Dlaczego wydajemy pieniądze na bzdury?

33

Bez kontrolowania wydatków nawet najlepszy plan finansowy weźmie w łeb. Nie ma pieniędzy, których nie da się przepuścić – dlatego nie wolno nam tracić czujności. Nie chodzi o to, aby wycinać wydatki do kości. Chodzi o to, aby świadomie decydować, czy chcemy sfinansować nasze marzenia, czy – pod wpływem marketingowych sztuczek – zapełnić piwnicę kurzącymi się „przydasiami”.

Od czasu do czasu jestem przedstawiany jako „ekspert od oszczędzania” lub autor „bloga o oszczędzaniu”. I w ślad za tym idzie proste skojarzenie: „Ten facet będzie mnie namawiać do rezygnacji z większości wydatków, a już na pewno ze wszystkich moich przyjemności”. Ja miałbym namawiać Was do rezygnacji z przyjemności? W życiu! Moją misją jest uzbroić 15 mln Polaków w wiedzę i narzędzia, dzięki którym będą się bogacić. Ale nie po to, aby po prostu mieć więcej pieniędzy, tylko po to, aby mieć lepsze, ciekawsze, bezpieczniejsze i szczęśliwsze życie. Życie, w którym nie trzeba rezygnować ze swoich marzeń i pasji z powodu BRAKU pieniędzy.

Nie namawiam zatem do wycinania wydatków do kości. Namawiam do optymalizowania swoich wydatków w taki sposób, aby ciężko zarobione pieniądze przeznaczać na to, co dla nas ważne, a nie na pierdoły i bzdury. 

O tym jak wyeliminować głupie wydatki opowiem więcej w filmie lub przeczytać w dalszej części artykułu: 

Mnie to nie dotyczy!

Jeśli się nie mylę, czytając tytuł tego artykułu, kilka osób pomyślało sobie – „E tam, mnie to nie dotyczy! Ja zawsze wydaję pieniądze w sposób mądry i przemyślany”. Cóż, też tak kiedyś myślałem, dopóki nie zajrzałem do kilku szuflad, szaf i do piwnicy. Ilość różnego rodzaju „przydasiów”, na które bezmyślnie wydałem pieniądze, zjeżyła mi włosy na głowie – a biorąc pod uwagę, że tych włosów jest mało, to wcale nie było łatwe. Dopiero kiedy przestałem oszukiwać sam siebie i zacząłem świadomie kontrolować, na co rozchodzą się moje pieniądze, krok po kroku byłem w stanie te swoje wydatki zoptymalizować.

Prawda jest taka, że wszyscy mamy skłonności do spontanicznego wydawania pieniędzy. Ma to bezpośredni związek ze sposobem, w jaki funkcjonuje nasz mózg. Niby wiemy, że powinniśmy oszczędzać, budować kapitał na przyszłość, że dzięki odłożonym pieniądzom będziemy mieć więcej możliwości… Ale gdy jesteśmy w centrum handlowym, gdy przeglądamy ofertę sklepu internetowego lub ktoś namawia nas do kupienia czegoś – nasz racjonalizm gdzieś znika, a do głosu dochodzi nasz „gadzi mózg”. I tak właśnie powstają głupie wydatki.

Aby nie być gołosłownym, rzućcie okiem na kilka przykładów nieprzydatnych zakupów podrzuconych przez Czytelników bloga:

głupie wydatki

najgłupsze wydatki

kupowanie bzdur

głupie wydatki

Myślę, że każdy z nas, bez wyjątku, znajdzie u siebie przykłady takich dziwacznych zakupów, których czasami żałuje. Głupich wydatków, o których wolimy zapomnieć. No, ale trudno. Co było, to było. Czasu nie cofniemy, ta kasa już się rozeszła i nie ma co rozpamiętywać przeszłości.

Potraktuj to jak cenną lekcję

Możemy jeszcze wykorzystać te przepalone na bzdury pieniądze i potraktować je jako zapłatę za cenną lekcję, dzięki której w przyszłości postąpimy z pieniędzmi mądrzej. Aby jednak tak się stało, musisz zdać sobie sprawę z bardzo ważnej sprawy:

Jeśli wydajesz pieniądze na pierdoły, nie będziesz mógł ich przeznaczyć na rzeczy dla Ciebie ważne.

W ciągu zawodowego życia przez Twoje ręce przepłyną ogromne kwoty z tytułu wynagrodzenia za pracę. I choć pieniędzy tych będzie dużo, to jednak jest to ilość skończona, ograniczona, która w przypadku większości osób wyniesie kilka milionów złotych. Za takie pieniądze można zrealizować wiele swoich planów i spełnić co najmniej kilka przepięknych marzeń. Jeżeli jednak wydasz te pieniądze na głupie wydatki – to z marzeń będziesz niestety musiał zrezygnować.

Dlaczego wydajemy pieniądze na bzdury?

Aby przestać robić głupie wydatki, najpierw warto sobie uświadomić, dlaczego one w ogóle powstają. Czyli co sprawia, że przestajemy rozsądnie myśleć i wydajemy pieniądze na bzdury. Zebrałem poniżej kilka najważniejszych powodów, o których piszą źródła związane z psychologią zakupów: 

(1)   Zapominamy o koszcie alternatywnym

Jak pokazują psychologiczne eksperymenty – takie, jak np. ten opisany w artykule „Opportunity Cost Neglect w Journal of Consumer Research – mamy naturalną skłonność do zaniedbywania tzw. kosztów alternatywnych (kosztów utraconych korzyści). Choć powinniśmy mieć świadomość, że przeznaczenie pieniędzy na jakieś dobro tu i teraz oznacza rezygnację z wydania ich na coś innego, taki sposób myślenia jest dla nas niestety zbyt abstrakcyjny.

Jak sobie poradzić z zapominaniem o tym, że wydawanie pieniędzy na niepotrzebne rzeczy wiąże się z koniecznością rezygnacji z marzeń? Ja od czasu do czasu wizualizuję to sobie, np. w taki sposób:

głupie wydatki

I zadaję sobie pytanie: „Na co wolę przeznaczyć moje ciężko zarobione pieniądze? Na kolejną rzecz, czy raczej na piękne doświadczenia z rodziną, które zamienią się w jeszcze fajniejsze wspomnienia?” Każdy musi na to pytanie odpowiedzieć sobie samodzielnie.

(2)   Wpadamy w pułapkę „wyjątkowych okazji”

Czy zauważyliście, jak wiele osób co roku zaskakują święta Bożego Narodzenia? Niby są zawsze w tym samym czasie, a jednak wielu ludzi cyklicznie, w okolicach późnego listopada wydaje się zaskoczonych, że oto znowu się zbliżają. A ponieważ święta to wyjątkowa okazja, robią w tym czasie wiele większych, nieprzemyślanych wydatków. 

Oczywiście nie dotyczy to tylko świąt Bożego Narodzenia. Pułapka „wyjątkowych okazji”, czai się na nas wielokrotnie w ciągu roku. Dotyczy zdarzeń takich jak urodziny bliskich, rocznice, walentynki czy dzień dziecka. A przecież to regularne, powtarzające się wydarzenia w naszym życiu, na które nie ma sensu się spłukiwać. A co najważniejsze – do których możemy spokojnie z wyprzedzeniem się przygotować. 

(3)   Działa na nas efekt teraźniejszości

Kolejną przyczyną jest „present bias” – czyli efekt teraźniejszości. Przejawia się tym, że przy podejmowaniu decyzji nasze obecne samopoczucie ma większą wagę, niż oddalone w czasie cele. Myślimy sobie: Tak, chciałbym mieć nowy dom za 5 lat, ale jeszcze bardziej chcę nowy telefon, najlepiej już w przyszłym tygodniu. Dlatego często poświęcamy duże, długoterminowe cele, by osiągnąć te mniejsze i mniej znaczące, ale dające nam satysfakcję już dzisiaj.

(4)   Wydajemy więcej kartą, niż gotówką

Często wydajemy pieniądze bezmyślnie, ponieważ mamy skłonność do robienia znacznie większych wydatków kartą kredytową niż przy płaceniu gotówką. Dlaczego tak się dzieje? Między innymi dlatego, że dochodzi do odseparowania przyjemności z zakupów – która jest tu i teraz, od bólu spłacania długu – który nastąpi dopiero w przyszłości.

(5)   Poddajemy się efektowi „co mi tam”

Istnieje także „What-the-hell effect – czyli efekt „co mi tam” – polegający na tym, że kiedy stracimy poczucie kontroli nad naszymi pieniędzmi i dokonamy jakiegoś głupiego wydatku, to później machamy ręką na nasze wszystkie starania i jeszcze łatwiej wydajemy pieniądze na kolejne bzdury. Mówimy sobie: Aaa, co mi tam. I tak wydałem tysiaka na ciuchy, to obiad w restauracji za stówkę niewiele tu zmieni.

(6)   Leczymy smutki „terapią zakupową”

Często mamy też do czynienia ze zjawiskiem określanym mianem „Retail therapy”. To inaczej „terapia zakupowa”. Polega na tym, że gdy czujemy się źle i jest nam smutno, jesteśmy bardzo podatni na robienie nieplanowanych zakupów, aby poprawić swój nastrój. To działa niestety tylko na krótką metę, bo po jakimś czasie czujemy się jeszcze gorzej, dopadają nas wyrzuty sumienia i uświadamiamy sobie, że nasza sytuacja finansowa uległa pogorszeniu.

Nie daj się korporacjom!

Tego typu naturalne skłonności naszego mózgu są dobrze znane i opisane w literaturze dotyczącej psychologii behawioralnej. Problem w tym, że my, konsumenci, nie zdajemy sobie z nich sprawy. Za to świetnie znają i doskonale wykorzystują je korporacje, namawiające nas do kolejnych zakupów. Sztaby marketingowców każdego dnia myślą o tym, jak nam ułatwić wydawanie pieniędzy. Tak, by nasze pieniądze szybko przepłynęły z naszej kieszeni na ich konto bankowe. 

Pozwól, że wymienię Ci kilka przykładowych zagrań, które mają Cię skłonić do zakupów: 

  • grające na naszych emocjach reklamy z atrakcyjnymi ludźmi sukcesu, 
  • przemyślany sposób ułożenia towarów na półce supermarketu,
  • strategiczne rozmieszczenie informacji na stronie internetowej sklepu online, 
  • sprzedażowe scenariusze rozmowy telefonicznej konsultanta, 
  • odpowiednia barwa głosu lektora w reklamie, 
  • wyrazisty kolor oczu i włosów modelki reklamującej produkt,
  • świetnie dobrana muzyka grająca w tle,
  • zapach świeżo mielonej kawy i cynamonu, działający na Twoje zmysły.

Te i inne sztuczki z premedytacją stosowane są po to, aby wprowadzić Cię w odpowiedni nastrój i skłonić do zakupu danego towaru czy usługi.

Dlatego pamiętaj, że kiedy słyszysz wewnętrzny głos, który woła: Zapracowałeś na to! Należy Ci się! Musisz to mieć! Zasłużyłeś sobie! Od czasu do czasu trzeba zaszaleć! – to nic innego jak skutecznie zaszczepione w naszych mózgach przekonania narzucone przez korporacje, chcące uczynić z nas posłusznych, wiernych i gotowych do oddania im wszystkich pieniędzy konsumentów.

Jak się bronić?

Poza wspomnianą już wizualizacją naszych prawdziwych marzeń oraz przyznania przed sobą samym, że każdy z nas jest bardzo podatny na marketing, możemy zastosować cały arsenał technik obronnych. Są one nakierowane na to, żeby – pomimo odczuwania wewnętrznego przymusu do dokonania zakupu – nie wydawać pieniędzy na bzdury. Cóż to za techniki? Oto kilka z nich:

(1)   Zrób listę zakupów. Skoro poświęciłeś wiele godzin na zarobienie swoich pieniędzy, to poświęć kilka chwil przed zakupami, aby świadomie zdecydować, na co chcesz swoje pieniądze przeznaczyć. Bez takiej listy za każdym razem w Twoim koszyku znajdą się „przydasie”, które w praktyce nigdy się nie przydadzą.

(2)   Najedz się. Robienie zakupów na głodniaka powoduje, że wszystko wydaje się smaczne i ląduje w wózku z zakupami. W dodatku jesteś niecierpliwy i wypełniasz swój koszyk w pośpiechu, zamiast na luzie przemyśleć, co tak naprawdę chcesz kupić.

(3)   Zabierz odliczoną kwotę w kopercie. Jeśli chcesz mieć gwarancję, że nie wydasz na zakupy więcej niż np. 300 zł, zabierz ze sobą tylko 300 zł w kopercie. Uwaga – jest dodatkowy warunek – i to bardzo ważny – karty płatnicze zostaw w domu. Świadomość fizycznego limitu wydatków, którego nie możesz przekroczyć, wymusi na Tobie lepsze decyzje i – o ile nie jesteś mistrzem świata w negocjacjach – nie pozwoli Ci wydać więcej pieniędzy, niż ze sobą zabrałeś.

(4)   Wydłuż czas pomiędzy „chcę” a „kupuję”. Gdy chodzi Ci po głowie większy zakup i czujesz, że „musisz to mieć” – daj sobie czas, aby ochłonąć. Wróć na spokojnie do domu i prześpij się z problemem. Jeśli następnego dnia, po śniadaniu, wciąż będziesz mieć ochotę na ten zakup, odpowiedz sobie na kartce na takie pytania:

  •       Co się stanie, jeśli tego nie kupię?
  •       Jeśli kupię TO, to czego nie będę mógł kupić? (koszt alternatywny).
  •       Kiedy najlepiej dokonać zakupu i gdzie? (rabaty?)

(5)   Zrób budżet domowy – czyli plan dla swoich pieniędzy na kolejny miesiąc. Dzięki temu to Ty powiesz pieniądzom, dokąd mają pójść, zamiast się zastanawiać, gdzie się rozeszły. 

To najbardziej podstawowe sposoby, które sam z powodzeniem stosuję, aby moje pieniądze nie rozchodziły się na bzdury. A jakie są Twoje sposoby? Co najlepiej sprawdza się u Ciebie? Daj koniecznie znać w komentarzu. Z największą przyjemnością powiększę swój arsenał technik pozwalających mi na optymalizację wydatków, dlatego będę Ci wdzięczny za każdy komentarz i każdą sugestię.

Podobał Ci się ten artykuł? Jeżeli tak, znajdziesz wartość także w tych treściach: 

Jak mądrze zaplanować wydatki?
Wydatki nieregularne – jak je okiełznać?
Budżet domowy dla początkujących – co robić, kiedy tracisz kontrolę

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię moja książka o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu- prosto i merytorycznie – tłumaczę w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 19 222 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze33 komentarze

  1. Jeśli chodzi o punkt:
    (4) Wydajemy więcej kartą, niż gotówką
    U mnie zdecydowanie działa to w drugą stronę.. Budżet prowadzę (spisuję) głównie ja, żona go ze mną planuje ewentualnie czasem wpisze coś sama jeśli nie jest to jasne w historii wydatków na koncie. Konto mamy wspólne wszystko opłacamy kartą/przelewem/blikiem. Gotówki prawie nie używamy i też jej prawie w ogóle nie trzymamy w domu. Jednak od czasu do czasu jak pojawi się gotówka to zdecydowanie łatwiej jest wydawana bo mamy niejako przeświadczenie, że ona jest “poza budżetem”.
    Kwestia podejścia, jednak chciałem utrzymać mój budżet jak najprościej się da stąd też przelewamy stałą kwotę na konto i ją wydajemy, a gotówka czasem się nam rozchodzi…

  2. Ja mam problem z internetowymi zakupami.. bardzo dużo czasu spędzam serfując po internecie i często wpadam na pomysł takich przydasiów, po czym zamawiam oglądam. Jak to mówie rzeczy które chciałbym ale nigdy lub niedługo będę miał kupione.. to jest straszne szczególnie że aktualnie jestem w długach..

    Czy miałby ktoś jakiś sposób na to odcięcia się od tych reklam.?

    • Może zainstaluj sobie BlockSite (lub odpowiednik) i zablokuj sobie w przeglądarce strony sklepów?
      Ja zakładam sobie blokady na niektóe serwisy informacyjne i dzięki temu skutecznie się od nich “odbijam”.

  3. Presja otoczenia – która nierzadko działa równie mocno, co reklamy. “Keeping up with the Joneses”, jak określają to Amerykanie – więc trzeba się pokazać.

    Co do punktu 1 – kiedyś czytałem zestawienie z książki “Happy Money” – gdzie wyliczano, co na podstawie badań daje satysfakcję; na pierwszym miejscu było “kupuj doświadczenia/wspomnienia, nie rzeczy”. Chyba nawet było na blogu o tym?

    • Czyli u nas coś w rodzaju: “dorównać Nowakom” 🙂
      Co do kupowania doświadczeń – tak, wspominałem o tym w poprzednich wpisach – nazywam to “inwestycją w doświadczenia” 🙂 I sporo w ten sposób inwestuję 🙂

  4. Na mnie reklamy nie działają, jeśli już to 10x sprawdzę to coś, co mnie zainteresowało. Sama siebie nazywam mega sknerą, bo jeśli chcę coś kupić to znajdę najlepszą ofertę na świecie. I dopiero kupię. I niby taka jestem mądra, a na przykład jeśli akurat trafię na mega promocję tego, co lubię (ulubiony alkohol, perfumy) to zawsze kupię! nieważne czy mam w domu zapas innego alkoholu czy 5 innych butelek perfum. No cena jest okazyjna w momencie kiedy kupuję, fakt. Ale na chłodno to wiem też, że wcale nie potrzebuję tych artykułów. Czasem potrafię też kupić inne rzeczy, których nie potrzebuję i zdaję sobie z tego sprawę w momencie zakupu, ale one ale są w mega promocji. I wtedy obdarowuję rodzinę, więc to chyba dobry uczynek? 🙂
    Bloga czytam od kilku lat i dzięki Autorowi kompletnie zmieniłam swoje podejście do pieniędzy. Zaczynam budować swój nowy dom. Wielkie dzięki, Marcin. Jesteś bardzo Mądrym Człowiekiem!

  5. Promocje – korzystam kiedy i tak planowałam daną rzecz kupić ale nie jest to pilne – ustawiam na te rzeczy (np. książki, gry, lego) alerty cenowe i kupuję kiedy cena spada.

    A co do okazji na rzeczy których nie planowałam ale “kiedyś moga się przydać” – przypominam sobie że nie muszę rzucać się na promocję i jeśli faktycznie będę ich kiedyś potrzebować (co oczywiście rzadko się zdarza) to przecież stać mnie żeby kupić je wtedy w pełnej cenie albo i drożej. Nie kupuję kolejnego przydasia który zapełnia mi przestrzeń i do tego czuję się “tak jakby luksusowo” 😉 Brzmi to pewnie śmiesznie ale pochodząc z domu gdzie kupowało się “szybko póki jest tanio” takie podejście bardzo mi pomogło.

    PS Finansowa forteca czeka już na mnie w Polsce, mam nadzieję że uda się przylecieć na święta i zabrać się do lektury 🙂

    Pozdrowienia!

  6. Najprostsze rozwiązanie: najpierw płać sobie.
    Jeśli tuż po wypłacie zaoszczędziłem odpowiednią sumę, to “głupie zakupy” przestają być problemem – oszczędności i tak już urosły.
    Poza tym niektóre “przydasie” faktycznie się przydają w momencie zakupu, ale się potem dezaktualizują.
    Np. w szkole brak drukarki był dla mnie sporym problemem i kiedy ją w końcu kupiłem, była dość intensywnie używana. Po zakończeniu edukacji miałem ja nadal, ale używałem dosłownie 2-3 razy w roku, jednak stała jeszcze kilka lat. W końcu ją wyrzuciłem i nowej nie kupowałem – lepiej wrzucić kilka pdf-ów na pen-drivea i iść do punktu ksero. Nie oznacza to jednak, że w momencie zakupu nie była mi potrzebna – to nie był “głupi zakup”, tylko uległ dezaktualizacji.
    Pozdrawiam.

  7. Pozytywną stroną korona wirusa poza mniejszą emisją zanieczyszczeń jest ukrócenie rozbuchanego konsumpcjonizmu i urealnienie dochodów i kosztów. Branże działające w sferze potrzeb zawsze przetrwają natomiast sachciankowy “szit” pójdzie z torbami i o to chodzi.

  8. “Przemek” pisze o problemie, nazwijmy to, kompulsywnych zakupów internetowych. Czytam książkę “Atomowe nawyki”, nie o pieniądzach :), ale dla problemu Przemka jest tam podana fajna rada, podobna do Twojej Marcinie, trochę bardziej skomplikowana. Zakupy stają się nałogiem, czy wynikiem manipulacji, o czym też piszesz, dlatego tak trudno jest się bronić. Nałóg pozostaje w nas na zawsze (automatyczne działanie, które “wypracowaliśmy”, zawsze będzie wracać, natomiast samokontrola na dłuższą metę nie działa), fajnym sposobem jest więc – poza np. blokowaniem stron – regularna, częsta (np. cotygodniowa) zmiana haseł i loginów do sklepów internetowych, niezapisywanie ich w pamięci urządzenia, i powierzanie tych haseł komuś zaufanemu. Jeśli musimy poczekać na tego, komu powierzyliśmy hasła (odwleczenie w czasie), może także dyskusja z tą osobą (“na co ci to?”), sprawia, że uzyskujemy wgląd w swoje intencje i pomaga stracić ochotę na nieprzemyślane zakupy.
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich, którzy dążą w swoim życiu do zmian na lepsze 🙂

  9. Pana blog dokonał przełomu w moim życiu finansowym, wydawało się, że sytuacja jest beznadziejna i zmierzam w kierunku bankructwa, a tymczasem… przetrwałam i jest coraz lepiej. Dlatego oficjalnie chciałam podziekować za dostarczone narzędzia do budżetu domowego, a przede wszystkim za propagowaną filozofię kontroli finansów.
    Co do wpisu obecnego, chciałam dodać, że od pewnego czasu przed kupieniem głupot powstrzymuje mnie również postawione sobie pytanie “dlaczego tego nie potrzebuję?”. Naprawdę działa.

  10. kiedyś usłyszałam bardzo ciekawą poradę odnośnie droższych wydatków, którą nieraz stosuję: jeśli stwierdzę, że chcę kupić jakąś rzecz (szczególnie dotyczyło to elektroniki, ale oczywiście nie tylko) to sprawdzam, ile to kosztuje i daję sobie 1 dzień zastanowienia za każde 100 zł. Czyli jeśli przedmiot kosztuje 300 zł pomyślę nad tym 3 dni, jeśli 1000 zł to 10 dni i tak dalej. to sprawdza się świetnie, bo często poczucie że “muszę to mieć” mija po kilku dniach, a jeśli nie mija to faktycznie jest to rzecz potrzebna i zakup należy do udanych :).

  11. Mam jeszcze jeden pomysł na durne zachcianki, można kupić jakiś przedmiot on-line i odesłać w ciągu 14 dni, jak nam przejdzie.

  12. “What the hell efect” mnie rozbawil hehe ojj to moja bolaczka niestety. Ja mam na siebie sposob niezawodny, czyli zlota zasade “placenia najpierw sobie”. Niestety wszystkie motywacje i “silne wole” maja to do siebie, ze dzialaja na krotko 😉 Stale zlecenie przelewu na osobne konto oszczednosciowe bez karty i z utrudnionym dostepem pierwszego dnia po wyplacie na mnie dziala najskuteczniej. Poza tym oczywiscie dobrze przemyslane i dostosowane do indywidualnej sytuacji okreslenie wlasnych budzetow, przy czym rownie wazny jest ten “oszczednosciowy” jak i ten “na przehulanie” 😉

  13. Nie kupuję spontanicznie bo boję się kupić “przydasia” . Czyli założenie podane przez Marcina aby przedłużyć czas między chcę a kupuję stosuję najczęściej.
    Moje pytanie zawsze brzmi “jak często tego użyję?”. Jeśli odpowiedź brzmi: codziennie, bardzo często, to inwestuję w tą rzeczy więcej, chce żeby było porządne i żeby przy każdym użyciu cieszyło mnie, że mam fajną rzecz. Jeśli odpowiedź brzmi czasami, rzadko wtedy kupuję coś w miarę solidnego ale nie koniecznie z wysokiej półki. A jeśli odpowiedź brzmi, bardzo rzadko to zastanawiam się czy w ogóle jest sens zakupu.
    Przykładowo z dziedziny przyjemności: jeśli bardzo często nawet codziennie używam sprzętu do słuchania muzyki to inwestuję w niego by cieszył mnie dobry dźwięk a jeśli lubię jeździć na nartach ale wiem, że użyję ich ledwie parę razy w roku to szukam solidnych używek lub tańszego modelu do amatorskiej jazdy i nie udaję, że jestem wyczynowcem. Niby oczywiste ale wiem, że niektórzy jeżdżą mniej i gorzej ode mnie ale kwoty jakie inwestują w sprzęt wprawiają mnie o zawrót głowy (mogą być naprawdę wysokie).

  14. Marcin,

    zabrakło mi jednej ważnej rady jak się bronić przed machinami sprzedażowymi: odetnij się od źródła reklam.

    Na moje pokolenie najlepiej działają reklamy w social mediach (Facebook, Instagram, YouTube) i to przed tym powinniśmy się bronić w pierwszej kolejności. Nie łudzę się, że jestem odporny na reklamy i dlatego mam kilka pomocnych wtyczek w Google Chrome, ale najważniejsze:
    – AdBlock do blokowania reklam gdzie się tylko da
    – News Feed Eradicator for Facebook który usuwa mi całego “walla” na FB, więc nie wciąga mnie w scrollowanie

    A na telefonie nie mam ani Facebooka ani Instagrama, bo tam nie ma wtyczek 😉

    Pozostają reklamy w postaci postów/artykułów/filmów sponsorowanych, jak i te na Billboardach, ale im mniej punktów styku tym lepiej 😎

    pozdrowienia 😇

  15. Ciekawa sprawa…

    W moim przypadku parcie do bzdur nigdy nie było jakieś szczególne ale przyznam szczerze, że wygasło całkowicie wraz z rozwojem zawodowym, zwiększeniem zarobków oraz satysfakcją płynącą z obu tych rzeczy. Jeśli wtóruje temu udane życie rodzinne to mamy już komplet. Paradoksalnie im lepiej czułem się ze swoim bytem zawodowym i rodzinnym “tu i teraz” tym mniejsze potrzeby materialne towarzyszyły mi każdego dnia. To zupełnie niebywałe jak wiele przyjemności możemy odczuwać z pozamaterialnych bodźców codziennego dnia… I to paradoksalnie w momencie, w którym nas stać materialnie jak nigdy wcześniej.

    Marcinie,
    Gratuluję książki, został mi tylko załącznik do przeczytania. Mimo że lektura była przerywana pampersami, awarią ogrzewania, przeziębieniami córek i znów pampersami, to był to bardzo przyjemny i owocny (mam nadzieję) czas. Cieszę się też, że wpadła w moje ręce przed 35 rokiem życia co daje wiele czasu na świadome ruchy finansowe. Trzymam kciuki za 40.000 egzemplarzy do końca 2021! Lub jeszcze lepiej…

    Udanego weekendu wszystkim czytelnikom bloga.

  16. 21.20sek. Pani pyta czy wydawać kase na wczasy i wypoczynek, a nie na podroże. To są dwie skrajnie różne rzeczy. Siedzenie tydzień przy basenie za 4tyś to tak strata pieniędzy i nudy przy okazji.
    Podroże to zupełnie inna sprawa. Oczywiście jesli jesteśmy ciekawi świata, bo jechanie gdzieś żeby jechać to też nie ma sensu. Jeśłi pani ma dylemat czy zagracać się rzeczami czy spędzać czas wolny przy basenie to raczej magii życiowej nie doświadcza więc ciężko coś wytłumaczyć takiej osobie.
    Osobiście na pasje podróżnicze w tym pasje sportowe również z tym związane wydałem sporo i nie żałuję ani złotówki, bo mam spełnione i niesamowite życie (wgd. mnie oczywiście), a na wczasy i wypoczynek jecze nigdy nic.

  17. Hm, trochę (nie) na temat.
    Naciąganie rodziców na zakupy na wczasach.
    Podczas wyjazdów określaliśmy budżet na wyjazd.
    Z synem liczyliśmy, ile możemy wydać każdego dnia.
    Na zakupy chodziliśmy ze spisem na kartce, ustalanym z synem.
    I ustanawialiśmy syna Ministrem Finansów.
    Zawsze stał na wysokości zadania, nie pozwalał na kupowanie rzeczy spoza listy, choćby były w promocyjnej cenie, bo… przecież tego nie potrzebowaliśmy, skoro nie znalazło się na kartce.
    Na negocjacje był raczej odporny (to też świetna nauka rozmów, słuchania się, kultury rozmowy)
    Kompletnie nie mieliśmy problemu z “Mamo, kup mi, ale ja chcę,… ” tego wszystkiego, co czyni dziurę w portfelu rodziców podczas wyjazdów rodzinnych.

    W tym roku 26-letni syn powiedział mi: Mamo, to było genialne. Tak samo będę robił z moją córką”.
    Dla mnie – bezcenne 🙂

  18. Niestety z każdej strony jesteśmy atakowani reklamą w stylu kup to będziesz lepszym człowiekiem, musisz mieć nowy iPad itp, weź chwilówki i już teraz spełnij marzenia… Nikt nie mówi o późniejszych konsekwencjach. Polecę Twój blog znajomym, szczególnie że zaraz po 1 listopada w marketach zaczną się kolejne święta!

  19. Prowadzę budżet i od razu przelewam określoną kwotę na drugie konto. To zmieniło u mnie bardzo dużo. W kwestii zakupów spożywczych i ubraniowych to zawsze chodzę z listą. Miałam problem z nadmiernymi wydatkami na kosmetyki, chwilowo problem się zmniejszył przez siedzenie w domu i niemalowanie się 🙂

  20. Coz, przelewasz stala kwote (i to proporcjonalnie dosc duza w stosunku do zarobkow) na osobne konto i uczysz sie zyc jakis czas z podstaw i z rezygnacji z dupereli. Po jakims czasie mowisz sobie – teraz sobie odbije, tyle oczasu oszczedzalem i wtedy kupujesz juz nie duperele, ale jakis konkret (uwaga; tez moze byc nietrafiony 🙂 ) ale tu szansa na to jest mniejsza, bo przez ten caly czas oszczedzania miales czas na przemyslenia i wyczucia realnej potrzeby oraz masz gdzies tam z tylu glowy swiadmosc swoich dotychczasowych wyrzeczen. Poza tym wydawanie duzej kwoty z zasady prowokuje nas do wiekszej ilosci refleksji nad zasadnoscia. I w ten oto sposob nie mamy tysiaca bibelotow w domu ale rzeczy w miare potrzebne.

    • Popieram. U mnie też się to sprawdza. Konto w innym banku bez karty i bez usługi internetowej. Zabraknie to musisz z buta pójść i wypłacić ale zazwyczaj się nie chce więc oszczędności zostają.
      To podobnie trochę jak “bierzesz wyliczona kwotę na zakupy “. Przelewam stałą kwotę na oszczędności a z reszty żyję tak, że ma wystarczyć.

  21. Witam mojego ulubieńca Marcina, dobre pytanie jak się przed tym bronić, dawna ja a dzisiejsza to dwie różne osoby, dawniej kupowałam wiele przydasiów i już po powrocie z zakupów wiedziałam, że zrobiłam błąd ale kasa została już wydana. Dzisiaj jest mi dużo łatwiej bo stworzyłam sobie taką zaporę przed głupim wydawaniem pieniędzy, od 3 lat nie mam telewizora dzięki czemu nie oglądam reklam, reklamy na yt udaje mi się pomijać, czytam i oglądam tylko to czym jestem zainteresowana, jeśli czegoś potrzebuję szukam dobrych okazji wrzucam do koszyka i zostawiam tak na parę dni, jeśli po paru dniach nadal uważam, że to dobry zakup to zazwyczaj potem nigdy go nie żałuję (ale to tylko bardzo potrzebne rzeczy)jeśli oglądam filmy to nigdy nowoczesne gdzie dominują drogie stroje, staram się miec dosłownie po 2, 3 rzeczy na zmianę czy to biżuteria czy obuwie (nigdy 20 par), staram się kupować dobre jakościowo rzeczy bo te służą na wiele lat, robię i lubię proste jedzenie więc przepisy w których używa się 15 składników (a przy tym ucieka kasa) automatycznie odrzucam. Wszystkie zmiany dzięki takim blogom jak ten….a może nawet tylko ten. Marcin jesteś dla mnie numer jeden jeśli chodzi o kwestie finansowe ! Dzięki za Twoje poświęcenie.

  22. Bartłomiej

    Co się u mnie sprawdza:
    – mam listę z prawie 50 pozycjami produktów wraz z standardowymi cenami. Produkty jak np. mleko, czy tabletki do zmywarki. W każdym przypadku jak cena jest gdzieś w jakiejś dobrej promocji (sprawdzam gazetki i mam ustawione alerty – raz w tygodniu) to kupuje spory zapas. I tak 1 litr mleka poniżej 2zł już jest ceną ok. (i cyk 60kartonów), albo ulubione tabletki poniżej albo w okolicy 50gr z sztukę (i cyk 300-400sztuk).
    – Już pisałem, ale trzeba znać i mieć zapisane ceny standardowe – karton mleka wacha się od 2,20-3,20 więc sporo.
    – W jakiś weekend w miesiącu wieczorem gotujemy z dzieciakami kilka dań, zwykle jednogarnkowych – gulasz, fasolka po bretońsku, leczo, czasami 2-3 l bulionu, jakąś potrawkę itd. Wychodzi obiadów na jakiś miesiąc i to wszystko mrozimy. Za zakupy wychodzi w okolicy 400-500zł, ale licząc dodatki jak przyprawy, oleje czy nawet prąd trzeba dodać jakąś “stówę”.
    – lista zakupów, ale to standard
    – zapisywanie braków na kartce od lodówki i trzymanie się tej listy przy mniejszych zakupach
    – duże zakupy raz na 2-3 tygodnie

    Co się nie sprawdza
    – dokładne planowanie co w jaki dzień jemy i robienie pod to listy – nigdy nam to nie wyszło.
    – budżet na dania z miasta – zawsze przekroczony
    – dalej nie umiem wycyrklować ile to za mało a ile za dużo chleba/bułek
    – nadzór nad terminami ważności – zwykle jogurtów czy jakiś sosów co były potrzebne do jednego dania.
    – warzywa, owoce jeżeli nie są od razu rozdysponowane (np. na gotowanie na zapas) jest za dużo lub za mało, ale nigdy w sam raz.

  23. A mam odwrotny problem z wydawaniem poza żywnością nienawidzę zakupów, dzięki temu co miesiąc zostaje nam więcej niż połowa pensji i mniej zagracone mieszkanie.

  24. Dla mężów na liście “Jak się bronić?” dodałbym jeszcze podpunkt “Żona” 😀 Nie istnieje “lepsza technika obrony” przed zakupem niepotrzebnym rzeczy 😉

    A tak poważniej to czasami właśnie druga osoba, patrząca na coś z pewnej perspektywy potrafi świetnie uświadomić, jak czegoś nie potrzebujemy 😉

  25. A my praktycznie od kilkunastu lat prowadzimy budżet w arkuszu kalkulacyjnym, ale taki, który pokazuje, ile możemy wydać każdego dnia. Dzięki temu przetrwaliśmy słabe miesiące i lata, jak również trzymamy się go teraz, gdy jest lepiej. Dzięki budżetowi udaje się nam nadpłacać kredyt hipoteczny (“nie, nie uda się wam nadpłacać, zobaczycie”) i przed każdym zakupem sprawdzamy w budżecie, czy nas stać. I ładnie działa.

Odpowiedz

Marcin Iwuć – Finanse Bardzo Osobiste