10 najczęściej łamanych noworocznych postanowień

9

W styczniu amerykański „The Times” opublikował listę noworocznych postanowień, które robimy tuż przed sylwestrem tylko po to, aby po roku zorientować się, że ciągle jesteśmy w tym samym miejscu. Zobacz sam, czy ta lista nie wygląda przypadkiem znajomo 😉

Oto ona:

1. Schudnąć kilka kilogramów i więcej się ruszać.

2. Rzucić palenie.

3. Nauczyć się czegoś nowego.

4. Przestrzegać diety i zdrowiej się odżywiać.

5. Pozbyć się długów i zacząć oszczędzać.

6. Spędzać więcej czasu z rodziną.

7. Odwiedzić nowe miejsca.

8. Być mniej zestresowanym.

9. Udzielać się charytatywnie.

10. Mniej pić.

Statystyki są nieubłagane. Siłownie i kluby fitness po styczniowym oblężeniu już w połowie lutego pustoszeją. W marcu 85% rzucających palenie ciągle nosi w kieszeni paczkę fajek. O zdrowszej diecie przypominamy sobie dopiero przed sezonem plażowym. Zaś o konieczności spędzania czasu z rodziną przypomina nam wychowawczyni naszego dziecka, prosząc o indywidualną rozmowę po klasowym zebraniu. Cóż, po takim bilansie osiągnięć pozostaje nam już tylko wypić piwko lub lampkę wina, więc nr 10 też odpuszczamy…

Nic zatem dziwnego, że nasza lista z czasem wygląda tak:

postanowienia

Jakie są najczęstsze powody tych niepowodzeń? Po pierwsze: szybkie tempo życia, presja pilnych spraw i codzienne obowiązki, przez które o naszych postanowieniach po prostu zapominamy. Po drugie: natychmiastowy spadek motywacji gdy tylko pojawią się pierwsze przeszkody. Wystarczy, że kropi deszcz i już odpuszczamy sobie bieganie, a stresujący dzień w pracy traktujemy jako znakomite usprawiedliwienie dla wieczornego pochłonięcia paczki czipsów. Jaki zatem jest sens katowania się tymi postanowieniami, skoro i tak guzik z tego wynika? Nie lepiej „wrzucić na luz” i po prostu sobie odpuścić? To na pewno kusząca perspektywa, szczególnie że świetnie wpisuje się w poświąteczne uczucie ciężkości, senności i przyjemnego rozleniwienia. W końcu i tak jakoś to będzie, prawda?

No właśnie. Cały pic polega na tym, że jeśli się nie przyłożymy, to niestety będzie kiepsko. Może nie od razu, może nie za rok, ani nawet nie za trzy. Ale ostatecznie frustracja, niezadowolenie i uczucie bycia „loserem” są gwarantowane. Do tego dojdą nadwaga, problemy ze zdrowiem, brak prawdziwej więzi z własnymi dziećmi i pusty portfel. Słowem: porażka. Dlatego, choćby z tych kilku powodów, warto ruszyć przyciężkawy zadek z kanapy i dać sobie szansę na Nowy Rok.

Od kilku lat między świętami i sylwestrem praktykuję mały rytuał: zaparzam sobie zimową herbatę, wymykam się na górę do cichego pokoju i w moim specjalnym notesie wypisuję czego nauczył mnie mijający rok oraz co chciałbym osiągnąć w kolejnym. Bez pośpiechu, spokojnie, na luzie, przygotowuję swoją listę celów i marzeń. Staram się spojrzeć z szerszej perspektywy na swoje życie oraz docenić wszystkie wspaniałe rzeczy, które mnie dotąd spotkały. Przede wszystkim jednak uświadamiam sobie, że przede mną jeszcze mnóstwo marzeń do zrealizowania, celów do osiągnięcia, nowych ludzi do poznania i pięknych miejsc do odwiedzenia.

W czasie jednej z takich „grudniowych sesji” w 2008 roku zdałem sobie sprawę, że obszarem, który bezwzględnie musimy poprawić, są finanse osobiste naszej rodziny. Mieliśmy sporo wiedzy finansowej, zarabialiśmy niezłe pieniądze, a mimo to nie mieliśmy żadnych oszczędności i zdecydowanie zbyt wiele kredytów na karku. To było całkowicie bez sensu, dlatego na liście moich noworocznych postanowień na 2009 rok znalazło się również takie: „Spłacę wszystkie długi i zacznę systematycznie oszczędzać.”

Od razu się przyznam, że postanowień było więcej i nie wszystkie realizuję. Mityczny „sześciopak” na brzuchu cały czas gdzieś się chowa 😉 Jednak uparłem się bardzo, że tematu finansów osobistych nie odpuszczę za żadną cenę i że te postanowienia zrealizuję bez względu na przeszkody. Dzięki temu z upływem czasu udało nam się nie tylko bardzo poprawić stan naszych finansów, ale przede wszystkim gruntownie zmienić podejście do pieniędzy i sposób myślenia o nich. A mnie temat wciągnął na tyle mocno, że finanse osobiste stały się moją prawdziwą pasją.

Piszę dziś o tym po to, aby zachęcić również Ciebie do wykorzystania najbliższych dni do zaplanowania własnych finansów na Nowy Rok. We wcześniejszych wpisach znajdziesz kilka związanych z tym porad. Dzisiaj pokażę Ci tylko, co robię, aby pomóc samemu sobie w realizacji moich celów finansowych:

Po pierwsze: na piśmie. Cel, którego nie zapiszesz, pozostanie tylko pobożnym życzeniem. Co więcej, za kilka dni całkowicie o nim zapomnisz, więc szkoda czasu, jeśli nie przeniesiesz wszystkiego na papier.

Po drugie: precyzyjnie i konkretnie. Niewyraźne cele przynoszą niewyraźne rezultaty. Dlatego zapisuję wszystko bardzo konkretnie. Zamiast: „Odłożę trochę pieniędzy na przyszłe studia dzieci”, mój zapisany cel wygląda tak: „Odłożę 6000 zł na mój fundusz bezpieczeństwa, przelewając co miesiąc 500 zł na konto oszczędnościowe w innym banku.” Dodatkowo od razu definiuję w banku stałe zlecenie, dzięki czemu cel realizuje się niemal automatycznie.

Po trzecie: zawsze pod ręką. To może Ci się wydać trochę dziwne, ale w moim przypadku okazało się bardzo skuteczne. Ponieważ zdarzało mi się zapominać o niektórych celach, postanowiłem, że te najważniejsze muszę mieć zawsze przy sobie. Dlatego wydrukowałem je w małym formacie, zafoliowałem i umieściłem w dwóch miejscach: w portfelu oraz obok lustra w łazience. Śmieszne i głupie? Być może, ale zabójczo skuteczne. Dzięki temu, gdy tylko wyciągam portfel by za coś zapłacić, od razu rzuca mi się w oczy mała karteczka, która pomaga ponownie przemyśleć zakup. A kiedy golę się rano przed wyjściem do pracy, lub szykuję się do snu po ciężkim dniu, mała karteczka przy lustrze skutecznie przypomina, że warto dać z siebie wszystko, bo każdy dobrze przepracowany dzień przybliża mnie do celu. Tak wygląda karteczka z mojego portfela:

finanse osobiste cele 3

Nie wiem do końca na czym to wszystko polega, ale jest jakaś siła w celach spisanych na papierze, dzięki której koncentrujemy się na nich i potrafimy je osiągnąć.

A jakie Ty masz sposoby na noworoczne postanowienia? Robisz je, czy Twoim zdaniem co strata czasu? A może na Twojej liście wciąż są te same, co kilka lat temu? 😉

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 831 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze9 komentarzy

  1. Kurcze, ta lista do złudzenia przypomina moją 😉 Miałam zacząć od nr 1, ale chyba faktycznie zacznę od spraw finansowych. Jak będę miała więcej kaski, to i na przystojnego trenera i dietetyka wystarczy 😉

  2. W ubiegłym roku napisałem na kartce papieru, że wreszcie zrzucę oponę z brzucha. Udalo mi sie pozbyc 8 kilo po raz pierwszy od ukonczenia studiow. Coś jest w tym spisywaniu celow na papierze i w tym roku zdecydowanie pojde Marcinie za twoją radą. Szczesliwego Nowego Roku!

    • Marcin Iwuć

      Gratulacje, Olo. W moim przypadku spisywanie celów zmusza mnie do zastanowienia, precyzyjnego ich sformułowania i wreszcie zdecydowania jak bardzo są one dla mnie ważne. To zdecydowanie skuteczny sposób i w ciemno każdemu mogę go polecić. Tobie również życzę wspaniałego Nowego Roku.

  3. Karteczka w Twoim portfelu wygląda jak stary (jeszcze aktualny, oby jak najdłużej) interfejs mBanku. 😉

  4. Dokladnie to samo zauwazylem mbank.Wypisac,podzielic.na kwartaly i analizowac na bierzaco.Dawac sobie nagrode.

  5. Ja na razie mam w portfelu tylko karteczkę z rzeczami, których nie będę robić w przyszłym roku. Ani żadnym innym. Coś w stylu „nie będę się odzywać niepytana”…

  6. Swego czasu, gdy określałem cele, rzeczywiście korzystałem z karteczki, która była zawsze na widoku. Teraz, kiedy wyrobiłem odpowiednie nastawienie, stosuję excela, do którego zaglądam przynajmniej raz w tygodniu i gdzie umieszczam cały ciąg celów: cele życiowe > cele 5-cio letnie > cele roczne > cele miesięczne.

    Dzięki temu widzę szerszy obraz i nigdy nie zapominam dlaczego dany cel chcę osiągnąć. Poza tym mam wgląd w historię swoich celów.

    Każdy swoją metodę musi wypracować i nie ważne jaka ona będzie, ważne żeby działała 🙂

Odpowiedz