Jakiś czas temu usłyszałem ciekawe stwierdzenie na temat Roberta Kiyosakiego, autora serii książek, z których najbardziej znana to “Bogaty ojciec, biedny ojciec”. Podobno w jednym z wywiadów stwierdził on, że wcale nie chce być autorem najlepszych książek o finansach. Woli być autorem najlepiej sprzedających się książek o finansach! 🙂

To zapewne anegdota, choć podejście bardzo pragmatyczne. Moim zdaniem książki Kiyosakiego zawierają wiele bardzo ciekawych koncepcji. O jednej z nich chciałbym dziś z Wami podyskutować.

To w końcu aktywa czy pasywa?

W potocznym języku aktywa to składniki naszego majątku, a pasywa – to nasze zobowiązania.
W rachunkowości – aktywa to składniki majątku, które w przyszłości mają nam przynieść korzyść ekonomiczną, zaś pasywa, to źródła finansowania tego majątku (kapitały własne i zobowiązania).

Natomiast u Kiyosakiego:

Aktywa – to, co wkłada Ci pieniądze do kieszeni.
Pasywa – to, co wyjmuje Ci pieniądze z kieszeni.

Trzymając się takiej definicji Kiyosaki dochodzi do wniosku:

Bogaci ludzie nabywają aktywa. Biedni i klasa średnia nabywają pasywa, ale myślą, że to są aktywa.

Kiyosaki uważa, że własne mieszkanie i samochód to pasywa, bo nie generują dodatnich przepływów pieniężnych. Choć nie podoba mi się mieszanie definicji aktywów i pasywów, to już idea podziału “zakupów” na pewne grupy – zdecydowanie tak.

Aktywa dochodowe i niedochodowe

Najważniejszą miarą, której używam do śledzenia stanu własnej zamożności, jest wyliczanie wartości netto. Polega to na szybkim zsumowaniu swoich aktywów i odjęciu zobowiązań. Poświęciłem temu osobny artykuł i zdecydowanie zachęcam Was do policzenia własnej wartości netto. Pozwala ona dobrze określić finansowy punkt startu, a jej monitorowanie pokazuje, czy zmierzamy w dobrym kierunku:

Twoja wartość netto – bogacisz się, czy może biedniejesz?

Przy wyliczaniu wartości netto uwzględniam jednak (konserwatywną) wartość własnego mieszkania i samochodu – choć zdaniem Kiyosakiego – są to “pasywa”. Dlaczego tak robię?
Moim zdaniem mieszkanie i samochód to nie są żadne pasywa, tylko aktywa, chociaż aktywa niedochodowe.

Niedochodowe – bo nie generują żadnej bieżącej gotówki. Ba – wyciągają co miesiąc gotówkę z portfela, bo ich utrzymanie kosztuje. Jednak odnoszę konkretną korzyść z używania ich, a w razie potrzeby mogę tę gotówkę wyciągnąć. Jak szybko? To będzie głównie pochodną ceny. Gdybym teraz zaoferował swoje mieszkanie za 50% ceny rynkowej, to za 3 godziny siedziałbym u notariusza w towarzystwie zdecydowanego kupca 🙂 Dlatego nie ma co przesadzać z tymi “pasywami”.

Zostawmy jednak definicje i zastanówmy się nad inną sprawą:

Co kupować, aby się bogacić?

Podoba mi się wyraźny podział na aktywa dochodowe i niedochodowe. Pozwala on również dość sensownie odróżnić faktyczną konsumpcję od inwestowania. Okazuje się, że nie zawsze przesądza o tym to, “co” kupujemy, a raczej – “po co” to kupujemy:

  • Mieszkanie kupione na własne potrzeby = konsumpcja (aktywo niedochodowe)
  • Mieszkanie kupione w celu wynajmowania = inwestycja (aktywo dochodowe)
  • Samochód kupiony na własne potrzeby = konsumpcja (aktywo niedochodowe)
  • Samochód kupiony w celu prowadzenia działalności (np. przez taksówkarza) = inwestycja, itp.

Często mylimy konsumpcję z inwestycją. Mówimy: “zakup mieszkania to dobra inwestycja”. Sam dość swobodnie używam takiego określenia. Kiedy inwestycja, to inwestycja. Zwykle to jednak forma konsumpcji. Jedna z lekcji w kursie na temat kredytu hipotecznego, nad którym pracuję, będzie poświęcona właśnie temu tematowi: Czy własne mieszkanie to dobra inwestycja?

W podcaście pt: Myślisz jak biedny czy bogaty? Jak osiągnąć finansową wolność przed 40-tką? poznaliście rentiera i finansistę – Jarosława Tuczko. W swojej książce “Zrozumieć finanse” również nawiązuje on do różnych decyzji zakupowych ludzi biednych i bogatych.

Ludzie biedni pracują, zarobione pieniądze przeznaczają na konsumpcję (często na kredyt), kupują aktywa niedochodowe (domy, samochody, itp.), te aktywa drenują ich kieszenie, dlatego muszą oni pracować jeszcze więcej, stając się  w konsekwencji finansowymi niewolnikami. Zatem schemat działania ludzi biednych:

Praca ->konsumpcja->aktywa niedochodowe (pochłaniają gotówkę)->
->więcej pracy->finansowe niewolnictwo

Ludzie bogaci postępują inaczej. Pracują, zarobione pieniądze w pierwszej kolejności oszczędzają, oszczędności pomnażają mądrze je inwestując – czyli nabywając aktywa dochodowe, one generują dla nich gotówkę pozwalającą na mniejszą ilość pracy, dlatego upływem czasu stają się finansowo wolni. Zatem schemat działania ludzi bogatych:

Praca->oszczędzanie->inwestycje->aktywa dochodowe (generują gotówkę)->
-> mniej pracy->wolność finansowa

Co zatem kupować, aby się bogacić? Na podstawie powyższych teorii odpowiedź jest prosta: aktywa dochodowe – które będą generowały dla nas gotówkę. Teoria fajna, ale problem pojawia się wtedy, gdy mamy to przetłumaczyć na nasze konkretne, inwestycyjne decyzje.

Zwykle staram się Wam podsunąć konkretne podpowiedzi, ale dzisiaj chciałbym zaprosić Was do otwartej dyskusji i wymiany pomysłów z innymi czytelnikami:

  • Co myślicie o koncepcji takiego podziału aktywów?
  • W co lubicie inwestować i dlaczego?
  • Od jakich inwestycji trzymacie się z daleka? Dlaczego?
  • O jakich inwestycjach chcielibyście więcej przeczytać na blogu?

A zatem? 🙂