Bez kontrolowania wydatków nawet najlepszy plan finansowy weźmie w łeb. Nie ma pieniędzy, których nie da się przepuścić – dlatego nie wolno nam tracić czujności. Nie chodzi o to, aby wycinać wydatki do kości. Chodzi o to, aby świadomie decydować, czy chcemy sfinansować nasze marzenia, czy – pod wpływem marketingowych sztuczek – zapełnić piwnicę kurzącymi się „przydasiami”.

Od czasu do czasu jestem przedstawiany jako „ekspert od oszczędzania” lub autor „bloga o oszczędzaniu”. I w ślad za tym idzie proste skojarzenie: „Ten facet będzie mnie namawiać do rezygnacji z większości wydatków, a już na pewno ze wszystkich moich przyjemności”. Ja miałbym namawiać Was do rezygnacji z przyjemności? W życiu! Moją misją jest uzbroić 15 mln Polaków w wiedzę i narzędzia, dzięki którym będą się bogacić. Ale nie po to, aby po prostu mieć więcej pieniędzy, tylko po to, aby mieć lepsze, ciekawsze, bezpieczniejsze i szczęśliwsze życie. Życie, w którym nie trzeba rezygnować ze swoich marzeń i pasji z powodu BRAKU pieniędzy.

Nie namawiam zatem do wycinania wydatków do kości. Namawiam do optymalizowania swoich wydatków w taki sposób, aby ciężko zarobione pieniądze przeznaczać na to, co dla nas ważne, a nie na pierdoły i bzdury. 

O tym jak wyeliminować głupie wydatki opowiem więcej w filmie lub przeczytać w dalszej części artykułu: 

Mnie to nie dotyczy!

Jeśli się nie mylę, czytając tytuł tego artykułu, kilka osób pomyślało sobie – „E tam, mnie to nie dotyczy! Ja zawsze wydaję pieniądze w sposób mądry i przemyślany”. Cóż, też tak kiedyś myślałem, dopóki nie zajrzałem do kilku szuflad, szaf i do piwnicy. Ilość różnego rodzaju „przydasiów”, na które bezmyślnie wydałem pieniądze, zjeżyła mi włosy na głowie – a biorąc pod uwagę, że tych włosów jest mało, to wcale nie było łatwe. Dopiero kiedy przestałem oszukiwać sam siebie i zacząłem świadomie kontrolować, na co rozchodzą się moje pieniądze, krok po kroku byłem w stanie te swoje wydatki zoptymalizować.

Prawda jest taka, że wszyscy mamy skłonności do spontanicznego wydawania pieniędzy. Ma to bezpośredni związek ze sposobem, w jaki funkcjonuje nasz mózg. Niby wiemy, że powinniśmy oszczędzać, budować kapitał na przyszłość, że dzięki odłożonym pieniądzom będziemy mieć więcej możliwości… Ale gdy jesteśmy w centrum handlowym, gdy przeglądamy ofertę sklepu internetowego lub ktoś namawia nas do kupienia czegoś – nasz racjonalizm gdzieś znika, a do głosu dochodzi nasz „gadzi mózg”. I tak właśnie powstają głupie wydatki.

Aby nie być gołosłownym, rzućcie okiem na kilka przykładów nieprzydatnych zakupów podrzuconych przez Czytelników bloga:

głupie wydatki

najgłupsze wydatki

kupowanie bzdur

głupie wydatki

Myślę, że każdy z nas, bez wyjątku, znajdzie u siebie przykłady takich dziwacznych zakupów, których czasami żałuje. Głupich wydatków, o których wolimy zapomnieć. No, ale trudno. Co było, to było. Czasu nie cofniemy, ta kasa już się rozeszła i nie ma co rozpamiętywać przeszłości.

Potraktuj to jak cenną lekcję

Możemy jeszcze wykorzystać te przepalone na bzdury pieniądze i potraktować je jako zapłatę za cenną lekcję, dzięki której w przyszłości postąpimy z pieniędzmi mądrzej. Aby jednak tak się stało, musisz zdać sobie sprawę z bardzo ważnej sprawy:

Jeśli wydajesz pieniądze na pierdoły, nie będziesz mógł ich przeznaczyć na rzeczy dla Ciebie ważne.

W ciągu zawodowego życia przez Twoje ręce przepłyną ogromne kwoty z tytułu wynagrodzenia za pracę. I choć pieniędzy tych będzie dużo, to jednak jest to ilość skończona, ograniczona, która w przypadku większości osób wyniesie kilka milionów złotych. Za takie pieniądze można zrealizować wiele swoich planów i spełnić co najmniej kilka przepięknych marzeń. Jeżeli jednak wydasz te pieniądze na głupie wydatki – to z marzeń będziesz niestety musiał zrezygnować.

Dlaczego wydajemy pieniądze na bzdury?

Aby przestać robić głupie wydatki, najpierw warto sobie uświadomić, dlaczego one w ogóle powstają. Czyli co sprawia, że przestajemy rozsądnie myśleć i wydajemy pieniądze na bzdury. Zebrałem poniżej kilka najważniejszych powodów, o których piszą źródła związane z psychologią zakupów: 

(1)   Zapominamy o koszcie alternatywnym

Jak pokazują psychologiczne eksperymenty – takie, jak np. ten opisany w artykule „Opportunity Cost Neglect w Journal of Consumer Research – mamy naturalną skłonność do zaniedbywania tzw. kosztów alternatywnych (kosztów utraconych korzyści). Choć powinniśmy mieć świadomość, że przeznaczenie pieniędzy na jakieś dobro tu i teraz oznacza rezygnację z wydania ich na coś innego, taki sposób myślenia jest dla nas niestety zbyt abstrakcyjny.

Jak sobie poradzić z zapominaniem o tym, że wydawanie pieniędzy na niepotrzebne rzeczy wiąże się z koniecznością rezygnacji z marzeń? Ja od czasu do czasu wizualizuję to sobie, np. w taki sposób:

głupie wydatki

I zadaję sobie pytanie: „Na co wolę przeznaczyć moje ciężko zarobione pieniądze? Na kolejną rzecz, czy raczej na piękne doświadczenia z rodziną, które zamienią się w jeszcze fajniejsze wspomnienia?” Każdy musi na to pytanie odpowiedzieć sobie samodzielnie.

(2)   Wpadamy w pułapkę „wyjątkowych okazji”

Czy zauważyliście, jak wiele osób co roku zaskakują święta Bożego Narodzenia? Niby są zawsze w tym samym czasie, a jednak wielu ludzi cyklicznie, w okolicach późnego listopada wydaje się zaskoczonych, że oto znowu się zbliżają. A ponieważ święta to wyjątkowa okazja, robią w tym czasie wiele większych, nieprzemyślanych wydatków. 

Oczywiście nie dotyczy to tylko świąt Bożego Narodzenia. Pułapka „wyjątkowych okazji”, czai się na nas wielokrotnie w ciągu roku. Dotyczy zdarzeń takich jak urodziny bliskich, rocznice, walentynki czy dzień dziecka. A przecież to regularne, powtarzające się wydarzenia w naszym życiu, na które nie ma sensu się spłukiwać. A co najważniejsze – do których możemy spokojnie z wyprzedzeniem się przygotować. 

(3)   Działa na nas efekt teraźniejszości

Kolejną przyczyną jest „present bias” – czyli efekt teraźniejszości. Przejawia się tym, że przy podejmowaniu decyzji nasze obecne samopoczucie ma większą wagę, niż oddalone w czasie cele. Myślimy sobie: Tak, chciałbym mieć nowy dom za 5 lat, ale jeszcze bardziej chcę nowy telefon, najlepiej już w przyszłym tygodniu. Dlatego często poświęcamy duże, długoterminowe cele, by osiągnąć te mniejsze i mniej znaczące, ale dające nam satysfakcję już dzisiaj.

(4)   Wydajemy więcej kartą, niż gotówką

Często wydajemy pieniądze bezmyślnie, ponieważ mamy skłonność do robienia znacznie większych wydatków kartą kredytową niż przy płaceniu gotówką. Dlaczego tak się dzieje? Między innymi dlatego, że dochodzi do odseparowania przyjemności z zakupów – która jest tu i teraz, od bólu spłacania długu – który nastąpi dopiero w przyszłości.

(5)   Poddajemy się efektowi „co mi tam”

Istnieje także „What-the-hell effect – czyli efekt „co mi tam” – polegający na tym, że kiedy stracimy poczucie kontroli nad naszymi pieniędzmi i dokonamy jakiegoś głupiego wydatku, to później machamy ręką na nasze wszystkie starania i jeszcze łatwiej wydajemy pieniądze na kolejne bzdury. Mówimy sobie: Aaa, co mi tam. I tak wydałem tysiaka na ciuchy, to obiad w restauracji za stówkę niewiele tu zmieni.

(6)   Leczymy smutki „terapią zakupową”

Często mamy też do czynienia ze zjawiskiem określanym mianem „Retail therapy”. To inaczej „terapia zakupowa”. Polega na tym, że gdy czujemy się źle i jest nam smutno, jesteśmy bardzo podatni na robienie nieplanowanych zakupów, aby poprawić swój nastrój. To działa niestety tylko na krótką metę, bo po jakimś czasie czujemy się jeszcze gorzej, dopadają nas wyrzuty sumienia i uświadamiamy sobie, że nasza sytuacja finansowa uległa pogorszeniu.

Nie daj się korporacjom!

Tego typu naturalne skłonności naszego mózgu są dobrze znane i opisane w literaturze dotyczącej psychologii behawioralnej. Problem w tym, że my, konsumenci, nie zdajemy sobie z nich sprawy. Za to świetnie znają i doskonale wykorzystują je korporacje, namawiające nas do kolejnych zakupów. Sztaby marketingowców każdego dnia myślą o tym, jak nam ułatwić wydawanie pieniędzy. Tak, by nasze pieniądze szybko przepłynęły z naszej kieszeni na ich konto bankowe. 

Pozwól, że wymienię Ci kilka przykładowych zagrań, które mają Cię skłonić do zakupów: 

  • grające na naszych emocjach reklamy z atrakcyjnymi ludźmi sukcesu, 
  • przemyślany sposób ułożenia towarów na półce supermarketu,
  • strategiczne rozmieszczenie informacji na stronie internetowej sklepu online, 
  • sprzedażowe scenariusze rozmowy telefonicznej konsultanta, 
  • odpowiednia barwa głosu lektora w reklamie, 
  • wyrazisty kolor oczu i włosów modelki reklamującej produkt,
  • świetnie dobrana muzyka grająca w tle,
  • zapach świeżo mielonej kawy i cynamonu, działający na Twoje zmysły.

Te i inne sztuczki z premedytacją stosowane są po to, aby wprowadzić Cię w odpowiedni nastrój i skłonić do zakupu danego towaru czy usługi.

Dlatego pamiętaj, że kiedy słyszysz wewnętrzny głos, który woła: Zapracowałeś na to! Należy Ci się! Musisz to mieć! Zasłużyłeś sobie! Od czasu do czasu trzeba zaszaleć! – to nic innego jak skutecznie zaszczepione w naszych mózgach przekonania narzucone przez korporacje, chcące uczynić z nas posłusznych, wiernych i gotowych do oddania im wszystkich pieniędzy konsumentów.

Jak się bronić?

Poza wspomnianą już wizualizacją naszych prawdziwych marzeń oraz przyznania przed sobą samym, że każdy z nas jest bardzo podatny na marketing, możemy zastosować cały arsenał technik obronnych. Są one nakierowane na to, żeby – pomimo odczuwania wewnętrznego przymusu do dokonania zakupu – nie wydawać pieniędzy na bzdury. Cóż to za techniki? Oto kilka z nich:

(1)   Zrób listę zakupów. Skoro poświęciłeś wiele godzin na zarobienie swoich pieniędzy, to poświęć kilka chwil przed zakupami, aby świadomie zdecydować, na co chcesz swoje pieniądze przeznaczyć. Bez takiej listy za każdym razem w Twoim koszyku znajdą się „przydasie”, które w praktyce nigdy się nie przydadzą.

(2)   Najedz się. Robienie zakupów na głodniaka powoduje, że wszystko wydaje się smaczne i ląduje w wózku z zakupami. W dodatku jesteś niecierpliwy i wypełniasz swój koszyk w pośpiechu, zamiast na luzie przemyśleć, co tak naprawdę chcesz kupić.

(3)   Zabierz odliczoną kwotę w kopercie. Jeśli chcesz mieć gwarancję, że nie wydasz na zakupy więcej niż np. 300 zł, zabierz ze sobą tylko 300 zł w kopercie. Uwaga – jest dodatkowy warunek – i to bardzo ważny – karty płatnicze zostaw w domu. Świadomość fizycznego limitu wydatków, którego nie możesz przekroczyć, wymusi na Tobie lepsze decyzje i – o ile nie jesteś mistrzem świata w negocjacjach – nie pozwoli Ci wydać więcej pieniędzy, niż ze sobą zabrałeś.

(4)   Wydłuż czas pomiędzy „chcę” a „kupuję”. Gdy chodzi Ci po głowie większy zakup i czujesz, że „musisz to mieć” – daj sobie czas, aby ochłonąć. Wróć na spokojnie do domu i prześpij się z problemem. Jeśli następnego dnia, po śniadaniu, wciąż będziesz mieć ochotę na ten zakup, odpowiedz sobie na kartce na takie pytania:

  •       Co się stanie, jeśli tego nie kupię?
  •       Jeśli kupię TO, to czego nie będę mógł kupić? (koszt alternatywny).
  •       Kiedy najlepiej dokonać zakupu i gdzie? (rabaty?)

(5)   Zrób budżet domowy – czyli plan dla swoich pieniędzy na kolejny miesiąc. Dzięki temu to Ty powiesz pieniądzom, dokąd mają pójść, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły. 

To najbardziej podstawowe sposoby, które sam z powodzeniem stosuję, aby moje pieniądze nie rozchodziły się na bzdury. A jakie są Twoje sposoby? Co najlepiej sprawdza się u Ciebie? Daj koniecznie znać w komentarzu. Z największą przyjemnością powiększę swój arsenał technik pozwalających mi na optymalizację wydatków, dlatego będę Ci wdzięczny za każdy komentarz i każdą sugestię.

Podobał Ci się ten artykuł? Jeżeli tak, znajdziesz wartość także w tych treściach: 

Jak mądrze zaplanować wydatki?
Wydatki nieregularne – jak je okiełznać?
Budżet domowy dla początkujących – co robić, kiedy tracisz kontrolę