Te błędy psują twój budżet

6 błędów, przez które Twój budżet domowy nie działa 

0

Sporo osób, które zaczynają prowadzić budżet domowy, robi to źle. I to wcale nie dlatego, że są leniwi albo nieogarnięci. Problem polega na tym, że już na samym początku wpadają w pułapki, które sprawiają, że ich budżet nie spełnia swojej funkcji, albo po prostu przestaje działać. A to niechybnie prowadzi do zniechęcenia i porzucenia budżetowania. Dlatego  wyciągnęłam dla Ciebie 6 najczęstszych błędów w prowadzeniu budżetu, o które możesz sie potknąć. Podpowiem Ci, jak ich uniknąć, podrzucę Ci też 2 pliki, które ułatwią Ci budżetowanie. Po lekturze tego artykuł staniesz się budżetowym wymiataczem. 

Prowadzę budżet domowy już od wielu lat i uwierz mi – mam na koncie chyba wszystkie błędy, które tylko można popełnić. Każdy mnie czegoś nauczył i dzięki ich popełnieniu teraz prowadzę budżet bez problemów i z wielką przyjemnością. A poniewaz najlepiej, mimo wszystko uczyć się na swoich błędach, wyciągnęłam te najbardziej dotkliwe błędy, żeby Cię przed nimi przestrzec. O wszystkich opowiadam w filmie poniżej, a jeśli wolisz czytać, pod filmem czeka na Ciebie dalsza część artykułu. 

Oceń
Błędy budżetowe - Ania

Zaczynamy od absolutnie pierwszego błędu, który popełniłam na samym początku mojej budżetowej drogi. 

Błąd #1 Zamiast robić budżet, spisujesz tylko wydatki 

Nie wiem czemu, ale kiedy zaczynałam moją przygodę z budżetem domowym, byłam przekonana, że budżetowanie polega po prostu na tym, żeby zapisywać, na co wydałam pieniądze. Oczywiście wtedy nie znałam jeszcze bloga, ani książki Marcina. Wydawało mi się, że skoro notuję wydatki, to znaczy, że prowadzę budżet. Robiłam to naprawdę sumiennie przez cały miesiąc, a potem zasiadłam do analizy. Pamiętam moje zaskoczenie i frustrację: Serio? To ma mi pomóc ogarnąć finanse? 


Sprawdź:


Nie widziałam w tym zbyt wiele sensu, więc porzuciłam „budżetowanie”. Chęć stworzenia budżetu przyszła do mnie znowu, kiedy przeczytałam książkę Marcina „Jak zadbać o własne finanse”. Wtedy też zdałam sobie sprawę, na czym to całe budżetowanie polega i jaki błąd popełniłam. 

Czym różni się spisywanie wydatków od prowadzenia budżetu domowego?

Spisywanie wydatków to ewidencja tego, co już się wydarzyło. To jak jazda samochodem patrząc tylko w lusterko wsteczne. A w budżecie chodzi przecież o drogę przed Tobą. A dokładniej – o to, żeby z wyprzedzeniem zdecydować, na co chcesz przeznaczyć swoje pieniądze.

Na wypadek, gdyby ta esencja budżetowania jeszcze była dla Ciebie niejasna, pokażę Ci, jak to wygląda w praktyce. Tak naprawdę prowadzenie budżetu domowego składa się z 3 etapów:

I) Przygotowania budżetu 
II) Wykonania budżetu 
III) Wyciągnięcia wniosków z budżet

ETAP 1: Przygotowanie budżetu 

W pierwszym etapie sprawdzasz, ile masz dostępnych pieniędzy. Potem ustalasz, jakie wydatki czekają Cię w kolejnym miesiącu, i układasz je według priorytetów. Bo wiadomo: rachunki i jedzenie są ważniejsze niż wydatki na pierdoły. Następnie dzielisz dostępne pieniądze pomiędzy ustalone wcześniej kategorie wydatków. Czyli po prostu decydujesz, jaką kwotę chcesz przeznaczyć na każdą z nich.

I na tym kończy się pierwszy etap. Jeśli w trakcie miesiąca wpłyną dodatkowe pieniądze, powtarzasz ten sam proces dla nowej kwoty: ustalasz priorytety i decydujesz, na co ją przeznaczyć.

ETAP 2: Wykonanie budżetu

W drugim etapie sprawdzasz, jak Twój plan zderza się z rzeczywistością. Czyli po prostu żyjesz, wydajesz pieniądze i pilnujesz, czy robisz to zgodnie z budżetem, który wcześniej ustaliłeś. To właśnie tutaj budżet przestaje być tylko planem na papierze i zaczyna działać w prawdziwym życiu. To właśnie na tym etapie spisujesz wydatki i przypisujesz je do odpowiednich kategorii. 

Ale nie robisz tego z kronikarskiego obowiązku, tylko po to, żeby ponownie – lepiej zaplanować przyszłość. Bo dzięki spisywaniu wydatków na tym etapie widzisz, ile pieniędzy zostało Ci jeszcze w danej kategorii i czy nie zaczynasz niebezpiecznie zbliżać się do założonych limitów. Jeśli w jednej kategorii wydajesz więcej, niż planowałaś, możesz odpowiednio wcześnie zareagować i ograniczyć wydatki gdzie indziej, albo – po prostu zrezygnować z jakiegoś wydatku. I właśnie na tym polega wykonywanie budżetu – nie na samym notowaniu wydatków, ale na bieżącym podejmowaniu decyzji.

ETAP 3: Wyciąganie wniosków 

Trzeci etap, czyli wyciąganie wniosków, to moment, w którym zatrzymujesz się i sprawdzasz, co z tego wszystkiego wynika. Patrzysz, które założenia były realistyczne, a które kompletnie się rozjechały. Oceniasz, gdzie budżet był dobrze zaplanowany, a gdzie zabrakło przewidywania albo po prostu szczerości wobec własnych nawyków. I właśnie ten etap sprawia, że z miesiąca na miesiąc robisz budżet coraz lepiej. Ale o tym opowiem Ci jeszcze więcej przy okazji ostatniego błędu. Dodatkowo, jeśli ten temat Cię zainteresował, polecam Ci ten artykuł: Chcesz się BOGACIĆ, ale pieniądze ciągle przeciekają Ci przez palce? Sprawdź Budżet Domowy na NOWO. 

Błąd #2 Robisz budżet „na oko”

Kolejny błąd, który często widzę u początkujących polega na tym, że robią budżet „na oko”. Zgadując, ile tak naprawdę wydają na różne kategorie. Czyli zamiast oprzeć swoje założenia budżetowe na danych, działają na podstawie swoich wyobrażeń i życzeń, na temat tego, jak chcieliby, żeby to wyglądało. 

Budżetowanie „na oko” przypomina pieczenie nowego ciasta bez odmierzania składników. Wsypujesz orientacyjne ilości i wydaje Ci się, że będzie dobrze. A potem ciasto nie rośnie, rozpada się albo smakuje kompletnie inaczej, niż miało, a Ty nie masz już mąki żeby upiec coś innego. Z budżetem jest tak samo – jeśli zamiast bazując na danych ustalasz założone kwoty w swoich kategoriach po łebkach, to cały budżetowy miesiąc będziesz działać trochę po omacku, a pod koniec miesiąca po prostu zabraknie Ci pieniędzy. 

To Cię może zniechęcić 

Budżet robiony na wyczucie bardzo często jest po prostu budżetem życzeniowym. Ktoś myśli: „Na jedzenie wydajemy pewnie około 900 zł”, albo: „Przyjemności to ja nie mam w życiu żadnych, więc na pewno nie wydaję więcej niż 100 zł”. Tylko że rzeczywistość szybko to weryfikuje. Po tygodniu albo dwóch okazuje się, że brakuje Ci już pieniędzy w danej kategorii, Twój budżet się rozjeżdża, a Ty musisz się bawić w żonglera i sprawnie przerzucać pieniądze pomiędzy kategoriami. Takie podejście jest niebezpieczne, bo może Cię szybko zniechęcić do prowadzenia budżetu domowego. Możesz stwierdzić, że to jest za trudne, albo nie działa i porzucić tę cenną praktykę. Jak temu zaradzić? Mam dla Ciebie dwa rozwiązania. 

Lepsze przygotowanie 

Pierwszy sposób to po prostu lepsze przygotowanie się do budżetowania. Zanim rozpiszesz budżet, sprawdź KONKRETNIE, jak naprawdę wyglądają Twoje wydatki. Możesz przejrzeć historię konta, rachunki, paragony, aplikacje zakupowe. Możesz też zrobić sobie 2 tygodnie testowego spisywania wydatków, żeby się w nich zorientować. Nie chodzi o to, żeby robić wielkie finansowe śledztwo, tylko żeby przestać zgadywać i zrobić sobie jakieś sensowne założenia. 

Z doświadczenia wiem, że jedną takich bardziej problematycznych kategorii do ustalenia jest jedzenie. Ja na początku mojej drogi podeszłam do tej kategorii w ten sposób: Ustaliłam, ile wydaję na zakupy spożywcze tygodniowo (to było najłatwiejsze), a potem pomnożyłam to razy cztery tygodnie miesiąca i dodałam do tego 200 zł buforu. I to się okazało u mnie strzałem w dziesiątkę. 

Zrób budżetowy eksperyment 

Drugi sposób, żeby poradzić sobie z błędem #2 świetnie sprawdzi się u osób, które nie chcą robić wcześniejszego przygotowania albo po prostu wolą uczyć się w praktyce, robiąc. Wtedy warto potraktować pierwszy budżet nie jako docelowy system, tylko jako mały eksperyment. Przez pierwszy miesiąc, a nawet dwa, działasz na założeniach „na oko”, ale z pełną świadomością, że to jest etap nauki. Testujesz kategorie, obserwujesz, gdzie kwoty są zaniżone, gdzie zawyżone, i uczysz się, jak naprawdę wyglądają Twoje wydatki. Dzięki temu nie traktujesz rozjazdu budżetu jako porażki, tylko jako informację zwrotną. Nie powoduje to Twojego zniechęcenia, tylko motywuje Cię do dalszego działania. 

Z mojego doświadczenia najważniejsze jest to, żeby się do budżetowania nie zniechęcać. Magia tego narzędzia zaczyna się dopiero po kilku przebudżetowanych miesiącach więc daj mu szansę. 

Błąd #3 Zapominasz o wydatkach nieregularnych 

Trzeci błąd nazwałabym takim grzechem głównym osób, które nigdy wcześniej nie budżetowały, albo nigdy nie robiły tego porządnie. Chodzi o pominięcie w budżecie wydatków nieregularnych. 

I kiedy myślałam sobie o tym, jak Ci to najlepiej zobrazować, przyszła mi do głowy taka metafora. Tworzenie budżetu przypomina trochę pakowanie walizki na wyjazd. Oprócz rzeczy, które będziesz nosić codziennie (koszulki, bielizna, spodnie), pakując się musisz pamiętać też o rzeczach, które po prostu masz w bardziej odległych planach. Jeśli planujesz zabrać dzieci do aquaparku, to musisz spakować kąpielówki i zabawki do wody, nawet jeśli wyjazd odbędzie się dopiero ostatniego dnia. A jeśli jedziesz w region, w którym zdarzają się deszcze, zabierasz ze sobą pelerynę lub parasol, żeby być do takiej pogody przygotowanym. 

I dokładnie o to chodzi w wydatkach nieregularnych, To są wydatki, których nie ponosimy codziennie lub co miesiąc. Zdarzają się rzadziej – np. raz w roku, dwa razy w roku. Trzeba jednak mieć je na uwadze, bo przecież wiemy, że nastąpią. Zapłata podatku, wymiana opon, ubezpieczenie – to wszystko wydatki, które trzeba zaplanować w naszych budżetach. 

Dlatego nie popełniaj tego błędu – zanim przygotujesz swój budżet, przygotuj sobie i rozpisz swój Fundusz Wydatków Nieregularnych. O tym jak to dokładnie i krok po kroku zrobić opowiadam więcej w tym artykule: Nie daj się zaskoczyć nieregularnym wydatkom! Prosty sposób + 2 prezenty dla Ciebie  

Mam też dla Ciebie prezent – jeśli zapiszesz sie na nasz newsletter, dostaniesz od nas za darmo przygotowany przez Kasię plik do budżetowania oraz właśnie arkusz do planowania wydatków nieregularnych. Koniecznie pobierz te materiały bo bardzo ułatwią Ci dbanie o finanse:

Błąd #4 Nie robisz sobie marginesu na błędy i sytuacje nieoczekiwane

Czwarty błąd, który przeszkadza w skutecznym prowadzeniu budżetu to brak marginesu na błędy, potknięcia i sytuacje nieoczekiwane. Mike Tyson powiedział kiedyś, że “Każdy ma plan dopóki nie dostanie w mordę”. I dokładnie tak jest w zderzeniu budżetu domowego z naszym życiem. Dokładnie tak było na początku mojej budżetowej drogi – kiedy prowadziłam swój budżet już dobrych kilka miesięcy, poczułam niesamowitą falę zniechęcenia. Nie ważne ile czasu spędzam na planowaniu, przewidywaniu i rozpisywaniu różnych wydatków, zawsze, no po prostu ZAWSZE pojawiały się jakieś wydatki, które rozwalały mój budżet. 

Podam Ci kilka przykładów – zepsuł mi się czajnik elektryczny, mój mąż dostał mandat, albo rozłożyła nas choroba i leki pożarły kilka stówek. Jak sie pewnie domyślasz, to nie są wydatki nieregularne, które bez problemu da się przewidzieć. To właśnie takie „ciosy w mordę” od życia, które w niektórych miesiącach się pojawiają, a w innych nie. Nie da się ich przewidzieć i odpowiednio do nich przygotować. Ale to nie oznacza, że jesteś wobec nich bezsilny. Co to, to nie – żeby się przed nimi zabezpieczyć, w Twoim budżecie musi po prostu pojawić się bufor. 

Wprowadź do swojego budżetu bufor

Budżet bez marginesu na błędy jest jak sukienka zapięta na styk. Na początku wszystko wygląda świetnie. Stoisz prosto, nic się nie dzieje, nawet masz wrażenie, że nieźle to wszystko wygląda. A potem bierzesz głębszy wdech, albo próbujesz usiąść i wszystko pęka w szwach. No nie tak to ma wyglądać! 

Ale jest na to sposób. Jeśli chcesz, żeby Twój budżet nie pękał po każdym życiowym obrocie od razu przy jego tworzeniu zaplanuj sobie kilka stówek buforu na wydatki naprawdę nieprzewidziane. U mnie to zmieniło wszystko i sprawiło, że budżet przestał się wykolejać. Jak to zrobić w praktyce? Stwórz w budżecie specjalną kategorię. Możesz ją nazwać: “Inne wydatki” albo “Nieprzewidziane”. W moim budżecie mam na takie wydatki około 300 zł i spokojnie mi to co miesiąc wystarcza, bo zwykle tych wydatków nieoczekiwanych nie ma w miesiącu jakoś bardzo wiele. Ważne jest to, żeby wpisywać do tej kategorii faktycznie wydatki, których nie byliśmy w stanie przewidzieć. Wyraźnie trzeba je rozróżnić o wydatkach nieregularnych, o których pisałam wyżej. 

A teraz przejdźmy do kolejnego błędu, którego ofiarami padają najczęściej osoby, które z pełnym zaangażowaniem biorą się za poprawę stanu swoich finansów. 

Błąd #5 Zapominasz o budżecie na przyjemności

W tę pułapkę wpadają najczęściej osoby, które po długim czasie niezadowolenia zabierają się za swoje finanse tak na poważnie. Może należysz do tej grupy. Przychodzi taki moment, gdy masz już DOŚĆ. Długów, albo życia od pierwszego do pierwszego, albo tego, że choć zapierdzielasz w pracy jak dziki osioł, to nie stać cię na wakacje i życie, o którym marzysz. Takie osoby biorą się za swoje finanse z pełnym impetem. Wycinają wydatki do kości, budżetują i siłą rozpędu realizują kolejne cele finansowe. I nie ma w tym nic złego, to na pewno daje fajną energię do tego, żeby zerwać ze starymi przyzwyczajeniami. Ale chciałabym Cię przestrzec, bo ma to także drugą stronę medalu. 

Odmawianie sobie przyjemności, jest jak bycie na bardzo restrykcyjnej diecie

Długotrwałe odmawianie sobie wszelkich przyjemności prędzej czy później zniechęci cię do dbania o swoje finanse. To jak bycie na bardzo restrykcyjnej diecie. Na początku jest motywacja i dobrze nam idzie, ale po kilku tygodniach lub miesiącach codziennego odmawiania sobie, obchodzenia się smakiem  i patrzenia jak inni objadają się smakołykami, wiele osób rzuca dietę w kąt i ze zdwojoną pasją zaczyna pochłaniać to wszystko, co było zakazane. No bo ileż można życ jak mnich? Jesteśmy tutaj także po to, żeby cieszyć się życiem i go doświadczać. Dlatego nie popełniaj tego błędu i nie wycinaj ze swojego budżetu wszystkich przyjemności. Wyznacz sobie rozsądną kwotę, którą bez wyrzutów sumienia możesz wydać, na co tylko chcesz. Oczywiście – jeśli jesteś na etapie spłacania długów, ta kategoria wydatków powinna być raczej niewielka, ale i tak POWINNA BYĆ w Twoim budżecie. 

Finansowy plac zabaw

Na koniec dodam tylko, że ta kategoria w budżecie przydaje się także, jeśli chcesz do prowadzenia budżetu przekonać swoją mniej entuzastycznie podchodzącą do tematu drugą połówkę. Z moich obserwacji, osoby, które kategorycznie nie chcą prowadzić budżetu zwykle argumentują to tym, że budżet to dla nich za duże ograniczenie. Mniej spontaniczności, mniej przyjemności, więcej kontroli i pytanie przy każdym wydatku: „Czy naprawdę tego potrzebujemy?”. Tymczasem dobrze prowadzony budżet nie ma zamieniać życia w arkusz Excela. Ma sprawić, że część pieniędzy możesz wydać z czystym sumieniem. 

Możesz wtedy powiedzieć: „Kochanie, zobacz – tu mamy konkretną kwotę, którą możemy wydać na przyjemności bez poczucia winy, bez wyrzutów i bez późniejszych pretensji”. Zamiast wydawać pieniądze w napięciu i zastanawiać się, czy po tej zachciance wystarczy do końca miesiąca, macie jasną pulę na rzeczy, które po prostu sprawiają Wam frajdę. Ja lubię o tym myśleć, jak o finansowym placu zabaw z jasno wyzaczonym ogrodzeniem – od razu wiadomo, gdzie mogę zaszaleć i jednocześnie wiem, gdzie jest granica. 

Błąd #6 Odpuszczasz za szybko

Ostatni błąd, który widzę u budżetujących to za szybkie odpuszczanie. Niestety – budżet daje efekty dopiero po kilku miesiącach jego sumiennego stosowania. Czasem to może potrwać nawet pół roku. Dlatego najgorsze, co możesz zrobić, to odpuścić! 

 Budżet domowy jest jak związek, która powoli się rozkręca. Na początku jest bardzo nieśmiały. Trochę za sztywny, trochę niezręczny, trochę nie wiadomo, jak do niego podejść. Siedzicie naprzeciwko siebie i każde udaje, że wszystko ma pod kontrolą, choć prawda jest taka, że obie strony są spięte. Ty nie wiesz jeszcze, ile możesz powiedzieć, a budżet dopiero sprawdza, czy potraktujesz go na serio. 

Pierwsze chwile razem bywają trudne. Trzeba usiąść, spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, ile naprawdę wydajesz, na co uciekają Ci pieniądze i które zachcianki tylko udają potrzeby. Co tu dużo mówić – to nie jest etap wielkiej namiętności. Ale z każdym kolejnym spotkaniem robi się coraz ciekawiej. Przestajesz ukrywać te paragoniki ze spontanicznych zakupów. A budżet Cię zaskakuje, bo dzięki mądremu zarządzaniu macie pieniądze i na te spontaniczne zakupy i na faktyczne potrzeby, które trzeba pokryć w każdym miesiącu. Znacie się coraz lepiej, zaczyna się coś, co przypomina zaufanie. Ale żeby dojść do tego etapu, trzeba przeżyć te kilka pierwszych, bardzo niezręcznych randek. 

Jak nie odpuścić? 

No dobrze, ale co możesz zrobić, żeby tak łatwo nie odpuścić i nie zniechęcić się już na starcie? W działaniu najbardziej motywuje nas widoczny postęp. Dlatego zachęcam Cię do tego, żeby po każdym miesiącu robić sobie krótkie podsumowanie. Dzięki temu zobaczysz, ile udało Ci się osiągnąć dzięki budżetowi. Nawet jeśli to był ciężki, wymagający miesiąc, zyskałeś wiedzę o tym, co możesz poprawić. A to jest kolejny krok w stronę zdrowych i dobrze poukładanych finansów. To pomoże Ci utrzymać motywację, żeby działać dalej. 

Jak zrobić skuteczne podsumowanie budżetu?

Pamiętaj też, że żeby wyciągnąć z budżetu cenne obserwacje nie potrzebujesz skomplikowanych analiz i kolorowych wykresów. Wystarczy dosłownie kilka minut na koniec miesiąca, żeby zobaczyć postęp, zauważyć błędy i dać sobie motywację do dalszego działania.

Sprawdź 3 rzeczy:

  1. Ile w tym miesiącu zapłaciłeś sobie. Czyli ile przelałeś na oszczędności i inwestycje i czy ten przelew wyszedł faktycznie zaraz po otrzymaniu wypłaty. Jeśli w danym miesiącu nie było takiego przelewu, albo był zbyt niski – to jasny sygnał, co możesz poprawić w kolejnym budżecie. Nawyk płacenia sobie zaraz po wypłacie zmieni Twoje finanse, dlatego to takie ważne, żeby wypracować go, jak najszybciej.
  2. Która kategoria wydatków pochłonęła najwięcej pieniędzy? To właśnie ona będzie pierwszym kandydatem do optymalizacji kosztów. Po kilku miesiącach regularnego prowadzenia budżetu prawdopodobnie zauważysz, że odpowiedź na to pytanie zaczyna się powtarzać. Wtedy warto przyjrzeć się kolejnej kategorii z listy – bo tam może czekać następna porcja oszczędności.
  3. Która kategoria najbardziej Cię zaskoczyła w tym miesiącu i dlaczego? To pytanie pomaga wyłapać wydatki, które w teorii wydają się niewinne, ale w praktyce potrafią po cichu rozepchać się w budżecie jak nieproszony gość na kanapie. Może okaże się, że znacznie więcej niż zwykle poszło na jedzenie poza domem. Może zaskoczą Cię zakupy spożywcze, choć „przecież kupowaliśmy tylko podstawowe rzeczy”. A może największym zdziwieniem będą drobne płatności: kawa na mieście, szybkie zakupy po drodze, subskrypcje, aplikacje, parkingi czy przesyłki. To pytanie to kopalnia złota – pomoże Ci ustalić usprawnienia, które możesz wprowadzić w kolejnych miesiącach.

Kiedy masz już odpowiedzi na powyższe 3 pytania, przyjrzyj się jeszcze dwóm rzeczom: 

  1. Co w tym miesiącu poszło dobrze? To ważne, bo budżetowanie nie powinno być comiesięczną sesją biczowania się. Jeśli udało Ci się trzymać planu w jakiejś kategorii, odłożyć konkretną kwotę, nie sięgnąć po kartę kredytową albo po prostu częściej podejmować świadome decyzje – zauważ to. Takie małe zwycięstwa są paliwem do dalszej pracy. Pokazują, że nie zaczynasz od zera, tylko budujesz na czymś, co już działa.
  2. Co najbardziej utrudniało Ci trzymanie się planu? Tutaj szukasz niewinnych, tylko przyczyn i okazji do ułatwienia sobie działania w przyszłości. Może jadłeś częściej na mieście, bo przez nadgodziny nie miałeś czasu przygotować sobie posiłków? A może poprawiałaś sobie humor zakupami, bo było Ci trudno przez kłótnię z partnerem? Gdy zauważysz prawidłowość, możesz od razu zadać sobie pytanie pomocnicze: Co mogę zrobić, żeby w przyszłym miesiącu nie było powtórki z rozrywki?

Na koniec mam jeszcze PRO TIP – kiedy wypiszesz sobie te 5 rzeczy, warto na koniec zapisać sobie w widocznym miejscu jedną, najważniejszą lekcję z tego miesiąca, którą chcesz zastosować w kolejnym. Podam Ci kilka przykładów z moich historycznych lekcji: 

  • Robiąc zakupy tygodniowe Dino wydaję dużo więcej niż w Biedronce. W kolejnym miesiącu zrobię eksperyment – wszystkie zakupy tygodniowe w Biedronce i zobaczę, jak wpłynie to na mój poziom wydatków na spożywkę w miesiącu.
  • Kupuję za dużo jedzenia „na wszelki wypadek”, a potem część się marnuje. Wydatki na spożywkę są wysokie,  ale jednocześnie wiem, że wyrzucam pieczywo, warzywa, jogurty albo gotowe produkty, których nikt nie zjadł. W kolejnym miesiącu będę planować posiłki i sprawdzę, czy to pomoże zmniejszyć wydatki. 
  • Opłacam bardzo dużo subskrypcji, a tak naprawdę czas na oglądanie mam tylko w weekend. Zrezygnuję z najmniej używanego streamingu i zobaczę, czy będzie mi tego brakować.

Jak widzisz, to są bardzo konkretne działania, które pomogą Ci realnie zmniejszyć wydatki ale też poczuć ten przyjemny motywacyjny haj, który pojawia się, gdy coś optymalizujesz. 

Na koniec chciałabym Cię zostawić z taką myślą: Dobry budżet dojrzewa razem z Tobą. Na początku może być trochę toporny: kategorie nie pasują idealnie, kwoty się rozjeżdżają, a część wydatków wyskakuje zza rogu jak postacie z kiepskiego horroru. Ale każdy wspólny miesiąc da Ci coś bardzo cennego – lepsze zrozumienie Twoich finansów, Twoich nawyków i otaczającej Cię rzeczywistości. Gdy zaczniesz tak patrzeć na budżet, przestanie być przykrym obowiązkiem, a stanie się spokojnym narzędziem do odzyskiwania wpływu na własne pieniądze. Raz jeszcze zachęcam Cię do pobrania naszych bezpłatnych plików 🙂

A teraz jestem ciekawa Twoich doświadczeń: który z tych błędów najczęściej rozbijał Twój budżet? Napisz w komentarzu – może Twoja lekcja pomoże komuś uniknąć tej samej pułapki.

Ania Mączka

Ania Mączka

Specjalistka w ogarnianiu chaosu i upraszczaniu rzeczywistości, z certyfikatem coacha kognitywnego (czyli tego, który wspiera w świadomej zmianie sposobu myślenia i działania). Od 2019 roku na pokładzie Finansów Bardzo Osobistych, gdzie zajmuje się tworzeniem treści i grafik, marketingiem i obsługą klienta. Uwielbia tworzyć plany i systemy, zarażać entuzjazmem i motywować innych do działania i tworzenia życia, którego pragną.

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię książka Marcina o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu – prosto i merytorycznie – tłumaczy w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 63 050 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca. Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który:

✅ w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
✅ nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
✅ będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
✅ szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze
Opinie w linii
Zobacz wszystkie komentarze