Finanse osobiste bez budżetu? Jasne, że tak!

37

Nie ma co ukrywać – zdecydowana większość osób nie prowadzi budżetu domowego i raczej nie będzie tego robić. Jeżeli na słowo „budżet” dostajesz mdłości, ale mimo wszystko chcesz dbać o finanse – to świetnie! Pokażę Ci, jak to zrobić bez prowadzenia szczegółowego budżetu.

Powodów nieprowadzenia budżetu może być wiele: brak czasu, brak chęci, brak wiedzy, brak silnej woli, brak nawyku czy wielokrotne niepowodzenia, po których – zamiast większej kontroli nad pieniędzmi – odczuwamy większe poczucie winy. Trochę jak z dietą, której niby staramy się trzymać, ale guzik nam wychodzi. Tak naprawdę nie jest ważne, dlaczego nie masz budżetu. Ważne, co możesz zrobić, żeby mimo wszystko zadbać o własne finanse.

Zapraszam Cię do obejrzenia filmu, w którym wyjaśniam rozwiązanie, pozwalające dbać o finanse bez szczegółowego budżetu:

Na początku zaznaczę tylko, że – jeśli masz predyspozycje do planowania i lubisz mieć pełną kontrolę nad swoimi pieniędzmi – zdecydowanie polecam budżetowanie. Sposób, w jaki sam to robię, opisałem w cyklu artykułów na blogu – Budżet domowy krok po kroku. Ale jeżeli na słowo budżet dostajesz mdłości i masz ochotę wyskoczyć przez okno – to w żadnym wypadku nie musisz tego robić. Istnieją alternatywne do szczegółowego budżetu rozwiązania, które w Twoim przypadku mogą okazać się nawet skuteczniejsze. 

Żeby pieniądze nie rozchodziły się na głupoty

Po co w ogóle zajmować się planowaniem wydatków? Sprawa jest prosta. Pracując zawodowo, poświęcasz swój czas – czyli tak naprawdę Twoje jedyne, bezcenne życie – m.in. po to, aby zarobić pieniądze. Nie powinniśmy zatem rozmieniać swojego życia na drobne, a ciężko zarobionych pieniędzy wydawać na pierdoły. Jakbyś się czuł, gdyby Twój pracodawca – zamiast pieniędzy – zaproponował Ci wypłatę wynagrodzenia w zbędnych klamotach, które poniewierają się w Twojej piwnicy czy szafie? Powiedziałbyś, że to głupie i byś się nie zgodził.

Jeżeli sam wydajesz pieniądze na bzdury, to sytuacja jest tak naprawdę bardzo podobna! Pieniądze mają tę doskonałą cechę, że można je wymienić na dowolne rzeczy – np. przeznaczyć je na realizację swoich marzeń i pasji. Nie wymieniaj ich zatem na głupoty, bo to tak, jakbyś na te pierdoły wymieniał spory kawałek własnego życia. Myślę, że nie muszę dalej Cię przekonywać o sensowności kontrolowania wydatków, więc teraz zobaczmy, jak można robić to w sposób prostszy, niż za pomocą szczegółowego budżetu.

5 kategorii wydatków

Zacznijmy od wyróżnienia 5 głównych kategorii, na które warto przeznaczyć zarobione pieniądze. Idąc od najważniejszej do najmniej ważnej, przedstawiają się one tak:

  1. realne potrzeby,
  2. oszczędności i inwestycje,
  3. planowane zakupy,
  4. pomoc innym,
  5. zwykłe zachcianki.

Zanim zdecydujemy, ile pieniędzy przeznaczyć na każdy z tych celów, omówmy je nieco bliżej.

budżet domowy

Realne potrzeby

To wydatki, które musisz ponieść, aby po prostu w danym miesiącu przeżyć i móc zarabiać. Jedzenie i picie, niezbędne leki, czynsz za mieszkanie, energia elektryczna, koszty transportu do pracy itp. Przy szacowaniu tych wydatków jest bardzo ważne, aby być ze sobą naprawdę szczerym. Musisz codziennie zjeść posiłek, ale nie musisz codziennie zamawiać sushi. Oszacuj na spokojnie, jaka kwota będzie Ci potrzebna, aby przeżyć przeciętny miesiąc.

Wyobraź sobie np., że w obawie o utratę pracy chcesz zacisnąć pasa – z których wydatków byś wtedy zrezygnował? Namawiam Cię do takich eksperymentów myślowych, bo każdy z nas ma naturalną tendencję, aby zawyżać swoje faktyczne potrzeby i usprawiedliwiać zbędne wydatki. Mówimy np. „muszę już kupić nową koszulę”. A tak naprawdę wcale nie musisz – po prostu chcesz. Dlatego w tej kategorii oszacuj faktyczne potrzeby i nie oszukuj sam siebie.

Oszczędności i inwestycje 

Pieniądze na ten cel przeznaczamy od razu po zapewnieniu finansowania pierwszej kategorii. Dlaczego? Bo to również są środki na pokrycie najważniejszych potrzeb – tyle tylko, że w przyszłości, gdy np. nie będziesz już mógł pracować i zarabiać tyle, co dziś. Myślę, że nie chcesz pracować zarobkowo do końca życia, ani po zakończeniu pracy zawodowej klepać biedę i stać w kolejce po tańszy zamiennik leku. Dlatego część swoich dzisiejszych dochodów musisz przeznaczać na zabezpieczenie Twoich długoterminowych celów. Możesz spokojnie pomnażać te środki np. w sposób, który opisałem szczegółowo w „Finansowej Fortecy”.

Jeżeli masz już oszczędności i chcesz zacząć inwestować, koniecznie sprawdź moją książkę – „Finansowa Forteca” – która uczy jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój.

Więcej o książce przeczytasz TUTAJ.

Planowane większe zakupy

To pieniądze odłożone na ważne dla Ciebie wydatki, które będziesz musiał ponieść za kilkanaście miesięcy czy kilka lat. Wymarzone wakacje, remont mieszkania, wymiana samochodu na nowy, to tylko niektóre przykłady takich wydatków, na które – zamiast zaciągać drogie kredyty – można spokojnie się przygotować.

Pomoc innym

Nawet gdyby miała to być symboliczna kwota – przeznacz część swoich pieniędzy na pomoc innym. Zapewniam Cię, że pomagając innym ludziom, będziesz po prostu szczęśliwszy. Jeśli nigdy tego nie robiłeś, zacznij, chociażby od symbolicznych 5 złotych – ale zacznij.

Zwykłe zachcianki

To wszelkie inne wydatki, na które masz ochotę wydawać pieniądze.  Zabezpieczyłeś środki na swoje dzisiejsze potrzeby, część zainwestowałeś, by zabezpieczyć przyszłe potrzeby, odłożyłeś też pieniądze na ważne dla Ciebie cele, a nawet pomogłeś innym. Jeśli więc chodzi o resztę pieniędzy – po prostu dobrze się baw. Możesz robić z nimi, co Ci się żywnie podoba – po prostu ciesz się życiem – na luzie, bez stresu i bez poczucia winy.

Tylko nie rób odwrotnie!

Zwróć uwagę na ważną rzecz. Bardzo wiele osób po otrzymaniu wypłaty wydaje znaczną jej część na zachcianki – czyli „wydatki 5. kategorii”. Tłumaczą sobie przy okazji, że to są „potrzeby”. A potem – pod koniec miesiąca – brakuje im pieniędzy na faktyczne potrzeby, które finansują często kredytami.

finanse osobiste

Efekt jest taki, że tkwią w długach po uszy lub żyją od pierwszego do pierwszego, nawet jeśli z roku na rok zarabiają coraz więcej. To oczywiście jest przepis na współczesne finansowe niewolnictwo, którego zdecydowanie nie polecam.

Jak to wygląda w praktyce?

To teraz jeszcze praktyka. Aby nie musieć spisywać i śledzić każdego wydatku, potrzebna nam będzie kartka, długopis, kalkulator i 4 rachunki bankowe. Co z nimi robimy? Załóżmy, że Ty i Twój mąż/żona (partner/partnerka) zarabiacie po 3000 zł na rękę, czyli łącznie 6000 zł. Taka kwota wpłynęła z tytułu Waszego wynagrodzenia na Wasze konto bankowe.

Wypisujecie więc sobie na kartce najważniejsze potrzeby, które trzeba pokryć – czyli podstawowe koszty mieszkania, jedzenie i picie, itp. Wychodzi Wam np., że na zabezpieczenie tej kategorii wydatków będziecie potrzebować aż 4980 zł, czyli 83% całego wynagrodzenia. No cóż – potrzeby to potrzeby, tego nie przeskoczymy. Ale teraz decydujecie, jak w najbliższym miesiącu chcecie podzielić pozostałych 17% pensji.

finanse osobiste

Załóżmy, że 7% postanawiacie przeznaczyć na oszczędności i inwestycje, 5% na jakieś przyszłe wakacje, 1% na pomoc innym, a na zachcianki zostanie Wam 4% – czyli 240 zł. Myślicie teraz sobie: „Co? 240 zł?! Tyle ma starczyć na nasze zachcianki?”  Cóż, Wasza sprawa, ale jedno jest pewne. Jeśli wydacie więcej na zachcianki – to przy Waszych zarobkach i Waszych potrzebach zabraknie pieniędzy na inne cele. Chcecie wydawać więcej na zachcianki? Nie ma sprawy! Ale najpierw musicie zwiększyć zarobki albo poczekać kilka miesięcy, aż na zachcianki odłożycie większą kwotę.

Postaw na automatyzm 

No dobra – załóżmy jednak, że taki podział na początek jest dla Was OK. Co zrobić teraz, aby ten plan zrealizować w praktyce? To proste! Składacie 4 stałe zlecenia, które będą realizowane automatycznie w kolejnych miesiącach. Po pierwsze, przeleją nasz przykładowy 1% na cel, który wspieramy w ramach pomocy innym. Po drugie, dwa kolejne automatyczne przelewy – najlepiej w dniu otrzymania wypłaty – powędrują na dwa osobne konta oszczędnościowe. Pierwsze, które ma służyć gromadzeniu środków na inwestycje oraz drugie, które ma służyć sfinansowaniu naszych zaplanowanych zakupów. Ostatni przelew powędruje na osobny rachunek do finansowania zachcianek.

I to wszystko, co musi się zadziać na początku miesiąca. A w trakcie miesiąca trzymamy się prostej zasady. Potrzeby opłacamy tylko z rachunku potrzeb. Najlepiej też, żeby już na początku miesiąca opłacić sobie wszelkie obowiązkowe rachunki, aby większa kwota na tym koncie nie dawała nam złudzenia, że mamy do dyspozycji więcej pieniędzy, niż jest w rzeczywistości. Zachcianki opłacamy tylko z ostatniego konta, do którego mamy osobną kartę. 

Natomiast pieniędzy na naszych dwóch kontach oszczędnościowych nie ruszamy w ogóle, spokojnie je akumulując. Najlepiej, aby były one w osobnych bankach i aby do takich rachunków nie było łatwego dostępu. I tyle!

Już taki prosty podział wydatków przyniesie Ci mnóstwo korzyści:

  •   Pozwoli policzyć, ile faktycznie potrzebujesz na życie.
  •   Zapewni, że w sposób automatyczny i bez żadnego wysiłku będziesz budować oszczędności i odkładać środki na ważne przyszłe zakupy.
  •   Ograniczone saldo na rachunku zachcianek przyhamuje Twój zapał do spontanicznych zakupów.
  •   Otrzymasz wiele dodatkowych informacji na temat tego, jak będzie kształtować się Twoja sytuacja finansowa.

Czy wzbogacimy się, odkładając 7% zarobków? Czy mamy szansę na kupno nowego auta za 3 lata, skoro odkładamy na ten cel 300 zł miesięcznie? To metoda znacznie prostsza od prowadzenia pełnego budżetu, ale skutecznie pomagająca powstrzymać nieplanowany wypływ pieniędzy z naszych portfeli i uzyskać wiele cennych informacji o stanie naszych finansów.

Podane tutaj procenty są oczywiście przykładowe. W Twojej konkretnej sytuacji z pewnością będą wyglądać inaczej – bo przecież każdy z nas ma inny stan finansów, inne potrzeby, inne dochody, inną liczbę dzieci, itp. Z tego powodu nie jestem zwolennikiem metod polegających na sztywnym, procentowym podziale wydatków. Uważam, że taki podział każdy powinien zdefiniować dla siebie samodzielnie, dostosowując go do osobistych celów oraz poziomu życia, który mu odpowiada.

Co robić, gdy otrzymasz dodatkowe środki?

Wcześniej czy później nadejdzie ten dzień: Podwyżka! Co wtedy robić? W takiej sytuacji jestem zwolennikiem metody, którą nazywam 50:50 – czyli pół na pół. Załóżmy, że otrzymałeś 1000 zł podwyżki. Co zrobić z tymi pieniędzmi? To proste! Połowę przeznacz na potrzeby i zachcianki, a drugą połowę odłóż na przyszłość.

Dzięki temu z każdą kolejną podwyżką szybciej będą rosły Twoje oszczędności, ale równocześnie będzie się zwiększać komfort Twojego codziennego życia.

Jestem bardzo ciekawy, co myślicie o takim uproszczonym podejściu do planowania wydatków. Przede wszystkim – zdaję sobie sprawę, że to tylko jedna z metod, którą można stosować i wiem, że sami wypracowaliście własne, które sprawdzają się w Waszym przypadku. Podzielcie się w komentarzu Waszym sposobem na kontrolowanie wydatków. W ten sposób pomożecie innym osobom i zainspirujecie je do jeszcze lepszego dbania o własne finanse. Z góry dziękuję za Wasze podpowiedzi!

Jeżeli ten artykuł wydał Ci się ciekawy, polecam Ci także:

Jeżeli podobał Ci się ten artykuł, może zainteresuje Cię moja książka o inwestowaniu – „Finansowa Forteca”. W podobny sposób jak tutaj na blogu- prosto i merytorycznie – tłumaczę w niej, jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój. Szczegóły poznasz TUTAJ.

PODOBAJĄ CI SIĘ ARTYKUŁY NA BLOGU?

Dołącz do ponad 19 222 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

PLANUJESZ ZACIĄGNĄĆ KREDYT HIPOTECZNY
I NIE WIESZ OD CZEGO ZACZĄĆ?

To zupełnie naturalne. Kredyt hipoteczny to ogromne zobowiązanie, które przygniata przez kilkadziesiąt lat. W dodatku mnóstwo osób bardzo za niego przepłaca.

Przygotowałem kurs Kredyt Hipoteczny Krok po Kroku, aby uzbroić Cię w niezbędną wiedzę i dać narzędzia do wygodnego podjęcia najlepszych dla Ciebie decyzji. Chcę Ci pomóc w znalezieniu kredytu hipotecznego, który: Zdjęcie autora

w bezpieczny sposób pomoże Ci zrealizować marzenie o własnym mieszkaniu czy domu,
nie obciąży nadmiernie budżetu Twojej rodziny,
będzie Cię kosztował tak mało, jak to tylko możliwe,
szybko przestanie być Twoim zobowiązaniem, bo sprawnie go spłacisz.

Sprawdź szczegóły

Podziel się:

Komentarze37 komentarzy

  1. Cześć Marcin

    Świetny artykuł
    Mam takie pytanie, Jeśli ktoś nie chce albo nie może kupować polskich obligacji indeksowanych inflacją, czy jest jakiś odpowiednik, którym można je zastąpić w swoim portfelu .
    Ewentualnie czy inne kraje w Europie posiadają również takie obligacje i gdzie to można sprawdzić.

    Dziękuje i Pozdrawiam

    • Hej Darek – w USA masz np. TIPS-y (Treasury Inflation Protected Securities). W Europie nie robiłem rozeznania, ale rozejrzę się za takimi opcjami.

  2. Witaj Marcinie. Moje pytanie jest proste i mam nadzieje ze odpowiedz na nie tez. Jeżeli mam kilka celów to jak je podzielić odnośnie odkładania na nich oszczędności? Nie można mieć przecież 10 kont oszczędnościowych przynajmniej w jednym banku. Dla przykładu chciałbym odkładać na ike na nowy samochód na opał na zimę na przyszłość dla dzieci na wakacje itp. Czy odkładać wszystko na jednym konicie oszczędnościowym i z tego pobierać na wydatki? Czy może inaczej to rozdzielić? Pozdrawiam

    • Hej. Co prawda nie jestem Marcinem ale myśle ze moje rozwiązanie które stosuje Ci pomoze. Osobiście probowalem wszystko ogarniac w ramach jednego konta oszczędnościowego ale miałem z tym problem bo później nie wiedziałem ile na co mam odłożone i musiałem prowadzić excele. Az w końcu zobaczylem ze można to zautomatyzować. Poszukaj banku który pozwala ci założyć Cel (subkonto oszczędnościowe, czasami nazywane celem, czasami świnka skarbonka itp). Ja w swoim banku mam kilka kont ROR i do każdego można podpiąć 8 celów (probowalem się dowiedzieć w banku czemu tylko 8 ale nikt odpowiedzi sensownej nie potrafił udzielić). Z czasem okazało się ze mam 2 grupy celów: rodzinne (np prezenty świąteczne, urlopowy wyjazd, wyprawienie urodzin dziecku itp) i domowe (utrzymanie auta, ekspres do kawy, ubezpieczenie mieszkani itp). Na wszystkie te rzeczy mam zdefiniowane cele i datę do kiedy chce uzbierać tak aby miesięcznie odkładała się na każde z tych subkont stała kwota (na niektóre 20zl a na inne np 500zl). Kiedy szykuje budżet na kolejny miesiąc przeglądam wydatki, cele itp. Mam zdefiniowane wagi które mówią mi ile procentowo chce odkładać na konto oszczędnościowe i ile potrzebuje pieniędzy na dany miesiąc i dzięki temu wiem ile maksymalnie celów mogę założyć. Jeśli wpadnę na pomysł nowego super telefonu to nie lecę do sklepu go kupować tylko najpierw patrze czy stać mnie na to by założyć cel. Jeśli tak to go zakładam po czym kilka miesięcy zbieram gotówkę i w końcu mogę dokonać zakupu. Super sprawa, cała rodzina dała się przekonać a dzięki temu nie wydajemy pieniędzy na głupoty. W razie pytan pisz. Bank z którego korzystam zaczyna się na m a kończy na bank ale nie traktuj tego jako reklamę bo w innych bankach również wiem ze takie rozwiązanie jest dostępne.

      • W banku Ing Bank Śląski można założyć z tego co wiem dowolną ilość celów w ramach jednego konta oszczędnościowego.Ja mam 10 celów założonych. W banku mbank jest chyba limit 8 celów.Polecam to rozwiązanie jeśli chodzi o budżet domowy, u mnie się rewelacyjnie sprawdza.

      • W pełni się zgadzam, dodatkowo ten bank daje możliwość automatycznego odkładania np. Końcówek przy płatności kartą. Przykładowo, ustawiasz żeby transakcje były zaokrąglane do pełnych dziesiątek. Płacisz 6,50 kartą, a 3,50 (czyli do pełnego 10) odkłada się na dany cel. W taki sposób w 4 miesiące odłożył mi się 1.000 zł. Oszukuję trochę siebie samego, bo to ubywa z mojego konta, ale tego się prawie nie zauważa w codziennym życiu 😀

    • Krystian, podpisuję się pod rozwiązaniem zaproponowanym przez Łukasza.
      Dodałbym tylko, że czasami warto też jasno zdecydować, które cele są dla nas najważniejsze i nie rozpraszać się na zbyt dużej liczbie celów. Skupienie na 1-2 celach zwiększa prawdopodobieństwo ich szybszego osiągnięcia.

      • @Marcin – dlaczego? Oczywiście jeśli weźmiemy pod uwagę tylko duże cele typu remont, nowy telefon za kilka tysiecy, samochód itp to faktycznie ciułanie po 50 zl nie ma sensu natomiast moje rozwiązanie wywodzi się stąd że w ciągu roku czesto cieszyłem się że mogę odłożyć np.50% pensji na oszczędności a potem się okazywało że przychodziły swięta i musiałem wypłacać stamtąd pieniądze bo np. brakuje mi na prezenty albo wypada miesiąc w którym trzeba zapłacić OC/AC auta i jest ten sam scenariusz. Uznałem więc że skoro wiem doskonale kiedy te wydatki wypadają to wystarczy tylko założyć kwotę jaką potrzebuję i co miesiąc odkładać pieniądze tak aby w niektórych miesiacach nie było nagłych wydatkowych skoków. Mam więc np. 15 celów podpiętych do 2 kont. Na początku miesiąca robione są tam automatyczne 2 przelewy aby wystarczyło na zasilenie wszystkich celów i wszystko dzieje się automatycznie bo cele tez same sobie ściągają pieniądze z konta. Mało tego – takie rozwiązanie ma taki plus że jeśli spłacę dany cel szybciej to wcale nie muszę go zamykać a jedynie wstrzymać wpłaty dzięki czemu mam ładnie odseparowane pieniądze i np. już teraz w listopadzie mam zabezpieczone środki na organizację świąt które pod koniec grudnia wypłacę sobie na konto (nie robie tego wcześniej żeby pieniądze się gdzieś magicznie nie rozeszły) i od nowa zaczne zbierać na kolejne.
        Ps. 20 minut proponowane przez Ciebie spokojnie wystarcza żeby ogarnąć te wszystkie cele raz w miesiącu 🙂

        • Wg mnie stosujesz bardzo fajny sposób. Najważniejsze, że u Ciebie i Twojej rodziny się to sprawdza.

        • Tylko po co sobie zawracać tym wszystkim głowę? Czy od samego mieszania herbata staje się słodsza? Wystarczy trzymać wszystkie oszczednosci w jednym worku bez podziału na jakieś tam “cele”, a jak jest potrzeba dokonania wydatku to się wydaje i tyle…

  3. Co do budzetu bez budzetowania to przemawia bardziej chyba jenkinsa gdzie 60 % to potrzeby (w tym hipoteka do 30%), 10% zaccianki. 10% cele dlugoterminowe typu emerytuta. 10% srednioterminowe typu samochod.remont.wakacje. 10% krotkoterminowe cele. Jest git.

    • Problem z takimi sztywnymi podziałami polega na tym, że każdy z nas ma inna sytuację (np. wysokość zarobków).
      Traktowałbym zaproponowany podział jako punkt wyjścia i dostosowałbym te wagi do własnych potrzeb, a z czasem również do zmieniającej się sytuacji rodzinnej i finansowej.

  4. He, he, niespodziewanie okazało się, że dbam o finanse metodą z bloga Marcina Iwucia 😀
    Robię podobnie od lat i to naprawdę działa! Pieniądze się nie rozchodzą i starcza na wszystko, na co ma starczyć (no dobra, mam niwielkie potrzeby, na helikopter by nie starczyło 😀).
    Warto polecić osobom, które nie mają cierpliwości do dłubania przy budżecie.

  5. 1. Liczymy sztywne stałe wydatki: raty, czynsz, media itp.
    2. Do punktu 1 doliczamy stałą kwotę na pozostałe wydatki regularne: żywność, paliwo i wszystko inne. Zostawiamy na ten cel 2000.
    3. Cała reszta trafia na konto oszczędnościowe.
    4. Jeśli w danym miesiącu pojawiają się dodatkowe wydatki to zostawiamy trochę więcej lub przelewamy z konta oszczędnościowego, ale zawsze na etapie planowania.
    5. Co kilka miesięcy planujemy co robimy z oszczędnościami.

    Wszystkie wydatki wprowadzam od razu po poznaniu ich wysokości jako przelewy z datą płatności lub zlecenia stałe. Przed przelewem na oszczędnościówkę po prostu sprawdzam sumę zaplanowanych przelewów. Zachcianki finansowane są z tego co zostało z poprzedniego miesiąca. Ta pozostałość przelewana jest na konto zachcianek.

  6. Marcin Kluczek

    Cześć Marcin

    Nie chce mi się budżetować każdego drobnego wydatku, dlatego postawiłem na plan strategiczny, a nie taktyczny. Obecna struktura jest następująca:

    Wydatki podstawowe – core budżetu
    1. Wydatki życia codziennego – czyli w uproszczeniu to, co można kupić w centrum handlowym (jedzenie, chemia, ciuchy, paliwo, drobne artykuły domowe i drobne usługi).

    2. FWN: Fundusz wydatków nieregularnych + wszelkie rachunki i zobowiązania – w formie listy z datami i częstotliwością, dzięki której nie zapominam o polisach, urodzinach, ale również wakacjach i innych wydatkach, które nie wymagają planowania z kilkuletnim wyprzedzeniem. Dla uśrednienia kosztów formuła oblicza średniomiesięczne wydatki w tej grupie i określa, czy powinienem zasilić subkonto FWN czy przelać z niego na konto główne.

    Fundusze
    3. Fundusz wydatków krótkoterminowych – w praktyce jest to fundusz remontowo-wyposażeniowy nieruchomości i samochodowy.

    4. Fundusze długoterminowe – poduszka, emerytura, studia dzieci, inwestycje

    5. Have Fun Fund – osobne konto w innym banku do wydania na dowolny cel.

    Działanie
    1. Dzięki sprawdzaniu sald kont i kontrolowaniu wydatków przed zakupem (a nie po) +- wiem jaka jest suma potrzeb oraz ile mógłbym ściąć wydatki codzienne i FWN. Ta przybliżona wiedza w zupełności mi wystarcza. Stówka w prawo, czy w lewo nie zrobi różnicy, ale regularnie pilnuję, żeby nie zrobiło się z tego pięć stówek.

    2. Raz na tydzień sprawdzam stan konta, ale spisuję tylko nie dające się przewidzieć czasowo wydatki tj. głównie medyczne, drobne awarie, czasem wyskoczy z kapelusza jakaś okazja rodzinna lub towarzyska. Oszacowałem mniej więcej, ile średniomiesięcznie kosztują mnie takie wydatki (czasem żartuję, że mam swoją wróżkę) i z góry zakładam, że o mniej więcej taką kwotę budżet może się rozjechać. Zostawiam sobie taki dodatkowy bufor.

    3. Pod koniec miesiąca na koncie głównym powinny znajdować się środki, które wystarczą na pokrycie wydatków codziennych i FWN. Dzięki temu opóźnienia przychodów nie stanowią problemu.

    4. Niema zawsze wyskoczy “coś nieoczekiwanego”, więc nie spinam się, żeby budżet zgadzał się co do złotówki. Wystarczy, że zakupy skumulują się na początku i końcu danego miesiąca i budżet przekroczony. Nic nie szkodzi, bo dla mnie ważniejsze są średnie wydatki w perspektywie roku, a nie żeby z założeniami zgadzał się każdy kolejny miesiąc.

    5. Nie każdy wydatek da się jednoznacznie przypisać do jednej kategorii, dlatego łączę je w razie potrzeby. Ekspres do kawy nieco bardziej „fikuśny” niż nakazywałby zdrowy rozsądek? Nie ma sprawy, jeśli łącząc środki z budżetu nieruchomości i funduszu na rozrywkę można sfinansować taki zakup. Instalacja fotowoltaiczna brzmi dobrze, ale nie ma wystarczających środków w funduszu nieruchomości (pewnie poszły na ekspres 😊), można użyć środków z funduszu na inwestycje, jeśli tylko ta inwestycja ma przynieść odpowiedni zysk.

    6. Patrzę do przodu, a nie wstecz, dlatego nie trzymam danych historycznych, a z grubsza rozpisuję plan na najbliższe 1,5-2 lata, który co kwartał lekko modyfikuję.

    Cała zabawa z takim budżetem to 20 minut na początku miesiąca, gdy płacę rachunki, sprawdzam dokładnie FWN, rozdzielam fundusze i 10 minut przy cotygodniowej kontroli. Wychodzi godzinka na miesiąc na rozliczenie budżetu 🙂

    • Hej Marcin – dziękuję za podzielenie się Twoją metodą.

      Bardzo podoba mi się stwierdzenie: kontrolowanie wydatków PRZED zakupem, a nie PO 🙂

    • Jasne. Taka korelacja przejściowo występuje i szczerze mówiąc nie ma dla mnie znaczenia, gdy podejmuję swoje decyzje inwestycyjne. Podobnie jak setki innych korelacji.

  7. Stosuję podobny system, ale u mnie “konto potrzeb” jest też rozbite na kilka kont, bo jak miałam wszystkie środki na jednym koncie, to zdarzało mi się zapomnieć o jakimś wydatku i go np. przejeść (zamiast wydać pieniądze na karmę dla kota to kupiłam słodycze;)). Teraz z konta, na które wpływa wynagrodzenie płacę wszystkie rachunki, a na osobne konto przelewam środki tylko na jedzenie i chemię, natomiast psy i koty mają swoje “własne” konto w banku gdzie przelewam pieniądze na ich karmę, leki, środki przeciwpasożytnicze, żwirek, itp. Gubią mnie natomiast wydatki nieregularne na ubrania, kosmetyki, rozrywkę, weterynarza i zdrowie. Uważam je za nieregularne, ponieważ zakupy kosmetyczno-ubraniowe robię tylko kilka razy w roku, podobnie jest z jakimiś badaniami lekarskimi czy prywatnymi wizytami u lekarza, itp. Co miesiąc odkładam określone kwoty na te cele na konta oszczędnościowe. Natomiast kiedy chcę dokonać zakupu z tej kategorii, to ściąganie środków z tych kont oszczędnościowych byłoby niewygodne i nieracjonalne, bo zazwyczaj tylko 1 przelew w miesiącu z konta oszczędnościowego na ROR jest bezpłatny. Obeszłam to używając karty kredytowej (jest całkowicie darmowa), którą spłacam raz w miesiącu ściągając środki z tych kont oszczędnościowych. Niby wszystko super, bo wygodnie mi się płaci, zawsze spłacam kartę w terminie, nie zadłużam się i nie wydaję więcej pieniędzy niż mam. W praktyce natomiast zupełnie nie mam kontroli nad tymi wydatkami, nie wiem ile już wydałam pieniędzy i ile jeszcze mogę wydać (mam odłożone). Ten problem występuje u mnie najczęściej w kategorii rozrywka (zachcianki) albo z jakimiś zakupami do domu. Świadomość, że mam odłożone pieniądze na dany cel oraz lekkość z jaką płaci się kartą powoduje, że wydaję więcej pieniędzy niż bym chciała. Zdarzyło mi się też ściągnąć środki z oszczędności na weterynarza, żeby spłacić kartę kredytową z wydatków na rozrywkę, bo okazało się, że wydałam na rozrywkę więcej niż odłożyłam. Musze popracować nad kontrolą wydatków, ale na razie mi nie wychodzi. Zaczęłam korzystać z Family Finance Tracker, co daje mi przynajmniej podgląd na to ile środków odłożyłam na dany cel, gdzie wcześniej przy kilku kontach w różnych bankach było to trudne do śledzenia. Może ta aplikacja mi trochę pomoże się ogarnąć finansowo. Pomijając moje problemy z kontrolą nad zakupami nieregularnymi i zachciankami, to bardzo polecam taki lub podobny podział jak opisano w artykule. Unikamy wtedy sytuacji, że nie mamy już pieniędzy na życie, bo “przehulaliśmy” kasę na zachcianki i nie popadamy w długi.

  8. U nas wygląda to tak:
    1. Ustalanie budżetu – koszty stałe, zakładane wydatki “na życie” + wydatki nadprogramowe typu prezenty, ubezpieczenie itd.
    2. Wrzucenie środków na oba konta IKE i IKZE.
    3. Odłożenie pewnej części pieniędzy na poduszkę + cele oszczędnościowe (taką możliwość daje np. ING).
    4. Dokonanie opłat stałych, potem wydatki codzienne i nadprogramowe, to wszystko z ich spisywaniem, kontrolą i podsumowaniem.
    5. Pod koniec miesiąca co zostanie przelewamy do oszczędności i zaczynamy kolejny miesiąc od zera.

    + od niedawna trochę bawię się w inwestowanie, więc pewna część pieniędzy jest przeznaczona na ten cel z nastawieniem, że mogę te pieniądze stracić.

    Tylko tyle i aż tyle, bez problemów, bez kombinowania, banalnie proste, mało czasochłonne. Polecam 🙂

  9. Dziwi mnie Pańskie założenie, że oszczędności i inwestycje, to 7% – w wielu miejscach spotkałem się z twierdzeniem (i sam też tak uważam), że 10%, to „dolna granica rozsądku”, a faktycznie dobre efekty są raczej przy 20-30%, choć niewielu może sobie na takie mocne oszczędzanie pozwolić.
    A poza tym zapomniał Pan chyba o zasadzie „Najpierw płać sobie” – oszczędności powinny być w pierwszej kolejności, tzn, natychmiast po przypływie pieniędzy.
    Z kolei „pomaganie innym” dałbym na sam dół – można pomagać i bez wydawania pieniędzy. Oczywiście Pan dużo zarabia, więc może mieć taki punkt w budżecie, ale wielu musi się ograniczać do wrzucenia do puszki kilku złotych raz czy dwa razy w roku.
    Pozdrawiam.

  10. Marcin: czy jeżeli zakładamy że Chiny (rynek rozwijający się) będą zbliżać się do USA (rozwinięty) a inwestujemy tylko w jakiś MSCI World na rynki rozwinięte to prędzej czy pózniej wtedy Chiny wskakują do tego rynku i zajmują jakąś większa pozycję w indeksie rozwiniętym ? (to tak jak niedawno polska wskoczyła do fts jako rozwinięty, ale tutaj przypadek byłby chyba inny bo chiny wskoczyły z dużo większym udziałem) ??

    • W Chiny moim zdaniem należy inwestować bezpośrednio kupując chińskie ETF-y. Prezydentura Bidena, a raczej Kamali Harris (bo Biden ma posuniętą sklerozę i chyba szybko zrezygnuje) oznacza pełny dostęp do rynków amerykańskich, a tym samym nieskrępowany rozwój Chin przez najbliższych kilka lat.

  11. Jest jeszcze jedna droga dla tych, którzy ją choćby rozważają (co zazwyczaj oznacza, że akurat te osoby mają ku temu predyspozycje). Idźcie na swoje, jeśli tylko potraficie coś robić lepiej niż inni.
    To najlepsza ścieżka do większych zarobków. O ile tylko nie dopuście do “inflacji” kosztów życia to wszystkie bolączki finansowe zaczną znikać:)

  12. Jakby Marcin nie podzielił to i tak ktoś bedzie sie dziwił. To jest tylko przyklad i zalezy od sytuacji finansowej kazdej osoby.

  13. Ja nie bawię się w żadne budżety, a i tak co miesiąc zostaję mi około 5000zł oszczędności. Po prostu nie lubię zakupów poza spożywką. Gadżety mnie nie bawią , a mieszkanie mniej zagracone.

    • W końcu jakiś rozsądny głos! Mam dokładnie tak samo.
      Najlepsze są te rady: koniecznie na początku miesiąca zrob przelew na KO, bo na koniec już nic nie zostanie. No i jakoś od stycznia nie robie żadnych przelewów, bo oprocentowanie i tak mizerne, a co miesiąc na ROR przybywa kilka tysięcy 😃

  14. Witajcie 🙂 ja rozkładanie środków finansowych mam chyba w genach … moja mamusia to robiła i ja teraz bez tego sobie życia nie wyobrażam. Raz odpuściłam jeden miesiąc to myślałam, że nam w domu pieniądze znikają … nie lubię nie mieć kontroli nad czymkolwiek a szczególnie nad własnymi finansami w domu.
    Mam obliczone koszty stałe w skali roku, podzielone na “raty” miesięczne i odkładam to w pierwszej kolejności (w tym domowy fundusz remontowy). Następnie stałe co miesiąc otrzymywane rachunki, paliwo, dodatkowe lekcje dzieci, budżet na jedzonko, domowe bieżące wydatki … całą resztę oszczędzam – raz mniej, raz więcej z uwagi na zróżnicowane wynagrodzenia. Ale zawsze odkładam, bo moja głowa jest pełna pomysłów i marzeń, które staramy się z mężem realizować … a to daje ogromną radość i chęć do dalszej pracy.
    Ponadto moja mamcia zawsze mówiła, że zjedzony chleb się bardzo ciężko spłaca, więc trzeba zawsze oszczędzać, nawet najmniejsze kwoty.
    Ale nie jest tak idealnie … jeszcze bardzo chcę się nauczyć i mieć odwagę na lokowanie w złoto, obligacje itp … w końcu nikt nie jest idealny 🙂
    Pozdrawiam wszystkich rozpoczynających tą przygodę jak i tych, którzy już są fachowcami w budowaniu fortecy 🙂

  15. na studiach, zanim zaczęłam prowadzić własny budżet, stosowałam taką metodę, że po otrzymaniu pieniędzy spisywałam wszystkie swoje wydatki oraz kwoty, które chciałam odłożyć np. na wakacje, a pozostałą kwotę dzieliłam przez liczbę dni w miesiącu i w ten sposób otrzymywałam sumę do wydania na każdy dzień. oczywiście podchodziłam do niej elastycznie i jeśli jednego dnia musiałam wydać więcej, bo robiłam zakupy na kilka dni to po prostu starałam się pilnować, aby w kolejnych dniach wydawać mniej. takie obliczenia powtarzałam jeszcze w połowie i pod koniec miesiąca, aby sprawdzić, czy trzymam się planu i czy przypadkiem nie muszę go skorygować. muszę przyznać, że ten system sprawdzał mi się bardzo dobrze przez wiele lat, pozwolił sporo zaoszczędzić, a dodatkowo każdy dzień i miesiąc zamknięty na plusie był dla mnie dodatkową motywacją do dalszych starań :).

  16. Abstrahując od tematu zobaczyłem z boku stronki pasek reklamowy Twojej książki Marcin “Finansowa forteca”. Przykuła moją uwagę ocena ponad 9/10 na lubimyczytac.pl, bo sam mam tam konto więc chciałem sprawdzić z ciekawości.

    I cóż oceny są bardzo wysokie 9 i 10.. tyle, że opinie i oceny są wystawione w większości przez konta, które mają ocenioną tylko jedną książkę – Twoją Marcin.

    Oczywiście bardzo możliwe, że ludzie specjalnie pozakładali konta żeby ocenić tę lekturę, jednak z natury jestem bardziej krytyczny.. Marcin opłaciłeś troll-agencję żeby wystawili Ci oceny? Czy może zajmuje się tym wydawca? A sorry to też Ty 🙂
    Fajnie byłoby to wyjaśnić, jestem długoletnim czytelnikiem i wydawało mi się, że promujesz świat “bez marketingowej ściemy” i z etyką. Myliłem się?

    • Na początku z całego serca dziękuję wszystkim za opinie na temat Finansowej Fortecy. Bardzo wiele dla mnie znaczą i bardzo doceniam fakt, że poświęciliście swój czas na ich napisanie 🙂

      Zwolenników “spiskowej teorii dziejów”, dziwiących się komentarzom od nowych osób na portalu, zachęcam po prostu do faktycznego przeczytania książki. Tam – na stronie 738 – znajdziecie taki fragment:

      “A gdybyś zechciał poświęcić kilka minut i napisać krótką recenzję tej książki na stronie lubimyczytac.pl – będzie to dla mnie najwyższa forma uznania, bo zwiększysz moje szanse na dotarcie do kolejnych ludzi.”
      Ot – cała zagadka… 🙂

      Moją misją jest pomoc 15 mln Polaków w dbaniu o finanse. Dziękuję z całego serca wszystkim z Was, którzy pomagają mi w realizacji tej misji.
      Wszystkiego dobrego!

Odpowiedz