Nie ma co ukrywać – zdecydowana większość osób nie prowadzi budżetu domowego i raczej nie będzie tego robić. Jeżeli na słowo „budżet” dostajesz mdłości, ale mimo wszystko chcesz dbać o finanse – to świetnie! Pokażę Ci, jak to zrobić bez prowadzenia szczegółowego budżetu.

Powodów nieprowadzenia budżetu może być wiele: brak czasu, brak chęci, brak wiedzy, brak silnej woli, brak nawyku czy wielokrotne niepowodzenia, po których – zamiast większej kontroli nad pieniędzmi – odczuwamy większe poczucie winy. Trochę jak z dietą, której niby staramy się trzymać, ale guzik nam wychodzi. Tak naprawdę nie jest ważne, dlaczego nie masz budżetu. Ważne, co możesz zrobić, żeby mimo wszystko zadbać o własne finanse.

Zapraszam Cię do obejrzenia filmu, w którym wyjaśniam rozwiązanie, pozwalające dbać o finanse bez szczegółowego budżetu:

Na początku zaznaczę tylko, że – jeśli masz predyspozycje do planowania i lubisz mieć pełną kontrolę nad swoimi pieniędzmi – zdecydowanie polecam budżetowanie. Sposób, w jaki sam to robię, opisałem w cyklu artykułów na blogu – Budżet domowy krok po kroku. Ale jeżeli na słowo budżet dostajesz mdłości i masz ochotę wyskoczyć przez okno – to w żadnym wypadku nie musisz tego robić. Istnieją alternatywne do szczegółowego budżetu rozwiązania, które w Twoim przypadku mogą okazać się nawet skuteczniejsze. 

Żeby pieniądze nie rozchodziły się na głupoty

Po co w ogóle zajmować się planowaniem wydatków? Sprawa jest prosta. Pracując zawodowo, poświęcasz swój czas – czyli tak naprawdę Twoje jedyne, bezcenne życie – m.in. po to, aby zarobić pieniądze. Nie powinniśmy zatem rozmieniać swojego życia na drobne, a ciężko zarobionych pieniędzy wydawać na pierdoły. Jakbyś się czuł, gdyby Twój pracodawca – zamiast pieniędzy – zaproponował Ci wypłatę wynagrodzenia w zbędnych klamotach, które poniewierają się w Twojej piwnicy czy szafie? Powiedziałbyś, że to głupie i byś się nie zgodził.

Jeżeli sam wydajesz pieniądze na bzdury, to sytuacja jest tak naprawdę bardzo podobna! Pieniądze mają tę doskonałą cechę, że można je wymienić na dowolne rzeczy – np. przeznaczyć je na realizację swoich marzeń i pasji. Nie wymieniaj ich zatem na głupoty, bo to tak, jakbyś na te pierdoły wymieniał spory kawałek własnego życia. Myślę, że nie muszę dalej Cię przekonywać o sensowności kontrolowania wydatków, więc teraz zobaczmy, jak można robić to w sposób prostszy, niż za pomocą szczegółowego budżetu.

5 kategorii wydatków

Zacznijmy od wyróżnienia 5 głównych kategorii, na które warto przeznaczyć zarobione pieniądze. Idąc od najważniejszej do najmniej ważnej, przedstawiają się one tak:

  1. realne potrzeby,
  2. oszczędności i inwestycje,
  3. planowane zakupy,
  4. pomoc innym,
  5. zwykłe zachcianki.

Zanim zdecydujemy, ile pieniędzy przeznaczyć na każdy z tych celów, omówmy je nieco bliżej.

budżet domowy

Realne potrzeby

To wydatki, które musisz ponieść, aby po prostu w danym miesiącu przeżyć i móc zarabiać. Jedzenie i picie, niezbędne leki, czynsz za mieszkanie, energia elektryczna, koszty transportu do pracy itp. Przy szacowaniu tych wydatków jest bardzo ważne, aby być ze sobą naprawdę szczerym. Musisz codziennie zjeść posiłek, ale nie musisz codziennie zamawiać sushi. Oszacuj na spokojnie, jaka kwota będzie Ci potrzebna, aby przeżyć przeciętny miesiąc.

Wyobraź sobie np., że w obawie o utratę pracy chcesz zacisnąć pasa – z których wydatków byś wtedy zrezygnował? Namawiam Cię do takich eksperymentów myślowych, bo każdy z nas ma naturalną tendencję, aby zawyżać swoje faktyczne potrzeby i usprawiedliwiać zbędne wydatki. Mówimy np. „muszę już kupić nową koszulę”. A tak naprawdę wcale nie musisz – po prostu chcesz. Dlatego w tej kategorii oszacuj faktyczne potrzeby i nie oszukuj sam siebie.

Oszczędności i inwestycje 

Pieniądze na ten cel przeznaczamy od razu po zapewnieniu finansowania pierwszej kategorii. Dlaczego? Bo to również są środki na pokrycie najważniejszych potrzeb – tyle tylko, że w przyszłości, gdy np. nie będziesz już mógł pracować i zarabiać tyle, co dziś. Myślę, że nie chcesz pracować zarobkowo do końca życia, ani po zakończeniu pracy zawodowej klepać biedę i stać w kolejce po tańszy zamiennik leku. Dlatego część swoich dzisiejszych dochodów musisz przeznaczać na zabezpieczenie Twoich długoterminowych celów. Możesz spokojnie pomnażać te środki np. w sposób, który opisałem szczegółowo w „Finansowej Fortecy”.

Jeżeli masz już oszczędności i chcesz zacząć inwestować, koniecznie sprawdź moją książkę – „Finansowa Forteca” – która uczy jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój.

Więcej o książce przeczytasz TUTAJ.

Planowane większe zakupy

To pieniądze odłożone na ważne dla Ciebie wydatki, które będziesz musiał ponieść za kilkanaście miesięcy czy kilka lat. Wymarzone wakacje, remont mieszkania, wymiana samochodu na nowy, to tylko niektóre przykłady takich wydatków, na które – zamiast zaciągać drogie kredyty – można spokojnie się przygotować.

Pomoc innym

Nawet gdyby miała to być symboliczna kwota – przeznacz część swoich pieniędzy na pomoc innym. Zapewniam Cię, że pomagając innym ludziom, będziesz po prostu szczęśliwszy. Jeśli nigdy tego nie robiłeś, zacznij, chociażby od symbolicznych 5 złotych – ale zacznij.

Zwykłe zachcianki

To wszelkie inne wydatki, na które masz ochotę wydawać pieniądze.  Zabezpieczyłeś środki na swoje dzisiejsze potrzeby, część zainwestowałeś, by zabezpieczyć przyszłe potrzeby, odłożyłeś też pieniądze na ważne dla Ciebie cele, a nawet pomogłeś innym. Jeśli więc chodzi o resztę pieniędzy – po prostu dobrze się baw. Możesz robić z nimi, co Ci się żywnie podoba – po prostu ciesz się życiem – na luzie, bez stresu i bez poczucia winy.

Tylko nie rób odwrotnie!

Zwróć uwagę na ważną rzecz. Bardzo wiele osób po otrzymaniu wypłaty wydaje znaczną jej część na zachcianki – czyli „wydatki 5. kategorii”. Tłumaczą sobie przy okazji, że to są „potrzeby”. A potem – pod koniec miesiąca – brakuje im pieniędzy na faktyczne potrzeby, które finansują często kredytami.

finanse osobiste

Efekt jest taki, że tkwią w długach po uszy lub żyją od pierwszego do pierwszego, nawet jeśli z roku na rok zarabiają coraz więcej. To oczywiście jest przepis na współczesne finansowe niewolnictwo, którego zdecydowanie nie polecam.

Jak to wygląda w praktyce?

To teraz jeszcze praktyka. Aby nie musieć spisywać i śledzić każdego wydatku, potrzebna nam będzie kartka, długopis, kalkulator i 4 rachunki bankowe. Co z nimi robimy? Załóżmy, że Ty i Twój mąż/żona (partner/partnerka) zarabiacie po 3000 zł na rękę, czyli łącznie 6000 zł. Taka kwota wpłynęła z tytułu Waszego wynagrodzenia na Wasze konto bankowe.

Wypisujecie więc sobie na kartce najważniejsze potrzeby, które trzeba pokryć – czyli podstawowe koszty mieszkania, jedzenie i picie, itp. Wychodzi Wam np., że na zabezpieczenie tej kategorii wydatków będziecie potrzebować aż 4980 zł, czyli 83% całego wynagrodzenia. No cóż – potrzeby to potrzeby, tego nie przeskoczymy. Ale teraz decydujecie, jak w najbliższym miesiącu chcecie podzielić pozostałych 17% pensji.

finanse osobiste

Załóżmy, że 7% postanawiacie przeznaczyć na oszczędności i inwestycje, 5% na jakieś przyszłe wakacje, 1% na pomoc innym, a na zachcianki zostanie Wam 4% – czyli 240 zł. Myślicie teraz sobie: „Co? 240 zł?! Tyle ma starczyć na nasze zachcianki?”  Cóż, Wasza sprawa, ale jedno jest pewne. Jeśli wydacie więcej na zachcianki – to przy Waszych zarobkach i Waszych potrzebach zabraknie pieniędzy na inne cele. Chcecie wydawać więcej na zachcianki? Nie ma sprawy! Ale najpierw musicie zwiększyć zarobki albo poczekać kilka miesięcy, aż na zachcianki odłożycie większą kwotę.

Postaw na automatyzm 

No dobra – załóżmy jednak, że taki podział na początek jest dla Was OK. Co zrobić teraz, aby ten plan zrealizować w praktyce? To proste! Składacie 4 stałe zlecenia, które będą realizowane automatycznie w kolejnych miesiącach. Po pierwsze, przeleją nasz przykładowy 1% na cel, który wspieramy w ramach pomocy innym. Po drugie, dwa kolejne automatyczne przelewy – najlepiej w dniu otrzymania wypłaty – powędrują na dwa osobne konta oszczędnościowe. Pierwsze, które ma służyć gromadzeniu środków na inwestycje oraz drugie, które ma służyć sfinansowaniu naszych zaplanowanych zakupów. Ostatni przelew powędruje na osobny rachunek do finansowania zachcianek.

I to wszystko, co musi się zadziać na początku miesiąca. A w trakcie miesiąca trzymamy się prostej zasady. Potrzeby opłacamy tylko z rachunku potrzeb. Najlepiej też, żeby już na początku miesiąca opłacić sobie wszelkie obowiązkowe rachunki, aby większa kwota na tym koncie nie dawała nam złudzenia, że mamy do dyspozycji więcej pieniędzy, niż jest w rzeczywistości. Zachcianki opłacamy tylko z ostatniego konta, do którego mamy osobną kartę. 

Natomiast pieniędzy na naszych dwóch kontach oszczędnościowych nie ruszamy w ogóle, spokojnie je akumulując. Najlepiej, aby były one w osobnych bankach i aby do takich rachunków nie było łatwego dostępu. I tyle!

Już taki prosty podział wydatków przyniesie Ci mnóstwo korzyści:

  •   Pozwoli policzyć, ile faktycznie potrzebujesz na życie.
  •   Zapewni, że w sposób automatyczny i bez żadnego wysiłku będziesz budować oszczędności i odkładać środki na ważne przyszłe zakupy.
  •   Ograniczone saldo na rachunku zachcianek przyhamuje Twój zapał do spontanicznych zakupów.
  •   Otrzymasz wiele dodatkowych informacji na temat tego, jak będzie kształtować się Twoja sytuacja finansowa.

Czy wzbogacimy się, odkładając 7% zarobków? Czy mamy szansę na kupno nowego auta za 3 lata, skoro odkładamy na ten cel 300 zł miesięcznie? To metoda znacznie prostsza od prowadzenia pełnego budżetu, ale skutecznie pomagająca powstrzymać nieplanowany wypływ pieniędzy z naszych portfeli i uzyskać wiele cennych informacji o stanie naszych finansów.

Podane tutaj procenty są oczywiście przykładowe. W Twojej konkretnej sytuacji z pewnością będą wyglądać inaczej – bo przecież każdy z nas ma inny stan finansów, inne potrzeby, inne dochody, inną liczbę dzieci, itp. Z tego powodu nie jestem zwolennikiem metod polegających na sztywnym, procentowym podziale wydatków. Uważam, że taki podział każdy powinien zdefiniować dla siebie samodzielnie, dostosowując go do osobistych celów oraz poziomu życia, który mu odpowiada.

Co robić, gdy otrzymasz dodatkowe środki?

Wcześniej czy później nadejdzie ten dzień: Podwyżka! Co wtedy robić? W takiej sytuacji jestem zwolennikiem metody, którą nazywam 50:50 – czyli pół na pół. Załóżmy, że otrzymałeś 1000 zł podwyżki. Co zrobić z tymi pieniędzmi? To proste! Połowę przeznacz na potrzeby i zachcianki, a drugą połowę odłóż na przyszłość.

Dzięki temu z każdą kolejną podwyżką szybciej będą rosły Twoje oszczędności, ale równocześnie będzie się zwiększać komfort Twojego codziennego życia.

Jestem bardzo ciekawy, co myślicie o takim uproszczonym podejściu do planowania wydatków. Przede wszystkim – zdaję sobie sprawę, że to tylko jedna z metod, którą można stosować i wiem, że sami wypracowaliście własne, które sprawdzają się w Waszym przypadku. Podzielcie się w komentarzu Waszym sposobem na kontrolowanie wydatków. W ten sposób pomożecie innym osobom i zainspirujecie je do jeszcze lepszego dbania o własne finanse. Z góry dziękuję za Wasze podpowiedzi!

Jeżeli ten artykuł wydał Ci się ciekawy, polecam Ci także: