Świąteczny obłęd i kredytowa pętla na szyi.

19

??????
W galeriach handlowych na dobre rozkręca się przedświąteczne szaleństwo. Nieprzebrane rzesze kupujących szturmują bogato zaopatrzone sklepy i stoiska. Kolorowe lampki, błyszczące bombki, pachnące choinki, radosna świąteczna muzyka – wszystko już świetnie przygotowane na przyjęcie naszych ciężko zarobionych pieniędzy. Armia marketingowców przez długie miesiące pracowała nad tym, byśmy łatwiej, przyjemniej, wygodniej i szybciej dokonywali kolejnych zakupów. Piękne hostessy, zapach domowego ciasta, parzonej kawy, ciepły głos lektora z reklamy. Prawdziwie magiczny czas…

A co jeśli brakuje nam środków na świąteczne zakupy?  Daj spokój! Wystarczy dowód i jeden podpis, a co najmniej kilka firm pożyczkowych i banków z największą przyjemnością udzieli nam pożyczki. Za mało? No problem, mamy przecież do wykorzystania limit na karcie kredytowej. Radio, prasa, telewizja, internet pęcznieją od niezliczonych reklam zachęcających nas do pożyczenia pieniędzy na święta. Przecież w tym wyjątkowym okresie nie warto oszczędzać! Chyba nie pozwolimy, aby pieniądze były dla nas teraz problemem, prawda?

Cóż, to prawda. Pieniądze rzadko kiedy są problemem. Problemem jest ich brak… Niestety przypominamy sobie o tym dopiero w styczniu, gdy po wspaniałych świętach i sylwestrowej zabawie stopniowo wracamy do codziennych obowiązków. Wstajemy przed wschodem słońca by w mroźny poranek dojechać do  pracy i zmagać się z codziennymi wyzwaniami. Przez kilka pierwszych dni towarzyszy nam świadomość, że to nowy rok, nowe nadzieje, nowe marzenia… Jednak po paru tygodniach wracają dawne problemy, dopada rutyna i myślimy już tylko o tym, by jakoś dociągnąć do weekendu. Po świętach i noworocznych postanowieniach pozostała już tylko jedna rzecz: drenująca nasz portfel rata pożyczki, którą będziemy spłacać jeszcze przez wiele miesięcy.

Dopiero początek grudnia, więc masz jeszcze szansę, by w Twoim przypadku tak się nie stało. Bez względu na Twoją sytuację finansową, bez względu na Twoje motywy, uzasadnienia, powody i przyczyny, dla których rozważasz zaciągnięcie pożyczki na święta, proszę Cię, nie rób tego!

Jestem przeciwnikiem, a wręcz zawziętym wrogiem wszelkiego rodzaju długów konsumenckich. Zaciąganie pożyczek czy kredytów na jakąkolwiek konsumpcję to najgorsza z możliwych decyzji finansowych. Nieważne czy kupujesz na kredyt prezenty dla rodziny, nowy telewizor, meble czy samochód. Z finansowego punktu widzenia to bardzo niemądra decyzja. Takie długi są największą przeszkodą na Twojej drodze do finansowego bezpieczeństwa. Nie kreują dla Ciebie żadnej wartości, a skutecznie drenują Twój portfel. Uzależniają Cię od pożyczkodawców, robią z Ciebie niewolnika i wprowadzają do Twojego życia ogromne ryzyko, z którego najczęściej nie zdajesz sobie sprawy. Według raportu InfoDług na koniec września 2014 w Polsce było 2,37 mln osób, które nie były w stanie spłacić w terminie swoich zobowiązań, a wartość ich długów to 41,5 miliarda złotych.  Ile osób spłaca swoje długi w  terminie, ale ciążą im one niczym koło młyńskie u szyi, zmuszając do ciężkiej pracy w cichej desperacji? Tego nie wie nikt, ale sam znam wiele takich przypadków.

Jesteś mądrym, kreatywnym człowiekiem. Pod czaszką nosisz 1400 gram najwspanialszej materii na świecie: Twój mózg. Dopuść go na chwilę do głosu, a na pewno znajdziesz wiele sposobów, dzięki którym będziesz w stanie zorganizować wspaniałe święta bez konieczności zaciągania pożyczek. Nie zakładaj sobie na szyję kredytowej pętli.

Dziękuję Ci za czas poświęcony na przeczytanie tego wpisu. Mam nadzieję, że będzie dla Ciebie pomocny. Będę bardzo wdzięczny za Twój komentarz, polubienie strony i polecenie tego postu osobom, dla których finanse osobiste są ważne. Życzę Ci miłego dnia i ŚWIADOMYCH ŚWIĄTECZNYCH ZAKUPÓW ZA WŁASNE PIENIĄDZE 🙂

Podobają Ci się artykuły na blogu?


Dołącz do ponad 8 337 osób, które otrzymują newsletter i korzystają z przygotowanych przeze mnie bezpłatnych narzędzi pomagających w skutecznym dbaniu o finanse.
KLIKNIJ W PONIŻSZY PRZYCISK.

Komentarze19 komentarzy

  1. Marcinie, w pełni się zgadzam. A co są dzisz o leasingu? Niby to blok o finansach osobistych, ale z punktu widzenia mikrofirmy to też instrument finansowy. Tzn zakup auta czy komputera – jeżeli nie kredyt to lepiej leasing? Czy… zbierać:) dzięku z góry za odpowiedź

    • Marcin Iwuć

      Witaj Arturze, dziękuję za ciekawe pytanie.
      Gdybyś zapytał mnie o sporą firmę transportową, która rozbudowuje swoją flotę bo ma dodatkowe zlecenia, poprosiłbym Cię o dodatkowe dane i moglibyśmy trochę policzyć.
      Piszesz jednak o mikrofirmie, czyli własnej działalności na niewielką skalę. W tym przypadku szczerze mówiąc „leasing” to według mojego podejścia do tematu długów po prostu inna nazwa dla określenia „pożyczka konsumencka”. Brzmi bardziej profesjonalnie, ale po dokładnym przeanalizowaniu sprowadza się do tego samego: zadłużeniu się w celu kupienia dobra, którego wartość będzie malała. Na zakup samochodu czy komputera nie korzystałbym w takim przypadku z leasingu. Szczególnie, że jesteś w stanie te środki odłożyć. Dług to dług.

      • Wpis sprzed roku, ale skomentuję, bo może ktoś, tak jak ja jeszcze go przeczyta:

        Leasing samochodu ma sens w przypadku jednoosobowej działalności, choćby z tego powodu, że w jego spłacie pomaga nam Urząd Skarbowy 🙂

        Po pierwsze, mamy prawo do odliczenia VAT (choć z limitem), po drugie, wrzucamy ratę leasingową w koszty firmy, na czym oszczędzamy kolejne19%, co praktycznie pokrywa nam odsetki kredytu.

        Owszem, wartość samochodu w tym czasie spada, ale jakby to dobrze policzyć to może sie okazać, że po spłacie leasingu jesteśmy w stanie sprzedać samochód za taką cenę, żeby wyjść na zero.

        Zresztą, dla mnie wystarczającym argumentem za leasingiem jest możliwość wyrwania paru tysięcy złotych z paszczy skarbówki.

        • Cześć Rafał,
          Dziękuję za komentarz.
          Za kilka tygodni będzie wpis na ten temat z dokładnymi obliczeniami.
          Co do Twojej motywacji (wyrwanie kasy skarbówce): naprawdę jesteś gotowy zapłacić za coś w sumie więcej z własnej kieszeni, o ile będzie to oznaczło mniejsze wpływy do Urzędu Skarbowego? 😉
          Serdecznie pozdrawiam.

        • No tak, ale przecież kupując za gotówkę też można wrzucić w koszta i amortyzować. Chyba, że czegoś nie wiem 🙂 Nie wiem, jak z VATem. Ale popieram Marcina.
          W ogóle generowanie kosztów w firmie tylko po to, żeby zapłacić mniejszy podatek jest moim zdaniem słabe. Przecież summa summarum wydamy więcej na te rzeczy (nawet po odliczeniu podatku) niż gdybyśmy nie kupili i zapłacili po prostu większy podatek.

          W ogóle wydaje mi się, że część osób prowadzących własną DG żyje w iluzji, że jak coś się kupuje i „wrzuca w koszty”, to właściwie jest za darmo 🙂

      • Czesc Marcin,

        Wlasnie zanosze sie z zamiarem kupna samochodu i rozwazam ‚za i przeciw’ kupna lub leasingu (samochod do uzytku prywatnego). Musze powiedziec ze wstepne wyliczenia (dosc ogolne) wskazuja, ze nie ma zbyt duzej roznicy pomiedzy kupnem a leasingiem – w przeliczeniu na wydatek miesieczny.

        Niektore z czynnikow ktore bralem pod uwage to miedzy innymi wydatki na awaryjnosc samochodu podczas zakupu i ich braku jesli bedziemy lease-owac; jak rowniez wartosc pieniadza w czasie (przykladowo zaplacenie gotowka 75 tys. za samochod vs. zainwestowanie tej sumy).

  2. Prosze o porade.
    Moja sytuacja jest nastepujaca. W 2011 roku kupilem mieszkanie na kredyt. Niestety wzialem kredyt na 110% wartosci mieszkania czyli 340 tys zl, do tego na 40 lat i w euro. Mialem zdolnosc kredytowa, a nie mialem wiedzy finansowej i wkladu wlasnego. Bywa… No ale mieszknaie kupilem w dobrej lokalizacji i cenie, no i kredyt mam oprocentowany lacznie 2,025% a wiec zalapalem sie jeszcze na tani kredyt w euro.
    Otoz rok pozniej wyjechalem z kraju. Plusy tego sa takie ze: zarabiam w walucie w ktorej mam kredyt, zarabiam znacznie wiecej, wynajmuje to mieszkanie.
    Raty kredytu sa stale i wynosza 275 euro. Oczywiscie do tego dochadza obowiazkowe ubezpieczenia w wysokosci ok 200 zl miesiecznie. Wynajem mieszkania pokrywa mi prawie wszystkie koszty, dokladam do „tego interesu” max 100zl miesiecznie, wiec wcale nie jest tak zle.
    Tak jak wspomnialem, zarabiam lepiej wiec rocznie jestem w stanie oszczedzic ok 10tys euro + splacac raty. Zlotowki z wynajmu ida glownie na lokaty + czesc na akcje na GPW.
    Chce jak najszybciej splacic kredyt. W warunkach umowy mam bezprowizyjne nadplaty. Moj plan to nadplacac co pol roku 5tys euro, dzieki czemu w ciagu najblizszych 7-8 lat powinienem pozbyc sie kredytu.
    Ale teraz zaczalem sie zastanawiac, czy nie lepiej np przez 5 lat oszczedzic 50tys euro i kupic w Polsce np kawalerke za gotowke. Wtedy pieniadze z wynajmu obu mieszkan splacalyby kredyt. Ceny nieruchomosci spadaja, za 5 lat byc moze bedzie taniej. Kredytu nie splace w 7 lat, a w 15 ale za to bede mial 2 mieszkania a nie jedno.
    Co Pan „bardzo osobiscie” mysli o takim podejsciu?

    Pozdrawiam

  3. Marcin Iwuć

    Witaj Marcin, dziękuję za pytanie.

    Będąc w Twojej sytuacji zrobiłbym wszystko, by jak najszybciej spłacić kredyt.

    Oto powody, dla których tak bym postąpił (uwzględniłem dodatkowe otrzymane od Ciebie informacje):
    1) Kredyt na 340 000 PLN zaciągnięty w 2011 przy kursie poniżej 4 zł, to na dzień dzisiejszy kwota 90 000 EUR. Z Twojej raty 275 EUR, większość idzie na odsetki, więc do tej pory spłaciłeś raptem 4000 EUR. Cała reszta spłat, to odsetki i dodatkowe ubezpieczenie (= pieniądze wyrzucone przez okno). Przy kredycie na 40 lat Twoje zadłużenie spada BARDZO powoli. Spłacasz sumiennie raty, ale kredyt stoi w miejscu.

    2) Oprocentowanie Twojego kredytu wynosi obecnie 2.025%, co przy dzisiejszej stopie EURIBOR 3M wskazywałoby, że liczone jest ono według formuły EURIBOR3M plus marża banku równa 1,80%. Obecnie EURIBOR jest na bardzo niskich poziomach i przewiduje się, że już od 3 kwartału 2014 może iść w górę. Zatem oprocentowanie Twojego kredytu, a tym samym kwota raty, będą szły w górę. Większość Twoich spłat to ciągle będą odsetki, będziesz płacił więcej, ale kredyt – dalej będzie prawie „stał w miejscu”.

    3) Dziś mieszkanie jest wynajęte, więc dokładasz tylko około 100 zł. Musisz wziąć jednak pod uwagę dodatkowe okoliczności:

    a) Co jakiś czas trzeba zmienić najemców, co wiąże się z następującymi kosztami:
    – brak czynszu w miesiącach, w których szukasz najemcy;
    – konieczność odświeżenia mieszkania (mini-remont);
    – prowizja dla agencji nieruchomości szukającej najemcy

    b) Wynajmujesz „na odległość”, a to oznacza, że nie masz możliwości bieżącego monitorowania stanu swojej nieruchomości. Złe zachowanie najemców, pęknięta rura i zalany sąsiad, niemożność spisania stanu wodomierzy czy konserwacji instalacji, itp., itd. Będzie Ci trudno zachować nad tym kontrolę i będziesz na to wykładał dodatkowe środki. Koszt najmu jest przez to jeszcze wyższy. Uwierz mi, wiem o czym piszę. Przez kilka lat wynajmuję mieszkania i niedawno po 10 latach sprzedałem świetne mieszkanie we Wrocławiu właśnie dlatego, że właściwy nadzór nie był możliwy i pochłaniał zbyt wiele mojego czasu i energii. Co więcej – wraz z upływem lat mieszkanie będzie wymagało dodatkowych nakładów.

    4) Dziś masz pracę i zarabiasz w EUR. To jednak może się zmienić. Gdy wrócisz do Polski znów będziesz miał do czynienia z ryzykiem kursowym. Jeżeli stracisz pracę, a najemca się wyprowadzi, możesz mieć dodatkowe kłopoty. Kredyt zaciągnięty na takich warunkach (40 lat, 110%) to dodatkowe źródło ryzyka, które uświadamiamy sobie dopiero w trudnych życiowych sytuacjach. Wykorzystaj ten pomyślny obrót spraw związany z Twoją obecną pracą i zarobkami w EUR, skoncentruj się w 100% na spłacie kredytu, a szybciej niż myślisz będziesz się cieszył mieszkaniem będącym w 100% Twoją własnością, brakiem kredytu i możliwościami szybkiego dalszego bogacenia się dzięki temu, że nie będziesz wyrzucał pieniędzy na płacenie odsetek i ubezpieczeń do banku.

    Zakładając kupno drugiej nieruchomości i licząc na to, że za 15 lat będziesz miał 2 mieszkania, bierzesz pod uwagę jedynie pozytywny obrót spraw. W finansach równie ważne jest bycie przygotowanym na scenariusze negatywne.

    Podsumowując: na podstawie informacji, które mi przekazałeś (pamiętaj proszę, że nie znam wszystkich szczegółów) gdybym był na Twoim miejscu, skoncentrowałbym się na jak najszybszej spłacie kredytu w EUR i pod żadnym pozorem nie kupowałbym dodatkowej nieruchomości. Oto, co sobie tak „bardzo osobiście” na ten temat myślę.

    Wszystkiego dobrego,
    Serdecznie Cię pozdrawiam.

  4. Witaj,

    Czytając Twój poprzedni komentarz zastanawiam się, czy błędną decyzją jest kupno dodatkowej nieruchomości w celu wynajmu. Mam kredyt RnS na 300 tyś. PLN i dwie kawalerki na wynajem. Jedną kupiłem za gotówkę, zamiast spłaty kredytu RnS. Drugi w CHF i troszkę na tym straciłem. W ogólnym rozliczeniu jestem jednak zadowolony z tych transakcji i rozważam zakup kolejnej kawalerki. Czy nie zauważam swojego błędu?

    • Marcin Iwuć

      Witaj Piotrze, dziękuję za komentarz i pytanie.

      Jeśli chcesz kupić za gotówkę, a Twoja sytuacja finansowa jest bardzo dobra, to obecnie jest moim zdaniem całkiem dobry czas na zakup nieruchomości w dobrej lokalizacji. Jeżeli jednak chcesz wziąć kolejny kredyt hipoteczny, to warto dogłębnie to przemyśleć.

      Zacznę od tego, że bardzo lubię nieruchomości jako klasę aktywów w portfelu inwestycyjnym. Ponieważ jednak traktuję je właśnie jako część portfela, stosuję do nich te same zasady co do innych typów inwestycji, a jedną z najbardziej podstawowych zasad jest dywersyfikacja. Dlatego nie lokuję wszystkich swoich środków w nieruchomościach (choć całkiem sporo).

      Na nieruchomościach na wynajem da się dobrze zarobić, ale bardzo ważne jest, aby przy podejmowaniu decyzji o zakupie robić realne założenia. Do najważniejszych spraw, które warto wziąć pod uwagę, należą:
      – założenie minimum 1 miesiąca w roku bez czynszu;
      – podatek z tytułu dochodów z najmu (8,5% ryczałt lub na zasadach ogólnych);
      – prowizje dla agencji przy każdej zmianie najemców;
      – podatek od nieruchomości i opłaty za użytkowanie wieczyste płatne w każdym roku;
      – koszty odświeżenia mieszkania (mini-remontu) przy każdej zmianie najemcy;
      – koszty napraw/ wymiany sprzętu AGD (z mojego doświadczenia w wynajmowanych mieszkaniach najczęściej psują się zmywarki 😉
      – solidnego remontu co ok. 5 lat
      – konieczność poświęcania własnego czasu na administrację, naprawy i rozliczenia związane z nieruchomością
      – ubezpieczenie OC (gdy np. najemca zaleje sąsiadów)
      – ubezpieczenie mieszkania od pożaru i innych zdarzeń losowych
      – koszty odsetek od kredytu i ewentualnych innych kosztów około kredytowych

      Dopiero po uwzględnieniu tych wszystkich elementów liczymy sobie realne przepływy pieniężne generowane przez nieruchomość. Ostatecznie liczy się przecież to, co realnie trafia do naszej kieszeni. W większości przypadków okazuje się, że faktycznie generowana gotówka wcale nie jest duża.
      Jeśli dołożymy do tego dużą ilość czasu, który należy poświęcić na zajmowanie się nieruchomością (od wystawiania rachunków, przez naprawy aż do rozliczeń z Urzędem Skarbowym), okazuje się, że to znacznie trudniejsze, niż się powszechnie wydaje.

      Właśnie dlatego gotówka wygenerowana przez nieruchomość rzadko kiedy daje satysfakcję. Satysfakcja pojawia się dopiero, gdy nieruchomość korzystnie sprzedamy za kilka lat (najlepiej więcej niż 5, bo w przeciwnym razie zapłacimy podatek od zysku). Zazwyczaj to, czy uda się nam korzystnie sprzedać jest często zdeterminowane już w momencie kupna. Dlatego wybór WŁAŚCIWEJ nieruchomości w MOMENCIE KUPNA jest najważniejszy dla odniesienia satysfakcjonujących zysków z całej transakcji. Ale to już temat na inny wpis.

      Posiadasz już 2 kawalerki na wynajem i zastanawiasz się nad kolejną. Tutaj musisz uwzględnić dwie dodatkowe sprawy:
      – nakład czasu, który będziesz musiał poświęcić, będzie jeszcze większy;
      – musisz sprawdzić, czy Urząd Skarbowy nie potraktuje 3 nieruchomości na wynajem jako działalności gospodarczej; wtedy do całej zabawy dochodzą inne kwestie, jak np. konieczność prowadzenia ewidencji, VAT, itp.

      To nie do końca jest tak, że jedną z kawalerek kupiłeś za gotówkę. Zmieniając nieco punkt widzenia, kupiłeś ją de facto za kasę z kredytu z programu RnS, tyle tylko, że hipoteka jest wpisana w księdze wieczystej Twojego mieszkania 😉

      Jeśli dobrze rozumiem, kredytu RnS nie chcesz nadpłacać dopóki masz możliwość korzystania z dopłaty do odsetek ( w sumie przez 8 lat). Załóżmy, że w tym czasie przeciętne oprocentowanie kredytu wyniesie 4% w skali roku, co przy kredycie na 30 lat oznaczałoby sumę odsetek naliczonych przez 8 lat w wysokości 88 687 zł . Państwo dopłaca Ci połowę z tego, zatem w sumie około 44 000 zł w ciągu 8 lat i dla tej korzyści postanowiłeś nie spłacać kredytu w programie RnS. W skumulowanej wartości wygląda to ciekawie, jednak nie zapominajmy, że jest to ciągle raptem 2% w skali roku. Ty ze swojej kieszeni ciągle wykładasz drugie tyle.

      W finansach matematyka to nie wszystko. Dużo ważniejsze są często emocje. W pełni spłacone mieszkanie daje niesamowite poczucie spokoju i bezpieczeństwa dla całej rodziny, a Tobie pozwoli bardziej odważnie podejmować inne decyzje (zawodowe, inwestycyjne).

      Dlatego będąc na Twoim miejscu i mając możliwość nadpłaty kredytu na własne mieszkanie, poważnie bym to rozważył. Rozumiem, że chcesz poczekać do końca programu RnS, ale później zdecydowanie warto się pozbyć ze swojego życia tych rat.

      Na pewno nie kupowałbym kolejnej nieruchomości na kredyt. Wiem, że jest sporo książek na temat tego, jak dzięki kredytowi i dźwigni finansowej można się szybko wzbogacić, ale jest dużo więcej nienapisanych książek z historiami osób, które realizując taki plan padły od nadmiaru kredytów.

      Serdecznie pozdrawiam.

  5. Kolejny świetny wpis – ważna sprawa, czyli kredyty konsumpcyjne (i to nie tylko przed świętami ale przecież są wakacje i inne „okazje”)i jasny przekaz aby nie zakładać sobie pętli na szyję za cenę chwilowej przyjemności. Bez długów człowiek lepiej śpi i mniej martwi się dniem codziennym – a z radości świątecznego nagradzania siebie i bliskich nie trzeba wcale rezygnować – wystarczy mała kwota odkładana co miesiąc, aby móc w grudniu zaszaleć 🙂

  6. Moim zdaniem pierwsze pytanie jakie należy zadać sobie biorąc pożyczkę lub kredyt to czy stać nas będzie na spłatę?.A drugie pytanie czy na pewno potrzebujemy pożyczki?, może bez niej też damy radę?. Tak myśląc wiele osób uniknęłoby kłopotów ze spłatą.

    • Cześć Anna,
      Całkowita racja – rozsądne podejście do pożyczek zdecydowanie uchroniłoby wiele osób przed problemami.
      Ja dodałbym tylko, że dodatkowo warto przemyśleć, czy w ogóle trzeba kupować tyle rzeczy na święta i wydawać na nie takie pieniądze. Może nie warto ulegać marketingowej nagonce?

  7. W pewnych sytuacjach kredy jest ciekawą opcją finansowania. Ostatnio pierwszy raz zdarzyło mi się skorzystać promocji allegro 10×0% i faktycznie wychodzi 0%. Kupiłem sprzęt, na który miałem już dawno odłożone fundusze, ale jego zakup odkładałem na nowy rok. Po pierwsze nie wydam dużej kwoty jednorazowo tylko jeśli będę chciał mogę te pieniądze obrócić np. na lokacie albo w innych inwestycjach, a po drugie mam nadzieję że wliczy się to w scoring BIK, też jako inwestycja pod lepsze procenty przy np. kredycie hipotecznym.

  8. Witaj Marcinie!
    Kupiłam Twoją książkę , oglądam DDTVN i nadal mam za mało informacji. Robisz świetną robotę w uświadamianiu Polaków dot. ich finansów.
    Ja z racji ukochanego wykonywanego zawodu ( pracownik socjalny ), nigdy nie będę zarabiać dużo. Kocham to co robię, pomaganie ludziom daje mi dużo satysfakcji. Musiałam jednak z rodziną wyjechać z kraju aby zarobić na lepszą przyszłość.
    W 2007 wzięliśmy kredyt na małe mieszkanie ( 138tyś ). Dziś mamy do spłaty ok 110tyś. Jak się domyślasz dotychczas płaciliśmy spore odsetki. W międzyczasie dostaliśmy w darowiżnie dzialkę budowlaną od rodziców. Spłaciliśmy ją aby sprzedać kredyt. Dostaliśmy za nią 150tys. Teoretycznie moglibyśmy spłacić kredyt ( oprocentowanie 3,69%). Mamy jednak w Multibanku rachunek bilansujący, czyli jeśli mamy na koncie kwotę kredytu to nie płacimy żadnych odsetek od kredytu.

    Zarabiamy z mężem dosyć dobrze i za 2 lata uzbieramy kwotę 150tyś. Jako że to była sprzedaż darowizny , musieliśmy zobowiązać się że przeznaczymy te pieniądze na cele mieszkaniowe. Musielibyśmy zapłacić podatek gdybyśmy tego nie uczynili. Wynajmujemy nasze mieszkanie teraz za 1000zł ( na czysto , po odliczeniu podatku 8,5%, czynszu itp. ) Gdybyśmy kupili to mieszkanie za 2 lata za gotowkę tez byśmy dostali ok 1000zł na czysto. Tylko Problem polega na tym czy otrzebujemy to mieszkanie wiedząc że nie chcemy wróćić do Polski?..Z przyjadem do Polski nie ma problemu ( 4 godziny jazdy samochodem). Wydaje mi się że jak wsadzimy tą kwotę 150 tys na Konto oszczędnościowe to nigdy nie otrzymamy 1000zł czystego zysku.
    Czy kupno drugiej nieruchomości w Polsce ma sens?
    Myślę że sporo ludzi jest w podobnej sytuacji i chętnie uzyskałoby mądrą odpowiedź od Ciebie.

    Trzymaj się ciepło i dalszych sukcesów Ci życżę!

  9. Wpis w idealnym momencie. Właśnie jutro wybieramy się na przedświąteczne polowanie. Mamy dokładny plan co komu chcemy kupić, ale na wszelki wypadek zrobię zaraz kartkę, żeby nas nie poniosło 😉 Większość prezentów wcześniej zaplanowanych kupiliśmy korzystając z Dnia Darmowej Dostawy i tym samym ograniczając czas i koszty. Ale nie wszystko można kupić w ten sposób. Oby udało trzymać się planu.

  10. Prosta matematyka dla mających zamiar wziąć kredyt gotówkowy. Załóżmy, że pożyczamy 1000 pln na urządzenie Świąt. W ciągu roku musimy spłacić 1200 pln (w przybliżeniu z ofert kredytów gotówkowych). Za rok znów trzeba będzie wziąć 1000… itd. Jeśli w tym roku zaciśniemy pasa, i w ciągu roku odłożymy te 1200 pln które musielibyśmy wydać na raty, w przyszłym roku (i w kolejnych) mamy 1200 pln na Święta i to z własnej kieszeni. Podsumowując życie na kredytach gotówkowych wcale nie pozwala kupować więcej tylko w dłuższym okresie sprawia, że stać nas na mniej. Nie wspominam o stresach związanych z kredytem, ryzyku utraty pracy, itp.

  11. Tak sobie myślę, że warto ten tekst wyciągać na wierzch właśnie w styczniu – to wtedy jest dobry moment, żeby zacząć odwracać sytuację i płacić za święta PRZED nimi, a nie PO nich (czytaj posiłkując się drogim kredytem). Ja patrzę na wydatki poczynione w poprzednich latach w grudniu, szacuję kwotę do wydania w przyszłym. Traktuję tę kwotę tak, jak przykładowo składkę na AC/OC auta (duży jednorazowy wydatek raz do roku). Takie jednorazowe wydatki dzielę na 12 i odkładam miesięczną składkę. Przy okazji rewiduję te wydatki, zastanawiam się, czy faktycznie muszę to wszystko kupić, tak dużo zapłacić…

Odpowiedz