Raty 0%. Czy to się opłaca?

41

Raty „prawdziwe 0%” – czy takie cuda w ogóle istnieją? Czy korzystanie z tej formy robienia zakupów faktycznie jest opłacalne? Czy warto z tego korzystać? Na co uważać, gdy zdecydujemy się po nie sięgnąć? I wreszcie – ile pieniędzy da się na tym zaoszczędzić? Zobaczmy!

Doskonale wiecie, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich form zadłużania się na konsumpcję. Co jednak w sytuacji, gdy taki dług „nic nie kosztuje”? Coraz częściej o to pytacie w wiadomościach do mnie, czego przykładem może być mail od Rafała, którego fragmenty przytoczę:

Cześć Marcin! Jako stały Twój czytelnik, minimalista (jak mówi o mnie żona ?) i człowiek, który od 8 lat jest świadomy istoty dbania o finanse osobiste, chciałbym podpowiedzieć Ci  temat na wpis. Mam na myśli kredyt tzw. 0 %, dostępny na konsumpcję np. meble, rtv, AGD.

Otóż jestem ciekawy Twojego podejścia do takich rozwiązań w przypadku wcześniejszego zaoszczędzenia pieniędzy na taki cel. Posłużę się przykładem. Z żoną robiliśmy remont salonu w naszym mieszkaniu. Zdecydowaliśmy się również na wymianę większości mebli. Oczywiście zgodnie z zasadą, że nie bierzemy kredytu na konsumpcję, pieniądze na ten cel wcześniej zaoszczędziliśmy. 

Pojawiając się już w salonie meblowym po wyborze całego nowego sprzętu, okazało się, że mogę zdecydować się na zakup „prawdziwe 0%” (cena taka sama jak za gotówkę). Dodatkowo sprzedawca zaproponował, że pierwsza rata będzie za 6 miesięcy. No i…. jako przeciwnik kredytu konsumpcyjnego…. zdecydowałem się na kredyt (!!!) zostawiając moje zaoszczędzone wcześniej środki na koncie.(…) Co o tym myślisz? 

Rafale – bardzo dziękuję za to pytanie i przede wszystkim serdecznie Ci gratuluję zdrowego i świadomego podejścia do finansów. Odpowiem oczywiście na pytanie, ale – zgodnie z Twoją sugestią – potraktuję temat nieco szerzej, by mogły z niego skorzystać osoby znajdujące się w różnej sytuacji.

Możesz także obejrzeć na YouTube ?

Zacznijmy zatem od sprawy podstawowej:

1. Czy raty „prawdziwe 0%” w ogóle istnieją?

Odpowiedź jest krótka: TAK. Wprawdzie jest to zjawisko rzadsze, niż może się wydawać, gdy oglądamy reklamy, ale raty „prawdziwe 0%” faktycznie istnieją. Najczęściej mają one formę czasowej promocji, trwającej przez kilka miesięcy, która pojawia się naprzemiennie np. z obniżką cen na wybrane artykuły. Może być zatem sytuacja, że przez kilka tygodni na wybrany asortyment jest atrakcyjna zniżka cenowa – jak np. zakupy niższe o kwotę o VAT, a potem kolejnym marketingowym magnesem, mającym przyciągnąć ludzi do sklepu, są właśnie raty 0%.

Takie promocje dotyczą zwykle zakupów o nieco wyższej wartości, np. powyżej 1500 zł – spotykamy je zatem przede wszystkim w sklepach oferujących sprzęt RTV AGD – takich jak MediaMarkt, sprzedających meble – jak np. IKEA, a także na portalach aukcyjnych, takich jak Allegro. Przytoczyłem te 3 marki, bo przygotowując ten wpis chciałem być na bieżąco i zapoznałem się na szybko z ich ofertą rat 0%. Pod żadnym pozorem nie jest to jednak „lokowanie produktu” czy kryptoreklama – bo nie polecam rat 0% z powodów, które wymienię na końcu. Podzielę się jednak krótko moimi wrażeniami z przeglądu tych ofert:

a) IKEA

Gdy piszę ten artykuł w październiku 2019, dostępnych rat 0% akurat nie ma, a ostatni raz były dostępne w sierpniu i wtedy faktycznie, zamiast płacić od razu np. 5000 zł za towar, można było rozłożyć płatność na 10 rat po 500 zł. Raty 0% mają więc formę czasowej promocji, oferowanej przez należący do IKEA Ikano Bank. Poza okresem promocyjnym zakupy na raty wiążą się oczywiście z konkretnymi kosztami – RRSO – czyli Rzeczywista Roczna Kwota Oprocentowania takich zakupów ratalnych wynosi już jednak 19%.Na stronie sklepu można pobrać wzór umowy – co jest dużym plusem i muszę przyznać, że nie znalazłem w niej haczyków.

Warto jednak dodać, że nawet jeśli dokonasz zakupów na raty 0%, ale spóźnisz się z płatnością, to przeterminowana kwota spłaty będzie oprocentowana według tzw. maksymalnych odsetek za opóźnienie, czyli według stawki: 2 x (Stopa Referencyjna NBP + 5,5%). Przy obecnym poziomie stóp procentowych będzie to zatem 14%. 

Dodatkowo – jeśli opóźnienie w spłacie przekroczy 30 dni – bank ma prawo wypowiedzieć całą umowę i po upływie wypowiedzenia naliczać maksymalne odsetki od całości długu.

A zatem pierwsza kluczowa sprawa: jeśli rozważasz raty 0%, od razu ustaw w swoim banku odpowiednie stałe zlecenie, by każda rata została spłacona w terminie.

b) Mediamarkt

Tu było bardzo ciekawie, a to ze względu na osobę pani doradczyni z Santander Consumer Bank, z którym zawiera się umowę kupując na raty w tym sklepie. Gdy zapytałem o możliwość zakupu telewizora w cenie 4000 zł na raty 0%, zaproponowano mi taką ofertę, ale pod warunkiem, że wezmę do tego obowiązkową kartę kredytową z miesięczną płatnością 4,99 zł. 

Byłem też zachęcany do skorzystania ze „świetnych” dodatkowych ubezpieczeń: ubezpieczenia kredytu i ubezpieczenia sprzętu – które jednak nie są obowiązkowe. Z karty mogę oczywiście zrezygnować, jak spłacę raty, ale do tego czasu 4,99 zł co miesiąc musiałbym płacić. Zdaniem Pani doradczyni rezygnacja z tak wspaniałego produktu byłaby jednak błędem, bo przecież, cytuję: Mając tak świetną kartę może Pan sobie kupić, co chce, nie będzie Pan musiał ponownie przychodzić po weryfikację, by skorzystać z rat, tylko zapłaci Pan sobie kartą i problem z głowy. Gdy powiedziałem, że nie do końca z głowy, bo przecież kartę trzeba spłacić, w dodatku jedną kartę kredytową już mam i nie płacę za nią ani grosza, okazało się, że trwa jednak również promocja na „prawdziwe 0%”, bez dodatkowych produktów. 

Niestety – gdy poprosiłem o wzór umowy i regulamin obydwu promocji, by na spokojnie przeczytać je w domu i przekonać się, czy faktycznie mogę ze wszystkich „dodatków” bezkarnie zrezygnować, Pani odmówiła. Stwierdziła, że nie może mi tych dokumentów udostępnić, bo to „tajemnica firmy” i mógłbym gdzieś to wynieść. Ale jak podpiszę umowę – to wtedy od razu wszystko otrzymam ? Nie ciągnąłem dalej rozmowy, bo w kontekście zbliżającego się #wtorkuzfinansami bardzo mnie rozbawiła. Domyślam się jednak, że wielu klientów godzi się z taką argumentacją. Byłem pewny, że regulamin promocji i wzór umowy znajdę od razu na stronach internetowych Mediamarkt, ale jednak ich tam nie ma. Może Wam uda się je odkopać?

Moje wnioski po tej rozmowie:
– Jeśli ma być „prawdziwe 0%” – uważaj na cross selling – czyli próby dosprzedania Ci dodatkowych produktów, takich jak karty kredytowe czy ubezpieczenia. Prawdziwe 0% jest wtedy, gdy z Twojej kieszeni do banku wypływa prawdziwe 0 zł.
– Przeczytaj dokładnie regulamin promocji i wzór umowy – bo możesz tam znaleźć warunki, których niespełnienie może okazać się drogie. Nie spodziewam się raczej znaleźć haczyków, ale do umowy i regulaminu tej oferty ostatecznie nie dotarłem.

c) Allegro

Tu także, gdy coś kupuję, od czasu do czasu atakuje mnie oferta rat 0%, więc pierwszy raz postanowiłem nieco się jej przyjrzeć. Faktycznie – na wybrane produkty można skorzystać z oferty rat 0% bez żadnych dodatkowych opłat, o ile przejdziemy weryfikację zdolności kredytowej w bankach BNP Paribas lub Alior, z którymi Allegro współpracuje w zakresie udzielania pożyczek. Jeśli z jakichś powodów nie załapiemy się na promocję rat 0%, bank może nam jednak zaproponować ofertę standardową z RRSO wynoszącym obecnie 10,61%.

Po poczytaniu o tej ofercie przyszły mi do głowy takie punkty:
Jeśli nie załapiesz się na „prawdziwe 0%”, to nie korzystaj  pod żadnym pozorem ze standardowej oferty pożyczki!
– Pamiętaj, że poza oprocentowaniem i prowizjami, w pewnych sytuacjach mogą jednak pojawić się dodatkowe koszty. Oto przykład różnych sytuacji, w których w przypadku skorzystania rat z Allegro mogą zostać pobrane opłaty:

To tyle moich wrażeń. Podsumowując ten punkt: raty „prawdziwe 0%” w okresach promocji istnieją i rzeczywiście dość łatwo można z nich skorzystać. 

Zadajmy sobie jednak kilka dodatkowych pytań…

2. Po co istnieją raty 0% i komu to się opłaca?

Przede wszystkim po to, aby ludzie, których nie stać na dokonanie zakupu, jednak się na ten zakup zdecydowali. W normalnych warunkach, gdy nie masz odłożonych 4000 zł na telewizor, po prostu go nie kupujesz. Wiesz wprawdzie, że mógłbyś zaciągnąć na zakup kredyt, ale to wiąże się z wysokimi kosztami, zatem odpuszczasz. I tutaj na scenę wkraczają raty 0%, które zmiatają ostatnią barierę stojącą pomiędzy Tobą, a wymarzonym telewizorem.

Po drugie – po to, by taką promocją przyciągnąć większą liczbę klientów do sklepu. W mediach można puścić głośną kampanię „raty prawdziwe 0%”, a na miejscu okazuje się, że nie na cały asortyment, że tylko przy 10 lub 15 ratach, że tylko od 1500 zł wzwyż, itp. W ten sposób ruch będzie większy, a część przyciągniętych do sklepu klientów skorzysta po prostu z rat standardowych. 

Po trzecie – aby osoby, które przyszły na zakupy, wydały więcej, niż planowały. Chciałeś kupić telewizor za 4000 zł, ale okazuje się, że obok jest jeszcze wspanialszy za 6000 zł. Choć tylu pieniędzy nie masz, to jednak z ratami 0% chętnie się zdecydujesz na taki „upgrade”, wmawiając sobie później, że przecież jakość obrazu jest o niebo lepsza. 

Dodatkowo towary, które można nabyć w promocji „raty 0%”, mogą mieć po prostu nieco wyższe ceny, niż w innych sklepach – dlatego zawsze warto przed podjęciem decyzji dokonać szczegółowego porównania cen. Na szczęście porównanie zajmuje minutę i można to zrobić nawet na miejscu w sklepie, w którym rozważamy dokonania zakupu na raty.

A co ma z tego bank? Otóż nawet przy ratach 0% jest to dla banku konkretny biznes. Pozyskanie nowego klienta na produkt kredytowy kosztuje banki kilkaset złotych (tyle banki płacą np. w programach afiliacyjnych, gdy ktoś promuje pożyczki na swojej stronie internetowej). Tymczasem tutaj bank pozyskuje klienta praktycznie za darmo (za nasze depozyty płaci przecież grosze) i bez wysiłku, bo klient przychodzi sam. Dodatkowo bank ma cały okres, w którym będziemy spłacać raty, by udowodnić, jakim jest świetnym partnerem biznesowym. Może więc liczyć, że zostaniemy z nim na dłużej. 

Podsumowując: promocje pod hasłem „raty 0%” z całą pewnością nie mają znamion działalności charytatywnej. To zwykłe i bardzo skuteczne narzędzie marketingowe, które opłaca się zarówno bankom, jak i konkretnym sklepom. Ale ważniejsze jest inne pytanie:

3. Czy raty 0% opłacają się Tobie?

W tym punkcie krótko skomentuję kilka przykładów, najczęściej przytaczanych przez zwolenników rat 0%. Oto one:

a) Opłaca się, bo mogę zbudować pozytywną historię kredytową w BIK

To fakt. Jeśli potrzebujesz dokonać danego zakupu i jeśli faktycznie potrzebujesz pozytywnej historii kredytowej w BIK, to raty 0% mogą mieć sens. Jeżeli jednak jesteś osobą zaradną finansowo i nie korzystasz z kredytów i pożyczek na konsumpcję – historia kredytowa w BIK przyda Ci w zasadzie jedynie przy zaciąganiu kredytu hipotecznego. 

Pamiętaj jednak, by w takim wypadku pilnować terminowości spłaty rat. O ile pozytywna historia w BIK nie oznacza, że dostaniesz lepszą ofertę kredytu hipotecznego, o tyle opóźnienia w spłacie i związana z tym negatywna historia w BIK, mogą pozbawić Cię szansy na kredyt hipoteczny. Widziałem już takie przypadki, dlatego po prostu Cię na to uczulam. 

Pozytywną historię kredytową możesz również zbudować korzystając rozsądnie np. z dwóch kart kredytowych – spłacając je każdorazowo w całości i nie wykorzystując przyznanego limitu kredytowego w stopniu większym niż 60-70%. Dlatego nie kupuj rzeczy, która nie jest Ci potrzebna, tylko dlatego, że chcesz skorzystać z rat 0% w celu zbudowania historii w BIK. Więcej o sposobach budowania pozytywnej historii w BIK dowiesz się w moim kursie pt. Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku.

b) Opłaca się, bo nie będę musiał naruszać „poduszki finansowej”

Finansowa poduszka bezpieczeństwa to oszczędności odłożone po to, by móc po nie sięgnąć w razie „życiowej awarii” – jak np. utrata pracy, poważna usterka samochodu, choroba wymagająca drogiego leczenia itp. Czym taka poduszka jest i jak działa opowiadałem szczegółowo w 22 odcinku #wtorkuzfinansami. 

Tutaj sprawa jest prosta – jeśli w celu zakupienia danej rzeczy – nowych mebli, konsoli do gier czy telewizora – musiałbyś naruszyć poduszkę bezpieczeństwa – to po prostu nie stać Cię obecnie na te zakupy. Jestem zwolennikiem metody „OK” – czyli „odkładam – kupuję”. Jej odwrotnością jest metoda K.O., którą znawcy sportów walki szybko rozszyfrują jako „knock out”. Wiem, że dokonując takich zakupów na raty każdy ma plan, by wszystkie je spłacić, ale potem przychodzi zwykłe życie ze swoimi nieprzewidzianymi wypadkami i nasz chytry plan bierze w łeb. Pozostając w tematyce sportów walki mogę tu przytoczyć słowa Mike’a Tysona: „Każdy ma plan, dopóki nie dostanie w mordę”. Brzmi okrutnie, ale dobrze odzwierciedla sytuację osoby żyjącej z długiem na karku. A zakupy na raty – nawet na raty 0% – to ciągle jest dług.

Czy widzę tu jakieś wyjątki? Tak. To, że jestem zwolennikiem przestrzegania jasnych zasad w dbaniu o finanse, wcale nie oznacza, że jestem fanatykiem. Zasady dotyczą zdecydowanej większości sytuacji, ale nie 100% przypadków. Jeśli komuś nawali lodówka, bez której oczywiście nie sposób dziś przeżyć, nie chce ruszać swojego funduszu bezpieczeństwa – ulokowanego np. w obligacjach skarbowych – a ma możliwość zakupu lodówki na raty 0% – to oczywiście niech korzysta! Pamiętajmy jednak, że wyjątki od reguły „nie zadłużam się na konsumpcje” powinny faktycznie być wyjątkami i zdarzać niezwykle rzadko.

Sprawdź aktualne rankingi
ostatnia aktualizacja:


Najlepsze lokaty bankowenawet 4%!
Najlepsze konta osobiste za 0 zł
Promocje bankowe do 900 zł premii
Najtańsze kredyty hipoteczne 14 banków

Sprawdź

c) Opłaca się, bo moje własne pieniądze mogą w tym czasie pracować na koncie oszczędnościowym

Tu wystarczy kilka prostych obliczeń, których zwolennicy tego argumentu zwykle nie wykonują, lub robią je błędnie. Załóżmy, że zamiast kupować coś za 5000 zł w gotówce, kupię to korzystając z 10 miesięcznych rat w wysokości 500 zł, a gotówkę wpłacę na dobre konto oszczędnościowe. Jestem na świeżo z rankingiem kont oszczędnościowych na moim blogu – przyjmijmy zatem oprocentowanie na poziomie 3% w skali roku, czyli 0,25% w skali miesiąca. 

O ile pieniędzy będzie więcej w mojej kieszeni po upływie 10 miesięcy spłacania rat? Wiele osób założy, że tyle, ile w ciągu 10 miesięcy na koncie oszczędnościowym zarobi odłożone 5000 zł. W naszym przykładzie byłaby to kwota:

5000 zł * 3% * (10/12) = 125 zł
Po uwzględnieniu podatku Belki daje to: 125 zł * 0,81 = 101,25 zł

Czyli co? Gra warta świeczki, bo stówka zostanie w kieszeni? Niestety nie! Takie liczenie jest błędne. Nie mogę zakładać, że dzięki skorzystaniu z rat 0% przez cały okres 10 miesięcy na moim koncie oszczędnościowym będzie pracować kwota 5000 zł. Aby na koncie pracowało 5000 zł, to miesięczne raty pożyczki muszę spłacać z moich bieżących dochodów. Gdybym nie miał tej pożyczki, to mógłbym wpłacać po 500 zł na konto oszczędnościowe co miesiąc i zarabiać odsetki, prawda? Dlatego dla prawidłowego policzenia faktycznej „wartości dodanej” związanej z korzystaniem z rat 0% muszę przyjąć, że raty będą spłacane z tych odłożonych 5000 zł. Wtedy dopiero uzyskam obraz prawdziwego „przysporzenia majątkowego”. Ile to przysporzenie wyniesie? Obliczenia znajdziesz w poniższej tabeli:

Jak widzisz, nie wyciągniesz z tej operacji stówki, tylko zaledwie 56,37 zł – i to przy założeniu, że oprocentowanie Twojego konta oszczędnościowego nie spadnie. A co musisz w zamian poświęcić?

 4. Ile faktycznie kosztują Cię raty 0%?

Powyżej pokazałem, że lokując 5000 zł na koncie oszczędnościowym z oprocentowaniem 3% w skali roku i dokonanie zakupów z wykorzystaniem 10 rat 0%, możesz wygenerować w 10 miesięcy 56,37 zł zysku – czyli 5,64 zł miesięcznie.

W finansach zwykle nie ma niestety darmowych obiadów i tych 56 złotych nie zarobiłeś za darmo.

Czym tak naprawdę zapłaciłeś?

– Swoimi danymi osobowymi i finansowymi, które przekazałeś do banku;
Czasem spędzonym przy ubieganiu się o raty 0% – poświęconym na zdobycie zaświadczenia o zarobkach, a jeśli nie jest ono wymagane – to i tak musisz spędzić chwilę na rozmowie z bankowym doradcą (trwa to podobno 15 minut, ale jeżeli przed Tobą z promocji chcą skorzystać 3 osoby…);
– Swoim czasem poświęconym na dokładną analizę dokumentów:  umowy pożyczki oraz regulaminu promocji. Chyba, że nie czytasz takich dokumentów – ale wtedy jesteś zwykłym finansowym Kamikaze i wcześniej czy później skończysz jak Kamikaze.
– Swoją uwagą potrzebną do pilnowania terminowości rat i czasem na zdobycie potwierdzenia o całkowitej spłacie kredytu, aby mieć pewność, że nic Ci nie „bruździ” w historii kredytowej w BIK

Wbrew pozorom, zajmuje to sporo czasu… Minimalna stawka wynagrodzenia to obecnie 14,70 zł za godzinę… Jeśli cenisz się wyżej, to możesz nie wyjść przy ratach 0% „na swoje”.

Dlaczego nie bawię się w raty 0% i nie polecam nikomu tego rozwiązania?

Dla mnie sprawa jest prosta: raty 0% to zwykły dług, który przeznaczany jest na zakup dóbr konsumpcyjnych. A finansowanie konsumpcji kredytem – nawet kredytem 0% – to bardzo kiepska decyzja finansowa. Poza bardzo nielicznymi przypadkami – wymienionymi w powyższym artykule – korzystanie z rat 0% nie ma sensu. Zarobek na tym praktycznie żaden, a straconego czasu dość sporo. 

Ja wolę kupić coś za własne pieniądze i zapomnieć o całej transakcji. Zaś odzyskaną w ten sposób energię i czas wykorzystać na główkowanie, jak zarobić kilka tysięcy w miesiąc, a nie 56 zł w 10 miesięcy…

A jakie jest Twoje podejście do rat 0%? Czekam na Twoją opinię w komentarzu.

Jak słuchać podcastu?

Dzisiejszy odcinek znajdziesz na górze tego wpisu, a w ciągu kilku godzin po publikacji na blogu podcast będzie również dostępny w aplikacjach do odsłuchiwania podcastów, w tym m.in.:

za pośrednictwem iTunes
za pośrednictwem aplikacji Stitcher
za pośrednictwem Spotify
za pośrednictwem YouTube
poprzez RSS

Jestem bardzo ciekaw Twoich wrażeń z tego odcinka i będę Ci bardzo wdzięczny, jeśli podzielisz się swoją opinią.

A jeśli korzystasz z iTunes i masz 20 sekund, będę Ci bardzo wdzięczny za ocenienie podcastu w tej aplikacji:

-> Oceń podcast w iTunes

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 12 694 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze41 komentarzy

  1. Wielokrotnie korzystałem z rat 0% w Media Markt (przeważnie mając w portfelu całość gotówki na zakup produktu).
    Rzeczywiście za wszelką cenę starają się “wcisnąć” dodatkowe ubezpieczenie, kartę kredytową, sugerując, że bez tego klient nie będzie miał zdolności kredytowej. Weryfikacja zdolności to też fikcja. Proszą o numer telefonu do pracodawcy (mimo, że o 17:00 w sobotę firma jest zamknięta 😉 ).
    Asertywność przy odmowie skorzystania z dodatkowych produktów to absolutna podstawa.
    Ostatecznym argumentem bywa zdanie:
    “Dobrze Pani wie, że dla świętego spokoju mogę się zgodzić na zakup ubezpieczenia, ale i tak wypowiem je natychmiast po sfinalizowaniu transakcji”. Przeważnie to wystarcza.
    Reasumując – polecam pod warunkiem, że będzie to “prawdziwe” 0% 🙂

    • Wydaje mi się że jeśli ktoś jest świadomym konsumentem to temat rozumie i nie zrobi “postaw się a zastaw się” do tego inteligentni konsumenci rozumieją PRAWDZIWE za i przeciw o których piszesz. Ja jestem osobą wyliczoną, w niektórych aspektach aż za bardzo. Z prawdziwych rat 0% skorzystałem raz. Kupowałem smartfona, na allegro nówka była najtańsza i była promocja na raty 0%. Całość z przeczytaniem zasad umowy, analizą finansową (konto i raty 0 akurat w mBank) i przyznaniem kredytu trwało może 10 minut. W domu przed komputerem. I tak to narzędzie traktuję – przy okazji a nie cel sam w sobie i tak też widzę zrobił Rafał od którego artykuł się wziął. Nie kupił ponad stan ani na siłę bo była “promka da raty” tylko przy okazji planowanych zakupów i małym nakładem dodatkowym (czas, etc.). I tak to chyba powinno działać jeśli ma być rozsądne….

      • Wada rat 0% jest jeszcze taka, że w sumie sprawia wrażenie że miesięcznie niewiele nas takie zakupy kosztują a sklep może liczyć na to że Kowalski przyjdzie po kolejny produkt tzw. 0%

    • Fajny sposób z tym “ostatecznym argumentem” 🙂

      Kiedyś czytałem też wypowiedź jakiegoś pracownika takiego punktu, który wprost powiedział, że mają możliwość losowego przyznawania dodatkowych produktów przy udzielaniu kredytu.

      Może od tamtego czasu się coś zmieniło, ale i tak warto mocniej zwrócić na takie dodatki uwagę 🙂

  2. W punkt 🙂 Generalnie sam należę do osób które wzięły dwie rzeczy (planowane) w raty 0% żeby mieć cokolwiek wpisane przy braniu kredytu hipotecznego. Kiedyś miałem do tego luźniejsze podejście ale ostatnio postanowiłem sobie że żadnych kredytów konsumpcyjnych nawet 0%. Kupując mieszkanie miałem taki głupi plan (odłożonej gotówki nie starczyło mi na pełne urządzenie mieszkania), że brakującą kwotę (jakieś 10tysiecy) zkredytuje sobie czy to kombinując z ratami 0% z allegro czy to czekając na promocję w sklepach meblowych etc. Z drugiej strony pomyślałem sobie kurde wolę cieszyć się mieszkaniem nawet jeszcze niekompletnym niż odliczać do końca pierwszych parunastu miesięcy mieszkania tam bo spłacam dwa razy więcej rat.
    Im mniej stałych przelewów tym człowiek szczęśliwszy 🙂

    • Mam podobne podejście. Po prostu staram się nie komplikować swoich finansów zbędnymi “dodatkami”.

      Trzymam się zasady “nie finansuję konsumpcji długami, bez względu na ich cenę” – więc kiedy widzę ofertę rat 0% – ignoruję ją.

  3. kredyt 0% do 4000 zl jest w getinbank, lepsze to niz w sklepie,
    w credid tez cos podobnego i bank nawet splaca ostatnia rate

  4. Marcin Kluczek

    Pod koniec marca wziąłem takie 0% w Euro.

    W skrócie. Weź minimum 4 produkty objętych promocją a dostaniesz 30 rat 0% i Euro zapłaci pierwsze 5 rat.

    Przygotowałem koszyk zakupowy. Cena 4350 czyli 30 rat po 145. Pierwsze 5 płaci Euro, zatem 25*145= 3625.

    Sprawdziłem ile zapłaciłbym kupując poszczególne produkty w innych sklepach – Ceneo. Rozkładając zakupy na 3 sklepy wyszło mi minimalnie ponad 4000.

    Wybór był prosty. Biorę wszystko w Euro, tylko dla rabatu, którego nie dostałbym kupując za gotówkę. Euro spłaciło 5 rat, po czym spłaciłem kredyt do zera.

    Nie wiem jak bankowi i Euro to się mogło opłacić, ale to ich sprawa 🙂 Kupowałem to, co i tak bym kupił, a gotówka była przygotowana z góry. Trafiła się wisienka, ale dla samych 0% nie chciałoby mi się.

    Cała procedura w sklepie trwała 45 minut: zamówienie, wniosek, wymigiwanie się od ubezpieczenia, decyzja. Do tego szybka lektura regulaminu i tabeli opłat 20 minut.

    • Hej Marcin, o tak – poruszyłeś ważny wątek, o którym w filmie nie wspomniałem. W pewnych okolicznościach faktycznie można otrzymać rabat. Wtedy cała zabawa zaczyna mieć zdecydowanie większy sens.

      Jak im się to opłaca? Myślę, że liczba osób, które dokonują obliczeń takich, jak Ty, jest na tyle mała, że można to wrzucić w koszty kampanii wizerunkowej 🙂

      Bardzo ważny krok, o którym piszesz: porównać ceny z innymi sklepami!

    • Bardzo dobry przykład, z którego sam korzystałem wielokrotnie i nie był wymieniony w artykule. Myślę, że warto weryfikować tego typu okazje. Bardzo często różne promocje łączą się i można uzyskać dużo lepsze warunki niż przy płatności gotówką. Pieniądze mimo wszystko zostają na koncie, a całość ogranicza się do zlecenia stałego.

  5. 5 miesięcy temu z ciekawości skorzystałem z rat allegro na 800 zł i jest to do tej pory mój pierwszy i jedyny kredyt konsumpcyjny, przedstawię jak wygląda to w moim przypadku:
    Po 3 latach zepsuł mi się telefon, znalazłem interesujący mnie model na Allegro, wystąpiłem o raty 0% na jego zakup i kupiłem. Choć mogłem kupić telefon płacąc całą kwotę od razu – co już byłem gotowy zrobić to w ostatniej chwili dałem się skusić. Wniosek przez internet zajął mi może 5 minut, na drugi dzień przyszła decyzja z banku BNP o przyznaniu kredytu (pewnie dlatego dopiero na drugi dzień bo robiłem to późnym wieczorem). Spłaciłem już 5 z 10 rat po 75 zł miesięcznie. Mam dostęp do bankowości BNP gdzie widzę swój kredyt. Raz w miesiącu na email przychodzi informacja o kolejnej racie, nie otrzymuje z banku żadnej oferty marketingowej itp. co jest dla mnie plusem.
    Dodam że raty 0% allegro są kredytem odnawialnym. W tej chwili z 750 zł spłaciłem już prawie 400 i teraz te 400 zł mam już dostępne na kolejne zakupy, gdy spłacę całość znów będę miał 800 zł – sprytne zagranie ze strony banku!

    • Dzięki Tomek za podzielenie się tą historią. Kolejny sprytny “trick” banku – klient złapany na raty, ale ma już kredycik odnawialny. Jestem bardzo ciekawy, czy po spłaceniu rat zamkniesz to zobowiązanie, czy będziesz je trzymać “na wszelki wypadek” 🙂

      Daj znać, co ostatecznie zdecydujesz, bo to fajnie pokazuje mechanizmy psychologiczne wykorzystywane przez instytucje finansowe do “przywiązywania” ludzi do długów.

  6. Kilkakrotnie robiłem zakupy na raty 0%- głównie AGD i elektronika. Większość w Euro RTV AGD, raz w Media Markt i raz w Agata Meble. Media Markt mnie rozczarował, bo wcisnęli mi jakieś ubezpieczenie. Natomiast dwie pozostałe firmy rzeczywiście mają 0%. Uważam że to jest dobra forma zakupów, zwłaszcza jeżeli dość drogi zakup jest rozłożony np na 4 lata. W ten sposób rata rzędu 90 czy 120 zł miesięcznie nie jest żadnym obciążeniem, a można od razu korzystać z rzeczy wartej np około 5.000 zł. 4 lata raczej nie odkładałbym na telewizor, ale spłacać tyle czasu w małych ratach, czemu nie.

    • To dość częsta komunikacja banków: zamiast kupić coś teraz za gotówkę, płać niziutkie raty… Efekt zwykle jest taki, że pozostałe pieniądze i tak się rozchodzą…
      Nie piszę oczywiście konkretnie o Twoim przypadku Jarek – ale ogólny mechanizm tak właśnie działa. Stopniowe oswajanie z wygodą życia na raty.

      To daje złudne poczucie, że “mamy pieniądze”, a tak naprawdę to “mamy dług”.
      Ciekawe dlaczego w reklamach nie ma stwierdzeń w rodzaju: “spłacaj swój DŁUG w wygodnych ratach”.

      Poza tym: czy na pewno 120 zł “nie jest żadnym obciążeniem”? …

  7. Marcinie, czy mógłbyś rozwinąć wątek “zdobycie potwierdzenia o całkowitej spłacie kredytu”? Tak się składa, że akurat mam jeszcze pewne raty 0%, które niebawem mi się kończą. Powinienem wydobyć od banku takie pisemne potwierdzenie, że jesteśmy już ze sobą rozliczeni?

    • Hej Lech – ja zamykając swoje zobowiązania (dawno, dawno temu) zawsze brałem pisemne potwierdzenia tego faktu. Po przepracowaniu 11 lat w instytucjach finansowych lubię mieć pełną jasność.

      Dziś równie skuteczny może być wydruk z bankowości elektronicznej.
      Inną metodą jest zajrzenie do raportu BIK, czy zobowiązanie ma status “zamknięty”.

      To może okazać się ważne np. przy zaciąganiu kredytu hipotecznego na własne cele lub na cele inwestycyjne.

      Generalnie – upewnij się w jakiś sposób, że będziesz mógł udowodnić, iż zobowiązanie zostało spłacone, gdyby bank twierdził inaczej.

    • Chodzi o to, że przykładowo po 6 latach od spłaty zobowiązania w danym banku stwierdzą, że jednak nie spłaciłeś kredytu do końca (bo, np. “błąd systemu”). I musisz udowadniać, że nie jesteś wielbłądem i wszystko spłaciłeś. A dostępu do starszej historii rachunku niż 2-3 lata raczej w żadnym banku nie ma. Trzeba płacić słono za każdą stronę historii operacji na rachunku.

  8. Pełna zgoda, to nadal jest dług. Choć nadal uważam, że to dług z tych dobrych pod warunkiem, że wcześniej na tę konsumpcję kasę odłożyliśmy. Wówczas kasę trzymamy na koncie oszczędnościowym, lokacie lub w obligacjach skarbowych lub na naszej poduszce.
    I co najważniejsze, to jest akceptowalne w przypadku gdy i tak ten sprzęt potrzebujemy, czyli telewizor się popsuł i chcemy kupić nowy a nie wydajemy kasę na zbędny luksus.

  9. Jeśli masz upatrzony produkt w zakupie opcji rat 0% a stać Cię na zakup w gotówce, negocjuj ze sklepem. Sklep często przy takich ratach musi i tak odprowadzić marżę do Banku, więc, jak kiedyś usłyszałam od sprzedawcy “mnie jest obojętne czy oddam pieniądze Pani czy bankowi, więc jak chce Pani zapłacić dziś gotówką obniżę cenę o 4%” . Warto zatem nastawić się w rozmowie na raty, i w pewnym momencie zapytać czy jeśli jednak kupimy produkt dziś za gotówkę jest szansa na kilka % obniżki 😉 Naprawdę działa.

  10. Cześć,
    0,5 roku temu miałem pilny zakup telefonu komórkowego. Szukając modeli telefonów na oficjalnej stronie Xiaomi okazało się, że oferują 10×0% w Santander.
    Zdecydowałem się na te raty, ponieważ chciałem wyrobić sobie historię kredytową w BIK.
    Kredyt już dawno spłaciłem i jedynym minusem tego wszystkiego było przekazanie swoich danych bankowi :/
    P. S. Rozmowa weryfikacyjna przez telefon trwała rzeczywiście około 15 minut. Jednakże dzieje się tak tylko wtedy gdy nie dasz się “skusić” na ubezpieczenie i nie masz dodatkowych pytań.

    Pozdrawiam, Łukasz

  11. Trochę nie rozumiem tego wpisu. Raty 0% to raty 0%, a nie jakieś dodatki w postaci karty kredytowej, ubezpieczenia, czy czegokolwiek innego. Jeśli ktoś mi proponuje jakikolwiek dodatek do rat 0% to rezygnuję z całej oferty i koniec. Jeśli natomiast raty są faktycznie 0% to uważam, że to bardzo dobry sposób na zakup droższych produktów. Zakup z zaoszczędzonych środków? Jeżeli biorę raty 0% na 12 miesięcy (a tym bardziej na 24) np. na TV za 4000 czy 6000, to odkładając na niego muszę czekać rok (2) zanim go kupię, a tak mogę się cieszyć i korzystać z zakupionego sprzętu od razu.

    • Paweł,

      piszesz, że musiałbyś odkładać – więc opisujesz sytuację, w której nie masz teraz środków na zakup.
      Normalnie nie kupiłbyś telewizora za 6000 zł, bo Cię na niego nie stać.

      Kupujesz go jednak na raty 0%, by “cieszyć się już dziś”. Cóż – nieumiejętność odraczania gratyfikacji to m.in. to, dzięki czemu banki tak świetnie zarabiają.

      Uruchomimy teraz wyobraźnię. Gospodarka spowalnia, za miesiąc tracisz pracę i dochody. Dalej cieszysz się z telewizora na raty?…

      Większość z 2,4 mln osób, które dziś nie są w stanie terminowo spłacać zobowiązań, zaciągała kredyt z podobnym “planem”, o którym piszesz – że wszystko będzie dobrze.
      Bardzo wiele zadłużonych osób chciało “cieszyć się już dziś”. Jednask “dziś” szybko minęło i nagle przyszło “jutro” – a wraz z nim konieczność spłacenia długów. Raty męczą znacznie dłużej, niż cieszy telewizor.

  12. Mam jeszcze jedną uwagę do większości artykułów dot. zakupów na raty. Przeważnie przewija się zdanie, że zamiast zaciągać kredyt i spłacać np. po 100 zł miesięcznie, odkładaj te 100 zł przez np 2 lata i wtedy zakup to, co potrzebujesz. Jest to bardzo ciężki argumentu w przypadku obecnych czasów i dynamiki rozwoju technologicznego. Bardzo często pojawia się przykład telefonu. “Płacę 120 zł rat i nawet tego nie czuję”. Skoro tak proponuję przygotować się już teraz na to, co bezwzględnie nastąpi za kolejne 2 lata – wymiana na nowszy model. Płacisz bankowi 120 zł nic to nie boli? Odkładaj więc jednocześnie dodatkowe 120 zł na konto “wymiana telefonu 2021”. Istnieją zakupy niespodziewane i takie które możemy przewidzieć z matematyczną dokładnością (Boże Narodzenie jest co roku, wyprawka szkolna też a telefon wymieniamy średnio co dwa lata 😉 Może warto czasem usiąść i sporządzić taką listę zakupów przewidywalnych w skali kilku lat do przodu i w miarę swoich możliwości, finansowo się do nich przygotować ? Jest to też bardzo skuteczny chwyt psychologiczny. Kiedy spłacasz ostatnią ratę pojawia się myśl “NO! i jest już miejsce na nową ratę”, co często pcha do kolejnego, nie zawsze niezbędnego zakupu, natomiast kiedy na koncie nagromadzi Ci się 2880 PLN (w myśl 120 zł przez 2 lata) będziesz spokojniej rozważać wydanie tej kwoty na nowy telefon. Może nawet się okaże że ten “stary” nie jest jeszcze taki zły.
    🙂

  13. Marcin Kluczek

    Przypadek nie mam gotówki i biorę na raty:

    + masz od razu TV, powiedzmy za 4800 dla ładnej raty
    + jakieś grosze na lokacie

    – masz zobowiązanie w bilansie 4800>0
    – masz miesięczny sztywny wydatek 200 miesięcznie (24 miesiące)
    – procedury i trzeba o tym pamiętać
    – nie zapłacisz jednej raty i nici z 0%
    – nie masz możliwości zmiany decyzji

    W praktyce: Czy na raty czy z oszczędności obniżasz przyszłą konsumpcję na inne dobra/generowanie oszczędności o 200 miesięcznie. To jest ciągle to samo wydane 200 złotych, które albo pójdą do banku, albo do skarbonki “na TV”. Z decyzji o oszczędzaniu możesz się wycofać. Z kredytu już nie.

    Wniosek: Z góry decydujesz o alokacji przyszłych dochodów, zatem ponosisz koszt alternatywny lepszego spożytkowania środków i bierzesz na klatę ryzyko kredytowe .

    Jeśli mimo to wolisz od razu TV, ok, ale ponosisz też inne koszty niż samo 24×200.

    Można oczywiście robić większe kalkulacje np
    1. mając gotówkę, zakupu za kilkadziesiąt tysięcy i możliwość nadpłaty hipoteki – kuszące
    2. prowadząc kapitałochłonny biznes, który musi się wspierać kredytami obrotowymi – praktyczne

    ale to inny case. Kredyt na 0%, bo można jak mawiała noblistka * nie urywa. Bez dodatkowych bonusów, moim zdaniem bez sensu.

  14. pracownik punktu ratalnego

    Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze… otóż tak się składa ze jestem pracownikiem punktu ratalnego w Media Markt i kilka rzeczy chciałabym sprostować… otóż Media Markt ma różne oferty, ale zawsze w regulaminie jest napisane czy są jakieś wykluczenia, warunki itd więc nieprawdą jest, że klient dowiaduje się na miejscu że trzeba mieć odpowiednią kwotę, odpowiedni towar itd.. wystarczy przeczytać regulamin.. albo wysłuchać całej reklamy do końca…
    Co do kredytu w karcie… no oczywiście trzeba powiedzieć, że ,,Pani próbowała wcisnąć” bo tak jest bardziej dramatycznie… od razu ukazuje że pracownicy banku łypią na klienta jak harpie i tylko czekają żeby go zwabić i oskubać… a tak naprawdę karta jest fajnym rozwiązaniem jak potrafi się z niej mądrze korzystać …a opłatę za kartę też idzie obejść…no i jeśli już trzymamy się faktów to wynosi ona 4,90 a nie 4,99 niby mały błąd, ale przy takim zasięgu artykułu dobrze by było żeby znajdowały się prawdziwe dane….
    Przejdźmy do tych “cudownych ubezpieczeń” tutaj chciałabym tylko opowiedzieć historię która przytrafiła mi się kilka miesięcy temu i która mnie samej pokazała, że rzeczywiście mają one sens otóż przyszedł ojciec ze łzami w oczach i powiedział, że mu syn zginął a brał u nas niedawno kredyt i chciałby się dowiedzieć czy ma go ubezpieczony ( nie miał-pewnie stwierdził ze co tam najwyżej ktoś za niego spłaci). Co do ubezpieczeń sprzętu to już z bankiem ani z otrzymaniem rat nie ma nic wspólnego.
    Wiadomo, żeby historia dobrze się sprzedała trzeba tez powiedzieć w prześmiewczy sposób o Pani która nam nie chciała pokazać regulaminu oferty ani umowy przed podpisaniem (serio?)
    Tyle… nie udzielam się często, ale to mi jakoś leżało na sercu, bo potem przychodzą tacy pieniacze o każdy grosz i od progu najpierw od sprzedawcy chcą rabat( ciekawe czy w sklepie o bułki też się tak targują) do tego w punkcie ratalnym raty zero bez żadnych kosztów oczywiście i jeszcze jakiś rabat z banku bo oni już drugi raz biorą i zawsze spłacają w terminie ( nie wiem może chcą żeby im te raty jeszcze spłacić) na koniec jeszcze cichaczem wezmą długopis bo przecież takiego w kolekcji jeszcze nie maja…

    • O, super, że piszesz i przedstawiasz swój punkt widzenia. Rozpocząłem już rodzinny weekend, ale w poniedziałek odpowiem. Do usłyszenia 😉

      • Mam wreszcie chwilę na odpowiedź. To po kolei:

        (1) “(..)zawsze w regulaminie jest napisane czy są jakieś wykluczenia, warunki itd więc nieprawdą jest, że klient dowiaduje się na miejscu że trzeba mieć odpowiednią kwotę, odpowiedni towar itd.. wystarczy przeczytać regulamin (…)

        Właśnie dlatego poprosiłem o regulamin. Niestety go nie otrzymałem.

        (2) “Co do kredytu w karcie… no oczywiście trzeba powiedzieć, że ,,Pani próbowała wcisnąć” bo tak jest bardziej dramatycznie… ”

        Być może byłoby bardziej dramatycznie, ale ja nie napisałem, że “Pani próbowała wcisnąć” – polemizujesz sam ze sobą.

        (3) “… od razu ukazuje że pracownicy banku łypią na klienta jak harpie i tylko czekają żeby go zwabić i oskubać… ”

        To Twoja interpretacja. Ja pokazałem zwykłą próbę cross sellingu, co jest przecież naturalne w działaniach sprzedawców. Nie zakładam, że chcą oskubać klientów, ale z pewnością chcą zrealizować swój plan sprzedażowy i zgarnąć bonus.

        (4)”jeśli już trzymamy się faktów to wynosi ona 4,90 a nie 4,99″ – dziękuję za zwrócenie uwagi

        (5) (…)”Przejdźmy do tych “cudownych ubezpieczeń” tutaj chciałabym tylko opowiedzieć historię która przytrafiła mi się kilka miesięcy temu…”

        Tego typu łzawe historie na zasadzie “anegdotal evidence” w ogóle na mnie nie działają. To argument w rodzaju: “Mój dziedek palił papierosy, przezył 95 lat, zatem palenie nie jest szkodliwe”. Ubezpieczenie kredytu ma podstawowy cel: zwiększyć marżę banku. Gdyby bank bał się o swoje pieniądze, nie dawałby kredytu. Poza tym – wystarczy nie zaciągać kredytów na konsumpcję i żadne tego typu ubezpieczonka nie będa potrzebne.

        (6) Wyszło prześmiewczo? Nic dziwnego. A czym innym niż śmiechem mogłem zareagować na argumenty, że umowa i regulamin stanowią “tajemnicę firmy”???
        Zwróć proszę uwagę, że piszę o konkretnej Pani, a nie o wszystkich pracownikach punktów kredytowych. Jak w każdym zawodzie – również tutaj, są sprzedawcy, doradcy i szarlatani. Najwięcej jest tych pierwszych, dwa pozostałe przypadki to w mojej opinii mniejszość.

        (7) “potem przychodzą tacy pieniacze o każdy grosz i od progu najpierw od sprzedawcy chcą rabat( ciekawe czy w sklepie o bułki też się tak targują) do tego w punkcie ratalnym raty zero bez żadnych kosztów oczywiście i jeszcze jakiś rabat z banku bo oni już drugi raz biorą i zawsze spłacają w terminie ( nie wiem może chcą żeby im te raty jeszcze spłacić) na koniec jeszcze cichaczem wezmą długopis bo przecież takiego w kolekcji jeszcze nie maja…”

        Negocjowanie i dbanie o swoje pieniądze to święte prawo każdego klienta. Zastanów się, jak taka wypowiedź świadczy o Twoim szacunku dla klientów?….

    • Zwróć uwagę, że zarzucasz Marcinowi subiektywizm i stronniczość punktując m.in. fragment o nieudostępnianiu regulaminu, czyli tak naprawdę negujesz fakt. Luźną dygresję, ale jednak opartą na prawdziwych (jak mniemam) wydarzeniach.
      Ja też miałem w przeszłości negatywne doświadczenia z pracownikami marketów agd, zwłaszcza wciskanie mimo wielokrotnej odmowy zbędnych ubezpieczeń. Raz nawet spotkałem się z próbą podstępu, gdy Pani w punkcie ratalnym pozornie przyjęła wszystkie odmowy, po czym podsunęła do podpisu umowę, w której były zaznaczone niechciane przeze mnie opcje. Chwila nieuwagi mogła mnie kosztować kilkaset złotych. Z ust bliskich, wiarygodnych znajomych słyszałem analogiczne historie. Zapewniam Cię, że nie wpisuję się przy tym w obraz “pieniaczka, cwaniaczka”. Z resztą, postrzeganie w ten sposób własnych klientów uważam za co najmniej kontrowersyjne i stanowi argument do pogłębionej autorefleksji.

  15. Zastanawia mnie wpływ inflacji w tym wszystkim. Kupując teraz za gotówkę sprzęt o wartości 3600 (36x100zł) po prostu pozbawiam się teraz 3600. Kazde 100 zl z tej kwoty jest w tej chwili warte 100zl. Biorąc teraz na raty sprzęt i spłacając np. po 100zł pierwsze 100zł wykładam teraz, gdy jest ono warte obecne 100zł. Przy ostatniej racie za 100zł za trzy lata ówczesne 100zl będzie warte mniej niż teraz. Czyli jakby “bukuję” sobie obecną cenę na przyszłe lata, ale w przeliczeniu na wartość dzisiejszych 100zł finalnie zapłacę mniej. Zwłaszcza, że przy tami sztucznym gwałtownym windowaniu kosztów pracy (płaca minimalna) złotówki teraz będą drastycznie tracic siłę nabywczą. Co myślicie?

    • Marcin Kluczek

      Hej Ola,

      To jest świetne pytanie, na które można odpowiedzieć bardzo wieloaspektowo. Wręcz zrobiłaś mi zagadkę, dzięki 🙂

      Załóżmy kilka parametrów, tylko po to, aby mieć się do czego odnosić:
      Dochód netto miesięcznie – 3000 / Wydatki miesięczne – 2700 / Nadwyżka – 300 (10% – to już coś!)
      Inflacja po dwóch latach – skumulowane 5 % / Dochód z konta oszczędnościowe – 4% netto (kapitalizacja miesięczna)
      Wydatek 3600 / Kredyt 0% 36×100 zł

      A teraz pospekulujmy:

      Część dotycząca wyłącznie zakupu za 3600
      1. Mam gotówkę i ją wydam. Inflacja w tym punkcie mnie nie interesuje.
      2. Mam gotówkę i biorę kredyt – inflacja „działa na moją korzyść”, ponieważ im jest wyższa, tym więcej dostanę od banku chomikując środki na koncie. Po dwóch latach zostało mi 12 rat po 100 i 1405 na koncie = „zarobiłem” jak dotąd 205 złotych. Czad.
      3. Nie mam gotówki i biorę kredyt. Teoretycznie wszystko jest ok, ponieważ mam nadwyżki 300 złotych, a na ratę przeznaczam tylko 100. Po dwóch latach zaczyna się jednak robić ciasno, ponieważ wydatki rosną z 2700 do 2850 i mam już tylko 150 nadwyżki, z czego 100 pochłania rata. W tym tempie zanim spłacę „zerową ratę”, zacznę być pod kreską przez ostatnie 6 miesięcy spłacania kredytu. Zaczyna się wyścig o gonienie inflacji wzrostem pensji. Niby to tylko 6 miesięcy i jakieś „groszowe sprawy”, ale spalam oszczędności i zaczyna mnie to męczyć. Co jeśli nie będzie premii? W skrócie. Wszystko jest ok, dopóki pensja idzie za inflacją, a jeszcze lepiej rośnie szybciej, ale jeśli rośnie wolniej, stoi w miejscu lub spada, to mam problem. Taki mały zakład o przyszłe dochody 🙂 Nawet 0% nie jest takie kolorowe jak je malują.

      Przypadki 1 i 2 wydają się bezpieczne, 3 niekoniecznie, ale inflacja dopieka wszystkim, więc nie mogę jej rozpatrywać jako korzystną tylko dlatego, że 2 ponosząc koszty niefinansowe potencjalnie nieco zarobi. Don’t like.

      Zmianę cen mogę z góry założyć, wzrostu pensji już niekoniecznie. Specjalnie odnoszę się do zmiany cen, ponieważ jedne dobra drożeją , inne tanieją. Żywność i usługi niemal w ciemno zakładam, że zdrożeją, ale elektronika obstawiam, że będzie tańsza. Przynajmniej w kategorii cena/funkcjonalność.
      Teraz zagadka. Na co wydałem te 3600 w kredycie i jak to wpłynie na wartość netto w czasie. To jest moim zdaniem kluczowe pytanie:
      – elektonika: no to umoczyłem. Kupiłem np. TV , którego odpowiednik za dwa lata kosztowałby np. 2400-2700, a używany już tylko 1200 (stary model po gwarancji). Trzeba było odłożyć 24x 100 i kupić po dwóch latach. Tyle logika, a emocje powiedzą swoje.
      – sprzęt rehabilitacyjny (smutna sprawa, ale bywa): kupiłem bo musiałem, a nie chciałem wydać rocznych oszczędności na jedne zakup. Będę w plecy połowę ceny zakupu, gdy sprzedam używany.
      – wycieczka – teraz to już popłynąłem na 100% kredytu. Fajnie było, ale nie było mnie na nią stać

      Drążąc dalej temat wartości zakupionych rzeczy w czasie, może się zdarzyć, że warto wziąć kredyt, nawet oprocentowany, jeśli zakładamy wzrost cen niezbędnej rzeczy w przyszłości. Przykładowo:
      – mieszkanie: w dłuższej perspektywie drożeją, a nie kupuję go na 3-5 lat, a myślę o 20. Mam nie zerową szansę wyjść na zero licząc wartość pieniądza w czasie, zwłaszcza jeśli dobrze przemyślę zakup.
      – auto w leasingu w tym roku: przyszły rok to nowe normy Euro 6 i srogie kary dla producentów za przekroczenie dozwolonej emisji, za co zapłacą klienci. Moim zdaniem lepiej brać auto dziś, niż w styczniu. Mogę się oczywiście mylić.

      Dążę do tego, że forma finansowania jest kwestią wtórną. Najczęściej kredyt kosztuje, ale czasem doda nam nieco środków w zamian za ponoszenie jakiejś formy ryzyka. Najważniejsza są: decyzja o zakupie, cena nabycia, suma kosztów w czasie. Dlatego zakładając, że idzie inflacja i niepewne czasy, a zarazem mając do wyboru zakup za gotówkę lub kredyt, odrzucam obie opcje. Nie kupuję i czekam. Ewentualnie biorę sprzęt o klasę gorszy, a nadwyżkę chomikuję na niepewne czasy.

      Mam nadzieję, ze nie zakręciłem zbyt mocno 🙂

  16. czyli jak rzecza jest niezbeda (np, lodowka, telefon, pralka) i mamy i nie chcemy naruszac poduchy bezpieczenstwa (np. ulokowanych w obligacjach skarbowych) to raty faktycznie 0% sa w miare ok?

  17. Wiem że w dużych sieciach można negocjować cenę. Brat z dumą opowiadał że mógł dać rabat na tv 800 zł, dał 100 i dostał za to premię 500.
    Sklep i tak zarobił, ale na pytanie raty 0% czy rabat odpowiedz albo albo.
    Jak dla mnie to utajone koszta kredytu w cenie.

    Pozdrawiam

  18. Niesamowite, właśnie w piątek wziąłem tablet na 10 rat 0% 🙂 czytając powyższe komentarze to chyba była słuszna decyzja, bo:
    A tablet i tak bym kupił w tym sklepie, bo był najtańszy (przegląd sytuacji rynkowej)
    B tablet potrzebowałem na teraz i jego zakup nie był podyktowany emocjami, ratami 0% tylko konkretną potrzebą
    C formalności w Santander trwały rzeczywiście około 15 minut, ale załatwiłem będąc w pracy (brak kosztu utraconego czasu prywatnego)
    D świadoma rezygnacja z dodatkowych ubezpieczeń i produktów dodatkowych jak na przykład płatnych sms-ów, które informują o zbliżającej się racie czy spłaceniu pożyczki
    E stać mnie na niego nawet bez rat.

    Pozdrawiam Marcina i czytelników z nowego Samsunga Galaxy tab a 10.5 😉

    • Hej Maciej,
      fajny zbieg okoliczności 🙂
      Życzę Ci bardzo przyjemnego korzystania z tego sprzętu. Tablet to mój ulubiony sprzęt do czytania raportów inwestycyjnych.

  19. Hej

    Ja robie czasami tak ze nadpłacam kredyt hipoteczny i biore raty 0%. Wtedy mozna powiedziec ze zamieniam kredyt 4% na 0% dla tej kwoty.

    Nie warto moze bawic sie w to na 200zl, ale np kupujac meble za 20 000zł mamy juz całkiem niezły wynik

  20. Cześć,
    nie ukrywam, że temat jest mi bliski, więc bardzo się ucieszyłem kiedy otrzymałem maila z powiadomieniem. Pomyślałem, to teraz będzie o mnie i być może dowiem się czegoś nowego. Przeczytałem całość i nie do końca się zgodzę. Z mojej perspektywy wygląda to trochę inaczej. Na wstępie chciałem zaznaczyć, że większość sprzętu w moim mieszkaniu kupionych było właśnie na raty 0%. Dlaczego? zawsze posiadałem te pieniądze i było tak nieprzerwanie podczas całego okresu spłaty, mimo wszystko często kredyt jest bardziej opłacalną formą płatności. Wynika to m.in. z tego, że zazwyczaj oferowane są dodatkowe promocje, których nie ma w przypadku płatności gotówką. W większości przypadków chodzi o płatność pierwszych rat przez sklep lub bony podarunkowe, co przekłada się na dodatkowy rabat w granicach 10%. Kiedy ma się upatrzony sprzęt (tak jest w moim przypadku) raty przez Internet to 15 minut. Muszę jednak przyznać racje, że samo zapoznanie się z warunkami i weryfikacja wszystkiego kosztuje sporo czasu, ale w końcu nie ma nic za darmo.

    Chciałem jeszcze wspomnieć o produkcie, który zwrócił moją uwagę w ostatnim czasie. Na naszym rynku pojawiła się nowa forma płatności oferowana przez Przelewy24. Jest nią płatność odroczona (https://paypo.pl/). Przyznam, że nie widziałem tego wcześniej na naszym rynku, a jest to nic innego jak kredyt 0% na 30 dni, udzielany na podstawie numeru pesel w wybranych sklepach. To świadczy tylko o opłacalności tego typu produktów, bo nikt by ich nie wprowadzał jeśli nie przynosiły by zysków.

    Pozdrawiam

  21. Co do ostatniego akapitu o tych płatnościach odroczonych. Rzeczywiście żaden pośrednik ani bank by ich nie wprowadzili gdyby IM się to nie opłacało. To nie organizacje charytatywne przecież 😀

    • Oczywiście, wystarczy przekroczyć magiczne 30 dni i czar pryska. Jak z każdym kredytem 0%, problem zaczyna się kiedy nie trzyma się terminów i zaczyna obowiązywać kosztowna część umowy 😉 Dlatego wszystko z głową!

Odpowiedz

Top
MENU