Wyznaczanie celów? Oto bardzo skuteczna metoda.

28

Robimy noworoczne postanowienia, wyznaczamy ambitne cele, a potem… czas mija, a my tkwimy w miejscu. Czy warto zatem tracić czas na snucie planów?  Moje własne życie oraz przykład dziesiątek czytelników, którzy pozbyli się długów, zbudowali poduszkę bezpieczeństwa, spłacili do zera kredyty hipoteczne i realizują kolejne marzenia, podsuwają prostą odpowiedź: TAK. Jednak, aby mieć realną szansę na realizację celów, potrzeba czegoś więcej niż dobre chęci i noworoczny zapał. W tym artykule znajdziecie bardzo dokładny opis metody, którą stosuję po latach zbierania doświadczeń.

Do podjęcia tego tematu skłonił mnie komentarz Kamila, który pod poprzednim wpisem na temat wyznaczania celów napisał tak:

Ja z innej beczki… właśnie drugi raz w życiu stawiam sobie cele (za pierwszym miałem schudnąć 10kg w 3 miesiące a przytyłem 5kg w 12 ;-)). Poza tym bez konkretnych celów też przeżyłem (nie mam długów, własne mieszkanie, fajną pracę, ale dalej na etacie, którą jednak chciałbym zmienić na własną drogę, no ale na tą chwilę mam 🙂 i tu moje pytania:

1. Technicznie – Jakich narzędzi używać do planowania celów.

2. Jaki horyzont czasowy cele powinny mieć? Przecież w marcu wszystko może się zmienić i moje cele też bo np trafi się super okazja

3. Co w przypadku braku czasu… np. zdrowie i sport są dla mnie ważne chciałbym w końcu biegać ale przy małych dzieciach po prostu poległem… (człowiek wraca z pracy nie zawsze o czasie…, żona ma już trochę dość i chce wyjść gdziekolwiek choć na chwilę, starszą trzeba zawieźć na jakieś zajęcia, usypianie bobsów i o ile nie zaśnie się z nimi lub córką to ok godz. 22 mam czas dla siebie… chociaż… zmywarkę trzeba nastawić, ogarnąć mieszkanie z żoną… mamy 23… i przez pierwsze 2 tygodnie biegałem o 23 co 3 dzień… potem nie dałem rady… a jeszcze trzeba zrobić pewnie ze 100 innych rzeczy bieżących które widnieją (ostatnio spisałem) na liście „do zrobienia” i prawda jest taka, że tylko mnie frustrują…

Brzmi znajomo?

Myślę, że wielu z nas znajdzie w tym komentarzu migawki z własnego życia. Ja w każdym razie od razu mam przed oczami siebie z 2008 roku, gdy na świat przyszła nasza druga córeczka, na karku mieliśmy grubo ponad 2 mln zł kredytów, a szalejący kryzys finansowy był źródłem stresu i obaw o pracę. Wydawało się, że na nic nie mam wpływu, wszystko zmienia się dynamicznie, doba jest za krótka, a wyznaczanie celów pozbawione jest sensu. I właśnie wtedy zabrałem się za przejmowanie kontroli nad własnym życiem i finansami. Sporo się nauczyłem w ciągu kolejnych lat i kilka praktycznych wskazówek przedstawię Wam dzisiaj .

Brak planowania to planowanie porażki.

Podobno tylko 3% ludzi wyznacza sobie cele i konsekwentnie je realizuje. Pozostałych 97% jakoś egzystuje, więc może jednak szkoda energii na planowanie? Kamil pisze wyraźnie: …poza tym bez konkretnych celów też przeżyłem (…).

Jasne, brak planowania jeszcze nikogo nie zabił. Ale czy na pewno o to chodzi w życiu?

Nie jestem fanem motywacyjnych guru, ale doświadczenia ze studiów medycznych i ciężka choroba w ‘99 roku skłoniły mnie do przyjęcia proaktywnego podejścia do życia. Pod sklepieniem czaszki nosimy 1300 gram najbardziej zadziwiającej struktury we Wszechświecie: ok. 86 miliardów neuronów, 2500 terabajtów “dysku twardego” i procesor przeprowadzający 1016 kalkulacji na sekundę. Taki arsenał zobowiązuje.

Inaczej niż w grach komputerowych, mamy tylko jedno życie. Nie chodzi więc chyba o to, by przeżyć je “jakoś”. Thomas Edison jest autorem jednego z moich ulubionych zdań:

Gdybyśmy zrobili wszystko, do czego jesteśmy zdolni,
samych siebie dosłownie wprawilibyśmy w osłupienie.

Mądre planowanie skutecznie pomaga w podnoszeniu jakości życia i wykorzystaniu potencjału, który każdy z nas w sobie nosi. To nie przypadek, że najlepsi sportowcy mają dokładne plany treningowe, piękne budowle powstają w oparciu o starannie opracowane projekty, a lądowanie na księżycu było możliwe dzięki precyzyjnej realizacji zaplanowanej procedury. Mądre planowanie po prostu działa.

Z kolei brak planowania i wyznaczania celów jest równoznaczne z podjęciem decyzji o przeciętności i dryfowaniu z prądem. Jeżeli Ty nie wyznaczysz swoich celów – ktoś inny zrobi to za Ciebie. Zamiast robić to, co chcesz, będziesz robić to, o co poproszą Cię inni ludzie. Zamiast realizować własne marzenia, będziesz realizować cele tych, którzy je mają.

Nie traćmy więc czasu na rozważania, czy warto planować, a przejdźmy do tego, jak robić to dobrze.

Zaraz, zaraz – nie wszystko naraz!

Najpowszechniejszym błędem jest brak planowania. Kolejnym najbardziej powszechnym jest wyznaczanie zbyt wielu celów i brak jasnej hierarchii.

O hierarchii mieliście okazję przeczytać w ostatnim artykule: „Jak pogodzić sukces osobisty z zawodowym?”.  Na Facebooku Violetta Rog (dzięki Violetta 🙂 ) zilustrowała mój artykuł, dodając bardzo fajną grafikę:

grafika-z-demotywatorow

Każdy z nas w kilka minut stworzy długą listę celów, które fajnie byłoby zrealizować. Doba ma jednak 24 godziny, a my ograniczony zasób energii. Musimy więc stawić czoła bolesnej prawdzie: nie da się zrobić wszystkiego. Cała sztuka polega zatem na tym, aby ŚWIADOMIE wybrać  TYLKO KILKA CELÓW, które są dla nas naprawdę ważne.

Pierwsze narzędzie.

I tutaj podsunę Wam pierwsze narzędzie, o które zapytał Kamil. Zawężając moją listę celów, stosuję  metodę, którą nazwałem roboczo destylacją podwójnym Pareto 🙂 Opiera się to na znanej Wam pewnie zasadzie 20/80, mówiącej, iż 80% efektów jest skutkiem 20% działań. Nawet jeśli faktyczna proporcja jest inna, nie da się ukryć, że jedynie kilka spraw w naszym życiu ma decydujący wpływ na jego jakość. Reszta to sprawy trywialne. Oczekując lepszych efektów, a jednocześnie nie chcąc się zapracować na śmierć, musimy zidentyfikować to, co w danym okresie życia jest najważniejsze.

Metodę, którą stosuję, można przedstawić w następujący sposób:

podwojne-pareto

W praktyce zawężenie listy celów do kilku najważniejszych jest bardzo trudne. Część oczywistych da się szybko odrzucić, więc pierwsza runda (Pareto I) idzie dość sprawnie. Na tym etapie nie można się jednak zatrzymać, bo celów ciągle będzie zbyt dużo i nie zdołamy ich zrealizować. Dlatego po zakończeniu tej rundy, warto zrobić przynajmniej dzień przerwy, a następnie ze świeżym umysłem przeprowadzić rundę drugą, pracując już tylko na krótszej liście.

Takie podejście zakłada, że nawet mając sto różnych celów, ostatecznie możemy ograniczyć ich liczbę do czterech. Oczywiście nie musi ich być cztery, ale moim zdaniem więcej niż dziesięć celów to przepis na frustrację. Niestety wycinanie mniej ważnych celów jest trudne.

Tnij bezlitośnie.

Nie ukrywam, że dla mnie właśnie ten etap był (i do pewnego stopnia ciągle jest) największym wyzwaniem. Interesuje mnie wiele rzeczy, wiele projektów jest bardzo ciekawych, dość łatwo również “zapalam się” do różnych pomysłów, więc często miewałem problemy z mówieniem im “nie”. W rezultacie większości i tak nie udawało się zrobić (czas nie jest z gumy), zmęczenie było ogromne, efekty przeciętne, a frustracja spora.

A właśnie w świadomej “wycince” tkwi moim zdaniem klucz do sukcesu i satysfakcji. Przyjrzyjmy się celom, które przewijają się (częściowo ukryte) w komentarzu Kamila:

– schudnąć 10 kg w 3 miesiące,
– zmienić pracę na etacie na “własną drogę”,
– zacząć w końcu biegać,
– wracać z pracy o normalnej porze,
– znaleźć czas na wspólne chwile z żoną,
– spędzać wartościowy czas z dziećmi,
– dbać o czystość w mieszkaniu,
– I jeszcze 100 innych rzeczy z listy “do zrobienia”, które tylko frustrują…

I jak to wszystko ogarnąć? Mając do dyspozycji tych kilka podstawowych informacji od Kamila, zabrałbym się do sprawy w następujący sposób:

Nawiązując do poprzedniego artykułu, załóżmy, że hierarchia wartości Kamila jest taka:

1. Rodzina 2. Zdrowie 3. Praca

Kamil jest teraz na szczególnym etapie swojego życia: małe dzieci są bardzo absorbujące. Tych kilka lat jest niezwykle ważnych dla jego rodziny. Jeśli dobrze o nią zadba – żona będzie szczęśliwa, że ma wsparcie ze strony kochającego męża, a dzieci będą dorastać w świadomości, że mają super tatę. Dlatego zacząłbym właśnie od przeorganizowania tego obszaru.

Kilka spraw, które przychodzą mi na myśl:

– zarezerwować w roku przynajmniej 1 tydzień na wspólny wyjazd tylko z żoną (niech dziadkowie/opiekunka zostaną z dziećmi) – taki wyjazd pomoże solidnie odpocząć od codziennego kieratu, potęsknić trochę za dziećmi i znaleźć wreszcie czas tylko dla siebie;

ustalić z żoną wolne soboty – w pierwszy weekend żona ma całą sobotę dla siebie;

– może ją spędzić z koleżankami, pójść na kawę, przejść się na zakupy czy do kina – robić, czego dusza zapragnie – wolne, to wolne. W tym czasie Kamil wykazuje się w domu z dziećmi, ogarniając wszystko i zdobywając punkty jako “super tata i mąż”. W kolejną sobotę zmiana – wolne ma Kamil. Taki podział sprawi, że każdy będzie mieć szansę na cały zupełnie wolny dzień i będzie mógł odpoczywać bez poczucia winy;

– jasno podzielić się odpowiedzialnością w ciągu tygodnia: np. w poniedziałki i wtorki Kamil ogarnia dzieci rano, za to popołudnia ma dla siebie. W środy i czwartki role się odwracają – itp. Chodzi o to, aby podzielić się odpowiedzialnością za dom i pogodzić z faktem, że dzieci nie wymagają ciągłej obecności obojga rodziców. Jedna osoba pracuje w domu, druga ładuje baterie;

– poszukać osoby, która przynajmniej raz w tygodniu wysprząta gruntownie mieszkanie, wyprasuje rzeczy itp. Odzyskany czas przeznaczyć na odpoczynek, sport, lub spędzenie czasu z żoną;

To oczywiście jedynie przykłady, niekoniecznie pasujące do konkretnej sytuacji. Chcę Wam zilustrować, że znając swoje życiowe priorytety i godząc się z faktem, że na tym etapie życia najwięcej uwagi wymaga zadbanie o własną rodzinę, pracujemy nad celami, które być może nie przyszłyby nam do głowy.

Przykładowy cel dla Kamila na ten rok mógłby brzmieć na przykład tak:

Przeorganizować do końca stycznia życie rodzinne w taki sposób, aby mieć 1 dzień wolny co 2 tygodnie na relaks i odpoczynek dla siebie i żony oraz  2 wolne popołudnia w każdym tygodniu”.

Tak wygospodarowany czas Kamil może teraz poświęcić na sport oraz dbanie o zdrowie – bo to jest drugi najważniejszy dla niego obszar życia.

A co z resztą? Co z własnym biznesem? Co z pracą? Co z setką innych rzeczy?…

Cóż, na razie nic. Radzimy sobie jak dotąd, aż uporamy się z najważniejszymi sprawami. Ale przecież rozwój zawodowy również jest ważny. Trzeba tu coś robić! Oczywiście. Ale nie teraz. Teraz Kamil musi znaleźć w swoim życiu przestrzeń na nowe cele. Jeśli zacznie ponownie wydłużać listę celów i łapać dziesięć srok za ogon – za rok będzie w punkcie wyjścia. A jeśli zrealizuje w ciągu kolejnych miesięcy 2-3 najważniejsze cele? Hmm… Dodatkowy wolny czas, świetne relacje w domu, zdrowa dieta, kilka kilogramów mniej – z takimi osiągnięciami weźmie się z pełną energią za nowe wyzwania.

Jest świetny sposób na to, aby nie przejmować się wspomnianą w komentarzu Kamila listą 100 rzeczy do zrobienia, które frustrują. Używam do tego aplikacji NOZBE i opiszę już wkrótce, jak to skutecznie zrobić. Na razie zostawię Was z dosadnym, ale bardzo przydatnym na takie okazje cytatem, którym uraczył mnie dobry kolega:

Rzeczy ważne mam w głowie, a nieważne w d…. 😉

Zadbaj o paliwo mentalne.

Po przeprowadzeniu destylacji i zidentyfikowaniu najważniejszych celów, pora na kolejny, niezwykle ważny krok. Wiele osób kończy proces planowania w tym miejscu. To błąd, bo sama lista to jeszcze za mało. Realizacja celów wiąże się z wysiłkiem, przełamywaniem starych nawyków i budowaniem nowych. Do tego niezbędna jest motywacja i konsekwencja. Dlatego teraz musimy zadbać o właściwe zapasy mentalnego “paliwa”, które pomogą nam dotrzeć do celu.

Każdy z celów na naszej krótkiej liście bierzemy teraz na warsztat i odpowiednio go obrabiamy. Aby nie generalizować, posłużę się jednym z celów Kamila: schudnąć 10 kg w 3 miesiące. Na tym etapie przepuszczamy cele przez sito sześciu pytań:

1. Czy wiem, jak ten cel osiągnąć?

Od razu zaznaczam – nie jestem ekspertem od odchudzania – dlatego traktujcie to wyłącznie jako ilustrację.
Co zrobić, żeby schudnąć? Mniej jeść i więcej się ruszać? Niby tak, ale diabeł tkwi w szczegółach i konieczne jest zdobycie podstaw teoretycznych na temat naszego celu. Milionom ludzi to się jednak udało, więc zamiast spontanicznego działania, zaczynamy od zdobycia wiedzy.

Po pierwsze dieta: Co jeść? Jak często? W jakich godzinach? Czego nie jeść? Jak zadbać o to, aby właściwe potrawy były w domu?  Jak zadbać o to, aby w domu nie było “spamu”? Ile powinienem jeść, by mieć wystarczający poziom energii?, itp.

Po drugie ruch: Jaki? Jak często? Bieganie czy raczej siłownia? A może bieganie na zmianę z siłownią, aby zwiększyć spoczynkowy metabolizm?, itp.

Bardzo ważne, aby w tym miejscu jasno napisać, kto może nam pomóc? Dietetyk? Trener personalny? Przyjaciel, który zna się na sprawie?.

Nie ma drogi na skróty i trzeba odrobić zadanie domowe. Tak, zajmie to kilka, a może nawet kilkanaście godzin, ale bez tego kroku będziemy działać jak dziecko we mgle. Jako czytelnicy mojego bloga znacie jednak z pewnością hasło, że:

Wiedza to raptem 20% sukcesu. Reszta to zdrowy rozsądek, emocje i działanie.

2. Dlaczego nie osiągnąłem celu poprzednim razem?

To bolesny, ale niezbędny krok, który wymusza naukę na własnych błędach. Będzie nam go szczególnie łatwo przeprowadzić po zdobyciu właściwej wiedzy teoretycznej w poprzednim kroku. Co zrobiłem źle? Jakie popełniłem błędy? Dlaczego zamiast schudnąć, przytyłem? Jakie sytuacje wyzwalały we mnie zachowania prowadzące do tycia? Stres? Pośpiech? Zapachy z cukierni mijanej po drodze do domu?…
Tu trzeba zrobić solidny rachunek sumienia i bardzo otwarcie przyznać się przed sobą do błędów.

3. Co zrobię, kiedy pojawią się trudności?

Gdy pracujemy nad danym celem, mamy wiarę, że tym razem się uda. Świat jednak lubi wystawiać na próbę nasze postanowienia i sama wiara to za mało. Już kilka dni po starcie zacznie nas kusić droga na skróty. Jeśli wyczerpująco odpowiedziałeś na poprzednie pytanie, większość pokus to będą “starzy znajomi”. Chodzi teraz o to, aby nie dać się ponownie nabrać na stare numery. W codziennym kieracie zapominamy o takich sprawach, dlatego teraz jest najwłaściwszy moment, aby zaplanować konkretne reakcje, gdy pojawią się przeszkody. Na przykład:

– Co zrobię, gdy najdzie mnie ochota na opróżnienie lodówki po 20:00? Wypiję szklankę soku pomidorowego? Nakleję w lodówce zdjęcie objadającego się grubasa? Będę trzymał tam tylko zdrowe potrawy w minimalnych ilościach?, itp.

– Co zrobię, gdy nie będę miał ochoty na trening?  Przebiorę się w strój sportowy, wyjdę na dwór i zobaczę, co dalej? Obejrzę film motywujący do treningu na YouTube? Przeczytam listę powodów, dla których chcę schudnąć?, itp.

Dzięki temu krokowi zdobędziemy arsenał właściwych reakcji na pokusy, które z całą pewnością już wkrótce zaatakują.

4. Skąd będę wiedział, że robię postępy?

Zakładam, że znacie popularną metodę SMART oraz jej różne wariacje, więc opisywać jej tutaj nie będę.

Niezwykle ważną sprawą jest to, abyśmy wiedzieli, czy robimy postępy. Widząc pozytywne efekty naszych działań, zyskujemy motywację oraz pewność, że jesteśmy na dobrej drodze. Jeśli efektów nie widać, mamy wyraźny sygnał, że coś trzeba zmienić.

Sprawa może wydawać się błaha, ale tak nie jest. Kamil napisał: schudnąć 10 kg w 3 miesiące – co jest naprawdę nieźle sformułowanym celem.  Ale, czy rzeczywiście o to mu chodzi? Czy jego cel to: obniżyć wagę? Czy może jednak: obniżyć poziom tłuszczu w organizmie?

Załóżmy, że za 3 miesiące waga Kamila spadnie o 7 kg. Okazuje się jednak, że spalił 10 kg tłuszczu, zyskując 3 kg masy mięśniowej. Sukces czy porażka? Przecież efektem będzie zarówno lepsza sylwetka, jak również wyższy metabolizm spoczynkowy, dzięki czemu kolejne kilogramy spali łatwiej. Oprócz samej wagi być może warto monitorować poziom tkanki tłuszczowej? (badanie trwa 3 minuty i można je zrobić w licznych klubach fitness). Może doprecyzować cel, by obniżyć poziom tłuszczu w organizmie 10% przez 3 miesiące?

Kolejna sprawa to tempo chudnięcia. Czy 10 kg w 3 miesiące jest realistyczne? Czy jest zdrowe dla organizmu? Takie rzeczy warto dobrze przemyśleć. Następnie wyznaczyć sobie cele pośrednie i regularnie je monitorować. Na przykład: co 2 tygodnie dokonuję pomiaru, notuję wartość, może nawet rysuję  jakiś wykres. Notuję, co robię OK, a co mogę jeszcze poprawić. Na tym polega stara zasada efektywności:

Zrealizujesz tylko to, co mierzysz.

5. Dlaczego ten cel jest dla mnie ważny?

I tu docieramy do motywacji. W tym miejscu wypisujemy wszystkie powody, dla których pragniemy zrealizować nasz cel. Uwaga – to nie przypadek, że użyłem słowa PRAGNIEMY. To jest właśnie ten punkt, po wypełnieniu którego musimy czuć niepohamowane pragnienie realizacji celu. W przypadku zbicia wagi mogłoby to wyglądać tak:

Zrealizuję ten cel, bo dzięki temu:
– Będę atrakcyjnym mężczyzną dla mojej żony.
– Będę miał więcej energii do działania.
– Będę dłużej cieszył się życiem, zdrowiem i czasem z moimi ukochanymi osobami.
– Udowodnię sobie, że jestem konsekwentnym facetem, który potrafi realizować takie cele.
– Nabiorę większej pewności siebie.
– Itd…

Im dłuższa lista, tym lepiej. Dlatego nie trzeba się z nią spieszyć, a jeśli po kilku dniach wpadnie nam do głowy kolejny powód, po prostu go dopisujemy.

Po co w ogóle się bawić w takie rzeczy? Po pierwsze: nasza motywacja będzie wielokrotnie silniejsza, gdy jasno określimy powody, dla których działamy. Po drugie – w ciężkich chwilach – taka lista pomoże nam przypomnieć sobie te wszystkie powody i “ruszyć tyłek” we właściwym kierunku.

6. Jak będę się czuć, jeśli tego nie osiągnę?

Poprzedni punkt to “marchewki”, mające nam pomóc w kroczeniu do przodu. Czasami jednak przydaje się “kij”. I taki właśnie jest sens tego pytania. Malujemy w nim obraz siebie samych w sytuacji, gdy nie osiągniemy naszego celu. Im gorszy obraz, tym lepiej. Chodzi o to, aby za wszelką cenę obrzydzić sobie porażkę. Tu warto “pojechać emocjonalnie”:

– Dalej będę dźwigał 10 kg rujnującego moje zdrowie, obleśnego, tłustego balastu.
– Będę miał poczucie klęski i wrażenie, że jestem “loserem”.
– Nie będę mógł patrzeć na siebie w lustrze.
– Żona…. Itd. 🙂

Nie chcę tutaj przeginać z przykładami, ale im ostrzej obrzydzimy sobie stan, z którego chcemy się wydostać, tym chętniej będziemy działać, aby się z niego wyrwać.

Planowanie i wyznaczanie celów to proces.

Na zakończenie jeszcze bardzo ważna uwaga. Jak widzicie, dobre wyznaczenie celu wymaga sporego wysiłku. To jest konkretna praca, która wymaga naszej uwagi, skupienia i czasu. Dlatego nie da się tego zrobić z doskoku, tworząc króciutką listę noworocznych postanowień, a potem pocieszać się, że u nikogo się one nie sprawdzają.

Należy wyznaczyć konkretny czas (u mnie to każda niedziela od 7:30 do 9:00), w którym pracujemy z naszymi celami, sprawdzamy postępy, zdobywamy dodatkową wiedzę na ich temat. Planowanie i wyznaczanie celów działa znakomicie, ale tylko wtedy, gdy podejdziemy do tego na poważnie. Czy może być jednak poważniejsza sprawa niż nasze własne życie?

Drogi Kamilu,

jeśli przeczytałeś ten artykuł, to mam ogromną nadzieję, że będzie dla Ciebie pomocny. Myślę, że wiesz już teraz, dlaczego nie mogłem odpowiedzieć w krótkim komentarzu 🙂

Gratuluję każdej osobie, która dotarła do końca tego artykułu. Czekam na Wasze pytania, pomysły, obserwacje i rady wynikające z własnych doświadczeń – komentarze pod spodem jak zwykle są do Waszej dyspozycji. Życzę Wam owocnego wyznaczania celów, skutecznej ich realizacji i bardzo miłego dnia 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 638 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze28 komentarzy

  1. Niby co rok to samo, wyznacz cele, wyznacz cele, ale to naprawdę bardzo ważne. Zgadzam się z tym, że większość ludzi nie ma żadnych celów i to jest poważny problem. Ciągle to zdanie: „jakoś to będzie”.

    Warto spojrzeć wstecz ze 2, 3 czy 5 lat i zobaczyć co takiego się zmieniło w naszym życiu. Jeżeli nic to może nadszedł w końcu ten rok, aby wreszcie ruszyć, jak to się mówi ” po swoje”

    Bardzo dobry artykuł.
    Dobrego wieczoru, pzdr.

    • Cześć Dominik,

      „Jakoś to będzie”… No i jest „jakoś” 😉

      Moim zdaniem pełna jasność odnoście własnych celów bardzo pomaga w tym, aby nie było „jakoś”, ale aby było „super”. Oczywiście nie na wszystkie rzeczy mamy wpływ, sporo zależy również od szczęścia, ale dziwnym trafem owo szczęście zdaje się sprzyjać tym, którzy wiedzą, czego chcą.

  2. Drugi wpis w tym roku i drugi strzał w 10! To jest odniesienie do rzeczywistych problemów i konkretna porada. Oby cały rok przynosił równie mocne artykuły 🙂

  3. Dzięki! To ja mam mini cel – jutro siadam do opisu większych i uporządkowania tego bałaganu 🙂
    Czekam z niecierpliwością na opis jak korzystasz z Nozbe i gorąco pozdrawiam!

    • Hej Agnieszka,
      Zatem życzę Ci miłej i owocnej pracy nad celami. Osobiście bardzo to lubię – to jest zawsze dla mnie dobry czas, po którym z jeszcze większą przyjemnością biorę się do pracy.

  4. Bardzo fajny wpis. Mój model planowania celów, który przygotowałem sobie w Sylwestra oparty jest o określone obszary życia : Rodzina, Rozwój, Finanse, Pasje, Praca, Zdrowie i partnerka. Każdy z nich zawiera maksymalnie 6 punktów według modelu SMART (pewnie wszyscy wiedzą o co chodzi).

    Następnie lista ta została zawężona do priorytetów na 2017 rok.

    Dla przykładu dla pozycji „Rozwój” określiłem sobie poranne wstawanie codziennie o 5:30 (czas na poranne bieganie, czytanie książek, prace nad blogiem i sklepem internetowym), gdzie pracę zaczynam przed godz. 9:00, następnie przeczytać minimum 30 książek w roku i uruchomić w końcu bloga, bo ten element mocno zaniedbałem… Dzieci potrafią skupić całą swoją uwagę, no ale nic nie można szukać wymówek… 😛

    W pozycji „Finanse” – kupić mieszkanie pod wynajem do połowy roku, zbudować poduszkę finansową na określonym poziomie – 1,5 roku zabezpieczenia finansowego dla rodziny. Do tego uruchomienie sklepu internetowego dla mojej partnerki.

    W pozycji „Pasje” jeden główny punkt i zarazem cel to ukończyć 1/4 Ironmana w I połówce zawodników. Przygotowuje się do debiutu. Oczywiście wiążę się to z systematycznością i treningiem, które są rozbite na poszczególne zadania.

    Zachęcam wszystkich do planowania, bo narazie to mimo, że to zaledwie kilka dni nowego roku to wstaję codziennie rano i biegam nawet jak zacina śniegiem, a mróź konkretny aktualnie jest na zewnątrz 😉

    Nie oczekuję też, że zrealizuje 100% celów, zadowolony będę jak osiągnę co najmniej poziom 70% na koniec 2017 roku 🙂

    P.S Przy okazji polecam książkę esencjalista o której już pisałeś – WYBITNA POZYCJA!

    • Cześć Michał,

      Cieszę się bardzo, że „Esencjalista” Ci się spodobał. Ta książka otwiera oczy.

      Po przeczytaniu Twojego komentarza mam trochę wrażenie, że tych celów masz całą masę. Ważne, aby po kilku tygodniach sprawdzić, jak Ci idzie i czy przypadkiem „nie rozmieniasz się na drobne”.

      Poza tym – jeśli na starcie zadowalasz się 70% realizacją, to może oznaczać, że co najmniej o 30% za dużo zaplanowałeś 😉

      Podchodzisz jednak do sprawy bardzo świadomie, więc jestem przekonany, że odpowiednio skalibrujesz swoje cele w trakcie roku. Trzymam kciuki i życzę Ci ogromnej satysfakcji z działania.

  5. Planowanie jest ważne, ale jeszcze ważniejsze jest kontrolowanie realizacji planu. Ja co roku robię plan i cele, określam nawyki które muszę zmienić aby cel osiągnąć i działam. Nigdy więcej celów niż 6 (taką mam zasadę) reszta to marzenia i pomysły na cele przyszłe. Nawyki codzienne pomagają w realizacji celów rocznych, a uczciwość i szczerość wobec siebie samego pozwalają korygować całą tę podróż.
    Ja nie mogę narzekać, odkąd planuję to widzę i czuję że uszyłem do przodu i w trzy lata jestem dalej niż przez poprzednie 10. Powodzenia wszystkim i do dzieła NIKT ZA NAS TEGO NIE ZROBI.
    Artykuł super jak zawsze, powodzenia w Nowym Roku.

    • Hej Artur,

      Masz oczywiście pełną rację – to realizacja planu przesądza o tym, czy ostatecznie coś osiągamy.
      Sam plan jest tylko po to, aby pomóc nam skoncentrować wysiłki i działania na tym, co przyniesie najlepsze efekty.

      Moim zdaniem masz dobre podejście z zasadą max. 6 celów. To bardzo pomaga „wydestylować” te naprawdę dla Ciebie istotne. Nic dziwnego, że w 3 lata osiągnąłeś więcej, niż przez poprzednie 10.

      Napisałeś ważne zdanie o nawykach, które rozwinę w którymś w kolejnych artykułów. Pewne cele dotyczą konkretnych osiągnięć (np. zdobyć Kilimandżaro), a inne wyrobienia nawyku (np. regularny trening).

      Wszystkiego dobrego 😉

    • Znam inne sformułowanie zasady dotyczącej planu, która jest w zasadzie tym samym o czym Artur napisałeś:

      ” Plan jest ważny ale najważniejsze jest planowanie ”

      W tym wspomnianym „planowaniu” chodzi o aktywne podejście do naszych planów, o pewien sposób działania, wręcz sposób bycia. Nie pozwala on na pozostawienie planów samymi sobie, plany i wytyczne mają służyć na bieżąco, a nie tylko w momencie ich tworzenia… Nie można iść w zaparte widząc, że planu nie wykonamy. Czasem trzeba go zmodyfikować, dostosować do obecnej sytuacji. Jeśli nie wychodzi, to odświeżyć nasze „dlaczego to robię” oraz spytać się „dlaczego nie wychodzi?”. Patrząc po sobie, dużo szkód mojej motywacji wyrządziły zawieszone w powietrzu postanowienia. Jeśli wiem, że czegoś nie wykonam, to następnym razem skreślę to od razu i podejmę nowe rzeczy.

      Czasem szkoda taki kilkumiesięczny projekt porzucić ze względu na syndrom utopionych środków (czasu, pieniędzy, wysiłku). Gdyby jednak GPS kierował się taką filozofią to nie zmieniałby nam trasy tak radykalnie gdy rozminiemy się z dobrym zjazdem z obwodnicy 🙂 Przecież nie powie – stary, przejechałeś już 50km w złym kierunku, szkoda zawracać 🙂

      Pozdrawiam serdecznie

  6. W okresie noworocznym pojawia się mnóstwo artykułów, wpisów, porad w zakresie wyznaczania celów. To jednak Twój wpis Marcinie zmotywował mnie do tego, aby zrobić kolejne, tym razem skuteczne i metodyczne, podejście do tematu. Dziękuję i pozdrawiam 🙂

    P.S. Bardzo lubię sposób w jaki piszesz – zero lania wady, tylko składne myśli i klarowne argumenty!

    • Cześć Anna, cieszę się bardzo, że mogłem pomóc 😉
      Jestem ogromnym zwolennikiem metodycznego podejścia – do wyznaczania celów, do dbania o finanse i do wielu innych rzeczy w życiu.

      Super, że artykuły dobrze Ci się czyta. Po napisaniu pierwszej wersji zawsze wycinam jakieś 20-30% treści – pozbywając się zbędnych słów, ozdobników i wszystkiego, co zabierałoby tylko czas moim czytelnikom. Cieszę się, że to widać 😉

  7. Kolejny świetny artykuł Marcinie. Zaczęłam od wypisania wszystkich moich celów. jest ich 16. Teraz wiem, dlaczego tak wiele z nich jest niezrealizowanych. Jest tego po prostu za dużo. Zawsze miałam wszystkie cele gdzieś „z tyłu głowy” i chciałam wszystkie zrealizować. Oczywiście zawsze przy tym towarzyszyło mi jakieś niezadowolenie ze swojego życia. To była frustracja związana z tym, że to wszystko nie wychodziło. Ale to jest po prostu niemożliwe. Postanowiłam skupić się na sześciu. Tym bardziej, że niektóre są jednorazowe np. określony kurs doszkalający. Dziękuję za inspirację 🙂

    • Dziękuję Gosia,

      Ja również miałem kiedyś bardzo długą listę celów – teraz mam krótszą (10 – rozłożone w poszczególnych kwartałach), za to są to rzeczy naprawdę dla mnie ważne. I jakby to głupio nie brzmiało – bardzo dobrze wpływa to na na moje zadowolenie z życia i satysfakcję 😉

  8. Cześć Marcin,
    Trafiasz w samo sedno. Sam ostatnio wraz z kursem M.Hyatt’a BYE zabrałem się za swoje cele z różnych dziedzin życia. Powiedz mi jak Ty sobie radzisz wtedy gdy nie idzie, gdy Ci się nie chce i wszystkie wypisane motywacje, oraz negatywne wizje samego siebie gdy nie wykonasz danego zadania nie działają? Jak zamieniasz nie chce mi się w zrobię to? Czy masz jakieś sprawdzone sposoby/life hacki na taki stan rzeczy?

    PS. Własnie kończę Jedną Rzecz, świetna książka. Esencjalista i Elon czekają w kolejce 🙂
    PPS. Proszę o więcej książek, które przeczytałeś i uważasz za wartościowe.
    PPPS. Kolejny świetny artykuł w tym roku, tak trzymaj!

    Pozdrawiam i życzę miłego wieczoru 🙂

  9. Osobiście nie lubię robić planów z okazji nowego roku. Miarą czasu nie jest dla mnie kalendarz, a czas jako taki. Czuję, że potrzebuję coś zmienić tu i teraz, więc zaczynam zmiany nie jutro, nie od 1 stycznia, teraz. W innym wypadku zastanawiam się, czy chcę coś zmienić.

    Jeśli zauważę, taką potrzebę, przygotowuję plan i się go trzymam, ale większość spraw nie jest nigdy zamknięta. Lubię wracać do pewnych schematów, modyfikować, zmieniać na lepsze. Po prostu optymalizować.

    Jeśli uznam, że jest taka potrzeba, skupiam się na celu X, a wszystko inne schodzi na dalszy plan. Wszytko zależy od okoliczności. Z jednej strony ewolucja, z drugiej rewolucja. Pozornie ze sobą sprzeczne, ale tak naprawdę wychodzi ze mnie pragmatyk. Świat się zmienia, więc trzeba wykorzystywać różne metody.

    W tym roku zrobiłem wyjątek i zaplanowałem dwa cele. Nie są w perspektywie rocznej, ponieważ jw. kalendarz jest dla mnie środkiem a nie celem.

    Finanse – zgromadzić równowartość połowy hipoteki najdalej do końca 2018 przeznaczonej wyłącznie na cele związane z kredytem
    Zdrowie – zrzucić 5 kg tłuszczu do połowy maja

    To ma być zrealizowane na 100%. Sprawdzane co miesiąc w celu wprowadzenia korekt.

  10. Czesc Marcin, jak zwykle swietny artykul:-) kiedys robilam postanienia noworoczne bez zadnej weryfikacji ich waznosci, czyli efekt pelnej listy i marne wyniki. Teraz ograniczam sie do max 10 z roznych dziedzin zycia, w tym roku najwazniejsze sa dla mnie relacje z moimi bliskimi, bo w ostaniej polowie roku to kiepsko z tym bylo, za to finansowo stanelam na nogi i to miedzy innymi dzieki twojemu blogowi oraz dzieki wyznaczeniu konkretnego celu finansowego!! Czyli planowanie i DZIALANIE po prostu sie sprawdzaja. Pozdrawiam

    • Super, że pomyślałaś o bliskich Karolino. Planowanie jest ważne, ale trzeba przede wszystkim określić hierarchię naszych planów i celów. Mój mąż, pracoholik, zaplanował swoje życie od a do z, zapominając przy tym o swoich najbliższych. Może dzięki temu również stanął finansowo na nogi, ale nie ma z kim się tym dzielić. Nie jest już moim mężem. Dlatego warto czasem zastanowić się, czy poprzeczka, którą sobie sami stawiamy, nie jest ciut za wysoko? Życzę wszystkiego dobrego Tobie i Twoim bliskim.

      • Masz racje trzeba wiedziec co jest wazne a co wazniejsze, bardzo wazne jest otaczanie sie ludzmi ktorzy maja podobne do naszych wartosci i priorytety. Wszystkiego dobrego:)KA

  11. Witam,

    czytam bloga od bardzo dawna, ale pierwszy raz zostawiam komentarz… A to dlatego, że pierwszy raz usiadłam i wykonałam wszystkie czynności przez Ciebie wskazane.. Pierwszy raz konkretne cele, osadzone w czasie i mocno obwarowane argumentami. Wyszło ich sześć. Ale jestem pewna, że z takimi fundamentami dam radę. Na obraz samej siebie, kiedy kolejny rok nic nie wyszło z moich celów i planów już się napatrzyłam! Teraz dla odmiany z ogromną przyjemnością chciałabym móc się pochwalić na koniec roku „nie wiem, jak Wam, ale mnie się udało!” 😉

  12. Dla mnie ważne jest, aby skupiając się na celu, nie stracić z oczu przede wszystkim tego, co się dzieje wokół mnie w bieżącej chwili. To co się dzieje teraz, nigdy już się nie powtórzy 🙂

  13. Zgadzam się, że cele trzeba mieć. Bez tego nigdy nie dojdzie się do czegoś konkretnego. Z drugiej strony stawianie poprzeczki zbyt wysoko może skutkować zniechęcaniem samego siebie. Jak we wszystkim, trzeba znaleźć złoty środek.

  14. Nie zakładam celów i ich nie realizuję. Wiem, że gdybym to robił mógłbym osiągnąć więcej ale czy warto? Kiedyś kurczowo trzymałem się planów i założeń. Udawało się ale męczyłem się takim życiem. Teraz nie zakładam, że przejadę na rowerze więcej niż 15 tysięcy kilometrów bo po co? Przejadę tyle ile będę mógł i ile będę chciał. Tak łatwiej mi osiągnąć szczęście 🙂 Cele się skończyły. A i tak udaje mi się dochodzić do wielu” konkretów”.

  15. Jestem dobrze zorganizowany (nie świetnie, ale właśnie dobrze), ale dopiero od niedawna zaczałem stawiać sobie cele … miesięczne. Dotychczas robiłem cele krótkoterminowe (na np. cały tydzień) oraz długofalowe (z tzw. lotu ptaka, czyli do czego dążę w życiu). Odkąd zacząłem stawiać cele miesięczne robię dużo szybsze postępy i jeszcze efektywniej selekcjonuję co muszę, a co odpuścić. Poza tym szybciej widzę wtedy efekty. Polecam wdrożyć u siebie!

  16. Cześć Marcin!
    Świetny artykuł, chociaż na początku Twój sposób 80/20 bardzo mnie zdziwił. Zawsze wyznaczanie celów, w tym postanowień noworocznych, kojarzyło mi się na zadaniu sobie jak największej liczby spraw, o których pamiętałem przez tydzień i nigdzie nie miałem ich spisanych. Było ich tak dużo, że nawet jakbym chciał, to bym nad nimi wszystkimi nie zapanował, a potem byłem tylko zły na siebie, że nic mi nie wychodzi. Nigdy nie wpadłem na to, żeby skupić się na 2-3 celach, a z reszty zrezygnować.
    W końcu wczoraj wziąłem za planowanie! Na początek spisałem sobie wszystko, co udało mi się osiągnąć w 2016. Nigdy tego nie robiłem i byłem zaskoczony, jak długa okazała się ta lista. Następnie spisałem wszystko, co chciałbym zrobić w 2017, to też całkiem długa lista. Ułożyłem wszystkie sprawy od najważniejszych do najmniej istotnych. Na początek trzy najważniejsze sprawy rozpisałem sobie bardziej szczegółowo – np. nie „zacznę uczyć się angielskiego na własną rękę” ale „5 dni w tygodniu będę przez przynajmniej 15min uczył się słówek lub rozmawiał po angielsku”. Dla niektórych taki cel to pikuś, ale u mnie jest bardzo ciężko z systematycznością, dlatego chcę zacząć od 15 min, a dopiero gdy uda mi się osiągnąć to postanowienie – postawię kolejny krok.
    Za szczegółowe planowanie kolejnych celów zabiorę się dopiero, gdy uda mi się wcielić w życie przynajmniej te trzy. Mam nadzieję, że małe kroki będą skuteczniejsze i w końcu uda mi się osiągnąć przynajmniej te najważniejsze cele.
    Bardzo dziękuję Ci za ten artykuł, oraz podcast o planowaniu dnia, które bardzo mnie zmotywowały 🙂

Odpowiedz