W naszej rodzinie za chwilę pojawi się dziecko. Ile wydamy pieniędzy w ciągu pierwszych 12 miesięcy? Poradnik dla świeżo upieczonych rodziców.

40

Ujrzenie dwóch kresek na teście ciążowym, to może być jedna z najbardziej szczęśliwych chwil. W moim przypadku tak było dwukrotnie. Czasami ta radość może być nieco stłumiona, gdy zaczynamy się orientować, jakie wydatki przyjdzie nam ponieść.

Temat kosztów związanych z wychowaniem dzieci poruszałem na blogu już wcześniej, bowiem bez względu na wywoływane uczucia i kontrowersje, to są właśnie „finanse bardzo osobiste”. Moje opinie i analizy na ten temat znajdziecie tutaj:

Ile kosztuje dziecko i co z tego wynika?

Natomiast dzisiaj mam dla Was konkretny poradnik, który przygotowała Alicja Zalewska-Choma, znana Wam świetnie pod pseudonimem Oszczędnicka:

oszczednickaAlicja Zalewska-Choma – zakochana w swojej korporacyjnej pracy żona i mama. Jednak jej prawdziwą pasją są podróże i finanse. Po objechaniu świata dookoła wróciła do „normalnego życia”. Pod wpływem narzekań innych rodziców, przekonujących, że dziecko kosztuje fortunę, założyła stronę oszczednicka.pl, gdzie pokazuje, jak racjonalnie zarządzać domowym budżetem i nie zbankrutować, gdy rodzina się powiększy.

 

Ubranka, wyposażenie pokoju, środki transportu, gadżety, wózki, chusty, środki higieny, posiłki… Ile to wszystko naprawdę kosztuje? Przekonajcie się sami. Oddaję głos Oszczędnickiej.

 

Tylko od nas zależy, ile wydamy.

Dzieci i pieniądze to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tematów. Niektórzy uważają, że nie można na dzieciach oszczędzać, trzeba im dać wszystko, co najlepsze (nawet kosztem swoich potrzeb). Większość ma przeświadczenie, że dziecko to bardzo duże obciążenie dla budżetu domowego. Inni oburzają się na jakiekolwiek próby wyliczeń finansowych mówiąc, że cudu życia nie można przeliczać na pieniądze. Nie da się podważyć faktu, że każde dziecko wymaga nakładów finansowych. Jednak tylko od nas zależy, jak wysoka będzie to kwota. W artykule przedstawię Wam sporo wyliczeń, więc proponuję krótką rozgrzewkę.

Janek, Zosia i Hania urodzili się w tym samym szpitalu, w tym samym dniu.

Rodzice Janka dobrze przygotowali się na jego pojawienie. W końcu to ich pierwsze dziecko. Przewertowali wszystkie możliwe poradniki i przesiedzieli tygodnie na forach internetowych, szukając opinii o produktach, które chcieli kupić. Janek ma swój własny pokój, łóżeczko z drewna posiadającego certyfikat eko, nie mówiąc już o materacu i pościeli. Ubranka zamówione przez internet, wszystkie z polskiej firmy, produkowane z ekologicznej bawełny. W pokoju Malucha nie zabrakło też specjalnych naklejek kontrastowych, karuzelki na łóżeczko, monitora oddechu i analizatora płaczu. Rodzice zaopatrzyli się również w duży zestaw pieluszek wielorazowych, żeby wyeliminować potrzebę częstego ich prania.

Zosia ma już dwójkę rodzeństwa, więc wszystkie ubranka i zabawki odziedziczyła. Jako że jej rodzice żyją oszczędnie, postanowili używać najtańszych pieluch z dyskontu. Zosia śpi z rodzicami w pokoju w przechodnim koszu Mojżesza (spała w nim jeszcze jej Mama!).

Hania również jest pierwszym dzieckiem. Jej rodzice są też “prekursorami” wśród znajomych, nie mają zatem opcji pożyczenia żadnych potrzebnych rzeczy. Tato Hani przewertował jednak fora tematyczne i grupy na portalach społecznościowych, dzięki czemu kupił niemal wszystkie potrzebne rzeczy “z drugiej ręki” za bardzo korzystną cenę. Jedyną nową rzeczą, którą Hania posiada, jest łóżeczko i materac. Rodzice zdecydowali, że na początku będą kupować pampersy, a jak córcia podrośnie, może przerzucą się na tańsze pieluszki.

Mam nadzieję, że dokładnie przeczytaliście ten scenariusz, bo pytania będą trudne.

Zatem…

Pytanie 1. Które dziecko jest najszczęśliwsze?

Pytanie 2. Którzy rodzice najbardziej kochają swoje dziecko?

Jesteście w stanie odpowiedzieć na te pytania? Zbyt wiele zmiennych? A może po prostu się nie da? Skoro nie można udzielić odpowiedzi na te pytania, biorąc pod uwagę “stan posiadania”, to dlaczego dajemy się nabijać w butelkę marketingowcom, wmawiającym nam, że musimy kupić naszym dzieciom “wszystko, co najlepsze”? Jeśli jeszcze nie jesteście przekonani, że przedmioty nie świadczą o miłości rodzica i nie decydują o szczęściu dziecka, zabiorę Was na małą wycieczkę po dziecięcych kategoriach wydatkowych. Jak myślicie, który dział będzie najdroższy?

Przyszli i świeżo upieczeni rodzice to świetna pożywka dla wszelkiej maści marketingowców. Jak gąbka chłoną wszystkie informacje, które pomogą im ogarnąć nową rzeczywistość. Cała podróż zaczyna się już po zobaczeniu dwóch kresek na teście ciążowym. Jednak nie będę pisać o kosztach prowadzenia ciąży, ale o szaleństwie zakupowym, które zaczyna się jeszcze zanim potomek przybędzie na świat. Kiedy dowiadujemy się, że zostaniemy rodzicami całe życie staje na głowie. Przecież nowy obywatel potrzebuje TYLU rzeczy…

 

1. Odzież

Najbardziej na wyobraźnię działają malutkie ubranka i urządzanie pokoju dla malucha. Jeśli myślicie, że garderoba takiego małego człowieka może kosztować tysiące, to macie rację. Może też jednak kosztować kilkaset lub kilkadziesiąt złotych. Lub jeśli ma się szczęście i sporo znajomych z małymi dziećmi, może być wręcz darmowa.

Dziecku naprawdę jest obojętne czy uleje na ubranko, w którym przed nim “chodziło” pięcioro dzieci, czy na najnowsze body prosto od projektanta. Być może traficie na egzemplarz nieulewający, ale i tak częstotliwość zmian kreacji totalnie Was zaskoczy. Nie ma sensu kupować też na wyrost różnych części garderoby. Jakiegokolwiek rodzica nie zapytacie, na pewno Wam powie, że wiele rzeczy dziecko ubrało raz, a niektórych wcale. Jedyną pewną rzeczą są body – z krótkimi i długimi rękawami, ale to, czy będzie Wam wygodniej ze śpiochami, pajacami czy spodniami, pokaże czas. I nie ma sensu robić zapasów danej części garderoby, bo może się okazać, że ani Wam, ani dziecku to nie podpasuje. Kilka razy spotkałam się z opinią: Nie kupuję dziecku rzeczy używanych (po kimś lub z lumpeksu) bo dla siebie też kupuję tylko nowe ubrania. Okej, jeśli ktoś bardzo chce wydawać tyle pieniędzy, to spoko. Ale z drugiej strony, czy zmienia swój strój kilka razy dziennie i pierze go co najmniej dwa razy w tygodniu?

W internecie jest mnóstwo miejsc, gdzie można kupić używane ubranka dla maluchów. Niektóre nawet jeszcze z metkami, inne użyte zaledwie kilka razy. Używane ubranka nie powinny się Wam kojarzyć ze zmechaconym i poplamionym materiałem. Ubranek możecie szukać na allegro lub olx. Często można kupić tam całe worki ciuszków za np. 50 zł. Dużym powodzeniem cieszą się też grupy na facebooku – szukajcie ich w swoich miastach, wtedy nie będzie problemu z przesyłką i przed zakupem można jeszcze ewentualnie ubranka obejrzeć. Jeśli nie ma takich grup w Waszej okolicy, to po prostu je stwórzcie 🙂 W większych miastach popularne są też wymianki. Niemal w każdym mieście znajdziecie też lumpeksy, a w niektórych second handy dedykowane tylko dla dzieci.

Ile w takim razie trzeba zapłacić za nową garderobę młodego człowieka, zanim skończy swój pierwszy rok życia?

Wyliczenie opieram na cenach jednego ze sklepów internetowych. Za body trzeba zapłacić średnio 15 zł, pajace, śpiochy i kaftaniki 30 zł, spodnie 20-30 zł. Poniżej minimalne, podstawowe zestawienie ubraniowe, do którego trzeba doliczyć czapeczki, skarpetki, otulacze na stopy vel buciki niechodki (czyli kolejne 100-200 zł). Podstawowa garderoba malucha (a każdy rodzic wie, że 15 bodziaków wcale nie starcza na 2 tygodnie) kosztuje nieco ponad 3000 zł. Oczywiście przy założeniu cen, które podałam wyżej.

Możecie kupić dużo droższe ubranka, ale możecie też polować na przeceny. Jednak według mnie najlepszą opcją (jeśli nie możemy liczyć na pożyczki od znajomych) jest kupienie używanych ubranek. Dodatkowo przewija się tu aspekt zdrowotny i ekologiczny. Maluszek ma bowiem bardzo delikatną skórę, a większość ubranek niestety nie jest produkowana z przyjaznych dla niego materiałów. Dlatego im więcej razy dane ubranko było prane, tym więcej szkodliwości się z niego „wypłukało”.

Rozmiar 56 (300 zł )
4 body długie → 80 zł
2 krótkie → 30 zł
2 pajace → 60 zł
2 śpiochy → 60 zł
3 kaftaniki → 60 zł
10 body długie → 150 zł
4 krótkie → 60 zł
4 pajace → 120 zł
2
 spodnie → 40 zł
3 śpiochy → 90 zł
3 kaftaniki → 60 zł

Rozmiar 68 (485 zł)
5 długie → 75 zł
10 krótkie → 150 zł
3 pajace → 100 zł
2 spodnie → 40 zł
2 śpiochy → 60 zł
3 kaftaniki → 60 zł

Rozmiar 74 (920 zł)
10 body długie – 150 zł
4 krótkie → 60 zł
4 pajace → 120 zł
2 spodnie → 80 zł
3 śpiochy → 100 zł
3 kaftaniki → 60 zł
kombinezon → 200 zł
kurtka → 150 zł

Rozmiar 80 (570 zł)
10 body długie – 150 zł
4 krótkie → 60 zł
4 pajace → 120 zł
2 spodnie → 80 zł
3 śpiochy → 100 zł
3 kaftaniki → 60 zł

 

2. Wyposażenie pokoju i gadżety

Skoro nasze maleństwo ma już w czym “chodzić”, to teraz pora na prawdziwe wicie gniazdka. Oczywiście każde dziecko musi mieć swój własny pokój! A w nim nowe łóżeczko, materacyk, przewijak, szafkę na ubrania, szafkę na zabawki, lampkę, fotel do karmienia etc.
Nie będę oryginalna, gdy znów napiszę, że wszystko można kupić używane (w świetnym stanie!). Na meble dla dziecka możecie wydać kilka tysięcy, kilkaset albo kilkadziesiąt złotych. Tak, jak w przypadku ubranek, zwykle kupujecie meble dla siebie, a nie dla dziecka. Dziecku jest obojętne czy śpi w łóżeczku za 2 000 czy za 100 zł.

Jednym z obszarów wzbudzających niemal nieograniczoną wyobraźnię są gadżety. Słyszeliście o analizatorze płaczu dzieci? Nie? Nie korzystacie? To jak porozumiewacie się ze swoim maluchem? Jedyne 200 zł i nie musicie się już zastanawiać, co chce Wam powiedzieć Wasze dziecko. Przed pisaniem tego artykułu myślałam, że to jeden z najdziwniejszych gadżetów. O jakże naiwna byłam. Przy niektórych wynalazkach ten tłumacz wydaje się być zupełnie sensownym narzędziem. Skoro jesteśmy przy “nowych technologiach”, to co powiecie na grzechotkę z uchwytem na iphona (50-70 zł) lub nocnikiem  z uchwytem na ipada (120zł). Jeśli potrzebujecie pomocnej ręki to przyda Wam się podtrzymywacz do przewijania dziecka, poduszka Zaky, czyli poduszka imitująca ręce rodzica (wygląda lekko przerażająco) (40$), czy wieszak na dzieci (tak dobrze przeczytaliście). Możecie powiesić swoje dziecko na przykład na drzwiach, kiedy potrzebujecie chwili dla siebie – taka atrakcja tylko 40$. Każdy rodzic chce ochronić swoje dziecko przed niebezpieczeństwami tego świata. Pomoże w tym kask (55 zł) i ochraniacze na kolana (20zł). Jednak hitem, czyli najpotrzebniejszym chyba gadżetem jest poidełko dla dziecka. Jeśli mieliście kiedyś chomika lub innego gryzonia to doskonale wiecie jak to wygląda. Tu w wersji kilkakrotnie większej (za jedyne 8$) do zamontowania na łóżeczku. I już nie trzeba się martwić, czy dziecko nie będzie spragnione…
Sprawdzanie czy dzidziuś nie zabrudził pieluszki może być męczące, dlatego dopomoże Wam “alarm mokrej pieluszki”. Starsza wersja to po prostu piszczące (w reakcji na ekskrementy malucha) urządzenie przyczepiane do pieluszki. Jednak idąc z duchem czasu producent znanych pieluszek jednorazowych wypuścił aplikację na smartfona… Urządzenie przyczepione do pieluszki wysyła za pomocą bluetootha informację o sytuacji “w środku” prosto na telefon.

Jeśli martwicie się, że wiglotne chusteczki są takie zimne… to w sukurs przybędzie Wam podgrzewacz do wilgotnych chusteczek (200 zł). Jeżeli natomiast drżycie z niepokoju, czy Wasze dziecko na pewno jest w formie, z pomocą przyjdzie Wam Mimo Baby Monitor. Zestaw kilku bodziaków ze specjalną kieszonką, w którą wkłada się cudowne urządzenie wysyłające parametry życiowe maluszka na telefon rodziców. (200$)

Wydaje mi się, że sensowną gadżetową esencją jest wanienka (30 – 100 zł), krzesełko do karmienia (50 – 400 zł) i mata edukacyjna (130zł). Chociaż znam rodziny, które obeszły się bez tych produktów. Niektórzy chwalą też sobie wiaderko do kąpieli (80 zł). A rodzice wymagających maluchów z pewnością za esencję uznają też woombie, czyli specjalny śpiworek dla malucha (150zł) i Miśia Szumiśia (120zł) – chociaż suszarka też daje radę 🙂

poidełko
3. Środki transportu (wózek i fotelik samochodowy)

Jeśli chodzi o fotelik samochodowy, to wiadomo – bezpieczeństwo najważniejsze. Świetnie, jeśli możemy pożyczyć fotelik ze sprawdzonego źródła. Mając pewność, że nie uczestniczył w żadnym wypadku ani stłuczce. Jeśli nie, to jednak optuję za kupnem nowego, koniecznie z firmy, która przeszła pozytywnie crash testy. Wydatek jest znaczny (300-400zł), ale bezpieczeństwo dziecka jest bezcenne.

Każde dziecko potrzebuje swojego pojazdu spacerowego czyli wózka. Można kupić nowy wózek za 1000 zł, a można za 5000 zł. Można też kupić używany, w dobrym stanie, za połowę (lub nawet mniej) ceny. Wybierając pojazd dla naszego maluszka, trzeba wziąć pod uwagę warunki w jakich najczęściej będziemy spacerować. Inny wózek będzie przydatny dla spacerowiczów miejskich, a inny dla rodziców wędrujących po polach czy lasach 🙂

Ostatnio coraz większą popularność zdobywają chusty do noszenia dzieci. Pomocne szczególnie dla rodziców wymagających (czyt. dużo płaczących) dzieci. Niektórzy rezygnują wtedy nawet z wózka. Już za 130 zł można kupić piękne używane chusty. Ceny nowych zaczynają się od 160 zł.

 

4. Higiena

Pomimo że większość dzieci nie ma problemów skórnych, to panuje teraz dziwna moda na emolienty, które do najtańszych nie należą. Wszystko, co najlepsze dla Twojego maluszka i dla jego delikatnej skórki. Tylko po co ponosić takie koszty, skoro dziecko nie potrzebuje “tak delikatnej ochrony”? W przypadku kosmetyków warto poczytać skład i sprawdzić, co tak naprawdę serwujemy naszym dzieciom. Znana marka gwarantuje co najwyżej wysoką cenę, a nie najlepszą ochronę skóry dziecka. Dlatego, zanim sięgnięcie po pieniądze do portfela, sprawdźcie czy Wasze dziecko faktycznie tego potrzebuje.
A jeśli chcecie, żeby Wasze dziecko było wyjątkowe, a nie pachniało tak jak większość maluchów… producenci już o tym pomyśleli. Perfumy dla niemowląt  produkują między innymi Bvlgari czy Dolce&Gabbana (60-300zł).

 

5. Jedzenie

Wszyscy wiedzą, że mleko mamy jest najlepsze. Jednak kiedy z różnych przyczyn mama nie może (lub nie chce) karmić dziecka piersią, pozostaje mleko modyfikowane. Wiadomo, karmienie piersią jest darmowe 🙂 Ile zapłacimy jednak za odpowiednie mieszanki?

Według mam karmiących mlekiem modyfikowanym puszka (800g) przez pierwsze siedem miesięcy życia, wystarcza na tydzień. Później na 2 tygodnie, a od roku na 3 tygodnie.
W zestawieniu ujęłam wszystkie najbardziej znane marki. Wyliczenia oparłam na cenach mieszanek w internetowej drogerii Rossmann.
image
Ile wydadzą rodzice przez pierwsze siedem miesięcy na mleko modyfikowane? W najtańszym wypadku 900 zł (Bebiko), w najdroższym trochę ponad 2200 zł (NAN expert sensitive). Jednak to dziecko, a nie rodzic wybiera, które mleko będzie pić. Nie dość, że nie każda mieszkanka może maluchowi smakować, to czasem zdecydować mogą też czynniki zdrowotne (np. nietolerancja laktozy). Także pewnie trzeba by doliczyć jeszcze kilkadziesiąt lub nawet kilkaset złotych w przypadku “poszukiwania” właściwego mleka modyfikowanego.

W ósmym miesiącu bobas je już niektóre stałe posiłki, więc pije mniej mleka. Od ośmiu miesięcy do roku, dziecko wypije więc mleka za 330 zł (Bebiko) lub prawie 700 zł (Enfamil AR).
Podsumowując, jeśli dziecko “będzie na tyle uprzejme” by zadowolić się najtańszą mieszanką, przez pierwszy rok życia wydamy 1200 zł. Jeśli jednak będzie potrzebowało bardziej specjalistycznych pokarmów, kwota wzrośnie do prawie 3000 zł!
Kiedy dziecko skończy pół roku, powoli zaczyna domagać się innych pokarmów niż mleko. Jasne, że w sytuacjach “kryzysowych” słoiczek może być wybawieniem, ale gdyby stosować je codziennie, to stanowiłoby to duże obciążenie dla budżetu.

Według najnowszych wytycznych WHO niemowlaki do skończenia 6 miesiąca życia, powinny być karmione tylko i wyłącznie mlekiem (nie ważne czy mlekiem mamy czy modyfikowanym). Nie ma potrzeby podawania żadnych innych pokarmów czy napojów. Mimo to pediatrzy często zalecają rozszerzanie diety już po ukończeniu przez malucha 4 miesiąca życia. Załóżmy zatem, że posłuchamy takiego pediatry i dziecko będzie dostawało jeden słoiczek dziennie.

5-6 miesiąc (jeden słoiczek obiadowy)
Hipp 2,99 zł (125g); Babydream 2,69 zł (125g); Gerber 2,49 zł (80g); Bobowita 3,59 zł (125g)

7-8 miesiąc (słoiczek obiadowy & deserek)
Hipp 4,99 zł (190g), 5,69zł (160g); Babydream 3,99 zł (190g), 3,99 zł (190g); Gerber 2,99 zł (125g), 5,29 zł (190g); Bobovita 4,99 zł (190g), 4,99 zł (190g)

9-12 miesiąc (słoiczek obiadowy, deserek & słoiczek na kolację)
Hipp 5,79 zł (220g), 5,49 zł (190g), 5,49 zł (190g); Babydream 4,49 zł (220g), 3,99 zł (190g), 3,99 zł (190g); Gerber 4,49 zł (190g), 5,29 zł (190g), 4,49 zł (190g); Bobovita 4,19 zł (190g), 4,99 zł (190g)

Oczywiście producenci mamią też rodziców produktami przygotowanymi specjalnie dla najmłodszych. I tak za deserek (4x100g) zapłacimy około 10 zł. Szczerze mówiąc złapałam się za głowę jak zobaczyłam tą cenę 10 zł?! Za to, że drugim składnikiem jest cukier? Kilkakrotnie taniej wyjdzie kupienie jogurtu naturalnego i dodanie owoców. Oczywiście można też kupić gotowe “wesołe owoce” jedyne 3,99 zł za 90g 🙂

Jasne, że jeśli ktoś czuje potrzebę to może takie produkty spożywcze kupować. Tylko po co?

Według mnie słoiczki i inne przetworzone produkty żywnościowe są rewelacyjne jeśli chodzi o sytuacje awaryjne, podróże lub gdy po prostu nie chce nam się gotować.

 

6. Pieluszki

Jak zawsze wszystko zależy od dziecka. Są dzieci, które zużywają na początku 10-15 pieluch dziennie, a są też takie, co zużywają 20 (moje znalazło się w tej ostatniej grupie). Marketingowcy usiłują nas przekonać, że wysoka cena pieluszki zawsze idzie w parze z jakością. Jednak podobnie jak w przypadku mieszanki, nie każda pielucha będzie pasować dziecku. Możemy się nastawić, że będziemy kupować najtańsze jednorazówki, ale może się również okazać, że się nie sprawdzą. Będą przeciekać lub odparzać pupkę naszego maleństwa. U  innych natomiast te same pieluchy będą się sprawdzać rewelacyjnie. Dlatego najlepiej po prostu to sprawdzić. Ile pieluszek zużywa dziecko i ile to może kosztować?

Rozmiar 1
Pampers premium care / 60 groszy za sztukę
Pampers active / 51 groszy za sztukę
Dada / 45 groszy za sztukę
Babydream / 53 za sztukę
Babydream fun & fit / 40 groszy za sztukę
Happy Bella/ 55 groszy za sztukę

Rozmiar 2
Pampers premium care / 62 grosze za sztukę
Pampers active / 46 groszy za sztukę
Dada / 45 groszy za sztukę
Babydream /45 groszy za sztukę
Babydream fun & fit / 38 groszy za sztukę
Happy Bella/ 63 grosze za sztukę

Rozmiar 3
Pampers premium care 5 / 99 groszy za sztukę
Pampers active / 78 groszy za sztukę
Dada / 46 groszy za sztukę
Babydream / 48 groszy za sztukę
Babydream fun & fit / 48 groszy za sztukę
Happy Bella / 55 groszy za sztukę

Rozmiar 4
Pampers premium care i/ 1 zł 15 gr za sztukę
Pampers active/ 90 groszy za sztukę
Dada/ 59 groszy za sztukę
Babydream / 55 groszy za sztukę
Babydream fun & fit / 54 grosze
Happy Bella /60 groszy

6

7

 

Pieluchy wielorazowe to początkowo większy wydatek, ale sumując koszty, wychodzi znacznie korzystniej. Niestety trzeba doliczyć tu energię i czas rodziców przy praniu (ręcznie i w pralce) oraz czas potrzebny na schnięcie pieluch. Podobno wystarcza już podstawowy zestaw 15 pieluch (ceny od 300 do 1000 zł), chociaż osobiście nie wyobrażam sobie życia z 15 pieluchami przy noworodku. Być może przy większym dziecku jest to już realne.

 

7. Zabawki

Czy naprawdę uważacie, że trzymiesięczne dziecko potrzebuje kilkunastu lub, o zgrozo, kilkudziesięciu zabawek? Chyba, że kupujemy je dla poprawienia swojego samopoczucia. Dla takiego maluszka najlepszą zabawką są rodzice/opiekunowie. I jasne, że kilka grzechotek, karuzelka czy zawieszka na łóżeczko i wózek, mogą malucha zaciekawić. Kilkumiesięczny niemowlak jest już zainteresowany zabawkami, ale ma też ograniczoną możliwość skupienia swojej uwagi. Jeśli będzie otoczony zbyt dużą ich ilością, dostanie “oczopląsu”. Część rodziców (i innych dorosłych) nieprzytomnie kupuje zabawki swoim pociechom w takim tempie, że dzieci nie są w stanie się daną rzeczą porządnie pobawić, a co dopiero ją zniszczyć. Dzięki temu można kupić niemal nowe zabawki na allegro, olxie czy grupach facebookowych. Jeśli już koniecznie chcecie zalewać swoje dziecko zabawkami, to przynajmniej ulżyjcie swojemu portfelowi.

grzechotka

8. Zdrowie

Szczepienia to dość drażliwy temat. Stoję na stanowisku, że są potrzebne, ale rodzice sami powinni zdecydować na którą formułę się zdecydować. Część rodziców z jednej strony chce zaoszczędzić swoim dzieciom kłucia (dlatego wybiera 5w1 lub 6w1), a z drugiej dokłada inne opcjonalne szczepienia (rotawirusy, pneumokoki).
Wszystkie obowiązkowe szczepienia (przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B, gruźlicy, błonicy, tężcowi, krztuścowi, inwazyjnym zakażeniom haemophilus influenzae typu b oraz porażeniu dziecięcym (poliomyelitis)) są bezpłatne. Rodzice mogą wybrać też płatne szczepionki skojarzone 5w1 lub 6w1. To inna technologia oraz mniejsza liczba kłuć.

 

8

Jeśli zdecydujecie się na szczepienia płatne, to warto sprawdzić ceny w różnych placówkach medycznych. Oszczędności mogą być znaczące. Niektórzy rodzice polecają też indywidualny zakup szczepionek w aptekach i odpowiednie przetransportowanie ich do punktu szczepień.

 

9. Prezenty

Gdy pojawia się nowy członek rodziny, wszyscy odczuwają potrzebę powitania go na świecie. Zazwyczaj kupnem prezentu. Nie ma nic złego ani niewłaściwego w poproszeniu rodziny czy znajomych o rzeczy, które faktycznie nam się przydadzą. Szanujemy wtedy ich pieniądze i naszą przestrzeń (która przecież nie jest z gumy). Wystarczy powiedzieć: Jeśli chcielibyście nam coś sprezentować, to przyda nam się to i to… Wtedy wszyscy będą zadowoleni. Obdarowujący, bo nie będzie się musiał głowić co kupić, a Wy, bo dostaniecie potrzebne rzeczy.

 

Ile zatem „kosztuje dziecko” przez pierwszych 12 miesięcy?

Tyle ile chcą wydać na nie rodzice. Z wyjątkiem sytuacji losowych tylko od nas zależy, jak zmieni się struktura wydatków w naszym budżecie po pojawieniu się potomka. Małemu dziecku do szczęścia potrzebny jest przede wszystkim rodzic, a nie tony gadżetów. Jest mu obojętne w czym “chodzi”, jeździ, śpi, etc. Ważne jest, czy czuje się bezpiecznie, jest najedzone i ma suchą pieluchę. Większość rzeczy i tak “kupujemy dla siebie”.

Mam nadzieję, że przyda się Wam tych kilka porad. A jeśli macie jakieś pytania, śmiało zadajcie je w komentarzach. I oczywiście zapraszam na mój blog oszczednicka.pl

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 399 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze40 komentarzy

  1. Świetny artykuł. Rodzice w swojej miłości dla dziecka chcą je obdarować czym tylko mogą, czasami zapominając, że tak naprawdę dla dziecka najważniejsza jest właśnie obecność rodzica. Ja mam wrażenie, że poza wydatkami na łóżeczka, wanienki i szafę, dzieci nie kosztowały nad tak wiele. Ubranek wiele dostaliśmy od znajomych, karmione były naturalnie☺ więc tylko pieluszki były głównym zakupem. A najlepszymi zabawkami były pudełka i garnki. Więc z mojego dowiadczenia wynika, że na samym początku dziecko az tyle nie kosztuje. Za to teraz największym wydatkiem niedługo będzie przedszkole…

    • Dziękuję Aniu. Jest tak jak piszesz, wiadomo, że każdy chce dla swojego dziecka jak najlepiej i „nieba by mu uchylił”. Niestety wykorzystują to marketingowcy, wmawiając nam, że bez tego, czy tamtego nasze dziecko nie będzie szczęśliwe. A przecież to wcale nieprawda 🙂

  2. Ania Sadowska

    Cześć Oszczędnicka, świetny wpis! Mnie się już chyba nie przyda, ale będę go polecać świeżo upieczonym rodzicom 🙂 Jestem mega niedoskonałą mamą, bo żadnego z tych gadżetów nie miałam. Na szczęście byłam i jestem przy swoich dzieciach, więc chyba są szczęśliwe 🙂

    • Dzięki Aniu.
      Jednak nie wiadomo, czy Twoje dzieci nie będą za kilka lat płakały po nocach, że nie miały nocnika z uchwytem na ipada i innych fantastycznych gadżetów z kosmosu… wszystko wyjdzie w praniu 😛

    • Dla osoby utrzymującej się ze standardowego zatrudnienia akurat „bycie ze swoimi dziećmi” jest kosztowniejsze niż niejeden gadżet.

  3. Nasz mały (pierwsze dziecko) był karmiony piersią, później kupowaliśmy obiadki lub gotowaliśmy sami. Dużo ubranek dostaliśmy, zabawek też dużo nie kupowaliśmy, największym kosztem było kupno wózka, fotelika samochodowego, łóżeczka turystycznego, fotelika do karmienia, chusteczek nawilżanych, pieluch oraz dodatkowe szczepienia. Żadnych dziwnych wynalazków opisanych w poście nie używaliśmy 🙂 Ogólnie wydaliśmy w pierwszym roku na dziecko około 10500 zł (średnio 875 zł miesięcznie).

  4. O Matko, nawet nie wiedziałam, że takie gadżety są – podgrzewacz do chusteczek? Serio?
    Przy pierwszym dziecku kupowaliśmy praktycznie wszystko nowe, ale nie było jakiegoś szaleństwa. Jedyną rzeczą, na którą nie szczędziliśmy pieniędzy był fotelik samochodowy, korzystało z niego później jeszcze kilkoro dzieciaczków z rodziny 🙂 Przy drugim potomku mieliśmy łatwiej – część rzeczy została po starszym, część dostałam „w spadku” od kuzynki no a resztę potrzebnych rzeczy dokupiłam.
    A tak w ogóle to miło Cię tu widzieć 🙂

    • Mnie najbardziej zwaliło z nóg to poidełko 🙂
      Na bezpieczeństwie nie ma co oszczędzać. Można ewentualnie porównać ceny danego fotelika w różnych sklepach. U nas też fotelik przechodni 🙂

  5. Niestety tak to już jest, że dopiero po czasie okazuje się ile z tych gadżetów było zbędnych bo użyło się je tylko jeden raz.
    Generalnie im więcej dzieci tym coraz taniej bo po pierwsze pewne przedmioty przechodzą na młodsze dzieci (wózek, łóżeczko, foteliki itd) a po drugie rodzice już wiedzą które rzeczy okazały się bzdurne i niepotrzebne i już po raz kolejny ich nie kupują.
    Z doświadczenia podpowiem żeby kupować rzeczy w kolorach które będą uniwersalne zarówno dla chłopca jak i dziewczynki bo nigdy nie wiadomo jakiej płci będzie kolejne nasze dziecko. U nas super się to sprawdziło (brązowy wózek, fotelik w krowie łaty, białe mebelki).

    • Dlatego warto zasięgnąć języka u „doświadczonych rodziców” 🙂

      Bardzo fajny pomysł z kupowaniem uniwersalnych rzeczy.
      Chociaż wśród moich znajomych, rodzice córeczek (szczególnie tych z małą ilością włosków w niemowlęctwie) po kilkunastu pytaniach „jak ma synek na imię” zaczęli ubierać swoje pociechy w „dziewczęce” ubranka.

      My nie mieliśmy takich problemów i Junior swój pierwszy w życiu kombinezon, miał w kolorze różowym! 😛 „Chodził” w nim, niecały miesiąc.

      • Jestem mamą dziewczynki i różu używałam tyle o ile nie dało się kupić czegoś w innym kolorze (a często jest to problem) i jak na ironię losu, najczęściej pytali o synka, kiedy córka była ubrana w coś różowego…

  6. Ja właśnie przed „wypakowaniem” drugiego baby – mądrzejsza i bogatsza 😉 przy pierwszym było trochę zbędnych wydatków jak się okazało po czasie ale i tak bez szaleństw, patrząc na innych upieczony świeżo rodziców….Jednak kłopot stanowią często dziadkowie, których trzeba bardzo ograniczać w obdarowywaniu maleństwa… Czasami wiem kto bardziej fisiuje 😀

    • Trzymam kciuki za szybkie i bezproblemowe „wypakowanie” drugiego baby 🙂
      My dużo rozmawialiśmy z dziadkami i rodziną, tłumacząc, że naprawdę nic nie potrzebujemy, bo wszystko dostajemy „w spadku”. Jeśli jednak koniecznie chcieli coś sprezentować, prosiliśmy o pieluszki. Na szczęście wszyscy uszanowali naszą decyzję. Wiem jednak, że niektórzy są „niereformowalni” 🙂 i nie ma co z nimi walczyć i się denerwować. Ale spróbować porozmawiać zawsze można 🙂

      • trochę nie rozumiem, czemu w kontekście tego artykułu krytykuje się prezenty dziadków- przecież to jest wielka oszczędność dla budżetu rodziców,a dziecko zyskuje… moi rodzice słusznie uważają, że to my mamy dziecko, więc podstawy (pieluchy, jedzenie, szczepienia, niezbędne ubrania i kosmetyki) powinniśmy kupić my (choćby po to, żeby mieć świadomość, że dziecko jednak kosztuje) a oni chętnie kupują zabawki, ubranka w stylu sukienki i płaszczyki czy gadżety w stylu szumiś. a to, czy kupią to nowe czy używane, to już kwestia ich finansów, prawda?

  7. Zgadzam się z autorką, że to wszystko zależy od nas i od dziecka. Pierwsze dziecko mojej siostry miało kolki przez 9 miesięcy. Spalili kilkanaście suszarek. Przy drugim (również kolki) kupili szumisia. W ich przypadku okazało się to oszczędnością. My przy pierwszym dziecku wszystko mieliśmy nowe, ale bez szaleństw i niepotrzebnych gadżetów. Przy drugim dziecku wydatki były dużo mniejsze, ponieważ wszystko odziedziczyło po starszym. Kupowaliśmy dady (mimo krzywych spojrzeń) i parafinę do smarowania po kąpieli zamiast drogich kosmetyków. Może po prostu mieliśmy szczęście, że nasze dzieci nie miały wrażliwej skóry?

    • No ja miałem właśnie przypadek z moim dzieckiem, że ma bardzo wrażliwą skórę. Na samym początku nie było jakoś tragicznie, ale po trzech miesiącach nasza mała miała praktycznie rany na całym ciele, a skóra odchodziła wręcz płatami. Nie wiedzieliśmy co robić, jeździliśmy po lekarzach, byliśmy w szpitalu, kupa kasy wydana na różne kosmetyki włącznie z zagranicznymi, których u nas nie można było kupić, dieta żony eliminacyjna gdzie doszło już do tego, że żona praktycznie jadła tylko papkę z ryżu z jabłkiem i ten potworny płacz dziecka na który nie mieliśmy lekarstwa. Po 3 miesiącach walki wpadł mi kontakt do lekarza, który w końcu okazał się kompetentny i nam pomógł. Wydaliśmy coś koło 5-6 tysięcy na wizyty i specyfiki przeróżne i nic to wcześniej nie dawało. Trafiliśmy do odpowiedniego lekarza, gdzie zapłaciliśmy 150 PLN za wizytę (wizyta trwała 1,5h), a leczenie opierało się na kilku maściach robionych na zamówienie za ok. 150 PLN + kąpiele w siemieniu lnianym i nasza mała po 3 tygodniach leczenia miała skórę jak dzieciaczki z reklam. Po prostu pozytywny szok i w końcu przespana noc.

      Może trochę nie na temat, ale artykuł opisuje wydatki związane z dzieckiem przy założeniu, że wszystko idzie jak po maśle, a nie zawsze tak jest. Tutaj na pewno warto mieć margines (poduszkę) na nieprzewidziane wydatki, bo tego nie da się przewidzieć.

      • Jasne, na samym końcu artykułu zaznaczam, że zdarzają się też przypadki losowe, jak u Was – wrażliwa skóra Malucha. Szkoda, że od razu nie trafiliście na tego lekarza 🙁

        Poduszkę na nieprzewidziane wydatki zawsze warto mieć 🙂

  8. Bardzo fajne analizy. Można jednak prosić o poprawkę wykresu z kosztem mleka modyfikowanego? Tak, żeby wszystkie słupki były opisane i najlepiej pełną nazwą mleka, nie urwaną w połowie? Bo bez tego wykres jest trochę wybrakowany. Jestem właśnie na etapie podejmowania tej decyzji, więc bardzo by mi się przydała pełna analiza 🙂

    • Jasne, niebawem powinien pojawić się poprawiony wykres 🙂
      Pamiętaj jednak, że to nie od Rodzica zależy, która mieszanka podpasuje Maluchowi. Jednak życzę, żeby Obywatel nie był wybredny i nie potrzebował specjalistycznych dodatków 🙂

  9. Już trochę dziwnie pachniały mi te fragmenty o grzechotkach i nocnikach z uchwytami do nowych sprzętów, ale kiedy doszłam do wieszaka na dziecko, autentycznie mało nie spadłam z krzesła 😉

    Nie wertowałam specjalnie for internetowych przed urodzeniem małej. Mogę się domyślić, co tam znajdę i wolę sobie nie zaśmiecać głowy. Od początku kupowaliśmy małej to, co niezbędne, bez żadnych świszczących i grających badziewi, które i tak dziecko zainteresują na chwilę, a potem będą zbierać kurz i służyć za potykacze.

    Krzesło do karmienia okazało się dla nas prawdziwym wybawieniem i uważam, że warto było zainwestować. Maty jednak nie kupowaliśmy, bo dzieci szybko z nich wyrastają, więc uznaliśmy za zbędne.

    Co do fragmentu dotyczącego WHO – te dane są uśrednione dla całego świata, z uwzględnieniem krajów słabo rozwiniętych i błędnych. Dla naszej części Europy zaleca się rozszerzanie diety po czwartym miesiącu. Nie wyobrażam sobie jednak karmienia słoiczkami czy gotowymi kaszkami – od początku gotowałam sama i mam w domu małą pochłaniaczkę jedzenia. Zero alergii, zero marudzenia, zero problemów z gryzieniem i karmieniem. No i jak rydz zdrowa, a to dla mnie najważniejsze 🙂

    • Wytyczne są takie same dla całego świata 🙂
      Wcześniejsze wprowadzanie pokarmów innych niż mleko do diety niemowlaków to pokłosie industrializacji (Oddzielenie matki od dziecka , podawanie nieprzystosowanych mieszanek mlekopodobnych, wysoka śmiertelność dzieci. Wtedy wprowadzano „pożywienie stałe” jeszcze wcześniej). Ale to temat na inną rozmowę.
      W każdym razie… nic się dziecku nie stanie jeśli poda mu się wcześniej marchewkę czy kaszkę, ale nie ma takiej potrzeby. Przez pierwsze 6 miesięcy mleko mamy w zupełności wystarczy 🙂

      U nas sprawdziło się najtańsze krzesełko z IKEA, a matę dostaliśmy w dzierżawę 🙂

      Co do niezbędnych gadżetów… nie mogłam w niektóre z nich uwierzyć! Ale skoro są w sprzedaży, to ktoś to chyba jednak kupuje?! 😛

  10. Jak to w ogóle możliwe? Moje dziecko nie kosztuje nas praktycznie nic…. Ma cztery lata i nie wiem czy nie przesadzam mówiąc, że kosztowało nas to wszystko do tej pory około 5000PLN.

    • No przecież to tryb rozkazujący od czasownika „kłócić” 😛 (dopuszczalne w grach):
      1. doprowadzać do kłótni, niezgody;
      2. wstrząsać powodując zmieszanie; gwałtownie mieszać.

      Przyznam, że niekoniecznie pasuje do treści artykułu 😛

      Dzięki Rysiek za czujność, każdemu może się zdarzyć zaćmienie 🙂

  11. Oszczędnicka gratuluje. Świetny wpis.
    Pierwsze 12 miesięcy naszego dziecka kosztowały nas 15.829,45 zł. To bardzo duża kwota, a patrząc na kategorie wydatków nadal wydaje mi się, że nie byliśmy rozrzutni. Dobrze, że w drugim roku życia dziecka koszty takie jak chrzciny, szczepienia, wózek i meble praktycznie odpadają 🙂

  12. Myślę że warto też dodać informacje o środkach do prania ubranek dziecięcych. Można kupić hipoalergiczny biały jeleń – 10zl/kg lub jelp za 20zl/kg. Przez pierwsze 12 Mac, piorąc 3 z w tygodniu, proszek stanowi duży wydatek.

  13. Co do najróżniejszych wynalazków, nie tylko dla dzieci, już chyba mnie nic nie zdziwi. Wystarczy wejść na dalekowschodnie sklepy internetowe, by złapać się za głowę i pomyśleć – czego to nie wymyślą 🙂 Świat jest zalewany milionami gadżetów, na których przydatność i sposób użytkowania nawet czasem ciężko wpaść samemu…jednak masa ludzi to kupuje. Nie wiem po co 🙂

  14. W przeciwieństwie do moich poprzedników słabo oceniam powyższy wpis… Wydaje się tendencyjny, przerysowany i znacznie odbiegający od tonu, w którym pisze/mówi do nas Marcin (korzystając z okazji chciałam podziękować Marcinowi za KAWAŁ dobrej roboty! Odkąd czytamy Twojego bloga nasze finanse rozkwitły i nabrały sensu 🙂 Może nie jest tak sympatycznie jak kiedyś ale za to stabilnie. Dziękujemy również za podsunięcie pomysłu z kontem w banku, którego nazwa zaczyna i kończy się na literkę M). Wracając do meritum, niczego nowego Pani nie odkryła (informacje o wydatkach na dziecko np. pieluchach można znaleźć w innych wpisach Marcina). Wychodzę z założenia, że jeśli ktoś nie ma środków to nie będzie analizował poszczególnych punktów Pani wpisu, tylko zda się na pomoc otoczenia, uda się do lumpeksu etc. Z drugiej strony, jeśli kogoś stać to nie będzie się ograniczał (kwestie ideologiczne to osobna para kaloszy ). Pozostaje klasa średnia, do której prawdopodobnie można zaliczyć większość czytelników. Lubimy poszukiwać dobrych wzorców, a także wykonywać swojego rodzaju „żonglerkę pieniędzmi”. Nie kupujemy ściemy. Dlatego podobnie jak w przereklamowanym programie „Rodzina 500 plus”, żeby kolejne dzieci mogły coś odziedziczyć to najpierw trzeba się szarpnąć na to pierwsze. Nie każdy ma w swoim otoczeniu osoby, które coś odstępują, bo np. jesteśmy z mężem najstarsi w kolejnym pokoleniu, większość naszych znajomych spodziewa się pierwszego dziecka lub planuje kolejne. Ponadto jeśli kobieta nie ma swojego=darmowego pokarmu to się nie wścieknie, a chyba zależy nam na zdrowiu dziecka. Jak widać po komentarzach pod tekstem większość z nas nie słyszała o niektórych gadżetach przez Panią wymienionych – to i po co bić pianę? Nie wiem czy spotkała się Pani z powiedzenie „jesteśmy zbyt biedni, aby kupować tanie rzeczy”. Ja przekonałam się na własnej skórze, jednocześnie zapewniam, że wraz z małżonkiem pozbyliśmy się syndromu Kena i Barbie. Dlatego proszę o sensowne wpisy; np. przydałby się swojego rodzaju drogowskaz jak nie stracić kontroli nad finansami po narodzeniu dziecka/dzieci, jakie wydatki mogą nas zaskoczyć, czy poruszenie innych dylematów rodzicielskich (np. związanych z edukacją), czasami poparte ankietami na ile zakupione rzeczy okazały się przydatne, a decyzje słuszne.
    Pozdrawiam!

    • Dziękuję za opinie. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie, niemniej jednak nie wszyscy mają takie racjonalne podejście do dziecięcych wydatków jak Pani.

      Każdy może sobie wydać na swoje dziecko, ile ma ochotę. Tylko chodzi o to, żeby miał świadomość, że nie musi. A często takiej świadomości nie ma.
      Założenie, że jeśli ktoś nie ma środków, zda się na pomoc otoczenie etc. nie jest wcale takie oczywiste. Zdarza się, że rodzice kosztem swoich potrzeb chcą zapewnić dziecku „wszystko, co najlepsze”. Poznałam tez wielu rodziców, którzy narzekali, że dziecko kosztuje fortunę, a po dłuższej rozmowie przyznawali, że niektóre rzeczy kupili zupełnie bez sensu (a inne dla swojego dobrego samopoczucia).
      Jeśli chodzi o wydatki na pieluchy, mm, czy słoiczki to nie zauważyłam tego typu wyliczeń przeprowadzonych przez Marcina…

      Pozdrawiam serdecznie.

  15. Wszyscy narzekają że koszt utrzymania dziecka jest duży.
    Czy dostrzegliście że państwo obecnie jest bardzo chojne w pomocy w utrzymywaniu dzieci. Kiedyś widziałem wyliczenia centrum adama smith że koszt utrzymania dziecko to 176tys do 18 roku zycia. Wydawało mi się to olbrzymią kwotą. Jednak zestawiłem to ze swoją sytuacją i zobaczyłem jak chojne jest nasze państwo. Mam trojkę dzieci i żonę ja pracuje na etacie i żonę prowadzącą działalność. W tym momencie gdybyśmy wpadli (lub zdecydowali się na kolejne dziecko świadomie) to policzyłem co by to oznaczało dla naszego budżetu.
    Dostalibyśmy na to dziecko
    ok 70 tys z zus za maksymalny macierzyński
    102 tys z programu 500 plus
    48 tys ulgi podatkowej
    14 tys dopłaty do kredytu z mdm
    co daje razem kwotę 234 tys!!!!
    Czyli koszt utrzymania dziecka i zostało by jeszcze 50tyś na studia
    Te wyliczenia robią na mnie wrażenie.

    • @roman – bardzo ciekawe to o czym piszesz, dość alternatywnie – a ja osobiście bardzo cenię takie „prowokacyjne” pomysły i punkty widzenia :). Na pewno różne liczby można różnie interpretować – np. ZUS macierzyński to nie jest dodatkowy przychód na dziecko, tylko zamiana pensji na transfer, nie każdy może wziąć MDM, ulga podatkowa też zależy przecież od dochodów, itd. itp. – ale podoba mi się Twoje podejście, żeby na koszty dziecka popatrzeć też przez pryzmat dodatkowych zysków dzięki dziecku. Brawo! 🙂

      @Alicja / Oszczędnicka – fajny artykuł, napisany łatwo i lekko, ale merytorycznie też bardzo dobry; bardzo podoba mi się, jakie podejście proponujesz!

      Pozdrowienia

    • Ciekawe podejście 🙂
      Ale…
      – Czy Twoja żona przez ostatnie 12 miesięcy płaciła „najdroższy ZUS”, bo tylko w takim przypadku należy jej się „maksymalny macierzyński”.
      – 500 zł otrzymywalibyście tylko do momentu, gdy Wasze „teraz najmłodsze” dziecko skończy 18 lat. [Jeśli rodzina ma nawet 5 dzieci na studiach, to 6 dziecko traktowane jest jako 1.] A i tak nie wiadomo ile ten projekt potrwa 🙂

      • żona płaciła najwyższy zus. Bo to jak dzieci dużo chorują to się przydaję poza tym stosujemy to jako polisę na wypadek wpadki:) Oczywiście prawodawstwo może się zmienić ale patrzeć na to w jakim kierunku postępuje to raczej dostaniemy więcej niż mniej gdyż każdy kolejny rząd dokłada rodziną wielodzietną a nie zabiera. Ale pewności nie ma. Oczywiście kalkulacje są bardzo zgrubne bo dotyczy długiego okresu. Dodatkowo zapomniałem że miałbym jeszcze sporą oszczędność na komunikacji gdyż u mnie w mieści są darmowe przejazdy dla całej rodziny która posiada 4 dzieci. Chodzi mi o to aby pokazać wbrew powszechnym przekonaniu to nie pieniądze stanowią przeszkodę w rozrodczości.

  16. Bardzo dobry artykuł, przy pierwszym dziecku tak to właśnie wygląda. Rodzice przechadzają się po alejkach z zabawkami w poszukiwaniu kolejnych atrakcji dla niemowlaka, który jedyne czego potrzebuje to bliskość rodziców.

  17. W kwestii fotelika dla dziecka polecam poczytać o fotelikach montowanych tyłem do kierunku jazdy(tzw RWF). Ocenę pozostawiam każdemu indywidualnie. Moje dziecko od 2 roku podróżoje w takim mimo krzywych spojrzeń ludzi na parkingach.

    pozdrawiam
    Paweł

  18. Przy pierwszym dziecku zwariowaliśmy, obkupiliśmy się jak wariaci. Używaliśmy tylko najdroższych Pampersów a ubranka były tylko nowe. Przy drugim dziecku próbowaliśmy zaoszczędzić na pieluchach, wymieniając po 3 miesiącach drogie Pampersy na pieluchy z dyskontu. Efekt? Dupa pawiana, spuchnięta, czerwona i swędząca od uczulenia. Musieliśmy wrócić do drogich pampersów ale oszczędziliśy na ubrankach, wózku i zabawkach. Trzecie dziecko wystartowało od razu w pieluchach z dyskontu, zdarło ubranka, wózki i pościel po rodzeństwie, nie ma śladu uczulenia.

  19. Ale mi się trafił artykuł 🙂 Za kilka miesięcy pojawi się u nas mały człowiek… Teraz wiem ile muszę oszczędzać 😉

Odpowiedz