Wysokie zyski? Czyli dokładnie ile?

14

Businessman and earning balance conceptScenariusz zazwyczaj wygląda podobnie: odbieram telefon, dowiaduję się, że będę nagrywany, a potem przemiła pani o aksamitnym głosie informuje mnie subtelnie, że moje lokaty są kiepskie. Na szczęście, ponieważ jestem bardzo ważnym klientem, dla moich pieniędzy jest jeszcze nadzieja. Czeka na nie ekskluzywna lokata, której szczegóły przedstawi mi doświadczony doradca na indywidualnym spotkaniu. To kiedy mam czas: we wtorek czy w czwartek?

Nie ukrywam, że bardzo lubię te telefony i wcale nie chodzi o aksamitny głos konsultantki. Przepadam za nimi, bo choć zazwyczaj oferta jest kiepska, to prawie zawsze zadziwia mnie kreatywność jej twórców oraz ich marketingowy „kunszt”. Dwa tygodnie temu otrzymałem taki telefon od jednej z czołowych firm pośrednictwa finansowego na naszym rynku. Tym razem czas miałem w poniedziałek o 19:00, więc prosto z pracy ruszyłem w objęcia doradcy.

– Panie Marcinie, w czym mogę pomóc?

– Pani z Call Center powiedziała, że czeka Pan na mnie ze świetną ofertą lokaty.

– Hmm…Wie Pan, czasami w Call Center mają niezbyt dokładne dane. Ale oczywiście znajdę dla Pana coś ciekawego. O jakiej kwocie mówimy?

– Powiedzmy, że 100 000 zł na rok. Jaką lokatę ma Pan do zaoferowania?

– Przy takiej kwocie zaproponuję Panu coś znacznie ciekawszego. Co Pan powie na inwestycję, która zarobiła w ubiegłym roku ponad 9%, a od początku tego roku już ponad 5%?

– Powiem, że zamieniam się w słuch…

I po tym krótkim wstępie pojawia się „świetna alternatywa dla lokaty bankowej”: UFK obligacji korporacyjnych (UFK = Ubezpieczeniowy Fundusz Kapitałowy).

Zaczynamy rozmowę od omówienia wykresu, który wygląda jak schody do nieba: delikatnie karbowana linia pnie się nieustraszenie w górę i już na pierwszy rzut oka staje się jasne, że tak silny trend jest niezagrożony:

Wykres 01

Doradca jednak studzi nieco mój zapał:

– Na zyski takie, jak do tej pory, nie ma raczej co liczyć, ale 7% w rok jest osiągalne. Wow! 7% przy moich depozytach na poziomie 3,5% i obligacjach skarbowych o kuponie inflacja + 1,5%? Nad czym tu się zastanawiać? Dopytam się tylko o kilka rzeczy i pewnie zaraz podpiszemy umowę…

Nie podpisaliśmy… Powód był ten, co zwykle: cholerna matematyka, zdrowy rozsądek i trochę wiedzy. Tak pięknie to wyglądało, a potem zaczęły się schody i to znacznie bardziej strome niż te, na wykresie wyników. Ale po kolei.

1) Opłata transakcyjna: 1,49%

To zwykła opłata dystrybucyjna „na wejście”. Gdy wpłacę 100 000 zł, do UFK trafi o 1490 zł mniej, czyli 98 510 zł

Opłata transakcyjna

2) Opłata za zarządzanie (z już wliczoną opłatą za ryzyko ubezpieczeniowe): 1,99% w skali roku

Okazuje się, ze wykres funduszu jest „nadmuchany”, nie pokazuje bowiem wyników po pobraniu opłaty za zarządzanie, ale de facto wynik inwestycyjny brutto. Całą rozmowę na temat stóp zwrotu funduszu można puścić w niepamięć, bo z 7%, które według doradcy jest do zrobienia w rok, zostanie już tylko 5,01% po odjęciu kolejnych opłat.

Marketingowy zabieg polega na tym, że ta opłata pobierana jest poprzez umorzenie jednostek uczestnictwa, a nie poprzez pomniejszenie wyniku inwestycyjnego o wysokość opłaty. Co z tego, że wartość jednostki na wykresie pięknie rośnie, skoro część tych rosnących jednostek i tak mi zabiorą? Wykres wygląda imponująco, ale nikt tyle nie zarobi, a już na pewno nie ja. Co więcej, każdy fundusz inwestycyjny o podobnym portfelu, który publikuje ceny jednostek uczestnictwa po opłatach za zarządzanie, będzie wyglądał jak marna imitacja naszego UFK. Ot, taka kara za naiwną transparentność i mniej kreatywny marketing.

Opłata za zarządzanie

Na razie zamiast 7% w rok od wpłaconych 100 000 zł, zarobię 5,01% od 98 510 zł.

Daje to kwotę 4 935 zł , która po dodaniu do 98 510zł da nam po roku wartość inwestycji na poziomie 103 445 zł. Jeśli wpłacę 100 000 zł, będę miał 103 445zł, to moje lokaty na 3,5% w skali roku już są bardziej korzystne. A to jeszcze nie koniec.

3) Opłata na wyjście

Inwestycja na rok? Kiepski pomysł. Przywilej jej zakończenia przed upływem 40 miesięcy będzie mnie słono kosztował. Jeżeli zakończę za rok, z moich środków potrącona zostanie kolejna opłata, tym razem w wysokości: 4,67%

Co ciekawe, nie nazywa się to opłatą na wyjście czy opłatą likwidacyjną. To by było zbyt oczywiste. Zamiast „potrącić 4,67%” o wiele lepiej jest napisać o „stawce procentowej rachunku udziałów do ustalenia wartości wykupu” na poziomie 95,33%. Dość karkołomne stwierdzenie, ale marketingowo niezły zabieg:

Opcja 1: Ty dajesz mi 4,67% swoich oszczędności
Opcja 2: Ja daję Tobie 95,33% Twoich oszczędności

Co wybierasz? Matematycznie to samo, ale nie dla naszego mózgu.

Opłata na wyjście

Zobaczmy zatem, co nam zostanie. Przy założeniu, że fundusz faktycznie zarobi te 7%, moja inwestycja po potrąceniu dwóch pierwszych opłat wyniesie 103 445 zł. Jeśli zakończę ją teraz, zapłacę 4,67% prowizji, czyli 4 830 zł. Po odjęciu tej kwoty od 103 445 zł zostanie mi 98 615 zł. Pomimo dobrego wyniku funduszu, ja będę po roku pod kreską. Nieźle…Przynajmniej nie muszę się martwić podatkiem Belki, bo zysków nie będzie 😉

4) A co z ryzykiem?

Wszystkie powyższe obliczenia zakładają, że fundusz zarobi te 7%. A przecież są to ryzykowne obligacje korporacyjne. Gdy tylko któraś z firm, której obligacje znajdują się w portfelu funduszu, będzie miała finansowe problemy, wynik będzie gorszy. Takie rzeczy się nie zdarzają? Zdarzają się dość często. Wykres, który pokazał mi doradca, był wydrukiem z serwisu Analizy Online (www.analizy.pl). Gdy wybierze się na nim opcję „porównanie do średniej”, można zaobserwować, jak zachowywały się wszystkie UFK inwestujące w obligacje korporacyjne (zółta linia). Okazuje się, że nasz „wykres schodkowy” jest dość wyjątkowy:

Wykres 02

W 2012 roku problemy firm takich jak PBG czy DSS skutkowały mocnymi przecenami portfeli części funduszy. Jednak obligacji tych firm nie było w portfelu, bo nasz UFK istnieje dopiero 2 lata, gdy problemy tych firm były już znane. A może zarządzający funduszem potrafi dobrać do portfela lepsze papiery? Wszystko jedno. Nie zmienia to faktu, że obligacje korporacyjne są ryzykowne i zwykle bliżej im pod względem ryzyka do akcji niż obligacji skarbowych.

Podsumowując: decydując się na tę inwestycję i wpłacając 100 000 zł do UFK, który zarobi 7%, wypłacę po roku około 98 615 zł, biorąc na siebie duże ryzyko portfela obligacji korporacyjnych. Raczej kiepski pomysł.

Doradca oczywiście zachęcał mnie do trwania w tej inwestycji przez 40 miesięcy, a na zachętę proponował jeszcze 6-miesięczną lokatę na blisko 6% w skali roku dla części środków, ale nie lubię takich wiązanych transakcji. To tak, jakby ktoś za przywilej mieszkania przez 6 miesięcy z młodą żoną musiał przez kolejne 34 miesiące mieszkać z teściową. Pewnie się da, tylko po co?

Okrutnie zmęczony moimi pytaniami o opłaty doradca obiecał, że wyśle mi mailem szczegółowe obliczenia. Ale chyba zapomniał, albo sam się w nich zamieszał, bo w mojej skrzynce email wciąż pusto. I tak wolałem policzyć wszystko sam. Zajęło to parę minut, ale jak widzisz, warto to zrobić.

Co z tego wynika dla Ciebie? Częściowo pisałem już o tym we wpisie „Doradcy finansowi, sprzedawcy, czy szarlatani”, ale powtórzę raz jeszcze:

Czytaj uważnie wszystkie dokumenty.

Nigdy nie podpisuj umowy, dopóki bardzo dokładnie nie zapoznasz się z Tabelą Opłat i nie przeliczysz ich wpływu na Twoją inwestycję.

Czasami 3,5% zysku może oznaczać znacznie więcej niż 7%. Nie zatrzymuj się na opakowaniu, zawsze zajrzyj do środka.

Na koniec mam jeszcze prośbę do Ciebie. Zależy mi bardzo na promocji tego bloga, więc jeśli uważasz zawarte tu treści za wartościowe, poleć go proszę swoim znajomym i kliknij „Lubię to” w poście i w kolumnie po prawej stronie. Dzięki temu będę mógł dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Serdecznie dziękuję.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze14 komentarzy

  1. Fajnie to pokazałeś Marcin. Tylko nie wielu klientów takich firm jest w stanie zadać sobie trud liczenia opłacalności inwestycji. Wydaje mi się, że darzą zbyt dużym zaufaniem „doradców” i wierzą im na słowo, a potem to już za późno na liczenie. Jak widać, nie chodzi tym wielkim firmom o doradztwo, a o sprzedaż, co już powinno dać nam dużo do myślenia;) Pozdrawiam

    • Marcin Iwuć

      Witaj Piotr, dziękuję za komentarz.
      Jasne, że chodzi o sprzedaż. W samej sprzedaży nie ma zresztą nic złego, w końcu to nie są instytucje charytatywne, tylko biznesy mające generować zyski. Najczęściej robią to fair, oferując fajne produkty, jednak czasami „przeginają”, jak w każdej branży.
      Naszym zadaniem jest zawsze o tym pamiętać i nie łudzić się, że ktoś zadba lepiej o nasze finanse niż my sami.
      Skoro tak ciężko pracowaliśmy na swoje pieniądze, to warto włożyć jeszcze trochę wysiłku i poznać produkt, w który je inwestujemy. Ta odrobina wysiłku potrafi oszczędzić wielu rozczarowań.

  2. Świetnie napisane, policzone i z realnym przykładem. Ten artykuł powinien przeczytać każdy.

  3. Bardzo dobry opis klasyki naszych czasów. Przesłałem całej rodzinie, która nieustannie poszukuje „super okazji”. A ja nie potrafię im wytłumaczyć prosto, dlaczego ktoś chce ich naciągnąć.

  4. Bardzo ciekawy artykuł i zdecydowanie otwierający oczy. Jak najbardziej poleciłam, ale mam pytanie – czy orientujesz się może jak sprawy wyglądają z POSO (Open Finance Plan Oszczędnościowy Stabilne Oszczędzanie)? Plan zakłada ciekawe warunki, ale czy na pewno? Mam ten rachunek z powodu kredytu, ale czytając po forach na ten temat, nie mogę powiedzieć, że jestem spokojna o swoje pieniądze tu inwestowane -czy słusznie? Problem w tym jednak także, że duża część osób to za pewne laicy, równie zorientowani w temacie co ja, więc wolałabym przeczytać coś od kogoś, kto się na takich tematach zna..:)

  5. Marcin Iwuć

    Witaj Martika,
    Dziękuję za komentarz. Nie znam szczegółów tego konkretnego produktu -każdy regulowany jest osobną umową i zestawem warunków. Jeśli prześlesz mi linka do opisu tego planu na Kontakt, to przyjrzę się temu bliżej w weekend i odeślę Ci maila z moją osobistą, subiektywną opinią na ten temat.

  6. Dość jasno i przejrzyście (można by było trochę prościej dla osób starszych ale te wielkie woły na koniec co stanie się z twoimi pieniędzmi po TAKIEJ inwestycji uzupełniają to z nawiązką).

    Poleciłbym ale jak wiesz nie mam FB.

    Keep up good work
    Mariusz

  7. Świetnie napisane – doskonale wyliczyłeś,że liczy się nie tylko zysk inwestycji ale także całkowity jej koszt związany z opłatami. Pierwszym błędem jest niedostrzeganie kosztów (a są one stałe), drugim jest szacowanie zysków na podstawie historycznych danych (które mogą, ale nie muszą się powtórzyć). I tak można dojść do wniosku że zwykła lokata jest pewniejsza niż super reklamowana inwstycja (nie tylko ze względu na stopę zwrotu ale też bezpieczeństwo kapitału). Eh, szkoda ,że nie pisałeś tego bloga ze cztery lata temu – nie musiałbym się uczyć tej prostej logiki na swoich błędach 🙂
    Swoją drogą fascynujące jak bezpieczne oszczędzanie jest traktowana jak coś społecznie gorszego – reklama zachęca nas żebyśmy byli „inwestorami”,”brali odpowiedzialność finansową w swoje ręce”, „nie dawali zarobić bankom” – a okazuję się to najczęściej wielką ściemą.
    Nie jestem przeciwnikiem UFK – sam mam dwa takie długoletnie programy – ale traktuję je jako „puszkę skarbonkę” na edukację dzieci – niewielka kwota ściągana jest co miesiąc z konta a ja raz na kilka miesięcy mam zabawę wybierając na stronie internetowej jakis egzotyczny fundusz – ale absolutnie nie traktują tego jako źródła zysku, ot co najwyżej jako dodatek do głównego pomysłu.

    Mam tylko żal, że tak mało jest na rynku produktów tego typu -opartych o obligacje czy akcje – w których opłaty liczone są od zysku, a nie wpisane na stałe w umowie (chętnie wybrałbym produkt w którym nie ma opłat stałych, a opłata wynosi 50% wygenerowanego przez operatora zysku – czyli ja jestem dawcą kapitału a zyskami dzielimy się po połowie – wydaje mi się to duzo bardziej uczciwe)

  8. Cześć Marcin. Miło widzieć po latach 🙂 Ale odnosząc się do artykułu, wielkie dzięki za oświecenie tylko że myślę że niestety większość z nas czyta umiwy ale i tak nie wyciagnie takich wniosków dlatego więcej powinno być takich dających do myślenia artykułów żeby wiedzieć jak czytać aby nie tylko pokazać przed oferentem ze my tacy mądrzy i czytamy ale żeby zrozumieć to choć trochę i nie dać się nabic. Z drugiej strony mógłbyś pokazać te lepsze oferty ale to już pewnie by o reklamę zahaczylo 🙂
    Pozdrawiam

    • Marcin Iwuć

      Cześć Agnieszka, dzięki za kontakt!
      Takie umowy najlepiej czytać na spokojnie w domu, a nie przy „doradcy” pod presją czasu. To czesto wystarczy, aby oddzielić „ziarno od plew”. Inna sprawa, że czasem umowy są bardzo skomplikowane. Ja mam żelazną zasadę – jeżeli nie rozumiem warunków umowy, to jej nie podpisuję, nawet jeśli potencjał zysków jest „kolosalny”. Co do ofert, które są lepsze – to pewnie wcześniej czy później coś o nich opiszę – konkretnie te, z których ja korzystam. Serdecznie pozdrawiam!

Odpowiedz