Ukraina

I co kolego, Putin najedzie Ukrainę i cały Twój chytry plan bierze w łeb?” – tak w niedzielny poranek powitał mnie na spacerze Michał, znajomy o bardzo sceptycznym nastawieniu do mojej koncepcji dbania o własne finanse. Szeroki uśmiech nie schodził mu z twarzy gdy snuł przede mną czarne wizje: „Będzie jak w Kijowie, bracie. Kolejki do bankomatów, panika na giełdzie, w bankach braknie kasy, potem w sklepach braknie żywności, a po Twoich obligacjach skarbowych pozostanie tylko mgliste wspomnienie”.

Od razu wyjaśnię, że Michał nie jest szalonym facetem, który cieszy się z nieszczęścia innych. To bardzo fajny i inteligentny gość. Jego uśmiech był wyrazem triumfu i odnosił się do licznych dyskusji na temat ekonomii, które od czasu do czasu ze sobą toczymy. Jest on przypadkiem szczególnym: zarabia bardzo dobrze jako handlowiec i naprawdę ciężko na to pracuje. Wyznaje jednak specyficzną filozofię „Carpe diem”, czyli cytując Horacego: “Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie…”. Nazywam to specyficzną filozofią, bo w jego przypadku oznacza ona całkowity brak troski o sprawy doczesne, a do takich właśnie zalicza finanse.

To co lubię w rozmowach z tym gościem, to fakt, że często prowokuje mnie on do trudnych i ciekawych przemyśleń.  Nie inaczej było i tym razem, dlatego dałem mu słowo, że wreszcie „obsmaruję” go na łamach bloga. Ucieszył się nawet, poprosił jednak o anonimowość, dlatego nadałem mu pseudonim „Michał” 😉

Tym razem rozmowa natchnęła mnie do rozważenia takiego pytania: „A co jeśli Michał ma rację? Co się stanie, jeżeli konflikt na Ukrainie przerodzi się w prawdziwy kryzys polityczny, militarny i gospodarczy?” Nawet nie myślę o użyciu określenia „wojna”, bo taki rozwój wypadków nie mieści mi się w głowie, ale czy można sensownie przygotować się na coś tak niewyobrażalnego?

Jedna rzecz jest dla mnie krystalicznie jasna: najważniejszą sprawą jest zapewnienie bezpieczeństwa mojej rodzinie. Przez wiele lat staram się to robić dbając o nasze finanse, ale czy to pomoże zapewnić żonie i dzieciom bezpieczeństwo fizyczne w sytuacji skrajnego zagrożenia?

Jak mógłby wyglądać rozwój wypadków, gdyby nastąpiła eskalacja napięcia? W pierwszej kolejności pojawia się panika na rynkach finansowych, której przedsmak mieliśmy już w ubiegły poniedziałek. Najbardziej nerwowi inwestorzy składają zlecenia sprzedaży po każdej cenie i wychodzą z rynku „razem z futryną”. Sprowadza to ceny akcji o kilkadziesiąt procent w dół, a zatem część mojego portfela znacząco ucierpi. To samo dotyczy naszej waluty, która gwałtownie zacznie się osłabiać. Kiedy zarządzający ogromnym funduszem hedgingowym w Teksasie spojrzy na globus i zorientuje się, że „Poland” leży zaledwie dwa centymetry od Krymu, zacznie zajmować krótkie pozycje na PLN. Inni inwestorzy zagraniczni też zaczną szukać bezpiecznych rynków. Tak czy inaczej – euro, a jeszcze bardziej dolar i frank szwajcarski w górę. Kiepsko. Na mieszkaniu, które wynajmuję, zostało jeszcze trochę kredytu w CHF – to też zaboli.

Sytuacja pogarsza się dalej. Co z depozytami? Kolejki przed bankomatami robią swoje. Banki zaczynają wprowadzać ograniczenia kwotowe: jednorazowo nie można wypłacić więcej niż 2000 zł. To żadne pieniądze, bo ceny żywności, paliw i leków gwałtownie rosną wraz z kurczącymi się zapasami. Szybko osłabiający się złoty sprawia, że sprzedawcy nie chcą już akceptować płatności w złotówkach: albo masz twardą walutę, albo chodzisz głodny. A obligacje skarbowe? Rząd ogłasza natychmiastową mobilizację wszystkich rezerw finansowych kraju w celu wzmocnienia potencjału militarnego. Zawiesza wypłatę odsetek, uniemożliwia wcześniejszy wykup obligacji na rzecz polskich obywateli dziękując im za wyrozumiałość i solidarność w obliczu śmiertelnego zagrożenia. A zatem pieniądze z lokat i te ulokowane w obligacjach są nie do ruszenia. Czyżby Michał miał rację? Czyżby całe to oszczędzanie i odkładanie pieniędzy na przyszłość nie miało sensu?

Robi się bardzo źle, w tym chaosie nie da się funkcjonować. Najważniejsze jest bezpieczeństwo rodziny, a zatem trzeba się sprawnie spakować i wywieźć żonę i dzieci w bezpieczne miejsce. Potrzebne będzie paliwo na drogę i środki na „nowy start” zagranicą. Skąd je wziąć?

Nie pisałem jeszcze o złocie na tym blogu, bo dobry artykuł wymaga rzetelnego przygotowania. (To zdanie już nieaktualne. Artukuł o złocie znajdziecie tutaj: Jak inwestować w złoto – poradnik dla początkujących) Na razie napiszę tylko, że od kilku lat co kilka miesięcy kupuję złote sztabki lokacyjne z myślą właśnie o takiej „czarnej godzinie”. Pięciogramowa sztabka to jednorazowy wydatek kilkuset złotych. Nie traktuję tego jak inwestycji, na której mam zarobić, tylko jak walutę, która ma pomóc w nagłej podróży. Nie mamy tych sztabek wiele, ale na drogę powinno wystarczyć. Są wreszcie nieruchomości. Jak zwykle w takich sytuacjach na rynku pojawiają się spekulanci, którzy chętnie odkupią nieruchomość za połowę rynkowej wartości. Być może trafią się Rosjanie płacący w twardej walucie?  Te 50% procent ceny to bardzo mało, ale dobre i to. Wystarczy na start. Pakujemy się do auta i wyruszamy do Niemiec, póki granice są jeszcze otwarte. Na miejscu sprzedamy jeszcze samochód, więc jakoś da się przeżyć…

Taki oto koszmarny scenariusz rozwoju wypadków przeanalizowałem sobie po rozmowie z Michałem. Żebyśmy mieli jasność: jestem spokojny i przekonany, że rozwój wypadków zagrażający bezpośrednio naszemu bezpieczeństwu jest mało prawdopodobny. Powód jest moim zdaniem prosty: rosyjscy oligarchowie mają zbyt dużo do stracenia w razie eskalacji konfliktu. To nie jest przypadek, że retoryka Kremla złagodniała po spadkach na moskiewskiej giełdzie i po osłabieniu się rubla do historycznie niskich poziomów. Ale to tylko moja opinia. W inwestycjach też trafiają się „czarne łabędzie” – czyli wydarzenia, których nikt nie przewidział, które wydawały się nieprawdopodobne, a które jednak się wydarzyły (jak choćby upadek banku Lehman Brothers).

Jestem jednak całkowicie przekonany o jednym: mój „chytry plan”, jak go określił Michał,  polegający na rozsądnym oszczędzaniu, inwestowaniu i dbaniu o finansowe bezpieczeństwo rodziny, wcale nie bierze w łeb.  W każdym scenariuszu, nawet najbardziej skrajnym, lepiej jest mieć oszczędności i wynikającą z ich posiadania możliwość działania, niż być ich pozbawionym i całkowicie skazanym na łaskę innych. Być może wprowadzę drobne modyfikacje w moim planie. Może pomyślę, o jakimś zagranicznym koncie, na którym zbuduję niewielką rezerwę finansową? Takie wydarzenia i rozmowy dają do myślenia. Ale z całą pewnością będę z jeszcze większą determinacją realizował mój plan.

Na koniec jeszcze mała ciekawostka. Pojawiają się już pierwsze oferty, które mają na celu wykorzystanie sięgających zenitu emocji. Oto jedna z nich, którą wczoraj otrzymałem na maila:

Czy Świat Stoi Na Skraju III Wojny Światowej?

Napięta sytuacja na Krymie lada dzień może przerodzić się w otwarty konflikt zbrojny. Ten konflikt może odmienić geopolityczny układ świata. Najwyższy czas, aby zadać sobie bardzo istotne pytanie: Jak przygotować się na wypadek kryzysu?

Aby uzyskać odpowiedź na to pytanie, wystarczy sięgnąć do historii. Podczas Drugiej Wojny Światowej amerykańscy i brytyjscy piloci wyposażani byli w ekwipunek ratunkowy. Jego podstawą nie były dolary czy juany, ale  Suwereny – złote brytyjskie monety, bite od XV wieku.

Dlaczego? Ponieważ zawsze – niezależnie od okoliczności – złoto było, jest i będzie jedynym pieniądzem bez granic. Takim, który potrafi uratować ludzkie życie.

Także teraz, tak jak 70 lat temu, Suwereny mogą stać się tarczą, za którą wielu znajdzie schronienie. Nie zwlekaj! Działania, które zabezpieczą Ciebie i Twoją rodzinę, podejmij już dziś. Pamiętaj – jak mówi stare polskie porzekadło, przezorny zawsze ubezpieczony.

To się nazywa ostry marketing. Nie biorą jeńców, prawda?

Jestem bardzo ciekawy Waszego zdania. Czy sądzicie, że sytuacja na Ukrainie podważa zasadność sensownego postępowania z pieniędzmi? A może macie jakieś pomysły na dobry „plan awaryjny”? Dajcie znać, co o tym sądzicie?