FreshMail.pl

Czy własne mieszkanie to dobra inwestycja?

41

Dom. Bardzo krótkie słowo, które mieści w sobie maksimum skojarzeń, związanych z jedną z najważniejszych sfer naszego życia – rodziną. Cztery ściany, pomiędzy którymi rozgrywa się wiele ważnych chwil. Azyl, w którym można schronić się przed szarą rzeczywistością. Wyjątkowy skrawek świata, który jest naszym prywatnym miejscem na Ziemi. Nic dziwnego, że budzi tyle emocji.  

To właśnie emocje mają ogromny wpływ na decyzję o wyborze lokum, w którym zamieszkamy. Niestety, emocje są bardzo złym doradcą przy podejmowaniu ważnych decyzji. Konsekwencje finansowe zakupu nieruchomości są bardzo poważne i mają wpływ na nasze życie przez kilkanaście a nawet kilkadziesiąt następnych lat, dlatego bezwzględnie warto zaprosić do pomocy starego przyjaciela serca – zdrowy rozsądek. Im bardziej na chłodno podejdziesz do tej decyzji, tym większa szansa, że będzie to decyzja racjonalna. Zwłaszcza wtedy, gdy zakup domu czy mieszkania traktujesz jako „inwestycję życia”. No właśnie…

Czym właściwie jest inwestycja?

Większość osób w odniesieniu do kupna własnego mieszkania mówi: „To świetna inwestycja!”. Jednak w bardzo wielu przypadkach to wcale nie musi być prawdą. Dlaczego?

W ogromnym uproszczeniu dobra inwestycja wygląda tak:

  1. Wykładamy konkretną kwotę pieniędzy.
  2. Kupujemy za nią aktywo dochodowe – takie, które generuje dla nas dodatnie przepływy pieniężne.
  3. Suma tych przepływów pieniężnych (+ kwota z późniejszej sprzedaży aktywa) jest większa od kwoty, którą zainwestowaliśmy, dzięki czemu realizujemy dodatnią stopę zwrotu, czyli ZYSK.

Oczywiście, jeśli zakupu dokonujemy na kredyt – czyli z zastosowaniem tzw. dźwigni finansowej – to pieniądze wygenerowane z inwestycji powinny pokryć z nawiązką odsetki i wszystkie koszty okołokredytowe.

Jak na tle tej definicji wypada zakup mieszkania na własne potrzeby?

  1. Wykładamy konkretną kwotę na zakup i powiązane z nim koszty transakcyjne.
  2. Następnie dosypujemy jeszcze pieniędzy, by tę nieruchomość urządzić i dostosować do własnych potrzeb.
  3. Potem regularnie ponosimy dodatkowe koszty utrzymania własnego mieszkania – czynsz, media, energia, podatek od nieruchomości, opłata za użytkowanie wieczyste, ubezpieczenie, meble, bibeloty, remonty, naprawy, wymiana sprzętu RTV, itp. Jeśli kupujesz na kredyt, do tego wszystkiego musisz oczywiście doliczyć odsetki i koszty okołokredytowe.
  4. Ponieważ sami mieszkamy w danym mieszkaniu, nie generuje ono dla nas żadnych dodatnich przepływów gotówkowych. Innymi słowy – nie wkłada nam do kieszeni żadnych pieniędzy. Wręcz przeciwnie. Własne mieszkanie “wyciąga” pieniądze z kieszeni.

Na szczęście jest jeszcze druga strona medalu:

  1. I tak musielibyśmy gdzieś mieszkać, więc oszczędzamy na kosztach najmu.
  2. W długim okresie ceny nieruchomości mają sporą szansę drożeć – zakładam, że w tempie zbliżonym do inflacji. Zatem “na końcu” jesteśmy właścicielami nieruchomości, którą w razie potrzeby możemy spieniężyć.

Czy jednak cena uzyskana ze sprzedaży takiego mieszkania przekroczy sumę wszystkich, wymienionych powyżej kosztów? Szczególnie wtedy, gdy doliczymy niekończące się zakupy bibelotów, mebelków, lampek, obrusików, dzbanuszków, ramek, obrazków, sztućców, talerzy, sprzętu AGD, RTV itp.? Hmm… Obawiam się, że może to być niezwykle trudne 🙂

Dlatego – patrząc od strony czysto finansowej –  własne mieszkanie rzadko będzie “bardzo dobrą inwestycją”.  

Dla wielu osób z pewnością może to być „inwestycja życia”, bo przeznaczą na nią ogromne kwoty. Nie oznacza to jednak, że ta inwestycja się zwróci.

Czy warto kupić własne mieszkanie?

Być może pomyślałeś sobie właśnie, że próbuję Cię zniechęcić do kupna własnego mieszkania. Nic z tych rzeczy! Uważam, że zakup własnego mieszkania zdecydowanie ma ekonomiczny sens (nie wspominając już nawet o aspektach niefinansowych – jak emocjonalne korzyści płynące ze świadomości posiadania własnego miejsca na ziemi).

Zależy mi jednak na tym, abyś tak ważną decyzję podejmował w sposób mądry, świadomy i  przemyślany. Dlaczego?

Wiele osób „rzuca się” na kupno własnego mieszkania, bo z tyłu głowy huczy im zdanie: Kupuj, kupuj, to świetna inwestycja! Co tam koszty, co tam kredyt – na pewno wyjdziesz na swoje!

Ja proponuję Ci inne, zdecydowanie mniej popularne spojrzenie na tę sprawę. Ale choć mniej popularne, to mające zdecydowanie więcej wspólnego z rzeczywistością niż pobożne życzenia „nieruchomościowych naganiaczy”.

Jak ja podchodzę do zakupu własnego mieszkania?

Przede wszystkim własnego mieszkania nie traktuję jak inwestycji. Jest to po prostu miejsce do wygodnego i przyjemnego spędzania czasu, a nie „narzędzie do bogacenia się”.

Prawda jest taka, że kredyt hipoteczny (nasz spłaciliśmy do zera 3 lata temu) i utrzymanie mieszkania sporo kosztują, jednak jest to cena, którą świadomie płacimy za przywilej posiadania własnego „miejsca na ziemi”. Jest to po prostu spójne z naszymi potrzebami, marzeniami, z naszą osobowością. Ponosząc koszty utrzymania nie łudzę się, że inwestuję. Płacę po prostu za przywilej i realizację swojego marzenia. To dla mnie forma konsumpcji – i tyle.

Co daje takie podejście do zakupu własnego mieszkania?

Przede wszystkim, nie bierzesz na serio wszystkich hurraoptymistycznych wypowiedzi na temat tego, jaka to świetna inwestycja. Skoro de facto nie inwestujesz, tylko płacisz za zaspokojenie konkretnej potrzeby, to kierujesz się zdrowym rozsądkiem i robisz wszystko, by nie przepłacać i nie ponosić zbędnego ryzyka.

W takim scenariuszu staje się również jasne, że im szybciej pozbędziesz się kredytu hipotecznego, tym niższe będą sumaryczne koszty związane z zaspokajaniem Twoich potrzeb mieszkaniowych. I to jest kolejny argument za tym, by przy zaciąganiu kredytu trzymać się zasady 30/20/20, a potem – jeśli pojawi się taka możliwość – warto jest kredyt nadpłacać.

Kiedy warto rozważyć zakup własnego mieszkania?

Zakup własnego mieszkania ma ekonomiczny sens szczególnie wtedy, gdy planujemy w nim mieszkać przez długi okres, przynajmniej przez 5-10 lat. Na okresy krótsze najem zazwyczaj prezentuje się bardziej korzystnie. Im dłużej planujemy jednak mieszkać w naszym mieszkaniu, tym bardziej szala przechyla się na stronę kupna, co możesz policzyć w specjalnym arkuszu:

Pobierz kalkulator

Gdybyś potrzebował instrukcji, znajdziesz ją w artykule: Lepiej kupić czy wynająć mieszkanie?.

Decydujące znaczenie ma fakt, że na końcu rozważanego okresu posiadamy mieszkanie o określonej wartości, istotnie większej niż pozostały do spłaty kredyt. Mieszkanie możemy wówczas spieniężyć. O ile nie kupimy czegoś w wyludniającej się mieścinie lub na osiedlu otoczonym hektarami działek budowlanych, można założyć, że ceny nieruchomości w długim okresie będą rosły w tempie inflacji. Oczywiście po drodze te ceny będą się wahać, bo rynek nieruchomości jest cykliczny. Myślę, że można również założyć, że w tempie inflacji będą rosły też czynsze najmu.

Im niższy kredyt, tym bardziej korzystnie przedstawia się posiadanie własnego mieszkania w porównaniu z najmem. Najlepiej prezentuje się oczywiście zakup za gotówkę, bo wówczas nie musimy w ogóle płacić rat kredytowych i roczne przepływy z tytułu posiadania nieruchomości są zdecydowanie korzystniejsze w porównaniu z najmem. Wiem, wiem, powiesz zapewne: tylko kogo na to stać? Okazuje się jednak, że obecnie ponad połowa mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym kupowana jest za gotówkę. Jak widzisz, Polak potrafi! 🙂

Oczywiście – jeśli zrobimy inne założenia – że ceny nieruchomości będą spadać, czynsze nie będą rosły, a zakup sfinansujemy wysokim kredytem na długi okres, to najem okaże się bardziej korzystny. Jednak we wszystkich scenariuszach, w których bardziej korzystny jest najem, musimy pamiętać o bardzo ważnej sprawie.

Otóż najem będzie faktycznie bardziej korzystny wtedy i tylko wtedy, gdy całość lub znaczącą większość zaoszczędzonych pieniędzy będziemy INWESTOWAĆ, a nie KONSUMOWAĆ. Właśnie tutaj tkwi źródło niepowodzeń wielu osób, które od kilku czy kilkunastu lat wynajmują od kogoś mieszkania – zamiast oszczędzać i inwestować, po prostu więcej konsumują. Efekt jest taki, że ich stan majątkowy „stoi w miejscu”, podczas gdy właściciele mieszkań z każdym rokiem są odrobinę bogatsi – przynajmniej o kwotę spłaconego kapitału. I to jest dla mnie kolejny argument za kupnem własnego mieszkania.

Kilka rad na koniec

Szczególny zestaw porad mam dla ludzi bardzo młodych, którzy dopiero co zakończyli edukację, a już czują presję na zakup mieszkania. Własne mieszkanie. Dla większości młodych ludzi to wybór tak naturalny, że nawet przez chwilę się nad tym nie zastanawiają. Gdy tylko zaczną trochę zarabiać, myślą o tym gdzie kupić, za ile kupić i jak urządzić. Jednak pytanie najważniejsze, CZY w ogóle kupić, stawiane jest ciągle zdecydowanie zbyt rzadko. Dlatego:

  1. Nie kupuj mieszkania na kredyt od razu po rozpoczęciu pracy. Daj sobie na to ze 2 lata, a jeśli trzeba to nawet dłużej. Nigdzie nie musisz się spieszyć.
  2. Przede wszystkim na spokojnie zastanów się nad tym, jak dużą chcesz mieć rodzinę i gdzie tak naprawdę chciałbyś zamieszkać.
  3. Później przetestuj to miejsce. Jeśli masz na myśli konkretną dzielnicę – wynajmij mieszkanie lub pokój właśnie tam i zobacz, czy rzeczywiście mieszka Ci się dobrze.
  4. Wyboru dokonaj najlepiej ze swoją partnerką lub partnerem, z którym planujesz dzielić życie.
  5. Przemyśl również dokładnie swój pomysł na własną karierę – gdzie tak naprawdę chciałbyś pracować. Bez sensu byłoby brać kredyt, ponosić jego koszty, które najwyższe są w pierwszych latach, a potem musieć się przenieść gdzie indziej.

„Kredyt hipoteczny krok po kroku” – w kwietniu cena w górę

Zakup własnego mieszkania bardzo często oznacza również konieczność zaciągnięcia kredytu hipotecznego. To ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca – nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Do takiej decyzji naprawdę warto dobrze się przygotować. Właśnie dlatego przygotowałem kurs online pt. “Kredyt hipoteczny krok po kroku”. Wkrótce podnoszę cenę kursu, więc jeśli chciałbyś z niego skorzystać na dotychczasowych warunkach, to właśnie nadarza się dobra okazja.

Kurs składa się z 12 filmów wideo, które krok po kroku pokazują, gdzie i jak można zaoszczędzić na kredycie hipotecznym oraz czym się kierować przy wyborze oferty kredytu hipotecznego. Jeżeli weźmiesz udział w kursie, wraz z dostępem do platformy edukacyjnej otrzymasz również wygodny kalkulator kredytu hipotecznego, pozwalający policzyć wszystkie koszty kredytu, dokonać symulacji nadpłat i po prostu znaleźć odpowiedź na pytanie, która oferta faktycznie jest najlepsza. Najlepsza dla Ciebie – a nie dla banku czy pośrednika.

Więcej szczegółów na temat kursu znajdziecie klikając w poniższą grafikę.

Kredyt hipoteczny krok po kroku

 

A jak Ty się zapatrujesz na zakup własnego mieszkania? Twoim zdaniem to inwestycja, czy jednak rodzaj konsumpcji? Ja traktuję własne mieszkanie jak konsumpcję, ale ze względu na różne “niematerialne” korzyści jestem z wydatku bardzo zadowolony. A jak to wygląda u Ciebie?

Podziel się swoimi przemyśleniami i pomóż innym czytelnikom w podjęciu mądrej i przemyślanej decyzji.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 9 422 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze41 komentarzy

  1. Własne mieszkanie nie jest żadną inwestycją. Inwestycja to wydatkowanie pieniędzy w taki sposób aby zwróciły się z nawiązką. Nawet jeśli mieszkanie zdrożeje, to – jak wspomniał jeden z Twoich gości w podcaście – za tą kwotę kupisz… co najwyżej takie samo mieszkanie, a nie 2 mieszkania. Ponadto mieszkanie potrafi być studnią bez dna na pieniądze. Zawsze można coś dokupić coś poprawić. W efekcie mieszkanie generuje koszty a nie zyski, ujemny cash flow, stąd daleko mu do inwestycji. Dla mnie do pewnego poziomu zamożności mieszkanie (mieszkam w domu jednorodzinnym) stanowi pewien koszt niezbędny do egzystencji, które to koszty przynajmniej na razie staram się ograniczać. Natomiast gdy stanę solidnie finansowo na nogi, powyżej pewnego poziomu zamożności, będę je ulepszał po swojemu (lub zbuduję/ kupię inny dom) nie szczędząc kosztów. Jednak nadal nie będę udawał że to jakaś inwestycja, ot fanaberie człowieka którego stać.
    Nie chcę powiedzieć że mieszkanie lub jego remont to coś złego, chodzi jedynie o nazewnictwo.

  2. Pozostaje tylko przytaknąć. Własne mieszkanie to nie inwestycja – to nie jest aktywo tylko pasywo.

    Możesz podzielić się źródłem tej informacji : “…obecnie ponad połowa mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym kupowana jest za gotówkę..”. Rozmawiałem akurat wczoraj z notariuszem i agentem nieruchomości i oni stwierdzili, że “klientów gotówkowych jest jak na lekarstwo” – w Poznaniu.

    Poza tym kupno mieszkania za gotówkę to najlepsze uczucie na świecie. Wiem bo właśnie wczoraj tego dokonałem. Po 11 latach oszczędzania i życia na emigracji. Czuję się zajefajnie i banki mogą mi skoczyć. Tak więc jestem żywym przykładem, że się da.

    • Łukasz, w większości artykułów i raportów dotyczących nieruchomości jest informacja, że obecnie przeważają zakupy gotówkowe nieruchomości. Co prawda trzeba uwzględnić, że wyniki te są wypaczone, bo jest boom na inwestowanie w nieruchomości, a zwłaszcza chodzi o handel nieruchomościami, czyli tzw. flipy. Tutaj dominują zakupy gotówkowe, mieszkania sprzedają się jeszcze tego samego dnia jak wypływa oferta w świat, zwłaszcza chodzi o takie do totalnego remontu z rynku wtórnego 🙂

      Co do zakupu mieszkania za gotówkę to czy jest to najlepsze uczucie na świecie to nie do końca się zgodzę 🙂 Większość inwestorów Ci powie, że nie jest to efektywne, bo nie wykorzystujemy dźwigni jaką jest właśnie kredyt hipoteczny i zamrażamy sobie cały kapitał. A czy nie lepiej by było ten kapitał przeznaczyć na 3 wkłady własne pod mieszkania na inwestycje? Ale tutaj trzeba rozróżnić zakup mieszkania na cele własne od inwestowania, bo to temat na wiele godzin. Pozdrawiam i gratuluję zakupu, oby fajnie się mieszkało 🙂

      • Ok 60% – 70% (w zależności od kwartału) mieszkań jest kupowanych za gotówkę – tak wynika z raportów zbp. Ale.. dotyczy to rynku pierwotnego i to ograniczonego do 7 największych miast w Polsce. Temat i liczby są chętnie powielane ale już bez szczegółów i pozostaje mylne przekonanie że dotyczy do wszystkich zakupów mieszkań. Tak, czy inaczej 2/3 mieszkań to sporo. Między innymi ilość mieszkań kupowanych za gotówkę w porównaniu z sytuacją z 2007/2008 (gdzie większość była kupowana na kredyt) pozwala mieć nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja z jaką mieliśmy wtedy do czynienia.

        • Ta liczba mieszkań kupowanych za gotówkę może być zawyżona. Dlaczego?
          Nawet jeśli kupimy za gotówkę, to potem możemy to sobie zrefinansować kredytem hipotecznym. Można tak zrobić nawet przez kilka miesięcy po podpisaniu aktu notarialnego. A w statystykach mieszkanie zostanie jako sprzedane za gotówkę.
          Kupowanie za gotówkę i późniejsze refinansowanie na pewno daje możliwość zawarcia transakcji na lepszych warunkach, z czego osoby inwestujące w mieszkania na pewno korzystają.

      • Panie Michale nie rozumiem podejścia które Pan proponuje. Kupno mieszkania za gotówkę dla osoby fizycznej w 95% przypadków zawsze jest najlepszym możliwym wyjściem. Jest lokatą kapitału który jest troszkę trudniej roztrwonić niż gotówkę. To co mówią “inwestorzy” jest naciąganiem na kredyty i bardzo specyficznych scenariuszach ma to sens, ale dla 95% kowalskich to spore koszta i mydlenie oczu hasłami “bogać się kiedy śpisz”, “nie zamrażaj kapitału” i tym podobnym bełkotem.

        A samo mieszkanie nie jest zamrażaniem kapitału, bo zawsze można wziąć pożyczkę pod zastaw hipoteki. Pożyczki są rozdawane na lewo i prawo i gdy będziemy tego potrzebować zawsze z łatwością możemy się zadłużyć. A mając hipotekę mamy super pozycje i każdy z pocałowaniem ręki da kredyt, a sam kredy nie musi być na przysłowiowe 300 tys tylko na np 40 tys który szybciej spłacimy i będzie tańszy. A takie terminy jak cashflow dla osoby fizycznej która kupuje nieruchomość za gotówkę nie istnieje bo wystarczy poduszka finansowa + miesięczne opłaty czyli grosze.

    • Hej Łukasz,

      Myślę, że określenie “pasywo” idzie za daleko. Dość często spotykam się z tym określeniem w stosunku do “własnego mieszkania”, co zwykle jest pokłosiem lektury książek Roberta Kiyosakiego, w których wszystko, co “wyciąga” nam pieniądze z kieszeni, to pasywa. Być może wynika to z bezpośredniego przetłumaczenia słowa “liabilities” – które w języku ang. jest szerszym pojęciem niż nasze pasywa.

      Dlatego w takich przypadkach używam określenia “Aktywa niedochodowe”.

      Jeśli pytasz o źródło danych, – zdanie jest podlinkowane do raportu NBP. Jak słusznie zauważył powyżej Tomek:
      – zamiast: “obecnie ponad połowa mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym kupowana jest za gotówkę”
      – precyzyjniej byłoby: “wg szacunków NBP, na rynku pierwotnym 7 miast (Gdańsk, Gdynia, Kraków, Łódź, Poznań, Warszawa, Wrocław) ponad połowa mieszkań kupowana jest za gotówkę”.

      Serdecznie gratuluję zakupu mieszkania! 🙂

  3. Marcin, dobrze, że uświadamiasz wszystkich o tym “problemie”, bo własne mieszkanie niestety jest naszym kosztem a nie inwestycją. A jeśli dochodzi do tego kredyt hipoteczny, a wielu przypadkach tak jest, to niestety jest to OGROMNY koszt i obciążenie dla budżetu domowego.

    Szkoda, że nie wspomniałeś tego ( a w swojej książce super to opisałeś 😉 ), ile pieniędzy ludzie pompują w wykończenie swojego mieszkania. Tutaj jest pies pogrzebany. Znam przypadki gdzie wykończenie i urządzenie mieszkania potrafi sięgać 50% kwoty kredytu, co po prostu jest absurdalne! No ale przecież musi wszystko pięknie wyglądać, gdy zaprosimy znajomych? 😉 Oczywiście nie chodzi o to by kupować najtańsze sprzęty i meble, ale naprawdę czasem widać w niektórych mieszkaniach przerost formy nad treścią. Jeśli jeszcze możemy sobie na to pozwolić, to nie widzę w tym nic przeciwko, ale gdy wraz z kredytem hipotecznym idzie w parze kredyt na wykończenie mieszkania, bo trzeba się pokazać, to faktycznie nie jest to delikatnie mówiąc najlepszy pomysł 😉

    Też warto wspomnieć, że jeśli wraz z zakupem mieszkania będziemy je remontować (bądź wykańczać jeśli kupujemy mieszkanie u dewelopera) to koniecznie weźmy większy kredyt hipoteczny, o ile zdolność nam na to pozwala, właśnie na remont mieszkania. Niestety wiele osób nie korzysta z tej opcji i bierze potem dużo droższy kredyt gotówkowy na ten cel.

    Pozdrawiam!

  4. Co do zasady to własnego mieszkanie nie jest inwestycja. Jeśli jednak spojrzymy na to z perspektywy czasu to może się okazać że własne mieszkanie stało się inwestycja. Zapewne Co którzy kupili własne mieszkanie w 2005 i sprzedali trzy lata później mogli stwierdzić że to była inwestycja. Tyle że tego nie jesteś w stanie zaplanować. Jeśli okaże się że ceny mieszkań w ciągu dwóch latpójdą w górę o 30% to będzie to inwestycja czy nie?

    Ja bym dodał do tego fragmentu o planowaniu rodziny z wyprzedzeniem – kupuj mieszkanie na jakie Cie stać w danym momencie. Trudno może być singlowi w wieku 25 lat planować ile chce mieć dzieci. Choć z drugiej strony dla takiej osoby najmem może być opcja do rozważenia. Generalnie uważam, że analizowanie opłacalności zakupu mieszkania albo wynajmu w perspektywie kilkunastu albo kilkudziesięciu lat mija się z celem. Przyjmowanie założeń że za 10 lat stopy procentowe będą na jakimś poziomie to jak próba przewidzenia czy przyszłe lato będzie deszczowe czy słoneczne. Może tak, a może nie. Moim zdaniem taka analiza (opłacalności zakupu czy najmu) bardziej powinna dotyczyć obecnej oraz przyszłej (w perspektywie kilku lat) sytuacji danej osoby. Jeśli dopiero wchodzę w rynek pracy, jeśli nie mam pewności czy za rok będę nadal związany z tym miastem (brak żony, dzieci, niepewna albo mobilna praca) to poważnie zastanawialbym się czy warto kupować. Z drugiej strony rozumiem że rodzinie z dwoma dzieci bardziej zależy na własnym mieszkaniu niż na ciągłym wynajmowanie (nawet jeśli zakup nie do końca wychodzi lepiej finansowo).

    Wracając do tematu, bo chyba trochę od niego doszedłem, grunt żeby nie kupować mieszkania dla siebie z myślą o inwestycji. Jak po latach okaże się że to była inwestycja to fajnie (wartość dodana) 😉

    Przepraszam za przydlugi komentarz. 😉

  5. Jezeli wlasne mieszkanie jest pasywem to ja chetnie je przejmne I nawet doplace. Czasami bez znajomosci finansow nie warto sie wypowiadac. Najlepsza metoda prowadzac wlasne dzialalnosc jest wpisac mieszkanie na liste aktywow a koszty jej utrzymania wpisac jako stawke amortyzacji I mozemy pomniejszyc przychod do opodatkowania. Takie I inne pomysly niedlugo na moim inowatorskim blogu.

    • Andrr,

      to mały przytyk z mojej strony 😉

      Jeśli już domagasz się finansowej precyzji od komentujących, to nie myl amortyzacji z kosztami utrzymania.
      Stwierdzenie: “…a koszty jej utrzymania wpisać jako stawkę amortyzacji…” – nie ma sensu.

      Dodatkowo: artykuł jest o mieszkaniu na własne cele mieszkaniowe, a nie o mieszkaniu na wynajem.

      To tak w reakcji na Twoje zdanie: “Czasami bez znajomości finansów nie warto się wypowiadać.” Warto – chociażby po to, by poznać opinie innych i więcej się dowiedzieć 😉

  6. Wpadłem na chwile.
    Widzę, że kredyty konsumpcyjne są złe chyba że jest to kredyt hipoteczny i całkiem bez związku z tym masz płatny kurs jak zaciągnąć taki kredyt. Bo wtedy zachęcasz do zaciągania kredytów. Rozumiem, że to taka forma walki z nimi.

    Samochodu nie traktuje jako inwestycji tylko miejsce do wygodnego spędzania czasu 🙂
    Ale zapamiętajcie kredyty to zło chyba że mam kurs na ten temat.

    • Krzysztof A.

      Pewnie to walka z wiatrakami, ale… Marcin od samego początku blogowania robił wyjątek (a i to z pewnymi obostrzeniami) dla kredytu hipotecznego, a kurs powstał niecały rok temu 😉

    • Widać że wpadłeś na chwilę i nie zadałeś sobie trudu aby przeczytać inne artykuły na blogu…

    • O część Zenek, super, że wpadasz 🙂

      Ja nie uważam, że kredyty konsumpcyjne to zło. Kredyty nie mają swojej “moralności”. To nie zło, tylko finansowa głupota, bo ponosząc koszty kredytu przepłaca się wielokrotnie nabywając rzeczy, które tracą na wartości – jak choćby wspomniany przez Ciebie samochód.

      O tym, że kredyt hipoteczny (zaciągnięty na mądrych warunkach) ma sens piszę od lat. Jego zaciągnięcie to jedna z największych finansowych decyzji w życiu, której konsekwencje liczone są w setkach tysięcy złotych. Wiele osób bardzo przepłaca za kredyt, dlatego własnie stworzyłem kurs, który pozwala zaoszczędzić mnóstwo pieniędzy.
      Przeczytaj opinie moich kursantów na stronie kursu, którzy skorzystali i zaciągnęli kredyty na znacznie lepszych warunkach, dzięki czemu co miesiąc parę stów zostaje im w kieszeni.

      Jak już uporasz się z kredytami konsumpcyjnymi, zbudujesz poduszkę bezpieczeństwa i przyjdzie czas na zakup mieszkania – Tobie też taki kurs z pewnością dobrze zrobi 🙂

  7. Czemu tak zero jedynkowo. Jedyna poprawna odpowiedź na takie pytanie brzmi: “TO ZALEŻY…”. Jeśli ktoś mówi, że mieszkanie to inwestycja – mówi o jakimś konkretnym przypadku. Tak samo gdy osoba mówi, że mieszkanie to koszt. Obie będą miały rację i obie będą w błędzie bo mówią tylko o tym jednym przypadku. A co osoba to inny zestaw czynników.

    Własne mieszkanie to świetna inwestycja – jeśli jesteś inwestorem. Niestety większość kupujących nie jest inwestorami.

    Oba mieszkania w których mieszkałem były na kredyt i oba były inwestycjami. Oba zyskowne i w żaden sposób nie umniejszyło to założeniom wymarzonego domu! Jeśli trzymasz się pewnych założeń to będziesz miał i inwestycję i wymarzony dom/mieszkanie. Oczywiście taka sytuacja może się zdarzyć przypadkiem ale nie będzie wynikała z planowanego działania a jedynie z pozytywnych niezależnych od ciebie zdarzeń.

    Kupiłem na kredyt mieszkanie wiedząc, że będę w nim mieszkał jedynie około 2 lat. Nie przeszkodziło mi to wydać 25% wartości mieszkania na remont i wyposażenie. Przez 2 lata to był mój koszt. Po tym czasie wyprowadziłem się na większe. Stare wynająłem. Od tej pory zamiast pasywa miałem aktywo. Przez 3 kolejne lata wynajmowałem kasując czynsz i spłacając kredyt najmem. Kiedy minęło 5 lat by nie płacić podatku przy sprzedaży sprzedałem mieszkanie.

    Dlaczego na tym zarobiłem a nie straciłem? Bo przed zakupem przyjąłem pewne założenia.

    – mieszkanie kupiłem za 75% wartości – z licytacji od spółdzielni – szukałem aż znalazłem
    – interesowały mnie tylko fajne lokalizacje ( dla mnie osobiście w pierwszej kolejności i pod kątem następnego kupującego oraz najemcy)
    – remont i wyposażenie fajne ale bez przesadnie wysokiej półki cenowej ( kamień na ścianach, Tv na ścianie itd)
    – w lokalizacjach gdzie jest fajnie a już za bardzo nic nie da się wybudować ceny zazwyczaj tylko rosną.
    – wiedząc ile wydałem na mieszkanie i ile mogę wydać na remont oraz jakie są ceny mieszkań w okolicy miałem w miarę jasną granicę między zyskiem a stratą.
    – Podliczając całkowicie mój koszt a policzyłem wszystko – od notariusza po koszt mebli aż do kosztu utrzymania konta kredytowego do momentu spłaty kredytu ( zamiast spłacać kredyt wypowiadajcie bankowi umowę – nie płaci się prowizji za wcześniejszą spłatę i mina pań w banku bezcenna 🙂 )
    – całość wyszła niewiele więcej niż cena rynkowa. Natomiast mieszkanie na tle konkurencji prezentowało się atrakcyjnie.
    – wystawiłem je 25k więcej niż suma moich kosztów. Sprzedawałem z całym wyposażeniem tak jak stało. Poszło bez obniżki ceny w 3 tygodnie.

    Drugie mieszkanie w którym nadal mieszkam ( też już spłacone) zrobiłem tym samym schematem. Patrząc na ceny dzisiaj jestem grubo zarobiony. Jak ceny spadną to dalej będę zarobiony tylko mniej 🙂

    Gdybym te mieszkania kupił w cenie rynkowej, wydał więcej na remont, lokalizacja była by średnia (jakieś obrzeża miasta) to byłbym stratny. Wszytko zależy od tego jak podchodzicie do tematu a nie czy to jest mieszkanie dla was czy na wynajem.

    • Bardzo ciekawe spojrzenie na temat, Callipso.

      Można faktycznie kupić najpierw mieszkanie “inwestycyjnie”, pomieszkać w nim przez jakiś czas i dopiero po jakimś czasie kupić sobie “docelowe”. Masz w sumie rację – o tym, czy była to świetna inwestycja, czy nie, przekonamy się w momencie jej zakończenia.

      To jednak wymaga dokładnie takiego analitycznego podejścia, o jakim piszesz, a nie działania w oparciu o hasło “własne mieszkanie to świetna inwestycja”.

      I to jest główny cel tego artykułu:
      1. Zatrzymaj się
      2. Policz
      3. Pomyśl
      4. Zdecyduj

      Zbyt często wygląda to tak:
      1. Napaliłem się
      2. Kupiłem
      3. To jednak nie to
      4. Co teraz robić?

      Staram się promować po prostu zdrowy rozsądek, spokój, kalkulator i świadome myślenie 🙂

    • Fajny pomysł z tym wypowiadaniem umowy w banku. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś zastosować ;).

  8. Marcin Kluczek

    Mieszkanie od inwestycji do konsumpcji. Niezły rozrzut 🙂
    Trzeba to sprowadzić do wspólnego mianownika. Gdybym miał zdefiniować te pojęcia.

    Inwestycja – Świadome wykorzystanie własnych zasobów w celu zdobycia zasobów o większej wartości.

    Konsumpcja – Wykorzystywanie zasobów w celu zaspokojenie potrzeb w stopniu wykraczającym ponad minimum zapewniające zachowanie zdrowia fizycznego i psychicznego*.
    *warto odnieść się do hierarchii potrzeb Maslowa

    Mieszkanie/dom jak większość dóbr, to wszystko w jednym:

    1. Potrzeba – zaspakaja potrzeby fizjologiczne (np. sen), bezpieczeństwa (schronienie), przynależności (rodzina)

    2. Konsumpcja – podnosimy standard dla własnej wygody

    3. Inwestycja pod pewnymi warunkami – przykaładowo
    – płacimy więcej za nieruchomość, która jest dla nas w lepszej lokalizacji (inwestujemy pieniądze, aby zyskać czas)
    – dom wielopokoleniowy (inwestujemy pieniądze, aby utrzymać bliższe relacje rodzinne lub rodzina zaoszczędziła na kosztach utrzymania)

  9. IMHO tytuł powinien brzmieć inaczej: własne mieszkanie to nie inwestycja lub czy własne mieszkanie to inwestycja?
    Niestety sam tytuł trochę miesza w głowie, bo sam przyznajesz w połowie wpisu, że nie traktujesz własnego mieszkania jako inwestycji.

  10. Krzysztof A.

    “Potem regularnie ponosimy dodatkowe koszty utrzymania własnego mieszkania – czynsz, media, energia” – to nie są dodatkowe koszty, ponosimy je również wynajmując, nawet jeśli są schowane w odstępnym. Podobnie z kosztami remontu – każdy poradnik (nawet Twoje Marcinie 😉 ) zaleca uwzględnienie kosztów remontu podczas ustalania odstępnego. A oprócz tego prawo i tak obciąża najemcę obowiązkiem wykonywania drobnych remontów…
    Ubezpieczenie najemcy też się przydaje – może nie murów, skoro to i tak nie nasza własność, ale OC w przypadku zalania sąsiada to moim zdaniem niezbędne minimum. Co do wyposażenia – nie wszystkie mieszkania są umeblowane, ale to faktycznie zdecydowana mniejszość, natomiast garnki, sztućce itp. już nie wszędzie są (ale ponownie – tu mamy wybór, więc nie czepiam się za bardzo).
    “Ponieważ sami mieszkamy w danym mieszkaniu, nie generuje ono dla nas żadnych dodatnich przepływów gotówkowych” – ale mniej więcej zastępuje (lub znacznie zmniejsza/eliminuje jeśli nie spłacamy kredytu albo płacimy mniejszą ratę niż odstępne – w tym przypadku mimo wszystko wpływ na przepływy jest dodatni) ujemny przepływ gotówkowy związany z najmem, o ile wcześniej wynajmowaliśmy 🙂
    Nie staram się demonizować najmu – sam wynajmuję i jestem zadowolony, szczególnie że płacę znacznie mniej niż wynosiłaby mnie rata za to mieszkanie (szacuję że zastępując kwotę najmu ratą kredytu, bez ponoszenia żadnych dodatkowych kosztów eksploatacji, mieszkanie spłacałoby się 20-25 lat, a kredyt chcę brać na znacznie krótszy okres), ale nie malujmy też najmowi nadmiernie różowego obrazka i uczciwie mówmy o ponoszonych kosztach. W znakomitej większości to psychologia nas powstrzymuje przed mieszkaniem we własnym mieszkaniu po kosztach zbliżonych do kosztów najmu, a nie “nieunikniona drożyzna” mieszkania na swoim 🙂 Na logikę zresztą – skoro właściciel ma na głowie część obowiązków, które nie spoczywają na najemcy, to musi pobierać za to jakieś wynagrodzenie. W związku z tym, gdybyśmy to my robili *dokładnie to samo* na własną rękę, to to wynagrodzenie zostałoby w naszej kieszeni 😉 A czy warto się w to bawić, to już pytanie bardzo indywidualne.

    • Hej Krzysztof A,

      1. “..czynsz, media, energia – to nie są dodatkowe koszty, ponosimy je również wynajmując, nawet jeśli są schowane w odstępnym” – fakt, nie są dodatkowe.
      2. ” oprócz tego prawo i tak obciąża najemcę obowiązkiem wykonywania drobnych remontów…” – po wielu latach wynajmowania nieruchomości stwierdzam, że jest to praktyczne nie do wyegzekwowania w większości przypadków. Poza tym – nie rozwiązuje problemów większych remontów, które jednak pokrywa Wynajmujący.
      3. Ubezpieczenia – prawda – ale OC na rok kosztuje ok. 50 zł (prawie nikt z Najemców go i tak nie wykupuje) a ubezpieczenie murów z 10X tyle (zależy oczywiście od nieruchomości).
      4. Garnki, Sztućce, bibeloty… Generalnie chodzi mi o klasyczny “Efekt Diderota” – mam mieszkanie, więc dokupuję do niego mnóstwo rzeczy, których nigdy nie kupiłbym do mieszkania wynajmowanego.

      Oczywiście, że wynajmowanie wiąże się z kosztami i generalnie zachęcam do tego, by znaleźć sobie fajną nieruchomość na własność. Chodzi jednak o to, by robić to świadomie i w oparciu o racjonalne przesłanki, a nie dlatego, że kolega szwagra codziennie powtarza, że to “świetna inwestycja” 🙂

      • Krzysztof A.

        Nie zdawałem sobie sprawy, że ubezpieczenie murów kosztuje aż tyle, no ale póki co nie była mi to potrzebna wiedza – teraz wiem jakiego mniej więcej kosztu się spodziewać 😉 Moje OC kosztuje akurat nieco więcej, bo 150zł rocznie, ale jest “pełnym” ubezpieczeniem w życiu prywatnym na 0.5mln zł. Serio prawie nikt nie wykupuje? Dość mocno mnie to zaskoczyło – mówisz o osobach fizycznych nie o firmach? Zakładam, że inicjowałeś temat, bo nie sądzę żeby najemcy chwalili się brakiem OC – machali ręką i stwierdzali “po co mi to”? Aż ciężko w to uwierzyć.
        Co do remontów, zgoda, ale tak jak powiedziałem – po prostu płacimy za nie “ryczałtowo” w odstępnym. Wiadomo, pewnie mniej niż gdybyśmy sami sobie remontowali, bo wynajmujący będzie starał się wyremontować jak najmniejszym kosztem, ale to właśnie uwzględniłem na końcu – powstrzymuje nas własny umysł a nie kosmiczne siły, podobnie jak w przypadku zakupu bibelotów 😉 Natomiast, z ogólnym przesłaniem artykułu (znowu) się zgadzam.

  11. Tylko pytanie jakie to mieszkanie kupić? Wśród znajomych widzę dwa podejścia – jedni od razu kupują duże np. 4 pokojowe mieszkanie z myślą o tym że to już to jedyne mieszkanie i że będą mieszkać w nim do końca życia albo przynajmniej do czasu gdy dzieci nie wyfruną z gniazda rodzinnego. Inni natomiast zaczynają mniejszymi krokami – kupują 2 pokojowe mieszkanie albo małe 3 pokojowe z myślą że kiedyś jak dzieci trochę podrosną to kupią większe.
    I teraz pytanie które podejście jest lepsze? Kupując od razu docelowe duże mieszkanie raz ponosimy koszty zakupu, remontu czy wykończenia, jeden raz opłaty notarialne itp. Z kolei często kredytujemy się pod korek, mnóstwo pieniędzy trzeba na wkład własny, remont też trochę więcej będzie kosztował no i co miesięczne utrzymanie mieszkania jest zdecydowanie droższe. I teraz pytanie która droga jest lepsza? 😉

  12. Diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach (tutaj w założeniach). Marcin, w Twoim kalkulatorze proponowałbym rezygnację z pozycji, które są wspólne dla obu nieruchomości jak np. energia elektryczna i inne media lub wykazał je koniecznie w dokładnie tej samej wysokości. Inaczej będzie to porównywanie jabłek z gruszkami. Koszty napraw podzieliłbym na bieżące – obciążające najemcę (te same dla obu alternatyw) jak i pozostałe remonty obciążające tylko właściciela.

    Uwaga odnośnie zakupu bibelotów, mebelków, lampek, obrusików, dzbanuszków, ramek, obrazków, sztućców, talerzy, sprzętu AGD, RTV wydaje mi się być nietrafiona. Są to pozycje wspólne dla obu alternatyw, chyba że znowu porównujemy jabłka i gruszki: własne regularnie odnawiane/wymieniane sprzęty versus sprzęty wynajmującego z planowanym okresem użytkowania 20 lat 😊

    Odnośnie aktywo/pasywo – już chyba nie ma wątpliwości, że jest to jak najbardziej aktywo i inaczej być nie może. Jeżeli chodzi o to czy zakup mieszkania jest inwestycją, to osobiście uważam, że jak najbardziej tak. Na początku wydatek, później wpływy w postaci niezapłaconego czynszu (jak ktoś woli czuć gotówkę, to może umówić się z żoną na płatność raz w miesiącu tego wirtualnego czynszu), a na końcu wpływ ze sprzedaży. To że inwestycja ta może się okazać zła (NPV < 0) nie oznacza, że wydatek ten nagle przestaje być inwestycją.

    Mój kalkulator wykazał opłacalność inwestycji w zakup nieruchomości. Osobiście posiadam 3 sztuki pierwotnie na zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych, wszystkie sfinansowane w większości kredytem hipotecznym – jak kolejny raz trzeba będzie zmienić pracę/miasto, to będzie 4 nieruchomość i 3 wynajęta 😊. Zamysł mój jest taki, że rata kapitałowa jest de facto moim sposobem na oszczędzanie (zwiększanie majątku netto) – na marginesie bardzo skutecznym.

    • Hej Maciej,
      widzę to jednak inaczej.

      “proponowałbym rezygnację z pozycji, które są wspólne dla obu nieruchomości jak np. energia elektryczna i inne media lub wykazał je koniecznie w dokładnie tej samej wysokości”
      Ale to byłoby nieprawdziwe, bo wysokość tych opłat w praktyce nigdy nie będzie taka sama. W dodatku w różnych umowach najmu w różny sposób kalkulowane są media i różna ich cześć obciąża najemcę.

      Ja nie chcę porównywać wynajęcia konkretnego mieszkania versus kupienia dokładnie tego samego mieszkania – tylko możliwość faktycznego policzenia atrakcyjności decyzji najmu nieruchomości A vs kupienia na własność nieruchomości B – również wtedy, gdy wynajmiemy nieruchomość droższą/tańszą itp. To jest dylemat: wynająć gruszkę czy kupić jabłko, a nie “kupić konkretne jabłko, czy wynająć je” 😉
      W obecnej postaci plik daje szersze możliwości – w tym również tę, którą Ty proponujesz.

      Nie zgodzę się z tym, że do mieszkania wynajmowanego kupujemy dokładnie tyle samo, co do własnego. To fikcja. Ludzie kupują mnóstwo rzeczy do własnych mieszkań, a do wynajmowanych znacznie mniej.

      Zamiast tworzyć “wpływy” z niezapłaconego czynszu – lepiej wpisywać po obu stronach faktyczne kwoty. Pomyśl, jak wysokie wpływy z tytułu niezapłaconego czynszu ma człowiek bezdomny, a jednak nic z takimi “wirtualnymi” pieniędzmi nie zrobi 🙂

      Lubię ciekawe teorie, ale zdecydowanie wolę obliczenia na faktycznych lub łatwych do oszacowania przepływach finansowych. I ten plik na to pozwala. To tak naprawdę zwykłe NPV.

      • Marcin, miło że odniosłeś się do mojego komentarza. Jestem u Ciebie od niedawna, ale ten krótki czas pozwolił mi już dostrzec kawał dobrej roboty, którą wykonujesz w finansach Polaków. Twój kalkulator stanowi naprawdę świetne narzędzie, natomiast jego właściwe użycie wymaga moim zdaniem dużej staranności i przemyśleń co właściwie się w nim analizuje i w jakim celu.

        Osobiście nie widzę zbyt dużej wartości dodanej w analizie porównawczej gruszek i jabłek i sposobu uzyskania tytułu do korzystania z nich (własność/najem). To trochę tak czy kupić nowego passata na własność czy wynajmować kilkuletniego golfa. Co daje mi informacja, że wynajęcie golfa jest tańsze niż kupno nowego passata?

        Odnośnie doposażania nowego mieszkania, to jestem sobie w stanie wyobrazić istnienie takiej prawidłowości – być może najemcy mają z tyłu głowy, że wszystko to co kupią do najmowanego domu/mieszkania, kiedyś trzeba będzie znieść, przewieźć, wnieść (+ może jeszcze demontaż/montaż). Niemniej w takiej sytuacji znowu mamy nieporównywalne opcje (choinka zapachowa w passacie lub jej brak w golfie.

        Co dotyczy bezdomnego, to ten przykład działa na niekorzyść Twojego porównywania jabłek z gruszkami. Bo porównując alternatywę kupić mieszkanie czy mieszkać pod mostem, bez większego liczenia korzystniej wyjdzie opcja bezdomności 😊 Natomiast przy moim podejściu porównywania porównywalnych opcji, nasz bezdomny nie miałby żadnych „wpływów z niezapłaconego czynsz”, bo jego alternatywą jest również bezpłatne „wynajmowanie” przestrzeni publicznej.

        Miłego łikendu! 

        • Świetna odpowiedź Maciek. I super riposta z tym bezdomnym 🙂 To prawdziwa przyjemność prowadzić dyskusję w ten sposób – dziękuję.

          Podejdę jeszcze raz do tego co napisałeś i postaram się precyzyjniej odpowiedzieć w poniedziałek 🙂
          Miłego weekendu!

  13. Abstrahując od definicyjnych dylematów aktywo/pasywo oraz dowodzenia wyższości kredytow hipotecznych ponad inne typy warto promować w narodzie nawyki nadpłacenia kredytów na cele nieinwestycyjne- w tym hipoteczne mimo iż uchodzą one za najtańsze.

  14. Niedawno kupiłem mieszkanie. Za gotówkę. Jestem stosunkowo młody i nie zbyt bogaty 🙂 Mieszkanie w małym mieście, żadna tym wielka 7ka czy 10 miast, jak wg raportów. Pieniądze zarobiłem pracując kilka lat po studiach za granicą. Ostatnie co bym powiedział o moich zajęciach, to to że były to prace lekkie. Straciłem przez nie zdrowie, ale nie o tym. Wróciłem do Polski i zaczynam od początku. Praca zgodna z wykształceniem, sporo obowiązków, jednak za minimum co jest nieporównywalne z poprzednimi zarobkami. Mieszkanie kupiliśmy z narzeczoną. Ona chciała go bardziej, heh emocje 🙂 Długo się zastanawiałem czy dobrze robimy, bo chciałem za zaoszczędzone pieniądze otworzyć firmę. Wątpliwości zawsze będą, u każdego kto podejmuje ważne życiowe decyzję i często się ich boi. Ja się bałem, ale nie żałuję 🙂 Spokój wewnętrzny i swoje miejsce nie ma ceny. Nie chciałem brać kredytu więc wyjechałem żeby zarobić. Kosztem doświadczenia, awansów czy podwyżek. Każda droga jest dobra, aby nie ta zbyt związana z konsumpcją. Każdy przypadek jest inny, bo wiąże się z nim inny punkt widzenia i historia. Ja idę dalej pisać swoją. Miłego weekendu, odwagi i rozwagi w podejmowaniu ważnych decyzji 🙂

  15. Cześć Marcinie
    Kupując moje mieszkanie około 6 lat temu popełniłem chyba wszystkie błędy jakie mogłem .
    Od zbyt dużego mieszkania w naszym domyśle na przyszłość , przez 110% wartości kredytu i 30 letni okres kredytowania. Omal bym nie zapomniał razem z kredytem wcisnęli nam polisolokate 😉
    Od pewnego czasu między innymi dzieki Tobie wygrzebuje sie z długów ,
    I tak nierozważne decyzje finansowe zaskotkowaly sprzedażą mieszkania po 6 latach placenian odsetek. Jestem niemal na koncu mojej wyboistej drogi do pozbycia sie długów .
    Wielkie dziki Marcinie.
    Twój powrót do fundamentów w tym roku dał mi dodatkowego kopa na finish .
    100 krotne dzieki

    • Hej Dawid – kazdy popełnia błędy, ale tylko nieliczni uczą się na nich. Dziękuję Ci, serdecznie gratuluję i cieszę się bardzo, że tak dobrze Ci idzie. Walcz dzielnie i czekam na świetną wiadomość, że masz już te długi z głowy! 🙂

  16. Witam wszystkich.

    Witam Ciebie Marcinie.

    To mój pierwszy wpis w jakichkolwiek komentarzach. Od blisko 3 lat śledzę Marcinie Twoje podcasty, Twoje artykuły. Wiele one mi pomogły uświadomiły, nakłoniły do poszukania innych źródeł podobnego tematu.

    Pochodzę z ubogiej rodzinie, nie mam możliwości pomocy na start ani ja ani moja narzeczona podobna sytuacja. Wśród znajomych mamy ksywki “skrobigarczków” wszystko przeliczając co jest za drogie, jeżdżę starym ale sprawnym samochodem itd

    Od jakiegoś czasu mieszkamy razem w mieszkaniu o bardzo niskim koszcie najmu, nie wiemy do kiedy będziemy mogli mieszkać w tym miejscu.
    Po kilku latach uzbieraliśmy środki na malutkie mieszkanie w naszym mieście.
    Teraz sytuacja jak już nie będziemy mogli mieszkać tu gdzie mieszkamy to moja polówka doktorant chce kupić coś małego żeby było własne za wszystkie oszczędności zbierane przez dobrych kilka lat. Aczkolwiek niewiadomo czy nie będzie musiała wyjechać na rok na staż po doktorski.
    Ja ją odwołuje od tego pomysłu, próbuje wytłumaczyć, niechętna jest do czytania tego typu artykułów.
    Jeżeli byśmy nie kupowali to chciałbym zainwestować większą część oszczędności w meiszkanie na najem dla kogoś, w przyszłości może sprzedać, może zostawić. Jej się niebardzo to podoba gdyż twierdzi że się na tym, na prowadzeniu, na remontach ani tyle, nie znamy nikogo kto się tym zajmuje, a dodatkowo mój brat spędził kilka lat w Anglii dorobił się otworzył kilka interesów stracił po kilku latach wszystkie zainwestowane środki i po 30stce pojechał ponownie dorabiać się na nowo.

    I jestem rozdarty, nie wiem co robić, dolar znowu idzie w górę, stopy procentowe na lokatach bardzo niskie, pamiętam jak było 6% przy zerowej prawie inflacji. Teraz stopy niskie a inflacja nieduża ale jest.

    Może ktoś był w podobnej sytuacji, podzieli się swoimi przemyśleniami.

    Z góry dziękuję.

  17. Jako osoba wynajmująca i często się przeprowadzająca potwierdzam, taki stan rzeczy skutecznie zniechęca do kupowania pierdółek i bibelotów. Za każdym razem, jak chcę się na coś skusić, od razu przechodzi mi przez myśl, że na cholerę mi te bzdurki (skądinąd piękne!), jeśli nie mam najpierw swojego lokum, żeby ich tam umieszczać. A myśl o pakowaniu tych nieliczonych rzeczy do pudeł przy przeprowadzce i taszczeniu ich wywołuje torsje. Po kilku przeprowadzkach nauczyłam się ograniczać liczbę codziennych przedmiotów i bardzo mi to na zdrowie wyszło.
    A obserwując znajomych na swoim, widzę, że ludzie faktycznie mają skłonność do takiego “zbieractwa”. I nikomu nie ubliżając, bo ja sama też mam.

  18. Witam
    Właśnie jutro idę podpisać akt notarialny i uruchomić kredyt hipoteczny (na 25 lat – plan: spłacić w max 10). To będzie moje drugie mieszkanie – pierwsze spłaciłem w 10 lat. Nowe kupuję bo rodzina już się w starym mieszkaniu nie mieści. Stare pójdzie na wynajem i będzie finansować co najmniej odsetki kredytu na nowe. Czyli można z biegiem czasu pasywa (lub aktywa niedochodowe 🙂 zamienić na przynoszące policzalne korzyści materialne.

  19. Moim marzeniem jest zakup własnego mieszkania i dzielenia go z ukochaną osobą, a potem z dziećmi. Szkoda tylko, że tak ciężko jest wystartować – no nic, trzeba zakasać rękawy i przede wszystkim pracować 🙂 Szukać oszczędności i iść przez życie z głową, dużo rozmyślać i szukać nowych, lepszych sposobów na pozyskanie dodatkowego grosza 🙂

Odpowiedz

Send me your newsletter (you can unsubscribe at any time).

FreshMail.pl