Twoja wartość netto: bogacisz się czy może biedniejesz?

69

finanse osobiste wartość netto

Wakacje powoli dobiegają końca i poza nieliczną grupą szczęśliwych studentów, dla których wrzesień jest wolnym miesiącem, reszta z nas nieuchronnie przestawia się na tryb „praca”. Dla mnie lipiec i sierpień oznaczały zdecydowanie wolniejsze tempo działania i liczę na to, że chłodniejsze dni pomogą mi wrócić na pełne obroty Mam nadzieję, że piękne lato pozwoliło Wam solidnie wypocząć i naładować akumulatory. A jak po wakacjach mają się Wasze finanse osobiste?

We wrześniu ktoś zapewne przystąpi do mozolnego spłacania kredytów zaciągniętych na wakacje, a comiesięczna rata jeszcze przez długie kwartały „pomoże” wracać pamięcią do wakacyjnych przygód. Ktoś inny zacznie odbudowywać oszczędności nadszarpnięte przez letnie szaleństwa i będzie zachodzić w głowę, dlaczego wakacje zawsze kosztują więcej niż planowaliśmy?. Na pewno są wśród nas i tacy, którzy właśnie skończyli sezonową pracę, a koniec wakacji oznacza dla nich po prostu więcej odłożonych pieniędzy.

Jeśli nie znacie dokładnego wpływu ostatnich wakacji na stan Waszych portfeli, dzisiejszy wpis może okazać się bardzo przydatny. Dotyczy on jednego z najbardziej podstawowych pojęć z zakresu finansów osobistych: wartości netto (ang. net worth). Cóż to takiego i jakie ma znaczenie?

Jest to po prostu ogólna wartość posiadanego przez nas majątku, ale pomniejszona o kwotę wszelkich długów i zobowiązań. Właśnie owo odjęcie długów sprawia, że używamy określenia „netto”. Wyobraź sobie, że ostatnie wakacje tak bardzo Ci się spodobały , że postanowiłeś maksymalnie je wydłużyć. Ponieważ w Polsce za chwilę zrobi się zimno, podejmujesz decyzję o spieniężeniu całego majątku, spłaceniu wszelkich długów i przeznaczeniu pozyskanych w ten sposób środków na podróżowanie. Kwota, którą będziesz mógł zabrać ze sobą, to właśnie Twoja prawdziwa wartość netto.

Po co w ogóle obliczać wartość netto?

Zanim wyjaśnię jak krok po kroku obliczyć Waszą osobistą wartość netto (w dalszej części wpisu znajdziecie gotowy arkusz Excel), zastanówmy się, czy w ogóle warto zawracać sobie tym głowę? Może szkoda czasu na dokonywanie jakichś abstrakcyjnych obliczeń? Za chwilę w telewizji fajny program, na Facebooku plażowe fotki znajomych z wakacji, gierka na PS albo Xboxa kusi nowymi przygodami, więc po co przeglądać nudne cyferki?

Ważnych powodów jest przynajmniej kilka, a każdy z osobna wystarczający, by ruszyć się z miejsca i jednak dokonać tych prostych obliczeń. Dlaczego?

1. Poznasz prawdziwą prawdę o swoich finansach.

Piękne mieszkanie lub dom? Luksusowy samochód? Wakacje w znanych kurortach? Dzieci w prywatnych szkołach? Na zewnątrz wszystko wyglądać może wspaniale. To często jednak tylko fasada, za którą kryje się góra długów.

Wiele osób popełnia klasyczny błąd: myli wysokość zarobków z zamożnością. Jeżeli zarabiasz nawet bardzo duże pieniądze, ale nie odłożyłeś żadnych oszczędności lub masz spore długi, to mam dla Ciebie przykrą wiadomość: jesteś biedny. Możliwe, że Pan Kowalski, na którego patrzysz z politowaniem gdy parkuje pod blokiem wysłużonego Fiata, jest od Ciebie bogatszy: nie ma długów, za to ma trochę oszczędności.

Policzenie wartości netto pomoże Ci otworzyć oczy, ogarnąć się wreszcie i zacząć przytomne postępowanie z pieniędzmi.

2. Dowiesz się ile czasu potrzebujesz na realizację marzeń.

Jakie są Twoje finansowe cele i marzenia? Znasz kwotę, którą powinieneś dysponować, aby móc te marzenia zrealizować? Jeżeli nie – to bardzo kiepsko. „Człowiek bez celu jest jak okręt bez steru”. Bez jasnego określenia do czego dążysz, będziesz dryfować tam, gdzie zaniosą Cię morskie prądy.

Jeżeli jednak wysilisz się trochę i zdefiniujesz co chcesz osiągnąć w sferze finansów, wartość netto pomoże Ci określić dystans do celu oraz urealnić czas potrzebny na jego realizację. Chcesz zgromadzić 1 mln złotych przed 40-tką? Super. Jeśli jednak przez kilka ostatnich kwartałów Twoja wartość netto przyrasta bardzo woli, albo się kurczy, to przyjęcie z okazji „czterdziestki” może być niestety skromniejsze, niż byś sobie tego życzył.

3. Zyskasz dodatkową motywację do racjonalnego postępowania z pieniędzmi.

Policzenie wartości netto oraz jej okresowa aktualizacja (ja robię to po zakończeniu każdego kwartału) skutecznie pomaga monitorować postępy, działa niezwykle motywująco, a nawet dyscyplinująco. Przypomina mi to korzystanie z wagi w procesie odchudzania. Wyobrażacie sobie zrzucanie zbędnych kilogramów bez spoglądania na wagę? Nie wiedzielibyśmy jaki mamy punkt startu, nie mielibyśmy pojęcia czy starania i wysiłek przynoszą efekty i szybko stracilibyśmy zapał. To przecież bez sensu.

A jednak w finansach często wybieramy „odchudzanie bez wagi” (czyli działanie bez sensu). Nie wyznaczamy celów, nie monitorujemy postępów, działamy w sposób nieświadomy. Efekt? Czas mija, a nasza sytuacja finansowa stoi w miejscu. Albo jeszcze gorzej: czas mija, a nasza sytuacja finansowa pogarsza się, z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy. Dopiero gdy w skrzynce na listy znajdujemy wezwanie do uiszczenia zaległego rachunku, czujemy się jakby dawno niewidziana przyjaciółka powitała nas słowami: „O rany, co się stało? Strasznie przytyłeś!”.

No dobrze. Czas spojrzeć w finansowe lustro i rzetelnie ocenić Twoją finansową sylwetkę. Gotowy?

Liczymy Twoją wartość netto.

Aby maksymalnie ułatwić Ci zadanie przygotowałem wygodny plik w Excelu. Nie tylko pomoże Ci on szybko policzyć wartość netto, ale również skutecznie monitorować jej zmiany w czasie.

Zrobienie zestawienia nie powinno zająć Ci więcej czasu niż jakieś 45 – 60 minut.

Zaczynamy od AKTYWÓW – czyli składników Twojego majątku. W tej części wypisz wszystko to, co posiadasz: dom, samochód, skuter, oszczędności, inwestycje itd. Wartość każdej z tych pozycji zapisz w takiej kwocie, za jaką mógłbyś ją dziś sprzedać. Nieważne, za ile kupiłeś swoje mieszkanie czy sprzęt RTV. Wpisz kwotę, za którą możesz je dzisiaj spieniężyć. Przy wycenie bierz pod uwagę realne wartości. Jeśli pół roku temu kupiłeś w salonie nowy samochód za 80 000 zł, nie łudź się, że dziś za tyle go sprzedasz. Faktyczna wartość wyniesie zapewne nie więcej niż 60 000 zł. W Excelu znajdziesz przykładowo wypełnione pozycje (od razu uprzedzam pytania: to nie jest moja tabelka, tylko zwykły przykład 🙂 ).

tabelka 1

Aby jeszcze bardziej ułatwić Ci zadanie, do części komórek dodałem swoje komentarze, które wyświetlają się po najechaniu na dane pole:

tabelka 2

Po wypełnieniu tabeli stanowiącej zestawienie składników Twojego majątku, czas przystąpić do zebrania informacji o posiadanych ZOBOWIĄZANIACH. W pliku znajdziesz przykładowo wypełnione pozycje. Ważne, aby wpisać tutaj naprawdę WSZYSTKIE długi – włączając w to pożyczki od rodziny, znajomych i przyjaciół. To nie są nasze pieniądze i wcześniej czy później będziemy musieli je oddać.

tabelka 3

Posiadając już kompletną listę naszych aktywów i zobowiązań dokonujemy prostego obliczenia (oczywiście w arkuszu jest formuła, która zrobi to za Ciebie):

AKTYWA – ZOBOWIĄZANIA = WARTOŚĆ NETTO

Zatem w naszym przykładzie kompletne zestawienie będzie wyglądało w następujący sposób:

tabelka 4

Dodatkowo pod wyliczeniem Twojej wartości netto w pliku znajdziesz również prostą tabelkę do wprowadzania wyników obliczeń w kolejnych okresach. Zachęcam Cię bardzo gorąco, abyś zrobił tego typu zestawienie przynajmniej raz na kwartał. Od razu będziesz mógł zobaczyć, jak przebiega Twój proces bogacenia się (lub ubożenia), bo zaobserwujesz to na wykresie:

wykres 1I już. Cała filozofia. Proste zestawienie, jedno banalne równanie, i otrzymujemy odpowiedź na pytanie ile tak naprawdę jesteśmy warci? – oczywiście pod względem finansowym 🙂 .

Jesteś ciekawy ile wynosi Twoja wartość netto? Pobierz sobie plik:
FBO_wartosc_netto.xls

Teraz po prostu wygospodaruj spokojną godzinę i wszystko stanie się jasne. Poznasz nagą prawdę o Twojej zamożności, lub… jej braku. Jestem bardzo ciekawy, co wyjdzie z Twoich obliczeń? Na mnie zrobienie kilka lat temu tego zestawienia podziałało bardzo motywująco i to pomimo faktu, że pierwszy wynik był, delikatnie mówiąc, mocno rozczarowujący. Zacząłem jednak łatać dziury w budżecie domowym i szukać sposobów, aby z kwartału na kwartał wartość netto szła jednak w górę. Jak na razie idzie to całkiem nieźle.

Zatem czas na policzenie i podzielenie się wrażeniami. Dajcie znać czy jesteście zaskoczeni wynikiem Waszych obliczeń? Jak na nie zareagowaliście? A może macie pytania o to jak oszacować niektóre pozycje? Zapraszam Was serdecznie do korzystania z komentarzy pod wpisem.

Chciałbym polecić Wam jeszcze jeden artykuł ilustrujący bezsensowne podejście do pieniędzy: Finanse osobiste według Kena i Barbie. To taki „kubełek zimnej wody” dla niektórych nas. 😉

Serdecznie Was pozdrawiam i życzę miłego dnia!

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze69 komentarzy

  1. Marcinie,

    kolejny bardzo fajny artykuł. Faktycznie wielu osobom mylą się zarobki z bogactwem. Bogaty jest ten kto ma oszczędności i olej w głowie aby je pomnażać a nie ten kto co prawda zarabia krocie ale też i wydaje tyle samo lub nawet więcej. Od wielu lat zastanawiają mnie właśnie ludzie na stanowiskach, którzy nie potrafią odłożyć żadnych pieniędzy lub zadłużają się po uszy. Sporządzenie takiej wyliczanki wartości netto na pewno potrafi ochłodzić pęd do wydawania pieniędzy. Dobra jest też Twoja uwaga na temat realnej wartości przedmiotów które posiadamy – zazwyczaj ich wartość maleje jak tylko dokonamy zakupu (to jeszcze jeden powód dlaczego nie warto „inwestować” w rzeczy). Dzień dzisiejszy dostarczył mi na to dowodów: za Twoją namową postanowiłam wyzbyć się niepotrzebnych rzeczy: seriali na dvd i książek i ceny za jakie mogłam je wystawić na allegro są poniżej połowy tego co za nie zapłaciłam, pomimo tego, że są to rzeczy w dobrym stanie. Pozdrawiam serdecznie i tak trzymaj dalej!

    • Cześć Fanka,

      Dziękuję za komentarz. Mam nadzieję, że „wyprzedaż” idzie Ci skutecznie i uda się uzbierać mimo wszystko pokaźną sumkę. 🙂

      „Inwestowanie” w rzeczy, to faktycznie kiepski pomysł. Z czasem zużywają się, niszczą i zaczynają nas nudzić, a w końcu nawet wkurzać.

      Dlatego o wiele sensowniej jest wydawać pieniądze na przeżycia i miłe doświadczenia (podróże, koncerty, czas z rodziną i przyjaciółmi). W przeciwieństwie do przedmiotów, nasze wspomnienia z czasem pięknieją. 🙂

      A co do osób, które wydają wszystkie zarobki, powtórzyć mogę jedynie starą dobrą zasadę:
      NIE WAŻNE ILE ZARABIASZ, WAŻNE ILE ZOSTAJE.

      Pozdrawiam serdecznie i bardzo dziękuję, że jesteś stałą czytelniczką bloga. Wszystkiego dobrego.

  2. Świetny artykuł. Dobre uzupełnienie do książki. No i gotowy plik. 🙂

    Przydałby się taki do budżetowania. 🙂

  3. Dzięki za arkusz. Na pewno się przyda. Mam pytanie dot. wyliczenia wartości mieszkania jak nieprzeszacować lub niedoszacować jego wartości? Jak szacować. Nie będę przecież ogłaszał jego sprzedaży 🙂
    Problem w tym, że wartość mieszkania stanowi dużą część wartości netto. To mnie trochę demotywuje do określania wartości netto. Na ile moje wyliczenia pokryją się z rzeczywistością?
    Ale mimo to i tak spróbuję.

    • Hej endru098,

      Zanim odpowiem na komentarz, chciałbym tylko napisać, że bardzo cieszy mnie Twoja aktywność na blogu, trafne uwagi i pytania. Naprawdę to doceniam – dzięki temu tworzymy wspólnie treści przydatne dla szerszego grona czytelników. Dziękuję serdecznie.

      A co do pytania- to całkowicie naturalne, że nieruchomość, w której mieszkamy, i której jesteśmy właścicielami, stanowi najważniejszy składnik majątku netto. W przypadku mojej jak na razie jest dokładnie tak samo. Każda rata spłaconego kredytu (a konkretnej: część kapitałowa raty) sprawia, że Twoja wartość netto stopniowo rośnie.

      Ja szacuję wartość naszego mieszkania na podstawie średnich cen ofertowych podobnych mieszkań z tej samej dzielnicy. Biorę średnią cenę (dokładniej: medianę) z serwisu domiporta.pl, a następnie obniżam ją o 15%, gdyż ceny ofertowe są wyższe niż transakcyjne. Od czasu do czasu proszę również zaprzyjaźnione biuro nieruchomości o informację, ile mniej więcej kosztuje m2 w mojej okolicy. Lubię tutaj konserwatywne podejście, więc aby nie przesadzić, nie zmieniam tej wartości jeśli ceny tylko trochę wzrosły.

      Generalnie nie chodzi o aptekarską dokładność, bo tę uzyskamy dopiero w momencie transakcji. Ale dobre przybliżenie w zupełności wystarczy, aby skutecznie śledzić swoje postępy.

  4. Witam!
    Dzięki za fajny artykuł. Dawno już nie liczyłem wartości netto, więc Twój artykuł i zamieszczony kalkulator sprowokował mnie do obliczenia swojej i wyszło ok 250 tys. z groszami- mieszkanie za 150 tyś, samochód 15 tys, lokaty, konta i gotówka to ok. 77 tys i reszta drobiazgów ok 9tyś. A jeszcze 6 lat temu miałem tylko kredyt na 20 lat na mieszkanie, brak samochodu a gotówki tyle co pensje moja i żony, bałem się, że nie będzie nas stać na dzieci. Ale zakasałem rękawy oprócz pracy na etacie założyłem działalność gospodarczą, która przynosi kilkadziesiąt tysięcy dodatkowego dochodu rocznie, spłaciłem kredyt mieszkaniowy, zmieniłem swoje podejście do kupowania i posiadania rzeczy tak naprawdę mi zbędnych i teraz jestem tu gdzie jestem, w mojej pracy mówi się ostatnio o zwolnieniach i niektórzy trochę się stresują czy nie padnie na nich a ja wiem, że gdyby padło na mnie będę miał dużo czasu- ponad rok, żeby nie zmieniając swojego sposobu życia znaleźć nową pracę i utrzymać swoją czteroosobową rodzinę
    Pozdrawiam

    • Brawo Greg! Gratuluję – właśnie o to chodzi!

      Czasami przeceniamy to, co możemy osiągnąć w ciągu jednego roku, ale nie doceniamy jak wiele jesteśmy w stanie zmienić działając konsekwentnie przez 5 lat. Twój przykład jest żywą ilustracją tej zasady.

      Jest dobrze, ale może być lepiej. Dlatego zachęcam Cię, abyś dalej konsekwentnie „robił swoje” 😉 Tak trzymaj!

  5. Marcin, świetne przełożenie na świat finansów osobistych znanego powiedzenia inwestorów giełdowych:
    „Cena jest tym co płacisz, Wartość jest tym co otrzymujesz”.

    Zgadzam się z endru098, że wiele osób, których znacznym aktywem będzie mieszkanie może w jego szacowaniu nieświadomie popełnić błąd. I tak jak arkuszu słusznie opisałeś, aby tu wpisać średnią wartość rynkową podobnych nieruchomości tak też konieczne jest oszacowanie ile procent tej wartości mogą zjeść koszty okołosprzedażowe jak aneksy w bankach, kara za wcześniejszą spłatę kredytu, notariusz, PCC, zmiany w księgach wieczystych itp.
    Ile procent wartości mieszkania sugerowałbyś na to odjąć?

    • Hej Paweł,

      Widzę, że wróciłeś z urlopu i nadrabiasz blogowe zaległości. Witamy ponownie 😉

      Bardzo trafne spostrzeżenia z tymi kosztami. Ja odejmuję około 15% od średnich cen ofertowych dokładniej: przeciętnych, bo szukam czegoś na kształt mediany).

      DNA Rynków jutro o stałej porze? 🙂

  6. Dziękuję za kolejny interesujący artykuł.
    Dzięki takim blogom można naprawdę zejść szybko na ziemię.
    Od kilku miesięcy stosuję się do rad. Ograniczanie kosztów, sprzedaż niepotrzebnych i zbędnych rzeczy.
    Na obecną chwilę muszę przyznać, iż finanse mojej rodziny prezentują o niebo lepiej niż jeszcze pół roku temu.
    Dziękuję i czekam na kolejny wpis.

    • Cześć Tomku,

      Serdecznie gratuluję postępów.
      To ja powinienem podziękować Tobie, bo utwierdzasz mnie w przekonaniu, że warto dzielić się finansowym zdrowym rozsądkiem z innymi.
      Serdecznie Cię pozdrawiam i trzymam kciuki za dalsze finansowe sukcesy!

  7. Komentarz zupełnie off topic.
    Wg mnie masz bardzo „lekką rękę” do pisania. To ułatwia przyswojenie tego co piszesz. Po za tym teksty są w zasadzie bez błędów językowych, literówek, itp. Ktoś to sprawdza przed opublikowaniem? 🙂
    Mnie w dużej mierze tym „kupiłeś”.

    Po za tym co uświadomiłem sobie pisząc ten komentarz: bije od Ciebie spokój, opanowanie czy wręcz wyrachowanie (w pozytywnym sensie). Powoduje to we mnie taki spokój, że wiesz co piszesz (mówisz) i daje mi poczucie, że jeżeli zastosuję to co piszesz to bedzie dobrze 🙂 a potwierdzasz to swoim życiem.

    Zebyś wiedział (teraz już wiesz) jak dzięki Tobie przewartościowało się moje życie (mojej rodziny, nawet kilkuletniej córki i jej podejścia do zabawek i zakupów) :).
    Dzięki 🙂

    • Dziękuję.

      Bardzo szanuję moich czytelników dlatego czytam po kilka razy przed publikacją, aby wyłapać błędy i literówki. Ale zapewniam Cię, od czasu do czasu wpadki się zdarzają. Uff..miałem jednak szczęście do Pań polonistek w podstawówce i liceum 🙂

      Życzę wszystkiego dobrego Tobie i całej rodzince. I oczywiście samych udanych decyzji finansowych. 😉

  8. Hej Marcin,

    Chciałem tylko doprecyzować kwestię aktywów w powyższym artykule. Dodałbym tam również nasze portfolio emerytalne – tzn. jeśli nie miałeś tego na myśli pod ‚akcje, udzialy w firmach’ czy ‚fundusze inwestycyjne.’

    Pomału zbieram się do zrobienia budżetu domowego – wiem, wiem już dawno powinienem był to zrobić – ale jakoś tak zawsze znajdzie sie jakaś ‚wymówka’ 🙂

    • Hej Łukasz,

      Słuszna uwaga. Jak najbardziej środki zgromadzone na IKE, IKZE czy PPE, także powinniśmy tutaj uwzględnić.
      Natomiast nie wliczam w pełni świadomie do wartości netto środków zgromadzonych w OFE. Ostatnia „reforma” systemu emerytalnego potwierdziła, że to właściwe podejście. 🙂

  9. świetny artykuł…nigdy wcześniej tego nie stosowałem ale chyba zaczne bo wydaje się to bardzo dobrą metodą do kontrolowania swoich finansów osobistych 🙂

  10. Cześć Marcinie,
    super artykuł, podliczyłem siebie… i jak narazie wynik jest słaby… ale nie aż tak zły, bo przynajmniej narazie pozbawiony w sobie elementu dużego długu (do czasu zakupu mieszkania na kredyt). Jedno pytanie, w obszarze moich zainteresowań – w przykładowej tabeli dodałeś jako zobowiązanie karte kredytową i limit w koncie – rzecz jasna są to zobowiązania i to nie ulega dyskusji. Ale z drugiej strony jak powinna je traktować osoba, która posiada na przykład limit w koncie „na wszelki wypadek” i praktycznie go nie używa, czyli de facto nie zadłuża się? Chyba, że zakładamy że jest to maksymalny, potencjalny dług, który trzeba wziąć pod uwagę?

    • Cześć Bartosz,

      Limity na karcie czy w rachunku bankowym uwzględniamy w wysokości faktycznego wykorzystania w danym momencie.

      Jeśli masz limit 5000 zł, ale wykorzystałeś 2000 zł, to uwzględniasz 2000 zł, bo własnie taką kwotę faktycznie pożyczyłeś i musisz oddać bankowi

  11. Wartość netto to podstawowy wskaźnik który obserwuję w swoich finansach osobistych które są dosyć rozbudowane. Stosuję znaną z rachunkowości zasadę ostrożności czyli wykazuję aktywa tylko niewątpliwe a pasywa absolutnie wszystkie. Samochodu nie uwzględniam chociaż jakąś tam wartość ma ( był kupiony nowy)bo wiadomo wartość ciągle spada a zamierzam użytkować długo więc zostanie jakaś tam wartość końcowa mało istotna. Do wyceny nieruchomości używam bezpłatnej wyceniarki ze strony szybko.pl – tu mam wycenę w cenach transakcyjnych oraz płatnej wyceniarki ze strony e-wyceniarka.pl (wysyła się smsa za chyba 3 czy 4 zł)- tu mam wycenę wg cen transakcyjnych.Ceny transakcyjne w moim przypadku faktycznie mniejsze są od ofertowych o około 15% ( transakcyjna=0,85ofertowej).Bardzo lubię czytać Twojego bloga, książkę też kupiłam i przeczytałam, cieszę się, że rozwijasz tematy związane z oszczędzaniem, np negocjacje,inwestycje w złoto bo o podstawach już za dużo jest wszędzie.

    • Hej Sigma,

      Dziękuję za komentarz. Zasada ostrożności – jak najbardziej słuszna. Skoro nawiązujesz do rachunkowości – to sporządzając bilans na dzień dzisiejszy uwzględniłabyś jednak samochód (załóżmy, że jeszcze się nie zamortyzował). W finansach osobistych jednak bym go uwzględnił, bez względu na plany jego trzymania lub nie. Ostatecznie uzyskałabyś jakieś środki z jego sprzedaży w dniu dzisiejszym.

      Dziękuję bardzo za miłe słowa na temat książki i bloga. Zdecydowanie będę rozwijał go dalej 😉

      Serdecznie pozdrawiam!

      • Marcin,
        w bilansie domowych finansów samochodu nie uwzględniam w ogóle, można powiedzieć, że zrobiłam jednorazowy odpis aktualizacyjny w wysokości ceny nabycia, można też na to spojrzeć inaczej: nie uznaję samochodu za swoje aktywo ( aktywa- zasoby majątkowe, które spowodują w przyszłości wpływ korzyści ekonomicznych, to z ustawy o rachunkowości)bo wartość resztową która mi kiedyś zostanie po sprzedaży uznaję za nieistotną ( i tu kolejna zasada rachunkowości).Takie trochę odchylenie zawodowe ale samochód prywatny to w sumie same koszty, co innego firmowy.Gdybym uwzględniała samochód to zaburzałoby mi to przyrost aktywów netto. Dodam jeszcze, że finanse domowe prowadzę w Kontomierzu ( który nie jest idealny ale jest tam możliwość obserwowania wykresu wartości netto) oraz dodatkowo w Excelu, do mnie zawsze przemawiają wszelkie wykresy.
        Pozdrawiam i czekam na Twoje kolejne wpisy i może następne książki

  12. Bo to jest tak – człowiek zazwyczaj nie podlicza takich rzeczy tylko myśli – „mam to, mam tamto” i wydaje mu się że jest tak albo tak. Dzięki za ten wpis!

  13. Marcin, kolejny ciekawy wpis, tym bardziej, że jestem chomikiem i dopiero ten plik uświadamia mi, ile faktycznie mam różnych środków (lokata, oszczędności, pracowniczy program emerytalny itp itd). Przy wypełnianiu arkusza pojawiło mi się pytanie – w pasywach przy karcie kredytowej wpisujemy dopuszczalny limit, czy stan aktualny? dopisałeś w nawiasie „Ile dziś musiałbym oddać, aby pozbyć się długów?” – limit karty mam 5.000, ale wykorzystane na dziś 1.200. Pozdrawiam serdecznie!

    • Hej Kamil,

      Dziękuję za spostrzeżenie ;). Magda to moja siostrzenica, którą zaprosiłem do współpracy polegającej na tym, że ja piszę artykuły w Wordzie, a ona przerzuca to do WordPressa.

      Pozwala mi to zaoszczędzić 1-2 godziny na każdym wpisie, a Magdzie trochę sobie dorobić. Klasyczne WIN-WIN 😉

      WordPress automatycznie wstawił Magdę jako autora wpisu. Już poprawione – dzięki jeszcze raz.

  14. Hehe,
    A posiadane polisy na życie doliczyć? Bo jak zrobię swoją wycenę, to nic, tylko strzelić sobie w łeb.
    Za to jaką frustrację powoduję u telemarketerów, którym uparcie tłumaczę, że nie potrzebuję 1mln MB transferu i nowego tabletu („Pani, ale za złotówkę to pani otrzyma, a Pani nie chce?!?”), lub też nowej karty kredytowej („Przecież to nic pani nie kosztuje”).
    Poczucie satysfakcji – bezcenne!
    Dziękuję, Marcinie.

    • Hej Krycha,

      Fajnie przeczytać komentarz od Ciebie po kilku miesiącach ciszy 😉

      Polisy uwzględniamy tylko w wysokości wartości wykupu.

      Pamiętaj, że w przypadku polisy na życie z funduszem kapitałowym duża część składki idzie na ochronę ubezpieczeniową, dlatego wartość wykupu jest znacznie niższa niż suma wpłaconych składek.

      Serdecznie Cię pozdrawiam i zachęcam do częstszych komentarzy 😉

  15. Witaj Marcinie,
    Twojego bloga czytam już jakiś czas, ale to jest dopiero pierwszy lub drugi komentarz. Czasem ciężko się zmobilizować 😉
    Artykuły są bardzo ciekawe i cenne, i jedyne co mam im do zarzucenia to to, że nie pojawiają się częściej 🙂 Ale to moje prywatne odczucie spowodowane tym, że dobrze się je czyta i mogłabym codziennie.
    Ten artykuł spowodował, że wreszcie podliczyłam swoją wartość netto – chciałam to zrobić już wcześniej, ale ten arkusz jest tak poręczny i prosty, że wreszcie on mnie do tego skłonił, dziękuję za niego. Od mniej więcej roku budżetuję, oszczędzam i powiększam przychody i powoli widać rezultaty. Z moją wartością netto też nie jest źle, mimo że mam kredyt hipoteczny, to w razie konieczności sprzedaży mieszkania jeszcze sporo złotówek dla mnie zostanie. A razem z innymi pozycjami po stronie aktywów wygląda to lepiej niż mogłabym się spodziewać rok temu. Cieszę się, że od razu umieściłeś możliwość tworzenia wykresów – to pomoże, a ja zawsze miałam z tym problem. Dzięki 🙂

  16. Mam 44 lata moja wartośc netto wynosi 370 tys. zł mieszkanie 200 tys. zł, oszczędności 140 tys. zł i samochód 30 tys. zł zero kredytów nie wiem czy to dużo czy mało. Co miesiąc dorzucam do tego stanu 3000zł.

    • Marek,
      Moim zdaniem całkiem przyzwoity wynik. Najważniejsze jednak, że systematycznie powiększasz oszczędności. Gratuluję i tak trzymaj!

  17. Marcin,
    dzięki za kolejny świetny artykuł. Jestem w przededniu zakupu mieszkania i dotychczas (łącznie z oszczędnościami na wkład własny) sytuacja była bardzo kolorowa. Przekalkulowałam sytuację w momencie zakupu mieszkania, powiedzmy pierwszy miesiąc i ten czas będzie słabszy, ponieważ dochodzą wszelkie koszty związane z zakupem nieruchomości. Później mam nadzieję na odbicie. Rzeczy staram się nie kumulować, książki wypożyczać bądź kupować z drugiej ręki. Bardzo dużo na bieżąco też sprzedaję i oszczędzam bardzo regularnie. Dzięki i trzymaj kciuki za odbicie po zakupie mieszkania! 🙂

    • Hej Magda,
      Powodzenia.Trzymam oczywiście kciuki, ale jestem pewny, że świetnie sobie poradzisz, bo masz głowę na karku i podejmujesz świadome decyzje. O to właśnie chodzi w finansach osobistych. 🙂

  18. Marcin,
    Jakoś nie czuję tej wartości netto.
    Co z tego ze mam dom o wartości X, jeśli powiedzmy, że nigdy go nie sprzedam, bo będę w nim mieszkać do końca życia, albo zamienię na coś innego w podobnej wartości.
    Wg mnie oszczędności minus kredyty/długi i wówczas wiemy na czym stoimy 🙂
    Najważniejsze żeby mniej wydawać niż się zarabia. Tak jak o tym piszesz.
    Ja tak robię od 2 lat i efekty są niesamowite. Polecam wszystkim 🙂
    W tym roku pierwszy raz spędziłem całe wakacje za swoje a nie bankowe. Teraz już myślę gdzie pojadę za rok, zamiast jak spłacić długi!!

    pzdr
    PS. Fajny blog! 🙂

    • Hej Adi,

      Na Twoje pytanie na temat wliczania nieruchomości mieszkalnej do wartości netto odpowiem przykładem i pytaniem.

      Wyobraź sobie dwie osoby. Pierwsza posiada dom (spłacony, bez hipoteki) oraz 100 000 zł oszczędności. Druga posiada tylko 100 000 zł oszczędności. Czy Twoim zdaniem ich stan majątkowy różni się, czy jest taki sam?

      Moim zdaniem różnica jest kolosalna, dlatego nie mam cienia wątpliwości, że nieruchomość należy wliczać do wartości netto.

      Jeśli odejmiesz długi jedynie od oszczędności, to jak uwzględnisz kredyt hipoteczny?

      Serdecznie gratuluję Ci postępów w dbaniu o własne finanse. Tak trzymaj! 😉

  19. Niezbyt mnie przekonujesz swoimi słowami.

    Nierealne jest dla mnie liczenie wartości netto, mając na celu osiągnięcie pułapu AKTYWÓW np. 1 mln zł i dodawać tam nieruchomość mieszkalną!

    Po pierwsze – co miesiąc ta nieruchomość sprawia że jesteś biedniejszy! Nawet jak masz spłacony kredyt. Rachunki trzeba płacić!

    Po drugie – powiedzmy, że masz dom wartości 500 tyś. zł. Twoim celem jest 1 mln zł. OK. Spłaciłeś kredyt hipoteczny i dobiłeś z innych aktywów do wartości netto do 1 mln zł. Ale… połowa tej kwoty to dom w którym mieszkasz! Jeśli będziesz chciał pozyskać gotówkę, to zostaniesz bezdomny.

    Dom to nie jest AKTYWO! Dom to majątek (jeśli jest spłacony). Aktywa sprawiają, że co miesiąc jesteś bogatszy lub masz inną wartość dodaną, a nie zubożają Cię o połowę wypłaty.

    • Grzegorz,

      Odpowiedziałem przed chwilą na podobny komentarz Adiego powyżej.

      Naprawdę Twoim zdaniem człowiek, który posiada na własność mieszkanie i płaci rachunki, jest biedniejszy od tego, który mieszkania nie posiada? Zastanów się przez chwilę.

      Domyślam się, że czytałeś książki Roberta Kiyosakiego, w myśl których do aktywów zalicza się tylko takie składniki majątku, które generują pozytywny cash flow. To bardzo cenne spostrzeżenie, ale nie można przyjmować go „w ciemno”.

      Bo, czy to naprawdę oznacza, że kiepskie mieszkanie, które komuś wynajmujemy, warte jest więcej, niż piękny dom bez hipoteki, w którym mieszkamy?

      Wielu młodych ludzi zachłystuje się taką literaturą. Warto jednak zawsze włączyć swój własny zdrowy rozsądek. W książkach Kiyosakiego jest bardzo wiele naprawdę cennych informacji. Jednak nawet on sam zachowuje do nich zdrowy dystans i jest pragmatykiem. Powiedział kiedyś: „Nie chcę być autorem najlepszych książek o finansach. Chcę być autorem najlepiej sprzedających się książek”.

      Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę wielu sukcesów, bez względu na definicję wartości netto. 🙂

  20. Z przyjemnością przeczytałem wpis. Bardzo mi się podoba konserwatywne podejście do zadłużania się. W przestrzni publicznej zwykle eksponowane są jasne strony kredytu, a koszty wypiera się ze świadomości (w tym przypadku np. oblicza się zamożność bez uwzględnienia obciążeń). Czekam na następne wpisy przeciwko kredytom (chociaż wiem, że autor formułuje swoje stanowisko nieco bardziej oględnie).

  21. Bardzo fajny artykuł. Faktycznie wiele osób myli wysokość zarobków z zamożnością. To trochę jak w tej reklamie banku. Kupiłem nowa lodówkę i udało mi się oszczędzić. A ile z tych oszczędności trafiło na konto? Niestety im więcej się zarabia, tym „lepiej” się żyje i trudniej jest zaoszczędzić czyli tak na prawdę wzbogacić się. Faktycznie taki bilans może być kubłem zimnej wody ale może również stać się pierwszym krokiem do zmiany nawyków i oszczędzania. Niestety Polacy mają problemy z matematyką i obliczeniami co widać po wynikach matur czy ilości zaciąganych wysoko oprocentowanych pożyczek w różnego rodzaju firmach, których później nie mogą spłacić.

  22. Boje się policzyć mojej wartości netto. Mogę się rozczarować.
    Obawiam się , że własnie tylko wyglądam dobrze , a prawda jest zupełnie inna.

  23. Bardzo przydatny i trafny artykuł. Dużo bolesnej prawdy, trzeba sobie spojrzeć prawdzie w oczy. Ja jestem młodą osobą, która dopiero jest na początku swojej drogi finansowej ale… pracuję w banku i widzę co ludzie robią ze swoimi pieniędzmi. Wiedza tu zdobyta jest dla mnie cenna przede wszystkim pod względem prywatnym, ponieważ praca w takich instytucjach okazała się nie dla mnie…
    Z chęcią będę śledzić Twojego bloga i już jutro wykonam pracę domową zadaną przez Ciebie 🙂
    Pozdrawiam gorąco!

  24. Witaj Marcinie,

    Jak potraktować wysokość kredytu hipotecznego?
    Czy jako całość kwoty wraz ze wszystkimi odsetkami, zakładając że spłacamy kredyt zgodnie z jego harmonogramem?
    Czy może jako część kapitału pozostałą do spłaty w danym momencie, zakładając że pozbywamy się kredytu i spłacamy go „dzisiaj” (o ile oczywiście jest to technicznie możliwe).

    Pozdrawiam i trzymam kciuki za jeszcze większe sukcesy Twojego bloga.

    • Hej Krzysztof,
      Jako część kapitału pozostałą do spłaty w danym momencie.
      Każdy miesiąc, w którym spłaciłeś część kapitału, powiększa Twoją wartość netto.

  25. Marcin,
    jestem nowym czytelnikiem Twojego bloga i jestem nim zachwycona. Nareszcie mogę poznać tajniki czarnej magii.
    Mam dwie kwestie, które mnie nurtują bardzo i nie wiem co znimi zrobić:
    1) kupić mieszkanie pod wynajem. Czy kupic za gotówkę, czy też w połowie za kredyt, co zrobic by ta inwestycja na siebie zarabiala?
    2) nie wierzę żadnym inwestycją na tzw. emeryturę. Mam świadomość, ze z ZUSu będzie cięzko przeżyć, nie mniej jednak juz z kilkoma funduszami bylo nam nie po drodze, co w efekcie końcowym skończyla się dla mnie stratą. Jak to zrobić by można było w miarę godnie żyć, za te 25 lat?
    pozdrawiam,
    Beata

    • Cześć Beata,
      Bardzo serdecznie witam Cię na blogu i dziękuję za komentarz. Właśnie przygotowuję wpis o mieszkaniach na wynajem – myślę, że znajdziesz tam nieco informacji, które pomogą Ci w podjęciu właściwej decyzji.
      A jak żyć godnie za 25 lat? Właściwie cały blog poświęcony jest właśnie takiemu tematowi. W skrócie: wydawać mniej niż się zarabia, zwiększać systematycznie swoje dochody, unikać kredytów i pożyczek (wyjatek to hipoteczny), a generowane nadwyżki dzielić na 3 cele: cieszenie się życiem, mądre inwestowanie i pomoc innym. 🙂 Szczegóły znajdziesz w konkretnych wpisach i w mojej książce „Jak zadbać o własne finanse”.

  26. Cześć Marcin,

    Czytając ten fragment artykułu: „A jednak w finansach często wybieramy „odchudzanie bez wagi” (czyli działanie bez sensu). Nie wyznaczamy celów, nie monitorujemy postępów, działamy w sposób nieświadomy..”, odniosłam wrażenie, że jest o mnie 😉
    Zrobiłam analizę netto wedle Twoich zaleceń i wynik wyszedł słaby…Muszę nieco popracować nad swoimi wydatkami 😉 Czytałam dziś również na jednym z blogów finansowych opis aplikacji Finarchy.com (http://www.finarchy.com/), która ma liczyć wartość netto. Jak tylko powstanie dam znać czy działa i motywuje mnie do regularnego oszczędzania 😉
    Tymczasem czekam na kolejny równie ciekawy artykuł 😉
    Pozdrawiam, Karolina 😉

  27. Cześć Marcin,

    Odświeżę trochę temat. Liczyłem sobie swoją wartość netto i mam pewną wątpliwość. Ostatnio moi rodzice wykupili mieszkanie i jestem jego współwłaścicielem. Mieszkanie zostało wycenione na kwotę 250 000zł. Nie mniej jednak możemy sprzedać je dopiero po 5 latach. I tu pojawia mi się pytanie. Jaką kwotę mam wpisać w komórce „mieszkanie w którym mieszkamy”?
    a) 0zł, bo w tym momencie nie mogę go sprzedać? (gdy minie 5 lat będę mógł wpisać wartość połowy mieszkania?)
    b) 0zł, bo nie mogę sprzedać połowy mieszkania?
    c) wartość połowy mieszkania?
    d) inną wartość…

    Proszę o Twoją sugestię w tym temacie.
    Pozdrawiam Michał.

  28. Cześć, a jak wycenić nieruchomość, w której się mieszka, która jednak przy obecnej sytuacji na tynku nieruchomości jest trudna do sprzedania? Dziękuję i pozdrawiam

  29. Słuszna uwaga, aby liczyć swoją wartość netto cyklicznie. Ważne, aby podążać we właściwym kierunku, ale dobrze wiedzieć, jak szybko jedziemy, kiedy przyspieszamy i co nas spowalnia 🙂
    Plik bardzo przydatny – dotąd robiłam tabelkę na kartce i … gubiłam ją po jakimś czasie 🙂

  30. Osobiście uważam, że samochodu nie mozna zaliczyć do aktywów, gdyz traci on na wartości każdego dnia, jak również generuje koszty w postaci np. Ubezpieczenia OC, napraw okresowych oraz najważniejsze koszty paliwa

    • @Natsu
      Słowa aktywa ma dwa znaczenia, pierwsze jest użyte w tym artykule, o drugim dowiadujemy się czytająć książkę Kiosakiego.
      1. Aktywa – wszystkie składniki majątku które mają jakąś wartość.
      2. Aktywa – składniki majątku które generują przychód pasywny.

      W sensie znaczenia numer 1 samochód czy dom są aktywami, natomiast w sensie numer 2 samochód czy dom są pasywami, a wynajmowane stają się aktywami.

  31. Witaj Marcinie,
    Dwa dni temu dotarłem na twojego bloga z pomocą bloga „Finansowego ninji”😀
    Razem z Michałem robicie wspaniałą rzecz, a mianowicie uświadamianie ludziom, że świat ciągłej konsumpcji, chęci posiadami wszelkiego rodzaju dóbr zbytecznych to równia pochyła, to taka cukrzyca, stosując metaforę medyczną-trwa krótko i trzeba podać insulinę… bo inaczej trudno się pozbierać…
    Być może nie jest to najtrafniejsze porównanie, ponieważ cukrzycy się nie da wyleczyć a stan niefrasobiwosciw w podejściu do zarzadzania budżetem pewnie tak- dzięki Waszej misji.
    Muszę powiedzieć, że sam jestem przedstawicielem środowiska finansowego(do niedawna na etacie) ,który, nazwijmy to niezbyt rozważnie zarządzał swoimi przychodami- im więcej zarabiałem tym mniej oszczedzalem.Jakimś dziwnym trafem zarobki pochłaniały coraz liczniejsze wydatki.Obecnie moje dochody są niższe a starcza i wciąż się dziwię na co tyle szło…
    Przewartościowałem pewne rzeczy, odrodziłem pasje, cieszę się drobnymi rzeczami , więcej radości dają wspólne chwile z rodzina, łono przyrody….prawdziwa wartość jest wokół nas, tylko trzeba ją dostrzec..
    Czerpie inspiracje do zmian w moich FBO i udostępniam..😀
    Pozdrawiam

Odpowiedz