Wiele osób chciałoby być jak Warren Buffett – wyrocznia z Omaha, człowiek uznawany za jednego z najlepszych inwestorów na świecie. A przynajmniej mieć jego majątek i wyczucie rynku. Ale czy faktycznie da się inwestować jak Warren Buffett? I, co ważniejsze – czy zwykły Kowalski może posłużyć się zasadami, którymi kieruje się znany inwestor z Ameryki i zastosować je z powodzeniem w swoim portfelu? Mój gość sprawdził to osobiście i w tym artykule pokażemy Ci, jak to zrobić. 

Moim gościem jest Tomek Jaroszek – bloger, dziennikarz ekonomiczny i popularyzator rozsądnego inwestowania. Prowadzi kanał YouTube blog Doradca.tv oraz wydawnictwo Milion Kroków. Tomek jest także współautorem świetnej książki: „Śladami Warrena Buffetta”, która opisuje sylwetkę najsławniejszego inwestora na świecie, historię jego największych inwestycji i najważniejsze zasady, którymi się kieruje. Ale to nie wszystko – Tomek faktycznie wyruszył śladami ikony inwestowania i pojechał do Omaha na spotkanie akcjonariuszy Berkshire Hathaway. Z tej niesamowitej przygody wyciągnął bardzo praktyczne wnioski, o których możesz posłuchać tutaj: 

W dalszej części artykułu znajdziesz transkrypcję naszej rozmowy. 

Dzisiaj moim gościem jest Tomasz Jaroszek – bloger finansowy, dziennikarz ekonomiczny i popularyzator rozsądnego inwestowania. Ale Tomku, najlepiej będzie, jeśli na początku sam opowiesz o sobie parę słów.

Cześć i dzień dobry! Bardzo się cieszę, że tutaj jestem i to z tej strony – sprzed kamery, a nie jak dotąd – jako widz, bo też regularnie na te #wtorkizfinansami zaglądam. Faktycznie, bloger finansowy, wcześniej dziennikarz ekonomiczny. Możecie mnie znać pod nazwą Doradca.tv, bo zaczęło się wszystko od przygody z YouTube’em i stwierdzeniem, że można robić edukację finansową troszeczkę inaczej niż klasyczne media. Czyli byłem panem w garniturze, który rozmawiał z innymi panami w garniturze. Ale teraz ta edukacja finansowa jest już troszeczkę inna.

Chciałem Wam tylko powiedzieć, że to właśnie Tomek zainspirował mnie do tego, żeby przejść również do YouTube’a i zacząć nagrywać filmy. Zacząłem oglądać Twoje filmy i pomyślałem: kurcze, to jest fajne medium do tego, żeby przekazywać wiedzę finansową. 

Dlaczego warto śledzić losy Buffetta i Mungera?

Ostatnich parę dni spędziłem z książką Tomka: „Śladami Warrena Buffetta” i zaraz o tej książce opowiemy. Ale zaczniemy trochę w innym miejscu. Chciałem tylko pokazać wam takie przejście:

 Tu siedzą dwa dziadki. I uwaga… tutaj też tacy siedzą: 

 A Ty Tomku opowiedz, skąd się u Ciebie wzięła ta fascynacja Buffettem i Mungerem.

Przygoda zaczęła się dosyć ciekawie, bo chyba każdy, kto interesuje się inwestowaniem w Polsce i na świecie kojarzy nazwisko Buffetta. To jeden z najbogatszych ludzi na świecie i jedyny na tej liście, który doszedł do tego, inwestując pieniądze. Gdy spojrzymy na listę multimiliarderów, to zawsze ktoś coś wynalazł, ktoś coś sprzedaje, a ten gość po prostu inwestuje pieniądze. Można powiedzieć, że robi to od kiedy pamiętamy – a to wręcz za mało powiedziane, bo Buffett ma już na koncie 70 lat kariery inwestycyjnej. Warren ma obecnie 92 lata, a jego partner biznesowy Charlie Munger 98 lat. 

Panowie sami z siebie żartują, że stanowią duet, który już niemalże dwieście lat występuje razem na scenie. Wspólnie prowadzą największy wehikuł inwestycyjny na świecie – wspomniany już tutaj kilkukrotnie Berkshire Hathaway. A ja zainteresowałem się tym troszeczkę głębiej, ponieważ wydaje mi się, że od lat mówimy o Warrenie Buffecie bardzo płytko – to ten najbogatszy, to ten, który zawsze kupuje tanio i przez 70 lat mu to wychodzi. Ale oczywiście historia jest dużo, dużo głębsza. 

I tak zacząłem od podróży w 2018 r., właśnie do Omaha. Chciałem zobaczyć, jak to od środka wygląda. Później zaczęliśmy mocniej zgłębiać te tematy. Zaczęliśmy wyjaśniać – tak od polskiego inwestora dla polskiego inwestora – czego, od Buffetta, można się nauczyć. Ale w taki sposób, żeby to nie była tylko mityczna postać, o której się czyta artykuły. Ale czego faktycznie można się nauczyć od najbogatszego gościa na świecie. I to nie tylko w kategorii inwestowania, ale też szerzej, w finansach osobistych.

Tak jest i już za chwilę przejdziemy do zasad inwestycyjnych, ale przypomniałem sobie jeszcze taką anegdotę, że Charlie Munger zapytany o to, co chciałby wiedzieć na temat przyszłości, powiedział, że chciałby wiedzieć, w którym miejscu umrze. To wtedy nigdy tam nie pojedzie. Ma 98 lat, jest cały czas aktywny zawodowo – więc obyśmy mogli pójść w jego ślady. A druga pocieszająca sprawa jest taka, że podobno (nie wiem, czy to są adekwatne statystyki) Buffett 99% swojego majątku zarobił grubo po pięćdziesiątce. Więc widzisz, Tomek, wszystko jeszcze przed nami. 

1. Oszczędzanie jest najważniejsze

Więc lecimy z zasadami – no właśnie, zasada numer 1. Wyciągnąłeś taką bardzo nieoczywistą: Oszczędzanie jest najważniejsze.

Myślę, że każdy, kto interpretuje – czy to listy do akcjonariuszy, czy to, co robił Buffett przez 70 lat swojej kariery inwestycyjnej, znalazłby sobie swoich pięć ulubionych zasad. Ja wyszedłem z takiego założenia: co bym chciał przekazać polskim inwestorom, ale nie tylko. Wszystkim, którzy się interesują swoimi finansami.

Buffett sam wielokrotnie to podkreśla. To zdanie znajdziemy w listach do akcjonariuszy. Pisze w nich, że Stany Zjednoczone są tam, gdzie są, bo obywatele Stanów oszczędzali pieniądze. Później lokowali je w różnych postaciach – w postaci nieruchomości, w postaci własnych biznesów, w postaci inwestycji. 

Ale to oszczędzanie cały czas było bardzo istotne. My się bardzo często fiksujemy na tym, ile procent na czymś można zarobić, ile z czegoś można wyciągnąć. Tylko nie dopowiadamy tego drugiego zdania – ile pieniędzy my w to włożymy. Bo gdy przekładamy procenty na kwoty, to się później okazuje, że te 10% jest fajne, tylko gdy włożymy tam setki tysięcy złotych, nagle zupełnie inaczej patrzymy na sytuację. Więc, żeby w ogóle przejść do inwestowania, musimy najpierw ogarnąć temat oszczędzania, bo to się absolutnie nie zmienia i Buffett zawsze to podkreśla. Więc i ja będę zdecydowanie to podkreślał.

Dokładnie, tutaj Jarek skomentował to w ten sposób: Oszczędzanie, a może zwiększanie zarobków

De facto chodzi o to samo. Czyli, jeżeli masz zarobki większe od wydatków, to w nieuchronny sposób oszczędności rosną. I to jest oczywiście bardzo ważne, bo dużo łatwiej jest zacząć od oszczędzania, niż starać się pomnażać mały kapitał. Zamiast walczyć o wielką stopę zwrotu z mojego kapitału, zastanówmy się, jak ten kapitał zwiększać swoimi wpłatami. Kiedyś zrobię o tym odcinek – ostatnio nawet symulowałem sobie, jak na wartość końcową portfela wpływa zwiększenie naszych comiesięcznych oszczędności. 

2. Nie bój się zmiany poglądów 

Kolejna zasada, którą Tomek wybrał, brzmi: Nie bój się zmiany poglądów. To jest ciekawe. 

To jest nietypowe, jeśli się nie zna dobrze historii Warrena Buffetta. Tak jak wspomniałem, my lubimy się fiksować na rzeczach, które przylgnęły do Warrena. Czyli, gdy słyszymy gdzieś: Warren Buffett, myślimy często: to ten, który lubi kupować tanio spółki. No i nagle się okazuje, że on kupował tanio spółki, ale bardzo dawno temu. Później doszedł do wniosku, że jednak czasem nie może patrzeć tylko i wyłącznie na wskaźniki. To, że spółka jest bardzo tania pod względem wskaźników analizy fundamentalnej, może nic nie znaczyć. Bo jest jeszcze bardzo wiele innych czynników, które trzeba brać pod uwagę. 

No i w pewnym momencie okazało się, że lepiej jest kupować spółki po prostu bardzo dobre, ale one mogą być już troszeczkę droższe. Te poglądy ewoluowały ileś lat. Każdy kojarzy nauczycieli Warrena Buffetta – było ich kilku, ale najczęściej wspominany jest „Inteligentny Inwestor”, czyli książka Benjamina Grahama, która zainspirowała Buffetta. Tylko rzadko kiedy się mówi, że Warren przestał inwestować jak Benjamin Graham dosyć wcześnie. Później pojawił się pan Fisher, a jeszcze później – pan Munger. Więc kilku tych nauczycieli Buffett miał i od każdego wyciągał to, co najlepsze i dzięki temu jego poglądy faktycznie zmieniały się z biegiem lat. Buffett bardzo często o tym wspomina. Na ostatnim walnym zgromadzeniu obaj panowie – Buffett i Munger – mówili o tym, jak bardzo się mylili, ile popełnili błędów i jak wyciągali z nich wnioski. 

Dokładnie. A zatem nie warto trzymać się swoich poglądów za wszelką cenę. Kiedy zmienia się rzeczywistość, kiedy zdobywamy nową wiedzę, kiedy uczymy się czegoś nowego – nie pozostajemy na to ślepi. Ale przejdźmy do kolejnej zasady. 

3. Zawsze miej wolną gotówkę – najlepiej więcej, niż potrzeba

 Zawsze miej wolną gotówkę najlepiej więcej niż potrzeba. Co tutaj panowie mieli na myśli?

Buffett porównuje swoją spółkę do banku. Mówi o tym, że mają zawsze tyle wolnej gotówki, że jeśli jakieś spółki potrzebują finansowania, to wcale nie muszą szukać banku na Wall Street, który coś pożyczy, czy dokapitalizuje. Zawsze można zadzwonić do Berkshire. To jest oczywiście ten poziom abstrakcyjny, gdzie czytamy o tym, że mieli 140 miliardów gotówki w zapasie. Teraz te pieniądze ruszono, więc nieco się zmniejszyły. 

Tak, oni mieli potężne ilości gotówki przed tymi spadkami na rynkach. 

Tak, nadszedł czas spadków i przewartościowania, bo wreszcie Warren ruszył te pieniądze i zaczęły się miliardowe transakcje. Od lat też panowie czekali na tzw. elephant deal, czyli żeby faktycznie znaleźć okazję do większych zakupów. W tej zasadzie chodzi o to, że Warren Buffett zawsze ma potężną płynność finansową. Gdy pojawiają się jakieś okazje inwestycyjne – zawsze jest gotowy. To daje mu solidną stabilność. I wydaje mi się, że to przełożone na realia finansów osobistych, a nie tylko na inwestowanie – zmienia całkowicie spojrzenie na życie. 

Ile my, blogerzy, mówimy o poduszkach finansowych. Praktycznie każdemu, kto nas regularnie ogląda, czy czyta, pewnie śni po nocach, że trzeba mieć poduszkę finansową. Ale jako wolna gotówka, ona naprawdę zmienia zasady gry. Jesteśmy w stanie podjąć jakieś bardziej odważne decyzje. Nie boimy się wielu rzeczy. Jesteśmy w stanie zupełnie inaczej rozkładać nasze inwestycje, czy w ogóle zacząć inwestować. Więc wydaje mi się, że niezależnie od tego, czy się boimy panicznie giełdy i nigdy nie chcemy tam iść, to ta zasada powinna z nami jak najbardziej zostać.

Doskonale wiecie, że mój pierwszy portfel to jest właśnie finansowa poduszka bezpieczeństwa. Ona w pierwszej kolejności ma zapewnić bezpieczeństwo. Ale ja dużo gotówki trzymam też na przykład w portfelu ofensywnym. W momencie, kiedy nie mam żadnego pomysłu inwestycyjnego, nie staram się za wszelką cenę gdzieś ją upchać, bo jak nie ma okazji, no to ich nie ma. Druga bardzo ważna sprawa to jest powiedzenie zaczerpnięte od Richarda Bransona, który powiedział kiedyś, że okazje biznesowe są jak autobusy. Co chwila podjeżdża następny, więc nie trzeba za wszelką cenę tej gotówki przepalać. Warto zawsze jednak trochę mieć jej odłożone, żeby móc wykorzystać różne okazje.

4. Nie kieruj się prognozami w inwestowaniu 

Kolejna zasada to: nie kieruj się prognozami w inwestowaniu. Jest mi bardzo bliska. Czy możesz ją rozwinąć? 

Ostatnio Warren Buffett powiedział, że panowie w Berkshire Hathaway nie korzystają z prognoz rynkowych, a już na pewno nie korzystają z własnych prognoz. Oni mogą sobie porozmawiać o tym, jak im się wydaje, że może być, ale to nigdy nie jest przesłanka inwestycyjna. Myślę, że najlepszą ilustracją dla tego punktu jest przyjrzenie się prognozom z 2019 roku – takim, które nie zakładały pandemii i wojny. 

Krótka piłka – jeśli patrzymy na te wszystkie prognozy, które nie zakładają, że jest jakiś czarny łabędź na rynku i że baza czynników się zmienia, to pewnie musielibyśmy często zmieniać naszą strategię inwestycyjną. Może nie co kwartał, ale faktycznie zdecydowanie częściej. Niestety, coś w tym jest, że my uwielbiamy takie rzeczy czytać i oglądać. Oglądamy katastroficzne prognozy i zastanawiamy się, jak dostosować do tego portfel a później się okazuje, że żadnej katastrofy nie było. Albo odwrotnie – mamy same optymistyczne założenia i nagle się okazuje, że bessa też raz na ileś lat może się trafić. Więc Buffett takie prognozy wyrzuca do kosza. 

Na to, co dzieje się na rynkach, wpływa tak wiele zmiennych, że ci, którym się udaje coś przewidzieć, to rzadko kiedy są ci sami, którzy przewidywali coś wcześniej. Innymi słowy: trafne prognozy często wynikają z tego, że jest ogromne grono prognozujących. No i siłą rzeczy, ktoś od czasu do czasu trafi, stając się nowym guru. Ale nie warto opierać swojego inwestowania na prognozach, tylko na pewnych zależnościach – takich, które są na rynku stałe od lat. 

5. Giełdowe spółki to prawdziwe biznesy, a nie wirtualne instrumenty

Lecimy do piątej zasady. No właśnie – to jest bardzo ważna sprawa, szczególnie teraz, kiedy mamy na rynkach spadki, być może początek jakiejś większej bessy. Warto pamiętać, że giełdowe spółki to prawdziwe biznesy, a nie wirtualne instrumenty. 

Buffett wspomina bardzo często swój moment oświecenia. Jeszcze jako bardzo młody inwestor próbował wszystkiego – shortowania spółek, czyli grania na spadki, próbował też analizy technicznej. Wiele osób dziwi, że już wtedy była analiza techniczna. Nie miał pięciu monitorów, tak jak my teraz, gdzie możemy sobie próbować różne cuda, nanosić je na wykresy, które coraz ładniej wyglądają. On studiował analizę techniczną poprzez książki i próbował sobie sam to rozrysowywać. 

Wtedy przyszło oświecenie – to było zrozumienie, że to nie jest jakiś kawałek papierka – jeszcze wtedy fizycznego, dzisiaj całkowicie wirtualnego. Tylko to jest prawdziwy biznes, który wypracowuje wartość, który ma przychody, ma zyski, ma koszty i który ma jakieś swoje problemy, które musi dostosować do zmieniającej się gospodarki i który, wreszcie – może płacić dywidendy. Często porównuje to do różnych innych instrumentów, takich jak złoto, ale też, chociażby takich jak Bitcoin. To jest po prostu coś, co zależy od tak wielu czynników, że za dziesięć lat, gdy wyjmiemy z szuflady sztabkę złota i weźmiemy portfel bitcoinowy, to nie mamy bladego pojęcia, ile to może kosztować. Nic się nie zmieniło – dalej będziemy mieć sztabkę złota i kawałek Bitcoina, a spółka w tym czasie zatrudni ludzi, wytworzy nowe produkty, zarobi pieniądze, podzieli się dywidendą itd. Więc patrzenie na to, jako na realny biznes, zupełnie zmienia perspektywę.

Myślę, że warto pamiętać, że to są dwie różne rzeczy – czyli cena spółki, która jest na giełdzie i jej realna wartość. W większości firm, które teraz drastycznie tracą na wartości, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy nie wydarzyło się nic takiego, co by miało usprawiedliwiać aż tak głębokie spadki. Może będą jeszcze większe i dobrze, bo dużo spółek było drogich. Tych okazji inwestycyjnych będzie coraz więcej, ale w momencie, kiedy z tyłu głowy będziemy mieć, że to, co kupuję, to nie jest wirtualny papier, tylko to jest udział w realnym biznesie – to można spać o wiele spokojniej. Lubię często patrzeć na najbogatszych ludzi, którzy są właścicielami ogromnych firm. Oni nie sprzedają w panice akcji swoich firm, tylko dlatego, że ich cena na giełdzie spada. Warto wziąć to pod uwagę. 

Nie czekaj na deszcz, żeby zbudować arkę 

Zaraz zobaczymy, w jaki sposób wprowadzać te zasady w życie. A ja chciałem jeszcze pokazać Wam listę dodatkowych, także znanych, zasad Warrena Buffetta. Nie będziemy ich w tej chwili omawiać, bo chcemy też odpowiedzieć na Wasze pytania, ale chciałem przeczytać punkt 7, bo myślę, że on jest bardzo ważny: Nie liczy się to, czy przewidziałeś deszcz. Liczy się, czy zbudowało arkę. Noe nie czekał z budową arki, aż spadnie deszcz. Tomku, a jak Ty odczytujesz tę zasadę?

  1.  Zasada numer 1: nigdy nie trać pieniędzy.Zasada numer 2: nigdy nie zapominaj o zasadzie numer 1.
  2.  Dla wielu inwestorów ważniejsze od tego, co wiedzą, powinno być to, ile nie wiedzą.
  3.  Nigdy nie próbuję zarabiać na giełdzie. Kupuję z założeniem, że następnego dnia mogą zamknąć giełdę i nie otworzą jej przez pięć lat.
  4.  Potrzeba 20 lat, by zbudować reputację i 5 minut, by ją zrujnować. Jeśli się nad tym zastanowisz, będziesz postępował zupełnie inaczej.
  5.  Bez względu na to, czy mówimy o skarpetkach czy akcjach, lubię kupować towar wysokiej jakości, gdy jest przeceniony.
  6.  Twoja najlepsza inwestycja to inwestycja w samego siebie. Nie ma niczego innego, co można by z tym porównać.
  7.  Nie liczy się to, czy przewidziałeś deszcz. Liczy się, czy zbudowałeś arkę. Noe nie czekał z budową arki, aż spadnie deszcz.

Buffett w ogóle patrzy na wszystko tak długoterminowo, że dla nas to się może wydać abstrakcyjne. Nieraz było tak, że czekał na spadek ceny konkretnej spółki np. dekadę. Nam jest ciężko to sobie wyobrazić, żeby czekać 10 lat po to, by kupić akcje danej spółki, bo one spadną do jakiegoś poziomu.

Czyli przeanalizował ją, policzył jej wartość, wyszło mu, że ta wartość jest zbyt niska w stosunku do jej aktualnej ceny. Ale spółka mu się podoba, dlatego potrafi czekać dekadę, aż cena spadnie na tyle, żeby tę spółkę dodać do portfela.

Z naszego punktu widzenia jest to dosyć abstrakcyjne myślenie. Mam z tyłu głowy, że nasza giełda ma 30 lat, więc my naprawdę dopiero startujemy, dopiero się rozpędzamy. Natomiast u Buffetta zawsze to tak wyglądało, że musimy co jakiś czas mieć recesję. Musimy co jakiś czas mieć spadki, wręcz paniczne, jeśli chodzi o wyceny na rynku akcji, a on cały czas musi mieć jakąś gotówkę. 

Musi być gotowy na problemy konkretnych spółek, które mają bardzo dużą wartość. Gdybyśmy prześledzili historię konkretnie, to znalazłoby się kilka takich sytuacji, w których rynek miał się dobrze, ale konkretna spółka, która zdaniem Buffeta była wyśmienita, nagle miała jakieś tarapaty związane, chociażby z jej otoczeniem. Czyli tak jak powiedziałeś, w spółce jest wszystko okej. Fundamenty spółki w ogóle się nie zmieniły, ale otoczenie sprawiło, że wycena nagle leci na łeb na szyję. No i Warren Buffett wstaje wtedy szczęśliwy. I to jest właśnie ta jego arka, którą trzeba wykorzystać w tej sytuacji i w długim terminie zainkasować zyski.

Jak inwestuje Tomek Jaroszek?

No dobrze, przeszliśmy przez pięć zasad i dodatkowe cytaty. No to teraz Tomek chciałem przejść do Ciebie – Jak Ty dbasz o swoje finanse i w jakiś sposób inwestujesz? Jak to u Ciebie wygląda?

Bardzo chciałbym być tak superkonsekwentny jak Warren Buffett i rozumieć tak dobrze długi termin. Ale jako zaledwie 30-latek, sam się tego muszę jeszcze uczyć. Ja taką największą transformację przeżyłem kilka lat temu, przesuwając sporo swoich środków w stronę spółek dywidendowych. I ta formuła zasilania mojego rachunku w dywidendy bardzo mi odpowiada. To jest taki efekt psychologiczny. No bo gdybyśmy pewnie usiedli teraz do Excela, to myślę, że spokojnie byś mnie przekonał, że dobry ETF akumulujący mógłby podatkowo ten efekt spółek dywidendowych przebić. 

U mnie to spełnia dwie funkcje. Po pierwsze, bardzo dobrze się czuję, kiedy ten tzw. cash flow jest cały czas zachowany i pieniądze naprawdę wpływają na rachunek. Natomiast z drugiej perspektywy, to dalej daje mi ogromną frajdę z szukaniem tych spółek samodzielnie. To jest podejmowanie dużo większego ryzyka, co zresztą doskonale teraz u mnie widać, bo te wszystkie spadki absolutnie mnie też nie oszczędzają – zarówno na polskim jak i zagranicznych rynkach. 

Nawet jeśli spółki dywidendowe często w takich sytuacjach trzymają się dużo lepiej niż te spółki bardziej agresywne, to nadal absolutnie cały czas spadają. Ale pomaga mi to, że jeśli mam wybraną jakąś konkretną spółkę, czy nawet jakąś konkretną pulę spółek, z których chcę, żeby płynęły do mnie dywidendy, to w sytuacji takich spadków, jak mamy teraz, ja nie zastanawiam się nad szukaniem jakiegoś innego wynalazku, który nagle musi mi wpaść. Ja już mam tę listę, gdzie tak naprawdę chcę mieć więcej akcji, po niższej cenie. Ta prostota bardzo do mnie trafia. I to jest dominująca część mojego portfela. Składa się głównie z akcji polskich i amerykańskich, bo na razie tylko te dwa rynki są ruszone. 

Okej, czyli inwestujesz. Postaram się wyciągnąć z tego, co mówisz, taką esencję. Inwestujesz samodzielnie. Głównie selekcjonujesz spółki z polskiej giełdy i z amerykańskiej. Przy czym preferujesz takie podejście, żeby to były spółki dywidendowe, bo wpływające do portfela dywidendy dają Ci większe poczucie spokoju i pomagają łatwiej przejść przez trudne momenty na rynku.

I bardziej zrozumieć ten długi termin. Bo faktycznie, troszeczkę inaczej patrzę na spółkę, która jest związana z technologią, modnym gamingiem i paroma innymi rzeczami, a inaczej na taką, która już 20 lat wypłaca dywidendy na polskim rynku. I wydaje się, że jest np. dobrą propozycją do IKE czy IKZE na naszych polskich rachunkach. Oczywiście też korzystam z ETF-ów, ale w dużo mniejszym zakresie.

Czyli jakąś część portfela masz też w ETF-ach. Jakie to są ETF-y – w sensie jakiego rodzaju, w co inwestują, itd.? 

Z mojej perspektywy S&P 500 to jest taka podstawa. Nie wnikam do końca, czy indeksy światowe, czy cały świat w jednym instrumencie. Chociaż nie ukrywam, że bardzo mi się podoba to, co zrobił Vanguard, czyli te produkty, które mają akcje i obligacje w jednym. 

LifeStrategy?

Tak, LifeStrategy. W każdym razie akurat tego sam nie posiadam. Ale gdybym zaczynał wcześniej i gdyby to było tak superdostępne, to pewnie też bym się skusił na takie rozwiązanie. No i oczywiście moje agresywne inwestycje, które różnie się kończą. Od lat powtarzam, że można mieć taki mało agresywny portfel, żeby… 

Kasyno Tomka?

No właśnie chciałem bardzo nie używać tego słowa: kasyno. Ale może się sprawdzi…

Moja żona tak nazywała mój portfel ofensywny

A, rozumiem. Na pewno to faktycznie pozwala na mniejszej kwocie sprawdzić, czy się miało rację. Gdzieś tam cieszyć się z zysków. A z drugiej strony porażka nie zabije dużych inwestycji, które powinny być zdecydowanie stabilniejsze. Więc trochę wychodzę z tego założenia. Tak samo od dwóch lat pojawiały się gdzieś kryptowaluty w portfelu, na co pewnie wielu konserwatywnych inwestorów powiedziałoby: co ty robisz?. No dobra, ale w tej mniejszej części chciałbym się tego uczyć. Chciałbym zobaczyć, jak w ogóle działa ten rynek. I szkoda by było to robić czysto teoretycznie, więc też muszę to mieć w portfelu. 

Ja jeszcze nie rozumiem kryptowalut i nie mam czasu, żeby się ich nauczyć. Coś czuję, że zostanę takim dinozaurem, jak te dwa dziadki na końcu. A powiedz, na ile czasochłonne jest inwestowanie, które Ty uprawiasz.

Ja bym powiedział, że za bardzo i to ma sens tylko i wyłącznie dlatego, że jestem blogerem finansowym i siłą rzeczy to się łączy z tym co robię na co dzień, czyli że piszę jakiś artykuł, nagrywam podcast. Gdyby tego nie było, gdybym szedł do innej pracy, to musiałbym siłą rzeczy przejść chyba do formuły – albo ETF-ów, albo jakiejś małej grupy spółek dywidendowych, które po prostu są zasilane gotówką od czasu do czasu. 

No ale kluczowa rzecz, którą ja wyciągnąłem od Buffetta, która męczy mnie od lat i w zasadzie jest taką moją główną zasadą, to jest to budowanie tzw. snowballa. Snowball to nazwa, która się wzięła od biografii Buffetta, którą też kilka lat temu czytałem. Jakby ktoś miał wenę, to szczerze polecam, tylko że to jest 1000 stron i po angielsku.

Jest bardzo dobry audiobook – fajnie się tego słucha.

Dokładnie, audiobook jest rewelacyjny. W tej książce jest pięknie wytłumaczona metafora kuli śnieżnej, która się toczy i toczy i toczy. Śnieg przykleja się do niej coraz bardziej. I to jest metafora budowy kapitału przez Warrena Buffetta. I ja ten snowball staram się stosować w ogóle w swoim życiu, w swoim biznesie, w oszczędzaniu. To mnie bardzo mocno przekonuje do tego, że trzeba cały czas dorzucać kapitału. Czy przez oszczędzanie, czy przez zarabianie, skupiać się, żeby strumień pieniądza szedł na rynki finansowe. I te bezpieczniejsze – żeby się znalazło parę złotych na obligacje, na ETF-y, i żeby zasilić nawet portfele bardziej agresywne. Ważne, żeby cały czas płynął kapitał.

To, co mówiliśmy na początku, że Buffett tak naprawdę w późnym wieku, bo po pięćdziesiątce, zarobił ponad 99% swojego majątku. Patrząc, ile ten majątek wynosi dzisiaj, to gdy miał lat 50, to był raptem 1%. To właśnie efekt procentu składanego. On jest strasznie niedoceniany na początku, kiedy inwestujemy w zmienne aktywa, nigdy nie jest liniowy. 

To wydłużenie horyzontu inwestycyjnego powoduje, że np. takie sytuacje jak teraz, czyli spadki sprawiają, że ja sobie myślę: wow ale super – są spadki, mogę uzupełniać portfel aktywami, których obecne ceny to jest nic, z perspektywy tego, jakie one mogą być za lat 20, 30, kiedy będę rzeczywiście z tego kapitału korzystał.

Śladami Warrena Buffetta

Ten weekend spędziłem z książką Tomka i muszę powiedzieć, że podchodziłem do niej na dwa razy. Nie dlatego, że ciężko się ją czyta. Absolutnie przeciwnie. Przeczytałem najpierw początek, gdzie Tomek opisuje historię Buffetta. Tę historię znam, ale przeczytałem również historię podróży Tomka na spotkanie inwestorów Berkshire Hathaway. Ale potem są właśnie rozpisane na kilkudziesięciu stronach zasady inwestycyjne Buffetta, Fishera, Benjamina Grahama i Charliego Mungera. Powiem wam, że wsiąkłem – są napisane lekko, bardzo przyjemnie, więc naprawdę jest to pozycja, którą z przyjemnością chciałbym wam polecić.

Tomek, bardzo serdecznie Ci dziękuję za wszystko – za inspirację do stworzenia kanału YouTube, za superlekturę, dzięki której miałem świetny weekend i za przemiłe wystąpienie w dzisiejszym #wtorkuzfinansami. Trzymajcie się, cześć!

Cześć, miło było z Wami porozmawiać na żywo, nie jako widz, a jako gość tutaj – superprzygoda. 

To tyle na dziś – mam wielką nadzieję, że w przedstawionych przez Tomka zasadach inwestycyjnych Warrena Buffetta znajdziesz coś dla siebie. Koniecznie daj znać w komentarzu, którą zaczniesz u siebie stosować. A może już je stosujesz? W takim razie podziel się z nami, jak się u Ciebie sprawdzają.