paweł

  5. Cześć, jak sam zauważyłeś w artykule, słowo egzekucja ma inne znaczenie w polskim niż w angielskim. Może lepiej ,,wykonanie”?

    • Na pewno byłoby poprawniej 🙂 Ale chciałem żartobliwie użyć trochę korpo-mowy. Stąd deadline’y, challenge, egzekucja, itp… Nie ma co się oszukiwać – na codzień właśnie taki język funkcjonuje w korporacjach.

    • Oj, egzekucja idealnie oddaje to co Marcin ma na myśli! Inaczej nie można tego ująć – trzeba naprawdę wiedzieć, czego się chce w tym szalonym kotle informacji, zadań, obowiąz
      ków

  6. Witaj Marcinie,

    Właśnie zamówiłem sobie na Mikołaja :),
    Lektura obowiązkowa obok Coveya, – 7 nawyków, Garry Kellera – Jedna rzecz do przeczytania dla każdego, kto jest uwiązany na smyczy korporacji.
    Tak się składa, że dziś jest Dzień Darmowej Dostawy – więc czemu nie skorzystać.

    Dzięki za Twoją sugestię 🙂

  7. Dzień dobry,

    Moją książką roku jest ‚Jedna rzecz’ (na podium również: thriller ‚Siła nawyku’) i zastanawiam się czy zawartość Esencjalisty nie pokrywa się z ‚Jedną rzeczą’ właśnie (jeśli znasz, czytałeś) (z Twojego opisu wnioskuję, że tak być może)?
    Choć nie jest to może już tak istotne, bo po przeczytaniu wpisu zdecydowałam się kupić ją w prezencie dla bliskiej osoby (z dedykacją zawierającą cytat z Twojego wpisu;-).

    Tak więc, dziękuję za rekomendację i pozdrawiam,

  8. Marcin,
    bardzo fajny artykuł 🙂

    jakieś 10 minut przed przeczytaniem rozmawiałam z moją Mamą, o tym, że właśnie mam taki moment, kiedy czuję się jak chomik w kołowrotku, mam mnóstwo pracy, którą uwielbiam, ale nie wchodzi ona na wyższy poziom.
    Mam już pomysły, co z tym uczynić 🙂

    Książkę zamówię sobie w prezencie pod choinkę 🙂
    a właśnie – Jedna rzecz czy Esencjalista?

    Pozdrawiam 🙂

  9. Dzień Dobry,
    niezwykle cenny wpis i zwrócenie uwagi wartościowe podejście różniące się od głównego nurtu zaśmiecania życia innych i swojego.
    W zasadzie od pewnego czasu praktykuję takie podejście i mogę niestety podzielić się spostrzeżeniem, że nie jest ono na ogół rozumiane i „mile widziane” przez otoczenie w życiu prywatnym i w pracy.
    Mam np. takie doświadczenia – ludzie dążący do „sedna sprawy” i umiejący w praktyce rozpoznawać np. „ślepe uliczki” w kontekście spraw zawodowych (np. rozpoznać spadające zaangażowanie klienta wskazujące na zbliżające się fiasko negocjacji) są traktowani jak malkontenci, nieumiejący podążać za jakże powszechnym zachwytem i (pozornym) zaangażowaniem w każdą, nawet zupełnie bezsensowną sprawę. Nie ma przy tym znaczenia, że przewidywania się potwierdzają i klient wycofuje się, a inny temat/obszar wciąż „leży odłogiem” bo nikt nie ma na niego czasu.

    • Hej Piotr,

      To prawda. Esencjalizm w praktyce jest trudny – szczególnie na początku. Najpierw zmagasz się z sobą (ciągle tak mam), a potem z otoczeniem (które „nagradza” inne zachowania).
      Ale z czasem i wyrobieniem sobie „marki” esencjalisty ludzie przestają się dziwić i zaczynają dostrzegać i cenić skuteczność.
      Moim zdaniem na pewno warto próbować 😉

  10. I tak możemy każdemu powiedzieć coś miłego 🙂 Jeśli starasz się wykonać wszystkie obowiązki (np. nie zlekceważyć żadnego maila) i to cię męczy to można cię pocieszyć mówiąc, że jesteś perfekcjonistą. Jeśli zaniedbujesz większość (np. czytasz tylko wiadomości od szefów a inne przeglądasz tylko po telefonicznej interwencji) i masz wyrzuty sumienia to na pocieszenie jesteś esencjalistą 🙂

    • To prawda 🙂
      Ten drugi sposób oznacza jednak dużo czasu zaoszczędzonego na ważniejsze sprawy, więcej energii do działania i w konsekwencji lepsze rezultaty.

  11. Zamawiam. Dokładnie teraz mam taki okres w życiu. Chcę zbudować swoją firmę a nie pracować jako najemnik jak przez ostatnie 20 lat. Mam parę pomysłów, kilka innych przyszło z zewnątrz, a ja próbuję się wszystkiego chwycić. No i się nie da. Książka w sam raz dla mnie.

    Pozdrawiam.

  12. Eh… Super pozycja i tylko szukałam entuzjastycznych relacji kobiet, które z natury zajmują się tysiącem trywialnych rzeczy. Ktoś musi uprać, ugotować, posprzątać, odkurzyć, a mało dla której z nas jest to priorytet. Ale te rzeczy chyba jednak robić trzeba, bo i musieć trzeba. Pracując w korporacji zarywałam noce na obowiązki domowe, bo w ciągu dnia 12-16 h w korpo-kołowrotku.
    Ciekawe, czy ta książka pozwoli mi znaleźć odpowiedź na pytanie jak uczynić codzienne obowiązki domowe takimi, które nie frustrują kradnąc nam czas…

Odpowiedz