Własny samochód – czy warto go kupować?

161

Scena w jednej z Warszawskich dyskotek. Poznali się 5 minut temu.
Ona: Czym przyjechałeś kochanie?
On: Trójką!
Ona: Ale jaką trójką? BMW, Audi, Golfem?
On: Tramwajem kochanie, tramwajem…

Pomyślałem, że ten niewinny żarcik lekko wprowadzi nas w temat dzisiejszego artykułu. Nie da się ukryć, że dla większości osób kupno własnego samochodu to, obok zakupu własnego mieszkania, jedna z ważniejszych finansowych decyzji. Bardzo rzadko w grę wchodzą tu jednak wyłącznie finanse. Ten zakup bardzo emocjonalny, zaś samochód dla wielu osób to znacznie więcej niż zwykły środek transportu. Jak pokazuje powyższy żarcik, w niektórych sytuacjach decyduje nawet o naszej atrakcyjności 🙂

A może jednak nie warto kupować samochodu, a pieniądze przeznaczyć na coś innego?

Zapraszam Was serdecznie do lektury artykułu przygotowanego przez Tomka Knapińskiego, mojego wieloletniego kolegę, który postanowił podjąć wyzwanie i zmierzyć się z tematem sensowności posiadania własnego auta. Jestem bardzo ciekawy Waszych opinii w tym temacie. Co myślicie o posiadaniu własnego auta? Oddaję głos Tomkowi:

Mundek, Mietek, Romeo….

Jeśli są to dla Was po prostu imiona, prawdopodobnie należycie do grupy, dla której samochód jest zwykłym środkiem transportu.  Jednak Ci, którzy w Mundku widzą Forda Mondeo, w Mietku – Mercedesa, a w Romeo – “Moim Romeo ” oczywiście –  Alfę Romeo – znajdują się na przeciwnym biegunie. Tam własny samochód traktuje się jak powiernika, członka rodziny czy wręcz przyjaciela, który oprócz skóry i karoserii, posiada również prawdziwą duszę.

Na jednym z biegunów króluje chłodny rozsądek, na drugim, gorące emocje.  A gdzieś między nimi są również tacy, do których sam siebie zaliczam: liczący koszty, starający się patrzeć na samochody racjonalnie, a jednocześnie lubiący je i potrafiący rozmawiać o nich z kumplami, snując plany jaki to model byśmy sobie kupili, gdyby…

Jeżeli zatem samochód to Twoja ukochana, rozpalająca emocje “Strzała”, proponuję Ci od razu przejście do drugiej części artykułu. Jeżeli natomiast jesteś chłodnym racjonalistą – lub gdzieś po środku -zachęcam Cię do przeczytania całości. W pierwszej części zmierzymy się bowiem z pytaniem: czy warto i kiedy opłaca się mieć samochód?

Kiedy warto, a kiedy opłaca się mieć samochód ?

Znacie zapewne te mądre słowa:

Są rzeczy, które warto, i takie, które się opłaca. Nie wszystko, co warto, opłaca się, i nie wszystko, co się opłaca, warto.

Badania użytkowników samochodów przeprowadzone przez Deloitte pokazują, że zarówno generacja Y, jak i inne, na pierwszym miejscu wśród powodów posiadania własnego samochodu wskazują niski koszt. Jednak już na kolejnych miejscach mamy wygodę, komfort, zamiłowanie do kierowania. Argumenty w rodzaju “mam, bo lubię” są jednak niemierzalne,  dlatego nie rozstrzygniemy, czy warto mieć samochód, bo to jest kwestia indywidualna.

Jesteśmy jednak w stanie pokazać od strony czysto finansowej, czy opłaca się posiadać własny samochód. Jest to pytanie o tyle zasadne, że mamy do dyspozycji coraz więcej opcji transportu i nawet bez samochodu możemy być bardzo mobilni. Transport publiczny jest coraz lepszy, wypożyczalnie stają się bardziej dostępne, pojawiły się firmy typu Bla Bla Car czy Uber, ścieżki rowerowe powszednieją, a konkurencja wśród firm taksówkowych sięga zenitu.

Ile kosztuje nas przejechanie 1km w zależności od środka transportu?

Wiadomo, że przemieszczanie się rowerem czy tramwajem będzie tańsze niż własnym autem. Ale ile dokładnie wynoszą te różnice? By przygotować takie porównanie przyjąłem sobie Kowalskiego, który robi 6.500 km rocznie, mieszka w mieście z sensownym transportem publicznym, a jeśli już kupuje samochód, to w takich cenach: nowy za 91.000 zł zaś używany za 36.400 zł. Wziąłem pod uwagę koszty eksploatacji, utratę wartości pojazdu, koszt alternatywny kapitału „zainwestowanego” we własny samochód i wyszły mi takie wyniki:

Grafikazkosztem1kmpozmianach

Nie ma nic odkrywczego w tym, że przejście na piechotę czy jazda rowerem są najtańsze. Zwykle jednak nie mamy na to wystarczająco dużo czasu lub po prostu nie lubimy moknąć czy marznąć w drodze do pracy.

Ciekawie natomiast robi się w dalszej części tego porównania. Po pierwsze nowy samochód na kredyt vs używany za gotówkę – jazda nowym samochodem na kredyt jest 2 razy droższa niż tym samym modelem, ale 5-letnim, zakupionym za gotówkę. Jeśli złotówki za 1km nie przemawiają do Was to zwróćcie uwagę, że taka różnica oznacza rocznie ponad 10.000 zł oszczędności przy przebiegu 15.000 km rocznie.

Widać też wyraźnie, że w pewnych sytuacjach posiadanie własnego samochodu jest droższe niż jazda taksówką lub wypożyczenie samochodu. W zależności od miasta różnie to może wyglądać, ale na przykład w Warszawie jeździmy (po uwzględnieniu opłaty startowej) od 2 zł/km (założyłem  2,5 zł) co przy 2,56 zł/km(przy przebiegu rocznym 6.500) przy aucie nowym na kredyt jest już trochę tańszym rozwiązaniem.

Trzymając się nadal powyższych założeń pogłębiłem temat i sprawdziłem od jakich przebiegów opłaca się mieć samochód.  Naturalnie jeśli ktoś mieszka za miastem to taxi nie będzie zapewne najlepszą opcją. Jednak Ci, którzy mieszkają w mieście i pokonują regularne odcinki – do pracy i z powrotem – być może powinni temat przemyśleć. Może okazać się, że znacznie rozsądniej jest przesiąść się na transport publiczny, wypożyczyć samochód  (ceny już od 60 zł/dobę ) lub po prostu nauczyć się gwizdać i w amerykańsko-filmowym stylu zawołać „Taxi!” 🙂

Liczby pokazują, że w naszym przykładzie 1.500 km rocznie to granica od której opłaca się mieć używany samochód a dla nowego pojazdu to  6.700 km rocznie. Oczywiście ta granica może się zmieniać w zależności od ceny, za którą kupicie samochód. Jeżeli to będzie „zabytek” za kilka tysięcy złotych  – granica minimalnego przebiegu przesunie się niżej. Można to sobie przeliczyć w załączonym do postu Excel’u .

Pobierz plik excel z obliczeniami.

Reasumując: patrząc od strony czysto finansowej  w naszym przypadku własny samochód opłaca się mieć  przy pokonywaniu przynajmniej 1.500 km rocznie samochodem używanym i 6.700 samochodem nowym.

 Jeżeli jeździsz mało, a zakup samochodu oznacza dla Ciebie spory wydatek i wyrzeczenia, to rekomendowałbym  odpuszczenie sobie takiego zakupu. Zachowując pełną mobilność i bez konieczności korzystania z publicznego transportu, możesz korzystać z taxi lub auta z wypożyczalni, zaś zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na inny cel 🙂

Tylko… Kto byłby gotowy podjąć taka decyzję? Jestem bardzo ciekawy Waszego zdania…

Ile właściwie kosztuje posiadanie samochodu?

Choć wiem, że publikuję artykuł na blogu finansowym, finanse to jednak nie wszystko… (sorry Marcin 🙂 ). Czasami lubimy, chcemy lub po prostu musimy posiadać własny samochód i w takim przypadku warto się zastanowić, jak go pozyskać i mądrze eksploatować.

Przykład oparłem na konkretnym modelu: Renault Grand Scenic. Skąd mi przyszła do głowy ta właśnie marka? Otóż moja żona od 6 lat jeździ takim samochodem, a w dodatku twierdzi, że to ja go jej „wcisnąłem”, bo ona wcale nie chciała 🙂

I muszę publicznie przyznać jej rację  – nie dość, że wcisnąłem jej ten samochód, to był to w dodatku samochód nowy, za 91 000 zł, na który wzięliśmy „kredycik”. Słowem – „na bogato”.

Człowiek uczy się jednak na błędach (najlepiej na cudzych), dlatego pisząc dzisiejszy artykuł czuję misyjność mojego błędu  – zrobiłem to dla Was… 🙂

Podliczając koszty posiadania samochodu w okresie 5 lat uwzględniłem następujące elementy:

  • Cena samochodu – nowy: 91 000 zł, 5-letni: 36 400 zł
  • Utrata wartości samochodu – 20% w pierwszym roku, 10% w kolejnych latach
  • Koszty eksploatacyjne:
    – paliwo – 8,5l/100km x 4,5zł/l,
    – ubezpieczenie – 4% wartości samochodu,
    – serwis – nowy: 2000 zł co 2 lata, używany: 1500 zł co roku,
    – nowe opony: 2000 zł co 3 lata.
  • Kredyt samochodowy – oprocentowanie 10% w skali roku (przyjąłem wyższe oprocentowanie, ale nie uwzględniałem żadnych prowizji)
  • Koszt kapitału – założyłem, że jeśli zamiast kupować samochód ulokowalibyśmy te pieniądze na lokacie pozwalającej zarobić 2,5% w skali roku
  • Inne – opłaty autostradowe 200 zł/rok, mandaty 300 zł/rok, opłata rejestracyjna samochodu 200 zł

I z tych obliczeń wyłonił się taki obraz:

czy oplaca sie miec swoj samochodJak widać nowy samochód wygląda w tym zestawieniu bardzo marnie, a to głównie ze względu na ogromną utratę wartości (aż 54 600 zł w ciągu 5 lat vs 14 600 zł w przypadku auta używanego). Spore są również koszty finansowe – w przypadku auta nowego na kredyt to aż 24 901 zł .

Używane auto wydaje się zatem rozsądniejszą opcją od strony finansowej. Przeciętna roczna oszczędność w naszym przykładzie – przy 15.000 km przebiegu –  to ponad 10.000 zł i to pomimo założonych wyższych kosztów serwisu. Te 10.000 zł to kilka weekendowych wyjazdów za granicę we dwoje,  wakacje dla rodziny 2+2 lub coś, co Marcinowi spodoba się szczególnie  – możliwość nadpłaty kilku rat kredytu hipotecznego.

Oczywiście kupno używanego samochodu to spore wyzwanie, bo z uczciwością sprzedających bywa niestety różnie. Każdy zarzeka się przecież, że licznik nie został  przekręcony, autko nigdy nie było bite, pochodzi od pierwszego właściciela – lekarza –ma się rozumieć, który prawie nie jeździł i zawsze trzymał samochód w garażu. Jak dobrze wybrać, aby nie trafić na farbowanego lisa?

Tutaj polecam Wam fajną usługę, którą przetestował ostatnio mój dobry znajomy, oferowaną przez firmę motoraporter.pl (to nie jest żadne lokowanie produktu, lecz zwykłe polecenie sprawdzonej usługi). Po ich wizycie każdy fantazjujący sprzedawca samochodów szybko wraca na ziemię, a Ty otrzymujesz profesjonalny i szczegółowy raport o stanie samochodu w ciągu 48 h od złożenia zlecenia. Ceny wahają się od 249 zł do 449 zł.

Zanim więc kupisz samochód…

 Odpowiedz sobie na kilka pytań:

 Po co jest mi potrzebny samochód ? Określ dokładnie swoją motywację – to Ci pomoże w wyborze kolejnych opcji.

  1. Ile kilometrów robię rocznie ? Przelicz sobie czy przy Twoich przebiegach i cenie zakupu opłaca Ci się auto kupować, czy może lepiej skorzystać z Taxi lub wypożyczalni. Uwzględnij w tej kalkulacji wszystkie koszty posiadania samochodu – bez nadmiernego optymizmu. Raczej zachęcam do konserwatywnych założeń
  2. Czy i jaką mam alternatywę dla samochodu ? Zorientuj się w ofercie wypożyczalni aut w okolicy. Sprawdź, czy będziesz mógł elastycznie i na rozsądnych warunkach korzystać z auta wypożyczonego. Ewentualnie przejrzyj oferty firm taksówkowych.
  3. Nowy czy używany? Jeśli okaże się, że samochód jest koniecznością – zaparkuj na moment emocje i przelicz sobie konsekwencje finansowe zakupu nowego i używanego auta.

Jeśli nie wydam na nowy samochód, ile zaoszczędzę i co z tymi pieniędzmi mogę zrobić? Gdy emocje mówią „nowy” – zwizualizuj sobie co możesz zrobić z zaoszczędzoną kwotą przy zakupie używanego pojazdu. A jeśli to nie pomoże  – to kupuj nowy 🙂

W mojej sytuacji odpowiedź jest prosta – potrzebuję samochód. Taxi i wypożyczenie jako  opcja odpada –  robię ponad 20 000 km rocznie. Wiem jednak, że mój kolejny samochód będzie używany: 4-5 letni.

Jeśli z Waszych obliczeń wynika, że w grę również wchodzi samochód używany, ale tęsknicie za świeżością nowego pojazdu, jest pocieszenie. To odświeżacz powietrza do samochodu o zapachu „New car” – przetestowałem – działa! 🙂 Pozostaje więc wziąć swoje zaoszczędzone 10.000 zł rocznie, wsiąść do pachnącego nowością, choć używanego autka, i zrobić z tego wszystkiego dobry użytek.

A jak to wygląda u Ciebie? Warto? Opłaca się ? A może patrzysz na to zupełnie inaczej ? Podzielcie się swoim podejściem do „czterech kółek”.

Pozdrawiam i szerokości,

Tomek

 

P.S. Dzisiejszy artykuł to tylko wprowadzenie do tematu „samochód i pieniądze”. Kolejna część wkrótce. Planujemy dokładniej opisać opcje takie jak leasing/kredyt/wypożyczenie. Co jeszcze interesuje Was w tym temacie? Weźmiemy to chętnie „na warsztat” 🙂

 

Tomasz Knapiński zdjecieCześć nazywam się Tomek Knapiński i podobnie jak Marcin od kilkunastu lat związany jestem ze światem finansów. Najpierw bank, potem dom maklerski a później firmy ubezpieczeniowe pozwoliły mi dobrze zrozumieć usługi i produkty finansowe. Upraszczanie tego skomplikowanego świata finansów tak by był on zrozumiały dla nie-finansistów to coś co jest ogromną siłą napędową dla mnie do działania na blogu.

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze161 komentarzy

  1. Kiedyś czytałem, (jak coś pomyliłem proszę mnie skorygować), że człowiek powinien jeździć autem o 3 – krotności swojej miesięcznej pensji… Jest to wówczas auto na jego kieszeń / stać go na anprawę, ubezpieczenie itd.
    Są oczywiście przypadki, że ludzie jeżdzą dużo droższymi autami wg swojej pensji ale najnormalniej w świecie ich na to nie stać. No i przypadki w drugą stronę, gdzie jeżdżą autami tanimi

    A Twoje auto to ile-krotność Twojej pensji?

    Rozpoczynam panel dyskusyjny na swoim przykładzie:

    Moje auto – 0,3 miesięcznej pensji (krótko mówiąc 10x za tanie)
    Żona – Dwukrotność jej pensji

    ZANIŻAMY WYNIK 🙂 :):)

    • Hugo – dzieki za komentarz – oj też znam takie przypadki 🙂 Ten przelicznik wydaje mi sie ok – myślę, ża samochód trzeba mieć taki, że wizyta na stacji czy (oby jak najrzadziej) – w warsztacie nie powodowała depresji.Ja obecnie nie mam somochodu prywatnego a o żonie się nie wypowiadam bo i tak już ją wciągnąłem w tekst bloga 🙂

      Pozdrawiam serdecznie
      Tomek

    • Cześć Hugo,

      Kupiłem auto (używane) jeszcze pracując na etacie za jakieś 3,5 pensji netto – więc trzymając się Twojej reguły delikatnie przesadziłem 🙂

    • Wartość rynkowa mojego auta to około połowa mojego miesięcznego wynagrodzenia brutto. 4 lata temu kupiłem to auto tez za polowe wynagrodzenia. Po prostu kupuje auto w takim wieku, kiedy nie traci juz na wartości, bądź traci minimalnie. Jeżeli bede w najbliższym czasie zmieniał auto, to jego wartość ma wynosić max 1.5 mojej pensji brutto. Takie mam założenia. Oczywiscie znajomi nie mogą sie nadziwić : „masz stałe dochody i to niezle, czemu jeździsz starym złomem zamiast kupić cos nowiutkiego na kredyt” 😄
      Oczywiscie trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedna rzecz…nie wpasc w pułapkę kupna luksusowego, używanego modelu, tylko dlatego ze mnie stac. Czesto serwisowanie starego a luksusowego modelu jest koszmarnie drogie. Dlatego oprócz ceny zakupu trzeba brać pod uwagę koszty eksploatacji, i nie mowie tu tylko o zużyciu paliwa.
      Ja w każdym razie bardzo sie ciesze ze ludzie tacy jak ja sa w mniejszości. Ciesze sie ze duzo ludzi jest gotowa zapłacić relatywnie ogromne pieniądze za możliwość własnoręcznego zerwania folii ochronnych z siedzeń. To dzieki nim ja mam możliwość kupna niezłego auta za relatywnie śmieszne kwoty.

    • A ja mam używany samochód za 8-krotność swojej pensji i spokojnie daje rady, płacić raty miesięczne (mam kredyt na 36 miesięcy). Trochę chyba demonizujecie w tym przypadku.

    • 3-krotność miesięcznych zarobków? Czyli wielu Polaków powinno jeździć autami za 4 tys?! Albo 8 tys., uwzględniając, że żyją w związku małżeńskim i oboje zarabiają najniższą krajową?
      Nie sądzę, żeby zakup auta za 4 tys był dobrym pomysłem, bo ilość potrzebnych napraw może szybko przewyższyć koszt zakupu 🙂 Nie jestem jakąś motoryzacyjną specjalistką, ale takie są moje obserwacje 🙂

      • W sumie m,asz rację… jeśli kogoś 3x pensji to 4 tys zł, czyli krótko mówiać 1300 zł na rękę to zdecydowanie – NIE STAĆ GO NA ŻADNE AUTO, a już na pewno nie powinien się kredytować

        • Ja mam na sprzedaż używaną skode felicje 1.3 kombi. Za 2k. (2000r) Nikt nie chce kupic choc pali to 7l w miescie a czesci/serwis jest śmiesznie tani (komplet nowych opon nie kosztuje 2k ;p, a cale zawieszenie mozna zrobic za 1.5k, silnik na łańcuchu – pancerny). Po prostu ludzie maja zbyt wygorowane oczekiwania.
          Wiec nie piszcie ze nie stac i ze nie da rady kupic.
          Fakt. Piecioletniego auta nie kupisz przy takich zarobkach. Z audi też będzie problem 😉

          (Ps. Nie jest to sztrucel. Po prostu nie wyglada. Przeglad przeszedł wzorowo )

        • Stać. Niezawodne auto OPEL CORSA silnik 1.2 bądź 1.4 8V do 2500 zł kupisz fajny egzemplarz z niemiec. Pozdro

    • Podoba mi się ten przelicznik. Ja z mężem mamy jeden samochód (i dwa rowery, którymi też często jeździmy do pracy). Wartość tego samochodu to też mniej więcej 1/3 naszych miesięcznych zarobków. I oby ten samochód żył wiecznie 🙂

    • Kupowanie samochodu pensją netto za cenę brutto to niezbyt dobry układ w naszym kraju…

      Średnia krajowa 3750 brutto, około 2600 netto.

      Czyli średnio zarabiający polak powinien jeździć trupem za 7800 zł.

      A może lepiej nowe na raty – abonament – 1/3 pensji? 858 zł? Z serwisem i ubezpieczeniem w cenie 🙂

  2. Cieszę się, że trafiłam na ten artykuł – po raz pierwszy w życiu będę uczestniczyć w wybieraniu i kupnie auta (chociaż czy leasing można nazwać „kupnem”?). Dobrze było poczytać o kosztach, o których na co dzień się nie pamięta: opony, serwis, ewentualne opłaty za mandat…
    Będę śledzić kolejne notki. Pozdrawiam!

    • Agata – dziękuję za komentarz – w kosztach całości założyłem koszty opon (2.000 zł – 1 x 3 lata), mandat 300 zł, serwis 1 x 2 lata 2.000 zł

      Pozdrawiam serdecznie
      Tomek

      • Serwis 1×3 lata to opcja nierealna, zwlaszcza w przypadku samochodu uzywanego. Ja bym smialo zalozyl 1500 zl rocznie, same przeglady olejowe, klimatyzacja, filtry itp itd tyle zjedza. No dobra, pewno w Seicento uda sie to zamknac w 500 zl, cokolwiek wyzej bedzie powodowac wzrost kosztow.

        • Zgodzę sie. W przypadku używane samochodu wymiana płynów, filtrów, części eksploatacyjnych zaraz po zakupie w przypadku samochodu średniej klasy to lekko 3000 zł. A zawsze mogą pojawić się jakieś usterki o których nas poprzedni właściciel nie poinformował, typu pęknięta sprężyna zawieszenia, zatarte łożysko alternatora, które dodatkowe podbijają powyższe koszty.

          Teoria a praktyka to dwie różne rzeczy 🙂

        • Jeżdżę Seicento nie mam kompleksów ale mąż jeszcze nie może tego przeżyć, iż nie chcę zmienić auta. Miał jeździć rok a jeździ znacznie dłużej. Śmieszą mnie te jego podejścia- w końcu to facet. Niestety moim fiacikiem już nie raz pojechał do pracy ponieważ parokrotnie siadła mu elektryka w jego laluni „asterce”. Pozdrawiam.

  3. Przy rodzinie z dziećmi raczej trudno byłoby się obyć bez auta. Pewnie jest to możliwe, ale posiadając samochód możemy zaoszczędzić mnóstwo czasu. Wystarczy sobie wyobrazić, że trzeba odwieźć tramwajem lub autobusem dwójkę dzieci w dwa różne miejsca i jeszcze przemieścić sie do pracy. I to pewnie 2 razy dziennie (jeśli nie ma potrzeby podjechania wieczorem na jakieś inne zajecia).

    Osobiście mam taki pomysł na posiadanie auta:

    Dowiedziałem się od mojego ubezpieczyciela, ze utrata wartości samochodu wyhamowuje znacznie kiedy auto osiąga wartość 20-25 tyś. zł
    (nieskomplikowany 5-cio letni model). Samochód taki, przy odrobinie szczęścia, nie będzie się co chwilę psuł, a utratę jego wartości łatwo sobie zrekompensować (…i to Ci się Marcinie spodoba 🙂 – Twoja szkoła) oszczędzając niewielką kwotę miesięcznie. W ten sposób mozna co cztery lub pięć lat zmieniać samochód za 150-200 zł miesięcznie. To chyba znacznie mniej niż rata, a cały czas mamy wartościowy produkt w posiadaniu.

    Napiszcie proszę co sądzicie o takim sposobie podejścia do tematu.

    Pozdrawiam!

    • Hmm… jako rodzina z dziećmi nie mamy problemu z radzeniem sobie bez samochodu. Pewnie jest to kwestia konkretnej sytuacji i miejsca zamieszkania, ale nie jest tak, że jak masz dzieci to musisz mieć samochód.

      • Potwierdzam. Też żyje z dzieckiem bez auta. Prawdą jest, że chciałbym mieć auto, ale mnie na nie nie stać. Natomiast nie ma to za wiele wspólnego z posiadaniem dzieci. Jest łatwiej z autem, ale bez niego w dużym mieście z dzieckiem – da się żyć 🙂

  4. Ambroży Kleks

    Parę uwag do wyliczenia:
    * w arkuszu koszt samochodu liczony jest podwójnie – raz jako nabycie, potem jako utrata wartości. Utrata wartości nie ma znaczenia w rozliczeniu, bo samochód jest sprzedawany na końcu a kupowany na początku.
    * roczna utrata wartości powinna być liczone od wartości z kolejnego roku; a nie od ceny nowego auta.
    Po poprawkach różnica nie jest już taka duża – nowy samochód to ok 1,3 zł, używany ok 1,1.

    Pozdrawiam

    • Ambroży Kleks 🙂 – dzięki za uwagi – zgadzam się z Tobą w 1 punkcie . W 2 punkcie już bym polemizował – to jest umowne – zweryfikowałem sobie na moim ptzykładzie ile dzisiaj warte jest to Renault Grand Scenic i jest to mniej więcej ten poziom – samochód jest z 2010 (styczeń) – wg gratek etc. takie samochody to ceny 32-36 tys – ja zalzoylem 36.400 w tej metodzie, którą podaję.

      Zgoda co do kosztów – poprawimy to jednak konkluzja jest taka sama – nowy jest droższy od używanego a nowy na kredyt jeszcze droższy – to chciałem przekazać + podkreślić fakt utraty wartości – ja założyłem 20% – niektórzy mówią nawet o 25-30%). Zwróć również uwagę, ze założyłem oprocentowanie lokaty 2,5% – jakbym te pieniądze, które włożyłem zainwestował w jakieś fundusze akcji np. w tym okresie (styczeń 2010-grudzień 2014) to zwrot jest na poziomie 12-15%/rocznie – to znowu zwiększa w naszym arkuszu koszty alternatywne (koszty kapitału) i tym samy koszty 1km.

      Dzięki wielkie za wnikliwość uwagi 🙂

      Pozdrawiam serdecznie
      Tomek

      • Tomek, z calym szacunkiem ale nie mozesz pisac, ze pieniadze bys zainwestowal w fundusze, bo tych pieniedzy nie miales (wziales kredyt), a na kupno funduszy akcji zapewne kredyt jest jeszcze drozszy. Co innego gdybys kupowal za gotowke (ale wtedy odejmujesz te 10%)

  5. W arkuszu brak jest rozróżnienia kosztów O.C. i A.C . Przeciez auta za 20tyś nie trzeba ubezpieczać na A.C. oraz założenie,że auto nowe elsplatowane 5lat x 15tyś.km =75tys nikt nie sprzeda, jak również założenie, że używkę sprzedamy dopiero po 10 latach jest też bezsensu. Moim zdaniem należy porównać eksploatacje 10 lat nowe 2x5lat używka i doliczyć wszystkie koszty typu sprzedaż auta po pieciu talach i koszty zakupu nowej używki i wtedy był by pełniejszy obraz.
    Ja osobiście miałem okresowo 2 auta bo jedno musiało zarabiać na odsetki i swoje utrzymanie a a drugie rodzinne „dla dzieci”, ale jak nie zarabiało to natychmiast sprzedałem.

    • Dokładnie. Nikt kto kupuje nowe auto nie sprzedaje go po 5 latach tylko jeździ nim minimum 10 lat. I w takim właśnie okresie trzeba to rozpatrywać. Raczej kupując 5-letni samochód nie pojeździmy nim 10 lat, ale jeśli już byśmy się uparli to roczne koszty napraw takiego samochodu trzeba bardzo mocno podwyższyć. Mamy więc do wyboru albo po 5 latach kupować kolejny używany albo nastawić się na częste awarie i duże koszty.

      • Jesteś w błędzie… Duzo osób kupuje nowe samochody i sprzedaje po 4 lub 5 latach. Tak robię i ja od 1995 r

        • Jak kogoś stać i dobrze się z tym czuje że sprzedaje nowy samochód po 4-5 latach to ok, W końcu te 4-5 letnie samochody skądś muszą się brać na rynku.

          • Pawel
            wez pod uwage ze po 5 latach auto zaczyna wymagac wiekszych inwestycji jak zawieszenie, dwumasa i inne
            Stad decyzja o sprzedazy 🙂

      • Hmmm… Jeśli stać mnie na nowe auto to oczywiście że sprzedam go po 4 latach i kupię sobie kolejne. Inaczej umarłbym z nudów… A jeśli mam trzymać auto 10 lat to znaczy że mnie nie stać i po co sobie taki ciężar brać na bary 🙂

        Uważam że 3x miesieczna pensja to wartość auta to dobry układ, w zasadzie kupuje duzo tansze auta. Mam dobre zarobki a kupuje auta za ok. 30tys, naprawy wiec mnie martwia, bo relatywnie mało mnie one kosztuja.

        • Nie jest to takie oczywiste, że sprzedasz samochód po 4-5 latach.

          Kiedyś liczyłem to sobie i wychodziło mi, że nowy samochód opłaca się najbardziej wtedy, kiedy trzyma się go sporo lat – np. 12. Wtedy koszty napraw, które w końcu trzeba będzie ponieść, rozkładają się na większą liczbę lat eksploatacji, natomiast utrata wartości też „wyhamowuje” po pierwszych kilku latach.

          Natomiast najkorzystniej wychodziło kupno samochodu 3-letniego z przebiegiem do 20 tys. km. Mały problem jest taki, że ciężko taki znaleźć 🙂

    • Cześć – dzięki za komentarz – to jest inne spojrzenie – też sensowne – ja przyjąłem perspektywę 5 letnią dle nowegi uzywanego zakladając, że tyle mniej więcej się jeździ 1 samochodem – chociaż z tym też bywa róznie.

      Wg mnie przykład, który pokazuje jest odpowiedzią na częsty dylemat – czy iść do salonu i kupić „nówkę sztukę” czy używanego – 3-5 latka.

      Z tym AC to bym dyskutował – a kradzież samochodów na części – mojemu tacie ukradli samochód własśnie tej wartości – bo był chodliwy – dla taty to była duża strata – za wypłatę z AC kupił sobie coś nowego – gdby nie miał AC – nie miałby również kolejnego samochodu tak szybko.

      Pozdrawiam serdecznie
      Tomek

      • z tym A.C. jest tak moim zdaniem:
        – na auto nowe musisz mieć A.C. pełne ( wymóg banku) – drogie
        – na auto używane możesz mieć A.C. możesz mieć z udziałem własnym na 10-15% co zmniejsza koszt A.C.
        – na auto zużyte koszt rzędy 2-5tyś. nie kupujesz A.C bo samo A.C. na rok to 50-20% wartości auta

        Ja osobiście kupuje auta w zależności od potrzeb i odległości do pracy. Jak na jednym kontrakcie auto zarabia na kilometrówce to kupuję auto (użyewkę:D ) za 44tys. jak miałem prace pod domem drogie auto sprzedałem i kupiłem auto za 2tyś. (2x roczne A.C.) a jak mam służbowe to auta nie mam.

  6. Tylko nowy i najlepiej leasing. Szkoda życia na używane rupiecie, a już wydawanie 24 000 PLN i wiecej na samochód z nieznaną przeszłością i stanem technicznym (nawet fachowiec nie jest w stanie określić czy tydzień po zakupie nie spotka nas naprawa za kilka tysięcy złotych) to szczyt głupoty. Zamiast patrzeć na drobne oszczędności, trzeba skupić swe wysiłki na generowaniu większej ilości gotówki. Nowy, pachnący i zmieniać co około 108 miesięcy.

    • Hej Karol,

      Szczyt głupoty? Znalazłbym chyba lepszych kandydatów do tego tytułu..
      Bardzo często to przejaw umiejętności kalkulowania i zwykłego zdrowego rozsądku.

      Myślę, że dealerzy samochodowi są zachwyceni z takiego podejścia do sprawy, które proponujesz 🙂

      • Ja także jestem zachwycony takimi ludzmi jak Karol! Dzieki takim jak On ja moge kupic 4 letnie auto za ok 20.000 pln 🙂

  7. W Polsce samochód to manifestacja statusu społecznego i wiele osób kupuje samochody, na które ich nie stać. W bogatej Szwajcarii, gdzie żyłem przez kilkanaście lat, najpopularniejszym samochodem jest Volkswagen Golf. Dominują silniki benzynowe jako przyjaźniejsze środowisku. Ze względu na pracę poznaję wiele majętnych osób i reguła jest taka, że im bogatszy i im starsze pieniądze tym mniej rzucający się w oczy samochód.

    • Dokładnie – z tymi majętnymi o których piszesz to trochę jak w tym rosyjskim powiedzieniu (pisownia fonetyczna) – „tichiej jediesz – dalej budiesz” 🙂

    • Z tymi majętnymi to trochę tak jak w tym rosyjskim powiedzeniu (piswonia fonetyczna) – „Tichiej jediesz dalej budiesz” 🙂

  8. Dla mnie osobiście zakup samochodu na moim etapie życia to zbędny wydatek. Pracuję w Gdańsku, ale mieszkam w Rumi z rodzicami. Codziennie pokonuję komunikacją miejską około 35 km w jedną stronę. Wiele osób mówi mi, że powinnam dojeżdżać do pracy samochodem, bo za dużo czasu tracę w drodze lub przenieść się do Gdańska i wynajmować tutaj mieszkanie. Tylko, że samochód to duże koszty, a transport miejski mimo (moim zdaniem) rekordowych cen jak na aglomerację trójmiejską, jest stosunkowo niewielki biorąc pod uwagę moje szacunkowe wyliczenia kosztu eksploatacji i zakupu auta. Płacę 200zł na miesiąc, czyli przez analogiczny okres 5 lat wydam na dojazdy łącznie 12000 zł.
    Czy jest mniej wygodnie? Tak. Czy czasem klnę na komunikację, gdy stoję zimą na mrozie czekając na opóźnioną SKMkę? Tak.
    Ale oszczędzam, jestem zdrowsza, bo więcej się „ruszam” niż typowy pracownik biurowy przypięty pół dnia do fotela biurowego lub samochodowego, mam czas na relaks, bo komfort jazdy SKM czy PKM nie jest taki tragiczny.
    Mój chłopak mieszka w Gdańsku i czasem narzeka, że chciałby mieć auto, ale odradzam mu ten zakup, bo na tym etapie, gdy codziennie jeździ tylko kilka kilometrów komunikacją miejską lub pracuje zdalnie w swoim lokum, taka fanaberia to tylko koszty. Mamy wspólne cele i żeby spełniać nasze marzenia oszczędzamy.
    Znajomi czasem zgryźliwie śmieją się, że nie ma jak odebrać mnie z jakiejś pracowniczej imprezy integracyjnej albo nie mamy możliwości wyjechać razem za miasto i jesteśmy zacofani. Mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie panuje jakiś chory kult aut. Kult aut połączony ze staniem w korkach, bieganiem po mechanikach w godzinach pracy, załatwianiem formalności z ubezpieczeniem itd.
    Auto ma sens, gdy nie ma innej możliwości i gdy to się naprawdę realnie opłaca. Chyba, że kogoś stać i gwiżdże na oszczędności.

    Myślę sobie czasem. Niech się śmieją. Ci, którzy mają auto od rodziców lub kupili je na kredyt i dalej bezmyślnie płacą lichwiarzom dla wygody. Ja nie muszę martwić się ratami kredytów i zbieram spokojnie pieniądze na mieszkanie. 🙂

    Pozdrawiam

    • Fajny punkt – jeżeli chodzi o te stanie na mrozie czekając na SKM to coś o tym wiem – przez lata robiłem trasę Gdańsk Wrzeszcz – Sopot – ale ostatnio jechałem i jest jakoś fajniej -nowocześniej.

      Sporo komentarzy jest o czasie – trójmiasto jest dobrym przykładem (bo Warszawa wręcz oczywistym) , że czasami przejechanie tego samego odcinka kolejką jest znacznie krótsze niż samochodem.

      Pozdrawienia dla Ciebie i Trójmiasta
      Tomek

    • Brawo Ania, przyznaje Ci rację.
      Kiedyś usłyszałem takie o to zdanie:
      ,,dorobiłeś się samochodu, stać Cię na paliwo, to doświadczaj luksusu jakim jest stanie w korku” 🙂
      jeżdżę do pracy autobusem ( 7 przystanków ) i codziennie mijam samochody, w których jest jedna osoba.

    • Aniu, nie jesteś sama 🙂 Ja też nie mam i nie planuję mieć samochodu, choć po spojrzeniach niektórych znajomych widzę, że nie zawsze jest to dobrze odbierane. Mieszkam w dużym mieście, w miarę w centrum, więc mam do dyspozycji transport publiczny w dzień i w nocy. Nie mam dzieci. Agresywna jazda innych kierowców i wieczne korki dodatkowo mnie zniechęcają do idei auta. Na co dzień wystarczają mi autobusy i tramwaje, jak potrzeba, biorę taksówkę, przy dodatkowych osobach koszt na pasażera często jest zbliżony do ceny biletów MPK. Odpada problem parkowania. W mojej sytuacji zupełnie nie widzę sensu auta i denerwuje mnie podejście znajomych, że „jestem jakaś dziwna” i „jak mogę woleć ścisk w autobusie”. Jakoś mi się kalkujuje 😉
      Oczywiście, w przypadku rodziny z małymi dziećmi sprawa jest zupełnie inna.

      • To i ja w tym klubie 🙂 Na rowerze często jeżdżę, a poza tym jest komunikacja miejska. A z dziećmi jest dokładnie tak samo- albo jeżdżą na rowerach albo komunikacją.

      • 1. Ja z żoną w pewnym okresie naszego życie jeździliśmy 20 km do Poznania do pracy pociągiem bo …. taniej? nie, szybciej. czas przejazdu dojście 10min.+26min. pociąg + 12min dojście) jeszcze trzeba było doliczyc jakieś 20 min czekania na pociąg bo nie kończy siępracy i mamy pociąg. Ale narzekanie na PKP a nie na korki i własny samochód.
        Częściej spóźnialiśmy się do pracy autem niż pociągiem.
        2. Jaskiem 8 lat temu przeprowadziłem kalkulacje tak zwanej drogi życiowej.
        Z racji mojego zawodu inż. bud. kalkulowałem koszty zakupu droższej działki w mieście , a tańszej na pod miastem wyszedł mi koszt zwrotu po ok 8 latach licząc w PLN czyli na poziomie wieku 40lat przy założeniu,ze kredyt bierzemy w wieku 30 lat i mamy zdolność kredytową. no jeszcze jest okres 65-90lat kiedy to nie musimy jechać do pracy , a możemy iść do kina itd. i możemy jechać tam tramwajem. Nonsens tego wpisu wyjdzie jak ktoś zauważy, ze mieszkam pod Poznaniem,ale to jest inna historia bo dom dostałem w spadku i tu wszelkie kalkulacje biorą w łeb, bo to najtańsze mieszkanie do remontu ale bardzo tanie:D

      • Przeczytałem wasze komentarze i stwierdzam jedno wszyscy analizujecie tu i teraz (jedni mają dzieci drudzy nie ) a co było 10 lat temu ile masz lat i co będzie za 10 lat czy będzie ci samochód potrzebny. Przecież mając pociechę (obecnie 10letnia) za 8 lat to ona będzie miała prawko i nie będziecie jej wozić na zajęcia.

        Ja mam 35lat i wolę być wożony niż wozić:D nawet na grila za miasto lepiej pojechać w 4 niz w 2 osoby, nawet kosztem drobnych zla znajomych.

        Ilość zmiennych do analizy jest ogromna brakujące to :
        -gdzie mieszkamy i gdzie mieszka nasza rodzina
        – ile mamy lat i ile mają lat nasze dzieci – czy my jeździmy do rodziców czy dzieci przyjeżdżają do nas.
        – gdzie pracujemy.
        – czy mamy dostęp do komunikacji miejskiej.
        – czy na aucie jesteśmy w stanie zarobić np. dojazd do dodatkowej pracy bo komunikacją nie zdążymy czegoś załatwić w jeden dzień i ile jest takich dni w miesiącu
        – czy zakupy w drużnym markecie się opłacają czy po prostu nie kupujemy więcej- i więcej wyrzucamy. Czy nie lepiej kupić mniej w małym samie i przynieść do domu ni ch to kosztuje 2 zł więcej na 100zł zakupów. W dużych sklepach są pseudo promocje, typu wywieś kartkę promocja i podnieś cenę. zamist kupić za 100zł kup 120zł bo jest promocja.

        Prosił bym o podanie wieku i stanu rodziny przy każdym wpisie a i tak nie mamy pełnego obrazu.

        • Analizować można sytuację tu i teraz bo jaką inną? Co kogo obchodzą analizy typu „a 15 lat temu” albo prognozowanie przyszłości? Za 10 lat mogę mieszkać w innym miejscu i sytuacja będzie inna, trudno żebym to dziś przewidziała.

          Aneks do moich komentarzy: 33 lata, miasto z metrem 😉 Rodzina 2+2, dzieciaki podstawówka/gimnazjum, ale jest plan powiększenia rodziny.

          Co do zakupów to jest kwestia tego, czy człowiek ogólnie kupuje rozsądnie czy bezmyślnie. Zakupy w dużym markecie z dowozem do domu opłacają się z kilku powodów: są promocje, jak się zna ceny to się umie ocenić, czy coś się opłaca i można kupić większy zapas, można zrobić zakupy o dowolnej porze, np. na nocnej zmianie w pracy, jak nie ma co robić akurat, nie trzeba dźwigać, bo kurier dostarcza pod drzwi, dzięki koszykowi w internecie widzi się od razu ile dokładnie wydajemy.

          • i z tymi zakupami przez neta masz rację, ale mi chodzi o zakupy nie planowe typu „kupuję jest promocja „. Myślę że tu się spotykają ludzie rozsądnie wydające pieniądze. Pozdrawiam

            P.S. Mi chodzi o samo kontrole wydatków, po co kupić auto dostawcze bo robię remont:D

          • Zakup auta trzeba analizować przynajmniej w okresie jego eksploatacji, bo po co ci auto jak za 1 dni przestaniesz pracować i nie będziesz jeździć do pracy lub się przeprowadzisz. Tak samo z innymi zakupami nie kupisz młota (za 2000zł) udarowego żeby zrobić jeden przewiert (koszy z wykonawcą 50zł)

  9. Hej Tomek,

    Bardzo ciekawy wpis i analiza. Osobiście uważam, że kupno samochodu z salonu faktycznie było ogromnym błędem. Sama świadomość, że po przejechaniu bramy dealera wartość samochodu spada o 20-25% jest dobijająca :).

    Każdy powinien dobierać takie auto na jakie realnie go stać, bo w dobie łatwo dostępnych kredytów, można naprawdę popłynąć. Ludzie kupują droższe auta pod wpływem impulsu i nie myślą o tym jak będzie potem wyglądała ich eksploatacja.

    Jedyną sytuacją, gdy zakup auta z salonu jest uzasadniony jest leasing. Jeśli chcemy wygenerować koszty dla swojej firmy, to jak najbardziej można połączyć to z możliwością pojeżdżenia autem trochę droższym.

    • Marcin – dzięki – faktycznie wyjazd z salony jest bolesny 🙂 A o leasingu będziemy niedługo pisać
      Pozdrawiam serdecznie
      Toemk

      • Problem wydumany. Wyjazd nowym autem z salonu może być bolesny (według rozumienia Tomka) tylko dla kogoś, kto auto kupił z zamiarem szybkiej odsprzedaży – ale to tak, jakby ktoś narzekał, że boli go samookaleczenie.
        „Faktycznie” według Tomka oznacza mniej więcej tyle, co tzw. fakt prasowy.
        Tak może twierdzić tylko ktoś, kto jak dotąd nie wyjeżdżał nowym autem z salonu.

        Jest to jak dotąd pierwszy artykuł na blogu Marcina, którego nie poleciłbym znajomym.

        Marcin, nie idź tą drogą!

  10. Dla mnie samochód jest wyłącznie narzędziem, przedmiotem służącym do przemieszczania się- ale tak bardzo podnoszącym komfort życia całej rodziny, że nie wyobrażam sobie codziennego funkcjonowania bez niego. Zresztą trudno sformułować jednoznaczną odpowiedź na pytanie „czy posiadane samochodu się opłaca?”, bo to w ogromnej mierze uzależnione jest od sytuacji życiowej konkretnej osoby, często pewnych wartości nie da się przeliczyć na pieniądze- i w żadnym wypadku nie chodzi tu o „szpan”, nadmierny konsumpcjonizm czy zamiłowanie do luksusu.

    Tak jak wspomniał wyżej Jakub przy rodzinie z dziećmi ciężko obyć się bez auta. Ja osobiście mieszkam w 300 tysięcznym mieście, w którym komunikacja miejska jest średnio rozwinięta, dróżki rowerowe docierają natomiast praktycznie wszędzie. Mimo stosunkowo niewielkich (w skali Warszawy czy innych największych miast Polski) odległości od mojego miejsca zamieszkania do szkoły, przedszkola i pracy nie wyobrażam sobie rozwożenia dzieci i przyjazdu do pracy na godzinę 8.00 jakimkolwiek innym środkiem transportu. Oczywiście na upartego byłoby to możliwe, tylko wiązałoby się np. z koniecznością budzenia dzieci o godz. 5.00, a nie 6.30 (i powrotami do domu nie po godz. 16.00, a po 18.00). Poza tym Polska to nie Floryda, a wizja mojego trzylatka jadącego na rowerku 1,5 km do przedszkola w listopadowym deszczu również nie wydaje się specjalnie zachęcająca.

    Odnośnie kwestii zakupu samochodu myślę, że oceniane jest to często przez pryzmat dotychczasowych doświadczeń. Ja osobiście nie mam oporów przed kupnem auta nowego (za gotówkę, bez kredytu generującego dodatkowe koszty). Sam jeżdżę od 14 lat samochodem japońskiej marki (bez reklamy, ale jestem bardzo zadowolony), praktycznie bezawaryjnym, który kupiony był jako nowy. Teraz auto tej samej marki (klasy compact, w podstawowej wersji, bez dodatkowo płatnych bajerów, które trochę kusiły) kupiliśmy żonie. I zamierzamy je zajeździć, spokojnie zakładamy, że będzie nam służyć najbliższych kilkanaście lat.

    • To już chyba się domyślam czym jeździsz 🙂 Przy takich stażach o których piszesz to ma to sens. Zdzieciakami – jeszcze w miejscach nie najlepeij skomunikowanych – bez samochodu byłoby ciężko – zgadzam się.

      Pozdrawiam serdecznie
      Tomek

  11. Kiedy w artykule mowa o motywacji do kupna samochodu, brakuje mi omówienia kwestii czasu. Samochód może oszczędzić wiele godzin i nie tylko osobom z małymi dziećmi. Samochodem łatwo zmienić trasę powrotu z pracy, by po drodze zrobić zakupy, które spokojnie mogą poczekać w bagażniku, kiedy siedzimy w kinie albo na siłowni. Ja jeżdżę komunikacją i tak: czekam na tramwaj, jadę kilka przystanków, wysiadam przy poczcie, czekam na autobus, jadę kilka przystanków, wysiadam koło sklepu, robię zakupy, czekam na autobus i jadę do domu. Mój mąż przy podobnym grafiku to samo robi o godzinę krócej. A czasem grafik jest bardziej rozbudowany.

    Samochód daje też możliwość większej spontaniczności (zwłaszcza w kwestii wyjazdów za miasto), stanowi też niezły magazyn – mogę wziąć ze sobą rzeczy, które gdzie indziej musiałabym kupić. Jak to obliczyć 😉 ?

    • Tylko policz o ile więcej godzin musisz pracować, żeby zarobić na koszty generowane przez samochód. Bo może się okazać, że bilans wcale nie jest dla Ciebie korzystny.

      • 5 godzin miesięcznie, ale w mojej rodzinie auto jednak głównie nabija kilometry za miastem (miesięcznie po mieście 100-149 km, poza miastem ok. 700 km). Czyli jeżdżąc głównie po mieście koszty byłyby znacznie mniejsze.

        • Nooo, 5 godzin to nie tak dużo, jak oszczędzasz dzięki temu 10 to już się kalkuluje. U nas wyliczenia wyszły zdecydowanie gorzej. Zresztą po pozbyciu się auta okazało się, że po prostu lepiej się organizujemy: zakupy bardziej przemyślane, bo nie ma „a to wskoczę do auta i podjadę”, spora część internetowo i tak dalej.

          • Grunt, żeby świadomie podejmować decyzje 🙂 Ja podziękowałam za drugi samochód w prezencie, właśnie ze względu na koszty. Ale jeden samochód jest naszej rodzinie potrzebny. Dziś przyjeżdżają do nas rodzice pociągiem i musimy zmienić plany na wspólny czas – chcieliśmy podjechać na dziką plażę nad Wisłę, ale publiczny transport tam nie dociera.

  12. Kurcze, wszyscy skupili się nad dylematem co jest lepsze, nowe czy używane. A chyba nie o to chodziło.
    Ja nie mam wyboru jak posiadanie własnego auta, codzienny dojazd do pracy Taxi to 10 zł czyli 100 zł tygodniowo, daje to tają samą kwotę jaką miesięcznie przeznaczam na paliwo czyli 400. Nie mam możliwości dojazdów innym środkiem transportu, mógł bym jeździć rowerem ale nie zawsze zaczynam i kończę w tym samym miejscu i jakoś nie mam ochoty marznąć czy moknąć. A ponadto przemieszczam się do mojej lubej około 40 km i brak komunikacji w postaci np. autobusu ( było by taniej jak by postanowiła ze mną zamieszkać ale to jeszcze chyba nie ten etap 🙂 ) czyli kończąc wątek rocznie robię ok. 20 000, licząc według załączonego exela koszt 1 km to 0,98 zł czyli jak dla mnie do przyjęcia.

  13. Odkąd działa Uber, to posiadanie samochodu wydaje mi się stratą czasu, energii i pieniędzy. A stojąc w korku można coś zrobić, a nie uważać na drogę 🙂

  14. Cześć Marcin,
    świetny artykuł, fajnie, że go udostępniłeś, bo akurat zastanawiam się nad posiadaniem własnego pojazdu.

    poproszę Cię o opisanie zasad kupna samochodu w leasing, gdy prowadzi się własną 1-osobową działalność gospodarczą. Jaki leasing wziąć operacyjny czy finansowy. Podobno przy operacyjnym można sporo ,,rzeczy” wpisać w koszty np: rata leasingowa, paliwo, ubezpieczenie, naprawy.
    I ile powinna wynosić wpłata własna oraz jaki najlepiej okres leasingowy wybrać 48 mc czy więcej ?

    Będę wdzięczny za informacje zwrotną.

    Grzegorz

    • Grzegorz – dzięki za Twój komentarz – jak uzbroisz się chwilkę w cierpliwość to już niedługo (do 2 tyg) będziemy o leasingu pisać

      Pozdrawiam serdecznie
      Tomek

    • Cześć Grzegorz.

      Proponowałbym Ci kupno nowego samochodu za gotówkę i amortyzowaniem go przez okres 30 miesięcy. Wtedy co miesiąc wpisujesz w działalność 1/30 kosztów zakupu. Dzięki zakupowi za gotówkę możesz oszczędzić na racie kredytowej.

      Słyszałem, że VW może zaoferować rabat 16% za płatność na raz gotówką. Wydaje się to ciekawsza opcja niż leasing.

      Pozdrawiam

  15. Troche sie to nie trzyma „calosci”. Zakladam uzytkowanie samochodu przez 6 lat, robiac w tym czasie 150tys km. W moim konkretnym przypadku koszty wygladaja nastepujaco.

    zakup (wraz z kosztem kredytu) 82500zl
    ubezpieczenie 6x1600zl
    paliwo 9000×4,5zl
    opony 4x2000zl
    przeglady 2x1500zl

    razem 143600zl, nawet porzucajac ten samochod po 6 latach koszt przejechania 1km wyniesie 0,957zl. Przy zalozeniu sprzedania go po 6 latach za 25000zl, koszt kilometra spada do 0,79zl.

    Teraz pokolei. Kredyt w moim przypadku razem ze wszystkimi oplatami kosztuje przez 4 lata 10900zl
    Ubezpieczenie wymaga wyjasnienia tylko w pierwszym roku – dealer oferuje pakiet wlasnie za taka kwote, z mozliwoscia przedluzenia go w sumie przez 4 lata (oplata spadnie z czasem ale przyjmuje wartosc z pierwszego roku)
    Cena paliwa pewnie sie zmieni ale przyjalem zalozenia jak w powyzszym tekscie.
    Opon zuzywam troche wiecej.
    Wraz z nowym samochodem mam pakiet przegladow na 4 lata, gdzie do 120000km nie place zupelnie nic, do przebiegu 150000km zakladam wydac nadprogramowe 3000zl

    W przypadku uzywanego, 4-5 letniego auta, startujemy z przebiegiem minimum 120000km. Moze tylko ja mialem takiego pecha, ale we wszystkich uzywanych jakimi do tej pory jezdzilem, pomiedzy 150000km a 200000km zaczynal sie wysyp prawdziwych niespodzianek, skutkujacych zostawianiem conajmniej 1000zl w warsztacie co miesiac.

  16. Cześć
    Dla mnie posiadanie samochodu to przyjemność. Jazda samochodem to nie tylko przemieszczanie się z punktu A do B. To dodatek do przyjemności z jazdy. W mojej sytuacji preferuję zmianę samochodu co 5-6 lat, a „stary” pozostawienie w rozliczenie. Nie jestem też zwolennikiem zakupu samochodu na kredyt, gdyż to jest za droga zabawa. Zakup za gotówkę daje niezłe pole do negocjacji z dealerem, łącznie z postraszeniem kupna za „żywą” gotówkę.

  17. Właśnie też dzisiaj pisałem o 9 FINANSOWYCH powodach „za” samochodem w rodzinie:

    1. możliwość zrobienia większych zakupów w tańszych sklepach – oszczędność na zakupach
    2. możliwość przewiezienia nietypowych rzeczy (materiałów na remont)
    3. możliwość podjechania w późnych porach / awaryjnych sytuacjach – oszczędność na TAXI
    4. wyjazdy za miasto (oszczędność na MPK/PKS/PKP) – przy kliku osobach autem na prawdę jest dużo taniej
    5. wyjazdy wakacyjne „na za..upie” – oszczędność na wynajmie
    i jeszcze klika w tym kluczowy:
    „czas to pieniądz” – jeśli oszczędzasz codziennie np. godzinę na dojazdach do pracy i jesteś w stanie coś sensownego z tą godziną zrobić.
    Więcej – zapraszam na Elementarz Finansów Domowych http://www.elfido.pl/kredyty/9-finansowych-argumentow-za-dla-samochodu-w-rodzinie/ pozdrawiam

    • 1. Od kiedy są zakupy internetowe to już niekoniecznie, duże zakupy kurier dostarcza pod drzwi, a jeszcze się czasu nie traci na chodzenie po sklepie.
      2. Jak często robi się remont? Hmm… w ciągu ostatnich 5 lat potrzebowałam tego raz.
      3. Jak często są awaryjne sytuacje? Zresztą jest uber, jest przewóz osób, mocno staniała ta usługa. Tak czy inaczej ile można wydać? 200 miesięcznie? W porównaniu z kosztem utrzymania samochodu to niewiele. A i taxi pozwala wrócić z imprezy bez konieczności rezygnowania z piwa 🙂
      4. Jak ktoś jeździ regularnie i to w kilka osób to ma sens. Jak się jedzie w dwie osoby 5 razy w roku to niekoniecznie.
      5. Znowu – wynajem w wakacje to nadal niewiele w porównaniu z całorocznym utrzymaniem auta.
      I oczywiście można sobie mówić, że samochód jest na szczególne okazje, że nie codziennie… A potem obserwuję, jak nagle ludzie jednak zaczynają te szczegolne okazje widzieć codziennie, a kasa leci.

      • Mateusz pisze o samochodzie w rodzinie. Więc raczej mówimy o więcej niż dwóch osobach.
        Osoby z dziećmi nie mają tylu opcji alternatywnego przewozu dzieci – taksówki sporadycznie mają foteliki, a jeśli już, to taką taksówkę trzeba zamawiać dzień wcześniej. Wynajem samochodu z fotelikami też więcej kosztuje. Ja jeżdżę komunikacją i ciężko mi transportować dzieci w dużych miastach (przesiadki, połączenia zrobione pod dojazd do pracy, spory czas przejazdu, dziecko się męczy, w aucie może spać, posłuchać bajek, etc. ) i w małych też (mało połączeń, długi czas oczekiwania na autobus).

        • Tak dla formalności – dwie osoby też mogą być rodziną 😉 Ale nie czepiam się, rozumiem skrót myślowy. Tyle tylko, że my jesteśmy model 2+2 i piszę o życiu bez samochodu w takim modelu.
          Chodziło mi raczej o to, że istotne jest, czy jeździ się za miasto na weekend regularnie, bo np. ma się działkę z domkiem czy rodzinę w innym mieście, regularnie odwiedzaną, czy jest to sporadyczny wypad. My na weekendy nigdzie nie jeździmy raczej, więc nie ma sensu tego uwzględniać rozważając posiadanie samochodu.

      • Myślę, że musimy się zgodzić, że różne osoby mają różne uwarunkowania (geograficzne, zawodowe, rodzinne, uczestnictwo w różnych przedsięwzięciach np. budowa domu) i mogą mieć zupełnie inne wyliczenia. Tu podałem tylko jedną stronę medalu, ale przecież wiem też o kosztach;) I teraz w zależności od kosztów generowanych przez auto (rozpiętość może być ogromna) może nam to wszystko wyjść na plus lub nie. Ważne, by świadomie zdecydować, a nie pod wpływem konsumpcyjnej presji („wszyscy mają, to i mnie się pewnie przyda”, albo „ale mu szczena opadnie, jak mu pod dom podjadę tym cackiem”) . Anna zdecydowała, by auta nie mieć, jest z tego zadowolona i wszystko gra! Jeśli komuś innemu wyjdzie, że auto daje więcej realnych korzyści niż generuje kosztów – to prawidłową decyzją będzie kupno pojazdu, oczywiście na swoją kieszeń. Chyba nie ma tu wielkiej filozofii, pozdrawiam!

  18. Już o tym pisałam u Marcina, ale powtórzę, bo teraz bardziej na temat. Zaznaczam, że pisze o realiach warszawskich, bo takie znam. Przypuszczam, że można je przełożyć na inne duże miasta, ale to już pozostawiam Waszej ocenie.
    Otóż uważam, że w realiach stolicy samochód jest zbytkiem. Zakładając, że ktoś nie wykorzystuje go w pracy, czyli auto nie jest inwestycją generującą dochody. I ponieważ jest zbytkiem, to na jego zakup przychodzi czas, kiedy nie ma się żadnych zadłużeń (dopuszczam kredyt hipoteczny, ale w znacznej części spłacony) i ma się gotówkę na zakup samochodu. Ale to dlatego, że nie uznaję kredytów konsumpcyjnych, a auto to konsumpcja.
    Rzecz jasna nie dotyczy to ludzi, których na to stać, bo jak kogoś stać to może kupować dobra luksusowe i absolutnie nie uważam tego za coś złego, od razu zaznaczam.
    Dla mnie kolejność wygląda tak:
    1. Fundusz bezpieczeństwa w wysokości sześciomiesięcznych wydatków
    2. Brak jakichkolwiek kredytów konsumpcyjnych
    3. Nadpłata kredytu hipotecznego
    4. Plan emerytalny
    5. Fundusze na edukację dzieci – jeśli ktoś posiada. Przy czym nie uważam, że dzieciom powinno się dawać wszystko na tacy, ale jakaś rezerwa na start może się przydać.
    6. Festiwal konsumpcji w ramach wolnej gotówki: samochód, koń, jacht, nowy telewizor
    Ja nigdy nie miałam samochodu, mój partner pozbył się auta niedawno. Kompletnie nie odczuwamy, żeby nam go brakowało. Za to zdecydowanie odczuliśmy, że jest większy luz finansowy.

  19. Fajny ciekawy artykuł, ale oczywiście nie wyczerpuje tematu. Przy porównaniach ważne są także:
    – koszt zaoszczędzonego czasu (czas to pieniądz)
    – wypożyczanie samochodu (no tutaj opłaty się zgadzają tylko w przypadku uczciwych firm; miałem już do czynienia z takimi, które zawsze wykrywały jakieś awarie i oczywiście dodatkowe koszty)
    – samochód można wziąć na firmę, co zmiejsza podatek i VAT (wiele osób z tego korzysta)
    – teraz dopiero widzę, ile tracę na wartości nowego samochodu, ale jest jeszcze jedna ważna kwestia – kupując nowy samochód wiem co mam i mogę o niego dbać przez kilka-kilkanaście lat; kupując używany łatwo trafić na „skarbonkę”, ale także na „perełkę”

    Fajnie, że o tym piszesz. Na pewno będę czytał 🙂 Może to co myślę teraz ulegnie zmianie, może nie. Zobaczymy 🙂 Na pewno staram się podchodzić do wszystkiego z głową, ale nie tak na 100%. W końcy człowiek to nie kalkulator i po parunastu latach jeżdżenia MZK też chce po prostu odpocząć.

  20. Super artykuł! Pisany z humorem, bardzo fajnie się czyta.
    Właśnie jestem za zakupie samochodu i są to dla mnie cenne informacje. Będzie to raczej samochód używany.
    Pozdrawiam Was 🙂

  21. Samochód powinien oszczędzać czas i zapewniać komfort w trakcie realizacji codziennych obowiązków, trafić na ten jedyny to prawdziwa sztuka. Ilość informacji oraz opinii, które musimy przeanalizować przed zakupem może przytłoczyć nawet największych miłośników czterech kółek.

  22. Samochód – ech, temat rzeka 🙂 Dla mnie głównie narzędzie pracy, bo w moim wypadku niemożliwym byłoby prowadzenie biznesu bez niego, ale pamiętam jak emocjonalnie podchodziłam do zakupu mojego pierwszego auta mojego i tylko mojego 😀 W sumie czasy nie aż tak odległe, ale z z ich upływem emocje opadały (i dobrze) i zaczęła się po prostu epoka kalkulacji i planów „samochodowych” (kiedyś trzeba będzie wymienić).

  23. Mieszkam w małym miasteczku ok. 25000 mieszkańców. W tej chwili nie posiadam samochodu. Do pracy chodzę pieszo ok. 10 minut. W lecie jeżdżę rowerem w promieniu 20 km. W zimie korzystam z transportu publicznego. W przypadku wyjazdów zorganizowanych zazwyczaj transport jest lub jadę ze znajomymi.

    Owszem, są niedogodności zwłaszcza jak trzeba coś załatwić, przewieźć. Wtedy można kogoś poprosić lub pożyczyć samochód albo nawet wypożyczyć.
    Generalnie staram się odróżniać potrzeby od zachcianek. Gdybym zmienił pracę lub miejsce zamieszkania ponownie rozważę kupno samochodu.
    Oszczędności, szacuję, że zostaje mi ok. 6000-7000 zł rocznie w kieszeni.

  24. Ale w tej dyskusji zabrakło jednej rzeczy, co generalnie bardzo często jest pomijane – wycena własnego czasu.
    Samochód pozwala ten czas zaoszczędzić i poświęcić na inne rzeczy (choćby na czas z rodziną lub dodatkowy zarobek). Większość rozliczania jest wg. Sytuacji tu i teraz – czyli mieszkam w pkt A, pracuje w pkt B, mam etat 8h, pensje w wysokości X. Ale nikt nie bierze pod uwagę co mógłby zrobić z zaoszczędzonym czasem (jednak dla wielu ludzi praca to przymus).
    Wiec wycenmy godzinę własnego życia i przeliczyć ponownie 🙂 ja osobiście nie chce tracić czasu na dojazdy choćby komunikacja miejska.
    Generalnie w dzisiejszym świecie dobrze sprawdza się prosta anegdota – ‚wczoraj ojciec szedł 20 minut by zaoszczędzić 20 złotych, dziś syn wyda 20 złotych by zaoszczędzić 20 minut’ i coś w tym jest biorąc pod uwagę tempo dzisiejszego życia. ..

    • Nie ma czegoś takiego jak „tempo dzisiejszego życia”. Jest tempo, jakie człowiek sobie w swoim życiu wprowadza. Ja zawsze wolę sobie zadać pytanie: ile czasu zajmie mi zarobienie pieniędzy na zapłacenie za to, co pozwoli mi zaoszczędzić godzinę 🙂 Zresztą czas w komunikacji miejskiej nie musi być czasem straconym – zwykle w tym czasie czytam książkę albo notuję różne rzeczy. A już dojazd na rowerze to tym bardziej żadna strata.

    • Wojtek – gdybym miał oszczędzać takiepieniądze kosztem mojej dostępności dla rodziny to pewnie bym się nie zdecydował – i jeśli samochód pozwolił mi na spędzenie więcej czasu z dziećmi – to nawet bym sie nie zastanawiał.

      Często jest jednak tak, że np. w mieście którym mieszkam – dojechanie z punktu A do punktu B samochodem zajmuje więcej czasu samochodem niż kolejką/tramwajem/metrem (czyli juz wiesz gdzie mieszkam 🙂

      Dzięki za Twój komentarz i pozdrawiam
      Tomek

  25. Nowe samochody sa bardziej oplacalne nawet na kredyt (mieszkam w UK i tutaj ubezpieczenie jest bardzo drogie -rosnie z wiekem samochodu, podatek drogowy -rosnie z wiekiem samochodu). Majac nowy samochod na kredyt moze musisz placic z £200 miesiecznie rate kredytowa, ale ubezpieczenie kosztuje Cie £20 a nie £100 plus mniej pali, mniejsze podatki, nie psuje sie, nie robisz przegladu przez pierwsze 3 lata, serwis masz za damo.
    Dodam tylko, ze nie mam nowego auta i zazdroszcze bogaczom, ze mniej wydaja na utrzymanie.

    • Marta – co kraj to obyczaj – wracaj do Polski – tu jest taniej – jeszcze… 🙂

      Dzięki za komentarz
      pozdrawiam
      Tomek

  26. W czasach, kiedy samochód można wziąć w leasing i to nie przekraczający wartości zakupu, tzw leasing 100% – bezsensem jest kupowanie samochodu używanego. Zastanówcie sie tylko nad samymi problemami związanymi ze sprzedażą i zakupem, które w przypadku auta używanego będziecie przechodzić przynajmniej 2 razy w czasie, kiedy ktoś ktoś kto wyleasinguje nowe auto będzie sie cieszył swoim autem. A ponadto po zakończeniu umowy leasingowej nie martwicie sie o sprzedaż grata… Po prostu oddajecie go firmie! A biorąc pod uwagę ze umowę leasingu można tak skomponować, ze wartość końcowa (tzw. Wartość wykupu) będzie realna wartością samochodu, jak napisałem we wstępie zakup pojazdu używanego nie znajduje uzasadnienia.

    • Sąlwek – obiecuję, że się zastanowimy nad tym co piszesz – już niedługo bierzemy temat leasing’u „na tapetę”

      Pozdrawiam
      Tomek

    • Sławek piszesz z perspektywy osoby prawnej – prowadzącej działalność gospodarczą a nie fizycznej. Zwykłemu Kowalskiemu pozostaje możliwość wzięcia kredytu, pożyczki a to raczej jest nieopłacalne, więc lepiej wybrać samochód używany.

      • To kolejny temat do poruszenia… Owszem, można tez zajrzeć do podcastów Michała z bloga jak oszczędzać pieniądze. Co stoi na przeszkodzie by osoba fizyczna założyła spółkę z o.o.? Zastanów sie tylko jakie to daje możliwości!!!

  27. A ja uważam ze czasem warto wziąć kredyt na samochód. Wzięliśmy z mężem kredyt na samochód ( pożyczka hipoteczna na 36 m) Gdybyśmy zamiast kredytu odkładali miesięczną ratę na konto , uzbieralibyśmy cala kwotę po 32 miesiącach. Te 3 lata , to 3 lata wożenia dziecka w relatywnie bezpiecznym aucie z bezpiecznym fotelikiem (nie wyobrażam sobie wożenia niemowlaka w taksówce- wtedy tez wybrałabym transport publiczny) , duży komfort ze gdy tylko coś się dzieje można wziąć auto i porostu pojechać , duza wygoda wyjazdów na weekendy , oraz możliwość dodatkowej pracy w innym mieście.
    Czyli po prostu wygoda-nie zamieniłabym jej na prawie 3 lata użerania się – dla 4 mcy oszczędności.
    Taki inny punkt widzenia – ze czasem warto wziąć nawet kredyt- oczywiście dla niewymiernych korzyści;)

      • Pytanie brzmi czy warto:) Nie wszystko da się przeliczyć na pieniądze, chociaż akurat w naszym przypadku i opłacalność by się broniła.

        Pozdrawiam
        Laura

  28. Witam
    Muszę przyznać, że niesamowicie trafnie wyliczony jest koszt eksploatacji auta w ciągu 5 lat od zakupu :).
    Samochód VW Touran rok. 2004 kupiony 01.01.2011 czyli niedużo ponad 5 lat i całkowity koszt eksploatacji z paliwem ubezpieczeniem i naprawami (dosłownie wszystko) wynosi w chwili obecnej 45000 (podział 50/50 % ropa/pozostałe koszta) oczywiście nie licząc ceny zakupu. Zrobione w tym okresie 64 tyś. km czyli średnio 13 tyś. km rocznie.
    W moim przypadku nie ma co się zastanawiać nad sensownością kupna samochodu, mieszkam na wsi i wszędzie trzeba się dostać.

  29. Auto czy nowe, czy używane (w zależności od dochodów) – byle za gotówkę. Wszystko w temacie.

  30. Ale świetna dyskusja zrobiła nam się pod tym artykułem 🙂

    No to po lekturze Waszych komentarzy mam już pewność, że w kolejnym artykule na temat kosztów samochodów trzeba będzie prześwietlić sprawę leasingu oraz kredytu samochodowego i sprawdzić, ile to dokładnie kosztuje.

    Szczególnie ten leasing warto będzie rozłożyć na czynniki pierwsze…

    • Pełna zgoda!!

      Szczególnie jeśli przyjmiemy wariant samozatrudnienia i wrzucania kosztów leasingu/kredytu+amortyzacji w koszta PIT/VAT sprawa nie jest już taka oczywista na korzyść używanego. Aktualnie zastanawiam się nad taka opcją, skoro i tak trzeba zapłacić PIT/VAT to potencjalnie lepiej kupić lub pozyskać z leasingu auto nowe ale tylko w w wariancie ‚na działalność’.

  31. Marcinie i Tomku,
    1. Odnosząc się do przykładu stwierdzam, że założenia zostały dobrane pod z góry ustaloną tezę. Tak się nie robi.
    Skoro Marcin w swoim blogu promuje oszczędny styl życia, do porównania kosztów eksploatacji nie powinien być brany samochód warty 80 tys. zł, tylko tańsze modele. Dziś sprawdzałem – Fiata Pandę można kupić za mniej niż 40 tys., Skodę Fabię i Peugeota 208 za 40 z malutkim naddatkiem. To raczej kwota 45 000 zł powinna być brana do analizy.
    Pozostałe założenia powiedzmy że mogą być, bo duża część Polaków mieszka w takich miastach. Ale nawet nie większość – dlatego wnioski Tomka nie są uniwersalne.

    2. Ja mam odmienne zdanie od Tomka. Przygodę z motoryzacją zacząłem od używanego malucha, gdyż: a) na czymś trzeba nauczyć się jeździć; b) zrobiłem prawo jazdy i kupiłem malucha, gdy przygotowywaliśmy się do budowy domu (systemem gospodarczym). Tyle jest wtedy załatwiania, że bez samochodu jest to praktycznie niemożliwe.
    Po kilku latach z maluchem mam już trzecie auto – zarówno drugie, jak i trzecie to były nowe auta. Gdy obecne dość mocno wyeksploatuję – znowu prawdopodobnie kupię nowe.
    Dlaczego nowe? Ano dlatego, że przynajmniej przez kilka lat mam pewność odnośnie sprawności auta – trzeba tylko dolewać paliwa, płynów eksploatacyjnych, czyścić klimę i jeździć na przeglądy. Obecnie branża motoryzacyjna (jak wiele innych) funkcjonuje w taki sposób, że żywotność produktów nie jest zbyt długa. W pewnym momencie, gdy auto zbliża się do wieku 10 lat, jego serwis staje się zbyt drogi – co chwila coś się „sypie”, ładuje się pieniądze w naprawę, a auto i tak jest coraz starsze, coraz mniej można na nim polegać i coraz mniej jest warte. Mając w miarę nowe auto mogę spokojnie, bez stresu, jechać np. na wakacje za granicę (do przejścia granicznego mam 42 km) autem.
    A po co mi auto w ogóle?
    Po pierwsze, w moim mieście (średniej wielkości) komunikacja nie jest wcale tak dobrze rozwinięta. Korzystanie z komunikacji publicznej pochłania zdecydowanie zbyt wiele czasu. I o ile jeszcze ruch dom – praca – dom byłby możliwy z wykorzystaniem komunikacji publicznej, o tyle np. zakupy już byłyby bardzo utrudnione – kosztowałyby mnie zdecydowanie więcej czasu i pieniędzy – auto wykorzystuję m.in. do optymalizacji czasowej i ekonomicznej bieżących zakupów zaopatrzeniowych.
    Po drugie, czas wolny bardzo chętnie spędzamy wędrując po okolicznych górach i pogórzach. Bez auta byłoby to strasznie kłopotliwe – do wielu punktów wyjściowych nie dojeżdża w ogóle komunikacja publiczna, a jeżeli dojeżdża, to tylko w dni powszednie. Zresztą to i tak byłby kłopot – dostać się z domu do centrum, żeby stamtąd złapać jakiegoś busa bardzo rzadko jadącego – to samo w drodze powrotnej. Porażka.
    Po trzecie – mogę udać się gdziekolwiek np. po pracy bez oglądania się na komunikację publiczną. Nie wszystkie cele znajdują się przy uczęszczanych drogach.

    Przykłady można by mnożyć niemal w nieskończoność.

    Ogólnie: Auto zwiększa przestrzeń mojej WOLNOŚCI.
    Wolność bardzo sobie cenię. Dla większej wolności warto mieć auto. Większa wolność się opłaca.

    I na koniec: to, że auto np. roczne traci na wartości, nie znaczy, że ja te pieniądze tracę. Po pierwsze: przez rok jego używania coś zyskałem – dzięki temu, że mam auto, zrobiłem coś, czego bez auta bym nie zrobił (albo oszczędziłem trochę czasu, a czas to towar najcenniejszy). Skoro wszystko przeliczacie na pieniądze, przeliczcie także i to. Ale to jest nieprzeliczalne, więc takie opowiadanie (o stracie spowodowanej mniejszą ceną auta używanego) jest bez sensu.
    Po drugie – auto traktuję jako dobro dość trwałego użytku. Nie kupuję go w celach handlowych, tylko użytkowych. Jeżeli po znacznym wyeksploatowaniu uda mi się go sprzedać za jakąś sumę – to tylko mój zysk.

    • Mam dokładnie takie samo zdanie. Jeździłem wcześniej używanymi samochodami w których ciągle trzeba było coś naprawiać. Tak się tym umęczyłem, że 5 lat temu kupiłem nowy samochód w salonie za 45 tys. zł. Przez ten czas NIC się nie zepsuło, wykonuję tylko czynności eksploatacyjne i jeżdżę. I ten spokój jest dla mnie warty tej kwoty, którą zapłaciłem w salonie.

    • Popieram podejście odnośnie sensu posiadania samochodu, jeżeli kupujesz nowe auto i jeździsz nim ponad 10 lat to utrata wartości w pierwszym roku można sobie całkiem darować. Ja osobiście kupiłem w tym roku samochód 5-letni, tylko że był to samochód można powiedzieć z polecenia, w bardzo dobrym stanie technicznym. Kosztował mnie 18 moich pensji miesięcznych, pewnie dla dużej grupy tu komentujących to szaleństwo, ale….. Przede wszystkim kupiłem go za własne zaoszczędzone pieniądze gotówką, nie mam żadnych kredytów, pożyczek, posiadam własny dom, nie wydałem na niego wszystkich pieniędzy, mam finansową poduszkę bezpieczeństwa, mam też pokaźny portfel inwestycyjny i zamierzam nim jeździć jak dobrze pójdzie kilkanaście lat, samochód klasy premium więc myślę, że jest to wykonalne. Mieszkam w mieście 30tys. i nie wyobrażam sobie życia bez samochodu szczególnie w rodzinie 2+2 byłoby to bardzo kłopotliwe.

        • Oczywiście, to jest warunek konieczny.
          Ale przypominam polskie przysłowie – mierz siły na zamiary, nie zamiar podług sił.
          Jeżeli kogoś na auto nie stać, a jest mu ono potrzebne, jest to dodatkowy bodziec do zmiany swojego funkcjonowania – do zwiększenia przychodów w ściśle określonym celu.
          Ta dyskusja przypomniała mi kolejne powiedzenie: „Trzeba mieć miedź. Jak się nie ma miedzi, to się na d… siedzi.”
          Skoro mam auto, nie muszę siedzieć na d…, tylko mogę w niego wsiąść i pojechać gdziekolwiek, gdzie tylko prowadzą utwardzone drogi. Oczywiście w granicach np. wolnego czasu, kasy na paliwo, zależy to też czasami od pogody i wielu innych czynników…
          Ale MOGĘ. To moja WOLNOŚĆ.
          Własność jest gwarancją wolności.

          • Nie mam auta i na tyłku za wiele nie usiedzę. Wolność to nie własność, to mentalność . No dobra, rower mam na własność 😉

            • Aniu,
              Nie napisałem że wolność=własność, tylko, że własność jest gwarancją wolności. Własność umożliwia mi korzystanie z wolności (oczywiście, nie tylko własność, ale temat dyskusji dotyczy samochodów, a więc rzeczy materialnych).
              Rower to też poszerzenie przestrzenie wolności w stosunku do osoby pieszej. Też lubię przemieszczać się przy pomocy roweru – przede wszystkim rekreacyjnie, czasem do pracy.
              Ale samochód umożliwia mi o wiele więcej, przede wszystkim przestrzennie. Nie jest panaceum na wszystko, bo są miejsca, do których się nie dojedzie autem – ale ja uwielbiam turystykę pieszą (włóczenie się po górach i nie tylko).
              Samochód umożliwia mi np. niedzielne całodzienne piesze wycieczki po terenie od Bieszczadów po Pieniny. Nie mógłbym tego zrobić przy pomocy komunikacji publicznej. Przy pomocy roweru byłby to okrąg o promieniu może 30-40 km od domu. Auto pozwala na więcej.
              Auto umożliwia mi załatwienie cotygodniowych zakupów spożywczych w ciągu 1-1,5h, odwiedzając w sobotę rano kilka miejsc – zdążę i na targ po świeże owoce i warzywa (zdecydowanie bardziej świeże i tańsze niż w każdym sklepie spożywczym), i do 2 lub trzech sklepów ogólnospożywczych – w jednym jest lepsze i tańsze mięso i wędliny, w drugim tańszy nabiał, ogólna spożywka i chemia gospodarcza… Mieszkam w mieście, ale w dzielnicy podmiejskiej i bez samochodu bym tego nie zrobił.
              Sam byłem kiedyś wielkim ideologicznym przeciwnikiem samochodów. Jednak kiedy zaczęliśmy przygotowywać się do budowy domu i potrzebowałem zobaczyć na numer słupa, z którego miałem mieć podciągnięty prąd do domu, to wyprawa: dom – moja działka – rejon energetyczny – dom, przy pomocy komunikacji publicznej zajęła mi 4 godziny. Autem niecałe 20 minut. To było zdecydowanym impulsem, aby zrobić prawo jazdy i kupić auto.
              Reasumując – auto przysparza właścicielowi wiele korzyści, które niekoniecznie da się przeliczyć na pieniądze. Dlatego samochód zarówno warto mieć, jak i się to opłaca.

              Kto wyceni, ile jest warte to, że mogę w niedzielę rano wsiąść w samochód, pojechać np.:
              a) w Bieszczady do Wołosatego, przejść szlakiem przez Tarnicę i Halicz i bezpiecznie wrócić do domu;
              b) do Szczawnicy, podjechać busem do Jaworek, przejść grzbietem Małych Pienin przez wąwóz Homole, Wysokie Skałki i Rabsztyn do Szczawnicy i bezpiecznie, spokojnie wrócić do domu,
              c) … zzzz) takich przykładów mógłbym wyliczać dużo. Do tych miejsc mam ok. 150 km, komunikacji publicznej żadnej (no chyba, że chciałbym poświęcić 12 h na dostanie się w jedną stronę), a autem mogę zajechać, pójść na wycieczkę i bezpiecznie wrócić do domu w ciągu jednego dnia.
              Czy wrażenia z wycieczek da się wycenić?
              Kto wyceni to, że samochód umożliwia mi zakup owoców na targu, świeżych i tanich, od kwietnia do listopada? Czy smak da się wycenić?

              Tekst Tomka napisany jest niestety z perspektywy mieszkańca dużego miasta. I to w dodatku niezbyt aktywnego. OK, mieszka tam trochę osób, sam też mieszkałem w dużym mieście przez ponad dwadzieścia lat.
              Ale na Warszawie, Krakowie czy Trójmieście świat się nie kończy. I chyba nie tylko do mieszkańców dużych miast blog jest adresowany.

              • Zbyszek,

                wywołałeś mnie tą „małą aktywnością” 🙂 Jak widać z dyskusji zdania są podzielone i super ! W pełni zgadzam się,z Tobą że są rzeczy niemierzalne takie jak wrażenia z pojechania w jakieś fajne miejsce, elastyczność, którą daje Ci samochód – etc. – 1 auto w mojej rodzinie to absolutna konieczność pomimo tego, że mam pod nosem kolej miejską, autobusy etc.

                W tekście natomiast starałem się podkreślić, że nie wszystko kręci się w okół pieniędzy – nie wszystko co warto się opłaca etc – wszystkie te „wyliczanki” mają posłużyć temu, żeby bardziej świadomie – od strony finansowej – wybierać środek transportu i mieć świadomość kosztów, % utraty wartości etc. – decyzję każdy podejmuje indywidualnie.

                Co do ceny 45.000 zł – myślę, że kwota jest wtórna – chodzi bardziej o to na co patrzeć,weryfikować etc. sama cena zakupu samochodu powinna być bardziej w relacji do wynagrodzenia a myślę, że wśród osób oszczędnych, roztropmnie podchodzących do finansów – czytelników bloga są osoby o różnym poziomie dochodów – choć zgadzam sie, że więcej w życiu widziałem oszczędnych i finansowo-roztropnych osób mniej zarabiających niż dużo zarabiających… – swoją drogą ciekawe jak to wyglądą statystycznie ?

                Osobiście nigdy nie miałem szczęścia do używanych samochodów ale również przy ich zakupie bardzo źle je weryfikowałem – np. w małej miejscowości (gdzie był sprzedawany samochód) jechałem do firmowego warsztatu – miałem info, że jest ok – kupowałem a później okazywało się, że sprzedający i wlasciciel warsztatu to znajomi a samochód jest po 2 wypadkach :(. Stąd np. usługa gruntownego przeglądu samochodu o której piszę przed zakupemi którą przetestował ostatnio mój znajomy jest dla mnie idealna.

                Pomimo wszystkiego – mi jest bliżej do kupna samochodu używanego ale podkreślam – każdy podchodzi do tego indywidualnie co zresztą pokazuje powyższa dyskusja .

                Dzięki za komentarz

                Pozdrawiam serdecznie
                Tomek

                • Ja też pozdrawiam. Można się pięknie różnić. Nikt nie ma monopolu na mądrość i rację.
                  Skoro jednak temat się analizuje, nie należy go spłycać czy też dokonywać jakiejś aberracji (że użyję terminu z mojej ulubionej aktywności – fotografii).
                  Zaproponowałem 45.000 zł jako cenę wyjściową nowego auta – gdyż za tę cenę można kupić nowe auto, zarejestrowane na 5 osób, umożliwiające przemieszczanie się zarówno codzienne, jak i okazjonalne. Gdybyś wziął do pierwotnej analizy takie auto, to zapewne nie wyszłoby, że auto jest najdroższe.

                  Co fakt to fakt, w dużym mieście jest inaczej. W miastach mniejszych, gdzie jest zazwyczaj jedno centrum komunikacyjne (albo co najwyżej dwa, góra trzy) komunikacja publiczna zazwyczaj prowadzi koncentrycznie do tego miejsca. Przy przesiadkach, gdy częstotliwość autobusów w godzinach szczytu jest 1 na godzinę, a poza szczytem 1 na 2 godziny lub jeszcze rzadziej, użyteczność komunikacji publicznej zdecydowanie spada.

                  Skoro rozróżniasz, co warto, a co się opłaca, do analizy opłacalności używania samochodu trzeba by oszacować wartość prywatnego czasu. Moim zdaniem jest to nierealne – o ile wiemy zazwyczaj, ile jest warta godzina naszej pracy, o tyle analizowanie wartości czasu wolnego jest raczej bezzasadne. Bo jak przeliczyć na pieniądze możliwość spędzenia z dzieckiem jednej godziny dziennie więcej?

                  Moim zdaniem auto warto mieć. W kilku dyskusjach prowadzonych uprzednio przeze mnie na ten temat (szczególnie z kobietami wyrażającymi strach przed zapisaniem się na kurs prawa jazdy) zawsze mówiłem to samo – auto poszerza przestrzeń wolności.
                  Jest to nieprzeliczalne na pieniądze – dlatego skoro warto, to też się opłaca.

                  PS. W dyskusji pojawił się temat leasingu. Leasing dotyczy osób prowadzących działalność gospodarczą (osoby nieprowadzące dz. gosp. nie mogą sobie odliczyć rat leasingowych w koszty). Zaś blog ma tytuł Finanse bardzo osobiste. Osobiste, nie firmowe. Auta firmowego nie wolno używać do prywatnych celów. Finanse firm to zupełnie inna bajka niż finanse osobiste – ze względu na inne uregulowania podatkowe.
                  Dlatego moim zdaniem leasing nie powinien być brany pod uwagę w takiej analizie. Celem każdej działalności gospodarczej jest zysk finansowy. Natomiast celem życia prywatnego raczej nie jest zysk finansowy – czy dla zysku ludzie np. mają dzieci? Ostatnimi czasy rządzący Polską dali wprawdzie taką pokusę – ale mam nadzieję, że nikt z powodu 500+ na głowę aż tak nie upadnie.

                  • Zbyszek-o leasingu warto napisać- pamiętaj ze jest rownież coraz częstszy model „zatrudnienia ” w firmach na działalność gospodarczą-jest to traktowane dr facto jako forma zatrudnienia i dotyczy osoby indywidualnej

                  • „Auta firmowego nie wolno używać do prywatnych celów. ”

                    I tutaj się mylisz, można auto firmowe używać do celów prywatnych. Wtedy odlicza się 50% a nie 100% VAT od eksploatacji. Wprowadzając go na stan firmy deklarujesz czy będziesz go używał tylko do użytku firmowego czy również prywatnego.

                    ” Celem każdej działalności gospodarczej jest zysk finansowy. ”

                    A co jest celem pracy na etacie? Osób prowadzących własną działalność gospodarczą często jednoosobową są w tym kraju tysiące jeśli nie miliony także myślę że dla wielu osób temat leasingu byłby bardzo ciekawy.

                    • OK, przyznaję się do błędu w temacie wykorzystania auta.
                      Natomiast finanse firmy i finanse osobiste to są światy odrębne. Pomimo faktu, że dana osoba fizyczna prowadzi działalność gospodarczą na swój rachunek, to istnieje odrębna sfera dz. gosp. od sfery prywatnej – nie cała aktywność osoby fizycznej wchodzi w obszar dg. Wykorzystanie biznesowe auta to temat zupełnie odmienny – choćby z tego względu, że w biznesie powiedzenie „czas to pieniądz” ma jeszcze mocniejsze znaczenie. Dlatego do analizy opłacalności auta należy wziąć też element wyceny czasu.
                      Ale dyskusja schodzi na temat polityki Marcina w zakresie prowadzenia bloga. Może zamiast wspierania osób w gospodarowaniu ich finansami osobistymi chce położyć większy nacisk na doradztwo dla firm? W sumie czemu nie (to duży kawałek tortu), ale wtedy tytuł bloga będzie nieadekwatny do treści.

                    • Wiesz moim zdaniem nie można tak bardzo oddzielać DG od sfery prywatnej bo jest to bardzo mocno ze sobą powiązane. Co innego spółka, tam nie odpowiadasz swoim majątkiem (w uproszczeniu), natomiast osoba która prowadzi działalność gospodarczą za każdą decyzję finansową odpowiada całym swoim majątkiem. Zaciągasz kredyt na taką firmę i go nie spłacisz to ściągną to z twojego prywatnego majątku, nie zapłacisz komuś faktury bo np. odbiorca towaru ci nie zapłacił i nie masz z czego jej opłacić to komornik wejdzie ci na prywatne konto. Moim zdaniem finanse osobiste i finanse DG są bardzo ze sobą powiązane. Często nawet ciężko rozróżnić do którego worka dany wydatek wrzucić. Nie zawsze też osoba która prowadzi DG kupuje samochód bo jest jej potrzebny do prowadzenia DG, tylko po prostu kupuje go na firmę ze względów podatkowych.

    • Zakładanie że zakup nowego auta chroni cię przed wydatkami na serwis to żałosna naiwność. Ja kupiłem nowe auto za 90 tyś pln i już w pierwszym roku użytkowania za wymianę dwumasy i sprzęgła, części które nie sa objęte gwarancją zapłaciłem w sumie 10 tyś. Prawda jest taka że drobne usterki są realizowane na gwarancji a poważne wady są kwestionowane i bujaj się w sądzie kliencie. Są setki takich przypadków a historie można prześledzić na forach poszczególnych marek.

  32. Ja tam cieszę się że zdania w dyskusji są podzielone. Dzięki temu ci, którzy wolą kupować auta nowe, mają je potem komu sprzedać, a ci, którzy wolą kupować auta używane mają je od kogo kupić 😉

    Zgadzam się też że oszczędność czasu jest bardzo ważnym czynnikiem przy posiadaniu samochodu. Gdzieś tu ostatnio wyliczyłem, że uwzględniając wszystkie wydatki na samochód (paliwo, amortyzacja, serwis) na przestrzeni 4 lat, każda godzina czasu którą oszczędzam dzięki samochodowi kosztuje mnie 58 PLN. Oczywiście to bardzo indywidualne wyliczenia, ale jest to koszt który jestem w stanie ponieść.

  33. Ja nienawidzę wydawać pieniędzy ( 🙂 ), całe studia, kilka lat pracy nie miałem prawa jazdy i jeździłem wszędzie pociągami, tramwajami i autobusami. Samochód w końcu kupiłem miesiąc temu, po pół roku poszukiwań używanego auta dostosowanego do moich potrzeb (!). Pierwsze wrażenia? Dodatkowe koszty, wygoda oraz „ciągle coś”. Że posiadanie auta kosztuje dużo pieniędzy to każdy wie, nie ma konkurencji z autobusem czy tramwajem co zostało udowodnione w artykule. Jednak sama rejestracja, OC, przeglądy – to jest coś, co kosztuje czas i też powinno być brane pod uwagę.

    W pewnym momencie przynajmniej jeden samochód w rodzinie jest jednak niezbędny. Pojechać na większe zakupy, przewieźć jakiś mebel, odwiedzić rodzinę na wsi, zawieźć kogoś do szpitala – to są przypadki które wymagają użycia samochodu (ew. taxi) i nie ma na nie wygodnych alternatyw. Samochód odradziłbym jednak osobom, które żyją „od pierwszego do pierwszego” – auto ciągnie pieniądze jak nic, nawet pośrednio. Zauważyłem, że z żoną jadąc na zakupy jesteśmy w stanie kupić więcej i częściej – bo mamy się gdzie zapakować i nie musimy nosić toreb z zakupami 🙂 Pozdrawiam!

    • U mnie sam dojazd do pracy daje niepodważalna przewagę samochodowi, którym dojeżdżam w 10 min. natomiast komunikacja minimum 40 min.!!!

  34. Witam
    Chyba wszystkich zaskoczę , jutro lub w poniedziałek odbieram nowe autko. Do tej pory jeżdżę 13 letnim samochodem, od nowości. W 2009 wziąłem kredyt na mieszkanie na 20 lat(nie mając pojęcia o finansach wziąłem w EUR a nie we Frankach-super decyzja), to w którym wcześniej mieszkałem wynajmuję .W czerwcu spłacam ostatnią ratę tyle się udało nam z żoną nadpłacić .Dodam że stary samochód jest w stanie prawie idealnym i przechodzi na syna , a nowy to właśnie taki prezent( o którym Marcin pisał) za lata zaciskania pasa .Jeszcze dodam ,i to w oczach innych super oszczędnych mnie pogrąży do pracy mam 20 min. na nogach. Na przykładzie poprzedniego auta wiedziałem ile można stracić, ale bardzo lubię motoryzację tak jak inni wycieczki i wojaże zagraniczne. Wiem że teraz posypią się na mnie gromy, ale każdy ma jakąś słabość. Ja nad swoją panowałem dopóki nie spłaciłem mieszkania – jeszcze jedna rata została .Na koniec dodam że poprzednim samochodem przez 13 lat zrobiłem ok 78 tyś km , a kiedyś więcej jeździłem. Oczywiście żona ma takie samo zdanie w tym temacie, decyzja wspólna. Jedyna rzecz którą zrobiłem z premedytacją i wiem że nie powinienem, to podpieram się przy kupnie kredytem w wys.20 % wartości auta, ale w moim banku wynegocjowałem warunki dosyć dobre. Na koniec dodam że na koncie wszystkie „zabezpieczenia „wymieniane przez Marcina mam, tzn. sześciokrotność pensji itp.
    Pozdrawiam Wszystkich

    • Hej Andrzej – posypią się gromy? Nie żartuj! Spłaciłeś właśnie kredyt hipoteczny, masz poduchę bezpieczeństwa, jeśli chciałeś sobie zrobić nagrodę – to trudno o lepszą okazję. Wprawdzie na kredyt (wiesz, jak je lubię), ale coś mi mówi, że spłacisz go szybciej niż to wynika z harmonogramu.
      Życzę Ci bardzo przyjemnych wrażeń z jazdy i jeszcze raz gratuluję 🙂

      • No to teraz się czuję usprawiedliwiony chociaż w części. Tak jak tylko coś uzbieram to nadpłacę tym bardziej że nie ma prowizji jak przy hipotece. Oczywiście dzięki twojemu blogowi i książce taką mieliśmy taką mobilizację do spłaty.
        Pozdrawiam

  35. W idealnym momencie trafiłam na ten wpis 🙂 Właśnie rozważam zmianę / sprzedaż auta. Powód prosty, auto ma 13lat, i zaczyna już trochę przypominać skarbonkę bez dna. Z mężem skłaniamy się ku mniejszemu i raczej na pewno używanemu autu – Wasz artykuł praktycznie utwierdził nas w tym, że jest to dobra decyzja.

  36. Koszty utrzymania samochodu używanego moga byc duzo nizsze. W moim przypadku zapisuje wszelkie wydatki i po ponad 2 latach, przejechaniu 45000 km wychodzi 62gr/km bez utraty wartosci, a uwzgledniajaj utratę wartości to 69 gr/km. Ford Focus 2008 kupiony w 2014 roku.
    Wydatki ktore uwzgledniam to naprawy, eksploatacja, ubezpieczenie(AC OC), paliwo i opony.
    Pozdrawiam

    • Koszty samochodu nowego też mogą być niskie. Kupiłem sam za 72000zł.
      Jeżdżę na benzynie. średni koszt km wyniósł mnie 32 grosze (przejechane 39000km w 1,5 roku).
      Oczywiście dochodzi ubezpieczenie i koszt wymiany opon letnie/zimowe.
      Moje doświadczenie z używanym samochodem jest takie, że prędzej czy później ładujemy się w spore koszty naprawy, zanim zrezygnowani sprzedamy aktualny samochód.

  37. Mam auto od 2011 roku. Łączne koszty wynoszą obecnie 950 zł na miesiąc (w tym ubezpieczenie AC). W tym przez pierwsze 4 lata jeździłem tygodniowo trasy po 700 km (wtedy koszt był 1100 zł/m).

    Najważniejsze to kupić auto tanie w eksploatacji a bez znaczenia czy nowe czy używane. Moje pali <6 l/100 km ON i tutaj jest największą oszczędność. Jakby był na LPG to byłoby jeszcze taniej.

  38. A ja bym chętnie poczytała o tym kiedy warto wymieniać auto używane na nowsze używane, przy założeniu, że się nie psuje, bo wtedy sprawa jest oczywista. Czy w ogóle warto skoro nowsze auto traci na wartości więcej?

  39. Fajny wpis, pewne rzeczy obrazowo trafiają do świadomości 🙂
    Mam natomiast uwagi do pierwszej ilustracji i założeń. ( ile kosztuje cię 1 km) Zakładając, ze autem porusza się tylko 1 osoba ( tak jak w przykładzie) nie zgadzam się z kosztami auta ( nowe/używane) . Dla 1 osoby nie kupuje się Megane Scenic’a , tylko żeby nie popaść w przesadę Opla Corsę ( choć Fiat Panda tez nie byłby jakim dużym przegięciem). Wtedy odpowiednio wszystkie koszty (pomijając rejestrację) należałoby obniżyć mniej więcej o połowę.
    Nie mam uwag do przyjętych przez autora kryteriami auta typowego Kowalskiego , przy czym stanowczo trzeba stwierdzić , że jest auto Kowalskiego i jego rodziny 🙂 A więc trzeba przyjąć, ze koszt utrzymania auta w przeliczeniu na osobę należy podzielić przez liczbę osób w rodzinie lub z niego faktycznie korzystających ( małżonek może mieć 2 auto na wyłączność ) . Żona autora swoim Scenikiem najbardziej typową trasę ma pewnie do przedszkola/szkoły z 2 a może i 3 dzieci 🙂
    Wtedy żeby było obiektywnie koszt 1 km : pieszo, rowerem, autobusem liczymy już potrójnie , poczwórnie…. Z Taxi tak się nie da, bo nie wyobrażam sobie codziennej wycieczki do żłobka/ przedszkola z całym majdanem małego dziecka. Czyli taxi to opcja generalnie dla singla 🙂

  40. Czytam te komentarze… Każdy skupia się na tym ile to procent wartości traci auto po wyjechaniu z salonu, ile to kosztuje 1 km, ile to, ile tamto… A teraz jedna rzecz. Każdy klepie komentarze z komputera, który pewnie kupił jako nowy…. No, chyba, że właśnie siedzi w pracy na służbowym 😉 Jedni piszą na komputerze kupionym za 3000 zł, ktoś pewnie stuka w klawiaturę na MacBooku za 7000 zł. I teraz zastanówcie się, ile ten komputer jest dziś wart? Ile będzie za 5-6 lat? Przypuszczam, że sam piszę ten komentarz na laptopie, który jest wart mniej więcej 700-800 zł, choć kupowałem go za 4500 zł. Pokażcie mi rzecz materialną, która zyskuje na wartości. Sprzęt hi-fi? Telewizor? Lodówka? Zmywarka? Pralka? Konsola do gier?
    Procentowo, mój laptop, stracił na wartości znacznie więcej niż nowe auto po wyjechaniu z salonu. Oczywiście skupiamy się na gotówce, na banknotach z Jagiełło Władkiem, bo wiadomo, że co innego jest stracić 3500 zł na laptopie/telewizorze/aparacie fotograficznym, a co innego 35000 zł na samochodzie. Kwestia tylko akceptowania owej straty, a raczej kwoty… Bo cóż, coś za coś… Wg mnie problemem przy kupowaniu używanego auta nawet 4-5 lat jest jego stan, a raczej naprawy, których mogę się spodziewać w najbliższym czasie. Niech ma najechane 100 tys. zł, więc siłą rzeczy czekają nas wydatki typowo eksploatacyjne – hamulce, paski, linki, opony, oleje, filtry, a to coś jeszcze dodatkowo pierdyknie i kasa leci. Przy nowym aucie, można założyć, że ma się pewien komfort – nowe auto, można się spodziewać, że się nim trochę pojeździ. Nie trzeba ganiać co chwila do mechanika, nie trzeba się obawiać czy coś po drodze nie walnie, że nie staniemy gdzieś w lesie. Być może demonizuję, ale znam osoby, które wolą wyjechać nówką z salonu, ale mieć pewien komfort psychiczny, że w razie potrzeby jest ASO, gwarancja itd. Abstrahuję od jakości samych ASO, od tego, że części w nówkach są równie drogie, że napakowane elektroniką, że aby zmienić żarówkę trzeba rozebrać pół auta. Aczkolwiek jestem w stanie zrozumieć zwolenników nowych aut. I jeśli ktoś może sobie na to pozwolić – wydać te 60-80 tys. zł za gotówkę i jest świadom straty, to… dlaczego nie? 4 lata i sprzedać nim zacznie coś się psuć na poważnie… A Ty, kupując używkę, z niewiadomego do końca pochodzenia, kombinuj i martw się później o całą resztę…

  41. Witam,
    ja również jestem zdania, że auto tylko używane. Tylko trzeba dobrze poszukać albo dobrze trafić. Moje własne auto odkupiłem okazyjnie od wujka, który raczej w miarę o nie dbał. Niemal równo rok temu w końcu zdecydowałem się na LPG i tu dopiero zaczyna się szaleństwo 🙂 Aktualny koszt km ze wszystkimi możliwymi kosztami (nawet płyn do spryskiwaczy i odświeżacz wpisuję w excela ;)) wynosi aktualnie 60gr ale to tylko dla tego, że na gazie zrobiłem dopiero ok 25kkm a całą resztę wcześniej na Pb. Jakby liczyć samo LPG to chyba poniżej 45gr by wyszło. Koszt instalacji zwrócił się po niecałych 9 miesiącach.
    Niby we Wrocławiu jest dobra komunikacja, ale niestety moja praca jest bliżej granicy miasta niż centrum i dojazd komunikacją wymaga 2 przesiadek, ok 40min i bilet miesięczny by wyniósł 90zł/msc, natomiast do „luksusu” posiadania auta dopłacam 20-30zł/msc oszczędzając jednocześnie 30-50min dziennie (mam wyjątkowo dobry dojazd i czasem 15min starcza).

  42. Wpis porusza ciekawy temat.
    Warto się zastanowić czy warto mieć samochód.
    Odnoszenie jednak wszystkiego do kosztów w zł ma mały sens.
    To trochę jakby zastanawiać się czy mieć dzieci na podstawie kosztów ich utrzymania (wiem, że porównanie jest tylko częściowo trafne).

    Ja mam jednak uwagi co do podanych kosztów. Uważam, że są (pewnie nieświadomie) dobrane złe dane, zawyżające koszty posiadania samochodu.
    1. Można kupić samochód używany za 20 000 zł ( nie mówię też o sporym rynku poniżej 15000 bo to ekstremum).
    2. Samochód nowy można kupić i za 40 i za 90 i za 200. Dlaczego wzięty jest do obliczeń samochód dość drogi, co rzeczywiście nie ma sensu przy jeżdżeniu 6500 km miesięcznie?
    3. jest znacząca (nieuwzględniona) różnica w kosztach utrzymania nowego samochodu ( z zasady się nie psuje) i starego samochodu ( z zasady się psuje, lub trzeba wymieniać części)
    Inne zawyżone koszty to opony co 3 lata (za 2000 zl!). Przy przejechaniu przez 3 lata 19500km? Absurd.
    Mandaty 300 zł? a dlaczego nie 1000?

    Przepraszam, ale cała zabawa w koszty jest mało sensowna przy tych danych.
    Dane są umieszczone pod tezę, że to bez sensu ze względu na koszty mieć samochód.
    To jasne, że jak ktoś raz w roku jedzie na wakacje, a jeździ do pracy i ma dogodny dojazd – to nie potrzebuje samochodu.
    Kiedy jeździ do rodziny, albo zwiedza okolicę, kiedy ma małe dziecko (dzieci), ma trudny dojazd do pracy, daleko sklep itp. itd. – to wtedy wygląda to inaczej.
    Za każdym razem jest to inny rachunek, w którym dodatkowe koszty są tylko jednym z elementów i chyba nie najważniejszym.
    Przecież zakup samochodu rozważać może tylko osoba, którą stać na utrzymanie samochodu.

    • arku

      Dzięki za komentarz

      Co do cen zakupu samochodu to można wybrać rożne opcje- wybrałem akurat tak ponieważ jest ona oparta na przykładzie samochodu mojej zony.

      Co do założonych kosztów to koszty o których piszesz są założone przy przebiegach 15.000 km- jest to napisane w tekście – 6.500 jest wyliczeniem pod katem porównania rożnych środków transportu w tym taxi i pokazania gdzie mniej wiecej przechodzi czysto finansowa granica opłacalności samochodu vs taxi, rower etc.

      Opony ? Wiem ile wydałem – musiałem kupić 1 x zimówki + 1 raz wymieniałem „letnie”- samochód ma 6 lat wiec jest to 1 x 3 lata- 2.000 zł.

      Założenia eksploatacyjne dla obu wersji są takie same- różnica wynika z kosztów ubezpieczenia (niższa wartość używanego) i założyłem wyższe koszty serwisu w przypadku używanego – 1.500 zł każdego roku- bo tak jak piszesz- cześciej bywa się w warsztacie- szczegóły w pliku excel.

      Pozdrawiam serdecznie
      Tomek

  43. Jak sie jest biednym to nie warto nawet żyć, bo po co? Zeby tyrać za miche i możliwość oglądania tańca na lodzie?
    Jak się nie ma żadnych pasji to samochód też zbędny, tak samo jak motocykl, kład, skuter, motorówka, jacht itp itd.
    Miałem w życiu pare samochodów, pare motocykli i pare łódek. Kupno nowego auta to głupota? Hehe głodny sytego nie zrozumie.Zyczę Wam wszystkim żeby było was stać na takie ”głupoty”….

  44. Daleko mi do kupna auta z salonu. Swoje kupiłem za 2000zł. Mieszkam na wsi i tutaj auto jest konieczne. Dojazdy do pracy, zakupy, nawet wyjście do znajomych, od których dzieli mnie kilka kilometrów. Od czasu do czasu jakaś mała wycieczka.
    Dla mnie auto jest narzędziem, które ma działać. Mam auto które jest warte tyle ile moja miesięczna wypłata, a więc stać mnie na jego utrzymanie.

    Tak nawiasem, to czytam komentarze i wypowiadają się ludzie, którym udało się coś osiągnąć i żyć na godnym poziomie. Chętnie bym poczytał o rozwoju kariery zawodowej.

  45. Witam.
    Ostatnio znajomy napomknął o długo terminowym wynajęciu na auta, gdzie koszty eksploatacji, napraw , wymiany opon, itp. ponosi firma wynajmująca z tym że jest limit km do których oni pokrywają.
    Może warto przeliczyć to jak się ma do kupna samochodu i czasu jaki musisz poświęcić na operacje serwisowe ?

  46. Każdy decyduje na swoją miarę 😉 Rok temu kupiliśmy z partnerem pierwszy samochód (podsumowanie finansowe właśnie opublikowałam na blogu) i jesteśmy bardzo zadowoleni. Baliśmy się, czy używane auto zaraz się nie popsuje, ale wszystko jest w porządku – po roku można uznać, że nas nie oszukali, a jak coś się popsuje to już życie 😉 Dla nas całkiem ważny był zaoszczędzony czas.

  47. Tomku,
    po 6 latach używania dwóch aut jednocześnie w rodzinie nowego i rocznego auta dochodzę do Twoich wniosków
    matematyka jest nieubłagana… pociesza mnie fakt że to nowe od początku było na LPG

    dla nie wiem już czego warto było kupi`c jedno auto prosto z salonu ale tak myślałem tylko na początku
    dziś myślę że szkoda kasy na nowe, obliczenia mówią same za siebie
    dzięki za ten artykuł
    mocno się utwierdziłem
    pozdrawiam
    Piotr

  48. Mnie na auto kompletnie nie stać, chociaż jest mi bardzo potrzebne. Sama nie mam prawa jazdy (względy zdrowotne) , mam za to garaż 🙂 Auto mieliśmy krótko, coś ok 4 lat używaną WV Borę. Niestety mąż, posiadacz prawa jazdy nie radził sobie ani jako szofer, ani jako utrzymujący auto. Pomimo dziecka w rodzinie musiałam nalegać na sprzedaż. Na szczęście się udało, ale nie mam najemcy na miejsce parkingowe. Ufam, że będzie to mój atut przy zmianie mieszkania – miejsce, nie brak najemcy 🙂 Obecnie stoję przed kłopotem, który pojawi się we wrześniu – szkoła i przedszkole w przeciwnym kierunku, w tym szkoła z przesiadką. Myślę nad regularnymi usługami taxi lub priv, tylko rano. Trasa dom-przedszkole-moja praca jest niedaleka, ale niefortunna jest komunikacja MPK. Gdyby mąż się zgodził na zmianę przedszkola córki byłoby lżej, ale na razie nie ma zgody na to.

  49. Samochód za 91 000 jest raczej po za zasięgiem zwykłego kowalskiego, bardziej odpowiadające polskim realiom to porównanie samochodu nowego za ok. 50 tys i używanego za 10 tys. Byłoby chyba bliższy większości osobom.

    Druga sprawa sam osobiście przejechałem mnóstwo kilometrów w mojej używanej megance (rok produkcji 2001, zakup w 2009 roku, sprzedaż w 2014 roku czyli 5 lat jazdy). Zakupiona za 8 tysięcy, sprzedana za 1500 zł z uwagi na masę usterek których już nie chciałem robić. Od tamtego czasu poruszam się rowerem i autobusem (jestem krwiodawcą więc oba środki transportu mam za darmo) i myślałem że będzie spoko …. do czasu jak chciałem z dziewczyną pojechać na wakacje. I tutaj się pojawia prawdziwy problem kiedy ograniczeni jesteśmy do komunikacji publicznej międzymiejskiej wszelkiej maści i problemem jest dojazd do znajomych lub bardziej oddalonych miast. Teraz znowu się oglądam za samochodem.

    Trzecia sprawa która nie została uwzględniona to bieżące naprawy samochodu, nie łódźcie się używany samochód będzie się psuć i to częściej niż nowy co także generuje koszta (a mi dawało porządnie w kość bo na naprawy przeznaczałem ok. 500 zł rocznie i jednorazowo 1000 zł).

    I czwarta sprawa – brakuje mi w tym porównaniu uwzględnienia kosztów zakupu samochodu w innych formach tak jak leasing, poleasingowy i na firmę. Fajnie by było także pokazanie jak wygląda wypożyczenie samochodu w porównaniu do kosztów eksploatacji. A może przy sporadycznym wykorzystaniu samochodu dużo bardziej się opłaca jego wypożyczanie?

  50. W lutym tego roku kupiliśmy nowe auto z salonu za gotówkę, poduszka finansowa została pusta i zaczynamy ją napełniać od początku 🙁 Założenia na początku były jednak zupełnie inne: sprzedać dotychczasowe 11-letnie auto i kupić jakiegoś większego 3-latka, większego, bo pojawiło się dziecko. Po przejrzeniu ogłoszeń okazało się, że różnice między nowym a 3 -latkiem nie są „aż takie” duże, po drugie 3-latki miały często przebieg sporo powyżej 60 tys, czyli należały do przedstawicieli handlowych, którzy aut nie oszczędzają.
    Zdecydowaliśmy się na nówkę, ktoś powie, że traci na wartości po wyjechaniu z salonu, że ileś tam pensji miesięcznych kosztuje itd, ale:
    1. można cenę nowego auta znacząco obniżyć, my kupiliśmy samochód z wyprzedaży rocznika 2015 (rabat w stosunku do modelu 2016), auto stare zostało oddane w rozliczeniu ( znowu cena wyjściowa w dół)
    2. nowe auto choć większe gabarytowo od poprzednika, to kupione z oszczędnym silnikiem i pali mało (koszty eksploatacji w dół w porównaniu ze starym)
    3.nowe auto ma mniejszą pojemność silnika od starego (mniejszy koszt ubezpieczenia, koszty w dół)

    Przy małym dziecku, a może kiedyś drugim, posiadanie auta w rodzinie to absolutna podstawa, bez względu na to ile kosztów generuje, ważne żeby kupować je z głową, i na dłuższy horyzont czasowy (oby nam posłużył z 10 lat jak poprzednik, takie są plany), auto samo w sobie daje poczucie wolności i niezależności o czym wiele osób pisało, dodam, że nowe auto daje również poczucie bezpieczeństwa, bo w ciągu najbliższych kilku lat nie powinno się również psuć, a z racji posiadania dziecka/dzieci okazji do jeżdżenia będzie znacznie więcej niż kiedyś i koszt przejechania 1 kilometra będzie spadał 🙂

  51. Ja teraz po raz pierwszy kupuję nowe w chodzeniu przy czerniakowksiej i już nie mogę doczekać się odbioru. Zawsze marzyłam o aucie spod igły i w końcu to marzenie ma szansę na spełnienie się.

  52. Sądzę, że czasami lepiej kupić używane auto, nawet 10-cio letnie w przystępnej cenie i jeździć tak samo jak nowym z salonu. A same koszty są dużo niższe 🙂

  53. Stałem się niewolnikiem kredytu na samochód (mój wymarzony) i odradzam taką formę zakupu. Miałem wypadek, auto do kasacji zwrot za ubezpieczenie naprawdę mizerny. Żałuję, że się nie skusiłem na porządne używane auto :/ a kredyt muszę spłacać dalej

  54. Witam,

    Mam takie szybkie pytanko do autora artykułu. Jak to się stało, że mając kilkunastoletnie (6 lat temu o 6 lat krótsze) doświadczenie w świecie finansów samochód został kupiony na kredyt? 🙂
    Czy to jeszcze było za krótko żeby wiedzieć, że kredytów lepiej unikać?
    Oczywiście nie mam intencji żadnego atakowania autora czy też podważania jego kompetencji. Po prostu ciekawi mnie ta kwestia z perspektywy człowieka będącego w środku świata finansów 🙂

    Pozdrawiam,
    Adam

    • Adam – dobre pytanie – 6 lat temu moje doświadczenie jeszcze nie było kilkunastoletnim a poza tym nie było jeszcze bloga i książki Marcina – więc może dlatego 🙂 A na poważnie – chęć posiadania wygrała z rozsądkiem – impuls …-powiązany z sytuacją rodzinną, która wydawała się uzasadnieniem tego zakupu.

      Mój sposób by naprawić ten błąd – jest jeżdzenie tym samochodem tak długo jak to możliwe – 6 lat już minęło – przebieg nieduży więc jeszcze z 4-5 pociągniemy 🙂

      Pozdrawiam
      Tomek

  55. Wiadomo, że samochód to skarbonka bez dna, ale w wielu przypadkach bez samochodu się po prostu nie da. Czy to rodziny z dziećmi, czy osoby, które w miesiącu pokonują tysiące kilometrów i jest to ich podstawa dochodu (np. spotkania biznesowe). Oczywiście nadmierne wykorzystywanie aut jest bezsensu. W końcu w dużych miastach komunikacja jest zazwyczaj znośna.

  56. Sensowność posiadania samochodu, tak mi się wydaje, zależeć powinien w dużej mierze od naszych potrzeb. Mi bez samochodu trudno byłoby się obejść ale znam rodzinę, która wyjeżdża swoim autem z garażu kilka razy w roku (dosłownie) a żeby było ciekawiej nasz samochód kupiliśmy używany a ich kupiony nowiutki z salonu (a jakie było zamieszanie gdy pojawiła się ryska na samochodzie, widok bezcenny ;)).
    Mieliśmy pierwszy samochód kupiony nowy i to był ostatni samochód kupiony nowy, każde następne są używane i będą używane 3-5 letnie.
    Nasze samochody (używane) to wydatek 2,5 do 3,5 krotności naszych zarobków (nowego pierwszego nie liczę ;))

  57. Od 2009 roku jestem właścicielem samochodu Peugeot 307 1.6 HDi (rocznik 2005r. kupiony z przebiegiem 80000 km od pierwszego właściciela).
    Od początku prowadzę zestawienie większości wydatków, z wyłączeniem paliwa. Z moich zapisów wynika, że w przeciągu 7 lat na naprawy, serwis, wymianę części wydałem 10 200 zł ( ok. 1500 zł rocznie), ubezpieczenie (tylko OC) i przeglądy 2800 (400 zł rocznie).
    Moje roczne przebiegi to 12000 – 15000 km, średnie spalanie oscyluje w granicy 5l/100km.
    Co do dalszych planów: zamierzam użytkować to auto dopóki się nie rozpadnie i nie będzie trzeba wydawać majątku na jego naprawy.

    • Czyli używka i dobrze się ma -super – trzymam kciuki za dalsze bezpieczne uzytkowanie – te drogowe i finansowe 🙂
      Pozdrawim
      Tomek

  58. Lubię takie artykuły, które dużo uświadamiają i skłaniają do przycupnięcia z kartką na kanapie/ przy stole i przeanalizowania kilku rzeczy względem przyszłości. Sama (mam nadzieję) niedługo będę stawać przez decyzją wybrania i kupienia pierwszego samochodu. Także wspomniana kartka będzie niezbędna. Właśnie wysłałam ten artykuł mojemu Lubemu. Jestem pewna, że się w niego wciągnie (przypuszczam, że nawet bardziej niż ja, bo mężczyźni jednak mają nieco inne podejście do aut, niż my, kobiety 🙂 ).
    Tak z przymrużeniem oka: w komunikacji miejskiej jest mniejsze prawdopodobieństwo spotkania pirata drogowego, bo ja chyba mam do nich jakiś magnes – praktycznie każdego dnia muszę na jakiegoś natrafić. Mam nadzieję, że to nie jest zasada ,,ciągnie swój do swojego”, a zwykłe drogowe fatum.
    http://papug.pl/smiertelne-nawyki/ – jakby ktoś był zainteresowany zapoznaniem się z typami piratów – serdecznie zapraszam. Chyba kiedyś napiszę felieton o moich przypadkach na drodze… Dużo tego.

  59. Witam,
    W związku ze świeższym artykułem dotyczącym leasingu, dopiero teraz przeczytałam powyższy artykuł i mam jedną uwagę dotyczącą kosztów. Od razu uprzedzę, że rozliczenia w excelu nie mogę otworzyć poprawnie (mam starszą wersję) i nie do końca wiem, czy w szczegółowym rozliczeniu jest to ujęte, bo w podsumowaniu tego nie widzę. Myślę tu o kosztach garażowania, miejsc parkingowych, zakupu miejsca postojowego. O garażu w domach pod miastem nie mówię, bo to oczywiste, że konieczne jest posiadanie samochodu.
    Dylemat: mieć, czy nie mieć samochodu, dotyczy raczej mieszkańców centrów dużych miast. Bo w zasadzie tylko w takich przypadkach samochód coraz częściej wydaje się być ekstrawagancją. Mieszkając w centrum, gdzie za np. miejsce postojowe w podziemnym garażu musimy sporo dopłacić przy kupnie mieszkania, albo zapłacić mniej, ale za to miesięcznie płacić niemałą kwotę za sam fakt posiadania takiego miejsca, znacząco wpływa na koszt utrzymania samochodu. Do tego dochodzą koszty parkingów w mieście. I jeżeli mieszkając w centrum, pracujemy np. w dużej części zdalnie, lub mamy samochód służbowy, albo pracujemy również w centrum, tyle że w innej strefie i posiadając miejsce postojowe koło domu i tak musimy wykupić kartę, by parkować koło pracy, to kalkulator chyba nie pozostawia złudzeń. Nie biorę tu pod uwagę kosztów eksploatacyjnych samochodu, bo te są oczywiste i podobne niezależnie od miejsca zamieszkania.
    W takiej sytuacji chyba lepiej zrezygnować z kosztownego, bo sporadycznie używanego samochodu i za zaoszczędzone pieniądze (miesięcznie koszt samych parkingów może w takich przypadkach wahać się od 200 do przypuszczam, że nawet 600zł jeśli nie więcej) i na wakacje zaszaleć i wypożyczyć kampera, lub polecieć samolotem na egzotyczny urlop. Oczywiście jest kwestia wypadów za miasto itp, ale nie oszukujmy się – jeżeli ktoś jest ,,powsinogą” to w centrum miasta długo nie pomieszka i tak ucieknie na wieś. A jeżeli zatwardziały mieszczuch chce zielonego oddechu, bez cotygodniowych wyjazdów za miasto, to lepiej zdecydować się na działkę w ROD. Tu już podejście ekonomiczne można zastosować zamiennie z ekologicznym w zależności od stopnia świadomości mieszkańca centrum. Sądzę, że wbrew pozorom, przykład ten nie dotyczy małej ilości rodzin.

  60. Witam uprzejmie! Nazywam się Krzysztof Czermiński i po pierwsze chciałbym Panu powiedzieć, że bardzo mi się podobała Pana ksiązka (aczkolwiek nie ze wszystkim co jest w niej napisane się zgodze). Chciałbym się tylko spytać co Pan myśli o używaniu skutera ( po mieście) jako środka komunikacji? Z mojego punktu widzenia skuter jest o wiele tańszy, pali mniej paliwa, pozwala dotrzeć wszędzie, no i nie trzeba pół godziny czekać na autobus.

  61. Mam wrażenie, że liczenie samego kosztu alternatywnych sposobów poruszania się po mieście to jednak błąd. Dla mnie szczególnie kłopotliwy jest wtedy możliwości zostawienia rzeczy w bagażniku i konieczność czekania na taksówkę / autobus zamiast wsiadania od razu do samochodu.

    No i jest jeszcze kwestia bezpieczeństwa – w moim własnym samochodzie żaden kloszard nie będzie mnie zaczepiał.

  62. Istotną rzeczą podczas kupowania nowego samochodu jest odłożenie „hurraoptymizmu” na bok i znalezienie dobrej oferty. Dealerzy między sobą mogą oferować różny poziom rabatu na dokładnie ten sam samochód. Warto więc czasami przejrzeć oferty od Sprzedawców i pojechać do salonu oddalonego o kilkadziesiąt lub nawet kilkaset kilometrów, tylko po to, aby zaoszczędzić parę tysięcy.

  63. Wg. mnie tylko w szczególnych przypadkach opłaca się zakupić nowy samochód (przebieg powyżej 40 000/rok, długie trasy… czyli sytuacja gdy musimy być absolutnie pewni za pojazd).
    Utrata wartości nowego samochodu, co powszechnie wszyscy wiedzą, jest ogromna.
    Najrozsądniej kupować kilkuletnie, a przed zakupem poświęcić sporo czasu na wyszukanie odpowiedniego egzemplarza.
    Na moim przykładzie: na znalezienie właściwego samochodu przeznaczyłem kilkadziesiąt godzin (średnio po godzinie dziennie przez 2-3 miesiące).
    Kupiłem pięcioletni właściwie w idealnym stanie za 53.000 zł, gdy był nowy kosztował 160.000 zł.
    Utrata wartości wyniosła zatem ponad 21 tysięcy/rok!
    Gdybym kupił nowy, chodził bym dziś chyba załamany 😉

  64. Powiedziałbym że wyliczenia mocno wątpliwe. Powyższe kwoty nowego 132 tys i używanego auta pasują doskonale do Forda S-max, który jest dobrym przykładem bo nie jest to marka premium, ale nie jest to też sam dół. Solidna średnia marka.

    W Polsce przejeżdża się średnio 15 tys km. Po 5 latach nowe auta ma więc 75 tys km. Wtedy jego wartość w Niemczech to przynajmniej 17 tys euro, czyli około 73 k PLN właśnie. Auto w bardzo dobrym stanie może kosztować spokojnie jeszcze więcej.

    Samochód nowy traci więc w 5 lat około 60 k PLN wartości. Natomiast taki 5 lateni po 5 latach będzie kosztował koło 20-25 tys PLN, czyli straci koło 50 tys PLN. Różnica jest więce znacznie mniejsza.

    Co do ekspolatacji – nowego będą niewielkie. Gwarancja jest na 3 lata, a jak ktoś dobrze ponegocjuje dostanie na 5. Używany – no cóż – tu już trzeba zakładać wymiany sprzęgła, turbiny, może wtrysków. Mogą być problemy z katalizatorem, DPF-em itd. Spokojnie grubych napraw za 20 -30 K PLN w 5 lat.

    Koszty finansowe będą też mniej rozbieżne niż wypisane.

  65. Albo nie kupować tylko wynająć. Ostatnio tłukom w radiu o autach na abonament, i leasetake.pl , może to jest jakiś sensowny sposób żeby jeździć nowym autem. Tylko pojawia się pytanie ile wynagrodzenia mozesz przeznaczyć na „wynajem auta” ?

  66. Artur Wiśniewski

    Im auto nowsze tym bardziej traci na wartości. Im starsze tym większe ryzyko, że będzie się psuć.
    Kupując swój ostatni samochód zastanawiałem się jaki jest optymalny wiek samochodu zapewniający, że samochód nie będzie już mocno tracił na wartości a z drugiej strony, że nie będę musiał do niego co chwilę dokładać bo zaczną się psuć kolejne części. Ostatecznie kupiłem 7-latka. Dużo oczywiście zależy od przyjętych założeń (np. w jakim wieku auto zacznie się psuć).

  67. My przy wspólnych zarobkach z żoną na poziomie 5000netto/mc kupiliśmy nową Skodę Octavia za 97 000zł prosto z salonu wzięty w leasing 4 letni z ratą po 519zł/mc wpłata własna 24 000zł. Mamy proste założenia finansów rodzinnych: 1250zł to kwota którą przeznaczamy miesięcznie na samochód po odjęciu raty zostaje nam 730zł miesięcznie po odjęciu ubezpieczenia co rok 2500zł akurat uzbieramy na spłatę samochodu po okresie Leasinu, jak samochód będzie już nasz z mamy 1250złx12mc=15000rocznie liczmy że z tego nawet niech będzie 4000rocznie pójdzie na ubezpieczenie opony itp to po 6 latach uzbieramy 66 000 sprzedamy Octavię po 10 latach od momentu wyjazdu z salonu za kilkanaście tys i będziemy mieli praktycznie nowy samochód od ręki.
    P.S Myślę że jeśli ktoś przy podobnych zarobkach na rodzinę a nawet mniejszych od 4tyś zł (np rapid albo fabia za 50000-60000tyś) może sobie pozwolić bez większych wyrzeczeń na nowy samochód z salonu. Ale to tylko nasze subiektywne zdanie poparte doświadczeniami.

  68. Trochę jest to źle liczone. Jak kupujesz nówkę za 90.000 to załóżmy 10 do15 lat możesz użytkować zanim stanie się gratem. Jak kupisz używkę 5 letnią za 36000zł to za 5 lat ją zajeździsz i kupisz drugą więc w tym samym czasie kupisz dwa lub trzy samochody używane za każdym razem sporo dopłacając.

  69. Nie wiem, skąd takie oszacowania kilometrów w przeliczeniu na perpedes, rower, … samochód. One są dobre dla singla, z dużym ego, a co gdy osoba nie ma jak dojechać do pracy?, albo gdy ma rodzinę i zabiera ją na wakację? Niby można przeliczyć koszty takiej wyprawy na osoby, ale pensja wciąż jest ta sama.

Odpowiedz