Finanse osobiste według Kena i Barbie

51

Fenicjanie wymyślili pieniądze, tylko… Dlaczego tak mało? Ta myśl często pojawia się w głowach Kena i Barbie – dumnych przedstawicieli klasy średniej z aspiracjami na więcej. Są zdolni, pracowici i dążą do zawodowego sukcesu. Mieszkają w dużych miastach, pracują w prężnych firmach, mają przyzwoite zarobki. Po mieście jeżdżą dobrymi samochodami i mieszkają w dobrych dzielnicach. Przynajmniej dwa razy w roku wyruszają na egzotyczne wakacje, a zimą na narty w Alpy lub Dolomity. Bardzo dbają o wygląd, kupują tylko markowe ubrania, a swój społeczny status podkreślają drogim zegarkiem. Czym jednak różnią się od tysięcy osób żyjących podobnie? Tym, że akurat ich na to nie stać, ale jeszcze tego nie zrozumieli.

Im dłużej mieszkam w Warszawie, im więcej poznaję nowych osób, tym bardziej jestem zdumiony liczebnością Kenów i Barbie. Wiem, że określenie „Ken i Barbie” jest mega wkurzające, ale naprawdę ręce mi opadają, gdy obserwuję niektóre sytuacje. Jak to w ogóle możliwe, że facet, który od czterech lat zarabia ponad 15 tysięcy miesięcznie, jeździ do pracy nowym BMW i mieszka w odpicowanej kawalerce w Śródmieściu, drży jak dziecko, gdy w pracy pojawia się groźba zwolnień? Albo że niesamowicie zdolna dziewczyna, świetna finansistka, zarabiająca kilka średnich krajowych plus roczny bonus, nie odłożyła przez 8 lat nawet drobnego funduszu bezpieczeństwa i od bankructwa dzielą ją dwa miesiące bez pensji?
Na zewnątrz piękna fasada, budząca podziw a nawet zazdrość. A pod spodem? Żadnych oszczędności, czyli bieda, aż piszczy!

Takie życie w otoczeniu błyskotek i pozornego luksusu, to droga donikąd. Ba, to nawet nie jest życie, tylko forma współczesnego niewolnictwa, która tym się różni od harowania na plantacji bawełny, że Kena i Barbie nikt nie porywa i nie przywozi w kajdanach z Afryki. Nie musi, bo sami pokornie pakują się w łapy swych „panów”: łaskawych pożyczkodawców. To właśnie dla nich ruszają co rano do pracy… Ale o moim stosunku do długów już wiesz, albo dowiesz się wkrótce. Tym razem chciałbym Ci opowiedzieć, na co te ciężko zarobione pieniądze i dodatkowe środki z kredytów są przeznaczane. I wiesz, co jest najgorsze? Że większość tej kasy idzie na bzdury.

Co musi się dziać w głowach Kena i Barbie, że na własne życzenie pakują się w takie bagno? Dlaczego zachowują się jak niemowlak leżący z błogą miną w brudnym pampersie: wprawdzie trochę to śmierdzi, ale przynajmniej jest miło i ciepło? Oto trzy najciekawsze wyjaśnienia, na jakie się dotąd natknąłem:

 

1. Jeśli chcesz być bogaty, powinieneś już dziś postępować tak, jak ludzie bogaci.

Przyznaj sam, że to prawdziwa perełka. Zdanie zaczerpnięte żywcem z poradnika motywacyjnego, albo szkolenia „Jak szybko zostać milionerem”, które wyrwane z kontekstu służy jako usprawiedliwienie bezmyślnego szastania pieniędzmi. To niesamowite, jak bardzo potrafimy zapętlić się w naszym myśleniu. Jasne, że warto już dziś postępować jak ludzie bogaci, ale nie bierzmy się za to od d…py strony.  Bogaci właśnie dlatego są bogaci, że zamiast wydawać pieniądze na bzdury, trzymają się z dala od długów konsumenckich, potrafią oszczędzać i konsekwentnie inwestują: w siebie, w aktywa finansowe, w nieruchomości, w biznesy. Owszem, kupują świecidełka i luksusowe przedmioty, ale za ułamek swych oszczędności, a nie na limit z karty kredytowej! Gdy słyszę od zadłużonego po uszy kolegi, że jedzie na partyjkę golfa z równie „zamożnym” przyjacielem, to czasem aż chce mi się krzyknąć: „Ken, obudź się! Co Ty chłopie wyrabiasz?”. Jest tylko jeden sposób, by działając w ten sposób szybko zostać milionerem: trzeba być wcześniej miliarderem.

 

2. Żyjąc na pewnym poziomie, obracasz się w środowisku ludzi sukcesu, którzy pomogą Ci w szybszym rozwoju kariery.

Brzmi całkiem sensownie, ale nie wtedy, gdy ma stanowić alibi dla kolejnego zbędnego zakupu. Bo co to znaczy „na pewnym poziomie?”. Naprawdę trzeba mieszkać w najlepszym apartamentowcu, aby rozwijać się zawodowo? I czym jest owo środowisko ludzi sukcesu? Zazwyczaj są oni równie spłukani co Ken i Barbie, więc harują po 12 godzin na dobę, by spłacić kolejną ratę. Cały chytry plan „obracania się w środowisku” bierze w łeb, bo środowisko jest wymęczone i nie ma ochoty na żadne spotkania. To pewnie dlatego sąsiedzi w apartamentowacach prawie w ogóle się nie znają. Szybciej, sensowniej i taniej można rozwinąć swoją karierę, gdy nie ma się długów, zaś na koncie spokojnie procentuje nasz fundusz bezpieczeństwa. Nie mamy wówczas problemów z zaśnięciem, jesteśmy zrelaksowani i kreatywni. Zamiast martwić się o zbyt dużą ratę, poświęcamy czas i energię na rozwój i nasze pasje.
Dobrze rozumiem znaczenie dbania o sieć kontaktów w biznesie, lecz tłumaczenie tym finansowych decyzji, to jest co najmniej lekka przesada.

 

3. W markowych ciuchach i luksusowym aucie jesteś bardziej pewny siebie i budzisz większy szacunek u innych.

Ten argument totalnie rozkłada mnie na łopatki. Wiadomość dla Kena lub Barbie: jeżeli musisz siedzieć w wypasionej bryce, by być pewnym siebie, to masz znacznie poważniejsze problemy, niż te związane z finansami. Jasne, że chodzenie w starych łachmanach i jeżdżenie rozwalającym się Polonezem nie poprawi Ci samopoczucia. Ale czy na pewno potrzebujesz nowiutkiego auta w kredycie 50/50, które straci na wartości 20% zaraz po wyjechaniu z salonu? Naprawdę uważasz, że wzbudzisz więcej szacunku, bo spacerujesz z torebką Louis Vuitton? Muszę Cię rozczarować: ludzi zupełnie to nie obchodzi. Jeżeli będą Cię szanować, to z całą pewnością nie z powodu auta czy tej torebki. Powiem Ci więcej: nie musisz aż tak się przejmować opinią innych. Większość z nich w ogóle o Tobie nie myśli, a jeśli już, to pewnie przejmują się Twoją opinią o nich.

Wiem, że nie jest łatwo, bo jeszcze kilka lat temu sami żyliśmy w ten sposób. Wystarczy włączyć TV albo odpalić Internet, a od razu szprycują nas reklamami pokazującymi szczęśliwych ludzi na zakupach. Kolorowe magazyny to 70% reklam i artykułów dyktujących nam jak być trendy albo cool. Faceci są przystojni i dobrze zbudowani, kobiety zgrabne i piękne, wyglądają jak ludzie sukcesu, więc chcemy być tacy sami. Jednak nasze życie to nie reklama ani serial. Jak powiedział niedawno Bill Gates: w prawdziwym życiu trzeba w pewnym momencie wyjść z kafejki i pójść do pracy.

Absolutnie nie mam nic przeciwko kupowaniu markowych ubrań, drogich zegarków, luksusowych samochodów i apartamentów w najlepszych dzielnicach. Sam chętnie kupię sobie samolot, gdy tylko będzie mnie na to stać. Jednak pewne rzeczy trzeba robić w odpowiedniej kolejności. Zadłużanie się po uszy by kupić „symbole statusu” to prosta droga do finansowej katastrofy. Przykład Kena i Barbie odnosi się do określonej grupy osób, ale zastanów się trochę, czy sam nie wydajesz czasami bezmyślnie pieniędzy? Jeżeli tak, to czas wziąć się za finansowe porządki.

Osobiście bardzo lubię i stosuję skuteczną metodę „krok po kroku”, którą szczegółowo opisałem w mojej książce „Jak zadbać o własne finanse?” Te kroki są następujące:

  1. Poznaj wartość swojego majątku: zsumuj aktywa, odejmij długi, a dowiesz się, ile naprawdę uzbierałeś w ciągu swojego życia.
  2. Przygotuj domowy budżet – to Ty powinieneś przejąć kontrolę i pokazywać pieniądzom, dokąd mają pójść, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły.
  3. Odłóż 2000 zł – to pierwsza linia obrony przed nagłymi wydatkami.
  4. Pozbądź się kredytów i pożyczek konsumenckich – one najbardziej drenują Twój portfel.
  5. Zbuduj fundusz bezpieczeństwa – odłóż kwotę w wysokości 6-miesięcznych wydatków, która pozwoli Ci wreszcie poczuć się bezpiecznie.
  6. Zafunduj sobie nagrodę – po zbudowaniu funduszu bezpieczeństwa odłóż środki na spełnienie fajnego marzenia.
  7. Otwórz konto emerytalne – na pewno przejdziesz na emeryturę, a bez własnych oszczędności będziesz biedny jak mysz kościelna – musisz odkładać kilka stówek co miesiąc.
  8. Przygotuj środki na studia dzieci – choć oficjalnie są darmowe, w praktyce sporo kosztują.
  9. Nadpłać kredyt hipoteczny – przynajmniej jedną ratę w roku, by pozbyć się go szybciej.
  10. Ciesz się życiem, inwestuj i pomagaj innym – wszystko, co zostanie po zasileniu poprzednich kroków, możesz wydawać na co tylko chcesz. Teraz dopiero jest czas na wszelkie „symbole statusu”, bo dopiero na tym etapie faktycznie masz jakiś sensowny finansowy status.

Jeżeli zamiast tego będziesz przeznaczać wszystkie zarobki na konsumpcję, to nie ma opcji: do końca życia będziesz biedny. A szkoda by było, bo wystarczy trochę zdrowego rozsądku i zaangażowania, a można całkowicie odmienić swoją sytuację finansową. Wiesz po czym poznasz, że jesteś na dobrej drodze? Po tym, że Ken i Barbie będą żartować z Twojego podejścia do pieniędzy.

Na zakończenie jeszcze dwie drobne sprawy:

1. Najpierw notka z wyjaśnieniem dla Pań, bo otrzymuję od nich sygnały 😉 Chcąc ułatwić czytanie i oszczędzić powtórzeń typu „kupiłeś lub kupiłaś”, używam standardowo rodzaju męskiego. Zatem pisząc: „Spłaciłeś długi – osiągnąłeś cel”, zwracam się zarówno do kobiet, jak i do mężczyzn. Taki już urok naszego pięknego języka. Mam wielką nadzieję, że Panie wybaczą mi tę niedogodność, a treść z nawiązką zrekompensuje niedoskonałość formy.

2. Dziękuję Ci za czas poświęcony na lekturę. Mam nadzieję że ten artykuł będzie dla Ciebie pomocny. Byłbym bardzo wdzięczny, gdybyś przesłał linka swoim znajomym oraz polubił stronę na Facebooku. Dzięki temu mogę dotrzeć do większej liczby osób, a niektórym to się naprawdę może przydać.

Zapraszam Cię również bardzo serdecznie do zapisania się na powiadomienia o nowych artykułach na blogu. Miłego dnia! 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze51 komentarzy

  1. Tak żyje większość Warszawiaków. Restauracje, drogie wyjazdy a na koncie pusto. I po wielu latach naprawdę dobrze opłacanej pracy drżą czy ich nie zwolnią bo na koncie pusto. Taki brak myślenia albo odwrotnie: po co mam odkładać kasę skoro nie dożyję do emerytury.

    • to nie tylko Warszawiacy …. Cały kraj a najgorsze jest to że słabi psychicznie popadaja w ALKOCHOLIZMi inne złe używki A to jest coś gorsze od wszelkiego rodzaju ZADŁUZENIA….

      • U mnie w rodzinie kolejność była taka: najpierw wydatki, potem zadłużenia (kredyty konsumenckie), wreszcie alkoholizm. Bo powiedzenie sobie „nie” okazało się trudne i kiedy przychodziło do zakupu nowej bluzki, i kiedy była to butelka wina…
        Cieszę się, że lubię i mogę (bo są) czytać takie blogi jak ten 🙂 Kompletnie zmieniają świadomość.

  2. Marcin Iwuć

    Walabisiu, nie wiem czy większość, ale na pewno zbyt wielu. Zresztą nie tylko Warszawiaków. To między innymi dla nich ten blog 😉

  3. A ja właśnie kupiłem na raty PS4 i mam wyrzuty sumienia, bo PS3 w pełni sprawny… Może nie symbol statusu, ale na pewno durny wydadek…Wkurzające te Twoje wpisy, zmuszają kurcze do myślenia 😉

    • Jeśli to faktycznie raty 0% i w dodatku masz na koncie tyle kasy, by to spłacić od razu to nie jest to durny wydatek. Jeśli nie masz na koncie kasy by spłacić te raty w razie co od ręki to zacznij od sprzedania PS3 😉

      Wszystko, w tym kredyty i PS4, jest dla ludzi. Tyle, że trzeba z rozsądkiem…

      PS. Jeśli jest to kolejny Twój dług i w dodatku nie masz żadnego finansowego zabezpieczenia to może lepiej oddaj PS4 do sklepu, a PS3 puść na Allegro?

  4. Ten artykuł to kubeł zimnej wody dla ludzi żyjących w ten sposób…
    Jak to mówią „ZIMNA WODA ZDROWIA DODA” :)))
    Super…

  5. Marcinie bardzo dobry artykuł, można powiedzieć, że jest dopełnieniem artykułu Michała z jakoszczędzaćpieniądze.
    W mediach na takich Kenów i Barbie mówi się lemingi :). We własnym otoczeniu mam bardzo wielu ludzi, którzy żyją ponad stan wiecznie na kartach kredytowych, bo tak łatwo zaciągnąć kredyt i dostać kolejną kartę a potem podnieść jej limit. Zero oszczędności.
    Ja stoję nieco z boku i przyglądam się ze zdziwieniem. Zawsze wyznawałem zasadę, że nie mam pieniędzy to się nie bawię, na sprzęt i zachcianki zwykle odkładam pieniądze i dopiero kupuję.
    Nauczyłem się i pokazałem to również mojej piękniejszej połowie, że nawet wrzucanie drobnych do skarbonki z czasem kumuluje się w kwoty, które można wykorzystać na kupienie sobie czegoś bez wyrzeczeń i bez finansowania tego kolejnym kredytem.
    Przeraża mnie postawa Twoich niektórych znajomych. Do opisanych zarobków rzędu kilku średnich krajowych bardzo mi daleko przez to nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak można miesiąc w miesiąc przepuścić takie kwoty bez myślenia o jutrze. Ale jak to mówią im wyżej zajdziesz tym mocniej boli upadek. Zwłaszcza jak nie ma poduszki, na którą można spaść.

    • Marcin Iwuć

      Hej Wight, dziękuję za komentarz. „Najpierw odkładam pieniądze dopiero kupuję” – o to własnie chodzi. Reguła stara jak świat, a coraz częściej uznawana u nas jako coś nienormalnego. To dzięki niej Twoja sytuacja finansowa jest zapewne lepsza, niż całej rzeszy Kenów i Barbie. Uwierz mi, nie ma takiej kasy, której nie dałoby się przepuścić. Dlatego nie jest aż tak ważne ile zarabiamy, ważniejsze ile zostaje 😉

  6. Spotkałam w życiu wiele takich osób, do dzisiaj pamiętam szok, jaki przeżyłam kiedy dowiedziałam się, że koleżanka mieszkająca w 120m2 apartamencie, w ubraniu za kilkanaście tysięcy z torebeczką za 2k, nie dostanie w banku 30k kredytu na zakup samochodu, bo właściwie z mężem oboje jadą na kartach kredytowych i przerzucanych pomiędzy nimi środkach. Przeraża mnie również fakt, że to ja budzę zdziwienie, bo mam oszczędności i zaczynam miesiąc od odłożenia części pensji, a nie wydania połowy. Zastanawia mnie też czy to wynika z braku edukacji ekonomicznej, logicznego myślenia czy polskiego – zastaw się a postaw się… Ja swoje 2-letnie dziecko uczę, że woda kosztuje i tłumaczę, że czegoś nie kupimy, bo jest nam to niepotrzebne, albo za drogie.

    • Cześć Paulina, dziękuję za komentarz.
      Niestety w naszym otoczeniu łatwo jest wpaść w kredytową pułapkę. Szczególnie, gdy chcemy zrobić wrażenie na innych. Tylko po co?
      Na szczęście znam również przykłady osób, które wychodzą z tego obłędu i po latach życia na kredyt stają na własne nogi. Istnieją na to skuteczne metody.
      Gratuluję Ci zdrowego rozsądku w podejściu do finansów. Myślę, że to jedna z najcenniejszych lekcji, jakie możemy przekazać dzieciom. Życzę Ci powodzenia i serdecznie zachęcam do częstszych komentarzy 😉

  7. Marek Sadowski

    Witaj Marcinie.

    Jestem pierwszy raz dzisiaj na blogu, to mój drugi temat który czytam. Bardzo ciekawie napisane. Sam ostatnio coraz więcej o tym myślę doświadczając tego co napisałeś.

    „Wiesz po czym poznasz, że jesteś na dobrej drodze? Po tym, że Ken i Barbie będą żartować z Twojego podejścia do pieniędzy.”

    Coraz mniej rozmawiam z ludźmi o pieniądzach, oszczędzaniu, inwestowaniu. Mam teraz 30 lat i przez ok 6 lat żyłem na kredycie, w pewnym momencie się obudziłem. Długi zamieniłem na oszczędności które inwestuję.

    Jednak większość moich znajomych żyje jak opisani Ken i Barbie z różnym stopniem zadłużenia. Moje cele życiowe się zmieniły, zaczynam bardziej gonić za marzeniami idt. Zaczynamy się coraz bardziej różnić…

  8. Bardzo trafne spostrzeżenia zawarte w tym artykule i kompleksowy, osobisty biznesplan w dziesięciu punktach. Do tego bardzo dobrze napisane, ładnie stylistycznie.

  9. Postanowiłam od 1wrzesnia. 2014 oszczędzać, dzisiaj będąc na urlopie przez przypadek oglądnełam „Dzień Dobry TVN” i będę korzystać z Twojej pomocy. Mam nadzieje że przestanę być Barbie ( choć figurę i włosy ma super). Życzę powodzenia na „nowej drodze życia”!

  10. Panie Marcinie po obejrzeniu pierwszego programu z Pana udziałem w TVN postanowiłam zerknąć na Pana blog chociaż nie zbyt optymistyczne muszę przyznać.Przeczytam na razie dwa wpisy jak obliczyć netto swojego majątku no i o Kenie i Barbi i cóż netto jeszcze nie obliczyłam postaram się to zrobić w najbliższym wolnym czasie, a co do wpisu o Kenie i Barbi uświadomił mi że właśnie żyję jak Barbi jestem w pętli kredytowej w prawdzie ma się ona skończyć za 13 miesięcy ale co do tego czasu nie wiem co będzie mam wrażenie że zaczynam odchodzić od zmysłów zaczęła się u mnie depresja i z dnia na dzień się pogłębia człowiek jest młody i głupi a za błędy trzeba niestety płacić tylko czemu aż tyle nie wiem jak dam sobie dalej radę hmm brak słów pomimo wszystko dziękuję za tego bloga na pewno wielu osobom pomoże szkoda że nie mi 🙁

  11. Świetny blog. Sama dopiero stawiam swoje pierwsze kroki w oszczędzaniu – jestem przy punkcie 4. Szkoda, że wczesniej nie trafiłam na Twojego bloga- mam sporo do nadrobienia!

  12. Witaj Marcin,

    Trafiłem tutaj z informacji na onecie a propos blogów roku, gdzie szukałem czegoś z historii – biszop przestał pisać 🙁 . Nie myślałem że zaciekawi mnie pozycja o finansach (z giełdy wyciągam dobre procenty – zazwyczaj, pensja przyzwoita) bo przecież od zawsze wiem co w trawie piszczy.. Właśnie rewiduję swoje podejście, dzięki przeczytaniu kilku Twoich tekstów (za dużo pieniędzy na głupoty niestety).
    Jak mawiał Hancock „Good job!”

  13. Witam! Jestem pierwszy raz dzisiaj na blogu. Mieszkam w Australii. Mam polską telewizję. W ddtvn poznałam Ciebie Marcinie. Bardzo podobają mi się Twoje wypowiedzi. Moi przyjaciele w Polsce popadli w niesamowite długi. Groził im komornik. Mieli już dwie pożyczki hipoteczne. Chcieli sprzedać swoje mieszkanie za zadłużenie tj. za kwotę 160.000 zł. mimo, że ich mieszkanie w najgorszym przypadku jest warte 270.000 zł. W zamian za to mieli otrzymać dożywotnio mniejsze mieszkanie, nie będące ich własnością, ale mieli płacić tylko czynsz. Powiedziałam im, że to jest oszustwo. W jakiś czas później sprawa stała sie bardzo głośna w całej Polsce. Wówczas zaproponowali nam ( mnie i mężowi) kupno ich mieszkania za zadłużenie. Mieli jednak pozostać w swoim mieszkaniu, lecz mieli płacić dodatkowo nam 500 zł./mies. Niestety bank odmówił nam udzielenia pożyczki w w/w kwocie ze wzgłędu na nasz wiek. Wobec tego wzięliśmy pożyczkę w kwocie 32.000 zł, bo tyle mieli kolejnego zadłużenia. Uratowaliśmy ich w ten sposób przed komornikiem. Zaproponowali naszej córce kupno mieszkania na powyższych zasadach. Córka również nie otrzymała pożyczki. Parę dni przed powrotem do Australii pojawił się kupiec na nasz dom w górach. Niestety czas do wyjazdu naglił. Umówiliśmy się z „przyszłymi” klientami, że spokojnie sprzedadzą swoje mieszkanie i w następnym 2014 r. w maju sfinalizujemy kupno- sprzedaż naszej nieruchomości. Pieniądze ze sprzedaży miały posłużyć nam na kupno mieszkania pomniejszone o kwotę 32.000 zł., które już wcześniej wpłaciliśmy. Dzień przed powrotem do Australii dostaliśmy potwierdzenie otrzymanej kwoty 32.000 jako zaliczkę na zakup mieszkania.
    Zanim przylecieliśmy do Polski otrzymaliśmy ustne zapewnienie od kupujących o przystąpieniu do transakcji w maju. W dniu przylotu do Polski zadzwoniłam do zainteresowanych, aby umówić sie na konkretny dzień. Wtedy dowiedziałam się, że oferta nasza jest już nieaktualna, gdyż kupili już inny dom. Wiadomość spadła na nas, a szczególnie na naszych przyjaciół jak grom z jasnego nieba.
    Przez cały rok pomagaliśmy im finansowo wpłacając na kolejne pożyczki kwotę 10.000 zł. Uważaliśmy, że to będzie kolejna kwota, o którą pomniejszymy ostatnią wpłatę. W tym momencie przyjaźń między nami się skończyła. Zostaliśmy nazwani oszustami. Na moją prośbę, choć niechętnie spłacają pożyczkę nieco poniżej wymaganej raty. Mają duże mieszkanie. Nie jest im potrzebne. Zamiast je sprzedać i spłacić długi. Pozostała kwota nie wystarczy im nawet na kupno garsoniery. Ich dochód miesięczny to 4.500 zł. W długi wpadli przez swoje dzieci i swoją rozrzutność. Za dwa miesiące przylatujemy do Polski. Proszę mi podpowiedzieć jak wyegzekwować lub zabezpieczyć swoje pieniądze przed ich dorosłymi dziećmi.

  14. Bardzo trudno jest iść pod prąd. Mimo wysokich zarobków, żyliśmy z mężem skromnie i „nieadekwatnie do otoczenia”, co skutkowało komentarzam, iż nie korzystamy z życia. A powinniśmy to robić, bo młodość ucieka 🙂 Zamiast dóbr konsumpcyjnych kupowalismy mieszkania, zamiast wypasionych wakacji, ten sam hotel za cenę niższą o 30%, z tańszym biurem podróży. Oszczędności lokowalismy w fundusz bezpieczeństwa, aby w razie utraty pracy utrzymać się przez co najmniej 2 lata. Kredyty braliśmy w PLN narażając się na kpiny kolegów z pracy, że dajemy „się doić”. Niepopularne decyzje i ciągle pod prąd…
    A wokół Kenow i Barbie na pęczki! Sporo też dramatów, gdy tracą pracę, czy popadają w spiralę długów.
    Ale taki los trudny 😉

  15. Panie Marcinie, według Pana, ile % miesiecznego zarobku możemy przeznaczyć na ”zbytki” cokolwiek to znaczy – czyli na rzeczy które poprawiają nam humor acz niekoniecznie sa do życia- egzystencji ? potrzebne.

    • Cześć Rajmund. Dziękuję za pytanie i zapraszam do przejścia na „Ty”.

      To zależy od sytuacji finansowej danej osoby i tego, jakie decyzje podejmowała wcześniej. Nie mam nic przeciwko wydawaniu nawet ogromnych kwot na przyjemności, pod warunkiem, że takie decyzje podejmowane są w odpowiedniej kolejności: najpierw musimy odłożyć na to pieniądze.
      Jeżeli ktoś ma długi, bo do tej pory wydawał więcej niż zarabiał, to na czas pozbywania się długów powinien wyciąc wydatki „na przyjemności” prawie do kości i zrobic wszsytko by zwiększyć dochód.

      Jeżeli ktoś nie ma długów konsumenckich, ma odłożony fundusz bezpieczeństwa, część dochodu odkłąda na prywatną emeryturę – to może wydawać na przyjemności ogromne kwoty, kupować luksusowe zegarki i jachty, robic na co mu przyjdzie ochota. Właśnie po to prowadzę ten blog, aby jak najwięcej osób mogło wydawać SWOJE pieniądze na wielkie przyjemności, a nie pokrywać przez chwilkę małe przyjemności z CUDZYCH pieniędzy, a potem przez wiele lat harować na spłatę odsetek.

      Po prostu: zdrowy rozsądek. Tylko tyle i aż tyle…

  16. Cześć Marcin,
    wiem, że komunia dziecka to nie jest nagły wydatek:)
    ale mam takie pytanie:
    te 2000 zł odłożone – „pierwsza linia obrony przed nagłymi wydatkami” na, co to można przeznaczać? to pierwsza linia obrany tylko na sytuacje, gdybym np. straciła pracę? Czy jeszcze coś tutaj można zaliczyć?

    • Hej Lena,
      W przypadku utraty pracy to te 2 tysiące nie pomogą.
      Ale, w wielu innych sytuacjach, jak: podliczenie mediów i konieczność dopłaty, wyższy rachunek za prąd czy awaria lodówki, itp. Takie stosunkowo niedrogie wydatki, które często zmuszają ludzi do sięgania po chwilówki. Te 2000 zł to nasza pierwsza linia obrony, sprawiająca, że nie musimy sięgać wtedy po dług. W przypadku utraty pracy ma pomóc znacznie większy fundusz bezpieczeństwa, który budujemy po spłacie kredytów i pożyczek konsumenckich.

      • Rozumiem. Chodziło mi właśnie o sytuacje, w której ktoś dopiero tą sześciokrotność wydatków miesięcznych buduje (fundusz bezpieczeństwa:) Czyli można powiedzieć, że te 2000 zł to taki nasz „debet w koncie” bez debetu:) A w sytuacji, w której nie mamy jeszcze sześciokrotności wydatków odłożonej pozostaje nam się tylko modlić, żeby nas nie zwolni:) Ale lepiej chyba teraz się o to modlić niż za 10 lat przeżywać takie stresy, co miesiąc:) Każdy kiedyś zaczynał w końcu:)
        pozdrowienia

  17. Na marginesie a propos kupiłaś/kupiłeś.
    Przede wszystkim i panie i panowie są najpierw człowiekiem. A ten akurat w języku polskim występuje w męskiej osobie. Zatem kupiłeś człowieku! I nikt nie powinien się obrażać (ani tłumaczyć) ;))
    pozdrawiam

  18. Zdrowy rozsądek to chyba główne przesłanie twojego bloga Marcinie. Uważam , że rozsądnie piszesz i każdy komentator znajduje coś dla siebie. Uważam że w głębi ducha każdy z nas chciałby zostać Barbie czy Kenem, mieć coś ekstra choć nie każdy chce się tym chwalić. Cykl koniunkturalny dopada jednak każdego i wcześniej czy później coś skoryguje nasze plany. Pytanie czy poradzimy sobie sami, do czego zachęcasz robiąc analize naszych aktywów netto.

  19. Świetny artykuł, bardzo dobre porady! Dawno temu wywnioskowałam, po obserwacji mojego otoczenia, że ludzie bogaci są SKĄPI. Czyli nie szastają pieniędzmi na lewo i prawo, a podejmują przemyślane „inwestycje” 🙂 I tu bardzo się cieszę, bo ja sama jestem skąpą osobą. Bardzo lubię mieć oszczędności na koncie. W sumie nie wiem po co mi one. Nie mam na razie konkretnego celu. Póki co, czuję się bezpieczna (finansowo). Chyba wsiąknę w lekturę tego bloga na długie miesiące 😉 Dużo do nadrobienia!
    Pozdrawiam 🙂

  20. Hej
    Mieszkam na Śląsku, pracuje w Warszawie.
    Naprawdę nie ma znaczenia czy Ken i Barbie to Warszawiacy, Ślązacy czy Sosnowiczanie 😛 , wszyscy robią to samo.
    Rozmawiam z ludźmi którzy zarabiają 2-3 średnie krajowe ( po za Warszawa to bardzo dużo ) i wydają wszystko na bieżące wydatki bądź spłatę kredytów.
    Sam bez grzechu nie jestem mam dwa kredyty konsumpcyjne, i sam na jeden dałem się trochę nabrać bo warunki zmieniły się przed samym podpisem.
    Styczeń to bardzo dobry moment żeby spłacić jeden z kredytów.

    • Jeszcze jedna ważna rzecz.
      „Ciesz się życiem, inwestuj i pomagaj innym – wszystko, co zostanie po zasileniu poprzednich kroków, możesz wydawać na co tylko chcesz. ”
      Bardzo ale to bardzo się nie zgadzam z tym zdaniem.
      90 % przewali resztę na głupoty.
      Proponuję metodę 6 kont ( słoików ).

  21. Rewelacyjny artykuł! Sama tak postępowałam dopóki nie natknęła się na książkę Roberta Kyosaki „ Bogaty ojciec, biedny ojciec ” i po raz pierwszy zaczęłam myśleć o swoich finansach. Dzięki rozsądnemu wydawaniu pieniędzy udało mi się w tym roku spłacić ostatecznie cały kredyt hipoteczny! Kolejny etap to zakup kawalerki na wynajem. Obecni jestem na etapie zbierania kapitału na wkład własny. Oszczędności próbuję pomnażać w bezpieczny sposób czyli korzystając z lokat i promocji bankowych. Marcinie jestem pod wrażeniem Twojego bloga i postanowiłam również spróbować swoich sił w tym temacie i założyć bloga, na którym będę opisywałam promocje bankowe i lokaty z których korzystam. Mam nadzieje że również komuś pomogę. Pozdrawiam serdecznie i podaję link do mojego nowego bloga 🙂
    http://zarabiajnalokatach.blogspot.com/

  22. Marcin, działam bardzo podobnie, żeby nie powiedzieć identycznie jak Ty dziś. Jednak dopiero niby roczny „super kredyty odnawialny”, który skończył się po ponad 4 latach, nauczył mnie tego w jaki sposób radzić sobie z tymi problemami.
    Dziękuję za komentarz podsumowujący … „Wiesz po czym poznasz, że jesteś na dobrej drodze? Po tym, że Ken i Barbie będą żartować z Twojego podejścia do pieniędzy” … ponieważ to on umocnił mnie w przekonaniu, że jestem na tej DOBREJ DRODZE – a już zacząłem wątpić 🙂

  23. Przypomina mi to mojego teścia. Całe życie oszczędzał. Jeździł starym lanosem, nosił znoszoną torbę, nigdzie nie był za granićą. Oszczędzał. Kolejne 10 tyś odłożone, i kolejne i kolejne…. Przyszła chorba – lekarze dali mu 3 miesiące. Zył 6. Majątkiem się podzieliła rodzina. Bogaty ojciec, biedny ojciec…. tak to było. Biedny a mógł sobie pożyć.

  24. Ja juz od stycznia sie zastanawiam nad lżejszym laptopem na studia… Ale za kazdym razem jak juz mam go w koszyku internetowym mysle sobie, ze Marcin by powiedzial ‚masz w domu sprawny i dobry laptop, nie mozesz nosic zeszytu na uczelnie:)? ‚
    Ja nie chce byc Barbie! Pieniądze na laptopa nie moga isc z tych oszczedzanych na nagle wydatki:) Nie kupuję

  25. Bardzo treściwy, rzeczowy oraz dający do myślenia artykuł. Rozbudził mnie bardziej niż moja ulubiona kawa z mlekiem //pita podczas tej lektury…a kawa, ta ,,luksusowa” w znanych kawiarniach też jest droga. Za jeden kubek ,,markowej” kawy mogę kupić małą, rozpuszczalną do swojego mieszkania. Starczy na miesiąc. Do tego odrobina kreatywności oraz fantazji i mogę mieć dzięki ręcznemu ubijaczowi cappucino, dodając lód/ syrop aromatyczną latte na dowolnym mleku (dobra opcja dla alergików). Uważam, że moja kawa w koronkowym kubku od Brata prezentuje się //a i smakuje!// zdecydowanie nie gorzej niż ta z ,,wykwintnej” i znanej kawiarni.
    Schodząc nieco z ze smakowitego i aromatycznego tematu… znam osoby, które mają 21 < lat i posiadają już konta oszczędnościowe, długoterminowe. Nawet część z tego ma iść na fundusz emerytalny, ale obecnie są to malutkie kwoty… Z drugiej strony ten pryzmat czasu może bardzo szybko się do nasz przybliżyć. Z każdym dniem czas płynie coraz szybciej. Dodam, że większość z nich nie ma obecnie dobrej pracy, żyje po studencku, ale z głową.
    Przeczytawszy wpis nasunął mi się artykuł, który ostatnio czytałam: http://papug.pl/komu-potrzebna-jest-placa-minimalna/ Obecnie wspomniane przeze mnie osoby znajdują się w kręgu osób z płacą minimalną, ale prosperują względem lepszej przyszłości. Chociaż jest i druga grupa, wspomniana w poście… na szczęście w moim otoczeniu to rzadkość.

  26. wiesz dlaczego Ken i Barbie boi się utraty pracy, nie dlatego, że ma kredyt, nie dlatego, ze nie ma pieniędzy, a dla tego, że nie zdobędzie już takiej pracy. Ktoś ich tam usadowił, mamusia tatuś ciocia.. i tak sobie siedzą od wypłatki do wypłatki. To, że się boją tego dowodzi nie są pewni tego co umieją jeśli coś umieją. w naturze człowieka jest rozpychanie się łokaciami, jak z niej taka dobra finansista to dlaczego nie idzie do konkurencji, dlaczego nie polepsza swego dobrobytu?

  27. Uwielbiam czytać takie artykuły – ten blog jest po prostu balsamem na moją duszę; uwielbiam, ponieważ mogę się pod nimi podpisać obydwiema rękami. Znam również takich Kenów i Barbie i wiem – tam pod spodem nie ma nic, jest tylko tu i teraz, a najważniejsze, żeby było luksusowo i budziło podziw i zazdrość.
    Sama nie mam z tym problemów – pomijając fakt, że mam z mężem tylko jeden samochód (14 letnia Skoda octavia), którym jeździmy poza miasto, to w mieście używamy rowerów. Wraz z mężem prowadzimy kancelarię, ale nie przeszkadza nam to, że do klientów na dyżury jeździmy rowerami, Tak jest taniej i szybciej – przemieszczamy się w centrum Krakowa. Co więcej – naszym klientom to też nie przeszkadza. Zresztą gdyby ktoś wolał, aby jego prawnik jeździł drogim samochodem – mam dużo znajomych mecenasów, którzy mogą spełnić jego wymaganie 🙂
    Nie odczuwam potrzeby kupna super-samochodu, który będzie „mówił” wszystkim wokół, ile zarabiam. Podoba mi się np. Volvo, ale chybaby musiała upaść na głowę, żeby męczyć się pracując długie nadgodziny na taki drogi samochód. A na co wydaję pieniądze? inwestuję w nieruchomości.

    • Hej Iza,

      Serdecznie dziękuję za komentarz 🙂
      Inwestycja w nieruchomości to z pewnością lepsza decyzja niż kupno drogiego samochodu.
      Cieszę się bardzo, że tak zdroworozsądkowo podchodzisz do finansów. Im więcej będzie takich osób, tym lepiej wszystkim nam będzie się powodzić.

  28. Jest jedna wg mnie prosta recepta. To świadomość tego, że posiadamy 2 zasoby. Pierwszym jest czas naszego życia drugim pieniadze. teraz pomyślmy… gdyby w salonie samochodoamym sprzedawca powiedział że ten samochód kosztuje 7 lat Pańskiego życia – to czy sklamałby? Pewnie nie, pewnie byłaby to dla wielu osób prawda – czy ktoś by kupił nowy samochód? Ja bym nie kupił. I tak jest ze wszystkim (o czym bardzo dobrze napisał Marcin Iwuć) ja może tylko dodam, że (o czym być może warto wiedzieć i być moze w blogu jest o tym mowa) dość ważna sprawą jest jeszcze zdanie sobie sprawy z tego czym są pasywa a czym aktywa i jakie posiadamy aktywa i pasywa. ludzie bogaci posiadaja aktywa a biedni pasywa – tu polecam (denerwujaca ale pouczajaca) kasiazke Kyosakiego.. może zamiast myśleć o zakupie samochodu (naprawy, ubezpieczenie, paliwo) a pomysleć o zakupie mieszkania pod wynajem….

  29. Witam,
    Rewelacyjny post. Sama bardzo długo żyłam w finansowej nieświadomości. Tyle ile zarobiłam tyle wydawałam. Dopiero po przeczytaniu książki wspomnianego tu już wcześniej Roberta Kiyosaki „Bogaty ojciec, biedny ojciec” moje podejście do pieniędzy zmieniło się diametralnie. Teraz staram się kontrolować przepływ moich pieniędzy. Moim celem jest zwiększenie zarobków przy jednoczesnym zachowaniu dotychczasowego trybu życia. W praktyce oznacza to życie poniżej swoich możliwości finansowych. Wszystkie oszczędności chcę w przyszłości przeznaczyć na inwestowanie w nieruchomości na wynajem i powolutku budować swoją wolność finansową.
    http://wolni-od-finansow.blogspot.com/2016/09/nieistotne-ile-pieniedzy-zarabiasz.html

  30. Marcinie, super wpis 🙂 Fajnie się czyta, krótko zwięźle i na temat jednak proszę o większą ilość podcastów, bo zaczynam słuchać po kilka razy te same jadąc do pracy 🙂 pozdrawiam

  31. niesamowite. nigdy nie czytałam żadnego podręcznika, a w ciągu 10 lat uzbieralam 30000 oszczędności na pensji nauczycielskiej. Nigdy nie miałam też żadnego kredytu, nigdy nie wzięłam niczego na raty, wydaję tylko pieniądze, które mam. Tylko bankowi się to coraz mniej podoba, ponoć nie jestem wiarygodna i nie dostanę kredy na mieszkanie 🙂 co za czasy.

    • Agata, dokładnie- w zeszłym tygodniu byłam w PKO BP pytać o kredyt i do wniosku mam dołączyć kompletny wyciąg z konta osobistego za ostatni miesiąc, pani spojrzała na mnie z dezaprobatą, jak powiedziałam, że nie mam żadnych kredytów ani karty kredytowej- bo niestety, ale regularna spłata zadłużeń w bankach procentuje dodatkowymi punktami scoringowymi… i mimo dużej wpłaty własnej i umowy o pracę na czas nieokreślony najprawdopodobniej będę musiała zapłacić 7800 zł ekstra za ubezpieczenie kredytu… babki sobie nas wychowują na Barbie i Kenów, zdrowy rozsądek.jest karany dodatkowymi opłatami…

  32. Coś w tym jest. Punkt 10 …pomagaj innym. Zauważyłem (nie po sobie) że dopiero ten punkt daje człowiekowi radość i dopiero wtedy zauważamy że zaczynamy być szczęśliwi tak naprawdę. Dążenie do punktu 10 jest całym sensem naszego życia.

  33. Dobrze znany styl, który potrafi wpędzić innego człowieka, bardziej rozsądnego w poczucie, że możne ja jednak „gorszy” jestem. Pamiętam, że po 1 roku studiów w Warszawie (wychowałam się na wsi) miałam już na sobie bagaż pełen frustracji i poczucia, że nic od życia nie mam, bo nie wyjeżdżałam tak jak 80% moich kolegów i koleżanek na narty w ferie, na plażę w wakacje, no i nie miałam co tydzień nowej bluzki. To poczucie towarzyszyło mi całkiem długo zanim je oswoiłam i zrozumiałam jako młoda osoba, że pozory to jedno, a prawdziwe życie obdarte z pozorów to drugie.

Odpowiedz