Wydarzenia na Ukrainie podważają sens oszczędzania

54

Ukraina

I co kolego, Putin najedzie Ukrainę i cały Twój chytry plan bierze w łeb?” – tak w niedzielny poranek powitał mnie na spacerze Michał, znajomy o bardzo sceptycznym nastawieniu do mojej koncepcji dbania o własne finanse. Szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy gdy snuł przede mną czarne wizje: „Będzie jak w Kijowie, bracie. Kolejki do bankomatów, panika na giełdzie, w bankach braknie kasy, potem w sklepach braknie żywności, a po Twoich obligacjach skarbowych pozostanie tylko mgliste wspomnienie”.

Od razu wyjaśnię, że Michał nie jest szalonym facetem, który cieszy się z nieszczęścia innych. To bardzo fajny i inteligentny gość. Jego uśmiech był wyrazem triumfu i odnosił się do licznych dyskusji na temat ekonomii, które od czasu do czasu ze sobą toczymy. Jest on przypadkiem szczególnym: zarabia bardzo dobrze jako handlowiec i naprawdę ciężko na to pracuje. Wyznaje jednak specyficzną filozofię „Carpe diem”, czyli cytując Horacego: „Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”. Nazywam to specyficzną filozofią, bo w jego przypadku oznacza ona całkowity brak troski o sprawy doczesne, a do takich właśnie zalicza finanse.

To co lubię w rozmowach z tym gościem, to fakt, że często prowokuje mnie on do trudnych i ciekawych przemyśleń.  Nie inaczej było i tym razem, dlatego dałem mu słowo, że wreszcie „obsmaruję” go na łamach bloga. Ucieszył się nawet, poprosił jednak o anonimowość, dlatego nadałem mu pseudonim „Michał” 😉

Tym razem rozmowa natchnęła mnie do rozważenia takiego pytania: „A co jeśli Michał ma rację? Co się stanie, jeżeli konflikt na Ukrainie przerodzi się w prawdziwy kryzys polityczny, militarny i gospodarczy?” Nawet nie myślę o użyciu określenia „wojna”, bo taki rozwój wypadków nie mieści mi się w głowie, ale czy można sensownie przygotować się na coś tak niewyobrażalnego?

Jedna rzecz jest dla mnie krystalicznie jasna: najważniejszą sprawą jest zapewnienie bezpieczeństwa mojej rodzinie. Przez wiele lat staram się to robić dbając o nasze finanse, ale czy to pomoże zapewnić żonie i dzieciom bezpieczeństwo fizyczne w sytuacji skrajnego zagrożenia?

Jak mógłby wyglądać rozwój wypadków, gdyby nastąpiła eskalacja napięcia? W pierwszej kolejności pojawia się panika na rynkach finansowych, której przedsmak mieliśmy już w ubiegły poniedziałek. Najbardziej nerwowi inwestorzy składają zlecenia sprzedaży po każdej cenie i wychodzą z rynku „razem z futryną”. Sprowadza to ceny akcji o kilkadziesiąt procent w dół, a zatem część mojego portfela znacząco ucierpi. To samo dotyczy naszej waluty, która gwałtownie zacznie się osłabiać. Kiedy zarządzający ogromnym funduszem hedgingowym w Teksasie spojrzy na globus i zorientuje się, że „Poland” leży zaledwie dwa centymetry od Krymu, zacznie zajmować krótkie pozycje na PLN. Inni inwestorzy zagraniczni też zaczną szukać bezpiecznych rynków. Tak czy inaczej – euro, a jeszcze bardziej dolar i frank szwajcarski w górę. Kiepsko. Na mieszkaniu, które wynajmuję, zostało jeszcze trochę kredytu w CHF – to też zaboli.

Sytuacja pogarsza się dalej. Co z depozytami? Kolejki przed bankomatami robią swoje. Banki zaczynają wprowadzać ograniczenia kwotowe: jednorazowo nie można wypłacić więcej niż 2000 zł. To żadne pieniądze, bo ceny żywności, paliw i leków gwałtownie rosną wraz z kurczącymi się zapasami. Szybko osłabiający się złoty sprawia, że sprzedawcy nie chcą już akceptować płatności w złotówkach: albo masz twardą walutę, albo chodzisz głodny. A obligacje skarbowe? Rząd ogłasza natychmiastową mobilizację wszystkich rezerw finansowych kraju w celu wzmocnienia potencjału militarnego. Zawiesza wypłatę odsetek, uniemożliwia wcześniejszy wykup obligacji na rzecz polskich obywateli dziękując im za wyrozumiałość i solidarność w obliczu śmiertelnego zagrożenia. A zatem pieniądze z lokat i te ulokowane w obligacjach są nie do ruszenia. Czyżby Michał miał rację? Czyżby całe to oszczędzanie i odkładanie pieniędzy na przyszłość nie miało sensu?

Robi się bardzo źle, w tym chaosie nie da się funkcjonować. Najważniejsze jest bezpieczeństwo rodziny, a zatem trzeba się sprawnie spakować i wywieźć żonę i dzieci w bezpieczne miejsce. Potrzebne będzie paliwo na drogę i środki na „nowy start” zagranicą. Skąd je wziąć?

Nie pisałem jeszcze o złocie na tym blogu, bo dobry artykuł wymaga rzetelnego przygotowania. (To zdanie już nieaktualne. Artukuł o złocie znajdziecie tutaj: Jak inwestować w złoto – poradnik dla początkujących) Na razie napiszę tylko, że od kilku lat co kilka miesięcy kupuję złote sztabki lokacyjne z myślą właśnie o takiej „czarnej godzinie”. Pięciogramowa sztabka to jednorazowy wydatek kilkuset złotych. Nie traktuję tego jak inwestycji, na której mam zarobić, tylko jak walutę, która ma pomóc w nagłej podróży. Nie mamy tych sztabek wiele, ale na drogę powinno wystarczyć. Są wreszcie nieruchomości. Jak zwykle w takich sytuacjach na rynku pojawiają się spekulanci, którzy chętnie odkupią nieruchomość za połowę rynkowej wartości. Być może trafią się Rosjanie płacący w twardej walucie?  Te 50% procent ceny to bardzo mało, ale dobre i to. Wystarczy na start. Pakujemy się do auta i wyruszamy do Niemiec, póki granice są jeszcze otwarte. Na miejscu sprzedamy jeszcze samochód, więc jakoś da się przeżyć…

Taki oto koszmarny scenariusz rozwoju wypadków przeanalizowałem sobie po rozmowie z Michałem. Żebyśmy mieli jasność: jestem spokojny i przekonany, że rozwój wypadków zagrażający bezpośrednio naszemu bezpieczeństwu jest mało prawdopodobny. Powód jest moim zdaniem prosty: rosyjscy oligarchowie mają zbyt dużo do stracenia w razie eskalacji konfliktu. To nie jest przypadek, że retoryka Kremla złagodniała po spadkach na moskiewskiej giełdzie i po osłabieniu się rubla do historycznie niskich poziomów. Ale to tylko moja opinia. W inwestycjach też trafiają się „czarne łabędzie” – czyli wydarzenia, których nikt nie przewidział, które wydawały się nieprawdopodobne, a które jednak się wydarzyły (jak choćby upadek banku Lehman Brothers).

Jestem jednak całkowicie przekonany o jednym: mój „chytry plan”, jak go określił Michał,  polegający na rozsądnym oszczędzaniu, inwestowaniu i dbaniu o finansowe bezpieczeństwo rodziny, wcale nie bierze w łeb.  W każdym scenariuszu, nawet najbardziej skrajnym, lepiej jest mieć oszczędności i wynikającą z ich posiadania możliwość działania, niż być ich pozbawionym i całkowicie skazanym na łaskę innych. Być może wprowadzę drobne modyfikacje w moim planie. Może pomyślę, o jakimś zagranicznym koncie, na którym zbuduję niewielką rezerwę finansową? Takie wydarzenia i rozmowy dają do myślenia. Ale z całą pewnością będę z jeszcze większą determinacją realizował mój plan.

Na koniec jeszcze mała ciekawostka. Pojawiają się już pierwsze oferty, które mają na celu wykorzystanie sięgających zenitu emocji. Oto jedna z nich, którą wczoraj otrzymałem na maila:

Czy Świat Stoi Na Skraju III Wojny Światowej?

Napięta sytuacja na Krymie lada dzień może przerodzić się w otwarty konflikt zbrojny. Ten konflikt może odmienić geopolityczny układ świata. Najwyższy czas, aby zadać sobie bardzo istotne pytanie: Jak przygotować się na wypadek kryzysu?

Aby uzyskać odpowiedź na to pytanie, wystarczy sięgnąć do historii. Podczas Drugiej Wojny Światowej amerykańscy i brytyjscy piloci wyposażani byli w ekwipunek ratunkowy. Jego podstawą nie były dolary czy juany, ale Suwereny – złote brytyjskie monety, bite od XV wieku.

Dlaczego? Ponieważ zawsze – niezależnie od okoliczności – złoto było, jest i będzie jedynym pieniądzem bez granic. Takim, który potrafi uratować ludzkie życie.

Także teraz, tak jak 70 lat temu, Suwereny mogą stać się tarczą, za którą wielu znajdzie schronienie. Nie zwlekaj! Działania, które zabezpieczą Ciebie i Twoją rodzinę, podejmij już dziś. Pamiętaj – jak mówi stare polskie porzekadło, przezorny zawsze ubezpieczony.

To się nazywa ostry marketing. Nie biorą jeńców, prawda?

Jestem bardzo ciekawy Waszego zdania. Czy sądzicie, że sytuacja na Ukrainie podważa zasadność sensownego postępowania z pieniędzmi? A może macie jakieś pomysły na dobry „plan awaryjny”? Dajcie znać, co o tym sądzicie?

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze54 komentarze

  1. Myślę, że po prostu należy zwiększyć bezpieczeństwo oszczędności, mieć fundusze również wypłacone w skarpecie. Oszczędności w zagranicznych bankach (nawet nie duże!) tym bardziej, że my mamy granice otwarte, nie jesteśmy w klatce swoich granic jak Ukraina. Jednak z tego co widzę w wiadomościach Putin mocno uspokaja na posiedzeniu prasowym.

    • Cześć Tomasz, dzięki za komentarz.

      Dzisiejszy dzień faktycznie przyniósł duże uspokojenie – nie miałem okazji posłuchać Putina, ale na rynki wpłynęło to uspokajająco.

      Rozpoznam temat rachunku w zagranicznym banku. Jak dotąd nie rozważałem scenariusza wymagającego aż takiego zabezpieczenia, ale to może mieć sens.

      Serdecznie pozdrawiam,

      • Bardzo chętnie przeczytałabym taki artykuł od kogoś kto ma większe pojęcie w temacie finansów. Jak nie posiadając bajońskich sum założyć i w miarę tanio prowadzić konto za granicą?
        Artykuł bardzo „na czasie”, chyba wszyscy poszukują bezpiecznej drogi do zabezpieczenia przede wszystkim rodziny, ale też finansów.

        • @ Gosia,
          Wysokie masz wymagania. Znam Marcina kilka lat: był dyrektorem finansowym, pracuje w TFI, ma tytuł CFA, ponad 10 lat doświadczenia w branży i zgromadzony spory majątek. Ale rozumiem że dla Ciebie to zbyt „małe” pojęcie o finansach?

          • Może napisałam nieprecyzyjnie – większe niż ja (małe doświadczenie w finansach osobistych) i miałam tu właśnie na myśli artykuł przygotowany przez Pana Marcina (autorytet w kwestii finansów osobistych). Mam nadzieję, że tak to właśnie Pan odebrał 🙂

            • Cześć Gosiu,

              Witam Cię bardzo serdecznie na blogu i dziękuję za komentarze. Jak najbardziej odbieram je właściwie 😉

              Daj spokój z tym „panem”, przejdżmy na Ty, bo „z takiego pana jak ja to mój pradziadek na konia wsiadał” 😉

              Zajrzałem z ciekawości na Twój blog – super sprawa, że już na tym etapie życia tak mądrze i świadomie podchodzisz do finansów. Trzymam kciuki i zapraszam do częstych odwiedzin i komentarzy.

  2. Można też jak w filmie Cwał wstawić sobie staw biodrowy z platyny. Tylko ciężko będzie na lotnisku. Prędzej złote zęby albo schowek na diamenty w plombie jak Leo w Krwawym Diamencie. Podwójne obywatelstwo wraz z tajnym kontem w Szwajcarii to też dobra opcja ale bardzo mało realna do realizacji.
    A tak na poważnie. Może zainteresować się tematem ludzi którzy zarobią teraz duże pieniądze na strachu innych ludzi? Pozostaje też mieć nadzieję, że to co się teraz dzieje to tylko gra pozorów wielkiej polityki oraz, że Putin do reszty nie zwariował. To przecież biznesmen a nie szalony dyktator, prawda?

    • Hej Amant,

      Ciekawy pomysł z tym stawem biodrowym 😉
      „Cwału” nie widziałem, ale „Krwawy diament” był świetny.

      Nie wiem, czy Putin to biznesmen, podobno zgromadził sporą fortunę (czytałem gdzieś o 77 mld USD). Im więcej myślę o Wschodzie, tym bardziej doceniam naszą polską rzeczywistość.

    • W czasie II wojny światowej, Rosjanie i Niemcy wyrywali złote zęby bez mrugnięcia okiem, więc zęby i staw biodrowy raczej są średnim pomysłem 🙂

  3. Widzę, że ja jestem wśród moich znajomych trochę takim „Michałem” – przynajmniej w tej części dotyczącej pesymistycznych prognoz, niekoniecznie natomiast w temacie braku myślenia o przyszłości…
    W moich planach przyjmuje każdy wariant rozwoju wydarzeń w życiu za możliwy – przysłowiowy „diabeł w szczegółach” leży w prawdopodobieństwu jego wystąpienia. Krach na giełdzie, kryzys energetyczny, rewolucja, wojna – to już wszystko w historii się wydarzyło, również w naszym pięknym kraju. Patrząc na linie czasu naszej części Europy tak długi okres bez wojen to raczej odchylenie niż norma. Podsumowując traktuję ludzi, którzy wieszczą jutro wojnę w Polsce na równi z tymi, którzy uważają ,że nigdy do niej nie dojdzie (bo teraz jest inny świat, bo sojusze itp) – w najlepszym razie jako marzycieli, w najgorszym – jako ignorantów dogmatyków.
    A jak można przygotowywać się do takich mało prawdopodobnych, ekstremalnych wydarzeń? Nie ma sensu odkrywać świata na nowo – historia podsuwa nam sprawdzone rozwiązania (wystarczy poczytać wspomnienia tych ,co przeżyli). Można pobawić się w eksperyment logiczny – cofamy się w czasie , jest poranek 4 września 1939r w Warszawie – masz dzieci, dom z hipoteką, lokatę w banku (i inne aktywa składane przez kilka lat), znajomych, babcię na wsi itd. ;masz też wiedzę co wydarzy się póżniej… Co robisz ,jaki masz plan – i co najważniejsze – jakich narzędzi (w tym finansowych) użyjesz do jego realizacji…
    Moim zdaniem nie ma możliwości całkowitego zabezpieczenia swoich finansów – zakładam w swoich planach, że im bardzie „krytyczne” wydarzenie, tym strata będzie większa – rzecz w tym, aby z tego co mimo wszystko zostanie dało się jakoś przeżyć 🙂

    PS. Osobiście co do złota fizycznego preferuję szeroko rozpoznawalne monety bulionowe – amerykański, niemiecki czy chiński celnik może mieć wątpliwości co do próby złota na sztabce, ale Krugerranda widział kiedyś choć na obrazku 🙂 Na mniejsze nominały nadają się monety srebrne – jedno-uncjowe amerykańskie srebrne orły można sprzedać prawie u każdego jubilera na świecie.

    • Hej Seba,

      Ty zawsze miałeś militarne zamiłowania, co? 😉
      W razie czarnego scenariusza będziesz miał na pewno największe szanse na przeżycie 😉

      Co tu dużo kryć, w sytuacji zagrożenia finanse całkowicie schodzą na plan dalszy, więc straty materialne nie mają większego znaczenia. Jednak historia zna sporo przypadków, w których ludzie woleli chronić dorobek życia, zamiast samo życie.

      Jeśli chodzi o złoto, to zaintrygowałeś mnie tematem tych monet bulionowych. Do tej pory kupowałem wyłącznie sztabki lokacyjne, aby płacić za wartość samego kruszcu, a nie za wartość kolekcjonerską czy historyczną monety, której nie jestem w stanie oszacować.

      Sztabki mają zawsze wybitą próbę wraz z oznaczeniem ich producenta.
      Ale być może faktycznie zbyt powierzchownie podszedłem do tematu monet. Poszperam trochę, dzięki.

      • Mylisz monety kolekcjonerskie z monetami bulionowymi – te drugie nie mają w zasadzie żadnej dodanej wartości,ze względu na olbrzymie nakłady ,liczone często w tysiącach sztuk. Kupując południowoafrykańskiego Krugerranda ,kanadyjskiego Maple Leaf czy amerykańskiego Silver Eagle płacisz raptem kilka procent powyżej ceny spot (np tu: https://www.monety-inwestycyjne.pl/monety-zlote-1-oz-c-2.html ) Zyskujesz natomiast rozpoznawalność swojego złota, co jest nieocenione przy próbach sprzedaży (spróbuj sprzedać sztabkę komuś innemu niż jubilerowi – a dla porównania zobacz ile jest ofert na ebay-u monet bulionowych). Monety bulionowe nie potrzebują też żadnego certyfikatu autentyczności – wystarczy linijka Fisha

          • Z tym złotem panowie nie jest tak do końca bezpiecznie. W Polsce wszystkich pośredników, dealerów, złota, diamentów i innych wartościowych kruszców i metali a także banki, obowiązuje ustawa o instytucjach obowiązanych. W wielkim skrócie mówi ona (między innymi), iż taki dealer złota jest zobowiązany do zanotowania gdzie, komu, kiedy i ile sprzedała tego złota, i np. w razie wybuchu wojny, ma on obowiązek udzielić tych własnie informacji na życzenie strony rządowej aby ta z kolei mogła wam to złoto skonfiskować i przeznaczyć na cele obronne kraju. Tak więc nie ma chyba złotego środku jeśli chodzi o ochronę naszych oszczędności pod jakąkolwiek postacią.

            • Hej Kamil,

              Niezła ciekawostka. Pozostaje zatem walczyć i „bronić pokoju do ostatniego naboju” 😉

              Temat fizycznego złota, który do tej pory traktowałem dosyć luźno, robi się coraz ciekawszy…

            • Wystarczy kupić osobiście za granicą – polecam Berlin lub Wiedeń; euro gotówka za złotą monetę bez okazywania dowodu tożsamości. Dla leniwych mozna też tak zrobić w Polsce (Wrocław, link do dealera mój post powyżej)

              • Masz na myśli Mennice Wrocławską? Częściowo masz rację jednak:
                „W przypadku płatności gotówką w oddziale:
                – do kwoty 15 tys. euro, klient zazwyczaj nie musi się legitymować
                – powyżej 15 tys. euro mamy obowiązek spisać dane klienta z dowodu osobistego i przekazać informacje dotyczące transakcji Generalnemu Inspektorowi Informacji Finansowej”

            • ciekawa dyskusja, wtrącę swoje 2 grosze.

              1. Jest nawet w Polsce sprzedawca złota który pozwala kupować sztabki, monety (zloto/srebro/platyna) zupełnie anonimowo (transakcja płatna w BTC/LTC i odbiór w paczkomacie na kod )
              2. Inwestycja w kryptowaluty (np.BTC). W razie czego cały majątek przenosisz na pendrive lub paper wallecie wydrukowanym ( a klucz prywatny masz w głowie).

  4. Czytam te komentarze i tak sobie myślę, że „Michał” jednak trochę triumfuje, bo dyskusja zrobiła nam się z lekka katastroficzna.

    Ale cóż – to są finanse osobiste – nie ma zatem co udawać, że bieżące wydarzenia nas nie dotyczą.

    Jak na razie spokój popłaca (tak jest najczęściej). Rynki odreagowały sporą część wczorajszych spadków. Kto składał zlecenia sprzedaży w niedzielę wieczorem ma pewnie mieszane uczucia: Cieszyć się, że sytuacja się normalizuje, czy martwić, że wyskoczył z rynku?
    To właśnie takie sytuacje pokazują, jaka jest nasza faktyczna skłonność do ryzyka.

  5. A jest jakaś podstawa do tego by pokój w Europie trwał nadal? Historycznie patrząc, 69 lat pokoju na naszym kontynencie (wliczając w to jedną „większą” wojenkę na Bałkanach) to coś niespotykanego w historii…
    Poprzedni tak długi pokój trwał tylko 42 lata i skończył się Wielką Wojną (a po drodze też była „bijatyka na Bałkanach”)…
    Prędzej czy później musi „walnąć” (oby później, choć akurat nie jestem przekonany do końca czy to „później” to lepiej).
    A na „ciekawe czasy” to zawsze uważałem, ze najlepsze są własne umiejętności, może kawałek ziemi na ogród i „pięć kilo srebra zakopane pod progiem” 😉
    Srebra (tudzież złota) żaden rząd nie „unieważni” w przeciwieństwie do obligacji 🙂

    • Hej Roman,

      Uważam, że jest bardzo dużo podstaw do tego, aby pokój w Europie trwał. Kilka powodów, które przychodzą mi do głowy, to: jesteśmy w NATO i UE, powiązania gospodarcze pomiędzy krajami są obecnie silniejsze niż kiedykolwiek z powodu dziesiątek lat globalizacji, a rozwój mediów i internetu sprawił, że informacje błyskawicznie docierają do milionów ludzi pozwalając im na wywieranie nacisku na polityków.

      Ponadto praktycznie nikt nie odniósłby korzyści ekonomicznych z konfliktu, a historycznie to właśnie one leżały tak naprawdę u podstaw większości wojen. Surowce i ziemia – o to w praktyce toczyły się walki.

      Dziś duże terytorium czy dostęp do surowców nie jest aż tak krytyczny. Usługi, nowe technologie, gospodarka oparta na wiedzy – to alternatywne sposoby budowania dobrobytu bez konieczności prowadzenia podbojów.

      Jeśli chodzi o historię, to za czasów Imperium Rzymskiego pokój trwał jednak znacznie dłużej 😉

      Jak zwykle jestem optymistą.

      • Ja w NATO nie wierzę – większość siły militarnej to Amerykanie, a jeśli zamarzy im się izolacjonizm jak w końcówce lat trzydziestych XXw. to obietnice obronne staną się bezwartościowe.
        Liczę jednak na Unię Europejską – dla mnie jej sens istnienia opiera się właśnie na takim powiązaniu gospodarczym państw, aby nieopłacalne stało się prowadzenie wojen z udziałem jej członków. Można jednak odwrócić to myślenie – jak EU się rozpadnie to w pośpiechu zaczynam pakować się do wyjazdu z Polski …Żeby jeszcze powstała jakaś namiastka wspólnej władzy politycznej i militarnej Europy – wtedy można też mniej się bać zagrożeń z zewnątrz (a tak czeka nas powtarzane „Divide et impera” w wykonaniu Rosji).
        PS. Historia Rzymu – zarówno republiki jak i cesarstwa to pasmo ciągłych wojen wewnętrznych i zewnętrznych…nie chciałbym takiego pokoju w Europie obecnie 🙂

        • Seba, a jak już się spakujesz, to dokąd wyjedziesz? Zastanawiam się, czy gdziekolwiek znajdziesz dla siebie wystarczająco stabilne miejsce 😉

      • Dzień dobry,

        Nie chciałbym zabrzmieć jak czarnowidz, ale w 1914 i w 1939 też wszyscy myśleli, że wojna nikomu się nie opłaca, a więzi gospodarcze są tak silne, że aż niemożliwe do zerwania.

        Życie toczy się tak samo tylko tyle, że mamy lepszą technologię. Ludzie nagle się nie zmienili. Będą jeszcze długo takimi samymi ludźmi jak 100 i 1000 lat temu…. 🙁

        Co do internetu. Mamy wrzesień, wojna na Ukrainie trwa w najlepsze, a na portalach internetowych ciężko znaleźć jakieś konkretne informacje o statusie działań. Dopiero jak więcej ludzi zginie to pojawia się wzmianka na pierwszej stronie.

        Mnie to osobiście przeraża bo zdaję sobie sprawę, że po ataku na Polskę po miesiącu nikt na zachodzie już by się tym nie przejmował. Na początki oczywiście byłaby burza w sieci ale potem? Byłoby jak w 39. Nikt nie chciałby umierać za Polskę. NATO też by dużo nie pomogło, a każdą umowę można zerwać 😉

        Pozdrawiam
        Jakub

  6. A ciekawe co z kredytami hipotecznymi w wypadku wojny. Gdyby tak bomba spadła na moje zakredytowane mieszkanie, czego zapewne nie obejmuje polisa, za którą płacę, której beneficjentem w razie czego jest bank…. to co wtedy? historia nas tego zapewne nie uczy, bo w czasach poprzednich wojen zapewne nie było tak masowych kredytów hipotecznych.
    Za to konta zagraniczne posiadam, szkoda że puste. Konto za granicą otworzyć dość łatwo, oczywiście nie mówię o Szwajcarii, ale takie Włochy – ich doktryna obronna gwarantuje, że wojny nie przegrają, zawsze zdołają zmienić stronę na czas;)

    • Hej Krycha, dziękuję za komentarz.

      Jak spadnie bomba to trudno, niech bank zabiera sobie swoją nieruchomość 😉

      Konto we Włoszech brzmi ciekawie, choć faktycznie puste niewiele pomoże 😉 Zrobiłaś im niezłą reklamę z tą „doktryną obronną”, jeśli masz włoskich znajomych to chyba nie będą zachwyceni. Pewnie to część sprytnej strategii przetrwania.

  7. Marcinie, po raz kolejny stwierdzam, że masz „smykałkę” do pisania 🙂 Ja również przed chwilą popełniłem wpis w podobnym temacie i widzę, że sporo naszych wniosków się pokrywa.
    Ale dość komplementów – czas na przejście do sedna sprawy. Bardzo by mnie interesował wpis o zagranicznych kontach dla kogoś takiego jak Ty czy ja – Polaka, który chciałby nieco „geograficznie” zdywersyfikować portfel, nawet jeśli oznaczałoby realną stratę środków (np. znikome oprocentowanie). Jakie mamy możliwości będąc obywatelami tego kraju, co trzeba zrobić żeby przenieść jakąś część oszczędności za granicę?
    Pozdrawiam i mam nadzieję, że Cię nieco zmobilizuję do zbadania sprawy 🙂

    • Hej Wolny, witaj na blogu i dziękuję za komentarz.

      Bardzo ciekawy ten Twój wpis – a przede wszystkim pełen praktycznych porad „jak przetrwać” 😉 Dla wszystkich chętnych załączam link: http://www.wolnymbyc.pl/stan-wyjatkowy/

      Jak rozpoznam temat zagranicznego konta na pewno dam znać, bo całkiem poważnie myślę nad pewną modyfikacją mojego podejścia do „funduszu bezpieczeństwa”, aby uwzględniał on również sytuacje wyjątkowe.

      • Uważam że najlepiej wyjdą emigranci i ich rodziny.Wielka Brytania jest azylem dla wielu oligarchów 🙂 Polacy na wyspach mają nieruchomości kupione ,mają konta niektórzy podwójne obywatelstwo czyli są dobrze zdywersyfikowani poza tym też mają nieruchomości w Polsce,zawsze uważałem i będe uważać że trzeba być elastycznym i bystrym a nie tylko upierać się jak krowa że we własnym grajdołku najlepiej 🙂 czas pokaże i nie chodzi tu tylko o wojne ale o czystą ekonomie i sprawy historyczne.Nie zaszkodzi a nawet wskazane wzorem Rostowskiego czy Sikorskiego mieć punkt zaczepienia np.Wielka Brytania.

        • Hej Egon, dzięki za komentarz.

          Na razie zostaję w grajdołku 😉 Ale masz rację, „punkt zaczepienia” zagranicą to niezły pomysł, a Wielka Brytania wydaje się być ciekawym kandydatem.

          A Ty mieszkasz w Polsce?

          • Witaj
            Obecnie mieszkam w Polsce ale jak to sie mówi mam bardzo podobną kwestie dywersyfikacji jak Rostowski czy Sikorski 🙂

      • Jeśli o konta zagraniczne chodzi, to z moich doświadczeń wynika, że praktycznie wszędzie do założenia konta jest potrzebny CO NAJMNIEJ adres zamieszkania, potwierdzony oficjalnym dokumentem państwowym (np. potwierdzenie nadania PPS w Irlandii) lub – w wariancie „łatwiejszym” – umową najmu. Do tego często wymagane są inne dokumenty, albo formalności, które nie ułatwiają sprawy (o ile pamiętam to zakładanie konta w Szwajcarii potrafi być uciążliwe). Tak czy inaczej nic mi nie wiadomo o krajach, w których konto może założyć przychodzący „prosto z ulicy” Kowalski z Polski (czy jakiegokolwiek innego kraju). Jeśli się mylę, to proszę o informację, bo sam chętnie bym takie konto założył (choć nie koniecznie w bankrutujących krajach, takich jak Hiszpania, Włochy czy Grecja 😉 ).

        • Hej Michał, dzięki za przydatne informcje. Też nie wydaje mi się, aby było to aż tak proste. Przecież w Polsce otwarcie konta dla cudzoziemca też wymaga nie lada formalności.

  8. W temacie zagranicznych kont bankowych, najchętniej wybrałbym Singapur lub Szwajcarię. Nie musimy być fizycznie w Singapurze aby założyć tam konto – wszystko można zrobić przez internet i potem już tylko przelać pieniądze. Bankiem, który oferuje konta dla nierezydentów w Singapurze jest CitiBank. Co innego Szwajcaria. Z tego co wiem, to tam już musimy udać się osobiście. Darmowe konta dla nierezydentów oferuje np. Poczta szwajcarska poprzez swój bank Postfinance. Oczywiście zawsze można skorzystać z oferty prywatnych szwajcarskich banków, ale to raczej oferta dla ludzi bogatych.

  9. Cóż, jest taki jeden naród, który od zawsze wyznawał prostą filozofię: 1/3 majątku w gotówce, 1/3 w ziemi i 1/3 w krowach 😉 Krowy zawsze można zjeść! 🙂

    Ale na serio: mam nadzieję, że dożyliśmy czasów, w których „dużym” wojna po prostu się nie opłaca, a już na pewno nie u siebie i na pewno nie przeciw całemu światu. Też jestem ciekaw, jak to się rozstrzygnie i nie sądzę, żeby było to proste i łatwe…

    Od dawna wiem o jednym: dywersyfikacja zawsze była rozsądna, a pieniądz nie powinien być traktowany jako jedyny nośnik wartości, szczególnie w perspektywie kilkudziesięciu lat oszczędzania. Trochę złota, może diamentów, może twardej waluty, ale też nieruchomości. I lepiej mieć majątek, niż długi do spłacenia (choć nie jeden cieszył się na początku lat dziewięćdziesiątych, kiedy kilkoma pensjami „załatwiał” wieloletni kredyt hipoteczny…).

    Pokolenie naszych rodziców jest pierwszym, które nie musiało brać karabinu do ręki i walczyć o wolność ojczyzny. Miejmy nadzieję, że i my, i nasze dzieci nie będą musiały także….

    Pozdrawiam!

    ŁM

  10. Sztabki? Hahaha 🙂
    Jak będzie wojna albo grubsza ruchawka, to na mieście pojawi się pełno ciemnych typów, w dodatku uzbrojonych. Zastrzelą cię bez mrugnięcia okiem jak tylko zwęszą, że masz złoto.

    • Hej noone, dziękuję za komentarz. Albo nie skończyłaś myśli, albo ja jej nie zrozumiałem, albo zapomniałaś podlinkować swojego nicka do strony www Twojego zakładu stomatologicznego 😉 Doprecyzuj proszę 😉

  11. Witam, małe pytanie mam w związku z kryzysem na Ukrainie. Załóżmy, że nastąpi inwazja rosyjskich wojsk na wschodnią i południową Ukrainę lub nie daj Boże na terytorium całego kraju. Wiadomo, że zachwieje to rynkami finansowymi, waluty krajów sąsiadujących z miejscem konfliktu szczególnie dostaną po d…
    Posiadam trochę oszczędności – ok. 70000 PLN, nie chciałbym, żeby te pieniądze straciły na wartości poprzez spadek złotówki. Jaką walutę najlepiej kupić, żeby się zabezpieczyć?

    • Hej Kubol,

      Nie jestem ekspertem od czarnych scenariuszy, więc potraktuj moją odpowiedź z dużym dystansem.
      CHF, USD, EUR, JPY – umacniały się zwykle w sytuacjach zawirowań w stosunku do PLN
      Ale nikt nie wie i nie przewidzi co może się stać na rynkach w takiej sytuacji.

  12. Nie czytałem wszystkich komentarzy, ale mnie także nurtuje ten temat od czasu kryzysu na Ukrainie. Ale znawcy tematu, powinni znać na to odpowiedź. Słowo klucz to „dywersyfikacja”. W każdych poradnikach do inwestowania tego uczą. Dywersyfikacja rozumiana bardzo szeroko. Konta w różnych krajach, a nawet nieruchomości.
    Nawet Strategie przetrwania w filmach szpiegowskich: kilkanaście tożsamości, kont itp. to także wszystko dywersyfikacja.

    Ale mnie zastanawia jeszcze jedna sprawa. Jeśli już dochodzi do wojny, nieruchomość traci na wartości, mało tego, zostaje zniszczona w wyniku działań wojennych. To co wtedy z kredytem hipotecznym. Czy dalej trzeba go spłacać. Czy też można pozwolić komornikowi zająć nieruchomość. Czy bank nie będzie żądał spłaty całej kwoty kredytu, mimo spadku wartości mieszkania?

  13. Co ci po złocie, gdy nikt nie będzie chciał go kupić, bo po 1 za co, a po 2 po co. Chleba i wody za to też nie kupisz, nie mówiąc już o benzynie. Dlatego auto zawsze zatankowane do pełna + kanister! Od marca minęło już sporo czasu i jak widać sytuacja jest tylko coraz gorsza…

  14. Złoto w sztabkach można sprzedać za realną cenę tylko z certyfikatem otrzymanym przy zakupie i najczęściej w tej instytucji gdzie kupiliśmy, inaczej otrzymamy cenę złomu.Jeśli złoto to tylko bulionowe. Waluty obce to franki szwajcarskie, yuany chińskie lub ewentualnie USD ale też nie za dużo bo w razie wojny w Europie waluty krajów w niej zaangażowanych stracą na wartości a dotyczy to głównie Euro i pośrednio USD. Diamenty są sztucznie przewartościowane o przynajmniej 30-40% i trzeba się na nich znać żeby nie kupić od oszusta, a ponadto tylko diamenty o wadze min. 0,2 karatów są w realnym i swobodnym obiegu u każdego jubilera. BTC owszem, ciekawe i swobodne w użyciu ale nie ma gwarancji , że w ciągu chwili nie stracą na wartości połowę albo i więcej. Konta zagraniczne tylko w Szwajcarii lub w innym kraju nie zamieszanym w konflikt zbrojny. Czy możemy być pewni takiego kraju i czy Szwajcaria lub jakiś urzędnik szwajcarskiego banku nie sprzeda informacji o takich kontach jak to już wcześniej bywało? Czekam na bardziej innowacyjny pomysł.

  15. Hej Marcinie!
    Jak podchodzisz do tematu na dzisiejszy dzien? Czy twoj plan oszczednosciowy sie zmienil?
    … a tak od siebie, z tym zlotem to dobry pomysl.
    Pozdrawiam Ewa

  16. Jakub Klapki

    Ja zastanawiam się na ile rozwiązaniem jest posiadanie oszczędności w obcej walucie na koncie walutowym w polskim banku. Zakładając sytuację wybuchu wojny i spadek wartości złotówki oraz limity wypłat – czy nie jest tak, że mając na koncie walutowym w polskim banku oszczędności w walucie X (załóżmy, że jest to jakaś bezpieczna waluta) nie dotyczą nas limity wypłat oraz ryzyko utraty wartości? Na ile takie rozwiązanie jest alternatywą dla zagranicznego konta którego utrzymanie kosztuje a odsetki na lokatach są znikome? Czy jeśli do tego konta mam przypisaną kartę to czy ma to różnicę czy środki wypłacam z bankomatu w Polsce a za granicą?

    Swoją drogą, ciekawe jak banki zabezpieczają się w sytuacji gdy złotówka jest w kryzysowej sytuacji skazana na ogromne spadki a Klienci tego banku posiadają duże rezerwy w obcych walutach (nie jestem przekonany jak działają banki ale zakładam, że jeśli przelewasz jakąś kwotę z rachunku w PLN na rachunek w EUR to bank wcale nie ma pokrycia tej kwoty w EUR tylko na rachunku zapisane jest, że ma tyle i tyle EUR a w przypadku wypłaty przez Klienta bank te EUR „kupuje” dla Klienta po aktualnym kursie PLN).

Odpowiedz