finanse osobiste kobiet 1

Kobiety i pieniądze to dwie oddzielne sprawy. Jedno z drugim nie może istnieć obok siebie, bo w obecności kobiet pieniądze natychmiast wyparowują. Kobiety nie mają pojęcia o finansach, wydają mnóstwo kasy na pierdoły – głównie ciuchy oraz buty. Chcesz wydać mniej na utrzymanie swojej kobiety? Ożeń się z Murzynką – zaoszczędzisz na solarium.

Kobiety boją się ryzyka, panikują i nie są w stanie zarobić tyle co faceci. Powinny siedzieć w domu i zajmować się dziećmi, bo do pracy po prostu się nie nadają. Zamiast pracować – gadają, plotkują, wydzwaniają do przyjaciółek i marnują czas. Te, którym udało się zgromadzić jakiś majątek, osiągnęły to wyłącznie dzięki swoim mężom. Zawsze znajdą jakiegoś łosia, który spłaci ich długi, a potem jeszcze kopnie w kalendarz i zostawi majątek. Mężczyźni tyrają przez długie lata, utrzymują rodziny, a potem umierają wkrótce po przejściu na emeryturę. A kobiety? Żyją sobie jeszcze długo i szczęśliwie jeżdżąc po sanatoriach. Nie zamęczały się w młodości i na starość też im łatwiej.

Oto zbiorczy portret Wenusjanek widziany oczami rasowych Marsjan, którzy z ogromnym zaangażowaniem udzielają się w komentarzach pod artykułami o finansach kobiet. 8 marca na różnych portalach ukazało się trochę raportów na ten temat, więc pomimo ogromnego zapracowania i nawału obowiązków, rasowi Marsjanie znaleźli czas, aby zamieścić tam cenne opinie. Możliwość zapoznania się z nimi była niczym ożywczy powiew prawdy w świecie zdominowanym przez kłamstwa feministek.

Zawsze wiedziałem, że my, faceci, jesteśmy lepsi. I nie dotyczy to tylko pracy, zarabiania i finansów, ale każdej innej dziedziny życia. Rodzicami też jesteśmy znakomitymi. Co myśli facet, który nie potrafi złapać kontaktu z synem lub córką? „Jestem świetnym ojcem, tylko trafił mi się kiepski dzieciak…”. To nas, mężczyzn, Bóg stworzył jako pierwszych, a kobiety są jedynie klonem wykonanym z naszego nadliczbowego żebra. My jesteśmy piękni, a kobiety muszą się malować. Nie musimy nikogo pytać o drogę, aby dotrzeć do celu i to my rządzimy światem oraz kreujemy bieg historii.

A szkoda. Bo gdyby Putin był kobietą…

Te komentarze Marsjan rasowych natchnęły mnie, aby dla równowagi pokazać, co myśli o tym Marsjanin nierasowy, albo po prostu – Marsjanin kundel.

 

Kto tak naprawdę jest lepszy? Kobiety czy mężczyźni?

Czy świat finansów jest domeną mężczyzn? Nie da się ukryć, że przez stulecia tak właśnie było. Nic zatem dziwnego, że w pewnym stopniu to przekonanie pokutuje nadal, a wiele osób z Marsa nie rozumie zachodzących zmian. Wystarczy spojrzeć na obsadę najwyższych stanowisk w spółkach giełdowych czy na listy prelegentów seminariów poświęconych gospodarce i finansom: tam kobiety to ciągle wyjątek. Oczywiście, rasowemu Marsjaninowi natychmiast nasuwa się wniosek, że mężczyźni są po prostu bardziej kompetentni. Ale głosząc takie tezy my, faceci, strzelamy sobie w kolano. Bo skoro kobiet na wysokich stanowiskach jednak przybywa, wygląda na to, że one są coraz lepsze, a my się uwsteczniamy.

Oczywiste jest, że takie podejście spłyca temat i jest reliktem dawnych czasów. Dzisiaj zarówno kobiety, jak i mężczyźni, mogą osiągnąć ogromny sukces zawdzięczając to swoim talentom i kompetencjom. Ale…

 

Kobietom jednak jest trudniej.

Trudniej zdobyć lepszą pracę, trudniej awansować, trudniej zarobić duże pieniądze. Żeby zarobić tyle co facet, kobieta musi się bardziej natrudzić. A do tego, kiedy decyduje się na dzieci, ma przecież długą przerwę w pracy. Powrót po wielu miesiącach, o ile w ogóle jest możliwy, wiąże się często z koniecznością ponownej adaptacji do nowego środowiska, gdzie niedawni koledzy awansowali i pełnią teraz rolę szefów. I to szefów wymagających, patrzących krzywo na matkę niechętną do pracy po godzinach. To dlatego spotykając kobietę, która odniosła zawodowy sukces, patrzę na nią jak na weterana frontu wschodniego (dla tych, co nie lubią historii – na froncie wschodnim było ciężko).

Naturalnie, sam sukces zawodowy nie wystarczy, bo od kobiety oczekuje się jeszcze, aby wspaniale zadbała o dom, dzieci i oczywiście… o króla lwa. Ach, i jeszcze musi przy tym świetnie wyglądać. Tylko bez żadnego chodzenia na fitness czy wydawania pieniędzy na ciuchy – to wyrzucanie kasy w błoto. Jeśli kobieta tego nie ogarnia, to nie tylko lew głośno ryczy, ale również teściowa, rodzina i koleżanki boleśnie dają do zrozumienia, co myślą o takiej „kobiecie sukcesu”. To pozostałość po dawnym podziale ról, w którym mężczyzna to właśnie lew salonowy, ubijający ważne interesy, a kobieta to kura domowa, której nadrzędnym priorytetem jest dbanie o dom, dzieci i męża. Jeżeli kura domowa chce odnieść sukces zawodowy – to już jej problem. Praca? To najwyżej może być jej dorywcze hobby – po tym jak już zadba o całą resztę.

Wiem, przeginam i przerysowuję. Ale sam jestem w szoku, jak wielu jest rasowych Marsjan, którzy tak właśnie myślą o roli kobiet.

 

Gdy rycerz zmienia się w tyrana.

Niektórzy uwielbiają odnosić się do tzw. tradycyjnego podziału ról. Jego streszczenie sprowadzić można do dwóch, całkiem sensownych punktów:

  • To kobiety rodzą dzieci i są wspaniale przygotowane przez naturę do ich wychowania.

  • Rolą faceta jest zapewnienie kobiecie i dzieciom materialnego bezpieczeństwa.

I jak na razie wszystko gra. Problem jednak w tym, że te punkty z upływem czasu służą rasowym Marsjanom do wysnuwania pokrętnych wniosków.

Na początku związku wszystko jest pięknie: ja, rycerz w srebrnej zbroi, będę dbał o ukochaną kobietę, a ona zajmie się naszym domowym ogniskiem. My, faceci, naprawdę bardzo głęboko w to wierzymy. Poczytujemy sobie za punkt honoru, aby utrzymać rodzinę i dać żonie wszystko, czego zapragnie. Ale pomimo tych szlachetnych intencji, radzę kobietom, by podchodziły sceptycznie do naszych zapewnień. W każdym razie, wychowując moje córki, wybiję im z głowy opieranie finansowego bezpieczeństwa na słowie rycerza w srebrnej zbroi.

Czas bowiem płynie, życie stawia przed nami kolejne wyzwania, dzieci rosną, a męska optyka zaczyna się zmieniać. Gdy poczujemy moc płynącą z zapewniania rodzinie środków materialnych, w mózgach wielu z nas zachodzą nieodwracalne zmiany.

Zwykle przybierają formę łagodną i raczej nieszkodliwą. Taki stan objawia się na przykład krótkim stwierdzeniem wtrąconym w rozmowie ze znajomymi: „Moja żona nie pracuje. Nie musi.” Mówimy to z dumą, komplementując samych siebie. A co powiedzieliśmy w ten sposób o żonie? Że zajmowanie się domem i dbanie o dzieci to żadna praca. Ot, chwila krzątaniny, opanowanie drobnego zamieszania, załatwienie kilku prostych spraw. To nie umywa się do naszych poważnych, służbowych obowiązków, więc trudno nawet nazwać to pracą. A skoro to nie jest pracą…

No właśnie. Zmiany w męskim mózgu mogą niestety postępować i stać się naprawdę groźne. Dlaczego ja ciężko pracuję, a ona siedzi sobie w domu? I na co ona w ogóle wydaje MOJE pieniądze? A skoro pieniądze są moje, to po co nam wspólne konto? I o co jej chodzi, że późno wracam? Ktoś musi przecież utrzymać ten cały majdan. A do tego jeszcze się roztyła… I tak, krok po kroku, stan może się dalej pogarszać, a w skrajnych przypadkach przybierać formę prawdziwej przemocy ekonomicznej, o której w mistrzowski sposób napisał Konrad Kruczkowski na blogu Halo Ziemia: Bez sinych oczu, bez pękniętych warg.

 

Dom i rodzina to jednak nie wszystko.

Rzadko kiedy dla kobiet urodzenie i wychowanie dzieci jest szczytem życiowych marzeń, choć wielu rasowych Marsjan śni, aby tak właśnie było. Jasne – to jeden z absolutnie najważniejszych i najwspanialszych elementów ludzkiego życia, ale w miarę jak dzieci dojrzewają, coraz bardziej do głosu dochodzi potrzeba realizowania się również na innych polach. Kobiety mają nie tylko pełne prawo do takiej samorealizacji, ale wręcz święty obowiązek by do niej dążyć. Każdy z nas, bez względu na płeć, otrzymał ogromny dar: własne życie. W pakiecie dostaliśmy jeszcze zestaw talentów, które powinniśmy dobrze wykorzystać. I każdy z nas ma tylko jedną, jedyną szansę, aby to zrobić.

Dobre wychowanie dzieci, przygotowanie ich do pięknego życia i zapewnienie im świetnego startu, to z całą pewnością ważny i bardzo szlachetny cel do realizacji w życiu. To bardzo dużo, ale moim zdaniem, jednak nie wszystko. W ludzkim życiu chodzi o coś więcej. Życie nie kończy się przecież, gdy dzieci wyfruną z rodzinnego gniazda.

 

Dlaczego o tym piszę?

Tak, tak, pamiętam jeszcze, ze to jest blog finansowy. Wszystko, co napisałem powyżej, to po prostu kontekst, który biorę pod uwagę myśląc o finansach osobistych kobiet. Poza tym, jak często powtarzam, finanse są blisko życia i są bardzo osobiste.

Kiedy siadałem do tego wpisu, myślałem jedynie o krótkim podzieleniu się moimi obserwacjami na temat kobiet i ich finansów. Ale potem natknąłem się na te komentarze pod raportami o finansach kobiet i trochę się we mnie zagotowało. Kilka powyższych akapitów nie wyczerpuje w żaden sposób tematu i nie stanowi kompletu moich poglądów. To zaledwie krótka migawka pokazującą pewien sposób myślenia. Jednak bez niej ten wpis byłby raczej jałowy. Pamiętając więc o tym kontekście, trochę teraz pogeneralizujmy. 🙂

 

Finanse kobiet – cechy szczególne.

Co przychodzi mi do głowy, gdy widzę przed sobą hasło „finanse kobiet”? Oto kilka krótkich spostrzeżeń z moich prywatnych doświadczeń i obserwacji:

 

1. Kobiety bardziej przejmują się domowymi finansami. W większości przypadków, z którymi miałem do czynienia, to kobiety zabierały ze sobą mężów na spotkanie ze mną, by porozmawiać o finansach. To one przejmowały inicjatywę i miały odwagę by stwierdzić: „Mamy problem”. Panowie częściej te sprawy bagatelizują.

2. Kobiety częściej zarządzają domowym budżetem. Panowie z dumą mówią o swoich zarobkach, ale szczegóły, jak planowanie wydatków by dało się za te pieniądze przeżyć, pozostawiają już swoim partnerkom. To często prowadzi właśnie do sytuacji, w których faceci stwierdzają: „Przecież nieźle zarabiam. Na co ona właściwie to wszystko wydaje?”.

3. Kobiety lepiej precyzują finansowe cele. Panowie lubią dyskutować o dobrych inwestycjach, o wysokich stopach zwrotu, o ryzyku. Inwestycje postrzegają w kategoriach gry: chcę na tym zarobić jak najwięcej, najlepiej więcej od innych. Kobiety podchodzą do tego bardziej racjonalnie: chcą zapewnić dzieciom wykształcenie, pozbyć się długów, kupić dom, itp. Traktują inwestycje jako sposób na realizację celu. Są również bardziej konsekwentne w trzymaniu się obranej strategii.

4. Kobiety mają większą potrzebę bezpieczeństwa. Przejawia się to często w wielkości funduszu bezpieczeństwa, który uznają za optymalny. Panowie zwykle stwierdzają, że 2-3 miesiące w zupełności wystarczą. Kobiety czują się lepiej, gdy fundusz jest znacznie większy. To samo dotyczy polisy na życie. Faceci są kuloodporni, a choroby i śmierć nie imają się ich. Panie są tutaj większymi realistkami.

5. Kobiety mają większy dystans do zarobków. Nie dążą za wszelką cenę do kolejnych podwyżek, doceniają również inne zalety zatrudnienia, jak choćby możliwość elastycznych godzin pracy. U facetów wysokość wynagrodzenia jest niczym miara własnej wartości. Dużo zarabiam? Jestem kimś. Mało zarabiam. Jestem kiepski. Panie mają do tego luźniejszy stosunek.

6. Kobiety niechętnie się zadłużają. A jak już mają na głowach kredyty, dążą do tego, by szybko je spłacić. Panowie przeciwnie. Dla nich kredyt to przejaw odważnego podejścia do życia i korzystania z nowoczesnych usług finansowych. Z dumą sięgają po złote i platynowe karty kredytowe, bo to jest przecież symbol statusu. Tak samo jak wypasiony samochód. Nie ważne, że na kredyt. Mam w skrzynce kilka maili zaczynających się od słów: „Chcę pomóc narzeczonemu w pozbyciu się długów, ale on mówi, że nie opłaca się spłacać kredytów, tylko trzeba inwestować..”.

7. Kobiety nie lubią tematów finansowych. Pomimo tych wszystkich cech, o których napisałem powyżej, kobiety „boją się” tematów związanych z finansami. Nie lubią wykraczać poza temat lokaty bankowej. Gdy zaczynamy rozmawiać o inwestycjach, o funduszach – wolą zepchnąć ten temat na swoich partnerów. Ożywiają się wprawdzie na chwilę, gdy pojawi się sprawa inwestycji w złoto, ale szybko tracą tym zainteresowanie, gdy staje się jasne, że chodzi o sztabki.

Tych siedem punktów to zbiór moich ogólnych obserwacji. Jestem bardzo ciekawy, jakie Wy macie spostrzeżenia? Czy Waszym zdaniem można pokusić się o takie generalizowanie? Jakby nie było, różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami są przecież ogromne. W podejściu do finansów chyba też?

Hmm… wpis wyszedł mi dość cukierkowy – trochę jak prezent na dzień kobiet. To pewnie dlatego, że jest on formą „odreagowania” po komentarzach rasowych Marsjan. By do tej beczki miodu dołożyć więc małą łyżeczkę dziegciu, to rzucę w eter jeszcze jedno pytanie…

Czy piękne młode kobiety wychodzą za starszych panów z miłości??? 😉

Czekam na Wasze komentarze i życzę Wam bardzo miłego dnia!