Najważniejszy sekret

36

finanse osobiste sekret

Właśnie skończyłem czytać dzieciom bajkę na dobranoc i położyłem je spać. To był intensywny dzień, a jutro z samego rana ruszamy do Łodzi kręcić kolejny odcinek cyklu Prosty Rachunek. Myślałem, że zdążę dziś opublikować wpis o inwestowaniu, ale niestety jest on jeszcze zbyt niedopracowany aby mógł ujrzeć światło dzienne. Postanowiłem jednak podzielić się z Wami krótką, ale konkretną myślą.

Przeglądając księgarnie internetowe w poszukiwaniu ciekawych publikacji na temat finansów, bardzo często trafiam na takie, które podobno wyjawiają jakieś sekrety. To mogą być sekrety bogacenia się, sekrety milionerów, sekrety Wall Street, sekrety sprzedawców, sekrety inwestowania w małe spółki, itp. Skoro sekrety cieszą się tak ogromną popularnością, to ja również podzielę się z Wami pewnym sekretem.

Uwaga, oto on – najważniejszy sekret świata finansów brzmi: NIE MA ŻADNYCH SEKRETÓW. Poszukując odpowiedzi na pytanie jak można się wzbogacić napotkasz mnóstwo różnego rodzaju ofert, magicznych formuł i cudownych recept. Ale prawda jest taka, że nie ma żadnych tajemnych formuł. Jest tylko zdrowy rozsądek, jasny cel, dobrze przemyślana praca oraz konsekwencja w działaniu.

Wiele osób twierdzi, że w finansach potrzebne jest jeszcze szczęście. I z pewnością dużo w tym racji. Ja pogodziłem się jednak z takim stwierdzeniem dopiero, gdy usłyszałem najlepszą moim zdaniem definicję biznesowego szczęścia:

Luck is what happens when preparation meets opportunity

Na własne potrzeby tłumaczę to w taki sposób: O szczęściu mówimy wtedy, gdy dobrze przygotowany człowiek napotyka swoją szansę. Nie mamy wpływu na to, kiedy pojawi się szansa, ale mamy wpływ na to, czy będziemy na nią przygotowani. A jak się przygotować? Robert Korzeniowski, nasz wielokrotny mistrz olimpijski, świata i Europy, użył kiedyś określenia „Mistrzostwo codziennej rutyny”. I dokładnie o to chodzi: każdego dnia trzeba po prostu zrobić swoje i zrobić to dobrze.

Życzę sobie i Wam jak największej liczby takich właśnie dni. Hasło Roberta o mistrzostwie codziennej rutyny bardzo pomaga mi ruszyć tyłek, gdy jestem naprawdę zmęczony. Mam nadzieję, że Wam również bardzo się przyda. 🙂

 

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze36 komentarzy

  1. Szczęście finansowe w moim przypadku to zawsze ciężka praca. A pech przytrafia się zawsze, kiedy bez doświadczenia i wiedzy podejmujemy decyzje finansowe… Kredyt we franku po cenie poniżej 2 zł, uparte trzymanie tracących funduszy, bo przecież w końcu muszą odrobić… Błędy bolesne finansowo. Dobrze, że codzienne rozsądnie skromne życie pozwala nie odczuwać tak bardzo skutków.
    Panie Marcinie, świetny blog!

  2. Czyżby rzeczywiście nie było żadnych sekretów? W takim razie witaj w świecie samych bogaczy! Tak naprawdę większość ludzi nie zna nawet podstawowych zasad zarządzaniem pieniędzmi. Nie uczą tego w szkole ani w rodzinie. Nie wspomnę że jeszcze dwadzieścia lat temu cała ta wiedza była wręcz zabroniona. Tak więc cała ta wiedza to zbiór samych sekretów. Oczywiście sekret to nie magiczne zaklęcie, a raczej sposób jak coś zrobić lepiej czy wydajniej. Nawet Robert Korzeniowski nie chodził w kółko po stadionie tylko stosował skomplikowane plany treningowe, które dla sportowca amatora owiane są tajemnicą… Gdyby nie te sekrety to jasny cel i konsekwencja nie pomogły by w zdobyciu ani jednego medalu.

    • Michale, masz moim zdaniem rację. Jest jeszcze jeden aspekt. Zwykle ludzie znają tylko takie narzędzia inwestycyjne: lokata, akcje, fundusze. Jednak jeśli ktoś porządnie zainteresuje się tym tematem, to okazuje się, że jest więcej – znacznie atrakcyjniejszych sposobów, dających dobrą relację bezpieczeństwa do zysku. Teraz chodzi o to, aby te narzędzia upowszechniać.

      • „Zwykle ludzie znają tylko takie narzędzia inwestycyjne: lokata, akcje, fundusze. Jednak jeśli ktoś porządnie zainteresuje się tym tematem, to okazuje się, że jest więcej – znacznie atrakcyjniejszych sposobów, dających dobrą relację bezpieczeństwa do zysku. ”

        Pozwolę sobie- jako laik -stwierdzić, że nic bardziej błędnego niż stwierdzenie powyżej. Te wspomniane narzędzia inwestycyjne służą w 99% procentach do tego, aby namówić w skuteczny sposób klienta do pozbycia się pieniędzy w sposób definitywny.
        Poza lokatą cały system akcji, funduszy działa na zasadzie – ktoś wpłaca, aby zarobić. Na starcie i w trakcie zawsze zarabia ten co stworzył dany produkt. Na końcu, aby dostać zwrot i zysk to trzeba namówić kogoś następnego, aby na ten potencjalny zysk klienta nr 1 dał pieniądze. Przecież z nieba one nie spadną. Klient nr 2 w łańcuszku da się skusić tylko gdy mu się przedstawi umiejętnie papierowe/wirtualne zyski.
        Co do akcji to podobne. Łańcuszek św. Antoniego. Ktoś kupuję akcje i aby zyskać ktoś nr 2 musi je kupić. Aby kupił akcje to trzeba w odpowiednim czasie pokazać i namówić go, że nastąpiła odpowiednia stopa zwrotu itd, itd. Wyjątkiem od reguły są, a właściwie były: 1. tzw. powszechne prywatyzacje i sprzedaż państwowych sreber dla ogółu. 2. Spółki dywidendowe gdzie w polskich warunkach stopa zwrotu z zakupu akcji poprzez otrzymanie dywidendy -prowizje-podatek-rzeczywista inflacja wynosi kilkanaście lat.
        Prawdziwy sekret to nie dać się wkręcić w to co powyżej.
        W końcu przez ostatnie kilkanaście lat kilkaset tysięcy osób dało się wkręcić i pokończyło „zarządzanie i marketing”. A dyrektorów i zarządców nie może być tak wielu. Ktoś musi pracować.
        Pozdrawiam

        • Longman,
          Dziękuję za komentarz.
          W kolejnych wpisach będę stopniowo odczarowywał różne inwestycje.
          Delikatnie mówiąc – demonizujesz inwestowanie na rynkach finansowych. Miałeś jakieś przykre doświadczenia z takimi produktami?

          • Witam Marcinie,
            Dziękuję za komentarz.
            Nie demonizuje rynków finansowych. Po prostu aby ktoś zyskał to ktoś musi stracić. Proste. Ad meritum: Jeśli część osób kupuje fundusze „spokojne, bezpieczne” oparte na obligacjach, a samemu nie kupuje obligacji państwowych przez PKOBP to zakłada: a. większy zysk poprzez fundusze – mniejsze bezpieczeństwo b. mnogość jawnych, ukrytych, potencjalnych kosztów, prowizji itp. przy oddawaniu pieniędzy w czyjeś ręce. Wtedy żegnaj bezpieczeństwo.
            Może napiszę inaczej moje „złote myśli”
            1. Wg mnie najważniejszym jest nie oddawać swoich pieniędzy w czyjeś ręce bez możliwości samodzielnej kontroli wyjścia z inwestycji ze stałą strukturą kosztów.
            Jak kupię sam te ww. obligacje to jak zechcę to sam je sprzedam z góry ustalonym kosztem (1 zł) w PKOBP.
            Jak założę konto IKZE to bodajże tylko jeden dom maklerski pozwoli mi samodzielnie inwestować pieniądze wpłacone do IKZE. Cała reszta to ubezpieczyciele lub fundusze, które są w coś opakowane, z innym produktem powiązane itp.
            Jeśli jestem w błędzie to proszę o przykłady.
            2. Mało kto kojarzy, że w każdym funduszu (II filar, III filar, TFI itp) nie mamy pieniędzy, mamy jednostki rozrachunkowe. A to ile one są warte dowiemy się wtedy, gdy złotówki za mnie będziemy mieli na koncie.
            Sukcesem jest nie dać się wkręcić w coś co jest tak przeliczane.

            A co do różnych produktów to faktycznie – kiedyś były w modzie lokaty bankowe powiązanie z jednostkami funduszy. Ot, wpłacało się np. na rok 50% na lokatę z atrakcyjnym oprocentowaniem (wabik) i 50% w jednostki uczestnictwa. Zazwyczaj nazywa się to szansa na dodatkowy zysk. Mój dodatkowy zysk po roku to dodatkowe prowizję za wyjście, opłaty manipulacyjne, za zarządzanie itd, itp.
            Po roku sumarycznie odzyskałem mniej niż włożyłem.
            I była to cenna nauczka. Pozdrawiam

            • Longman,

              Dziękuję za odpowiedź. Przykro mi, że poniosłeś stratę na produkcie fundusz+lokata i rozumiem teraz lepiej Twój punkt widzenia.

              Zachęcam zawsze moich czytelników do trzymania się zasady: jeśli nie rozumiesz jakiegoś produktu, to nie inwestuj.
              Myślę, że w Twoim przypadku trzymanie się z daleka od funduszy inwestycyjnych jest dobrą decyzją.

              Odnoszę wrażenie, że bardzo mylą Ci się jeszcze różne pojęcia:
              – IKE czy IKZE to jedynie „prawne opakowanie” na różne produkty finansowe: od lokat bankowych przez fundusze i UFK aż po akcje;
              – IKE prowadzone są nie tylko przez DM PKO BP, ale również przez inne domy maklerskie – np. BOŚ; PKO BP ma wyłączność na sprzedaż detalicznych obligacji skarbowych, o których pisałeś;
              – TFI to nie jest fundusz – to firma zarządzająca funduszami;
              – III filar może mieć postać IKE w formie lokaty bankowej, zatem nie są to tylko „jednostki”;
              – w OFE oraz w funduszach inwestycyjnych są aktywa finansowe: akcje, obligacje, gotówka, itp. Jednostki rozrachunkowe służą do przeliczania jaki odsetek aktywów funduszu przypada na danego inwestora. W większości przypadków wartość jednostek publikowana jest codziennie.
              – transakcja umorzenia jednostek odbywa się po cenie z dnia następnego – stąd jak sądzę Twoje stwierdzenie, że nie wiadomo ile otrzymamy środków;
              – itp.

              W Twoim przypadku sceptycyzm jest w pełni uzasadniony.

              • Witam ponownie,
                1. Strata na lokacie z produktem była niewielka- doświadczenie z ukrytymi, legalnymi opłatami kosztami- bezcenne. Nawet po zaznajomieniu się z produktem można nie odkryć wszystkich kosztów lub tez przekonać się że są one dowolnie zmienne. Likwidacja różnych jednostek uczestnictwa może legalnie trwać np.kilkanaście dni. Przy giełdzie to przepaść w wycenie końcowej.
                2. Nie demonizuje ww. produktów. One są dla ludzi. dają czasem dużo zarobić. Ale nie jest to ‚samograj’.
                3. Wiem, ze IKE prowadzą różne firmy, banki, ubezpieczyciele. W moim poście skupiłem się na IKZE. Napisałem, że IKZE dom maklerski prowadzi wg mnie niewiele firm.np. BOś Bank. Wpłata do IKZE skutkuje np. zwrotem w rocznym Picie. Wpłata nie musi być od razu zamieniana na zakup akcji czy obligacji. Odwrotny transfer- wypłata w przypadku krachu w domowych finansach skutkuje otrzymaniem złotówek -10% podatku. Itd.

                Dalej skupiam się na tym, że nie zawsze w życiu prywatnym lub tez w kraju umownie świeci słońce. A subiektywnie można znaleźć kilka inwestycji
                – dających niewygórowaną stopę zwrotu
                – nie wymagających obowiązkowo comiesięcznych wpłat
                -pozwalających na bardziej własnoręczną kontrolę nad produktem.
                I autora prosiłbym o to, aby skupił się kiedyś nad takim tematem własnego blogu, takimi produktami.
                Pozdrawiam życząc miłego dnia

                • Strata boli i jak widać w tym przypadku, zostawia traumę. „Po prostu aby ktoś zyskał to ktoś musi stracić.” Podzieliłeś się s woim przekonaniem. Cóż, nie każdy takie ma. Natomiast świat każdego jest taki, jak jego przekonania. Słyszałeś może o rozwiązaniach win-win? Longmanie, prawda jest taka, że za wszystkie swoje doświadczenia i decyzje odpowidasz Ty sam – nikt inny. Jeśli wybrałeś nieodpowiednią inwestycję i straciłeś, to po prostu należało wybrać lepszą. Tak, jak pisałem, lokaty, akcje i fundusze to nie jedyne narzędzia. Aczkolwiek i na nich ludzie potrafią zarabiać. Są też inne, które minimalizują ryzyko i mają dobrą stopę zwrotu.

        • Dobrze, że napisałeś „Pozwolę sobie- jako laik”. Do pewnego stopnia to jest prawda; zgłębiaj wiedzę o inwestowaniu to dowiesz się, że jest coś więcej niż jak to napisałeś „Klient nr 2 w łańcuszku da się skusić tylko gdy mu się przedstawi umiejętnie papierowe/wirtualne zyski.” Klient nr 2 pragnie, być może pożąda Twoich akcji. Sytuacja opisana powyżej jest jedną z możliwych. Poczytaj naprawdę warto.
          Pozdrawiam.
          Panie Marcinie fajny blog. Powodzenia.

    • Hej Michał,
      Dziękuję za komentarz.

      Pisząc o tym, że nie ma żadnych sekretów, chcę dać jasno do zrozumienia, że:
      1) To nie są żadne pilnie strzeżone tajemnice, tylko podstawowe sprawy, do których każdy może dotrzeć przy odrobinie woli i wysiłku
      2) Nie ma żadnych „magicznych formuł”, które działają od ręki. Dlatego wydawanie pieniędzy na nie jest błędem. Trzeba po prostu wypracować swoje.

      Po prostu z ogromnym sceptycyzmem podchodzę do wszelkich planów szybkiego wzbogacenia się, opartych rzekomo na jakimś „sekrecie”. Chciałbym aby moi czytelnicy równie ostrożnie podchodzili do takich spraw.
      To, że trzeba jednak poznać podstawowe zasady zarządzania pieniędzmi to prawda. Jednak nie są one żadnym sekretem.

      Odnosząc się do tego co piszesz o tajnym planie treningowym Roberta Korzeniowskiego – uważam, że mądre postępowanie z pieniędzmi nie jest sportem wyczynowym dostępnym dla nielicznych. Nie trzeba być olimpijczykiem i pokonywać setki innych świetnie przygotowanych konkurentów.
      Dobry poziom amatorski w zupełności wystarczy, aby bardzo poprawić swoją sytuację finansową. Do tego nie trzeba tajnych planów treningowych. Wystarczą te ogólnie dostępne.

  3. Witaj,
    Z całym szacunkiem, ale oświadczenie, że w świecie finansów „NIE MA ŻADNYCH SEKRETÓW” to najbardziej naiwne i spłaszczone stiwerdzenie, którego tu się nie spodziewałem.
    Ilu ludzi wie czy FED amerykański jako system rezerwy *Federalnej* jest państwowy czy prywatny?
    Skoro to nie jest powszechnie wiadome czy można mówić, że nie ma ŻADNYCH SEKRETÓW?
    Takich przykładów jest oczywiście dużo, dużo więcej, ale ta wiedza staje się dostępna dopiero w dobie Internetu.
    Nie jest ani moją rolą, ani intencją jakiś atak, ale wyrażenie opinii, która się nie pokrywa z tą od autora bloga, którego oczywiście pozdrawiam.

    • Hej Dante,
      Dziękuję za komentarz.
      Mam na myśli sekrety związane z finansami osobistymi, sprzedawane jako magiczne formuły na szybkie wzbogacenie się.
      Takie nie istnieją.

  4. Tajemnicy nie ma, ale jakoś tak podświadomie bronimy się przed tą prawdą oczywistą, jaką jest „pilnowanie” swoich finansów. Niby każdy wie co i jak, ale ze stosowaniem już gorzej. Im dłużej oszczędzam tym częściej mam takie poczucie, że to wszystko jest tak proste i oczywiste – nie mogę pojąć czemu tak późno się za to zabrałam 🙂

  5. Dodam jeszcze, że jak zwykle bardzo wartościowa edukacyjnie treść. Tym razem zwróciłem uwagę na inspiracje z rozwoju osobistego – kwestię szczęścia i wyjścia jemu naprzeciw, każdego dnia robienie swojego i to dobrze.

  6. Zdrowy rozsądek, jasny cel, praca i konsekwencja… I w finansach i w każdej innej dziedzinie:) dziękuję za ten wpis, bardzo wzmacnia:)

  7. Oj tam, oj tam… Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla tych co zarabiają miliony – nie ma sekretów bo wszystko jest jasne. Dla tych co nie umieją i nie zarabiają sekretem jest wszystko. Jeśli mówimy o „wiedzy tajemnej” to jest jej całe mnóstwo i to jest ta wiedza której aktualnie nie posiadamy. Możemy ją zdobyć samodzielnie dochodząc do rozwiązania lub poczekać aż ktoś się nią z nami podzieli.

    Posiadanie wiedzy „sekretów” z danej dziedziny wcale nie oznacza, że odniesiemy sukces.

    To umiejętność wykorzystania tej wiedzy decyduje o tym jak daleko zajdziemy.

    Najlepiej pasuje mi tu jedno z moich ulubionych zasłyszanych mądrości:

    „Inteligentny potrafi wyjść z bagna do którego mądry się nie wpakuje.”

  8. Zawsze z przyjemnością czytam pana artykuły. Mam nadzieję się z nich czegoś nauczyć. W życiu trzymam się zasady „Tak krawiec kraje jak mu materii staje”. Ale wiem, że nieraz trzeba też zaryzykować, a tego się boję.

    • Cześć Bożena, dziękuję serdecznie że jesteś czytelniczką bloga i zachęcam Cie bardzo do częstego dzielenia się z nami Twoimi komentarzami.

      Każdy ma nieco inny poziom akceptacji ryzyka – to zupełnie naturalne. Nie każde ryzyko warto też podejmować.

      Poza tym nie ma co ściemniać – każdy się boi. Ludzie odnoszący sukcesy również stresują się i boją. Jednak robia swoje pomimo tego strachu i stresu.
      Jeżeli jakieś działanie wiąże się z ryzykiem, ale jest realna szansa, że polepszy ono naszą sytuację – warto próbować. Podobno na starość najbardziej żałujemy rzeczy, które pragnęliśmy zrobić, ale na które zabrakło nam odwagi. 🙂

    • W samo sedno 🙂
      Ja bym tylko może tylko dodał „the smarter and harder I work”. Wiele osób pracuje bardzo ciężko, niestety nad niewłaściwymi rzeczami, które nie przyniosą im korzyści…

  9. Witam. Od niedawna jestem rowniez czytelnikiem i staram sie na podstawie Twoich wskazówek naprawiać swoj budżet. Ostatnio pomyślałem ze w sumie moge tez przeczytac jakas publikacje na ten temat. Czy w swojej książce zawarles kompedium wiedzy na temat domowych finansow czy mozesz polecic jeszcze jakies tytuły? Dzieki za odpowiedź i gratuluje wiedzy oraz bloga. Pozdrawiam.

  10. Witam wszystkich czytelników!
    Z mojego 12-letniego doświadczenia w doradztwie finansowym wyciągnęłam następujące wnioski:
    największe porażki finansowe wynikają z:
    – ignorancji wiedzy na ten temat,
    – braku talentu do przyswojenia pewnej wiedzy n/t finansów, osoby o umysłach humanistycznych naprawdę, proszę mi wierzyć, nie rozumieją podstawowych zasad,
    – braku umiejętności przewidywania swoich możliwości w odniesieniu do wszechobecnie głoszonych teorii amerykańskich: „dasz radę, jesteś najlepszy, wszystko się uda, zrób to, później będziesz się martwił”, to wszystko działa, tylko czasem zewnętrzne okoliczności burzą świetnie zapowiadający się scenariusz.
    Sekretów nie ma, ale są pewne zasady…
    Pozdrawiam 😉

    • Zasada w finansach też jest taka, że jak czegoś nie rozumiesz, to nie tykasz ;).

      Ja wiem, że język się zmienia, ale zmianę znaczenia słowa „humanista” przyjmuję z wielkim bólem.

      • Słowa „humanista” użyłam nie w znaczeniu pejoratywnym, raczej w znaczeniu innego odbioru i postrzegania świata oraz posiadania innych talentów niż te, które mają osoby o zdolnościach do nauk ścisłych, wielu humanistów szanuję i cenię…

        • „Humanista” to kiedyś była osoba, która ogarniała wiele dziedzin naukowych – matematykę, fizykę, biologię, chemię i sztukę. Miały talent do „wszystkiego” – w tym do matematyki również i nie posiadały talentów innych niż osoby z nauk ścisłych, bo tymi naukami również się zajmowały :). Sztandarowy przykład – Da Vinci.

          Więc podejrzewam, że pierwotny humanista rozumiał podstawy finansów ;).

  11. Witaj, największym sekretem finansów jest generowanie dochodu

    Bez dochodu nie ma mowy o oszczędzaniu, o inwestowaniu, o możliwości podjęcia ryzyka, i bogaceniu się czyli kolejny aspekt rozsądnych finansów – tworzenie aktywów.

    Pozdrawiam Paweł Stopka

    • Hej Paweł,
      Dziękuję za komentarz. To prawda – wszystko zaczyna się od dochodu, który zaczyna się od… naszej pracy, usługi lub produktu, za które ktoś zechce zapłacić 🙂

  12. Marcin, masz absolutną rację – w finansach nie ma „złotych” reguł ani sekretnych rozwiązań. Z produktami bankowymi pracuję od już ładnych paru lat i wiem, że w tym świecie nic nie jest pewne. A dla banku liczy się tylko sprzedaż. Najbardziej boli mnie jednak wykorzystywanie klientów i „wciskanie” im różnych produktów na siłę. Wielokrotnie byłem świadkiem sprzedaży jednostek funduszy inwestycyjnych jako lokat bankowych. Ech… szkoda słów… Pozdrawiam

  13. Ale czy rutyn a jest taka dobra? Prowadzi do monotonii, a w życiu potrzebujemy zmian i nowości przecież! Ale nawet w buddyzmie głosi się, że każdy musi mieć obowiązki.

Odpowiedz